[00:01] - Parallaxa. Rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium rozpoczynamy pierwszy w tym roku odcinek Paralaksy na żywo. Parallaxa. Rozmowy na Atlantydzie z Chrisem Miekina. Chris, mimo warunków pogodowych dosyć niesprzyjających, jednak udało mu się dzisiaj połączyć z nami na Hangoutcie. Witaj Chrisie. Czy się słyszymy?
[00:30] - Ja cię słyszę bardzo dobrze, Marku. Witam państwa. Wszystkiego najlepszego. Pierwsza Parallaxa. Teraz muszę uważać, żeby się nie pomylić, która jest Pola, a która jest Para. Jak powtarzam często są to siostry bliźniaczki. Dzisiaj jest niedziela, więc w niedzielę jest kolejna Parallaxa. Witam państwa jeszcze raz serdecznie i witam w Nowym Roku. Jeszcze raz serdeczne życzenia. Mam nadzieję, że ten nowy rok będzie znacznie lepszy niż poprzedni.
Ja sam na to bardzo mocno liczę. Nie zaczyna się to optymistycznie, bo ścięło nas mrozem i to okrutnie trzyma już od kilku tygodni. Jest to coś niebywałego. Mieszkam w tym kraju dobrych ponad ćwierć wieku i do tej pory jeszcze nie zdarzyło się tak, żeby zimy były aż tak ciężkie, jakie są w ostatnich latach. A podobno ten stan ma się utrzymać do 2050 roku, co jest dla mnie trochę smutną informacją, a trochę też bez znaczenia, bo z pewnością tyle tego nie doczekam, bo ludzie tyle po prostu nie żyją. Na razie zima jest tak sroga, że dotarła nawet na Florydę, w co trudno uwierzyć. I podobno na tej Florydzie iguany spadają z drzew, z palm na główkę sztywne. Może nie od mrozu, ale cztery stopnie Celsjusza dla nich wystarczy, żeby te wszystkie życiowe funkcje przestały działać. Walą się jak kokosy na ziemię i potem trzeba te biedne zwierzaki zbierać. Brzmi to trochę śmiesznie.
Wygląda też trochę zabawnie jak taka iguana się kołysze w prawo, w lewo, jakby nie chciała się na coś zdecydować i nagle spada i jest po wszystkim. Niestety są to gady, więc potrzebują dużo ciepła, żeby przetrwać. Teraz ich istnienie jest troszkę zagrożone, także nie jest dobrze w tym państwie amerykańskim. Słyszałem, że w Polsce jest wspaniale, ciepło, wiosennie, że jest nieustająca wiosna w zimie.
[02:29] - Oczywiście 10 stopni na plusie można uznać za wspaniale.
[02:34] - Przy minus 15 w tej chwili jest południe, to jest to duża różnica, a kiedy wstałem było minus 17. A w takim, proszę państwa, Montrealu zaledwie 400 mil to będzie gdzieś za 600, 700 kilometrów od mojego New Jersey, od mojego bunkra, gdzieś właśnie pomiędzy Nowym Jorkiem a Filadelfią jest w tej chwili zimniej niż na biegunie północnym. Także gdzieś ten biegun zimna się kompletnie przeniósł w te nasze strony i pompuje to zimno. A wszystkie te domy, które tutaj pobudowano przez te wszystkie lata i to miejsce, w którym ja mieszkam, w ogóle nie jest do czegoś takiego przystosowane. Tu się wbudowywuje maszyny chłodnicze na lato, na zimę ewentualnie włącza się troszkę, żeby podgrzać, natomiast one chodzą w tej chwili dzień i noc, całe osiedla buczą od tego i co jakiś czas słychać taki straszny dźwięk. Bo teraz to jest nowy, straszny dźwięk, kiedy taka maszyna siada, po prostu łożyska nie wytrzymują przez te wiele dni, jak działa taki sprzęt non stop i usiłuje to ciepło wprowadzić do środka, a ścianki są cienkie, okna pojedyncze, bo nikt takich temperatur wcześniej nie przewidywał. Ja kiedy przyjechałem do tego kraju, to myślałem nawet, że w zasadzie tu zimy nie ma gdzieś. Jedne z pierwszych świąt, jakieś dwa, trzy lata po przybyciu do New Jersey to były takie, że chodziliśmy w T-shirtach z krótkim rękawem, bo było tak ciepło, trawa była zielona i wydawało się, że tak już pozostanie. Ale okazuje się, że wszystko płynie jak mawiał pan Tarei. I teraz muszę się zmagać z zimnem, a zimno działa na mnie nie tylko depresyjnie, ale spowalnia wszystko.
Spowalnia myślenie, w takim stanie kriogenicznym się właściwie znajduję, więc w zasadzie zrobienie sobie nawet herbaty wymaga bardzo skomplikowanego procesu i długotrwałego procesu, żeby to wszystko w jakiś sposób zorganizować w miarę płynnie. Także mówię o tym wszystkim, bo ostatnio często mówię o tym, tłumaczę się z różnych historii, bo naprawdę, proszę państwa, nie jest łatwo się przedrzeć przez tą czarno-białą przygodę zimową.
[04:45] - Może słuchacze ci pomogą się przedrzeć, dzwoniąc do Radia Paranormalium albo pisząc, bo tradycyjnie zawsze na początku podaję kontakty do Radia Paranormalium. Dzisiaj troszeczkę z dużym poślizgiem, aż pięciominutowym, bo Chris się tutaj rozgadał, ale czas w końcu to zrobić, żeby tradycji stało się zadość. Podać kontakty do naszego radia. Już teraz otwieramy linię telefoniczną. Nasze numery telefonów to 32 746 0008. 32 746 0008. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. SMS-y oczywiście również odbieramy, a czemu by nie? Jesteśmy też na Skypie radio.paranormalium.pl.
Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i portalu Nowa Atlantyda, na grupie Radia Paranormalium. Oczywiście odbieramy także wiadomości drogą e-mailową na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc grzejcie te linie telefoniczne, bo Chrisowi zimno
[06:20] - To prawda. Rzeczywiście jest zimno. Kiedyś się mówiło o tym, że jak nie ma o czym pogadać, to można sobie pogadać o pogodzie. Dziś myślę, że od paru lat chyba zmienił się kompletnie wydźwięk takiego stwierdzenia. Bo dziś, kiedy mówi się o pogodzie, to naprawdę jest o czym pogadać. Nie dlatego, że ja na przykład marznę, a wy państwo macie wiosnę, a gdzie indziej jest straszliwie upalne lato, bo podobno gdzieś jest. Ale czy można temu wierzyć w dzisiejszych czasach internetowych, w czasie kamerek telefonicznych, które pokazują coś na żywo? Aż trudno uwierzyć, że gdzieś kwitną palmy i jest taki upał, że po prostu ziemia wysycha i pęka. O pogodzie jest to temat do pogadania. Pogoda jest tematem do pogadania dlatego, że pogoda, to, co się dzieje wokół nas, kształtuje ostatnio praktycznie całkowicie nasze życie pod każdym względem, od samej góry, począwszy od polityki czy naszych zarządzających, naszych ekonomów, którzy usiłują się do niej dostosować i tworzą najrozmaitsze teorie, co jest przyczyną tych wszystkich zmian pogodowych.
W przypadku Stanów Zjednoczonych ta pogoda, przynajmniej w zeszłym roku, który nie był zbyt udany, pokazała kilka razy swój pazur. Bo przez całe miesiące płonęła Kalifornia. Był to właściwie już w pewnym momencie nudny temat, mimo swojego tragizmu, dlatego że te lasy nieustannie się palą tam i nikt nie jest w stanie wytłumaczyć do końca, co jest tego przyczyną. Ja próbowałem podawać wiele przyczyn, łącznie z tymi, które zawierają się w rozmaitych teoriach konspiracji. Niemniej jednak historia Kalifornii nie zna tego typu przypadku z przeszłości. To prawda, że ludzi w Kalifornii przybyło. W tej chwili ubywa, bo raz, że część z nich nie ma gdzie mieszkać, bo im się domy spaliły, inni wyprowadzają się, bo zaczyna być tam po prostu marazm i pożoga po tych wszystkich pożarach. Ekonomia powoli siada, zwłaszcza taka na podstawowym poziomie. Także Kalifornia się wyludnia. Na dodatek oczekuje się tam na gigantyczne trzęsienie ziemi.
I tutaj właśnie istnieje taka nowa teoria konspiracji. Myślę, że nawet nie konspiracji, bo ona ma duże podstawy do tego, żeby była prawdziwa i przysłał mi ją w e-mailu Arek S. Pozdrowienia dla Arka. Dzięki wielkie Arku. Ja ciągle jeszcze wiszę z odpowiedziami na twoje e-maile. Który zwrócił mi uwagę, że być może ta cała historia z tymi pożarami, zniechęcaniem Kalifornijczyków do zamieszkiwania wciąż w tym samym stanie wynika z tego, że to trzęsienie ziemi w końcu nastąpi, że jest ono nieuniknione i kiedy to się wreszcie wydarzy, będzie to bardzo tragiczne wydarzenie, dlatego że mieszka tam masa ludzi. Sto razy więcej ludzi mieszka niż było to sto lat temu, więc ofiar będzie również prawdopodobnie w takiej właśnie liczbie sto razy więcej. I dlatego, kiedy ludzie ci wyprowadzą się i kiedy to nieszczęście wreszcie nastąpi, a nastąpić podobno musi, tak mówią geolodzy, że ciągle są jakieś przesłanki do tego, żeby tak sądzić, bo się ziemia trzęsie coraz częściej i w różnych miejscach, więc coś się zbliża. I w końcu, kiedy nastąpi, być może te wszystkie rządowe organizacje nie będą w stanie po prostu pomóc tym ludziom. I będzie to naprawdę bardzo tragiczne.
Aż strach pomyśleć, co się może wówczas wydarzyć. Także jest to bardzo interesujące podejście i bardzo błyskotliwe. Bardzo mi się spodobało. Dzięki Arku raz jeszcze. Wracając do tych tematów pogodowych, oczywiście rok 2017 to był rok najcięższych huraganów. Okazało się, że te huragany, które przeszły przez Amerykę, w sumie razem dały więcej zniszczeń niż słynna Katrina, bo skasowały praktycznie Teksas, zniszczyły część Florydy. Tutaj wszyscy się bali w Nowym Jorku, że w którymś momencie jeden z tych huraganów nagle zrobi ostry zwrot w lewo i z oceanu wjedzie właśnie na Nowy Jork. Nowy Jork, zwłaszcza Manhattan, leży tuż nad poziomem wody, także nie trzeba dużo, żeby to miasto zalać całkowicie. Kilka razy to się zdarzyło. Ostatni raz było to w czasie huraganu Sandy, który wcale nie był taki mocny.
W zasadzie mówi się na niego huragan, ale był to generalnie taki duży, poważny sztorm. Jego moc polegała na tym, że trwał bardzo długo. Przez kilka dni woda parła na brzeg i dokonała olbrzymich zniszczeń. Między innymi z mojego New Jersey wyniosło wiele plaż i wiele tych promenad, które tam pobudowano. Do dziś te miasta nie potrafią sobie z tym poradzić. Ci wszyscy, którzy zbudowali sobie te piękne, malownicze domki na wybrzeżu, stracili je. Wielu z nich nie miało ubezpieczenia. Mnóstwo jachtów zostało wyrzuconych na ląd. Niektóre malowniczo leżały na środku różnych autostrad i trzeba je było ściągać z tych autostrad dźwigami. Także sprzątanie trwało bardzo długo.
Dla mnie to jeszcze jest o tyle pamiętliwe, bo w tym czasie właśnie moja łódka Lady była właśnie w takim miejscu, gdzie te jachty składowane na zimę stały na podporach. I na szczęście podpory, na których stała moja łódka były najwyższe, bo kiedy woda podnosiła się do góry, to te łódki na podporach po prostu zaczęły pływać, a kiedy zaczęły pływać, to zaczęły uderzać jedna o drugą. Zaczęły tworzyć stosy i robiły się straszliwe zniszczenia. I kiedy dojechałem do tego miejsca, gdzie była Lady składowana, po prostu serce mi zamarło, bo to było takie jedno wielkie kotłowisko jachtów wystające tragicznie, strzelające w niebo maszty pod wszystkimi możliwymi kątami, dziury w burtach.Absolutna masakra. Ciągle jeszcze błoto. Przedzierałem się przez te wszystkie łodzie, przez to złomowisko, szukając Lady. I wreszcie ją znalazłem. Okazało się, że dzięki temu, że miała najwyższe podpory, nie została podniesiona do góry. Te podpory na szczęście uratowały ją, bo odbijały te inne łódki napierające na nią i one leżały dookoła. Wyglądało to tak, że Lady stoi w samym centrum, w wielkim gnieździe uwitym z innych łodzi.
Także było to tragiczne, wstrząsające, a jednocześnie po prostu się udało. Praktycznie bez żadnego zadrapania łódka przeżyła ten ciężki sztorm. Sztormy nie oszczędzały Ameryki w tym roku. Najgorszy i najciekawszy nazywał się Harvey, który wprowadził nowy element do meteorologii, bo okazało się, że w dzisiejszych czasach huragan jest w stanie wejść na ląd i zwykle cała ta meteorologia mówiła o tym, że taki huragan, kiedy wejdzie na ląd, oczywiście błyskawicznie się schładza i szybko staje się tylko deszczem i w ciągu kilku godzin rozsypuje się na drobne kawałki. Jest po wszystkim. Natomiast Harvey stał na lądzie przez kilka dni. Z jednakową siłą walił w ten tekst i zatapiał go, a następnie zawrócił. To jest absolutnie niebywałe i bez precedensu. Nauka za specjalnie nie ma żadnego wyjaśnienia w tym, co się dzieje. Następny huragan Irma dokonał równie potężnych zniszczeń, ale był to zupełnie inny huragan, który również zachowywał się w sposób podejrzany.
Bo wiadomo było, że po tym, czego dokonał najpierw na Dominice, potem na Portoryko, wiadomo było, że idzie prosto we Florydę, a Floryda mogła tylko się temu przyglądać bezradnie. Ludzie się ewakuowali, bo wiedzieli, że fala przy takiej sile huraganu będzie na tyle wysoka i będzie tak niebezpiecznie, że nie ma tam szans przetrwać. Tam się nawet nie ma gdzie schować. Kiedy jest ciężka burza w innych Stanach, można sobie wykopać jakieś bunkry, które chronią ludzi przed zjawiskami atmosferycznymi. Na Florydzie w ogóle się nie kopie piwnic, dlatego że momentalnie jest woda w piwnicy, gdyby ją próbować wykopać bez żadnego deszczu, bez niczego, bo ten stan praktycznie stoi na jednej wielkiej rafie koralowej, która wynurzyła się z wody po tym, jak zaczęła budować się coraz wyżej i wyżej. Stworzyła ten właśnie ląd. Dlatego jest tam zaledwie kilkadziesiąt centymetrów wysokości. Dlatego Floryda nie jest w dobrym stanem, żeby przetrwać tego typu burze. Na szczęście burze mijają. I tutaj ta Irma, waląc prosto z Portoryko na Florydę, jechała prosto w Miami.
Miami jest właściwie największym miastem na Florydzie i ma największe drapacze chmur. Woda w tym mieście to byłaby katastrofa naprawdę epicka, na miarę eposów greckich wręcz. Po prostu byłoby to coś, co w zasadzie teoretycznie trudno opisać, co mogłoby się wydarzyć, gdyby ten huragan bezpośrednio uderzył w Miami. Co ten huragan zrobił? Nagle wyhamował, objechał Miami dookoła, by wrócić w stronę przylądka Canaveral. Także następne bardzo dziwne zachowanie huraganu. I mówię o tych dziwnych zachowaniach, bo to oczywiście tworzy nowe teorie konspiracji na temat tego właśnie, w jaki sposób manipuluje się pogodą. Już spędziliśmy chyba masę czasu we wszystkich audycjach od debat ufologicznych poprzez moje paralaksy, poprzez poleraksy i blog, w którym piszę. Spędziliśmy masę czasu, próbując uzasadniać, czy jest to możliwe, że można sterować pogodą, manipulować pogodą. I wiele wskazuje na to, że jak najbardziej tak.
Jednocześnie, kiedy dostrzeże się to powiązanie z tą całą presją, jaką w tej chwili się wybiera na to, ażeby wreszcie ustanowić coś, co nazywa się globalnym ociepleniem i oczywiście sprawić, abyśmy za to zapłacili, ażebyśmy się opodatkowali. Bo jeżeli kraj się opodatkuje, te wszystkie piękne kraje, które podpisały w Paryżu te wszystkie porozumienia klimatyczne, one po prostu zgodziły się na to, że w którymś momencie, raczej szybciej niż później, będą po prostu płacić do puli różne podatki za tę emisję dwutlenku węgla, który oczywiście powoduje te zmiany klimatyczne. I dlatego właśnie widać wyraźnie, że jest to w jakiś sposób związane z tą polityką. I teraz pytanie brzmi, czy te zmiany klimatyczne, których w tej chwili jesteśmy świadkami, są wynikiem działalności człowieka? A jeśli tak, to jaka jest to działalność? Czy jest to wynikiem tego, co my robimy tworząc na przykład ten przemysł, tą całą infrastrukturę, która produkuje ciepło, te miliony samochodów, które pompują różne gazy cieplarniane do atmosfery, czy też może powody są zupełnie inne? Także, że zmienia się klimat, bo tym klimatem ktoś manipuluje. Z tych wszystkich materiałów, które przynajmniej ja przejrzałem i które pochodzą wręcz z dalekiej, głębokiej przeszłości, bo niektóre z lat 50. zeszłego wieku pokazują, że istnieje bardzo prosta i solidna linia, która mówi o tym, że jest grupa osób pracujących nad tym, jak kontrolować klimat i robi to od bardzo dawna, dokonując szeregu eksperymentów. Wielu tych eksperymentów dokonuje się nad naszymi głowami bez powiadamiania kogokolwiek.
I dziś na przykład, kiedy mówi się o smugach chemicznych, o chemtrails, wielu ludzi wciąż uważa, że są to bajki z mchu i paproci, że to absolutnie nieprawda, że to tylko taka teoria konspiracji i sianie paniki. Gdy tymczasem z tych dokumentów wynika, że smugi chemiczne są jednym z narzędzi, które kształtują pogodę.Nie tylko smugi chemiczne, ale także różne urządzenia, takie jak na przykład elektrownia, która tworząc wielki słup ciepła, jest w stanie wpłynąć na pogodę, jeżeli ustawi się jej pewien szereg. Tak jak na przykład zrobiono to, i widać to wyraźnie w Kalifornii na zdjęciach termicznych, które oglądałem. Widać wyraźnie, że stworzony został system wyżowy, który kompletnie odpychał całą wilgoć, jaka miała dotrzeć nad Kalifornię z Pacyfiku. Trudno uwierzyć, że tworzyć coś takiego może natura. Z jednej strony mamy rzeczywiście zmiany klimatyczne, ale z drugiej strony najbardziej interesująca i chyba znacząca jest natura tych zmian. Skąd one pochodzą? Czy są wynikiem tego, jak działa nasza cywilizacja, czy też raczej są wynikiem tego, że ktoś nauczył się wreszcie skutecznie manipulować pogodą i poprzez zmiany pogodowe, które już w zeszłym wieku, w latach 70. napisano całe prace na temat tego, jak poważnym argumentem i ważną bronią jest umiejętność manipulowania pogodą. Że można całe kraje rzucać na kolana, bo można zalać ich wodą albo na przykład dać im kompletną suszę.
Można także robić zmiany globalne, bo przecież w tym momencie cały świat niemalże dochodzi do momentu, że już jest zmęczony tym wszystkim, co dzieje się z pogodą. A na pewno ludzie tutaj już są zmęczeni tymi okrutnymi zimami, tymi bardzo gwałtownymi historiami pogodowymi. I lada chwila prawdopodobnie jak baranki wszyscy zgodzą się, żebyśmy jednak przyjęli jakieś obciążenia związane właśnie z emisją dwutlenku węgla i żeby ratować klimat i ratować Ziemię. I ta kampania ciągle przyspiesza. Ostatnio znów pokazano zdjęcia polarnych niedźwiedzi, wygłodzonych polarnych niedźwiedzi, mówiąc o tym, że lodu nie ma na biegunie północnym. One straciły przez to możliwości polowania, więc giną, więc trzeba coś robić, trzeba je ratować. I trwała ta kampania przez jakiś czas. Ja ją nawet widziałem na Facebooku. Wiele osób wrzucało te właśnie wychudzone, wygłodzone niedźwiedzie, pokazując, jak w tragicznej są sytuacji te zwierzęta i w jaki sposób natura wskazuje, że jest coś nie tak z pogodą. Ale zaledwie dwa tygodnie później akurat oglądałem dyskusję na temat zmian klimatycznych w telewizji na Fox News, gdzie czasami oglądam tego typu historie.
Odbyła się rozmowa, było kilku ekspertów i jeden z nich, z Sanatza, nie mogąc utrzymać kontrargumentów, wyciągnął mapkę i pokazał, że owszem, Ameryka jest zamrożona, nawet chłodno jest w Ameryce Południowej, gdzie poniżej równika powinno być kompletne lato, a jest chłodniej w tym roku. Natomiast cała reszta, Europa, co państwo potwierdzacie, że jest cieplej, Afryka jest ciepło, w Azji jest ciepło, wszędzie indziej jest ciepło. I wykazywali, że jest to oczywiście wynikiem również tego rozchwiania klimatu, że to radykalne zimno i radykalne ciepło wynika z tego, że klimat się zmienia. I to, co mnie zainteresowało na tej mapce, to kiedy ją zbliżyli, pokazano plamę zimna, to ta plama zimna sięgała aż po biegun północny. Czyli gdzieś tu jest ściema, chyba że w ciągu dwóch tygodni narosło tyle lodu, że jest tam w tej chwili sytuacja opanowana dla białych niedźwiedzi i znów mogą sobie polować. Ale wygląda to bardzo dziwnie, bo z jednej strony mówi się, że lodu nie ma, nagle tego lodu jest pełno i cała północna część naszego globu jest kompletnie zamrożona. Czyli coś jest nie tak. Widać tu i ówdzie, że gdzieś ta manipulacja wychodzi na wierzch, bo to fastrygowanie różnych teorii do siebie okazuje się być niezbyt dokładne. Tu i ówdzie widać, że coś jest na rzeczy i że te zmiany pogodowe i polityka wokół nich związana nie jest tylko i wyłącznie procesem natury, że jest to coś znacznie grubszego. Oczywiście głównym podejrzanym w tej całej historii jest dwutlenek węgla.
I to dwutlenek węgla jest dość specyficznym gazem, bo proszę państwa, co my robimy, kiedy oddychamy? Oddychamy sobie powietrze, w którym jest tlen i powoduje to, że możemy żyć. A kiedy wydychamy, wydychamy dwutlenek węgla. A więc w konsekwencji oznacza to, że któregoś dnia pan poborca podatkowy przyjdzie i zapyta, ile to razy od roku. I nam wyśle odpowiedni rachunek z odpowiednim podatkiem od tworzenia dwutlenku węgla. Także tego typu uderzenie i stworzenie tego typu regulacji, jeśli chodzi o tak zwane globalne ocieplenie, może spowodować zamieszanie, z którego konsekwencji do końca nie zdajemy sobie sprawy. Człowiek, kiedy oddycha, wdycha również dwutlenek węgla. Wdycha go 400 cząstek na milion tych cząstek wdychanych, a wydycha 40 tysięcy takich cząstek. Jeżeli w zasadzie zrobić takie proste działanie matematyczne i przemnożyć to przez ilość ludzi przez lata i tak dalej, to w zasadzie chyba wszyscy powinniśmy być martwi przy takiej ilości dwutlenku węgla, jaka jest wydychana. A do tego jeszcze dochodzi proces fotosyntezy, który w końcu przecież również na pewnym etapie jest najpierw pobierany dwutlenek węgla, ale potem jest również i wydzielany dwutlenek węgla.
Także sytuacja nie jest taka prosta, jak by się wydawało.I stąd te wszystkie moje podejrzenia. Zwłaszcza, że kiedy przyjrzeć się tej całej historii z dwutlenkiem węgla, to okazuje się, że on jest mikroskopijnym procentem tych wszystkich gazów cieplarnianych. Jest to zaledwie kilka procent gazów cieplarnianych i aż trudno uwierzyć, że dwutlenek węgla ma aż takie olbrzymie znaczenie dla tak zwanego globalnego ocieplenia, bo przecież większość tych gazów cieplarnianych, 95%, może nawet 96%, to jest para wodna. Para wodna, bo parują oceany, parują rzeki, jeziora, więc siłą rzeczy ona się tworzy, zawsze się tworzyła i to ona właśnie tworzy ten podstawowy gaz cieplarniany, a nie dwutlenek węgla. Do tego okazało się, jest taki naukowiec, nazywa się Pierre Latour i on jest specjalistą właśnie w dziedzinie chemii. Między innymi pracował dla NASA przy tych wszystkich programach kosmicznych Apollo, kiedy wysyłano ludzi w kosmos po to, żeby zbadać reakcje, w jaki sposób dwutlenek węgla zbiera się w takim małym pojeździe kosmicznym, w jaki sposób reaguje, stęża się i ewentualnie czy może stanowić zagrożenie dla przebywającej tam załogi. W związku z tym jest znawcą w tym temacie. I według niego okazało się, że w ogóle z tym dwutlenkiem jest coś nie tak. Dlatego, że kiedy zaczął przyglądać się, jak dwutlenek węgla reaguje w atmosferze, to on w zasadzie ma właściwości rozpraszania słońca. W zasadzie gdybyśmy mieli warstwę dwutlenku węgla grubszą w naszej atmosferze, to ona rozpraszałaby promienie słoneczne, a więc spowodowałaby globalne ochłodzenie, a nie ocieplenie.
A mówi się, że jest odwrotnie. Na dodatek proces tworzenia się dwutlenku węgla jest odwrotny niż to, w jaki sposób nam się to opowiada. To właśnie nagrzewanie powoduje produkcję dwutlenku węgla, a nie odwrotnie. Nie dwutlenek węgla produkuje nagrzewanie naszej atmosfery. Także jest wiele nieścisłości. Wszystko gdzieś to ginie w tych naukowych dywagacjach, gdzie okazuje się, że nauka często jest uwikłana w różne polityczne procesy i często autorytety naukowe niestety próbują wpływać na opinię publiczną, wskazując odpowiedzi, które niekoniecznie do końca są prawdziwe, co zaprzecza w ogóle samej funkcji nauki. Że właśnie ten proces, z którym mamy dziś do czynienia, jest procesem wynikającym z działalności człowieka, z działalności gospodarczej człowieka. Jest to też także ciekawe w porównaniu z tym, co się działo w latach powiedzmy 50., 60., kiedy ten przemysł ciężki był znacznie brudniejszy niż jest dziś, gdzie w zasadzie nie było innych elektrowni niż właśnie elektrownie węglowe albo palące ropę naftową i kiedy samochody były nieekonomiczne, kiedy środowisko naturalne było poważnie zniszczone. Mówiło się o tym, że w Tamizie można było wywoływać zdjęcia. Była tak zatruta, nie było tam żadnego życia.
Podobna sytuacja była w Wiśle, że podobno tam życie niemalże zamierało od tych wszystkich ścieków, które pompowano do tych wszystkich naturalnych zbiorników ścieków wodnych. I w zasadzie już wtedy powinniśmy mieć jakieś symptomy tego, że ta nasza planeta reaguje na taką ilość właśnie tego ocieplenia, tych wszystkich gazów, które pompowane były do atmosfery bez żadnych filtrów i bez żadnych kontroli, bez żadnych regulacji. Dziś się to wszystko poprawiło na lepsze. Tak się przynajmniej wydaje. Zwłaszcza, że widać już, że i rzeki są czystsze, a na Mazurach można sobie spokojnie zjeść smażoną sieję i sielawę. W latach nawet 80. i 90. była to ryba praktycznie niespotykana, bo jeziora były zatrute. Tak były na tyle zatrute, że ta ryba była rzadka, bo ona nie znosi zanieczyszczeń właśnie w wodzie. Także sytuacja generalnie się poprawia.
Okazuje się jednak, że mówi się nam, że to właśnie ten nasz przemysł, nasz wpływ na to, co się dzieje z klimatem, powoduje, że on się tak dramatycznie i drastycznie zmienia. Także poświęciłem dzisiaj masę czasu na rozmowę z państwem o pogodzie, ale mam ku temu powody, bo usiłuję się jakoś przynajmniej rozgrzać w tym bardzo mroźnym niedzielnym popołudniu w New Jersey. Na szczęście mogę sobie trochę napalić w kominku. Dla tych z państwa, którzy myślą sobie: o, Chris na pewno mieszka w niesamowicie wypasionym mieszkaniu, bo ma kominek. Kominek kiedyś, w dawnych czasach, mam tu na myśli lata 60., 70., a nawet 80., był w Stanach taką właściwie normalną częścią budowania każdego niemalże mieszkania i po to właśnie, żeby w sytuacji kryzysowej móc się dogrzać, bo te mieszkania nie są przystosowane do ciężkich warunków zimowych niestety. I właśnie dzięki temu, mając tego typu prehistoryczne mieszkanie, mam kominek i wspominam o nim dlatego, że właśnie mówiłem wcześniej o Sandy i o tym, że przez długi czas ta Sandy narozrabiała tutaj bardzo, bo zniszczyła masę infrastruktury. Zniszczyła też transformatory z prądem, więc przez długi czas, prawie przez dwa tygodnie nie było prądu. A wszystko jest tutaj na prąd. Przynajmniej ja w domu mam wszystko na prąd, więc nie tylko ogrzewanie, ale i kuchnia jest na prąd, więc w momencie, kiedy nie ma prądu jest masakra kompletna. Na szczęście ten kominek ratował życie i wspominam o nim ciepło.
Nomen omen ciepły kominek, bo w tym czasie, a był to późny listopadWłaśnie w kominku. Stawiałem patelnię i usiłowałem usmażyć sobie jakąś jajecznicę z lekkim popiołem i o lekko wędzonym smaku, czy również inne tego typu szybkie, proste potrawy po to, ażeby móc przeżyć. Bo były to czasy, przez to, że nie było prądu, że nie można było nawet dojechać do sklepu, bo nie było na czym, bo paliwo było mocno reglamentowane. Był to jedyny raz w tym kraju, kiedy widziałem długie, wijące się kolejki zmarzniętych ludzi stojących w kolejce do stacji benzynowej z baniakami, żeby sobie nabrać paliwa i móc jeździć samochodem. Także nawet samochodami nie stali, a na piechotę stali z różnymi baniakami. Odbywały się dantejskie sceny, bo tę benzynę reglamentowano. Albo ktoś na przykład czekał sobie dwa dni w takiej kolejce i okazało się na koniec, że jego baniak jest nieprzystosowany do nabierania benzyny. Nie chcieli mu jej nalać, więc były nawet bijatyki na stacjach benzynowych. Także to pokazuje, jak klimat jest w stanie wpłynąć na zachowanie ludzi, jak w stanie jest szybko doprowadzić do kompletnego zniszczenia tego, co ta cywilizacja wypracowywała latami. Wydaje nam się, że to wszystko jest stabilne, bo wszystko jest uregulowane.
Wszyscy wiedzą, że na czerwonym świetle nie wolno przechodzić, a na zielonym już można i tak dalej, i że w taki sposób jest pierwszeństwo, że trzeba ustąpić miejsca starszej osobie. Różne elementy. Wydaje nam się, że są to elementy trwałe, ale w momencie, kiedy zaczyna brakować prądu, a potem zaczyna brakować jedzenia, wszystko to pęka i momentalnie cofamy się do czasów jaskiniowych i zaczyna się walka na kły i pazury, kto przetrwa. Dlatego taki kominek zimą daje mi przetrwanie i mogę spalić wszystkie te fiszki, którymi zapisuję sobie najrozmaitsze informacje, jakimi państwa ostatnio karmię. Chyba już mocno przesadziłem. Marku, jesteś tam? Czy już zasnąłeś od tych moich wywodów pogodowych?
[33:04] - Jestem. Cały czas nasłuchuję, cały czas tutaj patrzę, czy ludzie coś piszą, czy dzwonią. Ale pisać to tak troszkę słabo dzisiaj. Chyba z tym pisaniem też im palce zmroziło, że tak powiem.
[33:20] - Może w kościołach dzwony-
[33:26] - Smartfony chyba też pomarzły.
[33:30] - Takie to smartfony właśnie. No nic, to w takim razie-
[33:33] - To wiecie, robią chińszczyzna.
[33:37] - To prawda. Jedziemy dalej w takim razie z tematami. Jeden z moich takich ulubionych tematów. Mam nadzieję, że państwa do tego przyzwyczaiłem troszkę.
[33:45] - To może ja powtórzę ulubiony temat pod tytułem nasze numery telefonów: 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy: 530 624 193, 530 624 193. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także dorwać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Nowej Atlantydy, na grupie Radia Paranormalium. Oczywiście można też wysyłać wiadomości pod adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[34:43] - Ja także chciałbym zachęcić państwa do jakiejś interakcji i ewentualnych telefonów czy e-maili, głównie jeśli chodzi o tematy, które państwa interesują. Zwracam na nie baczną uwagę. Chociaż zauważyłem też taką pewną tendencję, że, drodzy państwo, wysyłacie takie tematy, na które być może odpowiedź albo w jakiś sposób jest rozeznana bardzo wąska grupa osób, może ze trzy osoby na świecie, w tym ta osoba, która zadaje pytanie na ten jakiś ściśle określony temat. Także ja cały czas, mimo że już jestem w Radiu Paranormalium już czwarty rok chyba, Marku, te cztery lata-
[35:28] - Czwarty, a może nawet piąty wręcz.
[35:31] - Nawet piąty. Masz rację. Przecież nowy rok parę dni temu minął. Trzeba to liczyć. Widzisz, jakie wolne myślenie jest przez ten stan zamrożenia, przez ten stan kriogeniczności. To następny ciekawy temat. To zamrożenie, ta kriogenika, którą mamy dookoła. Można by w zasadzie nie odchodzić, bo chciałem już przejść do moich ulubionych tematów kosmicznych. To może do tego, a potem wrócimy do kriogeniki. Ulubione moje tematy kosmiczne, bo w kosmos w tej chwili, wydaje mi się przynajmniej, ponieważ ja patrzę, chyba wszyscy patrzymy, bo być może ten kosmos jest jakąś dla ludzkości nadzieją.
Bo wracając, i tu zrobię taką klamrę pomiędzy tematem pogodowym a tematem kosmicznym, bo okazało się i obliczył to jeden z astronomów, że życie na Ziemi nie będzie trwało wiecznie. Oczywiście nie powiedział nic odkrywczego, bo siłą rzeczy wiemy, że tempus fugit, a czas ucieka, prawda? Któregoś dnia skończy się słońce, wypali się zupełnie i będzie po tej całej naszej, naszym pięknym Układzie Słonecznym. Nie będzie już można na nim dalej żyć, bo nic go nie będzie ogrzewać, nic nie będzie dostarczać światła. Życie niestety będzie musiało zamrzeć, ale okazuje się, że mimo że do tego momentu, kiedy słońce wypali się tak już zupełnie na węgielekJeszcze czekają nas miliardy lat. Czyli w dzisiejszej perspektywie, jakie to ma znaczenie? Nie ma żadnego znaczenia. Nawet za miliard lat nadal nie ma to wielkiego znaczenia. Ale ten pan astronom obliczył, że koniec życia na Ziemi nastąpi znacznie szybciej ze względu na to, że rabujemy Ziemię z tych wszystkich złóż mineralnych, zmieniamy jej klimat i zmieniamy wszystko. Zmieniamy cały cykl, jaki Ziemia przez te tysiące, miliony, a nawet miliardy lat tworzyła się i produkowała tą swoją stabilizację.
My to zmieniamy i w związku z tym tniemy gałąź, na której siedzimy. Dlatego to życie skończy się wcześniej niż wskazuje na to matematyczna teoria, bo praktycznie przyspieszając, po prostu Ziemię doprowadzamy do tego, że będzie któregoś dnia trzeba zamknąć i dlatego cała nadzieja właśnie w kosmosie. Dlatego właśnie patrzymy z taką nadzieją w ten kosmos. Widać wyraźnie, że te wszystkie technologie zaczynają się rozwijać dynamicznie, coraz lepiej. Nie jest to jeszcze taka rewelacja, bo ciągle nie ma jakiegoś konkretnego, solidnego napędu, który dałby nam kopa i moglibyśmy zmienić przynajmniej nasz Układ Słoneczny na coś innego, zobaczyć, co gdzie indziej się dzieje. Ale są pomysły, są nadzieje, a wiadomo już dziś, że od science fiction do wprowadzenia czegoś w życie już wcale nie jest taka droga daleka, że gdzieś pracuje się nad różnymi zaawansowanymi systemami. W wielu takich miejscach robi się to w tajemnicy, po to, żeby zaskoczyć świat. Czasami mam wrażenie, że takich rzeczy używa się już od dawna, tylko że jakoś nie informuje się nas tak do końca o wszystkim. Ale patrzymy w tą przestrzeń kosmiczną. Ja staram się na bieżąco w Poliraksie państwa o tym informować.
Tak że wszystkie tematy w zasadzie w tej chwili chyba już macie poukładane. Można do tego jeszcze dodać ewentualnie to, że satelita Juno fotografował ostatnio piękny sztorm na Jowiszu. I tu właśnie istnieje pewna przewaga Poliraksy nad Paralaksą, dlatego, że Poliraksa jest to audycja audiowizualna i można pokazać najrozmaitsze obrazki, zdjęcia, a czasami nawet filmiki, co jest niezwykle pracochłonne, ale myślę, że dodaje trochę tej medialności takiej działalności. Tak że może audiowizualność jest to mocna przesada, ale jest to radio z obrazkami. Tak by to można było nazwać. I właśnie ten sztorm na Jowiszu jest niesamowity. Jest to jakiś wielki, jeden olbrzymi wir i ten wir mniej więcej jest wielkości Ziemi. Tak że coś gigantycznego, coś niebywałego, że takie zjawisko meteorologiczne panuje na Jowiszu. A z kolei Juno zbliża się bardzo niebezpiecznie do tych pierwszych warstw atmosfery Jowisza, do tych pierwszych chmur i jest dziś zaledwie 13 000 kilometrów właśnie od powierzchni Jowisza. I zaczyna to być troszkę niebezpieczne, dlatego, że nie wiadomo, co się wydarzy i satelita może zostać raz na zawsze stracona, tak jak Cassini.
Tyle że oczywiście Cassini zrobiono to dlatego, że nie było już innego wyjścia, że Cassini traciła swoje paliwo. Wiadomo było, że przestanie w którymś momencie działać w bardzo niedługim czasie. Dlatego doszli do wniosku, że lepiej przywalić nią w Saturna i dowiedzieć się maksymalnie do ostatniej sekundy jej życia, co się tam dzieje, niż czekać, aż sama padnie z przyczyn naturalnych. Juno na razie jest świeżą satelitą i obserwuje Jowisza, co jest także niezwykle interesujące i także ze względu na te zdjęcia, które właśnie pokazuję. A zdjęcia można robić nie tylko z satelit. Chociaż Hubble dawno nie było nic o Hubble. Hubble ostatnio sfotografował też piękne zdjęcie. Zrobił zdjęcie galaktyki, która się nazywa wręcz przepięknie, odlotowo i poetycznie. Nazywa się Kiso 5639. Nie wiem, czy to jest numer kierunkowy, żeby tam zadzwonić, czy nie.
I jest to bardzo odległa galaktyka, która na zdjęciach z Hubble'a wygląda tak, jakby ktoś malował ją pędzlem. Jest to obraz artystyczny. Pani Magdalena maluje takie obrazy. Między innymi jedna z Poliraksi ma ten Poliraks. Ma ten właśnie obraz jako obraz tytułowy. Mój ulubiony obraz w tej chwili i właśnie jest taki malowniczy. Jest ten przepiękny, delikatnie damską ręką kładziony pędzel, a więc jest wielka dbałość o szczegóły. I tak mniej więcej ta galaktyka Kiso 5639 wygląda. Jest to wręcz widok nierealny. Zastanawiano się, czemu tak właśnie to jest.
Skąd ten taki widok, taki zamazany, malowniczy, malarski wręcz pejzaż tej galaktyki. Okazało się, że panuje tam niezwykła aktywność w kwestii gwiazd. Gwiazd jest tam zatrzęsienie i na razie oszacowano, że jest w tej jednej galaktyce około miliona różnych słońc. Dlatego siłą rzeczy te słońca, każde z nich pewnie próbuje mieć największą jasność, największy blask, zaćmić wszystkie inne słońca. Tak że sytuacja jest tam bardzo dynamiczna i stąd tak właśnie ciekawe zdjęcia i stąd właśnie ta przestrzeń kosmiczna, te wszystkie wiadomości z odległych galaktyk, przynajmniej mnie ogromnie działają na wyobraźnię. A taką ciekawą galaktykę sfotografował też teleskop, który nazywa się po prostu Very Large Telescope, czyli bardzo duży teleskop, który jest zainstalowany w Chile. I on też sfotografował galaktykę, która ma równie poetycką nazwę NGC 1398.I jest ona odległa o 65 milionów lat świetlnych. Tak daleko można sięgnąć z takiego bardzo dużego teleskopu. I ten teleskop jest tak dobrą maszynką, że był w stanie nawet zidentyfikować pola magnetyczne niektórych obiektów, które tworzą tą galaktykę. Także można sobie zobaczyć, jak daleko sięga nasza przestrzeń kosmiczna.
Niektóre teleskopy sięgają już na sam skraj tej przestrzeni, która podobno jest nieskończona, ale podobno trzeba ją jeszcze rozumieć inaczej, jako pewne zakrzywienie. Bardzo skomplikowana sytuacja w logicznym i trójwymiarowym rozumieniu naszej przestrzeni kosmicznej. Ale na razie te dwie nowe kompletnie galaktyki zostały zaobserwowane, sfotografowane i pokazane. Gdzieś w bliższych naszych obszarach, w naszym Układzie Słonecznym działa satelita OSIRIS-REx. Jest to ten satelita, tu powinienem się poprawić, bo to rodzaj męski jest. Zwracacie mi państwo uwagę. To taka dygresja. Na początku mnie to troszeczkę denerwowało, bo robię wszystko, co mogę, żeby to wyszło jakoś najlepiej, a że wychodzi, jak wychodzi, to tylko pokazuje, że ideałem nie jestem. Głowy przewróconej nie mam, jest po prostu jak jest. I cóż, nie wygram ani konkursu na Miss Polonia, ani też nie wygram w konkursie polonistycznym, ortograficznym, na olimpiadzie polonistycznej także, bo od czasu do czasu zdarza mi się popełniać te błędy.
Ale ostatnio zauważyłem właśnie, że bardzo często państwo zwracacie uwagę na ten mój błąd, że mówię w rodzaju żeńskim do satelity. Mówię do niej czule: ta satelita. To jest ten satelita. Ten satelita. Choć lepiej by brzmiało, gdyby to był ten satelit. O tym właśnie mówiłem w „Polaraksie”, więc nie będę się powtarzał, więc teraz będę starał się kontrolować, co mówię na temat satelit. Ten satelita OSIRIS-REx, który został wysłany w 2016 roku we wrześniu, między innymi zrobił kilka fajnych zdjęć, które na pewno spodobają się płaskoziemskom, bo na przykład sfotografował naszą Ziemię i Księżyc jednocześnie, kiedy oddalał się od naszej planety. Są okrągłe, ale pewnie to też taka ściema. Też bardzo piękne, interesujące zdjęcie, bo rzadko zdarza się, aby te oba ciała niebieskie były tak blisko siebie i na jednym zdjęciu się po prostu zmieściły, także też działa to troszeczkę na wyobraźnię. Natomiast OSIRIS-REx leci sobie na asteroidę.
Asteroida już jest rodzaju żeńskiego, podobnie jak kometa, planeta, więc leci na tą asteroidę i ona się nazywa Bennu i doleci tam dopiero w grudniu tego roku, czyli na koniec roku. Jeszcze zajmie mu długo, żeby tam dolecieć. Kiedy będzie już na miejscu, ma wylądować na tej asteroidzie, pobrać próbki i wrócić na Ziemię. Ten powrót nastąpi w 2023 roku. Także jeszcze sobie poczekamy dobrych pięć lat, zanim to się wydarzy. Ale sama historia jest też interesująca, bo jest to kolejny raz, kiedy wysyła się właśnie sondę na asteroidę po to, żeby zbadać, co się na niej znajduje. A myślę, że robi się to nie tylko z szlachetnych przyczyn, ażeby zwiększyć naszą wiedzę na temat wszystkiego, co dzieje się w przestrzeni kosmicznej, ale żeby po prostu zbadać, czy taka asteroida jest warta zachodu. I rzeczywiście warto jest tam wysłać na przykład sprzęt z Ziemi, sprzęt górniczy i zacząć coś ryć, kopać po to, żeby dokopać się do czegoś bardzo wartościowego i zacząć budować nie tylko już tą infrastrukturę na Ziemi, bo ją budujemy od dobrych kilku tysięcy lat, ale zacząć ją budować w kosmosie, bo plany są olbrzymie i nadzieje są również olbrzymie. Między innymi z tym, że znajdziemy sobie jakieś jeszcze inne miejsce do życia, przynajmniej w naszym Układzie Słonecznym na razie, po to, żeby stworzyć taki poligon doświadczalny. I oczywiście Mars wynika, że jest tym właśnie najlepszym kandydatem na taką zastępczą planetę.
Mars co prawda jest trochę mniejszy od Ziemi, ale wiele wskazuje na to, że da się go terraformizować i być może uda się tam zasiać kiedyś palmy, rozgrzać to. Jesteśmy dobrzy chyba w tym podgrzewaniu klimatu, więc ten zimny marsjański klimat jesteśmy w stanie szybko podgrzać i sprawić, że to będzie taki rajski ogród gdzieś na Marsie. W ogóle z Marsem jest dziwna historia, bo oczywiście jest on planetą. Jest to planeta, która jest następną planetą za Ziemią i oczywiście krąży ona wokół Słońca, ale niekoniecznie tak było zawsze. Dlatego, że istnieje bardzo mocna teoria, że sam Mars wcale nie był kiedyś planetą, a był księżycem, że krążył on dookoła gigantycznej planety Faeton, która w jakiś niewiadomy sposób eksplodowała. I tu jest ta teoria eksplodujących planet. Wielokrotnie do niej wracaliśmy w przeszłości, więc nie będę się w nią zagłębiał dziś, ale właśnie Mars miał być tym księżycem, który latał dookoła tego Faetona aż do czasu, kiedy zorientował się, że nie ma już wokół czego latać i sobie lata dookoła tego Słońca. Zresztą to ciekawe właśnie, jeśli chodzi o zachowanie planet, gdyby na przykład zabrakło tego Słońca, odpukać oczywiście, to na przykład Ziemia krążyłaby wokół tego punktu, z którego zniknęłoby Słońce jeszcze przez osiem i pół minuty. Tak mi to właśnie się przypomniało w tej chwili w zasadzie na temat tego, że coś jest w stanie jeszcze krążyć wokół czegoś, czego nie ma tak z przyzwyczajenia, a następnie musi sobie znaleźć jakiś inny obiekt, gdzie wkomponowuje się w ten cały nowy układ. W tym momencie oczywiście mam na myśli Układ Słoneczny.Mars funkcjonuje dziś jako planeta, a być może kiedyś był tylko i wyłącznie księżycem.
Ma on oczywiście dwa swoje księżyce, które niestety bardzo niebezpiecznie obniżają swoją orbitę i któregoś dnia zaryją w Marsie. Zanim być może do tego dojdzie, to okaże się, że to, co zbudowano na Marsie, mam nadzieję, że to zostanie zbudowane i że człowiek będzie w stanie, miał na tyle dużo technologii i to skutecznej technologii, aby taki proces w jakiś sposób opanować. Zobaczymy co się wydarzy z Marsem w 2018 roku. Lada chwila ma odpalić Falcon Heavy, który poleci na Marsa. Na razie jeszcze na nim nie wyląduje. Będzie to lot próbny. Czy ta wielka rakieta jest w stanie rzeczywiście dotrzeć do Czerwonej Planety? Elon Musk będzie miał na jej pokładzie swój własny samochód, który w warunkach kosmicznych ma podobno przetrwać miliardy lat, dlatego, że korozji nie ma w przestrzeni kosmicznej, więc wszystko doskonale się zachowuje. Natomiast jeszcze wracając na chwileczkę do Marsa. W zasadzie od niego wcale nie odeszliśmy.
Odeszliśmy zaledwie na orbitę. Na Marsie Curiosity odkrył jakieś dziwne patyczaki. Jest to fotografia, więc na tej fotografii one się nie ruszają. Zresztą nie sprawiają wrażenia żywych, ale wyglądają bardzo dziwacznie, wyglądają jak robale, patyczaki. Nikt nie wie co to jest. Domyślają się, że może to jest jakiś taki dziwny naciek krystaliczny, ale nie ma na razie żadnych naukowych teorii na to, jak coś takiego powstało. Curiosity ma nadzieję, ci inżynierowie, którzy nią operują i NASA, że można będzie spróbować się wwiercić w takiego patyczaka i zobaczyć, jak nie ucieknie, z czego on jest zbudowany. Ale coraz więcej właśnie z tych zdjęć z Curiosity pokazuje te bardzo dziwaczne i wzbudzające zdumienie struktury, które wskazują, że coś jest na tej planecie nie tak. Nie w jakimś względzie okropnym, tylko że być może rzeczywiście na tej planecie było kiedyś bardzo bujne życie. Naukowcy już mówią w tej chwili o tym bez żenady żadnej, że życie tam rzeczywiście było.
Teraz jest kwestia, czy życie nadal tam istnieje i kto wie, może wystarczy troszeczkę głębiej pokopać i natrafi się na jakąś marsjańską glizdę czy coś w tym rodzaju. Dlatego właśnie coraz częściej pokazuje się te dziwne elementy na powierzchni Marsa. Tak myślę z tego powodu, żeby przyzwyczaić ludzi do tej myśli po to, że kiedy zostanie ogłoszone, że życie istnieje, wszyscy mówią: „Wiedzieliśmy o tym od dawna, przecież to normalne”. A już nikt nie będzie pamiętał, że jeszcze 10 lat temu powiedzenie czegoś takiego prawie że graniczyło ze spaleniem na naukowym stosie, gdyby jakiś naukowiec się wypowiedział w ten sposób. W taki sposób to się zmienia, w taki sposób się powoli podgrzewa tą żabę w garnku z gotowaną wodą, że nawet tego nie czuje. Dlatego w momencie, kiedy to życie pozaziemskie zostanie ogłoszone, po prostu nikogo to tak naprawdę nie zdziwi. Mars jest fotografowany z bliska przez Curiosity, a z daleka fotografuje go orbiter. Nazywa się Mars Reconnaissance Orbiter, niezbyt fantazyjnie. I robi on chyba najdoskonalsze zdjęcia powierzchni Marsa, jakie do tej pory wykonano. Mam nadzieję, że te zdjęcia wkrótce staną się częścią Google Mars, że będzie można podróżować i oglądać z olbrzymią dokładnością to, co tam się dzieje na Marsie.
I on właśnie, ten orbiter sfotografował najrozmaitsze struktury, które na razie nazywa się strukturami geologicznymi. Nie dlatego, że może przypominały coś sztucznego, zbudowanego przez jakąś inteligencję, ale dlatego, że wyglądają bardzo dziwnie. Są na przykład bardzo podejrzanie wyglądające przesunięcia, kiedy całe, może nie płyty tektoniczne, bo tam ich nie ma, ale całe elementy geologiczne są wobec siebie w sposób taki przesunięte, jakby ktoś je przeciął nożem. I wspominam o tym dlatego, że na razie nie ma na to oczywiście wyjaśnienia, ale być może jest to efektem tej olbrzymiej katastrofy, jaka kiedyś na Marsie nastąpiła, o której kiedyś mówiłem, że wydaje się i mówią to poważni ludzie, jak na przykład John Brandenburg, fizyk plazmowy, wydaje się, że kiedyś, bardzo dawno temu, być może ponad 200 lat temu, istniało i to bujne życie na Marsie i ktoś pojawił się nad tą czerwoną planetą i postanowił to życie zakończyć. Zrzucił dwie potężne bomby wodorowe, z których jedną z nich Brandenburg jako fizyk plazmowy, który zajmuje się energią nuklearną, obliczył, że sama bomba, jeżeli zbudowana byłaby z użyciem dzisiejszej technologii nuklearnej, byłaby wielkości Empire State Building. I coś takiego huknęło na Marsa. Zdarło z niego nie tylko atmosferę, ale i wodę. I być może, kto wie? Może to jest właśnie to pokłosie, te wszystkie historie o potopie, że ta woda na nas po prostu z nieba spadła, czyli z Marsa, z tych oceanów marsjańskich, gdzie istniała ona w stanie płynnym, bo do dziś widać na brzegach takich wyschniętych oceanów ślady erozji. A więc były przypływy i odpływy.
Funkcjonowało to w sposób podobny jak na Ziemi. Ta woda zniknęła i być może część tej marsjańskiej wody znajduje się na Ziemi. Być może część marsjańskiego życia również znajduje się na Ziemi. Być może nawet sami Marsjanie.Znajdują się na Ziemi, bo co jakiś czas pojawiają się dziwne postaci, nieziemskie postaci, o których czytamy tu i gdzieś. Czytamy o Annunakach, to wiemy, że to po prostu Marsjanie. Czytamy w Księdze Rodzaju o tych, którzy przybyli na Ziemię, giganci, którzy przybyli na Ziemię i nie byli z tego świata. Nie wiadomo skąd przybyli, ale wyglądali jak my. Zachowywali się jak my. Kobiety ich bardziej lubiły. Podobno, ale to się skończyło w miarę szybko.
Te historie co jakiś czas sugerują, że ktoś skądś przybył. W większości tych legend i tych opowieści, tych mitów, tak je dzisiaj nazywamy, jest ciągle mowa o jakichś przybyszach, właśnie pozaziemskich, którzy przypominają ludzkie osoby. Ale to temat na zupełnie inną historię. Widzę, że nasz czas powoli dobiega dzisiaj końca. Także jeszcze raz państwu dziękuję za uwagę. Będę się dalej próbował rozmrażać, ponieważ zazwyczaj narzekam troszkę i przepraszam też troszkę, więc dziś przepraszam za to, że ciągle nie jestem w najlepszej formie i przepraszam także słuchaczy i oglądaczy, widzów siostry bliźniaczki Paralaxy, Poliraxym, bo ciężko się przedrzeć przez tę klimatyczną czarnobiałość, zmrożoną, nieprzyjemną, całą w tym mrożącym krew żyła wietrze po prostu ciężko jest żyć. Umysł jest kompletnie ściśnięty, tak ściśnięty, że w zasadzie ciężko go zmusić do jakiejś pracy i nawet bardzo podstawowe czynności zajmują niestety dużo czasu. Dlatego kiedy zamierzałem tworzyć te wszystkie Polarexy, miały być one znacznie częściej. Okazuje się, że chęci są, ale energii po prostu nie wystarcza. Czasami nawet są to siły wyższe.
Na przykład ostatnia Polaraxa miała być wczoraj, ale zajęło całą noc, żeby ją grać do YouTube'a. Po prostu czegoś takiego wolnego internetu, chyba nie wiem już, z jakiego powodu jest ten wolny internet. Chyba dawno nie miałem. Może dlatego, że wszystkie dzieciaki w okolicy nie chodzą do szkoły i siedzą na grach komputerowych do rana i zabierają tę energię internetową. Także dzieją się niebywałe rzeczy i dlatego mówię o tym, żeby wskazać państwu czy poinformować o tym, że nie dlatego coś ukazuje się rzadko, że jestem leniwy tylko dlatego, że mozolnie pracuję nad czymś i zabiera mi to nienormalnie dużo czasu, co jest z jednej strony wkurzające, ale z drugiej strony jestem uparty i czy lepiej, czy gorzej, czy z większymi pomyłkami, czy też nie, będę próbował przedrzeć się do tej wiosny. O ile nastąpi, bo niektórzy mają wątpliwości, czy nastąpi ta wiosna w tym roku. Jest tak fatalnie. Może będzie lepiej. Z wiosną będzie lepiej. Zima wasza, wiosna nasza, tak się kiedyś mówiło, ale to się oczywiście okaże.
A ja serdecznie państwu dziękuję za uwagę. Nie udało nam się dzisiaj po raz kolejny porozmawiać ze sobą. Ani telefonów, ani maili. Na pewno będzie parę komentarzy złośliwych na mój temat, ale już zaczynam się powoli do tego przyzwyczajać. Skóra robi się coraz grubsza, a przyda się coraz grubsza skóra na ten mróz, bo zawsze to cieplej. Jeszcze raz serdecznie dziękuję za państwa uwagę i oczywiście jeszcze raz składam życzenia noworoczne. Także pierwszą audycję mamy już za sobą, a ja będę się powoli szykował do następnej. Z pewnością usłyszymy się najpierw w Polaraxie, a jeżeli Ivellios zechce mnie zaprosić do Paralaxy za tydzień, to spróbujemy porozmawiać raz jeszcze, być może na jakiś jeden bardziej konkretny temat. Być może też mrozy jakieś puszczą i będzie znacznie łatwiej i przyjemniej porozmawiać o nowych historiach, których nowych historii jest ciągle pełno. Miało być o krioniczności.
Wyszło na to, że krioniczna jest temperatura, a w kwestii krioniczności i przedłużaniu ludzkiego życia, wykorzystując tę technologię, dokonano niesamowitego i niewiarygodnego postępu, który będzie miał olbrzymie konsekwencje na to, w jaki sposób będziemy postrzegali człowieka jako istotę w przyszłości. Tu na marginesie jeszcze taka mała ostatnia dygresja rzutem na taśmę. Właśnie w Polaraxie opisywałem historię, gdzie poczęty embrion, dziecko z tego embriona zostało urodzone właśnie niedawno, w listopadzie i urodziła to dziecko kobieta, która ma 23 lata. Natomiast embrion był zamrożony przez 24 lata plus ciąża to prawie 25 lat. Czyli teoretycznie, jeżeli liczyć czas życia człowieka czy istotę ludzką od momentu jego poczęcia, to w takim razie córka była starsza niż matka i tworzy to tylko początek olbrzymiego zamieszania, którego lada chwila będziemy świadkami, bo ten postęp naukowy jest olbrzymi. Może na ten temat porozmawiamy następnym razem. Jeszcze raz serdecznie dziękuję. Już nie zajmuję więcej czasu. Życzę przepięknej niedzieli i wspaniałego Nowego Roku. Jeszcze raz serdecznie dziękuję i dobranoc państwu.
Dobranoc, Ivelliosie.
[01:01:02] - A mówił te słowa do państwa nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina, autor serwisu Nowa Atlantyda oraz audycji Paralaxa i wideobloga Polarexa. Wideoblog oczywiście dostępny jest do obejrzenia i posłuchania naturalnie na YouTube. A audycję od strony technicznej jak zawsze obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej Paralaksie już za tydzień.
[01:01:38] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl