Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd.
dostępne jest z poziomu forum

Czaszka Gwiezdnego Dziecka. Wykład Lloyda Pye cz. 1


Dodano: 2012-04-17 18:25:58 | Wyświetleń: 8648 | Przeczytam później
Niniejszy artykuł stanowi tłumaczenie wykładu Lloyda Pye nagranego przez projekt New Paradigm Films. W naszym dziale z filmami dostępny jest zapis tego wykładu: część I, część II. Zachęcamy również do lektury książki Lloyda Pye "Najbardziej Zagadkowa Czaszka", wydanej na polski rynek przez wydawnictwo Cień Kształtu.

Gwiezdne dziecko
Artystyczna wizja wyglądu
gwiezdnego dziecka za życia
Historia Gwiezdnego Dziecka zaczyna się w Meksyku, około 100 mil na południowy zachód od Chihuahua, niedaleko terenów kopalnianych na obszarze w dużym stopniu pustynnym, podobnym do tych w Arizonie, Wielki Kanion, czy coś podobnego. Około roku 1930 rodzina o meksykańskich korzeniach wracała do swojej rodzinnej wioski pierwszy raz od bardzo wielu lat. Mieli kilkoro dzieci, bodaj najstarszym była dziewczynka, miała jakieś 13, 14, może 15 lat - w późniejszym okresie nie mogła sobie przypomnieć, ile dokładnie miała lat, była jednak nastolatką. Gdy przybyli do małej wioski, powiedziano im, aby nie wchodzili do znajdujących się w okolicy jaskiń czy starych opuszczonych tuneli kopalnych, ponieważ było to niebezpieczne, poza tym był to temat tabu i nie wolno było tego robić. Dziewczynka postanowiła zbadać je i sprawdzić, o co chodzi. Kilka dni później wzięła ze sobą koszyk pod pretekstem szukania w okolicy jakichś owoców - tak naprawdę jednak chciała zbadać te jaskinie, udała się więc na znaczną odległość od wioski i odnalazła szyb kopalniany, wspięła się aby tam wejść, i gdy weszła do środka, na głębokość kilku stóp, skąd mogła jeszcze widzieć, znalazła ludzki szkielet leżący na plecach, pośród kurzu, po prostu lezący ludzki szkielet. Podeszła bliżej i zobaczyła, że wokół znajdowała się ścianka ulepiona z ziemi, która wyglądała jak grób! Gdy podeszła jeszcze bliżej, spostrzegła, że z tego grobu wystawała - jak to nazwala - zniekształcona ręka. Takiego użyła określenia - zniekształcona ręka. Tak naprawdę nie wiemy, co to było, ale ta ręka, jak mówiła, otaczała ramię człowieka leżącego na ziemi.

Była to więc bardzo dramatyczna scena, która oznaczała - czego dziewczyna wówczas nie rozumiała - ze osoba leżąca w grobie umarła, a osoba leżąca na ziemi ją pochowała i położyła na niej swoje ręce. To, że położyła na nim swoją rękę, oraz że położyła się obok i popełniła jakiś sposób samobójstwo, świadczyło o silnym związku między nimi. Nie wiemy tak naprawdę, jak to zrobiła, nie ma jednak innego sposobu aby dojść do tego, ponieważ, jak mówiłem, tak tę scenę opisała dziewczynka. Czy to było romantyczne, czy tez dramatyczne, czy może jedno i drugie, tego tak naprawdę nie wiemy. To, czego dziewczynka nie mogła wiedzieć, i czego sami później się dowiedzieliśmy, to to, że oni tam leżeli przez 900 lat - tyle czasu minęło od chwili pochowania. Jest to więc szczególny przypadek, że ich odnalazła. Grób wyglądał jak gdyby nie był poskładany w całość, kupka brudu była dość luźna, więc dziewczynka przyjęła, ze gdy odsunie część pyłu, odnajdzie drugi szkielet. Tak więc zrobiła. Postanowiła go wykopać. I zrobiła to, i jak mówiła, odkryła, że szkielet w grobie miał - mówiąc jej słowami - zniekształcone ciało. Jak mówiła, cały szkielet był zniekształcony. I znów, co to oznacza, tak naprawdę nie wiemy. To były jej słowa.

Mówiła, że szkielet był zauważalnie mniejszy od drugiego. Opierając się na rozmiarach głowy, czaszki którą wykopała, wiemy, że osoba leząca w grobie miała około 5 stóp wzrostu (1,5 metra). To nie jest nic niezwykłego u mieszkających w tym rejonie Meksykan, więc przyjmujemy, że skoro szkielet był zauważalnie mniejszy, miał około 4 stóp wzrostu. To są tylko poczynione przez nas przypuszczenia. Ponieważ wszystkie kości były w jednym miejscu, a dziewczynka miała przy sobie koszyk, postanowiła wykopać je i zabrać ze sobą w drogę powrotną do USA. Być może aby pokazać je w szkole, na wystawę, stwierdziła, że zniekształcenie było tylko efektem jakiejś deformacji, była tylko dzieckiem i nie wiedziała tego, co my wiemy. Wiesz, UFO i kosmici w 1930, więc któż by pomyślał o czymś innym niż deformacja. Nie miała pomysłu, jak to zrobić, jak przewieźć szkielety, więc pomyślała najpierw, aby je gdzieś ukryć, gdzieś blisko wioski, jak to zrobiła, opiszę za moment.

Gwiezdne dziecko
Czaszka gwiezdnego dziecka
W drodze powrotnej znalazła wąwóz między krzakami, było tam drzewo, pod którego korzeniami znajdowała się dziura, w której dziewczynka - jak sądziła - mogła bezpiecznie ukryć szkielety. Co tez uczyniła, ponieważ było to naprawdę dobre miejsce do ukrycia kompletnych szkieletów. Gdy chciała wrócić, aby je stamtąd zabrać, był środek nocy, wtedy nadeszła ulewa która trwała całą noc, cały następny dzień i kolejną noc. Gdy mogła w końcu wyjść i sprawdzić, czy z czaszkami jest wszystko w porządku, odkryła, że w wyniku silnego deszczu poziom wody w rzece podniósł się a płynąca woda zaczęła podmywać korzenie drzewa i wymywać ziemię, zaś wszystkie kości zniknęły. Oczywiście, była tym faktem zdenerwowana Poszła więc wzdłuż strumienia i znalazła na jego brzegu jakieś krzaki, i okazało się, ze zatrzymały one obie czaszki i fragmenty górnej szczęki zniekształconej czaszki, i że mogła je stamtąd wyciągnąć. Te dwie czaszki i fragmenty górnej szczęki.

Obie czaszki doznały znacznego uszczerbku, płynąc z nurtem strumienia wśród kamieni i innych rzeczy. Ludzka czaszka straciła jeden z policzków, musiała więc o coś bardzo mocno uderzyć, cokolwiek to było, a zniekształcona czaszka utraciła całą dolną część oraz obydwa policzki, straciła również część podstawy. Nie wiemy, ile tego było, ponieważ ta część została oderwana lub odłamana w całości. Niemniej jednak dziewczynka była szczęśliwa, posiadając te dwie czaszki, uznała też, że teraz będzie je łatwiej przewieźć, niż kompletne szkielety, przechowała więc te dwie czaszki.

Kilka lat później zakonserwowała je w szelaku co było dość częstą metodą konserwacji w latach trzydziestych, i dość dobrą, ponieważ naprawdę chroniła ona czaszki przed tłuszczem z dotykających je dłoni, po czym włożyła je do kartonowego pudła, wstawiła do garażu i przypuszczalnie zapomniała o nich. Przechowywała je jednak przez całe życie, do początku lat dziewięćdziesiątych, gdy zorientowała się, że jest z nią coraz gorzej i że wkrótce umrze. Chciała więc znaleźć dla nich nowy dom, miała kilku przyjaciół, których zapytała czy nie wzięliby od niej kilku pamiątek, jak wówczas nazywała czaszki. Powiedzieli, że oczywiście, nie widzą problemu, aby je zabrać. Gdy kobieta umarła, para przyjaciół przechowywała czaszki przez pięć lat, w tym samym pudle.

Czuli się z tym dość niezręcznie. Spotkali małżeństwo nazwiskiem Young z El Paso w Teksasie, i później okazało się, że był to interesujący wybór, ponieważ Melanie przez 15 lat pracowała jako pielęgniarka i miała do czynienia z wieloma deformacjami, więc deformacje u ludzi, jak ona rozumiała, nie były tymi, jakie wykazywała niezwykła czaszka. Gdy ją podnosiła, czułą natychmiast, że była lekka. Zauważyła, że części czaszki były bardzo różne od tych znajdujących się w zwykłej ludzkiej czaszce, jak również zdeformowanej. Czaszka była o wiele zbyt symetryczna - bardzo odmienna, ale zbyt symetryczna - niz w przypadku jakiejkolwiek deformacji, jaką ona miała okazję widzieć. Zarówno ona jak i jej mąż Ray wiedzieli, że w El Paso działa MUFON (Mutual UFO Network - Wzajemna Sieć UFO) Będąc członkami tej organizacji, wiedzieli dużo o kosmitach i o tym, jak kosmici mogą wyglądać.

Melanie powiedziała do Ray'a "Wiesz, to wygląda jak czaszka szaraka, ponieważ zawiera wszystkie cechy szaraka, włączając zmarszczki na czubku głowy... których ludzie nie posiadają". U ludzi głowa w tym miejscu jest po prostu zaokrąglona. Mówi się, że szaraki posiadają twarz w kształcie serca, z małymi zaokrągleniami po obu stronach głowy, przy powiększonych płatach ciemieniowych. Mają tez dużo mniejszą dolną część twarzy, i w rzeczy samej, czaszka posiada wszystkie cechy zmniejszonej dolnej części twarzy. Fizycznie wygląda to jak czaszka szarego kosmity, pasuje do standardowego obrazu szaraka, jaki znamy. Melanie powiedziała: "Chciałabym to sprawdzić, dowiedzieć się co to jest". Ray się zgodził.

Udali się więc na najbliższe spotkanie MUFON-u w El Paso i opowiedzieli o tym wszystkim, którzy w polu badań alternatywnych opowiadają o czaszkach, znają się na czaszkach i mogliby przyjrzeć się posiadanej przez nich czaszce. Padło moje nazwisko, ponieważ w tym czasie, 1999 roku, podróżowałem po kraju, dyskutując o mojej książce "Everything you know is wrong" która poruszała temat alternatywnej wiedzy o pochodzeniu człowieka oraz o hominidach, tj. Bigfoocie, Obrzydliwym Człowieku Śniegu, itd. jak również istotach nazywanych praludźmi. Porównywałem czaszki praludzi z tym, jak mogą wyglądać czaszki hominidów, i mój argument mówił, że były one takie same - tak naprawdę istoty te nie były praludźmi, w istocie były one hominidami, tak więc ludzie, którzy przypuszczalnie dokonali prezentacji czaszki [na spotkaniu MUFON-u] powiedzieli Royowi i Melanie, że Lloyd Pye wie bardzo dużo na temat czaszek, więc powinni się z nim skontaktować.

Skontaktowali się więc ze mną i poprosili o spotkanie, gdy będę gdzieś w pobliżu El Paso, miałem tam przyjechać za kilka miesięcy, w połowie lutego 1999 roku. Powiedziałem więc, że będę wówczas w drodze na konferencję w Laughlin w Nevadzie, i że mogę do nich po drodze zajrzeć, na co odpowiedzieli "Wspaniale, będziemy na Ciebie czekać". Tak więc przyjechałem i odwiedziłem ich, spodziewając się, że zobaczę coś odnoszącego się do Bigfoota. Gdy zapytałem, co to jest, powiedzieli "Pokażemy Ci, gdy wejdziesz". Myślałem, że to będzie w jakiś sposób związane z hominidami. Gdy wyjęli przedmiot z pudełka, przeżyłem szok! To była absolutnie ostatnia rzecz, jaką spodziewałem się zobaczyć. Gdy podali mi do rąk zniekształconą czaszkę, wiedziałem o czaszkach wystarczająco dużo, by wiedzieć, że ta czaszka była naprawdę bardzo niezwykła - o wiele za lekka, zdecydowanie zbyt symetryczna, szczególnie zaś zrozumiałem problem z oczodołami, ponieważ mój ojciec był optometrykiem przez ponad 40 lat i dużo opowiadał o oczach, więc widziałem, że te oczy były niezwykłe, dziwne, jak gdyby z innego świata. Były jednak idealne, inne, lecz idealne. Dla mnie to miało sens.

Nawet jednak biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki, moja pierwsza ocena była taka, ze to musiała być jakiegoś rodzaju deformacja. To jest naturalna rzecz, jaką mówi każdy, widząc po raz pierwszy coś bardzo niezwykłego, patrząc na to jako pochodzące od człowieka, twoja pierwsza myśl mówi, że to musi być deformacja, i jeśli nie wiesz nic więcej, tak właśnie myślisz. Melanie wiedziała więcej. Ja również wiedziałem trochę więcej, jednak pomysł, że trzymałem w ręku kosmitę lub hybrydę kosmity i człowieka był tak trudny do zaakceptowania przez mój umysł, ze porównałem to do pasterza znajdującego zwoje z Morza Martwego. I gdy to zrozumiałem, wydawało mi się to tak nieprawdopodobne, że wciąż nie mogłem tego zaakceptować. Powiedziałem im więc, że wydaje mi się, że to jest prawdopodobnie pewnego typu deformacja lub kombinacja deformacji. Zgadzam się jednak co do tego, że to jest bardzo niezwykłe i chcę przedsięwziąć kroki aby dowiedzieć się, co to jest.

Zapytali, ile to zajmie - odpowiedziałem, że prawdopodobnie nie więcej jak kilka miesięcy, wezmę czaszkę, porozmawiam z ekspertami, dowiem się, powinni stwierdzić lub spróbować dowiedzieć się, co to jest, więc nie powinno to potrwać długo - mówiłem, najwyżej jakieś sześć miesięcy. A teraz, gdy rozmawiam z wami, minęło już dwanaście lat! To pokazuje, że miałem błędne założenie co do tego, czemu stawiłem czoła, pod względem niechęci dowiedzenia się, co to było.

Wówczas jednak za bardzo się tym nie przejmowałem, gdy jednak zająłem się tym na początku 1999, i zacząłem pokazywać czaszkę ekspertom, z którymi rozmawiałem, stało się jasne, że większość ludzi, z którymi miałem kontakt, nie rozmawiało ze mną, ponieważ, niestety, w pierwszym tygodniu gdy miałem tę czaszkę zabrałem ją na konferencję, na którą się udawałem, na kongres w Laughlin w Nevadzie w lutym 1999, i gdy zabrałem ją tam, pokazałem ją wielu ekspertom w dziedzinie ufologii, w tym czasie nie wiedziałem nic o ufologii - nie interesowałem się UFO i obcymi, obiektem mojego zainteresowania były hominidy, pochodzenie człowieka, pracą Zecharia Sitchina - tym się interesowałem. Tak naprawdę nie wiedziałem, w co wchodzę, nie wiedziałem również, co to mogło być, w odniesieniu do UFO i obcych, wiedziałem jednak, że jeśli zabiorę czaszkę na konferencję, będzie tam wielu ekspertów w tej dziedzinie, którzy powiedzą mi o niej dużo więcej. Więc zabrałem czaszkę i pokazałem im, grupom ekspertów, i byli nią bardzo podekscytowani. Zgodzili się co do tego, że to prawdopodobnie był szarak - posiadał wszystkie cechy fizyczne szaraka, i był tak odmienny od człowieka jeśli porównamy głowy, ze każdy naciskał na mnie, mówiąc "To naprawdę może być obcy!".

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiliśmy w tamtym tygodniu, było zabranie czaszki do laboratorium rentgenowskiego w Las Vegas, i tam okazało się, ze czaszka w ogóle nie posiada przednich zatok. Okazało się również, że w szczęce górnej, to znaczy w jej fragmentach które posiadaliśmy, które posiadały dwa zęby, znajdowało się pięć koron nazębnych. Radiolog stwierdził po prostu, że ten brak przednich zatok jest naprawdę niezwykły, ponieważ nie ma po nich żadnego śladu, nawet nie próbowały się pojawić, ich tutaj nie ma, zniknęły - to jest bardzo niezwykłe. Ludzie mogą się rodzić bez prawidłowo działających zatok, z bardzo małymi zatokami, ale zawsze istnieje jakiś rodzaj zatok, które próbują urosnąć. Powiedział tez, że jeśli chodzi o rośnięcie szczęki, jeśli zęby rosną i wypadają, wtedy mamy do czynienia z dzieckiem w wieku około 5-6 lat. Gdy więc wróciliśmy, byliśmy podekscytowani i postanowiliśmy nazwać czaszkę Gwiezdnym Dzieckiem.

I tak zrobiliśmy. Gwiezdne Dziecko prosto z pudełka - wielki błąd, ponieważ to natychmiast nastawiło naukowców negatywnie do czaszki, ponieważ ta nazwa sugerowała, że obcy istnieją, a oni nie mogą tego uznać, i nie będą się tym zajmować, więc musiałem walczyć aby przekonać ludzi do rozmowy ze mną na ten temat, więc na początku mówiłem że mam nie Gwiezdne Dziecko, a niezwykłą czaszkę. Co robisz z czaszką? Stanąłem w opozycji wobec naukowców i zacząłem dochodzić, co to jest, ponieważ zawsze istnieje mnóstwo podejrzeń, gdy jednak zgodzili się ze mną rozmawiać i rozmawialiby, niektórzy z nich widząc brak zatok po prostu pokazywali mi drzwi, mówiąc "Nie będę rozmawiał na ten temat". Jednak ci, którzy powiedzieli mi co chciałem wiedzieć i przedstawili swoje ekspertyzy, mówiąc jednocześnie "Nie wolno Ci powoływać się na moje nazwisko". I z kimkolwiek się nie kontaktowałem, żaden z nich nie pozwolił mi powołać się na jego nazwisko. Na początku było więc trudno, ale pod koniec roku 1999 rozmawiałem około 30 lub więcej ekspertami.

Różni eksperci mówili: "Cóż, część mogę wyjaśnić na gruncie mojej dziedziny, ale reszta to z pewnością jakiegoś rodzaju deformacja" Najczęściej mówili o wodogłowiu, o którym słyszałem bez przerwy, wszyscy mówili też o innych rzeczach jak sztuczna deformacja czy coś podobnego. Na początku nie słyszałem w ogóle o progerii, teraz często o tym mówią nawet jeśli nie jest to żadna z tych rzeczy. Na początku najczęściej mówili o sztucznej deformacji i wodogłowiu, szybko jednak przekonałem się, że to nie mogła być ani sztuczna deformacja ani wodogłowie. To doprowadziło do pewnych konfrontacji, gdy ludzie mówili "O, to jest wodogłowie lub sprowokowana deformacja" a ja zaczynałem wyjaśniać, jak mogło być naprawdę. Naukowcy w większości nie lubią słyszeć że się mylą od kogoś, kto w ich mniemaniu jest kimś stojącym niżej od nich na drabinie intelektualnej, mieliśmy więc z tym pewne problemy. Jednak pod koniec roku znałem 25 zasadniczych różnic między tą czaszką a czaszką ludzką. Te 25 różnic świadczyło o zasadniczych różnicach genetycznych między Gwiezdnym Dzieckiem a człowiekiem.

To wskazywało, że czaszka miała tak wiele instrukcji genetycznych, które były znacznie odmienne od tych występujących u człowieka, że prawdopodobnie posiadała wiele różnic w kodzie genetycznym. Problemem jednak było to, że nie mogliśmy uzyskać żadnej pomocy w dostaniu się do tego genomu, ponieważ w 1999 na świecie istniało tylko sześć laboratoriów, które mogły odzyskać starożytne DNA i ostatecznie przy pomocy datowania metodą izotopu węgla 14C ustaliliśmy, że czaszka miała 900 lat.

Wiedząc o tym, musieliśmy udać się do laboratorium odzyskującego starożytne DNA. Nie byliśmy w stanie przekonać żadnego z tych sześciu laboratoriów do zajęcia się czaszką, obojętnie za jakie pieniądze, nieważne, czy gwiezdne dziecko, czy obcy - słyszeliśmy "Nie chcemy się tym zajmować". Pod koniec 1999 roku byłem przekonany, że to nie była ludzka deformacja, a także zebrałem wszystkie różnice fizjologiczne. Jednak żadne z tych różnic, ani pojedynczo, ani razem, dla nauki nie znaczyły nic. Naukowcy całkowicie odrzucili możliwość, że mogło to być cokolwiek innego niż ludzka deformacja i zrobili to, mówiąc "Przyroda może wszystko" - taką odpowiedź słyszałem od każdego. Przyroda może wszystko. Przyroda może tego dokonać. Przyroda potrafi wszystko, co wymyślisz - to jest różnica. Przyroda to potrafi, jest wszechmogąca. Może spowodować każdą kombinację defektów, jaką tylko zechce. Nic nie możesz na to powiedzieć. Zdałem sobie sprawę, że byłem sparaliżowany pod względem udowadniania, ze ta odpowiedź jest nieprawidłowa, ponieważ obalała ona wszystko. Wszyscy mówili "Pokaz nam DNA, które nie jest ludzie, a będziemy pod wrażeniem".

Obecność cech, które nie są ludzkie, nic nie znaczy, ponieważ natura potrafi robić takie rzeczy, ale zmiany w budowie DNA to zupełnie coś innego. DNA to obszar działania biologii. Gdybyśmy wykazali, że DNA nie jest ludzkie, byłby to mocny, biologiczny dowód. Stało się to pod koniec 1994 roku pewnego rodzaju zadaniem. Ponieważ nie mogłem namówić do współpracy żadnego z sześciu renomowanych laboratoriów na świecie które mogłyby odzyskać starożytne DNA, postanowiłem nawiązać współpracę z laboratorium sądowym, co było dużo mniej skomplikowane.

Było to laboratorium uniwersyteckie na Uniwersytecie w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, i gdy oni tak naprawdę nie byli w stanie dokonać tego, czego my potrzebowaliśmy, ich laboratorium było zaprojektowane do odzyskiwania DNA nie starszego niz 50 lat (a więc nie 900), sądzono jednak, że ponieważ czaszka była pochowana w szybie kopalnianym przez 900 lat, DNA powinno być całkiem świeże, w dobrym stanie, na tyle świeże, aby kwalifikowało się jako młodsze niż 50 lat. Takie były nadzieje. Powiedzieli "Spróbujemy się dowiedzieć, czy to jądrowe DNA jest zdatne do odzyskania". Jeśli ono tam jest, nieuszkodzone, a nie wydaje nam się aby takie było. Znajdowało się głęboko w szybie kopalnianym, powinno więc być zachowane w dobrym stanie, ponieważ szyb kopalniany działa w pewien sposób jak pomieszczenie z kontrolowanymi warunkami klimatycznymi, utrzymuje stabilną temperaturę, nie ma możliwości wypłukania minerałów z kości, wysuszenia ani spowodowania degradacji, więc DNA powinno być w dobrym stanie, powinno nam się udać je odzyskać. Powiedziałem "OK, chodźmy do szkoły i zacznijmy pracę". Zanieczyścili pierwszą próbkę, to jest organizacja studencka, więc wszystko się może zdarzyć, trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność, zanieczyścili pierwszą, skazili drugą, i przy trzeciej próbie uzyskali odpowiedź, ale była to odpowiedź bardzo słaba i bardzo niewiarygodna, było to wówczas 200 pikogramów wyniku, który mówił, że to był ludzki chłopiec, tak przynajmniej wskazywało ułożenie chromosomów X i Y.

Czułem jedynie, że to było prawdopodobnie kolejne zanieczyszczenie, ponieważ 200 pikogramów to zaledwie 1/5 minimum 1000 pikogramów, które zwykle są wymagane w celu uzyskania wiarygodnej odpowiedzi. Nie byłem tym usatysfakcjonowany. Poprosiłem o kolejne badanie, aby się upewnić, zaczęło się więc kolejne badanie i było tak samo - powiedzieli, że 200 pikogramów ze chłopiec, X-Y, i tą odpowiedzią byłem bardzo rozczarowany. Gwiezdne Dziecko było ludzkim chłopcem, wystąpiła zwykła deformacja, możesz o tym zapomnieć i iść do domu. Nie miałem odczucia, że laboratorium działało w dobrej wierze z tymi wynikami. Myślę, że chcieli się tego po prostu pozbyć, że napotkali na problemy, których nie chcieli uznać, o których nie chcieli głośno mówić, i zamiast spróbować je rozwiązać, chcieli po prostu zamknąć sprawę jedną odpowiedzią, która mówiła, że to jest tylko ludzki chłopiec, skończone, idziemy do domu.

Pod koniec 1999 roku nastąpił spadek zainteresowania Gwiezdnym Dzieckiem, ponieważ z laboratorium wyszło stwierdzenie, że to był ludzki chłopiec, a sceptyk Steven Novella z New England Skeptical Society (organizacji, którą założył) napisał bardzo zjadliwy artykuł o Gwiezdnym Dziecku, o mnie i wszystkim, co próbowaliśmy zrobić, pisząc, że to jest kompletna bzdura, że to był człowiek, o którym wszyscy mogą już zapomnieć, raz na zawsze, i już więcej się nim nie interesować. Na polu wiedzy alternatywnej nie mogłem znaleźć nikogo, kto wziąłby to na poważnie, nikt mnie nie prosił o mówienie na ten temat, wszyscy po prostu mówili "Czyż nie udowodniono, że to człowiek?" A ja odpowiadałem "Cóż, laboratorium stwierdziło, że to był człowiek, ale to nie oznacza, że to pewne, myślę, że się pomylili". "Jak mogli się pomylić? To są naukowcy! Jak mogliby się mylić?" Odpowiadałem "Myślę, że się pomylili, nie wydaje mi się, by powiedzieli prawdę". "Ale dlaczego mieliby kłamać? Przecież to naukowcy!" Naprawdę nieprawdopodobnie trudno było przezwyciężyć to pranie mózgów, które częste jest u społeczeństwa, pogląd, że nauka się nie myli, że nie ma celów, że nie ma emocjonalnej bariery, by przyznać, ze Gwiezdne Dziecko nie było człowiekiem. Naukowcy posiadają takie same wady jak my, ale ich propaganda wymyła mózgi społeczeństwu, które teraz wierzy, że stoją ponad tymi wszystkimi rzeczami, co nie jest prawdą. Przez trzy i pół roku walczyłem, aby przekonać ludzi by przyjrzeli się temu ponownie, i nie mogłem przezwyciężyć artykułu Novella i tych negatywnych artykułów, które powstały po jego tekście, tych negatywnych publikacji, które odnosiły się do niego. To było po prostu beznadziejne. W tamtym czasie tkwiłem w tym głęboko i nie mogłem ruszyć.

Pod koniec 2002 roku, w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, moja dziewczyna postawiła mi ultimatum i powiedziała "Musisz to zakończyć". "Musisz sobie z tym dać spokój, zostawić to, to Cię zabija, deprecjonuje, niszczy nasz związek, musisz z tym skończyć". Musiałem się na to zgodzić, to wymknęło się spod kontroli. Ogłosiłem więc na mojej liście dyskusyjnej, ze z dniem 1 stycznia zaprzestaję dalszych prac i że następnie wrócę do szkół, tak aby móc robić inne rzeczy i przekazać to komuś innemu, zrobiłem wszystko co się dało, więcej nie mogę. Zakończyłem słowami "Wciąż jestem przekonany, że to nie była zwykła ludzka deformacja, że laboratorium się pomyliło, dopóki nie zostaną przeprowadzone dodatkowe testy, nie będziemy nic wiedzieć na 100%". W ciągu kilku dni pani Belinda McKenzie z Londynu skontaktowała się ze mną i powiedziała, że niedawno zmarł jej ojciec, że odziedziczyła po nim spadek, ze posiada teraz pewną sumę pieniędzy, i pytała, ile kosztowałoby przeprowadzenie drugiego testu DNA, ten potwierdzający test, mówiła, że śledziła moją historię przez jakiś czas i chciałaby poznać odpowiedź, tą prawdziwą odpowiedź, obojętnie jaka by nie była, prawdziwą odpowiedź, w którą możemy uwierzyć. Nie widziałem, jak się wtedy miała sprawa laboratoriów odzyskujących starożytne DNA, ale powiedziałem, że zabiorę się do pracy i oddzwonię, gdy tylko dowiem się, co to jest. Dowiedziałem się, że wówczas istniały już na świecie 24 laboratoria, i że trzy z nich były w stanie odzyskać starożytne DNA.

Zacząłem więc dzwonić do tych laboratoriów i znalazłem jedno, Trace Genetics w Kalifornii, które zechciało podjąć się zadania, prowadzone przez dwóch młodych ludzi, Ripana Mahli i Jasona Eshlemanna, którzy powiedzieli "OK, zrobimy to, nie martwimy się, nie ma problemu, dla nas to po prostu biznes, Ty płacisz - my powiemy Ci, co to jest, zdobędziemy wynik, możesz na nas liczyć. Jesteśmy certyfikowanym laboratorium zajmującym się starożytnym DNA, pracowaliśmy nad człowiekiem z Kennewick, znajdziemy dla Ciebie odpowiedź, nie martw się". Powiedziałem "Wspaniale, ale, ALE! Nie zamierzam poobracać czaszki i sobie pójść jak to zrobiłem w Kanadzie, ponieważ w ten sposób wpadłem w długi, będę się kręcił niedaleko i zobaczę, co zrobicie". Odpowiedzieli "W porządku, zostań tak długo jak będziesz chciał. Nie ma problemu, nie mamy tu nic do ukrycia". Ja i moja dziewczyna zabraliśmy czaszkę do ich laboratorium, spotkaliśmy się z nimi, rozmawialiśmy, stwierdziliśmy, że to mili młodzi ludzie i że byli całkowicie oddani poszukiwaniu odpowiedzi, obojętnie jaka by nie była, i że zrobią dobrą robotę.

Gdy przyjechaliśmy, oni byli przygotowani do wycięcia pierwszych próbek z czaszek spośród kilku próbek, które mieli później wykorzystać, mieli pobrać fragmenty z płatu ciemieniowego. Pamiętajmy, że kanadyjskie laboratorium już wcześniej pobrało kilka fragmentów czaszki Gwiezdnego Dziecka i tylko jeden fragment z czaszki ludzkiej, ponieważ zdaniem kanadyjskiego laboratorium jego DNA juz na początku zostało określone jako jądrowe DNA pochodzące od człowieka, łatwe do odzyskania, ale cztery próby w przypadku Gwiezdnego Dziecka, te dwie pomyłki które przyniosły po 200 pikogramów wyniku, spowodowały, że brakowało czterech próbek. Pracownicy Trace Genetics wycięli w płacie ciemieniowym okienko, właśnie w tym miejscu, ponieważ właśnie stąd próbki pobierało laboratorium w Kanadzie. Oni tę próbkę odcięli narzędziem zwanym ostrzem Dremela - wygląda ono jak latarka z przymocowaną na końcu klingą, do tej klingi przymocowane jest okrągłe ostrze, takie jak to, o średnicy około jednego cala, które obraca się z duża szybkością. Gdy włączyli silniczek, ostrze obracało się z zawrotną prędkością, aby móc przeciąć kość.

Jason, uzbrojony w okulary ochronne, wykonał tym urządzeniem cztery cięcia. Wypadł kawałek w kształcie kwadratu o boku jednego cala i wylądował obok foramen magnum. Jason następnie pociął ten kawałek na cztery części i już wiedział, co z każdym z tych kawałków będą robić.

Teraz przyszła kolej na Gwiezdne Dziecko. Jason umieszcza czaszkę na stanowisku, blokuje ją, i przykłada ostrze Dremela w tym samym miejscu, co przy tamtej czaszce, zaczyna robić to samo, i nagle ostrze odskakuje i słychać tylko taki dźwięk! Jason popatrzył na te zmarszczki na czaszce i powiedział "Co to było?" po czym spojrzał na mnie, odpowiedziałem "Nie wiem!". Ale nagle przypomniałem sobie, że gdy rozmawiałem z jednym z Kanadyjczyków, którzy pracowali nad czaszką kilka lat wcześniej, mówił "Ta czaszka jest tak twarda, z trudem wyciągnęliśmy te dwieście pikogramów, ta czaszka jest naprawdę bardzo twarda".

Wtedy po prostu przeleciało mi to przez głowę i nie przykładałem do tego należytej uwagi, ale teraz widzieliśmy, co to oznaczało, możesz myśleć, że kanadyjskie laboratorium mogło zrobić z tym coś więcej, ponieważ wycięli próbkę i powinni powiedzieć coś więcej niż mówili, pamiętajmy jednak, że to byli studenci. Tak jak ja, nie mieli dużego doświadczenia, ale Jason i Ripon w swojej karierze wycinali już wiele czaszek więc wiedzieli, na co patrzyli. Tym razem Jason naprawdę mocno przycisnął ostrze, pył z czaszki uniósł się naprawdę wysoko, a zapach palonego kolagenu, taki jak ten który czujesz pocierając w ten sposób zęby, szczególnie nieprzyjemny smród, w przypadku czaszki ludzkiej było tego trochę, ale u Gwiezdnego Dziecka pył z kości poleciał, a smród był wprost przytłaczający, zapach palonego kolagenu był wprost niepospolicie obrzydliwy. Ale Jasonowi udało się wykonać te cztery cięcia. Spoglądając na tamte cięcia, zobaczysz, że kość Gwiezdnego Dziecka jest dużo cieńsza, jest o połowę lub nawet więcej cieńsza od kości człowieka, wazy połowę mniej - można zauważyć tę szczególną lekkość, i okazało się, że kość była około 2 do 3 razy twardsza, nawet mimo iż była dużo cieńsza.

Gdy Jason wycinał próbki, uciekaliśmy drzwiami i oknami byleby tylko opuścić to pomieszczenie, z powodu tego smrodu wydzielanego przez pył, i tak samo jak przy tamtej czaszce, obok foramen magnum wypadł kawałek o boku jednego cala, który Jason pociął na cztery części. Gdy skończył powiedział "Spójrzcie, ta czaszka jest bardzo odmienna od ludzkiej, naprawdę musicie dowiedzieć się czegoś więcej o samej czaszce". Pierwszy raz coś takiego usłyszałem. Powiedział "Zostaw mi te kawałki, ja je zbadam, a Ty weź tę czaszkę i dowiedz się o niej tak dużo, jak tylko się da". "W międzyczasie sprawdzimy DNA, o którym Ci mówiliśmy".

Udałem się na rok do Londynu, aby spotkać się z Belindą i skorzystać z pomocy angielskich naukowców i dowiedzieć się dużo więcej na temat czaszki, w międzyczasie Jason i Ripon pracowali nad DNA. Robi się to w taki sposób, ze bierze się malutki kawałek ludzkiej czaszki, umieszcza w próbówce, i wlewa do probówki płyn zwany EDTA (kwas wersenowy), następnie probówkę umieszcza się na wirówce, która obraca ją całą dobę od momentu gdy ją uruchomisz, więc umieścili probówkę z EDTA w wirówce i tydzień później fragment ludzkiej kości rozpuścił się, stał się teraz częścią płynu, i w tym płynie znajduje się teraz DNA, i to właśnie w tym momencie zaczyna się praca nad nim.

Próbkę z czaszki Gwiezdnego Dziecka umieścili w probówce tego samego typu, ale oczywiście w innej wirówce, i po tygodniu absolutnie nic się nie zmieniło, po dwóch tygodniach tak samo, po miesiącu - również. Dwa miesiące... minęły chyba trzy miesiące, zanim w ogóle wyłączyli wirówkę, ponieważ w probówce nic się nie zmieniło. W międzyczasie, gdy minęło kilka tygodni i zorientowali się że to nie działa, powiedzieli mi "Mamy tutaj pewien naprawdę bardzo silny środek chemiczny o nazwie Tween-20, który potrafi rozpuścić skałę. Użyjemy go i zobaczymy, co się stanie". Gdy zastosowali Tween-20, fragment czaszki Gwiezdnego Dziecka rozpuścił się w ciągu jednej nocy. Ten kawałek był twardy jak skała, nie tak jak u człowieka.

I znów się okazało, że ta czaszka była bardzo niezwykła. Powiedzieli "Koniecznie musisz dowiedzieć się o niej czegoś więcej". Rozpoczęli proces odzyskiwania dwóch elementów, które byli w stanie wydobyć, to jest mitochondrialnego i jądrowego DNA.

To jest ważne, aby zrozumieć różnicę między tymi dwiema rzeczami. W naszych ciałach, poza krwinkami czerwonymi i komórkami mózgowymi, w komórkach naszego ciała znajduje się ściana zewnętrzna, w środku zaś umieszczone jest jądro, między nimi przepływa coś co nazywamy cytoplazmą. W cytoplazmie zaś pływają małe elementy, które nazywamy mitochondriami. Takie małe fabryki. Każde z nich składa się z nieco ponad 16 000 par zasad. Tych mitochondriów jest bardzo wiele, każde z nich ma te 16 000 par zasad. Pary zasad tworzą całe życie znajdujące się dookoła nas. Składają się z czterech nukleotydów, które łączą się w dwie pary zasad i te dwie pary zasad łączą się w miliony miliardów, tworząc genomy. Pary zasad tworzą geny, geny tworzą chromosomy, chromosomy tworzą cały genom żywej istoty, i to wszystko znajduje się w jądrach naszych komórek. To niewiarygodne, w jaki sposób to działa. Ale podstawową jednostką, podstawową cegiełką, są te cztery połączone nukleotydy tworzące pary zasad, i każdy liczy w kategoriach par zasad. Właśnie to mam na myśli, mówiąc o 16 000 par zasad w mitochondriach.

Część II

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


Do tego artykułu nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!
    Tagi
    Inne artykuły
    o podobnej tematyce
    SŁUCHAJ NAS
    SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
    NEWSLETTER
    RAMÓWKA NA DZIŚ
    ARCHIWUM AUDYCJI
    WESPRZYJ
    RADIO PARANORMALIUM
    POLECANE KSIĄŻKI
    NAJNOWSZE FILMY
    Copyright © 2004-2019 by Radio Paranormalium