Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła. Różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery osoby. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez... No, no, ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie?
Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty. Spadła wielka asteroida. Fala uderzenia właśnie pojawiła i w pewnym momencie w moim ogrodzie po prostu wylądowała postać. Ta postać spojrzała na mnie i miał ogromne czarne oczy. I jak on mnie zobaczył, to ruszył tak, by po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór. Zapraszamy do wysłuchania drugiego odcinka podcastu Mówią Świadkowie, w którym prezentujemy wybrane najciekawsze relacje o spotkaniach z nieznanym spośród tych, które docierają do Radia Paranormalium. Dziś zaprezentujemy tylko jedną, ale za to bardzo, bardzo mocną, szokującą i zła żoną historię.
Zanim jednak do niej przejdziemy, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, pod którymi czekamy na Państwa relacje. Nasz adres e-mail to radio at paranormalium.pl, radio at paranormalium.pl. Telefon stacjonarny 32 00 08, 32 746 00 08. Numer komórkowy 530 620 493, 530 620 493. W razie gdyby na drugim końcu linii nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. Można się z nami również kontaktować poprzez Skype'a – radio.paranormalium.pl. Dziś zaprezentujemy Państwu historię z okolic Nadarzyna i Wólki Kosowskiej, w której zagadkowe zjawisko wywarło silny wpływ nie tylko na ludzi mieszkających w domu, ale również na ich zwierzęta. Cała sytuacja wydarzyła się na początku listopada 2007 roku w godzinach nocnych. Małżeństwo zostało obudzone przez skrzypienie drzwi.
Żona w drzwiach ujrzała bardzo silną łunę światła. Usiadła na łóżku. Jej mąż uczynił to samo i małżonkowie skonstatowali, że prawdopodobnie doszło do włamania do ich domu. W tym momencie drzwi się zatrzasnęły. Światło było skierowane w ich stronę i było bardzo jaskrawe. Kobieta włączyła światło w pokoju i oboje zaczęli się zastanawiać, co teraz robić, czym się bronić i tak dalej. Oboje nasłuchiwali.
Brak odgłosów. Otwarli drzwi. Okazało się, że za drzwiami nie było żadnego źródła światła. Zaczęli przeszukiwać dom. Sprawdzali każdy pokój, każdą szafę, każdy zakątek. Wszystko było jednak szczelnie zamknięte i nie było możliwości, żeby ktokolwiek wszedł do domu. Małżonkowie nie słyszeli psów, mimo że te zawsze reagowały na pojawienie się ich bądź jakichś innych osób. Okazało się, że psy siedzą w garażu sparaliżowane ze strachu.
Dopiero siłą trzeba było wciągnąć je do domu, używając smyczy. Po wciągnięciu do domu nie było z psami żadnego kontaktu. Trzęsły się w pozycji, jak to ujęła świadek, jak sfinksy. To był jednak dopiero przedsmak tego, co miało się wydarzyć później. A to bynajmniej niejedyna historia, jaką mieli do opowiedzenia świadkowie. Zapraszamy zatem do wysłuchania zapisu rozmowy. W nagraniu wziął udział również Piotr Cielebiaś, zastępca redaktora naczelnego Nieznanego Świata. Posłuchajmy.
Dobry wieczór. Witam. Wreszcie się dodzwoniliśmy do pani. Zeszło nam troszeczkę z tym. To nagrywanie jest nam bardzo potrzebne, dlatego że po prostu lepiej nam będzie potem pewne rzeczy wynotować z tego nagrania, niż byśmy mieli sobie robić teraz na przykład notatki. Zrobimy tak: dzisiaj jest nasza pierwsza rozmowa, dlatego też dzisiaj oddamy Pani głos i chcielibyśmy po prostu wysłuchać Pani historii, ewentualnie wtrącić gdzieś tam na koniec parę pytań. A gdybyśmy mieli jakieś jeszcze dodatkowe pytania związane z-z-z tą sprawą, bo ona jest naprawdę spektakularna i szczerze mówiąc, trzeba się do tego zabrać bardzo delikatnie i powoli, to będziemy się z panią komunikować. Tylko mam takie pytanie: gdzie to miało dokładnie miejsce i w jakich odstępach czasowych to się dzieje?
To znaczy tak: ta cała sytuacja, która się zdarzyła wtedy w nocy, to był dwutysięczny siódmy rok, początek listopada. Ja dokładnie nie pamiętam dnia. Jako osoba niepracująca, nie bardzo kojarzyłam daty. Człowiek tak bardzo skrupulatnie nie wie, czy to jest dzisiaj piąty, czy siódmy. Pierwsze spotkanie było w czwartku na piątek i to było, to było tak, że my żeśmy poszli wcześniej spać tego dnia tak koło dziesiątej z minutami.
Tak jak napisałam, nasz dom był troszeczkę taki strefami jakby zablokowany. Sypialnia to była strefa moja, ponieważ ja jestem astmatykiem.Znaczy l-l-gdzie zwierzęta nie miały prawa wejść. Po wzięciu zwierząt.
Dwa psy, dwa koty. Okazało się, że ja mam astmę na tle alergicznym i musieliśmy jakoś sobie poradzić. W związku z tym sypialnia była terenem, gdzie koty nie miały wejścia. Psy dostały garaż, a w pozostałej części domu to znaczy koty czasem się przemieszczały.
Eee i obudził nas, ponieważ zawsze dbaliśmy o to, że drzwi są zamknięte do sypialni, eee, obudził nas-- obudziło nas skrzypienie drzwi. Ja usiadłam na łóżku, ponieważ zobaczyłam w drzwiach bardzo silną łunę światła. Spojrzałam odruchowo-- czy mąż jest obok? Bo może wyszedł? I zobaczyłam, że mąż też usiadł na łóżku. W związku z tym, jakby było jasne dla nas, że mamy włamanie. Więc ja krzyknęłam do męża: "Mamy włam!"
I w tym momencie drzwi się zatrzasnęły i nie mogliśmy zobaczyć co było, ponieważ jakby światło było w naszą stronę skierowane ostro, więc nie widzieliśmy, co jest jakby w tym. W tym świetle było wszędzie ciemno.
Zapaliłam obok lampkę łóżka na szafce, która stała i tacy trochę zdezorientowani i zastanawiali. Zaczęliśmy się zastanawiać, co wziąć, żeby w razie czego się obronić. No trzeba wyjść. Trochę baliśmy się, że jeżeli są włamywacze, mogą zrobić nam krzywdę. Przy kozie takiej, którą mieliśmy w sypialni, były takie miecze samurajskie, że dostaliśmy wcześniej od firmy japońskiej jako taki gift. No i uzbrojeni w te miecze mąż jeden, ja, drugi.
Stwierdziliśmy, że nie pozostaje nam nic innego, jak otworzyć te drzwi. I ku naszemu zaskoczeniu, gdy otworzyliśmy drzwi, nie było tam żadnego światła. Wszystko było w mroku. Wszystko było uśpione, ponieważ zaraz za drzwiami był kontakt zapalający światło w korytarzu na piętrze właśnie więc zapaliliśmy światło. Jeszcze wcześniej, zanim żeśmy otworzyli, to żeśmy troszeczkę nasłuchiwali, czy tam ktoś nie biega po schodach. Schody były drewniane. Mógłbyśmy słyszeli, że ktoś zbiega, ale nic takiego się nie stało. No i zaczęliśmy przeszukiwać dom. To znaczy tak, idąc od strony sypialni, sprawdzaliśmy każdy pokój, każdą szafę, za zasłonami, w jak-- w łazience odsłaniałam brodzik, kotarę w brodziku. To się czułem jak w filmie Psychoza Hitchcocka. No bo serce mieliśmy w gardle, nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Tak żeśmy sprawdzili cały dom. Okazało się, że wszystko jest szczelnie zamknięte, ponieważ jedyne okno było otwarte nad naszymi głowami w sypialni, więc nie było szansy, żeby ktoś przez nas prze-- przebrnął.
Drzwi balkonowe, tarasowe były zamknięte szczelnie. Drzwi na zewnątrz były zasunięte na zasuwkę tylko zasuwaną od przodu, tak że nikt nie mógł z drugiej strony ich zamknąć. No i powiem szczerze, że trochę zgłupieliśmy się coś, co się stało, więc usiedliśmy na dole w fotelach i tak się zastanawiamy, co to było, czy mamy-- mieliśmy ten włam czy nie? No ale ponieważ ja nie słyszałam psów, a zwykle, zwykle jak schodziliśmy po schodach, to ponieważ garaż przylegał, był na tej samej ścianie co dom, to one nas słyszały i już widać było, że żeby biegają, biegną, że do drzwi, żeby się do nas dostać. Jest cisza. Więc dalej uzbrojeni w te miecze wyszliśmy-- to trzeba było wyjść przed budynek. Dotarliśmy do garażu. Mąż otworzył garaż. Okazało się, że psy są jak sparaliżowane. Trzęsą się i są przerażone. Ja czegoś takiego jeszcze nie widziałam u naszych psów. Zaczęliśmy je wołać, próbowaliśmy, żeby poszły za nami do domu, ale nie chciały się ruszyć. W związku z tym trzeba było wziąć smycze i po prostu je ściągnąć do-do-do-do domu. To wyglądało dosyć śmiesznie, bo mąż ciągnął, ja je wpychałam od tyłu, żeby one chciały wejść, co w ogóle było nie do pomyślenia, dlatego że najfajniejszą rzeczą to było wpaść do domu przez uchylone drzwi i natychmiast położyć się na kanapie. A tutaj po prostu nie było możliwości ich wciągnąć. No, ja ułożyłam im takie legowiska tymczasowe na,na terrakocie, żeby im nie było zimno. Trzęsły się i po prostu w takich pozycjach jak Sfinksy, jakby zamarły. W ogóle nie było z nimi żadnego-- żadnej reakcji, żadnego kontaktu.
Możemy sobie spokojnie usiedli, już widząc, że-że-że jesteśmy sami, że jakby nikt nas nie napadł. Mąż nalał nam po koniaku, ponieważ nie wiedzieliśmy-- no byliśmy trochę-- trzeba było ochłonąć. I tej nocy już w zasadzie żeśmy do-do świtu nie-nie mogli zasnąć. Znaczy, najpierw żeśmy bardzo długo rozmawiali, potem biegaliśmy po całym domu, zapalając światła i zastanawiając się, czy któreś mogło się samo włączyć.
Jakieś cudowne przepięcie. Eee, yyy.Gniazdku albo coś i w tym samym momencie na przykład drzwi się otworzyły z klamki. To też było niemożliwe. Więc tak trochę, trochę. Ale obydwoje doszliśmy do wniosku, że to nie było nic. Nawet jeżeli były zapalone światła, to nie było to, co myśmy widzieli.
W nocy. Ponieważ widzieliśmy to obydwoje. Więc ja nie miałam jakby takiego. Tak to pomyślałam, że może miałam halucynacje, że spałam. Nie wiem, że byłam niepoczytomna, ale tutaj byliśmy jakby obydwoje, cały czas współdziałając. Więc no stało się to nam obydwojgu.
Bardzo dziwnie się czuliśmy. Następnego dnia powiem szczerze, że zasypiając, znaczy żeśmy do szafki przy łóżku schowali broń gazową, bo baliśmy się, nie wiedzieliśmy w dalszym ciągu, z czym mamy do czynienia. Ja zwyczajnie się bałam i spać jakoś w ciągu dnia człowiek się inaczej czuł, ale jak ta noc przyszła to, to żeśmy się trochę jednak bali I. No i tutaj teraz ja nie wiedziałam, ponieważ gdy się obudziłam, a to też było takie bardzo dziwne, to byłam tylko ja to jakby przeżywałam, bo znów taka sama sytuacja, że uchylają się drzwi, budzi mnie skrzypienie drzwi, znów widzę to światło, wstaję z łóżka, ale jakby rozmawiam z mężem i idę. Idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. To nie jest jakby dobre spotkanie. Ja.
Ja. Ja wiem. Czuję to, że. Że jestem przerażona po prostu. Bo tak. Noc. Są jakieś postacie. I wycofuję się, biegnąc w stronę łóżka. Mieliśmy bardzo dużą sypialnię tam i czuję jeszcze pod nogami wykładzinę. Że biegnę i krzyczę do męża Strzelaj! Że oni się jakby za mną poruszają. Krzyczę strzelaj! I w tym momencie takie jakby pstryk jest. Ja się budzę, ale to nie jest takie budzenie jak normalny człowiek się budzi i tam już ma świadomość, ale jeszcze nie otwiera oczu. Tylko jest takie Pstryk, ja się budzę, jest godzina, jest prawie południe, zaspaliśmy, ale to jest sobota. W związku z tym nic się nie dzieje, bo do pracy nie idziemy.
Mąż też. W tym samym momencie budzi to ja. I ja się pytam czy pamiętasz co było w nocy? A on mówi, że nic nie pamięta, nic się nie działo, że spał, że że się nie działo. Więc ja jakby całą tą historię wzięłam na karp snu tylko. No bo chociaż było to tak strasznie dla mnie rzeczywiste, że że w zasadzie miałam wrażenie, że że to jest aż nienormalne, że że Sławek tego nie pamięta i jakby w tym momencie żeśmy stwierdzili, że że to jest w zasadzie, jakby nie chcieliśmy specjalnie na ten temat rozmawiać. Przyjechali do nas znajomi, żeśmy im to opowiedzieli.
Próbowaliśmy z nimi dojść do tego, co mogło się przytępić. Sprawdzaliśmy kontakty znajomych z elektroniki, sprawdzaliśmy kontakty, czy jakieś przepięcie. Nic z tych rzeczy nie znaleźliśmy. No i w zasadzie można powiedzieć, że odłożyłam to jakby do lamusa, czyli przestałam o tym. Staram się o tym nie myśleć. Ja tylko dodam, że ja w ogóle takimi sprawami paranormalnymi byłam zainteresowana, ale jakby nie miałam na to czasu, żeby się tym w ogóle zająć, żeby coś na ten temat czytać, głębiej wchodzić. W latach osiemdziesiątych, jeszcze jak pracowałam w telewizji, to bardzo często robiłam program z Wandą Komarzewską "Kosmos 1999" jako kierownik produkcji. Ale jakby nawet powiem szczerze, nie miałam czasu tego programu oglądać, bo byłam zajęta sam-- wychowywałam dziecko, po prostu nie miałam czasu, jakby się tymi sprawami zajmować.
Natomiast tuż przed tym to się wydarzyło. Znaczy cóż, no rok wcześniej zaczęłam się trochę interesować tymi tymi rzeczami. Po pobycie w Meksyku, gdzie mmm jakby takie wrażenie na mnie zrobiły te piramidy, to to, co widziałam, że ja zaczęłam-- pamiętam jak w Teotihuacan siedziałam sobie na stopniach, mąż wchodził na piramidę Słońca, ja się tam bałam wejść. I tak sobie pomyślałam po powrocie muszę kupić natychmiast całego Denikena. I, i faktycznie to zrobiłam. Po powrocie kupiłam Denikena. Czytałam, ale raczej z takiej ciekawości. Nie wchodząc głębiej w te tematy, po prostu chciałam więcej dowiedzieć się, co Denikena ma do powiedzenia, bo te miasta wydawały mi się tak nierealne i niemożliwe do, do, do... Jakby że to były wykonane przez ludzi wymyślone.
W momencie, kiedy jechałam przez Meksyk i widziałam, jak Indianie żyją w dżungli, więc gdzieś mi się to wszystko nie bardzo kleiło. Ten dom w Nadarzynie my żeśmy postawili sami, więc to nie był ani dom nawiedzony, ani stary.Eee, to nie był dom, który miał jakąś historię. To był nowy dom.
Natomiast my żeśmy mieli tam wrażenie bardzo często, że jest ta przesuwająca się mgła. To znaczy na początku to myśleliśmy, że nam kominek dymi. W związku z tym sprawdzaliśmy, czy to jest dym. No ale jak się okazało, że ta mgła również pojawia się, kiedy w ogóle kominek nie jest używany, no to trochę nas to zaintrygowało. Sprawdzaliśmy firanki.
Zobaczyliśmy, czy to jest takie złudzenie, że tam jest jakaś mgła, ale myśmy podchodzili do tego dosyć tak żartobliwie, na zasadzie, na zasadzie właśnie, że ja się śmiałam, że możesz z nami duchu mieszkać, ale, ale nie krzycz w nas i będzie Wszystko ok.
Znaczy tak pół żartem, żeśmy to jako żart traktowali. No tak, żeśmy się śmieli z tego. Któregoś dnia natomiast nasza znajoma starsza pani, która przyjechała z tatą na obiad do nas, miała takie wrażenie, że ktoś koło niej przeszedł, bo upuściła talerz i krzyknęła "O Boże, tu ktoś przeszedł! Takie zimno przeszło koło mnie." No ale to też żeśmy traktowali dosyć żartobliwie i śmialiśmy się. Kasiu, masz jakieś przewidzenie?
Nikogo tu więcej oprócz nas czwórki nie ma, więc nie może, nie może. No jakaś taka dziwna sytuacja. My żeśmy w tym momencie zupełnie o tym przestali mówić. I temat wrócił razem z filmem "Czwartek". Mąż pierwszy go zobaczył i mówi: "Słuchaj, obejrzyj, ja ci nic nie będę mówić, ale nie przestrasz się". I w momencie, kiedy ja go zobaczyłam, to się rzeczywiście przestraszyłam, dlatego że ten, ten ptak siedzący nienormalnie nad naszymi głowami, my żeśmy się cieszyli bardzo, że ptak siedzi, przylatuje do nas w otwarte okno i pięćdziesiąt centymetrów nad naszymi głowami nocuje.
Sprawa jest rzeczywiście intrygująca i bardzo poważna. Pierwsze pytanie, które pani się na pewno nasuwało, to czy hipnoza regresyjna mogłaby pomóc w odblokowaniu ewentualnie tych wspomnień, które są gdzieś tam zakodowane? Nie wiem, czy pani myślała o hipnozie po obejrzeniu "Czwartego stopnia".
To znaczy do obejrzenia "Czwartego stopnia" myślałam. Po obejrzeniu "Czwartego stopnia" przestałam myśleć. No właśnie. Trochę się przestraszyłam. Po prostu po obejrzeniu tego filmu, jakby do obejrzenia nie miałam żadnych problemów i myślałam o tym, by spróbować coś takiego, ale ponieważ no jak to człowiek codziennie jest zaganiany, więc nie miałam czasu jakby tak głębiej się tym zająć. Natomiast po obejrzeniu tego filmu powiem szczerze, że już nie myślałam o hipnozie regresyjnej. Znaczy przestraszyłam się trochę, zwłaszcza że ja tutaj jeszcze-- bo to jest jakby część ta dotycząca nocy i tego, co się stało w nocy. Natomiast ja miałam jeszcze drugie jakby taką, taki widziałam-- to znaczy my całe lato spędzamy nad jeziorem, zajmujemy się nurkowaniem i, i po prostu jesteśmy nad jeziorem od kwietnia do końca sierpnia. I będąc w bazie byliśmy w tym czasie sami.
Czekaliśmy na nurków, którzy mieli przyjechać. Ja odkurzałam półki i nagle usłyszałam bardzo dziwny dźwięk. To było coś takiego jak koło młyńskie, tylko taki bardziej mechaniczny. W każdym razie wiedziałam, że jest to coś zepsutego.
Takie odniosłam wrażenie pierwsze, że jest to coś zepsutego i wyszłam przed domek. Spojrzałam, ponieważ mąż był w sprężarkowni i oczywiście pierwsze-- pierwsza myśl to była Boże, sprężarka nam się zepsuła. Ale jak wyszłam, zobaczyłam lecącą kulę pomarańczową po niebie, więc wybiegłam dalej za domek, żeby ona mi się skryła za takie zabudowanie.
Eee, no miałam wrażenie, że to zaraz upadnie, że to, że to jest coś zepsutego. No ale nic się takiego nie stało. Tutaj akurat mąż był zajęty, sprężarka, więc też nie widział, więc jakby też tylko ja, ale widziałam ewidentnie tą pomarańczową lecącą kulę. Więc jakby ja już nie bardzo mam złudzenia.
Natomiast jeszcze, jeszcze dodam, jeżeli można. Jeszcze mam dwa takie dziwne, dziwne, dziwne rzeczy, które nam się przytrafiły obydwojgu. Eee, pierwsza rzecz to była, kiedy byliśmy w Bawarii i chcieliśmy zobaczyć zamek Ludwika Szalonego.
I my podróżujemy często po Europie tak, że mamy. Mamy takiego dużego Volkswagena busa. Tam mamy łóżko i śpimy jakby w samochodzie. I dojechaliśmy. Mieliśmy tego dnia oglądać właśnie ten zamek i nocowaliśmy godzinę przed tym miasteczkiem na stacji benzynowej w trasie jadąc i także jak przyjechaliśmy tam o godzinie ósmej rano, no to byliśmy w zasadzie po całej nocy wyspani, dosyć wypoczęci. Poszliśmy sobie rano na kawę, no bo to już drugą, bo pierwszą żeśmy na stacji od razu wypili i poszliśmy na drugą kawę. I, i nagle na tej drugiej kawie opanowała mnie senność.Znaczy ja byłem wtedy bardzo, ale to bardzo zmęczony.
No tak. Ale tak straszna, że nie mogłam w ogóle głowy utrzymać na, na, na, na, na środku. Co ciekawe, żeśmy mieli około tam dziewiątej takim tramwajem konnym wjechać na górę do tego zamku, ponieważ nie chciało mi się iść piechotą i żeśmy czekali po prostu na ten tramwaj. Ale ponieważ ja dostałam takiego, takiego potwornego uczucia senności, że nie byłam w stanie utrzymać głowy, to, to stwierdziliśmy, że to jednak jeszcze godzinę niech ja dośpię w tym samochodzie i pojedziemy później, bo to bez sensu jak ja jestem taka lejąca się przez ręce. No i żeśmy obydwoje poszli spać. A mnie też się jeszcze chce spaść. To jeszcze się położymy. I zasnęliśmy w ogóle natychmiast. Obudził nas huk helikopterów. Okazało się, że ten tramwaj spadł paść, więc to było tak dziwne, tak jakby ktoś mnie chciał uchronić. Nie wiem.
No rzeczywiście niesamowite. Bo, bo, bo, yy, to było taka senność, z którą ja sobie nie mogłam dać rady, mimo że ja byłam dopiero po iluś godzinach snu i to takiego głębokiego. I bardzo podobne ataki senności — my często jeździmy jesienią do Chorwacji, tam nurkujemy— i było to już 3 lata temu, tak jak byliśmy w Bośni. Po drodze postanowiliśmy pojechać do Bośni, yy, zobaczyć piramidy. To było 3 lata temu. Ja zobaczyłam, że tam są piramidy i postanowiliśmy zwiedzić piramidy. I przed dojazdem tam próbowaliśmy obejrzeć jakikolwiek filmik na YouTube pokazujący piramidy i za każdym razem, choćbyśmy byli tuż naprawdę po, po, po śnie czy po czymkolwiek. Po nurkowaniu rozbudzeniu, rozbawieni, żeśmy zasypiali przy nim. Ale to już taki drobiazg. No oczywiście piramidy zrobiliśmy.
Mhm. Jakie wrażenia? No wrażeń, znaczy, yy, to znaczy tak, jeżeli chodzi o labirynt, to, to ja zdecydowanie uważam, że to ręka człowieka musiała tam dotknąć tego. Tak, bo to jest, to jest tak, że oni tam troszeczkę nie mówią wszystkiego na temat tego miejsca. To ono bez przep...
Nie jest wydrążone w środku. Tylko pytanie, kiedy to się stało, bo tam rzeczywiście było w średniowieczu miasto. Eee, ale problem jest, że jak ja tą piramidę ogląda już od drugiej strony, to ona w ogóle nie wygląda jak piramida [śmiech] i na szczęście turyści widzą tylko od tej dobrej strony.
Aha [śmiech] I pytanie wie Pani, bo ja tutaj zapytam o tą hipnozę regresyjną. Wiele osób myśli, że, że ona coś pomoże. Niestety to nie zawsze jest tak, dlatego że nasza świadomość, psychika działa, jak działa i tak naprawdę hipnoza regresyjna przeprowadzona prawidłowo, chociaż tu też nie ma chyba jednej, jednej, jednej opcji, jednej drogi.
Może co prawda odblokować pewne wspomnienia, natomiast jeżeli człowiek zastanawia się mocno nad tym, co mu się przydarzyło, jeżeli jest na przykład po seansie takiego filmu jak Czwarty stopień, to moim zdaniem taka hipnoza już nie ma sensu, dlatego że dotrzemy do pewnych pokładów świadomości, które mogą być wspomnieniami, ale nie muszą być wspomnieniami, mogą być krypto wspomnieniami. Tak, tak, tak. I tak naprawdę może to tylko człowieka wystraszyć, a niekoniecznie to powie prawdę o tym, co zaszło. Prawdziwym wydarzeniem jest to, co państwo widzieli oboje, na pewno.
Natomiast to, co pani widziała w tym stanie przypominającym półsen, no jest najciekawszym elementem z tego wszystkiego. Moje pierwsze pytanie dotyczy tego zdarzenia, które widzieli państwo oboje, którego byli świadkiem oboje. Czy w momencie, kiedy obudziliście się i zobaczyliście to światło, wasz stan, powiedziałbym psychofizyczny, był zupełnie normalny? Nie odczuwaliście żadnego spowolnienia, czegoś takiego?
Nie, nie odczuwaliśmy, nie, wręcz wręcz przeciwnie, byliśmy jakby szybkie myślenie, bo byliśmy przekonani w pierwszym momencie, że to jest włamanie. Mhm, jaki był kolor tego światła, które wpadało przez drzwi?
Ono było takie nie dokładnie jak jarzeniówka. białe, nie żółte, takie jak białe, zdecydowanie białe zdecydowanie z taką ni-- jakby niebieskim, biało niebieskie— o, powiedziałabym coś takiego w niebieski odcieniu padające.
Czy to światło, które zalało sypialnię sprawiło, że no nie wiem, czy ono było, czy było tak jasne, że niczego nie widzieliście wokoło, czy po prostu oświetliło w sposób znaczący pokój? Tak. Nie, nie nie widzieliśmy nic dookoła oprócz tego.
Czy, czy była-- byłaby pani zlokalizować źródło tego światła? Czy ono się wydostawało zza drzwi, czy raczej emanowało tak, jak to się mówi zewsząd? A... Nie. Uchylone drzwi były, to pamiętam dokładnie, ale jeśli dam potem mężowi, to będzie pan mógł też zadać mężowi pytania, jak on to, jak on to pamięta.
Mhm. I potem drzwi się zatrzaskują, tak? I to wszystko znika. Ja jakiś czas temu rozmawiałem z pewną kobietą. Nie wiem, czy pani czyta "Nieznany świat", ale tam jakiś czas temu ukazała się taka bardzo ciekawa historia, która była-- która no, była podobna do tego, co państwo opisujecie, chociaż przebiegła zupełnie inaczej. Ja to pani wyślę na maila, jeżeli pani mi tutaj poda maila.
Dobrze. Ja go chyba mam zresztą nawet. I wyślę pani tą historię, bo tam przebiegło to w sposób bardzo podobny. Takie wydostające się rażące światło w pewnym domu w Bieszczadach.Znaczy, to było tak, ale to tam sobie państwo ocenicie tą historię.
Wszystko się potem zakończyło. Natomiast jeżeli chodzi o psy, które mnie bardzo interesują w tym, w tym kontekście to są psy ostre, przyjazne, jakie to są psy. To znaczy to był to, to był tak. Jeden z nich jest, był, bo już nie żyją, to już były takie wiekowe psy, nie były młode psy. Jeden to sweter, a drugi był takim dużym kundlem mieszańcem z owczarkiem niemieckim.
Czyli raczej psy, których nie można posądzić o to, by były tchórzliwe w takich sytuacjach? Nie, nie, nie i one, jeżeli chodzi o w ogóle pilnowanie domu, to one były bardzo zaangażowane w to. Bardzo pilnowały domu. Nie pozwalały jakby nikomu wejść. Miały wolierę, ale nie były-- znaczy one by na pewno szczekały bardzo głośno. Natomiast nie były to psy-- mam wrażenie, że no nie wiem, czy zaatakowały, bo tego, tego nigdy nie dopuszczaliśmy.
No to zachowanie, zachowanie psów jest szczególnie interesujące, gdyż, yyy, no one w pewnych sytuacjach związanych z takimi incydentami zwykle w taki sposób reagują. Nie wiemy, z czym się to wiąże, czy z oddziaływaniami związanymi z polem elektromagnetycznym, czy z czymś innym. Ale to rzeczywiście ciekawe. Przejdźmy do 2 incydentu. Mhm.
Były-- zdecydowanie się trzęsły. Czego wcześniej ja w ogóle u nich nigdy nie widziałam. One się po prostu trzęsły. Czy, bo pani mówiła, że tamtej nocy nie spaliście w ogóle, czy zauważyliście u siebie jakieś dziwne oznaki, powiedzmy ze strony państwa organizmu, państwa psychiki po tamtym wydarzeniu?
Chodzi mi o to- To znaczy tak. Ja to, co napisałam, niedługo później u mnie, ja przeszłam takie załamanie nerwowe. Czułam się, jakby ktoś całą radość życia we mnie wyssał. Po prostu się czułam. I, i, i ale też nie wiem, powiem tak, nie wiązałam tego z tym, póki nie zobaczyłam, bo na pewno ten, ten film stopień czwarty zrobił na nas, na mnie i na mężu piorunujące wrażenie.
Ja wręcz się przestraszyłam tego filmu. Wtedy jakby dopiero powiązałam, że przecież to niedługo później się stało, że ja, że ja się tak źle czułam. Teraz takie jeszcze pytanie, które ominąłem. Czy tam w pobliżu, bo to jest, to był Nadarzyn, tak? Państwo już tam nie mieszkają, jak wiadomo.
Tak, tak, tak. Nie, nie. Tam ktoś zakupił ten dom, tak? Tak, tak. Dziękuję. Pytam, ktoś obcy, zupełnie, państwo? Nie, znajomi. Aha, nie, nie słyszeliście państwo, żeby coś się tam działo? Powiem szczerze, nie opowiadałam o tym innym.
A no tak, rzeczywiście, to by było nierozsądne [śmiech] Yyy, mam takie pytanie czy w pobliżu tego domu nie znajduje się czasem powiedzmy jakaś stacja przekaźnikowa? Coś, co emitowało by, powiedzmy, silne pole elektromagnetyczne? Jednostka wojskowa stamtąd jest daleko?
To ja-- trudno mi powiedzieć, dlatego, że dokładnie to było w Szamotach, więc Nadarzynem a Wólka Kosowa. Ja sobie potem sprawdzę to, bo to też może mieć jakiś związek. Z nad rzeką utratą, dokładnie Czy wcześniej, w przeszłości miewała pani podobne incydenty? Mniemam, że nie, bo- Nie, nigdy.
W ogóle absolutnie. Nie, nie, nie. A czy w pani rodzinie ktoś coś podobnego kiedyś opowiadał? Czy w pani rodzinie ktoś coś podobnego mógł przechodzić? Nie wie pani? Nie, na pewno nie. Na pewno nie. Pytam o to, dlatego, że jak pani oglądała- Ja nic nie wiem na ten temat, prawda?
Pani ogląda 4 stopień- Ja po prostu nie słyszałam. Zostało powiedziane, że ostatnio nawet, że te zjawiska związane z tak zwanymi uprowadzeniami mają raczej charakter rodzinny. I to jest, to jest prawda. To znaczy, jeżeli ktoś był, jeżeli ktoś temu podlega cały czas, bo tak zwane abdukcje dzieją się na stałe, takie, kiedy człowiek jest po prostu cały czas zabierany i na takie okazjonalne.
I te stałe, to w ogóle jest zupełnie inna bajka. Te okazjonalne, to w zasadzie nie wiemy dlaczego się dzieją, dlaczego niektórzy, niektóre osoby padają ich ofiarami, ale niemniej jednak takie zdarzenia mają miejsce. W 1986 roku w bodajże w Szczecinie chyba miała miejsce bardzo podobna sytuacja do państwa incydentu. Tam również śpiące małżeństwo zostało zbudzone przez takie dwie istoty, które były przezroczyste. Wyglądały po prostu jak jakieś hologramy. Chciałbym-- doszło, doszło do bardzo ciekawego incydentu, dlatego, że wpływ psychofizyczny, w zasadzie psychiki, wpływ na psychikę świadków podczas tamtego incydentu wyraził się w bardzo dziwnym zachowaniu tej pani.
Ja pani podeślę potem materiał na temat tego wydarzenia. Będzie sobie mogła pani ocenić. Rzeczywiście trudno jest ocenić, co się wtedy wydarzyło. Natomiast ten drugi incydent, kiedy pani wstała i czuła, jakby była we śnie, który był bardzo realistyczny, też jest problematycznym. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy było to nagle odblokowanie wspomnień odnośnie tego, co się zdarzyło wcześniej, prawda?
Czy był to drugi incydent? Na pewno nie dlatego, że pierwszej nocy myśmy nie mieli pistoletu, a ja tutaj krzyczałam i ja to dokładnie pamiętam. Wiedziałam, że ten pistolet jest w szafce-Zrobiło się ciemno. I dlatego krzyczałam strzelaj!
A czy jest pani w stanie powiedzieć, jak te postacie wyglądały, które się tam pojawiły? To znaczy tak, na pewno były wysokie. To, co mnie zdziwiło, żeby były to te same postacie, dosyć takie jakby w szarości. Ja to Wszystko widziałam, te postacie, jakby one były takie szare na twarzy, szare. Nie umiem określić rysów dokładnie, nie pamiętam tego. Pamiętam tylko, że miały coś. Coś miały z tyłu głów. Bo ja zauważyłam to i potem tak próbowałam dojść, co to było, co ja widziałam, co one miały z tyłu głów. Ale, ale nie umiem powiedzieć w tej chwili co.
Rozumiem, że to całe. To całe zdarzenie wywołało u pani coś w rodzaju, powiedziałbym, silnego stresu. Tak, Widok tych postaci, które tam stały. Ciekawe jest to, że one nie były zaangażowane w jakikolwiek sposób.
Nie wiem. Działania nad państwem tak, bo w większości takich przypadków to się odbywa w ten sposób, że ludzie są po prostu poddawani jakimś eksperymentom. A w waszym przypadku oni byli jakby na zewnątrz. Tak, to też jest bardzo interesujące i nietypowe.
To znaczy oni nie byli, oni byli w budynku. Poza sypialnią. Tak. Tak. Czego? Czego oni mogli tam szukać? To też jest bardzo interesujące. No dobrze. ja to wrażenie miałam, że czegoś szukali mam takie wrażenie, że czegoś szukali, dlatego, że w momencie, kiedy następnego dnia jakby byłam już całkowicie trzeźwa, czyli nie śpiąca i tak dalej, jakby w pełni, w pełni sił. I ja cały czas miałam wrażenie, że oni czegoś szukali, to, to, to miałam takie wrażenie, że oni.
W czasie tego incydentu po nim otrzymała pani jakiś, nie wiem, miała pani jakiś moment olśnienia, jakiejś nagłej? Wybuchu pasji, zainteresowania pewnymi sprawami. Zdarzyło się coś takiego u Pani? Nie, nie.
Natomiast miała miejsce ta depresja tak? Tak. Ja ewidentnie gdzieś w tyle głowy. Nie wiem, jakby w takim... Miałam takie poczucie, że to jest kara. Że to jest kara tak? Tak. Interesujące. Bardzo interesujące. Nie owijajmy w bawełnę. Jeżeli takie incydenty są realne, to się dzieje. Nie jest pani pierwszą i ostatnią osobą, której się to przytrafiło. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, kto za to odpowiada ani co to jest, ani co te istoty chcą. Bo oczywiście moglibyśmy o tym dyskutować przez kilka godzin i dawać różne przykłady. Ja tylko... U nas to jest niesamowicie rzadkie. To znaczy, ja podejrzewam, że to nie jest rzadkie, tylko ludzie o tym nie mówią, bo boją się o to.
Wie pan, ja się. Ja, ja nie mówiłam na ten temat i jakby nie rozmawiałam. Kiedyś znalazłam takiego pana, który publikował na portalu u Janusza Zagórskiego pan Marek Kulig i ja do niego zadzwoniłam, żeby porozmawiać, co on przeżył i opowiedzieć mu, bo chciałam komuś to opowiedzieć, kto coś podobnego przeżył i nie umie tego jakby w żaden sposób normalny wytłumaczyć. I on wtedy mnie prosił, żebym, żeby zrobić właśnie jakiś program, że, że nagrają. Ale ponieważ no my jesteśmy związani z takim sportem, gdzie jasność umysłu jest niezwykle ważna, bo mąż jest instruktorem nurkowym, ludzie oddają w ręce nasze życie, że tak powiem, swoje. Mają do nas zaufanie, więc no tak, to nie marketingowo byłoby na przykład mówić o tym. Więc ja powiedziałam, że nie zgadzam się. Nie ma mowy i jakby sprawę odłożyłam ad acta, a ponieważ w tym roku podjęliśmy decyzję, że kończymy z nurkowaniem, już jesteśmy w tym wieku, że już, już, już kończymy jakby tą działalność. No to ja wreszcie mogę to powiedzieć tak? Bo już się nie boję, że ktoś powie no tak, że z wariatami nie będę szedł pod wodę.
Ja mogę pani przesłać kilka materiałów, z którymi się pani zaznajomi w tej kwestii, ale nie oszukujmy się, nie ma jednoznacznego wyjaśnienia tego fenomenu. To znaczy ja bym powiedział tak, to, co pani czuje na jego temat, to jakie pani ma wrażenie, jak się do niego ustosunkowuje, tak zupełnie wewnętrznie, jest prawdopodobnie najlepszym wskaźnikiem odnośnie tego, jakie ono ma, jakie to coś ma zamiary. To coś się nie liczy z ludźmi. Absolutnie. Pytanie tylko, czego to szuka? Do tej pory nie miała Pani.
Ale ja jeszcze powiem, bo, bo dlaczego nas tak bardzo ten film właśnie przestraszył? Czwarty. No bo ten, ten ptak, który ten gołąb, który w Nadarzynie. Bardzo rzadko zdarza się, żeby gołębie były poza miastem. W mieście to jakby normalne, że, że lądują na parapecie i człowiek się nie zastanawia. Natomiast poza miastem to tak rzadko się pojawiają takie zwykłe gołębie. I fakt, że on tak regularnie przez całe wakacje stał nad naszymi głowami i w ogóle się nie bał nas, że ja mogłam do niego podejść i potrafiłam wyciągnąć rękę i być dwadzieścia centymetrów od niego, a on się tylko tak odwracał, jakby bokiem i dziwnie na nas patrzył. My żeśmy się cieszyli.Że, że ptak jest... Tak lubimy zwierzęta i jakby nie mieliśmy-- raczej nas to cieszyło, bawiło. I tej nocy, kiedy ja-- wieczoru, kiedy ja oglądałam ten "Czwarty stopień", my już wtedy mieszkaliśmy, gdzie nadal mamy mieszkanie, w Wilanowie i mamy tam-- nasza sypialnia była w takim jakby oszklonym-- żeśmy taras adoptowali, oszkli go i tam była nasza sypialnia. I nigdy tam nie było szansy, żeby jakikolwiek gołąb przysiadł na naszym parapecie. A tej nocy... Tego wieczoru właśnie nocował gołąb na parapecie. Więc jak mąż tam wszedł, mówi: "Słuchaj, mamy gołębia na parapecie". No to powiem szczerze, że ja się przestraszyłam i żeśmy spali w salonie. Ale to ciekawe, bo oczywiście to mogą być tylko... Człowiek szuka w pewnym momencie takich zbiegów okoliczności. Ale ja do państwa napisałam po tym teraz programie, który słuchałam, gdzie pan czytał fragmenty i oderwałam się dlatego. I jesteśmy w trakcie w domku nad-- w okolicach Kutna, właśnie tutaj, gdzie nurkujemy nad jeziorem Białym koło Płocka i piętnaście kilometrów dalej budujemy taki mały domek i mamy znów gołębia, który do nas przylatuje.
Wie pani, to, ten, to przeświadczenie, że te wielkie oczy, które się pojawiają w wizjach niektórych ludzi uprowadzanych, wiąże się z tym, że podczas przeprowadzania właśnie regresji wiele z tych osób albo inaczej, że wiele z tych osób, które były uprowadzane regularnie, oni stwierdzili, że mają świadome wspomnienia lub sny, w których pojawiają się właśnie stworzenia o dużych oczach. I to była taka, to była taka-- to było takie wołanie podświadomości związane właśnie z tymi ukrytymi wspomnieniami, w których pojawiali się ci wielkogłowi i przede wszystkim wielkoocy abduktorzy, ci porywacze, kosmici czy jak kto woli – nie wiadomo co to jest.
Istnieje teoria, że oni co prawda wyglądają jak takie humanoidy pokraczne, chude, z wielkimi głowami, ale wiele osób twierdzi, że to jest tylko taka nakładka na naszą świadomość, że tak naprawdę to, co się rozgrywa w czasie abdukcji, to może być czymś zupełnie innym. Mi się nigdy tego nie udawało.
Ja tylko dodam, że ja nie miałam wrażenia, że oni mają wielkie głowy, tylko że-że głowy jakby są normalne, tylko coś z tyłu głowy, jakby im wystawało, co jest z tyłu głowy, jakby wystawało. Interesuje mnie tylko to, że w państwa przypadku w zasadzie nie możemy mówić o takiej typowej abdukcji, jak właśnie z tego filmu "Czwarty stopień", ale o jakimś bliskim. A nie wiem, oglądała pani film "Wspólnota" kiedyś? Pewien milion?
Nie, nie, nie, nie. Ja powiem szczerze, że rzadko oglądam w ogóle takie, takie, no- Horrorów. Horrorów, tak, tak. Jak będzie pani miała, jak będzie pani miała nastrój razem z mężem, to proszę zobaczyć sobie film, który się nazywa Wspólnota. On jest z roku 1989. Jest oparty na bardzo znanej powieści człowieka, który przechodził przez to samo. Tylko że u niego te wspomnienia na temat bliskich spotkań były ujawniane stopniowo. Jeżeli pani zauważy tam pewne paralele odnośnie do swojej sytuacji, ja nie będę mówił, o czym to jest, bo nie chcę zdradzać. Ten film jest bardzo, bardzo fajny. Ja go lubię. Tylko dla niektórych osób może być nieco nieprzyjemny, ale jest interesujący. W każdym razie kiedyś może uda nam się porozmawiać na żywo, jeżeli będę w Warszawie, bo całkiem niedaleko, znaczy no niedaleko, przy Domaniewskiej mamy redakcję Nieznanego Świata. Jak będziemy kiedyś, jak będzie pani kiedyś w stanie, to proszę dać znać, bo taka rozmowa w cztery oczy na pewno wiele pomoże. Ja prześlę pani pewne materiały.
Oczywiście nie kończymy rejestracji tego przypadku, dlatego, że wydaje mi się, że dotknęliśmy tylko pewnego elementu góry lodowej. Tylko pytanie teraz jest takie czy wchodzenie w to głębiej pomoże, czy zaszkodzi?
Bo to też jest ważne. To znaczy ja powiem, że był taki moment, że ja się tak bardzo przestraszyłam, że jakby w ogóle nie chciałam znów o tym mówić, tak? Ale jak po jakimś czasie przeszło mi i w tej chwili, w tej chwili jakby trochę mniej się boję nawet. Ale, ale był taki moment, że się przestraszyłam.
A myśli pani, bo, myśli pani, że może być tak, że w zasadzie to nie pani jest obiektem zainteresowania, tylko pani mąż? Czy u niego w rodzinie coś takiego było kiedyś? Czy słyszał takie opowieści? Nie no, mój mąż był w ogóle zawsze bardzo dużym...
Proszę pani, można być sceptykiem, ale to jest. Ja zresztą uwielbiam męża. Proszę bardzo. Sławek, dzień dobry. Dobry wieczór. Halo, Sławek, miło cię widzieć. Tak, dobry wieczór. Tak, my tutaj rozmawiamy z panią Jolą o tym, o tym incydencie bardzo interesującym, który miał miejsce. Wie pan, jest to taka kwestia bardzo delikatna. Nie możemy powiedzieć, że takie historie są przez kogoś wymyślone, tak? Że to są jakieś ludzkie fanaberie, dlatego że jeżeli o tym mówią dziesiątki tysięcy ludzi, a wiemy, że, że mówią dziesiątki tysięcy, to coś jest na rzeczy i należy to badać. Odkryto bardzo wiele zbieżności związanych z tego typu doświadczeniami.
Jedna z tych zbieżności dotyczy tego, że one rzadko kiedy występują, znaczy występują, ale rzadko w sposób jednostkowy. To znaczy, jeżeli ktoś miał takie doświadczenie.-je pamięta, to jest duża szansa na to, że on miał je już wcześniej, tylko ich po prostu nie pamięta. W tym celu można wykonać ową hipnozę regresywną, o której mówił film czwarty, czwarty stopień. Ale jak tutaj mówiłem pani Joli, ona ma też swoje głębokie minusy. Wszystko wskazuje na to, że, że ci, którzy dopuszczają się tego tajemniczego procederu, który, z którym państwo też prawdopodobnie brali udział, zaprojektowali go w taki genialny sposób, że my, yy, tutaj, na swoim stopniu rozwoju nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co się tam właściwie dzieje. Oni potrafią wejść w życie albo w czasoprzestrzeń, albo w pewną lukę na granicy, nie wiem, snu i jawy, bo też nie, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, na jakim poziomie to się odbywa. I w zasadzie, mimo że są, pozostawiają po sobie wspomnienia w ludzkich głowach, nie jesteśmy w stanie ich złapać za rękę. A nawet ta hipnoza w zasadzie też niewiele pomaga, bo ona z jednej strony potrafi wyekstraktować pewne wspomnienia, ale z drugiej strony może też doprowadzić do zupełnego zamazania obrazu i zupełnych przekłamań. Coś się jednak dzieje. I teraz takie pytanie do pana czy, yy, jak pan odbiera to zdarzenie? Czy, czy, czy w podobny sposób to pani- Dokładnie tak samo, jak powiedziała Jola.
To znaczy, odczuwał pan- Myśmy dużo na ten temat rozmawiali. Odczuwał pan pewną, że tak powiem, wrogość bijącą z tej całej sytuacji, jakieś takie? Znaczy, no tak, tak, tak. No my byliśmy bardzo głęboko przekonani, że ktoś się do nas włamał po prostu, bo było ostre światło, no tak jakby ktoś elektorem świecił i tak dalej, i tak dalej, prawda?
Więc, no to tak, takie pierwsze skojarzenie, tak? Jak coś tętni, to znaczy, że konie, nie? Że to jest włamanie. No a potem, jak żeśmy otworzyli drzwi i było ciemno, no to wszystkie włosy stanęły nam dęba.
Jak się pan ustosunkowuje do tej drugiej sytuacji, tej, w której pani Jola miała wstać w nocy i zobaczyć te postaci? Znaczy Jola nie zmyśla żadnych rzeczy i całkowicie wie, że no to, yyy, nie jest osobą, która by cokolwiek konta bulowała czy, czy oszukiwała, żeby zrobić wrażenie tak na kimś. Po prostu jak tak mówi, no to tak, tak albo było, albo tak odczuwała, że tak jest. Aczkolwiek ze snami to jest też różnie, nie? Bo niektóre się wydają bardzo realne.
Tak. Jeszcze jedno pytanie do pana, czy w pana rodzinie nie było takich podobnych przypadków, czy nic o tym nie wiem? Nic o tym nie wiem, nic o tym nie wiem. Dobrze. Nie mówię, że nie było. Po prostu nic o tym nie wiem, tak?
Mhm. Zrobimy tak. Ja na dzisiaj, na dzisiaj już, yy, kończymy. Bardzo dziękujemy za, za to zgłoszenie. Z naszej strony na chwilę obecną to wszystko. My będziemy się kontaktowali z panią Jolą. Ja tam. Nie wiem, czy jest pan tym zainteresowany. Ja podeślę kilka interesujących materiałów, które mogą być Oczywiście, najbardziej, może ja oddam Jolę, bo Jola jakby pilotuje, pilotuje tę sprawę. Dobrze? Dziękuję bardzo. Dobranoc.
Dziękuję. Pozdrawiam. Tak, jestem. Pani Jolu, my na dzisiaj kończymy. Dziękujemy bardzo za, za to zgłoszenie. Dziękuję również. Będziemy, będziemy się kontaktować. Ja znajdę sobie ten mail do pani i wyślę pani kilka interesujących materiałów związanych z tym zjawiskiem. Mam też parę książek. Yyy, nie wiem, czy Pani- Chętnie, chętnie przeczytam. Tak, bo być może coś znajdę takiego, co, co również ma- A mogą to być książki po angielsku?
-taki podobne analogie. Yy, nie, niestety angielski na tyle. Nie. Jest jedna książka, której niestety nie posiadam w PDF-ie i która jest bardzo ważna, a to tam wyślę tytuł. Można ją sobie bardzo łatwo znaleźć w internecie, w antykwariatach. Mm, także ja te materiały jakoś tam zgromadzę i, i Pani prześlę.
Mhm. Yy, zobaczy pani, że, że są ludzie, którzy prze-przeżywają coś podobnego i również nie mogą sobie z tym dać, dać rady. Ja stwierdzam wprost, że nie mamy odpowiedzi na to, co to jest i co gorsza, to coś może kiedyś wrócić.
Nawet jest możliwe, że wcześniej już ingerowało jakoś w wasze życie, tylko tego po prostu nie pamiętacie. Czy to jest złe? Raczej nie. Eee, raczej nie. Nie bać się. Znaczy ja- Znaczy łatwo jest powiedzieć. Nie bać się.
O właśnie. Ja mam dystans. Dystans mam duży dlatego, że ja-- moje odczucie było, yy, przerażenie. To nie była, to nie była radość. To nie było coś takiego, że ciekawość. To było przerażenie. Nigdy, nigdy nie ma tak, że znaczy nie ma w ogóle recepty na to, jak sobie z tym poradzić, tak? Można tylko- Jakakolwiek radość, jaką można z tego czerpać, to chyba jest tylko taka, że się zostało wybranym do programu, który nie wiadomo co ma na celu.
Czym jest? [śmiech] Tak. I tak naprawdę równie dobrze możemy być, nie wiem, wybrańcami tych historii, jak i królikami doświadczalnymi. Tak. Bo to jest tak, wie pani, że jest taki ogromny kontrast między takim życiem codziennym, kiedy sobie pracujemy, jemy obiady, funkcjonujemy, a takimi wydarzeniami i one wyrywają nas absolutnie z tej codzienności i każą zwracać uwagę na jakieś aspekty, które czasami są nam obce i czasami po prostu przerażają.
Ale ja myślę, że trzeba się nie bać, dlatego że fizycznie od strony tego zjawiska nic nikomu nie grozi. To znaczy nie było jeszcze tak, żeby ktoś ucierpiał na tym fizycznie, tak? Żeby coś się komuś stało fizycznie. Natomiast najgorsze jest to, że ten fenomen, czymkolwiek on jest, czymkolwiek jest spowodowany, on oddziałuje na psychikę bardzo mocno. Yyy, nie wiedzieć czemu. Jest tak- Na pewno jest to zdziwienie takie, yy, no.
No tak. I to było, i to, i o 2 cenie. Nie wiem, czy jest pani osobą religijną? Nie, nie, nie. Niektórym, niektórym osobom, osobom ponoć pomaga coś w rodzaju modlitwy. Nie mówię-- ja też nie jestem osobą religijną, ale słyszałem o tym, że niektóre osoby znalazły tam jakieś ukojenie. Brzmi to głupio i dziwnie, wiem, ale ponoć działa. Yyy W ogóle poruszamy się w kwestiach, które dla osoby, która by nas słuchała z boku brzmią jak jakaś totalna szarlatania.
Natomiast no nie oszukujmy się, to jest, to dzieje, to się dzieje, to się dzieje i nic nie jesteśmy w stanie z tym niestety zrobić. To jest cały problem. Dobrze Ja powiem jeszcze tylko słowo. Ja powiem szczerze, że przed tym co nam się przytrafiło, to ja to jakby, no czasem słyszałam, no bo to trudno nie słyszeć, ale zawsze traktowałam jako tę ciekawostkę. No przewiwnik na sezon ogórkowy. Nawet jak robiłam programy z Anną Korzarzewską, to traktowałam to raczej jako właśnie taki sezon ogórkowy. I powiem szczerze, że no nie wyobrażałam sobie czegoś, że ja sama stanę z tym pytaniem, że to było dla mnie teraz zaskoczenie, że, że sama musiałam sobie zadać to pytanie, co mi się przytrafiło.
Mam jeszcze taką, taką prośbę, bo tutaj czasopismo Nieznany Świat, w którym pracuję, ono po prostu zbiera takie relacje i publikuje takie relacje. Chyba ze trzy lata temu opublikowaliśmy bardzo ciekawą historię pewnego mężczyzny z południowej Polski, który przeżył coś podobnego jako dziecko w towarzystwie grupy kolegów. Ja pani podeślę ten materiał również. I teraz mam takie pytanie, czy ja mógłbym tą treść z tej pierwszej zgłoszonej relacji zamieścić w naszym magazynie?
W tym jak najbardziej. Proszę swobodnie. Oczywiście z całym materiałem. Dlatego, że chcemy zwrócić uwagę na, yy, na to, że to się cały czas dzieje i zachęcić też inne osoby, by się czymś takim z nami dzieliły. Mmm Ewentualnie jeszcze namyślę się nad tym i skontaktuję się z panią, żebyśmy może mogli z tego materiału zrobić jakiś większy c-c-coś większego, bo to jest naprawdę bardzo interesujące i godne, godne utrwalenia w annalach polskiej, polskiej ufologii. Także proszę się nie bać pani Elu przede wszystkim tego i pamiętać, że to może wrócić mimo wszystko, że- Ja za coś to dam znać, jeżeli znów coś się przytrafi nam.
Ja jestem w ogóle pewien tak na pięćdziesiąt procent, że pewną rolę w tych zjawiskach odgrywa sfera parapsychiczna, to znaczy zdolności ludzkiego umysłu do penetracji pewnych wyższych częstotliwości, gęstości. Jak kto sobie to nazywa. To znaczy byle kto po prostu nie wchodzi w tym z tym w kontakt.
Znaczy ja może jeszcze tylko powiem, bo to może też być ciekawe. Ja mam taką dużą zdolność porozumienia ze zwierzętami. Potrafię-- od razu wyczuwam na przykład, że zwierzę jest chore, niezadowolone. Potrafię wyśnić śmierć naszego zwierzęcia.
Jak mieliśmy na przykład zwierzę, to potrafiłam wyśnić wcześniej śmierć, że, że to zwierzę od nas odejdzie i-i-i niestety tak się stało. A takim już bardzo ewidentną rzeczą było, kiedy obudziłam się właśnie tam w Nadarzynie, usiadłam na łóżku i mówię do męża, mówię: "Słuchaj, śniło mi się, że pies sąsiadów Ciupów zaatakował Anię. Na szczęście uciekła". I w tym momencie słyszymy wrzask kota, szczekanie psa. Wyglądamy przez okno i jest dokładnie ta scena.
Niesamowite. Ale to tylko co do zwierząt. Ma pani, ma pani teraz jakiegoś psa? Ja pytam, bo bardzo, bardzo lubię psy. Ja też, ale niestety mam straszną astmę, jeżeli chodzi o zwierzęta. Ja mam z kolei uczulenie na koty całe życie, chociaż swego czasu miałem te koty, jakoś tam z nimi żyłem nawet. No ale teraz jak wystarczy, że dotknę kogoś kota to od razu to samo między nami.
Problem. Tak, ale na przy- na szczęście nie i mam, mam dwa. Mam jednego takiego młodego nawet troszeczkę głodkowaty jeszcze jest, ale myślę, że się wyrobi. Natomiast. Niestety bardzo chciałam mieć i próbowałam mieć, ale, ale kończy się to zawsze u mnie potwornymi atakami kaszlu.
Starszy, którego mam, to taki dwunastoletni już owczarek niemiecki suka. On jest, no już teraz jest bardzo stary. Powiedziałbym, że wręcz na wykończeniu. Ale też się wiąże taka fajna historia, że tutaj, gdzie mieszkam, jest taki obszar, są Sokole Góry, Jura Krakowsko-Częstochowska. Są takie Sokole Góry, taki rezerwat przyrody, taki wielki las, porośnięte pagórki, tam przebiega, jak to się mówi, okop. I to jest takie miejsce uważane tutaj za takie trochę nieprzyjazne. Jak się tam pójdzie, tam po prostu czuć, że jest niebezpiecznie. Ja pamiętam, jak ten mój pies był mały jeszcze miał może rok i pierwszy raz poszliśmy w tamto miejsce. To się też tyczy tych wystraszonych paników.
Poszliśmy w tamto miejsce i byliśmy może jakieś pięćset metrów od tych okopów, bo to jest takie miejsce, gdzie tam się pojawiają jakieś tam światła, jakieś tam, takie legendy, miejsce. Rzeczywiście jest tam nie miło. Ten pies stanął, zaczął płakać, płakać, łzy mu się zaczęły lać dosłownie i nie poszedł. O niej on nie pójdzie. Usiadła, zaczęła mnie szarpać, nie pójdzie tam i koniec. Musieliśmy wrócić. Bardzo interesujące. Potem żeśmy tam raz poszli, ale-Dokładnie tak. I nie zapomnę tej ich reakcji.
Coś czują. Po prostu łzy, łzy kapały jak grochy. Wie pani, ja byłem zszokowany tym, że pies może, pies może zachowywać. To było szokujące. Ale nie, nie-- stanęła, nie poszła. I to było absurdalne, bo to był po prostu las. Tam nic nie było.
Tak, gdy człowiek ma, ma zwierzę, to doskonale wie, jak się ono zachowuje. Dlatego nas bardzo zdziwiła reakcja psów i to, że one się tak, tak były przerażone i tak strasznie się trzęsły. To-- i mało tego, jak one się położyły na tych właśnie kocach, jak im rozłożyłam na, na tarapaczu, to zamiast tej radości, że są wreszcie w domu, nie w garażu, żeśmy samochodu nie chowali, oddaliśmy im po prostu cały garaż do dyspozycji. Ale one, no, chciały być z nami.
To-- jak sfinksy dosłownie leżały i nie ruszyły się do rana, do, do dokąd słońce nie zaczęło wchodzić przez okna nawet o pół centymetra. Po prostu leżały jakby były, zastygły w tej samej pozycji. To jest znamienne bardzo. No dobrze, pani Jolu, to dziękujemy za- Dziękuję również.
-poświęcony czas. Ja tam niebawem się odezwę z tymi materiałami. Proszę sobie zobaczyć tą wspólnotę. Ciekawy film, naprawdę. Chociaż nie polecam na noc. Także wszystkiego dobrego! Dobrej nocy. Również, również. Dziękuję bardzo.
Do usłyszenia. Do widzenia. Była to całość rozmowy, jaką w czerwcu 2017 roku przeprowadziliśmy ze świadkami tych wstrząsających wydarzeń. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia w kolejnym odcinku podcastu Mówią Świadkowie oraz w kolejnych audycjach emitowanych na antenie Radia Paranormalium. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl, skype: radio.paranormalium.pl, numer telefonu: 32 746 00 08, 32 746 00 08, numer komórkowy: 530 620 493, 530 620 493. W razie, gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji, istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.