[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
[01:05] - "Mówią świadkowie" w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy właśnie tutaj, właśnie teraz kolejny, czternasty już odcinek podcastu "Mówią świadkowie", czyli audycji poświęconej na prezentację najciekawszych relacji ze spotkań z nieznanym, jakie docierają na redakcyjną skrzynkę Radia Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. Dzisiejszemu odcinkowi postanowiłem nadać taki troszeczkę przydługawy, ale chyba oddający w pełni zawartość tytuł: "Ochronna siła, moc intencji, magiczna moc siódemki i prawo przyciągania. Dotyk nieznanego i pamiętnik naszej słuchaczki." Ten odcinek być może wywoła wśród słuchających pewne kontrowersje. Wysłuchamy dzisiaj bowiem zapisu drugiej rozmowy telefonicznej z bohaterką poprzedniego odcinka naszej audycji. Będą to dwie historie. Jedna rozegrała się w dwa tysiące dziewiątym roku podczas wyjazdu do Egiptu, druga zaś w dwa tysiące dziesiątym roku w Turcji. Zanim przejdziemy do zapisu rozmowy, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym.
Nasze kontakty to numery telefonów: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Numer komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype: radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można także pisać poprzez nasz fanpage na Facebooku pod adresem: facebook.com ukośnik radio Paranormalium. Facebook.com ukośnik radio Paranormalium. Można również wysyłać nam wiadomości e-mail na adres: radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl.
Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Będziemy bardzo wdzięczni za podanie w wiadomości głosowej swojego numeru telefonu. Dotyczy to szczególnie osób dzwoniących z numerów zastrzeżonych oraz powiedzenie w paru słowach, w jakiej sprawie chcielibyście się państwo z nami skontaktować. Ponieważ sama wiadomość na zasadzie: "Halo, halo, proszę się skontaktować. Dziękuję, do widzenia." po prostu tak po ludzku nic nam nie mówi. Pod poprzednimi odcinkami niektórzy ze słuchaczy zwracali uwagę na pewną chaotyczność w opowiadaniu relacji przez osoby występujące w tej audycji. Jest to jednak rzecz, że tak to ujmę, całkiem naturalnie występująca podczas chociażby zwykłych rozmów, jak również w trakcie rejestrowania tego typu historii w formie rozmowy telefonicznej. Postanowiłem tych nagrań w żaden sposób nie edytować, nie przestawiać poszczególnych fragmentów wypowiedzi z obawy, że sam coś niechcący pomieszam i zrobi się jeszcze większy rozgardiasz. Ponadto uważam, że przy należycie uważnym słuchaniu każdej z tych relacji da się jak najbardziej połapać wszystkie wątki, połączyć je w całość i na tej podstawie wysnuć jakieś swoje sensowne wnioski.
Rozmów ze świadkami manifestacji dziwnych zjawisk zdecydowanie nie powinno się słuchać po łebkach. Wracając do rozmowy, której zapis za chwilę państwo usłyszycie, zawiera ona dwie historie. Nadmienię jeszcze tylko, że aby nie pominąć żadnego szczegółu i niczego nie pomieszać, bohaterka dzisiejszego odcinka posłużyła się pamiętnikiem, w którym zapisuje skrzętnie różne swoje spotkania z nieznanym. Będzie dużo odniesień do prawa przyciągania i wspomnianej w poprzednim odcinku audycji Earla Nightingale'a. Historię nasza słuchaczka przekazała zaś w sposób dość mocno, rzekłbym, literacki. Tak, że świetnie te historie nadawałyby się do publikacji w nieistniejącej światowej rubryce "Dotyk nieznanego" i lub jako ciekawe opowiadania z życia wzięte do audycji ABW Antologia Bibliotekarium Warsztaty. Tutaj taka moja mała uwaga, a właściwie prośba. Jeśli komuś z Państwa taka tematyka i taka forma przedstawiania historii się nie podoba, to proszę wyłączcie tę audycję i na litość boską powstrzymajcie się od pisania pełnych narzekań komentarzy. Gdyż z całym szacunkiem, ale jednak narzekanie na coś, przed czym zostało się przecież uprzedzonym, poczytuję jako niepoważne i nie na miejscu. Nie muszę chyba mówić, że takie czy inne kąśliwe komentarze zniechęcają również inne osoby do dzielenia się swoimi historiami, chociażby tymi z UFO.A właśnie, jeszcze tylko dodam, iż aktualnie przygotowuję do publikacji ciekawe relacje dotyczące obserwacji UFO, więc przy dobrych wiatrach być może już następny odcinek naszego podcastu będzie mocno ufologiczny.
A tych z państwa, którzy poszukują relacji o obserwacjach UFO, pozwolę sobie odesłać do powstającego serwisu ufo-relacje.pl, który właśnie taką bazą relacji docelowo ma być. www.ufo-relacje.pl. Wracając zaś do dzisiejszej rozmowy. Z góry też uprzedzam i przepraszam, jeśli dzisiejsze nagranie będzie momentami niezrozumiałe. Nasza słuchaczka dzwoniła z pracy, więc podczas obrabiania zapisu tej rozmowy musiałem powycinać z nagrania różne odzywające się w tle, niezbyt miłe dla ucha i ducha dźwięki. W razie czego przypominam: przed tym również uprzedzałem. Przechodząc zaś do historii, które dzisiaj usłyszymy. Pierwsza historia wydarzyła się podczas wyjazdu do Egiptu w dwa tysiące dziewiątym roku i obejmuje szereg zdarzeń dla naszej słuchaczki wyjątkowo niebezpiecznych. Słuchaczka w owym czasie wykazała duże zainteresowanie osobą faraona Tutenchamona, którego wizerunek zresztą będąc już na miejscu zakupiła. Jak twierdzi nasza słuchaczka, ten właśnie faraon w jakiś sposób ratował ją, czy też uprzedzał przed czyhającymi na nią podczas urlopu zagrożeniami.
Tutaj otwiera się duże pole do interpretacji, co tak naprawdę w tym przypadku zadziałało. Być może nasza słuchaczka rzeczywiście zwracając się do Tutenchamona przyciągnęła do siebie jakąś istotę czy też ochronną energię. A może po prostu zadziałał tutaj jakiś czynnik, powiedzmy jak najbardziej ziemski, na przykład intuicja bądź jakaś wyostrzona uwaga. A Tutenchamonowi nasza słuchaczka przypisuje ocalenie jej życia li tylko ze względu na fascynację tą postacią. Ale to już ocenicie Państwo sami. Zaznaczam po uważnym wysłuchaniu jej historii. Mnie osobiście przywodzi ona na myśl pewne relacje o obserwacjach istot przypominających anioły, które widywane są w miejscach, w których lada moment rozegra się jakaś katastrofa. Zresztą o jednym z takich wydarzeń pozwoliłem sobie wspomnieć w trakcie rozmowy. Głowy za to nie dam, ale wspomniana przeze mnie historia z aniołami jest prawdopodobnie szerzej opisana w książce Stuarta Gordona „Księga cudów”. Zresztą tego typu relacji jest tam więcej, więc jeżeli państwa zainteresował ten temat, to polecam sięgnąć po tę właśnie lekturę.
W drugiej z opowiedzianych przez naszą słuchaczkę historii bardzo mocno zaznaczył się wątek liczby siedem oraz jej rzekomo uzdrawiającej mocy mającej naprawiać relacje międzyludzkie. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy.
[09:03] - W zeszłym tygodniu opowiadałam takie, ee, moje zdarzenie o tej Ewie, która mi przyszła we śnie. Gdzie, gdzie ja tam się gdzieś teleportowałam do innego świata i później opowiadałam o tym, o tej kuli złotej, co ją widziałam zawieszoną, yy, gdzieś tam w przestrzeni. Już nie pamiętam dziewięćdziesiąty jak podawałam. Teraz nie mam tego otworzonego. Tej złotej kuli zawieszonej, ee, tu gdzieś w Holandii. Ja ją widziałam tak jak opowiadałam, ale teraz sobie przygotowałam takie coś innego, bo ja takich dużo przypadków dziwnych w życiu miałam i może bym chciała zacząć od takiego czegoś, bo wy w swoim radiu zajmujecie się takimi sprawami bardziej ufologicznymi. Czy zajmujecie się różnymi sprawami? Bo ja nie wiem do której kategorii-
[09:50] - No bardzo różnymi.
[09:52] - No właśnie, bo to może różne takie fajne, yy, sytuacje, yy, takie, które się ludziom przydarzają, a można nieraz by było powiedzieć, że one są takie też, ee, siły, które pomagają ludziom, są też jakieś nadprzyrodzone, może nie z tego świata. Yy, ja może przytoczę na początku, bo jak pan Roman Nacht mówi: „Ufologia upodobniła się w miarę upływu lat do polityki. To znaczy, że ufologią manipulują różne służby. W ufologii pojawiło się wiele kłamstw i zakłamania”. To ja tak tylko przy-przy-przyto-przytoczyłam pana Romana Nachta. Ja bym tak przygotowałam sobie właściwie tak się, mm, od soboty przygotowuję na tą rozmowę z panem i chciałam, nie wiem, od czego zacząć. Przygotowałam sobie takie dwa materiały o talizmanie i wiar, i wiarze w jego moc niepojętą albo o świadectwie działania Stwórcy wszechświata. I nie wiem, od której, od której o-opowieści zacząć. Ja to tutaj ponotowałam, popisałam to może nieraz coś będzie tak nieskładnie, a ja zresztą jestem taka, ee, jako energetyczna mogę coś pominąć, ale wrócę do czegoś, od czego pan chce. Na pewno znajdzie pan coś ciekawego.
[11:09] - No to zależy od pani, od czego pani zechce zacząć.
[11:12] - No to wie pan co? Jedna jest z dwutysięcznego dziewiątego roku opowieść to jest o tym talizmanie, a jedna jest z dwutysięcznego dziesiątego to o trzydzieści-
[11:22] - To może od tej, od tej starszej, od dwa tysiące dziewiąte-dziewiątego spróbujmy.
[11:27] - Dobra. No, no to dobra. Yy, niech pan posłucha. To jeszcze raz powiem. Talizman i wiara w jego niepojętą moc. To jest moja wiara. Niczyja inna. Ja sobie tak to nazwałam i święcie w talizman uwierzyłam. Niech pan słucha. Rok dwa tysiące dziewiąty, koniec lipca.
Jedziemy na wakacje. A co? Egipt i Szarm asz-Szejk. Z domek i nurków lecimy. Chociaż raz w życiu zanurkować i odwiedzić rodzinne strony Tutenchamona. Wrócę. Zacznę jeszcze raz. Około dwudziestu pięciu lat temu oglądałam film o Tutenchamonie, jedynym, a może jedynym najmłodszym faraonem w dziejach Egiptu i świata.Tak mnie ten film urzekł, a na koniec sprawił, że bardzo płakałam, bo jak chyba wszyscy wiecie, Tutenchamon umarł w młodym wieku mając osiemnaście lat. Został chyba otruty, a właściwie nikt tego dokładnie nie wie, dlaczego umarł. A może to udowodniono, ale ja tego nie wiem.
Pamiętam, że od tamtego momentu zaczął być w moim życiu jakoś dziwnie bliski. Pokochałam go takim jakimś innym uczuciem, którego nie umiem określić, ale to była inna forma miłości. Długo po tym filmie rozmyślałam, zadawałam sobie pytania jak to jest w dziejach świata i dlaczego tak się dzieje. Mając takie nieprzeciętne potencjały bogactwa, złota i innych naturalnych bogactw, być potężnym władcą mogącym się cieszyć bogactwem i urokami tego świata, przeżywać miłość i doświadczać uciech tego świata musiał, a właściwie nie było mu pisane tego doświadczać. Długo nie mogłam tego zrozumieć i nie dostawałam znikąd odpowiedzi. Nawet w snach, bo przed snem myślałam o Tutenchamonie i jego krótkim życiu. Wrócę teraz do wakacji. Po przylocie z Egiptu i rozlokowaniu się w hotelu poszliśmy na wyprawę. To znaczy rozeznanie terenu, jak to wszyscy praktycznie robią. Ale cóż.
Ale cóż to było za rozeznanie. Sześćdziesiąt stopni Celsjusza, bo trafiliśmy na takie upały. Jak najszybciej zanurzyliśmy się w morzu. W te pędy. Znaczy chcieliśmy się zanurzyć w morzu. Udaliśmy się na plażę, a tu całkiem cudnie. W sumie tak jak w raju. Rafy koralowe. No przepięknie, ale woda gotowana, bo miała w tym dniu chyba ponad trzydzieści trzy stopnie Celsjusza. Dokładnie nie pamiętam, ale była dokładnie bardzo gorąca.
Można się było poparzyć o piasek. No i właściwie poparzyłam stopy. No cóż. Utęskniony Egipt. Ludzie sobie snorkują, a my co? Też byśmy posnorkowali, ale nie mamy snorków do pływania. U nas na ośrodku nie zauważyłam żadnych sklepików. Zasięgam informacji u ludzi gdzie te snorki. A oni mówią tak trzeba pojechać taksówką do miasteczka, bo tam jest takie targowisko, bazar i tam na pewno je dostanę. I tak się dalej dzieje.
Mój facet, no partner zostaje w hotelu na krótką drzemkę, a ja nie daję za wygraną upałowi. Zamawiam taryfę i jadę do miasteczka. Taryfiarz zawiózł mnie pod same miasteczko i miał czekać na mnie. I co? Jak zwykle jest wszystko inaczej. Nie snorki mi były w głowie, a po nie przecież pojechałam. Tylko jak ujrzałam papirusy z Tutenchamonem zaczęłam je wertować. Jak zahipnotyzowana szukałam najpiękniejszej jego formy, najpiękniejszego jego wizerunku. Oczywiście znalazłam. Zapłaciłam.
Wróciłam do taryfy, bo upał dokuczał. Wróciłam oczywiście do hotelu bez snorków, ale z Tutenchamonem. Rozłożyłam w pokoju ten papirus jak w jakimś no nie wiem, tak jak na haju. Mówię do tego Tutenchamona. Patrzę na jego papirusowe oczy i tak się do niego zwracam. Właściwie to ja dla ciebie tu przyjechałam. Głupie, ale tak do tego papirusa, do tego Tutenchamona powiedziałam. Wiem, że twój duch jest tu gdzieś w Egipcie i chciałabym, żeby był bardzo przy mnie blisko. Bardzo cię proszę. Jestem daleko od mojego rodzinnego domu, ale opiekuj się mną.
Otocz mnie swoją opieką na czas wakacji. No i tak jak to na wakacjach bywa, dużo przygód nas czeka. Snorki kupiłam jeszcze tego samego dnia w hotelu. U nas po schodach się gdzieś tam schodziło jakby do podziemi i tam były różnego rodzaju sklepiki dla turystów, nawet była apteka. Na drugi dzień rano po śniadaniu bierzemy ręczniki, snorki. No i oczywiście nad morze. Rozlokowaliśmy się, ubieramy snorki i do wody. Ja po raz pierwszy w życiu doznaję takich pięknych morskich cudów. Rozgwiazdy, korale, koralo-, kolorowe rybki. Cuda nad cudami.
Takie widoki, głębia i nie tylko dostarczają mi różnych wrażeń i doznań. Pływałam na płyciźnie, gdzie korale prawie po brzuchu dotykały mnie. Trzeba było sunąć dalej, tak by ich nie dotykać, bo mają ostre kolce. Można sobie ciało podrapać, uszkodzić, poranić. Popłynęłam troszeczkę jakby w głąb morza, ale widzę dno około trzy metrów pode mną. Przepiękne skamieliny, jeżowce. Nie umiem nazwać nawet tego wszystkiego, co widzę. Widzę jakieś szczeliny, setki rybek, ryb różnego koloru i kształtu. I nagle ni stąd, ni zowąd wypływa coś ze szczeliny. Olbrzymi potwór był czarny, chyba siwe lub białe cętki.
Był olbrzymi. Trzy metry, może trzy i pół. Olbrzymi łeb zauważyłam i w pewnym momencie jest przede mną około metra. Trzy metry pode mną co prawda. Widzę jego paszczę, ten olbrzymi pysk i te ostre, chyba bardzo ostre białe zęby. Myśl, która przeze mnie w ułamku sekundy przepłynęła. Taka myśl mnie dopadła. Zginę i chyba wręcz szybsza myśl skierowana do Tutenchamona. Ratuj! I co się staje?
To coś na mnie spojrzało. Ja na to coś. Nawet nie mam pojęcia.Z kim mam do czynienia? Z kim mam do czynienia? Jakbym była w jakimś, no nie wiem, horrorze i to coś też było w ruchu. Wypłynęło chyba na żer. Nie wiem. Płynęłam na tym czymś. Nie wiem, jak szybko znalazłam się na brzegu. Nie wiem, czy byłam szczęśliwa, że to coś mnie nie zaatakowała, zaatakowało, bo byłam w takim szoku, że nie miałam, już nie pamiętałam szczegółów.
Wieczorem byliśmy na drinkach, siedzieliśmy w basenach po pas, a ja opowiadałam o swojej przygodzie ludziom. No o przygodzie pierwszego dnia wakacji. A oni, Egipcjanie mi wytłumaczyli, co widziałam. Widziałam czarną morenę. Mówią, że nie powinna ludzi zaatakować, ale wy mi mówcie. Potwór to potwór. Nie wiesz jak się zachowa, ale ja wiem, że miałam opiekuna. Naprzeciwko nas około pięćset metrów był następny hotel z takim Disneylandem dla dzieci i młodzieży. Być w Sharm El Sheikh i nie skorzystać z tego Disneylandu to grzech. Za trzy dni wykupiliśmy sobie karnety i na to wodne miasteczko mieliśmy się wybrać zaraz po śniadaniu.
No i tak po śniadaniu idziemy na piechotę na drugą stronę. To było bardzo bliziutko. Pobawić się jak dzieci, użyć uciech, rozkoszy, a po prostu przeżyć coś innego. Ślizgawki, zjeżdżalnie w róże, wodospady wodne, jakieś tam fale i wszystko inne, co nie wiem nawet jak nazwać. Świat dinozaurów i innych gadów pozanurzanych w wodzie. Na pierwszej zjeżdżalni to było w kole. Był taki zakręt u samej góry. Oczywiście tego się nie spodziewałam. Na pierwszym zakręcie koło mnie wyrzuciło w powietrze i oczywiście zjeżdżałam bez koła, jak to się mówi na łeb, na szyję. Ale jak się okazało, to nie było takie straszne.
Najgorsze było to, że cała zjeżdżalnia była rozżarzona jak patelnia. Trochę piekło, ale i to okazało się śmieszne. Taki wesoły pech. Jak mieliśmy już dosyć tych uciech Disneylandowych, postanowiliśmy wracać do siebie, do swojego hotelu. Szeroka ulica była bardzo szeroka. Po obu stronach szerokie chodniki. Słońce było bardzo wysoko i paliło w najlepsze. Mój facet, przyjaciel przeszedł z lewej strony na prawą stronę, bo hotel tuż, tuż, a ja postanowiłam zostać na lewym chodniku. Nie wiem dlaczego. Widziałam przejście na drugą stronę, bo było skrzyżowanie i z naprzeciwka widziałam jadącego dużego jeepa.
Był tuż obok, ale ja nie zauważyłam, gdy skręcał, bo nie miał migaczy, migacza włączonego, więc ja zrobiłam parę kroków przez ulicę. Dokładnie następnie dalej jak około pół metra za mną ten jeep uderza w auto, które skręciło w lewo, tam, gdzie ja właśnie przechodziłam. Stłuczka była taka mocna, że wszystko w okolicy zadrżało od podmuchu uderze-uderzenia tego rozpędzonego jeepa, jeepa. Ja podskoczyłam z niewiedzy co się stało. Obejrzałam się taka przerażona. Właściwie jeep tak uderzył to auto. Właściwie nie wiedziałam jakie auto. Z taką siłą, że parę metrów jeszcze go ciągnął na masce i widziałam pasażerów wylatujących przez i-i one, oni byli wyleceni przez te okno tamtego auta i widziałam krew. Tyle zapamiętałam i jak się to wszystko zatrzymało facet z tego jeepa wyskoczył i rwał sobie włosy z głowy i słyszałam jego lament, jak on kamlał, jak on lamentował. A przede wszystkim widziałam dużo krwi.
Inne auta nadjeżdżające zatrzymywały się. Ludzie wychodzili z tych aut patrzeć, co się dzieje, co się stało. Mój partner zawołał mnie na drugą stronę i mówi do mnie tak: „wiesz, że mogłaś zginąć na tym skrzyżowaniu?” A ja mówię: „jak mogłam zginąć?” A on mówi: „ten kierowca tego auta, które zostało uderzone, skręcił bez namysłu w lewo. On nie widział auta nadjeżdżającego z naprzeciwka, czyli nie widział tego jeepa i nie widział też ciebie. Może słońce go oślepiło? Może zasłabł? Tego nie wiemy. Jak tak sobie wszystko poukładałam, pomyślałam no to chyba mogłam zginąć. Walnąłby we mnie nawet tak, bym nie wiedziała, że ginę. Ale wcześniej on został walnięty.
Ja miałam, jak później doszłam do siebie, bo oczywiście jak sobie myślicie, w jakim psychicznym byłam stanie? Wypadek się dzieje tuż za moimi plecami. Huk mnie oszałamia niesamowity. A właściwie nie będę tego opisywać, bo sami możecie sobie wyobrazić, jaki to mógł być huk. Ciężko to opisać. Jak sobie zaczęłam interpretować pomalutku zapisy swojego umysłu, serca, duszy, to wiem, że miałam ochronę. Ochronę, która była niewidzialna, ale jak kierowała całym tym zdarzeniem. Nie pozwolili mi zginąć. Nie pozwolił mi zginąć. Nawet nie pozwolił mi doznać uszczerbku na zdrowiu.
Wiem, że to był bóstewko Tenhamona. On mnie chronił. Wiedziałam, że to on. Nieszczęścia chodzą parami. Właściwie to nieprawda. To tylko tak się mówi. Za dwa dni mieliśmy wykupione nurkowanie. I tu dopiero dowiecie się, jakie fatum mnie tam dopadło. Co się stało? Ale fatum zostało pokonane przez siły, które mnieChroniły, które otaczały mnie ochroną.
Wypłynęliśmy na nurkowanie. Było nas na tym statku około trzydziestu osób razem z załogą. Byli wśród nas prawdziwi nurkowie z własnym sprzętem i ekwiwalentem. Byli to Norwegowie. Byli też inni, którzy chcieli nurkować. Holendrzy. No i my. Był z nami instruktor nurkowania, który miał nas uczyć nurkowania. Nigdy jego, yy, imienia nie zapomnę. Był to Włoch Giuseppe.
Na tym statku po nurkowaniu mieliśmy zjeść obiad, bo tak było zorganizowane. Ale kulminacją było nurkowanie. Każdy miał swoją kolejkę. Mój partner jako pierwszy, a ja żebym się nie nudziła, mój instruktor powiedział, żebym założyła sobie snorki, bo to będzie gdzieś ze trzydzieści, czterdzieści pięć minut i żebym w tym upale nie czekała, tylko sobie snorkowała w pobliżu statku. I snorkowałam sobie. Było cudownie. Głębia w tym miejscu miała około osiemset metrów. Tak nam powiedziano, więc wierzę. Zaznaczę tylko, że jestem w pływaniu dobra, bo jak byłam młodą dziewczyną, to moją pasją były skoki do wody i potrafiłam skakać do wody w różnych pozycjach. Robiłam salta w przód i nawet salta do tyłu.
A tak w skrócie byłam dobra w pływaniu. No i co? Snorkuję sobie tak zafascynowana widokami, rybkami. Gdzieś tam pływały. Taka była głębia, ale ja starałam się ją dojrzeć. Widziałam na dole nurkujących ludzi, czyli nurków. Było ich bardzo dużo. Nie liczyłam ich. Czas płynął pomalutku. Ja też sobie pływałam.
I nagle nie wiem co, jak w horrorze coś rzuca mnie całą i z całej siły nawet ciężko mi było się połapać w pierwszych sekundach, co się ze mną dzieje. Zostałam rzucona na pionowe skały koralowca, które jak, jak góry za miliony lat się wypiętrzyły i odbita zostałam od tych skał i wpadłam do wody z powrotem. I jeszcze raz mnie zarzuciło. Za drugim razem się ocknęłam. Co się dzieje? Poczułam ból, bo rzucało mną na skałę koralową. Nie było się czego złapać. Same ostre jak noże wypchnięte skamieniałe koralowce. I znowu wpadłam do wody. I znowu trzeci raz olbrzymia fala rzuciła mnie na tę ścianę śmierci.
Byłam poraniona, a fala była następna i następna, bo w oddali widziałam je. Widziałam, że są ludzie na statku. Może mnie ktoś zobaczy. Ale to były ułamki mojego myślenia. Kto mnie uratuje? Zginę tu, na tych skałach. Nikt mnie nie widzi. Wołałam na ratunek w myślach. I znowu mnie rzuciło na pionową skałę koralowca. Ale już wcale bólu nie czuję.
Wiem, że krwawię, bo jak wpadłam do wody, to woda robiła się wokół mnie czerwona. Jeszcze raz wylądowałam na ścianie śmierci i wtedy jakiś dziwny głos pojawił się w moim umyśle. Nurkuj, nurkuj, nurkuj głęboko i uciekaj szybko od tych skał. Tylko nie wypływaj na powierzchnię jak najgłębiej nurkuj i płyń. I co? Mam na sobie te nieszczęsne snorki i przecież nie biorę oddechu, wdechu. Już nie pamiętam dobrze. Z całych swoich sił i chyba wszystkich swoich umiejętności na bezdechu, bez butli, bez tlenu nurkuję w głębię i płynę, płynę, płynę szybko i szybciej i płynę. Nie powiem się wynurzać i płynę, ale tlenu w płucach już nie mam. Staram się wypłynąć na powierzchnię.
Nie odwracam się za siebie. Nabieram powietrza. Udało mi się. I dalej płynę w głębię. Nurkuję w głębię i płynę i płynę. I znowu się wynurzam. Nabieram powietrza. Widzę w sekundzie statek mój jest jeszcze bardzo daleko oddalony. Nurkuję, płynę, płynę, wynurzam się, biorę oddech i po kilku chyba minutach obejrzałam się za siebie. Skały się oddaliły.
Mogłam spokojnie czy niespokojnie już płynąć do statku. Dopłynęłam. Wyciągali mnie na pokład. Nie wiem. Wciągali. Byłam cała ociekająca krwią. Pokuta poraniona na całym ciele. Wyglądałam tak, jakbym rekinowi z paszczy wypadła. A może inaczej to będzie bardziej pikantnie brzmiało jakby mnie rekin wypluł. Na pokładzie natychmiast się mną zaopiekowano.
Wzięto do łazienki szlauchem mnie obmyto, obmyto moją krew i jakimiś środkami mnie psikano. Jak się później dowiedziałam, były to środki tamujące krew. Nie muszę nikomu mówić, jak mogłam wyglądać. Nogi, kolana, ręce, łokcie, plecy, tyłek pokute, pomasakrowane, ale twarz cała. Pomyślałam sobie jak gdybym głową przywaliła w te skały. Co byłoby po mnie? Ale nie. Wieczorkiem, wieczorem, po tym całodziennym moim w cudzysłowie nurkowaniu odszukaliśmy tych panów, którzy udzielili mi pierwszej pomocy. Byli to nurkowie z Norwegii, bo oni zawsze muszą mieć na taką wyprawę wszystko to, co mają mieć. Muszą być przygotowani i muszą mieć ze sobą różne akcesoria.
Gdybym to może bym się wykrwawiła.Bo z każdej strony krwawiłam. Pomyślcie sobie, ile krwi straciłam po drodze do statku. Ale siła woli, siła umysłu to potęga. Ale czy to? Czy to to? Bardzo im osobiście podziękowałam. Ale wrócę do sytuacji na skale. Kto mi powiedział nurkuj, nurkuj, nurkuj głęboko. Ja bym sama na ten pomysł nie wpadła. Bałabym, bałabym się, że się utopię, bo przecież już byłam dobrze poturbowana.
Wiem, że to był duch Tutenchamona. Był przy mnie, ale trochę się ze mną zabawił. On wiedział, że jestem silna i się śmierci nie poddam. Tylko mi podpowiedział, co mam robić. Ja bym sama się tego nie domyśliła. Nigdy nie słyszałam o takim przypadku jak mój. Ale żyję. Mam się dobrze. Mój talizman też. Mam swój talizman i w niego wierzę i w jego moc.
Nie mam go przy sobie, bo ma swoje miejsce u mnie w kredensie. Od czasu do czasu go rozwijam i dziękuję Tutenchamonowi za opiekę w Egipcie. Nie wiem, jak daleko jego moc sięga, ale miałam nie w odniesie. I tyle mam do opowiedzenia. Wierzę i nigdy nie przestanę. A wy możecie sami osądzić, czy talizmany mogą pomagać i chronić nas od złego fatum, które krąży wokół nas. Abym zapomniała ja przecież krwawiłam. Mogłam na siebie ściągnąć, przyciągnąć rekiny, bo były w Sharm El Sheikh. W telewizji mówili o rekinach w Sharm El Sheikh. Dwóch mężczyzn, dwóch nurków z Niemiec i jedna kobieta z Niemiec zginęli właśnie w Sharm El Sheikh, zaatakowani przez rekiny.
Ale o tych rekinach to właściwie nikt nie wiedział. Ktoś rekiny im podrzucił. Ja później to w telewizji oglądałam. I tyle o tych niewidzialnych siłach, które jak wierzyć czy nie wierzyć. Ja bardzo wierzę. Uchroniły mnie. Ale jeszcze zapomniałam powiedzieć, że w tym dniu było morze jakieś spokojne, ale później zerwały się jakieś prądy morskie, które wytworzyły jakieś fale, które gdy pływałam, snorkowałam, znosiły mnie w mojej niewiedzy na te koralowe skały. Nie zorientowałam się, bo byłam zafascynowana urokami morza. A morze cudownie ciepłe. Nie czujesz lęku, nie czujesz strachu.
Wręcz przeciwnie. Jesteś w stanie ekstazy. A tu wszystkie. A tu takie wyrwanie z cielesności. Myślałam, że zginę. Nikt mnie nie uratuje. Ale miałam stróża. Wiem to. Zaufałam mu i on mi pomógł. Ocalił.
Nie wiem, co o tym myślicie, ale zajmujecie się w waszym radiu paranormalnymi zjawiskami. Ja przeżyłam je w Egipcie kilka razy. Zostałam ocalona. Nie pozwolono zrobić mi krzywdy, a przeżycia właściwie te specyficzne, unikalne rzeczy, przekazy, które się manifestują i wprowadzają nam mętlik w głowie, może nie są takie aż mętlikowate. Właściwie to chyba mętlik w głowie wprowadza nam to UFO, bo ono się manifestuje, ale nas unika. To ono nam wprowadza mętlik w głowie. A takie rzeczy, które ja przeżyłam i nadprzyrodzone siły zadziałałały, bo ja tak w nie wierzyłam. Powinny i wam szerzej otworzyć oczy i powinny też być nagłaśniane. Żyjemy w takim świecie, że kosmos, wszechświat jest naszym domem, a to, co nas spotyka w tym świecie i te eteryczne osoby, duchy, anioły, jakieś istoty, które kiedyś żyły w naszym świecie, są przy nas, jeśli tylko je poprosimy. Wierzę w nie.
Wierzą w nie, a ja wierzę i zawsze nam pomogą. Jak się tylko o tym przekonacie sami. Ja się o tym przekonałam nie raz. Mogę dużo, dużo tych przykładów przytaczać. I co pan myśli?
[34:59] - No ja tutaj mam właśnie kilka pytań odnośnie tych historii z Egiptu.
[35:04] - Ja właśnie tak zakończyłam to, bo najpierw tu zapisałam jeszcze o tym Romanie Nachcie, ale zaczęłam od początku, że on mówi o tym UFO. Ja się tutaj troszeczkę pomyliłam, że a nie żadne UFO, które się manifestuje, które nas unika, wprowadza nam mętlik w głowie. Ja się tutaj trochę pogubiłam, bo ja tak to zapisywałam sobie i, a te siły, które jeśli w nie wierzymy, one nas naprawdę chronią, one działają, one są w naszej przestrzeni, tylko my musimy naszym umysłem je wykorzystywać, ale my nie potrafimy. Ja już. Ja już potrafię. Ja potrafię od małego dziecka. Tylko nie zawsze o tym wiedziałam. No dobra, więc teraz pan pyta.
[35:45] - Z tymi siłami to tak dużo takich jest różnych doniesień. Na przykład pamiętam ze Stanów Zjednoczonych. Kiedyś czytałem taką historię wypadku autokaru, właściwie prawie że wypadku. Autokar pełen po prostu ludzi sunął z pełną prędkością i prawie że wbił się w ścianę. No tylko że ktoś tam zaobserwował jakieś, zauważył jakieś coś w kształcie aniołów czy czegoś podobnego. I niby te anioły miały ten autokar zatrzymać. I wie pani co? Zatrzymał się ten autokar jakieś jeden cal przed ścianą.
[36:19] - O Matko święta, ale wie pan co? Ja. Mnie Tutenchamon mnie oszczędził. On mnie kilka razy o tę ścianę walnął. Pionową ścianę pokrytą tymi nożami. No bo ja nie miałam do czego przytulić. Ja się chciałam złapać tego, bo chciałam odpocząć. Nie było się czego złapać. To były samo ostrza.Noże. To była ściana milionów lat u-ukształtowana, jak to się mówi, tymi koralowcami.
To był przecież no, ja nie wiem, jak to nazwać. Przecież ja bym zginęła na tej ścianie. Przecież mnie kilkanaście razy huplą o tą ścianę. Ta fala mną rzucała, bardzo mną rzucała i ja jak pierwszy raz, jak mnie rzuciła, to mnie wywaliła z tego snorkowania, to ja nie wiedziałam, co się stało. Ja nie wiedziałam, że jestem w horrorze. Ja dopiero drugi raz, jak mnie rzuciło, dopiero zauważyłam tę ścianę. Bo to były sekundy. To były sekundy. Ja jak, jak drugi raz, trzeci raz. Ja chciałam się łapać tej ściany.
Ja, ja próbowałam. Nie było czego. Ja się złapałam właściwie to rękę sobie przecięłam i znowu wpadłam do tej wody. I znowu. I kto mi dał tą myśl? Kto mi kazał głęboko nurkować? Ja w życiu nawet filmu o takim czymś nie widziałam. Ale to mówią, że intuicja. Jaka intuicja? Intuicja też się musi czegoś złapać.
Ja, ja, ja nawet oddechu nie nabrałam. Kto mi pomagał? Ja umiałam pływać. Umię pływać, nie skakać do wody. Nawet dzisiaj jestem stara. Też potrafię cuda, cuda robić. Ale wtedy ten głos, ten głos, który mi podpowiedział: nurkuj. Ale on mi kazał głęboko nurkować. Przecież ja nie miałam żadnych. Ja nawet nie miałam powietrza już w sobie.
Jeszcze miałam snorki głupie założone na, na tej twarzy. Nie ściągałam ich, bez tego, bez oddechu. Ja kilkanaście metrów płynęłam. Ktoś mi pomógł płynąć. Nie wiem, co pan powie na to, ale ja też tego anioła miałam. On w taki sposób się zamanifestował. I właśnie ja przeżyłam pierwszą tego, tego potwora, tę rybę, tą morenę. Przeżyłam ten wypadek, który się ze mną wydarzył, ale to doświadczenie, w którym naprawdę mogłam zginąć, nawet by mnie nikt nie uratował. Myślałam o moich wnukach, myślałam o wszystkim wtedy, w tych sekundach. Mówię: Boże, oni czekają, babcia przyjedzie z Egiptu, coś im tam przywozi, jakieś bluzeczki, jakieś coś.
A babci nie będzie. Ja tak w sekundach myślałam o tym wszystkim, ale myślałam o tej pomocy. Mówię: Boże, pomóż mi! I to ten kutas, Tutenchamon. Ja to mam u siebie w oczach i do tego się zwracałam. Tutenchamon na wieży Lipa. Pomógł mi. Pomógł mi i tą myśl sprowadził na mnie. Mało tego, on mi pomógł płynąć w tej głębi. Przecież ja w życiu nie nurkowałam gdzieś czarna sześć, jeszcze bez plecaka, bez tego, bez tej butli.
Ja miałam dopiero później pływać. Pierwszy raz nurkowałam sama o własnych siłach. Mogę się teraz nie wiem, czy pochwalić tym, czy, czy ja to uznaję za cud. Ja żyję. I chciałam właśnie przekazać, że proszę wierzyć w te siły. One się manifestują nie tak jak ucho, bo ono, bo ono się manifestuje, ale nam nie pomaga, tylko właśnie ten mętlik wprowadza. A te inne siły, mów jak chcesz. Anioły, duchy. One nam pomagają. I jeszcze mam takie inne.
[39:54] - Mam jeszcze kilka pytań odnośnie Egiptu.
[39:58] - No dobra, no to słuchaj mnie.
[39:59] - Mianowicie czy po tym bolesnym wydarzeniu na skałach koralowcach rozmawiała pani z kimś, kto mógł widzieć całe zdarzenie? To jest coś, co często się zdarza podczas nurkowania w tamtym miejscu.
[40:10] - Wie pan co? Muszę panu powiedzieć, że my żeśmy wypłynęli tym statkiem. Ten statek był gdzieś kilometr od tych skał zaparkowany i tam się nurkowało. A ja tylko snurkowałam i ta fala. Ja nie wiedziałam, że jest ta fala, bo jej nie było. Ona później się tak, tak zbierała, zbierała, zbierała i ona mnie znosiła na te skały. My byliśmy na środku tego morza i skały gdzieś tam były w oddali i nie było nikogo. Na tym statku został kucharz czy tam dwóch, bo oni przygotowywali dla nas ten obiad, czy tam obiado-kolację i byli ci nurkowie, którzy sobie tam pływali, zanurzali się, odpoczywali, wypływali i znowu sobie pływali, bo byliśmy tam kilka godzin na tej wodzie. No i wie pan co? Tam nie było nikogo, kto by mnie zauważył.
Ja się modliłam, mówię: Boże, ten statek chyba już odjechał. Nie widział, jak mnie to miota o te skały. Ja myślałam, ale mnie nikt nie widział. Kompletnie nikt mnie nie widział. Ja byłam zdana na te siły wyższe i dostałam je. One mnie uratowały.
[41:14] - A pani w takich sytuacjach czuje jakąś obecność? Jest pani jakoś w stanie wyczuć jakąś tożsamość tej siły, którą pani, która panią ochrania?
[41:24] - No tak. Tutenchamon. Ja mówię panu ja kupiłam jego wizerunek i jego. Ja się do niego zwróciłam w pierwszym dniu tych wakacji, w pierwszym dniu wakacji. Ja nawet to takie było głupie. Pamiętam. Zaraz, ja tu. Bo ja sobie to pozapisywałam wszystko. Zaraz panu jeszcze raz przytoczę, bo pan może nie załapał, bo ja to tak też szybko też mówiłam, mówiłam, mówiłam i jak to jest, mhm. I wróciłam z tego bazaru, zamiast kupić te snorki w pierwszym dniu, to kupiłam ten wizerunek Tutenchamona.
Zapłaciłam. Wróciłam do tej taryfy, bo ufał, dokuczał i w hotelu rozłożyłam ten papirus i zakleiona tym papirusem byłam sama, bo jakbym tak przy moim tacie i mamie powiedziała: no pieprznięta w łeb baba. No coś jej się tam zrobiło, no nie? Rozłożyłam go w pokoju na łóżku i patrzę na tego Tutenchamona, jaki tam ten piękny jest. Tak jak na jakimś haju mówię do tego Tutenchamona. Patrzę w jego oczy i mówię tak do niego. A ja film z nim obejrzałam dwadzieścia pięć lat temu i tak się do niego zbliżałam przez ten też film, gdzie mi go było żal, że on tak odszedł i umarł.I ja mu tak powiedziałam, no do tego papirusu powiedziałam: "Właściwie to ja dla ciebie tu przyjechałam". I sama do siebie mówię: "Głupie". Ale ja tak powiedziałam i mówię tak: "Wiem, że Duch twój tu jest ze mną. Bardzo cię proszę.
Jestem tak daleko od mojego rodzinnego domu. Opiekuj się mną, otocz mnie swoją opieką". Tak do niego się zwróciłam i otoczył. Właśnie on, bo ja się właśnie do niego wtedy zwróciłam. Ale wie pan co? Ja przygotowałam sobie drugą opowieść.
[43:17] - A tu jeszcze mam jedno, jeszcze mam parę pytań odnośnie-
[43:21] - No dobra.
[43:21] - Właściwie takie, takie pytanie odnośnie tej moreny. Czy ona jakoś... Pani miała wrażenie, że ta morena jakoś reaguje na pani myśli, na to wołanie Tutanchamona, czy tak po prostu się odwróciła i sobie popłynęła?
[43:33] - Ona się nie odwróciła. Ona była w szczelinie, ona na mnie patrzyła i ja na nią patrzyła. I ja się, ja... To był potwór. Przecież to było olbrzymie cielsko. Do czego to porównać? No nie do rekina, bo to było coś innego. Ono se w szczelinie tam było. Ono z tej szcze-szczeliny się wypłynęło. I ja jestem nad tą moreną trzy metry.
Ja dopiero ją zauwa- ja widziałam rybki, to wszystko. I ona mi się ukazała, bo ona se wypłynęła na żer i chyba wypłynęła. No to mogła se pożerować też na mnie. No nie? No skąd ja mogę wiedzieć? Ja pierwszy raz takie cudo, cudo, a potwora widziałam. Ja zobaczyłam jej oczy, ona mnie widziała, ja patrzyłam jej w oczy, ona mi. Ja byłam zaszokowana tym widokiem. I te zębiska. Ona, ona miała takie zęby olbrzymie.
Nie wiem, czy one były ostre. Ona miała zęby. To była taka paszcza. To ze sześćdziesiąt centymetrów na oko moje, siedemdziesiąt. No olbrzymie. No do rekina nie mogę przyrównać, bo to nie rekina paszcza, ale ja tę paszczę widziałam. Może się ona do mnie uśmiechnęła? Nie mam pojęcia. I ja wtędy prosiłam: "Ratuj, ratuj". No tylko tego Tutanchamona wtedy przywołałam.
I ja nie wiem, jak szybko się znalazłam na brzegu, ale się znalazłam. Ja byłam w takim szoku, że nawet tego gorącego piasku nie czułam. Ja, ja jak do siebie doszłam i tam ludzie, którzy byli. No co miałam im powiedzieć? Krzyczeć? Jak oni tam niektórzy pływali, małe jakieś dzieci tam mieli, opalali się. I wie pan co? I nie wiem, ta siła mi pomagała. No jest ta jeszcze jakaś inna siła, o której w tym drugim moim opowiadaniu chciałam opowiedzieć. Są różne siły, tylko że musimy w nie wierzyć.
Musimy wierzyć, bo wiadomo, że ten Stwórca wszechświata, on nie jest sam. Muszą mu pomagać inni, muszą mu pomagać, nazwijmy to inni aniołowie. Bo przecież nie wiem, ile nas na świecie jest miliardów ludzi. Bardzo dużo. Nie wiem, czy siedem, czy siedemdziesiąt siedem miliardów, bo kiedy raz mówią-
[45:42] - Siedem miliardów raczej. Bliżej siedmiu miliardów.
[45:46] - No właśnie też tak słyszałam, ale kiedyś ktoś w jakiejś audycji mówił, że siedemdziesiąt siedem miliardów, ale on się chyba w innym-
[45:52] - No ktoś się chyba machnął po prostu.
[45:54] - Nie. Albo nie machnął, tylko on się teleportował do innych czasów i wtedy ich było siedemdziesiąt siedem miliardów na tej-
[46:00] - Znaczy no tak, tak się szacuje, że do tej pory na Ziemi żyło siedemdziesiąt siedem miliardów ludzi. Jakoś siedemdziesiąt siedem, osiemdziesiąt, jakoś tak.
[46:08] - No nie, on to powiedział właśnie siedemdziesiąt siedem. Ja teraz głupia mówię: "Nie wiem, czy nas jest siedem miliardów czy siedemdziesiąt siedem po tej jego wymowie". No dobra, może ja opowiem drugie to świadectwo, takie swoje, które sobie też przygotowałam. Ja jestem za bardzo taka też eteryczna. Ja we wszystko wierzę i bardzo wierzę. Nawet mam dużo takich świadectw swoich na te różne paranormalne siły. I to drugie opowiadanie napisałam sobie taki tytuł: "Świadectwa działania Stwórcy wszechświata". Zacznę tak: jak masz załamanie psychiczne z powodu zdrady męża, narzeczonego, chłopaka, a to zawaliło twój cały dotychczasowy proces, proces wydawałoby się twojego dotychczasowego stabilnego, uregulowanego życia, zrób tak, bo ja tak uczyniłam według słów Jezusa z Kazania na Górze: proście, a będzie wam dane. I przypomniałam sobie, co moja babcia Emilka mi opowiadała. Ale to za chwileczkę do tego wrócę.
Najpierw opowiem, co przytrafiło mi się w życiu. Miałam cudowny związek. Związałam się w tak niewyobrażalny sposób z mężczyzną, który miał dwadzieścia cztery lata, a ja dwadzieścia dziewięć. Dosłownie anioł miłości przeszył mnie i jego jak zaczarowaną różdżką tknął i zapłonęło w sekundzie. Byłam, jak to się mówi potocznie, w siódmym niebie. Przebywając przy nim i całe życie, a dzisiaj jestem już z nim trzydzieści jeden lat w związku bez żadnych ślubów. Trzydzieści lat temu pojechaliśmy do Turcji na wycieczkę i zwiedzając Turcję trafiliśmy do miasta Izmir i tam przewodnik nas zabrał w góry, z których wypływały gejzery. Ale było niebiańsko. Pływaliśmy w basenie w grudniu, obok góry bardzo wysokie, pokryte śniegiem. I ten krajobraz i przecudne niebo nad nami sprawiało, że czuliśmy się jak w raju.
Ale przewodnik miał dla nas coś magicznego. Takiego małego, magicznego króliczka, jak magik wyciąga z cylindra albo z rękawa, jak chce. Widząc, jak my się kochamy, jaką miłością do siebie pałamy, podszedł do nas i kiedy osuszyliśmy się, zabrał nas do parku, laskuA tam przepiękna aleja była. Chciałam powiedzieć biegła aleja, ale aleja nie biegnie. I wytłumaczył nam, że kto przejdzie tą aleją para, małżeństwo, narzeczeństwo, to ich dusze pozostaną na zawsze i żadna siła ziemska je nie rozdzieli. Bo ta aleja to jest Aleja Miłości. No piękniejszej propozycji od nikogo w życiu nie dostałam. Wzięliśmy, podaliśmy sobie ręce, przeszliśmy tą Aleją Miłości. Przepiękny związek trwał. Nawet daliśmy sobie ślub.
Taki ślub, no przed samymi-
[49:40] - Taki ślub bez księdza.
[49:42] - Bez księdza. Sami sobie żeśmy przeszli tą Aleją Miłości. Właśnie przyrzekliśmy sobie, yy, no daliśmy sobie sami ślub i tylko wszechświat był naszym świadkiem. Nawet nie mieliśmy żadnych świadków, tylko kosmos, niebo. No i my. Przepiękny związek trwał. Kochaliśmy się bardzo, a zarazem ciężko pracowaliśmy, bo tak jak los każdego człowieka, żeby dojść do czegoś, trzeba coś od siebie dać. I dawaliśmy. Ale jakaś zmora zjawiła się w moim życiu. No tego, tej zmory to nie spodziewałam się.
A wie pan, jaka to była zmora? To była nasza klasa. Kobiety i mężczyźni przesiadujący jak zaklęci w tej głupocie, że tak powiem, pozwalając sobie na różne intrygi i zawiązywania na nowo starych znajomości z młodości, nie dawali sobie na wstrzymanie, tylko z premedytacją brnęli w tę grę. Wiem, że bardzo dużo małżeństw się w ten sposób rozpadło. Bardzo dużo związków ucierpiało. Nasza klasa poniszczyła ludzi, którzy w niewiedzy tej zmory zostali poddani jakiejś bitwie, w której nawet lała się krew. No i w cudzysłowie ginęli, przegrywając. Ja w tamtym czasie pracowałam siedem dni w tygodniu w restauracji. No jestem tysiąc kilometrów od Polski, muszę powiedzieć. No nie, no nieważne.
Ja tam wspominałam, w Holandii, nieważne gdzie. Która posiadała trzy duże apartamenty dla gości. Najwięcej pracy to oczywiście miałam w, w, w weekendy. Mój partner ukochany miał natomiast wolne. No i odkrył zmorę. To działo się w dwutysięcznym dziesiątym roku, a ten rok był naprawdę przeklęty. Zginął nasz prezydent i wielu utalentowanych ludzi i polityków. Mieliśmy rozpoczętą budowę domku w Polsce. Mój facet zaczął często latać samolotem, bo budowa to oczywiste, ale jak wracał, to był jakiś odmieniony, inny. Mówiłam mu o tym, ale on miał wytłumaczenie.
Zawsze wytłumaczenie było jedno: a budowa, a kłopoty z wykonawcami i tym podobnie. Było mi ciężko. Ciężko mi było to rozumieć, ale akceptowałam. Ale prawda była zupełnie inna. Dowiedziałam się, no nie chciałam się o tym dowiedzieć. Te siły, które czuwają nad tobą, kierują też twoim losem. Przyszedł z pracy. Była chyba dwudziesta czwarta w nocy. Mój, yy, chłopak spał, a na stole w dużym, no pokoju, można tak powiedzieć, saloniku pozostawił telefon, który brzęczał jak głupi, jakby go coś nawiedziło. Co chwilę przychodziły jakieś SMS-y.
Brzęczał i brzęczał. Ja na, na początku nie zwracałam na to uwagi. To był, yy, trzydziestego kwietnia dwutysięcznego dziesiątego roku. Nie wiem, kiedy zginął prezydent. Czy też w tym dniu?
[53:00] - To jakoś trzy tygodnie wcześniej. To było dziesiątego kwietnia.
[53:03] - Przepraszam. Tak, bo to było w kwietniu, a ja trzydziestego. Ja mówię o trzydziestym kwietnia i ten es, i ten telefon tak, yy, dokuczał, po prostu dokuczał i dokuczał i dokuczał. Ale ja, to było ciepło. To był w Holandii dzień, dzień króla czy dzień królowej. Wtedy chyba dzień królowej jeszcze, bo, bo trzydziestego kwietnia teraz jest dzień króla, bo zmienili na dwudziestego siódmego i teraz nim Aleksander jest królem, a Beatrix abdykowała na rzecz syna. No dobra, to nieważne. W każdym razie zrobiłam sobie drinka z whisky. No nie? Dodałam coli i paliłam wtedy jeszcze papieros.
No wzięłam sobie paczkę papierosów. No i wyszłam sobie na dwór. No nie? Tam mieliśmy taki taras zadaszony. Piłam sobie tego drinka, zapaliłam se papieroska. Znowu sobie zrobiłam drinka. Znowu papieroska. Chyba była pierwsza godzina w nocy, jak wróciłam do, yy, no do domku. A ten przeklęty telefon dalej brzęczał. Nie mam zwyczaju dotykać cudzych telefonów.
No bo nie mam nigdy. Zresztą nie musiałam dotykać. Nigdy bym nie weszła nawet w te SMS-y cudze. Zresztą bym i tak nie znała, bo każdy ma swój kod dostępu. Ale ja wzięłam ten telefon do ręki i nawet nie wchodziłam w niego i w te SMS-y, bo na stronie głównej nie wiem, jakim cudem wyświetliły mi się takie słowa: kocham cię, kochany mój. Tęsknię za tobą. Słodkich snów, buziaczki. I co się dzieje? Mogłam umrzeć gdzieś na atak serca. Ale nie to mi było pisane.
Pisana mi była wielka jakaś bitwa o coś, co nazywamy miłością. I tu mamy znak zapytania.Walka trwała chyba sześć miesięcy. Przeradzała się w nienawiść, wrogość, odrzucenie, potępienie. I co się dzieje dalej? Nie szanuj syna, bo jeszcze tego samego dnia poszłam z domu. Najbardziej to moje wnuki były szczęśliwe, bo miały babcię. Ale to uczucie do mężczyzny, do tej chyba mojej drugiej połówki było tak silne. Nie potrafiłam z tym uczuciem walczyć. Było tak mocne jak jakaś siła nieznana, na którą nie ma mocnych. Bo to jakaś siła nadprzyrodzona.
Człowiek nie da jej rady. Przecież ja byłam logiczna. Mój syn tego nie pojmował. On mi tłumaczył: mamo. Ja mu też tłumaczyłam. Bardzo go kocham, bo mam go jednego. Bardzo kocham synową, bo to ona mnie bardzo wspierała i tuliła. Jak cicho płakałam, błagałam syna też, by dał mi taką tabletkę, bym ją łykła i tabletka ta dała mi uwolnienie z więzi umysłu, który jak zaklęty w jakichś rewir-rewirach trwał i cierpiał. I wszystko mnie bolało i nie zwalniało mi-mnie od zapomnienia tej mojej przeklętej chyba miłości, którą mi zmora zniszczyła. Ale wiecie co?
Jest taka tabletka i o niej wam zamierzam opowiedzieć. Przypomniałam sobie opowiadanie babci Emilki, którą kocham i zawsze jest przy mnie. No jest tak jak inni moi przodkowie są zawsze przy mnie i we mnie. Może to w normalnym pojęciu jest dziwne, ale taka jest prawda. Mam ich cząsteczkę, ale masz-mam też cząsteczkę, która łączy mnie ze sferą nadprzyrodzoną Stwórcy wszechświata, bo to ten Stwórca wszechświata będzie brał udział w tej mojej dalszej części ziemskiego życia. Co opowiadała mi babcia Emilka? W dawnych czasach też były związki, które miały wzloty i upadki, ale tamci ludzie wierzyli w siły nadprzyrodzone, w magiczne zaklęcia, w magię słów wypowiadanych, które w taki czy inny sposób się afirmują, czyli urzeczywistniają. I tak jak Jezus mówił, stają się ciałem. Jeśli uwierzysz we wszystko, to wszystko jest możliwe. Ale musisz w to wierzyć.
Rzeczy, które wydawałyby się nieosiągalne, utracone, można przywrócić do życia, jeśli bardzo tego pragniesz z całego twojego serca. Babcia Emilka mówiła właśnie mi tak, ja wtedy miałam dziesięć lat. Jak bardzo cierpisz i miłość jest silniejsza od ciebie, przygotuj sobie siedem świń i w ciągu jednej doby musisz obejść siedem kościołów, nieważne jakiego wyznania, bo wszechświat tego nie rozróżnia. I dla wszechświata to wszystko jedno, czy to będzie kościół taki, siaki czy owaki, czy jakaś, czy jakaś inna instytucja kościelna. Jak zajdziesz do pierwszego kościoła, to musisz się w taki sposób modlić po swojemu i prosić siły wszechświata, by zmieniły energię złe, które zawisły nade mną, dotykają mnie, nie pozwalają, nie pozwalają mojej duszy spokojnie funkcjonować, dręczą wręcz. Prosić te nieznane człowiekowi siły, by obdarowa-obczarowały całą sytuację, by-by-by wymazały z życia ten ból i żeby ta miłość, która została przez Stwórcę dana, niech Stwórca sprawi, by wróciła. I tak by było jak dawniej. I gorąco tego pragnąć i skumulować dobrą energię wokół siebie, a tę złą energię pozostawić, oddać tym, co ją przekształcą w dobro. Babcia mówiła dalej, żeby szybko przemieszczać się. Ale co zapomniałam na początku tej opowieści powiedzieć?
Zapalić świecę w intencji prośby. I ten ogień ma oczyszczać z pomocą sił wszechświata energię wokół ciebie, wokół mnie. Wszystko ma się zadziać po odwiedzeniu siedmiu kościołów, czy cerkwi, czy moskiej. Nieważne. Pierwsze wchodząc do kościoła zapalić świecę w intencji prośby i bardzo się skupiać na swojej prośbie. Nie wszystkich się to udawało. Tak babcia mówiła, bo nie mieli środków lokomocji kiedyś, żeby przemieszczać się od jednego kościoła do cerkwi, do drugiego. Niektórzy mogli sami rezygnować, że to głupota i zabobony. Ale ja w dwutysięcznym dziesiątym roku przed wakacjami, które mam w sierpniu, pod koniec lipca wyszłam z restauracji, w której pracowałam. Świece miałam przygotowane i w szybkim tempie, bez namysłu, bez cienia wątpliwości, z siłą umysłu, myśli, która mnie umocniła w wierze w ten przekaz babci Emilki.
Silnie w to wierzyłam. Przygotowana byłam na siedem kościołów. Miałam po kolei wytyczoną trasę od jednego do drugiego. Jestem katoliczką. Trzy kościoły były protestanckie, ale na koniec zostawiłam sobie Katedrę Świętego Jana w 's-Hertogenbosch. Zajęło mi to dużo czasu.Ale zdążyłam. Jak dotarłam do katedry, to już wiedziałam, że wszystko się spełni, bo czułam, mm, nawet dusza moja troszeczkę była spokojniejsza, jakby się uspokoiła, wyciszyła. W katedrze siedziałam najdłużej. Modliłam się inaczej, bo to w zasadzie nie były żadne modły. To był cały zlepek moich próśb, błagań, wołań do tych nadprzyrodzonych sił o oddanie mi energii życiowej, bo tak strasznie dużo jej straciłam.
Odzyskanie energii miłości, bo ją też straciłam. Szczerze prosiłam o to i prosiłam, by ból, który mnie prześladował już tyle miesięcy, odpuścił. Po czym wyszłam. A właściwie to od razu pojechałam z powrotem do pracy w restauracji, bo pracowałam w niej rano i wieczorem. Ale to był chyba mój ostatni wieczór przed wakacjami. Jadę na wakacje do Polski swoim autem. Sama. Łzy mnie nie opuszczają. Modlę się po swojemu do wszechświata, do Jezusa i innych, kto mi tylko na myśl przyszedł. Na drugi dzień byłam umówiona, yy, z moją przyjaciółką na lody w innym mieście, dziesięć kilometrów od mojego miasta.
Pierwszy dzień wakacji w Polsce. Sama. Złamana. Pojechałam do tego innego miasta, bo tam się umówiłam. Zaparkowałam auto gdzieś koło centrum i idę na piechotę. Chyba przez parę minut szłam wgapiona w chodnik. Nie miałam głowy podniesionej do góry i przechodzi obok mnie zupełnie młody mężczyzna. Pamiętam. Bardzo przystojny. Dwadzieścia pięć lat, może trzydzieści na moje oko.
Blondyn. Chyba nie aż taki mocny blondyn. Właściwie to ja szłam i nie miałam głowy podniesionej do góry, a ten mężczyzna mnie zaczepia w te słowa: „Przepraszam panią bardzo”. Ja tak wtedy na niego dopiero spojrzałam. Miał piękne oczy. Jasne, nie pamiętam jakiego koloru, ale były pełne, mogę to nazwać jakiegoś blasku, świetlistości, mądrości. Ja tak wyrwana z tego letargu, yy, swoich myśli, myślę sobie szybko takie myśli przemknęły mnie przeze mnie: co ten gościu ode mnie chce? Nie odzywam się, tylko pomyślałam. A on do mnie takie słowa kieruje: „Jeszcze raz bardzo panią przepraszam, ale pani coś zgubiła”. I to takie duże znak zapytania zrobiłam.
A ja do niego w te słowa: „Naprawdę?” I jeszcze większy znak zapytania. Z takim niedowierzaniem na te jego słowa. Zaczęłam kręcić się w kółko wokół siebie. No i zaglądam do torebki. I mówię sama do siebie tak, no i przy tym facecie: portfel jest, kluczyki od auta są, dokumenty są. Obróciłam się za siebie, myśląc szybko, co ja mogłam zgubić. Ale za mną był tylko chodnik, na którym żadnej zguby nie było. Odpowiedziałam mu: „Wie pan co? Nic nie zgubiłam. Ja mam wszystko”.
Ale on mi powiedział: „Nieprawda”. A ja jeszcze raz do niego mówię: „Dziękuję, ale ja naprawdę nic nie zgubiłam”. A on mi mówi do mnie tak: „Zgubiła pani. Zgubiła pani uśmiech”. I co się dzieje? Ja jak dotknięta dotknięciem jakiejś czarodziejskiej różdżki dostałam uśmiech na usta. On mi normalnie wskoczył na te usta. Nawet chciałam się w pewnej chwili śmiać. I w tym momencie, gdy się ocknęłam z tego, widzę, że tego mężczyzny nie ma koło mnie. Oddalił się czy co, myślę sobie.
Obejrzałam się, ale ulica była długa. No i jego już tam nie było. Myślę sobie: ulatnił się czy co? I dotarło to do mnie po chwili. Widziałam anioła. Miał ludzką postać, ale to był anioł. I co dalej się dzieje? Idę na te lody. Koleżanka też właśnie nadeszła i od razu do mnie mówi: „Coś ty taka rozpromieniona, jakaś szczęśliwa. Co się dzieje?” A wiedziała o tych moich tragicznych przeżyciach.
Opowiadałam jej przecież. No oczywiście opowiedziałam, że przed chwileczką spotkałam anioła, ale nie musiała mi w to wierzyć. Ale ja spotkałam anioła. I co się dalej dzieje? Taki splot, yy, różnych wypadków. Życie toczy się bardzo szybko, sytuacja za sytuacją, dziwne przynosi efekty. Przyjechałam po mamę następnego dnia, bo umówiłam mamę do fryzjera. Wtedy mama miała siedemdziesiąt lat, czyli nie była jeszcze taka stara, ale miała kłopoty troszeczkę z chodzeniem. Podjeżdżam pod fryzjera, pomagam mamie wysiąść z auta i co? Podjeżdża mój albo moja miłość ta utracona za mamą pod fryzjera i mówi do mnie tak: „Musisz ze mną jechać do adwokata”.
Po trzech, czterech miesiącach, jak gdyby nigdy nic, jak gdyby nigdy nic, jakby się nic nie wydarzyło, nic nie stało, bierze mnie serdecznie za rękę i mówi: „Chodź, bo jesteśmy za godzinę umówieni i mamy do niego być na czas”. A serce mi się zaczęło wyrywać z klatki piersiowej, gdy go zobaczyłam. A był jakiś, jakiś inny, pełny, napełniony przedziwną energią, dobrą energią. Wiedziałam. Energią miłości. W oczach miał łzę. A ja mu mówię: „Nie mogę jechać z tobą, bo mam z mamą u fryzjera być”. A mama chodziła w łaseczce. Postawiłam mu: nigdzie nie jadę, mamy nie zostawię. A na to wszystko odzywa się moja mama: „Ty już ze mnie takiej niedołężnej nie rób.
Dam sobie radę. Jedźcie, bo nie zdążycie”. No i co? Pojechałam z nim.I jak myślicie, co dalej? Fatum? Zmora pomału wycofała się czy co? Miłość w nas nigdy nie zgasła. Okazało się też, że on też bardzo cierpiał. Ale ja o tym cierpieniu jego nie wiedziałam. A właściwie to nie chciałam wiedzieć, bo honor kobiety mi na to w jakiś sposób nie pozwalał.
Ale nie będę o tym roztrabiać, tylko skupię się na tym, co wywołało moje cierpienie, ból, które gdyby przedłużyć, być może doprowadziłoby mnie do śmierci. Teraz wiem, skąd pochodzi cierpienie, ból, bo po latach się dowiedziałam. Jest to jakaś fala energetyczna, która została wywołana w przeszłości, ale o tym zapominamy. Ta fala uderza w nas, manifestując się w odpowiednim momencie. Wszystko, co w naszym życiu się dzieje, wszystko, co nas spotyka, jest konsekwencją tego, kim jesteśmy i co robimy, co robiliśmy w życiu. Ale dalej brniemy w to. I dlatego tak cierpiałam, tak bardzo cierpiałam. Przypomniałam sobie, co w Turcji, co w Turcji w Mirze się wydarzyło. Przecież przeszliśmy tę magiczną aleję, Aleję miłości, a zaklęcie mówiło: „Do końca życia, na dobre, na złe. Żadna siła tego nie zmieni.
Nie ma takiej siły we wszechświecie, która to zaklęcie zmieni”. A jeszcze na domiar wszystkiego po przejściu tej alei daliśmy sobie własną przysięgę przed całym kosmosem, bo nikogo koło nas, nas nie było, tylko nieskończony wszechświat nad nami i nasz Stwórca, który nad nami czuwa i w odpowiednim momencie wysyła do nach, do nas swoich pomocników w postaci aniołów. Tą aleją była jakaś część naszej planety Ziemi, w której działają jakieś sekretne, nieznane, nadprzyrodzone siły. Bo o tym właśnie mówił ten nasz przewodnik i te siły nadprzyrodzone. I ja właśnie przez te siły nadprzyrodzone tak cierpiałam. I mój partner też cierpiał i też cierpiał ból. I tak to się wszystko miało wyjaśnić. Wierzycie czy nie wierzycie? I ten przekaz babci Emilki dokonał tego niezwykłego. Nie wiem czemu ja tego dotknęłam, a właściwie to dotknęło mnie.
Wszystkie stare przypowieści, przekazy z ust do ust to nie są bajki. To prawda, którą ludzkość odkryła w przeszłości bardzo, bardzo, bardzo dawno temu. Ale dzisiaj wszystko wymazuje się w jej pamięci. Babci Emilki przekaz, który usłyszałam w wieku około dziesięciu lat, bo babcia zmarła, gdy miałam dziesięć i pół roku. Cieszę się, że zza grobu już mi pomogła, bo przypomniałam sobie o tej sile siedmiu kościołów. I jeszcze jedna nadprzyrodzona siła, ale o tym wam nie powiem, bo jest jeszcze jedna taka nadprzyrodzona siła. Nie chcę o tym mówić, bo to jest troszeczkę krępujące. Ta siła też ma wielką moc. Trzyma bratnie dusze, nazwać dobre razem. Ale o tej sile dowiedziałam się bardzo dawno temu z przekazu babci, ale byłam za mała, żeby to zrozumieć.
Jest taki lekarz w Polsce, który o tej wielkiej sile wie. Możecie sobie posłuchać jego audycji i tu cytuję jaka audycja: „Mądrość i ukryte sekrety kobiety — bogini”. No to w cudzysłowie i okej. To wszystko, co chciałabym wam opowiedzieć o tej nieznanej bliższej sile działania Stwórcy Wszechświata. A co dzisiaj mamy? Trzeciego grudnia dwa tysiące dziewiętnastego roku. Jestem szczęśliwa, kochana, kochająca, pełna miłości. Spełniają się wszystkie moje marzenia. Właściwie to na życzenie, na moje żądanie, bo dostałam też miłość od Wszechświata, o której mogłabym wam opowiedzieć w następnej, w następnym spotkaniu i o innych moich przygodach, takich, które właściwie też miałam od dziecka. Nie wiem, co mnie dotykało, ale mnie dotyka do dziś, tego dnia.
I to by było na tyle o tych siedmiu kościołach i o tej Alei Miłości w Mirze.
[01:12:11] - Właśnie ten wątek z prośbą o pomoc w odzyskaniu energii. To, co pani tam obchodziła, te siedem świątyń. Przychodzi mi na myśl to mi przywodzi na myśl to, czego czasami nauczają osoby zajmujące się pracą z energiami. Bo ja brałem kiedyś, wiele lat temu udział w takich medytacjach grupowych poprzez Skype, prowadzonych przez jednego takiego mistrza reiki, który swoją drogą też parę razy wystąpił w Radiu Paranormalium w audycjach, który zalecał od czasu do czasu podczas medytacji wypuścić jakby w eter taką intencję o treści: w imieniu Boga żądam oddania mojej duszy, energii i podświadomości. Tam prośby jakieś do opiekunów duchowych, żeby pomogli i tak dalej. No ten powrót energii muszę powiedzieć, że da się nawet czasem odczuć fizycznie, jak tak się czasami samemu pomedytuje i puści taką prośbę w eter. I wydaje mi się, że to różnie, to również może działać w przypadku naprawiania jakichś takich różnych naszych sytuacji życiowych
[01:13:05] - No właśnie mi się naprawiły, ale, yy, właśnie te siedem kościołów to dzięki babci przypomniałam sobie o tym, bo ja byłam mała. Ja mogłam o tym nie pamiętać, ale ja se przypomniałam jeszcze innych parę, yy, rzeczy, które ona mi opowiadała. Ona mi dużo opowiadała, bo kiedyś nie było telewizji i my żeśmy tak przy niej siedziały. Ja byłam najstarsza w domu i tak: „Babciu, opowiedz coś”. I szarpałyśmy ją za spódnicę. Ona miała takie długie spódnice do ziemi. Szarpałyśmy ją za te spódnice i ona nam tak opowiadała. Ja sobie w odpowiednim swoim czasie przypomniałam o sile tych siedmiu kościołów i o tej energii, bo one się gdzieś tam kumulują. Ja wie pan co? Ja się nie znam na tych, yy, reiki, nie reiki.
Ja słucham bardzo dużo tego internetu-
[01:13:49] - Ale teraz też tak, yy, coś mnie tknęło, żeby poszukać jakiejś informacji o siódemce. I tutaj z tego, co widzę, to siódemka ma dosyć takie duże znaczenie właśnie w różnych sprawach uczuciowych.
[01:14:00] - No to ja właśnie o tym... Ja, ja nie wiem, ja tylko wiem to z przekazów babci. I wie pan co? Ja bym jeszcze o czymś innym powiedziała, ale to jest tak krępujące, bo kobieta, yy, to jak ten pan doktor mówi, nie będę jego nazwiska wymieniała. On powiedział, że kiedyś szukano tego Świętego Graala, że właśnie kobieta jest Świętym Graalem, ale o tym nie chcę mówić, bo to nie mój temat, tylko ja już w to wszystko wierzę. Ja w ogóle to zawsze od małego we wszystko wierzyłam i to mi się spełnia i spełnia mi się wszystko, o czym teraz marzę. Opowiadałam panu, że napatoczyłam się na audycję o naj, tym najdziwniejszym sekrecie świata. I ja od dzisiaj właśnie żyję już po innemu. Żyję tak, jak Earl Nightingale w tej swojej audycji mi przekazał. Pan mi poradził, yy, obejrzeć ten sobie film „Sekret”.
Też go obejrzałam. Swojego wnuka młodszego też poturbowałam i mówię: „Pooglądaj to, obejrzyj ten”, bo on tak bardzo jak ja. Ja też jestem babcią. Starszy wnuk się nie da nabierać na moje takie te. On zresztą ciężko pracuje, ma dwadzieścia lat, ale młodszy, yy-
[01:15:08] - No już dzisiejsza młodzież to w dużej części już tak bardzo twardo stąpa po ziemi.
[01:15:13] - Ale mój młodszy wnuk tak mnie słucha. On tak jak ja słuchałam kiedyś mojej babci. On tak słucha i on robi to, bo on też Earla przeżył. O tym prawo jazdy mówiłam. Kazałam mu napisać. Ja napisałam. Zdał za pierwszym razem, co starszy wnuk cztery czy pięć razy podchodził, pięć chyba minut i się nie udawało. I ja zaczęłam też żyć inaczej. I mówiłam panu o tym, że mój partner znalazł ojca, ale ja to sprawiłam po pięćdziesięciu sześciu latach.
[01:15:41] - I to by było na tyle. Drodzy państwo, ta sprawa z aniołami zatrzymującymi autobus nie dawała mi spokoju i aż się prosiła, żeby ją sprawdzić. No i się okazało, że co prawda się pomyliłem, ale tylko w jednym aspekcie. Mianowicie całe zdarzenie miało miejsce nie w Stanach Zjednoczonych, a w Wielkiej Brytanii. No a poza tym wszystko inne właściwie się zgadza. Oto taki mały cytat z „Księgi cudów” Stuarta Gordona: „Pewnego dnia, w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym pierwszym roku Kate Bridger uniknęła niechybnej śmierci. Ta dwudziestojednoletnia angielska urzędniczka zatrudniona w Radzie hrabstwa Kent dojeżdżała codziennie autobusem z domu do pracy w Chatham. Strach dosłownie ją sparaliżował, gdy nagle hamulce autobusu zakleszczyły się. Pędził ze stromej góry, ciągle nabierając szybkości. Kierowca krzyknął, by wszyscy pasażerowie przenieśli się na tył wozu.
Kate nie mogła jednak ruszyć się z miejsca. Powtarzała tylko w duchu słowa modlitwy.” Tu pojawia się cytat: „Nagle ujrzałam anioły. Było ich sześć, a może osiem. Leciały za oknem mniej więcej w połowie wysokości wozu. Miały kremowe czy białe szaty podobne do nocnych koszul, blond włosy i przepiękne twarze. Ustawiły się w rzędzie i wyciągnęły ręce, by zatrzymać pędzący autobus, który powoli zaczął hamować. Ostatecznie stanął parę cali od muru z cegieł.” Koniec cytatu. Kierowca powiedział potem, że w zajezdni dokonano następnie przeglądu wozu. Hamulce były w tak fatalnym stanie, iż nie wiadomo, jakim cudem się zatrzymał. Tę relację Stuart Gordon zaczerpnął z prasy brytyjskiej.
Oczywiście z tego tutaj więcej. Jest nawet cały rozdział poświęcony na tego typu doniesienia. Tak więc jeżeli kogoś interesuje taka tematyka, to zachęcam do sięgnięcia. Może jeszcze gdzieś się tę starą dosyć książkę uda zdobyć. Stuart Gordon „Księga cudów. Od wskrzeszenia Łazarza do Lourdes”. Książka wydana nakładem wydawnictwa Amber. I to by było na tyle. Z bohaterką dzisiejszego odcinka od czasu do czasu odnawiamy kontakt, więc całkiem możliwe, że jeszcze kiedyś usłyszymy ją w naszej audycji. Dzisiejszy odcinek „Mówią świadkowie” ma się już ku końcowi.
Dodam jeszcze tylko, że zgodnie z tym, co zapowiedziałem na początku, w następnych odcinkach pojawi się sporo wątków ufologicznych. Wysłuchaliście państwo czternastego odcinka podcastu „Mówią świadkowie” Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Skype radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer telefonu trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Numer komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. W razie gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.
Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.