[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez no, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu. Biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
[01:05] - "Mówią świadkowie" w Radiu Paranormalium. W Radiu Paranormalium rozpoczynamy kolejny, szesnasty już odcinek bardzo paranormalnego, a niekiedy również bardzo kontrowersyjnego podcastu "Mówią świadkowie". Przed mikrofonem Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. Dzisiejszemu odcinkowi postanowiłem nadać kuszący zapewne i intrygujący zarazem tytuł: "Paranormalna spowiedź". Takiego bowiem określenia użył nasz słuchacz, opisując różne nietypowe zdarzenia, jakich był świadkiem w ciągu całego swojego życia. Zanim jednak zapoznamy się z nagraniem poskładanym z trzech rozmów, jakie z nim w ostatnim czasie odbyłem, pozwolicie państwo, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Obecna, niewątpliwie dla wielu z państwa trudna sytuacja związana z pandemią koronawirusa przyniosła ze sobą jednakowoż jeden pozytywny aspekt. Mianowicie taki, iż przynajmniej niektórzy z naszych słuchaczy znaleźli czas na poukładanie sobie jakoś tego, czym chcą się z Radiem Paranormalium podzielić oraz oczywiście na podzielenie się swoimi historiami. Zachęcam zatem do dzielenia się swoimi przeżyciami z Radiem Paranormalium, bądź to głosowo, bądź to tekstowo.
Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to: stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić.
Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. A więc dzwońcie, piszcie, dzielcie się swoimi historiami i obserwacjami, gdyż każda relacja, szczególnie te dotyczące obserwacji i doświadczeń związanych z UFO, jest na wagę złota. Dzisiejszy odcinek nie bez powodu nosi właśnie tytuł "Paranormalna spowiedź". Otóż takiego właśnie określenia "spowiedź" użył słuchacz, z którym odbyłem w ostatnim czasie trzy rozmowy. Słuchacz mieszka obecnie w jednej z małych miejscowości nieopodal Szczytna w województwie warmińsko-mazurskim. Podczas naszych rozmów podzielił się on przerożnego typu doświadczeniami i obserwacjami. Już teraz mogę powiedzieć, że małą ucztę będą dzisiaj mieli fascynaci tematyki ufologicznej. Będzie bowiem dużo historii o obserwacjach UFO, spotkaniach z Better Visitors. Usłyszycie państwo również opis czegoś, co wypisz wymaluj wygląda na wzięcie na pokład UFO. Oprócz tego przypadki spontanicznych wyjść poza ciało i przejść do jakiegoś rodzaju innej rzeczywistości.
A historia tego, jak nasz słuchacz natknął się na kontakty do Radia Paranormalium i postanowił z nich skorzystać, nosi w sobie pewien wątek numerologiczny. Przejdźmy zatem do wysłuchania owych trzech rozmów z naszym słuchaczem. Z nagrań usunąłem momenty ciszy i wszelkie, że tak to ujmę, elementy pozaantenowe, po czym połączyłem wszystko w jeden plik trwający około półtorej godziny. Zapraszam do słuchania.
[05:21] - Swego czasu moja historia była przedstawiona w niektórych mediach, ale taka mocno okrojona, bo to było w latach, proszę pana, dziewięćdziesiątych. No i wtedy coś takiego jak UFO sprawiało, że ludzie jednak woleli o tym głośno nie mówić, prawda? Nawet podaw-podawano swoje nazwiska, personalia. Także, także to były ciężk-- ciekawe czasy. No teraz jest troszeczkę już lepiej z tym, chociaż jeszcze nie do końca. Natomiast skusiła mnie do was, yy, skusił mnie, bo słuchałem teraz Paranormalium i wasz, no paradoksalnie wasz numer telefonu mnie skusił, dlatego, żeZawiera ciekawą kombinację cyfr. Pięćdziesiąt trzy to moja data urodzenia i końcówka dziewięćdziesiąt trzy to wtedy, kiedy zetknąłem się z tym zjawiskiem UFO. Natomiast pośrodku jest szóstka, a szóstka jest moją liczbą. Także także
[06:20] - Także aspekt numerologiczny także tutaj wystąpił.
[06:25] - No tak sobie, tak sobie. Tak sobie popatrzyłem, mówię: chorobcia. Rzeczywiście ciekawe. No to co? No to zaczynamy opowiadać o starych czasach, prawda?
[06:36] - Oczywiście, jak najbardziej.
[06:37] - Dobrze. Proszę pana, więc tak. Może tak. Zaczęło się to wszystko... Może zacznę chronologicznie. Miałem dziesięć lat. Miałem dziesięć lat. To znaczy tak zrobię w ten sposób, że moja, moją historię podzielę na trzy części. Część pierwszą to jest taka w formie materialnej, drugiej astralnej i no oczywiście sny, bo każda z tych części ma swoją wagę, znaczenie. I teraz tak mając dziesięć lat, zetknąłem się z takim zjawiskiem, a chciałem jeszcze wspomnieć, że moje ciotki swego czasu rozmawiały często o duchach i w jakiś sposób mnie uodporniły.
No posiadłem pewną wiedzę, co pozwoliło mi na to, aby w pewnych sytuacjach nie panikować. A zdarzyło się to mając dziesięć lat. Byłem. Byłem sam w pokoju. Nie wiem dlaczego. Nie wiem. Nie wiem, jak to się stało, że nikogo nie było. No i w pewnym momencie, leżąc na łóżku, stanęła przede mną istota. Taki starszy facet w moim mniemaniu na jakieś wyglądał na jakieś siedemdziesiąt pięć, osiemdziesiąt lat. Głośno sapał, łapał powietrze tak jak, tak jak ryba wyrzucona na, na, na powierzchnię, na, na, na brzeg, prawda?
Szedł, łapał powietrze, przeszedł wzdłuż, wzdłuż wersalki, doszedł do ściany, zawrócił cały czas łapiąc te powietrze, głośno oddychając. No tak, siem pomyślał, że to jakaś, jakaś. Nie wiem, co to mogło być. Duch? Kosmita? Nie wiem. W każdym bądź razie, w każdym bądź razie odwrócił się, przeszedł wzdłuż wersalki, zrobił parę kroków. No i wsiąkł. No tyle to pamiętam. I to utkiło mi to dobrze w pamięci.
[08:34] - Udało się panu jakoś może zarejestrować jakieś takie szczegóły wyglądu, które jakby pana uderzyły, zwróciły szczególną uwagę?
[08:43] - Proszę pana, może pan sobie przypomina, jak wyglądał Kazimierz Brzozowski? Bo ja z nim, bo ja z nim od czasu do czasu się spotykałem i przed śmiercią mu opowiedziałem ten numer , to się uśmiechnął. Był bardzo podobny do Kazimierza Brzozowskiego i, i co ciekawe, też Kazimierz Brzozowski miał problemy z oddychaniem. Mówię czy to czasem, czy to czasem panie Kazimierzu, pan czasem jakoś nie cofnął się w czasie? No ale tak.
[09:13] - A który to był rok? To już, to już, to już są te Mazury. Dziewięćdziesiąty trzeci rok.
[09:19] - Proszę pana, no, sześćdziesiąty mógł być, powiedzmy, trzeci, czwarty, piąty. No miałem tam, już nie pamiętam. Miałem z dziesięć lat plus minus. No młodym chłopaczkiem byłem. W każdym bądź razie miałem prawo się przestraszyć tego. I teraz no nie pamiętam, co w międzyczasie tam czy jakieś zjawiska się działy, ale raczej nie. Dopiero w dziewięćdziesiątym trzecim roku. Właściwie to w osiemdziesiątym trzecim, szóstym kupili teściowie działkę na Mazurach. Nie będę podawał już tej nazwy. W każdym bądź razie na Mazurach.
No ale dobra.
[10:01] - To było, to było w okolicy jakiegoś większego miasta, rozumiem?
[10:05] - Proszę pana, no dobra, już powiem. W dziewięćdziesiątym trzecim, w dziewięćdziesiątym trzecim. To znaczy kupili w osiemdziesiątym szóstym działkę. Ja im tam pomagałem troszeczkę podstawić, żeby wyglądało jako tako, prawda, taką, taką altanę. No i tam ją przez lata udoskonalałem. Albo w ogóle z materiałem to było tak, że żeby dostać trochę materiału, to trzeba było właściciela tartaku, a to był państwowy, pocałować w rękę. No i to tak jakoś, jakoś się przemęczyliśmy, coś tam żeśmy postawili. No ale zostawmy to, bo to nie o to chodzi. Jest rok dziewięćdziesiąty trzeci i to było, proszę pana, w sierpniu o godzinie, dziesiątego o dwudziestej drugiej. Najprawdopodobniej w sierpniu, ale zapamiętałem, zapamięta, pamiętałem dzień.
To było dziesiątego o godzinie dwudziestej drugiej. No i tam ciągle pomagałem na tej działce. Człowiek był zmęczony. No i tak przed snem wyszedłem na, na, to było od strony wschodnio południowej, bo to tam są, tam takie grządki były. No i tak ciemno było jak jasna cholera. No i tak stoję sobie, łapię powietrze, no bo trzeba się było dotlenić jeszcze przed spaniem. I w pewnym momencie z lewej strony taka dróżka była wzdłuż, wzdłuż tego, tego domku kempingowego, a za nią zaraz przede mną grządki. I w pewnym momencie z lewej strony widzę taki krąg światła. Ile to mogło mieć? No parę metrów.
Taki, taki promień światła, ale coś taki dziwny wyglądał dlatego, że nie było widać z góry snopu, tylko tak jakby to te światło zaczęło emanować od, od ziemi. Wyglądało to tak-Jakoś egzotycznie, dziwnie, bo wyglądał tak, jakby, jakby to światło emanow-- zaczęło tężeć, emanować od dołu. Rośliny, rośliny, rośliny wyglądały no tak jakoś bajkowo. Zielonkawy kolor, spektaklorystyczny i tak jakby z tych liści spływało takie żywe srebro. Taki, taka iluzja była. No wyglądało to, no niesamowicie i w pewne, i w tej, i momencie podniosłem głowę do góry. Jak podniosłem do góry głowę, to ten obiekt w tym samym momencie nade mną wisiał. No nie wiem, na jakiej wysokości mógł być. Trudno mi powiedzieć. Mógł być na wysokości trzydziestu metrów, a mógł być na wysokości stu metrów.
Nie, nie miałem, nie miałem punktu odniesienia. I on jak tylko podniosłem głowę do góry, to on w tym samym momencie, jak podniosłem głowę do góry, to on płynnie ruszył niesamowicie, z niesamowitą szybkością, płynnie, ale się z niesamowitą szybkością oddalił. No zawołałem oczywiście narobiłem krzyku. Wyskoczyła żona, córka, teściowa. Teść nie wyskoczył, a względem teścia to jest taka ciekawa historia, że on był. On był tym pułkownikiem Wojska Polskiego. Pracował przy radarach i jak się go później pytałem, dlaczego nie wyskoczył, to nic nie powiedział. Jak się go pytałem o UFO, no to milczał jak grób. No tajemnica wojskowa w każdym bądź razie pod tym kątem. No i zachował tą tajemnicę do końca, ale na pewno znał.
Znał pana Gludmana na pewno, bo tam też pracował także. No ale nie dopytywałem się.
[13:54] - No mogło też być tak, że wiedział coś. Nie chciał czy nie chciał się czymś podzielić, nie chciał czegoś ujawnić, ale wiedział na przykład jakieś tam od kolegów z wojska też historie.
[14:05] - Tak, tak, tak. On coś tam wiedział. Ale, ale był takim służbistą, w każdym bądź razie dobrym człowiekiem, ale służbistą. No ale zostawmy to. I teraz tej samej nocy bodajże albo na następną noc coś mnie obudziło w nocy, a ja z żoną byłem w takim osobnym pokoiku. Spałem. Bersalka, ja na jednej, żona na drugiej. W pewnym momencie obudziłem się. Podniosłem się do góry i zobaczyłem przed oczami coś takiego, co był, co przypominało oko ludzkie. Ja teraz mogę to ocenić jako hologram, który musiał emanować z mojej głowy.
Przyglądałem się temu parę minut. Mogę to, mogę to opisać. To było tak w proporcjach jak ludzkie oko. Źrenica czarna i na tym żółtawym tle były takie cienkie, sześciokątne, takie, że tak się wyrażę, takie czerwone nitki, takie jak dookoła oczywiście tego przyżółconego bielma. Taki tak jak plaster miodu, jak się patrzy z góry. Plaster miodu. Miodu. Wie pan, jak to wygląda mniej więcej tak jak plaster miodu. Takie takie delikatne czerwone żyłki dookoła, dookoła tej, tej, tej elipsy, tego oka były takie czerwone punkciki. No i na górnej części krawędzi tego oka było coś takie jakby coś taka biała kreska, oczywiście idąca po tym kancie od góry.
Taka jak lekka, taka neonówka, coś w tym rodzaju. Ale to raz było na górze, raz na dole, bo ja z tą, z tym zjawiskiem się zetknąłem jeszcze ze dwa razy co najmniej. Czyli oczywiście przyjeżdżając w to miejsce na Mazury. Oczywiście jak, jak się tak specjalnie ciemności nie bałem, to, to później było tak, że, że wołałem taką psiunię. Schnaucerkę małą, żeby, żeby oczywiście z panem spała. Oczywiście w nogach. Grzała jak, jak grzejnik. No ale, ale miałem pietra, no nie powiem. Chociaż ja wiem. No i po jakimś czasie, po jakimś czasie przeglądając, przeglądając szukałem, szukałem kontaktu z jakimś ufologiem, żeby mu opowiedzieć to.
No ale jakoś nie, nie mogłem się skontaktować. Nigdzie nie miałem jakiejś takiej możliwości gdzieś kupienia czegoś tak, żeby się dotrzeć do jakiegoś ufologa. No ale w firmie żona kupiła akurat tego dnia gazetę. To się rzadko zdarzało i mówi: "Zobacz, tu jest. Tu będzie takie, takie. Taka prelekcja jakiegoś człowieka, który, którego Francuza, którego porwało UFO. Właśnie Raël nazywa. Pałac Kultury". Coś takiego było, to można sprawdzić. No i tam poznałem Kazimierza Azowskiego.
Oczywiście. Oczywiście ten pan dużo nie powiedział. No otaczał się młodymi dziewczynami. Przystojny facet. No w każdym bądź razie jedyna korzyść, która z tego płynęła, to, że poznałem Kazimierza Azowskiego i tam jeszcze miał współpracującą osobę. No i tak się potoczyła nasza, nasza znajomość. Później pan Kazimierz to z metrem. Aha, bo żona później, bo jeszcze wrócimy do tego momentu, kiedy, kiedy on, kiedy widziałem to UFO. Na drugi dzień żona, żona zajrzała mi za uchem, bo mnie swędziało, prawda? Zajrzała mi za uchem.
Zobacz, masz taką. Masz taką kleskę za prawym uchem. A tu mnie zaczęło swędzieć takie około dwóch centymetrów, taka śrama.Yy, na plecach, yy, na plecach miałem, yy, taką, yy, czy-- ogromną bliznę z dziurką. No i na gardle, yy, pod, pod jab-jabłkiem Adama coś takiego, mm, średnicy niecałej, niecałej groszówki. Taki sześciokątny tworek koloru takiego, yy, mleczno brązowego. No to już mnie znikło prawie, yy, po kilkunastu latach, ale długo się trzymało. Yy, pan Kazimierz z-zmierzył mi dozymetrem. Ja tam mam gdzieś zapisane, yy, i potwierdza, że tam coś jest, prawda?
[18:47] - A były jakieś, yy, zdjęcia robione tych śladów na ciele?
[18:50] - To znaczy jeszcze tam pozostałości trochę mam. Ja tam się jeszcze nie przyglądałem. Być może jeszcze, yy, w jakimś, yy, w jakimś, yy, w jakimś stopniu tam jest, yy, ale to wszystko już w takim się, w takim końcowym zaniku. No to jakby nie było, to jest już, yy, łącznie to jest, yy, ile tam? Dwadzieścia siedem lat.
[19:11] - No, dwadzieścia siedem lat.
[19:13] - Prawda? To już jest szmat czasu. Ładnie się to wszystko, yy, jakoś, yy, za-zagoiło. Yy, w każdym bądź razie Kazimierz Brzostowski, yy, doz-dozymetrem, yy, badając mnie twierdzi, że tam coś się dzieje, yy, w okolicy gardła, za uchem i na plecach. Ale do tego jeszcze dojdę, dlatego że, yy, dlatego że, yy, byłem, yy, no musiałem być kilka razy u, u, u bionergoterapeuty, ale to do tego dojdę. I co jeszcze jest? Za tym uchem miałem ten problem, że przez kilka lat za tym uchem, yy, bo miałem trochę gęste włosy, no teraz już się przerzedziły mocno i w tym miejscu zbierały mi się non stop, codziennie mi się zbierały takie kępy kurzu. Właśnie miałem nie, nie z lewej strony, tylko z prawej strony ucha. No trochę było takie, taki dyskomfort dla mnie, ale to po jakimś czasie przeszło. No i co z tym?
Yy, co z tym, yy? Może nie, nie wiem, czy, czy wypada mówić, yy, bo to znany jest bionegoterapeuta. Ma swoją taką klinikę, yy, w Warszawie, yy, i, mm, miałem problemy z kręgosłupem, bo troszeczkę dźwigałem, yy, trochę ciężarów i ciągle tam coś mi tam przeskakiwało. No i podzieliłem, podzieliłem się z nim, yy, podzieliłem się z nim, yy, tą, tą wiedzą. No i facet mówi: "Proszę pana, niech się na pana spojrzę". On w ogóle, yy, muszę dodać, że napisał kilka książek. Yy, może później panu po-powiem, jak, jak on się nazywa.
[20:52] - Może pan nawet teraz powiedzieć, ja najwyżej ewentualnie nie będę podawał.
[20:56] - Wydawnictwa Dam darmowej reklamy komuś.
[20:59] - Mhm.
[20:59] - Yy. Pan Robert. On ma swoją, yy, bodajże na Woli jest, się nazywa. Chyba na Woli. No i nie wiem, czy jeszcze, jeszcze. Nie wiem, czy on jeszcze pracuje. W każdym bądź razie można się spytać. W każdym bądź razie mówi: "Proszę pana, niech pan stanie". Popatrzył na mnie. Mówi: "Wie pan co?
Za uchem, yy, tutaj na, po prawej stronie ucha to tryska panu światło wielkości długopisu. Natomiast z tyłu, z pleców, yy, na wysokości, bo ja mam ten ślad na wysokości troszeczkę powyżej nerki, yy, tryskają panu promienie. Ale żeby było ciekawiej, to pański, nie wiem, jaki to był czakram, zmienili, zmienili panu miejsce czakramu. Ten bada dalej tu, a tamten jest w tym miejscu". Ja mówię do niego: "A czy to jest, czy to jest dla mnie, yy, złe?" A on mówi: "Nie, tylko pierwszy raz się z czymś takim się spotykam". No tak, yy, ale jeszcze do niego dojdę, bo przyszła taka, yy, przyszła taka sytuacja, że jeszcze o coś się go spytałem, ale, yy, muszę się trzymać chronologii. I teraz, teraz tak. Yy, no i teraz, yy, muszę wrócić do tej drugiej części, czyli chodzi o sprawy astralne. No tobie, leżę sobie, śpię sobie w łóżeczku, ale to już, już w Warszawie. No i nad ranem jest taka sytuacja.
Coś tam mi się śni i w pewnym momencie, w pewnym momencie znajduję się, znajduję się, ale to odróżniam sen od astrala i w pewnym momencie znajduję się przed ulicą. Jest wszystko normalnie, tak jak, jak, jak, jak, jak w rzeczywistości. Nagle przekraczam tą ulicę, yy, ale zanim przekroczyłem tą ulicę, to przed, za tą ulicą jest, bo to jest w ogóle noc, bo spałem. To było, to było w nocy, prawda? To wszystko działo się w nocy, yy, bo to chyba było zimową porą. Już nie pamiętam. W każdym bądź razie było noc, ciemno. No i zna-znajduję się, znajduję się, yy, znajduję się nagle przed ulicą. Za tą ulicą widzę, yy, dookoła pole, a po prawej stronie jest gospodarstwo rolne. Nie wiem co.
Coś mi kazało przejść przez tą ulicę i w pewnym momencie, yy, na tym, powiedzmy, ile tam to gospodarstwo było pra-- takie prostokątne, ogrodzone, ale od strony ulicy była, było, było puste. I na tym, na tym miejscu powstało nagle takie tornado. Ale co jest najciekawsze w tym wszystkim? Że to wszystko widzę. Yy, moja percepcja w ogóle jest inna, bogatsza niż ta, którą operujemy na co dzień. Ja nawet widzia-- mogłem przeczytać swoim wzrokiem, co jest napisane na śmieciach, jakby była gazeta. Ja mógł- ja widziałem tam jakąś, jakąś płaską butelkę i mogłem powiedzieć, po czy ta butelka była. Była pusta, prawda? Jak powstało to potężne tornado, to w pewnym momencie znalazłem się na takimNa takiej jakby windzie, takiej niewidzialnej i ona szła pod skosem naj, bo jeszcze muszę powiedzieć, że nad tym gospodarstwem wisiało potężne UFO. Świetnie go widziałem.
Takie klasyczne. I nagle znalazłem się na, na takim niewidzialnym jakimś podeście, tak jakby. I to zaczęło mnie wciągać powoli do góry, najpierw w lewo od tego obiektu zatrzymało się i później w prawo do tego obiektu. Ale najgorsze to było to mo-to moje uczucie, że bałem się, bo nie miałem się dlaczego, za co złapać. Nie było poręczy, pod nogami nic nie było, a zacząłem prze-- iść do góry. No jak się ogląda, ogląda uciekającą trawę, bo tam na tym polu nie było żadnego tam owsa. Była trawa. To zacząłem. Zacząłem grzać do góry. No to miałem pietra, bo to dziwne uczucie.
I w końcu, i w końcu skręciłem w prawo i wpłynąłem. Już tego nie pamiętam. Wpłynąłem do, do środka, do wnętrza. I co tam było ciekawe, to tam normalnie było. Nie było jakichś oświetleń, tylko po prostu było jasno. I co jest ciekawe, że-
[25:20] - Czyli tak jakby wnętrze tego obiektu było jakby tak wypełnione takim światłem jednolitym.
[25:26] - Normalnie, normalnie było ś-światło, tylko nie było żarówek. O, w ten sposób mogę powiedzieć naj, jak najprościej. Ale co było najciekawsze, że we-we wnętrzu oczywiście ta krzywizna obiektu zewnętrzna była, przypominała tą krzywiznę od wewnątrz. Także to nie to, że tam było w środku kwadratowa, a na zewnątrz było obłe, prawda? Ale co było dla mnie, było dla mnie ciekawe to, że tam były po prostu kobiety, młode kobiety. Trzy albo cztery. Bardzo ładne. Ludzie. Po prostu ludzie. Białe, ładne kobiety i, a jedna z nich mogła mieć, no te, te młode to wyglądały na jakieś dwadzieścia parę lat, ale wśród nich była taka jedna, mógłbym powiedzieć, że miała około trzydziestu, trzydziestu pięciu lat.
Ale rozmawialiśmy telepatycznie i ona mi mówi, żebym podszedł. Pokazywała ręką gościa, który siedział pośrodku tego salonu. A żeby było ciekawiej, to facet siedział za biurkiem takim zdobionym, ciężkim, dębowym, może orzechowym i kazała mi, no znaczy kazała, no powiedziała, żebym poszedł, poszedł w jego kierunku. Zrobiłem, ale zanim, zanim to zrobiłem, to, to facet wstał sprzed tego biurka normalnego wzrostu przeciętnego. Yy był, mógłbym powiedzieć, że taki, taka typowo południowa uroda. Taki bym mógł powiedzieć, że był. Przypominał mi Włocha z urody, prawda? Przystojny w miarę facet patrzył na mnie i tak, tak się, tak się uśmiechnął, jakbyśmy się już znali. Ale co było ciekawe, że całą uwagę skoncentrowałem na jego włosach. Yy były lekko przystrzyżone.
To znaczy były krótko przystrzyżone i tworzyły taką, tak jak, jak są warcaby czarno białe, prawda? Taką kostkę dwa i pół centymetra, powiedzmy na dwa i pół centymetra. Ale co było najciekawsze, to tak jak z tym tornadem. Ja to wszystko widziałem w ten sposób, że jak gdybym chciał, to bym policzył wypory na łys, na, na twarzy, a on stał ten, ja wiem, jakieś osiem metrów ode mnie, prawda, za tym biurkiem. Yy co tam jeszcze? No mógłbym, jakbym chciał wzrokiem, taka jakaś nadwzroczność. Nie potrafię tego jakoś wytłumaczyć. Mógłbym zajrzeć, gdybym miał taką wolę. Mógłbym zajrzeć do jego porów. Tak.
[28:12] - Czyli tak jakby zniknęły wszystkie ograniczenia wynikające jakby z, z posiadania fizycznych oczu.
[28:19] - W ogóle nie, no normalnie, tak jak fizyczne oczy. Bo astral to jest po prostu duplikaty ciała materialnego, to też chyba coś jest materialnego, ale to jest jakoś inaczej poukładane. Się na tym nie znam. Troszeczkę czytałem, ale nie chcę się wymądrzać. W każdym bądź razie, w każdym bądź razie nasze zmysły po prostu działają na innych falach. No w ogóle inna percepcja bogatsza. W każdym bądź razie jest taka sytuacja, że zrobiłem ze dwa, trzy kroki i tak jakby mnie ktoś w tym samym momencie obciął film i już mnie odprowadzają do, do wyjścia. Ja nie wiem, co się ta, co się działo w tym czasie. Mogłem tam być miesiąc. Nie wiem.
To jest, tam czas działa troszeczkę inny. W każdym bądź razie inaczej. W każdym bądź razie odprowadzają mnie tą samą drogą i po tej samej windzie niewidzialnej schodzę w dół. Oczywiście z taką samą bojaźnią, jak wędrowałem do góry. Oczywiście nie ma trzymanki, prawda? I człowiek osiada powoli na trawie i tylko dotknąłem, dotknąłem pola. Momentalnie znalazłem się w domu. To jest. To jest to. Ja tutaj to zrobiłem troszeczkę tak dla wspomnienia, bo to było strasznie dawno.
To tutaj-
[29:34] - Mam takie pytanie właśnie, czy podczas tego zdarzenia, tego, które prze-przed chwilą pan opisał, czy byłbyś pan w stanie określić, w jakim miejscu rozgrywała się ta cała akcja? Zna pan tą okolicę, z której został pan wzięty?
[29:49] - A skąd! Nie wiem. Po prostu nie wiem. Ja uważam, że to nie zależało ode mnie. To jakieś siły spowodowały, że ja się tam znalazłem. Nie wiem, gdzie to mogło być. To mogło być w Ameryce, mogło być gdzieś na, gdzieś na południu albo północy Polski. Nie wiem. Naprawdę nie wiem. W każdym bądź razie yyTo jest ten jeden opis i teraz tak mam taką sytuację.
Mam sen na przykład i w tym to też jest ciekawe, dlatego że ma ciekawą konstrukcję ten sen. Otóż śni mi się, ale to już tutaj w Warszawie znana ulica, która dochodzi do głównej. Tylko tak jakby, jakby, jakby, jakby, jakby to powiedzieć, nikogo nie było, tylko, tylko stał pojazd przy głównej ulicy i w tym podjeździe i na zewnątrz pojazdu stali młodzi, młodzi ludzie, wojskowi o takich mundurach moro. Podchodzi do mnie. To tak, jakby to był alternatywny świat. Wie pan, o co mi chodzi? No to samo miejsce. Tylko że nie ma ludzi. Jest noc. Te same zabudowania.
Tylko że nie ma ludzi. Tak jakby alternatywny świat do tego, który był. No i podchodzi. Podchodzi do mnie, a ja jakoś się tam znajduję. Podchodzi do mnie dowódca tego oddziału i telepatycznie mi przekazuje, że to znaczy ja. Ja wiem, że ja jestem, mam być obserwatorem. Zaprasza mnie do środka. Wszyscy na mnie zerkają z boku. No i tak. Widzę.
Widzę, że na coś czekają. Siadam jakieś trzy miejsca od, od kierowcy. Pojazd rusza. On przypominał ten pojazd dawnego Berlieta tylko dwa razy dłuższy. Przypominał. W każdym bądź razie rusza i zaczyna się unosić w górę i grzeje w stronę południową. Ale co ciekawe grzeje nad jeżowy. Ja myślę w pewnym momencie mówię pozabijamy ich. Krzyżuję ręce, a on przenika jak przez masło, jak przez mgłę. Za chwilę, no oczywiście ku uciesze tych, tych chłopaków.
Widocznie czekali na ten moment. I okazuje się, że mamy wylądować i za kilka minut dosłownie lądujemy w okolicach Częstochowy. Nie wiem dlaczego tak mi się to kojarzy. Wychodzimy z tego pojazdu i dostaję przekaz telepatyczny, że, że w tych okolicach z innego świata, z innego świata no. Przedarła się jakaś złośliwa, potężna istota i tą istotę muszą, muszą zawrócić z powrotem do tego swojego wymiaru. Ale no i oczywiście budzę się, budzę się i na drugi dzień idę w to samo miejsce. Patrzę, no ale nie ma tego dzieżowca, nie ma tego. Mówię to kurczę, to rzeczywiście, rzeczywiście sen. No ale okazuje się, że ten dzieżowiec powstał w zeszłym roku w tym miejscu. Ciekawe, prawda?
Czyli te wydarzenia jakby miały, miały, miały się dziać właśnie teraz. No.
[33:17] - Czyli tak jakby to był sen w jakimś sensie proroczy, można powiedzieć.
[33:20] - Tak, tak. Nie, no, ja miałem tam. Ja mogę tak przeskoczyć na chwilę, proszę pana. Mogę przeskoczyć jeszcze do takiej sytuacji. Śpię sobie, jeżeli chodzi już takie prorocze. No, śpię sobie, a śni mi się, że aha, no mamy się udać na drugi dzień. Na drugi dzień mamy się udać z Woli na Pragę po towar. No i mi się śni, że, że przy Śpiących skręcamy w lewo. Dojeżdżamy do Stalowej. Stalową w prawo, później znowu w prawo i jedziemy oczywiście na miejsce, tam, gdzie mamy być.
No ale widzę matkę moją, bo tam mieszkała świętej pamięci i rozmawia z jakimś facetem niskim. Gestykuluje sobie rękoma. No i po tym fakcie się budzę. Wsiadamy w samochód, a mieliśmy wtedy malucha. No i jesteśmy w trasie. Ja mówię do żony, Wiesław śniło mi się, że spotkałem, spotkałem matkę, a ona mówi przecież nie będziemy jechać Stalową. Proszę sobie wyobrazić. Dojeżdżamy, a tam jest napisane objazd. Skręcamy w Stalową. Patrzę, matka wywija rękoma do faceta.
No, rozmawiają tam z nim. No ciekawe to. Później wziąłem. No, ja rozmawiałem tam często. Odwiedzałem pana Kazimierza Dąbrowskiego. Umówiłem się z nim, że koniecznie wie pan, męczyło, co tam się działo, kiedy, kiedy w tym momencie ucięli mi ten film. Wie pan, ciekawe byłem, co tam się dalej działo. No i chciałem się poddać hipnozie. No niestety nie udała się. Był Kazimierz Brzozowski, ale.
Ale miałem przez cały dzień i noc miałem problem, dlatego, że źle mnie zamknęła tą hipnozę. Właściwie to nic. Niczego tam nie doświadczyłem, a dziewczyna wzięła i jakoś rozebrała ciało. No fatalnie się czułem. Później była taka sytuacja, że pan Brzozowski on w ogóle współpracował z panem Wilkiem. Zresztą napisał taką książkę Siedź wilka. No i. No i w pewnym momencie mówi Wie pan, pan, pan to jest Orionida. A ale dlaczego? Dlaczego to było ciekawe?
Ponieważ że jestem uciekinierem. Nie wiem. Nie wiem, na ile mógł wtedy wierzyć, ale w każdym bądź razie pan Wilk to był dobrym radiestetą. W ogóle tam chyba naukowcem był. Ale oprócz tego parał się, parał sięYy, tym wahadełkiem. Był dobrym radiestetą. On potrafił, yy, on potrafił pokazać wahadełkiem, yy, gdzie wylądowali, yy, kosmici, w którym roku to było, ilu było załogantów, a nawet, a nawet, yy, mógł, mógł powiedzieć, kiedy wylądują, w którym roku i ilu ich będzie. To było dla mnie dziwne. No ale, yy, proponuję, proponuję przeczytać. Jeżeli pan nie czytał „Sieci wilka”, jest ciekawie napisane.
W każdym bądź razie, yy, facet taki dosyć bardzo inteligentny, także, także, yy, mógł powiedzieć, czy ktoś był wzięty, czy ktoś nie był wzięty, kiedy, o której godzinie, gdzie. Natomiast w ka-- natomiast, yy, współpracował też z panem Brzezińskim. Też nie żyje. Umierali jakoś, jakoś tak, yy, blisko siebie, yy, czasowo. Yy, a pan Brzeziński świetnie też, yy, też, yy, posługiwał się wahadełkiem i w kolei-kolei powiedział, że mam jakieś powiązanie z-z-z atlantami. Wierzyć, nie wierzyć? No, yy, ja mówię: „A-a może pan coś więcej powiedzieć?” Powiedział, że nie może. No to jak nie może, no to nie naciskałem. No.
[37:34] - A to w takich sytuacjach niekiedy człowiek nie wie, co ma myśleć o takich stwierdzeniach.
[37:39] - Proszę pana, yy, ale dzięki, dzięki panu, panu Grodzkiemu poznałem wielu ciekawych ludzi. Okazuje się, że, że moje doświadczenia to były najbardziej przyjemne z nich wszystkich. Proszę pana, jak ja popatrzyłem na tych ludzi, którzy byli wzięci, to jak oni mi opowiadali, to miałem łzy w oczach. Także no. Także, no, yy, mogliby mi tylko pozazdrościć. No emocji. Pozytywnych oczywiście.
[38:07] - No nawet do Radia Paranormalium dzwonią czasami słuchacze, którzy opowiadają, yy, historie, jak na przykład słuchaczka z dziesiątego odcinka „Mówią świadkowie”, gdzie naprawdę te historie były bardzo takie, kolokwialnie mówiąc, hardkorowe z tymi wzięciami.
[38:22] - No. No wie pan, no nie wiem, czy to ma jakiś wpływ, yy, ale tak z ciekawości, bo jak bo tam jeszcze były grupy krwi, prawda? No to moja grupa krwi to jest taka najrzadsza z najrzadszych bodajże, bo jest AB Rh-. Także to jest ta z tych najrzadszych krwi. Yy, może to też ma jak-- miało jakiś wpływ. No nie wiem. Yy, w każdym bądź razie, no miałem, yy, wie pan, no wiele rzeczy mógłbym rozwinąć. Na przykład, yy, mm, a! Jeszcze, jeszcze, jeszcze wrócimy do tego momentu, kiedy byłem, yy, tam, yy, na Mazurach. To, co, co wziąłem to ucho.
Proszę pana, to jak uciekło to ucho, to było bardzo szybko, momentalnie. To, yy, wyglądało tak, jak, tak jak się durszlak pod-podświetla od dołu. I takie były takie promienie jak jeża. I co ciekawe, yy, wczoraj ogląda-- parę dni temu ktoś w internecie, yy, pokazał, yy, dał zdjęcie, yy, bodajże na Papirusie, gdzie, yy, wylądowało, to znaczy było na-narysowane przez, yy, starożytnych właśnie taki rysunek t-tego, tego statku. Na górze promienie, na dole nóżki, prawda? No właśnie to widziałem. Pod kątem oczywiście, bo od dołu... A jeszcze właśnie jak widziałem ten, jak wyglądał ten od dołu, ten, to, to, to, to, to całe ucho. Otóż, yy, było ciemno, nie widziałem dokładnie zarysów. Prawdopodobnie był obły.
To, yy, były światła takie jak, yy, żółty, zielony, żółty, zielony, żółty, zielony, czerwony, niebieski albo, albo fioletowy. Takie światło, tak jakaś taka uboga choinka. Nie, nie było za dużo tych świateł, ale, ale troszeczkę ich było. Po, yy, po tym rozmieszczeniu to raczej byłbym skłonny, że, yy, no bo to była bardzo ciemna noc, prawda? Yy, te, te od, od dołu on był jeszcze ciemniejszy, ale konkretnie takich zarysów nie, nie, nie zdążyłem, nie zdążyłem zarejestrować. Zarejestrowałem tylko te światła. Yy, to by było z tym. Yy
[40:30] - Miałem takie pytanie właśnie odnośnie, odnośnie tego obiektu, bo pan wspominał, że w momencie, gdy pan spojrzał na ten obiekt, jak on się zaczął jakoś przemieszczać. Czy miał pan może wrażenie, że ten obiekt jakoś reaguje na pana obecność, myśli?
[40:43] - Nic takiego nie było. Nic. Po prostu, po prostu wyszedłem, a oni po prostu tak jakby czekali, aż wyjdę, nie wiem. To był, to był moment. Była cisza. Nie padało. Cisza była. W takiej idealnej ciszy po-pojawiło się, yy, to światło. To światło, no tak jak powiedziałem, wyglądało dosyć ciekawie. No bo nie było snopu świ-- sno-snopu światła, ale on jakby, jakby tężał od dołu, no.
Fluorescencyjnie taki zielonkawy, lemony nowy kolor. Yy, będę się powtarzał, no tak jakby po tych liściach pływało takie płynne srebro.
[41:20] - A cała obserwacja ile mniej więcej tak mogła trwać?
[41:24] - Yy, to, to było bardzo szybko. To znaczy obserwacja, yy. A! Co ciekawe, że, yy, że dziewczyny jak miały pójść spać, to były ubrane. Jak wyskoczyły, to były w piżamach. To jakoś ten czas nie uciekł. No nie chcę, nie chcę, nie chcę kombinować. Być może było, yy, było to jakoś zamrożenie czasu. Nie wiem. Trudno mi powiedzieć.
[41:47] - Mhm. Czyli podejrzewa pan, ale nie ma pan pewności, że, yy, że to mo-mogło dosć, dojść do takiego tak zwanego missing time, czyli jakiejś takiej luki czasowej, której pan nie zauważył?
[41:58] - Właśnie, właśnie tak. Coś takiego mogło zaistnieć. Prawdopodobnie. Prawdopodobnie. No, yy, w każdym bądź razie, yy... A! Jeszcze coś panu powiem. Bo mi się tak przypomina. Będę, im dłużej będę siedział, tym bardziej mi się będzie przypominać. Na przykład w ty-- właśnie w tym okresie, bo to się działo między dziewięćdziesiątym trzecim, siódmym, ósmymTylko nie wiem, kiedy dokładnie przez dłuższy czas o godzinie dwunastej proszę sobie wyobrazić około dwunastej jakaś młoda dziewczyna, bo to młody, młody głos niesamowicie darło mi się w uszy.
Głośno, ale to tak. To nie tak, że by, że było można było po-pobudzić mieszkańców, prawda? Żonę czy tego tylko po prostu tak, jakby skręcić potencjometr w radiu. Proszę pana, dosłownie prosto do ucha. Młody głos dziewczyny. Niemal czułem wilgoć ich, jej ust dosłownie. I to się działo o dwunastej punktualnie dwunastej w nocy. Do tego stopnia, że jak mnie tak trzep-trzepnęło, prawda, to żona też się budziła i mówi: co darła ci się do ucha? Ja mówię tak. No i zaraz.
No i proszę pana, kilka razy miałem jeszcze coś takiego jak, jak ta nocna wiedźma, czy jak to się dziadostwo nazywa. No ale było tak, że za drugim razem czy za pierwszym już nie pamiętam, jaka siła mnie przewróciła, bo się obudziłem na... Nigdy nie, nie, nie, nie śpię na brzuchu i obudziłem się w pewnym momencie na brzuchu, twarzą do poduszy i proszę pana, straciłem kontakt z ciałem tak, jakby mój duch nie mógł się dostać do, do mój astral, duch. Nie wiem, jak to nazwać. Do, do moich członków. Nie mogłem się ruszyć i zacząłem się dusić. Zacząłem się modlić, proszę pana, bo jeszcze, jeszcze minuta i bym po prostu umarł. No ale w ostatnim, ale ostatnim wysiłkiem woli no dotarłem do, do ciała i no żyję. Przeżyłem ten, ten, tą sytuację. Ale była taka sytuacja jeszcze podobna, tylko że leżałem na, na plecach i usiadła mi cholera na nogach.
Nie widziałem twarzy nic, czy czułem ją mentalnie. Ale wtedy się tak zdenerwowałem, że tak posłałem jej takiego joba, że no nie jeden budowlaniec by się, by się nie powstydził. No właśnie, to byłoby to. Co tu jeszcze mamy? Bo tutaj napisałem te dziady to by było. Aha. I teraz tak. Może jeszcze była taka sytuacja. Otóż na Mazurach, jak Polacy zakupili bodajże te pierwsze F-y, to nad naszą chałupą na dosyć niskiej wysokości. Nie, nie na jakiej wysokości to mogło być sto metrów?
Nisko było. Na poddźwiękowej przeleciały dwa F-y, ale to nie było. To nie było takie niezwykłe, tylko niezwykłe było to, że były pomalowane na ciemny, grafitowy kolor i nie miały oznakowań, nie miały oznakowań wojskowych. To mnie bardzo zdziwiło. No bo jak coś leci na polskim niebie wojskowe, to ma szachownicę, prawda? To by było to. No i chciałbym zakończyć jeszcze taką, taką sytuację. Otóż aha, jakieś kilka lat temu, kilka lat temu była burza, ale to już na Mazurach była burza. No i ale błyskawice były. Błyskawice były na południu, daleko na południu.
Natomiast u nas padał deszcz i w pewnym momencie żona z drugiego pokoju leci i mówi: słuchaj, słuchaj, coś się dzieje na dworze. Ja mówię: daj mi spokój. No chodź. Coś się dzieje na dworzu. No była taka namolna. Taka była namolna, że w końcu wstałem. I proszę sobie wyobrazić, że na dworzu zaczęło, zaczęło być na zmianę pomarańczowo i żółto, prawda? Tak jakoś nie wiadomo skąd się ten, ten, to światło brało.
[46:01] - Czyli pojawiały się takie tak, jak tak, jakby kolorowe łuny. Nie wiadomo, niewiadomego pochodzenia tak?
[46:06] - Ciemno było dookoła, tak jakby coś nad nami wisiało. No ale dzisiaj mówię no szkoda, żeśmy nie wyszli. Ja mówię aby, aby wyjść, wyjść wyszłam. Mówi gdyby jeszcze raz się to po-powtórzyło. No nie. No to, to. No mieliśmy troszeczkę stracha, żeśmy nie chcieli tam prowokować losu, ale jeszcze coś miałem jeszcze powiedzieć. Kurczę, coś ciekawego wyleciało mi z głowy w momencie. A teraz to jeszcze nie. Zaraz, zaraz, zaraz.
Momencik. Zaraz, zaraz. A już wiem. Jeszcze z telewizorem miałem ciekawą. Tak ciekawy numer, ale to też mniej więcej w tych latach. Otóż wracaliśmy z imprezy z żoną. No i po drodze żeśmy się poprztykali. Nie wiem, o co tam poszło. Przyszliśmy do domu, a mieliśmy taki telewizor Hyundai dwadzieścia jeden cali. Ona poszła podgrzać kolację do kuchni, a przez ścianę już był ten duży pokój.
Włączam tego Hyundai i proszę pana, wie pan, co ja widzę? Widzę, widzę taki coś podobnego jak tarcze, jak księżyc, prawda? Jasny, biały, biały proszę pana. Wypełnia dwie trzecie, dwie trzecie telewizora w porządku, dwie trzecie telewizora. Mówię choroba, coś się popsuło. Ale wie pan, co mnie przeraziło? Otóż na tej tarczy były oczy i takie małe na dole usta. Oczy były takie, takie, takie talerki czarne. No i trochę mniejsze talerze na dole. Takie takie coś malutkie.
No i to, to się tak cholerstwo nam nie podobało. Ja mówię chodź, coś ci pokażę, co to jest. No i ale że się poprztykaliśmy, więc nie przyszła. Włączam, wyłączam, włączam to samo. No i tak chyba ze trzy razy jest. No i w pewnym momencie żona wchodzi do pokoju w tym samym momencie, jak weszła do pokoju. Pyk. Normalnie wiadomości telewizyjne. Ciekawe, prawda?
[48:06] - Czyli tak, jakby tak, jakby ten telewizor reagował na obecność pana, a w momencie pojawienia się żony wrócił do normalności.
[48:15] - No to właśnie to chciałem powiedzieć. No właśnie to. No i co teraz ciekawe, otóżYy, parę dni, kilka tygodni temu, yy, obudziłem się w nocy. Obudziłem się w nocy i, yy, przed oczami zobaczyłem takie kółko graniaste. Yy, wysłała, yy, to znaczy, to wyglądało w ten sposób, że to tak jakby wycinanki były, proszę pana, kółko graniaste, wycinanki ludzików, a, a z tego środka płynie takie światło. Yy, no i pochwaliłem się żonie i na drugi dzień wchodzę w internet, patrzę, ee, wszedłem na profil, yy, jakiejś tam, yy, dziewczyny, która zajmuje się chyba ezoteryką, bo tam, yy, była wymiana zdań i zaciekawiło mnie to. Wszedłem na jej profil, patrzę to, co widziałem, jest tam przedstawione. To samo zdjęcie z tą różnicą, że to, że to, yy, że to jakby to nazwać kółko graniaste lekko się, lekko rotowało, prawda? No ciekawe. To znaczy ja miałem wcześniej też takie, takie sytuacje, że widziałem takie po przebudzeniu, zaraz po powiekami to, yy, takie, yy, ruchome, kolorowe filmy.
Ale to dawno się zdarzało. Do-dopiero teraz, yy, coś takiego się zdarzyło ciekawego, no. No i tak, tak z grubsza.
[49:46] - Ja tutaj mam jeszcze takie pytanie odnośnie tego, tej obserwacji tego oka, czy jak to tam nazwać. W sierpniu dziewięćdziesiątego trzeciego roku tego, tego oka, które się panu nad łóżkiem pokazało, ten.
[50:01] - Aha, jest to, jest to. Dobrze mi pan przypomniał. Otóż. Otóż. A jeszcze właśnie przypomniał mi z tym okiem. A widzi pan, dobrze, że pan mi przypomniał. Otóż.
[50:10] - No to mam takie pytanie, czy zaszła może między, między panem a tym okiem jakaś komunikacja? Czy, czy dochodziło do jakiejś interakcji w ogóle?
[50:18] - Proszę pana, yy, interakcji nie, nie, nie było. Nic takiego nie było. Yy, proszę pana, to był hologram, ale ja panu odpowiem, o co tu chodzi. Yy, w pewnym mo-- bo dobrze mi pan przypomniał, bo to też jest ważne. Otóż, yy, nie wiem, to było, w którym roku, ja tam mam zapisane, yy, w Polskim Radiu. Ja to teraz tu się nie mam pod ręką. Chyba gdzieś to zdjęcie, bo trzymam to jak relikwię. Już tu mam. A to jest dokładnie tak. Polskie Radio, dziewięćdziesiąty siódmy.
To jest osiemnasty chyba kwiecień. Nie. Dwunasty lipiec dziewięćdziesiąty siódmy. Tak. Sobota. I proszę pana, yy, to jest Polskie Radio. I ja tam się spotkałem, yy, byłem tam w towarzystwie Ka-Kazimierza Brzuskiego i mieliśmy, mieliśmy tam opowiadać te swoje wrażenia, ale zanim poszliśmy do, do studia, to byliśmy przebierani. Pan Kazimierz Wysocki podszedł do mnie, mówi: „Panie Wiesławie”. Mówię: „Słucham”. „Pan to widział” i wyjmuje zdjęcie w skali jeden do jednego.
To, co widziałem, yy, oczywiście, yy, w nocy. To ten hologram. Mnie to pokazał. Ja się spojrzałem. No oczy mi się uły. Wie pana, ja to mam przy sobie to zdjęcie. No i, i z tym zdjęciem poszedłem, yy, do tego pana, yy, bioenergoterapeuty. On wziął do ręki i mówi: „Wie pan, to zdjęcie przypomina mi, yy, wibruje tak jak rak. Wie pan, no tak jak choroba rakowa, no jak, jak rak”. Tyle się dowiedziałem.
Czyli ma może jakąś tą, jakąś tą wibrację, tą taką, może pole siłowe. Nie wiem, o co tutaj chodziło. W każdym bądź razie, yy, powiedział: „Więcej nic na ten temat nie mogę powiedzieć”. Coś tak. No to było tyle, no. Spotkałem, yy, spotkałem dzięki Kazimierzowi Brzuskiego, bo to były te czasy, kiedy, kiedy działa jeszcze pan Leśniakiewicz, Rzepetwski. Większość z nich nie żyje. No jeszcze działa, yy, Janusz Zagórski. Rzepet zrezygnował. No, ale to były fajne czasy, takie romantyczne.
Fajne, no.
[52:37] - No jeżeli pan kojarzy takie nazwisko Krzysztof Piechota, to on ostatnio chyba wznowił jakąś działalność w internecie. Pojawiła się strona klubu kontaktów kosmicznych, gdzie tam publikują różne swoje archiwa.
[52:48] - Proszę pana, z Pieko-Piechotą się nie, nie, nie spotkałem, chociaż, chociaż byłem na, w kilku miejscach, yy, na prelekcjach, no w różnych takich sytuacjach ufologicznych. Yy, spotkałem wielu ciekawych ludzi, no mam nawet, yy, nawet zdjęcia poprzysyłali mnie. Także, no utrzymywałem z nimi kontakt. No to były fajne czasy. W każdym bądź razie, no jeżeli chodzi o, o całe te, te, te zdarzenia, no nie, nie, nie mogę tu nic powiedzieć na, na temat, yy, jakichś, jakichś złych, złych emocji, jakichś traumy, no nic z tych rzeczy. Tylko że to była fajna przygoda. No dlatego, yy, powiem panu, że, yy, znaleźli się też, yy, znaleźli się też wśród nich ufolodzy, którzy, którzy uważali, że, że nie wszystko im tu pasuje, że jestem, że, że, że, że, yy, no że nie, nie byłem przestraszony, nie miałem jakichś traum, no.
[53:51] - No ten brak negatywnych, yy, wrażeń jakoś tak się wybija na tle innych relacji.
[53:57] - Tak, tak. Tutaj, a tutaj naprawdę, no jeszcze, jeszcze facet z tą, tą, tą kostką na głowie, no to wie pan, no też. Yy, to dla niektórych to, to już jest, yy, za dużo. Może, no nie pamiętam nazwiska ufologa, który twierdził, że, że, który twierdził, no ostatnio go nie widuję, nie. Tam się zapomniałem nazwiska, który twierdził, że, że lądują u nas tylko i wyłącznieYy, te gado idealne istoty. No, no z tym się nie, absolutnie nie zgadzam. Mam kilka, kilka nagrań Kazimierze Bliznickim. Miałem kiedyś tą kamerę, zepsuła się, ale na-nagrywałem trochę filmów. Mam, mam trochę archiwa, wracam czasami do tego. No, a proszę pana, ale to już minęło.
Teraz oglądam od czasu do czasu, od, od, od czasu do czasu, yy, od czasu do czasu oglądam, oglądam, yy, w telewizji na YouTubie takie, no i takie, takie ciekawsze, bardziej wymagające, yy, myślenia. No tej sieczki to w mediach jest sporo. Wie pan, tych fejkniusów no to jest już-
[55:10] - No tak.
[55:12] - Za dużo tego, prawda? Nie wiadomo. Nie wiadomo, czy to fejknius, czy to nie fejk. Nie wiem. Teraz jest taka technologia, że-
[55:18] - No, telewizja Discovery za pośrednictwem swoich tam innych telewizji, yy, wpuszcza dosyć sporo takich mocno koloryzowanych dokumentów dotyczących UFO.
[55:29] - Tak. Yy, wie pan, taki na przykład przykład z lat dziewięćdziesiątych. Na samym początku to pan jeszcze może przypomina, nie wiem. Yy, była taka sytuacja, że, jak się mówiło o na przykład implantach, to się śmiali naukowcy, prawda? A kilka lat później zaczęli, yy, badać implanty w psom, aby ich znaleźć. Kuźnikrową, prawda? Ale z początku oczywiście, yy, wyśmiewali ten pomysł. To pamiętam dokładnie. Chciałem dodać, bo to też jest istotna sprawa, yy, względem, względem tego UFO, prawda? Na Mazurach, bo to jest istotne i dzięki właśnie tej informacji, yy, pan Kazimierz się zainteresował moją, yy, personą.
Otóż, mm, jak on, yy, odleciał, prawda, to proszę pana, było widać, że on tak przeskakuje w prawo, w lewo. To jest takie, takie-
[56:28] - Tak jakby zygzaki robił.
[56:30] - Dokładnie. Dokładnie. Ale to, yy, to zauważyłem, jak już pod kątem już był bardzo daleko. I to jest bardzo ważne, bo to jest takie charakterystyczne, yy, w tych pojazdach, o ile się, yy, orientuję. Do-dobrze, opowiem panu taką jeszcze historię. Otóż, yy, bo to, yy, była taka sytuacja, yy, z tym, yy, z tym moim wyskokiem astralnym do UFO, prawda?
[56:51] - Mhm.
[56:52] - Jeszcze była taka historia, mm, też takie to już można, no nie wiem, jak to nazwać OOBE, prawda? Miałem taki, bo to się, to, to nie jest tak, jak niektórzy sobie, yy, położą się do łóżka, dajmy na to i mają technikę wychodzenia ściany. Nie. No to jest tutaj jakaś istota, jakiś duch. Nie wiem, co się, yy, działa na rzecz tego, aby, abym mógł sobie tam gdzieś wyskoczyć. To nie, nie jest tak, że ja tak sobie zażyczyłem, prawda? Po prostu jakoś to się dzieje. Ale to się, yy, zrobiło jeszcze dwa razy. Yy, taka, mm, taka pierwsza, pierwszy wyskok. Oczywiście to było już po, yy, po tym, jak się znalazłem, yy, na statku UFO, prawda?
[57:42] - Mhm.
[57:42] - I później jeszcze miałem takie dwie podobne przygo- przy- takie przygody. Tylko już nie były związane, yy, stricte z UFO, tylko, yy, tylko teraz panu opowiem, na czym rzecz polega. Otóż, yy, raz miałem taki wyskok, ale to zawsze się działo tak wieczoro- było jeszcze ciemno, tak nad ranem się działo i na przykład raz wyskoczyłem i się znalazłem na pokazie mody. Yy, oczywiście pięknie, wszystko w kolorach, yy, ale prawdopodobnie byłem, yy, byłem w takiej formie obserwatora. Nie wiem, czy posiadałem jakiekolwiek ciało. Nie wiem. W każdym bądź razie byłem obserwatorem. Yy, kolorowy wybieg. Yy, zapamiętałem nawet tą taką modelkę, która była ubrana na żółto, a bocznie miała, yy, bocznie miała szwy. Nie takie od maszyny taka jak jest, tylko, yy, takim też żółtym rzemieniem plecione.
To zapamiętałem.
[58:37] - Mhm.
[58:38] - No i, yy, to trwało jakieś tam powiedzmy kilkanaście, yy, może z pół go- z pół minuty, może minutę. No i już zaraz, zaraz znalazłem się w łóżku z powrotem. Ale najciekawsza to była historia, proszę pana, panie Marku, kiedy, kiedy wyskoczyłem, yy, z łóżka. Znaczy to nie to, że tak wyskoczyłem. Po prostu nawet nie wie- nie znałem tego momentu, kiedy wyskoczyłem i znalazłem się, proszę pana, tak mi mówiłeś, że w alternatywnym świecie. Dlaczego tak myślę? Znalazłem się w jakiejś pięknej willi. Stałem na szczycie. To nie wiadomo, czy to można nazwać willą, czy pałacem. Nie wiem.
W każdym bądź razie po mojej lewej i prawej stronie były takie, jakby to powiedzieć, poręcze. Nie wiem, jak to się nazywa. Takie balustrady marmurowe. Marmur był koloru, piękny marmur, szerokie schody jak w pałacu prawie. Takie można powiedzieć na szerokość co najmniej dwóch metrów. Yy, po prawej, po, po drugiej takie balustrady na wysokości, czy ja wiem, na jakieś sześćdziesięciu centymetrów, yy, z takimi płaszczyznami do, ja wiem, jakby to powiedzieć, czterdziestu, pięćdziesięciu, yy, centymetrów i, yy, co jakieś sześćdziesiąt centymetrów po jednej i po drugiej stronie były takie lampiony białe na takich cienkich nóżkach, co jakieś sześćdziesiąt centymetrów, może trochę więcej. I one były tak, yy, przypominały mi, yy, proszę pana, yy, konwalie. Konwalie. Yy, oczywiście nie były takie podobne do konwalii, ale ich kształt względem, yy, tej krzywizny. Powiem panu, że, yy, ta cała atmosfera, co tam była, to była taka nieziemska.No wibro-wybro-wibrowała jakąś miłością.
No ni, trudno mi to wyrazić, yy, takim ludzkim językiem.
[01:00:35] - Ale odnosił pan wrażenie, że to jest jakieś takie fizyczne miejsce czy bardziej coś takiego na poły niematerialnego?
[01:00:42] - Ja panu coś powiem. Ja przeczytałem, yy, od tej, od, od tej pory trochę literatury na ten temat i jestem skłonny, jestem skłonny powiedzieć, że, yy, ludzka, yy, l-ludzka osobowość, ludzki duch potrafi się w jakiś sposób, yy, yy, dublować. Jakby to powiedzieć, że na przykład, yy, część pana, yy, powiedzmy, jest jedna istota, ale część na przykład pańskiej istoty znajduje się w tej chwili na ziemi, a druga część znajduje się w innym, alternatywnym świecie.
[01:01:17] - No mówi się, że my równolegle istniejemy na kilku różnych płaszczyznach. Także, też niektóre metody, niektóre metody na wychodzenie z ciała OOBE też, yy, zakładają jakby prze-- nie wychodzenie, takie stricte wychodzenie, tylko jakby przełączanie swojego skupienia z jednego ciała na inne.
[01:01:36] - Yy, tak, bo jakaś rozdwojona ta, ta jaźń, wie pan, to znaczy, że, yy, mieszkam załóżmy, tu jest na, na Ziemi i tam, dlatego że ja tam czułem się jak w jakiś sposób właścicielem, wie pan? Yy, także to było, yy, naprawdę... Ale w ogóle ta cała atmosfera, ta oprawa. I co mnie jeszcze zdziwiło, że to było przecież w latach dziewięćdziesiątych, nawet dzisiaj, patrząc po tych marketach, do tych, yy, yy, że tak się, yy, nieładnie wy-o-o-o, yy, o tych, o tych oszołomach, gdzie sprzedają te, te, yy, te, te lampiony, bo są takie stoiska, proszę pana, no nie ma, yy, nie ma czegoś ta, nie ma czegoś takiego. Nie widziałem czego, bo tam, wie pan, zawsze jest miejsce na te, yy, na, na te pokrętła, wie pan, te, te zgrubienia, a mnie tam było po prostu to wszystko pięknie, yy, ducho, przechodziło przez, przechodziło płynnie, yy, do, yy, do tego klosza, do takiej bombki, proszę pana. To, to wie pan, jak wygląda, jak wygląda, jak wygląda konwalia. Jest jedna strona jest wyżej, druga jest niżej.
[01:02:39] - No tak.
[01:02:40] - Tylko nie było tego pokrętła. To się pięknie, yy, wkomponowywało, yy, w, w ten, yy, no w tą część, yy-
[01:02:49] - Takie idealne połączenie bez widocznych tam jakichś śladów.
[01:02:53] - Bez. Proszę pana, dlatego, dlatego wiedziałem, że to jest w ogóle inne, inne, inne w ogóle miejsce. No nie, nie było takiej technologii, wie pan, że... Bo teraz jeszcze może chyba można by było się, yy, można by było gdzieś znaleźć taką, yy, takie specjalne na przykład jakieś klosze, żarówki, że się wciska, wie pan, może coś takiego jest. No ale to były lata dziewięćdziesiąte, także to nie mogło to być, yy, technologicznie, no zrobione, no.
[01:03:20] - Mhm.
[01:03:21] - Tak mi się wydaje. No nie widziałem w każdym bądź razie w sklepach czegoś takiego nawet i w tej chwili czegoś takiego. No, yy, to zrobiło dla mnie, na mnie naprawdę cholerne wrażenie i o tym całkiem zapomniałem, żeby powiedzieć, no to, to, to coś co nagrałem.
[01:03:36] - A mam takie pytanie, czy próbował pan to może jakoś, yy, analizować to zdarzenie, to, to swoje wyjście z ciała pod kątem jakichś pojawiających się m-może zauważonych symboli?
[01:03:47] - Nie, nie. To znaczy co pan ma na myśli mówiąc symbole?
[01:03:51] - No jakieś takie coś, coś, co przykuło pana uwagę i później jakaś tak, jakaś taka próba analizy, analizy, co to coś może oznaczać.
[01:04:01] - Proszę pana, mm, ja jak coś takiego, yy, jak coś takiego się wydarzyło, to ja, to proszę pana, to ja przez, przez, yy, przez te wszystkie lata, to, yy, zanim, zanim poszedłem spać, to ja o tym myślałem panu, o tym. Tak mówię, po prostu cały czas mi coś si-siedziało w głowie. Nie, to nie jest, nie było to jakieś traumatyczne przeżycie, a nawet powiem panu, no też nie mogę powiedzieć, że to był szok. Wie pan, dla mnie to, to, to pojęcie, ten, ten termin jest nadużywany. Tak, już tak mówiąc na marginesie. No bo dla mnie szok dla człowieka to jest wtedy, kiedy na przykład wypadnie z dw-z dwunastego piętra i przeżyje, bo wpadnie w pryzmę, yy, dajmy, dajmy na to śniegu i przeżyje. Albo na przykład ma na oczach rodzica ginie rodzina. Wie pan, to można przeżyć szok. Dlatego moim zdaniem, no to było raczej zdumienie. Yy, jakieś, no zdenerwowanie jakieś, ale, ale na pewno, yy, na pewno nie szok.
No przeżyłem to jakoś, jakoś na inny sposób. No było dla mnie przede wszystkim, no byłem zdumiony, no czymś takim, czymś, cz-czym się po raz pierwszy z-spotykam. No a tak, yy, znowu mi się przypomniało. Jeżeliby tak w ogóle jeszcze wrócić do, do tego momentu, kiedy miałem koło dziesięciu lat, prawda? Pan pamięta pan to, to, to, bo to zacząłem od tego. To proszę pana, w tym okresie coś mnie uwierało w gardle. Kiedyś te kibelki były takie, że nie leciało od razu do dziury, tylko to był chyba kibe, ten, yy, warszawski być może. Nie wiem, jak to się nazywało. I proszę pana, dostałem jakiegoś nagle kaszlu i poszedłem do kibelka i coś mi się oderwało z przegrody nosowej. Proszę pana, dzisiaj to bym to, to bym to wyjął.
Ja się temu przy-przyglądałem, bo było to tak dziwne. Dzisiaj pomyślał, że to mógł być implant, wie pan, wtedy.
[01:06:12] - To było, to było przed tym, przed tą obserwacją tego bedroom visitors czy, czy, czy już po?
[01:06:20] - Tego faceta to było, to było, to było mniej więcej w tym czasie, ale chyba po tym.
[01:06:25] - Mhm.
[01:06:25] - I proszę pana, wyplułem, patrzyłem na to chyba z pięć minut zanim spuściłem, yy, wodę. A wyglądało to takMiało średnicę. Miało to było takie sferyczne koloru kości słoniowej, lekko wydłużone, lekko. Natomiast z jednej strony miało takie ząbki, proszę pana, tak jakby może nie przyssawki, ale takie ząbki z jednej strony. Dzisiaj to bym wydłubał i poddał. Dałbym to pod mikroskop. No bo taka, taki, takie, taka dodatkowa historia, która się łączy właśnie z tym okresem. A tak generalnie, generalnie no to ja już tak sobie za bardzo nie kojarzę jakichś, jakichś innych, takich. A jeszcze wie pan jeszcze, bo to jest pana paranormalium, to już nie dotyczy w ogóle spraw ufologicznych. Byłem kiedyś, w latach drugiej połowy lat siedemdziesiątych z córką na malutką córką w takim składaczku w Parku Saskim.
No i leci do nas taka stara, taka stara Cyganka. Sekunduje jej taka młoda Cyganka. Żona widzi, że się coś siedzi. No to w długą, bo ona nie lubi takich spraw. No i ja takich ja. Ja z kolei nie pękam i zobaczymy, co się z tego wykręci, że tak mówiąc kolokwialnie. Usiadłem na i to dobrze zrobiłem, bo usiadłem na ławce. No i ona mówi tak wyczuwa, że mam parę złotych, no bo Cyganka, ale za dużo, za dużo nie miałem. W każdym bądź razie mówi tak powróżyć. Daj tu parę złotych.
No akurat miałem przy sobie. Nie wiem. No na dzisiaj powiedzmy dziesięć złotych. Dałem jej te dziesięć złotych. I ona mówi powróżyć. Ja mówię dobra, no to mi opowiada, że tu miała wypadek. No to się zgadza. No ale mówi tak, bo teraz powiem ci po imionach ty masz rodzinę. Ja mówię no, mam rodzinę, tak jak większość z nas. No tak, no ale jak zaczęła mówić po imionach, proszę pana, no to dobrze, że się wzięła.
Ale jeszcze była taka sytuacja, że moja przyrodnia siostra mieszkała wtedy. No już teraz nie żyje. Umarła na raka bidula. No ale między innymi przez palenie papierosów. Ale to nie o to chodzi w tej chwili. I mówi tak masz, masz, masz kogoś bliskiego, jest za granicą. No to zaraz sobie pomyślałem o siostrze. Ma na imię Helena. No i dobrze, że się wzięła na łapki, bo mi się nogi ponownie ugły i proszę pana. No i przekazałem.
Przekazałem. A że. A że. Że wyczuła, że już kasy w kieszeni nie mam, więc momentalnie podniosła i poszła. Także no nie wiem, jak one zdobywają ten te informacje z przestrzeni, no ale miało to miejsce. No byłem. Byłem no przez cały dzień zdenerwowany, że tak się wyrażę. No pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. No a później jakoś to się z tymi przygodami, z przygodami różnymi zaczęło się wydarzać. Ale ja opowiedziałem to panu tak wygląda, jakby tego dużo było w moim życiu.
Nie, ja to, to wszystko skompresowałem do skompresowałem do, do kupy i to tak może wyglądać, ale tak naprawdę to w moim życiu, jeżeli chodzi o sprawy pana normalne, to tam specjalnie dużo nie było, tylko tyle, co panu opowiedziałem. Na przykład. Na przykład. Ale jeżeli ma coś się złego wydarzyć, załóżmy śnią mi się zęby, no to wiadomo, będzie jakiś problem, prawda finansowy czy coś w tym rodzaju. Brudna woda. No to wiadomo, jest jakiś. Na pewno będzie jakiś problem dzisiaj czy jutro. I to się wszystko u mnie sprawdza. No na przykład, ale już nie będę mówił, co mi się dzisiaj śniło. Dlatego już zostawmy to w każdym bądź razie.
W każdym bądź razie, jeżeli to jest możliwe, to chciałem pozdrowić wszystkich. Jeżeli ktoś będzie mnie słuchał, pan puści to na antenie, to chciałem pozdrowić wszystkich, z którymi się zetknąłem w Białej Podlaskiej. Chciałem pozdrowić żyjących ufologów no i koledzy, z którymi się raz na jakiś czas tam odzywam telefonicznie od wielkiego dzwonu. No i tyle.
[01:11:15] - Ja mam takie jeszcze pytanie odnośnie tego zdarzenia, tego, co tam pan wypluł. Czy odczuwa pan może jeszcze jakieś inne fizyczne dolegliwości? Nie wiem. Jakieś dziwne odczucia czy, czy tylko to coś w gardle?
[01:11:30] - Nie, nie, nie. Byłem zdrowym chłopakiem. Nic mi nie dolegało, nie miałem żadnych spraw. Nie, absolutnie nic.
[01:11:40] - Czyli na tym wypluciu tego obiektu cała sprawa, że tak powiem, się skończyła.
[01:11:44] - Tak, tak, dokładnie. Tak sobie wie pan. Tak sobie przypomniałem pewną rzecz, proszę pana, więc wie pan, bo to się człowiekowi tak klapki otwierają. Mózg. Mózg. Tam pan pracuje pod tym kątem, jak człowiek myśli na ten temat. No więc to mam takie te kilka wątków, dosłownie tak w kwestii uzupełnienia tego materiału, który panu podałem. Więc taki pierwszy to taki już, bo taki chodzi o, bo w zasadzie podałem panu taki jeden sen, który mi się przyśnił i dosyć ciekawy, jak pan pamięta. Natomiast są jeszcze tam jeszcze chyba dwa lub trzy. To sobie zapisałem.
No i jest na przykład coś takiego jak taka dziwna sytuacja, ale to jużW takiej formie materialnej to było u, tak ze dwadzieścia parę lat temu. Może, może nawet może jeszcze wcześniej, może ze trzydzieści lat temu. Wie pan, jechałem z żoną maluchem. No i jechała, znaczy nierozważnie tam skręciła w lewo troszeczkę i ta Rysia się zdenerwował z tyłu, ale to tak strasznie. No oczywiście tam machnęła światłami, przeprosiła, ale, ale był taki zawziąny, że, że chciał nam włomotać. No więc wyprzedził nas swoją bryką. Zatrzymaliśmy się. Wyskoczył, żeby nam przyładować. No ale jak? Ale no i ja należę do takich przeciętnych ludzi, wie pan.
W swojej posturze wyskoczył z łapami do mnie, popatrzył na mnie i jakby go coś wywaliło do tyłu. Wie pan, nie wiem, co się stało. Jakby zobaczył. Kurczę, no ja wiem, co mógł zobaczyć. No wystraszył się czegoś. No w każdym bądź razie. No pamiętam to do dzisiaj. Tą, tą sytuację. Taka była napięta, ale z drugiej strony no taka dziwna. To jest raz na przykład.
Ale wrócę do tych snów, bo to jest właśnie ciekawe, wie pan. On troszeczkę trąca o Mudego bodajże. Wie pan, no ten, co mówi, co napisał chyba ze dwie książki-
[01:14:15] - Doświadczenia z pogranicza śmierci i tak dalej. Tego typu rzeczy, no tak.
[01:14:18] - O tych duchach, prawda? Ale to się zdarzyło trochę wcześniej niż ten Mudy tam, powiedzmy, opisywał te swoje, te swoje przypadki. Otóż jak byłem młodym chłopakiem, to miałem taką sytuację w nocy śniło mi się, proszę pana, śniła mi się taka. Oczywiście to było, rozgrywała się akcja w kosmosie. Ja byłem zawieszony w jakimś tam punkcie i obserwowałem. Obserwowałem taką masę, ale pod sobą taką masę ludzi przymierzającą przestrzeń, to znaczy jedni w prawo, drudzy w lewo. To było takie trudno mi to określić, ale takie jakieś zatrważające w tej swojej wymowie, w tym swoim obrazie, w tym swoim przekazie. I później, jak przeczytałem Mudego, Mudego, być może ktoś inny o tym pisał, bo ja Mudego czytałem już ładnych, ładnych parę lat temu i nie wiem, którą książkę czytałem i sobie skojarzyłem właśnie ten sen, proszę pana.
[01:15:26] - No to akurat o tego typu obserwacjach sporo osób, sporo tam zgłębiaczy nieznanego pisało. Raymond Moody, Robert Monroeeeee.
[01:15:37] - Ale później mi się skojarzyło jak przeczytałem tą z tym moim snem sprzed lat. No to jest to nie to, że to mi się skojarzyło, bo to znaczy, że najpierw przeczytałem, a później mi się to przyśniło. Nie, było odwrotnie. Natomiast następna historia taka na przykład miałem taki sen. No to takie, takie, takie krótkie wątki. Na przykład miałem taką, taką sytuację. Jak byłem dzieckiem, to jeździłem, jechałem z ojcem z jednego miejsca Warszawy do drugiego. No i miałem taką nawet tą chorobę lokomocyjną. Pamiętam. I kiedy jeździłem w nocy, to były takie lampy zapalone, bo chyba na Mokotowie czy tam gdzieś dalej te miejsca, te lampy jak się zjeżdżało w tym tam koło Belwederu.
No nie wiem, już nie pamiętam dosłownie. W każdym bądź razie te lampy zapalone i to mi się bardzo skojarzyło później z takim snem, taką Aleją Gwiazd, wie pan, takie jak śpiewała ta Sośnicka, prawda? I, i właśnie przymierzanie, przymierzanie między, między gwiazdami mojej osoby. To właśnie bardzo mi się utrwaliło w tym, tym i nawet, nawet przy takich sytuacjach, gdzie były, były kiedyś takie w miastach organizowane miejsca zabaw prawda na wolnym powietrzu, gdzie były zawieszone lampiony. To, to takie, takie było jakby uderzenie w splot słoneczny, że chropcia. Ja już to gdzieś widziałem, ale, ale nie tu, tylko tam, gdzieś w szerszym, większym wymiarze. No i na przykład-
[01:17:37] - Tak trochę jak deja vu.
[01:17:39] - Tak, tak, tak, tak, tak, ale to trudno mi opowiedzieć takim ludzkim językiem. Przełożyć to na, na tak bardziej zrozumiale, prawda? No, brakuje pewnych pojęć, pewnej terminologii, żeby to jakoś ująć tak bardziej zrozumiale. No i miałem jeszcze coś takiego. A jeszcze takie dwa wątki. Jeden to jest taki, że jestem gdzieś zawieszony na jakiejś, to znaczy nie zawieszony, tylko jestem na jakimś miejscu, mam grunt pod nogami, tylko że to jest nawet spory obszar. Tak jakby dryfująca, dryfująca proszę pana, ale to ja mówię cały czas o snach dryfująca taka, taka spora połać ziemi, na której są zabudowania. Oczywiście to jest mrok, półmrok. Ale co ciekawe, że w takich sytuacjach zawsze przy mnie stała jakaś postać, jakiś raczej męski. Raczej to był płci męskiej człowiek z-Starsza osoba.
Oczywiście ja byłem oczywiście wtedy dzieckiem, no. Yy, tak jakby-
[01:18:50] - Coś jakby przewodnik.
[01:18:52] - Jakby przewodnik właśnie i to w takich snach to jeszcze kilka razy było. Wiele razy było coś takiego, że zawsze się pałętała przy mnie jakby osoba towarzysząca. Nie, nie to z twarzy nie, nie było tam jakiejś, nie zwracałem uwagi na jego twarz, na kim on jest. No była przy mnie to tak jak teraz tak sobie kombinuję, że mogła to być osoba taka, taki jakby anioł stróż, no powiedzmy. Następny wątek, proszę pana, to jest następna, następna historia krótka. To jest taka jak, yy, a bo coś tutaj zapisałem właśnie, żeby nie zleciało mi. Na przykład śni mi się coś takiego, że stoję na takiej górze. No, no jak jakimś wzniesieniu, dajmy na to. Ciągle to się rozgrywa w takiej sytuacji raczej nocnej, prawda? No i widzę w perspektywie takie latające kule, spore kule, ale w odległości kilku kilometrów.
Jedna z nich się zbliża. Ludzie zaczynają uciekać. No a ja z ciekawością. No też się martwię, też się boję. W tym śnie oczywiście, ale idę w tym kierunku, bo ciekawość jednak jest silniejsza od, od strachu i wyczuwam, wyczuwam w tych, w tych, w tych kulach wyczuwam, jakby to powiedzieć... Szukam, szu-szukam, szukam odpowiedniego terminu. No jest taka groza, groza. Tak, wyczuwam grozę z tych, z tych obiektów taką. Ale, ale widziałem, że nie będę miał z ich strony jakiejś krzywdy. Nie wyrządzą mi jakiejś krzywdy.
No ale, ale jednak tą grozę się wyczuwało.
[01:20:50] - Z jednej pan, z jednej strony się pan tych obiektów jakby bał, a z drugiej strony miał pan świadomość, że nic z ich strony panu nie grozi, tak?
[01:20:57] - Że krzywdy nie zrobią. Ale, ale waliło mówiąc kolokwialnie grozą, wyczuwalną grozą, prawda?
[01:21:04] - Taką atmosferę wokół siebie jakby roztaczały.
[01:21:07] - Tak. Taka, takiej, takiej grozy to było. No i jeszcze jeden taki na zakończenie. No mam nadzieję, że już mi się więcej nie. Wie pan, ja to tak traktuję jako, jako taką spowiedź, żeby to, żeby to mi się tak, wie pan, to się przykleiło tak do, do mojej osoby, do mojej psychiki to wszystko. Chciałbym to wszystko tak jakoś zrzucić, tak wie pan, już mam tego dosyć, bo cały czas to wie pan, tak jakoś mnie, jakoś mnie oblepiło te, te, te wszystkie takie sytuacje. Chociaż to, jak powiedziałem wcześniej, to tak skompresowało się tak w tej mojej opowieści, bo to się działo na przestrzeni wielu lat. Także to nie to, że tam się przy— ciągle mi się takie coś przydarza. I jeszcze jedno takie. A!
Ja jeszcze coś mi się przypomniało. Właśnie. Jak byłem takim młodziutkim człowiekiem, ile ja mogłem mieć wtedy lat? Powiedzmy dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć. No ale nieważne, plus minus. Wcześniej zmarła babcia w siedemdziesiątym bodajże czwartym, tak siedemdziesiątym czwartym babcia mi zmarła i ona miała wtedy, jak zmarła, to miała sześćdziesiąt dziewięć lat. Ja ją zawsze pamiętałem jako starszą panią, prawda? I ona w pewnym momencie przyszła do mnie w śnie. Była, no była dziewczyna taka niezła, mówiąc tak po naszemu, tak, tak potocznie taka niezła szprycha. Bardzo ładna dziewczyna, bardzo ładna dziewczyna.
Mogła mieć wtedy ja wiem ile z osiemnaście, dziewiętnaście lat. Yy, w taką miała taką koszulkę niebieską, podobno taką jak moja żona kiedyś mi nosiła taką, taką pufiaste, pufiaste takie miejsca. Nie, nie znam się na tych rzeczach. Taka mmm gar-- nie garsonka, koszula taka, nie taka pufiasta, krótka. No i oczywiście dżinsy. Dżinsy obcisłe, pokazujące jej taką fajną, fajną taką figurę. Miała z osiemnaście, dziewiętnaście lat. No piękna dziewczyna. I wiedziałem, że to jest moja babcia. To jest ciekawe, nie?
Ja ją zawsze pamiętam. Widziałem zawsze ze zdjęć na bieżąco jako, jako, jako zmęczoną życiem, steraną kobitę. A tu widzę ją osiemnastoletnią, dziewiętnastoletnią, zgrabną, ładną, uśmiechniętą dziewczyną witającą mnie. I to zapamiętałem do dzisiaj. No i tak na zakończenie jeszcze mi się przypomniało tak niedawno miałem taki sen parę lat temu. Otóż takie pływające osiedle, to znaczy takie osiedle, które taka jakby powiedzmy dzielnica, gdzie są domki jednorodzinne, takie typowe, nie wiejskie, nie miejskie, takie willowe, prawda? I to rozgraniczone ulicami, gdzie zamiast powiedzmy takiej zwykłej drogi asfaltowej była przestrzeń, pod którą było normalnie było widać kosmos, prawda? Dookoła. I to było wszystko takie zawieszone. A ja sobie tak między tymi, między tymi, między tymi domami sobie hasałem jako świadomość, no powiedzmy.
No i to tak by było tyle.
[01:24:38] - Tak mi się skojarzyło, jak pan opowiadał o tym sen, o tej babci, to mi się skojarzyło z relacjami chociażby z audycji "Mówią świadkowie". Była taka relacja niedawnoGdzie we śnie po prostu jednej naszej słuchaczce ukazała się jej znajoma, która zmarła rok wcześniej. No i w tym śnie pokazała się jakoś tak dwadzieścia lat młodsza. Nie wiem, czy pan słuchał tego odcinka.
[01:25:03] - Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie.
[01:25:04] - No to polecam.
[01:25:04] - Ale to w takim razie moja babcia przebiła, bo jak umarła, to miała powiedzmy tam prawie siedemdziesiąt lat, sześćdziesiąt dziewięć, a tutaj miała, wyglądała na jakieś osiemnaście, dwadzieścia lat.
[01:25:17] - No widzisz, pięćdziesiąt, pięćdziesiąt lat się cofnąć to jest niezły wyczyn .
[01:25:21] - No, no, no ale, ale to jest ciekawe, że ja ją w ogóle poznałem, że to jest kochana babciu . No bo jakby było tam dwadzieścia to jeszcze wie pan. No to, to, to jeszcze, jeszcze bym kojarzył, powiedzmy, patrząc miarą tą ziemską, prawda? A tutaj nagle jest taka przepaść, przepaść prawie pięćdziesięcioletnia. I ja podchodzę i mówię: „Babciu kochana” nie?
[01:25:47] - Podobne, podobne też historie opisuje choćby Robert Monroeeeee w pierwszej swojej książce „Podróże poza ciałem”. Tam jest taki wątek, że on wyszedł z ciała, opuścił ciało i zamarzył sobie, żeby spotkać się z jakimś tam swoim przyjacielem. I się okazało, że tego przyjaciela na początku nie rozpoznał. No ale po jakimś czasie widzi jakąś postać. Tam jakiś facet sobie dyskutuje z innymi facetami. I nagle tak zaczęli na siebie patrzeć i się, i się zorientował, że to jest ten jego przyjaciel. Tylko no taki sporo, sporo młodszy. Ja też miałem coś takiego kiedyś, niedawno z moją taką przedwcześnie zmarłą przyjaciółką. Zmarła niestety w wieku osiemnastu lat i miałem taki sen. Taka gromadka dzieci, jakby jakiś karnawał dzieci, powiedzmy na oko ośmio-, siedmioletnie może.
No i widzę, rozpoznaję tą moją przyjaciółkę i za chwilę jakby sceneria się zmienia. Jestem w tym samym miejscu, tylko dzieci troszkę już starsze. Właściwie to już młodzież i też w tym samym miejscu zobaczyłem tę samą przyjaciółkę, tylko już też oczywiście starszą.
[01:27:00] - No właśnie .
[01:27:01] - I to są takie sny, przy których człowiek po prostu jedyne co potrafi skomentować to „Aha” .
[01:27:08] - No właśnie, ale właśnie to jest ciekawe, że niektóre, niektóre sny są takie, proszę pana, tak jak mi się kiedyś tam śniła Wieża Babel, załóżmy. No śniło mi się, że jestem na jakimś piętrze i wiem, że to jest Wieża Babel. Pode mną hasają Murzyni na górze, na górze, dajmy na to Żydzi. A jeszcze wyżej wiem, że ktoś jeszcze tam jest. Proszę pana, no, no niektóre, nieraz sobie człowiek jak jest przemęczony. Tylko wie pan-
[01:27:41] - Taki trochę rasistowski sen. Żydzi nad Murzynami.
[01:27:44] - Ale proszę pana, ale nieraz to jest tak, wie pan, no nieraz to taki człowiek jak jest zmęczony, to, to ludzki komputer potrafi prawić różne cuda. Ale na przykład są, miałem sny, które, które proszę pana, no nie można byłoby wytłumaczyć, że to jest jakieś, jakieś fantazjowanie naszego ludzkiego komputera, mózgu, bo proszę pana, bo ma, ma swoją spójną taką jakąś, jakąś logiczną no konstrukcję myślową, prawda? Na przykład jeszcze wcześniej panu opowiadałem, ale na przykład było coś takiego jak ja kiedyś chodziłem do przedszkola. No to była, to był, to były lata pięćdziesiąte, powiedzmy tam wczesne pięćdziesiąte. Pamiętam, miałem tam pięć lat czy tam ileś, powiedzmy koło pięciu lat i chodziłem takie o przedszkolacie. Klocki były, proszę pana, drewniane, bo to było już, to było niewiele tak lat po wojnie nie było jeszcze tego tak przemysłu i te klocki były drewniane, toczone, drewniane, tylko polakierowane, prawda? I powiedzmy, miałem taki sen później jako, jako chłopca. Pamiętam to, bo wydał, wydał mi się dziwny, bo bawiłem się klockami bardzo kolorowymi. To wtedy, to wtedy no nie miało miejsca, no żeby, żeby na przykład sprzedaży wtedy za socjalizmu nawet to te, te wszystkie te, te zabawki to były takie w ogóle szare, prawda? Wszystkie.
Natomiast tam bawiłem się z dzieciakami klockami pięknie kolorowymi. I to jest takie, takie, takie było dla mnie bardzo zastanawiające. No pamiętam, miałem te, te zabawki takie kolorowe, takie przedziwne, kolorowe. Natomiast, natomiast pamiętam te czasy, kiedy się bawiłem tymi klockami. Były takie, takie zwykłe, szare, ale były przyjemne, bo były drewniane. Teraz mamy te plastiki, prawda? Kolorowe, różne kolory, takie, owakie, siakie, przepych tych kolorów. Natomiast wtedy to były takie czasy takiej szarości. No ale ja myślę, że nawet i w takich, w tamtych czasach jak człowiek się bawił, to miał, to pobudzał wyobraźnię, prawda? Zamiast samochodu to miał drut, fajerkę i udawał, że jedzie samochodem, prawda?
Także ja nie wiem, czy to nawet nie, nie było lepsze dla umysłu niż obecne te zabawki, prawda?
[01:30:21] - No człowiek bardziej musiał tą wyobraźnię uruchomić.
[01:30:24] - Jest wszystko na miejscu, prawda?
[01:30:26] - No tak.
[01:30:27] - W zależności od zamożności tego w każdym kiosku można kupić kolorowe w tej chwili za grosze nawet zabawki. No.
[01:30:36] - A można nawet zabawkę wydrukować na drukarce 3D.
[01:30:40] - Dokładnie, dokładnie. Także wie pan, no mam nadzieję, że już mi się więcej nic nie przypomni. W każdym bądź razie no najbardziej w zasadzie z tych wszystkich, tych wszystkich to mi się najbardziej, najbardziej uderzające było, co panu powiedziałem, no to właśnie ta przestrzeń, ta przestrzeń, proszę pana-Jak ci tam ci ludzie tam sobie wędrowali. No dla mnie to było, no zdumiewające. Może nie przerażające, ale takie zdumiewające. No widoki oglądając z pewnej perspektywy, bo tam no jak tak w przestrzeni kosmicznej to nie ma pojęcia góra dół powiedzmy prawda? Ale punkt odniesienia tam, gdzie ja byłem, załóżmy. No pode mną, pode mną takie tumany tych ludzi przemieszczających się gdzieś w przestrzeni. No takie dziwne w ogóle takie rojenia umysłu. Ale jak skonfrontowałem to, to znaczy skonfrontowałem, jak to przeczytałem, przeczytałem bodajże Mudego.
No nie chciałbym skłamać. No to, to tak sobie skojarzyłem ten mój sen. No czyli że jak w jakiś sposób się to pokrywa, prawda z faktami no.
[01:31:52] - O tych tumanach ludzi to ja panu powiem, że też podróżnicy poza ciałem często w swoich książkach wspominają. No i słyszałem też taki opis od fizyka z NASA. Nie wiem, czy pan kojarzy takie nazwisko Tom Campbell. On był niedawno w Polsce w dwa tysiące osiemnastym roku i też podczas sympozjum w Krakowie o czymś takim wspominał. Było takie sympozjum o meandrach świadomości i tego typu rzeczach. No i on po prostu ze sceny też wspominał, że coś takiego obserwował.
[01:32:26] - Czyli coś tam jest na rzeczy. Czyli jednak-
[01:32:28] - Coś jest.
[01:32:31] - Są tam, przemieszczają, tułają się te istoty, prawda? Tylko że. Tylko że no ja obserwowałem to. Nie wiem, jak on to opisywał dokładnie, ale no formy ludzkie w każdym bądź razie. No człekopodobne tam się tam przewijały.
[01:32:50] - No też o takich wspomnienia, o takich formach, formach ludzkich, postaciach ludzkich przechodzących z jednej strony na drugą też. Też w taki sposób to opisują.
[01:33:02] - No ale wie pan, jeszcze na mnie, na mnie duże wrażenie, jeszcze jeżeli chodzi o te sny, wie pan, to mnie naprawdę to. A jeszcze właśnie te, te kule, które tam, o które panu opisywałem, to one, to one wydawały taki dźwięk. Ale to nie był dźwięk, wie pan, to jest tak, jakby, jakby, jakby w uszach był magnes i gdzieś niedaleko był drugi magnes, który, który przyciąga. Wie pan, nie potrafię tego powiedzieć. Wie pan, to mi jest trudno powiedzieć. Takie łąąą, coś takiego. Takie, takie. Taki dźwięk. Ale to nie dźwięk. No to takie magnetyczne dźwięki jakieś takie, wie pan, łąąą.
Jak się zbliżało, to do mnie i oddalało się taki wydawało taki dźwięk. No i takie wiało to grozą od tego. Wie pan, to, to się tego się tego się nie zapomina. No ale na szczęście to wszystko, to wszystko mniej więcej z grubsza co się działo, to to trwało cztery, pięć lat. Wie pan, to się wszystko uspokoiło. Także to było na, na przestrzeni tych, tych czterech, pięciu lat to się wydarzyło. No i jeszcze tam panom wcześniej opisywałem tą dziewczynę tak, która, która tam widziała, którą tam taka siła wyrzuciła, wyrzuciła pod Suchy. Może pan pamięta, niedawno to panu mówiłem. No to teraz ktoś zamieścił na, na Facebooku właśnie tą opowieść, którą nomen omen co panu opowiadałem, wie pan. No przeczytałem.
No i podpisałem się, że, że właśnie znałem tą osobę, tą osobę osobiście, no że tak się wyrażę. No i to by było tyle.
[01:35:12] - I to już wszystkie historie, jakimi podzielił się z Radiem Paranormalium nasz słuchacz z okolic Szczytna. Osoby interesujące się ufologią zapewne bardzo ucieszy fakt, iż w kolejnych odcinkach również nie zabraknie relacji o obserwacjach UFO. Wysłuchaliście Państwo szesnastego odcinka podcastu "Mówią świadkowie". Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnym odcinku. No i oczywiście w imieniu swoim oraz całej ekipy Radia Paranormalium pragnę życzyć Państwu w trudnej dla nas wszystkich sytuacji epidemicznej dużo odporności i wytrwałości. No i oczywiście tego, aby ta sytuacja jak najszybciej wreszcie się skończyła. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem.
Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.