[00:03] - Ile jest prawdy w relacjach ludzi, którzy twierdzą, że widzą niezidentyfikowane obiekty latające? I czy sam fenomen może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, skoro na przestrzeni lat zajmowały się jego badaniem największe mocarstwa świata? Czy relacjonowane przez świadków tak zwane efekty dziwności występujące w bliskich spotkaniach z UFO świadczą o tym, że mamy do czynienia z pozaziemskimi odwiedzinami, czy też za tym wszystkim stoi jakaś paranormalna siła, która próbuje nami sterować i kontrolować nas? Radio Paranormalium zaprasza do wysłuchania zapisu spotkania z Damianem Trelą, które było poświęcone różnym kwestiom związanym ze zjawiskiem UFO. Spotkanie odbyło się 4 października 2019 roku w siedzibie Stowarzyszenia Sztuka Dobrego Życia w Łodzi. Zanim przejdziemy do nagrania, przypomnimy jeszcze tylko, że książka Damiana Treli „Gniazda UFO” doczekała się wersji nie tylko drukowanej i elektronicznej, ale również dźwiękowej. Audiobook w formacie MP3 dostępny jest do kupienia w dobrych sklepach internetowych. Informacje, gdzie można kupić zarówno książkę, jak i audiobooka, znajdziecie państwo na blogu Damiana Treli pod adresem czastajemnic.blogspot.com. Przejdźmy zatem do wysłuchania zapisu spotkania z Damianem Trelą.
[01:25] - Witam państwa serdecznie. Myślę, że na spotkanie rzadkie i niespotykane, bo na tematy UFO w ostatnich czasach w Polsce się mało mówi, mało dyskutuje, mało było organizowanych takich spotkań. Ostatnim razem różne ogólnopolskie fora poświęcone tej tematyce były organizowane we Wrocławiu jeszcze prawie 10 lat temu. Tak że od tego czasu jest posucha. Podziękowania serdeczne dla pani gości za to, że możemy się tutaj spotkać i mogłem do państwa tutaj przyjechać. Może kilka słów o mnie. Ja zajmuję się tematyką ufologiczną od końca lat 90. Jeszcze jako nastolatek zajmowałem się tym bardziej fachowo. Przyłączyłem się do legnickiej grupy badawczej jeszcze pod koniec lat 90., która się nazywała Legnicki Klub Badań Zjawisk Nieznanych. To była organizacja kilkuosobowa, do której się przyłączyłem i dzięki której zacząłem aktywnie działać w terenie i docierać do różnych świadków, ludzi, którzy twierdzili, że widzą różne nieziemskie zjawiska, są świadkami niecodziennych zdarzeń.
W międzyczasie stałem się bardziej niezależnym badaczem. Obecnie działam niezależnie. Głównie dokumentuję takie zjawiska na terenie Dolnego Śląska i mam skompletowane ponad 200 przypadków różnych obserwacji z Polski, głównie z terenu Dolnego Śląska. Co w ogóle mnie zainspirowało do zajmowania się taką tematyką? Jak to często bywa, osobiste doświadczenie. Ponieważ jeszcze jako chłopiec w połowie lat 90. byłem świadkiem właśnie takiego zdarzenia. To było dokładnie w 1996 roku na Dolnym Śląsku, skąd pochodzę, w niewielkiej miejscowości Kłaczyna w powiecie wałbrzyskim. W 1996 roku w grudniu widziałem obiekt, który przeleciał bardzo blisko nade mną. Można powiedzieć, że świadkiem byłem ja, moja świętej pamięci babcia.
Widzieliśmy obiekt cylindrokształtny, który przemieszczał się na wysokości może 100, 150 metrów, takiego ciemnego koloru. Mimo tego był dobrze widoczny, chociaż było już ciemno i niebo było gwiaździste, ale bardzo ładnie się rzucał w oczy i miał takie dwa bardzo duże reflektory odbijające się z przodu, oświetlające okolicę. I to coś przeleciało bezdźwięcznie nade mną, dosłownie na wysokości może 80 metrów i wprawiło mnie w olbrzymie osłupienie. Nie wiedziałem, co to jest, chociaż było oczywiście pierwsze odczucie, że może to jest jakiś helikopter albo coś takiego. Tylko że tak naprawdę to było szukanie na siłę czegoś. Ja już w jakimś stopniu się interesowałem taką tematyką popularnonaukową. Już wtedy, w połowie lat 90. poczytywałem sobie różne pisma naukowe, ale to zdarzenie sprawiło mi olbrzymie zdziwienie i obróciło mój światopogląd o 360 stopni i sprawiło, że zacząłem szukać informacji na ten temat, czytać taką literaturę, pogłębiać swoją wiedzę. I tak oto trafiłem pod strzechy takiej organizacji legnickiej, gdzie stawiałem swoje pierwsze szlify badawcze i pokłosiem jest tego moje archiwum. Obecnie jestem w trakcie pisania drugiej książki poświęconej stricte obserwacjom UFO na terenie Dolnego Śląska.
Oprócz tego jestem też autorem książki, co już było tutaj wspomniane. Książka jest może niekoniecznie związana z tą tematyką, którą dzisiaj chciałem państwu zaprezentować, bo poświęcona jest takiemu zagadnieniu jak kręgi, piktogramy zbożowe. Być może ktoś z państwa się spotkał z takim zagadnieniem. Takie zjawiska pojawiały się też i w Polsce na przestrzeni wielu lat. Ja pokusiłem się o napisanie takiej książki, bo paralelnie do tego, czym się zajmuję, zajmowałem się i zajmuję dalej też taką tematyką dotyczącą kręgów, piktogramów zbożowych, czyli agrosymboli. Książka nosi tytuł „Gniazda UFO. Mistyka, nauka, symbolika kręgów zbożowych”. Jest to kompleksowe ujęcie tego fenomenu i pierwsza taka wydaje mi się książka w Polsce, jaka się ukazała. Niestety nie mogę jej państwu przywieźć tutaj, bo mój nakład autorski się wyczerpał całkowicie, ale jeśli ktoś z państwa jest zainteresowany, to książkę można nabyć jeszcze w wielu księgarniach internetowych jest dostępna, między innymi w sieci Empik w formie druku na żądanie, w wersji elektronicznej, audiobooku i tak dalej. To tak kilka słów o mnie.
Ja chciałem państwu zaprezentować temat UFO, który na pewno dla wielu z państwa jest w jakimś stopniu znany. Każdy ma jakąś wyrobioną wiedzę na ten temat, mniejszą bądź większą. Być może część z państwa przyszła tutaj, żeby troszeczkę swoją wiedzę pogłębić, jeśli ma już jakąś szerszą wiedzę.Wiadomo, jak media prezentują ten temat jednoznacznie, czyli: kosmici, zielone ludziki, latające spodki. Taki temat króluje już w mediach od wielu lat i w zasadzie tworzy taki folklor, można powiedzieć UFO folklor, jak to nazywam. On niestety trochę nie sprzyja temu, co robię ja czy moi koledzy, a więc podchodzę bardziej fachowo do tego problemu, bardziej profesjonalnie. Ale to jest zadziwiające. Nawet ostatnio mój syn, trzylatek, chodzi do przedszkola, przyszedł do mnie i powiedział mi: „Tato, ja wiem, co to są kosmici”. Mimo tego, że nigdy z nim nie gadałem na ten temat, bo zawsze unikałem takich tematów, ale przyszedł do mnie i powiedział, że kosmici to są zielone ludziki z latających spodków, bo miał taki temat poruszony w przedszkolu. Także można powiedzieć, że ta wiedza już jest indoktrynowana na temat tego, czym jest UFO, co to są kosmici i tak dalej. Już od małego ta wiedza jest gdzieś przyswajana i później jest poszerzana przez media.
Jak się pojawia jakiś temat UFO, ktoś coś powie, że coś widział, to jeśli trafi pod strzechy mainstreamowych mediów, to zwykle zostanie niestety potraktowany niepoważnie, groteskowo. I tak to właśnie wygląda. Ja chciałem państwu zaprezentować ten temat, jak mówię, od strony troszeczkę innej, bo w ogóle co wiemy, czym jest w ogóle UFO? Oczywiście sama nazwa, jak państwo wiedzą, to jest od słowa angielskiego unidentified flying objects, czyli niezidentyfikowany obiekt latający. Taka nazwa funkcjonuje od ponad 70 lat, bo tyle istnieje mniej więcej światowa ufologia. Ale to, co wiemy na temat UFO, to tak naprawdę dzisiaj nie zmieniło się nic od tego, co było w latach 50., w latach 60. Nasza wiedza na temat tego zjawiska, już mówię, abstrahując od zielonych ludzików i kosmitów oczywiście, ale ta wiedza w zasadzie się nie zmieniła, bo wszystkie relacje, raporty, które docierają do ufologów, do badaczy zajmujących się bardziej fachowo tą tematyką, w zasadzie bazuje na tych samych informacjach, które były jeszcze w latach 50., 60., kiedy pojawił się boom tego zjawiska na świecie, głównie w Stanach Zjednoczonych. Pojawiają się te same motywy, te same obiekty, które gdzieś tam pojawiają się, znikają, emanują różnymi światłami, czasami lądują, czasami zostawiają jakieś ślady. Czasami też dochodzi do jakiegoś kontaktu z jakimiś istotami humanoidalnymi i tak dalej. Także można powiedzieć, że dla niektórych nawet ludzi, którzy zajmowali się tą tematyką dosyć długo, doszli do ściany, że nic już z tego nie wynika konkretnego.
To są ciągle te same informacje. Ciężko w ogóle z tego cokolwiek wyciągnąć, jakieś logiczne wnioski. To jest taki ogólny zarys. Tak naprawdę, gdy przyjrzymy się tym relacjom, szczególnie bliskim spotkaniom. Mam na myśli tutaj takie zdarzenia, kiedy dochodzi do kontaktu z takim zjawiskiem jak UFO z bardzo bliskiej odległości, z odległości gdzieś powiedzmy 200, 150 metrów. To są zdarzenia, które wnoszą bardzo wiele do zrozumienia tego, czym ten fenomen jest i co się za nim kryje. Generalnie rzecz ujmując, można powiedzieć, że UFO to taki konglomerat różnych zjawisk, bo nie da się wykluczyć, że w tym wszystkim jest też wątek dotyczący życia pozaziemskiego, istot pozaziemskich. Chociaż ja tak naprawdę od wielu lat zajmując się tą tematyką, na początku byłem bardzo dużym entuzjastą związanym właśnie z cywilizacjami pozaziemskimi, z potencjalnymi kontaktami z istotami pozaziemskimi. Kiedy spotykałem się z ludźmi, którzy coś takiego widzieli, kiedy z nimi rozmawiałem w cztery oczy, dla mnie te relacje były bardzo uderzające, bardzo głębokie, wiarygodne. I dochodziłem do takich wniosków, że faktycznie coś w tym może być.
Ale kiedy bardziej starannie analizowałem te przypadki, doszedłem do wniosku, że jednak ten fenomen ma swoje inne źródło. Gdy jednak rozłożymy go na części pierwsze, to nie da się całkowicie wykluczyć, że sprawy dotyczące życia pozaziemskiego w tych zdarzeniach, które napływają od dziesięcioleci z różnych stron świata, jest jakieś ziarenko prawdy w tym. Natomiast tak jak powiedziałem, że jest to konglomerat zjawisk, to w tym jest też na pewno dużo zjawisk przyrodniczych, które tak naprawdę jeszcze człowiek nie do końca zrozumiał, jeszcze nie do końca pojmuje. Mam na myśli tutaj na przykład zjawiska, które opiewają o takie sprawy jak plazma, jak żywa plazma. Nie wiem, czy państwo słyszeli o takim zagadnieniu. Jest takie miejsce na świecie, w Europie, w Norwegii. Miejscowość się nazywa Hessdalen. To jest taka dolina położona w górach, bardzo malowniczy rejon i tam na przykład od wielu lat w mniejszej bądź większej skali pojawiają się różne światła. To są przeważnie takie kuliste obiekty albo jakieś smugi. To ludzie tam obserwują od wieków, ale w latach 80.
eskalacja tego zjawiska była tak duża, że... Tak, słucham?
[11:19] - Przepraszam, czy to są może orbs? Czy to jest to, co się pojawia?
[11:22] - Słowo orbs możemy w jakimś stopniu to tłumaczyć tym, tak, ale słowo orbs to jest taki trochę pusty termin, który funkcjonuje w obiegu. On jest też powiązany z tematyką ufologiczną, ale zależy, jak to będziemy interpretować. To jest takie wolne nazewnictwo. Powiem szczerze, nawet nie wiem, jakie jest źródło historyczne tego słowa orbs. Ono funkcjonuje faktycznie od lat 90. Praktycznie pojawiło się w literaturze ufologicznej w Polsce też, ale tak naprawdę różne teorie były, jak interpretować orbs. Ale tak, powiedzmy, to są takie właśnie drobne małe kulki, jakieś obiekty o niewielkich rozmiarach, które się pojawiają bardzo często znikąd. Później na przykład wykazują bardzo inteligentne ruchy, zachowania w powietrzu.Czasami można je uchwycić też na radarze, bo tak było, kiedy w połowie lat 80. przyjechało paru naukowców do Hessdalen i rozłożyło swój sprzęt. Zaczęło monitorować okolice, w których często to zjawisko było obserwowane.
Bardzo często udało im się to uchwycić na zdjęciach, nagraniach, nawet na radarze. Te obiekty czasami były niewidoczne gołym okiem, ale były wychwycone przez radar. To jest też ciekawostka. Część badaczy doszła do wniosku, że są to zjawiska plazmowe przypominające mniej więcej pioruny kuliste. Temat piorunów kulistych to niby znany temat w fizyce, natomiast wciąż jeszcze mało o nich wiemy. O tym, co się może kryć. Generalnie przyjmuje się, że jest to zjonizowana forma energetyczna pola elektromagnetycznego, takiej plazmy zamknięta w sobie, którą czasami można zaobserwować przy wyładowaniach atmosferycznych, przy burzach. Te kulki czasami mogą wpaść do domu albo uderzyć o ścianę czy szybę i wtedy jest wielki huk. Często piloci obserwowali takie zjawiska i nazywali je ogniami świętego Elma. Takie zjawiska pojawiały się nad Hessdalen i część naukowców doszła do wniosku, że niby przypomina to formę naturalnego zjawiska przyrodniczego, a jednak wykazywało jakąś formę inteligencji.
Potrafiło nawet reagować na myśli, co ciekawe. Na przykład były sytuacje takie, że część badaczy obserwujących to zjawisko kierowała jakieś intencje myślowe w stronę tych obiektów i ktoś pomyślał: „Może skręci w lewo zaraz”. I nieoczekiwanie ten obiekt skręcał w lewo. Albo: „Zaraz się pojawi tutaj”. I nagle pojawił się w takim miejscu, gdzie były oczekiwania obserwatora. Te zjawiska zachowywały się inteligentnie i badacze doszli do wniosku, że to przypomina formę żywej plazmy. Definicja życia jest dalej definicją nie do końca sprecyzowaną i nie wyklucza się, że forma materii nieorganicznej też może wykazywać zachowania inteligentne poprzez łączenie się, dzielenie się. W tym konglomeracie UFO pojawia się również taki wątek jak zjawiska przyrodnicze. Pozwolę państwu zaprezentować przykładowe zdjęcia, jak to wyglądało mniej więcej w Hessdalen. To jest przykład, jak te różne kulki wyglądały.
Czasami to były takie wrzeciona. Przepraszam, prezentacja mi się włączyła, ale cofniemy sobie do tyłu. I czasami było tak, że te obiekty pojawiały się w jednym miejscu, po czym... Kurczę, jednak spacja nie działa. Jeden raz spacja?
[14:55] - Spacja i teraz spacja.
[14:56] - Dobra. Trzymam za słowo, że się zatrzyma. Okej. Czasami było tak, że było to kilka obiektów, które pojawiały się w jakiejś odległości od kamer, po czym nagle znikały, pojawiały się w innym miejscu, czyli materializowały, po czym dematerializowały. Potrafiły się też bardzo szybko przemieszczać. Udało się uchwycić niektóre ruchy tych obiektów na bardzo duże prędkości. Były to skoki dużych prędkości, na przykład z zera do 300 kilometrów na godzinę. Tak te obiekty się potrafiły przemieszczać. To wykluczało w pewnym sensie zachowanie piorunów kulistych i wskazywało na coś, czego nauka jeszcze nie potrafi zrozumieć i pojąć. Co ciekawe, takie zjawiska obserwowane są w wielu innych rejonach, bardzo często w rejonach górzystych.
Hessdalen jest tego przykładem, bo tam są góry. Natomiast podobne zjawiska obserwowano na przykład we Włoszech, w górach, również w Polsce, w Górach Sudetach, w Karkonoszach. Bardzo często takie zjawiska obserwowano i zwykle naukowcy tłumaczą je jako tak zwane earth lights, czyli takie ziemskie światła. Kiedy na przykład potrzemy dwa krzemienie o siebie, powstanie iskra. I to jest właśnie wyładowanie, które ma formę miniplazmy, która się pojawia na sekundę i znika. Czasami takie zjawiska potrafią się utrzymywać dłużej. Tylko że w tym przypadku mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. Z czymś podobnym, ale jednak nie do końca. Z podobnymi narracjami się spotykałem w swojej wieloletniej działalności bardzo wiele razy. Na przykład na Dolnym Śląsku rejestrowałem przypadki pojawienia się takich obiektów.
Nie wiem, czy akurat mam zdjęcie przygotowane na tę okazję. W takiej miejscowości Godzięcin. To jest mała wioska położona niedaleko Wrocławia. Akurat nie mam tego zdjęcia, żeby państwu pokazać. A nie, jest, przepraszam. To będzie to. Takie coś się pojawiało w miejscowości Godzięcin na Dolnym Śląsku jeszcze w 2014 roku. Pewien mieszkaniec tej wioski bardzo często lubił obserwować sobie niebo i udało mu się kilkanaście razy uchwycić takie zjawiska na nagraniach. Jest takie jedno ciekawe nagranie. To jest fragment, kadr z tego filmu z kwietnia 2014 roku, gdzie udało mu się uchwycić trzy takie obiekty.
Niewielkie kulki unoszące się w odległości kilku kilometrów od niego. Oczywiście rzecz miała miejsce nocą. I te obiekty utworzyły linię prostą i w pewnym momencie po kolei zaczęły przeskakiwać jedna za drugą albo znikać i pojawiać się. I to udało się uchwycić na nagraniu. To jest jedno z bardzo ciekawych nagrań. Mogą państwo je sobie zobaczyć na YouTubie, jak państwo wejdą na mój kanał, w całości, jak wyglądało to. Wydaje mi się, że to jest jedno z ciekawszych nagrań z ostatnich lat w Polsce, które pokazuje fenomen UFO trochę od innej strony. Nie od tej strony kosmitów, jak niektórzy chcieliby myśleć, oczekiwać. Bo powiem państwu tak: jeśli chodzi o UFO, to jeśli ktoś by oczekiwał kontaktu jakiegoś, to może się bardzo mocno zawieść, bo lata badań wskazują, że ten fenomen zachowuje się w sposób trochę kuriozalny.Wręcz absurdalne, jeśli mówimy szczególnie o bliskich kontaktach, o bliskich spotkaniach z UFO. To zjawisko jest nieuchwytne i ono chce być bardzo nieuchwytne.
Rzadko kiedy udaje się je uchwycić na takich zdjęciach czy nagraniach. To są pojedyncze przypadki. Oczywiście na YouTubie czy na innych takich kanałach internetowych możemy się spotkać z całą masą różnych nagrań, ale trzeba brać mocno poprawkę na to, co tam jest, bo niestety ponad 90% tego to są tak zwane fejki. I nawet to, co ja prezentuję, przez innego odbiorcę może być uznane za coś niewarte uwagi, bo przecież to nie jest na tyle spektakularne. Jednak głębsza analiza tego wskazuje, że w takich zjawiskach pojawia się wiele elementów anomalnych, nad którymi warto się pochylić. Ale społeczeństwo jest niestety tak skonstruowane, że takie zjawiska generalnie ignoruje. Z drugiej strony mamy posuchę, jeśli chodzi o obserwacje UFO na świecie i w Polsce już od jakiegoś czasu jest tych zjawisk mniej rejestrowanych przez ludzi. Mało się o tym mówi w mediach, chociaż ostatnio była sytuacja taka, że pojawiła się informacja na temat tego, że były nagrania upublicznione ze Stanów Zjednoczonych. Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych zaprezentowała, upubliczniła trzy bardzo ciekawe filmy pochodzące z 2004 roku. Tu mam akurat kadr takiego filmu, który udało się zrobić w San Diego.
W tym czasie jeden z krążowników gdzieś nad morzem zgłaszał często na radarze pojawienie się jakichś obiektów. W międzyczasie zostały wysłane samoloty, bodajże F-16, na przechwycenie obiektu, który był widoczny na radarze. Okazało się, że pojawi się kontakt wzrokowy ze zjawiskiem. Piloci włączyli kamerę pokładową, zaczęli nagrywać ten obiekt. Miał średnicę może 14 metrów, taki trochę dyskoidalny. Zresztą widać to nawet tutaj zarys tego obiektu, że ma nawet taką rysującą się trochę kopułkę. Ten obiekt pojawił się w odległości kilkunastu kilometrów od nich i zaczął się zachowywać w sposób spektakularny, bo nagle z wysokości 25 000 metrów zszedł na 6000 metrów z olbrzymią prędkością. Oni go później próbowali przechwycić, ale nie mieli szans, bo prędkość tego obiektu poszła na pięć, sześć machów mniej więcej. I nagle to coś zniknęło. I to nagranie było upublicznione nie tak dawno temu.
Najpierw w Stanach, obiegło cały świat. W Polsce też pojawiła się krótka informacja prasowa w takich mainstreamowych mediach jak Polsat czy TVN. I co się stało, szanowni państwo? Nic się nie stało tak naprawdę. Rzecznik prasowy marynarki wojskowej stwierdził, że nie wie, co to jest. To zostało upublicznione, chociaż stwierdził, że nie powinno być upublicznione, bo to może wywołać jakiś szok kulturowy. Oni nie wiedzieli, co to jest. Nagranie jakoś wyciekło do opinii publicznej, ale tak naprawdę nic się nie stało. Ludzie żyją dalej, funkcjonują, nie interesują się takimi rzeczami. Mam wrażenie, że gdyby taki obiekt faktycznie wylądował przed Białym Domem i gdyby dało się go obejść dookoła i sfotografować, to może wtedy społeczeństwo nagle by otworzyło te swoje klapki.
Bo niestety żyjemy w takim mechanistycznym świecie, gdzie nie patrzymy na rzeczy, których nie rozumiemy albo które na przykład nie przystają do naszego pojęcia otaczającego świata. I ten UFO folklor jest tak mocno zakorzeniony w ludziach, że nawet gdy dowody są na wyciągnięcie ręki tak naprawdę, bo to jest 70 lat badań UFO na świecie. Pierwsze organizacje ufologiczne, pierwsi badacze zaczęli się pojawiać pod koniec lat 40. Już oni zaczęli dokumentować te fenomeny. To jest olbrzymi materiał tak naprawdę. Ja mam samych przypadków udokumentowanych, jak już wspomniałem, 200. Sam osobiście. Natomiast gdybyśmy wsiąknęli bardzo głęboko w ten temat, okazałoby się, że tych dowodów jest bardzo sporo na wyciągnięcie ręki. Ale tak naprawdę społeczeństwo jest leniwe, żeby się tym głębiej zainteresować, bo problem jest dosyć złożony. Tak jak mówię, ten fenomen jest połączeniem różnych konglomeratów.
Ja czym się zajmuję i do jakich wniosków doszedłem po wielu latach dokumentacji tego zjawiska? Uznałem, że tak naprawdę w tym wszystkim jest jeszcze drugie dno, bo oczywiście nie da się wykluczyć kontaktów z jakąś cywilizacją pozaziemską, bo nasz wszechświat jest olbrzymi. W tym wszystkim są jeszcze zjawiska przyrodnicze, których jeszcze nie rozumiemy. Ale jest też coś takiego, co ja nazywam prawdziwym UFO, czyli tym, co jest esencją samego fenomenu UFO. To jest właśnie to zjawisko, które jest nieuchwytne, które zachowuje się czasami w sposób trochę chochliczy, znany w ogóle z opowieści ludowych. Jak państwo interesują się może folklorem ludowym, to tam można się spotkać z różnymi takimi opisami, na przykład różnych istot demonicznych, które odwiedzały ludzi, które balansowały na świecie nadprzyrodzonym i świecie rzeczywistym. I takie właśnie UFO jest. Jest to zjawisko, które balansuje swoim stopniem materializacji, potrafi zmieniać swoje kształty, potrafi wpływać na ludzką świadomość w bardzo dziwny czasami sposób, oddziaływać na ludzi. I to jest właśnie to, o czym chciałem państwu dzisiaj nieco więcej powiedzieć na ten temat. Kiedy w ogóle zaczęło się UFO?
Tak jak mówię, epoka współczesna UFO zaczęła się w 1947 roku. Pewien pan w Stanach Zjednoczonych, pan Kenneth Arnold, tutaj sobie pozwolę go pokazać. Lecąc nad górami Kolorado w 1947 roku swoim małym, ultralekkim samolotem zaobserwował 11 obiektów lecących w linii prostej, jeden obok drugiego, bardzo szybko przemieszczających się. I kiedy wylądował i opowiedział o tym swoim znajomym, później bardzo szybko informacja poszła w obieg. Przyszli do niego pierwsi dziennikarze i ci pierwsi dziennikarze właśnie ukuli termin latającego spodka.Tak się narodziła historia z latającymi spodkami. Mimo tego, że jak widać na zdjęciu, on pokazuje, jak to mniej więcej wyglądało. Mimo tego, że świat obiegła informacja o tym, że są kosmici, są latające spodki, to tak naprawdę to, co on widział, przypominało formę latającego skrzydła. Przyjmuje się, że Kenneth Arnold był pierwszym współczesnym świadkiem pojawienia się UFO. Ale tak naprawdę nie był pierwszy, bo przed nim było jeszcze sporo innych ludzi, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale w innych rejonach świata, którzy widzieli takie zjawisko. I tak naprawdę ten fenomen towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów.
Jak sięgniemy bardzo głęboko w historię, to możemy się tego doszukać nawet w różnych świadectwach historycznych. Jak ten fenomen się kształtował na przestrzeni wieków? Jak oddziałuje on na człowieka? Biorąc pierwszy przykład z brzegu, na przykład Biblię. Tam mogą państwo się spotkać z niektórymi takimi opisami. Jest taka słynna Księga Ezechiela w Starym Testamencie i jest bardzo krótki fragment, ale bardzo rzeczowy i konkretny, kiedy Ezechiel opowiada, jak miał kontakt z Bogiem. Opowiada o tym, jak nagle w blasku i dymie, i w huku pojawił się jakiś obiekt. On to nazwał, że to były anioły, które wylądowały przed nim i przekazały mu Słowo Boże. I on nagle, po kontakcie z tym czymś, stał się prorokiem. Zaczął głosić Słowo Boże.
I tak właśnie jest często z ludźmi, którzy stykają się z fenomenem UFO, szczególnie w bardzo bliskich kontaktach. Oni po prostu przechodzą jakąś formę transformacji. W tamtych czasach to byli prorocy. Jeszcze w starych wierzeniach ludowych to byli jacyś odmieńcy. Ludzie, którzy stykając się ze światem nadprzyrodzonym, później przechodzili takie przewartościowanie osobowości i stawali się czasami właśnie prorokami albo kontaktowcami. Być może państwo spotkali się z takim sformułowaniem jak kontaktowiec. To jest człowiek, który twierdzi, że ma częste kontakty z obiektami UFO, z istotami, które są załogantami tych obiektów. I to są ludzie, którzy czasami opowiadają bzdurne rzeczy, można powiedzieć, ale oni głęboko wierzą w to, co przeżyli. Natomiast ich umysł jest tak nastawiony po zetknięciu z czymś faktycznie autentycznym, realnym, które dostosowało się do obyczajowości tego człowieka, przyjęło taką formę, którą on był w stanie zaakceptować. I po kontakcie z czymś takim, tacy ludzie zaczynają przechodzić różne formy przemiany.
O tym jeszcze będę mówił w trakcie swojego wystąpienia. Ale jak sięgniemy daleko, głęboko w historię, to w czasach antycznych, starożytnych jest sporo różnych świadectw, relacji historycznych, gdzie mowa jest o latających rydwanach, o bogach, którzy zstępowali na ziemię. O tym możemy przeczytać i w Bibliach, i w Ewangeliach, które nie weszły w poczet biblijny. Możemy spotkać się w starohinduskich różnych pismach i tak dalej. Na przykład wczesnohistoryczne relacje są też i z Polski. Jest takie jedno bardzo ciekawe świadectwo historyczne, które spisał Jan Długosz, a dotyczy ono zdarzenia, które miało miejsce w 1241 roku we Wrocławiu. Podczas oblężenia miasta przez Tatarów doszło do bardzo ciekawego zdarzenia. Mianowicie, to mogą państwo sobie znaleźć, te opisy są dostępne nawet w internecie. Kiedy dochodziło już do momentu, kiedy praktycznie miasto zostało całkowicie przejęte przez Tatarów, nagle pojawiła się dziwna jasność. Błysk objął całe miasto praktycznie wtedy.
Pojawiła się silna łuna światła, która sprawiła, że Tatarzy się tak przelękli, że uciekli z tego miejsca. Historycy to zinterpretowali, że wtedy użyto po prostu po raz pierwszy prochu. Ale tak naprawdę prochem Polacy wtedy nie dysponowali. Co najwyżej może Tatarzy, ale oni chyba raczej nie byli w stanie wyprowadzić się z takiego szoku, że nagle pouciekali z tego miejsca. To jest jedno z takich pierwszych świadectw wskazujących na to, że to mogło być UFO. Niekoniecznie było, ale domniemanie mogło być. Takich relacji jest wiele innych. Oczywiście tutaj zabrakłoby nam czasu, żeby o tym opowiadać. Natomiast jakbyśmy mieli prześledzić... Aha, tutaj jeszcze chciałem państwu pokazać takie zdjęcie.
[29:03] - Ja mogę coś?
[29:04] - Tak, proszę.
[29:05] - Przecież osoby, które miały kontakt z UFO, szeroko biorąc, mogły zostać jakimiś artystami.
[29:16] - Tak, to jest też warte uwagi. Tak. Tak, oczywiście. Gdy prześledzimy historię niektórych znanych postaci historycznych, to okaże się, że oni czerpali inspirację czasami z jakiegoś nieznanego źródła, prawda? I to byli ludzie, których czasami coś dotknęło, coś nieznanego, co sprawiło, że zaczęli się interesować jakimiś sprawami, zaczęli tworzyć jakieś wynalazki. Zaczęli być może malować, tworzyć coś. Ja się wielokrotnie spotykałem z tym, rozmawiając z ludźmi, którzy przeżyli kontakty, takie bardzo bliskie kontakty z UFO. Mam tutaj na myśli coś takiego jak wzięcia, czyli abdukcje, czyli ludzie, którzy twierdzą, że zostali porwani przez jakąś siłę. Oni to interpretują jako kosmici. Natomiast jak się przyjrzymy temu głębiej, co będziemy jeszcze omawiać, okaże się, że to niekoniecznie jest to, o czym oni mówią.
Ale ci ludzie przechodzili taką przemianę duchową nawet czasami. I ja znam przypadek człowieka, który na przykład po kontakcie takim zaczął malować. Mimo tego, że nawet nie wyglądał na człowieka, który jest artystą, bo był takim silnie zbudowanym mężczyzną.Chodzącym na siłownię. Nagle mówi do mnie: "Wie pan co? Ja nie wiem co, ale ześwirowałem, zacząłem malować i popadałem w transe". Tak się dzieje faktycznie, że ci ludzie doznając kontaktu z czymś nieziemskim przechodzą różnej maści przemianę. Tutaj chciałem państwu pokazać zdjęcie. To jest rysunek sporządzony przez człowieka, który się nazywał Joseph Blumlich. To jest były pracownik NASA. On w latach 70.
zapoznając się głęboko z historią opisaną w Biblii przez Ezechiela, tego, jak dokładnie to opisał. Bo gdybyśmy poczytali stare źródła biblijne, nie te, które są powszechnie znane w obiegu, to tam ten opis obiektu, który widział Ezechiel, jest bardzo techniczny. On na podstawie tego opisu stworzył, a że był inżynierem, stworzył rysunek takiego obiektu. Według niego tak to mogło wyglądać potencjalnie, jak to opisywał Ezechiel w swojej ewangelii. Jeszcze raz, przepraszam.
[31:42] - Patentował dwa wynalazki przy okazji opisów.
[31:45] - Tak, zgadza się.
[31:47] - Zajmował się też sprawami .
[31:49] - Tak, on się bardzo interesował taką tematyką i to prawda, że go to bardzo mocno zainspirowało do tego. Ale tak jak mówimy o tym, jak to zjawisko się kształtowało, to w tych odległych czasach były to zjawiska opisywane przez ludzi zgodnie z ich obecnie funkcjonującym światopoglądem. Oni to opisywali jako kontakty z bogami, z istotami nadprzyrodzonymi. I ten fenomen też się dostosowywał trochę do ich wyobraźni. Bo gdy cofniemy się troszeczkę dalej w historię i dotrzemy do końca lat 90. XIX wieku, to w Stanach Zjednoczonych w stanie Kalifornia, dokładnie w 1896 roku doszło do złożonej fali obserwacji dziwnych obiektów. W tamtych czasach, kiedy to opisywali dziennikarze, oni oczywiście nie znali pojęcia UFO, bo to pojęcie UFO zaczęło funkcjonować dopiero pod koniec lat 40. XX wieku. Także ten temat UFO, istot pozaziemskich był kompletnie ludziom nieznany. Ale do czego zmierzam?
Do tego, że ten fenomen towarzyszy nam od wieków i funkcjonuje od zarania dziejów. Właśnie w tamtym czasie, tuż przed momentem, kiedy człowiek tak naprawdę skonstruował pierwszy samolot, bo jak dobrze wiemy z historii, to był chyba rok 1903, kiedy bracia Wright skonstruowali pierwszy samolot i udało im się przelecieć kilkanaście metrów. Później już rozpoczęła się wielka era lotnictwa. Ale w tamtym czasie, pod koniec XIX wieku w stanie Kalifornia, później ta fala obiektów, które się pojawiały, zaczęła się przemieszczać w inne rejony Stanów Zjednoczonych. Dotarła aż nawet do Teksasu. Zaczęły się pojawiać bardzo dziwne obiekty. Państwu pokażę mniej więcej, jak to wyglądało. Tu mam takie rysunki, na przykład taki. Takie obiekty ludzie zaczęli obserwować często bardzo dużych rozmiarów, gigantyczne wręcz, oświetlone jak choinka, przypominające czasami łodzie podwodne albo jakieś sterowce. Tak właśnie została nazwana ta fala, fala sterowców.
Tych relacji ludzi, a to nie były relacje tylko prostych ludzi z Teksasu, rolników, ale to byli bardzo często ludzie, którzy byli cenieni, poważani w środowisku. To byli lekarze, to byli politycy i wszelkiej maści inni ludzie reprezentujący w tamtych czasach poważne zawody. Obserwowali dziwne obiekty, które pojawiały się bardzo często nad dużymi miastami w Stanach Zjednoczonych i to na masową skalę. To nie były pojedyncze relacje. Tych relacji było w przeciągu kilku miesięcy ponad 500. Także bardzo dużo. To jest jeden przykład, ale były też i obiekty tego typu, troszeczkę futurystyczne, przypominające obiekty wyglądające jak z opowieści Juliusza Verne. Jakieś twory trochę nawiązujące do projektów Leonarda da Vinci. Takie obiekty się pojawiały. One często były nawet dużych rozmiarów.
Miały różne oświetlenie, czasami nawet świeciły reflektorami gdzieś po ziemi. Wszystko się przeważnie rozgrywało nocą. Niekiedy dochodziło do bezpośrednich kontaktów, bo jak się okazywało, czasami z tych obiektów wychodziły różne postacie, różni ludzie. Wtedy ci ludzie, którzy stykali się z tym fenomenem, interpretowali to sobie, że to byli jacyś szaleni wynalazcy, którzy nagle przychodzili do nich i proszę sobie wyobrazić, że pytali się na przykład o kierunek drogi albo o to, czy mogą pożyczyć kapkę smaru, albo skończyło im się paliwo. Takie absurdy wtedy były. Dziennikarze amerykańscy wtedy bardzo podchwycili ten temat i oni troszeczkę już wtedy groteskowo bardzo ujęli tą całą historię. Ale tych świadków wiarygodnych było sporo i te historie były absurdalne. Oni opisywali tych ludzi, którzy wychodzili z tych statków jako takich przypominających trochę południowców albo ludzi z innych azjatyckich rejonów świata, czasami mówiących taką kwadratową angielszczyzną i czasami nawet były problemy z komunikacją z nimi. I oni się pojawiali, po czym wchodzili do swoich statków i odlatywali. Niekiedy nawet zostawiali jakieś pakunki z informacjami typu dziękujemy za pomoc albo wszelkiej maści absurdy.
Ale niektórzy ufolodzy, którzy zaczęli analizować te historieOne zostały zapomniane na wiele lat, ale kiedy w latach 90. ktoś temu się przyjrzał bliżej, okazało się, że w tych historiach jest bardzo wiele wspólnego ze współczesnymi relacjami UFO. Te obiekty może wtedy wyglądały inaczej, ale sposób zachowania się ich i sposób zachowywania się nawet tych załogantów był bardzo zbliżony do tego, z czym się spotykaliśmy w przypadku UFO współcześnie. Eskalacja tych zjawisk miała miejsce pod koniec XIX wieku, tuż przed tym, kiedy rozpoczęła się era lotnictwa. Można powiedzieć, że to zjawisko, które się pojawiło konkretnie w tym rejonie świata, zainspirowało ludzi do tego, żeby zainteresować się. Lotnictwem się ludzie interesowali wtedy, ale jeszcze nie potrafili stworzyć takiej maszyny, która mogłaby polecieć. Niewykluczone, że w jakimś stopniu eskalacja tych zjawisk mogła ludzi zainspirować do tego, żeby ostatecznie skonstruować taką maszynę latającą. I tak się zaczęła era lotnictwa. Wcześniej, kiedy mieliśmy erę balonową, również pojawiały się obiekty przypominające takie balony, kule, ale one się zachowywały w sposób też bardzo ekscentryczny. To jest XIX wiek.
Natomiast jak pójdziemy dalej w historię, na przełomie XIX i XX wieku dochodziło często do tak zwanych objawień maryjnych. Państwo się spotkali, wymieniając chociażby takie miejsca jak Ezgioga, Guadalupe czy też Medjugorie, i oczywiście najsłynniejsza Fatima, gdzie niedawno mieliśmy setną rocznicę tych wydarzeń. Kiedy przeanalizujemy przypadki tych objawień, zaczniemy się też doszukiwać pewnych analogii do tego, co występuje w bliskich spotkaniach z UFO. Tam również pojawiają się świetliste postacie przypominające Maryję. Niekiedy nie do końca, chociaż czasami później są nadinterpretowane. Są jakieś przekazy, przesłania, które mówią na przykład o tym, że trzeba w tym miejscu wybudować kościół, jakąś świątynię, albo że trzeba się modlić, trzeba się nawracać, bo świat zmierza w złym kierunku. Te przekazy, jak państwo sobie przeanalizują przekazy channelingowe czy w ogóle przypadki współczesnych wzięć, tam się cały czas wałkuje ten sam temat. Ciągle jest mowa o tym samym. O tym, że ludzie zmierzają w stronę katastrofy i trzeba się nawracać. W objawieniach maryjnych pojawia się ten sam motyw, tylko że on jest opakowany zgodnie z oczekiwaniami ludzi, którzy mają z tym bezpośredni kontakt.
Więc to zjawisko też w jakiś sposób jest plastyczne i dostosowuje się do ludzkiej percepcji. Słynna Fatima, którą państwo dobrze znają. Chyba w 1917 roku trójka dzieci: Łucja, Hiacynta i Franciszek są świadkami pojawienia się świetlistej postaci. Dochodzi do kilku objawień. Najpierw są to prywatne objawienia, później zaczynają się ludzie tym interesować. Przychodzą na miejsce objawień, ale tak naprawdę nic nie widzą, bo tylko ta trójka dzieci jest w stanie zobaczyć tą postać, która się im pojawia i która im przekazuje różne przekazy. Był taki człowiek, który w latach 80. zainteresował się dosyć mocno Fatimą i zaczął sięgać do źródeł historycznych jeszcze z samej Fatimy. To jest profesor Fernandes. On jest zresztą badaczem UFO.
W latach 80. zaczął bardzo mocno grzebać w archiwum Watykanu, bo miał dostęp do takich miejsc i udało mu się dotrzeć do tych pierwszych relacji. Nie tylko Łucji, ale i pozostałych uczestników tych wydarzeń. I co ciekawe, postać Madonny, którą wszyscy doskonale znają, która jest obecna praktycznie w każdym kościele katolickim w postaci figurek albo obrazów. Okazało się, że pierwsze rysunki, jakie były sporządzone na podstawie relacji tej trójki dzieci, zupełnie odbiegały od tego, co zostało zachowane w relacjach kościelnych. Proszę zobaczyć, jak wyglądała postać Madonny według jednej z pierwszych relacji spisanych przez ludzi z Kościoła, którzy wtedy odwiedzili Łucję. Przepraszam, znowu nie włączyłem spacji. Jeszcze raz wróćmy do tego zdjęcia. I spacja. Taka postać trochę przypominająca nie do końca Maryję.
Jakaś postać z peleryną, z aurą wokół głowy. I taka postać się pojawiła według relacji tych pierwszych w Fatimie. Później mieliśmy jeszcze coś takiego jak cud Słońca, który był zakończeniem całego objawienia maryjnego. Wtedy już świadkami tego zdarzenia były setki ludzi, którzy zgromadzili się, bo zapowiedź była jednoznaczna, że dojdzie do cudu. I ludzie zafascynowani tą historią przyszli zobaczyć i przekonać się na własne oczy, czy coś jest na rzeczy w historii tej trójki dzieci. To jest na przykład zdjęcie historyczne, które pokazuje, ile ludzi wtedy było. To jest tylko fragment tak naprawdę, bo tych ludzi tam było ponad 200, jak nie 300. Ci wszyscy ludzie byli świadkami pojawienia się, jak część twierdziła, słońca, które zaczęło wirować. Ale jak niektórzy badacze UFO zaczęli się interesować tematem objawień maryjnych, zaczęli analizować te różne relacje, które wtedy spłynęły od wielu ludzi, które zostały spisane. One często się rozmijały ze sobą, bo tak często jest w obserwacjach UFO, że czasami trójka ludzi jednocześnie obserwująca ten sam fenomen opisuje go inaczej.Na przykład ktoś widzi kulę, a jeszcze inny widzi cygaro.
I teraz możemy się zastanowić-
[42:49] - Wejdę w słowo.
[42:50] - Tak, proszę.
[42:51] - To jest klasyczne zjawisko, o którym mówi okulistyka również.
[42:55] - Tak, zgadza się.
[42:56] - Sześciu świadków zawsze widzi co innego.
[42:59] - Tak, bo tak jest skonstruowana ludzka percepcja, że świadek, zresztą jak kryminologia dowodzi, już z założenia trzeba wziąć jako kłamcę na samym wstępie, bo jego percepcja będzie opisywała tę historię według subiektywnego odbioru. I ten obraz może być zakłamany od obrazu rzeczywistego. To jest prawda. Ufologia ma bardzo wiele wspólnego z kryminologią. Jak państwo by zobaczyli, jak wygląda rozmowa ze świadkiem, wizja lokalna w terenie, gdzie pojawił się jakiś obiekt, są jakieś ślady, to trochę przypomina pracę kryminologa terenowego w pewnym sensie. Są też testy psychologiczne, którymi się posługuję w konkretnych, ciekawych przypadkach, żeby wykluczyć ewentualnie niewiarygodność świadka. Ale w większości przypadków ta wiarygodność jest duża, chociaż nie można jej stuprocentowo potwierdzić, ale na pewno ci ludzie coś obserwują. Zresztą ja sam byłem świadkiem takiego zdarzenia i mogę chyba siebie nazwać wiarygodnym człowiekiem. Ale wtedy wielu ludzi obserwowało taniec kuli. Inni opisywali to jako kulę, inni opisywali to jako dysk, jako spłaszczony bochenek chleba.
Czasami niektórzy mówili, że ten obiekt zmieniał kształty troszeczkę, wirował, obracał się wokół osi. Więc masa różnych informacji, która została zawarta w różnych zapisach historycznych. To, co przedostało się do mediów i to, co Kościół sobie przywłaszczył, było niestety mocno zindoktrynowane. Natomiast jak sięgniemy do tych źródeł, które udało się uzyskać profesorowi Fernándezowi, to te relacje są bardzo ciekawe i bardzo znamienne. One wskazują na to, że tam doszło do zjawiska. Zresztą nawet wielu ludzi tego dnia, kiedy doszło do manifestacji masowej tego obiektu, to była bardzo deszczowa aura wtedy. Dużo ludzi stało z mokrymi płaszczami i co ciekawe, po obserwacji tego obiektu część z nich poczuła silne ciepło emanujące z tego obiektu i nawet niektórym wyschły płaszcze. Proszę sobie wyobrazić, doszło do czegoś takiego. Wie pan co, generalnie w temacie UFO jest sporo na temat. Możemy mówić o tym, że pole elektromagnetyczne ma w tym dużo do znaczenia, ale też może postaram się o tym powiedzieć za chwilę.
To są objawienia maryjne i proszę zobaczyć jak to zjawisko zmienia i manifestuje się zgodnie z daną epoką historyczną. Mamy jeszcze coś takiego jak, to jest słabe zdjęcie niestety nie udało mi się dobrego ściągnąć. Jedno ze zdjęć, które przedstawia pojawienie się obiektów przy myśliwcach RAF-u. Znowu spacja. Nie mogę się nauczyć tego. To był rok 1944. Słyszeli państwo może o czymś takim jak Foo Fighters? To było zjawisko, które pojawiało się na dużą skalę nawet w 1944 roku, pod koniec wojny, kiedy dochodziło do nalotów bombowych na Niemcy. Tam głównie ludzie obserwowali, piloci oczywiście obserwowali takie zjawiska w postaci kul, które nadlatywały, przelatywały czasami pod skrzydło takich samolotów. Tutaj jest jedno z zdjęć, chyba jedno z nielicznych, które prezentują to, jak to mogło wyglądać ewentualnie.
I co ciekawe, widywali to też polscy piloci, którzy pracowali wtedy dla RAF-u i brali udział też w nalotach dywanowych. Są zachowane relacje niektórych polskich pilotów, którzy widzieli takie obiekty. One nie tylko się nad Europą pojawiały w tym czasie. Pojawiały się też i w innych rejonach świata, nawet nad Azją, nad Stanami Zjednoczonymi i przyjmowały postać takich małych kulek, które przelatywały, oblatywały czasami samolot, po czym znikały albo błyskawicznie się oddalały. Niekiedy dochodziło do zakłóceń pracy maszyn pokładowych w samolocie. To też może wskazywać, że to było skupisko bardzo silnej energii elektromagnetycznej, która mogła w jakiś sposób wpłynąć na pracę urządzeń pokładowych. Tego się nie da wykluczyć oczywiście. Ale to jest taka forma, kolejna odsłona UFO, można powiedzieć. Wtedy, co ciekawe, RAF się bardzo zainteresował tym tematem, bo tego było sporo. Próbowano to na siłę powiązać z czymś takim jak ognie świętego Elma, chociaż niektóre relacje pilotów to całkowicie wykluczały, więc temat po prostu nagle uciszył się sam, bo piloci przestali obserwować te zjawiska w pewnym momencie, bo to był tak naprawdę okres dwóch może miesięcy, kiedy była taka silna eskalacja tego, głównie nad Niemcami, ale nie tylko.
[47:41] - Przyznawać, proszę pana, obserwacji przypuszczalnie, ponieważ był silny nacisk CIA na zwykłej tej misji rozpowszechniania wiadomości niesprawdzanych. To nawet w raportach można przeczytać, które są udostępniane oczywiście i po wojnie takie teorie puszyły.
[47:56] - Mogło tak być, chociaż mi się wydaje, że po prostu to były zbyt mało konkretne informacje, zbyt mało konkretne relacje, z których było mało informacji i po prostu sprawy umarzano co do zasady, bo nie było sensu drążyć tego po prostu. Tak było właśnie w 1944 roku. I tak naprawdę UFO ma swoje ciągle różne odsłony. Kiedy mówimy jeszcze o latach 40. To możemy się jeszcze troszeczkę cofnąć w historii. I tu chciałem państwu pokazać inne zdjęcie, które jest ilustracją akurat. Proszę sobie zobaczyć to na przykład. To jest rysunek pewnego zdarzenia, które miało miejsce w Polsce, w Maszkowicach. To jest, zdaje się, miejscowość w województwie łódzkim, taka niewielka wioska.W 1906 roku, już abstrahując całkowicie od objawień maryjnych, od Foo Fighters i tego typu różnych zjawisk, pewną gospodę odwiedziły dwie istoty, które przyszły. Były bardzo chuderlawe, szczupłe, niskiego wzrostu, może 1,20 m, 1,40 m.
Miały troszeczkę duże oczy. Były ubrane, jak to pani, która relacjonowała to zdarzenie. To jest historia przekazana z drugiej ręki od córki tej pani, która była świadkiem tego zdarzenia jeszcze jako dziecko w 1906 roku. Po latach opowiedziała to swojej córce i ta córka to zachowała w postaci dosyć precyzyjnego opisu. Po latach ta relacja dotarła do polskich badaczy UFO. Te istoty sobie przyszły, zapukały i nie mówiąc, ale gestykulując pokazały, że coś chcą. Pokazywały, że chcą jeść. Jak polska chata, gościna polska, więc wyciągnęli kaszę i mówią: „Proszę”. Jedna z tych istot wzięła kaszę i włożyła do kieszeni. Udała, że zjadła.
Po czym kiwnęła głową, dziękuje i poszła. To była niewielka wioska. Wtedy tam może trzy, cztery chaty na krzyż stały. Poszły jeszcze te istoty do chaty obok. To samo zrobiły. Odwiedziły jeszcze dwa domostwa. Później dzieci, które mieszkały w tej wiosce, widziały, jak te istoty weszły do jajowatego obiektu. Klapa się za nimi zamknęła i obiekt wystartował i wyleciał. To jest relacja z początku XX wieku. Takich historii jeszcze jest sporo z Polski.
Nawet mamy taką ciekawą relację z 1926 roku z miejscowości Ujazd. Też bardzo ciekawa historia, którą opisywali pionierzy polskiej ufologii, jak Bronisław Rzepecki, Krzysztof Piechota. Nie wiem, czy państwo się spotkali z takimi nazwiskami. Oni rozpoczęli ufologię w Polsce jeszcze pod koniec lat 70. Udało im się dotrzeć do relacji kobiety, która opowiadała, że jeszcze jako 13-letnia dziewczynka wypasała krowy i zobaczyła nagle trzy lądujące kule przed nią, a obok nich pojawiły się istoty ubrane w mundury przeplatane sznurem. Ona się przestraszyła. Krowy też zareagowały trochę nerwowo i nagle te kule się rozpierzchły, odleciały. I tyle można powiedzieć. Tak to jest z tymi relacjami, nawet współczesnymi. One są często absurdalne.
Przychodzą jakieś istoty, pytają się o coś. Albo jak mówiłem o fali sterowców nad Stanami Zjednoczonymi, to też przecież ci ekscentryczni wynalazcy, którzy tak się przedstawiali. Albo jak się ktoś ich pytał: „Skąd jesteście?”, to oni mówili: „Zewsząd. Jesteśmy zewsząd”. Albo wymyślali sobie nazwy dziwne, które tak naprawdę nigdzie nie istniały. Te relacje są takie absurdalne. Ale często się spotykamy z czymś takim w bliskich spotkaniach z UFO nawet współcześnie. Na przykład gdybyśmy się cofnęli do lat 50. we Francji, w 1954 roku była taka fala UFO, jedna z pierwszych fal UFO w Europie, gdzie ludzie często obserwowali lądowanie obiektów jajokształtnych, z których wychodziły postacie przypominające trochę krasnoludki. Niskiego wzrostu, brodate.
Takie karły troszeczkę. One się też zachowywały ekscentrycznie. Czasami na przykład szła kobieta polną drogą, widziała taki obiekt, wyszły istoty i na przykład niosła kwiatki w ręce i one podbiegły i zabrały jej te kwiatki. Takie trochę szalone jak na kosmitę, który przyjeżdża w odwiedziny na planetę Ziemia i oczekuje jakiegoś kontaktu. Zachowują się infantylnie, dziecinnie ci kosmici, jakbyśmy się przyjrzeli temu bliżej. Ale kiedy mówię o tym, że obraz UFO się zmienia wraz z obyczajowością ludzką, to też warto wspomnieć o tym, jak on się prezentuje współcześnie. Na przykład gdyby państwo się zapoznali ze współczesnymi relacjami, mam na myśli takie sprzed nawet 10, może 15 lat, to w tych relacjach nie ma mowy o latających spodkach. Kiedyś się te latające spodki pojawiły, za sprawą tego Kennetha Arnolda, który w 1947 widział ten obiekt. On później został nazwany przez dziennikarzy latającym spodkiem, po czym nieoczekiwanie później nastąpiła wielka fala latających spodków w Stanach Zjednoczonych. Te obiekty były obserwowane masowo i one zapoczątkowały erę kosmiczną.
To zjawisko jest zawsze o krok przed człowiekiem. Same obserwacje są najmniej istotne. Najistotniejsze jest to, co się dzieje w ludziach, którzy się stykają z tym zjawiskiem, jak to zjawisko na nich wpływa, jak ich inspiruje czasami do czegoś. Jak połączymy fakty ze sobą, to okazuje się, że fala spodków, która nastąpiła pod koniec lat 40. i towarzyszyła człowiekowi jeszcze do lat 60. masowo, zapoczątkowała erę kosmiczną. Albo jak jeszcze się cofniemy do lat 40., to mamy rok 1946 i na przykład nad Skandynawią, Norwegia, Szwecja, głównie Szwecja, dochodzi do masowych obserwacji obiektu w kształcie cygara, trochę przypominających rakiety. Ludzie to interpretowali, że to był już koniec wojny, był rok 1946. Ale takie obiekty się pojawiały dosyć masowo na niebie. Czasami leciały, spadały, innym razem się gdzieś przemieszczały, zakręcały.
Zainteresowało się tym wojsko szwedzkie. Po latach pojawiły się raporty badawcze sił powietrznych Szwecji, wymiany nawet wywiadowcze między Stanami Zjednoczonymi czy teżCzy też Wielką Brytanią. Tak naprawdę każdy odbijał piłeczkę, mówił, że on z tym nic nie ma wspólnego. Szwecja zaczęła się zastanawiać, rząd szwedzki, bo to już było naprawdę na dużą skalę. Tych relacji było sporo, około 200 przypadków, 300 chyba w ciągu paru miesięcy, więc dosyć dużo jak na krótki okres czasu. Zaczęto zastanawiać się, co to jest tak naprawdę i w jaki sposób to może wpływać na bezpieczeństwo narodowe. Pojawił się domysł, że to może być jakaś supertajna broń wojskowa, którą na przykład przechwycili Rosjanie po Niemcach. Jak wiemy, bronie V, bronie wunderwaffe. Na pewno państwo o tym słyszeli. Broń V2, która była używana powszechnie przez Niemców pod koniec wojny i wykorzystywana do bombardowania Londynu.
Teoretycznie Rosja, podobnie jak i Ameryka, nie przejęła taką technologię i mogła coś takiego testować. Ale problem polegał na tym, że te obiekty tylko w jakimś stopniu przypominały rakiety, ale ich zachowanie przeczyło temu, że to mogłyby być jakieś prototypy rakiet, które pojawiały się wtedy nad Skandynawią w 1946 roku. I to jest też jedna z wielu odsłon, która nawiązuje do danego momentu historycznego. Współcześnie obserwuje się obecnie trójkąty. Być może się państwo spotkali gdzieś, przeglądając różne strony internetowe. W Polsce było sporo takich relacji. Zresztą na świecie też, nawet się zachowały różne zdjęcia. Są różne zdjęcia, są różne nagrania takich obiektów. Fala takich trójkątów w Polsce zaczęła się mniej więcej w 2010 roku. Sporo tych relacji zaczęło płynąć z różnych rejonów Polski, między nimi nawet z rejonu łódzkiego.
Tu mam takie zdjęcie pochodzące z miejscowości Pabianice. To jest chyba koło Łodzi, zdaje się. Pewien pan, który wyszedł sobie na papieroska na balkon, zobaczył nagle taki obiekt, który był sporych rozmiarów. To akurat, oj znowu, kurczę, nie to, co trzeba. Przepraszam, już momencik. Zobaczył taki obiekt przypominający takie latające skrzydło z wieloma światełkami żółtego koloru. I to wszystko wyglądało troszeczkę, mimo tego, że było sporych rozmiarów, bo on to opisywał, że to mogło mieć średnicę nawet co najmniej 100 metrów, a przelatywało sobie to dosyć nisko, jakieś 300, może 400 metrów nad ziemią, bezdźwięcznie nocą i było przymglone troszeczkę. To było właśnie absurdalne. To jest właśnie jeden z absurdów towarzyszących obserwacjom UFO, że te obiekty stosują metodę kamuflażu, ale nie do końca, bo może są trochę przymglone, żeby się nie rzucały w oczy, ale mimo tego oświetlenia rzucają się w oczy. I bardzo często w przypadku tych latających trójkątów to byli pojedynczy ludzie.
Co ciekawe, te obiekty się manifestowały nad dużymi aglomeracjami miejskimi, ale zwykle było tak, że to byli pojedynczy świadkowie. Kiedy na przykład kierowano, ja na przykład osobiście, kiedy kierowałem jakieś apele różne w internecie, żeby pojawili się jacyś potencjalni inni świadkowie z danych miejscowości, to nigdy nie było tych świadków. Zawsze to byli pojedynczy świadkowie. Tu mam jeszcze przykład taki inny.
[58:03] - Może aż mam przypadki, gdzie nawet wyparcie, proszę pana, zjawiska, które opisała tylko jedna osoba spośród czterech obecnych. Po latach tylko ta osoba pamiętała te fakty, natomiast pozostali absolutnie zaprzeczały.
[58:18] - Że nic nie widziały, tak?
[58:19] - Oczywiście. Natomiast to też jest opisane przez pana Glanę, żyjącego już socjologa oraz parę innych. Też warto jest sprawdzić miejscowość Pirumów.
[58:30] - Pirumów. Nie słyszałem o tym.
[58:32] - Tam też były latania UFO, są sprawozdania i zapisy dostępne. Więc wie pan, to zjawisko jest dosyć interesujące z uwagi nie tylko na technologię, również psychologię.
[58:44] - Tak.
[58:45] - Kwestia wyparcia jest zjawiskiem psychologicznym.
[58:48] - Tak, bo gdybyśmy tak naprawdę to, o czym mówiłem na samym początku, czym jest to prawdziwe UFO, to tak naprawdę to jest temat, który jest warty zagłębienia dla religioznawców, dla psychologów, socjologów, filozofów i tak dalej. To jest zjawisko ściśle powiązane z psychiką człowieka.
[59:09] - To jak pan wspomni, to znaczy komisji, która działa do dziś. Jest to ponadrządowa komisja, ale oczywiście jest likwidowana przez jakiś tam dekret byłego prezydenta USA, który był bezpośrednim świadkiem takiego wydarzenia. Po spotkaniu się z przedstawicielami tej komisji dowiedział się, że już raczej szuka spokoju i nie interesuje się tymi rzeczami, bo to nie jest jego zakres. Proszę sobie wyobrazić, jak ta sytuacja mogła zabrzmieć. Więc wie pan, myślę, że można tutaj pewne rzeczy wyodrębnić z tych wszystkich zjawisk, o których pan wspomina jako bardziej prawdopodobne, ale odbiegające od kwestii zjawisk religijnych czy poglądów.
[59:52] - Ja bym powiedział, że te zjawiska się lubią dopasowywać w ogóle do danego momentu historycznego, tak jak już wspomniałem i odwołuje się poprzez symbolikę i ta symbolika po prostu dociera do właściwego odbiorcy. Mieliśmy objawienia maryjne, o których mówiłem i tutaj mieliśmy symbolikę religijną. Cofając się dalej do historii, Ezechiel, symbolika też religijna. Współcześnie mamy kosmitów, tak? Chociaż ten wizerunek już też jest troszeczkę wypierany. Chciałem jeszcze państwu tu pokazać inne takie zdarzenie tutaj z państwa okolic. Gdzie mi ta myszka uciekła? A, jest tutaj, dobra. To jest takie ciekawe zdarzenie, które miało miejsce w 2013 roku w okolicach Bełchatowa. Trójka chłopaków wyjechała sobie niedaleko tej kopalni, która tam jest.
To jest kopalnia odkrywkowa, zdaje się. Ja tam byłem osobiście akurat w tym miejscu, dokumentowałem to zdarzenie.Zobaczyła nisko lecące dwa obiekty. To jest ilustracja jednego obiektu, ale to były dwa identycznie wyglądające obiekty, które przemieszczały się jeden obok drugiego i były oświetlone jak choinka. Nie było sposób tego nie zobaczyć, jak mi to opisywał jeden ze świadków. To było tak rzucające się w oczy, że to ich uderzyło. I te obiekty były gigantyczne. Miały według ich relacji może nawet 100 metrów długości. Poleciały w kierunku kopalni, przeleciały nad kopalnią i poleciały dalej. Brak innych świadków, tylko ci trzej, którzy opisywali to mniej więcej podobnie.
[01:01:41] - Oni są autorami tego zdjęcia?
[01:01:43] - Nie, to nie jest zdjęcie, żeby była jasność. To jest ilustracja poglądowa zrobiona przez grafika na podstawie relacji. To nie jest zdjęcie. To może wygląda dosyć fajnie, ale to jest tylko poglądowe. Także proszę się nie sugerować, że to jest zdjęcie. W tym roku mieliśmy ciekawą falę UFO, trochę zakamuflowaną, ale tym razem troszeczkę innej maści, bo na przykład od stycznia tego roku do kwietnia mniej więcej sporo relacji do ufologów wpłynęło z okolic Mazowsza, ale zresztą nie tylko. Chyba nawet były pojedyncze przypadki z województwa łódzkiego, gdzie ludzie obserwowali pojawienie się kulistych obiektów, które przypominały flary wojskowe, ale nie do końca były flarami wojskowymi, bo przede wszystkim często były to zjawiska obserwowane z dużej odległości, ale bardzo dobrze się rzucały w oczy. Były mocno oświetlone, ułożone przeważnie w linii prostej. Takie kule jakby nie kule. Czasami one błyskały, emanowały światłami.
Zawsze były ułożone w jednej linii. Udało się to niektórym ludziom nagrać, bo relacji z tego okresu jest około 60 mniej więcej. Ja sam udokumentowałem może 10 osobiście. Mam też relację pilota, który widział coś takiego. Mogą państwo poczytać, jak weszli na mojego bloga „Czas tajemnic”. Wystarczy wygooglować sobie. Tam jest ta relacja opisana przez pilota, który lecąc bodajże z Kijowa, to był rejs cywilny linii lotniczych Ryanair Sun. Pilot podchodząc już do lądowania na lotnisko we Wrocławiu, lecąc z Kijowa do Wrocławia, już przy samym podejściu nad chmurami zobaczył rząd takich świateł. Stwierdził, że to było w bardzo dużej odległości od niego. To mogło być nawet 100 kilometrów od niego, jak stwierdził, a mimo to bardzo się rzucało w oczy.
Zachmurzenie było całkowite, ale samolot znajdował się jeszcze na wysokości nad chmurami mniej więcej gdzieś sześć, siedem kilometrów i na tej samej wysokości te obiekty były tylko że w oddalonej dosyć sporej odległości. On stwierdził, że to mogło być gdzieś na wysokości Karpacza albo gdzieś na granicy polsko-czeskiej. I on coś takiego zobaczył. Osłupiał. Był pierwszym oficerem. Pokazał to kapitanowi. Kapitan był trochę sceptyczny i stwierdził, że to raczej nic interesującego. Trzeba się skupić na procedurze lądowania. Więc jak zeszli w chmury, to stracili to z pola widzenia. I takich relacji było sporo.
Te obiekty przypominały trochę flary wojskowe. Kiedy kontaktowaliśmy się z Wojskiem Polskim, z rzecznikami prasowymi, żeby coś powiedzieli, czy w ogóle są jakieś testy wojskowe w tym czasie, bo przecież społeczeństwo może się martwić o swoje bezpieczeństwo, że może coś się dzieje, a my o tym nie wiemy. Zawsze były przeczące odpowiedzi, że absolutnie nic się nie dzieje, nic o tym nie wiedzą, ale sobie zanotowali to i gdyby się to pojawiło, to proszę dać znać. My pojedziemy w to miejsce. Takie były odpowiedzi, widzą państwo. Także podejście trochę ignoranckie, a przecież to dotyczyło, jakby nie patrzeć, bezpieczeństwa narodowego, prawda?
[01:04:58] - To jest coś powiedziane.
[01:05:00] - Tak, oczywiście, bo właśnie chciałem do tego wątku przejść. Jeśli chodzi o UFO, to z tym się wiąże ściśle temat dotyczący bezpieczeństwa narodowego i ten temat był już podejmowany dawno temu. Tak jak pan mówi, projekty wojskowe różnej maści, które się zajmowały badaniem UFO, istniały od dziesięcioleci. Pierwszy taki projekt ruszył w Stanach Zjednoczonych w 1947 roku, mniej więcej na skutek masowej fali latających spodków, która zaczęła się manifestować nad Ameryką w 1947 roku. Tych relacji było tak dużo. W ciągu dwóch miesięcy zanotowano 800 przypadków z różnych rejonów Stanów. Tego było naprawdę sporo, więc trudno było nie dziwić się. Amerykańskie społeczeństwo jest specyficzne bardzo, więc uznało, że ktoś musi się kompetentny wypowiedzieć w tym temacie.
[01:05:45] - To widział rząd, to widzi Smith.
[01:05:47] - Tak, dokładnie. Tacy są Jankeisi. Pojawił się projekt Sign w 1947 roku, który zaczął zbierać takie relacje. To był projekt pod auspicjami Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Z tego projektu niewiele wyniknęło, bo po roku czasu oni go zamknęli. Pojawił się drugi projekt, projekt Grudge. Ten pierwszy uznał, że tak naprawdę jest za mało danych, żeby cokolwiek wyciągnąć, jakieś miarodajne, logiczne wnioski. Projekt Grudge generalnie zmierzał już w zupełnie innym kierunku, bo to był projekt, który dyskredytował temat UFO. Generalnie każdą relację, która wpływała, każdy meldunek cywilny, który wpływał do Sił Powietrznych, z automatu był uznawany, że to jest niewarte uwagi, że to wszystko albo ziemskie zjawiska, albo samoloty, czy też zjawiska atmosferyczne, przeloty komet i tak dalej. Tak to zwykle było interpretowane.
Później pojawił się projekt Blue Book, który istniał troszeczkę dłużej. Z tego też niewiele wyniknęło, chociaż mimo tego, że ten program zebrał więcej relacji. W ramach tego programu działał też taki słynny ufolog Allen Hynek, który na początku był wielkim sceptykiem tematu UFO. Natomiast działając pod auspicjami Blue Book, bardzo mocno się zainteresował tym tematem i można powiedzieć, że był jednym z pionierów ufologii w tamtych czasach i zebrał bardzo wiele ciekawych relacji.Ze Stanów Zjednoczonych. Zresztą nie tylko. Projekt Blue Book zakończył się czymś takim jak panel Condona. Nie wiem, czy państwo słyszeli o takim projekcie, który pojawił się na początku lat 60. To już mniej więcej okres, który zamykał w ogóle działalność programu Blue Book. Był pewien naukowiec, profesor Edward Condon, który pracował na Uniwersytecie Kolorado. Dostał zlecenie z sił powietrznych, że trzeba coś powiedzieć na temat UFO, a że on był kompetentny, bo staje się fizykiem, więc zebrał swój sztab naukowców i na podstawie tego, co Blue Book zebrał, skonstruował projekt, maszynopis, można powiedzieć kilkusetstronicowy, który generalnie sprowadzał się do tego, że w temacie UFO nie ma nic niezwykłego.
W większości to są zjawiska wytłumaczalne, ale co ciekawe, padła tam informacja, że te 22% tych relacji jest jednak niewytłumaczalna i generalnie nie wiadomo, co to jest, ale nie ma sensu się tym zajmować, bo nie stanowi to żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego, więc po co dalej drążyć temat? I w zasadzie od tego czasu oficjalnych projektów nie było, chociaż po latach okazało się, że były, ale one działały pod różnymi agendami rządowymi. Były też inne projekty w innych rejonach świata. Mieliśmy na przykład pod Ministerstwem Obrony Narodowej w Wielkiej Brytanii też działał program, który zbierał takie relacje. Mieliśmy we Francji projekt GEIPAN, projekt, który działa do dzisiaj, zresztą pod auspicjami instytucji astrofizycznej, narodowej chyba, który zbiera takie meldunki głównie od pilotów. I te wszystkie programy się sprowadzają do tego. W Rosji z kolei mieliśmy projekt Swietka, chyba tak się nazywał. W latach 70. działał. On też generalnie zakończył swoją działalność, tłumacząc tym, że w tym nie ma nic niezwykłego.
Ale co ciekawe, panel Condona jeszcze stwierdził coś ciekawego, że te 22% zjawisk jest, owszem, niewytłumaczalna, ale jest to na tyle nieuchwytne, że nie da się tego badać w sposób naukowy, empiryczny. I to było bardzo ciekawe stwierdzenie, bo właśnie kiedy ja na przykład podsumowuję swoje badania, to też dochodzę do podobnego wniosku, że te zjawiska są na tyle nieuchwytne, że w sposób stricte naukowy ich się nie da udokumentować. Także słowo ufolog to jest tak naprawdę taki trochę wymysł dziennikarski. Ja też nie lubię się nazywać ufologiem, bardziej lubię się nazywać dokumentalistą, bo jest to bardziej taka sfera poznawcza niż naukowa, bo tak naprawdę ufologia nie ma żadnego oficjalnego nazewnictwa, które funkcjonuje i jest zatwierdzone jako dziedzina naukowa. Ale właśnie panel Condona stwierdził, że tych 22% nie da się wytłumaczyć przy użyciu znanych instrumentów badawczych przy akompaniamencie współczesnej nauki. I w zasadzie ja się mogę nad tym pochylić i powiedzieć, że tak jest faktycznie. Tak faktycznie jest, bo jak analizujemy różne przypadki, to UFO, które wynika głównie z bliskich spotkań, jest właśnie o tyle ciekawe, że zawiera w sobie bardzo duży ładunek paranormalny, bym powiedział. W tych zdarzeniach jest sporo takich elementów, które świadczą o tym, że niekoniecznie jest to zjawisko kosmiczne, jak to niektórzy chcieliby w tym upatrywać, ale bardziej takie paranormalne, anomalne. Tak jak mówiłem, świadkowie spotykają się z całą masą różnych obiektów, które w jakiś sposób na nich oddziałują, w przeróżny sposób. I z tego wynika czasami to, że w zasadzie niewiele wynika, bo wynika to, że ci ludzie coś widzieli, natomiast sami nie są w stanie tego wyjaśnić racjonalnie.
Często w zetknięciu z tym czymś przechodzą właśnie jakąś taką przemianę, przewartościowanie. Raz się zaczynają interesować takimi tematami, innym razem ich zainteresowania idą w zupełnie innym kierunku. Ale jak mówię o tych ładunkach różnych, takich paranormalnych, które występują w tych zdarzeniach, to mogę się posłużyć tutaj własnym podwórkiem badawczym, gdzie przecież od prawie 20 lat badam, dokumentuję takie zjawiska i mam sporo różnych takich przypadków, które świadczą o tym, że te zdarzenia rozgrywają się jakby na innej płaszczyźnie rzeczywistości, bym to tak nazwał. To trochę może jest szalenie nienaukowe, co mówię, ale trudno ufologię, w ogóle zjawisko UFO podpinać pod naukę.
[01:11:45] - Bardzo pana przepraszam. Za istnienie pioruna elektrycznego to nie było-
[01:11:52] - Tak, oczywiście. Meteoryty też nie spadały, prawda? Do momentu, kiedy spadł przed jednym z astronomów, to dopiero uznano, że faktycznie coś takiego jest. Tak że tak, oczywiście, człowiek się uczy, ale bardzo mu idzie to mozolnie, to poznawanie świata otaczającego. Jest takie ciekawe zdarzenie, które pochodzi z mojego archiwum ze Szklarskiej Poręby. W '78 roku w Szklarskiej Porębie dwójka ludzi widziała taką kulę. Wyglądała troszeczkę jak taka szklana kula. To coś pojawiło się na wysokości Śnieżnych Kotłów. To jest taki masyw górski w Karkonoszach. Dwójka mężczyzn jadąca samochodem.
Oni pracowali wtedy dla nieistniejącej już huty szkła. Dowozili obiady dla pracowników, jadąc właśnie taką ciężaróweczką wąską drogą. Wtedy to była taka wąska droga, teraz już troszeczkę inaczej to wygląda. Jest to bardziej rozbudowane. Nagle zobaczyli najpierw jakiś taki błysk. Spojrzeli i patrzą. Widzą taką kulę. Zatrzymali samochód, wyszli na zewnątrz, zaczęli to obserwować. Jeden z tych ludzi, ja akurat rozmawiałem tylko z jednym świadkiem, bo drugi już nie żyje. Jeden z tych ludzi po prostu myślał, że to jest jakiś cud, więc klęknął i zaczął się modlić, a ten drugi patrzył na to z niedowierzaniem.
Ta kula jak sobie stała tak nagleStryk po prostu nagle błyskawicznie odleciała i jej nie było. I co ciekawe, to trwało kilka sekund, ale w tym czasie nagle za nimi zgromadziła się spora ilość samochodów, która stała i ci wszyscy ludzie stali w tych samochodach i w ogóle nie reagowali na to, że blokują drogę tym samochodem. Wiadomo, jak zachowują się polscy kierowcy, prawda? Przekonałem się tutaj w Łodzi, jak zmieniałem pas ruchu i mocno mnie potraktowano klaksonem.
[01:13:40] - Znaczy mamy szczęście, że jednak się wpadł w ten sam sposób.
[01:13:43] - Tak. Właśnie. Kurczę, mam nadzieję, że też uda mi się wrócić , ale już chyba nie będzie takiego natężenia ruchu. W każdym razie oni zaobserwowali dziwną rzecz. Ci ludzie w ogóle byli tacy uśpieni, nie reagowali w ogóle. Więc ta kula sobie poleciała. Oni wsiedli do samochodu, pojechali i jeden z nich zaczął się zastanawiać, że coś jest nie tak. Przecież zna dobrze ten teren, wie jak to wygląda. W ogóle dla niego to wyglądało dziwnie, że to wszystko rozgrywało się jakby w innej rzeczywistości. Jemu to nie dawało spokoju.
Pojechał w to miejsce jeszcze raz i na spokojnie się temu przyjrzał. I co się okazało? Że w miejscu, gdzie stał ten jego kolega, który sobie klękał, okazało się, że po prostu nie było możliwości, żeby on tam stał, bo tam była przepaść. Tam nie było takiego klifu, żeby on mógł stanąć faktycznie i fizycznie obserwować to zjawisko. I co ciekawe, kiedy on stanął tym samochodem tam, bo podjechał samochodem w to miejsce, oczywiście też zaczęły samochody stawać, bo on blokował drogę. I oczywiście wszyscy nagle po klaksonach na niego zaczęli trąbić, że blokuje tą drogę. I właśnie tak często się dzieje w tych bliskich spotkaniach z UFO, że te zdarzenia rozgrywają się na innej płaszczyźnie rzeczywistości. Otoczenie jest w pewnym sensie takie same, ale jednak nie do końca. Jakby znajdowali się w równoległej rzeczywistości, która troszeczkę odbiega od świata rzeczywistego. To się bardzo często dzieje w spotkaniach z UFO.
Zresztą nie tylko to, bo tak naprawdę idąc dalej jeszcze mogę państwu przedstawić taką ciekawą historię też z Dolnego Śląska. To jest też rejon gór, miejscowość Pobiedna się nazywa. To jest przy granicy czeskiej, u stoku Gór Izerskich. Dwójka starszego małżeństwa jechała sobie samochodem marki Ford. Wyjechała sobie z małej miejscowości, to jest mała wioska. I nagle widzą, jak z lewej strony przelatuje taki obiekt. To jest rysunek jednego z tych świadków, jak to wyglądało mniej więcej. Przelatuje taki obiekt, który wygląda po prostu jak dysk, ale taki trochę spłaszczony, ma światełka wokół, które sobie tam pulsują, wirują. To jest mniej więcej ciemnego koloru. To się działo za dnia akurat.
I co się dzieje? Ten obiekt nadlatuje z nad lasu w ich stronę. Samochód nagle staje. Kaput. Po prostu nie da rady. Silnik zgasł całkowicie. Mężczyzna, który prowadził ten samochód, jego żona siedziała obok. Próbuje nerwowo odpalić samochód, ale nic nie wychodzi. Ten obiekt się coraz bardziej przybliża. Żona się zaczyna irytować, denerwować, bo nie wie, co to jest.
Zaczyna w pewnym momencie już nawet krzyczeć, żeby szybko odpalał ten samochód i żeby jechali, bo ona się już boi. I co się dzieje, proszę państwa? Ten obiekt nagle przelatuje nad nimi i kiedy oni między sobą gestakulują, to nagle uświadamiają sobie, że ich głosy się troszeczkę zmieniły. Przekształciły się w taki trochę mechaniczny głos, taki przypominający trochę zmutowany głos. I to dzieje się przez może dwie, trzy sekundy, kiedy ten obiekt dosłownie nad nimi przelatuje. Leci sobie dalej po drugiej stronie drogi i tam jest też taki las. I stało akurat wtedy takie pojedyncze drzewo i ten obiekt przez to drzewo przeleciał jak jakiś duch dosłownie. I ci świadkowie myśleli, że to drzewo spaliło się albo coś, bo przecież to było wielkie. Ale później się okazało, że nic się nie stało. Tylko później się okazało, że coś się stało, bo to drzewo uschło.
Leśniczy musiał je wyciąć, bo stwierdził, że korniki je zeżarły. Natomiast możemy to wiązać z pojawieniem się tego obiektu. Samochód niestety już nie odpalił po tym, jak ten obiekt zniknął, bo on przeleciał przez to drzewo i zaraz za tym drzewem po prostu się zdematerializował.
[01:17:32] - Samochód ma też chyba Ford.
[01:17:35] - Tak. Ford. Jest takie powiedzenie. Tak. Ford nie Ford. Natomiast bez względu na to, jaka marka samochodu, bardzo często się zdarzało, że te pojazdy odmawiały posłuszeństwa przy tych bliskich spotkaniach z UFO. Wyłączał się silnik, szwankowało radio. Działy się też różne rzeczy z tymi ludźmi, którzy to obserwowali. Tak było właśnie w tym przypadku. Oni już nie byli w stanie odpalić tego samochodu, więc ten mąż zadzwonił po swojego brata, żeby go zholował do pobliskiego mechanika.
I okazało się, że wiele przewodów w silniku było przepalonych. Płyn chłodniczy całkowicie wyparował. Poważna awaria i spore koszty naprawy. Niezwykłe doświadczenie. I tak właśnie się dzieje przy tych bliskich spotkaniach.
[01:18:21] - Sprawdzał pan, czy ten człowiek w ogóle żyje?
[01:18:23] - Jeszcze raz?
[01:18:24] - Sprawdzał pan, czy ci ludzie żyją?
[01:18:27] - To znaczy tak. Ja z nimi kontaktowałem się trzy lata temu. Nie mam kontaktu z nimi teraz. To już byli ludzie w podeszłym wieku. Mam nadzieję, że tak. Nie mam z nimi kontaktu.
[01:18:41] - A czy coś w ich życiu się zmieniło po tym wydarzeniu?
[01:18:46] - W tym przypadku akurat ciężko to powiedzieć. Natomiast wydaje mi się, że na tyle, że oni po prostu na początku nie byli w stanie tego wyjaśnić, nie mieli jakiejś wiedzy na temat UFO, nie wiedzieli, co to jest.Po latach się odezwali. W sumie nie oni sami, bo to ktoś z rodziny, słysząc tę historię gdzieś w kręgach rodzinnych, dowiedział się o mnie, o tym, że ja się takimi rzeczami zajmuję gdzieś z internetu. Skontaktował się ze mną i powiedział, że w jego rodzinie doszło do takiego zdarzenia. Oni nie byli tacy, że się tym chwalili na lewo i prawo. Wręcz przeciwnie. Oni chcieli o tym zapomnieć. To nie mieściło się w ich światopoglądzie. Tak się często dzieje z tymi ludźmi, którzy stykają się z tym gdzieś na peryferiach. Te zdarzenia się nie rozgrywają, proszę państwa, gdzieś w miastach.
Przeważnie rozgrywają się w jakichś najbardziej odludnych miejscach. Ktoś idzie na grzyby i nagle spotyka coś takiego. I nie jest na to przygotowany. Ci ludzie nie byli na to przygotowani. Oni spotkali się z czymś, co nie mieściło się w kategoriach ich myślenia logicznego. Czy to ich zmieniło? Nie wiem. Ciężko mi powiedzieć. Jak z nimi rozmawiałem, to opowiadali mi to szczerze i uczciwie, tak jak to widzieli. Natomiast nie próbowali tego w jakiś sposób interpretować.
Przedstawili mi gołe fakty, a z tych gołych faktów można wyciągać wnioski później. Także nie wiem, w jaki sposób to na nich wpłynęło. Natomiast nie było takiej sytuacji, że źle się poczuli po tym zdarzeniu, bo też się tak dzieje czasami oczywiście, że jeśli dochodzi do takich bliskich spotkań, to niekiedy to wywołuje jakieś skutki uboczne w samopoczuciu, w zdrowiu ludzi. To się rzadko dzieje oczywiście, ale takie przypadki były jak najbardziej.
[01:20:22] - W jakim czasie od tego zdarzenia pan się z nimi spotkał?
[01:20:25] - Bardzo dawno, bo zdarzenie miało miejsce w 2002 roku, a ja się z nimi spotkałem dwa lata temu chyba. Trzy lata temu. Jakoś tak trzy lata temu. Trochę czasu minęło od momentu zdarzenia. Jak tam byłem, to już nie miałem możliwości nawet, nie było sensu w ogóle robić wizji lokalnej, żeby szukać tego drzewa czy coś takiego. Nie byłem na świeżo na miejscu zdarzenia. Szkoda, że nie udało mi się dotrzeć do tego zdarzenia jeszcze na gorąco. Słucham?
[01:20:52] - Świeży trop kiedy? Do kiedy jest świeży teren?
[01:20:55] - Jak najszybciej, prawda? Na przykład jakiś czas temu dokumentowałem zdarzenie, które też się rozegrało na Dolnym Śląsku, koło Głogowa, w miejscowości Głogówek, gdzie pani widziała taką kulę, która lądowała nad lasem. Wysyłała takie różne iskry, które opadały na ten las. I później następnego dnia z mężem poszła w to miejsce i okazało się, że w ściółce leśnej jest taki wygnieciony krąg, który przypomina trochę odcisk od opony. Ale to nie do końca wyglądało jak opona i było dosyć dziwne. Udało się w to miejsce dotrzeć praktycznie pięć czy ileś dni po zdarzeniu. Były pobrane próbki gleby, były badania na miejscu przy użyciu różnych liczników elektromagnetycznych czy licznikiem Geigera. Badaliśmy ten teren, ale akurat nic takiego nie wyszło. Natomiast bardziej tam wyszło w tym, że była jakaś drobna anomalia w pH gleby. Ta gleba była troszeczkę za bardzo kwasowa w stosunku do otoczenia i dodatkowo grudki ziemi były bardzo wysuszone.
Jeszcze dodatkowo znaleźliśmy jakieś dziwne grudki, niby metalowe, ale nie do końca. Puściliśmy to dalej w obieg, ale niestety nikt się tym nie zainteresował ze środowiska naukowego, żeby podjąć jakieś badania. Niestety tak się dzieje w Polsce, że generalnie środowisko naukowe się tym mało interesuje, bo bardzo często ma te klapki na oczach i tak naprawdę chce się przeprowadzić jakieś fachowe badania mając do czynienia z jakimś świeżym dowodem, empirycznym dowodem, to niestety trzeba by było wyłożyć pieniążki z własnej kieszeni, żeby przeprowadzić takie badania, zlecić to jakiemuś laboratorium i tak dalej. Niestety zupełnie inaczej to wygląda w innych rejonach świata. Słucham?
[01:22:38] - Od marca do dzisiaj to tak już długo.
[01:22:40] - Ale co od marca do dzisiaj?
[01:22:41] - Stwierdzić, czy coś można sprawdzić, tak?
[01:22:44] - Nie wiem. Zależy co to było. Czasami promieniowanie się utrzymuje jeszcze jakiś czas, chociaż rzadko, ale czasami jest.
[01:22:51] - W tych placowych wydarzeniach to ma miejsce.
[01:22:53] - Aha, bo pan mówi o tym. Tylko że to były obserwacje dalekie, tam nie było takiego wpływu na otoczenie.
[01:22:58] - Mogę stwierdzić, że o takich odległościach jak stąd do tego okna, które widzę za oknem. To nie jest daleko.
[01:23:05] - To nie jest daleko. To jest bardzo blisko. To jest kilka metrów.
[01:23:08] - Tak, no i właśnie takie obserwacje miałem.
[01:23:12] - Aha. To ciekawe. To z chęcią z panem zamienię słowo później, jeśli jest możliwość.
[01:23:17] - Przyjechali z UFO, ale oni tak szybko zjechali-
[01:23:19] - Tak? Aha.
[01:23:20] - Że nawet nie sprzętu porządnego nie mieli.
[01:23:22] - Aha. O, proszę.
[01:23:23] - Tylko aparaty jakieś mieli takie te słabe.
[01:23:25] - Aha. Pan coś widział z bliska i to w jakiś sposób na pana wpłynęło czy nie?
[01:23:32] - Możemy porozmawiać.
[01:23:33] - To dobrze, okej. Na spokojnie. Jasne.
[01:23:36] - A w jakiej miejscowości to było? Koło Płocka. Płock czy tam...
[01:23:40] - Chyba nawet słyszałem coś o tym. Nie wiem, czy pana relacja nie wypłynęła gdzieś.
[01:23:47] - Z Zagórskim wtedy pan był.
[01:23:48] - Aha. To chyba nawet kojarzę sprawę w takim razie mniej więcej. Także to jest ciekawa sprawa. Mam jeszcze też taką, którą chciałem państwu... Czas nas niestety ogranicza.
[01:24:00] - Ja tylko nie wspomniałem o tym, po prostu wiem, za którym razem dokładnie to było.
[01:24:06] - To z chęcią z panem porozmawiam na spokojnie. Tutaj z kolei mamy inne zdarzenie z lat 70. Też Dolny Śląsk, okolice Wrocławia, miejscowość Smogorzewo. Pani, wtedy wówczas dziecko trzynastoletnie, chyba dziewczynka, widziała lądowanie takiego obiektu, który wylądował na jej podwórku. Miał średnicę może pięciu, sześciu metrów. Taką ładną kopułkę u góry miał, światełka wokół. To coś wylądowało przed nią w odległości może 15, 20 metrów i ona stała jak osłupiona. Akurat była sama wtedy na swoim podwórku, jej rodzice gdzieś pojechali. Właśnie często tak się dzieje, że te zdarzenia mają miejsce w nieoczekiwanych momentach, kiedy chciałoby się na przykład złapać aparat, zrobić zdjęcie, to nie ma tego aparatu. Albo czasami jest tak, że ktoś mówi: „Wie pan co?
Widziałem coś takiego, miałem telefon, ale nie wiem, dlaczego nie pomyślałem, żeby go wyciągnąć i zrobić zdjęcie”. Możemy pomyśleć sobie: „Niewiarygodny człowiek. Wymyśla”.
[01:24:58] - Proszę nie wysyłać mnie do psychiatry.
[01:25:00] - Ale to jest taka mentalna blokada w tym wszystkim. I tutaj doszło do ciekawej sprawy, bo ten obiekt sobie wylądował, nawet się wzbił trochę kurz od momentu, kiedy wylądował, więc możemy domniemywać, że to było coś materialnego, fizycznego, co zamanifestowało się przed tą dziewczyną wówczas.I te światełka, które tak sobie ładnie migały, nagle dostały się jakby takiego uderzenia. Obuchła, jakby ją jakieś gorące powietrze uderzyło nagle od tego obiektu i ona weszła w taki dziwny kontakt telepatyczny z tym obiektem. Nie to, że ona słyszała jakieś głosy, bo tak też się dzieje czasami przy takich zdarzeniach, ale tutaj ona miała możliwość wpływania na ten obiekt. To jest w ogóle spektakularne zdarzenie, bo ja osobiście się nie spotkałem z czymś takim, gdzie opowiadała mi o tym, że ona po prostu mogła świadomie kontrolować układ światełek na tym obiekcie. I ona była w jakimś transie hipnotycznym w połączeniu z tym obiektem, że myślami była w stanie zrobić na przykład światełko niebieskie, czerwone. I ona nawet przez parę sekund zaczęła się już bawić tym. W pewnym momencie towarzyszył temu zdarzeniu olbrzymi strach, bo nie wiedziała, co to jest, ale nawet w pewnym momencie mówi mi, że to było dla niej zabawne. Nagle była w stanie sobie zmieniać układ tych światełek w tym obiekcie i nagle ten obiekt po prostu jakby odciął się od niej, poleciał do góry i odleciał. Więc to zdarzenie świadczy o tym, że mogło się rozegrać na planie fizycznym, ale też w jakimś stopniu miało charakter parafizyczny.
I tak właśnie się dzieje z tymi obserwacjami UFO, że one raz, że się rozgrywają na innej płaszczyźnie rzeczywistości, kiedy na przykład otoczenie jest zupełnie inne. Czasami świadkowie mówią o tym, że jest dziwna cisza wokół nich, kiedy to obserwują. Takie zdarzenie właśnie dokumentowałem kiedyś w Wojcieszowie. To jest też województwo dolnośląskie. To było jeszcze dawno temu, w latach 80. się rozegrało, w 87 roku. Też dwójka mężczyzn jechała sobie samochodem, wracała do miejscowości Wojcieszów. Zobaczyła kulę nagle czerwoną, która leciała nad taką pobliską górą. Zaczęła zniżać się. Oni pojechali w to miejsce i okazało się, że ta kula się przeobraziła w taki ciemny ekran, który osiadł sobie na pobliskiej łące przed lasem.
Jeden z tych chłopaków stwierdził, że on musi w to miejsce pójść, a drugi w ogóle się zachował bardzo dziwnie, tak jakby był wyłączony. Po prostu on sam później nawet zaprzeczał, że coś było w ogóle, że była jakaś obserwacja. Po prostu chciał to wybić ze swojego, to był jego brat zresztą, wybić sobie to z głowy. Natomiast ten pierwszy stwierdził, że on musi w to miejsce pójść i zaczął iść w tym kierunku. Obok znajdowała się wówczas działająca wtedy kopalnia. Nie, przepraszam, kamieniołom to był. Więc było słychać, jak pracowały maszyny głośno, mimo tego, że to już była późna pora. I on sobie idzie w stronę tego ekranu i już jest w bardzo bliskiej odległości. I nagle dzieje się dziwna rzecz. On jakby przekracza taką magiczną linię i nagle spowija go całkowita ciemność.
Nie wie, co się dzieje w ogóle. Jest w totalnej ciemności i wszystko zostaje wyłączone. Wszystkie odgłosy otoczenia całkowicie zostają wyłączone. On widzi dalej ten ekran, mimo tego, że jest ciemno, bo on jest ciemniejszy od tej ciemności okolicznej, ale on już nic oprócz tego nie widzi i nie słyszy. Ten odgłos tych pracujących maszyn w kamieniołomie nagle się wyłącza, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Po czym rzecz dziwna, on się przestraszył, zaczął się wycofywać z tego miejsca i znowu, kiedy przekroczył tą magiczną linię, wszystko wróciło do normy. Ale już był na tyle znękny tym, co doświadczył, więc szybko wrócił do tego samochodu. Odjechali, wrócili do domu. Nie chcieli o tym za bardzo rozmawiać, ale jednak jego ciekawość była duża. Poszedł później, po paru dniach w to miejsce i okazało się, że w tym miejscu był taki krąg trawy, trochę takiej pożółkłej.
Tak się często dzieje, że jak te zjawiska, które mają formę, bo trzeba sobie powiedzieć wyraźnie, że fenomen UFO, o którym mówimy teraz, rozgrywa się w dwójnasób, jest albo zjawiskiem fizycznym, albo zjawiskiem parafizycznym. Tak jak mówiłem wcześniej, że jest trzech świadków, którzy widzą jakieś zjawisko i każdy opisuje to inaczej. Można domniemywać, że oni tak naprawdę doznają takiej prywatnej wizji, że to zjawisko jakby wkomponowuje swój obraz do głowy człowieka. Tak się często dzieje. Te zjawiska się nie rozgrywają tak naprawdę na planie fizycznym, a właśnie jak mówię, na planie parafizycznym. Ale niekiedy dochodzi do kontaktu z czymś, co jest quasi fizyczne, jest emanacją energii, która przybiera taką formę, którą człowiek jest w stanie zaakceptować. Kiedy była era latających spodków i kosmitów i tak dalej, to zjawisko przyjmowało taką, a nie inną postać. Jeszcze jak mówiłem o sterowcach, to było coś innego. Ciągle to się zmienia, dostosowuje się do naszego punktu widzenia. I w tamtym przypadku było tak, że w tym miejscu był krąg pożółkłej trawy i ta pożółkła trawa utrzymywała się jeszcze w tamtym miejscu przez bardzo długi czas.
Niestety on nie zrobił zdjęcia takiego, ale zdjęcia podobnych kręgów po miejscach lądowań takich obiektów jest sporo. Sam osobiście kiedyś byłem w takim miejscu, gdzie trawa akurat nie była pożółkła, ale bardziej rosła wyżej w stosunku do otaczającej trawy. Była taka bardziej soczysta, bardziej taka wydajna wegetacyjnie, bym powiedział. Z czymś takim można się też spotkać na przykład w kręgach zbożowych, o czym piszę na przykład w swojej książce. I tak było właśnie w przypadku Wojcieszowa. Pewna badaczka z Wielkiej Brytanii, która się nazywała Jenny Randles. Ona nazwała te wszystkie skutki uboczne tych bliskich spotkań jako tak zwany czynnik Oz, w nawiązaniu do znanej opowieści „Czarodzieja z krainy Oz”, kiedy główna bohaterka trafia do zupełnie innej krainy, magicznej krainy, gdzie wszystko wygląda zupełnie inaczej. Są baśniowe postacie i tak dalej. Właśnie tak się dzieje z tymi świadkami UFO. Oni trafiają, stykają się z inną rzeczywistością, doświadczają czegoś, co rozgrywa się na innej płaszczyźnie rzeczywistości, gdzie czas na przykład biegnie zupełnie inaczej.
Okazuje się, że później po takiej obserwacji ktoś spogląda na zegarek i okazuje się, że zgubił gdzieś dwie godziny albo więcej bądź mniej czasu. To jest też bardzo charakterystyczne. Te przypadki, które państwu tutaj zaprezentowałem, one wskazują właśnie na takie cechy paranormalne tego fenomenu.Które Jenny Randles nazwała właśnie czynnikiem Oz, mówiąc o tym, że ludzie stykają się z silnym polem elektromagnetycznym. Ona tak starała się to naukowo ująć. Faktycznie jest to udowodnione naukowo, że człowiek przy zetknięciu z polem elektromagnetycznym o silnym działaniu może ulegać różnym halucynacjom. To jest fakt autentyczny. Tak jest oczywiście. Ona interpretowała to jako zjawiska, które mogą wywoływać w człowieku różne stany zmienionej świadomości. I dlatego ci ludzie dostrzegają coś, co tak naprawdę fizycznie nie ma miejsca. Jest halucynacją, ale wkomponowaną w ludzką głowę.
Tylko że moim zdaniem jest troszeczkę inaczej. Moim zdaniem jest tak, że to zjawisko działa inteligentnie i w sposób inteligentny kreuje jakąś wizję przed człowiekiem tak, aby ta wizja nie odbiegała od jego poczucia otaczającej rzeczywistości i aby nie była zbyt dużym szokiem. Bo gdy zaczniemy dyskutować o tym, czy UFO jest w ogóle kosmiczne, czy mamy do czynienia z odwiedzinami istot pozaziemskich, to analizując te wszystkie przypadki, o których państwu tu mówiłem, możemy dochodzić do wniosku, że jest troszeczkę inaczej, że to UFO jest troszeczkę bardziej niekosmiczne niż kosmiczne. I te przypadki, o których mówię, są tego żywym dowodem i wielu innych badaczy też zaczęło zastanawiać się nad tym, że te wszystkie interpretacje UFO, które funkcjonowały od wielu lat, które zostały stworzone jeszcze w latach 50. i utrzymywało się, że UFO to kosmici, po prostu trzeba było mocno przewartościować i zadać sobie pytanie, co tak faktycznie jest. Analizując tak już zupełnie na sucho fakty, które wynikają bezpośrednio z tych raportów, z tych relacji ludzi, którzy to przeżywają, którzy to doświadczają, okazuje się, że ten fenomen działa w sposób bardzo paranormalny. Jest taki badacz UFO z Francji. On w zasadzie mieszka w Stanach Zjednoczonych, nazywa się Jacques Vallée. W sposób bardzo kompleksowy i nawet naukowy ujął problem UFO. Wychodząc z założenia, że jest zjawiskiem bardziej parafizycznym niż fizycznym.
Szczególnie mając na względzie bliskie kontakty ludzi, nawet szczególnie wzięcia. Doszedł do wniosku, że coś w tym jest nie tak, bo przeanalizował ilość bliskich lądowań UFO i okazało się, że na przestrzeni nawet 10 lat ich było setki, tysiące. Coś jest nie tak. Jeśli nas odwiedzają kosmici, którzy prowadzą jakieś badania tutaj na Ziemi, zbierają jakieś informacje na nasz temat i na temat naszej planety, to po co potrzebują tyle lądowań? Tego jest za dużo. Dlaczego te zdarzenia się rozgrywają w ogóle poza terenami miejskimi, gdzieś na jakichś totalnych odludziach? Dlaczego to są przeważnie pojedynczy świadkowie? Dlaczego te zdarzenia się zwykle rozgrywają nocą i dlaczego ci kosmici się zachowują tak dziwnie, tak jak w tej miejscowości Maszkowice, gdzie przyszli poprosić o kaszę. Albo innym razem przychodzą prosić o drogę albo pytają się, czy można prosić o jakąś wodę. Ci kosmici się zachowują absurdalnie.
Ja mam też takie zdarzenie, które kiedyś dokumentowałem. Gościnność. No tak, to dlaczego w taki dziwny sposób? Chyba to nie przystaje na cywilizację, która reprezentuje sobą jakiś wysoki poziom rozwojowy. Może kasza u nich nie rośnie. Może kasza u nich nie rośnie. Tak, dokładnie. Coś troszeczkę jest nie tak. Ale gdy popatrzymy na to tak na chłodno, to dostrzeżemy masę analogii do tego, z czym ludzie się stykali i co jest opisane w wierzeniach ludowych. Te wszystkie demony.
Zresztą ta pani, która widziała te postacie w Maszkowicach, powiedziała, że to były płanetniki, czyli takie demony powietrzne. Tak, tak. Jakie jest pańskie zdanie? Słucham? Ze wszystkimi przykładami. Jakie jest moje zdanie? Chciałbym właśnie do tego dojść. Do sedna meritum. Właśnie pomału się zmierzam ku temu w swoich interpretacjach. O czym mówiłem?
O Jacques'u Vallée. On zaczął analizować. À propos tego zdarzenia, o którym mówiłem. Koło Krosna Odrzańskiego miałem kiedyś przyjemność badać taki przypadek pewnego pana, który wracając z Niemiec z pracy, przejeżdżając koło miejscowości Brzózka bodajże, to jest koło Krosna Odrzańskiego, wyszedł sobie na papieroska, zrobił sobie przerwę. Też taki klasyczny przypadek. Chwila zapomnienia, relaksu. I nagle patrzy, widzi na pobliskiej łące stoi taki obiekt kopulasty, trochę przypominający igloo. Miał średnicę może 5, 10 metrów i wokół niego krzątają się takie dziwne istoty, które tylko z pozoru przypominały człowieka, ale bardziej chyba robotów. Miały ze sobą połączone nogi, zamiast rąk miały takie rurki, coś takiego, jakby zakończone szczypcami. Na głowie miały hełmy, ale bardziej to przypominało maskę spawalniczą.
One były takie trochę kopulaste i nie chodziły normalnie jak człowiek, tylko trochę skakały jak kangur. I one sobie tak chodziły albo inaczej skakały wokół tego obiektu. On stanął za pobliskim krzakiem, zaczął się temu przyglądać i po prostu nie wierzył, co widzi. Papieros mu wypadł z buzi. I ciekawa rzecz. Te istoty miały, niektóre przynajmniej, miały w ręku taką jakąś pałeczkę, różdżkę i sobie tak kucały. Dotykały tych roślin, które tam rosły, jakby robiły jakieś badania. I w pewnym momencie on nagle potknął się, jakaś gałązka się złamała i stracił przytomność. I kiedy odzyskał ją, to już niczego nie było widać. Wsiadł do samochodu i pojechał.
Później się okazało, że gdzieś troszeczkę mu czas zaginął w tym zdarzeniu. I to jest właśnie dowód na toJakie absurdy towarzyszą tym bliskim spotkaniom? Absurdy w tym sensie, że moglibyśmy się spodziewać czegoś logicznego z naszego punktu widzenia. Natomiast rzecz jest zupełnie inna. To jest takie groteskowe troszeczkę. Chochlicze, bym powiedział. Dlatego to jest takie nawiązanie do tych wierzeń ludowych, do tych demonów, które nas nawiedzały kiedyś. I one w zasadzie też nas gdzieś tam nawiedzają, bo jakby państwo troszeczkę się wczytali w temat, to jest coś takiego jak żywy folklor. Bo jest folklor, który jest znany, który bazuje na różnych relacjach ludowych, jest spisany. Ale gdybyśmy się doszukali, to okazuje się, że niektórzy ludzie też widują dziwne takie postacie.
Ja sam badałem taki przypadek, do którego sam nie wiedziałem, jak podejść logicznie, ale nie mogłem uznać inaczej, że ten człowiek, który mi to opowiada, jest wiarygodny. W miejscowości Miastko, to jest taka mała wioska, tym razem w województwie wielkopolskim. On sobie wracał ze spotkania ze znajomymi, przechodził przez las i nagle idąc sam późną porą nocą, znał tą drogę doskonale, wielokrotnie nią przechodził późnymi porami i nagle doznał dziwnego stanu, tego czynnika Oz, o którym mówiła ta Jenny Randles, badaczka UFO. Nagle zrobiło się strasznie cicho. Wszystkie odgłosy przyrody ustały. On się zatrzymał na chwilę. Usłyszał w pobliskich krzakach, że coś się szamota. I nagle z tych krzaków wypadły takie niskiego wzrostu postacie, metra dwudziestu może, które miały takie brody. I one rzuciły się na niego. W pewnym momencie przewróciły go.
On nawet nie zdążył zareagować, bo czuł się sparaliżowany wręcz. Nie wiadomo, czy przez strach, czy to zjawisko na niego jakoś wpłynęło. Ale one go przewróciły i on stracił przytomność. A kiedy odzyskał tą przytomność, okazało się, że dziwna rzecz, nie miał butów. Widzą państwo, co się dzieje, tak? To jest taka natura chochlicza troszeczkę. On nie miał butów. Przestraszył się i na bosaka, a miał niedaleko do tego domu, chyba 400 metrów, przebiegł na bosaka do domu. I następnego dnia on był tak przerażony tą historią, bo myślał, że spotkał diabła w lesie. On myślał, że spotkał diabła w lesie, że to diabły go napadły.
On miał wtedy może 15, 16 lat. Opowiedział o tym swoim rodzicom. Ci oczywiście stwierdzili, że popił sobie i wrócił na bosaka do domu i nic nie pamięta i wymyśla sobie głupie historie. Ale był tak przerażony tym, że nawet zaczął później siwieć w młodym wieku. I następnego dnia poszedł do kościoła pomodlić się, bo stwierdził, że go napadł diabeł. Zależy, jak to interpretujemy, szanowni państwo, ale każdy człowiek to zdarzenie interpretuje zgodnie ze swoim światopoglądem. I ten światopogląd jest też kształtowany przez to zjawisko w jakiś sposób, bo ta symbolika, która wynika z tych relacji, z tych spotkań, jest często jednoznaczna w stosunku do tego, co byśmy oczekiwali od takiego spotkania z czymś nieziemskim. To jest plastyczne bardzo.
[01:40:17] - Spotkał się z takim zjawiskiem, prawda?
[01:40:19] - Tak. Słucham? Czy ja się spotkałem? Opowiadałem o tym, o swoim doświadczeniu.
[01:40:25] - No i właśnie, proszę pana, jak to zmieniło pańskie podejście?
[01:40:28] - Tym, że ja się tym bardzo mocno zainteresowałem i to mnie dotknęło bardzo osobiście i zajmuję się tym, czym się zajmuję od wielu lat. Także wpłynęło to na mnie w jakiś sposób. I tak się właśnie dzieje często z tymi ludźmi, którzy doświadczają tego, to wpływa na nich w różny sposób. Ja bym powiedział wręcz, że Jacques Vallée, o którym mówiłem, on nazwał to zjawisko parafizyczne w odniesieniu do tego, że jest to plastyczne zjawisko, które ma formę takiego systemu kontroli. On to nazwał taką formą systemu kontroli, która niekoniecznie może mieć formę kosmitów, ale może mieć formę czegoś zupełnie innego. Może mieć formę jakiejś inteligencji, która przybywa do nas z równoległej rzeczywistości, która tworzy taki homeostat w stosunku do nas i na nas wpływa w różny sposób, oddziałuje na nas, daje nam takie pstryczki, czasami cywilizacyjne nawet w stosunku do tych relacji, o których mówiłem. On to nazwał właśnie systemem kontroli. W tym sensie, że jest to taka postbiologiczna siła, która może na nas oddziaływać. I ja się z nim w zasadzie zgadzam. Po wielu latach z własnego doświadczenia, z własnego podwórka dochodzę do podobnych wniosków co on, kiedy badał to zjawisko jeszcze w latach 70.
XX wieku. Jeszcze był taki inny znany badacz UFO, tym razem z Ameryki, John Keel. Nie wiem, czy państwo słyszeli o nim. To był człowiek, który też doszedł do wniosku, że to UFO nie do końca jest kosmiczne. On to nazwał koniem trojańskim, że wiemy, co jest na zewnątrz, wiemy, jakie jest opakowanie, natomiast nie wiemy, co jest w środku. I to, co jest w środku, jest nieznane. Natomiast to, co jest na zewnątrz, chce nas zwodzić, chce być nieuchwytne i czasami posługuje się elementami symbolicznymi, które później wyciągamy z tego jakieś systemy wierzeń. Być może tak się działo na przestrzeni wielu lat, że to zjawisko tak na nas wpływało, że może się z tego utworzyły, na pewno się tworzyły zresztą, przecież na przestrzeni wielu lat powstało wiele różnych sekt religijnych pod kątem ufologicznym. W Polsce mieliśmy taką organizację, która się nazywała Antrowis. Realianie miałem kiedyś z nimi na pieńku, niestety.
Kiedy napisałem artykuł na temat UFO i religii do „Nieznanego Świata”, to mnie bardzo mocno zaatakowali. Nawet chcieli mnie do sądu podać, że bezczeszczę ich dobre imię. Tak, ale niestety tak się dzieje właśnie, że czasami ludzie, którzy się stykają z tym zjawiskiem, odpływają, mówiąc krótko. Czasami ma to na nich pozytywny, ale i też czasami negatywny wpływ. I czasami stają się takimi prorokami, takimi kontaktowcami. Tak jak Ezechiel opowiadał o słowie Bożym, bo styknął się z czymś, co było mu znane. Współcześnie ludzie, którzy się z tym stykają, na przykład byli tacy kontaktowcy jak George Adamski, chyba tak się nazywał. Zresztą Polak, który w Stanach Zjednoczonych był takim znanym kontaktowcem w latach 50. Opowiadał, że ma kontakty z Wenusjanami. Jeszcze był inny, Billy Meier, Szwajcar.
On z kolei twierdził, że ma kontakty z Plejadanami.
[01:43:21] - Został zdemaskowany później właśnie.
[01:43:24] - Tak. Tylko właśnie tak się dzieje często z tymi ludźmi, że oni odpływają. Oni bazują na jakiejś historii, która jest autentycznaOna faktycznie się wydarzyła w ich życiu, ale później, żeby utrzymać swoją sławę wokół swojej osoby, posługują się kłamstwem i oszustwem. Niestety tak się dzieje. Właśnie tak było w przypadku Mayera, który tworzył swoje prototypy modeli, fotografował je i twierdził, że to UFO. Natomiast ziarno prawdy jakieś jest w jego historii, nie da się ukryć. Tak samo jak i w historii George'a Adamskiego. On z kolei opowiadał o Wenusjanach, ale tak mu to zjawisko się przedstawiło, więc on tak to zinterpretował i dlatego tak głosił to swoje słowo, może nie boże, ale kosmiczne.
[01:44:03] - Przepraszam, pan miał może kontakt z osobami, które chciały obronić swoją historię, a była to historia nieprawdziwa? To znaczy osoby, które chciały po prostu osłonać się.
[01:44:16] - Oczywiście, jak najbardziej. To się zdarza. Słucham?
[01:44:20] - Proszę pan pozwolić mnie przerywać.
[01:44:23] - Powiem tak, po tylu latach chyba na własnym osobistym doświadczeniu z tym, jak ludzie opowiadają te historie, jak je zwierzają, to naprawdę da się wyczuć czasami intuicyjnie, jak ktoś opowiada jakąś historię, że to jest szczera i prawdziwa historia. Ale tak jak mówię, w takich bardzo spektakularnych zdarzeniach, przypadkach ja posługuję się testami psychologicznymi. Mam opracowane testy przez psychologa z Uniwersytetu Wrocławskiego, które może nie do końca mi mogą powiedzieć na 100%, czy ktoś jest wiarygodny, bo tego się nigdy nie da powiedzieć oczywiście. Natomiast da się pewne rzeczy wykluczyć. Zresztą to nawet wychodzi później w trakcie rozmów, że ta jedna rozmowa jest ciekawa, a później ta osoba zaczyna zwodzić, mówić, że nie do końca tak było, że było inaczej. Miesza się w swoich relacjach i później można wyciągnąć wniosek, że jednak jest niewiarygodna. Dlaczego ludzie posługują się takim kłamstwem w tym wszystkim? Czasami robią to bezprzyczynowo, bo mają taki kaprys. Innym razem chcą poczuć się troszeczkę sławniej, troszeczkę być w kręgu wydarzeń. Ale powiem szczerze, że w chwili obecnej się z tym nie spotykamy w ogóle.
Bo raz, że tych obserwacji UFO jest mniej, bo te wszystkie fale UFO gdzieś zaniknęły. Może one tam się przewijają pojedynczo, ale tak naprawdę to są pojedyncze przypadki. Więc tych potencjalnych kłamców jest naprawdę niewiele. A to, o czym mówimy, to jest na pewno zjawisko, które też wpływa na człowieka i może powodować w nim poważne zmiany. Ja bym powiedział wręcz, że on oddziałuje troszeczkę transcendentalnie, duchowo na ludzi. I ta duchowość jest różna, różnie rozpatrywana. Niekiedy ona może przyjąć formę takiej stricte religijności, bo też mam takie przypadki. Mam na przykład człowieka, z którym teraz jestem w kontakcie ze Szczecina, który twierdził, że przeżył kilka razy takie niecodzienne zdarzenia, one go bardzo osobiście dotknęły. Raz był świadkiem pojawienia się takich dwóch obiektów dyskoidalnych koło swojego domu, innym razem z kolei miał takie klasyczne spotkanie typu bedroom visitors, czyli spotkania z jakimiś istotami w sypialni, gdzie był totalnie sparaliżowany i widział jakieś postacie na balkonie. Te wszystkie zdarzenia, bo ich było znacznie więcej oczywiście, one się skumulowały w momencie, kiedy on bardzo mocno zaangażował się religijnie.
Jest zielonoświątkowcem z tego, co kojarzę i tak bardzo mocno się zaangażował religijnie. Odszedł od katolicyzmu, poszedł w stronę zielonoświątkowców i kiedy bardzo się wczytywał w pisma, był bardzo gorliwy, modlił się. Te zjawiska mu się zaczęły pojawiać i one później zanikły, kiedy on już troszeczkę odszedł od tej religijności. I to jest też bardzo znamienne, że czasami człowiek wywołuje też te fenomeny, niekiedy właśnie poprzez swoją susceptywność, czasami nieświadomie nawet. Czasami te zdarzenia się rozgrywają też w miejscach, w których często dochodzi do takich obserwacji UFO. I to się mówi o takich, pieszczotliwie się to nazywa w literaturze, portalami przejściowymi, gdzie te fenomeny się manifestują dosyć często. Takie coś miało miejsce, pewno państwo może słyszeli o miejscowości Wilatowo w województwie kujawsko-pomorskim. Tam na przestrzeni 2000-2005 pojawiały się kręgi zbożowe. Ja tam jeździłem też osobiście, dokumentowałem te wszystkie przypadki, rozmawiałem z ludźmi, a było ich bardzo wielu, którzy obserwowali różne fenomeny świetlne. Te relacje były bardzo różnej maści.
Był szeroki spektrum tych różnych obserwacji. Przeważnie to były jakieś kule, które ludzie obserwowali. Jak się później okazało, tych relacji było znacznie więcej. Zanim się te kręgi zbożowe zaczęły tam pojawiać, to te zjawiska manifestowały się już w latach 70. Ludzie donosili o takich fenomenach, ale tak naprawdę te relacje gdzieś nie wypływały dalej. Dopiero za sprawą tych kręgów zbożowych, które się tam zamanifestowały, uświadomiliśmy sobie, że tam coś się dzieje. I to się działo przez moment. To się działo przez krótki moment, bo to było raptem parę lat. Teraz jakbyśmy tam pojechali, to w zasadzie już niewiele się słyszy o czymś takim jak latające kule, czy nawet ludzie tam obserwowali dyski też różnej maści. To zjawisko się różnie manifestowało w różnej postaci, ale dzieje się tak czasami, że na skutek jakichś szczególnych właściwości te zjawiska się eskalują konkretnie w danym miejscu, po czym zanikają nagle z niewiadomego powodu.
Dlatego możemy domniemywać, że te fenomeny pochodzą z równoległej rzeczywistości, są inteligencją, która jest może tu i teraz, w tym momencie, ale działa na zupełnie innych prawach fizyki, niekoniecznie naszych. A kiedy ingeruje w naszą fizykę, to wtedy dochodzi do różnych anomalnych zdarzeń, gdzie na przykład czas się trochę wydłuża albo skraca, ludzie doznają jakichś zmienionych stanów świadomości. I tak się właśnie dzieje z tym UFO. Możemy się zastanawiać w ogóle, czym jest ludzka świadomość, bo kiedy dyskutujemy o UFO, to musimy sobie zadać pytanie, co jest świadomością. Bo jeśli ten fenomen wpływa jakoś na nas, na ludzi, którzy doświadczają tych zdarzeń, to obecne badania naukowe, fizyka kwantowa głównie się tutaj kłania. Skłaniają się te badania ku temu, że ta świadomość niekoniecznie jest przypisana do mózgu, ale do tej rzeczywistości nielokalnej, o której mówił David Bohm, fizyk z Wielkiej Brytanii.Który był fizykiem kwantowym. On twierdził, że jest rzeczywistość jawna i niejawna. I to wszystko jest ze sobą połączone w jakiś taki magiczny sposób. A fizyka kwantowa na poziomie makrokosmosu, na poziomie tych molekularnych cząstek, dowodzi, że to, co się rozgrywa na poziomie mikroskopijnym, to my się z tym spotykamy od zarania dziejów. Jeśli mówimy o zjawiskach paranormalnych, jeśli mówimy o zjawiskach UFO.
I to jest bardzo znamienne. Jeśli nasza świadomość jest tak naprawdę podpięta pod coś, co jest globalną świadomością, o czym mówił Carl Jung, psycholog szwajcarski w kontekście nieświadomości lokalnej. Mówiąc o czymś takim jak globalna świadomość, o tym, że nasza otaczająca rzeczywistość nie do końca jest rzeczywistością prawdziwą, realną, ale czymś takim holograficznym, o czym zresztą fizyka kwantowa zaczyna mówić coraz głośniej, że żyjemy w świecie, który jest trochę iluzją. Taką mają starohinduską, gdzie to, co widzimy, nie do końca jest prawdą, albo to, co widzimy jest tym, czym chcemy widzieć. I ludzie od dawnych czasów stykając się z różnymi fenomenami, też potrafili poprzez swoją sensytywność, która była w dawnych czasach bardzo aktywna, teraz niestety zanikła przez to nasze mechanistyczne myślenie, potrafili wykorzystywać tę siłę do swoich celów, a ta siła też wykorzystywała ich. Więc to wszystko rozgrywa się na płaszczyźnie różnych rzeczywistości, których nie do końca jeszcze nie rozumiemy. Dlatego Jacques Vallée mówił o czymś takim jak metalogika, że to zjawisko na nas wpływa, ale nie do końca możemy je zrozumieć, czym jest tak naprawdę. Jest takie metalogiczne, a nie logiczne. I tym optymistycznym akcentem chyba bym zakończył, bo już widzę, że mocno przedłużyłem swoje wystąpienie. A nie, chociaż nie jest ósma.
Także akurat się ładnie zmieściłem ze swoją wypowiedzią.
[01:51:34] - Jest to temat, który można ciągnąć-
[01:51:35] - Oczywiście ten temat można ciągnąć w nieskończoność.
[01:51:38] - Który tworzą pseudo sprawy, ale mogę panie jeszcze parę minut poświęcić?
[01:51:45] - Tak, oczywiście.
[01:51:46] - Jako bezpośredni.
[01:51:47] - Tylko trochę się napiję, bo troszeczkę tracę głos pomału. Ale słucham pana.
[01:51:54] - Ciepłej wody przyniesiemy.
[01:51:55] - Nie trzeba. Ja mówiłem, że woda jest okej.
[01:51:58] - Chciałbym jeszcze wrócić do tego pana wstępu, gdzie opowiadał pan o swojej obserwacji UFO. Jakby pan mógł jeszcze raz, tylko dokładniej trochę opowiedzieć, bo to jest relacja bezpośredniego świadka.
[01:52:17] - Tak, książeczka.
[01:52:18] - Ja nie miałem niestety aż tak doskonałej obserwacji UFO, trochę dalszą. Więc niewątpliwie.
[01:52:26] - To wyglądało tak, że akurat w tym momencie.
[01:52:31] - Jaka to była pora?
[01:52:33] - To był grudzień. Godzina może 19:00, 20:00.
[01:52:36] - Czyli noc.
[01:52:37] - Już było ciemno, nawet bardzo ładna widoczność, bo to jest niewielka miejscowość, więc z dala od miasta, pięknie rozgwieżdżone niebo. Ja sobie tak stanąłem. Lubiałem w tych czasach patrzeć na niebo już jako dziecko, bo poczytywałem takie pisma jak „Wiedza i Życie” i lubiałem trochę pochłaniać wiedzę astronomiczną. Spojrzałem w te gwiazdy. Obok mnie stała moja babcia. Moja mama gdzieś tam męczyła się, zamykała dom, bo wyjeżdżaliśmy właśnie z domku letniskowego. Przyjechaliśmy go odwiedzić zimą, żeby zobaczyć, czy wszystko jest okej. I mieliśmy się udać na przystanek autobusowy, żeby udać się do domu. Ja sobie tak stanąłem, patrzę i nagle widzę, że coś się rusza. Najpierw zobaczyłem jakieś światło reflektora i myślałem, że to helikopter.
Takie było moje pierwsze wrażenie, że to coś leci i jest helikopterem. Ale kiedy to się zbliżyło w moją stronę i to też zresztą potwierdziła moja babcia, że to wyglądało jak prostokąt, ale taki wydłużony prostokąt, trochę taki obły.
[01:53:34] - Jak cygaro.
[01:53:35] - Jak cygaro troszeczkę, tak. Ciemne, czarne? No nie wiem, ale mimo wszystko, że było ciemno, a to była jasna noc, to tak czy owak się to rzucało w oczy.
[01:53:46] - Widział pan to na tle gwiazd?
[01:53:48] - Tak, na tle gwiazd.
[01:53:49] - Nie na tle żadnego obiektu?
[01:53:53] - Nie. To przelatywało-
[01:53:55] - Dosyć wysoko, czyli na tle gwiazd.
[01:53:57] - Tak. Tak jak patrzę teraz, to widzę to dosłownie przed swoimi oczami. To po prostu kierowało się w moją stronę i w pewnym momencie przeleciało nade mną. Jak przelatywało nade mną-
[01:54:06] - Przeleciało w kierunku zgodnym z jego osią czy jakoś tak?
[01:54:12] - Tak. Leciało w prostej linii. Tak jak jest osie. Tak jak jest samolot. Dokładnie tak. Tak jak jest kadłub samolotu, to w takim kierunku to leciało. Bezdźwięcznie. Nie było słychać w ogóle żadnego odgłosu, niczego. A jeśli to miało według mnie gdzieś długość około 80 metrów, to lecąc coś na wysokości 150 metrów o takiej masie, to chyba byśmy usłyszeli jakiś dźwięk silnika. Jeśli to byłby samolot, to byłby to ryk silnika odrzutowego.
Natomiast tutaj nie było słychać nic kompletnie. To była cisza. Ja nie mówię, że była wtedy cisza taka, o której mówiłem w przypadku czynniku Oz, ale po prostu ten obiekt się poruszał bezdźwięcznie i on te światła miał skierowane przed siebie.
[01:54:52] - Gdzie te światła były umiejscowione?
[01:54:54] - Z przodu, tak jak samochód ma takie reflektory dwa jasno niebieskiego koloru.
[01:55:00] - Czyli one były jako światła kierunkowe i one świeciły.
[01:55:03] - Nie w sensie kierunkowe, tylko z przodu. Oświetlały okolicę przed tym obiektem. Tak jak samochód ma światła, swoje reflektory, to one świeciły dosłownie na wprost tego obiektu. Ale to też było takie światło dosyć specyficzne w tym sensie, że ono nie było rażące, mimo tego, że było intensywne, ale według mnie nie było rażące. Ono mnie nie oślepiało w żaden sposób. Ono świeciło bardzo punktowo i nie oświetlało okolicy w ogóle. Mimo tego, że ten obiekt leciał nisko, to miałem wrażenie, że te światła były takie bardzo ukierunkowane.
[01:55:36] - Taki jak szperacz.
[01:55:37] - Taki jak szperacz. Tak, dokładnie. Coś takiego, tak. I kiedy to przelatywało nade mną, to jeszcze dostrzegłem, ciężko to opisać w ogóle, bo tak często jest, że ludziom, którzy doświadczają tego czasami brakuje słów, żeby to opisać. Ale ja widziałem jeszcze na spodzie tego obiektu jakieś takie dziwne ni to hieroglify, ni to jakieś takie zygzaki, jakieś takie formy pół geometryczne, coś takiego. Ale ciężko to opisać.
[01:56:03] - Przepraszam.
[01:56:03] - Słucham?
[01:56:04] - On miał jakiś kolor? Czym się różniał od całości pojazdu?
[01:56:09] - Były takie troszeczkę odstające, były bardziej geometryczne w tym sensie, że to nie było narysowane na tym obiekcie, ale jakby wytłoczone. O, tak.
[01:56:21] - Było bardziej
[01:56:22] - Tak. Bardziej wypukłe.
[01:56:25] - I kolor był taki sam?
[01:56:26] - Tak, dokładnie taki sam jak tego obiektu. I to coś przyleciało po prostu w takiej postaci. Schowało się za budynek obok, więc ja po prostu jeszcze byłem na tyle ciekawy, że obiegłem ten budynek i widziałem, jak ten obiekt się jeszcze dalej przemieszczał. Przeleciał nad pobliską stacją dworcową i po prostu przestał być widoczny, bo się oddalił na linii horyzontu.
[01:56:45] - Czyli widział go pan już na tle przedmiotów na ziemi, tak?
[01:56:49] - Tak.
[01:56:51] - Kluczowe jest ustalenie rozmiarów, bo jeżeli widzimy coś na tle nieba, to nie ma z czym porównać.
[01:57:00] - Tak, ale ja mówiąc 80 metrów miałem na myśli właśnie odniesienie do punktów w terenie, bo znałem budynek, nad którym przelatywało. Wiem, jakiej jest długości i wydawało mi się, że jest takiej samej długości jak ten budynek kolejowy, który tam stał obok. Więc uznałem, że mógł mieć około 80 metrów.
[01:57:18] - Na podstawie budynku.
[01:57:19] - Tak. A te reflektory, które od niego odchodziły, mniej więcej połowy długości tego obiektu. Gdzieś tak mniej więcej zakładając.
[01:57:25] - Aha, czyli one były pod nim.
[01:57:27] - Nie, nie pod nim, tylko miałem na myśli długość, do którego momentu sięgały w przestrzeń, że mniej więcej były połowy długości.
[01:57:34] - Na jego, nazwijmy to, czole, a świeciły mniej więcej na bok.
[01:57:38] - Tak. Do dzisiaj nie jestem w stanie tego wyjaśnić w żaden sposób. To mnie dotknęło bardzo osobiście. Po prostu obróciło mnie do góry nogami w swoim myśleniu, co to jest.
[01:57:47] - Ale pierwsze pana wrażenie, kiedy pan to widział, było, że jest to obiekt, nazwijmy to, techniczny. Tak to wyglądało?
[01:57:54] - Takie było wrażenie, tak.
[01:57:55] - Jakiś pojazd, samolot, jakieś coś.
[01:57:57] - W zasadzie do samego końca wyglądało to jako coś mechanicznego, ale czy tak było faktycznie, tego nie wiem.
[01:58:03] - Nie, ale ja pytam o wrażenie.
[01:58:04] - Wrażenie takie było. Moja babcia była starszą osobą. Ona tylko potwierdziła, że widziała jakiś kształt ciemny, który się przemieszczał. Ja z nią nie wchodziłem w dalsze dyskusje, bo wiedziałem, że już była osobą w starszym wieku. Trochę ta demencja jej się zaznaczała, więc po prostu tylko potwierdziła, że coś widziała. Tak naprawdę najwięcej szczegółów to ja byłem w stanie ustalić. Właśnie, co ciekawe, ona nie widziała tego, bo była zajęta szarpaniem tej klamki swojej, bo ona miała taki rytuał zawsze, że jak zamykała ten dom, to musiała mieć pewność, że te drzwi frontowe są zamknięte. I mimo tego, że jak krzyknąłem do niej: „Patrz, coś leci”, ona nie zareagowała. Co jest ciekawe. To był 1996 rok, więc ja miałem chyba gdzieś 13 lat, może 14 lat.
[01:58:49] - A nie próbował pan wrócić do tego okresu czasu i poszukać innych świadków później?
[01:58:54] - Nie, nie próbowałem akurat. Nigdy się tego nie podjąłem, chociaż wiele razy rozmawiałem z mieszkańcami tej miejscowości na takie tematy i nigdy mi nikt nie zgłaszał o tym, że coś takiego tam było. Także na pewno nie poruszałem konkretnie, czy ktoś coś widział takiego w tym danym dniu. Natomiast nikt do mnie nigdy nie zgłosił się z tej miejscowości, że w ogóle cokolwiek widział. Także to było takie jednorazowe.
[01:59:19] - Czyli to trwało kilka sekund.
[01:59:21] - W zasadzie tak. I tak często się dzieje właśnie w tych obserwacjach UFO, że to są sekundy często, prawda?
[01:59:27] - Są znane kanały przelotowe tak zwane, między innymi jest poprzez łódzkie okolice.
[01:59:35] - Aha. Czy mówi pan o kanałach powietrznych, tak? Przy których latają samoloty? Czy mówi pan o przelotach UFO? Okej.
[01:59:43] - Częściej widuje się i można w obserwacji różnych długościach ocenić w tym czasie, czy jest to okres, moment przelotu właśnie. Te linie są znane. To też się bawiłem, ale też wielu innych badaczy.
[01:59:56] - Tak.
[01:59:58] - Może warto byłoby sprawdzić nie tylko to miejsce, ale również brać pod uwagę czas i poszukać punktów odniesienia.
[02:00:06] - Sam rejon muszę powiedzieć, że było sporo różnych relacji tam, do których mi się gdzieś tam udało docierać po latach. Natomiast nie bezpośrednio tej miejscowości, ale w okolicach donoszono mi o takich zjawiskach. Także może teraz się tam mniej coś takiego obserwuje, bo ogólnie jest zastój w tych obserwacjach, ale faktycznie ten teren jest dosyć ciekawy pod tym kątem.
[02:00:30] - Co pan mówi. Właśnie widziałem, znam to miejsce, gdzie właśnie widziałem, że schodzi i leci wtedy na Łódzkie Czekanów i widziałem, jak w tym miejscu szło do góry.
[02:00:41] - Mhm.
[02:00:42] - Nie tylko pan, też inne osoby, które też to widziały. Te zjawiska co u nas były, to ja osobiście znam kilkanaście osób, które ze mną osobiście rozmawiały i je esemesowały. Ich rodziny, znajomi. Czyli nikt się nie wyparł, wszyscy potwierdzają. Było kilka przypadków takich, że pierwsze jak ja opowiadałem, to: „Co ty piłeś, co paliłeś?” A potem miało parę dni i albo mi dzwonił telefon, albo spotkał gdzieś: „Ty, ja też to widziałem tak samo. Ja, ja”. To policja, to taki i taki. No to to samo. Tak jest, bo to jest wręcz ośmieszenie, wie pan, ale zupełnie niepotrzebne, bo w tym wypadku, zresztą pan, jak już prowadzi badania takich zjawisk, warto się tym dzielić. To, że pan mówi, że teraz nie ma wysypu, to po prostu ludzie o tym nie mówią.
[02:01:30] - To też prawda jest. Na pewno jest jakaś blokada mentalna, blokada kulturowa.
[02:01:34] - Na przestrzeni czasu występowały w wielu miejscach na Ziemi i występują non stop.
[02:01:40] - Tutaj nie ma takiej przerwy, że teraz mamy cięcie. Wszyscy poszli-
[02:01:44] - Chociaż zwykle jest tak, że to zjawisko działa falowo.
[02:01:48] - Z drugiej strony jest jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie. Mianowicie jeżeli spojrzymy na dokumentację materialną, czyli chodzi o zdjęcia i filmy, tak jak chociażby to, które z „Myśliwca amerykańskiego” pan pokazał.
[02:02:05] - Tak.
[02:02:07] - Oprócz tego zdjęcia, które były robione, które badano i bardzo często uznawano, że zdjęcie nie jest prostym fotomontażem, czyli że rzeczywiście coś przedstawia, to można powiedzieć w ten sposób, że w czasach przedcyfrowych było na świecie dużo aparatów, ale nie każdy nosił zawsze przy sobie aparatu. Więc możliwości wykonania zdjęcia można powiedzieć było mało. Żeby złożyły się dwa czynniki: mieć aparat, zobaczyć UFO i zrobić zdjęcie.
[02:02:45] - W tamtych czasach? Powiem taką ciekawostkę.
[02:02:49] - Dzisiaj każdy ma w kieszeni aparat, więc można by sobie wyobrazić, że gdyby częstotliwość pojawiania się tych zjawisk była identyczna, to powinniśmy mieć-
[02:02:58] - Więcej takich dowodów.
[02:03:00] - Zalew autentycznych fotografii.
[02:03:04] - Powiem tak.
[02:03:05] - W czasach aparatu fotograficznego komórkowego naprawdę trudno jest zrobić w taki sposób, że można powiedzieć, że widziałem UFO. Ale mimo wszystko.
[02:03:14] - Powiem tak.
[02:03:14] - Ja nagrałem i to też nie było-
[02:03:16] - Ja się spotkałam z takim zjawiskiem. Nie znam się na tym do końca, ale byłam w Węgrowie tam przy tych kamieniach. Działo się to w przestrzeni. Tam jest taki okres 24, 45 załamanie fali. Poszłam z tym aparatem i powiedziałam od razu, że nic z tym aparatem nie zrobisz. Bo on ci wywali. Ja mówię: „Co wy opowiadacie? Najprostszy taki tam aparat”. Rzeczywiście poszłam. Zapomniałam o tym, co mi mówili.
Zaczęłam robić zdjęcia. Mówię: „Kurka wodna, nic nie działa. Czy baterii nie wzięłam, czy nie naładowałam?” Nic nie działa. Ale się przeraziłam, bo byłam-
[02:03:50] - To jest bardzo charakterystyczne, że pani mówi.
[02:03:52] - Zepsuł się.
[02:03:53] - To tak nawiązując.
[02:03:54] - Inni mieli aparaty i właśnie to, co mówiłam. Tak to nazywali orbsy. Potem mieliśmy mnóstwo tych orbsów. Natomiast jak ja wzięłam tam włączony aparat, to nic nie działa.
[02:04:04] - Z tymi orbsami to jest troszeczkę tak, że-
[02:04:07] - Analogowy?
[02:04:07] - Nie, cyfrowy. Tak, analogowy.
[02:04:10] - Jeszcze do tego jeszcze do tego-
[02:04:12] - Jasne, bo tak właśnie się nasunęły tutaj dwa różne wątki. To może najpierw do tego, co pan powiedział. Powiem tak: fotografię analogową mamy już za sobą. To już jest historia. Mamy fotografię cyfrową i paradoksalnie, jak na ironię, jest tak, że w dobie dzisiejszej technologii tych zdjęć jest bardzo mało. Albo inaczej: tych zdjęć, nad którymi można się pochylić, które są wiarygodne i ciekawe, można na palcach policzyć. Natomiast tych fejków, tego wszystkiego, tych orbsów, jak pani mówi, w większości przypadków to jest tak, że to są naświetlane drobinki kurzu. Ja już takie eksperymenty różne robiłem z aparatami i takie rzeczy możemy często złapać, jak jesteśmy na przykład w terenie, gdzieś w polu. Tego kurzu jest dużo nocą na przykład, kiedy włączamy lampę błyskową, to możemy złapać takie kuleczki, które tak wyglądają jak kuleczki. Ja nie mówię, że wszystkie zdjęcia da się w ten sposób wyjaśnić.
Czasami się tak zdarzało, że podczas medytacji na przykład albo jakiegoś głębokiego stanu duchowego udawało się uchwytywać takie zjawiska na aparatach na przykład u ludzi, którzy medytowali. Ja się z osobiście z czymś takim spotkałem w Wilatowie, kiedy odbyła się zbiorowa medytacja. Ja wtedy, w ogóle w tamtych czasach, bo to był rok 2002, byłem trochę sceptykiem, jeśli chodzi o takie sprawy duchowe. Ja bardziej chciałem empirycznie podchodzić do tematu UFO i jeździłem w takim kierunku, żeby po prostu szukać twardych, żelaznych dowodów. Więc kiedy ja słyszałem tą historię, rozmawiałem później z ludźmi na gorąco na temat tego, co się wydarzyło podczas medytacji. Ludzie nagle zobaczyli kulę, która się wyłoniła i było to jakby intencją myślową. Ona się wyłoniła zza lasu. Tak się ładnie rozłożyła. Rozłożyła się jak kwiat rozkładający płatki swoje i schowała się i znikła. Wtedy akurat ktoś może miał aparat, robił zdjęcia, ale nic z tych zdjęć nie wyszło.
Ale z kolei innym razem się zdarza tak faktycznie, że nic nie widać. Natomiast na przykład widać osobę, która medytuje w jakimś kręgu na przykład, a wokół niej się pojawia coś takiego. Także ja tego nie wykluczam. Tak może być faktycznie, że jest to forma jakiejś energii, która po prostu balansuje nie na naszej skali wizualności, której jest w stanie uchwycić ludzkie oko. Bo nie ukrywajmy, że ludzkie oko widzi bardzo wąski wycinek promieniowania. Jest szerokie spektrum promieniowania, którego ludzkie oko nie dostrzega. Na przykład niektóre zwierzęta mogą dostrzegać, a człowiek nie. Aparat widzi szersze spektrum, więc jest w stanie czasami uchwycić coś, co ludzkie oko nie widzi. Ale jeśli mówimy o tych zdjęciach, jest tyle przecież smartfonów, każdy nosi smartfon. Teraz te urządzenia się prześcigają między sobą, mają coraz lepsze aparaty.
Ale tych zdjęć jak na ironię jest mało. I dlaczego tak się dzieje? A gdybyśmy się cofnęli w historię i kiedy była era analogowa, to tych zdjęć było bardzo dużo. Nie mówię, że było ekstremalnie dużo, ale naprawdę było na czym się pochylić. Było sporo takich ciekawych zdjęć. Ja sam osobiście się spotkałem z paroma, które dokumentowałem i to były zdjęcia robione czasami zwykłymi aparatami kompaktowymi na kliszę. I ta klisza jeszcze też była jakimś materiałem, który można było zbadać, zanieść do fotografa i dowiedzieć się coś więcej, czy została prześwietlona, czy nie. I często się zdarzało, że nie była prześwietlona. Ale były też takie przypadki, to też w nawiązaniu do Wilatowa, którego ja osobiście też byłem świadkiem. Nie tylko to zdarzenie było moim osobistym przeżyciem, ale jeszcze było takie inne właśnie w Wilatowie w 2002 roku, gdzie też była taka zbiorowa obserwacja UFO.
To tak w nawiązaniu do tych objawień maryjnych, o których mówiłem, jak w Fatimie te słońce tak wirowało, to coś podobnego się zamanifestowało właśnie w Wilatowie nocą.Widziało to bardzo dużo ludzi, około 20, 30 może. Ja byłem w jednej z takich grup ludzi. Wtedy jak były już kręgi zbożowe na polach, to przyjeżdżało sporo osób i ci ludzie monitorowali teren. Siedzieli po nocach. Ja też tam siedziałem po nocach i oglądałem niebo. I różni ludzie przychodzili, różni ludzie różne rzeczy widzieli. Ale wtedy zobaczyliśmy, ja i mój kolega, nagle jakąś taką poświatę czerwoną zza drzew. Ja miałem wtedy aparat kompaktowy. To był chyba Kodak na kliszę. Wybiegłem szybko w tamtym kierunku z moim kolegą.
Pobiegliśmy, ominęliśmy te drzewa i nagle patrzymy: na niebie widać taką kulę wielką, wielkości może dwóch słońc. Albo inaczej dwóch księżyców w pełni. I wyglądało jakby ktoś pędzlem namalował na niebie takie kółeczko, idealnie pomarańczowe kółeczko. To nie było materialne. To wyglądało jak hologram. Ja stanąłem jak wryty. Mój kolega też to widział. Zrobiłem dwa zdjęcia swoim aparatem. Ewidentnie uchwyciłem to. Jestem pewien tego, że miałem to w kadrze.
Widziałem obok, 20, 30 metrów dalej stała grupka 10 osób. Tam po prostu flesz leciał jeden za drugim, więc oni też to widzieli. Później się okazało, że widzieli to zupełnie inaczej niż ja. Jak zacząłem rozmawiać z tymi świadkami, okazało się, że tamci widzieli to od początku i było to najpierw formą takiego naleśnika płaskiego, później przeobraziło się to w takie ćwierćkoło, półkole, w końcu taka idealna kula. Czyli w zasadzie to, co ja widziałem i to było kontynuacją tego. I w pewnym momencie w ten sam sposób się to zaczęło zmniejszać. Tylko że ja to straciłem z pola widzenia, bo tam było zamieszanie takie. Przebiegaliśmy przez ulicę, więc musieliśmy uważać, żeby samochody nas nie potrąciły, więc straciliśmy to trochę z pola widzenia, więc nie wiedziałem, co się dzieje dalej, ale oni to widzieli do końca. I w taki sam sposób się to zmniejszało. I każdą mniejszą fazę sfotografowali.
Oni mieli akurat aparaty cyfrowe już wtedy. Ja miałem aparat kompaktowy. I proszę sobie wyobrazić, zarówno na ich aparatach nic nie wyszło, jak i na moim. Jak zaniosłem do fotografa swój aparat, swoją kliszę, to mi powiedział, że cała klisza jest prześwietlona do wyrzucenia. Dziwne, prawda? Ale takich dziwności jest bardzo dużo w tych sprawach dotyczących UFO.
[02:10:06] - Zjawisko kulistych błyskawic jest znane i bardzo dobrze z rzeczniczek z ostatnich lat. Bardzo podobny obiekt.
[02:10:14] - Aha. A mówiąc o kręgach, bo pani mówi, że to było w kręgach kamiennych, prawda? Tak. To w ogóle takie rzeczy się często dzieją, nawet i w kręgach zbożowych, o czym zresztą piszę w swojej książce, że na przykład mi się też osobiście zdarzyło, że wchodziłem z aparatem do kręgu zbożowego i nagle miałem pełną baterię, a bateria w aparacie mi całkowicie padła. Albo inaczej mojemu koledze na przykład telefon przestał działać nagle. To już były początki ery komórkowej. Nosiło się takie duże już telefony. Fakt faktem baterie nie trzymały długo w tych telefonach, ale faktycznie działo się tak czasami, że niekiedy te urządzenia były do wyrzucenia po zetknięciu z takimi miejscami. Także to jest ciekawa sprawa i takie rzeczy też się dzieją w kamiennych kręgach. Żeby było ciekawie.
Wybierzemy się właśnie w takie kręgi, o których pani mówi, czy Stonehenge i tak dalej. Też możemy się spotkać z czymś takim. Jeszcze raz.
[02:11:12] - W Pomorskim.
[02:11:13] - W Pomorskim? Aha. Tak.
[02:11:27] - A niech pan powie o takich sytuacjach się słyszało, że porywali ludzie, a potem ludzie znaleźli jakiś ślad i wiedzieli, że byli gdzieś.
[02:11:37] - Tak się działo. Były takie przypadki. Tu mówimy o abdukcjach, o wzięciach. Takie rzeczy się działy faktycznie. Tylko jak ja to staram się interpretować, a stykałem się też z takimi przypadkami osobiście. Miałem do czynienia z takimi świadkami, którzy twierdzili, że byli porywani, byli wzięci, mieli różne kontakty. Zaczynało się to zwykle od dzieciństwa. Mieli jakieś na przykład obserwacje jeszcze jako dziecko. Później się okazywało, że to dotykało nie tylko ich, ale i całą rodzinę. I faktycznie najpierw zaczynało się to niewinnie, po czym później szło to w stronę takiej czasami całkowitej traumy, bo ci ludzie czasami doświadczali tych zdarzeń w sposób taki właśnie bardzo nieprzyjemny.
Te kontakty rozgrywały się często właśnie na planie jakiegoś takiego obiektu, gdzieś było widać jakieś laboratorium, było widać jakieś istoty. Oni mieli wrażenie, że pobierają jakieś próbki ciała. Wykonywane to było w sposób brutalny i możemy się zastanawiać, jeśli to jest jakaś cywilizacja, to chyba powinna się zachować w sposób humanitarny w stosunku do swoich obiektów badawczych. Natomiast tutaj było zupełnie inaczej. Ci ludzie po prostu mieli wrażenie, że oni po prostu chcieli o tym zapomnieć, ale mimo wszystko na sam koniec później odczuwali jakąś taką paradoksalną sympatię do tych istot. W psychologii istnieje coś takiego jak syndrom sztokholmski, że ofiara zaczyna odczuwać po jakimś czasie sympatię do swojego oprawcy. I tak się dzieje właśnie w przypadku wzięć, że ci ludzie mimo tej traumy zaczynają dostrzegać jakieś pozytywne elementy i przechodzą właśnie taką przemianę, czasami właśnie taką duchową przemianę. Paradoksalnie, mimo tego, że to samo zdarzenie może się wydawać dla kogoś, że jest czymś bardzo złym, negatywnym odbiorcem jest interpretowane. Ale jeśli mówimy o tych śladach, to tak, to też miałem takie przypadki. W Polsce akurat było tego niewiele.
W zasadzie taki jeden wiarygodny był. W miarę wiarygodny był, chociaż trudno to interpretować. Była taka pani, już nie żyje. Zofia Namilk się nazywała. Ona była z Dolnego Śląska. Twierdziła, że właśnie miała kontakty z takimi istotami i podobno twierdziła, że wszczepili jej czip. Później okazało się, że jak zrobiła zdjęcie rentgenowskie, to miała faktycznie jakiś ślad, jakąś małą kuleczkę gdzieś tam w głowie. Nawet chciano jej to usunąć operacyjnie. Ona się nie zgodziła.Tylko często jest tak, że nie do końca to się dzieje, że te chipy czy też sondy, jak to twierdzą ci ludzie, są im wszczepiane. Często się okazuje, że wytłumaczenie jest bardzo racjonalne.
Nawet jeśli mówimy o tych śladach na ciele, to one są faktycznie fizyczne, autentyczne. Bo na przykład jak mówiłem o tym przypadku ze Szczecina, o tym panu, który miał różne doświadczenia, to po jednym takim kontakcie miał dziwne znamię na ciele, które się pojawiło mu po nocy, spotkaniu z czymś niezwykłym. I to wyglądało jak taka gulka. I kiedy on to dotknął, to widział, jak krew zaczyna napływać i to się zapadło mu. Po czym po dwóch, trzech tygodniach to zniknęło całkowicie i zostało mu do dzisiaj tylko takie delikatne znamię. Ja bym skłaniał się bardzo, że te zdarzenia, jeśli mówimy o wzięciach, one się rozgrywają na planie innej rzeczywistości. Są trochę takim lotem szamańskim. Ci ludzie doznawają zmienionych stanów świadomości, ale one są dla nich tak autentyczne, że swoją psychiką mogą wywoływać różne zmiany na ciele. I dlatego mamy różne znamiona, które się pojawiają. Te chipy niestety, czy te implanty, które są w większości to są humbugi.
To nie są autentyczne historie. To są pojedyncze przypadki, kiedy faktycznie udało się zbadać takie implanty i okazało się, że tam są jakieś dziwne elementy pierwiastkowe, które nie powinny istnieć na Ziemi, ale te historie są mało wiarygodne, mało udokumentowane rzetelnie. Także trudno je brać pod uwagę w jakiejś analizie.
[02:15:41] - Pan ma tutaj zresztą zdjęcia. Nagrał pan pomocniczo te zdarzenia, które pan był świadkiem. Udało się panu to zrobić?
[02:15:48] - Znaczy tak, ale to jest dużo amatorstwa internetowego, bo nawet lepszej kamery nie mieliśmy nagrywającej.
[02:15:56] - No i jaki efekt jest?
[02:15:58] - Co do zdjęcia, to mogę powiedzieć takie coś prostego. Właśnie rozmawialiście o zdjęciach, więc zdjęcie. Ja sam się zdumiewałem na separacji. „Dlaczego zdjęcia nie zrobiłeś?” Ja mówię: „Bo widzę oglądam”. „To zrób zdjęcie”. I w tym momencie człowiekowi tak ręce latają, że nie może normalnie telefonu uruchomić.
[02:16:17] - Tak, bo jest taka blokada, że miałem aparat, ale nie pomyślałem o tym, żeby po niego sięgnąć.
[02:16:22] - Taką przyjemną obserwację, że już się przygotowałem, podjadę, włączyłem telefon, nagrywanie w samochodzie, podjadę i będę czekał. I tak stałem z tym telefonem aż bateria zdekła. Spojrzałem, nie jest. Pokazało się.
[02:16:37] - Okazało się, że jest.
[02:16:39] - Proszę bardzo.
[02:16:40] - To jest charakterystyczne. To jest prawda.
[02:16:42] - Dziękuję bardzo. Dobrze pan to powiedział, bo bezpośrednich świadków dużo nie ma.
[02:16:51] - Znaczy w ogóle potrzebny był dobry aparat, bo taki zwykły telefon komórkowy, jak księżyc zrobiłem zdjęcie, to wyszła kierownica.
[02:16:59] - Tak, te aparaty mają optykę bardzo słabą często.
[02:17:01] - Pięciu światełek tam skacze.
[02:17:03] - Pan ma rację.
[02:17:06] - Mieliśmy obserwacje jeszcze z Januszem Zagórskim, gdzie kamery stały ustawione na statywach i stały po parę godzin, ale wtedy się nic nie pokazało, bo było ustawione. Ja nie spotkałem się... Znaczy nie, ja osobiście tak, ale tak jak oni grupowo jeżdżą, oglądają, to nic nie zauważą. Kto widział grupy? Jak pojechał grupowo zobaczyć? Kto zobaczył?
[02:17:30] - Zdarzały się. To nie były częste przypadki, ale się zdarzały.
[02:17:34] - Ale te wszystkie, kiedy ja widziałem, to nie były planowane, że się zobaczy.
[02:17:38] - Tak się dzieje często, że to niespodziewanie się rozgrywa.
[02:17:42] - Przykładowo poniedziałek, wtorek, środa. W czwartek przyjechali i było spotkanie w Płońsku. W czwartek czy w piątek. Ale wiem, że tam trzy, cztery noce spędziliśmy na dworze i nie było nic. Pojechali, następna noc, pokazało się i to wtedy się tyle pokazało, że tak jak u mnie we wsi, to można powiedzieć, że kilkanaście czy więcej osób widziało i nikt nie dowierzał. Tam jeden facet, który jest uznany za takiego, jak to się mówi, największego mądrala. Jakbym jemu powiedział, że widziałem UFO, to by powiedział: „Kłóć się”. To sam zadzwonił do mojego ojca rano. Mówi: „Ja w nocy UFO widziałem. Tylko nie mówiłem w nocy, bo byś nie uwierzył”.
[02:18:23] - No UFO wtedy przyjechało pana oglądać, a wyszło, że jeszcze pojechali.
[02:18:30] - Tak, bo dzień później Janusz Zagórski z ekipą pojechali do domu.
[02:18:35] - Tak się dzieje czasami.
[02:18:37] - I ten obiekt nad domem stał kilkanaście minut.
[02:18:43] - Panie Marku, nie wiem, czy pan wie o tych przejawach tak? Tylko na przestrzeni wieków w pewnym momencie zostało, że pan powie swoje zdanie. Czasem stwierdzi, że to jest takie bardzo kosmiczne.
[02:18:56] - Tak.
[02:18:57] - Ale jak jest pana zdaniem?
[02:18:59] - Moja interpretacja jest taka, że to tylko przybiera taką skórkę jakby. Chce wyglądać na pierwszy rzut oka jako takie kosmiczne, bo właśnie taka jest chwila na obecne czasy. Żyjemy w dobie rozwoju technologicznego i to zjawisko się tak chce dopasowywać do nas, ale tak jak mówiłem wcześniej, przyjmowało zupełnie inną formę. W ogóle jak popatrzymy sobie na bliskie spotkania jeszcze na przykład z lat 50., 60., kiedy ludzie opowiadali o tym, jak wchodzili na pokłady takich obiektów, to to, co opowiadali, to troszeczkę było śmieszne, bo oni opowiadali o tym, że tam były jakieś pokrętła, jakieś dźwignie. Przypominało to trochę łodzie podwodne. Natomiast obecnie jakbyśmy sobie przeanalizowali niektóre takie współczesne przypadki wzięć, uprowadzeń, to oni opowiadają o tym, że te przestrzenie są takie bardzo laboratoryjne, bardzo innowacyjne, nowatorskie, czyli znowu dostosowane do tego, co byśmy chcieli na tą chwilę, na tą epokę oczekiwać od takiego kontaktu z kosmitą potencjalnym.Także zależy, jak sobie to będziemy interpretować. Ale to też scena się podpiąć pod naszą psychikę, pod naszą świadomość.
[02:20:11] - A jeśli to jest coś, co istnieje w nawiązaniu?
[02:20:19] - Tak. Ja bym powiedział, że jest to trochę ultraziemskie, postbiologiczne. Może to jest forma takiego żywiołu, inteligentnego żywiołu, który z nami koegzystuje tutaj i który w różny sposób na nas wpływa. Bo gdybyśmy patrzyli na to szerzej, to podobne doświadczenia zmian osobowości ludzie przechodzą, którzy praktykują wychodzenie z ciała, którzy uprawiają szamanizm, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Oni też przechodzą jakąś osobistą przemianę i czują się bliżej tego kosmosu, tego czegoś nieziemskiego, tego magicznego. I tak się dzieje od zarania dziejów.
[02:21:05] - Trzeci przykład jest bardzo osobistym przeżyciem.
[02:21:08] - Bardzo osobisty. Oczywiście każdy przypadek jest inny, można powiedzieć. Nie ma takich samych przypadków w tym wszystkim.
[02:21:15] - Malarstwie sakralnym również można się w terenie-
[02:21:17] - Zgadza się.
[02:21:19] - Od średniowiecza i później renesansu z takimi elementami, które można podciągnąć pod zjawisko UFO.
[02:21:26] - Można. Ale czasami to jest tak, że to podpowiada nam nasz umysł, że my chcemy tak to widzieć. Doszukujemy się jakichś znanych elementów.
[02:21:35] - Odtwarzał. On pewnie bardzo znał jeszcze pięćdziesiąte, lat ubiegłego wieku.
[02:21:39] - No nie, oczywiście, że nie.
[02:21:40] - I stąd to skojarzenie. Zresztą ciekawa rzecz, że rzeczywiście do niedawna w Kairze w Muzeum Archologicznym można było zobaczyć dwa artefakty, których chyba w 2013 roku zrobiono repliki i poddano badaniom w tunelu aerodynamicznym. To były modele latające w świetnych warunkach aerodynamicznych, więc trudno w tej chwili cokolwiek powiedzieć jednoznacznie.
[02:22:04] - Jak na początku mówiłem, że to jest taki konglomerat różnych zjawisk, które się na siebie nakładają, to nie da się w tym wszystkim wykluczyć jakiegoś kontaktu z czymś pozaziemskim. Ale jednak fakty przemawiają za siebie, że w przeważającej większości to prawdziwe UFO, o którym mówię, które wynikało z tych 22% niedających się wyjaśnić racjonalnie przypadków badanych przez agencje rządowe w Stanach, to jest zjawisko, które nie do końca dotyczy czegoś kosmicznego. Takie jest moje zdanie przynajmniej.
[02:22:39] - Ma pan dużo racji, dlatego że być może jesteśmy w tej chwili-
[02:22:44] - Tak, być może. Oczywiście może moja osoba jest gdzieś w innej rzeczywistości teraz zajmuje się czymś zupełnie innym, prawda? Tak to wygląda.
[02:22:57] - Nie wyjdzie zdjęcia, ponieważ mówi o UFO.
[02:23:00] - A no właśnie. Także mam nadzieję, że nie pojawią się tutaj jakieś kulki orbs nade mną.
[02:23:09] - Na razie.
[02:23:09] - Nie wiem, czy państwo mają jeszcze jakieś pytania.
[02:23:15] - No pana ojca na pewno.
[02:23:18] - Tak.
[02:23:18] - Ja mam pytanie jedno.
[02:23:20] - Słucham pana.
[02:23:20] - Czy pan sądzi, że piktogramy w Wilatowie, że kto zrobił te piktogramy? Czy ludzie, czy nie-ludzie?
[02:23:29] - To jest trudne pytanie w zasadzie, bo jak pisałem swoją książkę, zbierałem różne materiały na temat kręgów zbożowych. Odnosiłem się nie tylko do swoich wyników badań, ale do literatury, do źródeł. Wychodzę z założenia, że 90% przypadków jest fałszywa, natomiast te 10% jest autentyczna i przeważnie paradoksalnie te najmniej spektakularne formy pojawiające się w zbożu są najbardziej autentyczne. Nie wiem, czy wszystkie przypadki w Wilatowie były autentyczne. Pochylam się najbardziej nad przypadkiem kręgów w 2010 roku. One się chyba pojawiły na polu Tadeusza Filczaka, kiedy był teren monitorowany i wtedy, kiedy teoretycznie udało się uchwycić coś w momencie powstawania, jakieś błyski świetlne. Ktoś to później interpretował, że to była latarka podrzucana do góry, ale nie do końca się to dało racjonalnie wyjaśnić. Fakt faktem, że coś zamanifestowało się wtedy na niewielkiej wysokości nad polem, centralnie w tym miejscu, gdzie pojawi się ten największy krąg, bo tam było ich w sumie około 30 chyba takich różnych kręgów. I kiedy ja na przykład osobiście wchodziłem w te kręgi, byłem jednym z pierwszych ludzi, którzy wchodzili tam, bo to akurat wtedy był monitoring tego terenu. Tam chodziło mnóstwo różnych ludzi.
Monitorowało ten teren. W ogóle sam moment powstania tych kręgów zamykał się w przedziale około 30 minut, więc teoretycznie wychodziło statystycznie jedna minuta na jeden krąg. Jeśli ktoś tam wszedł i te kręgi wygniatał, to tyle potrzebował czasu. Ale wkoło było dużo ludzi. Ciężko było coś takiego wygnieść. Zwłaszcza że tam nawet na nagraniu, bo to był monitoring, który był prowadzony przez Janusza Zagórskiego wtedy widać, jak przejeżdża jedna ekipa i ma taki mocny reflektor, świeci po polach. Jest godzina chyba 2:40 nad ranem, jakoś tak i nic nie widać, bo reflektor ujął właśnie tę część pola, na których te kręgi się pojawiły i nie było tego widać. Ale jak już zaczęło świtać, po pojawieniu się tych błysków już było widać zarys kręgów. Czyli był przedział 30 minut mniej więcej na powstanie. I kiedy ja wszedłem w te kręgi, to moje wrażenie były bardzo negatywne powiem szczerze na początku, bo jak patrzyłem na te kręgi, one były po prostu chaotycznie wyłożone.
Nie były idealnie. Ktoś myśli sobie, że kręgi zbożowe autentyczne to będą te takie najbardziej idealnie wyłożone, perfekcyjne. A to właśnie często się dzieje, że w tych kręgach, takich fraktalnych, często pojawiających się na przykład w Wielkiej Brytanii, one są wyłożone jak perełka często, ale to jest kunszt naprawdę wielki ludzi, którzy trudnią się profesją crop makerów i potrafią naprawdę cuda zdziałać. Ja zresztą kontaktowałem się, jak pisałem swoją książkę z paroma grupami takich crop makerów i z nimi też jest ciekawa historia w ogóle, bo ci ludzie nie robią tego dla żartu. Może inaczej. Część robi to dla żartu, ale duża część robi to, bo traktuje to jako taką własną ścieżkę duchową troszeczkę. To, co oni robią, to robią to dla ludzi po to, żeby im to dawać i budzić jakąś tajemnicę. I często ludzie, którzy stykają się z tymi kręgami zbożowymi, też przechodzą jakieś takie dziwne przemiany.Też zaczynają w tych kręgach medytować i doświadczają czegoś anomalnego. Mimo że jest to wykonane przez człowieka.
[02:26:25] - Też słyszałem, że Paul mówił, że 90% albo i więcej to byli ludzie.
[02:26:32] - Tak. Nie da się ukryć, że część tych kręgów w Latowie była fałszywa. Na pewno była.
[02:26:35] - A są filmiki w internecie, że nagrane, że jakieś kule to robią na Polance.
[02:26:41] - To jest słynne nagranie z Oliver Castle, które jest fałszywe niestety. Tak, to jest najbardziej znane, ale ono jest sfałszowane. O tym piszę w swojej książce. Polecam. Niestety tak. To był taki gościu, który był filmowcem i postanowił sobie zrobić żart. Zmontował taki film, puścił go w obieg. Na początku go badacze kupili jako autentyczny, ale kiedy już chcieli to odkręcić, że to jednak jest fałszywka, to już niestety poszło w świat. Mit zaczął żyć własnym życiem i do dzisiaj figuruje na stronach YouTube. Można zobaczyć, ile ma odsłon ten film.
Miliony, setki? Nie wiem, ale bardzo dużo w każdym razie. Niestety dużo jest mitów w tym wszystkim.
[02:27:28] - Przy okazji doskonale grzeje ten film.
[02:27:32] - Tak, oczywiście, jak najbardziej. Tak. Nie wiem, czy państwo jeszcze mają jakieś-
[02:27:43] - Mam pytanie, bo pan dzisiaj ma nocny-
[02:27:45] - Tak. Ja jeszcze dzisiaj wracam do Legnicy. Czeka mnie mała podróż trzygodzinna.
[02:27:52] - Połączenie z Wrocławia jest dobre.
[02:27:55] - Jest dobre. Tak. Jestem zaskoczony jak szybko przejechałem.
[02:27:58] - SKK.
[02:27:58] - Tak, działa świetnie, natomiast gorzej było tutaj już w samym centrum Łodzi.
[02:28:04] - Mam również takie wyobrażenie, że z Wrocławia też jest dobrze.
[02:28:06] - Ale myślę, że teraz szybko wyjadę. Już chyba te samochody się rozjechały.
[02:28:10] - Już problemu nie ma.
[02:28:13] - Tak. Tak to było.
[02:28:14] - Bardzo panu dziękujemy.
[02:28:14] - Ja również bardzo państwu dziękuję za to przybycie. Serdecznie dziękuję.
[02:28:20] - Dziękujemy również państwu, że państwo przyszli. Tutaj mamy taką drobną zbiórkę, bo niestety pan się porusza zwykłym samochodem jeszcze, a nie UFO, bo nie przywiózł mnie. Także gdyby można poprosić.
[02:28:35] - Pozwolę sobie.
[02:28:39] - Bardzo dziękuję.
[02:28:40] - Bardzo państwu dziękuję jeszcze raz. Fajnie było podyskutować w tak kameralnym gronie, ale takie spotkania są najlepsze czasami. Najciekawsze.
[02:28:49] - W Radio Paranormalium wysłuchaliście państwo przed chwilą zapisu spotkania z Damianem Trela, które było poświęcone różnym kwestiom związanym ze zjawiskiem UFO. Spotkanie odbyło się 4 października 2019 roku w siedzibie Stowarzyszenia Sztuka Dobrego Życia w Łodzi. Na zakończenie przypominamy jeszcze tylko, że książka Damiana Treli „Gniazda UFO” doczekała się wersji nie tylko drukowanej i elektronicznej, ale również i dźwiękowej. Audiobook w formacie MP3 dostępny jest do kupienia w dobrych sklepach internetowych. Linki do wybranych sklepów, w których można kupić zarówno audiobooka, jak i wersję drukowaną bądź elektroniczną książki „Gniazda UFO” znajdziecie państwo na blogu Damiana Treli Czas Tajemnic pod adresem czas tajemnic blog spot com.