[01:08] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy przedostatnią w tym sezonie debatę ufologiczną online, oznaczoną już numerkiem 76. Ale to nie jest 76. debata tak naprawdę, bo licząc również z debatami z pytaniami niezadanymi, debat już jest ponad 80. Tak więc jeżeli ktoś dopiero dzisiaj pierwszy raz słucha naszych debat ufologicznych, to będzie miał bardzo dużo do nadrabiania. Dziś będziemy omawiać temat: kto się boi prawdy o UFO? Temat niezwykle gorący już od ponad 70 lat. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Dzisiaj po drugiej stronie Google Hangouts są z nami współprowadzący nasze debaty, współpracownik „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[02:04] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[02:07] - Oraz nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Smekina, autor serwisu nowaatlantyda.com. Witaj, Chrisie.
[02:14] - Nie wiem dlaczego, ale za każdym razem mnie to bardzo śmieszy, że jestem tym poszukiwaczem prawdy. Witam wszystkich. Dobry wieczór.
[02:22] - Zanim przejdziemy do tematu głównego naszej audycji, tradycyjnie jak zawsze podam kontakty do Radia Paranormalium, bowiem debatę realizujemy w całości na żywo. Koło godziny 21:00 otwieramy linię telefoniczną dla słuchaczy, więc będzie można dzwonić i dołączyć do dyskusji, ale dane kontaktowe do Radia Paranormalium myślę, warto sobie zapisać już teraz. Numer stacjonarny 32 746 00 08. Numer komórkowy 530 620 493. Oczywiście SMS-y również odbieramy. Można także się kontaktować z nami poprzez Katogadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Od prawie 70 lat trwa dyskusja, dlaczego na najwyższych szczeblach nie chce się ujawnić informacji świadczących o istnieniu obiektów UFO.
Kto obawia się tych informacji? Czy naruszają one czyjeś interesy? A może prawda na temat tego zjawiska mogłaby wywołać panikę w społeczeństwie? O tym właśnie dzisiaj pomówimy. Panowie, przekonanie, że rządy i armie ukrywają informacje o UFO pojawiło się dość szybko, bo już w latach 50. Czy waszym zdaniem istnieją na świecie ośrodki władzy lub decyzji posiadające w tej kwestii konkretną wiedzę? Które rządy, służby i które armie mogą znać prawdę na ten temat i czy w ogóle prawda o UFO istnieje? Jak zawsze pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[04:34] - Dziękuję. Już od dawna mówimy o tym, jak ta prawda o UFO wygląda. Wiele osób jest przekonanych, że najwyższe władze na świecie i tutaj szczególnie mówię najwyższe władze, dlatego, że nie jesteśmy w stanie moim zdaniem powiedzieć, kto to jest, posiadają informacje o UFO. Ja tutaj nie raz wspominałem i Chris pewnie zaraz dołączy do tej mojej wypowiedzi, że nawet prezydent Stanów Zjednoczonych prawdopodobnie nie o wszystkim jest informowany, jeżeli idzie o zjawisko UFO. Zapewne prawda na ten temat spoczywa gdzieś na pograniczu armii oraz służb specjalnych. I pytanie brzmiało, kto może tą wiedzę o UFO na pewno posiadać? Moim zdaniem trzeba zacząć od tych, którzy to zjawisko badali i którzy nie chcieli powiedzieć wszystkiego. Na pierwszy plan wysuwają się dwie potężne instytucje. Pierwsza to Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych oraz CIA, Centralna Agencja Wywiadowcza. Myśmy już nie raz mówili, że oni od lat 50.
zbierali informacje o UFO, a potem je analizowali. Wychodziły z tego bardzo różne efekty, różne raporty. W sumie oficjalna wersja jest taka ze strony Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, że to zjawisko może istnieje, ale nie zagraża nikomu, a ze strony CIA taka, że to była wszystko jakaś euforia, histeria, w zasadzie zjawisko kulturowe.Drugim ośrodkiem, który zajmował się zjawiskiem UFO, były służby radzieckie. Tutaj niestety nie możemy powiedzieć na 100%, jak to wyglądało do lat 70. Kto się tam wtedy tym zajmował? Można zasugerować, że analogicznie, tak jak w Stanach Zjednoczonych, wiedzę na ten temat gromadziło lotnictwo, ale wiemy, że zajmowała się tym także marynarka. Wiemy też, że zajmowało się tym być może KGB. Natomiast po latach 70., kiedy powstał ten słynny program Sietka, włączono do tego kilka instytucji na bardzo różnym szczeblu, bo to były instytucje zarówno cywilne w postaci na przykład instytutów różnego rodzaju, po wojsko, bo Sietka miała też swoją część wojskową. Ale tak jak w Stanach Zjednoczonych i ZSRR, a później Rosji, interesowano się tym zjawiskiem, tak zapewne w innych krajach, przynajmniej tych najbardziej liczących się, analogiczne siły, czyli lotnictwo, wojsko oraz służby specjalne, tutaj szeroko pojęte, nie chciały być gorsze. Wiemy na pewno, że interesowano się tym zjawiskiem w Wielkiej Brytanii.
Informacje zbierał RAF, informacje zbierała specjalna jednostka, którą potem wcielono do MI6. Wiemy, że plan badania UFO istniał we Francji, chociaż tam to wyglądało troszeczkę inaczej. Wygląda w zasadzie, bo ta instytucja, która się tym zajmuje, istnieje nadal. Takie instytucje, które zajmują się de facto badaniem niezidentyfikowanych obiektów, istnieją też w wielu krajach, w większości krajach położonych w Ameryce Południowej. Jaki z tego wynika wniosek? Dla mnie jest to dość niepokojące, bo wszyscy klepią od niepamiętnych lat tą formułkę, że ktoś ukrywa te informacje o UFO. No dobra, ktoś ukrywa te informacje, ale za tą magiczną formułą, że rząd coś wie i to rząd nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale też może i nawet Polski. Za tą formułką kryje się drugie dno. Bo tak naprawdę, skoro rząd coś ukrywa, a z drugiej strony przecież tyle o UFO wiadomo, tyle wiadomo, że my robimy o tym chyba 75. program i mamy jeszcze o czym mówić i nie dotknęliśmy w zasadzie tego zjawiska tak głęboko, to okazuje się, że coś tu jest nie tak.
Kiedy się przyjrzymy temu, jak działały służby specjalne, jak działają służby specjalne i jak często manipuluje się informacjami, to można dojść do wniosku dość niepokojącego, który mówi, że skoro o UFO wszystko w zasadzie wiadomo, że skoro jest tajemnicą poliszynela, to przecież ktoś na tych najwyższych szczeblach w pewnym momencie mógł zadbać o to, żeby spreparować pewien mit, a prawdę zostawić tylko dla siebie. Innymi słowy, to, co docierało do nas różnego rodzaju kanałami, przypadki, w które zamieszane było wojsko, przypadki, które jakoś cudownie wypływały, mogły być po części przynajmniej dobrymi mistyfikacjami, tylko puszczanymi w świat po to, aby ukierunkować ludzi na myślenie, że oto odwiedzają nas kosmici, ale ponieważ wygląda na to, że są niegroźni, wojsko nie reaguje. Być może nawet w ten sposób utwierdzono ludzi w tym przekonaniu, że UFO się nikt nie interesuje. Bo skoro jeszcze całkiem niedawno pytano Obamę o to, co wie o UFO, to on powiedział, że nic, bo jego to oficjalnie nie interesuje. Oni w Stanach Zjednoczonych od 40 lat powtarzają to jak mantrę, a okazuje się, że prawda może być zupełnie inna. I tu się rodzi pytanie, Chris, czy czasem to wszystko, co jest związane z UFO od tej strony rządowej, od tej strony związanej ze służbami, czy to nie jest czasem jedna wielka manipulacja? Bo my wiemy dobrze, że dla tych organów wojna psychologiczna i dezinformacja to jest chleb powszedni. I teraz pytanie, czy oni czasami nie grają w pewną brudną grę na tym polu? Bo tam od zawsze tworzy się bardzo dziwne hipotezy, bardzo dziwne stanowisko zajmują przede wszystkim Stany Zjednoczone mówiące, że to zjawisko może jest, a może go nie ma, a nie jest groźne. I w sumie można dojść do wniosku, że ono istnieje, a oni cały czas, brzydko mówiąc, rżną głupa.
Czy nie odnosisz też takiego wrażenia?
[10:43] - Tak, dotknąłeś bardzo interesującego i bardzo wrażliwego, właściwie pięty achillesa całej ufologii. Bo być może, i ta dzisiejsza nasza audycja ma taką siłę, być może praktycznie jesteśmy w stanie obalić cały dorobek, niemalże cały albo 99% całego dorobku ufologii, która zbierała te swoje informacje przez lata. Bo zauważmy, skąd biorą się te informacje na temat najrozmaitszych wydarzeń, które miały miejsce od Roswell do czasów dzisiejszych. Za każdym razem, gdzieś, w którymś momencie pojawia się wojsko i co jakiś czas mamy do czynienia z dwoma typami świadków, powiedziałbym pośrednich, takiego zdarzenia. Jeden to są ludzie, którzy sprawiają wrażenie, że dokonują przecieków informacji na przykład z wojska. Są to tacy ludzie, jak na przykład sławny pułkownik Corso czy sławny następny pułkownik Alexander i wielu innych. Wszyscy oni są z organizacji wojskowej. Wszyscy oni są, z Corso na czele, związani w jakiś sposób z wywiadem i kontrwywiadem. To jest jedna grupa ludzi. Druga grupa ludzi to są tak zwani whistleblowerzy gwizdkowcy, którzy opowiadają niesamowite historie, których rzekomo doświadczyli na własnej skórze.
Problem jednak w tym, że w żaden sposób nie można tego sprawdzić. I teraz stajemy w sytuacji: albo im wierzymy we wszystko, albo nie wierzymy im w nic.I obserwując całą historię, jaka się rozgrywa w ufologii, a ostatnio coraz więcej, coraz częściej zagłębiam się w historię ufologii, która nie jest tak stara, ale jest bardzo żywiołowa, bardzo burzliwa. Pojawia się masa nazwisk, masa zjawisk. Wracam do tych różnych zjawisk i staram się zrozumieć motywy tych ludzi, które popychały ich do takiego, a nie innego działania. O wielu z nich już się zapomniało, że oni w ogóle istnieli w ufologii, jak na przykład niejaki William Moore. To była gwiazda ufologii w latach 80. I mam takie wrażenie, że dziś kompletnie się o nim nie mówi. Natomiast w tamtych czasach, w latach 80. praktycznie był na wszystkich najważniejszych kongresach ufologicznych, pisał książki. Na przykład kiedy dziś rozmawiamy o eksperymencie filadelfijskim i mówimy o tym okręcie Eldridge, że się przenosił w czasie, że przenosił się w przestrzeni, że straszne rzeczy się działy tam z ludźmi, to tak naprawdę jest to wszystko wymysł Moore'a.
My już o Moore nie pamiętamy, natomiast pamiętamy tą historię i bierzemy ją jako prawdę, że ona się wydarzyła. Natomiast Moore praktycznie to wszystko wymyślił. Nie ma ani jednego najmniejszego strzępu dowodu na to, że tak rzeczywiście było. Cała historia jest fabrykacją. Na tym on zbudował swoją własną ufologiczną w cudzysłowie reputację, że dotarł do jakichś archiwów, jakichś dokumentów, do jakichś świadków i stworzył tą historię. I podobne historie mają miejsce zaskakująco w każdej większej historii, jaka wydarza się w ufologii, łącznie z tą najbardziej legendarną, o której pewnie w tym roku będzie głośno, bo jest równa 70. rocznica Roswell. Że ona praktycznie w całości być może została sfabrykowana, a jeżeli nawet do niej doszło, to wyglądała zupełnie inaczej, ale to zupełnie inaczej niż to miało miejsce w tych wszystkich przekazach, które gdzieś tam mamy. Manipulacja jest-
[13:58] - Tutaj wiele osób może nas źle zrozumieć w tym momencie i myślę, że powinniśmy powiedzieć to na samym początku, że my nie twierdzimy, że to wszystko nie miało miejsca albo że to wszystko zostało wymyślone, prawda? Tylko zauważmy, że wszyscy badacze, którzy odegrali bardzo ważną rolę w kształtowaniu obrazu zjawiska UFO, począwszy od Keyhoe po Hyneka, a nawet po drugiej stronie kurtyny, przez w zasadzie większość radzieckich ufologów, w tym Ziegela, to byli ludzie związani z wojskiem, jakby nie patrzeć, albo z CIA, albo oczywiście po drugiej stronie z innymi służbami. To jest dziwne. I nie chodzi nam wcale o to, że to wszystko zostało wymyślone, tylko że oni po prostu mogli sobie ukształtować myślenie społeczne o zjawisku UFO, społeczny odbiór. To zjawisko może być czymś zupełnie innym, tak?
[14:48] - Tak, absolutnie. O tym właśnie mówię.
[14:51] - Bo pamiętajmy też o tym, jeżeli mówimy o historii ufologii, że to była zimna wojna, lata 50., 60. Wtedy się eskalowało zjawisko UFO i tak naprawdę to podejście do niego też mogło wynikać z pewnych tutaj uzależnień natury politycznej. Innymi słowy, w tamtych czasach może specjalnie czyniono takie podchody, robiono takie uniki, nie chciano powiedzieć niczego wprost, bo myślano po prostu, że jakoś skorzystają na tym Rosjanie albo w ogóle, jak w 50. latach myślano, że to w ogóle są Rosjanie w Stanach Zjednoczonych. Po drugiej stronie było z kolei na odwrót. W Związku Radzieckim przez jakiś czas przynajmniej na pewno myślano, że część z tych dziwnych obiektów pochodzi najpierw ze Stanów Zjednoczonych, a potem z krajów zachodnich. Także za tym, jak my odbieramy UFO, rzeczywiście może kiedyś stać paru smutnych panów ze służb specjalnych. Czy twoim zdaniem prezydenci Stanów Zjednoczonych, powiedzmy od Kennedy'ego wzwyż, bo Kennedy miał odegrać w tym jakąś szczególną rolę. Czy oni są dopuszczani do tej pełnej wiedzy na ten temat?
[16:07] - Nie są dopuszczani. Zresztą powiedział o tym wprost Carter, który kiedy startował do wyborów prezydenckich, obiecywał w tej swojej kampanii wyborczej, że zobaczy, przejrzy te akta UFO. I oczywiście narodowi o tym powie. Okazało się, że jest on troszeczkę naiwnym romantykiem. Rzeczywiście został prezydentem. Być może właśnie dlatego, że był naiwnym romantykiem i ci, którzy kontrolują amerykańską politykę, uważali, że będą z łatwością go kontrolować, co rzeczywiście okazało się prawdą. Pan Brzeziński w 100% kontrolował wszystkie ruchy Cartera. No i kiedy Carter zapytał swojego szefa CIA, którym był wówczas ojciec ostatniego prezydenta Busha, który również później został prezydentem, a tamten mu powiedział, że nie może mu nic pokazać, dlatego, że prezydent Stanów Zjednoczonych nie ma wystarczającego clearance, czyli tego dostępu do akt wysokiej tajności, aby móc się z nimi zapoznać. I nawet Cartera zatkało, a ten dalej kontynuował, że oczywiście on może zwrócić się o takie pozwolenie, o przyznanie mu takiego dostępu do akt wysokiej tajności, ale to pozwolenie i tak nie zostanie rozpatrzone pozytywnie. Prezydent jest prezydentem przez kilka lat, maksymalnie osiem lat.
Jedynym wyjątkiem jest Roosevelt, który był znacznie dłużej.Ale to się działo ze względu na wojnę. Później odchodzi, staje się cywilem, natomiast instytucja ciągle pozostaje i działa. Ta instytucja bez twarzy, jaką jest agencja wywiadowcza czy wszelkie inne trzyliterowe agencje, które rzekomo stworzone są i zbudowane do tego, żeby chronić kraj z zewnątrz, z wewnątrz i od wszelkich innych zagrożeń. One mają to wszystko przetrwać. One są strażnikami tych informacji i one nie dopuszczają do nich nawet prezydentów. I tutaj jest wielki podstawowy problem, bo nie wiemy, kto kontroluje te informacje, kto nad nimi pracuje, w jaki sposób powstaje jakiś efekt tego typu informacji, jak na przykład spotkanie z istotą pozaziemską czy stwierdzenie istnienia obiektu, który na pewno nie ma ziemskiego pochodzenia. Nie wiemy nic na ten temat. Natomiast to, co już dziś widać, to olbrzymią dezinformację. I słowo dezinformacja jest centralnym słowem w ufologii, dlatego że powoli zaczynam dochodzić do wniosku, do przekonania, że większość historii, które znamy z ufologii, z tych wszystkich przypadków, które wydarzyły się i miały mieć rzekomo związek z obcą cywilizacją, są taką dezinformacją. Są manipulacją informacjami w najrozmaitszych celach.
Często są to działania kontrwywiadu tylko po to, by znaleźć wroga. W przypadku Stanów Zjednoczonych był to na początku Związek Radziecki, potem Rosja, dzisiaj są jeszcze raz Chiny, ale tamci nie pozostają dłużni, robią to samo. Wojsko, gdyby przyznało się na przykład do tego, że ten obiekt, który pojawił się na przykład nad moim domem, jest obiektem nierozpoznawalnym z Ziemi, nie wiemy, co to jest. Jest to niezidentyfikowany obiekt latający. Byłoby jednocześnie przyznaniem się do tego, że wojsko nie tylko nie posiada wiedzy na ten temat, ale nie posiada kontroli tego zjawiska. I teraz zachodzi bardzo prosta obawa. Co by się stało, gdyby ten obiekt, który amerykańska armia uważa za niezidentyfikowany i być może ma pozaziemskie pochodzenie, tak naprawdę wystartował gdzieś z Kamczatki albo z prowincji Yunan. I tamci Chińczycy i Rosjanie po prostu zaśmiewają się w kułak, widząc, że Amerykanie kompletnie nie wiedzą, o co chodzi i z czym mają do czynienia. I okazałoby się, że tego typu taktyka działa. Dlatego żadna armia świata nie przyzna, że ma do czynienia z czymś natury pozaziemskiej.
Za każdym razem będzie to kluczenie, a jednocześnie dezinformacja. Nie tylko dla ludzi, którzy zajmują się ufologią, dla pasjonatów ufologii albo dla ludzi, którzy chcą po prostu dowiedzieć się, jak jest naprawdę. Ale będzie to taka gra, która będzie miała na celu zmylenie przeciwnika, bo a nuż nad nimi coś się pojawi i oni będą myśleli, że to jest nasz obiekt tak naprawdę. I jeżeli powiedzą, że jest to UFO, to my będziemy się wtedy bardzo śmiać i cieszyć, że znaleźliśmy sposób, jak spenetrować ich linię obronną, wedrzeć się w głąb kraju i zbierać dane, które są nam do czegoś takiego potrzebne. Dlatego ta zabawa z wojskiem i opieranie się na różnych danych wojskowych jest zabawą niebezpieczną, ponieważ w którymś momencie ona sprowadzi kompletnie temat na manowce. Tak jest w przypadku Roswell, że w zasadzie już kompletnie nie wiemy, o co chodzi. I tak jest w każdym innym przypadku, gdzie-
[20:45] - Weźmy chociaż las Rendlesham, prawda?
[20:49] - Tak, las Rendlesham.
[20:50] - Jakie tam chodzki się tam dzieją. Przecież ta historia miała ogromny potencjał. Przepraszam, Chris, że ci dzisiaj tak wchodzę w słowo, ale oczywiście z racji tego, że jest nas dzisiaj dwójka, a miałoby być nas więcej, tylko jak zwykle wypadki losowe przeszkodziły niektórym uczestnikom w dotarciu, to dzisiaj sobie podyskutujemy luźniej trochę, bez zachowania tej typowej kolejności.
[21:15] - Bardzo się cieszę.
[21:16] - Przyjrzymy się temu przypadkowi z lasu Rendlesham, który w zasadzie dzisiaj stał się jakimś strasznym pośmiewiskiem moim zdaniem. Ci faceci się prześcigają w różnego rodzaju rewelacjach. Średnio co miesiąc, dwa pojawia się nowa informacja. Brytyjscy ufolodzy wtedy szaleją. Jest to troszeczkę dziwne i żałosne. Jeżeli przyjrzymy się innym historiom, to one może już nie budzą takiego entuzjazmu. Weźmy na przykład Kecksburg, prawda? Tam ten ślad wojskowy jest widoczny wyraźnie, ale dzisiaj nikt o tym Kecksburgu nie mówi, mimo że przecież pamiętamy, że kilka lat temu Leslie Kean, znana dziennikarka amerykańska apelowała do NASA, żeby w tej sprawie ujawniła co nieco ze swoich archiwów. Czy sądzisz, że jak tutaj nieraz mówiłem i jak podkreślał w swoim pytaniu zadanym mailowo pan Michał Rab, czy wojsko do tego tak kluczy w kwestii UFO dlatego, że po prostu nie ma absolutnie nad nim kontroli? Bo to jest druga zupełnie sprawa, tak?
[22:29] - Oczywiście.
[22:30] - Oni może po prostu zachowują taką kamienną twarz tylko dlatego, żeby nas nie niepokoić.
[22:37] - Myślę, że nie tyle nas. Ja myślę, że są to te argumenty, które użyłem wcześniej, że oświadczenie, że nie radzimy sobie z tym zjawiskiem, jest przyznaniem się do słabości, które wykorzysta ktoś inny. Dlatego do takiej słabości się przyznać nie można. I stąd jest to całe kluczenie. Dlatego wojsko bierze bardzo aktywny udział w dezinformacji, praktycznie spenetrowało wszystkie ufologiczne organizacje. Mam nadzieję, że do naszej nie udało im się dotrzeć, ale my wciąż operujemy informacjami, które często zostały spreparowane gdzieś właśnie przez tych smutnych panów w ich zacisznych laboratoriach, które mają zmienić wydźwięk tego zjawiska. I dlatego właśnie wspomniałem o tym Williamie Moore'rze, który był ikoną światowej ufologii. Napisał książkę o tym „Philadelphia Experiment”, o którym mówiłem. Napisał książkę ze Stantonem FriedmanemNa temat Roswell była to jedna z najpoważniejszych książek i nieoczekiwanie wydawca, który miał tę książkę wydać na rynku, powiedział, że Stanton Friedman jako autor nam się nie podoba. My go nie chcemy, chcemy go zamienić Berlitzem, który był wówczas bardzo popularnym autorem i powiedzieli, że powód jest absolutnie komercyjny, bo nazwisko Berlitza po prostu zwiększy zasięg tej książki.
I ponieważ te umowy były bardzo skomplikowane, okazało się, że tak naprawdę Moore nie miał za bardzo nic do powiedzenia. I dziś ta książka o Roswell, „Incident in Roswell”, gdzie jest wielkimi literami napisane autor Berlitz, małymi Moore, okazała się kompletną fabryką. I okazało się, że Moore, który przez lata miał różne dziwne kontakty z amerykańskim wywiadem, między innymi był świetnym rusycystą, mówił płynnie po rosyjsku. On ciągle żyje, mówi nadal płynnie po rosyjsku, jednocześnie mówił płynnie po francusku. Nagle zainteresował się ufologią, wniknął w nią jak w masło. Napisał te dwie wielkie, kluczowe książki, by wreszcie gdzieś w 1989 roku pojawić się na olbrzymiej, bardzo poważnej konferencji w Las Vegas, którą prowadził John Lear. I wówczas powiedział wszystkim: „Słuchajcie, ja pracowałem dla wywiadu. To, co opowiadałem, to są bzdury, które kazali mi mówić, które preparowaliśmy na użytek dezinformacji i na użytek zmylenia Rosjan i kogo tam jeszcze, kto nam próbował zajrzeć do amerykańskiej armii. Oni mi to wszystko kazali zrobić. Doszedłem do wniosku, że jest to wszystko straszne i dziś wszystkim mówię, przyznaję się, że te informacje były preparowane i nie zabijcie mnie tutaj na miejscu”.
Zresztą bardzo się tego obawiano, że coś takiego się wydarzy. I on został wyprowadzony z sali tylnymi drzwiami. Stał podstawiony samochód, który wywiózł go w jakieś bezpieczne miejsce. Zrobił się straszliwy hałas i harmider na tej konferencji. I wtedy właśnie okazało się, przy tej okazji między innymi wspomniał Stantona Friedmana i tę historię, że Friedmana wyrzucili z książki, mimo że był głównym autorem, a wstawili Berlitza po to tylko, żeby te informacje weszły jak w masło w fascynatów ufologii, w poszukiwaczy tego, czym jest UFO i tak dalej. I to się świetnie udało. Dziś Moore pracuje gdzieś w szkole w Pensylwanii, jest woźnym. Praktycznie zakończył swoją życiową karierę. Czasami wypowiada się na tematy ufologiczne, ale myślę, że jest szczęściarzem, bo po prostu nic mu się nie stało i ciągle nadal cieszy się życiem. Ale ta historia w jej skali pokazuje, jak łatwo jest wpływać na ufologię i jak bardzo zainteresowane tym wpływem na ufologię jest wojsko i te wszystkie komórki wywiadu, na które często się powołujemy.
Popatrzmy na przykład, z kim mamy do czynienia. Przypadki w Rendlesham Forest. Praktycznie wszyscy ci, którzy mówią, oczywiście wydarzyło się to w bazie wojskowej, ale te wszystkie informacje, jakie dostajemy, wychodzą od wojska, czyli można założyć na podstawie tego, co powiedziałem przed chwilą, że są one w jakiś sposób manipulowane. Z drugiej strony mamy niesamowite książki spisane przez Michaela Salle, który można śmiało powiedzieć, jest gwiazdorem ufologii, wydaje dużo książek, wydaje przynajmniej jedną książkę w roku, pojawia się w wielu programach, udziela wielu wywiadów, opowiada niesamowite historie o ufologii. Główny jego temat jest mniej więcej taki, że tak naprawdę rząd amerykański ma od dawna kontakty z UFO. Podpisano porozumienia, istnieje współpraca pomiędzy IKTI a amerykańskim rządem czy amerykańskimi agencjami. Były przekazane jakieś technologie i robi to w sposób niezwykle przekonujący. Co jakiś czas pokazuje jakiegoś whistleblowera, który mówi: „Tak, ja byłem komandosem na Marsie, byłem gdzieś jeszcze i dzieją się w ogóle rzeczy, o których w tych ciasnych głowach ludzkich może się nie zmieścić. Ale tak było. Ja jestem świadkiem”.
I teraz, kiedy się czyta Moore'a i analizuje jego przypadek, on sam mówił o tym, że takie rzeczy jak na przykład rzekomy kontakt amerykańskiego prezydenta Eisenhowera z UFO jest czystym, zwykłym wymysłem jednej z amerykańskich agencji wywiadowczych do tego właśnie, żeby zwiększyć zamieszanie, jakie panuje dookoła, nie tylko wśród ludzi takich jak my, którzy interesują się tym problemem, ale głównie prawdopodobnie, żeby zmylić Rosjan, bo nagle Rosjanie być może wzięliby poważnie takie oświadczenie i doszli do wniosku: „Wow, Amerykanie mają kontakty z UFO, my nie mamy, a oni już jakieś układy mają. Zaraz to UFO da im taką bombę, że jak nas przywalą, to się nie pozbieramy”. Po to te historie są właśnie tworzone i wiele z nich właśnie tego typu rzeczy dotyczy, jak przede wszystkim zmylenie przeciwnika. I my jesteśmy tego niestety ofiarami. I takie właśnie wnioski nasuwają mi się po lekturze wielu historycznych książek. Zacząłem je kupować, bo dziś one są śmiesznie tanie. Przesyłka kosztuje drożej niż sama książka. I zawsze mnie to interesowało, jak w latach 80., 70. czy nawet 90. ludzie pojmowali to zjawisko i gdzie nastąpiła ta ewolucja, czyli co się dzieje i w momencie, kiedy próbujemy dokonać takiej analizy i spojrzeć z lotu ptaka czy wyjść z pudełka, tak jak ja bardzo lubię wyjść z pudełka i popatrzeć na wszystko z boku, z innej perspektywy, nagle widać, że ta ewolucja jest pewnym zjawiskiem sterowanym, że wypadki, wiele z nich zostało stworzonych sztucznie i w którymś momencie zapadają tak mocno w ludzką świadomość, że praktycznie o tym, czy one są prawdziwe, czy też nie, się już właściwie nie dyskutuje.
Tak jak się mówi o tym wspomnianym eksperymencie filadelfijskim. Nie ma praktycznie żadnych dowodów na to, że ten niszczyciel gdzieś zginął, zniknął, że ludzie pozatapiali się w metaluNikt już o to nie pyta, bo utknęło to w świadomości społecznej, że tak rzeczywiście było. Czy Roswell, że rozbił się tam spodek i koniec, kropka. Niekoniecznie musiało tak właśnie być. Po prostu staliśmy się ofiarami manipulacji. Spójrzmy, co się dzieje w przypadku rozmów czy artykułów na temat tego, jaką tajemnicę kryje Antarktyda. Nieustannie powracają te wszystkie historie z admirałem Byrdem, z tą jego bitwą, jaką stoczył z latającymi spodkami. I te historie angielskie, gdzie angielskie komando miało wykurzyć jakichś niemieckich eksperymentatorów, którzy tworzyli jakieś dziwaczne, włochate, niebezpieczne hybrydy. Wszystkie te informacje również mają swoje źródło w wojsku. Bazując na tym, co powiedziałem przed chwilą, znów można śmiało założyć, że były one pewną fabrykacją, skoro wyszły na światło dzienne.
Zwłaszcza w świetle tego, co obserwujemy, co dzieje się z ludźmi, którzy rzeczywiście dotykają bardzo istotnych prawd, tajemnic rządowych, tajemnic wojskowych. Spójrzmy na przykład, jak wygląda taka sytuacja ze Snowdenem, którego chcą Amerykanie dopaść za wszelką cenę, a on nie mówi o rzeczach takich jak na przykład kontakty z ET czy o jakichś tajnych programach. Najwięcej mówi o tym, że amerykańskie agencje kontrolują obywateli, zbierają na ich temat informacje i tego typu rzeczy. I teraz chcą go dopaść za wszelką cenę. Nie mogą go dopaść, bo pilnują go Rosjanie, którzy również manipulują jego informacjami. A z drugiej strony mamy do czynienia z ludźmi, którzy mówią o wiele poważniejszych tajemnicach, rzekomych tajemnicach, na przykład armii amerykańskiej. I cieszą się nagle dobrym zdrowiem. Nikt ich nie ściga, nikt ich nie zabija i wszystko jest fajnie. Wszyscy mówią: taki niegroźny sobie tam historie opowiada. Może prawda, może nieprawda.
Tak to wygląda. Jest to temat ciekawy, skomplikowany i ma w sobie gdzieś tam zamontowaną bombę zegarową, bo może w którymś momencie kompletnie rozwalić całą ufologię, łącznie z jej dorobkiem, który do tej pory stworzono, a który pewnie zmieściłby się w paru pociągach. Dziękuję.
[31:45] - Chris, wyskoczyła mi z głowy teraz nazwa takiego przypadku. Delfos. Pamiętasz tą historię słynną, powtarzaną w niemal każdej książce, gdzie wylądował rzekomo statek kosmiczny na polu w Kansas? Chłopiec do tego podszedł, został oślepiony i potem zostało takie kółko słynne, świecące. Na pewno o tym pamiętasz. Historia powtarzana w dziesiątkach książek, dokumentów, artykułów. Okazuje się, że tak naprawdę pojawiła się w dziwnych okolicznościach. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że to pokazuje, w jaki sposób my też przyzwyczajamy się do pewnych legend. Delfos pojawiło się jako odpowiedź na ogłoszony w gazecie konkurs na najlepszą historię o UFO.
I całkiem zupełnym przypadkiem, jak w Danach, nagle na polu pewnego pana wylądowało UFO i on te pieniądze wygrał. Po tylu latach nie jesteśmy w stanie zweryfikować, czy to jest prawda, czy nie. Czy to była plotka, która została puszczona przez służby, żeby tą historię zdyskredytować, czy może to była prawda, która była tak niewygodna, że ukryli ją sami ufolodzy. Niestety tak to wygląda. Problem w tej całej sytuacji, ten podstawowy, wiąże się z tym, że jeżeli zgodzimy się, że władze czy służby manipulują informacjami ufologicznymi, czy twoim zdaniem robią to dlatego, że nie mogą sobie dać rady z tym zjawiskiem? Czy może znają jakieś ziarenko prawdy, ale po prostu jest to tak trudne i tak, powiedziałbym, pesymistyczne zjawisko, a może nawet drogie dla nas, że tylko po to, żeby nie zasiewać paniki, trzymają to w ryzach?
[33:27] - To jest pytanie, które ma nie jedno dno, ma ich kilka. Chyba bardzo trudno jest w paru zdaniach na to odpowiedzieć, bo przecież przez te 80 parę debat zgodziliśmy się z tym, że zjawisko UFO nie jest zjawiskiem nowym. Od powiedzmy lat 40. ma ono swoje nowe wcielenie, natomiast istnieje od niepamiętnych czasów i nagle ono przeradza się w taką formę bardziej fizyczną, jako latające spodki, latające trójkąty. Nagle są spotkania z tym UFO, pojawiają się szaraki, których tu i ówdzie możemy wytropić w historii. Ale ostatnie 70 lat ufologii to na ziemi wylądowały całe armie szaraków i one biegają. Jak będziemy widzieć to zachowanie armii? Kiedyś o tym rozmawialiśmy, ale jeszcze raz przypomnę, że Wernher von Braun, który wiedział to i owo na temat przestrzeni kosmicznej, wysłał ludzi na Księżyc. Był absolutnym gigantem, jeśli chodzi o badania przestrzeni kosmicznej w tamtych czasach. Dokonał czegoś absolutnie niezwykłego.
Oderwał ludzi od ziemi i wyprowadził ich na orbitę okołoziemską, więc prawdopodobnie wiedział znacznie więcej niż przeciętny śmiertelnik o tym, co tam można spotkać i z czym być może mamy do czynienia. On sam nagle, pod koniec swojego życia, pod koniec swojej kariery, a być może to, co się dowiedział, skończyło jego karierę, było to, że nagle okazało się, że UFO, jego istnienie może być elementem manipulacji społeczeństwa. Jeśli wziąć jego słowa poważnie, bo on kilka razy o tym mówił, rozmawialiśmy wcześniej, dał kilka punktów, które okazuje się, że w historiiOstatniej historii kilkudziesięciu lat idealnie się potwierdzają, że są najrozmaitsze zagrożenia, łącznie z tym, że tym ostatnim największym zagrożeniem będzie inwazja ze strony istot pozaziemskich, inwazja Ziemi. I dlatego świat będzie się musiał zjednoczyć, zglobalizować kompletnie po to, żeby stawić czoła tego typu najeźdźcom. Być może cały ten temat UFO, cała ta historia, wszystko to, co tworzą tego typu agencje, są częścią olbrzymiego łańcucha zdarzeń, które mają na celu stworzyć warunki do tego, żeby zjawisko UFO było przynajmniej w naszych umysłach kontrolowane przez te agencje i żeby było to kolejnym elementem kontroli, która jest sprawowana nad nami. Bo zauważmy, historia Ziemi, jaką znamy, jest historią kontroli. Zastanawiamy się często, dlaczego nie wiemy nic o tym, co się działo 5000 lat temu, 6000, 12 000 lat temu. Jak się odkopuje Göbekli Tepe, coś tam się działo, a my nie wiemy, jaka historia się wydarzyła. Dlatego nie wiemy, że nikt tej historii nie zapisywał. Dziś wydaje nam się to nienaturalne.
Historię trzeba zapisywać. Musimy tworzyć te informacje dla potomności, dla nas samych jest to potrzebne. Ale taką informację wbija nam do głowy wychowanie szkolne, kupujemy przeświadczenie o tym, że historia jest konieczna i istotna i trzeba ją absolutnie tworzyć. Dlatego, że w czasach, kiedy nie było historii, czyli w czasach prehistorycznych, nawet jak żył człowiek, praktycznie nie było o czym mówić ani o czym pisać. Dlatego niczego nie mamy z tamtych czasów. Ale jeśli przyjrzeć się temu troszkę dokładniej, to okazuje się, że zapisywanie historii jest niczym innym jak sposobem kontrolowania tego społeczeństwa. Bo ktoś powie: „Ha! Tutaj jest zapisana informacja, że myśmy tu już byli, zanim tamci byli, którzy przegonili tych, którzy byli przed nimi”. I nagle okazuje się, że ma to pewne konsekwencje, konsekwencje polityczne i konsekwencje kontroli ludzkości. Być może UFO i sposób, w jaki informacje na jego temat i manipulacje jakimi następuje, jest czymś dokładnie takim samym.
Spójrzmy na przykład na następny, bardzo kontrowersyjny temat. Jak powstawała religia chrześcijańska? Powstawała właśnie w ten sposób, że ona tworzyła instytucje i wszystko to, co było na obrzeżach tej instytucji albo nie pasowało do tej instytucji, było absolutnie amputowane z największym okrucieństwem. Największy atak w chrześcijaństwie był zawsze na ludzi, którzy myśleli niezależnie, czyli w tym momencie gnostyków, którzy wierząc w tego samego Boga, w tą samą religię, generalnie się z nią zgadzając, mówili, że my nie potrzebujemy instytucji, pośredników, nikogo więcej. Nie potrzebujemy administracji do tego, bo każdy ma dostęp i kontakt do wiekuistego w taki sposób, w jaki sam sobie on to stworzy. Podobnie jest teraz z UFO. Nagle podobna sytuacja się tworzy, że jeśli popatrzeć na to, co wyprawiają te agencje rządowe, trzyliterowe agencje, to okazuje się, że tak sterują tym zjawiskiem, że niektóre rzeczy odrzucamy, niektóre przyjmujemy, niektórych ludzi uważamy za wariatów i niegroźnych szaleńców. Mam tutaj na myśli właśnie takiego człowieka, który się nazywa James Gilliland. On jest właścicielem takiego rancza. Nazywa się ECETI.
Na tym ranczu dzieją się niesamowite rzeczy. UFO praktycznie pojawia się każdego dnia i to w olbrzymich ilościach. Na dodatek łatwo je sfilmować, sfotografować. Jeśli ktoś sobie przejrzy, co się dzieje na YouTubie, jest tam sporo filmików z ECETI. Przyjeżdżają tam ludzie z NASA, przyjeżdżają naukowcy. Oczywiście przyjeżdżają również agenci najrozmaitszych służb. Przyjeżdżają sceptycy i mimo to UFO ciągle się pojawia. I mimo że ono się pojawia, wydawałoby się, że powinny być kamery, powinny mówić o tym telewizje. Gilliland powinien być we wszystkich programach i powinien o tym opowiadać. Natomiast on nieustannie jest spychany na margines.
Jest uważany za kompletnego wariata, który ma coś niedobrego z głową i za dużo pali marihuany prawdopodobnie albo bierze jeszcze coś mocniejszego i że gada niepoważne rzeczy. Tymczasem rzeczywistość mówi zupełnie coś innego i poważni ludzie mówią, co widzieli, pokazują zdjęcia, jakie tam zrobili. Na przykład tacy dziennikarze jak Jay Leno nakręcili fantastyczne filmy z fantastycznymi zbliżeniami najrozmaitszych zjawisk kompletnie niewyjaśnionych. Ale ten facet jest spychany na kompletny margines, dlatego że ma za dużo argumentów i nie ma jak nimi manipulować. Dlatego właśnie nieustannie mówimy o Roswell. Nieustannie mówimy o Rendlesham Forest, nieustannie mówimy o tych sytuacjach, gdzie najwyższym autorytetem i stąd niezłą są służby, jest wojsko, więc tym łatwiej im jest manipulować danymi, tym łatwiej im jest tworzyć w cudzysłowie oryginalny dokument, jak na przykład w przypadku Majestic 12 stworzono szereg dokumentów i dziś praktycznie z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy powiedzieć, że dokumenty zostały spreparowane, że być może takiej organizacji nigdy nie było, a nawet jeśli była, to działała na zupełnie innych zasadach i być może nigdy o niej nie usłyszymy. Być może istnieje teraz. Natomiast dokumentacja została spreparowana dlatego, że nie ma tego, co się w archeologii, Piotrze się znasz na historii, to się nazywa proweniencja czy coś takiego, że wiemy, skąd jest źródło, że coś zostało stworzone w jakimś źródle i jest to źródło udokumentowane, w związku z czym na tej podstawie jesteśmy w stanie stwierdzić, że ten przedmiot czy ten dokument nie został podrobiony, tylko ma swoją historię, gdzie on powstał, co się potem z nim stało, kto go przechowywał i dlaczego dziś jest w tym, a nie innym miejscu. W przypadku wielu dokumentów ufologicznych takiej proweniencji kompletnie nie mamy. Nie wiemy, skąd one się wzięły te dokumenty.
Czasami pokazywane są takie dokumenty w bardzo popularnych programach. Na przykład telewizja HBO zrobiła kiedyś program z Lindą Moulton Howe na temat UFO, gdzie pokazywano tego typu dokumenty, które później okazały się być dokumentami spreparowanymi, nieprawdziwymi. Natomiast jej autorytet, jej naiwność, jej chęćRzucenia się w wir, w sam środek tej całej historii z UFO sprawił, że stała się ofiarą tej mistyfikacji, która została stworzona tylko na użytek dezinformacji.
[41:25] - Jeżeli spojrzymy na te dokumenty, nawet jeśli nie chodzi o Majestic, ale o inne brytyjskie dokumenty, dokumenty CIA, to zauważymy jedno: że one są bardzo lapidarne. Tam w zasadzie nic nie ma. Nic takiego, co by coś znało o tym wszystkim. Są oczywiście jakieś kontrolowane przecieki, ale wielu naszych słuchaczy może odnieść wrażenie, że oto cały ich ufologiczny świat legł w gruzach, bo może być tak, że wszystko, co do tej pory powiedziano, że większość historii, większość najciekawszych wątków może mieć tak naprawdę swoje propagandowe znaczenie i drugie dno. Weźmy na przykład historię z Dalnegorska, kiedy UFO rozbiło się na radzieckim Dalekim Wschodzie. Sprawa też okrzyknięta rosyjskim Roswell. W rzeczywistości miała prawdopodobnie podłoże czysto wojskowe. Oczywiście pojawiły się wątki mówiące, że ten obiekt był wysoce anomalny, natomiast później starano się dopisywać do tej historii kolejne wątki, których prawdziwości w zasadzie nie możemy w jakikolwiek sposób stwierdzić. Tutaj rodzi się pytanie, czy nie kopiemy sobie czasami sami pod sobą dołka. Mówiąc o tym, że te historie nie są prawdziwe, że w zasadzie rzucają cień na całe zjawisko UFO.
Natomiast jest jeszcze druga strona. Jeżeli ktoś zajmuje się zjawiskiem UFO w sposób aktywny, to wie, że jest ono realne, zupełnie realne. Tylko pozostaje jeden problem podstawowy: jak je interpretować? Bo my dobrze wiemy na podstawie wielu historii, nawet tych, które napływają do Radia Paranormalium, że wielu z państwa otarło się o to zjawisko. Wielu z państwa miało jakieś dziwne przygody. Jest pewność, że to zjawisko istnieje, natomiast nie ma pewności, czy my możemy umiejscawiać incydenty takie jak na przykład bardzo ciekawa historia, która do nas dotarła z Nysy ostatnio, którą chyba dzisiaj zaprezentujemy na koniec w ramach bonusu. Czy takie incydenty wysoce anomalne, bardzo bliskie spotkania możemy stawiać w jednym szeregu z tą historią, która mówi: „Kosmici przybywają, czasami się rozbijają jak w Roswell i to wszystko jest ukrywane”. Może prawda jest zupełnie inna. Może prawda brzmi w ten sposób: jesteśmy pod kuratelą jakiejś inteligencji, być może nawet nie jednej, może nawet nie do końca materialnej. A ponieważ jest ona totalnie poza kontrolą, a my możemy żyć w ramach swoistego rezerwatu, lepiej jest pewne informacje ukrywać albo przynajmniej nie mówić o tym wprost.
Tutaj rodzi się kolejne pytanie, bardzo ważne. Chris na chwilę nas opuścił, ale zaraz, mam nadzieję, wróci. Związane z tym, czy rzeczywiście jest tak, że ta prawda musi być ukrywana. Pominiemy na chwilę wątek związany z masową paniką. Do tego się za chwilę odniesiemy. Czy rzeczywiście ujawnienie informacji o UFO mogłoby wywołać masową panikę czy krach? Spójrzmy, Chris, na ten problem ze strony elit albo rządów. Bo tak naprawdę mówiąc o rządzie, robimy wielki skrót myślowy. Bo kto by miał tym rządem być? Jak sam przed chwilą wyjaśniłeś, prezydent Stanów Zjednoczonych może nie otrzymywać wszystkich informacji.
Podobnie może być w innych krajach. Dysponentami tych naprawdę tajnych informacji mogą być szefowie służb. I teraz pytanie: skoro rzeczywiście pewne ośrodki, które nazywa się bardzo skrótowo rządem, dysponują jakimiś informacjami o UFO, to czego one się tak naprawdę mogą obawiać? Czy one się obawiają utraty twarzy, czy one się obawiają tego, że ludzie przestaną im ufać? Bo przecież może być też tak, jak tutaj już zauważyliśmy nieraz, że zarówno wojsko, jak i służby specjalne mogą tymi informacjami manipulować z tego powodu, że po pierwsze uznanie tego rodzaju zjawiska, jakim jest UFO, za realne wymogłoby na nich konieczność reakcji na każde zgłoszenie. Gdybyśmy nagle zaakceptowali odgórnie, że UFO istnieje, są to obiekty będące poza zupełną kontrolą, to wychodziłoby na to, że ta infiltracja, która tutaj zachodzi ze strony tej nieznanej jakiś szalony jechał na motorze, pewnie było słychać. Ta infiltracja, która zachodzi ze strony, powiedzmy, tej obcej siły, musi się spotkać z jakąś naszą odpowiedzią. I teraz pytanie, czy twoim zdaniem, Chris, jakakolwiek instytucja na Ziemi jest w stanie zareagować odpowiednio na problem UFO? To jest trudne pytanie, bo my przez lata zobaczyliśmy, poprzez lata historii ufologii, że w rzeczywistości nawet Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych dysponujące takimi zaawansowanymi maszynami i systemami radarowymi, dysponujące w dzisiejszych czasach oczywiście zaawansowaną siatką satelitów, one mają problem z odpowiedzią na pytanie, co to tak naprawdę jest. Naukowcy zupełnie, moim zdaniem, wypadają poza orbitę.
Oni starają się to wytłumaczyć w sposób zdalny, to znaczy dopasowując do tego zjawiska teorie, które niekoniecznie do tego pasują. I chyba nie będziemy tutaj wchodzić w szczegóły. I tak w zasadzie nie zostaje nikt, kto mógłbyW odpowiedni sposób stawić czoła problemowi UFO. Bo po pierwsze ono jest nieuchwytne, nie da się go dogonić, nie da się go w żaden sposób pochwycić, a możliwe jest nawet, że to nie jest zjawisko o jednym źródle, że to jest zjawisko wynikające z kilku różnych, zupełnie niezależnych od siebie czynników. Czy czasami ta obawa elit lub ośrodków rządzących nie wynika właśnie z tego, że po prostu nikt nie wie, co to jest? Chris, jak sądzisz?
[48:06] - Oczywiście raz, że nikt nie wie, ale największym zagrożeniem dla rządu jest właśnie brak kontroli nad tym zjawiskiem. Jakiejkolwiek kontroli, co oznacza, że zawsze się może pojawić ktoś, kto powie, że taką kontrolę posiada. Ten ktoś, kto powie, że taką kontrolę posiada bądź rozumie to zjawisko, bądź jest w stanie skontaktować się z tym zjawiskiem, może się nawet okazać, w sposób radykalny myśląc, bo jest to tylko przykład, że rzeczywiście ma taką możliwość, ma taką umiejętność. I w tym momencie on dyskredytuje wszystkie rządy, które od tylu tysięcy lat pracują nad tym, żeby kontrolować każde zjawisko, jakie się ma na Ziemi, a głównie nas, bo inaczej oni sami nie mieliby sensu życia czy istnienia. Jest to bardzo poważny problem dla nich. Jeszcze raz wrócę do tego rancza ECETI. Tak w ogóle bardzo bym chciał pojechać na to ranczo i mogę tam pojechać w czerwcu, niestety sporo rzeczy zmieniło w mojej pracy. Mam strasznie dużo różnych robót i w związku z tym bardzo ograniczony czas, ale będzie tam między innymi Michael Tellinger, a ponieważ spotykam się z nim co roku, więc byłaby to świetna okazja. I przy okazji, a może przede wszystkim, zobaczyć, jak wygląda ta sytuacja z UFO na tym ranczu. Czy rzeczywiście ono pojawia się w takich ilościach?
Czy rzeczywiście jest to tak zdumiewający i niezwykły fakt? Co w naszym przykładzie oznacza, że jeżeli Gil Lan, człowiek nikt, człowiek bez żadnego tytułu, bez żadnej partii politycznej, bez żadnego stopnia wojskowego, człowiek, który nie funkcjonuje w żadnej administracyjnej strukturze, od religijnych po wszelkie inne w Stanach Zjednoczonych. Gdyby okazało się, że nagle on wypracował przez te lata życia na tym ranczu jakiś sposób przynajmniej kontaktu z tym zjawiskiem, dyskredytowałoby to wszelkie rządy, wszelkie administracje i nagle okazaloby się, że ludzi jego słuchają i tacy ludzie jak on decydowaliby o tym, co się wydarzy dalej. Dlatego zagrożenie, że nie kontroluje się czegoś, sprawia, że tego typu historie i rządy w nich uwikłane nerwowo reagują na tego typu fakty, tak starają się szybko je zdyskredytować. Tak szybko starają się pokazać, że ludzie, którzy wprost mówią o tym, że UFO istnieje, że jest ET, że coś się wydarzyło w tym temacie, są uznawani za lekkich i najczęściej niegroźnych szaleńców. Jest to dobry temat na sezon ogórkowy i tak to należy zostawić. Dlatego problem jest bardzo poważny i jeśli spróbować posłuchać tego, jak reagują na to rządzący, to trzeba posłuchać Paula Hellyera'a. Paul Hellyer jest byłym premierem Kanady, człowiekiem niezwykle znanym i jednocześnie bardzo kontrowersyjnym. Był to praktycznie pierwszy i jedyny człowiek z takiej wysokiej sfery władzy, z ludzi trzymających władzę, który powiedział wprost: „UFO istnieje. Do wielu wypadków doszło.
Jesteśmy w jakimś kontakcie z obcą cywilizacją. Przynajmniej ona się z nami kontaktuje. My nie bardzo wiemy, co z tym zrobić”. Na dodatek zaczął mówić o tym, że elity rządzące tak naprawdę kontrolują wszystko, co jest na tej ziemi i w związku z czym między innymi prawda o UFO nie jest w stanie się przedrzeć na powierzchnię i nie jest w stanie być własnością wszystkich, bo jest ona kontrolowana z tych powodów, o których powiedziałem wcześniej. Dlatego on sam jest przykładem tego, że elita rządząca będzie się zawsze bała i obawiała UFO. I mówiąc elita rządząca, on sam dokładnie to wymienia. Paul Hellyer mówi, że światem tak naprawdę rządzi kilkadziesiąt rodzin. Pół świata, pół wartości świata, czyli te olbrzymie tryliony dolarów, miliardy hektarów ziemi, budynków, miast i wszystkiego, co ma jakąś wartość wymierną na naszym świecie. Połowa tego jest w posiadaniu zaledwie 64 rodzin. I o tym mówi były premier Kanady.
Więc jest to fakt niezwykły i myślę, że nie należy go ignorować. Wręcz należy to raczej przyjąć, że ten człowiek wie, co mówi, bo nie jest on szalony. Napisał kilka książek ekonomicznych, często się wypowiada, przyjeżdża na różne spotkania, różne kongresy i wcale nie sprawia wrażenia szaleńca. Wręcz przeciwnie. Dlatego mówiąc o elicie, prawdopodobnie powinniśmy mieć na myśli te kilkadziesiąt rodzin, te 64, które posiadają pół świata. I na dodatek ta ilość tego światowego majątku ciągle i nieustannie się zwiększa, bo on sam mówi: „Jeszcze trzy lata temu to było osiemdziesiąt kilka rodzin”. W ciągu trzech lat liczba rodzin, które posiada pół świata, zredukowała się. Co nie znaczy, że inne zbiedniały, tylko te najważniejsze po prostu stały się jeszcze bogatsze. Czyli cała reszta ile posiada? 2%?
1%? My wszyscy razem na tej ziemi, poza tymi kilkudziesięcioma rodzinami. I to właśnie one, niektóre znane z nazwiska, niektóre nie, nie są zainteresowane tym, żeby pojawiła się jakaś konkurencja, która by naruszyła ich autorytet.
[53:13] - A Chris, co sądzisz o tych doniesieniach sprzed jakiegoś czasu, które mówią, że najbogatsi Amerykanie, bo w zasadzie mowa tylko o Amerykanach, szykują się na jakieś nadchodzące wydarzenie, o którym tak mówią nie do końca chętnie, ale jak mówi Biblia, po czynach możemy ich poznać. Chodzi o to, że wśród wielu osóbPanuje trend do budowania sobie schronów, do gromadzenia zapasów. Ja o tym ostatnio napisałem artykuł, który był posiłkowany materiałami z The New Yorkera oraz CNN, czyli źródeł, które trudno posądzić o to, żeby sobie coś wymyśliły. One dotarły do kilku osób, może nie z najwyższej półki, może nawet nie z tych 80 rodzin, ale do pewnej grupy milionerów z Doliny Krzemowej, którzy potwierdzają, że takie nastroje u nich panują. Oczywiście rodzi się teoria spiskowa, czy te elity, że tak powiem, czasami nie wiedzą czegoś o zbliżającym się niebezpieczeństwie dla Ziemi. A może nie dla Ziemi, ale dla Stanów Zjednoczonych, bo przecież San Andreas, że tak powiem, się napręża. Wiemy, że puchnie też od wielu lat superwulkan pod Yellowstone. Co się mówi za oceanem o tych, jakże sensacyjnych z naszego punktu widzenia doniesieniach? Czy mamy się bać? Czy mam już czwartego jechać zaopatrzyć się w konserwy Pico w Lidlu?
[54:51] - Kto wie, może dwa, trzy dni się na tym wytrzyma. Ciekawy temat poruszyłeś. Myślę, że w swoim artykule, jego nie czytałem, jeżeli oparłeś się na New Yorkerze i CNN, na pewno znalazłeś wszystkie powody, o jakich się mówi oficjalnie. Ja sam w mojej skromnej osobie również przyłożyłem się troszeczkę do tego, żeby pomyśleć właściwie, co się dzieje. Bo w kilku audycjach mówiliśmy o tym, że na przykład kopie się bazy podziemne, buduje się być może całe miasta. Chińczycy budują takie miasta, Amerykanie budują takie miasta, wkopują się na wiele mil pod ziemię, łączą te bazy ze sobą i są w stanie pomieścić tam dziesiątki, jak nie setki tysięcy osób. Oczywiście osób, które w jakiś sposób są dla nich wartościowe. Ja na przykład się na pewno nie będę zaliczał do takich osób, więc zostanę na powierzchni. I teraz oczywiście to pytanie: czego się obawiają? Czego się boją?
Myślę, że też po części poruszyliśmy już ten temat pośrednio i ja teraz do niego na chwilkę wrócę, dlatego, że uważam, że ma tu zasadnicze znaczenie i być może wytłumaczy kompletnie, co tak naprawdę się dzieje. Kiedy Hancock wydał swoją książkę „Magicy bogów”, jednym z jego głównych ekspertów, z których informacji korzystał, był Randall Carson. Randall Carson ma wiele zawodów, między innymi zajmuje się geologią i jest on takim frontmanem nowego, pewnego nurtu myślenia o tym, w jaki sposób działa i funkcjonuje świat. Nazywa się to neokatastrofizm, ponieważ w książce Hancocka czytaliśmy o tym, że wielka kometa przywaliła gdzieś w Kanadzie, rozpuściła lodowiec, zrobiła potop i straszliwe zamieszanie na Ziemi. Jedne cywilizacje padły, na ich gruzach powstały nowe, zapomniały, co było wcześniej, stworzyło się olbrzymie zamieszanie. I teraz Carson kontynuuje ten wątek. Obserwuje zmiany, jakie zachodzą na Ziemi i obserwuje je w pewnej perspektywie kosmicznej. I to, co on widzi, to to, że Ziemią wstrząsają w sposób regularny najrozmaitsze katastrofy, że nie jest to jakaś łagodna ewolucja, że pojawia się coś strasznego, co zmienia życie Ziemi raz na zawsze i wygląda ona po tym, co się wydarzyło, zupełnie inaczej. I teraz on mówi o tym, że jesteśmy w takim okresie naszego funkcjonowania na Ziemi, że zbliżamy się do kolejnej katastrofy, która może nastąpić już za chwilę, jutro, za miesiąc albo za następne 50 lat. Ale ona nastąpi.
I dlatego myślę, że to, że oni się tak głęboko wkopują w ziemię i kupują te konserwy, Pico rzeczy, to przygotowują się na coś właśnie takiego, że nagle coś strzeli w przestrzeni kosmicznej i znów wrócimy do poważnej epoki lodowcowej. Bo jak się okazuje, tych momentów ocieplenia w ostatnim czasie jest tak naprawdę niewiele. I w ogóle jest absurdalne mówienie o globalnym ociepleniu, kiedy w zasadzie częściej mamy do czynienia z bardzo długotrwałym i wyniszczającym dla człowieka globalnym oziębieniem, które trwa często tysiącami lat. I dlatego po chwilowym ociepleniu, które są ostatnie nasze czasy od 12 tysięcy lat wstecz, kiedy doszło do tego generalnego ocieplenia na Ziemi przez kometę, która uderzyła w lodowiec, rozpuściła go i sprawiła, że życie, jakie znamy dziś, stało się możliwe. Kończy się ta epoka, kończy się ta era i wchodzimy w nową, gdzie znów zacznie się bardzo poważne zlodowacenie. Na tyle poważne, że kompletnie zmieni naszą cywilizację. Dlatego możni tego świata, wkopując się na gigantyczną głębokość, ustawiając tam sobie olbrzymie reaktory atomowe, które będą im przez lata dostarczać energię, będą mogli spokojnie przeczekać to najgorsze. Będą może w stanie nawet przeczekać przez dziesiątki lat i żyć pod ziemią po to, żeby poczekać, kiedy znowu zacznie się ocieplać i wówczas wyjść na zewnątrz i znowu zacząć rządzić tą Ziemią, znowu kontrolować tą Ziemię. Bo tak naprawdę cała gra polega właśnie na tym, żeby kontrolować naszą planetę i żeby móc to dalej robić, potrzebni są po prostu ludzie, którzy będą pamiętać, co wydarzyło się wcześniej. Być może ten sam scenariusz już raz zaszedł, bo przecież ciągle mamy przypadki tego, że podejrzewamy, że cywilizacja Mezopotamii czy cywilizacja starożytnego Egiptu nie została zbudowana na kamieniu, że gdzieś skądś pojawili się jacyś nau-
[59:14] - I nam urwało Chrisa. Chrisie, czy się słyszymy?
[59:18] - Tak, ja słyszę was.
[59:19] - Urwało cię dosłownie 10 sekund temu.
[59:22] - O żesz, urwało mnie. 10 sekund? To niedawno.
[59:27] - 10 sekund.
[59:28] - Nic ciekawego na pewno w ciągu 10 sekund nie zdołałem powiedzieć, więc mała strata. Mówiłem o tym, że być może właśnie już taka sytuacja się na Ziemi powtórzyła, kiedy nagle po kataklizmie pojawili się właśnie ci nauczyciele, którzyNagle zaczęli kontrolować swoją cywilizację, stymulować ją na tyle, że znowu byli na wierzchu. Cała nasza obecna cywilizacja jest efektem tego, że ktoś w tej nieznanej nam cywilizacji przetrwał i odbudował ją od nowa w momencie, kiedy Ziemia się znów ociepliła na ten sam obraz i podobieństwo, i nie stracił nad tym wszystkim kontroli. Te wszystkie bazy, miasta podziemne i historie o tym, że trzeba się zaopatrzyć w konserwy i czekać na coś, co się wydarzy, być może mają związek z tym, że przetrwają ci, którzy wkopią się najlepiej, przygotują się do tego zjawiska, które ma nastąpić, najbardziej doskonale i kiedy wszystko się skończy, znów wyjdą na powierzchnię ziemi, poszukają niedobitków i pokierują ich w jedynym właściwym kierunku. Być może właśnie to do tego zmierza. Co to może być? Myślę, że najlepszą ilustracją jest to, co wszyscy widzieli, co się wydarzyło w Czelabińsku. Było to coś absolutnie niezwykłego. A przecież oglądaliśmy to jako niewielki kamyk. Dziś mamy koniec kwietnia, początek maja i już kilka sporych kamyków przeleciało obok Ziemi.
Te kamyki nie były w jakiś sposób oczekiwane. Opowiedziano o nich zupełnie niedawno, na kilka dni przed przelotem obok Ziemi, co stwarza taką sytuację, że aż się dostaje gęsiej skórki, że gdzieś tam w przestrzeni kosmicznej jest kamyk, który leci prosto w nas. Może to nie będzie jutro, ale kto wie? Może to się wydarzyć w każdej chwili, co oznacza, że znów nie mamy wszystkich informacji na temat tego, co tam się dzieje i NASA być może celowo nas nie o wszystkim informuje. Albo po prostu nie jesteśmy w stanie mieć takiej wiedzy, dlatego, że ciągle nie rozumiemy procesów kosmicznych, jak wielu innych procesów, jakie zachodzą na Ziemi. Myślę, że to jest główna przyczyna tego, że ci ludzie przygotowują się na coś, że mają wiedzę, że do czegoś dojdzie. Oczywiście jeżeli taki kamień przywali w Ziemię, to być może on uruchomi łańcuch wypadków, który będzie nie do powstrzymania. Zaczną wybuchać wulkany, wybuchnie kaldera Yellowstone, wybuchnie kilka innych superwulkanów. Żeby nie było wam tak dobrze w Europie, to przecież niedaleko od Wezuwiusza jest taka kaldera zatopiona w morzu, która też tyka. Jest jak tykający zegar i czeka na moment, który odpali ten olbrzymi superwulkan, który jest na miękkim podbrzuszu Europy.
Jest jeszcze ich kilka dookoła Ziemi. Jeżeli wybuchną jeszcze te mniejsze, to nawet jeśli nie wydarzy się już nic więcej, to wystarczy, żeby zatrzymać życie na Ziemi, bo pył wulkaniczny przesłoni słońce i życie będzie musiało w większości wymrzeć, nie da rady przetrwać. Tak wygląda to smutne przewidywanie przyszłości, ale miejmy nadzieję, że niekoniecznie wydarzy się to za naszego życia. Kiedyś się wydarzy, bo wydarzyło się tyle razy na Ziemi, że nie ma powodu, żeby myśleć, że już jesteśmy bezpieczni. Nie ma też powodu myśleć, że jesteśmy w stanie w jakiś sposób kontrolować to zjawisko, choć te próby są dokonywane. Nauka nie zasypia gruszek w popiele i ma różne pomysły na temat co zrobić. Na dodatek nie wiemy wszystkiego o nauce, do czego doszła i jaką technologię posiada do dyspozycji. Prawdopodobnie łudzimy się, że posiadamy technologię, która będzie technologią kosmiczną na tyle, że uchroni nas przed takim kamieniem. Ale coś się dzieje w tym temacie i kto wie, może przy doskonałym zbiegu okoliczności coś takiego uda się zrobić, że zostanie stworzona taka linia obrony. Nawet w przypadku Czelabińska mówiło się o tym, że Rosjanie zastosowali swój najnowszy system obrony przed meteorami.
I taki meteor został zastrzelony jeszcze w powietrzu, zanim upadł na ziemi i wyrządził szkody. Tu można tylko wyłącznie spekulować. Niemniej jednak prawdą jest to, co mówisz, że coraz więcej ludzi, zwłaszcza tych bogatych, którzy mają na to pieniądze, szukają sobie schronienia w oczekiwaniu, że coś się zbliża. I być może jest to właśnie to.
[01:03:45] - Od tych najbogatszych prawdopodobnie tych informacji by się nie wyłuskało, dlatego że wątpię, żeby się do tego przyznali. Przyznawali się w tych relacjach ludzie z niższej półki milionerskiej, jakaś kadra menadżerska, jacyś multimilionerzy, milionerzy. Tak naprawdę nie wiemy, jak to wygląda na przykład w przypadku Billa Gatesa, gdzie twierdzi się, że on pod każdą swoją posiadłością posiada ponoć bunkier. Zresztą ja chyba już mówiłem nie raz, że ja też mam bunkier, chociaż nie jestem milionerem jeszcze. Ja taki bunkier posiadam, tylko jeszcze jest zasypany i bardzo nieładnie wygląda. Jeżeli ktoś by chciał przeżyć ze mną apokalipsę, to może mi pomóc go sprzątać. Mówiliśmy o Ufitach, mówiliśmy o tym, czego się boi rząd. Oczywiście rząd, jak powtarzam, to jest pewien skrót myślowy. Czego boją się ośrodki rządzące? To jest chyba lepsze sformułowanie.
Czy one się boją tego, że te lejce wypadną im z rąk? Czy oni się boją konfrontacji, bo może tak naprawdę boją się konfrontacji z tą inną inteligencją, która stoi za zjawiskiem UFO. Chris, co byś powiedział na taki scenariusz, który może być prawdziwy, ale nie musi. Otóż wyobraźmy sobie, że te ośrodki rządzące, i tutaj nie wskazuję konkretnych, bo może ich być tak naprawdę bardzo dużo, bo tak naprawdę o UFO równie dobrze może wiedzieć Chile co Stany Zjednoczone. Ale załóżmy, że te ośrodki rządzące posiadają pewną wiedzę i one nie tyle boją się samego zjawiska, co boją się konsekwencji kontaktu. Oni wiedzą, że mają do czynienia z siłą lub inteligencją, która stoi wysoko ponad nami i która nie do końcaJest pozytywnego zdania co do naszej cywilizacji, co do obrotu, jaki sprawy przyjmują. Zauważmy jedną dziwną rzecz, która się przejawia w całej ufologii, już tej bliskokontaktowej. Wyraża się ona w tym, że w większości przekazów, w większości objawień, które też mogły być bliskimi kontaktami, mamy do czynienia z sytuacją, kiedy ta inteligencja nas ostrzega, kiedy ta inteligencja mówi: „Robicie coś źle. Wasza cywilizacja idzie w złym kierunku”. Może tak naprawdę rządy obawiają się tego, że przy otwartym kontakcie, którego oni już nie będą w stanie kontrolować w ogóle, dojdzie do takiej sytuacji, że ci obcy hipotetyczni wylądują i powiedzą wprost, publicznie, już przed kamerami: „To, gdzie prowadzicie ludzkość wy, elity, to tak naprawdę oznacza zagładę dla tej planety.
Trzeba tutaj jakichś radykalnych rozwiązań”. Może rządy i ośrodki decyzyjne boją się tak naprawdę tego, że kosmici nie kontaktują się dlatego, że pod sterami tychże ośrodków nasza planeta zmierza w stronę autodestrukcji i wielkiego wyzysku. Jak sądzisz?
[01:06:56] - Może, ale w moim pojęciu jest to zbytnie antropomorfizowanie tych kosmitów, że oni jakoby żyli naszym życiem, naszymi sprawami.
[01:07:06] - W zasadzie oni są się do dobrych kosmicznych braci, których potępiasz. Ale pójdźmy na chwilę w wodze fantazji, że jakaś inteligencja mimo wszystko, mimo że w kosmosie jest wiele planet podobnych do naszej, może mieć nad nami pieczę.
[01:07:24] - Nadal ciągle uważam troszeczkę to za pobożne życzenie. Ono może jedynie funkcjonować w tym wymiarze religijnym, bo jeżeli przyjrzymy się każdej religii, ale to każdej religii, ma ona swój wymiar kosmiczny, zawsze sięga do kogoś nie z tego świata. I gdyby nie administracja ta religijna, to być może rzeczywiście kontakt zostałby już nawiązany dawno i wcale by się to religią nie nazywało. W tym sensie być może tak, można rzeczywiście wyciągnąć z tego jakąś naukę czy jakieś wnioski. Natomiast w każdym innym jest to trochę trudno wyobrażalne, bo z jednej strony mamy dobrych kosmitów, którzy ostrzegają nas przed czymś, w czymś nam usiłują dopomóc, gdzieś są takimi strażnikami naszego życia, a z drugiej strony mamy kosmitów, którzy porywają, którzy robią doświadczenia, którzy zabijają te biedne krowy czy tam jeszcze inne zwierzaki i wiele innych strasznych, paskudnych rzeczy wyprawiają z ludźmi. Przede wszystkim to pokazuje, że zjawisko nie jest jednorodne i dlatego z takim sceptycyzmem ja również odnoszę się do tego, że byliby rzekomo dobrzy kosmici, którzy życzą nam w jakiś sposób dobrze. Mamy kłopot ze zrozumieniem tego wszystkiego. Dlatego ostatnio troszkę pisałem na moim blogu o tej ostatniej książce de Longa, którą napisał razem z Lawendą. I ja mam olbrzymie oczekiwania po tej całej serii książek, które się nazywają „Secret Machine”, że one, jeżeli nie dadzą wyjaśnienia, a podejrzewam, że nie dadzą, to przynajmniej naświetlą to zjawisko z tak wielu stron, że będzie ono lepiej odczytywalne i będzie być może łatwiejsze do zrozumienia. Sam fakt, że zaczynają od bogów.
My rozmawialiśmy o bogach, którzy przybyli z kosmosu od dawna, ale Lawenda i de Long mówią o tym nie w przeszłości, tylko o tym, że dzieje się to cały czas, tylko zmienia swoją twarz. Czyli to pokazuje, że istnieje jakaś siła pozaziemska, która usiłuje nie tyle stworzyć nad nami kontrolę, co usiłuje stworzyć to, żebyśmy my kontrolowali samych siebie, po to, żebyśmy nie doprowadzili do jakiegoś straszliwego kataklizmu i nie zniszczyli samej naszej cywilizacji własnymi rękami. Ale z drugiej strony ta nasza cywilizacja to jest zaledwie parę tysięcy lat. To jest nawet nie kropla w morzu czasu, jakim obmywany jest cały wszechświat. Właściwie czas jest tutaj nawet pojęciem sztucznym, kiedy patrzymy na wszechświat czy na wiele wszechświatów, czy w ogóle na całe to zjawisko kosmiczne, które nas otacza, łącznie z tą obcą cywilizacją. Więc tym bardziej nie przykładałbym do tego aż tak wielkiej wagi, że istnieją kosmici, którym strasznie zależy na jednym maleńkim ziarnku piasku gdzieś tam w kącie galaktyki, żeby ci, co tam na nim żyją, uważali i nie rozwalili swojej planety przez swoją głupotę. Zwłaszcza że jeszcze przed chwileczką mówiliśmy o tym, że ta Ziemia, cokolwiek my nie zrobimy, podlega o wiele silniejszym prawom i skutkom różnych działań niż te, które my sami jesteśmy w stanie stworzyć. My tak naprawdę, nawet jeśli jesteśmy w stanie naruszyć jakąś równowagę, to w porównaniu do tego, co może stworzyć jakakolwiek ingerencja kosmiczna, jak na przykład kosmiczny kamyk czy wielki wybuch na Słońcu, jest znacznie poważniejszym zagrożeniem niż my potrafimy sami stworzyć na Ziemi. Nawet kiedy zaczniemy się okładać bombami atomowymi, to ciągle takie EMP ze Słońca czy duży meteoryt, który by huknął w dowolne miejsce na Ziemi, jest w stanie wszystko skończyć raz na zawsze. Dlatego właśnie z tej perspektywy nie bardzo poważnie patrzę na to przestrzeganie nas, żebyśmy kochali zwierzęta, ratowali przyrodę, kochali siebie nawzajem i w ogóle, bo inaczej możemy coś zrobić.
[01:11:19] - Ten nacisk zostaje zwykle położony na przetrwanie jednak. To też jest moim zdaniem znamienne. Z drugiej strony, jeżeli popatrzymy na to z takiej perspektywy całościowej, jeżeli będziemy chcieli przeanalizować zjawisko UFO pod względem jego zachowań, to też się okaże, że w zasadzie nie ma podstaw do tego, żeby przypuszczać, że te obiekty są nami zainteresowane, naszym przeżyciem czy nawet naszym badaniem, bo one się zachowują w sposób absurdalny.O tym mówiliśmy nie raz. To może być też tak, jak mówił doktor Waller, że UFO jest mechanizmem buforowym. My żyjemy na planecie, która jest żywiołowa, która cały czas stwarza pewne niebezpieczeństwa. W naszym krótkim życiu nie widzimy tego, jak ta planeta pracuje. Mało kto dzisiaj mówi o zagrożeniu, jakie niesie wybuch superwulkanu, jakie niesie uderzenie jakiegoś obiektu z kosmosu, podczas gdy tak naprawdę taki incydent prędzej czy później się może wydarzyć. I pytanie, czy ci bogowie, którzy ingerowali na samym początku, nie chcieli czasami tylko tego, żeby ludzie mogli się samozorganizować i żeby mogli przeżyć na planecie, która od czasu do czasu funduje swoim dzieciom apokalipsę. I czy czasami nie jest też teraz podobnie, że to takie ponaglanie ze strony zjawiska UFO, żebyśmy patrzyli trochę wyżej w kierunku kosmosu? Czy ono czasem nie zmienia naszej świadomości w ten sposób, żebyśmy otwierali swoje umysły jako ludzkość na problemy, które czasami nam umykają w tej pogoni za codziennym chlebem?
Oczywiście to jest pójście może troszeczkę na łatwiznę, ale to jest takie wyciągnięcie sensu ze zjawiska UFO.
[01:13:21] - Tak, ale gdyby im na tym rzeczywiście, przepraszam, teraz ja ci wejdę w słowo, gdyby im rzeczywiście na tym tak bardzo zależało, to raz, że ten przekaz byłby o wiele bardziej wyraźny. Dwa, żeby był słyszalny i widzialny, zrobiliby to lądując na trawniku przed Białym Domem i wówczas taki szarak, czy jakiś może inny stwór powiedziałby i cały świat by go zobaczył i te słowa miałyby wagę. I ludzkość, jestem przekonany, znakomita część tej ludzkości, słysząc takie ostrzeżenie, niezwłocznie przystąpiłaby do ratowania naszej planety. Tymczasem UFO w sposób enigmatyczny, to IT w sposób enigmatyczny przekazuje nam jakieś informacje. Nie bardzo wiemy, skąd one idą, jakimi kanałami idą, czy możemy je brać serio, czy też nie. A przecież jest bardzo prosty sposób, żeby to zrobić, żeby każdy człowiek na tej planecie to zrozumiał i zrobił to, czego to UFO od nas w jakiś sposób oczekuje, czy przed czym nas przestrzega, skoro nas tak bardzo kocha. Jeżeli do tego nie dochodzi, to w takim razie stawia to nieco, tego typu podejście pod znakiem zapytania.
[01:14:26] - Stawia pod znakiem zapytania, jeżeli my uwierzymy, że to są kosmici z krwi i kości. Natomiast zauważył to też Waller i wielu innych, sugerując, że tak naprawdę ten mechanizm nie musi pochodzić z zewnątrz. On może pochodzić z jakiejś nie do końca określonej sfery, w której my bytujemy. Ja nawet nie wiem, jak to nazwać. Jung mówił o tym jako zbiorowa nieświadomość. My żyjemy sobie tutaj, nasze „ja” żyje sobie w rzeczywistości. Natomiast w jakiejś części naszej świadomości żyją sobie niezależnie zupełnie od nas, poza tą sferą, czasami kolektywnie tocząc sobie taki sen na jawie i w ten sens się przejawia. Jako archetypy, jako to, co badał Rupert Sheldrake, czym się zajmował Jung i tak dalej. I tutaj pod tym względem wygląda to ciekawie. Natomiast rzeczywiście, jeżeli pomyślimy, że za tym stoją kosmici, oczywiście ta hipoteza ma swoje minusy, chyba że oni są na tyle świadomi procesów dziejących się na naszej planecie, że po prostu wybierają drogę najmniejszej inwazji, że chcąc przeprowadzić operację na cywilizacji ludzkiej, robią to w sposób najmniej inwazyjny, wtykając taki laparoskop w otwór pacjenta, którym jest homo sapiens, jednocześnie nie robiąc nacięcia, puszczając jakiegoś bakcyla, który zmienia nasze myślenie.
Ale też nie powoduje tego, że my wszyscy nagle zmieniamy radykalnie swoje myślenie. Gdyby ci kosmici wylądowali nagle i o tym będzie następne pytanie, to przecież wstrząs jednak jakiś mógłby być. A ten proces jest bardzo powolny, wręcz zachodzi w ślimaczym tempie. I to też stawia moim zdaniem pod znakiem zapytania jego sens, gdyż ta zmiana świadomości, jeżeli następuje, to też następuje wyjątkowo powoli. Co sądzisz?
[01:16:36] - Jeszcze do tego dochodzi ten element inny, taki właśnie tej selekcji, że jeśli założymy sobie, że ciągle jesteśmy pewnym obiektem jakiegoś eksperymentu i musi ten eksperyment być odnawiany i jego nieudane części wyrzucone. Jest to taka sytuacja, jak na przykład Noe, historia Noego, gdzie on ma nagle kontakt z czymś, co jest nie z tej ziemi, czy z kimś, kto jest nie z tej ziemi. I on mu mówi, że teraz zrobimy tutaj porządek i wyeliminujemy wszystko, co jest dookoła ciebie, ale ty przetrwasz, ty i twoja rodzina. I oni mają te informacje, cała reszta nie ma. Może to też w taki sposób właśnie zachodzi, że te informacje są przekazywane, są selekcjonowane tylko do nielicznych, tylko do wybranych i tylko na podstawie warunków, które wyznacza to zjawisko, że temu zjawisku to odpowiada i to się podoba, natomiast wszystko inne zostaje odrzucane, co pokazuje nas troszeczkę jako takie naczynie Petri, gdzie jest uprawiana kultura bakterii i obserwuje się ją wnikliwie i albo się ją wyrzuca i zastępuje nową, albo się stymuluje jej wzrost powodując najrozmaitsze warunki po to, żeby zobaczyć, co z tego wyniknie. Natomiast całym faktem jest to, że w tym naczyniu Petriego ciągle rozgrywa się jakieś życie, jakiś straszliwy dramat stymulowany właśnie z zewnątrz. Dlatego właśnie z tego powodu kosmici nie wylądują i nie powiedzą to wszystkim, tylko selekcjonują wyłącznie tych, o których myślą, że oni są zadowalającym efektem tego eksperymentu, są jego wartościową częścią. Natomiast cała reszta może pójść na przemiał.
[01:18:15] - Słuchają państwo 76. debaty ufologicznej online. Dziś w przedostatniej debacie w tym sezonie dyskutujemy na temat tego, kto się boi prawdy o UFO.
[01:18:27] - Koło godziny 21:00 będziemy otwierać naszą linię telefoniczną dla słuchaczy, ale numery telefonów Radia Paranormalium warto sobie zapisać już teraz. Numer stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Oczywiście SMS-y również odbieramy. Można także komunikować się z nami na Skypie radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na naszej transmisji na YouTube. Można nas również znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i naturalnie relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Kolejny czynnik, kolejny ośrodek władzy, można powiedzieć: Kościół katolicki i inne religie. Czy waszym zdaniem istnieje obawa, że ogłoszenie istnienia obcych wywróci do góry nogami religię i spowoduje upadek wartości?
Jak sądzisz, Piotrze? „Na każdą rzecz można patrzeć z dwóch stron” mówił reżyser w filmie „Miś”. Jest prawda czasu i prawda ekranu. To jest bardzo trudny temat mimo wszystko dlatego, że religia to nie jest coś, co powstało 30, 40 lat temu i co się może zawalić, jeżeli nagle ludzie się dowiedzą, że coś w tym wszystkim jest nie tak. Jeżeli przeanalizujemy sobie historię chrześcijaństwa, zobaczymy, że ona już przechodziła nie takie burze. W zasadzie wieloma sprawami nikt się nie interesował oprócz teologów, oprócz kapłanów. Myślę tak naprawdę, że odkrycie obcych nie byłoby większym problemem, a pewnie byłoby dużo mniejszym niż chociażby reformacja. Ale czy my w ogóle możemy mówić o czymś takim, że nagle przylatują kosmici i wszyscy ludzie na Ziemi zmieniają swoje podejście w stosunku do Kościoła i do Boga? O kurde, Chris przyszedł i ma nawet polskie piwo ze sobą. Chris, a w ogóle u was co 1 maja się obchodzi?
[01:21:05] - Nie, nie obchodzi się.
[01:21:07] - Święto Pracy jest chyba w innym dniu, nie?
[01:21:11] - Tak, Święto Pracy jest we wrześniu. W pierwszy weekend września jest Labor Day, czyli jak mówimy tutaj spolszczoną angielszczyzną: Dzień Laboranta.
[01:21:25] - Dzień Laboranta.
[01:21:26] - To jest ważny dzień. Ostatni fajny weekend roku. Poza tym mamy fajny zlot jachtowy i dzieje się tam niesamowicie. Ścigamy się trochę, ale robimy też różne inne rzeczy.
[01:21:40] - Fikołki na wodzie.
[01:21:42] - Fikołki na wodzie. Są fajne zespoły, śpiewa się trochę szanty i fantastycznie spędzony czas za każdym razem.
[01:21:49] - Wracając do tego tematu, jakim jest religia w konfrontacji z odkryciem obcych i ujawnieniem prawdy o UFO, głównym problemem pozostaje człowiek. Tutaj nawiązałem do tego 1 maja nie bez powodu. My nauczyliśmy się mierzyć ludzkość jedną miarą. Wszyscy są równi i wszyscy myślą tak samo. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej i my nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak by się to w ogóle potoczyło. Moim zdaniem z tego powodu, że większość ludzi jednak, żeby nikogo nie urazić, jak to powiedzieć, że większość ludzi miałaby to po prostu w nosie. Może obiłoby im się o uszy, może zmieniłoby coś trochę w ich myśleniu. Natomiast nie oszukujmy się, nie wszyscy ludzie są na równym poziomie. Powiem dyplomatycznie: nie wszyscy ludzie analizują rzeczy w odpowiedni sposób. Ludzie mają ukierunkowane swoje postrzeganie na bardzo różne aspekty.
Jednego interesuje kuchnia, drugiego interesuje coś zupełnie innego. Trzeci zajmuje się sprzedażą gumolitu, a czwarty zajmuje się UFO i skupia tam swoją uwagę. O ile odkrycie nowego rodzaju gumolitu pewnie nie wywołałoby rewolucji na świecie, o tyle ujawnienie istnienia obcych formalnie mogłoby do takiej sytuacji doprowadzić. My wszyscy tutaj wychowani na literaturze ufologicznej przywykliśmy do powtarzania pewnego argumentu związanego z „Wojną światów”, że wtedy, w latach 30. po audycji Wellsa w Stanach Zjednoczonych wybuchła panika. A to nie była prawda, Chris, prawda? To nie była prawda. Było inaczej.
[01:23:40] - Było inaczej. Ale co ciekawe, myślę, że to jest dobra okazja, żeby spojrzeć na ten aspekt. Mamy „Wojnę światów”, mamy tutaj wszystkie eksperymenty i co się stało chwilę później? Wybuchła prawdziwa krwawa wojna. Jeżeli przeanalizujemy wszystko to, co wydarzyło się przed nią, było to nieustanne przygotowywanie ludzi do tego, że po prostu oni podeszli do tego jako do faktu, który musiał nastąpić w końcu. Mówienie nieustanne o tym, że do wojny musi dojść, sprawia, że ludzie, kiedy dochodzi do wojny, mówią: „Po prostu musiało do niej dojść i nie ma innego wyjścia”. Nie ma czegoś takiego, takiego instynktu samoobrony, że wcale do niej nie musi dojść. Takim przykładem jest pierwsza wojna światowa, która tak naprawdę wybuchła nie wiadomo dlaczego. Realnych powodów nie było, ale ludzie byli bombardowani informacją, że do wojny dojść musi.W związku z tym musimy się bić. Nie wiadomo właściwie o co, ale musimy się bić ze sobą.
Takim fantastycznym przykładem na to zjawisko jest wojna secesyjna w Stanach. Wojna domowa, która dziś, jeśli zadać pytanie historykom, jaki był tak naprawdę powód tej wojny, nikt nie potrafi sensownie odpowiedzieć. A już kiedy się zapyta dzieci w szkole, po co była ta wojna i czemu ona służyła, one są zupełnie zdezorientowane. Wynika to z tego, że jest to koronny przykład na to, że manipulacja następuje, że tak się niestety dzieje. Dziś trąbi się dużo o wojnie, że do wojny musi dojść, bo Rosjanie wejdą, bo my się będziemy bronić, bo my sobie sprowadzimy tutaj takie wojska, a oni tam już coś pod granicę podciągają. Jest to tłuczenie w te wojenne bębenki, tworzenie mantry „wojna, wojna, wojna, wojna” i w końcu rzeczywiście do niej dojdzie. Jeżeli ludzie przestaliby w to wierzyć i po prostu wyśmiali tych polityków, którzy mówią: „Jaka wojna? Przecież my z tymi Ruskimi handlujemy wódką, papierosami, czym się da. Kolegujemy się z nimi i nie są naszymi żadnymi wrogami”. Być może by wcale do tego nie doszło, ale jeśli zmanipuluje się umysł, w końcu dochodzi do tego, do czego chcą, żeby doprowadzili manipulatorzy.
I dlatego właśnie z tej sytuacji, z tym UFO w New Jersey, ja w ogóle mam ochotę wielką nakręcić taki malutki filmik o tym miejscu, do którego mam zaledwie 20 minut drogi i gdzie rzekomo to UFO, o którym czytał w książce Orson Welles, właśnie to miejsce jest. Także chciałbym je pokazać i parę innych ciekawych miejsc, które znajdują się w mojej okolicy i mają jakiś związek, jak nie z ufologią, to z teorią konspiracji, a czasami z głęboką prehistorią, która również miała miejsce na terenie Stanów. To może tyle, bo tak wszedłem w te werble wojenne i manipulacje. Ale jak się okazało na początku naszej rozmowy, manipulacją jest większość informacji o UFO i musimy to zawsze brać pod uwagę.
[01:26:27] - Teraz pytanie, czy rzeczywiście ludzkość zareagowałaby w taki sposób na odkrycie obcych. O tym będziemy mówić za chwilę. Na razie skupmy się na religii. Moim zdaniem jest to instytucja, może troszkę złe określenie, ale sfera na tyle trwała i konserwatywna, że tam w zasadzie niewiele się może zmienić z tego powodu, że religia to jest coś, co ma głębokie ukorzenienie w psychice ludzkiej. Nie bez przyczyny Lenin nazywał to opium ludu. Dlatego, że służąc różnym celom, religia zaspokaja też potrzeby psychiczne. I tu już nie ma miejsca na racjonalizm. Tu się przekonujemy o tym nie raz, słuchając, ja nie chcę być kontrowersyjny, nie chcę tutaj podawać przykładów, żebym nie wyszedł na jakiegoś wielkiego antyklerykała, ale religia jest irracjonalna z samej natury, a czasami jest też po prostu bzdurna i skłania ludzi do bzdurnych zachowań. I jakakolwiek zmiana, czy to w islamie, czy w katolicyzmie, musi naprawdę wiązać się z ogromnym trzęsieniem ziemi, żeby wstrząsnęło to umysłami wiernych. Spójrzmy chociażby na tego biednego papieża Franciszka, jak on ma wszędzie pod górę.
Czy on tak naprawdę odmienił oblicze chrześcijaństwa en masse, czyli w sposób masowy? Wydaje mi się, że jest za wcześnie, by o tym mówić. Ale powracając do meritum. Skoro pewnego dnia, załóżmy, ale już o tym mówiłem tydzień temu, naukowcy ogłoszą istnienie obcych, to przecież jest mnóstwo możliwości. Jeżeli to będą mikroby, to Kościół powie: „No cóż, dzieło Boże”. Jeżeli to będzie sygnał z obcej planety, który szedł do nas dziesiątki lat, to tak naprawdę Kościół będzie miał tych lat wiele, żeby się przygotować, jak odpowiedzieć wiernym. Problemem w skali katolicyzmu przynajmniej samego pozostaje to, kim byłby Jezus dla potencjalnych obcych. I tutaj rzeczywiście byłby największy problem. Ale jak powiedziałem, oni przeżyli Lutra, Kalwina, przeżyli komunizm, przeżyli wszystko, chyba rewolucję seksualną, przeżyli zamach z Akcentu, także przeżyją i to moim zdaniem, a nawet powiem więcej, oni sobie zainkorporują tych obcych do swoich wierzeń. Jestem tego pewien, przynajmniej w kwestii katolicyzmu.
Co do buddyzmu się nie wypowiadam tutaj za bardzo, gdyż nie mam pojęcia, jak buddyzm mógłby na to zareagować. Prawdopodobnie nie miałoby to większego wpływu na to dlatego, że buddyzm jest tak rozbudowaną religią i w zasadzie niehierarchiczną w żaden sposób, spersonalizowaną, że nie mam pojęcia, jak by to wpłynęło na wyznawców buddyzmu. Każdy by się musiał chyba wypowiedzieć. Natomiast w kwestii innych religii mówiliśmy, prawdopodobnie islam nie miałby większego problemu, pod warunkiem, żeby obcy wyznawali jakąś formę religii.
[01:29:38] - I to nie jest problem według ciebie.
[01:29:43] - Znowu nie chcę być kontrowersyjny.
[01:29:45] - Troszkę boisz.
[01:29:47] - W wielu państwach arabskich, tam, gdzie islam jest religią dominującą, jeżeli rozmawiamy z przedstawicielem takiego kręgu cywilizacyjnego, to czasami jego nie obchodzi to, kim jesteśmy i jakim człowiekiem jesteśmy, tylko czy wierzymy w Boga, tak?
[01:30:05] - Ale nie ma Boga nadalacha.
[01:30:07] - Tak.
[01:30:07] - I to już w drugim zdaniu zaczynają się problemy i schody.
[01:30:12] - Jeżeli wierzymy w jakiegoś tam, to jest fajnie. Jeżeli nie, to jest trochę krzywo. A jeżeli przyjadą kosmici i oni powiedzą: „No wieszcie, my niby tak nie wierzymy w Boga takiego jak wy, tylko wierzymy na przykład w jakieś tam neutrina, które uderzają w nasze mózgi i wywołują jakieś tam stany ekscytacji”.To będzie problem dla islamu moim zdaniem. Mimo wszystko ten najbardziej postępowy islam w postaci na przykład ruchu Ahmadiyya, który w oczach większości muzułmanów stanowi odszczepienie, nie będzie miał z tym problemu. Żydzi będą mieli, będą mieli katolicy na pewno w jakiś sposób. Chodzi mi oczywiście o to, jak oni sobie to wytłumaczą doktrynalnie, bo taki przeciętny katolik, przeciętna pani Krysia czy Teresa z Kalisza chodząca na mszę będzie potrafiła zainkorporować obcych do swojego systemu wierzeń. Nie chcę tutaj oczywiście nikomu ubliżać, bo dopóki nikt nie przychodzi mi do domu i nie namawia mnie do swojego systemu wierzeń, to ja również mieszkając pod Częstochową, gdzie odwiedzają mnie rokrocznie pielgrzymi, pozostaję wielce tolerancyjną osobą. Natomiast wydaje mi się, że problem tkwi gdzie indziej, bo jeżeli kontakt się odbędzie na odległość z kosmitami, to jest wszystko fajnie. Natomiast jeżeli ci kosmici przylecą, to będzie przekichane tak naprawdę, bo obcy jako istoty, które wyewoluowały w zupełnie odmiennym środowisku, mogą mieć zupełnie inne podejście do kwestii mistycznych czy do Boga. Zakładając, że na tych wysokich stopniach zaawansowania oni już pewnie wierzą w coś zupełnie innego, to jeżeli byśmy mieli to nieszczęście i zetknęli się z istotami, które są na poziomie podobnym do naszego i które, nie daj Boże, chcą nas nawracać, wywiązałaby się prawdziwa tragedia.
Wyobraźmy sobie taką sytuację, że odwiedza nas rasa istot, która wyewoluowała sobie w środowisku, w którym ukształtowały się zupełnie inaczej ich zmysły. Powiedzmy, że mają bardziej rozwinięty zmysł powonienia nad zmysły, które posiadamy my. I wtedy co się dzieje? Oni przecież swojego Boga będą sobie wyobrażać. To będzie bóg wąchaczy, bóg, który pachnie. Kiedy taki wąchacz kosmita wejdzie do kościoła na mszę, to on w ogóle się poczuje obco. Na niego może zadziałać kadzidło, ale już na przykład nie chorał gregoriański. Chris, jak myślisz, czym by było piekło dla takiego kosmity wąchacza? Ja sobie umiem wyobrazić na przykład.
[01:32:53] - Jakby dostał robotę gdzieś w stacji oczyszczalni ścieków. Chociaż nie, może to radosne byłoby dla niego. To zależy z jakiego odłamu.
[01:32:59] - Dla satanisty. To jest temat tak skomplikowany i tak głęboko sięgający science fiction, że szkoda, że nie ma dzisiaj z nami Marka Żelkowskiego, bo tak szybko odpadł od naszej audycji dzisiejszej z powodów zawodowych.
[01:33:15] - Do kościoła poszedł.
[01:33:17] - Tak. Religioznawca i pisarz w jednym miałby tutaj na pewno wiele do powiedzenia. Wydaje mi się, że mimo wszystko kwestia tego, jak religia zareaguje na zjawisko UFO. Może nie na zjawisko UFO, na obcych, bo o tym, jak religia reaguje na UFO, za chwilę powiemy. Ale jak religia zareaguje na obcych, to nie możemy powiedzieć wiele, dopóki się to nie stanie tak naprawdę.
[01:33:42] - Ale możemy coś powiedzieć.
[01:33:46] - Dlatego oddaję ci głos teraz.
[01:33:47] - Możemy coś powiedzieć, dlatego że mamy troszeczkę tej historii naszej cywilizacji za sobą i już widzieliśmy w tej historii całej naszej parę zmian. Na przykład mamy czasy, kiedy dominowały całe mitologie i zastępy bogów, kiedy cały świat praktycznie był podporządkowany takim politeistycznym religiom. Powstały gigantycznie, świetnie zorganizowane cywilizacje jak Egipt, wszystkie te cywilizacje sumeryjskie i czego najwyższym chyba stopniem i wyrazem była cywilizacja grecka, a za nią zaraz rzymska. I teraz nagle, kiedy patrzymy na tą cywilizację rzymską, widzimy tą wielką przemianę, olbrzymią przemianę, kiedy nagle z tego politeizmu wszystko zmienia się w monoteizm i w ciągu kilkuset lat mamy chrześcijaństwo, później zaraz wyrasta islam i tak jakby już nie chce nam się pamiętać, że kiedyś byli ludzie, którzy wierzyli w Ozyrysa, wierzyli w Zeusa i w zastępy innych bogów. Że to wszystko w ogóle wyglądało inaczej. Dynamika społeczna i pojmowanie religii było zupełnie inne. I to nam właśnie podpowiada ta przemiana, ten moment tej przemiany. Podpowiada nam, co się może wydarzyć, kiedy nagle do gry religijnej wejdą kosmici. Wówczas znów będzie tego typu przemiana. Jak ona się ukształtuje, będzie zależało od tego, jak będzie wyglądała ta propozycja, jakie warunki powstaną czy co się ludziom objawi, czy w jaki sposób przejawi się ten świat spirytualny, że będzie on miał na tyle siły, by móc dokonać takiej zmiany.
Okazuje się, że religia nie jest niczym, co jest wypisane w kamieniu, wbrew temu, że Mojżesz napisał te 10 przykazań w kamieniu, że ona jest też dynamiczna. Ona też się zmienia nieustannie, aż w którymś momencie, kiedy jej rola się spełnia do końca, jest po prostu wymieniana na coś innego. Coś, co funkcjonuje lepiej. Ponieważ wszyscy jesteśmy zanurzeni w czasie, zauważamy, że religia po paru tysiącach lat po prostu już nie nadąża za tym, co się dzieje we współczesnym życiu. Ona próbuje się w jakiś sposób reformować, przechodzi swoje wstrząsy wewnętrzne, oddzielają się od niej rozmaite grupy, ale w którymś momencie dochodzi do takiej sytuacji, że nie ma już gdzie pójść dalej i wtedy zastępuje się czymś nowym, czymś innym, co jednocześnie udowadnia, że religia jest niczym innym, tylko systemem kontroli ludzi. Jakkolwiek by na to nie patrzeć. Bo przecież nie możemy założyć, że wszyscy ci nieszczęśnicy, którzy wyznawali Ozyrysa i bogów sumeryjskich i starożytni Grecy, przecież to są miliardy ludzi, że oni wszyscy się smażą w piekle, bo nie wierzyli w jednego jedynego prawdziwego, ale to najprawdziwszego Boga. Tak że coś w tym musi być nie tak, co pokazuje właśnie, udowadnia, że zorganizowana religia jest niczym innym jak właśnie systemem kontroli społecznej. A z pewnością w nowych warunkach powstanie coś zupełnie nowego, co odmieni świat spirytualny i pojmowanie tego absolutu, który nas otacza. I być może właśnie spowoduje to powstanie nowej religii.
Bo nawet jeżeli popatrzymy na chrześcijaństwo, tak naprawdę, jeśli przyjrzeć się chrześcijaństwu na tle na przykład religii starożytnego Egiptu i Sumerów, to widać wyraźnie, że ktoś wielkimi garściami czerpał z jednego i z drugiego po to, żeby stworzyć całą tą, jej tu podpadnę, kiedy nazwę to mitologią chrześcijańską. Z tym wszystkim żyjemy przez ostatnie 2000 lat. Wszyscy się z tym zgadzają, ale powoli okazuje się, że to, co mówiono 2000 lat temu, to nie mieli pojęcia ani o internecie, ani o lotach kosmicznych, ani nie mówią też o innych rzeczach. Więc w jakiś sposób ta religia nie nadąża, więc musi się dokonać transformacja. I dlatego ten Franciszek ma tak pod górę, bo kombinuje, jak to zrobić. Chce czcić kosmitówChcę znaleźć nowe wyjście, rozwiązanie tej całej sytuacji i z pewnością w którymś momencie do tego dojdzie. Nie będzie to proces błyskawiczny z dnia na dzień, ale w ciągu kilkuset lat jest to możliwe do zrobienia i oglądaliśmy to w historii w sposób szczegółowy, dzień za dniem. Jak to się stało, że rzymscy bogowie, którzy żyli w każdym domu, którzy byli wyznawani od pokoleń, ni stąd, ni zowąd oddali pola tylko jednemu bogu i nagle zdominowało to wszystko chrześcijaństwo. Wiele czynników ma na to wpływ. Są to czynniki ekonomiczne i jeszcze inne.
[01:37:55] - Moim zdaniem kluczowe dla chrześcijaństwa było to, że ono trafiło w bardzo dobry moment w historii, kiedy zawaliły się poprzednie struktury państwowe i chrześcijaństwo nagle stało się zamiennikiem państwa. Ono zaczęło funkcjonować de facto na zasadzie gmin, które regulowały podstawowe sprawy swoich członków i czyniły to w sposób na tyle atrakcyjny, że wiele osób przyłączało się na tej zasadzie do gmin, przejmując te wierzenia i wnosząc coś do siebie. Pamiętajmy przecież o takiej absurdalnej sytuacji, o której się nie mówi do dzisiaj zupełnie, że gdzieś w średniowieczu istniała grupa ludzi, którzy dołączali się do gmin żydowskich, żeby funkcjonować w ich ramach jako pewnej zorganizowanej społeczności. Oczywiście oni nie byli Żydami, ale byli członkami gminy. Dlaczego judaizmowi nie udało się to, a udało się to chrześcijaństwu? Prosta sprawa. Ono było bardziej uniwersalistyczne. Żeby zostać Żydem, trzeba mieć odpowiednie pochodzenie.
[01:39:08] - Dlatego jest to patent na przetrwanie tej religii. Dlatego ona funkcjonuje przez 5000 lat w praktycznie niezmienionej formie. Natomiast każda inna religia będzie podlegała dynamicznym zmianom. Przez to, że judaizm jest jedyną religią, która nie jest ekspansywna, nie nawraca na swoją wiarę. Bardzo trudno jest być Judajczykiem z krwi i kości, jeśli się nie jest z urodzenia. To pokazuje, że być może na judaizm niekoniecznie musimy patrzeć jako na religię. Jeżeli porównamy go do innych religii, wówczas powstanie cała masa kłopotów. Chrześcijaninem może być każdy.
[01:39:42] - Musimy też powiedzieć, że istnieją pewne grupy, są to na przykład afrykańscy Żydzi, którzy twierdzą, że są Żydami, są potomkami jednego z zaginionych plemion i oni się przyznają do swojego statusu i niby go otrzymują, ale jeżeli popatrzymy na to, jak oni są traktowani w samym Izraelu-
[01:40:07] - Oczywiście. Wręcz wygląda tak, że po prostu zlikwidowano konkurencyjne patrzenie na judaizm poprzez to, że sprowadzono ich do Izraela i trzyma się ich pod kontrolą. Kontroluje się to, co oni mówią.
[01:40:20] - Tak. Z drugiej strony ten judaizm może mieć poważny problem również, kiedy się okaże, że przybędą kosmici, bo to będzie coś, co trochę wykracza poza granice tej religii. Ale też musimy powiedzieć, że judaizm to nie jest religia monolityczna. Ona ma mnóstwo odłamów związanych często z konkretnymi nauczycielami. Tutaj to też może zostać bardzo szybko rozwiązane.
[01:40:47] - Ale to jest siła tej religii.
[01:40:49] - Członek warszawskiej żydowskiej rady Żydów i na pewno o tym wszystkim dobrze wiesz. Czekam na kilka komentarzy z twojej strony.
[01:41:01] - Akurat w tym, o czym powiedziałeś przed chwilą, że ma wiele odłamów, tkwi siła tej religii tak naprawdę, bo w tej religii jest wręcz obowiązkiem dyskutowanie Pisma, rozmawianie na ten temat, tworzenie interpretacji. W momencie, kiedy każdy inny odłam, który wyrasta z pnia judajskiego jak chrześcijaństwo i islam, staje się fundamentalistyczny i nie można tam w pewnym momencie nic zmienić. Nie ma tam żadnej dyskusji, żadnej rozmowy. Jest dogmat, koniec, kropka. I to właśnie powoduje, że te religie z czasem po prostu się zużywają. Nie nadążają za zmianami, jakie zachodzą w świecie, z jakimi człowiek się boryka na co dzień. Dlatego dochodzi do takiej wymiany, jak doszło już wielokrotnie w historii świata na różny sposób. Czasami dochodzi do sposób dobrowolny, innym sposobem jest na siłę. Nie zapominajmy, że tak chrześcijaństwo, jak i islam to są religie agresywne, które najpierw mówią: „Przejdźcie na naszą religię”, a później mówią: „Albo chcesz żyć, albo przejdź na naszą religię” i koniec. Będą nawracać na siłę i ogniem, i mieczem.
I tak to się dzieje, ponieważ obie te religie zakładają duży stopień kontroli, więc administracyjnie tworzący się świat, gdzie wszystko musiało zostać w jakiś sposób podzielone, gdzie nikt się nikomu nie mógł worać na trzy palce w jego ziemię, sprzyjała tego typu podziałowi i przede wszystkim posiadaniu. Te religie dlatego wyparły z taką łatwością te politeistyczne, gdzie u jednego w domu stał jeden bożek, u innego inny, w zależności jaka rodzina jakiego bożka lubiła.
[01:42:38] - Czy to był bożek z fetyszem czy bez?
[01:42:42] - Był z fetyszem? Co ciekawe, to posiadanie tych bożków jest tak silne, że zobaczmy, w chrześcijaństwie praktycznie mamy do czynienia z tym samym politeizmem. Tu święty Antoni, tam święty Piotr, tu święty Michał, a tam święty Iweios na przykład sobie stoi gdzieś tam w obrazku pięknie oprawiony i z palemką czy z jakimiś innymi gadżetami dookoła.
[01:43:04] - Tutaj święty Krzysztof z Miekinowa.
[01:43:08] - Tak jest. Nie taki święty. Ja mam przechlapane u wiekuistego, więc za dużo nie liczę.
[01:43:14] - Jaki był atrybut świętego Iweiosa? Jestem ciekaw.
[01:43:19] - Na pewno ma jakieś atrybuty. Mikrofon oczywiście.
[01:43:22] - Jaki mikrofon? Z mikrofonem i drągiem węgla pod pachą. Na pewno
[01:43:29] - Ale wiesz, jak tę pachę tak mocno zaciśniesz z tą bryłką, to się może przerodzić w diament. To wtedy będzie cud.
[01:43:36] - Cisnienie jest duże.
[01:43:37] - Właśnie.
[01:43:38] - Ale Chris, my mówimy o obcych. Jeżeli chodzi o UFO, to religie już są bardziej powściągliwe, wręcz konserwatywne i nie mówią praktycznie nic. Jeżeli ktoś się ustosunkowuje w jakiejś konkretnej religii do tematu UFO, to zwykle są jednostki. W katolicyzmie jest tak, że zwykle podejmowana dyskusja na ten temat, mówiąc, że UFO jest wysłannikiem złych sił. W debatach z Arkiem Miazgą mówiliśmy między innymi o tym, że istnieje rzeczywiście szereg podobieństw między tym, jak się zachowywały istoty demoniczne, czasami z demonologii ludowej, a jak się zachowuje UFO. Pytanie, czy religie w ogóle kiedykolwiek podejmą temat zjawiska UFO? Chodzi mi o religie najbardziej zinstytucjonalizowane, bo do tej pory z tego, co mi wiadomo, to raczej nikt takiego tematu otwarcie nie podjął. W tym konkretnym wypadku kapłani zachowują się dosłownie jak rasowi astronomowie.
[01:44:46] - Przepraszam.
[01:44:48] - Chris, halo?
[01:44:49] - Nie wiem, coś mnie tutaj ucięło.
[01:44:53] - Czy twoim zdaniem w religiach tych najbardziej zinstytucjonalizowanych, praktykowanych jest miejsce dla tematu UFO? Czy to zawsze się będzie kojarzyło ludziom, UFO, nie obcych, ale UFO, czy to zawsze się będzie ludziom kojarzyło tylko i wyłącznie z demonami?
[01:45:16] - I tak, i nie. Dlatego, że nawet jeżeli spojrzymy na chrześcijaństwo, to mamy go na bardzo wielu płaszczyznach. Tak jak powiedziałem wcześniej, przede wszystkim jest to aparat kontroli, ale z drugiej strony widzimy na przykład olbrzymie zainteresowanie religii chrześcijańskiej nauką, astronomią. Coś obserwują na Mount Graham, na coś czekają. Widzimy na przykład jezuitów, którzy na przestrzeni setek lat udawali się w najodleglejsze zakątki Ziemi pod pretekstem krzewienia wiary, a tak naprawdę poszukiwali czegoś, co chcieli zobaczyć, co chcieli odnaleźć albo coś chcieli sprawdzić. Widzimy, że nie można tego wszystkiego wrzucić do jednego worka, że zainteresowanie zjawiskiem pozaziemskim absolutnie istnieje. Siłą rzeczy, bo jest to jakaś konkurencja. Bóg chrześcijan czy Bóg islamistów jest też nie z tego świata. Jeżeli ktoś inny przybywa nie z tego świata, to coś tam wie, co się w tym naszym świecie dzieje i może stanowić bardzo niebezpieczną konkurencję. Dlatego trzeba to w jakiś sposób kontrolować na różnych płaszczyznach, także i na płaszczyźnie naukowej.
Trudno jest patrzeć na to jednorodnie, ale już widać takie elementy, w jaki sposób to przystosować. Kiedy papież nagle ni stąd, ni zowąd mówi o tym, że by chętnie ochrzcił tych przybyszy z innej planety, ewentualnie jak się pojawią. Mówi to żartem, ale papież niczego nie mówi przypadkowo. Wszystko ma jakiś głębszy sens. I sam fakt, że przynajmniej w tej wersji katolickiej chrześcijaństwo jest tak mocno zainteresowane tym, co się dzieje w kosmosie i tak dużo inwestuje w ten kosmos. Mówi się o tym, że nawet istnieje satelita, która należy do Watykanu i coś tam sobie sprawdza, bo sobie po prostu wynajęli jedną z satelit po to, żeby ona dokonywała pewnych badań w przestrzeni kosmicznej, które interesują naukowców chrześcijańskich czy katolickich raczej. Coś w tym jest. Jest przygotowanie na to, że może się pojawić coś takiego jak istoty nie z tego świata, bądź kontakt z inną cywilizacją, bądź stwierdzenie, że życie nie jest wyłączne dla Ziemi. Na to każda religia musi być przygotowana, jeżeli chce przetrwać. Dlatego jest to być albo nie być religii.
Dlatego z drugiej strony nie powinno dziwić, że chrześcijaństwo jest tym zainteresowane i zobaczy, co z tego wyniknie. Na razie nie ma żadnej konkurencji.
[01:47:49] - Z drugiej strony popatrzmy na to pod tym kątem: mieszkasz w kraju, gdzie chrześcijaństwo jest może nawet trochę bardziej ortodoksyjne i momentami fanatyczne. Bardziej fanatyczne niż w przypadku Polski.
[01:48:05] - Niektórzy mówią, że to nawet nie jest chrześcijaństwo, że to jest mylnie interpretowane chrześcijaństwo.
[01:48:12] - Tutaj jest podobnie. Zdarzają się osoby, które są świętsze od papieża, które wiedzą od niego więcej. Osobiście mogę to mówić z perspektywy osoby trzeciej, ale wydaje mi się, że jest kilka kościołów w Polsce, kilka twarzy Kościoła. Każda z nich jest inna. I muszę powiedzieć, że ta najbardziej mobilna, najliczniejsza, najbardziej wojownicza, związana z Maryjką, związana z telewizją TV Trwam, prawdopodobnie w ogóle nie odczułaby istnienia albo odkrycia obcych czy jakiegoś ogłoszenia prawdy o UFO, dlatego, że dla nich to byłoby nic wartościowego. Przecież parę tygodni temu Terlikowski powiedział w rozmowie w telewizji Republika, że jego tak w zasadzie nie obchodzi to, co mają do powiedzenia o życiu w kosmosie naukowcy, bo co oni tam mogą wiedzieć, co nie? Jego obchodzą jakieś tam kwestie duchowe, które on sobie sam napisze, i których on będzie autorem. Inni mogą się nie zgadzać. To mnie trochę przeraża. Chyba najgorszym scenariuszem byłoby to, scenariusz na szczęście jest absolutnie nierealny, ale najgorszym scenariuszem byłoby to, gdyby na Ziemię po prostu przybyli drudzy ludzie, równie upierdliwi, równie zaślepieni swoją religią i zaczęliby nas nawracać nagle.
To by się skończyło tragicznie, ale myślę, że religia tak czy owak wyjdzie jakoś obronną ręką z tej... sytuacji i dla wielu katolików będzie to po prostu formalność, że Watykan ogłosi istnienie obcych. Nie będzie to miało większego znaczenia, będą sobie żyć tak, jak żyją. Religia to jest twór żywy, zmieniający się.
[01:50:01] - Sam katolicyzm po tysiącu lat wygląda inaczej dziś niż wtedy, gdy był budowany przez apostołów.
[01:50:08] - Znając wielu ortodoksyjnych katolików, muszę powiedzieć, że odkrycie obcych nie będzie miało żadnego wpływu na ich postawę życiową, na ich życie. Nawet jeżeli przybędą kosmici, którzy przywiozą swój zestaw wartości, ci ludzie i tak się nie zmienią.
[01:50:24] - Ale ich dzieci i wnuki tak. Jeżeli pojawi się ktoś, kto przedstawi atrakcyjne perspektywy życia pozaziemskiego, wiecznego i przedstawi nową, atrakcyjniejszą ewangelię, wówczas wszystko to się zmieni. To już raz obserwowaliśmy w historii.
[01:50:40] - Cały czas mówimy o takiej sytuacji, kiedy ta religia jest czymś niezbędnym dla człowieka i to trochę niepokojące, bo wydaje mi się, że przecież człowiek poradziłby sobie zupełnie bez tej sfery, bo mylenie duchowości z religią jest rzeczą nagminną. To jest trudny temat. Religia i duchowość to są obszary, w których dokonywane są bardzo duże nadużycia. To są obszary ogólnodostępne dla szarlatanów, dla kłamstwa, dla manipulacji ludźmi. Ale wydaje mi się, że cały czas krąży nad homo sapiens taka klątwa związana z tym, że my potrzebujemy cały czas nad sobą bata siły stwórczej. Może takiej siły w ogóle nie być i co wtedy? Co jeżeli się okaże, że my po prostu odpowiadamy przed samymi sobą i przed kosmosem, tylko że nie ma żadnego Boga, Allaha, Jahwe czy jak go sobie tam nazwiemy, Manitu, Świętowit, Kris na przykład. I co wtedy?
[01:51:47] - Co wtedy? Nie wiemy co wtedy.
[01:51:48] - Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeżeli przybędą tutaj obcy, to przecież jest duża szansa na to, że jakaś grupa ludzi wykorzysta ich, tak jak powiedziałeś przed chwilą, do tworzenia własnej religii, do tworzenia własnego systemu wartości. Czy naprawdę potrzebujemy tak bardzo tej zwierzchniej siły? Czy nie możemy wypracować sobie uniwersalnych wartości? Tego zupełnie nie rozumiem.
[01:52:16] - Ja rozumiem to pod tym względem, że każdy z nas potrzebuje wiedzieć, że życie nie kończy się w ciągu tych kilkudziesięciu lat, jakie mamy do przeżycia, że coś jeszcze jest poza nim i jak ktoś się będzie starał, to będzie żył w pięknych warunkach gdzieś tam w raju i tak dalej, bo sobie zasłuży na bilet do raju. To jest jedna rzecz, ale to, co zauważyłem, w jaki sposób zmiany dokonują się, co jakiś czas wracam do tego momentu, kiedy ni stąd, ni zowąd ta religia, ten politeizm rzymski przerodził się nagle w monoteizm chrześcijański i jednocześnie się to wiąże z upadkiem w ogóle Imperium Rzymskiego. Patrzymy na to jako na pewnego rodzaju katastrofę, czy czasami niektórzy mówią ewolucję. Tutaj chciałbym jeszcze nawiązać do Randalla Carsona, o którym wspominałem na początku dzisiejszej audycji. Bo co ciekawe, moment, w którym następuje transformacja pomiędzy Cesarstwem Rzymskim a Świętym Cesarstwem Rzymskim, które wyznaje chrześcijaństwo, pomiędzy czasami, kiedy z cesarza rzymskiego tworzy się papież, pomiędzy czasami, kiedy idzie w rozsypkę wspaniale rozbudowane, przede wszystkim technologicznie Cesarstwo Rzymskie i nastają wieki średnie, są nazywane mrocznymi wiekami. Tutaj ukryta jest pewna rzecz, na którą nie wszyscy zwracają uwagę. Mówi się na to mroczne średniowiecze. To wszystko, co się działo od roku 400 do roku 1000 czy nawet do roku 1100, to jest wszystko mroczne średniowiecze i zazwyczaj patrzy się na to jako na pewną taką przenośnię, że ludzie byli zasafani, niezbyt mądrzy i w ogóle okrutni. Cywilizacja cofnęła się w swoim rozwoju bardzo poważnie. I gdy zastanowić się nad tym zjawiskiem, dlaczego do tego doszło, jak to się stało, że do tego doszło?
Jak to się stało, że trwająca kilkaset lat cywilizacja rzymska, która naprawdę miała świetne osiągnięcia, pozwoliła na to, żeby rozsypać się w płuk i pył i praktycznie przez 1500 lat odbudowywać swoją świetność. Stało się to między innymi właśnie dlatego, dlatego przywołałem Randalla Carsona, że wydarzyło się coś bardzo poważnego z klimatem. Nastąpiło lokalne globalne ochłodzenie. Globalne ochłodzenie ma olbrzymi wpływ na ludzką cywilizację z wielu względów. Dlatego, że kurczy się czas, kiedy mogą być uprawiane plony, a także kurczy się obszar, bo wiele plonów nie może być uprawianych w górach. To mroczne średniowiecze między innymi jest kojarzone z tym ochłodzeniem, że coś się wydarzyło. Być może wybuchły jakieś wulkany, nawet wskazuje się które, które doprowadziły do tego, że penetracja słońca była mniejsza, że przez bardzo długi czas było chłodniej w Europie. I był to świetny moment, żeby właśnie z kwitnącego, rozbuchanego, frywolnego politeizmu przejść w mroczne, ponure i bardzo cierpiętnicze chrześcijaństwo. Także to też być może jest uwarunkowanie i w momencie, kiedy dojdzie do tego, że na przykład coś wydarzy się z naszym klimatem, dlatego się wszyscy wkopują w ziemię, ale w tym samym czasie pojawi się ktoś z innej planety, wówczas doprowadzi to do kompletnej transformacji religii wobec i ze względu na warunki, w jakich żyjemy. Nie wiem, czy mnie słychać, bo mam takie wrażenie, że mnie coś wyłączyło.
[01:55:37] - Słychać.
[01:55:40] - Więcej tyle chciałem powiedzieć, że niekoniecznie transformacja dokonuje się ze względu na fakt pojawienia się czegoś. Na przykład fakt pojawienia się chrześcijaństwa był tak wspaniały i cudowny, że ludzie po prostu nie mieli problemu, żeby to wszystko zmienić. Nie, było to spowodowane tym, że radykalnie zmieniły się warunki życia, między innymi tego bezpośredniego. Klimat się po prostu zmienił. Mroczne średniowiecze było dlatego mroczne, bo po prostu było ciemnawo, nie za wiele słońca przedzierało się. Oczywiście nie mówię, że było ciemno. Po prostu było chłodno, nieprzyjemnie, ponuro i dlatego między innymi świetnie pasowała ta religia do warunków i tak świetnie się przystosowała i zdominowała cały ówczesny świat.
[01:56:22] - Moim zdaniem jest tak, że żadna cywilizacja w 100% nie ginie. Ona zawsze zostawia po sobie jakiś ślad, jeżeli to jest cywilizacja, która wypracowywała wartości duchowe, ponadczasowe. Zauważmy, ile elementów wierzeń staroegipskich przetrwało do dzisiejszych czasów.
[01:56:42] - Ale z Göbekli Tepe nic nie przetrwało.
[01:56:45] - Nie wiadomo.
[01:56:48] - My nic nie wiemy. Nic nie zostawili, żadnego skrawka zapisu. Nie wiemy, o co tam chodziło.
[01:56:53] - Nie zostawili skrawka zapisu, ale mowa jest o zostawili tradycję oralną, której najstarsze ślady zachowały się, jak już mówiłem kiedyś, nawet nie w mitach, a w bajkach.
[01:57:05] - Ja się z tym zgadzam. Niemniej jednak nie ma tej ciągłości. Nic nie może wskazać, jak jest bez ciągłości.
[01:57:14] - Nie ma ciągłości w kulturze materialnej. Natomiast taką ciągłość duchową, ciągłość ideologiczną, możemy zachowywać do dziś.
[01:57:23] - Ale daj mi przykład, jaka jest ciągłość duchowa czegokolwiek.
[01:57:27] - Chociażby mity. Starożytny Rzym cały czas jest obecny w naszym życiu.
[01:57:34] - Oczywiście, bo ciągle widzimy akwedukty, widzimy Koloseum.
[01:57:38] - Nawet nie to. Tu chodzi o taką ideę uniwersalizmu europejskiego, że my się czujemy pewną odrębną cywilizacją. To sprawił Rzym. Na gruzach Rzymu zbudowano chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo przejęło pewne wartości, oczywiście roszcząc sobie do tego prawo. Potem mieliśmy przecież Cesarstwo Rzymskie odbudowane. Cały czas oscylujemy w granicach pewnych światopoglądowych tamtego okresu. Cały czas mówimy o cywilizacji greckiej, oczywiście w tym wymiarze duchowym, ale już na przykład mniej mówi się o innych cywilizacjach, które tutaj kwitły w naszym rejonie. Dlatego, że chrześcijaństwo, które przejęło bardzo wiele elementów, łączy w sobie zarówno tradycję żydowską, trochę tradycji egipskiej, jak i nawet elementy znacznie wcześniejsze, które właśnie wtopiły się w Księgę Rodzaju i tak dalej. To chyba nie jest sprawa na dzisiaj.
Igeliosie, co tam mamy jeszcze na linii dzisiaj? Czy możemy już otworzyć przestrzeń Radia Paranormalium dla naszych słuchaczy?
[01:58:52] - Myślę, że nawet powinniśmy. Minęła już godzina 21:00, nawet z dużym kawałkiem. A więc teraz otwieramy już oficjalnie naszą linię telefoniczną. Muszę przełączyć naszego radiowego smartfona, który obsługuje numer komórkowy.
[01:59:09] - Słuchaj, Marku, Igeliosie, Sławku. Dostaliśmy świetną relację z Nisy. To są okolice, które od jakiegoś czasu stanowią przedmiot naszego zainteresowania, dlatego, że tam dochodzi do bardzo wielu incydentów dość grubego kalibru. Teraz dostaliśmy dwie historie, w zasadzie, które są niezwykle ciekawe. Pochodzą od naszego słuchacza, którego pozdrawiamy.
[01:59:36] - Masz na myśli tą historię z tym Alien Big Dog, czy tą wcześniejszą?
[01:59:41] - Obie, bo to są dwie historie. Jedna odnosi się do takiej typowej obserwacji UFO, druga odnosi się do incydentu, który balansuje na krawędzi zjawiska paranormalnego.
[01:59:51] - Właśnie dodzwonił się do nas słuchacz telefoniczny, więc może najpierw wpuśćmy tego słuchacza telefonicznego. Halo? Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[02:00:01] - Witam, Michał Rad z tej strony się kłania wszystkim. Panowie, ja nie chcę się wdawać za bardzo w tę część religijną, bo tutaj bardzo łatwo napotykuję się na miny. Natomiast chciałbym się odnieść do tej pierwszej części, w której mówiliście o tym, kto konkretnie obawia się ujawnienia prawdy UFO. Ja się tak zastanawiam, czy ta prawda w ogóle byłaby dla kogokolwiek, poza takimi niegroźnymi wariatami jak wy i my słuchający was.
[02:00:33] - Panie Michale, ja bardzo dziękuję za tego maila, którego pan do nas napisał. Ja bym go chciał przytoczyć na antenie, ale kiedy pan już jest, to bardzo chętnie byśmy posłuchali, jak pan ocenia w ogóle to zjawisko ze swojego punktu widzenia. Bo myśli, które są warte przekazania, dlatego, że mogą pokazywać, jak to jest naprawdę. Bo my tutaj mówimy o wielu punktach zaczepienia, a tak naprawdę wszystkim sterują względy praktyczne i pan tam nakreślił takie względy praktyczne. Czy mógłby pan streścić ten swój punkt widzenia na to, dlaczego tą prawdę się ukrywa?
[02:01:15] - Panowie, poruszaliście część tego, co ja tam napisałem. To znaczy, czy dla rządu, czy dla Kościołów wszelkiej maści ta prawda z różnych przyczyn jest niewygodna, bo po ujawnieniu jakiejkolwiek prawdy, jakakolwiek by ona nie była, oni tracą część kontroli automatycznie. Bo muszą się przyznać do tego, że istnieje coś, czego oni nie są w stanie kontrolować. Nie są w stanie powiedzieć dokładnie, o co w tym chodzi. Nie są w stanie przedstawić żadnej procedury, która by mogła w jakikolwiek sposób ochronić tych, którymiRządzą nami, sprawują pieczę czy prawną, czy duchową. Nie są w stanie tych owieczek ochronić przed zjawiskiem, które występuje, i które czasami bywa groźne, jak wiemy z przeszłości, dla pojedynczych osób. Zdarzały się takie wypadki również. Myślę, że to zjawisko, którego my nie znamy, nie rozumiemy, rodzi lęk wśród wszystkich nas. My wszyscy boimy się tego, co jest przed nami ukryte. Jeżeli nagle by ta prawda wyszła na jaw, jakakolwiek ona by nie była, mogłaby się okazać bardzo groźna.
Nagle stanęlibyśmy nadzy przed bardzo groźnym zjawiskiem, wobec którego nie mamy właściwie żadnego instrumentu ochrony. Dlatego nikomu tak naprawdę, poza osobami bardzo dociekliwymi, nie jest to potrzebne. Ja na początku interesowania się problemami UFO chciałem bardzo wierzyć w to, co na przykład Edward Meyer proponował. Czyli taka bardzo przyjemna wizja: przystojni Plejadianie, piękne kobiety, piękna Semjale, która przylatuje tutaj i mówi nam, że ona nam pomoże i że będzie dobrze, że to są nasi przyjaciele. A tymczasem im więcej się dowiadywałem i myślę, że w ogóle my wszyscy z biegiem lat, im więcej się dowiadujemy o tym zjawisku, to tym mniej sympatyczne ono się wydaje. I tym więcej dowiadujemy się rzeczy, które mogą się nam nie za bardzo podobać i wolimy to gdzieś odłożyć, zabić to śmiechem. „ Haha zielone ludziki, haha”. Historyjka, jak panowie mówiliście, świetna na sezon ogórkowy. Jesteśmy odprężeni, wyluzowani. Natomiast gdyby tak naprawdę wyszło na jaw, że ktoś tu przylatuje i na przykład porywa ludzi po to, żeby ich zeżreć, za przeproszeniem, i nikt z tym nie może niczego zrobić, to w tym momencie mogłyby narobić wielu szkód i rządom, i Kościołom, i zwykłym obywatelom.
Wyobraźmy sobie, że wszyscy nagle zaczynamy sobie zdawać sprawę, że jest takie zagrożenie. Co by mogło być? Nagle przestalibyśmy wyjeżdżać do lasu wieczorem. Różne takie śmieszne rzeczy mogłyby się zacząć wydarzać, a jednocześnie ogół społeczeństwa mógłby zażądać od rządzących, żeby podjęli jakieś kroki. A jakby się okazało, że te kroki nie są skuteczne, bo oni są bezradni, to w tym momencie mamy bardzo duży problem. Ja nie wiem oczywiście, jak jest, bo może jest zupełnie inaczej. Może jest tak, jak opowiada Meyer. Ja bym się bardzo cieszył, jakby tak było, ale niestety wydaje mi się, że to nie jest to.
[02:05:09] - Chyba wszyscy byśmy się cieszyli, gdyby tak było. Ale tak jak mówiliśmy z Chrisem, że chyba największą tragedią byłoby to, gdyby się okazało, że po prostu nikt o nas nie dba i nie ma tego łącznika, albo inaczej, że nie ma po prostu bóstwa żadnego, że nie odpowiadamy przed Bogiem, odpowiadamy przed sami sobą, przed nami po prostu i przed wszechświatem. Bardzo ciekawie tutaj przedstawił pan swoją koncepcję. Intrygujące jest to, że nami, naszą cywilizacją może kierować przede wszystkim strach przed nieznanym. I tak to wygląda. Chris co ty na to?
[02:05:49] - Tak mi się zdaje, że religia jest też odpowiedzią na ten strach. Że my sobie porządkujemy przy pomocy religii to wszystko i tłumaczymy sobie różne anomalne sytuacje w historii i obecnie. Bardzo łatwo możemy znaleźć drogę ucieczki. Pomodlimy się i nam przechodzi. Myślę, że tak zawsze było. Niestety chyba tak nie jest. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że to smutny wniosek. Wolałbym może, żeby było inaczej, ale chyba niestety tak nie jest. Niestety panowie mi w tym pomagacie coraz skuteczniej. Niestety wgłębiają mnie w tę dyskusję coraz bardziej.
[02:06:28] - Ludzkość jest jak kamień. Ludzkość jest nie tak łatwo zmienić. Mimo wszystko istnieją pewne awangardy, które kształtują myśl, ale tak naprawdę, Chris, jeżeli się przyjrzymy, to trzon ludzkości myśli od wielu dekad tak samo, jeżeli nie od wielu setek lat.
[02:06:50] - Tak, ale też i za długo nie jesteśmy na tym świecie. To w zasadzie jest takie mgnienie oka. Nie wiadomo, w którą stronę to pójdzie. Akurat dla nas wydaje się to masa czasu i budowana rzeczywiście jest w tej masie czasu ta tradycja. Ale przecież nie tak dawno rozmawialiśmy o tym, że Neandertalczycy, którzy w jakiś sposób nas poprzedzali i przez jakiś czas żyli równolegle, żyli znacznie dłużej niż my i praktycznie kompletnie nie wiemy, w jaki sposób oni patrzyli na to zjawisko. A mówimy tutaj o ludziach. Jest to jakiś tam rodzaj ludzki. Przy okazji dowiadujemy się, że były jeszcze inne, że była denisowa, że był człowiek z Flores. Coś sobie tworzyli, że dziś stoimy na punkcie, gdzie lada chwila okaże się, że te wszystkie wydłużone czaszki to jest jakaś osobna rasa, dlatego, że genetycznie okazuje się być różna od nas. Czyli to oznacza, że na Ziemi działy się niesamowite rzeczy, o których my wciąż jeszcze nie mamy pojęcia do końca.
Nie znamy ich podejścia do tego, w jaki sposób my postrzegamy naszą interakcję z tymi wszystkimi kosmicznymi siłami, które nas otaczają. Tutaj pan, który zadzwonił, mówił o tym, że człowiek stara się w jakiś sposób uciec w religię ze względu na to, że obawia się tych różnych zjawisk, których nie potrafi sobie wyjaśnić, wytłumaczyć. Ale przecież przez długi czas, przez tysiące lat, zanim doszło do zorganizowanej cywilizacji, religia była niezorganizowana, była bardzo lokalna. ByłaWłaściwie wynikała z potrzeb jednostki i łącznikiem między tym człowiekiem a ewentualnym absolutem był szaman, którym mógł zostać każdy. Szaman nie tworzył hierarchii instytucji. Było to wszystko bardzo bezpośrednie. Dopiero w momencie, kiedy nagle grupy ludzkie zaczęły zostawać w jednym miejscu, było coraz więcej ludzi, którzy żyli w jednym miejscu, potrzebowali jakichś regulacji. Religia stała się wręcz potrzebą. Zorganizowana religia, żeby móc kontrolować życie tych ludzi. Dlatego pojawiła się hierarchia i mamy tutaj do czynienia zupełnie z inną religijnością, która istnieje w szamanizmie.
Szamanizm do dziś pozostał w niektórych częściach świata, gdzieś na obrzeżach naszej cywilizacji, ale szamanizm zawsze był bardzo okrutnie zwalczany przez każdą zorganizowaną religię, co pokazuje, że religia tak naprawdę została stworzona w celach administracyjnych, że kontakt z absolutem, wyjaśnienie nieznanego jest czymś drugorzędnym. Pierwszorzędnym jest to, żeby wszyscy chodzili jak w zegareczku i robili to, co się od nich oczekuje i wymaga i czymś można ich przestraszyć. Piotrze, zauważyłeś na samym początku, że my mówimy „dla dobra ludzkości”, ale ludzkość jest czymś szalenie niejednorodnym. Każdy z nas jest w jakiś sposób inny. Każdy z nas dąży do czegoś innego, szuka czegoś innego i czasami pojawiają się jednostki, które są dziś nazywane aspołecznymi, które działają wbrew temu, do czego dąży cywilizacja. To pokazuje, że nie możemy wszystkiego wrzucać do jednego garnka. Dlatego jakaś kontrola w tym momencie zaczyna być czymś naturalnym, istnieje potrzeba stworzenia tego typu kontroli. Dlatego powstaje właśnie religia, która ma mnóstwo reguł, praw i sposobów na to, w jaki sposób trzymać tą jednostkę w ryzach i w jaki sposób wyeliminować każdą inną, która będzie mówiła inaczej. Dlatego tu jest taki problem, bo z jednej strony mamy do czynienia z substancją duchową i często jest to coś, co jest niesamowicie głębokie w każdym człowieku. Bo ja mówiąc o tym, że religia zorganizowana jest tylko instytucją, niczym więcej, że jest pewnym rodzajem oszustwa, nie mam zamiaru umniejszać podejścia do religii ludzi, którzy głęboko wierzą, że mają do czynienia z jakimś wyższym bytem, mają do czynienia z absolutem, z kimś, kto decyduje czy odgrywa ogromną rolę w ich życiu.
To są dwie różne rzeczy. Głęboka wiara, że coś istnieje jeszcze obok nas i ma na nas jakiś wpływ, a zorganizowana firma pod dowolną nazwą, która tworzy swoją kadrę na różnych szczeblach po to, żeby wszyscy robili to samo i nikt się nie wychylał z tego stada owieczek, które pędzą gdzieś w jednym określonym celu. To są dla mnie dwie absolutnie różne rzeczy, niepokrywające się ze sobą. Najsmutniejsze jest tylko to, że te reguły tworzą swego rodzaju fundamentalizm, który okazuje się być siłą, z którą ścieramy się w historii naszej cywilizacji co jakiś czas. Niesie ona ze sobą zniszczenie i pożogę. Jest to kolejny kataklizm oprócz tych naturalnych, które trapią naszą planetę. Właśnie kataklizm, który tworzy człowiek sam dla innych ludzi, dlatego, że zmusza ich do tego, żeby byli tacy jak on. Dlatego zmusza ich, żeby byli na przykład w jednym organizmie państwowym jak Unia Europejska, czy stali się globalistami, czy zbudowali toaletę dla trzeciej płci. Nagle w międzyczasie okazuje się, że jest jeszcze 46 innych płci, ale wówczas szkoły należałoby zmienić w takie punkty.
[02:11:49] - O takiej fanaberii jak toaleta dla trzeciej płci to jeszcze nie słyszałem. Przynajmniej u siebie na wsi.
[02:11:55] - To, co zostawił po sobie nasz ostatni prezydent, bo często starano się, ci, którzy go uwielbiali, starali się porównywać do Kennedy'ego. To porównanie skończyło się na tym, że Kennedy sprawił, że pierwszy człowiek postawił stopę na innej planecie niż Ziemia. A nasz prezydent, ten ostatni, który już odszedł w historię, sprawił, że nagle okazało się, że istnieją toalety dla trzeciej płci i w wielu miejscach takie toalety są. Nie wiadomo, nie dla mężczyzn, nie dla kobiet, dla takich mniej więcej pośrodku. Nagle okazało się, że to jest najważniejszym problemem świata i trzeba się z tym problemem zmierzyć. Ale w międzyczasie pojawia się wiele innych, które również mają wymiar religijny, jak na przykład globalne ocieplenie, w którym jest wiele różnego zamieszania.
[02:12:44] - O którym pisałeś na Nowej Atlantydzie ostatnio.
[02:12:47] - Na Nowej Atlantydzie napisałem ostatnio artykuł na ten temat, żeby poruszać ten temat, dlatego, że zobaczyłem, że ma on wiele różnych odnośników w najrozmaitsze dziedziny życia, nie tylko naszego codziennego, ale jednocześnie jest częścią pewnej określonej polityki, którą się realizuje. Jest to zjawisko z pozoru wydawałoby się skomplikowane, ale jednocześnie na tyle spójne, że pokazuje, że jest gdzieś za tym jakiś określony cel i do czegoś to prowadzi. Prowadzi niekoniecznie do tego, że my ratujemy naszą własną planetę przed nami samymi, ale tylko dlatego, że tworzy się nowy rodzaj religii. Ja kilka razy powtarzałem tutaj w audycjach, że uważam, że obecna nauka w obecnej swojej formie jest właśnie transformacją religii.Dlatego, że wielu ludzi przyjmuje te rzeczy na wiarę. Zresztą sama nauka się tego nawet nie wstydzi, bo mówi teoria Darwina i wszyscy uczą się w szkole o teorii Darwina, zapominając, że teoria jest tylko pewnym punktem widzenia, że nie jest czymś, co zostało sprawdzone do końca i nie ma co do tego wątpliwości. Jest to tylko teoria. I podobnie jest z wieloma innymi elementami, co tworzy dosłownie kanon religijny, kanon dogmatów, z którymi nijak nie sposób się zmierzyć, bądź każdy, kto próbuje się im przeciwstawić, jest po prostu miażdżony przez tą olbrzymią maszynę. Myślę, że kiedy mówimy o tym, że religia się zmienia, jedną z tych zmian, jakie powstają, to się tworzy religia oparta o katedry uniwersyteckie i kler naukowy, który wmawia najrozmaitsze rzeczy ludziom. Niekoniecznie są to rzeczy, które rzeczywiście opisują rzeczywistość, ale ludzie po prostu w to wierzą, biorą to na wiarę. I dlatego w tym artykule, jest to niewielki artykuł, mam nadzieję to kontynuować i pokazać to jeszcze z kilku innych stron, pokazane jest, że nawet sami naukowcy wpadają w tę pułapkę, popierając coś, co później, gdy sami to sprawdzą, okazuje się być tylko pewną propagandą, ideologią, która świetnie wkomponowuje się w dzisiejsze czasy.
I wielu ludzi bierze to, jak mówią tutaj w moim kraju in the face value i po prostu nie ma krytycznego podejścia do tego, że wspierana jest tylko jedna strona tego problemu, a ma to do czegoś doprowadzić. I podobnie jest ze wszystkim innym.
[02:15:09] - Kris, jeżeli mówimy o nauce, to przejdźmy do kolejnego pytania. Istnieje coś takiego jak nauka głównego nurtu i to jest termin, który też jest do końca niesprecyzowany, ale mniej więcej jest on tym samym, czym muzyka głównego nurtu. Czyli piosenki, które lecą w radiu, wytyczają zdaniem kogoś ogólny muzyczny gust ludzkości. Tym samym jest mniej więcej nauka głównego nurtu. Nikt nie potrafi tego sprecyzować, czym jest. Jest to przyjęte myślenie, bo tak ktoś zadecydował. I teraz pytanie.
[02:15:46] - Może zanim to pytanie padnie, to wpuśćmy na antenę pana Edka, który właśnie teraz się dodzwonił. Dobry wieczór, panie Edku. Jesteśmy już na antenie.
[02:15:54] - Dobry wieczór. Kłaniam się. Miło panów powitać w takim dobrym składzie. Jeśli panowie pozwolą, to chwileczkę o radiu. Pan Kris na początku uśmiechnął się, że jest niestrudzonym poszukiwaczem prawdy. Cóż, szanowni panowie, w mojej ocenie radio wasze na potężnym filarze w postaci pana Marka i Veliosa jest pan, którego wystarczy słuchać i zobaczy co się sam. A pan Piotr to jest taka kropla drążąca kamień. To jest fascynująca konsekwencja. Po prostu to jest coś nieprawdopodobnego. Jest niewiele osób, które znam o takiej konsekwencji, jak właśnie z tą kroplą drążącą kamień.
Natomiast w temacie debaty, jeśli pozwolicie panowie, chciałbym, żeby nie rozmieniać na drobne, jest prawie 80 debat, które świadczą o tym, co byłoby, gdyby doszło. Inaczej, w ciągu 80 debat powstało tyle pytań, na które ktoś musiałby udzielić odpowiedzi, gdyby doszło do jakiegoś ujawnienia czy czegokolwiek w tym stylu. Bo to jest poważne zagrożenie. To, że religie czy rządy to jest rzecz wtórna, bo w przypadku, gdyby doszło do ujawnienia i okazałoby się, że ci inni, obcy, jak zwał, tak zwał, powiedzieliby, że w zasadzie jest jakieś uniwersum stwórcze, o którym oni również nie mają pojęcia, to wszystkie te religie, jak i to wszystko, wywraca się do góry kołami. Natomiast wtedy byłyby takie środowiska jak wasze i nas słuchaczy, które by zadawało pytania i oczekiwałoby odpowiedzi. Kto wie, czy nie bylibyśmy wszyscy internowani. Jakby jakaś taka sytuacja czy coś, to zapraszam do siebie, mam co pojeść i herbaty dużo, także jakoś byśmy dali radę. Uważam, że pytania byłyby problemem na wiele różnych kwestii, bo chcielibyśmy wiedzieć, czy przypadkiem nie jesteśmy rezerwą białkową, tak jak to wcześniejszy słuchacz słusznie zauważył, bo nie można tego wykluczyć. I to jest problem. Natomiast dlaczego jest to ukrywane?
Myślę sobie, że tak naprawdę na tych szczytach władzy, tam niewiele osób, jeśli w ogóle cokolwiek wie, bo świadomość to jedno, a wiedza to drugie. Więc myślę sobie, że oni również nie do końca zdają sobie z tego sprawę. A kwestia sukcesu chrześcijaństwa to jest prostota przekazu i metafory. To jest stara metoda socjologiczna. Jak chce się do kogoś dotrzeć, to używać metafor i prostego języka. I to sukces murowany. Tu jest tego typu kwestia. To tyle. Szanowni panowie, słucham z zainteresowaniem i tak jak mówię, jakby coś się działo, panowie, to jest co pojeść i herbata również. Do usłyszenia.
Pozdrawiam. Kłaniam się.
[02:19:13] - Dziękujemy, do usłyszenia. Panowie.
[02:19:15] - Trzymamy za słowo. Nigdy nie wiadomo.
[02:19:18] - Może przejdźmy do kwestii nauki. Nauka głównego nurtu. Co blokuje postępy w poznaniu fenomenu UFO przez naukę mainstreamową? Jego nieuchwytność, czy też może strach naukowców przed konfrontacją z nieznanym?
[02:19:39] - Może Piotr?
[02:19:41] - Musimy spojrzeć na to z perspektywy tych 70 lat doświadczeń nauki ze zjawiskiem UFO. Tak naprawdę nauka nie może sprostać wymaganiom, jakie wszyscy jej stawiamy w stylu określenia, czym jest zjawisko UFO, gdyż nie potrafimy sobie go podporządkować. Nie potrafimy go zmusić do tego, by na przykład zademonstrowało nam swoje właściwości. Tutaj rodzi się ogromny problem związany z tym, o czym mówił między innymi doktor Condon. Chociaż to brzmi tak może trochę nawet
[02:20:18] - Mało ufologicznie.
[02:20:20] - Tak. Który mówił, że i na którym wieszane są psy przez wiele, wiele osób. On twierdził, że nauka i tak nie da sobie rady z tym zjawiskiem. Może nauka przyszłości. Jedyne, co zostanie, to w zasadzie statystyki. Ewentualnie badanie śladów, które są pozostawione przez UFO. To jest rzadkie. To jest bardzo rzadkie. Teraz pytanie, co nauka głównego nurtu może zaoferować w kwestii badania UFO? Może zaoferować garść hipotez mówiących między innymi, że mamy do czynienia ze zjawiskami naturalnymi, ze źle rozpoznanym czymś w rodzaju ziemskich świateł, piorunów kulistych i tak dalej.
Wszystko wydaje mi się, że naukowcy w dużej idą na łatwiznę w kwestii badania UFO. Dlatego, że od lat 70. pojawiło się mnóstwo, a 70., 80., kiedy poczyniono największe, powiedzmy postępy w kwestii przynajmniej tych rzadko spotykanych próbek materiału z miejsc, gdzie to UFO się pojawiało. Od tego czasu doszło do pewnego regresu. To znaczy ludzie z jednej strony wciąż boją się mówić o zjawisku UFO, wciąż wstydzą się przyznać, że coś było widziane. I w rzeczywistości nie ma jednego ośrodka, który by zagwarantował obiektywność w badaniach ufologicznych. To znaczy mówiąc o nauce, Kris, to my mówimy tak naprawdę o kilku ośrodkach, kilku, kilkudziesięciu nawet ośrodkach naukowych, prestiżowych, które wydając jakiś wyrok w tej sprawie, zyskałyby międzynarodowy rozgłos. Natomiast badania przeprowadzone przez, i to nawet badania laboratoryjne, przeprowadzone przez ośrodki takie jak MUFON, one niekoniecznie zyskują aprobatę naukowców. I tutaj jest cały problem związany z tym, jak nauka działa, którą nazywałeś przed chwilą współczesną religią. I wydaje mi się, że szereg patologii, którymi jest toczona dzisiejsza nauka, że będziemy mieli z nią ogromny problem.
To znaczy wiele osób żywi błędne zupełnie przekonanie, że nauka jest po to, żeby ludziom pomagać, a tak naprawdę nauka nie robi nigdy nic za darmo. Nie wiem, czy się zgadzasz tutaj z moim wnioskiem.
[02:22:43] - Absolutnie się zgadzam. Jest dokładnie tak, jak powiedziałeś. Nauka w taki sposób działa. Zresztą mamy z nią do czynienia od najmłodszych lat, kiedy metodą naukową informacje na temat świata wpajane są nam w szkole, w przedszkolu już nawet. Widzenie świata jest to widzenie naukowe. Wiele informacji, które zostaje w naszej głowie, poglądów, pierwszych skojarzeń, kiedy mamy do czynienia ze zjawiskiem, wynika właśnie z tej indoktrynacji, jaką przeszliśmy dzięki metodom naukowym i wpajaniu pewnych teorii naukowych właśnie w szkole. Dlatego właśnie jest ciągle wiele nieporozumień i w momencie, kiedy stoimy na takim pograniczu zrozumienia nowych zjawisk, przede wszystkim kosmicznych zjawisk, gdzie okazuje się, że fizyka działa inaczej, burzy to gmach nauki, która jest zbudowana tak pieczołowicie i tak długo na Ziemi, kiedy okazuje się, że prędkość światła, której tak ucieszyliśmy się, że mamy wreszcie jakąś stałą, która wyznacza jakąś granicę czegokolwiek w tym wszechświecie, okazuje się być nieprawdą. Okazuje się, że nawet prędkość światła można zamrozić i zatrzymać w miejscu i ciągle będzie prędkością światła. Poza tym może ona zależeć od wielu względów i warunków, w jakich to światło rusza się, więc nigdy nie będzie to stała prędkość, jak by chciał Einstein. Okazało się, że znów mamy z tym wielki, poważny problem.
Mamy problem ze względu, w przypadku nauki, mamy problem z życiem pozaziemskim. To też burzy wszelkie teorie, łącznie z teorią ewolucji. Więc zepchnięcie, popchnięcie jednego kawałka tego domina może doprowadzić, że cały gmach nauki runie. Sami widzimy, co się dzieje w mikroskali, na przykład w egiptologii, gdzie wciąż wyznaje się stare autorytety historyczne z lat 30. i wcześniej, i ich wnioski w dzisiejszych warunkach, kiedy patrzymy na to, jak Egipt powstawał, jak budowano te ich budowle niesamowite, jak tworzyła się i funkcjonowała ta cywilizacja, są absurdalne. Jednak mimo to wciąż pojawiają się w podręcznikach szkolnych i wciąż uczymy się o tym, czy nasze dzieci uczą się o tym, żeTysiące Egipcjan nie miało nic innego więcej do roboty, tylko małymi młoteczkami wykuwało te kamienie, a potem ciągało je przez pustynię na przestrzeni dziesiątek kilometrów. I tak dalej. Mamy kłopoty z tym, że nagle stajemy w obliczu tego, że świat wcale nie jest trójwymiarowy, tak jak my na niego patrzymy, że można dopuścić znacznie więcej wymiarów. Ponieważ my jesteśmy zamknięci w trzech wymiarach, bardzo trudno jest poruszyć wyobraźnię na tyle, aby móc wyobrazić sobie choćby jeden więcej. Tych problemów jest cała masa.
Pojawienie się UFO i wskazanie, że ono istnieje, te kłopoty sprowadza na podwórko nauki, która staje się wobec nich bezradna. Bo jak wytłumaczyć, że coś przyleciało do nas z odległej galaktyki, do której jest milion lat świetlnych? Jaki oni napęd używają? Jak pokonali barierę czasoprzestrzenną? I mnóstwo innych rzeczy. Nawet taki prosty problem naukowy jak proces starzenia się, który może następować na jednych planetach szybciej, na innych wolniej. Jest to związane z wieloma warunkami, których nasza fizyka nie bierze pod uwagę. Nasza nauka jest tak ściśle związana naszym ziemskim grajdołkiem, że wszelka działalność kosmiczna praktycznie rujnuje ją. A zrujnowanie tej nauki mówi o tym, że zrobi co? Spowoduje to, że wszelkie autorytety upadną i wówczas powstanie bardzo niebezpieczny moment, który kilkakrotnie przydarzył się w historii ludzkości, że pojawi się nagle ktoś, kto obalając bądź próbując obalić różne widzenie świata czy wszechświata poprzez pewną perspektywę, obali też wszystko to, co go wspiera.
Tak byłoby na przykład z globalnym ociepleniem. Tą samą historię przeżywał Galileusz i Kopernik, kiedy nagle powiedzieli, że Ziemia wcale nie jest płaska. I tak dalej. To są bardzo poważne historie, które mają swoje olbrzymie konsekwencje. Dlatego w przypadku, gdy mamy do czynienia z UFO i z ogłoszeniem, że ono rzeczywiście jest i nauka usiłuje go zbadać, wówczas nauka stąpa po niepewnym i grząskim gruncie i może się w niego bardzo głęboko zapaść, utracić swój autorytet i zostać wymieniona przez coś innego. Nie wiadomo, co to będzie, ale będzie to coś zupełnie innego, z zupełnie innym zestawem kontroli. Cały czas powtarzam, że wszystko to, co stworzyliśmy na Ziemi, co my nazywamy cywilizacją.
[02:27:23] - W tym właśnie momencie Chrisa nam urwało. Chris nas nie słyszy, zniknął z Hangouta. Mamy nadzieję, że to tylko chwilowy problem techniczny. Piotra też nie ma. Zostałem sam, proszę państwa, na antenie Radia Paranormalium. Wykorzystam tę chwilę przerwy, aby powtórzyć kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejszą debatę ufologiczną, tak jak prawie zawsze, organizujemy w całości na żywo. Można do nas dzwonić. Mamy numer stacjonarny i komórkowy, mamy Skype'a, mamy mnóstwo innych kontaktów. Można dzwonić i pisać. Numer telefonu 32 746 00 08.
Numer komórkowy 530 620 493. Przyjmujemy oczywiście również SMS-y. Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym transmisji na YouTube. Jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Co to się stało? Chrisa w dalszym ciągu nie widać. Nie wiem, co się stało, szczerze mówiąc.
[02:28:57] - Już jestem.
[02:28:59] - Już jesteś.
[02:28:59] - Halo?
[02:29:00] - Już się słyszymy.
[02:29:01] - Właśnie wywaliło i pokazało mi informację, że browser już nie chce więcej mnie słuchać, w związku z czym wyłącza mnie na jakiś czas. Jak zmieni zdanie, to mnie przywróci. Zmienił zdanie, więc jestem z powrotem.
[02:29:14] - Tak cię jakoś wywaliło dwie minuty temu.
[02:29:18] - W zasadzie próbowałem podsumować tę całą historię, mówiąc o tym, że tak nauka, tak religia, tak wszystkie instytucje, wśród których żyjemy i które są dla nas bardzo ważne, które bardzo cenimy, nie wyobrażamy sobie bez nich życia, są niestety wynikiem tego, że ktoś zdecydował, że nasza cywilizacja będzie wyglądać w ten sposób. My jesteśmy z niej dumni i na przykład uważamy Nazcańczyków za prymitywów, bo nie stworzyli nic, nie zostawili żadnej materialnej kultury. Ale kiedy o tym pomyśleć z otwartą głową, być może materialna kultura wcale nie jest do niczego potrzebna, dlatego, że samo życie jest niezniszczalną energią, która nieustannie przeradza się być może w najrozmaitszych nowych formach. W związku z tym nie ma sensu budować piramid czy budynków, wodociągów i tak dalej, skoro można korzystać z natury, z wody, z jeziora niczym niezanieczyszczonej i ewentualnie, jeżeli zacznie coś bardzo złego się dziać, to przenieść się w jakieś inne miejsce. I niekoniecznie mieć wodza, zarządcę, doradcę, spowiednika i tak dalej do tego, żeby móc żyć i funkcjonować. To wszystko zależy od skali wartości. Nasza cywilizacja, kiedy tworzyła się gdzieś tam w Sumerze, narzuciła taką skalę wartości, którą my przyjmujemy jako daną nam raz na zawsze i dla wielu ludzi trudno sobie wyobrazić życie inaczej. Dlatego tak bardzo cenią sobie na przykład obrazy, malarstwo, sztukę, którą my tworzymy.Którą gdy popatrzymy na przykład na zjawisko UFO, na niektóre historie spotkań z UFO, te bardzo bliskie, okazuje się, że ten koncept jest dla tych, którzy przybyli nie wiadomo skąd, czymś bardzo obcym. Oni nie ozdabiają sobie niczego żadnymi obrazkami. W ich skali wartości coś takiego w ogóle nie funkcjonuje.
Podobnie jak nie ma ozdób na Wielkiej Piramidzie w Gizie. Na innych jest cała masa, co też pokazuje, że być może Wielka Piramida w Gizie pochodzi kompletnie z innej epoki i została być może nie wiadomo przez kogo stworzona. Dlatego tych ozdób nie ma. Ale w naszym systemie wartości jest to coś niezwykle wartościowego, ogromnie cennego, mimo że niczego nie posuwa do przodu, niczego tak naprawdę nie rozwija oprócz wyobraźni i przyjemności. Stymuluje pewną przyjemność i obserwację. I tego nie mieli czy Annunaki, czy ktoś inny przed nami, czy równolegle żyjący do nas. My jesteśmy tylko chwilą w tym właśnie oceanie czasu, w którym zanurkowaliśmy. Nawet jeśli patrzymy na to, co stworzyliśmy i wydaje nam się to wieczne, prawdopodobnie tak nie jest. Tak jak pokazało wielu geologów, że z Nowego Jorku po 100 milionach lat zostałby cienki, milimetrowy pasek gdzieś tam w stracie geologicznej, do której dogrzebałby się geolog za na przykład następne pół miliarda lat. Więc byłoby to bez znaczenia.
Mimo to nam się wydaje, że tworzymy coś absolutnie niezwykłego i jednocześnie od tej cywilizacji pozaziemskiej oczekujemy czegoś bardzo podobnego do tego, co my stworzyliśmy. Może jest to lepsze, bardziej wyrafinowane, ale jest stworzone na podobnej zasadzie myślowej, jak my patrzymy na świat. Czyli że skoro my mamy naukę, oni muszą też mieć naukę, muszą mieć swoich badaczy, naukowców, jakichś twórców, inżynierów. Być może działa to na zupełnie innej zasadzie i my wciąż przez to, że jesteśmy przez tą naukę w jakiś sposób wychowani do określonego myślenia, nie umiemy tego zrozumieć. Dlatego według mnie trzeba mieć tylko oczy szeroko otwarte i przyjmować te informacje i patrzeć, jak ta sytuacja się rozgrywa czy rozwija, zamiast pędzić z takimi szybkimi wnioskami. Dlatego właśnie z tego powodu, wracając do pytania, dla nauki UFO będzie bardzo poważnym zagrożeniem, ponieważ UFO w momencie, kiedy zostanie raz na zawsze powiedziane, że ono jest i istnieje, i można nawet do niego podejść, go dotknąć, rozbije ogromną ilość tego tak zwanego dorobku, który może się okazać, że ten dorobek, to, z czego nasza nauka jest tak bardzo dumna, jest tak naprawdę nic niewartą masą śmieci. Dziękuję.
[02:33:22] - Teraz czas na kolejny ośrodek, który może się dowieć prawdy o UFO. Społeczeństwo, mianowicie. „Czy wydaje się realne, by po ogłoszeniu tego, że UFO istnieje lub obcy odwiedzają Ziemię, zapanowała masowa panika?” Chyba nie dokończę tego pytania, bo właśnie mamy kolejnego słuchacza, tym razem na Skypie. Dobry wieczór, panie Grzegorzu. Jesteśmy już na antenie. Halo? Czy się słyszymy?
[02:33:49] - Tak, słyszymy się. Słychać mnie?
[02:33:51] - Bardzo dobrze.
[02:33:53] - Super. Witam serdecznie. Grzesiek z Wielkiej Brytanii znowu. Ja też mam trochę swoich przemyśleń w tym względzie. To może być niewygodne i mi się wydaje, że prawda o UFO dla naukowców chociażby może być niewygodna z dwóch powodów. Jeden powód może być taki, że właśnie wiedzą, co się tutaj kręci i co jest grane i tego nie ujawnią, bo wtedy, tak jak wielokrotnie było mówione, paradygmat naukowy by się zawalił i okazałoby się, że to, co wiemy, już nie jest takie pewne. Dużo rzeczy trzeba by było zmienić i przerobić. A drugi powód to jest taki, że być może właśnie nie wiedzą, co jest grane i przyznanie się do porażki byłaby wielka, nieciekawa rzecz dla nich. To może śmiesznie zabrzmi, ale ostatnio miałem taki strasznie dziwny sen. Tak mi się coś po prostu przyśniło tuż nad ranem.
Chodzi o to, że wielokrotnie tutaj mówiliśmy, że ci, powiedzmy sobie, kosmici, ta siła, jeśli się już pojawia albo kogoś zabiera i tak dalej, to nigdy nie przedstawia tego wszystkiego w jakichś prostych, jasnych, żołnierskich słowach. Nie dają nam jakiejś technologii. Nie przyjdą, nie podadzą rączki, nie dadzą jakiegoś wzoru fizycznego, który by na nowo spowodował rewolucję, tak jak na przykład E=mc2. Tylko cały czas mówią zagadkami, wszystko jest rozmyte, to jest wszystko takie ciamkanie, nie wiadomo, o co chodzi i tak dalej. I coś takiego mi w tym śnie przyszło do głowy, że może właśnie ta cała duchowość i ta cała kosmiczna filozofia to jest nic innego jak niezwykle wysoko rozwinięta technologia i dlatego my jej nie rozumiemy i nie będziemy w stanie zrozumieć. Tak jak pan Piotr wspominał w zeszłej audycji, zdaje się, jakby jakiejś cywilizacji 10 000 lat temu dać tableta i powiedzieć: „No to macie, zróbcie sobie teraz, odtwórzcie sobie to”. Wiadomo, że to coś niemożliwego. I może właśnie w takiej sytuacji też ta cała duchowość, że to jest wszystko takie rozmyte i tak dalej. Na przykład jak był bodajże Leedskalnin, co wybudował ten koralowy zamek.
[02:36:48] - Chyba Edward Leedskalnin, jeżeli dobrze kojarzę.
[02:36:51] - Tak. On ponoć był kiedyś podpatrzony przez dwóch chłopców, którzy powiedzieli, że on sterował tymi blokami skalnymi za pomocą rożków do lodów.Może to jest coś takiego, że oni mają tak wysoko rozwiniętą technologię, która dla nas brzmi jak duchowość, bo inaczej nie umiemy sobie tego ubrać. Przy tym ta niezwykle wysoko rozwinięta technologia nie potrzebuje żadnych cykawek, mierniczków, urządzeń i tak dalej. I dlatego właśnie nie możemy się zrozumieć, nie możemy się dogadać i prawdopodobnie jeszcze długo to nie będzie możliwe. A z ich perspektywy, jeśli tak jest, jeśli mają tak wysoko rozwiniętą technologię, przylatują tu na Ziemię i patrzą, co się tutaj dzieje, jak tutaj ludzie sobie poczynają, że wyrzynamy się nawzajem, że praktycznie rabujemy Ziemię bez względu na konsekwencje, to oni dochodzą do wniosku, że na tej planecie nie ma inteligentnego życia, nie ma się z kim kontaktować. To by było ode mnie. Dziękuję.
[02:38:05] - Dziękujemy. Krysie, parę słów, może komentarze do słów słuchacza?
[02:38:10] - Nie pozostaje mi nic innego, jak absolutnie zgodzić się ze słuchaczem. Może jedyna rzecz, którą tutaj zauważyłem, to pan Grzegorz używa słowa technologia i to pokazuje, jak bardzo jesteśmy zakręceni wokół technologii, że wszystko musi być jakąś technologią, gdy tymczasem może to być tylko rozumienie zjawiska i umiejętność wykorzystania tego zjawiska. Właśnie ta technologia kojarzy się z tymi cykawkami i mierniczkami. Czyli trzeba stworzyć warunki, żeby coś zaszło. Technologia w zasadzie zakłada stworzenie maszyn, tymczasem wiedząc, jak można czegoś dokonać, jak można wykorzystać to, w czym żyjemy, możemy za pomocą dwóch rożków zbudować koralowy zamek na Florydzie, jak to zrobił Litzkaln jeszcze podśpiewując sobie przy tym, bo jeszcze inna historia była z nim taka, że za każdym razem, kiedy budował, wydawał z siebie jakieś dźwięki, coś sobie podśpiewywał. I być może było to połączenie dwóch metod, które tworzyły takie warunki, że te bloki skalne mogły wręcz fruwać w powietrzu i ustawiać się jeden na drugim. Ciągle historia jest niewyjaśniona. Byłem w Koralowym Zamku. Absolutnie jest miejsce imponujące, zważywszy, że Litzkaln był niewielkim, szczupłym człowieczkiem, który ważył sześćdziesiąt parę kilo i był w stanie w ciągu kilku lat zbudować tak olbrzymią budowlę bez niczyjej pomocy, przewożąc kamienie często z dużej odległości. Robi to na pewno wrażenie.
Jest to jedna z większych zagadek. Jak to się stało, że on natrafił na sposób, jak wykorzystać energię, która pewnie otacza Ziemię w różnych punktach i można w jakiś sposób ją wykorzystać do swojego własnego celu. Gdybyśmy się dowiedzieli, pewnie za pomocą tej samej metody wytłumaczylibyśmy, jak powstawały piramidy i inne budowle, których pochodzenia nie znamy ani sposobu ich zbudowania.
[02:40:03] - Mogę się wtrącić tutaj jeszcze tylko na chwilę?
[02:40:06] - Oczywiście.
[02:40:07] - To co pan mówi, technologia, technologia i się kręcimy wokół tego, bo praktycznie nie potrafimy wyskoczyć ponad to. I do tego być może z jednej strony ci biedni naukowcy nie chcą albo może nie potrafią tego ugryźć i nic się w tej kwestii nie dzieje, żadnych sensownych i konkretnych badań. A z drugiej strony ci, powiedzmy, „przybysze” czy cokolwiek to jest, nie kontaktują się z nami w taki sposób, w jaki byśmy chcieli. A może się kontaktują, tylko że my tego nie widzimy i nie jesteśmy w stanie tego zauważyć. Bo na przykład może to jest coś takiego, że my nie potrafimy tego objąć swoim rozumem i dla jednych, którzy to widzą, to się pokazuje jako Matka Boska, a dla innych się to pokazuje jako latający spodek, bo mózgi tych osób w jakiś sposób starają się informację przetworzyć i dać jakiś obraz, który będzie w jakiś sposób korespondował z rzeczywistością.
[02:41:16] - Spójrzmy chociażby na taką sytuację. Mamy na przykład te megalityczne budowle, które w jakiś sposób odzwierciedlają porządek kosmiczny. I teraz z jednej strony mamy do czynienia z prymitywnymi ludźmi, którym jednak udało się z takich olbrzymich bloków skalnych zbudować coś, co odzwierciedla sytuację na niebie. I teraz oni nie mają nic, za pomocą czego mogliby to niebo obserwować. A jednak to, co pokazują, co się dzieje na Ziemi, jest świetnym odzwierciedleniem. Czyli w jaki sposób ta wiedza mogła do nich dotrzeć? I na przykład my ze względu na to, że jesteśmy opętani nauką i patrzeniem naukowym na świat, nie przyjmujemy do wiadomości na przykład czegoś takiego, że tamtejszy szaman mógł rzeczywiście się napalić czy nawąchać czegoś i tak dalej, dokonać jakiegoś rytuału i odbyć autentyczną, prawdziwą kosmiczną podróż, gdzie spotkał się z tymi istotami pozaziemskimi na własne oczy, wędrując w stanie na przykład tak, jak są te stany bliskie śmierci, kiedy człowiek staje się ciałem astralnym, jest w stanie dokonać niebywałej wędrówki i może zobaczyć to wszystko z innej perspektywy. I powrót z tej podróży przynosił tego typu informacje, jak zbudowany jest wszechświat. Dlaczego na przykład można pokazać Syriusza, którego nie widać z Ziemi bez teleskopu i umieścić go we właściwym miejscu tej układanki megalitycznej stworzonej z 60-tonowych kamieni. My dziś przez naukę obawiamy się takiego podejścia do wiedzy, że można ją zdobyć właśnie w taki sposób.
A być może właśnie tak to działało.
[02:42:56] - Dokładnie. Tylko że w tym momencie każdy pan z uniwersytetu czy z innej katedry naukowej powiedziałby, że opowiada pan zupełną herezję.
[02:43:07] - Oczywiście tak. Dlatego herezja, świetne słowo. Każda religia nienawidzi herezji. Dlatego to potwierdza.
[02:43:16] - Popatrz sobie w tych relacjach różnych z dzięci, porwań i tak dalej, że w zasadzie świadkowie opisują, że w tych pojazdach nie było żadnych komputerków, cykawek i mierniczków i tak dalej. Tam była jedna wajcha czy dwie, a może nawet wcale żadnych. I to wszystko. Wnętrze tych pojazdów było praktycznie puste. Tak że teraz sobie wyobraźmy to, o czym pan mówił wcześniej, że ta energia jest na Ziemi, dzięki której przy odpowiednim zastosowaniu można poruszać bloki skalne i tak dalej. Może ta energia jest wszędzie, jest dookoła nas, jest w całym wszechświecie i dlatego możliwe są podróże z większą prędkością niż prędkość światła z jednego końca galaktyki na drugi w ciągu kilku sekund. Może to jest dostępne w całym wszechświecie.
[02:44:08] - To jest, panie Grzegorzu, bardzo dobra intuicja, tak mi się wydaje. Bo zobaczmy na te kamienne budowle, na te kamienne kalendarze. Do czego by im były takie kamienne kalendarze? Tak solidne, tak potężne. Tyle roboty. Gdyby im to było potrzebne do tego, żeby wiedzieć, kiedy zasiać zboże, to wbiliby sobie patyk w ziemię i parę mniejszych patyków dookoła i by sobie to obserwowali. To świetnie wystarczyłoby, żeby wiedzieć, kiedy siać zboże, kiedy zaczyna się pora taka czy inna. Doskonale by to działało. Oni jednak w bardzo obsesyjny sposób chcieli stworzyć coś strasznie solidnego, co oparłoby się wszystkiemu dookoła, zjawiskom atmosferycznym, czasowi, mnóstwie innych rzeczy. Że to miało przetrwać.
Czyli być może oprócz tego, że było to na przykład czymś w rodzaju obserwatorium astronomicznym, jak my dziś identyfikujemy tego typu budowle, ale z drugiej strony być może, i tutaj sam wpadam troszeczkę w pułapkę tej technologii, którą przed chwilą skrytykowałem, być może był to rodzaj maszyny, absolutnie maszyny, która dzięki takiemu właśnie ustawieniu była w stanie zidentyfikować na przykład sytuację, w której można było zastosować określoną kosmiczną energię do jakiegoś celu, czy podróży międzygwiezdnej w sensie ciała astralnego, czy też do kontaktu z jakąś inną pozaziemską cywilizacją. Przecież jak wiemy, szamani nieustannie kontaktowali się z kimś po drugiej stronie, załatwiali ludzkie sprawy po drugiej stronie. Te wszystkie pierwotne religie również mają nieustanne kontakty ze swoimi bogami. Nawet w Starym Testamencie ci najstarsi prorocy chodzą sobie pod ręczkę z bogami tu i ówdzie, a niektórzy zabierają ich nawet z Bogiem, a niektórzy zabierają ich nawet na przejażdżki czy zabierają w ogóle do siebie. Tak że być może właśnie tego nie doceniamy. Być może właśnie mamy tu do czynienia z maszyną. Dlatego kiedyś mówiłem o tym, że dziwna rzecz się stała, że Göbekli Tepe przykryto nagle dachem. Tak jakby okazało się, że ta maszyna, która nie została naruszona zębem czasu, nagle wykopana z ziemi, a ziemia ją zabezpieczała przed działaniem, kiedy stanęła twarzą w twarz, w sensie dosłownym, wobec gwiazd, nagle zaczęła działać i coś tworzyć. Dlatego bardzo szybko, wręcz w panice, przykryto ją deskami. Być może po to, żeby zatrzymać ten proces uruchomienia tego systemu.
[02:46:30] - Bardzo możliwe. Żeby już tylko nie zabierać czasu, jeszcze tylko wspomnę, że my to wszystko postrzegamy jako coś takie rozmyte. I tutaj czasami są zarzuty, że to się opiera o jakąś tam duchowość. A może to jest właśnie klucz? Na przykład już wspominałem kilka razy o doktorze Greerze, ale on też mówi o tym, że żeby nawiązać kontakt, używa medytacji i tak dalej. A nawiasem mówiąc, 24 odbyło się wielkie ujawnienie. Doktor Greer zaprezentował swój najnowszy film i książkę. I co? I nic.
[02:47:17] - I nic. Ale doktor Greer też zalicza wpadki. On na pustyni Atakama gdzieś znalazł taką maleńką postać ludzką, wyglądającą humanoidalną, która wyglądała jak przybysz nie z tej ziemi, z wydłużoną czachą. I ten stwór, taki dziwny, humanoidalny mieścił się dosłownie w dłoni.
[02:47:39] - To był czasem bohater tego filmu dokumentalnego „Sirius”.
[02:47:44] - No więc właśnie.
[02:47:45] - „Are You Sirius?”
[02:47:47] - Tak, oczywiście. I zrobiono badania genetyczne, okazało się, że genetyka jest, że nie ma żadnej ściemy, że to była żywa osoba. I zupełnie niedawno, już po tym, jak ten film się ukazał, w zasadzie wyszło na jaw, że tak naprawdę ten człowieczek, czy ta postać, czy ten humanoid to był taki ludzki płód, którego dokonano aborcji w bardzo wczesnym stadium i następnie został on spreparowany w taki sam sposób, jak preparują Indianie te czaszki, zmniejszając je, głowy łowcy głów, zmniejszając je do takiej wielkości, że można je zamknąć w dłoni. Poprzez szereg różnych preparacji i ziół, i wiedzy Indian po prostu stworzono coś takiego, co można było przy okazji dobrze sprzedać takim ambitnym ludziom jak Greer. I stąd takie właśnie nieporozumienia wychodzą. Dlatego dochodzi też do ty i upadki. Dlatego trzeba zawsze, za każdym razem zachowywać odrobinę jakiegoś tam jeszcze zdrowego rozsądku i nie rzucać się w głowę.
[02:48:50] - Ja też, jak jego słucham, to praktycznie w każdym wywiadzie czy w każdej audycji, programie on powtarza wszystko dokładnie to samo, prawie słowo w słowo.To, co już mówiłem wcześniej. W kwestii tego ujawnienia, odbyła się ta premiera. W maju bodajże on planuje jeszcze wielki koncert z udziałem gwiazd i celebrytów. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Ale do tej pory nic się nie wydarzyło. Nie przedłużam, dziękuję bardzo.
[02:49:22] - Dziękujemy, panie Grzegorzu. To był Grzegorz, słuchacz z Londynu. A ja może wreszcie zadam to pytanie o społeczeństwo. Czy wydaje się realne, by po ogłoszeniu tego, że UFO istnieje lub obcy odwiedzają Ziemię, zapanowała masowa panika, jak to często twierdzą niektórzy w odpowiedzi na pytanie, dlaczego ukrywa się prawdę na ten temat. Jak sądzisz, Krysię?
[02:49:47] - Jeżeli popatrzeć na naszą historię, to panika by zapanowała, ale w innym sensie. Może nie dlatego, że strach by padł, bo coś nowego, coś niebywałego się pojawiło, tylko dlatego, że pojawia się w tym momencie nowy element. Nowy element tego, że możemy zrezygnować z jednych autorytetów na rzecz drugich. Jedne struktury musiałyby się zawalić, powstawałyby drugie. To jest tak samo, jak chrześcijaństwo przez te wszystkie różne ruchy, które odrywały kolejne odłamy chrześcijaństwa, ponieważ buntowały się przeciwko papieżowi. Powodowały właśnie zamieszanie. O ile w chrześcijaństwie wszystko jest podporządkowane ciągle wciąż jednemu i temu samemu Bogu, pojawienie się czegoś konkurencyjnego, czegoś, co też nie jest z tego świata, wywołałoby duże zamieszanie w społeczeństwie. Zwłaszcza wtedy, że z pewnością pojawiliby się natychmiast tacy, którzy zechcieliby wykorzystać to na swoją własną korzyść. I przez to, że do takiego ujawnienia by doszło, na co wszyscy czekamy, to nagle prawdopodobnie pojawiłoby się kilku ludzi, którzy powiedzieliby, że są w bezpośrednim kontakcie z taką istotą pozaziemską i ta istota pozaziemska przekazała mu, że ludzkość ma zrobić to, to i coś innego. Przedsmak tego mamy w tym, o czym mówił Piotr, że niektórzy dostają przekazy o tym, że musimy ratować Ziemię, że musimy zmienić koleje losu naszej cywilizacji.
To jest właśnie przedsmak tego. Pomyślmy sobie, jaką siłę miałby ten przekaz, gdyby okazało się, że stoi za tym konkretna siła, którą wszyscy mogą sobie obejrzeć w wieczornych wiadomościach dziennika. Albo ludzkość zostałaby przekonana do tego. Zostało to w jakiś sposób udowodnione, że taka siła istnieje. Wówczas wszystkie dotychczasowe znane nam autorytety tracą swój kompletnie impet, tracą swoje wpływy i zaczyna się rodzaj chaosu, zanim nie stworzy się nowa hierarchia wartości. Bo pojawienie się w społeczeństwie czegoś takiego, co jest związane z kimś innym, nie z tego świata, zmienia również hierarchię wartości. Nasze życie nie jest w tym momencie jedynym na Ziemi. Bóg, który nas stworzył, nie jest jedynym stworzycielem, bo istnieje coś jeszcze, co jest równie potężne w jakiś sposób i jest fizyczne, i jest dostrzegalne, i ma wpływ na wszystko, co się dzieje na Ziemi. Dla przykładu podaję coś, co wydarzyło się w amerykańskiej historii. Była to historia z Koreshem.
To był człowiek, który stworzył sektę religijną. Sekta religijna była bardzo silna i bardzo wpływała. Zbierała mnóstwo nowych członków i jednym z jej celów było praktycznie sprzeciwienie się wszelkiej hierarchii, tak kościelnej, jak i tej ziemskiej i właściwie stworzenie czegoś w rodzaju państwa, jak Państwo Boże na Ziemi w oczekiwaniu na przyjście Mesjasza. Nikt inny nie był w stanie kontrolować tej grupy, tej sekty Koresha, jak tylko ta siła nadrzędna, której przekazem był Koresh. Bo tutaj jeszcze dochodzi do tego, że była to osoba niezwykle charyzmatyczna. Wówczas rządził prezydent Clinton. Amerykański rząd był tak tym zaniepokojony, że wysłano poważne siły wojskowe, żeby zwalczyły tą sektę, która w międzyczasie się świetnie uzbroiła. Tyle że autentyczne siły specjalne razem z bronią pancerną i z pociskami przebijającymi bunkry, bo oni pobudowali sobie w niektórych miejscach bunkry, bombardowali tą farmę, na której się ci Koreszowcy ukryli. Nic z tej nauki nie przeszło po zniszczeniu tej sekty. Po prostu dokonano tam wręcz masakry tych ludzi.
Właśnie dlatego, że sekta Koresha miała ewentualnie potencjał taki, żeby móc w którymś momencie bardzo mocno zamieszać w życiu społecznym. Jeżeli taka sekta stworzona przez człowieka dla ludzi miała potencjał, żeby tak bardzo zamieszać, to jak bardzo może zamieszać ktoś, kto reprezentuje pozaziemską cywilizację? Stąd właśnie nie ma takiej spójnej oceny tego, co się wydarzy, kiedy pojawi się ta istota nie z tej Ziemi. A z pewnością dojdzie do bardzo poważnych zmian i kompletnego przewartościowania naszego systemu wartości, jaki wyznajemy dziś. Może w ten sposób.
[02:54:16] - Słuchacie państwo 76. debaty ufologicznej online. Dziś dyskutujemy o tym, kto się boi prawdy o UFO. Cała debata jest oczywiście transmitowana, realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasze dwa numery telefonów 32 746 00 08, numer komórkowy 530 620 493. SMS oczywiście również odbieramy. Gadu-Gadu 36 08 80 02, Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy również na państwa pytania i komentarze na naszym czacie na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
[02:55:08] - Jesteśmy także na Facebooku. Można nas znaleźć na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może również wysłać pytania, komentarze, i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Przejdźmy teraz do kolejnego ośrodka, który może się bać prawdy o UFO. Ośrodek gospodarczy, a mianowicie rynki. Jakie mogą być skutki ekonomiczne ogłoszenia istnienia obcych na Ziemi? Czy rzeczywiście ludzie rzucą się wtedy do sklepów po przysłowiowe mąkę i cukier? Jak sądzisz, Krysie?
[02:55:53] - Ja na to tak nie patrzę.
[02:55:55] - I po piwo.
[02:55:56] - I po piwo. Świat jest naczyńiami połączonymi ze sobą i wszystkie te elementy, które dzisiaj wymieniliśmy, jakie mogą ulec zmianie, wpływają na siebie. Jeśli chodzi o rynki i ekonomię, myślę, że największym wpływem, jaki miałoby pojawienie się kogoś z innej planety, byłoby to, że skoro on tutaj doleciał, skoro wylądował na trawniku przed Białym Domem i pokazał się wszystkim i pokazał, że posiada taką technologię, o której nam się nie może śnić, to pierwsza rzecz byłaby taka, że my byśmy chcieli, żeby ktoś się podzielił z nami tą technologią. Jeżeli posiada taką możliwość uzyskiwania energii, że pozwala mu ona przemieszczać się w dowolną część naszej galaktyki, czy nawet poza nią, to oznacza, że jeśli my w jakiś sposób pozyskalibyśmy ten sposób na tworzenie energii, to uwalnia nas ze wszystkich okowów, jakich jesteśmy uwikłani. Bo wolna energia jest kluczem do wszystkiego. Być może dlatego tak pilnie jest kontrolowane, kto ma do dyspozycji tą energię i jaka energia ma być wykorzystywana. I być może to jest wbrew pozorom największe zagrożenie.
[02:57:07] - To znaczy myślisz, Kris, że po prostu nie ogłasza się o istnieniu kosmitów, albo inaczej, nie kosmitów, nie mówi się o UFO dlatego, że ktoś by zapytał: „A na czym oni latają, że od 70 lat im się opłaca?”
[02:57:22] - Właśnie. A nie widzisz tego w ten sposób, że pozyskanie czegoś takiego zmieniłoby świat? Ludzie by zapytali: „Skoro to macie, wiecie jak to działa, to dlaczego my ciągle musimy palić tą benzynę?”
[02:57:33] - Z jednej strony tak.
[02:57:34] - Rozszczepiać atom.
[02:57:35] - Ale z drugiej przecież mamy na Ziemi jakieś alternatywne sposoby poszukiwania przynajmniej. Chodzi mi nawet o te reaktory fuzyjne, żeby ktoś to zaczął notować.
[02:57:48] - Owszem.
[02:57:49] - Jak pani tego nie dotuje, bo się nie opłaca.
[02:57:51] - Jak i wiele innych alternatywnych sposobów na uzyskanie energii. Właśnie dlatego, że energia jest kluczem. Bo jeżeli będzie darmowa energia, wówczas niezależnie od tego, ile cokolwiek będzie kosztowało energii. Dam taki przykład. Chyba najlepiej on zadziała na wyobraźnię, że żeby wydobyć galon kanadyjskiej ropy, trzeba spalić półtora galona tej wydobytej ropy. Źle powiedziałem. Żeby wydobyć jeden galon ropy, trzeba trzy czwarte galona ropy zużyć, żeby ten jeden galon wydobyć. Czyli pokazuje to, jak bardzo energochłonne jest wydobycie tej ropy, jak ono jest ogromnie kosztowne i jednocześnie zanieczyszczające środowisko, uwikłające tysiące ludzi w cały proces stworzenia tej energii, bo potrzebny jest specjalistyczny sprzęt, w trudnych warunkach, miasta w kręgu, gdzie przez trzy czwarte roku panuje zima, gdzie nic się nie może, praktycznie żadne inne życie rozwijać, gdzie tak naprawdę po wykopaniu ropy z tych piasków przez tysiące lat nic się tam biologicznego nie wydarzy, ponieważ teren zostaje zniszczony i kompletnie zanieczyszczony w całym tym procesie. To pokazuje, że proces uzyskania tej energii jest po prostu nieprawdopodobnie drogi. Żeby to się opłacało, ktoś musi za to zapłacić.
I płacimy to my. I teraz wolna energia. Coś, co wykorzystywało prądy teluryczne, jak chciał na przykład Tesla, których mamy pod dostatkiem, czy jakąś energię kosmiczną, którą otoczona jest Ziemia, którą wykorzystywałby na przykład pojazd kosmiczny UFO, który wylądowałby na Ziemi, spowodowałoby, że energia z dnia na dzień stałaby się darmowa wręcz, co oznaczałoby gwałtowny, może rabunkowy rozwój naszej cywilizacji. Doprowadziłby do kompletnego chaosu, bo pewnie tak by doprowadził, ponieważ opłacałoby się spalić czy zużyć każdą ilość energii, żeby na przykład stworzyć jedną wykałaczkę. Nie miałoby to znaczenia, ponieważ energia jest darmowa, ale z drugiej strony to jest jedno radykalne patrzenie, ale z drugiej strony dałoby to kompletną wolność człowieka, dlatego że praktycznie nasze zniewolenie polega na tym, że ktoś kontroluje naszą energię. Musimy zapłacić za naszą benzynę, musimy zapłacić za to światło, które mamy w żarówce i za ten prąd, dzięki któremu chodzi nasz komputer. Musimy za to po prostu wszystko zapłacić. Finansujemy gigantyczną infrastrukturę, która bogaci wyłącznie elitę, nie nas samych. I teraz łatwo sobie wyobrazić, że życie bez energii cofnęłoby nas błyskawicznie do epoki kamienia łupanego, do czasów walki o ogień, gdzie ogień był właśnie tą energią.
[03:00:41] - Nie sądzisz, że wróciliśmy w tej dyskusji do w zasadzie potępionego na początku punktu, że elity dlatego boją się prawdy o UFO, że w zasadzie to by złamało monopol energetyczny.
[03:00:57] - Oczywiście. Ale to nie zaprzecza jedno drugiemu.
[03:00:59] - Mnie się wydaje, że daleko tutaj do takiego wniosku. To znaczy my sobie możemy stawiać takie pytanie, ale zjawisko UFO pokazuje, że ono tak naprawdę nie jest chętne do kontaktu zupełnie.
[03:01:10] - To jest inna sprawa. W dzisiejszej dyskusji my przyjmujemy, co by było, gdyby okazało się, że chcą tego kontaktu.
[03:01:18] - Ale mimo wszystko nawiązanie kontaktu byłoby niebezpieczne, bo
[03:01:25] - ... kontaktu. Nawet gdyby oficjalnie przejęto taki obiekt, zyskano by dostęp do jakiejś techniki, technologii i to by zupełnie podważyło obecny status quo. Upraszczając sytuację, rozbija się UFO w Roswell. Przejęta jest technologia, dochodzi do szoku technologicznego. Ktoś na tym zarabia ogromne pieniądze. Wielokrotnie stawiane pytanie w debatach: czy w ogóle możliwe byłoby odtworzenie techniki pozaziemskiej w ziemskich warunkach? Przytaczany był nieraz przykład, że jeżeli taka cywilizacja obca wyprzedza nas o tysiące lat, to przecież niemożliwe byłoby skopiowanie tych rozwiązań technicznych. Wielkim zbiegiem okoliczności byłoby to, gdyby one były bardzo podobne do naszych.
[03:02:26] - Oczywiście w całości, ale być może jakiś element. Dlatego z przypadkiem Cape Girardeau i rzekomym pierwszym przypadkiem rozbitego latającego spodka na terenie Stanów, łączy się silnie moment rozbicia z tym, że nagle w Stanach zaczyna się rozwijać technologia, która doprowadziła do zbudowania bomby atomowej. Nawet jeżeli niczego nie mogli zrozumieć, jakiś element wskazał im, że takim sposobem można rozszczepić atom. I to wystarczyło, żeby niekoniecznie skopiować technologię i zrobić ją taką samą, tylko poznać przynajmniej jeden mechanizm działania. Cokolwiek z tego, co do tej pory było nierozumiane metodą prób i błędów.
[03:03:08] - Tak, ale musimy na to spojrzeć z perspektywy historii fizyki, ale w bardziej obrazowy sposób związany z tym, o czym mówi Roswell. Nagle przejmują jakiś statek i ten statek rzeczywiście musiałby być bardzo podobny do naszego, żeby można było to zrozumieć w latach 50. Żeby można było jakieś systemy skopiować i tak dalej. Mnie się wydaje to absolutnie niemożliwe. Niemożliwe i przynajmniej nieopłacalne, dlatego że jeżeli naprawdę jest to tak zaawansowana cywilizacja, jak mówią niektórzy. Przypomnę tutaj jeszcze raz, że Lazar twierdził, że obcy, którzy odwiedzają Ziemię, wyprzedzają nas o dziesiątki tysięcy lat. I kolejny raz przytaczam przykład mówiący, że cofnijmy się w czasie do Gobekli Tepe, przekażmy im tablet, powiedzmy: „Skopiujcie sobie, mnóżcie się i bądźcie pożyteczni”. To nie ma sensu. Dlatego moim zdaniem to też jest droga na skróty. My mówimy o rzeczach, które mogły się wydarzyć, ale nie musiały.
I moim zdaniem, to znowu jest taki scenariusz rodem ze science fiction. Najgorszym przypadkiem, najgorszym załamaniem dla rynków byłoby to, gdyby rzeczywiście pojawiła się jakaś obca cywilizacja, która chciałaby wymienić z nami swoje doświadczenia i informacje zupełnie za nic. Gdyby oni zaoferowali nam jakiś service pack dla naszej cywilizacji, zupełnie za darmo i powiedzieli: „Macie, to was przyspieszy w rozwoju”. I pewnie to by było najgorsze rozwiązanie dla naszych elit. Oni by się bali, że nagle upadnie monopol naftowy, nagle zmieni się wszystko i te rodziny, o których wspominałeś na początku, które czerpią ten ogromny zysk, stracą i przestaną mieć rację bytu. Pytanie, czy to jest w ogóle możliwe? UFO zachowuje się tak, że wydaje mi się, iż możemy być spokojni, że taki scenariusz się po prostu nie wydarzy. Nawet jeżeli istnieje obca cywilizacja, która nadzoruje Ziemię, to po jej zachowaniu widzimy, że ona drobnymi kroczkami stara się ukierunkowywać ludzkość. Nie możemy powiedzieć, że ona się stara przyspieszyć nasz rozwój. Ona nie oferuje gotowych rozwiązań.
Nie wiem, jak patrzysz na ten paradoks, który się nam tutaj wywiązał w tej dyskusji.
[03:05:45] - Nie jest to paradoks, jest to tylko kwestia spojrzenia na tą całą sytuację. Jeżeli będzie ona się poruszać małymi kroczkami, to w takim razie musimy powiedzieć, że szaraki nie istnieją, wzięcia nie istnieją, rozbicia spodków nie istnieją, bliskich kontaktów trzeciego stopnia ani kolejnych stopni też nie ma. To wszystko są bzdury.
[03:06:08] - Nie, mówimy o zupełnie innej sprawie. Bliskie spotkania czy abdukcje zawsze mają taki wymiar.
[03:06:16] - I tam może nastąpić pewien przekaz, prawda? Wymiana jakaś informacji.
[03:06:20] - Ale nie konkretny.
[03:06:22] - Tego nie wiadomo. Jeżeli spada spodek, to nie ma konkretnych informacji? Jest konkretny spodek, jest konkretny wrak.
[03:06:30] - Mamy, ale jeżeli chodzi o te upadki spodków, to jak sam mówiłeś na początku, możemy powiedzieć, że na dwoje babka wróżyła, że to się stało, a może nie.
[03:06:40] - Na dwoje babka wróżyła. Zakładamy, że nawet jeśli się stało, to niekoniecznie jest tak, że to jest tak samo jak z tabletem rzuconym.
[03:06:49] - Słuchaj, czy w 1947 roku, gdyby ten obiekt się rozbił, nawet mamy epokę maszyn liczących i gdyby ten obiekt się nawet rozbił, czy tamta technika zdolna byłaby skopiować jakieś rozwiązania techniczne, które wyprzedzają ją o, już będę tutaj wielkim optymistą, ale dziesiątki lat. Nie jestem pewien. Powiem ci, że jestem sceptycznie nastawiony. Oczywiście zawsze jest możliwe coś takiego, że oni sobie zachowują ten spodek, badają go i po prostu po kilkudziesięciu latach wpadają na odpowiedni trop.
[03:07:27] - Ale mówisz teraz tak jak inżynier. Jak ja to widzę, to ja zaraz narysuję wam rysuneczek techniczny, jak to zrobimy, jak to odtworzymy. Niekoniecznie na tym to musi wyglądać. Pojawia się coś, czego działania nie rozumiemy, więc dostają to ludzie, którzy mają różne pomysły, z czym mają do czynienia. Dokonują różnych doświadczeń, traktują to w różnych warunkach, sprawdzają, co się wydarzy, gdy zastosują to czy zastosują coś innego.Rozszczepienie atomu nie jest idealnym sposobem pozyskiwania energii. Wręcz przeciwnie, jest zabójstwem tej planety. Dlatego, że najgorszą rzeczą, jaka powstaje w wyniku takiego procesu jest to, że nie wiadomo, co zrobić z tymi śmieciami kosmicznymi. Natomiast istnieje teoria, że wszystko to zostało podpatrzone w jednym z latających spodków i dlatego nauczono się, w jaki sposób można atom rozszczepić. I nie dlatego, że akurat ten latający spodek działa na tej zasadzie, że taki był jego blueprint, że taki był jego plan konstrukcji, tylko na podstawie tego, że go tam traktowano w różny sposób, różnymi doświadczeniami, w różnych warunkach. Odkryto nagle, że okazuje się, że w pewnie określonych warunkach, które funkcjonują w tym właśnie badanym jakimś kawałku czy cokolwiek by to nie było, następuje reakcja rozszczepienia atomu i nagle można rzecz, która nie należy do tamtej technologii, ale jest jej częścią, tylko jest być może produktem ubocznym, czy po prostu pozwala zrozumieć coś, co do tej pory było nie do zrozumienia.
Dlatego nie chodzi o konkretną kopię tego samego, tylko że przy okazji rozumie się coś jeszcze. Tak samo jak z piramidą.
[03:09:02] - Chodzi mi tylko o to, że mówimy cały czas, że ci obcy, którzy mieliby przybywać do nas i te obiekty UFO byłyby bardzo zaawansowane. Natomiast patrząc z naszego punktu widzenia, to weźmy sobie na przykład chemię i fizykę z XVII wieku. Porównajmy sobie do fizyki i chemii z początku XX wieku. Widzimy, jaki to był wielki rozstrzał. Mieliśmy praktycznie wtedy alchemię, która posiłkowała się jakimiś zasadami ezoterycznymi, a na początku XX wieku mieliśmy już uczonych, którzy byli w stanie pojmować koncepcje, o których mówi się teraz. Chociaż teoretycznie, ale Tesla i wielu innych fizyków, wynalazców, chemików tamtego okresu, Bohr, który dał podstawy do mechaniki kwantowej i tak dalej, byliby w stanie wejść w dyskusję z dzisiejszymi uczonymi. Oczywiście cały czas się o to rozbijamy. Jeżeli te obiekty rzeczywiście są zaawansowane technicznie od tysiące lat, to całkiem nierealne wydaje mi się takie rozwiązanie, że gdy ziemski inżynier znajduje jakiś zaawansowany fajfusek technologicznie i ten fajfusek nie wiadomo jak działa, to wydaje mi się, że jest mało prawdopodobne, żebyśmy go odtworzyli i zrozumieli jego działanie, zakładając oczywiście, że te istoty przybyły z zupełnie innej planety. I jest jeszcze szansa na to, że ten fajfusek się składa z materiału, który w naszych warunkach do uzyskania jest piekielnie trudny. Ja się tutaj nie posiłkuję wcale czymś z gatunku science fiction, chociaż może.
Tylko tym, o czym mówili ufolodzy swego czasu, czyli ustaleniami Lazara, który twierdził przecież, że istnieje cudowny pierwiastek 115.
[03:11:04] - To tak samo, jak spojrzeć na najstarsze wynalazek ludzkości, koło. Na początku koło zbijali z desek, w jakiś sposób obrabiali to na okrągło i ciągali to wozami. Do czego tam im było potrzebne, budowali wiatraki i tak dalej, ale tak naprawdę koło zrobiło furorę w momencie, kiedy po wielu tysiącach lat dopasowano do tego maszynę parową. Wówczas zaczęła się kompletnie nowa era na podstawie tego samego wynalazku, o którym jeszcze 5000 lat wcześniej nikt by nawet nie pomyślał, że można założyć oponę, gąsienice i użyć do wielu innych rzeczy wyrafinowanych, ponieważ tej samej wiedzy nie mieli. Ale pewna koncepcja, która jest nie do zrealizowania natychmiast w takiej formie wyrafinowanej, jest w stanie być zastosowana jako na przykład drewniane koło, a później koło z oponą. Ale potrzeba na to 5000 lat. Koncepcja jest ciągle ta sama, ale wraz z rozwojem technologii można sam pomysł również udoskonalić. Dzięki temu taki ktoś, kto na przykład oglądał sobie jakiś kawałek rozbity z Roswell, jedyne co był w stanie z tego zrobić, był w stanie rozszczepić atom i zrobić bombę atomową na początek, a potem reaktor atomowy. Natomiast niekoniecznie to jest główna technologia, która napędzała ten pojazd kosmiczny. Był to jakiś jej element i być może brakuje nam tej technologii, żeby stworzyć to w takim samym wyrafinowaniu, jak znaleziono to na przykład w Roswell.
To są tylko i wyłącznie suche przykłady i potrzeba na to czasu. I to jest to, co mówiłeś. Ciągle nie ma materiałów, elementów czy wiedzy, żeby w takiej formie to doprowadzić, ale w prymitywnej formie jak najbardziej. Tą prymitywną formą był na przykład w tym momencie rozszczepiony atom, który akurat działał.
[03:12:50] - Artemius na czacie pisze do nas tak, czy ogólnie ma do nas taką uwagę, że: „Mam wrażenie, że kręcimy się w kółko, sorry”. My też mamy takie wrażenie, że się kręcimy w kółko, że nikt nam nie jest w stanie udzielić odpowiedzi, bo nikt się o to nie pokusił. Ale wydaje mi się, że ci, którzy powinni tych odpowiedzi udzielać, też powinni nas z Kilisem wyręczyć w wyjaśnieniu pewnych spraw. Że nie to, że my dzisiaj tutaj siedzimy i debatujemy o przyszłości cywilizacji, przyszłości kontaktu. Dlatego że z jednej strony to, co oferuje nam nauka głównego nurtu jest trochę suche i trochę nie trafia do ludzi. Wydaje mi się, że ci, którzy są predysponowani do tego, żeby te sprawy wyjaśniać, troszeczkę zaspali albo boją się reakcji swoich kolegów, boją się wychodzić przed szereg. Nie to, żebyśmy byli jakimiś zbawcami tutaj i dyktowali nie wiadomo jakie warunki czy teorie spiskowe, ale moim zdaniem cywilizacja ludzka troszeczkę nieNie dojeżdża. Innymi słowy, wydaje mi się, że ten rozwój technologiczny, jak mówi wielu autorów, przyspieszył, a nasz rozwój duchowy, intelektualny po prostu go nie dogania. Straszny problem moim zdaniem. Ale Chris, powróćmy do pytania Ivelliosa: co by się stało, jak by zareagowały rynki, gdyby ogłoszono istnienie UFO?
Tu mi się wydaje, że jedynym rozwiązaniem, które jakoś by wpłynęło na tą sytuację, byłaby ewidentnie inwazja. Bo tylko inwazja ogłoszona przez jakąś wyższą instancję sprawiłaby, że ludzie nagle rzuciliby się do sklepów, kupując cukier, mąkę i zupki chińskie, żeby jakoś tą inwazję przetrwać. Jakoś tak szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, by miało to jakiś inny długoterminowy wpływ na tą sferę gospodarczą. Zresztą powiem ci, że swego czasu pojawiły się nawet takie historie, to było dwa, trzy lata temu, że w pewnym momencie historii, to była teoria jednego z ekonomistów, może dojść do takiej sytuacji, że ktoś wykorzysta tą plotkę o nalocie obcych tylko po to, żeby wykorzystać ekonomicznie sytuację i doprowadzić do tego, że ludzie nagle wykupią wszystkie produkty spożywcze. Nie wiem, jak ty patrzysz na ten temat, bo mnie się wydaje, że tutaj, tak samo jak w przypadku religii, w zasadzie nie będzie długofalowego wpływu na sferę ekonomiczną. Chyba że oczywiście obcy mocno namieszają, ale chyba na to nie możemy liczyć, sądząc po dotychczasowym zachowaniu zjawiska UFO.
[03:15:49] - Właśnie. Będą to wszystkie tradycyjne powody, dla których ludzie rzucają się na sklepy i gromadzą zapasy i chcą przetrwać tak jak szlichunowie. Czy będzie nas najeżdżać UFO, to ta sama historia chyba, prawda? Zagrożenie tworzy chęć zabezpieczenia się w jakiś sposób przed nim, jeżeli UFO będzie stwarzało zagrożenie. Natomiast ekonomicznie, na co może to wpłynąć w momencie, kiedy świat zda sobie sprawę, że jest to fakt, w jakiś sposób musimy z nim sobie poradzić. Ekonomicznie z pewnością zmieni to podejście do na przykład eksploracji kosmosu czy do kwestii obronności. Tam pójdą olbrzymie, gigantyczne pieniądze, żeby móc stworzyć coś takiego, co by sprawiło, że jesteśmy w jakiś sposób w stanie może nie tyle przeciwstawić się, ale przynajmniej próbować postawić się temu UFO czy wobec niego. Nie chcę tego powiedzieć, żeby go dogonić i zestrzelić, ale jeżeli istnieje coś, co jest zdecydowanie lepsze od nas, to na pewno będziemy chcieli w jakiś sposób wyrównać te szanse między nami a nimi ewentualnie w momencie, kiedy świat sobie uświadomi, że oni rzeczywiście są. I te gałęzie gospodarki, które pracują nad tym, na pewno zyskają. Na pewno wpłyną tam olbrzymie pieniądze i to zmieni ekonomię światową.
[03:17:19] - Doszliśmy, Chris, w naszych rozważaniach dotychczasowych, bo już zbliżamy się do końca naszej przedostatniej audycji, do takiego, moim zdaniem bardzo znamiennego wniosku. My zakręciliśmy się w koło i okazało się, że wiemy, że nic nie wiemy.
[03:17:36] - Jak zawsze.
[03:17:37] - Tak. Okazało się, że jest mnóstwo rozwiązań, mnóstwo potencjalnych dróg. One mają swoje plusy i minusy. I teraz pytanie: czy czasami nie jest właśnie tak w przypadku tego rzekomego skrywania prawdy o UFO, że tak naprawdę u góry ci, którzy tam siedzą, myślą dokładnie to samo, co my? Jakikolwiek ruch wykonany i tak będzie zły. I tak może mieć ten negatywny wpływ. Dlatego lepiej o tym nie mówić. Dlatego lepiej siedźmy tutaj, kiśmy się we własnym sosie, bo tak naprawdę każdy kontakt z wyższą cywilizacją, podkreślam kontakt z wyższą cywilizacją wprowadzi nam ogromny tutaj chaos, taki jak miał miejsce w przypadku kontaktu konkwistadorów z cywilizacjami Ameryki Łacińskiej i Południowej. Innymi słowy, ci na górze mogą wiedzieć o tym wszystkim to samo, co my tutaj. Po prostu boją się naruszyć swojego status quo.
Tak to moim zdaniem wygląda. To może troszeczkę jest rozczarowujące dla niektórych osób, że ośrodki decyzyjne nie wiedzą o tym wszystkim więcej niż nam się wydaje, ale moim zdaniem to jest całkiem realne rozwiązanie, że ufologia od 70 lat stara się rozwiązać pewne zagadki. Pojawiają się coraz to nowe hipotezy, ale tak naprawdę obijamy się cały czas w tym samym środowisku. Wydaje mi się, że wciąż czekamy na jakiś przełom. Słuchaj Chris, jeżeli ta siła, która stoi za zjawiskiem UFO, albo te siły, które stoją za zjawiskiem UFO, jeżeli one się nami bawią, jeżeli one traktują nas jak swego rodzaju eksperyment, to myślę, że zbliżyliśmy się do jakiegoś przełomowego momentu, do końca czasów. Do chwili, w której musi nastąpić coś, co pokaże nam dalszą drogę. Bo tak naprawdę 70 lat po takiej eskalacji zjawiska UFO w sumie nie wiemy wiele więcej niż na początku lat 50.
[03:19:54] - A tymczasem mamy słuchacza kolejnego telefonicznego na antenie. Dobry wieczór, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[03:20:02] - Dobry wieczór, witam ponownie. Michala z tej strony. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zadzwonić na koniec na podsumowanie. Myślę panowie, ja osobiście, prywatnie, żeUjawnienie tej prawdy jest nieuniknione. Prędzej czy później to wyjdzie na jaw, tak jak mnóstwo innych rzeczy w historii w końcu się okazywało. Jeżeli coś było prawdziwe, to w końcu wychodziło na jaw. Myślę, że wokół tego problemu narosło tyle, pojawiło się tyle faktów i tyle rzeczy wiemy, że niemożliwe jest w dłuższej perspektywie ukrywanie tego, że coś się dzieje i że to w końcu wyjdzie na jaw i eksploduje. Im dłużej ten problem będzie sztucznie ukrywany, sztucznie maskowany, tym większy będzie szok i większy będzie z tego problem. Nie wierzę w to, żeby udawało się przez dłuższy czas utrzymywać tajemnicę, jeżeli rzeczywiście ktoś robi wszystko, żeby te fakty ukryć.
[03:21:18] - Cały czas do tego zmierzamy. Nie wiem, co, Chris, o tym sądzisz, że musi się wydarzyć coś wielkiego, coś nowego, żebyśmy pojęli chyba to, że stanowimy małe ogniwo w wielkim kosmicznym procesie.
[03:21:34] - Albo po prostu ci, którzy szykują się i kopią te głębokie bunkry, szykują się na kolejną odsłonę w teatrze ziemskim, na kolejną potężną zmianę i po tym, co nastąpi, przyjdą następni, którzy zaczną wszystko od początku i będą robić to samo, co my dzisiaj za następne 5000 lat.
[03:21:53] - Jeśli wierzyć jasnowidzom, to historia się nie zakończy. Będzie pełna dramatycznych zwrotów i upadków, ale jednak z tego, co opowiada Nostradamus, Baba Wanga i inni tego typu najsłynniejsi przewidywacze przyszłości, to historia się jednak w 2017 roku nie zakończy.
[03:22:18] - Ja na to liczę .
[03:22:22] - Kiedyś się bałem tych proroctw, a teraz w kontekście naszych dyskusji pocieszam się nimi , bo one się stają coraz bardziej apokaliptyczne. Ja do pana Piotra mam niezwykle wielką pretensję, oczywiście mówię to pół żartem, pół serio, o tę audycję z Meyerem, że tak bezwzględnie obnażył ten mit, który Meyer tworzył, bo on był naprawdę bardzo przyjemny i wierzyć w niego było bardzo miło .
[03:22:53] - Też tak myślę, że wierzyć w coś takiego jest fajnie. Tylko tak jak mówiliśmy w audycji chyba tydzień temu, że my wierzymy w kosmicznych braci, dobrych koleżków z kosmosu, a pewnego dnia stanie się tak, że oni przylecą i nas zrobią bez masełka, co nie?
[03:23:14] - Obawiam się.
[03:23:17] - Myśmy musieli na to patrzeć bardziej otwarcie. Homo sapiens to jest dziwna istota, że ona lubi mieć kogoś nad sobą. Wydaje mi się, że prawda o UFO, Chris, czy ona w ogóle istnieje? Moim zdaniem istnieje, ale jest poza naszym zasięgiem i to dość dalekim zasięgiem.
[03:23:39] - Fajnie jest wierzyć, że UFO istnieje, więc ja się z tym zgodzę, że ono istnieje, że chcielibyśmy, żeby to UFO istniało. Ale znów przez tyle tysięcy lat jakoś ciężko nam to wszystko idzie. Może rzeczywiście nam się wydaje to dużo czasu, a my ciągle dorastamy do tego, żeby UFO stało się częścią naszego krajobrazu i żeby stało się tym naturalnym faktem, który w dzisiejszych czasach, w dzisiejszych warunkach i okolicznościach, kiedy ciągle ten krajobraz dominują religie, jest bardzo trudny do osiągnięcia. Potrwa to jeszcze trochę, prawdopodobnie zanim do tego ujawnienia dojdzie. Pan Michał ma tu duży optymizm. Ja go mam nieco mniej, ponieważ kilka już tych przymiarek do tego ujawnienia było. Za każdym razem grzęzło to bardzo ostro po drodze i nie doprowadziło do niczego. Myślę, że rządzący i elita tego świata nie są zainteresowani tym, żeby ono nastąpiło, bo ujawnienie w kwestii UFO spowoduje, że powstanie konkurencja do systemu, który dziś rządzi Ziemią i dlatego tym panom się nie spieszy.
[03:24:46] - Nie bez przypadku elitę i jelita dzieli tylko jedna litera. Dziękujemy, panie Michale.
[03:24:55] - Kończąc, panie Piotrze, ja też jestem historykiem z wykształcenia i na pewno pan pamięta historię rewolucji francuskiej. Pocieszam się tym, że czasami nie zawsze elitom się wszystko udaje. Czasami kończą z gilotyną na karku, więc być może kiedyś wydarzy się coś takiego, co zmusi te elity jednak do puszczenia farby na ten temat . Chociaż oczywiście być może jest to metafora zbyt daleko idąca, ale mam nadzieję na coś takiego. Dobrej nocy panom życzę i dziękuję za wspaniałą audycję.
[03:25:31] - Pozdrawiamy.
[03:25:33] - Dobranoc.
[03:25:33] - Dobranoc. Iwel, jeszcze to była 75. debata?
[03:25:38] - To była już 76. numerowana, a de facto chyba 81.
[03:25:44] - Ja pindolę, a ten czas leci. Za tydzień spotykamy się na debacie poświęconej Fatimie i to będzie bardzo mocny akcent, dlatego że jest stulecie objawień i o pewnych rzeczach musimy powiedzieć. To może nie będzie coś, o czym nie mówiliśmy do tej pory, ale postaramy się uchylić pewnego rąbka tajemnicy. Chris, także zapraszam cię.
[03:26:08] - Dziękuję.
[03:26:08] - Na następną debatę. To będzie ostatnia debata w tym sezonie, także postaramy się jakoś was miło pożegnać. Zaśpiewamy pewnie na koniec piosenkę zespołu Box „Szczęśliwej drogi już czas”.
[03:26:21] - Albo Arka Noego .
[03:26:26] - Albo barkę. Barkę najlepiej, bo to będzie wtedy może więcej.
[03:26:29] - Kojarzy z końcem. Z końcem to się kojarzy w ogóle „Time to Say Goodbye” albo coś w tym stylu.
[03:26:34] - Albo to już jest koniec, nie ma już nic.
[03:26:36] - Tak.
[03:26:37] - Jesteśmy wolni, trzeba już iść.
[03:26:39] - No mniej więcej.
[03:26:40] - Chłopcy z placu broni.
[03:26:42] - Ale debaty się nie kończą. Debaty wchodzą w nową fazę, zupełnie nie ufologiczną, bo niektórym się te tematy przejadły.
[03:26:49] - Chociaż chyba z tego, co kojarzę, to planujemy coś takiego w wakacje. Taki ufologiczny special.
[03:26:56] - Zobaczymy. Jeszcze nic nie jest powiedziane, u nas się wszystko zmienia jak w kalejdoskopie, proszę ja ciebie. Za tydzień Fatima. Dziękujemy. Słuchaj Chris, jakbyś chciał jeszcze rzucić jakieś słowo, ale myślę, że dzisiaj powiedzieliśmy po prostu-
[03:27:13] - Już dość.
[03:27:14] - Głównej esencji, nie?
[03:27:15] - Tak, dość na dziś.
[03:27:17] - Nie można tego podsumować inaczej, nie?
[03:27:19] - Tak. Nie można kopać tego UFO już tak bardzo, aż tak mocno. Dajmy już mu-
[03:27:24] - Nie, myślę, że myśmy go nie skopali. Myśmy otworzyli oczy niektórym ludziom. Tak myślę. Żartuję. A może nie? Nie wiem.
[03:27:33] - Zdecyduj się, bo nie wiem, czy mam potakiwać czy zaprzeczać.
[03:27:39] - Nie. W każdym razie dziękuję ci, Chris, za udział.
[03:27:43] - Ja dziękuję za zaproszenie. To była bardzo miła debata.
[03:27:46] - Zapraszamy za tydzień oczywiście. I co ciekawe, my dzisiaj jeszcze mamy prezent dla naszych słuchaczy w postaci bardzo ciekawego bonusu. Kiedy Chris zagra na keyboardzie i tutaj przedstawi najlepsze przeboje Zbigniewa Wodeckiego.
[03:28:02] - Z przyjemnością na żywo. Zacznę od Pszczółki Mai. Ale to chyba nie teraz. Muszę się przygotować, jakieś próby z moim kosmicznym zespołem.
[03:28:11] - Nie, a tak na serio to mamy bardzo ciekawą relację, którą chcielibyśmy wam przedstawić. To jest relacja bardzo świeża, pokazująca dwie strony zjawiska UFO. Z jednej mamy do czynienia z... Ale Chris, nie próbuj teraz z tym zespołem.
[03:28:28] - Ojej, co się wydarzyło?
[03:28:29] - Chyba ktoś nas tutaj zagłusza. Właśnie poszło na antenie, że będzie relacja świeżutka.
[03:28:36] - Alarm dwutlenku węgla się u mnie włączył.
[03:28:39] - Że co?
[03:28:41] - Tak. Stężenie dwutlenku węgla wzrosło. W związku z czym włączyły się alarmy, które są w każdym pomieszczeniu.
[03:28:50] - Tak.
[03:28:50] - Ja nie żartuję.
[03:28:52] - Ale że właśnie w tym momencie to chyba nie jest przypadek.
[03:28:55] - Na obiad są befsztyki, w związku z tym są krwiste i mocno się przypaliły, prawda? Podobno.
[03:29:00] - Myślałem, że wczoraj była fasola na obiad.
[03:29:04] - U ciebie w studiu była fasola?
[03:29:09] - Ojojoj. Chris, u mnie nie ma tych czujników. Myślałem, że u ciebie była wczoraj. Ale dobra.
[03:29:15] - To fasola tak nie działa.
[03:29:17] - Czujniki się nie włączają, tylko od razu wybuch. Tak, mamy jeszcze ciekawą relację na koniec, także... Ona jest dość długa, Ivellios, bo ona trwa chyba z pół godziny, nie?
[03:29:29] - Znaczy to są konkretnie dwie relacje. Jedna o UFO, a druga...
[03:29:35] - A druga jest taka na pograniczu i na pograniczu jest nawet ciekawsza. Także polecam odsłuchać. Oczywiście prosimy wszystkich tych, którzy mieli podobne doświadczenia o to, żeby się z nami kontaktowali. Co jeszcze? Oczywiście w kioskach jest do kupienia nowy „Nieznany Świat”. Także tutaj śpiszcie. Jest też wersja elektroniczna, także jeżeli ktoś mieszka poza granicami, może sobie taką sprawić. Co więcej, Chris, ja ci życzę dzisiaj miłego obiadu.
[03:30:08] - I mało dwutlenku węgla.
[03:30:09] - Mało dwutlenku węgla i miłej nocy. Ivelliosowi też życzę miłej nocy i rozłączam się całując was w samo serce, jak mówiła Wioletta Villas. Pozdrawiam.
[03:30:23] - No i vice versa oczywiście. Dobranoc wszystkim. Jeszcze raz dziękuję za fajne spotkanie i do następnego. Póki co trzymajcie się.
[03:30:30] - Kapitalny komentarz właśnie walnął teraz na czacie użytkownik Zeus. To tak zanim przejdziemy do tej relacji: „Wiesz, co robi to radio? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest radio na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym radiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy. To nasze, przez nas wykonane. I to nie jest nasze ostatnie słowo”.
[03:30:54] - Chociaż moim ulubionym cytatem z tego filmu to było: „Panowie, pozwolą, że się przedstawię. Zdzisław Tyrman. Zasadniczo”. I tym miłym akcentem kończymy dzisiejszą debatę poświęconą największym problemom ludzkości. Mówił do was Piotr Cielebiaś. Pozdrawiam, idę spać. Trzymaj się, Chris. Jutro pierwszy maja.
[03:31:18] - Tak jest.
[03:31:18] - Jutro pierwszy maja.
[03:31:20] - Wy świętujecie, ja dla was pracuję. Dobranoc. Cześć.
[03:31:23] - Smyczku. Trzymaj się. Cześć.
[03:31:25] - Dobranoc panowie. Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Panowie się już rozłączyli, ale my jeszcze się nie żegnamy. Teraz czas na obiecane dwie relacje. Świeżutkie, chociaż sprzed lat, sprzed wielu lat, ale świeże, bo dopiero wczoraj nagrane. Będzie to zapis rozmowy ze świadkiem, który podzielił się z nami właśnie tymi wspomnianymi przez Piotra Cielebiasia dwoma ciekawymi zdarzeniami. Posłuchajmy. Na początku, żeby pan opisał możliwie najdokładniej całą tą obserwację.
[03:32:01] - Dobrze. Tak, to był rok 1999. Lipiec, 22:00. Między 22:00 a 23:00. Wracaliśmy z kierunku Prudnika w kierunku do Nysy i jechaliśmy po prostu przez wioski. Same lasy, zero ludzi, od czasu do czasu jakaś wioseczka. Obserwując niebo zauważyłem z lewej strony, wjeżdżając do lasu obiekt. Czyli wyglądało to jak księżyc, ale to było po prostu coś innego. Wiedziałem od samego początku, bo jak jechałem cały czas, to nie było tego księżyca, było niebo bez chmur, czyli musiał go wcześniej ktoś widzieć.Od razu, jak to zauważyłem, zacząłem mówić do przyjaciół, że coś nam tutaj świeci i że to coś dziwnego wygląda. To był typowy taki księżyc, ale nie powinno go być po prostu w tym momencie na niebie.
I zaczęliśmy to szukać. Przejechaliśmy jedną wioskę, wjeżdżając do drugiej wioski znowuż zaczął się las i już koniec tej wioski. Znowuż był ten obiekt, tylko z prawej strony, czyli on powinien być z lewej strony cały czas, bo obserwacja była z lewej strony, a nie było takich zakrętów, żeby nakręciliśmy kierunek jazdy. Czyli pojawił się też po prawej stronie. Wtedy już to samo widzieliśmy i ten księżyc całkowicie inaczej wyglądał. Nie był półokrągły, tylko był bardziej taki zmiennokształtny. Po prostu świecił mocno i widać było, jak leciał z nami nad tymi czubkami drzew. Z tego względu zaczęliśmy już głośno mówić o zjawisku UFO i byliśmy też dosyć w panice. Jechaliśmy dalej. No i pierwszy pomysł, który mieliśmy, żeby się gdzieś na polanie zatrzymać i zobaczyć po prostu, czy to coś, czy ten księżyc.
Wszystko znowuż sprawdzić, czy to w ogóle księżyc, czy to faktycznie zjawisko UFO, o którym już głośno gadaliśmy, czy po prostu to jest prawda. Zatrzymując się na dużej polanie, gdzie mieliśmy ogromny przesiek i widzieliśmy cały krajobraz, bo była ciemna noc, to jeszcze było coś widać. Nie widzieliśmy nic. Stwierdzając, że to po prostu to nie jest ani księżyc, ani UFO, bo to coś znikło, chcieliśmy ruszyć dalej. W tym samym momencie, jak wsiadaliśmy do auta, to znajomy powiedział mi od razu: „Spójrz, tam na horyzoncie przy dziewie coś świeci”. No i zaczęliśmy to obserwować. Wyszliśmy z auta i staliśmy się tak 10, 15 minut i było widocznie widać, jak ten obiekt nad ziemią gdzieś chyba półtora kilometra od nas oddalony, po prostu latał sobie delikatnie nad ziemią. Tak się poruszający mały punkcik światła. Świecił po prostu jak taka żarówka, zwykła żarówka. I tak staliśmy, obserwowaliśmy to.
Już znudzeni po 15 minutach stwierdziliśmy, że to faktycznie może było to UFO, może był to księżyc. Chcieliśmy wsiąść do auta. W tym momencie zaczęło się to po prostu powoli do nas zbliżać. Było doskonale widać, jak się to światło zaczęło powiększać. Znowuż wyszliśmy z auta i obserwowaliśmy to dalej. No i to zdarzenie może trwało z obserwacją 20 minut. Wyszliśmy, jak ten obiekt zaczął się tak już gwałtownie, szybko zbliżać do nas. Zbliżył się do odległości gdzieś tak siedmiu metrów. Trudno to opisać. Działo się to dosyć długo czasowo, ale intuicyjnie bym powiedział, że to bardzo szybko przeleciało.
Staliśmy po prostu, jak zauważyliśmy, że to obiekt UFO, tak mówiąc, zaczęliśmy mocno panikować. Owszem, nie widzieliśmy nigdy w życiu wcześniej takiego czegoś. Zawsze słyszałem, że coś tam mogło latać, ale całkowicie inaczej to wyglądało niż taki standardowy opis UFO, latający spodek. Było to po prostu światło wielkości może taki pięciometrowej, kwadratowej ściany, można tak powiedzieć. Kielich. To była forma kielicha takiego, w którym światło się zwijało do wewnątrz. Tak wyglądał jak diament z góry, ale wewnątrz było centrum, które świeciło mocno w różnych kolorach. Ewidentnie widać, że to było centrum. I ten obiekt przezroczystego światła zbliżył się tak do nas na odległość sześć metrów i stanął. Znajomy pobiegł w kierunku wioski, która była niedaleko od nas.
Drugi znajomy pobiegł w kukurydzę. Zacząłem jakoś obserwować to bardziej. Stałem przy aucie, obserwowałem to i nie mogłem dowierzyć, że to, co widzimy w tym momencie. Zacząłem też do chłopaków krzyczeć, żeby wrócili. Jakoś nakrzyczałem się i wrócili. Ten obiekt stał i po prostu nic nie robił. Tak jakbym miał uczucie, jakby nas obserwował. Czym dłużej to stało te światło, tym bardziej czuliśmy coraz większą panikę. Może to po prostu taki zwykły stres, jak się coś takiego pierwszy raz widzi. I taka reakcja też jakoś naturalna powinna być.
Jak już po prostu myśleliśmy, że musimy wsiąść do auta i uciec przed tym, bo to już była po prostu myśl taka, że już nigdy do domu nie wrócimy. Zaczęło się to oddalać. Wszystko się to działo może od tego punktu, jak to przyleciało do nas, trzy minuty od tego pobytu między tą odległością sześciometrową i zaczęło się po prostu oddalać. Niesamowite było to, że same to zjawisko, ale też taka ogromna cisza, która po prostu była w tym momencie. Koniki polne czy cokolwiek, co zawsze coś tam się działo w naturze. Wszystko ucichło.
[03:38:17] - Tak jakby wszystko zamarło.
[03:38:19] - Tak! To nie, że ja tego nie słyszałem czy coś. W tym mieście miałem tysiąc myśli w głowie, tylko cisza była. Wszystko wyłączone. I to nie była forma tego, że to było coś z metalu czy coś zbudowanego. To było same światło. Trudno wytłumaczyć. Nie wyobrażałem spotkania z takim czymś na takiej krótkiej odległości ze światłem. No iNie było widać pasażera w środku czy cokolwiek. To zmieniało się.
Krawędzi tego obiektu był płynny płomień, który był zasysany od wewnątrz, taki diament do wewnątrz i to taka była rotacja tego świata, coś można w tym stylu powiedzieć. Lekko tęczyste kolory były wewnątrz, ale było widać w nim jądro. Moim zdaniem to wyglądało jak świetlista sonda. Ale co to mogłoby być? Tak dokładnie nie wiemy. Rozmawialiśmy też ze znajomymi na ten temat i po prostu nie możemy sobie tego wytłumaczyć. Jak to odleciało, w tym momencie poleciało do tego samego punktu, gdzie przyleciało. Czyli to jest półtora kilometra od nas oddalone i znów latało nad tą ziemią. Chyba było znudzone tą paniką, która szła od nas. Zaczęliśmy się trochę śmiać i poszedliśmy do auta i wróciliśmy do domu.
W następnym dniu oczywiście nam nikt tego nie chciał uwierzyć. Standard. Nie chcieliśmy też za dużo opowiadać, ale byliśmy pod sporym wrażeniem. Co najbardziej nas zdziwiło, że jak otworzyłem oczy następnego dnia, to miałem straszny ból głowy. Także zadzwoniłem do znajomych, jak oni się czują. Identyczne mieliśmy objawy. Czułem się, jakbym wypił z trzy litry bimbru, ale takiego najgorszego i nie brało mnie na wymioty, tylko dziwny ból głowy. I to było przez cały dzień. Dopiero na następny dzień takie uczucie słabości, bólu głowy. Pierwszy raz takie coś miałem i minęło to.
Wszyscy w trójkę mieliśmy takie same objawy. Rozmawialiśmy o tym. Myślałem, że to napromieniowanie mogło być od tego obiektu. Działo się to wszystko w dosyć krótkim czasie. Ta historia po prostu jest dla mnie niesamowita. Chłopaki o tym często już nie chcą rozmawiać, bo reakcje są różne. Ja słucham o tym już od kilku lat, także przygotowałem się na to troszeczkę. I w końcu zadzwoniłem.
[03:41:08] - Mam takie pytanie, czy obiekt sprawiał wrażenie, jakby był w jakiś sposób sterowany przez jakąś inteligencję, czy też może jego zachowanie było bardziej chaotyczne?
[03:41:17] - Nie. Dokładnie inteligencja. Podlatywało to z spokojem. Było widać, jakby chciało nas przyzwyczaić do siebie. Bardzo powoli stało. Było to bardzo ładne. Nie budziło to lęku czy agresji, cokolwiek negatywnych uczuć, tylko bardziej wkręciliśmy sobie. Każdy jeden z nas może jakieś filmy science fiction coś się naoglądało, że po prostu to jest coś złego czy coś innego bardziej, ale w żadnym wypadku. To było bardzo intuicyjne podlatywanie. Stało to w miejscu.
Gdybym mógł, to bym podbiegł i to mógł złapać w ręce. Miałem takie myśli w tym momencie, jak to się działo.
[03:42:09] - A czy obiekt wykonywał może jakieś manewry, czy też po prostu cały czas się do was tak spokojnie przybliżał?
[03:42:18] - Spokojnie. Drogą prostą, linią prościutką. Duże pole, które to było i dosłownie z kilometr co najmniej tak delikatnie podlatywało. Mieliśmy uczucie, że nie wiedzieliśmy, czy to się robi większe, czy to leci do nas. To było bardzo powoli. To trwało dobre 10 minut, zanim to do nas doleciało. To bliskie spotkanie trwało góra pięć minut. To uczuciowe, na czas nie patrzyłem, ale dosyć długo, bo mogłem stać wtedy i patrzeć się na to. Miałem za sobą auto, oparłem się za autem i trzymałem komórkę w ręku i chciałem w sumie dzwonić do ludzi. Nie zrobiłem tego.
Byłem za bardzo fascynowany i przerażony tym wszystkim, ale to było widać, że to była pewna struktura inteligencji. To nie było coś latającego, który od lewa do prawa, góra dół kilka sekund latało. Nie, to było wszystko delikatnie, powoli. Wtedy w tym lesie, jak to widzieliśmy, to było wyraźnie widać, jak leciał za nami. Także wtedy sobie uświadomiłem, że to, co widzieliśmy wcześniej w tym lesie, ten duży obiekt, bo to było już duże, o wiele większe od tego obiektu, co widzieliśmy i całkowicie inaczej wyglądało, świeciło tak, jakby to po prostu księżyc bez plam czy coś w tym stylu. Ale to nie było naturalne. Także mi to od razu się rzuciło w oczy. Nie wiem, czy to może były też dwa obiekty i zostaliśmy obserwowani w tym momencie, tylko że jeden obiekt był nad lasem, a ten obiekt był inny. Trudno mi to powiedzieć, bo całkiem inaczej wyglądał.
[03:43:59] - Tym sposobem odpowiedział pan na moje kolejne pytanie, czy pana zdaniem widziany wcześniej księżyc i to małe światełko to mógłby być ten sam obiekt, czy też może dwa różne obiekty?
[03:44:10] - Trudno mi tak powiedzieć. Musimy sobie tutaj już chyba zapytania postawić.
[03:44:16] - To mamy przykład telepatii podczas rozmowy Radia Paranormalium ze świadkiem obserwacji UFO. Można powiedzieć. A czy obiekty lub obiekt wpływał jakoś na otoczenie?
[03:44:31] - Tak! Właśnie chciałem jeszcze dokończyć. W tym momencie, jak zauważyliśmy, jak to zbliżyło się do nas, to była zupełna cisza. Dosłownie, tak jak mówię, zostało wszystko wyciszone. Było niesamowite. Z mojego punktu widzenia i uczucia, tak jak to wszystko się działoCzułem, jak natura została wyciszona. Albo my. Nie wiemy tego, ale to było to, co mogę powiedzieć w tym momencie, że było bardzo cicho. To takie zjawisko jak zaćmienie słońca, gdzie raz na ileś tam lat dzieje to w Europie. W tym momencie też zauważyłem, jak to było w Polsce, że wtedy ptaki, wszystko ucichło w tym momencie, jak to zaćmienie było.
To było identyczne zjawisko, czyli wszystko ucichło. Takie robaczki, które tam śpiewały.
[03:45:28] - Czy zauważyliście państwo może jakieś anomalie czy też usterki na przykład w działaniu radia lub elektroniki samochodu? Innymi słowy, czy manifestacji tego obiektu bądź obiektów towarzyszyły jeszcze jakieś inne zjawiska?
[03:45:43] - Nie. Wiem, że nie patrzyłem się wzajemnie na samochód, który za nami był. Wiem, że były światła zapalone, postojowe z tego, co wiem, ale chyba się nic nie działo, bo w tym momencie, jak już to odlatywało i było w odległości kilkuset metrów, to wiem, że siedzieliśmy w aucie i chcieliśmy już jechać i wszystko dobrze funkcjonowało. Tak że nie było żadnych zakłóceń z mojego punktu widzenia.
[03:46:11] - A czy obiekt emitował może jakieś dźwięki?
[03:46:16] - Właśnie nic. Cichutko. To było bardzo nawet przyjemne, bo z dźwiękami może by było jeszcze gorzej z tą naszą paniką, bo dobrze to pamiętam. To było takie rzucające się w oczy mocno. Ale nie, było dosłownie wszystko ciche.
[03:46:31] - W swojej relacji wspomina pan o symptomach takich jak ból głowy, osłabienie. Jak długo one się utrzymywały?
[03:46:39] - Tak. Było po prostu już przy następnym dniu, rano, o ósmej rano, jak wstałem, od razu to zauważyłem i było coś bardzo dziwnego. Z tym, że musiałem zadzwonić do przyjaciół, bo chciałem się upewnić, co u nich jest nie tak, czy to wszystko jest okej, bo chciałem też porozmawiać na ten temat. I były te zjawiska to samo, czyli dziwny ból głowy i byli osłabieni ci chłopacy tak samo jak ja. Był piękny dzień następny, chcieliśmy też coś zrobić ciekawego. Nie dało się po prostu. Każdy z nas siedział w domu i musieliśmy przeboleć ten ból głowy i tą słabość, która po prostu wydawało się, że to był jakiś kac. Coś w stylu kaca, tak można to wytłumaczyć.
[03:47:26] - Tak że to była pierwsza z relacji przekazanych nam przez słuchacza. Rozmowę zarejestrowaliśmy w dniu wczorajszym na naszym radiowym telefonie. Przypomnę tutaj kontakty do Radia Paranormalium. Oczywiście relacje najlepiej wysyłać drogą e-mailową na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Po zapoznaniu się z relacją oczywiście jeżeli świadek jest zainteresowany, to możemy umówić się na rejestrację telefoniczną. Tutaj uchylę trochę rąbka tajemnicy, troszkę opowiem o warsztacie. Mianowicie zawsze mamy w Radiu Paranormalium taki zestaw pytań, które świadkowi po prostu trzeba zadać. Taka mała ściągawka z pytaniami. Zawsze większość świadków słyszy mniej więcej te same pytania, troszkę może inaczej sformułowane, ale jednak pytamy o te same kwestie: jak obiekt wyglądał, jak się poruszał, czy wykonywał jakieś manewry, czy był jakiś dźwięk, czy obiekt w jakiś sposób oddziaływał na świadków bądź na otoczenie i tak dalej. Tak że to są takie pytania, które zawsze świadkowie od nas słyszą.
Więc jeżeli ktoś właśnie teraz zabiera się do opisania swojej relacji z obserwacji UFO, to będziemy wdzięczni za ujęcie również tych szczegółów. A teraz czas na drugą z relacji przekazanych nam przez świadka zdarzeń. Posłuchajmy.
[03:49:35] - To jest jedna z takich niesamowitych historii, które w życiu przeżyłem. Natomiast mam coś może podobnego, jeżeli chodzi o natężenie takiego spotkania, tylko po prostu to była całkiem inna sytuacja. To było w 2001 roku. Można powiedzieć spotkanie z istotą w lesie, które było późnym wieczorem. Byłem ja i mój przyjaciel też i to po prostu jest-
[03:50:03] - To możemy też tę relację przy okazji dzisiaj zarejestrować. Jakby pan mógł-
[03:50:11] - Jeżeli macie czas, to bym to mógł powiedzieć.
[03:50:13] - Oczywiście.
[03:50:15] - Ja takie rzeczy przeciągam, dosłownie mam dużo takich podobnych. A to są dwie najsilniejsze relacje z takimi rzeczami, które po prostu nie powinny istnieć na tej Ziemi. A jednak wiemy, że są te rzeczy. Tak że chyba wiem, z kim rozmawiam teraz, że wierzycie w to.
[03:50:28] - Tak.
[03:50:29] - I przytrafiło mi się to też. Mam zacząć tę historię drugą opowiadać?
[03:50:39] - Oczywiście, pewnie. Jeżeli pan chce, to bardzo.
[03:50:42] - Dobrze. To było dokładnie w 2001 roku, w grudniu, po sylwestrze, czyli po pluskwie milenijnej, tak można powiedzieć, bo to z 2000 do 2001 było.Tak, to był styczeń. Historia jest taka: podróżnikiem jestem, jestem też osobą, która lubi sobie chodzić po naturze i ciekawią mnie historie z II wojny światowej i lubię bunkry. W Polsce nie jest trudno znaleźć forty czy bunkry i dziwne historie należące do tych obiektów. Łowiłem się z pewną osobą, bo miałem sprzęt, który mógłby pewne rzeczy wykryć. Dobry detektor metali miałem przy sobie i dlatego byłem poproszony przez tę osobę, żebym mógł towarzyszyć w wyprawie.
[03:51:41] - Niestety, pojawił się problem z połączeniem. Który to był rok? Mógłby pan powtórzyć?
[03:51:47] - 2001.
[03:51:47] - 2001. Tak.
[03:51:51] - Tak. Rozstaliśmy się na pewnym osiedlu i to osiedle było niedaleko od fortyfikacji bunkrowej. Tam był cel, który mieliśmy dosłownie przeszukać. Byliśmy w dwójkę. Weszliśmy do lasu. To było takie osiedle, ulica dzieliła ten spory las i ten las był pełen fortyfikacji. Cel był nasz, musieliśmy zejść dosłownie w ziemię, czyli w bunkier cztery, pięć metrów. Była drabinka w dół i tunel przejściowy, można tak to powiedzieć. Musieliśmy tam zejść i poszukać w pewne miejsce, oddalonym o kilkadziesiąt metrów, pewnych rzeczy. Zeszliśmy do tego tunelu.
Byłem z tyłu, przyjaciel szedł z przodu i szliśmy sobie przez ten las, przez te chaszcze i może z 50 metrów od punktu wejściowego do tego bunkru znajomy powiedział, że widział światło, które wyleciało z tego tunelu, gdzie pionowo mieliśmy zejść. Czyli widział, jakby ktoś latarką poświecił do góry. W tym momencie zaczęliśmy być bardzo ostrożni, bo późny wieczór. Różne są historie i też nie wiemy, na kogo byśmy napotkali. Czyli byliśmy bardzo ostrożni. Podeszliśmy do tego wejścia i zaczęliśmy nasłuchiwać. W takim tunelu można wszystko detalicznie usłyszeć, nawet pisk nietoperzy. Także słuchaliśmy z pięć minut i stwierdziliśmy, że może mu się coś przywidziało. Wtedy znajomy zaczął schodzić w dół. Ja wtedy leżałem, patrząc w kierunku lasu, w kierunku ulicy.
Ta ulica była daleko od nas, ale był zawsze jakiś szum auta, można było usłyszeć, jak przejeżdżało. I on zaczął schodzić. W tym momencie, jak już był może na dole, nie pamiętam tego za bardzo, naprzeciwko mnie, gdzieś 20 metrów może, zauważyłem psa. Może nic nadzwyczajnego, ale to był taki owczarek niemiecki. I ten pies stał i w sumie był kilka kroków i się patrzył na mnie. W tym momencie, jak już zobaczyłem, że patrzymy się na siebie i byłem już troszeczkę zdziwiony, co ten pies o tej porze robi, bo praktycznie jeszcze było troszeczkę światła z tego księżyca widać, czyli widziałem jeszcze strukturę tego psa. Wyglądał jak owczarek niemiecki. W tym momencie zaczął ten pies wyć i wirować wokół własnej osi. Kółka liści, które leżały na ziemi, zaczęły razem wirować z tym psem. Strasznie skomlał ten pies.
Byłem mocno przerażony z tego widoku. Myślałem, że z czymś walczy. Skomlenie było bardzo głośne. Pierwszy raz coś takiego usłyszałem i byłem mocno spłukanym. Widziałem, jak te liście dosłownie wirowały jak takie tornado na wysokość metra, może półtora metra. Te liście wirowały w ciemności w tym lekkim świetle księżyca. I byłem po prostu w szoku. Trwało to może 30, 40 sekund, może minutę. Wydawało mi się, że to było długo. Może było też troszeczkę krócej, te 20, 30 sekund.
W momencie, jak ten pies zaczął już nie skomleć, te liście wszystkie opadły. Usłyszałem znajomego, że już idzie do góry, bo słyszał to też. W momencie, gdy te liście opadły, zauważyłem postać, korpus człowieka, można powiedzieć, który świecił lekko na niebiesko przezroczystym światłem, takim indigo. Kończyny nóg i rąk zaczęły mniej świecić niż korpus. Ewidentnie to był przebłysk, może dwie, trzy sekundy to ciało tak świeciło. Przez dwie, trzy sekundy. Mój znajomy wszedł do góry i w tym momencie zacząłem mu pokazywać tylko dłonią, gdzie ma się patrzeć. On popatrzył się na mnie i był bardzo skoncentrowany, bo wiedział, że coś się dziwnego dzieje. W tym momencie to była odległość 20, 30 metrów. Ten las był pełen drzew, krzaków.
W tym momencie od punktu tego psa, gdzie się kręcił i ta zjawa była w tym samym miejscuCiała już nie było, czyli ono zniknęło, jak się ta zjawa pokazała. Nastąpił skok. Nazwałbym to zjawą. Ta zjawa skoczyła w lewą stronę, czyli do nas. Było widocznie słychać skok, coś do góry podskoczyło i wylądowało półtora metra dalej, zbliżając się tym skokiem do nas. Liście wtedy do góry podskakiwały, aż było czuć, jak ziemia drży przy tym lądowaniu. I w tym momencie, jak zawsze lądowało, miało ten przebłysk ciała indygo niebieskiego. Patrzyłem się z moim przyjacielem i nie mogliśmy dowierzyć, co się dzieje. Nie mieliśmy możliwości gdzie uciec, nie chcieliśmy też uciec, bo jedyna droga była tylko do przodu, tam gdzie ta zjawa była, bo za nami była ogromna góra, na którą nie moglibyśmy wejść. W tym momencie zaczęliśmy to obserwować.
Odkąd pierwsze lądowanie nastąpiło, była cisza i było powtórzenie tej samej sytuacji. Czyli ta zjawa znowu skoczyła. Przy skoku już nie świeciło, ale przy lądowaniu zawsze było widać, jak te liście podskakiwały do góry. Można sobie wyobrazić, były to chyba trzy, cztery skoki, gdzie się to zbliżyło do nas na odległość może półtora metra za drzewem. Nie widzieliśmy już tej istoty w tym momencie, jak już było tak blisko nas. Ale czuliśmy oczywiście tę obecność, bo lądowanie tych liści było widoczne koło nas. Co zrobiliśmy? Wzięliśmy plecaki, wzięliśmy sprzęt. Szybkim krokiem zaczęliśmy iść w kierunku ulicy, która była w widocznej odległości i po prostu z nożem w rękach wyszliśmy z tego lasu. Co było bardzo dziwne, co się wtedy wydarzyło.
Jak wyszliśmy z lasu, była już normalna cywilizacja. Z lasu wyszedł pies, mówiąc owczarek niemiecki. Wyszedł pies, który plątał się między nogami. Ja patrzyłem się na niego, on się patrzył na mnie, czyli mówię o przyjacielu. Nie gadaliśmy ani słowa. Ten pies był realny, bo dotykałem go sam i był normalnie, tak jakby to był pies. Ten pies się zachowywał bardzo mile, czyli jakby nas chciał odprowadzić. Tymczasem odprowadził mnie do auta i znajomy, który wtedy niedaleko tego lasu mieszkał, odprowadził go w połowie drogi do domu. I na tyle ta historia się skończyła. Następnego dnia, jak rozmawialiśmy przez telefon, sam mi powiedział, że pies potem poleciał gdzieś w ciemność i to wszystko.
Także to była druga sytuacja w moim życiu, która była bardzo zwrotnym punktem, który był bardzo silny. Do tej pory nie mogę sobie wyobrazić za bardzo, co to mogło być.
[04:00:03] - Jakby pan mógł powiedzieć jeszcze raz, jaka to była miejscowość? Bo nie wiem, jakieś problemy mieliśmy z połączeniem i chyba coś tam zaginęło.
[04:00:12] - To było koło Nysy. W pobliżu Nysy.
[04:00:16] - I to była druga z historii przekazanych nam przez świadka. Tak jak mówiłem, obydwoma zdarzeniami, które dzisiaj zaprezentowaliśmy na koniec naszej debaty, które przekazał nam świadek, obydwoma sprawami zajął się Arkadiusz Miazga. Przekazaliśmy mu cały zapis rozmowy ze świadkiem, również z kontaktami. Także Arek będzie się kontaktował ze świadkiem. I całkiem możliwe, że będzie niedługo na blogu Arka Miazgi publikacja na ten temat. Śledźcie jeszcze raz bloga Arka pod adresem arekmiazga.blogspot.com. No i cóż, tym oto akcentem kończymy 76. debatę ufologiczną online. Tak jak mówił Piotr Cielebiaś, za tydzień ostatnia debata w tym sezonie. W tym sezonie zaznaczam, bo debaty ufologiczne powracają pod koniec września.
Już teraz oczywiście czekamy na państwa pytania, jakieś propozycje tematów. No i oczywiście na relacje z obserwacji UFO. Już za chwilę będą podane kontakty do Radia Paranormalium. Oczywiście w nagraniu tej debaty, które będzie dostępne na YouTubie oraz w naszym archiwum. A audycję, jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02.
Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.