[01:50] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę niekontrolowaną, na żywo oczywiście, w której dziś będziemy dyskutować o tym, jak to jest być medium. Naszym tematem dyskusji będą między innymi: wizje przyszłości, jasnowidzenie, kontakty z zaświatami, ale nie tylko. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a są z nami współprowadzący nasze debaty: przyszły zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś. Witaj Piotrze.
[02:26] - Witam, witam.
[02:28] - Oraz nasz gość specjalny, jasnowidz, transkomunikator pan Marek Szwedowski. Dobry wieczór, panie Marku.
[02:36] - Dobry wieczór, witam wszystkich serdecznie. Pozdrawiam.
[02:40] - Zanim przejdziemy do tematu głównego, właściwie do tematów dzisiejszej debaty, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Dzisiaj możliwe, że w dalszej części audycji otworzymy naszą linię telefoniczną, dlatego podam również numery telefonów. Stacjonarny: 32 746 00 08. Komórkowy: 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na naszym czacie towarzyszącym transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i swoje relacje ze spotkań z nieznanym na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Tradycyjnie przekazuję teraz w tym momencie mikrofon Piotrowi Cielebiasiowi.
Piotrze.
[04:02] - Dzięki Marku. Dzisiaj debata niekontrolowana jest trochę inna niż zwykle. Dzisiaj będziemy słuchać, nie będziemy raczej debatować. Naszym gościem jest pan Marek Szwedowski, znany wam z anteny Radia Paranormalium przede wszystkim jako transkomunikator, ale że zjawiska i doświadczenia paranormalne bądź też parapsychiczne nie ograniczają się nigdy do jednego aspektu, tak również w tym przypadku mamy do czynienia z osobą, która posiada szersze spektrum tego typu doświadczeń. Wiele osób potwierdza zdolności pana Marka. Oczywiście jest to temat kontrowersyjny. Jest to temat budzący emocje. Jak to działa? Wszyscy pytają, jak to działa, że pan Marek był w stanie nagrywać te dźwięki. Jak to działa, że on jest w stanie wejść w mentalny kontakt z tamtą stroną.
I czy tamta strona to rzeczywiście umarli, czy może szerszy mentalny plan, jakieś może świadomości, jakieś może myśli. Krótko mówiąc Kronika Akaszy, w której pan Marek w jakiś sposób potrafi czytać. Witam jeszcze raz, panie Marku.
[05:21] - Witam.
[05:22] - Przejdziemy do takiego zasadniczego pytania. Znany jest pan jako transkomunikator, ale dzisiaj o tym mniej. Wiemy też, że zajmuje się pan jasnowidzeniem oraz mediumizmem, bo tak chyba w najszerszy sposób można opisać pana zdolności. Czy może nam pan powiedzieć, skąd się wzięły u pana te nadprzyrodzone dary i jaka jest ich natura? Bo wiemy, że za tym wszystkim stoi też historia dość dramatyczna z pana młodości, związana z ciężką chorobą i przeżyciem śmierci klinicznej.
[06:04] - Tak, zgadza się. Oczywiście być może ta choroba, o której tu wspomnę, wzbudziła we mnie te zdolności. Bo tak naprawdę, żeby odpowiedzieć jednoznacznie, skąd się to wzięło, to ja do końca nie wiem. Trudno mi jest to powiedzieć. Po prostu coś się we mnie urodziło czy otworzyło i ze mną jest. Natomiast jest faktem, że w wieku 14 lat przeszedłem zapalenie opon mózgowych, ropne, i leżałem w szpitalu w Warszawie, w Warszawie na Siennej. Niedawno nawet przechodziłem koło tego szpitala, patrzyłem, budynek stoi, szpitala nie ma. Nie wiem czemu, ale to już inna sprawa. I będąc tam, kiedy robiono mi zabieg, robiono mi punkcję, bo to się robi punkcję, żeby pobrać płyn rdzeniowo-mózgowy. Ja wtedy odleciałem.
To znaczy dzisiaj wiem, że odleciałem, tak po czasie. Wtedy, kiedy miałem 14 lat, a zważywszy, że mam już swoje lata, to były czasy takie, kiedy o tym się nie mówiło. Nie byłem świadomy tego, że wyszedłem poza ciało, że coś w ogóle się wydarzyło. Ale ta sytuacja była bardzo dla mnie, jakby to powiedzieć, niech to nie zabrzmi dziwnie, ale cudowna. Bo kiedy robiono mi tę punkcję, ja poczułem takie trzaski w głowie. Jak pali się w kominku drewno i słychać takie trzaski, to ja miałem coś takiego w głowie i zobaczyłem siebie leżącego na tym stole zabiegowym, takiego zgiętego w pół, bo to tak trochę się nagina jak kota, żeby tam któryś kręg się wbić tam. I usłyszałem: „Panie doktorze, on nam ucieka”. A ja sobie pomyślałem: „No to mnie łapcie”. I sufit mi się rozsunął. Znalazłem się gdzieś w jakimś innym świecie, na pięknej łące.
Ja wiele razy mówiłem, że tego nie da się opisać, ponieważ paleta barw, jaką posiadamy jest taka, a nie inna. A tam były takie różne kolory, których bym nawet nie umiał przedstawić. Mamy barwę żółty, zielony i tak dalej, ale co powiedzieć więcej? Nie da się. Natomiast ta barwa, to wszystko, zapach jakiś i ta spokojna cisza to było coś cudownego. Człowiek raptem znajduje się w miejscu, które dla niego jest jakimś rajem, Edenem. Trudno to nazwać. I w tym momencie zobaczyłem takiego mnicha, który, tak sobie to wyobrażałem, przy mnie stanął z takim zdziwieniem: „A co ty tu robisz?” To jakby ktoś wszedł do kogoś i zapytał: „A co pan tu robi?” To do mnie było takie pytanie: „Co ty tu robisz?” Ja taki zbiony: „Ale co?” I poszedł, i mówi: „Znowu na dole błąd popełnił. Nie tym razem. Ty masz tam co robić”.
I tak jakby w czoło mnie ktoś puknął i znowu gdzieś wleciałem w jakąś taką ciemność i usłyszałem: „Panie doktorze, on nam wrócił”. To było to przeżycie, które było dramatyczne, bo przecież trzeba powiedzieć, że lekarz, kiedy mnie wypisywał ze szpitala, uznał to za cud, ponieważ w stanie, w jakim mnie przywieźli, właściwie agonalnym i badaniach, jakie poczynili, stwierdzały, że ze mnie nic nie będzie, mówiąc najprościej. A ja po trzech dniach się urodziłem, można powiedzieć, na nowo, bo trzy dni byłem nieprzytomny. Zdrowy, normalnie człowiek. Po prostu ja się dziwiłem, co ja robię w tym szpitalu. Nic mi nie było i mogłem iść na ulicę grać w piłkę i bawić się z kolegami. To była taka dziwna sytuacja, ale też i dramatyczna dla mojej rodziny, więc mogę to uznać, że było to początkiem być może czegoś, co potem we mnie się .
[09:34] - A kiedy pan zauważył, że te zdolności w jakiś sposób się u pana aktywowały? Bo my na pana stronie możemy przeczytać, że pracował pan na przykład u fotografa, tak? I był w stanie odebrać komunikat od osoby z fotografii, która nie żyje. My znamy takie przypadki przecież z księżego ojca Klimuszki, który twierdził to samo, że on po prostu po przeżyciu traumatycznym, po przeżyciu, kiedy został skatowany przez Niemców, zaczął miewać jakieś przebłyski daru parapsychicznego i potem w zasadzie koncentrując się na zdjęciach, był w stanie w tą przysłowiową kronikę Akaszy zajrzeć. Nie jest też pan jedynym przypadkiem polskiego jasnowidza, który by po śmierci klinicznej, po doświadczeniu NDE otrzymał tego typu dar. Bo przecież dobrze znamy historię pani Alicji Ziętek. Ale powróćmy do tej historii z pana życia. Do tego zakładu fotograficznego, do Lecha Stechańskiego, który panu powiedział, jak to wszystko sobie ustawić, żeby nie oszaleć. Jak to było, panie Marku?
[10:48] - Tak, właśnie. Powiem tak, kiedy przeszedłem tą chorobę w sposób taki właściwie cudowny, w szkole miałem opóźnienia. Niestety rok nie zdałem, ale to z powodu szpitala, różnych dziwnych rzeczy. A z drugiej strony muszę powiedzieć, co tu dużo ukrywać, geniuszem nigdy nie byłem, więc to też inna sprawa i ekwiwalentny stosunek miałem do nauki i dowiadywania się, dlaczego Krzywousty był Krzywousty. Mnie jest trochę tak zabawnie. Wtedy tak myślałem. I kiedy skończyłem tą szkołę, oczywiście mój tata miał aspiracje zbytnio większe do mnie, ponieważ był architektem, budował Warszawę. Moja mama w konserwatorium uczyła śpiewu, grała na pianinie, więc pokładali we mnie nadzieje pewnie zbyt większe, ale ja stwierdziłem, że będę fotografem, bo to mi się podoba i chcę fotografować. Oczywiście mój tata nie był zadowolony, bo jeżeli o fotografów miał taki stosunek do nich, jaki miał, co oni robią i tak dalej. Natomiast ponieważ nasza ciotka na Placu Grzybowskim miała zakład fotograficzny, a ja chodziłem do szkoły, tam jak Żelazna, jak cmentarz żydowski, tam była szkoła fotograficzna, więc mogłem praktyki mieć u swojej cioci.
Ale do rzeczy. Ja nie wiedziałem wtedy, że w ogóle coś będzie ze mną inaczej. Tak to nazwijmy. Robiłem zdjęcia w ciemni, wywoływałem, a w tamtych czasach to była trochę taka sieczka: komunia, chrzciny, pogrzeb. Ponieważ ludzie nie wyjeżdżali za granicę i nie było tego wszystkiego tyle, więc robiło się taki standard. I któregoś dnia pamiętam do dzisiaj, bo to wywarło na mnie wtedy ogromne wrażenie, kiedy wywoływałem zdjęcie, leżał człowiek w trumnie, dookoła rodzina. Wszyscy tam krokodyle łzy lali i w jednej chwili taka myśl przyszła do mnie: „Widzisz tego trzeciego od lewej? On mnie załatwił i wyjeżdża teraz za granicę. Taki młody”. Wyleciałem z tej ciemni jak oparzony, bo nie wiedziałem, co się ze mną dzieje.
Moja ciocia zaraz zapytała się, co mi jest. Oczywiście nadychałem się oparów tego utrwalacza i tak dalej. Co będę mówił? I być może do tego bym już nie wrócił. Ale przyszła kobieta, która odebrała te zdjęcia, więc ja jej pokazywałem, żebym nie pomylił niebogo pogrzebu z weselem. Pokazałem te zdjęcia. Ona mówi: „Tak ładnie wyszły. Widzi pan tego trzeciego od lewej? Taki młody. Za granicę nam wyjeżdża”.
Ja nie wiedziałem, co powiedzieć. Ona jakby potwierdziła, że ten ktoś wyjeżdża, a ja przedtem usłyszałem, że to niby on go załatwił. Oczywiście nie powiedziałem, bo cóż można było powiedzieć? Przecież ja bym wyszedł na wariata. Ale zaczęły te zdjęcia w jakiś dziwny sposób, znaczy zdjęcia, tak to nazwijmy, albo bardziej ci ludzie na zdjęciach, przemawiać do mnie, coś mówić. Ja kiedy pracowałem, bo dość długo, trzy lata pracowałem w tej ciemni fotograficznej, odbierałem różnego rodzaju sygnały ze zdjęć. Ja wywoływałem zdjęcia, które nie wiedziałem, co to są za zdjęcia i słyszałem: „Mnie już nie ma”. I kiedy oddawałem zdjęcia, oglądała je jakaś pani, która je odbierała i mówiła: „Tak, to jest mój mąż. On właśnie dwa tygodnie temu umarł”. I to było dla mnie takie dziwne.
Ja myślałem, że zwariowałem albo myślałem, że zaraz zwariuję. I wtedy właśnie pojawił się mój mentor, pan lektor Francisz Stepański, który organizował kursy do sprawiania umysłu. Ja oczywiście żądny wiedzy takiej, poleciałem od razu na taki kurs i tam okazało się, że ja nie zwariowałem. Że tak naprawdę to otworzyły się jakieś we mnie pokłady, które oczywiście można jakoś tam otworzyć, być może kursami u innych, ale będzie to takie trochę nie do końca dokładne. A u mnie w jakiś sposób otworzyło się tak genialnie, że ja widziałem wszystko. I kiedy potem jest takie na końcu ćwiczenie, kiedy opisujemy nawzajem ludzi, ja opisywałem tak, że pan lektor Fazy był zdziwiony, bo on stwierdził, że oczywiście po tych kursach coś tam ludzie widzą, ale ja zacząłem tak czytać, że on myślał, że tam padnie w ogóle, że się położy. I wtedy dał mi w prezencie jeszcze książkę ze swoim podpisem. I pamiętam, że długo z nim rozmawiałem i tak naprawdę on powiedział mi, żebym to rozwijał, że to jest jakiś dar, że to jest postrzeganie pozazmysłowe. Nazwał mnie wtedy ekstrasensytywnym człowiekiem. Ja wtedy nie wiedziałem, co to jest ekstrasensytywny człowiek.
Zajrzałem do encyklopedii, niewiele się doczytałem, ale potem już wiedziałem. Także lektor Fazy Stepański, trzeba tu przyznać, był takim moim mentorem, takim kimś, kto pozwolił mi pierwsze kroki postawić.
[15:50] - A co się działo potem, kiedy zaczął pan, że tak powiem, zajmować się, można powiedzieć zawodowo, panem jasnowidzeniem?
[16:00] - Ja powiem tak: w życiu moim, a może i każdego, trudno powiedzieć, rządzą jakieś przypadki. Chociaż ja mówię nie ma przypadków, zawsze człowiek się znajduje tam, gdzie ma się znaleźć, chociaż o tym nie wie, że miał się tam znaleźć. Tak to trochę zadziałało. Ja mieszkam we Wrzaskach pod Warszawą. Mój dziadek budował zakład dla niewidomych w tamtych czasach. Już oczywiście dziadka nie było, ale tam mieszkaliśmy. A ja do tej pory zresztą lubię chodzić dużo po lesie, więc po tej Puszczy Kampinoskiej chodziłem w dół i w przód. I któregoś razu, już nie wiem, który to był rok, bo to trudno mi powiedzieć. Może 1987. Być może jakoś tak.
To było pierwsze moje takie prawdziwe zetknięcie już naprawdę z tym nieznanym. Poszedłem sobie do lasu, gdzieś tam w okolicach Palmir zobaczyłem taki krzyż i na tym krzyżu pisało, że na pamiątkę tutaj wszedł przyrodnik, tam było jego imię i nazwisko i nigdy nie wyszedł. I wychodziło z tego napisu, że parę lat i już go nie ma. Ja tak sobie pomyślałem: w Puszczy Kampinoskiej zgubić się? No dobre. To nad Amazonką, to może tak. No ale tak mi to jakoś ubiło. Przeszło. Okej. Poszedłem dalej.
Wróciłem do domu i proszę mi wierzyć, kiedy spałem, usłyszałem: „Wstawaj, znajdź mnie”. Więc ja się obudziłem. Myślałem, że może mama do mnie coś mówi. Brat, tata. Ale gdzie? Ja jestem sam w pokoju, więc mówię: „Co? Coś mi się przyśniło”. Nakiłem się kołdrą, ale czułem, jakby ktoś mnie szarpał i mówi: „Proszę, znajdź mnie”. I ja się obudziłem. Ale kogo?
Ty wiesz kogo. I przyszedł do głowy mi ten człowiek z tego napisu na tym krzyżu. Zacząłem patrzeć na mapę. Zacząłem szukać na tej mapie i w końcu wybrałem się w ten rejon. Ten rejon nazywa się do dzisiaj zresztą Na Miny. Dlaczego? Ponieważ tam są takie bagna, a tam Niemcy kiedyś miny topili. No i tak to zostało. Więc do tych bagn schodziłem się jak głupek i zły sam na siebie. Już mówię do siebie: „Jaki ty jesteś...”.
Tu nie powiem, co dalej sobie pomyślałem. Trzeba wracać do domu. I w pewnym momencie ja stanąłem, jakby mnie sparaliżowało. Ja nie mogłem ruszyć ani nogą, ani ręką, tylko kątem oka dojrzałem wbity kij od namiotu. Spojrzałem w drugą stronę, zobaczyłem człowieka leżącego. Znaczy szkielet. Aparat fotograficzny, lornetka. To wszystko tam było. Już wiedziałem, że go znalazłem. Oczywiście poleciałem wtedy na komendę na Żytnią.
To były takie czasy, jakie były. Tam mnie wzięli za wariata. Zresztą nie pierwszy raz, ale wzięli mnie za wariata. Nikt nie chciał mnie słuchać i tak dalej. Jakieś dziwne rzeczy się działy. Jeden się tylko znalazł taki dość sumienny, który gdzieś tę historię pamiętał. Zadzwonili do córki tego pana i całą ekipą pojechaliśmy. I ta córka rozpoznała: „Tak, to jest mój tata”. I to było pierwsze niesamowite przeżycie. Ale też myślałem, że na tym się zakończy.
No dobrze, stało się. Dziękuję. Gratulujemy. I rozchodzimy się do domu. Ponieważ ja lubiłem zawsze historię archeologiczną i miałem znajomego, który pracował w muzeum w Sochaczewie, Bitwy nad Bzurą i chodził z wykrywaczem. Ja bardzo często uczestniczyłem w takich jego wyprawach, kiedy wykopywał jakieś sejmy, różne rzeczy. I okazało się, że jego częstym gościem, takim przyjacielem w domu, jest pan Ryszard Wójcik. To był taki człowiek, ktoś, kto może nie pamięta, który prowadził takie programy zatrzymane w kadrze. On był takim historykiem, trochę na wzór pana Wołoszańskiego teraz, tylko że on był trochę od tyłu. I okazało się, że ten pan Ryszard Wójcik zaciekawił się moją historią i powiedział, że on napisze o mnie artykuł.
A jeszcze do tego udało mi się potem znaleźć cmentarz niemiecki w taki dość dziwny sposób. On to wszystko opisał i „Nieznany Świat” zrobił artykuł. Dość ładny, fajny artykuł. Ja oczywiście taki pełen taras. Oczywiście artykuł. Wtedy miałem ileś lat, to był chyba 1991 rok, więc taki byłem przejęty. Nie zdawałem sobie sprawy, co się zacznie. I kiedy artykuł poszedł, ten znajomy do mnie dzwoni i mówi: „Chodź po rodziców, przyszły listy”. Ja mówię: „No dobra, to przyjeżdżaj, bo przyszły listy”. Bo wtedy jeszcze listy przychodziły, jeszcze nie było skrzynki mailowej.
Poszedłem do niego, a tam tych listów było, nie wiem, 50. Ja myślałem, że zwariuję. Ja mówię: „A co to jest?” „No to są do ciebie listy”. Ja mówię: „A ja tego nie biorę do ręki. Jak to? Ja nie dam rady. Może mi się raz udało. Ja nie wezmę odpowiedzialności za tych ludzi”. Ale on mówi tak: „Otwórz jeden list, odpisz. Jeżeli się nie uda, zakończ.
Więcej tego nie rób”. No więc otworzyłem pierwszy list i tam była taka sytuacja, że jacyś rodzice prosili, że ich córka zaginęła. Nie ma jej od trzech tygodni. Czy ja mógłbym pomóc? I w tym momencie, trzymając zdjęcie tej córki, ja zobaczyłem wodę. Ona tam leży. Ptaki, zaklęta na tych ptakach, i że nie żyje. Drżącą ręką, niepewny tego, co ja widzę i czy nie narażę siebie i ludzi na ból, napisałem to. List został wysłany. Upłynęły dwa tygodnie, bo to tak wtedy listy chodziły.
Przyszła odpowiedź. Ja mówię: „Otwierać, nie otwierać? Panie Boskie. Dobra, otworzę, a niech się dzieje, co chce”. Otworzyłem i tam było napisane: „Szanowny panie Marku, nasza córka się znalazła”. Ja mówię: „Pewnie żywa jeszcze wróciła do domu”. „Tak, dokładnie jak pan opisał, ale zanim przyszedł pana list. Natomiast gdyby się nie znalazła po pana liście, też byśmy na nią trafili”. I to był taki impuls do tego, że potrafię. Ten mój znajomy mówi: „Potrafisz, działaj, otwieraj te listy, pomagaj”.
I to właściwie potem już poszło. Nieświadomy tego, pomyślałem sobie: „Dobrze, te parę listów odpiszę i będzie koniec”, bo tak naprawdę to jest bardzo męczące. To naprawdę męczy, żeby to zobaczyć, wydedukować, przypisać do czegoś. I pomyślałem sobie: „Dobrze, wystarczy”. I „Nieznany Świat” organizował pierwsze, chyba jedyne spotkanie ludzi, co przeżyli śmierć kliniczną. Mój znajomy znowu mówi: „Zapisałem cię”. Ja mówię: „Gdzie?” „Na ten zjazd”. Ja mówię: „No dobra, pójdę, posłucham, co tam mają ludzie do powiedzenia. Każdy ma swoje przeżycia”. I ja się też zgłosiłem.
Pan Rymuszko oczywiście był organizatorem i już mnie znał pan Rymuszko. Ja się zgłosiłem, powiedziałem, że ja bym też chciał coś tam powiedzieć o swojej śmierci klinicznej. Oczywiście pan Rymuszko powiedział, że nie mówimy, czym się zajmujemy, gdzie pracujemy, żaden reklam. Mówmy tylko to, co przeżyliśmy. No to ja sobie pomyślałem: „No to pięknie, to bardzo mi się to podoba. Będę po prostu jednym z tych, który był po śmierci klinicznej”. On mnie tam zapisał na numerek i kiedy ja już miałem iść, pan Rymuszko podszedł do mikrofonu i mówi: „A teraz przed państwem wystąpi pan Marek Chmielowski, który jest jednym z najciekawszych jasnowidzów, naszym odkryciem”. I zaczął mówić. Ja mówię: „Matko kochana, ale się zaczęło”. No i muszę powiedzieć, że się zaczęło.
Jak skończyłem mówić przez sześć, siedem minut, to pół sali wyszło za mną z jakimiś fotoreporterami, dziennikarzami. Ja wtedy znalazłem się we wszystkich gazetach. I znowu się nakręciło. Chyba to było mi pisane.
[23:32] - Tak. Spotkanie, o którym pan mówi, rzeczywiście się odbyło. Jest książka „Polskie życie po życiu”. Widziałem, Marek Rymuszko spisał te relacje i można sobie je poczytać. Relacje osób, które przeżyły śmierć kliniczną. Książka jest dostępna na stronie „Nieznanego Świata”. To już któreś wydanie. Cieszy się dużą popularnością. Jest naprawdę ciekawa. Ale powróćmy do tego pana daru.
Mnie zawsze intrygowało jedno: dlaczego tak wielu jasnowidzów skupia się na zdjęciach? Bo to jest zastanawiające. Klimuszko o tym mówił. Mówi też wielu innych, że zdjęcie ma w sobie coś takiego, co pozwala jasnowidzowi zagłębić się w dzieje tego człowieka. I to jest dziwne, bo to z jednej strony jest przecież tylko wizerunek, kawałek papieru, nic więcej, jakaś tam przebitka, obrazek. Dlaczego tak jest? Jak pan myśli, co takiego w fotografiach się znajduje, że one tak bardzo utrwalają wspomnienia, pamięć? I dlaczego one prowadzą nas, jasnowidzów, do tej przysłowiowej kroniki Akaszy?
[24:45] - Ja bym jeszcze dodał coś do tego pytania: czy fotografia musi być drukowana, czy może też być w formie cyfrowej? Czy taka cyfrowa forma fotografii również potrafi przenieść pewne informacje na temat tej osoby?
[25:05] - Ja powiem tak: nawet Indianie mówili, że się nie fotografują, bo fotografia kradnie im duszę. Ale to tak na marginesie. Ja powiem tak: co jest w fotografii, dla mnie przynajmniej, bo muszę powiedzieć, co ja czuję. Jest coś takiego, co potrafię z twarzy człowieka wyczytać. Czy fotografia sama daje mi to coś? Nie wiem. Być może też. Dlaczego? Kiedy mam fotografię kogoś przed sobą, to jeżeli go widzę bardzo wyraźnie, jest okej. Jeżeli on mi się zamazuje, tak jakby trzeba mi okulary dać, to wiem, że go nie ma.
To znaczy, że nie żyje. Ja mam coś takiego, że fotografia mi się rozmywa, więc wtedy mówię: „On mi się rozmywa. Tego człowieka chyba nie ma”. Okazuje się, że go wśród żywych nie ma. Poza tym, kiedy wpatruję się tak intensywnie w twarz tego człowieka, zaczynam odbierać sygnały pewne albo towarzyszą temu różne wizje. To znaczy, patrzę na twarz człowieka i raptem, jakby to powiedzieć, żeby to dziwnie nie zabrzmiało, ale w tej twarzy układają mi się pewne wzory. Na przykład widzę wodę, las. Ja pamiętam, jak niedawno szukałem człowieka, który wysiadł z autobusu i tyle go widziano. I miałem to zdjęcie, patrzyłem na to zdjęcie i zobaczyłem w twarzy tego człowieka wodę, most, jakąś elektrownię. No i okazało się, że on po prostu utonął.
Czemu tam poszedł i tak zrobił, to już inna sprawa. Ale na tej twarzy zobaczyłem miejsce czy coś, co się wydarzyło. Więc tak do mnie przemawiają fotografie. I odpowiem też na pytanie. Może być cyfrowa fotografia. Bardzo często ja dostaję zdjęcia drogą elektroniczną. Ja sobie wyświetlam na ekranie, czyli powiększam i wpatruję się w to zdjęcie. Ono nie musi być wydrukowane. Ja nie muszę mieć go w ręku. Ja po prostu patrzę się nieruchomo przez dwie, trzy, cztery minuty, nie mrugając oczami, prawie łzawią, w twarz tej osoby.
Patrzę się między oczy a nos, czyli gdzieś tu, czoło. I gdy człowiek się patrzy, to oczy się robią zmęczone. Zaczynają się, można by powiedzieć o mamy, ale może nie to. Jakieś obrazy się przedstawiać. Obok stoi dyktafon i ja zaczynam szybko mówić. I potem okazuje się, że to ma sens, że to się przekłada na rzeczywistość. Ja nie wiem, czy samo zdjęcie jest zapisem czegoś. Jest zapisem sytuacyjnym, zapisem też osoby, ale patrząc na twarz, ja przynajmniej, mówię to od siebie, mogę wyczytać, co się dzieje z tym człowiekiem, jeżeli on żyje, lub co się działo, jeżeli nie żyje. Tak to mogę określić.
[28:16] - A jak walczy pan z sugestią? Wyobraźmy sobie coś takiego: dostaję zdjęcie od kogoś, kto mnie prosi: „Skoncentruj się na tym i powiedz, co się stało z tym człowiekiem”. I wtedy człowiekowi, zwykłemu, nie jasnowidzowi przychodzą do głowy dziesiątki myśli. Jak odróżnia pan te sugestie podsuwane przez mózg od sugestii podsuwanych przez tak zwany szósty zmysł? Czy one się czymś różnią? Bo to też jest ciekawe.
[28:49] - Ja myślę, że się różnią. Po pierwsze, trzeba zaznaczyć, że osoba, która kogoś szuka czy daje mi zdjęcie, nie może nic o tym powiedzieć. Oczywiście ja mam takiego człowieka, który wszystkie te rzeczy zbiera i oni mu się spowiadają na temat tej osoby, a ja dostaję tylko zdjęcie. Ja nie chcę wiedzieć, co mi powiedzieli, bo to też zakłóca moje myślenie. Bo ktoś powie: „Widziano go tu, widziano go tu. Prawdopodobnie. Nie jesteśmy pewni”. I to mi w głowie, więc ja muszę mieć tylko zdjęcie i sam coś wydedukować. Oczywiście bardzo często przychodzą tak zwane sugestie, pierwsze myśli, które trzeba wyeliminować. Nie jest to łatwe, dlatego tak naprawdę weryfikacja następuje wtedy, kiedy albo odkryjemy, co się stało i jest to prawdą, albo znajdziemy, albo nie znajdziemy i trzeba od nowa.
Nie jest tak, że się da wszystko znaleźć, każdego odnaleźć, bo bylibyśmy geniuszami. Ja nie jestem i daleko jestem od geniuszu. Walka z myślami, z sugestią cały czas się toczy. Patrzymy na człowieka. Fajny, inteligentny. Nie, zobaczmy, to coś fajnego. A tu raptem czuję, a właściwie słyszę, że to jest alkoholik. I teraz sobie myślę: jak to? Patrzę na taką twarz. Elegancki facet.
Jak alkoholik? O co chodzi? I nie wiadomo, co jest prawdą. Ale ponieważ nauczyłem się w czasie, że te Głębsze myśli, te fragmentaryczne, które wpadają, są autentyczne, więc nie odrzucam tego. Potem okazuje się, że tak, to jest pan profesor, wykłada, ale równo też pije i czasami ma przerwy w wykładaniu. Walka z myślami jest cały czas. Dlatego ja nie mogę wiedzieć nic o tej osobie. Kiedy dostaję zdjęcie, mam dostać zdjęcie i tylko wiedzieć, że zaginęła na przykład w Radomiu 16 maja o godzinie 17 wyszedł z domu i koniec. Cała reszta nie jest dla mnie. Oczywiście człowiek, który przyjmuje te zadania, dostaje całe dossier i różne domysły rodziny, znajomych i wszystko.
Ja tego nie mogę dostać, bo dopiero bym dostał mętlik.
[31:16] - Jeszcze powróćmy na chwilę do historii pana życia, bo na pewnym etapie pojawiła się transkomunikacja. O transkomunikacji w Radiu Paranormalium w pana wykonaniu już nieraz mówiliśmy. Podkreślaliśmy wartość pana eksperymentów, bo one są naprawdę interesujące. Równie ciekawe eksperymenty przeprowadzał Grzegorz Tarczyński. Ale takie podstawowe pytanie, panie Marku. Transkomunikacja to jest zjawisko bardzo kontrowersyjne, ale czy nie jest czasami tak, że osoba, która odbiera te wiadomości, nie musi być medium? Czy każdy może robić eksperymenty z transkomunikacją? Czy niezbędny jest tam jakiś element parapsychiczny do tego?
[32:04] - Zawsze powiem, że zastanawiałem się nad tym i myślę sobie, że może taki mały element przydałby się, ale niekoniecznie. Co jest najważniejsze? Najważniejsze jest mieć, jak ja to mówię, dobre ucho. To jest jedna sprawa. Druga sprawa to jest podejść do tego z taką pasją, trzeba powiedzieć. Nie tak mechanicznie, włączył, nie wyszło, wyrzucił. Oczywiście troszeczkę, tak jak tutaj pan mówi, tego mediumizmu jest potrzebne, ale myślę, że nie jest to jakaś przeszkoda czy bariera. Znam na przykład wielu moich znajomych, którzy po mojej, powiedzmy tak, namowie próbowali jakichś tam eksperymentów. Lepiej, gorzej coś im wyszło. Oczywiście wyszło im.
Do tego jest potrzebna wytrwałość. To nie jest tak, że włączymy radio i zaraz tą prawdę usłyszymy i tak dalej. To nie. Wytrwałość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość. I nawet jeżeli po 20 nagraniach nie usłyszymy nic, to się nie możemy zniechęcić, bo to trzydzieste pierwsze nagranie może dopiero być takie, że podskoczymy z fotela pod sufit. Ale oczywiście mi jako, powiedzmy, człowiekowi, który jest bardziej medialny czy mediumistą, tak mówimy, oczywiście, że to pomaga. Oni łatwiej do mnie przychodzą. W tym sensie.
[33:38] - Kolejne pytanie, takie z czystej ciekawości, nad którym się pewnie zastanawiało wielu naszych słuchaczy. Czy w codziennym życiu, przechadzając się ulicą, idąc do sklepu, ma pan taki żywy kontakt, żywy wgląd w innych ludzi? Czy potrafi powiedzieć, co im się wydarzyło? Czy może pan czytać w tych osobach? Czy to pana nie przytłacza w jakiś sposób?
[34:05] - Powiem tak, że dzięki Bogu nie będę zwariował i nawet bym nie chciał, bo chyba bym naprawdę oszalał. Nie, jeżeli tak normalnie w sklepie jestem, w galerii, w pociągu, gdzieś tam, absolutnie nie mam takich odczuć. Po prostu ja się muszę dostroić. To, że ma człowiek radio przy sobie, nie znaczy, że ono cały czas gra. Trzeba je włączyć. Ja myślę, że coś jest ze mną. Gdybym zaczął się nad kimś koncentrować, tak, od razu bym pewnie przejął myśli, myślał, zastanawiał się, wszedłbym, jakkolwiek to zabrzmi, w niego. Natomiast tak, żeby cały czas, o nie, to ja dziękuję bardzo. To ja wysiadam. Powiem szczerze, że to dopiero by się działo w mojej głowie.
Na szczęście tak nie jest. Oczywiście ja myślę, że umysł przyjmuje wszystko. Tylko my mamy takie filtry założone, które gdzieś bardzo to cedzą. I w moim przypadku jestem wdzięczny, tak to nazwę, moim filtrom. Powtarzam, chyba bym zwariował. Zresztą i tak człowiek jest zmęczony, kiedy przerobi trochę tych ludzi, tak to nazwijmy, to już ma w głowie mętlik. A jeszcze miałbym na ulicy każdego, którego widzę, czy na przykład będąc w tramwaju, słyszeć to wszystko, co myślą i wchodzić w nich. O nie, myślę, że to tak nie działa. Jeżeli ktoś tak ma, to współczuję mu. Natomiast ja potrafię się wyłączyć.
Może to się samo wyłącza. Inaczej mówiąc, kiedy potrzebuję, włączam w sobie coś i przechodzę na tryb, powiedzmy wglądu, tak nazwijmy. Kiedy nie muszę, wyłączony tryb, nie ma sprawy. Mogę być w dużej galerii, nic mnie nie dotknie.
[35:50] - Mówi pan, że to w jakiś sposób męczy, wykańcza psychicznie. Czy chodzi właśnie o tę sferę czystego znużenia, czy może to jakiegoś innego typu zmęczenie? W jaki sposób to oddziałuje na pana? Czy wysysa energię, czy po prostu męczy sama zawartość tych wizji?
[36:13] - Powiem tak: wszystko razem. Ale też męczy odpowiedzialność, jaką człowiek bierze. Ponieważ ludzie, którzy przysyłają mi zdjęcie i mówią, że 22 lata syn wyszedł z domu i nie ma go od tygodnia. I więź tej odpowiedzialności, przekazanie im czegoś, wejście w to jest straszne. Mnie to bardzo męczy, ponieważ Wiem, że nie mogę tych ludzi zawieść. To jest jedna sprawa. Druga sprawa, nie mogę nagadać głupot, bo zrobię im krzywdę. Bo to, że ja wyjdę na głupca? No trudno. „Panu dziękujemy”.
Ale im zrobię krzywdę, bo jeżeli on nie żyje, a dam nadzieję, że żyje. Straszne. Jeżeli ja go uśmiercę, a on będzie żył, to też tragedia. Więc to męczy. Ta odpowiedzialność. Cały czas człowiek, przynajmniej ja, zastanawiam się, czy dobrze widzę, czy widzę, czy nadal, czy to ma sens. To nie jest takie proste. Poza tym też męczy mnie ta wyobraźnia, bo tutaj trzeba trochę mieć wyobraźni i wejść w życie tego człowieka sprzed ostatnich paru dni. Odtworzyć. Bo wyszedł z domu, powiedział, że idzie do sklepu po papierosy i go tygodnia nie ma.
I teraz trzeba zobaczyć, czy on w ogóle szedł po te pap..., co się wydarzyło. To też męczy. To nie jest takie proste, ale odpowiedzialność. Jeżeli człowiek jest odpowiedzialny i wie, co robi i robi to dobrze, jest niesamowita. A następne zmęczenie przychodzi przekazać rodzinie na przykład jakieś hiobowe wieści. To jest straszne. Powiedzieć ludziom: „No niestety, wasz syn nie żyje. Trzeba go szukać tu i tu”. To jest też nie do opisania. I to wszystko razem powoduje, że człowiek jest zmęczony, że po wielu latach mojej pracy, bo przecież ja już mogę obchodzić 30-lecie za chwilę, czy właśnie mogę obchodzić, jestem wypalonym człowiekiem, ale z drugiej strony pełnym życia i energii.
To tak, jakby z jednej strony już gdzieś tam się to popaliło, wypaliło, nie mogę. A z drugiej strony gotowy do działania. Trzeba działać, trzeba pomagać, bo jeśli nie ja, to kto? Może tak.
[38:31] - Przejdźmy może do takiej kwestii jak natura życia pośmiertnego, na którym się dzisiaj koncentrujemy. W jaki sposób jest pan w stanie odbierać komunikaty od tamtej strony? My dzisiaj nie będziemy mówić, jakie są koncepcje na temat tego, skąd to wszystko pochodzi, ale skupimy się na działaniu, na praktyce. Powiedział pan przed chwilą, że 30 lat już pan na tym polu działa. Czy po 30 latach jest pan w stanie powiedzieć albo określić na podstawie swoich doświadczeń tego, czego się pan dowiedział, jak wygląda ta druga strona? Co się dzieje z człowiekiem w momencie śmierci? Czy po drugiej stronie również toczy się życie? To jest bardzo interesujące. Czy oni podglądają nas? Czy nas widzą?
Czy zachowują jakąś pamięć z tego życia i urazy? Jak to wygląda?
[39:25] - Tak, to prawda. Po 30 latach można mieć już jakieś spojrzenie na tamtą stronę i z przekazów od tych, którzy odeszli. Może najpierw powiem, jak to jest z tymi przekazami. Bardzo często jest tak, że ja słyszę, co mam powiedzieć. I tu znowu. Kiedy przychodzą do mnie ludzie po stracie kogoś bliskiego, z reguły przychodzą z dziećmi, bo to jest bardzo bolesne i straszne. Chcą się czegokolwiek dowiedzieć. Ja dostaję fotografię. Patrzę na przykład na Wojtusia, który ma 12 lat i patrząc się słyszę, co mam mówić. To nie jest tak, że słyszę, jakby ktoś stał i mówił, tylko jakby te myśli same do głowy wchodziły.
Przychodzi myśl za myślą. Ja to szybko mówię i nie zważam na to, co mówię. Nie zastanawiam się. Mogę powiedzieć najbardziej jakąś zwariowaną rzecz, ale to taka sytuacja i dopiero potem rodzice to weryfikują. I okazuje się, że dzieci, i tu wiek jest nieistotny, są najbardziej szczere i otwarte w tych przekazach. Kiedy mam z dorosłymi już kontakt, którzy odeszli, to już jak dorośli. Jak był małomówy, to niewiele mówi. Jak miał kogoś tam, gdzie miał, to potrafi to powiedzieć, że tam miał i ktoś będący mówi: „Wie pan, on całe życie mówił, że wszystkich ma, gdzie ma”. Więc dorośli są tacy już trochę, jakby to powiedzieć, przesiąknięci tym życiem i już są tacy zamknięci, zawałowani. A dzieci czy młodzi ludzie mówią szczerze, otwarcie.
I teraz, o czym oni mówią? Generalnie oczywiście mówią rodzicom też takie rzeczy, aby utwierdzić ich, że to jest od nich kontakt. Na przykład przekazują rzeczy takie, które tylko rodzice mogli wiedzieć. Na przykład, że pamiętacie, jak... To jest cytat, kiedy ja mówię: „Pamiętacie, jeździłem na takim żółtym skuterze, chłop się złamał i moja noga się też złamała”. Oni w szoku, no bo skąd ja mogłem wiedzieć? To jest jakiś przekaz. Potem mówią o jakichś rzeczach: „W waszym domu ciągle to światło wysiada. Kiedy wy go naprawicie?” Okazało się, że ciągle światło wysiadało, kiedy go naprawią. A potem przekazują, co tam robią.
Ale muszę powiedzieć, że to nie jest taki czysty przekaz. Mi się wydaje też, że braknie słów im do opisania tego. Generalnie mówią, że muszą się zaaklimatyzować, jeśli tak można powiedzieć. Że uczą się, że dorastają, że się zmieniają, ale mówią, że jest im dobrze. Że mają wgląd w to życie codzienne, ale nie zawsze i niekoniecznie. Ja pamiętam taką sytuację, kiedy rozmawiałem ze zmarłym Szymonem, bo miał na imię Szymon. I on powiedział: „Przyjdę do was w święta”. Wszyscy popatrzyli. „Dobrze, to sobie przyjdź”. Proszę sobie wyobrazić, że w święta, kiedy wszyscy w tym domu siedzieli, otworzyła się szafa i wysypały się wszystkie płyty, DVD, wszystko, co było jego, samo na środek.
Matka mówi: „No i synem przyszedł, dziękujemy”. Ta prawda wróciła do jego domu. Mogą jakoś interweniować. Ale ten świat, który opisują... Powiem inaczej. Z przekazów wiem, że to jest podobny świat do naszego. Tam nie jest inaczej, tam nie jest dziwniej. Tam jest tak samo jak tu. Ja zawsze mówiłem i mówię, będę to powtarzał, że kiedy przechodzimy na tamtą stronę, to już wiemy, że niczego stąd nie weźmiemy. Ale z drugiej strony wszystko możemy wziąć.
To znaczy wszystko to, co mamy w naszej głowie, w naszej pamięci. My odbudujemy sobie świat na naszej pamięci, na naszych myślach. Dawidek był taki mały. Dawidek mówi, że ma koło ratunkowe na ścianie, bo ma. Ojciec mówi: „Jak ma koło ratunkowe? Koło w domu widzi to koło”. A skąd on wiedział, że ma w ogóle koło? Ja nie wiedziałem, to on wiedział, że ma. Ale ma. Wyobraził sobie to koło, bo był fanatykiem morza i tak dalej, różnych tego typu rzeczy.
Chciał być marynarzem. Niestety miał 11 lat, kiedy zabrała go choroba. To, co miał w domu, a w domu miał wszystko jak na statku, sam sobie wyobraził. Ten świat budujemy na naszej wyobraźni, ale przenosząc to, co mamy tutaj. Natomiast im bardziej jesteśmy dobrzy, tym bardziej mamy lepiej tam. To jest naturalne. Ja oczywiście próbuję napisać książkę, ale to jest w planach. Brzmi bardzo dziwnie, bo to będzie taki przewodnik trochę, który będzie miał taki tytuł: „Co powinieneś wiedzieć, zanim odejdziesz?” Dobre, nie? Ale dlaczego? Ponieważ powiedziałem, że są przewodniki po Paryżu.
Kiedy jechałem, pamiętam, do Japonii, to wszystkiego w internecie dowiedziałem się, jak tam jest, a i tak wiele rzeczy mnie jeszcze zaskoczyło. Ja też zrobię taki przewodnik. Co powinieneś wiedzieć, jak tam będziesz? Co cię może spotkać? I tam opiszę różne rzeczy. Łącznie to, co ci nagle odsuną, a co ci pozwolą zabrać. Dziwnie to brzmi, prawda? Ale tak jest, że coś zabieramy, coś zostawiamy. Chodzi o naszą pamięć. To, co mamy w głowie, przenosimy tam i tam sobie odtwarzamy ten cały świat.
Świat jest podobny do naszego, tylko bardziej barwny, bardziej kolorowy, bardziej inny. Nie potrafię go opisać tak dokładnie, więc ja też nie mam takiego opisu. Jakbym chciał panu teraz opisać mój pokój, to bym go opisał z detalami. Natomiast nie mogę państwu przekazać takiego konkretnego opisu stamtąd z prostej przyczyny, bo oni też nie potrafią. Ale mówią: „Mamy dom, mieszkamy i działamy”. Mówią, że są piękne ogrody. Jakaś pani opowiada, że ma drewniany domek, że siedzi na leżaku, który skrzypi, ale zawsze skrzypiał. Matka, która przyszła, córka, która przyszła, tej pani mówi: „Tak, ona zawsze miała taki leżak, który skrzypi. Sam sobie nie mogła lepszego znaleźć, ktoś musi skrzypić” tak trochę na wesoło. Czy też pewien pan przekazuje i mówi: „Mam pełno żołnierzyków, pełno żołnierzyków”.
Ja sobie myślę: „Jak to żołnierzyków? A to będą żołnierzyki”. I ta pani z córą, ja potem rozmawiałem, mówi do mnie: „Proszę pana, miał tutaj 6000 żołnierzy w domu”. „Jak to 6000?” „Z całego świata zwodził”. I taka konsternacja. Jak to? Tam też ma? Widocznie ma. Tak więc pewne rzeczy, zamiłowania, nasze hobby, które jest dobre, przenosimy tam.
[46:46] - A czy to nie jest tak, że te zaświaty w takim razie są rodzajem iluzji, Matrixa? Że ludzie tam trafiający wyobrażają sobie je na swój własny sposób, a rzeczywistość może być zupełnie inna? Nie wiem. Z tej wizji, szczerze mówiąc, którą pan przedstawił, to jest taka dość niepokojąca, prawda? Nie wiemy, czy cieszyć się, wchodząc na tamtą stronę, czy zasadniczo bać się. Bo jeżeli my kreujemy tę drugą stronę, już będąc na tamtym świecie swoimi myślami, to w zasadzie dlaczego cały czas mamy nałożone te klapki na oczy? Dlaczego nie możemy zobaczyć natury tego wszystkiego takiej, jaką jest?
[47:36] - Tak, tutaj oczywiście ma pan rację, że można się trochę niepokoić. Dlaczego tego wszystkiego nie widzimy? Może dlatego jest to ciekawsze. Może mamy właśnie dopiero budować i tworzyć to. Tu znowu podam przykład. Przyszła do mnie pewna pani, mówi, że mąż umarł na raka. Miał 70 lat. I tyle. Ja próbuję coś zobaczyć. Mówię: „Mam tak w głowie, tylko słyszę ciemno, ciemno, nic nie widzę, ciemno”.
A ona do mnie mówi: „Wie pan, to niesamowite. On mówił, że tam nic nie ma, że będzie ciemno i że tylko łopatą strzelą, go przyklepią na grobie, świeczkę postawią i to jest koniec, i nie ma nic”. Ja mówię: „No właśnie. To, co sobie wyobraził, to ma. I teraz niech myśli, niech kombinuje”. Oczywiście to jest trochę przerażające, że jeżeli wydaje nam się, że tam nic nie ma, to dla nas nie ma. Oczywiście, że jest. Może trzeba zrozumieć, może trzeba, jakby to powiedzieć, przejść pewien etap, żeby jednak załapać, że do czegoś tam trafiamy. Czy jest to niepokojące? Tak, bo przecież nasza wyobraźnia i to, co potrafimy sobie wyobrazić, czasami może przerazić nas na ziemi.
Ja nieraz jak czytam różne rzeczy, to włosy mi się jeżą i nie tylko. Oczywiście, ale trafiamy do innego świata. Wręcz jestem przekonany, że tam jest jakaś weryfikacja i nie ma takiej dzikiej samowolki. Świętej pamięci mój tata zawsze mówił, że w Warszawie budują tak: gdzie komu czapka upadnie, tam stawiają budynek. Ale to tutaj może jest możliwe, jak widać. Natomiast tam myślę, że ta weryfikacja jakaś jest. To jest jedno. Dlaczego tego wszystkiego nie możemy poznać, nie możemy odkryć? Też się nad tym zastanawiałem, ale myślę, że właśnie żeby nic nie myśleć. Zapędziłem się, bo tak naprawdę to nie wiem.
Ale z drugiej strony mi to nie przeszkadza, bo zdobywanie i odkrywanie dla mnie jest czymś fajnym. Każdy dzień przynosi coś nowego. Gdybym to wszystko miał podane na tacy, pewnie by to nie fascynowało. Ktoś do mnie mówi: „Jadę do Rumunii”. Ja mówię: „Dobrze, fajnie”. „Chcesz jechać?” Mówię: „No dobrze”. A to nie masz entuzjazmu, bo byłem parę razy, wszystko już wiem i nie cieszy. Być może gdybym odkrył całą naturę tamtej, pewnie by już nie cieszyło i może nie pociągało do jakichś rzeczy. A my, ludzie, może mamy przez taką niepewność stawać się lepsi. To troszeczkę jest tak: jeżeli ja powiem dziecku „Jak będziesz grzeczny, to dam ci kieszonkowe do ręki”, to dziecko jest grzeczne.
Nie dlatego, że ma być grzeczne, tylko dlatego, że kieszonkowe dostało.
[50:36] - A spotkał się pan z taką teorią, która mówi, że ta siła czy ten wymiar bytu, z którym się pan kontaktuje, to nie są zaświaty, tylko po prostu jest pan telepatą. Zagląda pan w umysły osób, które się do pana zgłaszają i to tam poszukuje pan tych wspomnień. Niekoniecznie to sięga na drugą stronę, tylko pana zmysł w jakiś sposób łączy się z myślami tych ludzi i jest w stanie wyciągnąć stamtąd pewne informacje. Jak pan sądzi? Dlatego że to jest jedna z teorii mówiąca o źródłach mediumizmu, sugerująca, że mediumizm to nie tyle łączenie się z zaświatami, co zdolność do sczytywania informacji na temat osób zmarłych z umysłów ich bliskich.
[51:41] - Tak. Powiem tak: można się z tym zgodzić. Oczywiście jest to poniekąd może i dobra koncepcja, tylko że jak to zawsze bywa, jest zawsze takie „ale”. Oczywiście, jeżeli ja mówię, że dziecko jeździło na rowerze, to na pewno w pamięci tego ojca jest ten rower, bo sam kupił, więc odczytałem z pamięci ojca. Jeżeli dziecko mówi, że tańczy i tu mu wychodzi jakiś piruet, to mamusia mówi: „Tak jego posyłałam i tego piruetu nie mogliśmy zrobić”. I tu można by do tego podejść, że być może swoim genialnym umysłem odczytałem to, co rodzice mieli w głowie. Natomiast są rzeczy takie, o których nikt nie wiedział. Mam przekaz od zmarłego i okazuje się w czasie, że to miało sens. Prosty przykład: człowiek umarł i zostawił testament, tylko nie wiadomo gdzie. I nikt tego nie wie gdzie.
Dopiero mój kontakt ze zmarłym wskazuje dokładnie i znajduję testament. Więc skąd można telepatycznie odczytać, gdzie był testament? Można by pójść taką drogą: „Jakżeś jasnowidz, to sobie znalazłeś ten testament. Może jeszcze wmówiłeś, że powiedział ci to zmarły”. Jest to za proste, ponieważ to nie tak. Wiele informacji od zmarłych są informacjami takimi, na które najbliższa rodzina poszukuje odpowiedzi. Albo jeszcze inaczej: został zamordowany chłopak, porzucony w krzakach w lesie. Zmasakrowany właściwie, już nie wdawajmy się w szczegóły. Policja po czterech miesiącach nadal nie wie, co to się stało. I trafiają do mnie rodzice.
Też nie wiedzą, co się stało. I kontakt z nim przeze mnie wskazuje zabójcę. I okazuje się, że trafiają na zabójcę i doprowadzają sprawę do końca. To jest to pytanie, skąd przyszła ta informacja? I wydaje mi się, jestem przekonany, że ten zmarły przekazał informację o tym, kto mu zrobił to, co mu zrobił. Oczywiście możemy uznać, że wiele informacji możemy wyciągnąć od ludzi, którzy przyjdą ze zdjęciem, ale tego typu informacje raczej nie wyciągniemy od nikogo, bo każdy czeka na odpowiedź. I raptem przychodzi odpowiedź od człowieka zmarłego.
[54:35] - Tutaj w wywiadach mówi pan często, że jednymi z klientów, którzy się do pana zgłaszają dość regularnie, są rodzice, którzy stracili dzieci. To jest chyba sytuacja, która Poruszę najbardziej. Zapewne nie tylko pana, ale też naszych słuchaczy. Czego szukają ci rodzice? Jak reagują, kiedy tę informację dostaną? Czy znajdują w tym jakieś ukojenie?
[55:06] - Powiem tak: ci rodzice są jak w amoku. Być może słuchają mnie tacy rodzice. Na pewno wiedzą, o czym mówię. Chcę powiedzieć, że wielu takich rodziców do mnie powiedziało taką rzecz, że po śmierci dziecka zostali sami. I nie chodzi o to, że odeszło dziecko. Nikt im nie jest w stanie pomóc i nikt im nie pomaga. O co tu chodzi? Kiedy idą do psychologa, psycholog mówi: „Będzie dobrze”. Do jednej z takich matek, która straciła dziecko, mówi: „Jest pani młoda, może sobie pani jeszcze jedno dziecko zrobić”. Ta mówi: „Bardzo przepraszam, co to lodówka się popsuła?
Zły towar wymieniamy na zmensę? O co to chodzi? To nie tędy droga”. Ktoś mówi: „Czas goji rany” i tak dalej. Myślę sobie, że ci ludzie trafiają do mnie. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że nie znajdują odpowiedzi, co się stało i po co, i dlaczego się stało. Po drugie, jak sami do mnie mówią, nikt nie jest w stanie im pomóc. Nie ma takich osób. Może są gdzieś, ale nie trafiają do ludzi, którzy by im pomogli, bo psychiatrzy przepisują pigułki.
Pewna matka, która zachowała syna, oczywiście z ojcem, była tak, jak to do mnie mówi, naćpana prochami, że nie wiedziała, kogo chowają, gdzie chowają i czy w ogóle chowają. Przez trzy tygodnie była tak nafaszerowana lekami, że myślała, że odpadnie. Wielu rodziców próbuje popełnić samobójstwo. I to jest prawda, bo jedyne dziecko odeszło. Im też nie ma się już po co żyć. Przychodzą do mnie, żeby się przekonać raz: czy dziecko w ogóle żyje? To jest jedna sprawa. I druga sprawa: wreszcie się przed kimś wygadać. Mówiąc takim językiem potocznym, trywializując trochę. Dlaczego?
Dlatego, że ich słucham. Ja mogę ich słuchać przez trzy godziny, a ja wiem, że oni muszą mówić. I oni mówią o wszystkim: jak się narodziło, jakie było. Wszystko opowiadają. I mówią do mnie: „Wie pan, pan jest pierwszą osobą, która nas słucha. Bo jak byłam u psychologa, to powiedziała: «Ja rozumiem. Rozumiem, ale niech się pani streszcza»”. Jak się tu zestreszczać? Się nie można zestreszczyć. Nawet gdyby te kontakty moje były enigmatyczne, a może w ogóle wymyślone, to kontakt ich ze mną jest dla nich...
Dlaczego mówią, że taki dobry? Ponieważ wreszcie ktoś ich wysłuchał i wreszcie ktoś powiedział: „Ja was rozumiem, ja was czuję”. I ja potrafię z nimi się rozpłakać. Potrafię się z nimi zaprzyjaźnić, bo to tak potem wychodzi, że już łączy nas jakaś przyjaźń. Ale po prostu jestem tą osobą, która wreszcie mówi: „Ja was rozumiem. Mówcie do woli. Możecie nawet na mnie krzyczeć, a pani może tu coś rozbić. Jak pani już szlag trafi, to mi się pani wydarza. Jak pani trzaśnie nim o ziemię, ja też to zrozumiem. Pomogę pani, wezmę drugi”.
Oni czują się w ogóle inaczej. Ale wracając do kontaktów. I znowu tutaj dochodzimy do takiego wniosku, czy ja odczytuję te myśli. Przychodzą do mnie rodzice, których syn zginął w wypadku na motorze. Oczywiście jadąc do mnie, potem mi to mówią: „Nie wiem, że we mnie. Ktoś polecił”. Mąż się drze na żonę: „Gdzie ty mnie prowadzisz?” Ta na niego: „A dobra, przestań, pojedźmy”. Przyjeżdżają do mnie. Przychodzą dwie posępne postacie ubrane na czarno. Twarze mają takie, jakby chciały mnie zaraz ukamienować albo wszystkich.
Widać tę tragedię. Dają mi zdjęcie i mówią: „Proszę”. I ja zaczynam mówić, ale zaczynam także opisywać wypadek, który się wydarzył, jak Szymon zginął. To już jest kontakt, który stawia ich na nogi. I ta matka po tym całym skończonym seansie mówi do mnie tak: „Proszę pana, pan nawet nie wie, że pan udowodnił mi, że pan jest autentyczny”. Ja mówię: „Ale czym? Tym, że powiedziałem, że ma psa?” „Nie, proszę pana. To, że pan powiedział, że on ma psa, że lubi to, tamto, to wszystko rozumiemy. Pan jedną rzeczą nas przekonał, ujął. Przecież pan mógł przed nami wejść w internet i sobie sprawdzić Szymon i tak dalej.
I tam wszystko jest opisane, jak był wypadek. I gdyby pan zaczął mówić tak, jak pan tam wyczytał, ja bym pana wygoniła albo sama wyszła. A pan przedstawia wersję, jaką tylko my być może znamy. Nie wiemy do końca, czy tak było, ale pan mówi tak, jak podejrzewamy, że jest”. Czyli ja dałem wersję, która potem, bo jeszcze byłem w sądzie z nimi, jeszcze pomagałem im, okazała się autentyczną. Czyli ten, nazwijmy, z zaświatów człowiek przekazał wersję, jak on na tym motorze zginął. Dlaczego? Że to nie jego wina. I potem biegli różni tam dochodzili, mierzyli prędkość, wszystko. Doszli, że ta wersja jest właśnie taka.
I został uniewinniony, a sprawca został skazany. Więc to była też taka... poczuła, że jestem autentyczny. I ci ludzie, ci rodzice znajdują ukojenie, spokój. Dowiadują się, że ich dziecko żyje, że nadal mają z nim kontakt. Ja myślę, że to o to chodzi. Ja nie wiem, czy ja jestem taki genialny. Ja po prostu ich słucham i mówię, a oni po prostu czują, że są- Potrzebni. Bo mam takich rodziców, którzy stracili dziecko, załamali się totalnie, wynaleźli tysiąc sposobów na to, żeby się zabić bezboleśnie, a dzisiaj są już na etapie adopcji dziecka. Zaczęli na nowo życie.
Więc nawet jeśli ktoś powie: „proszę pana, pan tam pitoli”, to nieważne. Niech zobaczy na tych ludzi, jak żyją. Niech zobaczy, co pomogło tym ludziom. To jest bardzo ważne i oni chyba tak szukają rozmowy ze mną i być może zrozumienia, że ich dziecko żyje.
[01:01:28] - A co z mniejszymi dziećmi w takim razie? Czy one też kontaktują się w ten sposób, czy wygląda to inaczej?
[01:01:37] - Tak. Miałem teraz ostatnio sytuację, nie będę mówił, bo może mnie słucha. Sytuacja jest taka, że dwuletnia dziewczynka zginęła w sposób taki, a nie inny. To zostawmy. Kontakt był z nią bardzo dobry. Tak, bardzo fajny był kontakt. Ja przekazałem parę informacji, które pomogły tym rodzicom jakoś się odnaleźć. Mówię jakoś, bo to jest świeża sprawa, więc to trudno się jeszcze odnaleźć, ale jakaś iskra przyszła. Miałem też mniejsze dziecko. Miesięcy.
Niewielki był to przekaz, ale jakiś był i coś rzuciło to dziecko z faktu, które się u nich teraz dzieje. Byli też bardzo zadowoleni. Ja powiem tak, że z małymi dziećmi takimi powiedzmy pięć, sześć miesięcy trudno jest się połączyć, ponieważ cóż to dziecko może przekazać? Jest bardzo słaby kontakt. Natomiast kiedy już dziecko ma rok, dwa lata, już takie bardziej mówi z takim trochę językiem, jest kumate, łatwiej się dogadujemy. I tak jak powiedziałem, dzieci są, jakby to powiedzieć, takie bezfiltryjne trochę. One mówią, co myślą. Po prostu czasami wychodzi taki dialog i monolog. I pamiętam znowu taką sytuację, zresztą dla mnie bardzo dziwną i trochę stresującą. Kiedy przyszli rodzice i ich córka zginęła.
Ta córka miała 11 lat. Więc ja mówię, że ta córka was kocha. Słyszę, że jest. Po czym ta matka przerywa i mówi: „Wie pan, proszę pana, to, że kocha, takie rzeczy to każdy może powiedzieć. Nie przekonał nas pan”. I ja w tym momencie, nie wiem dlaczego, mówię do jej męża, sam od siebie mówię: „Tato, proszę wyjść”. Tak patrzy na mnie. „Jak tato?” Ja mówię: „Tato, wyjdź!” Żona mówi do niego: „No wyjdź”. No i wyszedł. A ja do niej się zwracam i mówię: „No co?
Masz kochanka, tak? Świetnie to załatwiłaś”. I konsternacja. O co chodzi? Ona mówi: „No rzeczywiście, mamo, kto to mówi?” „Ja nie wiem, kto to mówi. Ktoś to mówi. Ma pani kochanka czy nie, mamo? Chodzi pan mąż mój, o to chodzi. A to sobie już państwo wytłumaczą poza moją siedzibą”. Więc zdarzają się czasem takie.
I ona mówi: „Rany boskie, ta nasza Natalka.” Nie wiem, czy ta Natalka, nie Natalka. Jak państwo zrozumieją, może państwo wrócą. Na razie czuję, że państwo mają ze sobą problem, ale to taka konsternacja. Natomiast dlatego mówię, zdarzają się też i takie dziwne sytuacje.
[01:04:38] - A czy wśród tych spraw była taka, która panem w jakiś sposób wstrząsnęła, odcisnęła się w pamięci?
[01:04:47] - Tak, była taka sprawa. To, co ja do końca nie rozumiałem, jak to może być, o co chodzi. Przyszli do mnie rodzice. Dziewczyna miała 13 lat. Popełniła samobójstwo. Rodzice nie wiedzieli dlaczego. Byli bardzo załamani. Ta dziewczyna przeze mnie mówiła trochę nieskładnie, trochę tak dziwnie. Właściwie to nie mieliśmy takiego kontaktu jakiegoś szczególnego. Też być może tłumaczyłem im, że popełniła samobójstwo, więc nie jest do końca taka wolna.
Nie byłoby w tym nic dziwnego. Ten kontakt by się tak zakończył. Rodzice poszli, a ona została ze mną i ja usłyszałem, że ojciec ją molestował seksualnie. Ona dlatego popełniła samobójstwo. A kiedy ojciec był z tą matką, to płakał tutaj rzewnymi łzami i prawie nim znał. Ja sobie myślę albo zwariowałem gdzieś, albo coś jest nie tak. I postanowiłem zadzwonić do tej matki i powiedzieć, żeby pani sama przyjechała, bo chcemy z panią porozmawiać. I ona do mnie przyjechała. I proszę mi wierzyć, przez pół godziny nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Myśmy siedzieli, patrzyli w sufit, a potem w podłogę i w końcu mówi: „No wie pan, ale w czym rzecz?” Więc ja takim łamanym głosem mówię: „Czy pani doszła do tego, dlaczego córka popełniła samobójstwo?” „Wie pan, nie wiem, chociaż sąsiedzi mówią różnie.” „Ja mogę najwyżej pani mnie wygoni.
Za chwilę dostanę w łeb. Nie wiem, patelnię mogę przynieść, to będzie pani miała bliżej. Podejrzewam i tak usłyszałem od córki i to trudno było mi powiedzieć, ale pan mąż ją molestował.” Spojrzała na mnie takim surowym wzrokiem i powiedziała: „No i wreszcie ktoś to z ciebie wydusił. Podejrzewałam.” I tu padły słowa: ja tego i tak dalej. To zrobiło na mnie wielkie wrażenie, bo widząc tego ojca, który płacze, ona coś jeszcze powiedziała. Jestem przejęty. Okazuje się, że to właśnie on ją zmolestował i ta przez niego się powiesiła. To są sytuacje nie do opisania, jak ludzie potrafią być wyrafinowani. Przyjść, jeszcze mieć kontakt z córką, bo jedna dziewczynka odeszła.
[01:07:16] - Tutaj na naszym czacie pojawiają się takie pytania. Temat jasnowidzów w mediach zwykle jest poruszany, kiedy mowa na przykład o morderstwach, o dziwnych sprawach. Mieliśmy takie historie przecież w ostatnich miesiącach. Ewa Tylman, Magdalena Żuk, wcześniej Madzia z Sosnowca. W to wszystko angażował się Krzysztof Jackowski, naczelny jasnowidz kraju. O jego jeszcze za chwilę zapytam, ale czy pan również angażuje się w takie głośne przypadki, czy raczej stroni od tego? Bo wiem, że w sprawę Ewy Tylman się pan angażował i były nawet dość ciekawe informacje na ten temat.
[01:08:04] - Powiem tak. Właściwie to się nie lubię angażować w te sprawy. Dlaczego? Dlatego że po pierwsze rodzice nie chcą kontaktu. O czym tu mówimy? Już nasz naczelny przejął, już się zaangażował, więc to się robi medialne i potem rozliczają człowieka z każdego słowa, które zostało powiedziane. Nie rozliczyli. Prawie rozliczyli, powiedzmy. Mało tego, były tam jeszcze dziwne rzeczy, o których powiem. Przy Ewie Tylman zaangażowałem się trochę na zasadzie, że bardziej chciałem zobaczyć, co z tego wyjdzie, co ja wiem.
Zobaczymy. Gazeta Reporter, która opisywała to, prowadzi taką fundację „Na tropie”, gdzie poszukują zaginionych. Wciągnęła mnie, żebym coś tam zrobił. I ja miałem kontakt z Ewą Tylman tak po prostu, normalnie i przekazałem to, co przekazałem. Okazało się, że gdzieś po części jest to prawda. Myślę, że gdybym wszystko przekazał, co ona mi powiedziała, to nie byłoby to najlepsze, ponieważ widziałem rodziców zajadłych, trochę zajadłych tej Ewy Tylman, gdzie zrobili z niej prawie świętą, gdzie ona w moich przekazach do mnie bezpośrednio już tą świętą nie była. Natomiast chcę powiedzieć, że ja nie chcę brać takie poważne sprawy, jaka była ta ostatnio Żuk świętej pamięci, gdzie też się wszyscy zaangażowali, co tam się stało. To się robi taka sensacja. Nie patrzymy na cierpienie rodziców, czy w ogóle jakiś ból, który się wydarzył, tylko przekrzykują się wszyscy, komu się udało, kto lepiej trafił. Przecież pan Rutkowski, naczelny kolejny i tak dalej, robi zawsze z tego jakiś show.
Zatracamy trochę człowieczeństwo. Ja pamiętam taką sytuację, która mnie bardzo zdenerwowała, kiedy wszyscy znowu poszukiwali Iwony Wieczorek i znowu przez tego reportera troszeczkę się w to zaangażowałem. Tak trochę, może chyba niekoniecznie potrzebnie. I tam się rozpisali na Wybrzeżu różne gazety, że ta fundacja „Na tropie”, że wiedzą, gdzie ona jest. I pewna pani zadzwoniła do, tak nazwijmy, mojego menadżera z Gazety Wyborczej i powiedziała, że chciałaby ze mną wywiad zrobić na temat tego, co ja wiem. Oczywiście odpowiedział, że on wywiadu nie udziela, bo ja nie udzielam wywiadu, nie chciałem, nie miałem ochoty. Ta pani powiedziała: „To niemożliwe, żeby ja nie udzielił wywiadu. On musi udzielić wywiadu”. Nie, on nie musi udzielić. Pani powiedziała: „Ja panu udowodnię, że udzieli wywiadu”.
I proszę mi wierzyć, że po raz pierwszy dowiedziałem się, że mogę być w dwóch miejscach naraz, czyli że potrafię bilokację. Oczywiście mówię to trochę prześmiewczo, bo pani udzieliła wywiad. Pani napisała ze mną wywiad. Ja go nie udzieliłem pani. Zadała pytania sama, na nie odpowiedziała i stwierdziła, że to jest ze mną wywiad. Powiem ci, że już się nawet nie chciałem kłócić. Jeszcze napisała kretyńskie jakieś rzeczy. Można by się z nimi kłócić, ale to szkoda czasu. Więc dlatego ja nie chcę angażować się w takie sprawy, które potem wszyscy nagłaśniają. Gdzie tak naprawdę tysiące ludzi ginie dziennie i nikt na nich nie patrzy.
[01:11:38] - A jak ocenia pan, musimy o to zapytać chyba, działalność Krzysztofa Jackowskiego? Bo owszem, oddajmy mu pewną sprawiedliwość, że on pewne zdolności na pewno posiada, natomiast jest też człowiekiem medialnym i to bardzo. To chyba nie jest żadna tajemnica, kiedy przeglądamy sobie komentarze pod kolejnymi prognozami Jackowskiego, to nie łudźmy się, te komentarze, które są pewnym miernikiem tego, co myślą ludzie, często takim zdrowym miernikiem, takim papierkiem lakmusowym, one pokazują, że troszeczkę on rozmienia swój talent na drobne. Zatarła się u niego taka granica między, i to szczególnie w tych przepowiedniach dotyczących Polski i świata, przewidywaniem, jasnowidzeniem a tak zwanym odczytem na chłodno, zwykłą analizą. Czy pan jest zwolennikiem tego, by jasnowidze pojawiali się w mediach? Czy to jest dobra droga? Czy w mediach głównego typu, w internecie, w telewizji nie staje się to wszystko szopką mającą na celu tylko wzbudzenie sensacji?
[01:13:07] - Ja powiem tak co do pana Krzysztofa Jackowskiego. Myśmy zaczynali w tym samym czasie i muszę powiedzieć, że miałem z nim parę razy kontakt w latach 97-98. Przyszło mi w udziale pracować w agencji detektywistycznej, która mnie najęła do swojej pracy. Bardzo mi się to podobało. To były wspaniałe moje trzy lata takiej dynamicznej pracy i ponieważ szef tej agencji chciał właśnie zrobić coś takiego, żeby było paru jasnowidzów, którzy będą mogli ludziom pomagać, też nawiązał kontakt z panem Jackowskim. Tak jak przećwiczył nas pan Jackowski, to w życiu nas nikt jeszcze nie przećwiczył. W sensie takiego mówienia tam, tu, siam, owam i nigdzie. Ale muszę powiedzieć, że wiele rzeczy mu się udało. I tu trzeba przyznać, że kiedy poznawałem pana Jackowskiego, był dla mnie jakimś guru. Ja bardzo go ceniłem i zawsze mówiłem, kiedy poszukiwałem: „Czy państwo byli u Jackowskiego?
Tak. Co powiedział? Jak tak powiedział, to musi być prawda”. Wtedy. Mówię wtedy. Dzisiaj po prostu ten człowiek przeszedł w taki trochę celebrytyzm, jak to nazwać, medialny się zrobił. Do każdej ważnej, w cudzysłowie, sprawy pojawia się. Wszedł w opowiadanie o polityce. Kto jest ten, kto jest tamten, kto kogo lubi, kto kogo kocha, kto kogo nie kocha. Te wszystkie przepowiednie dla mnie są takie, jakie są.
Coś tam trochę o przepowiedniach oczywiście powiemy, ale ja nie jestem Nostradamus i daleki jestem od tworzenia jakichś wizji świata i tym podobnych rzeczy. Więc pan Jackowski z takiego naprawdę pełnego, merytorycznego człowieka, z którym miałem kontakt, rozmienił się. Pamiętam sytuację, to już było w latach 2001 czy 2002, jak „Super Express” znowu nagłośnił sprawę takiej dziewczynki z domu dziecka. Zaginęła w Toruniu. I oczywiście wszystkie media pisały, bo dziecko zniknęło z domu dziecka. I wtedy przyjechał do mnie ten „Super Express” i poprosił, czy ja bym nie znalazł tego dziecka. Pojechałem wtedy na policję, tam oni mi pokazali świstek, taki wyrywany, zębami pogryziony przez pana Jackowskiego i powiedzieli: „Panie kochany, co to jest? On zaznaczył obszar lasu, że tu trzeba by przez trzy dni chodzić i gdzieś tam jest. Czy pan sobie zdaje sprawę, czy pan też podobne głupoty nam tu wciśnie?” Ja oczywiście co innego w ogóle powiedziałem i trzeba przyznać, że znalazłem potem na pierwszej stronie „Super Expressu”. Dlatego pan Jackowski się zrobił właśnie taki trochę rozmieniony, a teraz już to właściwie robi wszystko.
Właściwie już po prostu naprawdę stał się takim trochę, taki kramik ma, gdzie co tam jest teraz na czasie, to będę państwu sprzedawał. I teraz tak, wracając do tego pana pytania, czy powinniśmy być w telewizji, w mediach? Myślę, że owszem, powinniśmy być, ale tylko po to, żeby ludzie wiedzieli, że mają kogoś takiego, do kogo mogą się zwrócić. Ale nie po to, żeby opowiadać, że partia ta, tamto, że miałem przewidzenie albo że coś tam innego. Nie. Taka audycja mogłaby na przykład być w jakimś radiu, takim powiedzmy Jedynka, Dwójka, ZET czy tam jakieś inne. To byłoby fajne, ciekawe dla ludzi. Jakiś powiedzmy krótki wywiad w „Pytaniu na śniadanie”. Oczywiście pojawił się pan Jackowski w „Pytaniu na śniadanie”, ale znowu jakieś przepowiednie, bo pan słyszał, bo podobno, bo coś tam. No i on zrobił z siebie wariata, z niego zrobili wariata i tak naprawdę było wariacko.
Ja myślę, że ludzie o takich zdolnościach, którzy mogą innym pomóc w takich tragicznych sytuacjach, powinni być pokazani medialnie, ale w sposób rzeczowy i merytoryczny, a nie zrobienie z nich wariatów albo oni sami z siebie zrobią wariatów. Bo przecież wielu tych różnych nawiedzonych typu jakiś wróż Maciej czy cała reszta to jest coś, co się w głowie nie mieści. I oczywiście, jak to mówili kiedyś, póki co kupujący zawsze znajdą sprzedających, ale jak ja to powtarzam nie dajmy się sprostytuować, tak mówiąc w takim języku. Bądźmy sobą i miejmy trochę godności dla siebie i dajmy ludziom to, co możemy dać, aby im pomóc, a nie wmawiajmy im, że jak w tej reklamie pewnej pasty, że właśnie wszystko zaraz-
[01:17:58] - A nie ma pan takiego czasem wrażenia, że Krzysztof Jackowski troszkę poszedł w takie bycie fajnym? Bo ja zauważyłem, że on w ostatnim czasie, w ostatnich miesiącach zaczął nawet wideoblogi nagrywać.
[01:18:15] - Tak, ja parę tych wideoblogów posłuchałem. No cóż, nie będę mówił, co mi przyszło na myśl, bo daleki jestem od komentowania czegokolwiek tak dosadnie o kimkolwiek, bo zdaję sobie sprawę, że ktoś może to i o mnie powiedzieć. Natomiast tak, tu jest racja. Ja powiedziałem, że to taki kramik, który otworzył w danej sytuacji. To jest tak jak torba kobieca. W danej sytuacji zawsze coś się znajdzie, wyciągnie i pokaże mamie. Więc on też w danej sytuacji zawsze coś wyciągnie i pokaże mamie. Po prostu za wszelką cenę chce być. I te wszystkie media, które go tam promują w tych gazetach, jakichś programach. Nie wiem, czemu stał się tak bardzo medialny, ale nie mi to osądzać.
Im życzę szczęścia i powodzenia. Natomiast rzeczywiście stał się takim człowiekiem trochę, jakim się stał. Ja pamiętam Kiedy był jeszcze drugi artykuł w Nieznanym Świecie o mnie, kiedy znowu Ryszard Wójcik napisał. Była taka sytuacja, że szukałem wtedy, kiedy nie było głośno, złotego pociągu. Pokazałem, co ja na ten temat wiem, ale kiedy to było, to jeszcze nikt nie latał i telewizje nie zjadły się z całego świata. Nikt nie szukał złotego pociągu, tylko myśmy do tego trochę inaczej podeszli. I już wtedy w Nieznanym Świecie masę tam gromów padało listów na temat pana Jackowskiego, który powiedział, że będzie czekał przy hali, a pan Jackowski się ulotnił. Więc bardzo często po prostu wiele telefonów nie było, bo właśnie taki był. Nie wiem, jak to jest. Mówię, daleki jestem od oceniania, bo mnie też pewnie ocenią i na pewno, i dobrze.
Ale myślę, że po prostu swój talent, który niewątpliwie posiada, bo wiele razy widziałem, co zrobił i tu zgrzeszyłbym, gdybym powiedział, że go nie ma, rozminił, rozmydlił. Stał się trochę takim celebrytą. Radio Nautilus, szukanie kosmitów, będą przelatywali. Dobrze, pięknie, fajnie, ale czy do tego ja jestem stworzony? Nie. Ja nie jestem stworzony do stworzenia show, tylko do pomocy ludziom. Bo jeżeli w tym momencie ktoś potrzebuje pomocy, a ja teraz opowiadam, że szósty różnorogi, będą lądowali kosmici, bo mam wizję, to troszeczkę coś nie tak. Powinienem być tam, gdzie potrzeba tej pomocy, a tu przy okazji tak jak ja. Ja zrobiłem z przymrużeniem oka takie pogadanki. Miniony tydzień o kim jasnowidza.
I sobie rzucam takie śmieszne rzeczy, które mnie też cieszą. Ludzie tego słuchają, ale nie znaczy, że ja tym żyję. Ot, po prostu tak.
[01:21:04] - Ja myślę, że ogólnie dyskusja w mediach odnośnie jasnowidzenia jest błędna. To znaczy ona się opiera na pewnych błędnych zasadach. Otóż ekstrasensi jak pan, jak Jackowski, jak wielu innych, jak Klimuszko, to były osoby, które dysponowały tym szóstym zmysłem. Natomiast nigdy nie było takiego człowieka na świecie, który dysponowałby stuprocentową wiedzą o przyszłości, stuprocentową wiedzą o tym, co się wydarzy. Dlatego że to tak nie działa, tego nie ma. Nie oszukujmy się. Nostradamus w ogóle odpada, bo on się czym innym zajmował i centurie miały inny charakter. Ale nawet ci najciekawsi jasnowidze, którzy wiemy, że istnieli Parawicini na przykład, Klimuszko, sami podkreślali, że ten dar się przejawia, nie ma go cały czas. Oni nie są supermanami, że siadają i sobie spisują Merylotka albo powiedzą, to się wydarzy tutaj. Mnie zawsze interesowała bardzo rzadko poruszana rzecz odnośnie jasnowidzu, bo niektórzy jasnowidze mają jakieś tam wizje dotyczące przyszłości świata czy jakichś wydarzeń.
Zawsze mnie interesuje to w tych przypadkach, że często zwiastunami, heroldami tych wiadomości są jakieś postaci. To nie jest tak, że jasnowidz siada, skupia się i widzi. Tylko że jak pan powiedział tutaj nawet niedawno w tej wymianie maili ze mną, kiedy pisałem ten artykuł o panu odnośnie pana wizji, że ktoś to obwieszcza, ktoś to każe powiedzieć. Przejdźmy może na chwilę do tych wizji dotyczących świata. Pan nie ukrywa, że ma zupełnie inny dar, że pana dar się skupia na człowieku, na poszukiwaniu ludzi, na odkrywaniu losu ludzi. Natomiast parę dni temu poinformował pan na blogu o bardzo ciekawej wizji, wpisującej się zresztą bardzo dobrze w ten nurt, o którym mówili inni jasnowidze, że obwieszczone zostało panu przez jakąś postać, która wyglądała jak Osowiecki. I coś się stanie. Będzie to wielkie trzęsienie ziemi w kraju, który był dotychczas sejsmicznie spokojny, gdzie się nikt takiego trzęsienia ziemi nie spodziewa. Co pan nam powie o tej bardzo ciekawej wizji? Chyba najciekawsze w niej jest to, jak ona się pojawiła u pana.
Czy częściej się u pana pojawiają takie wizje dotyczące losów świata i Polski?
[01:23:55] - Tak, to jest prawda, że ja nie chcę być, mówiąc najprościej, prorokiem przewidującym przyszłości losy świata, czy właśnie jak robił to Klimuszko. Oczywiście on też to robił tak, jak robił. Jemu to przychodziło. Ale muszę powiedzieć, że ta wizja pojawiła się u mnie nagle niesamowicie. Proszę mi wierzyć, ja w ogóle o tym nie myślałem. Ja popełniłem grzech, mówię w cudzysłowie, i napisałem, zrobiłem przepowiednię na ten nadchodzący rok, tak późno, gdzie dopatrzyłem się tam wszystkiego, że właściwie to nic ciekawego nie powiedziałem. No bo być może nie powiedziałem, bo też nie wziąłem tego tak bardzo na serio i stwierdziłem, że jestem daleki, nie mam ochoty, nie chcę. Zresztą to nie jest mój cel i nieoczekiwanie, kiedy siedziałem sobie w pokoju spokojnie, pijąc kawę, zobaczyłem postać, która była, tak jak pan zresztą słusznie zauważył, podobna do pana Osowieckiego. Myślę, że to był on, ale tu znowu myślę. I przekazał mi tą informację.
Ja zastanowiłem się, ale po jaką, przepraszam za wyrażenie, cholerę przyszło mi to do głowy. No i co teraz? No i dziękuję bardzo. No i co dalej? Pomyślałem sobie, żeśmy razem wrócili z naszym menadżerem, że może wrzućmy to w internet. Ja też nie chciałem tego wrzucać, bo mówię tak: „Jeżeli nie wyjdzie, to nie zostawią na mnie suchej nitki. To po prostu zedrą ze mnie wszystko, co jest do zdarcia”. Mówię do niego: „Mówię ci otwarcie: spodnie mi przez głowę zdejmą” . Ale pomyśleliśmy, że przecież wiele razy miałem już wizje w taki sposób i one gdzieś tam się sprawdzały. Zaryzykujmy.
No i zaryzykowaliśmy. Ja też nie otrzymałem tak bezpośrednio, tak jak ja teraz mówię tutaj do pana, właściwie do państwa, że jutro o 16.00 na południu jakiegoś kraju. Nie, ja dostałem trochę, jak to bywa czasami, zawoalowany, trochę taki właśnie enigmatyczny ten przekaz był. Na zasadzie, że będzie trzęsienie ziemi, bardzo mocne w kraju, w którym się nie spodziewamy. Oczywiście wiedziałem, że nie będzie to Polska, w której się nie spodziewamy. Bo to też taka dygresja. Tak to jest, że Ziemia daje o sobie znać. I tak naprawdę pomyślałem sobie wtedy, że to nie terroryści nas wykończą, my się sami wykończymy. Ponieważ wycinając lasy, którzy tam walczą o tą puszczę, wiemy jaką, już nie chcę wiać w szczegóły i tym podobne rzeczy. My sami wykończymy się.
Dlaczego? Ponieważ wykańczając Ziemię, zanim Ziemię wykończymy, Ziemia wykończy nas. I po ptakach w ostatnim razie światło. Mówiąc wprost. Więc myślę, że ona daje o sobie znać, że tak naprawdę to my tu jesteśmy gośćmi, a nie odwrotnie. I może o to chodzi. Natomiast przekaz był niesamowity. Ja go tak czułem, tak go słyszałem. Zmroził mnie trochę ten przekaz. Natomiast nawet nie ma do kogo zadzwonić i komu powiedzieć, że tam będzie, bo to jest tak enigmatyczne, więc mogę tylko siedzieć i czekać.
I z drugiej strony mówię do mojego menadżera: „Mam nadzieję, żeby się to nie sprawdziło. Wyjdziesz na wariata. Nie szkoda ci ludzi? No tak. No i tu mamy problem. No więc pytamy.
[01:27:31] - Wróćmy do pana kontaktów ze zmarłymi. I takie pytanie, które się nasuwa. Taki zrobiliśmy przeskok z tego jasnowidzenia dotyczącego świata do świata zmarłych znowu. Jak definiuje pan to miejsce, do którego trafiamy po śmierci? Czy to jest inny wymiar? Czy to jest niebo, zaświaty? Jak to wygląda w relacjach z tamtej strony? Jak oni sami to nazywają? Czy rzeczywiście tam widać stopy Boga?
[01:28:10] - Tak, to jest ciekawe pytanie. Fajne. Ja powiem, że jakie określenie, jakby tu nie powiedzieć, pewnie nie odda tego. Najprościej można by rzec jest to równoległy świat, który jest obok nas. Tak sobie to myślę i tak mi też to przekazują. Ja teraz sobie tutaj siedzę w swoim pokoju, w biurku. Bardzo miło z panem rozmawiam, ale wcale nie ma pewności, że tu nie siedzą inni i mnie nie słuchają, że tu nie toczy się jakieś inne życie. To nie jest ten inny wymiar tutaj, że jesteśmy w różnych wymiarach, tylko nie możemy go dostrzec, a gdzieś duchowymi, tak nazwijmy, oczami byśmy go dostrzegli. Nie, bo to jest pojęcie względne, bo dziecko się pyta: „Tata, co tam w niebie będziesz, jak kiedyś umrzesz?” „Tak.” „A gdzie będziesz witał nas w tym chmurze?” No to tak się nie da. Po prostu tak się utarło, że idziemy do nieba lub do tego nieszczęsnego piekła.
To są takie pojęcia troszeczkę może biblijne byśmy nazwali. Natomiast rzeczywistość trochę inaczej to pokazuje. To jest jakiś inny wymiar, inna czasoprzestrzeń. Nie wiem, jak to nazwać, ale wszyscy moi rozmówcy, tak to nazwijmy, mówią: „Jesteśmy obok was, jesteśmy jakby z wami, tylko w innym wymiarze”. Więc oni nie lecą tam do góry, do nieba. Nie lecą na inną planetę, tylko myślę, że są tu gdzieś właśnie. Nie wiem, czy na Ziemi, tak to nazwijmy, ale gdzieś tylko w innym wymiarze, w innej czasoprzestrzeni. Dlatego być może tak łatwo im przenikać do naszego świata. Nam niestety trudniej, bo jesteśmy cieleśni, więc nie możemy. Ale kiedy stajemy się duchowi, może tak to określmy, możemy już być w ich świecie, ale przenikać do naszego świata.
[01:30:02] - Wspomniał pan tu o tym nieszczęsnym piekle. Przed chwilą z kolei mówił pan, że w zasadzie życie po życiu polega na pewnym wizualizowaniu sobie przez tą uwolnioną świadomość tej zaświatowej rzeczywistości. Czy piekło również tworzymy sobie w swoich myślach po śmierci?
[01:30:25] - Nie, spokojnie, bo przecież nikt by nie chciał teraz wytworzyć sobie piekła i się w nim znaleźć. Nawet jeżeli był jakimś mordercą, przestępcą, to powie: „A ja sobie tam wyobrażę, że leżę na łące i mam wszystkich tam, gdzie mam”. To nie jest tak. Piekło to jest znowu jakieś określenie, bo takie nam określenie dano. Tak jak długopis nazywamy długopisem, a możemy go nazwać inaczej. To jest tylko określenie piekło. Natomiast to jest miejsce, gdzie ludzie trafiają, którzy, bez pojęcia jak grzeszyli, źle zrobili. Po prostu byli ludźmi złymi, nieodpowiedzialnymi, niewiadomymi. No i tym podobne określenia. Natomiast czy oni sobie to wyobrażają?
Nie, to nie jest tak. W ogóle weźmy pod uwagę, że tam, kiedy stajemy, jesteśmy poddani tak zwanemu osądowi, żeby nie powiedzieć sądowi, to może osądowi. Tutaj Mówi się, że nasze sądy są łzawicłe. Tu się troszeczkę uśmieję i nie skończę. Pójdźmy dalej. Tam natomiast nie ma jako takiego sędziego, który mówi: „Według mnie“, ale to według niego. Tam nie ma. Tam człowiek sam osądza siebie. I o ile ja tutaj powiem: „Ale ja jestem cudowny, o co chodzi?“, to tam, kiedy widzi wszystko przed oczami, co zrobił, już nie powie, że jest cudowny. Po prostu patrzy, że tak naprawdę to niby zrobił poza karierą i pieniędzmi, ale nie dość, że te pieniądze schował w banku i umarł, z tego nic nie ma, to jeszcze karierę zrobił po trupach.
Tam sam człowiek siebie osądza i wie, że musi niestety to przerobić. Nie wiem, czy „odpracować“ to nie jest złe słowo. Mówiąc językiem przyziemnym, odbębnić swoją karę. Natomiast ludzie bardzo źli, weźmy takich wachmanów z obozu koncentracyjnego, weźmy jakichś okrutnych esesmanów. Oni od razu idą w miejsce, które im przysługuje. Trudno mi powiedzieć, jakie miejsce do końca, ale muszą tam być, być może długo, być może nie wiem ile. Tak się mówi „wieczne potępienie“. Też bym się z tym nie zgodził, aczkolwiek nie wiem, co znaczy wieczne potępienie. Ja myślę, że kara jest karą i kiedyś się ta kara kończy. Natomiast tutaj możemy uniknąć kary.
Sędzia wziął to, wziął i powiedział: „Wie pan, naszym zdaniem pan jest niewinny“. I facet jest niewinny, ale tam już nie jest niewinny. To, że tutaj komuś się udało, to jest mały pikuś. Tam mu się na pewno nie uda. Natomiast pojęcie typowego piekła, węgiel, kogut, diabeł i tak dalej, to nie, bo to jest znowu trochę, w cudzysłowie nazwijmy, przekoloryzowanie tego, to nie tak wygląda.
[01:33:31] - A co z wędrówką dusz, z reinkarnacją? Mówił pan, że ten drugi świat jest podobny do naszego. Natomiast istnieją pewne sugestie i o nich mówiliśmy parę tygodni temu w audycji, że jednak reinkarnacja może nawet działa. Jak patrzy pan na koncepcję wędrówki dusz z perspektywy otrzymanych przekazów?
[01:33:56] - Tak, to jest ciekawe zagadnienie. Ja powiem, że to oczywiście moja opinia, czy wyrażam swoje zdanie. Nie jestem zwolennikiem reinkarnacji, ale ja sobie mogę być albo nie być. Pytanie, czy ona istnieje. Ja powiem, że moi rozmówcy z tamtej strony mówią, że nie wracają, że już tam zostaną, ale nie odpowiadają mi jednoznacznie na reinkarnację. To też mi tego nie odpowiadają. Natomiast mówią: „My już tu nie wrócimy, nikt z nas nie wraca“. Ja do reinkarnacji podszedłem troszeczkę inaczej, ponieważ spotkałem się z wieloma ludźmi, trochę zażartymi zwolennikami tej reinkarnacji, którzy mi wmawiali, że nie może być mojego ojca, bo już się dawno reinkarnował. I poruszyłem taką kwestię tej kary. Ponieważ mój przyjaciel, mogę powiedzieć, zwolennik tak reinkarnacji, że czasami dobrze, że nie mamy przy sobie noża, bo byśmy się pokłili, mówi do mnie: „Wiesz, jeżeli człowiek rodzi się upośledzony, chory i taki, że do końca nie wie, o co chodzi, to ponosi karę za swoje poprzednie czyny“.
A ja na to odpowiadam: „Ja bym to zrozumiał, ale dlaczego on nie jest świadomy tego, że ponosi tę karę? Przecież każdy, kto dostaje karę, jest świadomy, za co. A on co? On nie wie, że ponosi tę karę nawet. To jak to jest?“ „On niby nie wie, jego dusza wie“. No dobrze, w porządku. Jeżeli ja dzisiaj zacznę mordować, to ja dopiero mam pierwsze wcielenie czy które? Czy przedtem zamordowałem tylko jedno, a dzisiaj więcej zamorduję? Jak to jest? I tu rozmywają się pewne rzeczy.
Ja nie chcę komuś udowadniać, że tej reinkarnacji nie ma, bo niech dla niego będzie. Natomiast z doświadczenia, z rozmów wielu moich rozmówców po tamtej stronie, oni nie wracają. Oni mówią o wędrówce dusz, ale tam, że oni tam idą dalej, tam się rozwijają, że ta wędrówka jest coraz bardziej gdzieś tam w górę. Natomiast mówią mi także, że przywiązanie do ziemi, kochający mąż, żona, syn, ojciec, trwałoby tylko tu przez chwilę, a potem już tego nie ma. Więc po co te więzi? Po co to wszystko, skoro za chwilę odrodzę się w kimś tam innym? Ale mówię, nie znalazłem odpowiedzi na to, że ona jest. Nie znalazłem odpowiedzi takiej jednoznacznej na to, że jej nie ma. Natomiast bardziej skłaniam się do tego, że my tam wędrujemy, tam się rozwijamy, a to jest jakby nasz pierwszy etap. Po prostu.
[01:36:56] - Czyli wynika z tego, że to życie pośmiertne jest tylko kolejnym stadium, tak?
[01:37:05] - Tak.
[01:37:06] - Czy po tym stadium jest coś jeszcze, czego już pana rozmówcy nie ujawniają?
[01:37:16] - Tak. Oczywiście, czego nie ujawniają, bo nawet chyba nie wiedzą, jak to nazwać. Oczywiście przechodzimy tam gdzieś wyżej, dalej, rozwijamy się. Jedyne co, jak mi mówią, to jest jeszcze lepiej i ciekawiej. I tu mi się nasuwa taka historyjka, co to obrazuje. Mój tata pracował, już powiedziałem, jako inżynier architekt. Nigdy nie był w żadnej partii i to go nie obchodziło. Dlatego być może zbyt wiele tam w tych szczeblach swoich nie osiągnął, ale chociaż był inspektorem budowy nadzoru tam w Trójmieście i mieli takiego znajomego, taki komunista z PiS-u i mówił, że w Polsce to jest raj na ziemi. Wszyscy wszystko mają, każdy ma na kartki, każdy wie, ile ma dostać, nikt się nie przeje, nikt z głodu nie umrze, bo kartkę ma. I wysłali go za granicę.
Pojechał do Austrii, to nie tak daleko. Chłop przyjechał i zwariował. Po prostu zwariował, bo powiedział, że to jakaś iluzja, co mu pokazali. Nie może tak być, że wszystko jest źle tam. Co to w ogóle tam jest? Po prostu nie załapał, że może być jeszcze lepiej i inaczej. Tak był wytłuczony w tym umyśle, że jak jest kartka, to ma kartkę. Jak masz trzy kilo na miesiąc to nic więcej, bo po co ci więcej? Uznał, że tyle człowiekowi potrzeba. A tam zobaczył, że możesz mieć 15 kilo i w jednej chwili kupić.
Być może, dlaczego o tym mówię, tak jest, że już te światy są fajne, a człowiek przechodzi jeszcze do innego i mówi: „No dopiero się zaczęło. No zwariuję”. Ze szczęścia zwariuje.
[01:38:50] - A czy w tych komunikatach z drugiej strony są jakieś takie konotacje, powiedziałbym religijne? Czy często pojawiają się informacje na temat takich spraw związanych z Bogiem, z aniołami? Mówię o tym dlatego, że jeżeli przyjrzymy się na przykład relacjom, które zostały zgromadzone w książce „Polskie życie po życiu”, to nagle się okazuje, że chociaż to jest temat, który się powinien wiązać blisko z religią i że ludzie powinni widzieć w zaświatach Boga i święte postaci, to w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Tam się takie tematy w zasadzie nie pojawiają, a jeżeli już to rzadko. Czy w pana kontaktach również powtarza się ten schemat? Czy ci ludzie z drugiej strony opowiadają panu coś, co współgra z tą wersją przedstawianą przez Kościół?
[01:39:50] - Powiem tak: bardzo często niestety czy stety, nie wiem jak nawet, nie współgra. To jest jedno. Oczywiście mówią, że Bóg istnieje w sensie takim, że jest jakby wszędzie. Nie potrafią go opisać. To nie jest tak, że tam siedzi dziadek, którego przedstawiamy na obrazach z brodą i z laską. Oczywiście mówią też, że modlitwa im pomaga. Dlaczego? Dlatego, że kiedy człowiek modli za żywych, to w ogóle o nich myśli. Bo często o nich nie myślimy, więc może to w tym kontekście. Absolutnie nie negują Kościoła, negują tylko pewne pojęcia wyciągnięte z Kościoła, bo za chwilę będzie, że wszystko będzie grzechem.
To, że rozmawiamy, też będzie grzechem za chwilę w ich pojęciu. Już ten temat jak poruszamy, to już żeśmy tak nagrzeszyli i tym podobne. Inaczej: wszyscy z tamtej strony przestrzegają przed jednym, przed fanatyzmem jakimkolwiek, czy to religijnym, czy to niereligijnym. Natomiast mówią, że życie po życiu czy przechodzenie do innego wymiaru jest stworzone przez Boga lub nazywamy to Bogiem, ale przez jakąś siłę, jakąś energię, że tam coś jest, że istnieją tam dalej ludzie. I jeżeli byśmy wrócili, na przykład czy święci tam istnieją, bo przecież Kościół mówi, że tylko do świętych się można modlić. Tak mówi Kościół. Oni też tam istnieją i rzeczywiście są postawieni w takiej, powiedziałbym, wyższej kasie, tak to nazwijmy. Nie chciałbym użyć słowa, że są VIP-ami, ale rzeczywiście mogą więcej, mogą lepiej, ale to przez swoje postępowanie. Każdy z nas może być taki. Dlaczego oni zostają świętymi?
Dlatego, że ich postępowanie, dla takich nazywamy świętymi, było nienadanne, czy też oddali wszystko siebie dla innych. Ale ja mogę być człowiekiem, może nie ateistą, bo to nie to, ale być człowiekiem wierzącym, ale gdzieś tam niekoniecznie będącym w Kościele. Natomiast ja powinienem być święty, bo oddam im wszystko. Zrobię dla tych ludzi wszystko i poświęcę całe życie dla nich, więc już tam będę w jakiejś takiej wyższej kasie czy wiele więcej mogę zrobić. Natomiast takie wszystkie pojęcia religijne: piekła, grzechu, jakichś diabłów, demonów to wszystko nie jest tak, jak przedstawia nam do końca Kościół. Może tak to powiem: inaczej, nie chcą mówić do końca o religii i o Kościele. Oni chcą mówić o tym, jak oni tam żyją, jak się czują i że niektórym jest dobrze, niektórym jest niestety gorzej przez to, co narobili. I bardziej mówią o takim życiu czysto przyziemnym. Natomiast nie zagłębiają się tak w tematy religijne. Natomiast mi udało się parę razy nawiązać kontakt z osobami, nazwijmy to świętymi, ponieważ chciałem tego i przekazy, jakie od nich miałem, czy też dotyczące dla mnie bardzo osobiste, bardzo mnie poruszały.
To jest zupełnie inna rozmowa, to jest zupełnie inny świat. Oni dlaczego są tacy mocni? Bo tyle dobra zrobili. Mówmy o dobru, które zrobili, a nie że koniecznie leżeli krzyżem w kościele. Bo wielu z tych świętych nie leżało krzyżem w kościele.
[01:43:29] - Marku Ivelliosie, myślę, że teraz możemy uruchomić naszą linię Także jeżeli ktoś by chciał zadać pytanie panu Markowi Swadowskiemu, to ma jeszcze kilka minut na to. Może przypomnimy kontakty.
[01:43:45] - Tak więc nasze numery telefonów to 32 746 00 08. 32 746 00 08. Numer komórkowy 530 624 193. 530 624 193. Skype radio.paranormalium.pl. Oczywiście cały czas można również do nas pisać na nasze Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne swoje spostrzeżenia czy relacje ze spotkań z szeroko rozumianym nieznanym na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:44:52] - Panie Marku, powróćmy do tych spraw. Kiedy kontaktował się pan z ofiarami przestępstw lub osobami, które doznały jakiejś krzywdy. Czy zdarzało się panu, że-
[01:45:05] - Mamy właśnie słuchacza na Skypie.
[01:45:07] - No słuchamy.
[01:45:08] - Pan Greg Skierka. Halo, halo, panie Grzegorzu, jesteśmy już na antenie.
[01:45:14] - Halo, witam. Dziękuję za odebranie. Grzesiek z Wielkiej Brytanii ponownie. Audycja dzisiaj jest po prostu niesamowita. Coś po prostu pięknego. Świetna, świetna audycja, gratuluję tematu i serdecznie pozdrawiam wspaniałego gościa. Niesamowity człowiek, po prostu czapki z głów. Ja mam takie przemyślenia odnośnie tego wszystkiego. Ja się wcześniej już zapoznawałem z pracami pana Marka i innych badaczy, nazwijmy ich tak również. Mam za sobą też kilka pozycji książkowych i mi się wydaje, że z tego wszystkiego wyłania się taki obraz świata, który jest po tamtej drugiej stronie, który składa się z jakiejś takiej, powiedzmy sobie, materii, która może być w jakiś sposób zamieniona na cokolwiek.
Cokolwiek może się z nią stać. Zresztą też potwierdza pani doktor Rutkowska. Drugiego nazwiska nie pamiętam akurat w tej chwili.
[01:46:53] - Pani doktor Danuta Adamska-Rutkowska.
[01:46:56] - Tak, dokładnie. Czy też inni badacze, że ktokolwiek się tam znajdzie, w jakiś sposób następuje jakaś faza adaptacji i te osoby w jakiś sposób tworzą sobie swój własny świat tam. Jakieś swoje mieszkanie, powiedzmy sobie w jakimś sensie. Czy mają właśnie swoje jakieś tam ulubione przedmioty i tak dalej. I to nam pokazuje, że cokolwiek tam jest, to jest właśnie jakaś taka materia, która może w jakiś sposób zostać przekształcona w cokolwiek sobie wyobrazimy. Natomiast w kwestii reinkarnacji i tak dalej, w pewnym momencie pojawił się zarzut, że ktoś tam mówił, że ktoś tam już pewnie się odrodził w następnym życiu i nie można z nim nawiązać kontaktu. Być może i tak jest, ale niekoniecznie, bo przecież wiemy z różnych przekazów, że czas jest tylko jakąś naszą rzeczą, mamy jakiś koncept czasu, a on tak praktycznie nie istnieje. Także praktycznie dlaczego nie? Można się odrodzić tutaj, w tym życiu czy w następnym, a tak czy siak mieć kontakt z tą osobą po drugiej stronie. Bo jeśli czas nie istnieje, to przecież czemu nie?
To jest całkowicie możliwe. O tym też wspominał Robert Monroeeeeeeeeeeeeeeee w swoich książkach, bo kiedy zaczynał swoje podróże, on tam wspominał, że on jest odwiedzany, czy ma przewodnika jakiegoś, który go tam prowadził po tych różnych ścieżkach. W następnych książkach opisywał, że okazało się, że tym przewodnikiem, który go tam prowadził, był właśnie on sam, tylko że już bardziej rozwinięty, na wyższym poziomie zaawansowania. Także to też pokazuje, że faktycznie czas nie istnieje, że można dowolnie się przesuwać z jednego punktu w drugi. I nie ma problemu. Myślę, że jakoś mniej więcej to tam- Jakiś obraz nam się zaczyna mniej więcej układać. Być może jest tak, że osoby, które odeszły stąd już nie wracają. Być może już są na takim etapie zaawansowania, bo różne przekazy pokazują nam, że mówi się, że się kształcimy, uczymy, rozwijamy i w pewnym momencie dochodzimy do czegoś, że nie musimy się już rodzić ponownie, żeby zdobywać doświadczenia. Kto wie, może osoby, z którymi pan Marek nawiązywał kontakt, doszły do takiego etapu, że nie muszą się faktycznie rodzić. Ja tylko mam jedno zastrzeżenie do tego wszystkiego, bo zwykle, kiedy ktoś opowiada o kontaktach z drugą stroną, czy to pan Marek, czy inni, czy na przykład Robert Monroeeeeeeeeeeeeeeee, to zawsze te kontakty z osobami po drugiej stronie są niezbyt konkretne.
Nie ma czegoś takiego jak w zwykłej, normalnej ludzkiej konwersacji. „Cześć Marek, co u ciebie? Tak i tak.” Jakieś konkrety, zwykła rozmowa. To jest wszystko takie rozmyte, miejscami nawet uduchowione.
[01:51:28] - Takie, jakbym to ujął, niepowiedziane wprost, trochę zawoalowane.
[01:51:33] - Takie właśnie coś takiego jak Chrystus czasami w Biblii mówi. Uczniowie się o coś pytają, a on to ubiera w niesamowite filozoficzne dywagacje. I to jest właśnie coś takiego.
[01:51:48] - Może coś takiego bardziej pokazane niż wypowiedziane w ten sposób.
[01:51:55] - Być może. Ale być może to jest dlatego, że po tamtej drugiej stronie oni mają zupełnie inną percepcję. Być może to jest dlatego. Ja myślę, że w takim samym sensie, jaki my w tej chwili mamy kontakt z tą drugą stroną, to znaczy praktycznie go raczej nie mamy niż mamy. Być może po tamtej drugiej stronie oni mają dokładnie taki sam kontakt z naszym światem. Dlatego te interakcje nie są zbyt częste i tylko osoby, które mają do tego specjalne zdolności, mogą się w jakiś sposób komunikować, bo jakaś bariera jest. Także to by były moje przemyślenia. Gratuluję jeszcze raz wspaniałej audycji. Jest niesamowita. Dzisiaj to jest coś pięknego.
Pozdrawiam prowadzących i wspaniałego gościa. Dziękuję bardzo.
[01:53:06] - Dziękujemy za bardzo ciekawe pytanie, które kieruję teraz do pana Marka. Panie Marku, jak to jest, że te przekazy z drugiej strony są takie fragmentaryczne, enigmatyczne, zawoalowane? Dlaczego istnieje pewna bariera na tej komunikacyjnej drodze? Czy to wynika z tego, że język ulega zmianie, czy po prostu zmysł, którym odbierany jest tamten świat, jest zmysłem ludzkim, niedoskonałym, nie odbiera całej rzeczywistości pośmiertnej?
[01:53:44] - Tak, to jest ciekawe pytanie. Pozdrawiam też słuchacza, który tak ładnie się tutaj wypowiadał. Powiem tak: gdybyśmy mieli dłuższy czas rozmowy z nimi, pewnie byśmy rozmawiali tak, jak my tutaj rozmawiamy. „Co tam u ciebie? Jest tak fajnie, byłem tam. A jak tam u Staśka? A wiesz, Stasiek przestał chodzić.” Pewnie by tak było. Natomiast niestety jest to ograniczony czas. Raz, że jest to być może wysiłek dla nich, ale dla mnie jest to duży wysiłek, czy dla każdego, który jest medium. Dlatego oni muszą przekazać, chcą przekazać najważniejsze rzeczy.
Pamiętamy, jak kiedyś pisało się telegramy. „Mamo, wszystko w porządku. Dojechałem cała. Mam ładny pokój.” I tyle. Ponieważ nie dość, że się płaciło za każde słowo, jak za zborze, to trzeba było przekazać tylko taką prostą informację. Dzisiaj w SMS-ie możemy opisać to lepiej. Ale wróćmy do tego telegramu. One miały tylko dać człowiekowi po tej drugiej stronie, nawet za oceanem, że jest w porządku, że dojechał, jest okej. I być może te rozmowy są dlatego takie enigmatyczne, bo są krótkie. Oni muszą przekazać tylko tyle, że jest im dobrze, że niczego im nie potrzeba i parę rzeczy wrzucić takich, żeby przekonały, że to jednak mówi kochana Marysia, pan Jan czy jakiś pan Wacek.
Może to tak właśnie wygląda. To jest taki dobry przykład, kiedy nasza ciotka przed stanem wojennym wyjechała do Australii, po prostu wyemigrowała. Napisała do mojego ojca list: „Chciałabym ci wszystko tu opisać, jak jest, ale nie wiem, czy w ogóle zrozumiesz, o co chodzi. A nawet nie wiem, jak to ująć, bo kiedy patrzę z perspektywy swojego kraju, to nie zrozumiesz, o czym ja piszę.” I może rzeczywiście tak jest, że przekazanie takich informacji o takim świecie dla nas może być nie do końca zrozumiałe, ale bardziej uważam, że jest to właśnie forma takiego trochę telegramu. „Jest mi dobrze, zaakceptowałem się i już nie choruję. Trzymajcie się. Pamiętacie, jak zawsze na ganku siedzieliśmy i piliśmy piwo? A pamiętacie Zenka, jak wszedł i do basenu wpadł? Fajnie jest, dobrze.” Może to tylko tak chodzi. Przynajmniej dla tych, którzy tego słuchają, wystarcza im to.
[01:56:32] - Kontynuując troszeczkę temat pana Jackowskiego, nasz stały słuchacz pan Adek napisał SMS-a: „Jackowski równa się Rutkowski. Ten sam sort rabarbaru.”
[01:56:46] - Ja się tak daleko nie posunę i nie powiem, bo oczywiście każdy ma prawo mówić to, co mówi. Ja przez przyzwoitość nie będę opowiadał, ale coś w tym jest. Po pierwsze Jackowski jest wszędzie tam, jak się coś wydarzy. Jeżeli za chwilę spadnie ktoś z okna, Jackowski już przy tym jest. Stał się takim właśnie człowiekiem. Nie wiem, czy on się był stał.
[01:57:20] - Właśnie zauważyłem, że w ostatnich latach, szczególnie jak jest jakaś głośna śmierć czy głośny przypadek zaginięcia kogoś, to zawsze w mediach uaktywnia się duet dwóch Krzysztofów: Jackowski i Rutkowski. Zawsze.
[01:57:34] - Tak. Bo też trzeba zaistnieć, a w dzisiejszych czasach najlepiej kontrowersyjnie zaistnieć. Więc oni oczywiście się tam pojawiają i tam zaraz są. Tak to już jest. Może to jest tak: jak nie masz co pokazać, to trzeba pokrzyczeć, żeby cię zauważyli. Ja nie wiem. Ja jestem daleki, jak powiedziałem, od czegoś takiego i nawet jeżeli za chwilę urwie się prąd w studiu na pół, nie będę zaglądał, dlaczego się urwał. To gwarantuję, że nie będę zaglądał. Zostawię to innym, którzy już na pewno siedzą i patrzą, co się urwało. Myślę, że ja jestem potrzebny do innych rzeczy, a nie do takiego publicznego mielenia, bo przecież przypominam, teraz była taka sprawa z tą świętej pamięci panią Żuk, która pojechała na wakacje i niestety wróciła już inaczej niż myślała.
Zrobiła się z tego burza medialna i przez jakiś czas każda telewizja o tym mówiła. Ja się mogę tylko zapytać, czy dzisiaj wiemy, co się stało? Nic nie wiemy. Czy ktoś już o tym mówi? Nikt już o tym nie mówi i tak naprawdę nie wiemy. Co się stało? Ja mogę wiedzieć, ale ja się pytam tak publicznie, czy coś powiedziano? Nie. Pan Rutkowski, Jackowski zamilkł, telewizja zamilkła, a tragedia dla ludzi pozostała. I tak to wygląda.
[01:59:03] - Zejdźmy z tych dwóch Krzysztofów, bo rzeczywiście nie ma co mielić, bo nie o tym dzisiaj mówimy. Panie Marku, jeszcze nim pan Greg zadzwonił, takie pytanie zadawałem, nie skończyłem. W tych kontaktach z drugą stroną często ma pan do czynienia z osobami, które zmarły śmiercią tragiczną lub były ofiarami morderstw czy nieszczęśliwych wypadków. Czy w tych kontaktach, w tych słowach, w tych przekazach wyczuwa czasami pan od nich zgorzknienie, wrogość czy wręcz chęć odwetu za to, co ich spotkało?
[01:59:46] - Muszę powiedzieć, że nie. Inaczej. Chcą wyjaśnienia. Bo jeżeli ktoś został zamordowany i sprawca nie został znaleziony, to chcą, żeby go odnaleźć. Ale oni nie pałają chęcią zemsty. Nie emanuje z nich jakaś siła taka, że jak tylko pan go znajdziesz, to pan go od razu tam uduś. Nie, oczywiście, że nie. Myślę, że w nich nie ma nawet jakiegoś żalu, że tak się stało. Oni po prostu całą swoją siłą chcą tylko znaleźć czy pomóc znaleźć tę osobę, która mu to zrobiła. A jeżeli już jest wiadome, bo ktoś przychodzi do mnie: „Proszę pana, moja żona została brutalnie zgwałcona, zamordowana.
Ten pan siedzi w więzieniu. Czy żona chce mi przekazać?” To ona przekazuje znowu coś dla męża o swoim świecie. I padło takie pytanie: czy ona może powiedzieć, jaki ona ma stosunek do tego, co to zrobił? Odpowiada: „Nie ma żadnego”. Ponieważ nie ma już na to wpływu, a być może jest już w lepszej sytuacji, to właściwie nic już nie ma mu do zarzucenia. Trudno jest to może wytłumaczyć, ale jest tak, że ci ludzie pokrzywdzeni, tak ich nazwijmy, nie pałają zemstą. Właściwie nie chcą mówić o tych, którzy im to zrobili w sensie jakiegoś negatywu, bo być może wiedzą, że oni tu i tak trafią i wtedy może albo się spotkają, w co wątpię, ale na pewno nie chcą taką prawdziwą odpowiedzialności za to.
[02:01:29] - Aby skończyć już ten wątek z naturą tamtej strony, to jeszcze takie pytanie, które pojawia się też ze strony naszych słuchaczy. Czy boi się pan kontaktów z duchami i czy kiedykolwiek spotkał pan byty nastawione wrogo? Byty, które jednoznacznie dawały znak o swojej negatywnej naturze.
[02:01:55] - Ja powiem tak: ja takie negatywne byty to ja tu na Ziemi spotykam, które chodzą po Ziemi albo które mi robią wpisy na internet. Jeden ktoś napisał: „Ja cię znajdę, czekaj, bo ci w łeb palnę” i tak dalej. To są negatywne byty. To tak trochę żartem. Ja powiem tak: nie boję się, ponieważ ja wiem, że gdzieś oni czują, że chcę im pomóc. To jest pierwsza sprawa. Po drugie zawsze powtarzam, że żywych trzeba się bać, jak powiedziałem, bo są nieobliczalni. Zmarli nie, bo liczą już na naszą pomoc. Natomiast czy znalazłem wrogo nastawione byty? Nie.
Do końca myślę, że nie. Nie trafiło się aż tak. Poza tym przecież ja próbuję kontaktować się z ludźmi, którzy zostali pokrzywdzeni lub też w jakiś sposób umarli, a nie z ludźmi, których w ogóle nie warto brać pod uwagę. Kiedyś ktoś do mnie napisał: „Czy próbował pan skontaktować się z Hitlerem?” Ja się pytam: po jaką cholerę? Ale co mam się dowiedzieć? Co to ma dać? Oczywiście, że nie wchodzimy w sferę, ani nie zamierzam się z Hitlerem, ani z Husseinem, ani z Stalinem kontaktować. Czy z podobnymi różnymi ludźmi, bo to nic nie wniesie. Co mam się zapytać? Dlaczego taki był?
Po pierwsze nie będzie kontaktu, po drugie to są złe energie. Natomiast nie boję się tych wszystkich zmarłych, ponieważ wiem, że ja im pomagam, a oni chcą, żebym im pomógł i chcą też przekazać wiadomość. Nie boję się.
[02:03:35] - A czy należy się ich bać? Jeżeli jest się człowiekiem, który takiego zmysłu nie posiada i nie potrafi rozmawiać. Czy na przykład może być tak, że ktoś otrzymuje wiadomość od osoby zmarłej, chociażby we śnie, ale nie potrafi tego zrozumieć? Czy oni się próbują kontaktować też z osobami, które takiego daru nie posiadają albo nie są uświadomione?
[02:04:08] - Ja powiem tak: bać? Nie, nie należy się bać. To tak, jak ktoś do mnie mówi: „O matko, jak ja bym zobaczyła swojego ojca, to bym zmarła”. Ja mówię: jak to? A co taki zły był? „Nie, cudowny był, ale ja bym go nie chciała zobaczyć po końcu”. Troszkę tego nie rozumiem, bo mój ojciec nie żyje od '90 roku. Wiele razy miałem z nim kontakt i muszę powiedzieć, jakkolwiek to zabrzmi, że ja się bardziej z nim dogadałem po śmierci niż za życia. To jest taki stereotyp. Powiem tak: ludzie nabudają się różnych horrorów, różnych rzeczy.
Opowiadają sobie różne dziwne sceny i potem im się wydaje, że to tak jest, że to straszy, że to za chwilę wciągnie, opęta. To nie jest tak. Pierwsza podstawowa sprawa, jaka w tym wszystkim musi być, to kontakt, jaki mamy, musi być z miłości. Przepełniony miłością i z jakiejś potrzeby zrobiony. Nie może być dla żartu, nie może być ot tak, bo mi się tak chciało.
[02:05:26] - Przed chwilą mówił pan o tym, że pojawiły się pytania o kontakt z jakimiś nie do końca pozytywnymi postaciami z historii. Ale wiem, że z jednej strony interesuje się pan historią, o czym pan mówił i archeologią i też w jakiś sposób próbuje pan to wykorzystywać. Znamy z historii bardzo ciekawe eksperymenty z udziałem jasnowidzów w ramach tak zwanej archeologii parapsychicznej. Interesujące doświadczenie miał na tym polu Osowiecki, o którym dzisiaj mówiliśmy, który biorąc do ręki przedmioty przekazywane przez archeologów mówił o tym, co widział. Zostało to spisane, zostały spisane protokoły, potem zostało opublikowane. Bardzo ciekawa książka wyszła. Opublikowana jakiś czas temu. Ale panie Marku, jakie były pana sukcesy, przygody związane z badaniem przyszłości? Czy duchy osób, które nie zaznały sprawiedliwości, również w jakiś sposób kontaktują się z panem, by te rachunki ze światem wyrównać?
[02:06:38] - Ja powiem tak, że takimi najbardziej spektakularnymi rzeczami, którymi się ostatnio zająłem, to są Żołnierze Wyklęci. Czy jak to mówi pan profesor Szwagrzyk Żołnierze Niezłomni. Rzecz się zaczęła dla mnie w Grodkowie. Grodków jest koło Opola i tam było przypuszczenie, że zostali zamordowani żołnierze polskiego podziemia, przywiezieni samochodami na lotnisko i wysadzeni w powietrze w barakach. Nikt tego nie mógł sprecyzować, nikt do końca nie wiedział gdzie. Taki, jakby to powiedzieć, trochę domokrążny, samorody historyk, chodząc po tych terenach, czytając książkę „Operacja Lawina” doszedł do tego, gdzie to może być, ale nie był pewny. I zaprosił mnie, myśmy się tak poznali. Zresztą przemiły człowiek i spędziliśmy potem dużo czasu. Poszedłem na to lotnisko, gdzie wyglądało jak lotnisko, to takie poniemieckie Luftwaffe lotnisko zarośnięte, pełne krzaków. Ja tam stanąłem i zobaczyłem tych żołnierzy, że oni tam są.
Ja nie mogłem się ruszyć. Ja doznałem jakiegoś szoku. Ja ich po prostu pełno widziałem. Ale to, że ja ich widziałem, co z tego? Teraz trzeba to udowodnić. Kopać nie wolno nam było. Poprosiliśmy pana profesora Szwagrzyka, aby przyjechał i przekazał jakąś informację. Oczywiście jego pierwsza sugestia była taka: „Nie, to niemożliwe. Nie, panowie się mylą. Ale skąd”.
Mój znajomy wziął wykrywacz i zaczął chodzić z nim. Znalazł orzełka polskiego z koroną, parę klamek od angielskich pasów i to było już jakimś sukcesem. Znowu zaprosił pana profesora Szwagrzyka. Dał się namówić profesor, a to nie jest łatwe. Rozpoczęli pracę i znaleźli tam pełno ciał, to znaczy kości. Ja potem uczestniczyłem przy tym. Już byłem bardzo dobrze przyjęty. Potem uroczystości się odbyły. Zostałem nawet zaproszony przez burmistrza. To też jest film w internecie.
Można na YouTubie zobaczyć „Odkrywanie prawdy. Część pierwsza”. Ale dlaczego o tym mówię? Otóż ci żołnierze do mnie przemówili. Ci żołnierze chcieli, żeby zostać wyciągnięci stamtąd. Upomnieli się o siebie. Poszukujemy jeszcze jednego takiego transportu, też w okolicy. Pseudonim „Ryś” to jest ich dowódca. Spotkałem się z rodziną tego człowieka. Bardzo byli przejęci.
To było niesamowite spotkanie, pełne łez, rozczuleń. Ja przekazywałem od niego informacje. Oni byli przejęci tym. Jesteśmy na etapie i być może właśnie teraz — matko, którą teraz mamy? Lipiec, sierpień — we wrześniu ruszą prace poszukiwawcze tego drugiego transportu i być może właśnie znajdziemy Jana Przewoźnika, pseudonim „Ryś”. To jest niesamowite. Ja ich czuję. Ja wiem, że oni tam są. I ostatnie już poszukiwania na Łączce, które prowadził profesor Szwagrzyk na Powązkach. Ja też tam przyjechałem i oczywiście poszukiwany jest Pilecki.
Wskazałem mniej więcej miejsce, gdzie może on być. Właściwie miałem z nim kontakt. Rozpoczęli poszukiwania w tym miejscu nie, ale parę metrów dalej, a to się nie da nastrzelić dokładnie, znaleziono trzy całe szkielety, bo tam wszystkie były poorwane. Jeden jest z przestrzeloną głową, czyli został zamordowany drogą katyńską. Jest podejrzenie, że to jest właśnie Pilecki. Ja jestem właściwie przekonany, że tak, bo miałem z nim kontakt. To jest niesamowite. To jest moje zaangażowanie. To jest moja droga, taka natura. Ja to robię, bo ktoś się pyta, ile za to wziąłeś.
Nic za to nie wziąłem. Ja po prostu odkrywam prawdę. A ponieważ czuję się Polakiem, chcę też wyciągnąć bohaterów. Mój dziadek był przedwojennym oficerem, był kapitanem uzbrojenia w Pomiechówku. Dzięki Bogu spędził wojnę na Węgrzech, dlatego ja jestem. Więc odkrywam tą prawdę. Nic za to nie chciałem. Po prostu robię to dla tych, którzy tam leżą i dla rodzin, które czekają.
[02:11:24] - Panie Marku, a co z planami na przyszłość? Bo czytałem o bardzo ciekawej inicjatywie stworzenia pewnego domu dla osób, które poszukują wsparcia, pomocy w żałobie. Takie inicjatywy są znane z Zachodu, ale u nas to by była pewna nowość i nie wiem, jak by zareagowały różne środowiska. Co z tym pomysłem?
[02:11:49] - Tak. Otóż muszę powiedzieć, że tak jak mówiłem już na początku, zainicjowały mnie do tego te pokrzywdzone rodziny, ponieważ ja powiedziałem, że większość tych ludzi chodzi jak opętanych, jak w malignie, jak oszołomieni i nie mają gdzie pójść, nikt im nie pomaga. Pomyślałem sobie — a tych rodzin naprawdę już trochę spotkałem — że potrzeba im jest takiego miejsca, gdzie mogą przyjść i zostać wysłuchani i między sobą porozmawiać. Mam taką znajomą, której syn zginął w wypadku samochodowym. Była strasznie załamana. Po tym całym moim kontakcie zmieniła się, zaczęła rysować anioły, napisała wiersz nawet, tomik wierszy wydała i ona chce ludziom mówić, jak można z tym żyć, że to nie jest mimo wszystko koniec świata. A to jedyny syn. Pomyślałem, że trzeba stworzyć taki dom. Jesteśmy na etapie robienia stowarzyszenia. Zakładamy stowarzyszenie na rzecz pomocy ludziom, którzy stracili najbliższych.
Chcemy też zrobić, postawić, wybudować, jak się uda. Tutaj muszę zacytować bardzo mądre słowa mojego przewodnika duchowego, świętego ojca Pio, który zawsze mówił, że Matka Boża nie tylko otwiera serca, ale i portfele. Więc mówiąc takimi słowami, może nam się uda. Chcemy postawić taki ośrodek, gdzie ci ludzie po pierwsze będą mogli przyjechać, posiedzieć, porozmawiać między sobą, spotkać się z psychologami, których znajdziemy. Takimi najlepszymi, którzy rozumieją tych ludzi. Nie takimi, którzy odwalają pańszczyznę i mówią: „Proszę pani, pani jest młoda, jeszcze pani jedno dziecko se machnie, bo to jakiś koszmar”. Stworzyć stację transkomunikacji, gdzie będą mogli na żywo zobaczyć, jak się nagrywa, posłuchać, gdzie będą mogli się też ze mną spotkać, dostać przekaz. I to wszystko dla nich tam chciałbym zrobić. Oczywiście z góry chcę powiedzieć też, że to są nakłady. To są koszta, żeby zrobić taki ośrodek.
Ale ci ludzie, będąc tam, mogą nawet mieć takie turnusy. Chcemy robić takie, powiedzmy sobota, niedziela, przyjeżdża 10 osób, którzy są w traumie, w tragedii, razem spotykają się, rozmawiają. Dajemy im nadzieję, dajemy im to, że ktoś ich słucha i to wszystko właściwie za darmo. Jeżeli ktoś będzie chciał coś tam zostawić, to proszę bardzo. Jeżeli nie, bo go na przykład nie stać, nie szkodzi. Przeżył tragedię, chcemy mu pomóc. Po to chcemy zrobić te stowarzyszenie, żeby mieć jakieś pieniądze, pomagać innym ludziom, bo to jest bardzo ważne. A poza tym ja myślę, że ci z góry, tak nazwijmy, chcą tak też. Po prostu chcą, żeby stworzyć taki dom ulgi w cierpieniu po stracie najbliższych.
[02:14:54] - Panie Marku, dziękujemy za dzisiejsze spotkanie. Padło bardzo wiele ciekawych zdań, informacji, bardzo cennych. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak to wygląda, dlatego, że nie każdy posiada taki dar jak pan. Takie ostatnie pytanie: czy takie zdolności są wrodzone, czy można je w sobie w jakiś sposób odczuć i wyszlifować? Czy, innymi słowy, każdy może wejść w kontakt z zaświatami?
[02:15:32] - Powiem tak: to jest jak z talentem. Wszyscy mogą grać na pianinie, ale tylko nieliczni będą Piotrem Palecznym czy też Chopinem. Jeżeli ma człowiek talent, dar, powołanie, to jest mu łatwiej. Oczywiście, wrócę na chwilę do pana Jackowskiego. On też robił kursy, gdzie mówił, że można po jego kursie stać jasnowidzącym. Powiem tak: małpa też może grać na pianinie, ale czy będzie grała koncert, to ja nie wiem. Ja nie chcę nikogo obrażać, to nie o to chodzi, ale tak naprawdę to trzeba się z tym urodzić albo dostać od góry. Tak jak ja mówię, po śmierci klinicznej. Ale na pewno trzeba coś w sobie mieć. Oczywiście, i tutaj też powiem, ja też takie popełniałem grzechy, też robiłem kursy.
Więc nie to, że tutaj chciałem coś panu Jackowskiemu przyknąć, absolutnie. Też robiłem kursy i powiem, że parę takich, nazwijmy umownie, pereł wyłapałem. Ale to się rozeszło i poszli dalej w swój świat i tak naprawdę chcieli chyba tylko zobaczyć, jak to jest. Nie chcieli dalej się uwijać. Natomiast mówię, rzeczywiście trzeba się z tym urodzić, a w ogóle to czuć to trzeba. Jeżeli ktoś coś robi, bo robi, to nawet tego nie rozwinie. Jak ktoś wstaje rano, mówi: „Jezu, idę do pracy, no dobra, gdyby nie żona, to bym nie pracował”, to niech przestanie pracować w ogóle, niech już nic nie robi. Więc ja myślę, że tu trzeba mieć talent, powołanie i to coś pewnie od Boga dane.
[02:17:27] - Piotr chyba się chwilowo zdematerializował. Piotrze, jesteś?
[02:17:33] - Jestem. Bardzo dziękujemy panie Marku jeszcze raz za-
[02:17:38] - Przepraszam bardzo. Tutaj jeszcze raz dzwoni pan Grzegorz z Londynu. Spróbujmy go podłączyć teraz. Halo, halo, dobry wieczór panie Grzegorzu, jesteśmy na antenie.
[02:17:50] - Witam ponownie. Sorry, że jeszcze chciałem zająć chwilkę, ale taka myśl przyszła mi do głowy odnośnie tego pytania, które pan Piotr przed chwilą zadał. Czy każdy może mieć te zdolności i tak dalej. Ja myślę, że tutaj nam się pokazuje taki pattern, taki wzór, że właśnie te zdolności w jakiś sposób są odblokowywane po jakichś traumatycznych przeżyciach. Nie wiadomo do końca, dlaczego tak się dzieje i jaki do końca mechanizm jest za to odpowiedzialny, ale coś właśnie się dzieje, że po tych przeżyciach traumatycznych coś się odblokowuje. I właśnie tak, jak było tu w przypadku pana Marka. Tak jak było w przypadku ojca Klimuszki, czy tak jak było na przykład w przypadku Edgara Cayce'a, który dostał od ojca wpiernicz i później na drugi dzień już mu się to wszystko otworzyło. Było jeszcze sporo innych przykładów tego typu. Także coś jest takiego, że przypuszczam, że to nie ma nic wspólnego z naszym mózgiem organicznym, bo wiadomo, że mózg to jest tylko narzędzie, którym się posługujemy, żeby odczytywać rzeczywistość. Ciekawe, jaki dokładnie mechanizm za tym stoi.
Gdyby pewnego razu jakiś naukowiec chciał tym zainteresować się, to prawdopodobnie byłoby to ciekawe, żeby zacząć przeprowadzać jakieś badania w tym kierunku, jak to się właściwie dokładnie dzieje. Także to jest bardzo ciekawe. Czy każdy może? Przypuszczam, tak jak pan Marek mówił, że każdy może grać na pianinie, ale nie każdy będzie wirtuozem. Także to by było właśnie na tyle. Dziękuję bardzo.
[02:20:11] - Dziękujemy. I ta cisza. A Piotra znowu gdzieś wzięło.
[02:20:25] - Ja tylko dodam jeszcze od siebie do tego, co miły słuchacz nam powiedział, że tak naprawdę to nie ma jakiegoś na to mechanizmu, jak my to możemy dostać. Bo za chwilę ktoś powie: „Panie, chodź pan, weź mnie pan tak tu, tak, dobrze mi pan dokop jeszcze baseballem, bo być może zostanę po tym jasnowidzem”. To tak trochę na wesoło. Ale myślę, że nie wiem, jak to jest. Czy to jest zależność właśnie, że przeżywamy śmierć kliniczną, coś się dzieje, może jakieś traumatyczne przeżycia powodują, że to się w nas otwiera. A z drugiej strony myślę, że jeżeli mamy to mieć, ma się nam otworzyć, to prędzej czy później nam się to otworzy. To jest tak, jak ktoś odkrywa w sobie talent taki czy jakiś inny. Ja miałem takiego znajomego, który całe życie był matematykiem, takim zakręconym matematykiem i raz mu zaczęło piękne obrazy malować, go strzeliło i malował jakieś obrazy, pejzaże i podobne rzeczy. Więc być może, jeżeli ma się coś w nas otworzyć, a jest nam to dane, to się nam otworzy. Trudniej jest myślę to sobie wyuczyć czy wypracować.
Może na własny użytek tak, ale tak, żeby naprawdę brać odpowiedzialność za to i przewidywać gdzieś komuś coś, dlaczego? To pewnie trudniej byłoby.
[02:21:44] - Ja na przykład znałem kiedyś dziewczynę, której jasnowidzenie, że tak powiem, otwarło się po tym, jak poroniła. Także musi chyba być jakiś taki bodziec, który spowoduje to otwarcie.
[02:21:58] - Być może, że jakiś tak. Przecież szamani, ci też indiańscy szamani na trzy dni się gdzieś tam zakopywali, wpadali w jakieś transy, czy prawie przechodzili śmierć kliniczną, żeby potem być tymi szamanami. Tak się właśnie kuliło tych szamanów i przechodzili jakieś dziwne rzeczy, prawie że doprowadzali się do śmierci, żeby potem być tym, powiedzmy, szamanem, tym wieszczem tego całego ludu. Być może, że tak to działa. Szczerze mówiąc nie zastanawiałem się nad tym, ale może właśnie jakieś przeżycia powodują, że coś się w nas otwiera.
[02:22:42] - Dziękujemy po raz trzeci, panie Marku, za super ciekawą audycję. Zapraszamy oczywiście jeszcze do naszego radia. Na pewno posypią się pytania. Jeżeli takowe będą, to oczywiście odsyłamy wszystkich na stronę internetową pana Marka. Bardzo łatwo ją znaleźć. Wystarczy wpisać Marek Żelkowski w Google i ona od razu nam wyskoczy. No cóż, to by było dziś na tyle z dyskusji o zaświatach i mediumizmie. A co za tydzień, Marku?
[02:23:20] - Właśnie gdzieś zgubiłem moją rozpiskę tematów na najbliższe debaty, ale z tego co właśnie mam już, mam tutaj napisane na końcu „jakaś apokalipsa”.
[02:23:35] - To ciekawe. Zobaczymy. Może nam wyskoczy po drodze jakiś inny temat. Jak wiecie, u nas wszystko dzieje się czasami z dnia na dzień. W każdym razie zapraszamy za tydzień. Zapraszamy na strony, które zawsze promujemy. Zapraszamy na stronę Nieznanego Świata, na grupę Nieznanego Świata, na grupę Radia Paranormalium. Tam można wymieniać się doświadczeniami, uwagami na temat audycji. No i cóż. Jeszcze raz dziękujemy panu Markowi.
Pozdrawiamy serdecznie.
[02:24:10] - I ja również dziękuję serdecznie wszystkich pozdrawiam słuchaczy za wytrwałość, że ich nie zamęczyłem.
[02:24:19] - Na pewno nie dlatego, że był tutaj żywy udział i żywy odzew ze strony słuchaczy. Także pozdrawiamy i dobranoc, a wszystkich zachęcamy oczywiście do słuchania Radia Paranormalium i Debat Ufologicznych już za tydzień.
[02:24:34] - I Debat oczywiście Niekontrolowanych, bo ufologiczne, jak państwo-
[02:24:40] - Powiedziałem ufologicznych?
[02:24:40] - Powiedziałeś ufologicznych.
[02:24:42] - Z przyzwyczajenia, wiesz chyba. Ale one i tak za jakieś trzy miesiące wrócą.
[02:24:48] - Gdzie tam za trzy miesiące, już dwa miesiące, może jeszcze wcześniej.
[02:24:53] - Jak ten czas leci. Tak, wiele osób się dopytywało o Debaty Ufologiczne. One rzeczywiście wrócą. Cały czas czekamy na państwa propozycje tematów, dlatego że one nam się przydadzą niewątpliwie. Chcemy do was zaapelować w kwestii Debat Ufologicznych, oczywiście do tych słuchaczy, którzy znają materiał tam poruszony, o to, żeby nam powiedzieli, czego im jeszcze brakuje, o czym jeszcze nie było i czego powinniśmy nie robić, żeby się znowu nie powtarzać. Bo podejrzewam, że parę audycji poszło takich, że mówiliśmy o tym samym, szczególnie w kwestii parastronautyki, ale tam już niestety nie da się powiedzieć niczego nowego. Co do Debat Ufologicznych Niekontrolowanych, to pewnie z Chrisem poruszymy jeszcze temat piramid na pewno, ale jest też wiele innych kwestii, o które zahaczymy. Rzeczywiście, może za tydzień zajmiemy się apokalipsą z kosmosu, ale to jeszcze nie jest stuprocentowo pewne. Pozdrawiam i życzę dobrej nocy.
[02:25:58] - A w momencie, gdy będzie już wszystko na 100% pewne, o temacie najbliższej Debaty Niekontrolowanej dowiecie się państwo z naszej strony internetowej www.paranormalium.pl. A Debatę Niekontrolowaną prowadził dzisiaj Piotr Cielebiaś, przyszły wiceszef Nieznanego Świata. Dzięki jeszcze raz, Piotrze.
[02:26:21] - Również dziękuję i pozdrawiam pana Marka jeszcze raz. Życzę dobrej nocy.
[02:26:25] - I nasz gość specjalny dzisiejszej audycji: jasnowidz, transkontaktowiec Marek Szwedowski. Dziękujemy bardzo, panie Marku, za udział w audycji.
[02:26:37] - Dziękuję jeszcze raz wszystkich pozdrawiam. Dobranoc.
[02:26:42] - A audycję od strony technicznej obsługiwał jak zawsze Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na Twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:27:46] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. Tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:27:57] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl.
[02:28:07] - Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl.
[02:28:24] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. Tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:28:36] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl.
[02:28:44] - Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
[02:28:56] - Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:29:08] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium.
[02:29:24] - Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie.
[02:29:29] - Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie.
[02:29:35] - Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy.
[02:29:39] - Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć.
[02:29:45] - Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.