[01:20] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, ostatnią już w tym sezonie debatę ufologiczną online. Dzisiaj będziemy omawiać najciekawsze relacje z obserwacji UFO, jakie dotarły do nas na przestrzeni ostatnich lat. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie hangouta jest z nami oczywiście współprowadzący nasze debaty, współpracownik „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[01:50] - Dobry wieczór, witam wszystkich. Może na samym początku zaznaczę, że relacje, które dzisiaj będziemy przedstawiać, to w większości historie, które dotarły do nas od państwa w ciągu tego sezonu w większości debat ufologicznych. Marku, co możemy o nich powiedzieć z grubsza więcej? Są to historie, którym się przyglądaliśmy, które analizowaliśmy. Często te relacje były tak bogate w szczegóły, że nie występowaliśmy do świadków z dalszymi pytaniami. Historie te są bardzo zróżnicowane. Pamiętacie państwo zapewne, że w czasie kilku audycji mieliśmy telefony od świadków obserwacji UFO, którzy nam opowiadali o swoich przeżyciach. Najwięcej z nich chyba było w debacie, która była poświęcona nocnym gościom, jeżeli się nie mylę, prawda?
[02:50] - Tak, szczególnie po tej debacie wystąpił wysyp relacji o tego typu charakterze.
[03:01] - Tak więc dzisiaj zaprezentujemy te najciekawsze relacje zarówno w formie tekstowej i mówionej, jak i w formie audio, dlatego, że wielu z państwa nam się nagrało. Co w dzisiejszej debacie jest interesujące? Myślę, że naszą linię telefoniczną możemy otworzyć już teraz, dlatego, że dzisiaj jest odcinek specjalny. Dzisiaj nie ma gości. Skupiamy się jedynie na analizie tych historii. Postaramy się odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę obserwowali nasi słuchacze. Oczywiście zachęcamy wszystkich do nadsyłania relacji, ale najpierw, nim przejdziemy do tych relacji, parę spraw technicznych, Marku, prawda? Przypomnij może kontakty.
[03:45] - Tradycyjnie.
[03:46] - Przypominamy, że nie jest to zasada.
[03:47] - Bez kontaktów na początku audycji nie byłoby audycji. A więc podam już teraz numery telefonów do Radia Paranormalium. Radio Paranormalium dysponuje dwoma numerami: stacjonarnym i komórkowym. Stacjonarny 32 746 00 08. Numer komórkowy 530 620 493. Oczywiście cały czas można również do nas pisać. Mamy też Skype’a radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Info, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze.
I oczywiście apelujemy o nadsyłanie, jakżeby inaczej, relacji z obserwacji UFO i innych zjawisk niewyjaśnionych na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[05:06] - Dodajmy może jeszcze parę informacji o projekcie, który powoli wdrażasz, Marku. Otóż Marek doszedł do wniosku, że miło byłoby wskrzesić ideę tworzenia rocznej bazy danych obserwacji UFO w Polsce i wiem, że nad czymś takim pracujesz. Ja coś takiego prowadziłem przez kilka lat. Chyba przez pięciu, a może cztery, kiedy starałem się tam zawierać relacje, które napływały do mnie, do Arkhamiazgi, do większości badaczy, z którymi współpracujemy. Potem niestety nie miałem już na to czasu. Te relacje troszeczkę przeleżały, ale wiem, że Marek „Ivellios” taką bazę reanimuje i miejmy nadzieję, że ona będzie wkrótce gotowa, prawda?
[05:57] - Ja mam taki zamysł, żeby stworzyć coś podobnego do polskiego odpowiednika serwisu ufoevidence.org, gdzie będzie można zarówno przeglądać relacje już nadesłane i opublikowane w tej bazie danychGdzie świadkowie będą mogli również spokojnie nadsyłać swoje relacje. Takie zaufane miejsce, można powiedzieć, gdzie będzie się można spokojnie dzielić swoimi relacjami bez obaw o wyśmianie. Oczywiście zgodnie z zasadą stosowaną w Radiu Paranormalium, również w tej bazie danych na życzenie świadka będziemy zachowywać pełną anonimowość. Tak więc już teraz zachęcamy do zapisania sobie adresu ufo-relacje.pl, bo właśnie pod tym adresem docelowo strona naszej bazy relacji o UFO będzie funkcjonować.
[07:06] - Tak, ufo-relacje.pl. A z kwestii technicznych mamy dla państwa jeszcze parę informacji związanych z tym, jak my zachowujemy się, kiedy otrzymujemy taką relację o UFO. Nie zakłamujmy rzeczywistości. Warunki do badania UFO są, jakie są. Nie będziemy udawać, że jesteśmy Foxami Mulderami i że to wszystko wygląda jak w „Archivum X”, że dostajemy cynk o UFO i zapalamy trabanty i jedziemy na drugi koniec Polski. Wygląda to różnie. Charakterystyka ostatnich lat pod względem obserwacji UFO w Polsce jest taka, że są to w większości niestety sprawy zgłaszane nam z tamtych lat. Są to sprawy archiwalne. Jedyny przypadek, po którym został jakiś ślad, został zgłoszony niedawno Damianowi Treli i będziecie mogli państwo niedługo prześledzić historię tego niezwykłego znaku pozostawionego przez obiekt UFO gdzieś na Dolnym Śląsku. Ale często też świadkowie pytają nas, dlaczego nie odpowiadamy na niektóre maile.
Dlaczego niektóre sprawy zostawiamy? Otóż, drodzy państwo, jeżeli chcielibyśmy analizować wszystkie sprawy, to byłoby to troszeczkę bez sensu. Już mówię, o co mi chodzi. Większość materiału, który do nas dociera, szczególnie fotograficznego, przedstawia niestety obiekty, które da się wytłumaczyć i to często bardzo łatwo, poprzez bardzo prostą analizę obrazu. Tutaj powołam się na taki przypadek sprzed paru dni, kiedy z okolic Grudziądza dostałem zdjęcie obiektu UFO, jak twierdził świadek, przelatującego nad jeziorem. Nie trzeba być tutaj ekspertem, by stwierdzić, że jest to po prostu ptak, najprawdopodobniej wróbel, dlatego, że jego po prostu widać, kiedy się zrobi zbliżenie tego obiektu. I takich przypadków, kiedy dostajemy zdjęcia tak zwanych blurfo, czyli rozmytych obiektów przelatujących w okolicach obiektywu, jest bardzo dużo. Zwykle na nie nie odpowiadamy albo odpowiadamy krótko, dlatego, że problem jest też często taki, że ktoś wierzy tak silnie w to, że sfotografował UFO, a nie muchę, że potem się na nas obraża. Oczywiście są świadkowie, którzy przyjmują to do wiadomości. Często jednak tak nie jest.
Druga sprawa. Część z relacji dotyczy obiektów w postaci świateł na niebie. Często są to obiekty widziane w bardzo ograniczonym zakresie, jakieś przelatujące kule światła podobne do satelitów i tak dalej. Takie przypadki w dzisiejszych czasach, podkreślam w dzisiejszych czasach, dlatego, że 50, 60 lat temu budziły rzeczywiście spore zainteresowanie, ale w dzisiejszych czasach przy ruchu na niebie, jaki mamy, one sprawiają też pewien problem. Jeżeli ktoś widzi jakieś nierozpoznane światło, to oczywiście powinien zastanowić się przede wszystkim nad rozwiązaniami, które przychodzą do głowy jako pierwsze, czyli samolot, satelita oraz obiekt astronomiczny, czyli planeta. Najczęściej Mars, Jowisz. Te obiekty były do nas zgłaszane bardzo często. Często zdaje się świadkom także, obserwując na przykład Marsa i Jowisza w bardzo pogodną noc, że on się powiększa albo się porusza. Niestety nie. To jest efekt optyczny i o tym trzeba pamiętać.
Kiedy mówimy o obiekcie UFO? Wtedy, kiedy on się zachowuje bardzo nietypowo. Kiedy wygląda nietypowo, kiedy wykonuje nagłe manewry w powietrzu. Jest taka część obserwacji i one były swego czasu bardzo popularne w Polsce, że świadkowie donosili nam, że wychodząc w nocy na przykład na dwór, na balkon, często zapalając sobie papierosa na balkonie, twierdzili, że widzieli przelatujące światła, zwykłe kuleczki latające gdzieś bardzo wysoko na niebie, które lecąc, nagle odbijały, robiły zwrot o 90 stopni albo wykonywały taki zygzak na niebie. Bardzo zastanawiająca sprawa. Tego nie udało się wyjaśnić. Te historie rzeczywiście były bardzo intrygujące. Tu mieliśmy w 100% prawie pewność, że nie było to nic normalnego. Teraz tych obserwacji jest mniej, ale pojawia się dużo relacji, które mogą być tak naprawdę wyjaśnialne przez obserwacje obiektów, o których przed chwilą wspomniałem. Trzecia sprawa to fakt, że z racji tego, że docierają do nas często relacje sprzed lat, jedyne, co pozostaje do zrobienia w takim przypadku, to udokumentowanie tego zdarzenia.
Nie jesteśmy w stanie zrobić w zasadzie nic więcej w pewnych przypadkach, prócz zebrania informacji, jak to było. Dlatego pamiętajmy o podstawowych rzeczach.Szczegóły, które są podawane w przypadku obserwacji UFO w większości spraw mają wartość przybliżoną. My na przykład zbierając relacje prosimy świadków o to, by podawali nam wysokość, na jakiej znajdował się ten obiekt, by podawali jego rozmiary, by podawali odległość od jakichś punktów odniesienia i tak dalej. To wszystko jest, mówiąc zupełnie szczerze, robione na oko, orientacyjnie. Zwykły człowiek nie jest w stanie dokładnie w 100% określić wysokości tego obiektu, szczególnie nocą. Chyba że ma bardzo dobre punkty odniesienia. Nie jest w stanie w niektórych przypadkach podać dokładnej szerokości obiektu w metrach. To też wszystko jest robione na oko. Dlatego wartościowsze są takie porównania do obiektów widzianych na odległość wyciągniętej ręki i tak dalej. O tym zapewne wiecie, bo mówiliśmy o tym nie raz.
Kolejna sprawa: zjawiska, które dają się wyjaśnić. Parę lat temu mieliśmy w Polsce prawdziwy wysyp historii związanych z latającymi grupami obiektów, które wprawiły w zakłopotanie wiele osób. Potem się okazało, że za większość z tych spraw odpowiadały lampiony. Potem lampionów prawdopodobnie zakazano, także dzisiaj już lampion trudno zobaczyć latający w grupach. Ale rzeczywiście dostaliśmy sporo relacji. Do innych częstych obserwacji konwencjonalnych obiektów, które często do nas napływają, są samoloty na przykład, satelity i tak dalej. Naprawdę jest wiele obiektów, które mogą sprawić, że ktoś weźmie dany obiekt za zjawisko UFO. Oczywiście są też zdjęcia. O zdjęciach mówiłem. Są przypadki ze zdjęciami czy z filmami, kiedy te obiekty rzeczywiście szybko przelatują przed kamerą, przed obiektywem.
My nie jesteśmy w stanie w 100% powiedzieć, co to było, dlatego że często są to materiały słabej jakości. I chociaż brzmi to jak gadka sceptyka, okazuje się, że wiele spraw, które otrzymaliśmy w tym roku, było naprawdę wartych uwagi. Z tego powodu, że oceniliśmy je jako wiarygodne, z tego powodu, że zawierały bardzo dużo szczegółów. Pamiętajmy o takim pewnym prawidle, że pamięć o realnych wydarzeniach, realnych przeżyciach, zwykle bogata jest w szczegóły, jest w miarę spójna. To już są takie elementy, powiedziałbym, warsztatowe. Niemniej jednak musimy się przyznać do tego, i to jest bolączka całej ufologii, nie tylko nas, że my polegamy często tylko na dobrej woli naszych informatorów. Moglibyśmy podważać ich wiarygodność. Moglibyśmy wątpić w to, co mówią, ale często nie znaleźliśmy powodów, by tak sądzić. Także dzisiejsza audycja będzie poświęcona tym sprawom, które nam się wydały najciekawsze z takiego czy innego punktu widzenia. Marku, zacznijmy może od sprawy, która przyszła do nas jakiś czas temu i która jest z mojego obszaru.
Dotyczy jakichś punktów świetlnych widzianych na trasie Katowice-Częstochowa. Muszę państwu powiedzieć, że ten obszar jest miejscem, skąd takie relacje bardzo często docierały i docierają. Są to okolice Pyrzowic na przykład i tamtych wszystkich okolicznych miejscowości. Tam często pojawiały się relacje właśnie o widzianych światłach. Ja, analizując te historie, miałem zawsze bardzo duży problem z tym, jak je przyporządkować, bo część z nich, jak potem odkryliśmy, była relacjami związanymi z chińskimi lampionami. W latach 2010-2014 na tamtym obszarze między Katowicami a Częstochową, gdzie znajduje się bardzo dużo domów weselnych, restauracji, zajazdów, stamtąd pojawiały się bardzo często relacje o latających grupach świateł. Po pewnym czasie byliśmy w stanie określić, czym one były, dlatego że one się koncentrowały najczęściej właśnie w weekendy, w soboty ktoś takie obiekty widział. Tutaj natomiast przyszła relacja od pana Marcina Sz. I pan Marcin pisze tak: „Pamiętam, było to jakiś rok temu, okolice sierpnia, września 2015 roku. Jechałem samochodem na trasie Katowice-Częstochowa i gdzieś tak w połowie drogi zobaczyliśmy na niebie dziwne światła.
Były to dość jasne punkty, które zapalały się jakby w sekwencjach. Pierwsze zapalało się dość mocne, gasło i po chwili zapalały się dwa następne. Wizualnie wyglądało to tak, jakby był to obiekt trójkątny. Było to na średniej wysokości. Pojawiał się tak przez 20 minut. Całość zjawiska trwała może 10 sekund całej sekwencji”. Tutaj podkreślam. „Obiekt nie sprawiał wrażenia, jakby się poruszał. Nie mogłem zaobserwować więcej szczegółów, bo prowadziłem samochód. Obok widziała to druga osoba” pisze pan Marcin.
Marku, teraz pytanie.Możemy tutaj przyporządkować to zjawisko do lampionów? Nie, one na pewno by się tak nie zachowywały.
[18:35] - Raczej zdecydowanie nie.
[18:38] - Tak. Czy możemy to przyporządkować ruchowi samolotów na tej trasie? Raczej nie. Dlatego, że zjawisko z tego, co wiemy od pana Marcina, prawdopodobnie było stacjonarne.
[18:54] - Ewentualnie jeszcze wchodziłaby w grę opcja z jakimiś pokazami świetlnymi, ale to też takie naciągane mi się wydaje.
[19:07] - Tak. Interesujące jest to, że swego czasu, chyba dwa, trzy lata temu mieliśmy sporo takich relacji. Znaczy mówię sporo. Była taka historia z okolic Piotrkowa, z Gorzkowic, kiedy pewien pan stojąc na przystanku autobusowym zobaczył takie zjawisko. Ja to porównałem do takiego robaka. To znaczy najpierw się zapalało jedno światło, po chwili zapalał się rządek innych i gasł. I to się powtarzało. I takich relacji przyszło wtedy kilka. To było bardzo interesujące, bo jak to wyjaśnić? Stacjonarny obiekt, który w ten sposób mruga światłem.
Bardzo interesujące. Tutaj mamy do czynienia z czymś podobnym. Niestety myślę, że ilość danych, które posiadamy w tej sprawie nie pozwoli nam na wyciągnięcie konkretnego wniosku. To znaczy, jeżeli w 100% było tak, że ten obiekt stał po prostu w miejscu i były to trzy światła, które migały w sekwencji, możemy powiedzieć z pewnością, że było to jakieś niezidentyfikowane zjawisko. Niestety odległość, z jakiego była obserwowana, moim zdaniem tutaj utrudnia dalsze rozpoznanie. Mimo wszystko sprawa niezwykle ciekawa. To, jak przypominamy, donosił nam pan Marcin Sz. i było to w roku 2015. Kolejna sprawa, która zwróciła naszą uwagę pochodzi od pana Dariusza Ossowskiego i tutaj chyba możemy podać personalia, dlatego, że pan Dariusz dzwonił do nas kilkakrotnie.
[20:46] - Zresztą pan Dariusz wyraził wręcz zgodę na podanie nazwiska. Więc tak, pan Dariusz Ossowski.
[20:54] - Tutaj nasi słuchacze, tacy słuchacze powiem stali znają troszeczkę tą historię. Chodzi o bardzo ciekawy incydent, który miał miejsce we Włocławku.
[21:07] - Zresztą pan Darek też z tego, co pamiętam, dzwonił kilkukrotnie do debat na żywo, więc stali słuchacze też go już znają po głosie, można powiedzieć.
[21:18] - Tak. A sprawa była dość intrygująca, bo odnosiła się do obserwacji w dzielnicy Zazamcze na ulicy Wienieckiej obiektu, który przypominał zdaniem pana Dariusza taflę szkła. I co najciekawsze, nie była to obserwacja dokonana w powietrzu. To była obserwacja dokonana w zasadzie chyba na ziemi, z tego, co pamiętam. On był bardzo blisko. Wyglądało to po prostu jak typowa obca sonda. Ten temat jest bardzo ciekawy. Kiedyś poświęcimy mu osobną audycję, ale na razie może posłuchajmy.
[21:50] - Rozmowa zarejestrowana 5 października 2016 roku. Dzwonimy do świadka manifestacji UFO. Imię i nazwisko: Dariusz Ossowski. Zdarzenie miało miejsce w połowie września 2016 roku nad Włocławkiem. Świadek wyraża zgodę na wykorzystanie zapisu rozmowy w ramach którejś z audycji.
[22:13] - Słucham?
[22:13] - Halo, dobry wieczór. Z tej strony Marek Sęk „Ivellios” z radia Paranormalium. Umawialiśmy się na zarejestrowanie relacji dziś wieczorem. Czy mogę zająć w związku z tym kilka minut?
[22:25] - Bardzo proszę. Bardzo mi miło, panie Marku. Darek Ossowski się kłania.
[22:29] - Dziękuję, również miło mi. Chciałbym poprosić pana, aby pan opisał dokładnie okoliczności obserwacji. Kiedy do tego doszło, jaka to była miejscowość, jak wyglądał obiekt, jak się zachowywał i tak dalej. Wszystko, co pan pamięta.
[22:42] - Zacznę od daty. To było 22 lub 23 września. Już w tej chwili dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że bardziej 22. Warunki pogodowe idealne, błękitne, czyste niebo, temperatura wysoka powyżej 25 stopni na pewno. Godzina między 16:00 a 17:00. Miejscowość Włocławek oczywiście okolice ulicy Wesoła i Wieniecka przy markecie Biedronka. Ja wracałem akurat z zakupów i przechodziłem przez coś, co przypomina trochę plac, trochę skwerek o wymiarach może 30 na 50 metrów. Rosną tam kilka drzew iglastych, piaskownica, świeże zrobione chodniki z sławnego polbruku. Świadkowie. Żadnych świadków oprócz mnie.
Oczywiście żadnych. Jak zauważyłem ten obiekt? Jako nie zauważyłem przed sobą, a kątem oka lewego za lewym ramieniem zauważyłem coś, co spowodowało, że się odwróciłem. Nie wiem, czy to był rozbłysk światła, czy ruch, ale raczej stawiałbym na ruch. Odwróciłem się i w odległości niecałych dwóch metrów dosłownie zobaczyłem coś, czego nie mogę zakwalifikować do żadnego znanego mi przedmiotu. Absolutnie. A jestem naprawdę dobrze obeznany z technologiami wojskowymi i lotnictwem.Informatyką i tak dalej. Nie chwalę się, ale mówię to po to, żeby było wiadomo, że mnie jest raczej trudno zmylić jakimiś prostymi sztuczkami. Jak to wyglądało? Ja będę cały czas używał słowa „przypominało”, bo to na pewno nie było, ale przypominało szklaną taflę o wymiarach trzy metry na 40.
Przy czym znajdowało się w takiej pozycji, jakbyśmy szkolną linijkę postawili na tej dłuższej krawędzi w pionie i unosiło się nad powierzchnią gruntu, bo to było nad trawnikiem, więc nad trawą o około 20 centymetrów. Widziałem też, jaką mogło mieć grubość, około pięciu centymetrów. Ja stanąłem jak dosłownie skamieniały. Mało co jest mnie w stanie przerazić, więc się nie przestraszyłem. O tym oddziaływaniu obiektu jeszcze na moją psychikę też powiem, ale obiekt jakby na chwilę się zawahał, czyli zaczął odchylać się ode mnie wzdłuż swojej pionowej osi. Odchylił się o pięć stopni, po czym zaraz wrócił do poprzedniej pozycji. Chwilę, to dosłownie była sekunda może, jeszcze tak jakby oczekiwał na coś i następnie odjechał ode mnie. Czyli jak ja się już odwróciłem, to strony były odwrotne, więc w kierunku mojej lewej strony, cały czas zachowując wysokość nad ziemią. I użyję takiego określenia: nie robił sobie nic z przeszkód terenowych, czyli barierek na trawnikach, krzaków i tak dalej. Poruszał się niesamowicie płynnym ruchem.
Ten ruch do dziś mnie zastanawia, bo nie widziałem w żadnej ziemskiej technologii tak płynnego ruchu. To było coś podobnego, jak się odsuwają drzwi szklane po jakiejś prowadnicy, coś takiego. I to nie była duża szybkość, to nie było jakieś mgnienie obiektu. On miał maksimum 30 na godzinę, naprawdę. Ta jego trajektoria tworzyła na powierzchni ziemi coś w rodzaju powidoku, jak po szybkim przesunięciu się, przejechaniu obiektu. I co? I nic. To był koniec obserwacji, ale nie koniec tego zdarzenia, bo ja spotkałem się pierwszy raz z uczuciem klasycznego wyparcia, czyli sam siebie przekonywałem czy coś mnie przekonywało: „Nic się nie stało. Wracaj do domu”. Coś takiego.
I mało tego, tego do teraz nie rozumiem.
[27:26] - Znaczy pan czuł jakąś taką presję, żeby iść do domu i się tym nie interesować może?
[27:32] - To nie była taka presja. To było coś takiego, jakby to była moja wola, ale jednak czułem, że nie bardzo moja.
[27:42] - Taka pana wola podyktowana przez kogoś z zewnątrz, tak?
[27:46] - Właśnie o coś takiego. Taka silna podpowiedź, sugestia. Mało tego, ja się też sam zastanawiam nad tym, że ten obiekt mnie nie zdumiał. Potem, po całym tym wydarzeniu, jak już troszkę ochłonąłem, to nie poczułem się zdziwiony, tylko niesamowicie rozbawiony. Mi się chciało szalenie śmiać z tego zdarzenia, chociaż nie wiem dlaczego. Do dzisiaj nie rozumiem tej reakcji. I tak jak troszkę copam pamięcią, to mam wrażenie, teraz to już będzie mój własny komentarz, nie relacja, że to była jakaś wpadka człowieka i jakiejś rzeczy, której nie powinien nigdy widzieć. Tak to odbieram. Nie wiem, co to było. Nie próbuję tego interpretować, bo ja brałem pod uwagę możliwość, że kiedyś w życiu zobaczę może jakiś klasyczny obiekt.
Co rozumiem przez klasyczny? Wiadomo, UFO w atmosferze, powietrzu, lecące, coś takiego. I właśnie UFO. Ale jak nazwać to? To był niezidentyfikowany obiekt, jadący, unoszący się nad ziemią. Nie wiem, jak to zinterpretować. Jeszcze tylko co do opisu samego obiektu, bo to bardzo ciekawe. To była tafla szkła, ale nieidealnie przezroczysta, czyli troszkę przypominała takie szkło ornamentowe, jakie w drzwi montujemy. Przy czym to nie był jakiś ornament, tylko takie, powiedzmy, bohomazy nieregularne, jakby ktoś zadymił to szkło, coś takiego. Niemniej jednak półprzezroczyste, powiedzmy tak.
I na tym rysowała się przez całą jego długość linia, taka sinusoida. I ona się poruszała. Czyli te fale tej sinusoidy się poruszały, przesuwały się. Były narysowane bardzo ostrą, wyraźną linią, jeśli się nie mylę zieloną, ale wokół tej linii był jeszcze taki cień, jakby ta linia miała lekko rozmazane kontury, dodane jeszcze, nałożone jedna na drugą, coś takiego. I to tyle. Ja wróciłem do domu i dopiero następnego dnia opowiedziałem o tym swojej znajomej. Ale w pierwszym dniu w ogóle o tym nie myślałem. Po prostu takie klasyczne wyparcie. Nie wracałem do tego. Nie myślałem.
Mam jeszcze jedno spostrzeżenie, ale to proszę traktować pod hasłem „wydaje mi się”. Otóż jak ja widziałem ten obiektTo ta sceneria, czyli trawnik, chodnik. Wydaje mi się, że widziałem to w starej wersji, czyli przed remontem, bo ten chodnik był remontowany. Jakieś dwa tygodnie temu kostka była położona, a ja mam cały czas takie uczucie, że ten obiekt pojawił się nad starą wersją tego terenu. Nie wiem, czy to jest istotne. Być może, ale o tym nie jestem przekonany. To jest tylko takie moje odczucie. To chyba tyle. Chętnie odpowiem na pańskie pytania, panie Marku, jeśli coś jeszcze można uzupełnić.
[31:14] - Jeszcze takie mam pytanie, czy obiekt emitował może jakieś dźwięki, czy był całkowicie bezgłośny?
[31:18] - Absolutnie żadnych dźwięków, żadnych błysków. Kiedy się poruszał, to też nie powodował unoszenia się kurzu, nie poruszał przedmiotów typu krzaki czy coś takiego. Na mnie sprawiał wrażenie czegoś, co jest albo hologramem idealnie wykonanym, albo obiektem niematerialnym zupełnie, przynajmniej w naszym rozumieniu bądź w naszej rzeczywistości.
[31:49] - Właśnie po to chciałem teraz zapytać. Chyba telepatia zadziałała, bo tak było żartem.
[31:55] - Tak. Chciałem jeszcze sprawdzić jedną rzecz, którą odkładałem i trochę zapomniałem o niej. Co jest na przedłużeniu tej trajektorii? Na Google Mapach chciałem to zobaczyć, bo ja tam narysowałem plus minus taką trajektorię. Co jest na jej przedłużeniu? Bo ten obiekt pokonał taką trasę. Ja dalej już go nie widziałem, bo to wiadomo, perspektywa działa i on po prostu przenikał przez przedmioty, więc trudno było obserwować jego dalsze poruszanie się. Ale jestem zastanowiony, co jest na przedłużeniu tej linii. To by warto było sprawdzić. Właśnie sobie nawet dzisiaj zobaczę, co tam było w tę stronę, w którą on się udał, że tak to nazwę.
Poza tym mam takie wrażenie, takie uczucie jakiejś wpadki. Natknąłem się na jakieś zjawisko i tak mi się wydaje, że nie chcę za bardzo fantazjować, ale miałem wrażenie, że to jest element jakiejś maszyny, która po prostu wykonuje swoją stałą czynność, cykliczność, że ona tam pracuje tak czy inaczej, czy my to widzimy, czy nie. Tak to przynajmniej próbuję sobie wytłumaczyć, bo absolutnie nie był to obiekt, tak mi się wydaje, służący jakiejś lokomocji czy transportu. Raczej nie. Nie wiem, co to mogło być.
[33:27] - A czy obiekt wywierał jakiś wpływ na otoczenie? Czy jego manifestacji towarzyszyły jakieś jeszcze inne zjawiska?
[33:34] - Jest jedno, co do którego też nie mam pewności, ale to tak zazwyczaj jest, że przy takich obserwacjach to się nie ma, z tego, co czytałem, pewności. Nazwę to tak: fragment zjawiska z tego syndromu nazywanego OS. To znaczy to, o co pan pytał na początku. Nie było absolutnie żadnego świadka. To jest zastanawiające, bo to jest miejsce dość ruchliwe i tam jest w pobliżu przystanek autobusowy. Ludzie chodzą. Oczywiście możemy dopuścić, że tak akurat się stało. To był taki zbieg okoliczności, że nikogo akurat nie było, ale bardzo mało prawdopodobny. Tak jakby po prostu stało się tam nagle pusto i mnie tam też nie powinno być. I obiekt zaliczył wpadkę.
Po prostu. To tylko tyle, jeśli chodzi o oddziaływanie na otoczenie. O ile oczywiście to można tak nazwać, bo być może był to zbieg okoliczności, po prostu nie było nikogo. Ale też mnie to zastanawia, że żadnych innych osób absolutnie. I to tyle z mojej strony i jeśli pan ma, panie Marku, pytania, to proszę śmiało.
[34:50] - Mam jeszcze takie pytanie, które nie odnosi się bezpośrednio do relacji. Mianowicie twierdzi pan, że jest pan związany z wojskiem, techniką i tak dalej. Czy to jest zainteresowanie powiązane jakoś z wykonywanym przez pana zawodem, czy bardziej wynika z pasji?
[35:05] - Jedno i drugie, panie Marku, bo ja byłem i żołnierzem i jestem specjalistą od ochrony zabezpieczeń, broni. Interesuję się lotnictwem, pasjonuję się. W tej chwili to troszkę tak po amatorsku działam w ramach takiej wymiany kulturowej między Polską a Japonią. Wspólnie z koleżanką wydaliśmy dwa albumy. Niemniej jednak nie jest to tematyka, o jakiej w tej chwili mówimy. Także nie należę do grona takich gorących fanów. Po prostu ja się tą tematyką interesuję poważnie, ale nie fanatycznie. Tak bym to ujął.
[35:49] - Znaczy tematyką ufologiczną oczywiście.
[35:53] - Tak. I mój punkt widzenia, moje spojrzenie na to, to jest zawsze właśnie poprzez pryzmat technologii, bo to mnie najbardziej interesuje. Sprawy duchowości są moją słabą stroną, a już takie rzeczy związane z magią z czymś takim, absolutnie nie mam o tym pojęcia żadnego.
[36:17] - Dobrze, to tyle jeżeli chodzi o relację. Bardzo dziękuję, że pan się zgodził na tę rozmowę telefoniczną. Ja mam jeszcze takie pytanie. Czy wyraża pan zgodę na ewentualne- To już przechodzimy do, że tak powiem, kwestii technicznych. Tak, dokładnie. Tu jeszcze raz warto by podziękować panu Darkowi za to, że zgodził się podzielić tą niezwykłą relacją i nie bał się po prostu podać swoich danych.
[36:46] - Dwie uwagi ode mnie. Pierwsza to, że na samym początku zostało powiedziane, że obiekt miał wymiary 3 m na 40. Nie było to 40 m, tylko potem otrzymaliśmy doprecyzowanie, że 40 cm. Druga sprawa: tego typu historie związane z obserwacją małych obiektów, niedużych obiektów, często w pobliżu Ziemi, są bardzo intrygujące. Nieraz mówiłem już podczas debatów forowicznych, że według mnie istnieje taka kategoria obserwacji jak UFO sondy. O ile spotkań z humanoidami czy bliskich spotkań trzeciego stopnia innego typu możemy się czepiać, dopatrywać się w nich wątków psychologicznych, tak w przypadku sond UFO czy próbników UFO mamy zawsze pewien problem. Okazuje się bowiem, że jeżeli te obiekty rzeczywiście istnieją, jeżeli świadkowie widują malutkie pojazdy UFO, bo one zazwyczaj unoszą się nad ziemią albo potem pokazują, że są w stanie latać, to jedyne wyjaśnienie, które się nasuwa moim zdaniem, to fakt, że jednak jesteśmy podglądani przez cywilizację, która robi wszystko, by ich próbniki, które mają nas na oku, były po prostu niewidoczne cały czas. Moim zdaniem ten argument mówiący, że wielu świadków widuje jakieś małe obiekty, często przyłapując je in flagranti, wskazuje, że rzeczywiście ta interpretacja pozaziemska, przynajmniej w tym wypadku sond UFO, ma uzasadnienie. Przypomina mi się wiele innych podobnych historii, które mówiły, że ktoś takie małe obiekty widział. Bardzo interesująca sprawa z lat 80.
chyba pochodzi z Krakowa. Została opisana przez Rzepeckiego i Piechotę, bardzo znanych polskich ufologów. Tutaj warto też wspomnieć o tym, że Klub Kontaktów Kosmicznych, czyli organizacja, w której działa do dzisiaj pan Piechota, reaktywowała się i wydała bardzo ciekawe eseje na temat natury zjawiska UFO. Także zapraszamy do odwiedzenia, do znalezienia sobie strony Klubu Kontaktów Kosmicznych w sieci. Historia, o której mówiłem z lat 70., opowiada o pewnym facecie, który przechodząc przez park w Krakowie, nie pamiętam już dokładnie gdzie, natknął się na stojący na ziemi mały, dziwny obiekt, który mrugał światłami. Nie była to na pewno zabawka. Dron to też nie był, bo wtedy jeszcze ich po prostu nie było. Nie wyglądało to jak zwiadowczy pojazd innego mocarstwa, tylko przedziwny obiekt UFO, który zachowywał się również w sposób bardzo dziwaczny. Z tego, co pamiętam, wywierał na świadka również jakąś presję. Takich historii związanych z miniaturowymi obiektami opisał też sporo w swojej książce „UFO nad Podkarpaciem” Marek Miazga.
Mamy przecież takie historie, które są wręcz niesamowite. Opowiadają o tym na przykład, że podczas wesela, które miało miejsce chyba we wsi Brzoza Królewska, nie pamiętam dokładnie, malutki obiekt latający w formie dosłownie malutkiego światła spłynął z nieba na bawiące się dzieci razem na zewnątrz. Wesele było chyba w remizie. Dzieci bawiły się na zewnątrz i to coś, to światełko dosłownie opadło na ziemię między te dzieci. Potem wzniosło się z powrotem i zniknęło. Jeżeli ktoś chce doczytać o tej sprawie, powinien zajrzeć do książki Arka Miazgi, bo to jeden z najciekawszych incydentów tego typu. My również otrzymaliśmy sporo historii o sondach UFO, czyli tych małych obiektach. One rzeczywiście są niezwykle nieduże w porównaniu z tymi największymi latającymi talerzami i tak dalej. Mnie do głowy przychodzi pewna sprawa z okolic województwa mazowieckiego. Teraz już nie pamiętam dokładnie miejscowości, ale chodziło o to, że pewien facet, pan, który się zatrzymał w hotelu, nie pamiętam, czy to był Łuków.
Chyba tak. Zatrzymał się w hotelu i wyjrzał przez okno, bo usłyszał hałas i w pewnym momencie, otwierając to okno, zobaczył przelatujący dosłownie obok niewielki obiekt UFO w kształcie piłki, takiej srebrnej, który dosłownie musnął prawie jego okiennice. Także to była sprawa wyjątkowo ciekawa, interesująca, pokazująca nam, że takie niewielkie obiekty rzeczywiście mogą być dosłownie wszędzie i jeżeli jakaś cywilizacja obca chciałaby nas podpatrywać, to może to właśnie dzięki nim robić. Marku, możesz przypomnieć kontakty?
[41:46] - Oczywiście nasze numery telefonów to 32 746 00 08, 32 746 00 08. Numer komórkowy 53 620 493, 53 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Cały czas jest oczywiście również czynne nasze Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze, i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[42:48] - Jeżeli ktoś z państwa zaobserwował kiedyś niewielki latający obiekt i był pewien, że to nie było nic normalnego, to prosimy o kontakt. Przypominamy, że cały czas otwarta jest linia dla naszych słuchaczy. Przez wiele lat otrzymałem sporo relacji, które odnosiły się właśnie do tego typu obiektów. To nie były wielkie latające talerze, wielkie cygara. To były niewielkie obiekty, które wykonywały w powietrzu bardzo interesujące ruchy. Często też były widziane przez świadków z bardzo bliskiej odległości. Tutaj może rekordowa pod względem tej odległości jest relacja pana Dariusza. Natomiast przypominają mi się historie, kiedy dosłownie te UFO sondy, jak je nazywam, były widywane przez świadków często nad domem, nad polem albo przelatywały tuż koło nich. Taką typową UFO sondą moim zdaniem były te obiekty, które widział Grzegorz Tarczyński koło góry Osony. Potem otrzymaliśmy relację z miejscowości Daniec koło Opola, gdzie dwóch policjantów widziało parę tańczących obiektów ze sobą w jakiś sposób splątanych.
Jeden latał koło drugiego nad polem. Ci policjanci się wystraszyli. Sprawa była fajna. Podobna historia przecież jest z Hermanowej na Podkarpaciu. Tam Marek Gniazda również opisywał taką sytuację, kiedy para tych tańczących obiektów wokół siebie również się pojawiła. Słynna sprawa z Rzeszowa z Baranówki przecież, gdzie sfotografowano nawet jeden z tych obiektów. Tajemnicze w tych UFO sondach jest to, że one czasem się pojawiają właśnie sparowane. Jeżeli pamiętacie film „Prometeusz”, to tam, jak oni wylądowali na tej planecie, to jeden z nich wyjął takie dwie kule i wpuścił je do tej struktury. I one latały, oświetlały wszystko i skanowały to pomieszczenie. Te relacje, które nadsyłali świadkowie, były do tego niezwykle podobne.
To było zawsze intrygujące. A taką chyba najdziwniejszą historią z UFO sondą była historia z Poznania. Dokładnie nie pamiętam już skąd, ale pewien pan opisywał, że po prostu siedział sobie w parku i zapalił papierosa i w pewnym momencie zobaczył kątem oka, że obserwuje go kulka. Taka malutka, dosłownie jak piłka tenisowa. Zauważył tylko na jej powierzchni dość nietypowy układ powłoki tekstury. Ona była tak jakby skośna i w pewnym momencie po prostu znikła. Niezwykle ciekawa sprawa. Także zachęcam do zainteresowania się problemem tych najmniejszych obiektów UFO. Ale przejdźmy do spraw bardziej spektakularnych. Pan Dariusz wspomniał w swojej relacji, że był jedyną osobą, która prawdopodobnie widziała to dziwne zjawisko we Włocławku.
Ono też było dość anomalne. Pamiętamy tutaj o wszystkich aspektach, o których mówił, ale były też sprawy, które powinny być widziane przez większą ilość obserwatorów. Przykładowo pan Przemek A. napisał do nas mail, w którym opowiedział o swoich obserwacjach. Ta najciekawsza miała miejsce jakieś 18 lat temu. Zacytuję: „Pracowałem wtedy w lesie. Zaobserwowałem obiekt w kształcie cygara. Leciał bezgłośnie, nisko nad horyzontem, tuż nad linią drzew. Obiekt był kilka razy większy od samolotu pasażerskiego. Był metaliczny i silnie odbijał światło słoneczne.
Był wtedy słoneczny, bezchmurny dzień. Cygaro poruszało się wolno po linii prostej ze wschodu na zachód”. Intrygująca sprawa. Zawsze w relacjach o UFO dziwiło mnie to, że te obiekty największe, które powinny być widziane przez wiele osób, wybierały często do swojej manifestacji takie miejsca, gdzie raczej mało kto się pojawia. To mnie zawsze zadziwiało, że te obiekty, mimo że z jednej strony wykazywały jakąś chęć manifestacji, zupełnie unikały konfrontacji. Marku, co tam mamy jeszcze z takich obserwacji, które powinny być widziane przez większą ilość osób? Jakiś czas temu otrzymaliśmy relację od pana Dominika z Trójmiasta, który twierdził, że w latach 70. widział na Witominie dziwny obiekt. Może zacytuję, chyba że ty chcesz zacytować, Marku.
[47:51] - Mogę cię trochę odciążyć, bo tak gadasz, gadasz, nie gadasz, aż ci zaraz gardło siądzie. To może czas, żebym ja coś wreszcie przeczytał. Tylko niech znajdę tę relację. O, już mam. Będę czytał tak, jak to ujął słuchacz: „Gdynia, Witomino, lata 70. Miałem wtedy jakieś 10 lat. Mieszkałem w bloku na trzecim piętrze. Blok czteropiętrowy. Patrzyłem wieczorem w kierunku morza przez okno. Nagle z tego kierunku naleciały dwa czarne trójkąty.
Absolutnie bezgłośnie. Jeden poleciał wzdłuż sąsiedniego bloku, tuż nad dachem. Drugi, nie jestem pewien, ale chyba wleciał między bloki na mojej wysokości. Był koło mnie. W międzyczasie jeden poleciał z drugiej strony bloku nad pętlę autobusową na Witominie i leciał tuż nad drogą. Matka moja powiedziała, że wyglądał, jakby drogę badał. Nikt poza nami na całym Witominie tego nie widział. Przynajmniej nic ja o tym nie wiem. Po czasie matka stwierdziła, że pamięta tylko helikoptery.
[48:56] - To nie były helikoptery, ale nie pamiętam całości zdarzenia. Mam teraz 43 lata. Bardzo interesująca sprawa w kontekście tego, kiedy trójkątne obiekty się w Polsce pojawiły. Otóż najwięcej relacji zebraliśmy już w wieku XXI. Wcześniej były one okazjonalne. Napewno pamiętacie państwo te nasze rozterki, kiedy próbowaliśmy ustalić, czy trójkąty latające i bumerangi, które były bardzo do nich podobne, są obiektami wojskowymi, czy raczej nową formą zjawisk UFO. Na to pytanie nam się nie udało odpowiedzieć, chociaż fakt związany z tym, że one się tak eskalowały, że one zaczęły się pojawiać w pewnym okresie konkretnym, czyli przed wojną na Ukrainie, sugerował nam w jakiś sposób, że to mogły być obiekty testowe, amerykańskie, może nawet jakieś drony. Wiele relacji wskazywało jednak, że tutaj mamy do czynienia z czymś innym. Były przypadki, między innymi sprawa z okolic Radomska. To był rok 2010 lub 2011.
To jedna z tych wcześniejszych obserwacji była. I tam taki latający trójkąt dosłownie zawisł nad drogą w okolicach miejscowości, zaraz wam powiem, Holender, zapomniałem, ale można sobie to znaleźć na blogu Arka Miazgi między innymi. Tam ten obiekt zawisł nad drogą. Wyglądał, jakby miał problemy. Takim mankamentem w tych obserwacjach UFO, mankamentem tej teorii o ich wojskowym pochodzeniu było to, że te obiekty, i to pewnie już powtarzałem z 50 razy, one się pojawiały za nisko i robiły bardzo dziwne manewry. W większości przypadków pojawiały się dosłownie na kilkudziesięciu, kilkuset metrach. Może one oczywiście zwykle poruszały się bezgłośnie, ale w przypadku z Lublińca, gdzie jak wiemy jest jednostka wojskowa, tam, gdzie przebywają komandosi. I pewnego razu zgłosiła się do mnie kobieta, która była żoną jednego z takich komandosów. Stwierdzą, że po prostu pewnej nocy wyszła na zewnątrz i zobaczyła przelatujący nad Lublińcem taki wielki obiekt. On był praktycznie niewidoczny.
To była przezroczysta tafla szkła, przez którą widać było prawdopodobnie albo odbijające się w niej światła tego osiedla, albo gwiazdy. Nie mam pojęcia, co to było. Czy ten obiekt był przezroczysty, czy ten kadłub był taki połyskujący, odbijający wszystko jak lustro. I ta pani mówiła, że on przefrunął po prostu na bardzo niedużej wysokości. Pytanie, czy ktoś posiadający taką technikę w Polsce, czytaj Amerykanie, bawiłby się w ten sposób? Na to pytanie nam się nie udało odpowiedzieć. Co więcej? Tutaj do historii pana Dariusza z Włocławka. W kontekście tej historii przypomina mi się taka sprawa z Hrubieszowa. Ona była dość enigmatyczna, dlatego że tam świadek się nie zgodził na kontakt, powiedzmy inny niż mailowy, a to zawsze trochę budzi jakieś tam wątpliwości.
Mimo wszystko on się zasłaniał tym, że pełni jakąś ważną funkcję i nie może o tym mówić. Gdybyśmy go zidentyfikowali, gdyby został zidentyfikowany, to by to mu czymś groziło, jakimiś tam sankcjami. Także zdecydowaliśmy się tą sprawę zakończyć na tym kontakcie mailowym. I ten pan twierdził, że widział taki trójkątny obiekt, ale to już nie był taki trójkąt w 100% wielki, ogromny, przelatujący. Tylko to był trójkąt mniejszy, choć nadal duży, unoszący się niedaleko jednostki wojskowej w Hrubieszowie. I ten obiekt dosłownie zmieniał kształt na jego oczach. On to obserwował przez bodajże lornetkę. To można sobie na INSH znaleść ten raport. On to obserwował przez lornetkę i na końcu po prostu ten obiekt zniknął. Zdematerializował się do takiej kulki.
I to jest właśnie największa bolączka wszystkich historii związanych z latającymi trójkątami, że po pierwsze część z nich po prostu przypomina duże drony. Takie jak te najnowsze drony produkowane przez Boeinga czy przez Francuzów. Taki widziano między innymi, Holender już teraz zapomniałem gdzie, ale parę lat temu gdzieś tam na granicy z Białorusią, przy granicy z Białorusią taki obiekt był widoczny przez parę młodych ludzi z Warszawy, gdzie przelatywał po prostu dość niewysoko nad ziemią. Ale takie ogromne obiekty jak ten z Lublińca, jak ten z Sandomierza, jak wiele innych, pokazywało nam, że chyba drony to nie są, bo te obiekty były wielkie, po prostu miały kilkadziesiąt metrów czasem. Niekiedy pojawiały się nawet szacunki mówiące, że były jeszcze większe. Problem, jak to sklasyfikować? Co się dzieje z tymi obiektami za dnia? Gdzie one lądują? Tutaj z pewną pomocą przyszła nam relacja, która napłynęła do „Nieznanego Świata” parę lat temu, w roku 2010. Ja o niej zapomniałem, ale ona mówiła o bardzo ciekawej rzeczy, bo o ile większość obserwacji latających trójkątów dokonana została w nocy, tak w tym przypadku była to obserwacja dzienna.
Na Mazurach pewien wojskowy wyszedł rano z namiotu i zobaczył unoszący się trójkąt. To co go uderzyło, to fakt, że jego kadłub był jakby zbudowany z lustra. Ten obiekt po prostu odbijał wszystko, całe otoczenie w sobie. Był przepiękny. I tutaj od razu rzuciło mi się w oczy to, dlaczego tak wielu świadków obserwacji latających trójkątów w latach 2014-2015Mówiło o tym, że one były przezroczyste, coś jakby odbijały, że trudno je było zauważyć. Możliwe, że one rzeczywiście miały połyskliwą, odbijającą powierzchnię. Ale zostawmy ten temat. Druga sprawa, Marku, która jest dość kontrowersyjna. Często nasi świadkowie mówią o tym, że widzieli ten obiekt po prostu pośrodku osiedla. Pan Dariusz widział go około Biedronki.
Tutaj świadek, który pisał z Witomina, mówił, że ten obiekt wleciał gdzieś między bloki. Arek Miazga, wspominając obserwacje z Baranówki z roku to był chyba 2000 rok, relacjonował, że te obiekty zwyczajnie sfotografowano nad jednym z bloków. To nam rodzi takie pytanie: dlaczego, mimo że te obserwacje powinny być widoczne dla tak dużej grupy osób, były obserwowane przez jedną osobę, dwie osoby. To znaczy były obserwowane przez jedną osobę. To były osoby, które się zgłosiły z tym. Natomiast większość albo tego nie zauważyła, albo postanowiła to puścić w niepamięć. Teraz Marku pytanie do ciebie. I to jest dość niecodzienna sytuacja w tym programie, bo w debatach ufologicznych zwykle to ty zadajesz pytania. Ale takie pytanie do ciebie, taki krótki przerywnik dla mojego głosu. Zbierając relacje od ludzi, z jakim ich stosunkiem do całej sprawy się spotkałeś?
To znaczy czy zauważyłeś, że dla wielu z nich rozmawianie o UFO to nadal jest wstydliwy problem? Że nasza kultura, nasze społeczeństwo nakazuje wręcz, że ktoś, kto zobaczył coś dziwnego, dla swojego świętego spokoju powinien to puścić w niepamięć.
[57:03] - Spośród tych świadków, z którymi ja miałem sposobność rozmawiać, można powiedzieć, że świadkowie raczej nie obawiali się mówić otwarcie o swoich przeżyciach, o swoich obserwacjach. Natomiast niektórzy zastrzegali, żeby nie podawać ich danych osobowych czy innych szczegółów na ich temat w obawie o to, że mogą być zidentyfikowani i mogą stać się w ten sposób pośmiewiskiem w swoim środowisku. Niby już te przesądy, niby już te pewne programy, że tak to ujmę, kulturowe przestają powolutku działać, ale wciąż jeszcze są w jakiś sposób obecne. Tutaj w międzyczasie na czacie Radia Paranormalium mamy kolejnego słuchacza, który postanowił się podzielić swoją relacją. Mordog81. Będziemy bardzo wdzięczni, jeżeli podzielisz się z nami, drogi użytkowniku, swoją relacją bardziej szczegółowo.
[58:25] - Widzę, napisał coś takiego, co jest interesujące i co się pojawia w wielu relacjach. Otóż napisał, że to coś jakby krążyło nad blokami i czegoś szukało. To jest jeden z elementów, o których świadkowie często wspominają, że UFO zachowuje się tak, jakby coś zgubiło. A z drugiej strony chce być totalnie niezauważalne. I to jest pewien absurd, moim zdaniem, w tych wszystkich obserwacjach. Bo przecież parę lat temu na przykład Przemek Więcławski, którego pozdrawiamy, zajmował się przypadkiem, kiedy grupa ludzi jadących samochodem obserwowała... Znaczy inaczej. Jeden z pasażerów samochodu zauważył obiekt dosłownie w mgnieniu oka, który wisiał koło drogi. I to był ogromny obiekt. Bardzo spektakularna sprawa.
Reszta tego nie widziała. Wszyscy byli wpatrzeni w swoją stronę. Kiedy on krzyknął, że coś takiego wisi, to oni wszyscy obejrzeli się, ale niczego nie zauważyli. Także z tymi obserwacjami UFO nie jest tak zawsze, jakby wszyscy chcieli. Do czynienia z obserwacjami masowymi mamy dość rzadko, mimo wszystko. Tutaj cały czas patrzę na komentarze na czacie. Imperium mi je przekazuje.
[59:56] - Ja tutaj dopytuję naszego słuchacza o szczegóły.
[01:00:01] - My tymczasem przejdźmy do może kolejnego przypadku. Mówiliśmy o latających trójkątach, ale oczywiście to nie były jedyne przypadki podejmowane w naszych debatach, bo w tym sezonie zajmowaliśmy się takimi tematami jak bliskie spotkania szczególnego stopnia.
[01:00:29] - Przepraszam, że ci przerwę. Tutaj słuchacz Wicked Sick napisał: „W wasze słowa idealnie wpasowuje się mój tato, który w ogóle nie chce o tym rozmawiać”. I tak właśnie myślę, że wielu relacji w ten sposób nie poznamy tak naprawdę właśnie z uwagi na niechęć świadków tych obserwacji do mówienia w ogóle na ten temat. Także bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim z państwa, którzy postanowiliście się podzielić swoimi obserwacjami z nami. Jeżeli macie jakieś swoje doświadczenia z UFO, to zachęcamy do nadsyłania pod kontakty Radia Paranormalium, najlepiej drogą mailową na nasz adres e-mail radio@paranormalium.plOczywiście na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość. Także jeżeli sobie państwo życzycie, to nie będziemy podawać nazwiska. Zamiast nagrania relacji telefonicznie będziemy sobie spisywać i relacjonować. Dochowamy wszelkich starań, aby na życzenie świadka nie udało się dokonać identyfikacji. Piotrze?
[01:01:48] - Taka mała dygresja odnośnie tego, dlaczego wielu świadków nie chce się pewnymi sprawami dzielić. Myśmy się spotykali z tym nie raz, że ktoś przyznał, że coś widział, a potem mówił, że nie będzie o tym dyskutował. Z czego to wynika? Z kilku rzeczy. Każdy z nas jest inną osobą. Każdy z nas ma inny zestaw wartości i każdy ma określone lęki. Wiele osób po prostu boi się tego zjawiska. Ja zauważyłem, że istnieje grupa ludzi, dla których temat UFO jest czymś troszeczkę wyrwanym z kontekstu i powoduje to u nich pewien dysonans poznawczy. To znaczy ich bezpieczne życie nagle naruszane jest przez jakieś dziwne wydarzenie. To wydarzenie wykracza zupełnie swoim zasięgiem poza bezpieczną codzienność i zmusza człowieka do zadawania sobie trudnych pytań.
Trudnych pytań o to, co to było, kim jestem i jaki to miało na mnie wpływ. Dlaczego ja przede wszystkim? Najlepiej zastosować mechanizm wyparcia. Udać, że nic się nie stało. Przecież nikt inny tego nie widział. Zawsze można powiedzieć, że się nic nie wydarzyło. Mimo wszystko jest grupa ludzi odważnych i im dziękujemy, którzy zdecydowali się te relacje nam przesyłać. I te relacje, jak mówiliśmy na początku, Velios w najbliższym czasie zaprezentuje w ramach osobnego portalu, który będzie grupował tego typu przypadki. Także one nie zginą. Dzisiaj je tylko troszeczkę zamarkujemy, powiemy co, gdzie i kiedy.
Drodzy państwo, w naszych relacjach często pojawiały się bardzo nietypowe elementy. Pamiętacie może tą debatę ufologiczną z Arkiem Miazgą? W zasadzie taki nasz dialog poświęcony problemowi folkloru i demonologii ludowej w kontekście spotkań z obcymi. Doszliśmy tam do takiego wniosku, że wiele z dawnych relacji, wiele z relacji związanych z ludowym folklorem, ludową tradycją, mogło wiązać się z naprawdę spotkaniami z UFO. Tylko że nikt ich wtedy nie umiał rozpoznać. I tutaj swego czasu napisał do nas pan Zbigniew z okolic Nowego Sącza, który miał do przekazania bardzo ciekawą historię na temat szaraków lub jak on to nazwał płanetników. Pozwolicie państwo, że ja to zaraz przeczytam. Oczywiście można do tego podejść jako do takiej ciekawostki folklorystycznej, ale mimo wszystko jest to godne uwagi. Dlatego, że ja swego czasu, kiedy jeszcze żyło paru starszych ludzi, kiedy żyli moi dziadkowie, którzy też mieli pewien zapas takich historii zawsze w zanadrzu, którzy przypominali sobie różne dziwne sprawy sprzed lat. Ja dowiedziałem się od wielu ludzi, że dawniej takie rzeczy się działy.
Znaczy może nie normalnie. Działy się równie często co teraz. Często były też bardziej spektakularne i warto się czasem zagłębić w te rodzinne opowieści. Warto, jeżeli macie jeszcze dziadka i babcię, jeżeli macie taki komfort, zapytać ich o takie wydarzenia. Dlatego, że w dawnych czasach, w czasach przedwojennych, a nawet tuż po wojnie, kiedy ten folklor był jeszcze żywy, ludzie gromadzili się z braku innych rozrywek w domach, opowiadając sobie różne historie, często niestworzone, ale często też poparte jakimiś własnymi przeżyciami. Jeżeli macie takie historie, nawet jeżeli są już z drugiej ręki, jeżeli wasi bliscy nie żyją, podzielcie się z nimi, dlatego, że naprawdę jest to wartościowe. I tutaj od pana Zbigniewa z okolic Łomsa koło Nowego Sącza pochodzi taka relacja. Przytoczę ją teraz. „Znam opowieść mojej świętej pamięci teściowej, która opowiadała...„ Sekundkę, bo tutaj analizuję, co mi przysłał Velios. Prosimy Marduka o to, żeby nam tą relację jakoś bardziej skomasował i do nas przysłał.
Ale pan Zbigniew pisze tak, bo już wrócę do tego tematu. „Znam opowieść babci mojej świętej pamięci teściowej, która opowiadała teściowej, wówczas małej dziewczynce, o wizycie w jej domu płanetników. Wtedy nikt ich się nie bał. Ludzie widywali ich częściej”. I tu kropka. Płanetnicy. W naszej debacie z Arkiem Miazgą wspomnieliśmy, że były to istoty, które zgodnie z wierzeniami ludowymi mieszkały w chmurach i sprowadzały deszcz. Płanetnicy mieli postać takich chuderlawych chłopców. Chudych, niemiłych, dość nieprzyjemnych. Czasami mieli takie nieszczęście, że spadali z tych chmur i ludzie ich widywali.Wiele osób dopatruje się w historii o płanetnikach odniesień do szaraków.
Ale teraz przejdźmy do tego, co pisze nam tutaj pan Zbigniew. „Z opisu babci wynikało, że są to szaraki. Miały wzrost około 1,40 m, duże głowy i oczy, szare, szklące kombinezony. Babcia mówiła o szklącej szarej, nie zielonej skórze. Przyszli do chatki w przysiółku w górach niedaleko Łącka i pokazywali na migi, że chcą coś do jedzenia. Babka dała im kaszy, sera i mleka. Oni skłonili się i odeszli. Po dłuższej chwili takie coś świetliste zrobiło fru fru, jak mówiła babka i odleciało do nieba. Nie do uwierzenia? Prosta kobieta, która nigdy nie chodziła do szkoły, opisuje tak dokładnie szaraków?” — pyta pan Zbigniew.
W tej opowieści jest jeszcze jedna ciekawa rzecz. W tamtych czasach mówiło się, że jak ludzie nie mieli siły do pracy, to tą siłę odbierali im płanetnicy. „Wnioskuję z tego” — dalej pisze pan Zbigniew — „że te kontakty musiały być częste i wszyscy o tym wiedzieli”. No rzeczywiście, jeżeli — i to mówię już ja — będziemy to rozpatrywać w takim kontekście ufologicznym, to skoro mieszkańcy okolic Łącka swego czasu, na początku wieku XX, widywali tych płanetników często, tutaj osoby, które zajmują się uprowadzeniami mogłyby powiedzieć: „O, to mogła być jakaś zbiorowa abdukcja”. W każdym razie historia bardzo fajna i co więcej, zostanie ona prawdopodobnie rozszerzona niedługo przez Arka Miazgę. Także odwiedzajcie jego bloga i oczekujcie aktualizacji, gdyż wkrótce tam pojawi się więcej informacji o tych dawnych spotkaniach z tajemniczymi płanetnikami, które wyglądają dosłownie jak szaraki wyjęte prosto z archiwum X. Takich historii o, powiedzmy, żywym folklorze dostaliśmy więcej, ale może zachowamy je na kiedy indziej. Ja ostatnio otrzymałem też historię, która była bardzo ciekawa i która poniekąd się wiąże z tym aspektem, a dotyczy może nie tyle obserwacji UFO, co bardzo dziwnego incydentu, który miał miejsce 25 lat temu, jak pisze pan Rafał, w okolicach miejscowości Miedzna koło Pszczyny. Ten pan twierdził, że przebywał sobie w lesie zupełnie zwyczajnie i w pewnym momencie usłyszał dziwny szum. „Odruchowo” — pisze — „spojrzałem w kierunku ulicy Leśnej, czy nie przejeżdża jakiś samochód, ale nie było słychać silnika, więc spojrzałem w górę, ale absolutnie nikogo nie zauważyłem.
Co więcej, gdyby coś przelatywało nade mną, musiałby prawdopodobnie rzucać jakiś cień, gdyż był bezchmurny dzień”. Co było w tym najdziwniejsze? Otóż okazuje się, że później wszystko wokół zamarło na dobrych 15 minut. „Nie było słychać absolutnie nic. Zapanowała kompletna cisza” — pisze pan Rafał. Okazuje się, że trwa to jakiś kwadrans i las wracał do życia bardzo niemrawie. Pan Rafał dodaje: „Chodziłem do tego lasu przez kolejne cztery dni i mam wrażenie, że do pełni życia sprzed zdarzenia wrócił on na czwarty dzień”. Co interesujące, jeden ze starszych mieszkańców, którego spotkałem po dwóch dniach od zdarzenia, stwierdził, że, cytuję: „Ten las dziwny się ostatnio zrobił. Ani ptaków nie było słychać, ani nic” — pisze pan Rafał. Bardzo ciekawe wydarzenie.
Swego czasu otrzymałem podobną relację od pewnej pani, która twierdząc, że wybrała się na grzyby z rodziną czy na jagody, postawiła sobie samochód w lesie i wyszła na chwilę. W pewnym momencie stało się coś dziwnego. Otóż cała rodzina usłyszała przedziwne dźwięki dochodzące spod ziemi. Dokładnie spod ziemi. Był to szum, tak jakby coś pod tą ziemią pracowało. Czy było to jakieś naturalne zjawisko? Czy może jakiś fenomen geologiczny? Do tej pory nie wiadomo. W każdym razie to coś ich bardzo mocno wystraszyło. Wkrótce ta relacja pojawi się w „Dotknięciu nieznanego” w „Nieznanym Świecie”.
Ale to takie małe dygresje na temat tego żywego folkloru i jego związku z ufologią. Przypominamy, że jeżeli ktoś z państwa posiada relacje, jakieś wspomnienia odnośnie dziwnych wydarzeń, które opowiadali mu dziadkowie, to prosimy o ich nadsyłanie, o dzielenie się z nami tymi opowieściami. Przypominamy też, Marku, że cały czas otwarta jest nasza gorąca linia, na którą możecie przesyłać swoje uwagi i komentarze, a także relacje o obserwacjach UFO. Przypominamy, że to ostatnia debata ufologiczna w tym sezonie. Znaczy monolog ufologiczny w zasadzie, ale cóż.
[01:12:32] - Prawie monolog, bo dzisiaj będziemy też odtwarzać jeszcze kilka rozmów ze świadkami. Oczywiście tymi, którzy się na to zgodzili. I gdzieś w dalszej części debaty usłyszymy się również z Arkiem Miazgą. Co prawda z taśmy, ale jednak usłyszymy. Arek przygotował dla potrzeb dzisiejszej audycji kilka wypowiedzi. Będą one prawdopodobnie wyemitowane w jednym bloczku, także będzie to taki dłuższy wykład na temat tego, co Arek ciekawego otrzymał w ciągu ostatnich lat. Numery telefonów do Radia Paranormalium to oczywiście jak zawsze 32 746 00 08, 32 746 00 08.Skype radio.paranormalium.pl, numer komórkowy 530 620 493. Można cały czas oczywiście również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Zaglądamy również na czata towarzyszącego naszej transmisji na YouTube.
Można nas także znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również przesyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. I mam teraz dylemat, co puścić, bo mam takie dwie przygotowane relacje. To może tę drugą. Mamy słuchacza na antenie. Halo? Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[01:14:33] - Dobry wieczór.
[01:14:34] - Dobry wieczór.
[01:14:38] - Jakiś czas temu starałem się przekazać pewne informacje, a miałem taką obserwację właśnie ze Śląska, z Chorzowa. Powiem od razu, mam zdjęcia, mam filmy i to miało miejsce w 2016 roku.
[01:15:00] - Bardzo prosimy, jeżeli mógłby pan przytoczyć wszystkie szczegóły tej obserwacji. Wszystko, co pan pamięta: data, miejsce obserwacji, warunki pogodowe, jak wyglądał ten obiekt, jak się zachował.
[01:15:18] - To zdarzenie miało miejsce w Chorzowie, w Parku Chorzowskim. To był lipiec 2016 roku. W ciągu dnia. Nie wiem, to była pora mniej więcej gdzieś koło godziny 14:00. Pogoda? Było idealne niebo. Nie ukrywam, że interesuję się tymi paranormalnymi historiami i obserwacjami i obserwowałem oczywiście niebo jak zwykle i w pewnym momencie zobaczyłem coś, co zaintrygowało mnie bardzo, bo nagle zobaczyłem takie błyski wielokolorowe. Obserwowałem to przez pewien czas. W pewnym momencie zorientowałem się, że muszę to w jakiś sposób utrwalić, bo moja pamięć jest zawodna. Mam oczywiście ze sobą zawsze aparat.
Zrobiłem dwa zdjęcia. To już teraz konkretnie. Potem wykonałem film. Mam go oczywiście. Chciałbym, żeby ktoś to ocenił, bo wydaje mi się, że to są pewne takie zupełne konkrety i chciałbym to przesłać, nie wiem, panu czy komuś, kto jest bardziej zorientowany, żeby to ocenił.
[01:16:47] - Najlepiej byłoby, gdyby pan to wysłał drogą mailową na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Bylibyśmy bardzo wdzięczni.
[01:16:55] - Może pan opisać te błyski w jakiś sposób?
[01:16:59] - Tak, oczywiście. Ten obiekt przesuwał się bardzo wolno, dlatego zacząłem się przyglądać bardzo wyraźnie. Oczywiście tam przelatywały samoloty. Pyrzowice są niedaleko. Tych przelotów było bardzo wiele i on przesuwał się bardzo wolno. Te błyski były takie wielokolorowe. Zatrzymywał się, robił zwroty bardzo delikatne w lewo, w prawo. Potem znowu się przesunął. W tym momencie wyciągnąłem aparat, żeby to po prostu uwiecznić, bo sobie myślę: „Nie ma takiej opcji. Nikt mi nie uwierzy w taką opowieść”.
Zrobiłem jedno zdjęcie, zrobiłem drugie zdjęcie. Jak po czasie zacząłem potem przeglądać, okazało się, że to były odstępy kilkunastominutowe. Czyli ta obserwacja trwała może 10-15 minut. Potem pomyślałem, że muszę zrobić jakiś film, nakręcić cokolwiek. Aparatu fotograficznego nie posiadałem, a oczywiście w tej odległości było ciężko wyłapać ten obiekt.
[01:18:18] - A przerwę jeszcze. Żeby nasi słuchacze mieli lepszą możliwość zwizualizowania sobie, wyobrażenia sobie tego zdarzenia, mógłby pan opisać, jak ten obiekt wyglądał? Bo mówi pan: czyste niebo, tak?
[01:18:44] - Tak, coś suchutkiego było.
[01:18:46] - I on zawieszony wysoko, nisko, daleko, blisko? W jakiej orientacyjnej zupełnie odległości od pana? Jeżeli mógłby pan to w jakiś sposób ocenić. No i oczywiście same informacje związane z kształtem tego czegoś. Czy był pan w stanie wyraźnie odróżnić jego formę na tle nieba? Czy on się jakoś wyróżniał? Bo rozumiem, że on opalizował, tak? Nie połyskiwał światłem odbitym od słońca, tylko w jakiś sposób opalizował. Czy w tymNie swoim wyglądzie zewnętrznym był bardziej podobny do kadłuba samolotu, czy może do jakiejś chmury? Jak by pan to określił?
[01:19:37] - Chmur w tym czasie nie było żadnych. Nie był absolutnie żadnym kadłubem samolotu. Znam bardzo dobrze wygląd samolotu, który przelatuje, nawet jeżeli nie zostawiają smug kondensacyjnych, bo obserwuję.
[01:19:54] - Tak, ale chodzi mi o wygląd tego czegoś, co pan widział. Do czego by pan to porównał?
[01:20:00] - To był obiekt owalny. Dlaczego owalny? Inaczej. Tak jak pan mówi, czy on opalizował? Nie, nie opalizował. Te błyski, które z siebie wydawał, zwróciły moją uwagę, bo one nie były naturalne. Było światło niebieskie, było jakieś czerwone, wpadające w różowe, lekko żółte i te błyski były zupełnie jakby nieskolorowane z tym niebem. Dlatego to zwróciło moją uwagę. Ale to jeszcze jest nic, bo tak jak wspomniałem, na końcu zrobiłem dwa zdjęcia i one są w pewnych odstępach czasu wykonane. To widać.
Zresztą jak je prześlę, to państwo sobie zobaczycie. Ale potem postanowiłem nakręcić krótki film. Czułość aparatu nie pozwalała mi wyłapać na tym malutkim ekraniku tego obiektu, ale patrząc w niebo wiedziałem mniej więcej gdzie jest. A że nie lubię przebywać na otwartym słońcu, leżałem pod drzewem. Wziąłem sobie punkt odniesienia, gałąź, która gdzieś tam była i po prostu na ślepo przez pewien czas filmowałem to niebo. Oczywiście oglądając ten film w aparacie nie było nic widać. Potem wrzuciłem sobie na laptopa, zacząłem to przeglądać i w pewnym momencie zobaczyłem, to jest w dziesiątej sekundzie. Prześlę to, państwo zobaczycie sami. Następuje pewien błysk i odlot. Przy zwolnionym przeglądaniu widać jak wykonuje pewną rotację i znika.
Dla mnie to było jakby ewidentne. Rzeczywiście coś było. To jest cała moja obserwacja. Mam to. Oczywiście mam i chętnie prześlę.
[01:22:11] - Tutaj Marek, jako że jest lokalsem i to jest jego teren działania, to na pewno zajmie się tą sprawą i proszę tam skierować te materiały do Radia Paranormalium. Zrobimy tak zwykle, jeżeli otrzymujemy jakąś relację, że wysyłamy ją do badaczy, którzy są najbliżej, a najbliżej ma właśnie Iwer Jos. Także on tutaj tę sprawę będzie koordynował. Dziękujemy za podzielenie się tą sprawą. Mam nadzieję, że zaprezentujemy ją w jakiejś formie na naszej stronie. Być może już na tej stronie, którą Marek przygotowuje z relacjami z Polski. Także dziękujemy jeszcze raz. Pozdrawiamy.
[01:22:58] - Dziękuję bardzo. Kłaniam się.
[01:23:00] - Dziękujemy bardzo. To, co pan opisał przed chwilą, przypomina mi troszeczkę taką historię z Drohiczyna. To było wiele lat temu. Może to był rok 2006, może 2007, prawdopodobnie 2006. Wtedy otrzymałem, i tu niestety ta historia jest trochę niepełna, dlatego że ten pan nigdy się nie zgodził na publikację tych zdjęć, także mam trochę związane ręce. Otrzymałem relację od pewnego człowieka, który fotografując jakiś zabytek w Drohiczynie-
[01:23:37] - Mamy kolejnego słuchacza.
[01:23:40] - Także prosimy. Witamy serdecznie.
[01:23:43] - Halo, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie. Dobry wieczór.
[01:23:47] - Dobry wieczór. Dzwonię przed chwilą. Telefon był tutaj ze Śląska, z Parku Chorzowskiego. Ja z kolei dzwonię tu z Chorzowa i chciałem przedstawić podobną relację z tamtego roku.
[01:24:04] - Bardzo prosimy.
[01:24:05] - Można? To znaczy było tak: 2016, bodajże luty albo marzec. Tu mieszkam niedaleko parku. Tu przed sobą mam właściwie niedokończony Stadion Śląski i Osiedle Tysiąclecia. Wychodziłem na papierosa, spojrzałem w niebo. Jak to wiadomo. Patrzę, że nadciąga od strony Tysiąclecia, Katowic właściwie. Przelatuje. Sądziłem, że to balon. Bardzo wolno, wręcz anemicznie się poruszał.
Tak obserwowałem go. Myślałem: dron, balon. Niemrawo się tak porusza. Doleciało tu na ulicę Szczecińską, właściwie nad mój balkon. Nie miałem niestety lornetki. Cały czas wątpiłem, że może będzie jakiś to obiekt. Patrząc na to, właściwie on był metaliczny. Raczej powiem tak: nie okrągły zupełnie, bardziej jajowaty, z jakimś czerwonym odblaskiem. Może nie odblaskiem. Coś było czerwonego na nim.
Naprawdę nie mogłem go jakoś zbytnio, ponieważ nie miałem lornetki, przyobserwować wyglądu, ale cały czas sądziłem, że to jest po prostu jakiś albo dron, albo coś w tym rodzaju.W momencie, kiedy się to nade mną, zaświeciło. Nie było jajowatego. Po bokach zaświeciły się, właściwie nie lampki. Zaświeciło ogniami. Zerwałem się. Oczywiście poleciałem po aparat. Chciałem zrobić zdjęcie. Chciałem to sfilmować. Wyleciałem po drugiej stronie, bo cały czas się to przesuwało. Na pewno ludzie pomyśleli: co za wariat biegnie, a przecież nic nie ma.
Filmowałem, robiłem zdjęcia. Niestety nic nie było na tym. To też z kolegą to konsultowaliśmy. Tak więc nie wiem, czy miałem już widzę jakieś, czy jak. Trudno naprawdę stwierdzić. Słyszałem oczywiście o przypadkach, że jedni ludzie coś widzą, drudzy nic nie widzą, prawda? Było to bardzo realistyczne. Naprawdę, gdyby ktoś spojrzał na to tak jak ja, pomyślałby: nic nadzwyczajnego. Nie ruszało się to, nie robiło żadnych ruchów. Płynęło w stronę centrum Chorzowa i może dalej.
Natomiast jeżeli chodzi o taki obiekt, który widziałem, kiedy byłem małym chłopcem, to było to w latach 80. Trudno już mi teraz przypomnieć sobie. Też na balkonie, siódme piętro, wieczór, piękna pogoda, prawdopodobnie lato. Żył jeszcze mój ojciec. Na balkonie przebywaliśmy wielokrotnie rekreacyjnie, wiadomo. Obserwując gwiazdy, zwróciłem ja uwagę, że coś kolorowego, bo tak mówię. To była połowa lat 80. Ojciec też zwrócił na to uwagę. Mama też twierdzi, że to widziała, ale nie jestem przekonany. Świeciło, mieniło się różnymi kolorami.
Momentalnie. To było to, co można dzisiaj zaobserwować na filmikach niektórych z YouTube'a. Już niezależnie, czy są jakimiś fałszywkami, czy mogą być i prawdziwe. Po prostu śmignęło. W moment się oddaliło. Był to wieczór. Wręcz nie wiem, czy ze smuką, już nie pamiętam, ale zrobiło wrażenie. Naprawdę nie wiem. Nie wiem, czy ktoś mógł obserwować to jeszcze. Prawdopodobnie tak.
Było to bardzo spektakularne i widoczne. Trudno mi powiedzieć, kiedy to było. Ja podejrzewam, że pomiędzy 1985, 1986. Chyba coś takiego bodajże.
[01:28:35] - Bardzo ciekawa obserwacja. Interesujące jest to, że nagle dostajemy dwie obserwacje z Chorzowa. Miejsca, które raczej-
[01:28:48] - Chciałem jeszcze powiedzieć, że faktycznie być może, tak jak wielokrotnie ktoś powiedział, tak jak mówił czasami Chris McKenna, kiedy się wyjdzie i się zacznie obserwować. Oczywiście nie zawsze. Faktycznie coś się manifestuje na tym. Różnie. Oczywiście trzeba troszeczkę do tego sceptycyzmu mieć, bo przecież teraz różnych dronów, samolotów. Trudno właściwie coś pomylić z samolotem. Naprawdę to musi być taki obiekt, żeby zaintrygował, bo jak on się porusza. Samoloty dobrze znamy, jak się poruszają. Tak samo i te drony, które są śmieszne. Oczywiście, że mówiąc o tym, wzbudzałem, że tak powiem, rozbawienie, że na pewno widziałeś drona.
Ja wiem, jak dron wygląda. Z tym że jak moją pierwszą relację podałem wtedy, kiedy się zapaliły te światła po bokach. Proszę sobie wyobrazić, że pogoda była piękna i było jasno. Tak więc to dosłownie jakby jakiś porządny Jupiter z samolotu czy coś takiego. Równo przy tym jaju się zapaliły po dwóch bokach. Wreszcie mnie wtedy oczywiście przeszły. Mówię: „Nie wiem, muszę to zarejestrować”. Brałem, robiłem zdjęcia. Kompletnie nic. Nie było nic.
[01:30:23] - Pamiętam taką sytuację, którą opisywał Arek Miazga jakiś czas temu. To sobie można odnaleźć na jego blogu. On mówił o historii chyba z Podkarpacia, chociaż nie jestem pewien w tym przypadku, kiedy pewna rodzina obserwowała coś takiego na letnisku. Byli sobie na działeczce i nagle wszyscy zaobserwowali w górze jakiś krążący obiekt i on też był jajowaty, tylko on miał takie panele rozkładane. Nie był to oczywiście dron i im udało się to sfotografować. Oczywiście ta fotografia przedstawia kropkę, dlatego że to było jedyne, co udało im się uchwycić. Mimo wszystko sprawa była intrygująca. I tutaj powracamy myślą do tych słynnych UFO sond, tych niewielkich obiektów, które przecież nie muszą mieć formy takich spektakularnych pojazdów, a które mogą sobie cały czas w zasadzie krążyć i pozostawać niewidoczne. Pamiętajmy też, że drony i chińskie lampiony są wyjaśnieniem na wszystko w ostatnich czasach. Ale jest jeszcze jeden problem.
Tutaj te obwarowania prawne związane z używaniem tych obiektów w niektórych miejscach. Ja pamiętam taką historię sprzed jakiegoś czasu. Nie wiem, pan się rozłączył chyba?
[01:31:47] - Nie, nie, nie.
[01:31:48] - Nie, próbuje się dodzwonić drugi słuchacz, tylko że nie za bardzo ma tutaj...
[01:31:53] - To ja się rozłączam. Dodam jeszcze jedno, że kolega, przepraszam, że się jeszcze wtrącam w pański wywód. Kolega mój, sceptyk, generalnie też nic nie powiedział. Popatrzył na mnie, nie wiem, co myślał, ale niedługo po tym, też tu na Śląsku, on jeździ na motorze na zloty. Teraz nie powiem dokładnie gdzie, ale też po prostu stał w miejscu. Oczywiście on sądził, że to był balon, ale stało w miejscu coś takiego, co wyglądało jak balon. Było metaliczne i wiele ludzi to widziało. Naprawdę niedługo po tym. Nie wiem, miesiąc, dwa miesiące później. Jakoś tak.
Gdzieś tu, gdzieś w okolicy Śląska, gdzie się to ruszało. To może ja tyle na szybko.
[01:32:43] - Dziękujemy panu za relację. Pozdrawiamy. Wpuszczamy następnego świadka i powrócimy zaraz do tych tematów, które tutaj rozpoczęliśmy za chwilę. Możemy podłączyć kolejnego? Pozdrawiamy. Marku, możemy podłączyć kolejnego słuchacza czy nie?
[01:32:59] - Właśnie próbuję się połączyć ze świadkiem. Halo? Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[01:33:07] - Witam serdecznie. Dzień dobry. Nie wiem, czy na antenie jesteśmy na żywo. Chyba nie.
[01:33:13] - Jesteśmy już na antenie.
[01:33:16] - Też miałem ciekawą obserwację. To było w 2014, 15 czerwca w Kaliszu. Godzina 5:00. Z kolegą wyszliśmy na papierosa w pracy. Patrzymy, lecą samoloty w kierunku Łodzi i w kierunku Kalisza. Pasażerskie. I w tym momencie jeden odbija momentalnie w lewo. Patrzymy, co się dzieje. Wyprzedza go obiekt. Cygaro.
Latające cygaro dwa razy większe niż samolot. Zdziwieni, zaskoczeni. Zresztą nie tylko my, bo tak się złożyło, że pracuję w komendzie. Przyjechały też autobusy na odprawę. Ci kierowcy też to obserwowali. Przeleciało i co dziwne, tak jak gdyby w prawa i lewa odleciały myśliwce, jak gdyby go goniły. Dziwne zjawisko.
[01:34:19] - Czyli jeszcze raz. Stojąc i obserwując niebo zauważyli panowie lecące samoloty pasażerskie. Dwa.
[01:34:30] - Tak, dwa. Jeden momentalnie wyprzedził drugiego. Może z pół minuty lotu. I w tym momencie ten z tyłu odbił w lewo. Byliśmy zaskoczeni taką reakcją samolotu.
[01:34:48] - No tak. A czy to cygaro podążało za nimi?
[01:34:52] - Tak, za tym pierwszym samolotem. Co zaobserwowaliśmy, wyprzedziło samolot. Po prostu miało prędkość dwukrotnie wyższą niż ten samolot pasażerski.
[01:35:07] - A gdyby pan był w stanie opisać ten obiekt? Chociaż pewnie nie było wiele widać mniemam.
[01:35:14] - Nie wiele było widać. Jedynie cygaro bez skrzydeł, bez niczego. Byliśmy właśnie zaskoczeni tym i oczywiście bezgłośne. Samolot było słychać, a nic poza tym.
[01:35:25] - Bo to była piąta rano. Ten obiekt jaki miał kolor? Czy odbijał promienie?
[01:35:31] - Ciemny. Ciemny w ogóle był. Samolot odbijał jednak, jasny był. A obiekt był ciemny.
[01:35:39] - Intryguje mnie to, bo skoro doszło do tak niebezpiecznej sytuacji, mimo wszystko, to oczywiście możemy sobie zadawać pytanie, czy to coś mogło być widoczne dla pasażerów samolotu?
[01:35:54] - No nie wiadomo, bo to mogło być wyżej niż samolot.
[01:35:59] - Mówię o tym dlatego, że swego czasu, kiedy jeszcze prowadziłem klasyfikację tych spotkań, tę listę, otrzymałem bardzo dużo podobnych relacji. I jeżeli pan byłby zainteresowany, to na stronie infra.org.pl w tych opracowaniach rocznych, w tej zakładce „Relacje" i tam są dalej te opracowania roczne. Tam chyba jest pięć podobnych przypadków. I tutaj co jest ważne. Żaden z nich, chociaż one były często równie spektakularne i potencjalnie niebezpieczne, bo każdy taki incydent, jak wiemy, musi być badany i musi być zgłoszony. I żaden z tych incydentów prawdopodobnie nigdy nie został zgłoszony. Nigdy nie został zgłoszony.
[01:36:42] - Raczej nie. Ja pamiętam, chyba z miesiąc po tej obserwacji rozmawiałem z Januszem Zagórskim, bo w ogóle był taki okres, że oglądałem tą jego telewizję. On też mówił źre, ale aż zbytnio nie był zainteresowany.
[01:37:01] - Tak. A wie pan, my tą sprawę przekażemy do Damiana Treli. On pracuje w lotnictwie jako pracownik, powiedzmy cywilny i on swego czasu próbował zdobyć informacje od świadków pewnego zdarzenia. To było całkiem niedawno i napotkał po prostu na zmowę milczenia ze strony pilotów. On nie jest pilotem, on jest stewardem, ale napotkał na zmowę milczenia. Nie chcieli o niczym gadać, nie było mowy, chociaż pewne informacje na temat innego incydentu zdobył. I teraz pan pamięta dzień i datę tego wydarzenia?
[01:37:40] - To był 15 czerwiec 2010. Przypominam. Akurat kończyłem służbę do godziny 6:00 rano mieliśmy służbę z kolegą.
[01:37:51] - Szesnasty rok, tak?
[01:37:52] - Tak. Czternasty, 2014.
[01:37:58] - Prześlemy tę informację do Damiana. Mógłby pan oczywiście się również z nim skontaktować. Czy on by mógł coś w tej sprawie ustalić i czy byłby w stanie nam sprawdzić, czy zgłaszane były jakieś problemy związane z takim incydentem? Bo dziwi mnie to najbardziej, że z wielu podobnych przypadków, które były mi zgłaszane. Dam jeden przykład. Chłopcy grają w piłkę. I to jeszcze było w PRL-u. Grają w piłkę i nagle widzą, że jakiś obiekt prawie zderza się z samolotem pasażerskim, po czym sobie odlatuje jak gdyby nigdy nic. Prawdopodobnie sprawa w ogóle nie została zbadana. Została zamieciona pod dywan.
To były dawne czasy, a w dzisiejszym okresie, kiedy to powinno znaleźć jakiś wydźwięk, nie mamy żadnych informacji. Chociaż muszę podkreślić, że istnieje taka strona, na której możemy przeczytać o podobnych incydentach w polskiej przestrzeni powietrznej. Tam znajdziemy informacje o niewyjaśnionych zdarzeniach, ale oczywiście nie są odpowiednio opisane. To, co pan mówi, rzeczywiście jest niezwykle interesujące i zobaczymy, co Damian nam na to powie jako człowiek, który się w tych kręgach obraca, bo rzeczywiście bardzo interesująca sprawa.
[01:39:22] - To nie była pierwsza nasza obserwacja tutaj w rejonie Kalisza.
[01:39:27] - Słuchamy następnej.
[01:39:29] - Dużo się dzieje. Kiedyś, sam nie widziałem tego. O opowieści kolegi, który podejrzewam na pewno to potwierdzi i może by nawet zadzwonił i musiałby z nim porozmawiać. W czasie burzy, to parę lat wstecz, był świadkiem lądowania obiektu. Od domu oddalone to było gdzieś dwa, trzy kilometry. Chłopak, byłem zdziwiony, bo odważny na tyle. Wsiada w samochód, burza niesamowita. On jedzie, bo to dolina Prosny. Jedzie, bo to łąki. Jedzie tam w tym momencie, jak zjeżdża już w kierunku Prosny, to coś startuje, odlatuje.
Po dwóch, trzech dniach ja znów obserwuję z daleka, że jakiś obiekt. Najpierw myślałem, że jakiś helikopter z szperaczem, tak jakby czegoś szukał. Nie wiadomo co. To było w nocy.
[01:40:30] - Wspominał pan jeszcze w tej swojej obserwacji o tym, że ten obiekt z 2014 roku był potem goniony przez parę, tak?
[01:40:44] - Tak. Byliśmy, widzieliśmy z kolegą. Byliśmy zaskoczeni tym, że wydawało się, patrzyliśmy, byliśmy pewni, że to jednak myśliwce. Z jednej i z drugiej strony tak jakby nadlatywały, goniły go.
[01:41:02] - I potem one zniknęły z oczu, mniemam tak?
[01:41:04] - Tak, zginęły oczywiście, bo straciliśmy pole widzenia ze względu, że budynek nam zasłaniał.
[01:41:11] - Ja tutaj przegrzebując swoje archiwa, natrafiłem na bardzo podobną relację z okolic Kalisza. To są Brzeziny. Listopad roku 1986, około 15:10. Czytam, co tutaj otrzymałem od świadka. Stojący na przystanku mężczyzna zauważa przelot samolotu pasażerskiego, któremu towarzyszy obiekt prawdopodobnie kulisty, ponieważ nie zmieniał kształtu w miarę oddalania się. Kolor intensywna pomarańcza - twierdził świadek. UFO znajdowało się w odległości pięciu długości samolotów od niego i utrzymywało stałą odległość w czasie obserwacji. Takich historii mamy mnóstwo. Takich historii mamy mnóstwo. Są bardzo intrygujące.
[01:41:57] - Tylko w naszym przypadku jednak obiekt poruszał się szybciej niż samolot. Na tej samej trajektorii wydawało się i był dwa razy większy.
[01:42:09] - Oczywiście tutaj wszelkie dywagacje na temat tego, czy mógł to być obiekt wojskowy, chyba można sobie darować, bo nikt nie byłby taki głupi, żeby coś takiego robić. Interesuje mnie tylko zawsze w takich przypadkach to, jak reagują na to piloci. Tutaj to, o czym nam opowiadał Damian swego czasu, że oni również stanowią pewne charakterystyczne środowisko i dość hermetyczne, które niechętnie dzieli się takimi sprawami. Czy oni w takich przypadkach dramatycznych, bo to była sytuacja dramatyczna.
[01:42:43] - Raczej dramatycznie wyglądał ten zwrot samolotu. Nagły. To jest niepotykane. Raczej samolot leci linią prostą, nie zmienia trajektorii lotu.
[01:42:54] - No właśnie, to przecież zawsze jest potencjalne niebezpieczeństwo. Kiedyś zaprosimy Damiana i porozmawiamy z nim o tych przypadkach. Także niezwykle ciekawa sprawa. A czy przypomina pan sobie jeszcze inne wcześniejsze obserwacje z tamtego okresu? A może poprosiłby pan swojego znajomego, który widział to lądowanie i start, by z nami się skontaktował, gdyż to sprawa jest rzeczywiście-
[01:43:22] - Ja będę musiał się w takim razie skontaktować. Podejrzewam, że zgodzi się na to, żeby zadzwonić. Nawet jeżeli on nie będzie chciał, to ja zadzwonię ze swojego telefonu i ewentualnie on opowie.
[01:43:37] - Bardzo interesująca sprawa. Zróbmy tak. Wie pan, na pewno prześlemy tą audycję do Damiana i jeżeli mógłby pan skontaktować się z nim.
[01:43:50] - Bo w tej chwili nie mam nicNotowania. Że numer telefonu-
[01:43:56] - Wie pan co? Może zrobię tak, że po prostu z radiowego numeru telefonu prześlę panu dane kontaktowe do Damiana Treli drogą SMS-ową.
[01:44:05] - Oczywiście. Albo podam numer swój telefonu komórkowego.
[01:44:11] - Ja pana numer komórkowy sobie zapisałem, bo widzę tutaj wszystko na ekranie. Także jak najbardziej ułatwimy panom kontakt.
[01:44:21] - Bardzo interesująca sprawa. Kalisz formalnie chyba nie jest Wielkopolska, bo to jest Ziemia Kaliska, ale-
[01:44:29] - Kalisz Wielkopolska. Wielkopolska!
[01:44:30] - Wielkopolska? Aha, ale historycznie-
[01:44:33] - To nie Kalisz Pomorski.
[01:44:37] - My w tamtym rejonie nie mamy niestety aktywnych współpracowników. Kiedyś była słynna grupa poznańska, ale jakoś tak się rozproszyła. Także spróbujemy tutaj odezwać się do Damiana, który na pewno mógłby jakoś to skomentować, a przynajmniej zobaczyć, czy ktoś zgłaszał wtedy jakiś incydent. Wydaje mi się, że gdyby to zostało zgłoszone, to huczała by o tym cała Polska.
[01:45:07] - Tak, zresztą to była wczesna godzina, tym bardziej niedziela, to mało kto kurczę o tej godzinie obserwował niebo. Chyba przez przypadek.
[01:45:16] - Tak, bardzo interesujące. Dziękujemy panu za telefon. Chyba, że pan chce coś jeszcze dodać o jakichś innych sytuacjach?
[01:45:25] - No może nie dzisiaj, ale następnym razem. A było tych-
[01:45:29] - Pozdrawiamy. O, to super. To zachęcamy do telefonowania. Dziękujemy serdecznie za tą jakże interesującą-
[01:45:38] - Proszę bardzo.
[01:45:39] - Historię. Pozdrawiamy.
[01:45:40] - Dzięki bardzo za wspaniałe audycje.
[01:45:44] - Dziękujemy za miłe słowo. Do usłyszenia. Ale nam się narobiło wątków Marku i Veliosie Senku. Przy poprzednim telefonie pana z Chorzowa zacząłem mówić o takiej historii z Drohiczyna chyba. I to był rok 2006 prawdopodobnie. Ja bym to ustalił za chwilę, tylko nie chce mi się tak grzebać w swoim archiwum. Nie mogę do niektórych przypadków tak łatwo się dogrzebać. I tam dostałem takie zdjęcia. Tych zdjęć było dużo, może nawet kilkanaście. One przedstawiały jakiś lokalny zabytek i obok była chmurka.
Na pierwszym zdjęciu zabytek i tak na lewo od niego chmurka u góry, taka opalizująca, fajna jakby tęcza. Na drugim zdjęciu ta chmurka wygląda trochę inaczej, na trzecim znowu inaczej. Trochę się deformuje i dalej, co ciekawe, wygląda jakby z tej chmury, drodzy państwo, wylatywał obiekt UFO przypominający typowo latający dysk. Nie spodek z kopułą, tylko dysk metaliczny. Dziwna sprawa. Według mnie jedno z najbardziej intrygujących zdjęć UFO, jakie widziałem. A widziałem dużo. Niektóre nadsyłano, żeby mnie nabrać, inne nadsyłano, żeby sprawdzić, co to. Ale to było rzeczywiście intrygujące. Można było powiedzieć, że to zbieg okoliczności, jakaś tam chmurka przy zachodzącym słońcu i przelatujący obok owad albo ptak, ale sprawa była rzeczywiście intrygująca.
Fu fu fu. O czym jeszcze mówiłem? No tak, zdjęcia UFO to w ogóle osobny temat. Pojawiało ich się swego czasu dużo. Jak mówiłem, wiele nadsyłano, żeby robić sobie z nas żarty. Przypominam sobie taką historię z Poznania, kiedy ktoś w jednym z parków sfotografował latającą miskę i też nam to nadesłał. Ale to są stare dzieje. Marku, przejdźmy może, jeżeli nie mamy żadnego słuchacza na linii, do kolejnej relacji z naszego archiwum radiowego, która do nas nadeszła jakiś czas temu.
[01:48:15] - No tylko którą relację masz na myśli? Bo ja tych relacji mam tutaj całkiem sporo przygotowanych.
[01:48:21] - Wybieraj.
[01:48:24] - To może relacja od pana Michała Piotrze?
[01:48:34] - Może być.
[01:48:36] - A więc puszczamy.
[01:48:38] - Samym UFO zainteresowałem się po szkole podstawowej. Tak naprawdę wciągnąłem się w historię II wojny światowej. No i w tej historii II wojny światowej natrafiłem na takie wynalazki niemieckie jak Vril czy Haunebu, na organizację Thule i inne. No i tak się rozpoczęła moja przygoda z samą tematyką UFO. Ale do rzeczy. W 2011 roku, w czerwcu byliśmy na wakacjach w Anastazewie. Jest to miejscowość położona niedaleko Konina, raptem może z czterdzieści kilometrów w stronę Powidza. W Powidzu jest jednostka wojskowa lotnicza. Wołowa Konina tam strzyżyła często gęsto jako pomoc na przykład przy samolotach i innych rzeczach. W każdym razie w te pamiętne wakacje zabawiliśmy się.
To była godzina osiemnasta na skraju jeziora i lasu. Spotkaliśmy znajomych, przemieściliśmy się w inny punkt na inną stronę jeziora, oddalając się od samego jeziora gdzieś tak na czterysta metrów. Na takiej łące, polanie. My się śmialiśmy, że ranczo. Koledzy rozpalili ognisko. Było nas prawdopodobnie w granicach dwanaście osób. Było to kilka lat temu, więc nie mogę dać stuprocentowej pewności. Natomiast było nas w granicach dwunastu osób. To było około pięć aut.Wiadomo, w jednym samochodzie po dwie osoby, w jednym pięć. Było różnie, bo się spotkaliśmy po latach.
Chcieliśmy razem sobie poimprezować i w pewnym momencie doszło do takiego zjawiska pogodowego na niebie. Robi się czarno już tu na ziemi, natomiast niebo jeszcze jest niebieskie. Nie wiem, czy pan kojarzy, takie efekty często występują, jak słońce gdzieś się tam kryje poza horyzontem. No i jedna z moich koleżanek, którą też czasami poopowiadałem jej o tego typu zjawiskach i często u mnie w domu, gdy się spotykamy, poruszam różne tego typu tematy. Czapnęła mnie za bark i mówi do mnie: „Ryba, patrz”. Podniosłem głowę w niebo i na skraju, dlatego że ta polana czy też to pole jest na skraju lasu. Na skraju lasu nad drzewami zobaczyłem ogromny obiekt w kształcie kuli. Nie był to dysk, w żadnym wypadku. Była to duża kula i powiem szczerze, mieliśmy aparaty fotograficzne, mieliśmy kamery. Fakt faktem byliśmy zajęci, nie akurat, bo to już nie była pora na to, żeby trzymać aparaty w rękach lub też inne rzeczy.
Natomiast powiem panu jedno, że w normalnej sytuacji, jak człowiek jest normalnie myślący, wziąłby aparat tak jak pan woldzi to robić telefoniczny czy jakikolwiek inny, zrobiłby zdjęcie. Natomiast nie wiem dlaczego, wpatrywałem się w ten obiekt na niebie, który zawisł nad nami praktycznie i tak wytężałem wzrok, żeby zapamiętać jak najwięcej szczegółów tego obiektu, bo sam jestem fanem tego typu relacji i dlatego też próbowałem jak najwięcej szczegółów w danym momencie zapamiętać. Sparaliżowało mnie. To jest pierwsza sprawa. Nie wiem, czy to mnie sparaliżowała ta fascynacja tego, że było mi dane tak blisko zobaczyć taki obiekt, czy po prostu były jakieś inne rzeczy, które mnie sparaliżowały, a ja sam nie miałem na ten temat i do tej pory nie mam żadnego pojęcia. Natomiast obiekt wyglądał dosyć ciekawie, dlatego, że to była kula ogromna dla mnie czarna, dlatego że w tym momencie od dołu niebo było niebieskie, ale już wszędzie było czarno. Dlatego ten obiekt prawdopodobnie dla mnie również był czarny. Natomiast mówię prawdopodobnie, bo nie jestem w stanie tego dokładnie na 100% określić. Wiem, że ja go widziałem jako czarną, wielką kulę. Natomiast ta kula zmieniała kształty i bardzo mocno wytężyłem swój mały mózg, patrząc na ten obiekt i zauważyłem, że to nie jest jedna jedyna kula.
Za nią jest druga kula. Tylko, że było to tak dziwnie skonstruowane, że to było razem ze sobą połączone. Na początku mieliśmy dużą kulę, a w tym zaraz za nią była mniejsza kula, też czarna i one były dwie. To był jeden obiekt, ale one były jakby połączone. Nazwę to płaską, bo to inaczej nie idzie nazwać. Też czarnym. To był jeden obiekt. Natomiast przód tego obiektu był wielką kulą, tył był mniejszą kulą, tak o połowę. I ten obiekt nie wydawał żadnych konkretnych dźwięków, ale natomiast ruszał się dość dziwnie. Z tegoż to tytułu, że ja to wyobrażałem sobie, jak mogę to państwu przekazać, jak się ten obiekt poruszał.
Jeżeli mamy zegar ścienny starego typu, taki z kukułką i z tego zegara wychodzą, jakiś tam łańcuch, dajmy na to. I na końcu tego łańcucha jest szyszka. Wie pan, jak to kiedyś było. Jakby pan tą szyszką pobujał na boki, ale tak mocno by pan rozbujał tą szyszkę, że ta szyszka by nie wyskakiwała w ten zegar tylko jak wahadło z lewej do prawej maksymalnie się poruszała. Teraz ten zegar ustawiłby pan nie w pionie, a w poziomie i samym tym dużym zegarem skierowałby pan do siebie, a to wahadło by pan widział raz na jakiś czas, patrząc na to jakby tak sobie. Ja przepraszam, nie wiem, czy to jest dużo zrozumiałe z mojego przekazu. Widzieliśmy to. Nie ma problemu. Mogę z koleżanką porozmawiać, która mi to pokazała. Zresztą też do państwa może zadzwonić czy też napisać maila.
W każdym razie obiekt ten, ja nie wiem, ile to trwało. Minutę, pół minuty, może pięć minut. Nie wiem, bo tak mocno to zrobiło na mnie duże wrażenie. Po chwili ten obiekt ruszył kompletnie bez żadnego szelestu. Zawisł tam. Nas obserwował. Dla mnie to było oczywiste. To ognisko, może te osoby i ognisko może zaciekawiło, może nie. Tak naprawdę jaki był powód. Natomiast odczułem, że to nas w tym danym momencie po prostu podglądało i po tym okresie czasu, który tak naprawdę jest ciężki do określenia, czy to była minuta, pół minuty czy pięć minut, ale nie dłużej na pewno.
Obiekt ten ruszył. On już nie był nad lasem, tylko przemieścił się przez to pole, na którym my byliśmy. Hen, hen, hen, wzdłuż drugiego lasu, który tam zarowił. Z tegoż to tytułu, że ten teren prawie wojskowy. Tych lasów jest tam sporo. Ja tą informację tak dość długo trzymałem. Koleżanka znalazła również na internecie podobny obiekt, ale zaznaczam, że to jest podobny obiekt. To jest nie do końca identyczny obiekt. Z tegoż to tytułu możecie państwo sobie zobaczyć. To jest NOB nad Starachowicami, coś takiego.
To jest nazwane na YouTubie i dodatkowo jest kropka balon i znak zapytania również na forum. Wczoraj to wrzuciłem. Ja jestem u państwa na forum jako Vivigas, ale wymyśliłem sobie kiedyś hasło, bo szukałem z jakiegoś to tytułu nazwano obiekt, nad którym pracował Hitler jako Wilno. No i tam były jakieś inne. Nie sądzę. To był jeden taki przypadek. Ja panu powiem, bardzo mocno się zastanawiałem przez całe swoje życie. Przez te ostatnie pięć lat czy sześć po tym zdarzeniu, gdyż jeżdżę tam na wakacje prawie co roku, bo to jest Jezioro Anastazewskie najwyższej klasy czystości w Polsce. Jest w miarę blisko. Wiadomo koszty i tanio.
Namiot. Często gęsto jak człowiek wieczorami sobie siadał na pomostach i oglądałem niebo. Oczywiście jako fanatyk zauważałem tam różne kropki na tym niebie, które dziwnie latają. Natomiast nigdy bym się nie spodziewał aż takiego dużego obiektu w tak bliskiej odległości. No i na pewno nie kula taka dziwna, tylko bardziej bym spodziewał się dysku. Natomiast to nie był dysk, to była kula. Później często rozmawiałem z różnymi znajomymi na temat tego zdarzenia tam i miałem kolegę, który służył w jednostce COVID-u. Ja akurat nigdy nie służyłem w wojsku, więc tak jak mi się udało, tak studiowałem. Natomiast kolega służył w jednostce wojskowej z COVID-u i ja zacząłem tak na spokojnie sobie dopiero po dłuższym okresie czasu rozmyślać.Chociaż tak blisko mieszkam, jestem z tego regionu. Daleko państwo macie Wylatowo, w którym są znaki.
Sam osobiście, znaczy nie sam osobiście, bo w trójkę z moim innym kolegą informatykiem i z jego żoną kiedyś tak po podróżowaliśmy. Zabrałem ich ze sobą, mówię: «Przejdźmy się do Wylatowa, może znajdziemy jakieś kręgi». Dla zabawy. Niedziela. Aparaty fotograficzne przygotowali, pojechaliśmy. A znowu to takie pseudoterenowe, nie sana extrem, więc mogliśmy pozwolić pojeździć też po polach. Patrzyli na mnie ci rolnicy czasami taką miną niekoniecznie. Natomiast jechaliśmy do Wylatowa, jeździliśmy tam jak jeździmy. Też się rozglądaliśmy dookoła. Tam są jakieś wieże widokowe i inne rzeczy, tam to wszystko dalej.
Powiem panu szczerze, że wyjeżdżaliśmy z Wylatowa. Nie jest to może jakiś spektakularny piktogram. Jak wyjeżdżaliśmy stamtąd do Wylatowa. Jak wjeżdżaliśmy do Wylatowa. Inaczej powiem, to nie było na tym polu na milion procent żadnego piktogramu, bo to jest pole pierwsze jak się wjeżdża do Wylatowa. W samej drodze głównej. Po dwóch godzinach, jak wyjeżdżaliśmy z tego Wylatowa, koleżanka, która siedziała z tyłu w samochodzie przez szybę zobaczyła trzy duże kule, też takie na polu. Zrobiliśmy zdjęcia. Wiadomo, trochę radości w życiu. Nie wiem, czy to ktoś zrobił.
Akurat jak jeździliśmy przy głównej drodze, więc raczej by chyba nie podejrzewał, bo gdzieś bardziej oddalony ktoś by mógł sobie zrobić dowcip i byłoby okej. Natomiast nie umiem badać piktogramów, więc nie jestem w stanie stwierdzić poprawności tego piktogramu, czy to był zrobiony przez osobę, czy zrobiony przez coś tam inne. To odnośnie może kwestii samego Powidza. Dodatkowo mogę państwu powiedzieć, bo ja słucham państwa we wszystkich debatach ufologicznych i też mi państwo rozszerzacie moją małą głowę w tych wszystkich sprawach. Niedawno usłyszałem o kimś takim jak Kichoł w jednej z debat ufologicznych. I w tej debacie ja się nie zagłębiałem dalej, dlatego że ja pracuję za granicą niestety i słucham was cały czas, jak pracuję na słuchawkach bezprzewodowych, zgrywam sobie te króliki z Radia Paranormalium lub też z YouTube'a i wrzucam na smartfona i słucham wszystkich waszych debat. W każdą niedzielę jestem w stanie dużo wiedzieć o tych kwestiach i wysłuchiwać państwa. Czasami jestem zmęczony. Natomiast pan był kiedyś, pięknie ktoś tam nie zacytował, ale powiedział również o badaniach pana Kichoła na temat zjawisk UFO. I ja tu muszę powiedzieć, może szarpię trochę tajemnicy wojskowej i tajemnicy państwowej, ale żeby to miało ręce i nogi, to gdzieś z dwa lata temu kolega, który służył w wojsku, powiedział mi, że również na terenie tej jednostki są pewne rakiety dalekiego zasięgu o większej możliwości destrukcji.
Nie chcę określać tego bezpośrednio przez telefon. Mam nadzieję, że pan wie, o co mi chodzi. Z tegoż to tytułu ja się zagłębiłem później troszeczkę w to. I rzeczywiście, jak Rosjanie byli u nas, to jest największe lotnisko wojskowe w Europie. Tam Rosjanie mieli pierwszy punkt uderzeniowy na Europę w Brzeziu, więc też przetrzymywali prawdopodobnie tą samą broń. Natomiast teraz sytuacja jest odwrotna i przetrzymywana jest ta sama broń. Może już większego rażenia. Natomiast w drugim kierunku. Powiem szczerze, to akurat mam potwierdzone też. To kolega, którego znam od dzieciństwa i dopiero to powiedział po latach, więc nie pamiętam, żeby państwu.
Znaczy ja powinienem to państwu powiedzieć, ale nie wiem, jak to przekazać. Natomiast tu by się sprzęt informacji do teorii Kichoła, tu by się potwierdzał bardzo mocno. Natomiast ja nie umiem sobie złożyć tylko i wyłącznie w Wylatowie tych piktogramów, na co one im służą. Bo to, że oni są tam obserwowani przez pewne obiekty. Wiem, oczywiście mogą być to obiekty radzieckie, mogą być to obiekty jakiekolwiek inne. Natomiast niestety nie, takie coś nie ma prawa latać. Moje zdanie. Z innych relacji sam Konin. Miałem dużo takich przypadków. Mniej tak spektakularnych jak ten, to miałem oddalony od siebie o sto metrów.
Dla mnie to było po prostu miałem jak na dłoni. Jak zobaczysz samochód, to oddalenie stu metrów to jest coś niesamowitego. Z innych relacji kiedyś z koleżanką staliśmy na klatce, paliliśmy papierosy przez takie małe okienko, bo żona w domu nie pali, a dzieci miały. Też chcieliśmy kopcić na balkonie. Opowiadałem jej często, gęsto o tym UFO, tym zjawisku. Zafascynowałem ją. Ja pierwszy raz ją pytałem. Przyszedł do niej do domu i zobaczyłem, że ma różne obrazy galaktyk. No i mi się spodobało. I tak zaczęliśmy rozmowę.
Na tym papierosie rozmawiamy sobie. Widzimy drugi blok przed sobą. Żona mieszka na trzecim piętrze. Byliśmy w miarę wysoko. Lecą trzy kule, trzy kule pomarańczowe w pionie. Odległość ta sama. Trzy punkty, jeden nad drugim. Mówię do Moniki: «Patrz!». Bo już wiedziałem, że to na pewno nie jest nic innego jak to, czego nie wiemy, co to jest. No i Monika mówi: «To?».
Ja mówię: «Patrz, patrz». W tym momencie te trzy kule zrobiły taki niesamowity zwrot. Jak leciały równym tempem trzy jedna nad drugą, to tą środkową zostawiły dwie skrajne. Jedna poleciała w górę, druga poleciała w dół. Zrobiły jakby większy odstęp od siebie, po czym ta pierwsza w środku wystartowała do przodu. Utworzyły format wielkiego trójkąta i dzida dalej. Ja mówię: «Co to patrzymy? Niesamowite ruchy». I po chwili ta pierwsza, która wyskoczyła, która była w środku i poleciała do przodu, tworząc ten duży trójkąt, zamieniła się miejscami z tą dolną. Zamieniły się miejscami.
Te dwie znowu górne przyleciały w poziom tej pierwszej. Czyli znowu z trójkąta zrobiła się kreska taka długa i te dwie skrajne, które doleciały do tej pierwszej z powrotem, do niej, jak w szyku, który miały na samym początku doleciały. Czyli zbliżyły się bardzo blisko niej i w momencie przyspieszyły, ale naprawdę tak przyspieszyły, że po prostu zniknęły praktycznie z oczu. No to mam dwie takie relacje na chwilę, którą pamiętam.
[02:01:34] - Mógłby pan powiedzieć, co to była za miejscowość i jaki to był rok?
[02:01:38] - Oczywiście to był czerwiec 2011 rok. Jest to miejscowość Anastazewo. Jest to taka mała miejscowość wypoczynkowa, można powiedzieć. To nie jest miejscowość wypoczynkowa. Tam jest po prostu skraj jeziora, na które wszyscy jeżdżą. Tam jest raz w jednym roku kupa ludzi, w drugim roku prawie nikogo nie ma. Anastazewo obok Powidza to jest czterdzieści kilometrów od miejscowości Konin w kierunku na Toruń. Jak można z mapy popatrzeć. Tutaj jeszcze mamy dwa przykłady niedaleko Konina takich dodatkowych anomalii. Jedna to jest tego pana, o którym też państwo wspominaliście, który uciekał po polu i zrobił pomnik UFO.I daleko Konin jest niewielka miejscowość.
Jest, ja tam mam zdjęcia nawet czasami. Gdzie myślą, że to jest Bóg. To oko tam goniło i postawili. To jest jedno. W Golinie, to stare. Państwo też czytaliście w Radiu Paranormalium audycję o tym taką krótką na temat tego spotkania UFO w Golinie. To jest też koło Konina i tutaj to był, nie pamiętam, nie chcę kłamać, już nie pamiętam, 75, 79. Mogę się mylić.
[02:02:46] - Coś koło chyba 78, jeżeli dobrze mi świta.
[02:02:50] - Tak możliwe. To powiem panu jeszcze jedno. Mój kolega teraz z Konina przeprowadził się do Goliny. To miasto umiera. Tego miasta już prawie nie ma. Gaz gdzieś na boki ucieka. Kupił sobie tam domek, taki stary remontuje. Znam już tych swoich. Ostatnio mi napisał, że jego sąsiad dziesięć lat temu miał podobne zdarzenie. Bo ja czasami państwa linkuję na Facebooku i pewni znajomi tam sobie mogą czytać państwa artykuły czy słuchać.
I on do mnie napisał na Facebooku. Mówi do mnie: „Michał, mój sąsiad dziesięć lat temu miał podobną sytuację” i on tam wywiadywał mi się. Mówię: „Porozmawiaj na spokojnie z tym sąsiadem, może coś ciekawego ci jeszcze opowie”. Nie chcę teraz kłamać, nie pamiętam. Nie było to może jakieś wielce spektakularne, natomiast to coś wylądowało na polu w Golinie. Czy ten mężczyzna się kontaktował z tym, czy tam podchodził? Tego panu nie powiem. Natomiast wiem, że to wylądowało w Golinie i ktoś to widział gdzieś tam niedaleko szkoły nawet. Mogę się też oczywiście dowiedzieć. Zresztą wolę spróbować skontaktować też tego kolegę albo bezpośrednio tą osobę, która widziała to zdarzenie z państwem, bo takie powielanie słów kogoś mogę dużo pomylić albo jakąś istotną informację nie podać.
Nie będzie to wtedy tak wiarygodne. Może to nie chodzi o wiarygodność, bo UFO nie ma wiarygodności. Może mi pan nie wierzyć, może pan tą informację schować pod dywan i to nie chodzi o to, ale jeżeli chcemy, bo ja jestem tutaj nie zamyśl, ale jestem taki mały żuczek, który też próbuje to jakoś tam na swój sposób rozkodować. Jeżeli chcemy podejść do tematu poważnie, jeżeli naprawdę te fakty zaczniemy łączyć, to może nam się kiedyś uda poukładać to w jakąś jedną całość. Tak po prostu, że powiem, z pokory. Przez państwa również debaty ufologiczne dowiedziałem się i to mogę powiedzieć na swoim przykładzie, że często gęsto osoby, które widzą pewne zjawisko, chociażby tego typu na niebie, przeżyły jakąkolwiek traumę w swoim życiu. Wiem, jakiejś spektakularnej traumy może nie przeżyłem, natomiast łatwego dzieciństwa na pewno nie miałem, ale nie było ono jakieś koszmarne.
[02:04:53] - Także to była relacja od pana Michała. Relacja właściwie.
[02:04:58] - Ciekawa relacja. Muszę powiedzieć, że historia o tej kuli, która miała w sobie drugą kulę, jest chyba jedną z najciekawszych, jakie do nas dotarły. Ja w ogóle muszę się przyznać, że mam taką małą słabość do historii o obiektach, które się transformują, które zmieniają kształt albo które mają taki nietypowy kształt. To pokazuje, że my o tym zjawisku wiemy niewiele, że jego forma w postaci latającego cygara, które wymija samolot, a to, co widział pan Michał, to mogą być dwa zupełnie różne zjawiska o zupełnie różnym pochodzeniu. Niektórzy twierdzą, ja też tak twierdzę, że UFO to jest termin, to jest worek, do którego wrzuca się różne przypadki. Mamy historie jakichś gości z innego wymiaru, mamy historie kosmitów, którzy nas podglądają i mamy historie wojskowych, którzy budują swoje super zabawki, a my bierzemy je za przybyszów z kosmosu. Bardzo interesująca sprawa. Dziękujemy panu Michałowi za to, że ją przekazał, bo rzeczywiście jest warta uwagi. Ja sobie ją jeszcze raz przesłucham potem, dlatego że strasznie mi się podoba. Drodzy Państwo, jeżeli macie wśród swoich znajomych świadków obserwacji dziwnych zdarzeń, to prosimy o kontaktowanie się z nami.
Jeżeli ktoś z państwa widział również jakiś dziwny obiekt, to prosimy do nas zatelefonować. Przeglądając tutaj najnowsze relacje, które do nas przyszły, zwróciłem uwagę na list od pana, już wam mówię, pana, który nam się nie przedstawił z nazwiska, ale który przesłał nam garść bardzo interesujących-
[02:06:50] - Mamy słuchacza kolejnego na antenie. Właśnie w tym momencie.
[02:06:54] - Witamy.
[02:06:54] - Halo, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[02:06:59] - Dzień dobry. Dostałam wiadomość od znajomego, że właśnie jest u państwa teraz taka audycja, a ja miałam rok temu, równo w wakacje taką przygodę. To był lipiec. Obudziłam się w nocy za dziesięć pierwsza. Mieszkam w Warszawie. Puławska róg Alei Lotników. I obudziłam się w nocy za dziesięć pierwsza. I tak sobie leżę, leżę i postanowiłam, sobie myślę: „No chyba muszę wstać, pójść do łazienki, wtedy mi się później łatwiej zasypia”. I właśnie zobaczyłam, która jest godzina. Jak usiadłam na łóżku i tak sobie siedzę, że zanim wstanę i usłyszałam taki dźwięk dziwny, taką jakby kołatankę, takie trrr, takie kołatanie.
Nie wiem, jak to jeszcze nazwać inaczej. Tak patrzę w okno i widzę, że tak jakoś z pięćdziesiąt metrów od okna bardzo powoli leci coś takiego, co wygląda jak pocisk. Jest gładki, tylko że ma taki bardzo łagodnie zakończony. Nie tak ostro jak pocisk, tylko tak łagodnie, troszkę właśnie może jak cygaro. Tu państwo mówią o cygarze. I był srebrny.I miał taką opaskę z takich świateł białych i czerwonych, mniej więcej pośrodku. To miało długość, myślę metr czterdzieści, może metr dwadzieścia. Byłam bardzo świadoma tego i patrzyłam się na to cały czas, żeby jak najwięcej zapamiętać. Bo właśnie ten znajomy, który mi powiedział, że teraz jest ta ulica, dużo z nim rozmawiałam też na tematy paranormalne i patrzyłam się, co się będzie działo. On bardzo powoli leciał i patrzyłam nawet, sobie myślę, jaki on ma silnik i z tyłu w zasadzie był po prostu ścięty na równo.
Po prostu na równo ścięty, jak przekrój okręgu. A z przodu miał taki troszeczkę czubeczek, ale bardzo łagodny i był cały srebrny. Przeleciał przede mną dosłownie i leciał w stronę Alei Lotników i sobie myślę: „Muszę zobaczyć, gdzie on będzie leciał i w ogóle na jakiej zasadzie on działa”. Leci, leci i nic go nie napędzało, po prostu tylko był ten dźwięk. Jeszcze wyjrzałam przez okno i później patrzę, że leci drugi wzdłuż Alei Lotników, tylko że się zniża. I sobie myślę: „Zaraz przywali w ziemię i będzie wybuch”. I tak tylko czekam, co się stanie, czy ja w ogóle przeżyję to. I się schował za drzewami i nic się nie stało. Ale on był już daleko, bo ten szelest lotników wtedy był ode mnie jakieś 300 metrów. To był daleko, więc tak go wyraźnie nie widziałam.
Ale nic się nie stało. Po prostu oba zniknęły i koniec. A ja sobie pomyślałam wtedy, to było lato, że muszę zamknąć okno, bo gdyby on na przykład skręcił, to mógłby wlecieć do mojego pokoju, bo miał średnicę, myślę 80 centymetrów. I tyle.
[02:10:38] - A czy ten dźwięk, który wydawał to coś był bardzo intensywny czy nie?
[02:10:46] - Był głośny i był taki jak taka kołatka. Taki . Zupełnie nie kojarzył mi się z żadnym urządzeniem technicznym, nowoczesnym. Wręcz jakimś takim starym, jakimś takim powolnym. On wolno leciał.
[02:11:12] - Nie sądzę.
[02:11:13] - Pomyślałam sobie nawet: „Kurczę, a czy może to jest dron?” Ale patrzę, że on nie ma ani skrzydeł, ani żadnych łap, ani nic. Jest gładziutki.
[02:11:25] - Jeszcze raz: coś w formie czopka. Chyba tak to najlepiej powiedzieć.
[02:11:31] - Czopka, dokładnie. Czopka, tak.
[02:11:35] - Srebrne.
[02:11:37] - Srebrne i pośrodku takie dwa paski dookoła, światła białe, migające. Jeden pas dookoła świateł białych i drugi oddalony o jakieś pół metra pas świateł czerwonych, też migających.
[02:11:58] - To były punktowe światła czy nie?
[02:12:01] - Tak, punktowe.
[02:12:04] - Tutaj jeden ze słuchaczy na czacie zapytuje, czy ta opaska wystawała w jakiś sposób poza obwód obiektu.
[02:12:13] - Wydaje mi się, że wystawała.
[02:12:16] - Ciekawa sprawa, dlatego że środek Warszawy to chyba ostatnie miejsce-
[02:12:23] - Właśnie.
[02:12:26] - Gdzie czegoś takiego można by się spodziewać.
[02:12:30] - Właśnie, że widziałam drugi, który leciał 200 metrów do Alei Lotników z mojego okna i leciał w stronę, powiedzmy Galerii Mokotów, bo ja mieszkam Puławska, róg Alei Lotników. Jakby z Wałbrzyskiej przeleciał do Alei Lotników i leciał w dół, tylko że nie pikował czubkiem, tylko leciał tak, że się zniżał tyłem swoim. Czyli dziób miał do góry, a tyłem się zniżał. On się tak zniżał, że ja byłam przekonana, że uderzy w ulicę i będzie wybuch. Sobie myślę: „Jak to będzie tylko bardzo bolało”. Że na pewno coś się wydarzy. A się nic nie wydarzyło, bo tam są takie wysokie drzewa, nie wiem ile mają, może 15 metrów. On się schował za tymi drzewami i była cisza i już nic nie widziałam. A tamten poleciał prosto wzdłuż Puławskiej dalej w stronę Wyścigów i już mi zniknął. Ale to bardzo wolno leciał.
[02:13:41] - Ta obserwacja się zakończyła i pani wróciła do łóżka czy miała jakiś problem z zaśnięciem?
[02:13:47] - Nie. Poszłam do łazienki i zaczęłam się zastanawiać nad tym, co widziałam. Jak patrzyłam na to, jak to leci przed moim oknem, to wiedziałam, że to nie jest normalna rzecz i wiedziałam, że powinnam zrobić zdjęcie, nagrać to i tak dalej. Ale byłam w tak to wpatrzona i po prostu nie chciałam odrywać wzroku, żeby tego nie stracić, bo wiedziałam, że jak oderwę wzrok, to później będę myślała, że to mi się przywidziało.I patrzyłam nieustająco, żeby jak najwięcej zapamiętać. A nie byłam obudzona natychmiast, bo ja już tak nie spałam powiedzmy z 15 minut, tak się przewalałam w tym łóżku. Także nie byłam osobą świeżo obudzoną, że może to jeszcze coś ze snu było. Nie. Po prostu jak się obudziłam w końcu poleżałam, usiadłam i ten dźwięk usłyszałam i to mnie zainteresowało. Taki bliski dźwięk, ta kołatka taka. I wyjrzałam na okno i widzę, że to tak blisko leci.
I sobie myślę: „Kurczę, to chyba dron jakiś, ale to niemożliwe, bo przecież dron ma jakieś takie łapy odstające”. A potem sobie myślę: „A może to jest coś, czym człowiek kieruje?” I wtedy się zaczęłam zastanawiać nad rozmiarami tego. I dlatego teraz mogę tak powiedzieć, że to miało mniej więcej 1,20 m, 1,40 m. Średnica tego koła, bo to był czopek, to tak mniej więcej 80 centymetrów. Już wtedy wiedziałam, że tam się człowiek nie zmieści.
[02:15:35] - Muszę pani powiedzieć, że takie obserwacje dosłownie pośrodku miast dziwnych obiektów w nocy to nie jest nic dziwnego. Takich historii jest bardzo dużo. Tutaj przytaczałem już dzisiaj historię z Rzeszowa, z osiedla Baranówka, wielkiego osiedla wieżowców, bloków. I tam przecież obserwowano coś podobnego w biały dzień, chyba w roku 2000, przed Bożym Narodzeniem. Pewna kobieta wyjrzała, zauważając taniec kul w pobliżu tego bloku. Potem druga nadleciała i obie sobie poleciały. Przypomina mi się wiele innych historii wspominających o tym, że w nocy ktoś obserwował coś dziwnego ze swojego mieszkania. Kiedyś, z 10 lat temu, czytałem taką relację pewnego pana, który leżał w szpitalu w Częstochowie, w szpitalu MSW. To jest taki malutki szpital i on mówi, że po prostu nie mógł spać, bo to było lato i wyglądał przez okno. Po prostu coś bardzo podobnego.
Może sam obiekt nie był podobny, tylko coś po prostu leciało środkiem ulicy, środkiem alei, bo taka zabudowa była. I po prostu tak jakby nigdy nic w środku nocy dziwny obiekt. Chociaż oczywiście nie możemy porównać Warszawy z Częstochową, ale-
[02:17:02] - Miasto miastu.
[02:17:04] - Ale coś takiego było. Takich relacji było mnóstwo. Pytanie, czy ktoś inny mógł to zauważyć? Intryguje mnie też jeszcze jedna rzecz.
[02:17:15] - Ja byłam przekonana, przede wszystkim jak to się stało, to ja pozamykałam okna, bo stwierdziłam, że ten obiekt tylko by wystarczyło- bo ja mieszkam na szóstym piętrze i ten obiekt mniej więcej był na moim poziomie. Ja go widziałam w zasadzie horyzontalnie i wiedziałam, że jak on by tylko skręcił, to by wleciał do mojego mieszkania. Więc pozamykałam okna i poczułam się bardzo nieswojo, że w zasadzie podczas mojego snu, pomimo tego, że mieszkam na szóstym piętrze, w lecie jak mam otwarte okna, to może się wszystko zdarzyć i nie jestem w stanie nic sobie poradzić.
[02:18:03] - Ten sam pan, który relacjonował mi obserwacje tego dziwnego obiektu w Częstochowie w szpitalu. On był kiedyś milicjantem, potem zaczął pracować w ochronie tutaj w lokalnej u nas hucie szkła. I on opowiadał, że kiedy był ochroniarzem, to stał sobie w tej budce i nagle zobaczył nad sobą przelatujący obiekt. On nie był w takim kształcie jak pani opisuje, ale miał jajowate światła na końcach. Wyglądał jak taki patyczek kosmetyczny. Te światła były jasne i przeleciał po prostu raz, drugi nad nimi. No i ten pan twierdził, że nie mógł tego wytłumaczyć. Potem odezwał się do mnie inny mężczyzna twierdzący, że ten obiekt, który ten pan widział, był jakimś modelem, którym latali dwaj szaloni konstruktorzy z Częstochowy, bracia, którzy wyjechali potem z miasta i skonstruowali sobie takiego mini sterowca, którym fruwali. No ale zadajmy sobie realne pytanie, czy w Warszawie ktoś mógłby latać dwoma sterowcami modelowymi o tej porze? To jest chyba dość dziwne.
[02:19:18] - Właśnie. Ja też sobie to pytanie zadałam, bo cały czas byłam świadoma tego, co się dzieje i miałam trzeźwy umysł i chciałam jak najwięcej zapamiętać i jak najwięcej myślałam. I byłam przekonana, że następnego dnia po prostu będzie mnóstwo informacji, że przecież tylko ja tego nie mogłam widzieć, bo to był tak głośny dźwięk tej kołatki, tego terkotania. Takie terkotanie to było. On tak blisko przeleciał.
[02:19:52] - Przepraszamy. Twoje nagranie przekroczyło maksymalną dopuszczalną długość. Aby wysłać dotychczasowe nagranie, po prostu rozłącz się lub wciśnij jeden po więcej.
[02:20:01] - Przepraszam bardzo, taka wpadka kolejna z moją pocztą głosową. Poczta głosowa postanowiła się uaktywnić w najmniej odpowiednim momencie.
[02:20:12] - Wróćmy do tej sytuacji, kiedy pani widzi ten obiekt. Jest pani zupełnie rozbudzona, tak?
[02:20:20] - Tak.
[02:20:21] - Jak ocenia pani swojąReakcję, że tak powiem, emocjonalną na to, co się zdarzyło. Czy szybko pani zorientowała się, żeby podbiec do tego? Pani podbiegła do okna?
[02:20:33] - Nie, bo ja usiadłam na łóżku i postanowiłam wstać i pójść do łazienki. I sobie myślę, która godzina? I spojrzałam na zegarek. Była mniej więcej dziesięć pierwsza i postanowiłam sobie to zapamiętać chwilę później, bo usłyszałam ten dźwięk, który był głośny.
[02:20:53] - Poza tym sama pora tego zdarzenia nie jest taka późna, co nie? Żeby jeszcze wszyscy spali.
[02:21:03] - No tak, ale ja nawet założyłam, że jak wszyscy śpią, to to jest tak głośny dźwięk, że byłam przekonana, że on na pewno wiele osób obudził. A już nie mówiąc o tych, którzy po prostu nie spali wtedy. Tylko że nie pamiętam, jaki to był dzień, czy to był weekend, czy to był tydzień, ale jeszcze dlatego tak to dokładnie pamiętam, że mam kolegę, który słucha waszego radia nieustająco i dosyć dużo z nim rozmawiałem na takie tematy. I postanowiłam, że koniecznie muszę to opowiedzieć i mu to odpowiedziałam. Później jeszcze jednej osobie to opowiedziałam i oni mnie zachęcili, żebym to napisała i do was wysłała. Narysowałam sobie nawet taki rysunek tego, jak to wyglądało, żeby tego nie zapomnieć. Także to nie było tak, że to się stało i ja o tym zapomniałam, tylko ja to jeszcze opowiedziałam i jeszcze to sobie świadomie zapamiętałam. Także teraz, jak odtwarzam, to to rok temu było, to mam żywe w pamięci, bo o tym mówiłam. Także to też jest inaczej, niż jak ktoś zobaczy i po prostu później po roku sobie przypomina.
[02:22:27] - Bardzo dziękujemy za tą relację. My postaramy się ją tutaj przesłać, chociaż byłoby dobrze, gdyby pani na przykład ten rysunek w jakiś sposób tutaj dostarczyła drogą mailową w odpowiednim czasie, bo to też jest ważne. Postaramy się przekazać tą relację do naszych kolegów z Warszawy. W Warszawie mamy dość dużą grupę aktywnych badaczy, pasjonatów zjawiska UFO. Michał Kuśnierz, Marek, Adam Borowski oraz kilkoro innych. Może będą mieli jakieś informacje, ale gdyby tam coś było, to bym wiedział. Ciekawa sprawa. Przyszła mi do głowy taka historia sprzed lat. Oczywiście to nie ma zupełnie porównania z tym, co pani widziała i myślę, że to było zdarzenie w ogóle innego typu. Ale przypomniała mi się historia sprzed lat.
Kiedy mówiliśmy o tym, że nikt tego nie widział. W Warszawie już zdarzały się takie przypadki, że obserwowano to UFO i nikt nawet na osiedlach tam w okolicach, na Czerniakowie-
[02:23:41] - Na Sadybie.
[02:23:42] - Na Sadybie to akurat nie słyszałem.
[02:23:44] - Bo ja słyszałam u państwa w radiu.
[02:23:47] - Koło Górki Czerniakowskiej. Tam się koncentrowały te wydarzenia, bo tam mieliśmy przecież to słynne lądowanie. Tam akurat dodatkowi świadkowie byli, ale przypomina mi się historia zupełnie z późniejszych czasów. Około roku 2007 to się działo i wtedy skontaktowała się ze mną pewna pani mieszkająca na osiedlu Służew Nad Dolinką.
[02:24:14] - No to właśnie ja tu mieszkam. Ja dosłownie mieszkam 100 metrów i już jest Służew Nad Dolinką.
[02:24:21] - O cholera! To niech pani posłucha. 2007 roku. Ja Warszawy dobrze nie znam, szczerze mówiąc. Ale duża jest.
[02:24:33] - No tak.
[02:24:34] - W tamtym 2007 roku skontaktowała się z nami pewna pani z tego osiedla, twierdząc, że przydarzyło jej się coś przedziwnego. Otóż historia potoczyła się mniej więcej tak. Z tego, co sobie przypominam. Ona obudziła się w nocy i wyjrzała przez okno. Zobaczyła na niebie grupę obiektów i z tego, co nam relacjonowała, była to dosłownie chmara obiektów w kształcie trójkąta, które były zawieszone na niebie. One miały taki kolor, z tego, co pamiętam, żółtawo-złoty. To było późno w nocy. Ona to obserwowała i z tego, co sobie przypominam, to ona w momencie, kiedy to obserwowała, znalazła numer do jednego z naszych kolegów i dzwoniła do niego w tym czasie. Dziwna sprawa, co nie? Owszem, mały obiekt może się ukryć w takiej sytuacji, ale tak ogromna grupa obiektów.
[02:25:37] - No tak. Wie pan, jeszcze sobie pomyślałam. Przepraszam. Jeszcze sobie pomyślałam, jak to widziałam, to słyszałam, bo to był taki głośny dźwięk i byłam przekonana, że przecież to nie tylko ja mogę słyszeć. I później, jak rozmawiałam z tym moim znajomym, który państwa słucha i dzięki niemu w zasadzie tutaj dzwonię. I on mi powiedział: „Słuchaj, może być też tak, że tylko ty to widziałaś. Może inni po prostu tego nie widzieli ani nie słyszeli”. To są takie zjawiska.
[02:26:10] - Jeżeli mówimy o przypadkach, powiedzmy, dość anomalnych, w których tak jak na przykład pan Dariusz z Włocławka widzi jakiś dziwny obiekt, który blisko z nim oddziałuje. Możemy mówić o takich sytuacjach. Wydaje mi się jednak, żeTakie typowe spotkania, w których tylko jeden świadek coś widzi i to jest ograniczone tylko do jego postrzegania, charakteryzują się pewną nierzeczywistością. One wyglądają w większości jak swego rodzaju pokazy, iluzje. Tu pani opisuje to po prostu jak zdarzenie, jako zwyczajny przelot.
[02:26:51] - Tak.
[02:26:53] - Natomiast nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Jest oczywiście intrygujące, ale nie możemy zakładać, że to było ograniczone tylko do pani. Niesamowicie ciekawa sprawa, muszę powiedzieć.
[02:27:08] - To znaczy, wie pan, to było tak głośne i tak blisko przeleciało moich okien, było to maksymalnie 50 metrów ode mnie. Przecież to nie jest dużo. Od 30 do 50 metrów. Teraz tak mi się wydaje. Wtedy też tak jakoś widziałam, że to jest blisko. Ja to dokładnie mogłam zobaczyć i byłam przekonana, że przecież nie tylko ja to widzę. Być może ktoś to widział również, ale tak samo jak ja teraz, chociaż znam państwa radio i tak dalej, to dopiero teraz dzwonię. Może po prostu nikt się z tym nie dzieli. Przecież wiele ludzi coś tam widziało, a na pewno zachowało to dla siebie.
[02:27:58] - Przy obserwacji z 2007 roku ze Służewa nad Dolinką, nie pamiętam dokładnie, gdzie konkretnie ta pani mieszka. Tam właśnie możemy mówić o takim scenariuszu, który rozegrał się na przecięciu dwóch rzeczywistości, że ta pani wygląda za okno i widzi nagle niebo, które wygląda jak normalne niebo, ale usłane jest dziesiątkami obiektów. To była anomalna obserwacja. Nie sądzę, że te obiekty były widoczne dla wszystkich w tamtym wypadku, ale tamtym wydarzeniom nie towarzyszył dźwięk, nie towarzyszyły żadne inne wydarzenia. Tutaj mówi pani o dźwięku, o czymś bardzo konkretnym, coś, co odwoływało się w pełni do pani świadomych zmysłów. Ale musimy sobie zadać pytanie. To jest Warszawa, to nie jest miasto małe, to jest miasto, które nigdy nie śpi. I wydaje mi się, że ktoś to musiał widzieć, moim zdaniem. Pytanie, czy te osoby zdecydowałyby się o tym powiedzieć, bo wydaje mi się, że żyjemy w czasach, kiedy to już nie byłoby tajemnicą w Warszawie, przynajmniej według mnie.
[02:29:12] - Ale wie pan, Piotr, ja myślę, że akurat tutaj Służew nad Dolinką, tutaj, gdzie ja mieszkam, to jest taki zielony teren, jest taka mała rzeczka, troszeczkę dolinki i potem się zaczyna Ursynów z lewej strony, a później z mojej strony wyścigi konne i tak dalej. Także jest jakiś taki teren troszeczkę zamknięty, że dla takich statków czy jakichś informacji po prostu można się gdzieś tam schować. Po prostu są tutaj tereny takie, gdzie można się zakamuflować.
[02:30:02] - To znaczy, jeżeli zakładamy, że te obiekty były na przykład sondami, bo nie wiemy czemu, ale załóżmy, że były sondami, to rzeczywiście one powinny dbać o to, żeby pozostać niezauważone.
[02:30:15] - Żeby być niewidoczne.
[02:30:17] - Gdyby zrobiły taki manewr naprzeciwko pani okna, to wydaje się dziwne. Z drugiej strony możemy odrzucić chyba hipotezę o ich jakimkolwiek pochodzeniu konwencjonalnym. Tak mi się wydaje.
[02:30:33] - Ja też się zastanawiałam. Przede wszystkim myślałam o tym, że to jest coś ziemskiego i że to jest dron, że ktoś może tym leci.
[02:30:45] - Po drugie, gdybyśmy założyli, że to był na przykład dron, to moim zdaniem gdyby ktoś nim latał po prostu na tamtym obszarze, to byłoby widoczne częściej. Tak sobie myślę.
[02:31:00] - No właśnie. Tym bardziej, że to było duże. Jednak na drona to jest duże. 1,40 m na 80 średnicy. Takich dronów raczej nie ma, ale dron zazwyczaj ma jakieś takie macki, takie łapy, żeby stanąć, wylądować, a to po prostu był taki czopek.
[02:31:22] - Możemy to określić jako na przykład jakiś latający model. Też by to wchodziło w grę. Ale tutaj odwołamy się może do potencjalnych świadków tego wydarzenia albo do kogoś, kto mieszka na wspomnianym obszarze. Wie pani co? Ja zaapeluję do naszych kolegów i umieszczę tą relację na naszej grupie dyskusyjnej. Tam jest sporo osób z Warszawy, także może ktoś coś będzie wiedział. Rzeczywiście interesująca sprawa. Dziękujemy pani za poświęcony czas, za bardzo ciekawą relację. No cóż, drodzy państwo, Polska to jest taki kraj, gdzie dzieje się dużo dziwnych rzeczy i jak się dowiadujemy z dzisiejszej audycji, obiekty UFO krążą nie tylko po lasach i wsiach, ale również między blokami. I to jest kolejny przypadek, który nam udowadnia, który nam obala pewien mit na temat zjawiska UFO, mówiący, że oni się kryją tylko w miejscach niedostępnych.
Dziękujemy pani jeszcze raz za telefon. Gdyby pani była w stanie dostarczyć nam rysunek tego obiektu, bylibyśmy bardzo zadowoleni. Pozdrawiamy i życzymy dobrej nocy.
[02:32:32] - Bardzo dziękuję. Do widzenia.
[02:32:34] - W międzyczasie, Marku, między relacjami, które otrzymaliśmy w tym roku, znalazłem historię od pana Mariusza P. z Poznania, z osiedla Orła Białego. Która mówi tak: „Ostatnio, widząc się z ojcem, opowiadał mi, jak stał na balkonie i mówił, że widział dziwne światła nad sąsiednim blokiem. Mówił, kur , ale to za pierd . Stwierdził, że nie mógł to być żaden śmigłowiec, samolot. Był zbyt blisko 10-piętrowego bloku. Świecił na żółto-zielono i miał”, jak podkreślał świadek, „formę kulistą”. Kolejna sprawa, drodzy państwo, kiedy okazuje się, że te obiekty są bardziej zainteresowane działalnością w mieście. Ale wśród tych relacji, które do nas nadeszły, były też historie bardzo często dziwne. Jedna z takich historii pochodzi z Radomska od naszego słuchacza, który wiem, że jest z nami na czacie.
Podpisuje się pseudonimem, Marku, przypomnij mi, Wicked Sick z tego, co pamiętam. I on przekazał nam bardzo ciekawą historię.
[02:33:55] - Muszę zobaczyć. Albo Wicked Sick, albo jakoś jeszcze inaczej.
[02:34:01] - Ja bym był bardzo zadowolony-
[02:34:02] - A nie jest to czasem Mortok81, bo on też coś przesyłał.
[02:34:06] - Nie, to jest Wicked Sick.
[02:34:07] - Wicked Sick.
[02:34:08] - Wicked Sick przesłał nam relację z Radomska i to jest relacja syna, który opowiada historię swojego ojca, który wybrał się w dzień Wigilii-
[02:34:18] - Tak, już pamiętam, już kojarzę
[02:34:20] - ... nad staw. I nad tym stawem stało się coś dziwnego, o czym on nie chce opowiadać. Nie chce opowiadać z tego powodu, że to coś go wystraszyło. To coś sprawiło, że bardzo szybko uciekał do domu, w międzyczasie relacjonując swoim znajomym, że coś go goniło. Wicked Sick, jeżeli nas słuchasz, jeżeli twój tata nie jest słyszy, to mógłbyś się z nami podzielić tą obserwacją telefonicznie. Wiemy, że z drugiej ręki, ale jest naprawdę ciekawa. Nie chciałbym jej przytaczać z e-maila, dlatego że nie będzie to już miało takiego oddziaływania na słuchaczy i takiej wartości, ale warto, żebyś do nas zadzwonił. Jeżeli nas słuchasz, to apeluję do ciebie. Marku i Beliosie, dostaliśmy dzisiaj wiele telefonów od słuchaczy i te telefony, co ciekawe, składają nam się w bardzo ciekawy wzór.
Świadkowie opisują zdarzenia bardzo podobne do tych, które otrzymaliśmy wcześniej. Pani z Warszawy opowiadała nam przed chwilą o wydarzeniu z tym dziwnym latającym pociskiem, ale jakiś czas temu zgłosił się do nas też pan Piotr M., który przekazał nam historię z roku 2015. Przytoczę tutaj opis tej sytuacji: „Spędzałem wakacje w domu na wsi-
[02:35:55] - Obserwacja zielonego dysku i utrata świadomości przez świadka. To jest to?
[02:36:00] - Tak, jeżeli możesz, to przytocz tę historię, a ja sobie chwileczkę odpocznę.
[02:36:10] - A więc tak. Ja może przytoczę to tak, jak to świadek opisał. „Lato Anno Domini 2015. Spędzałem wakacje w domu na wsi. Około godziny 4:30”, tutaj świadek nie podał chyba dokładnej daty, ale wiemy, że to był okres wakacyjny. „Około godziny 4:30 obudził mnie nietoperz latający w kółko nad sufitem. Wstałem, wystraszyłem go i wyleciał przez otwarte okno. Podszedłem do okna i zobaczyłem punkt na niebie. Wyglądał jak dysk z zielonym światłem w dolnej jego części. Leciał pod małym kątem, wznosząc się w górę.
Kiedy tylko chciałem skupić uwagę na tym obiekcie, poczułem bardzo niskie tony wewnątrz mojej czaszki, które zaburzyły moją świadomość, powodując mimowolne opadanie mojego wzroku w kierunku podłogi. Gdy obiekt był już poza moim polem widzenia, świadomość powracała. Starałem się skupić wzrok na obiekcie ponownie, ale sytuacja z tymi niskimi częstotliwościami wszechogarniającymi moją percepcję się powtórzyła. Później obiekt zniknął”. Przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Nasz numer telefonu, właściwie dwa numery telefonów: 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można również przesyłać SMS-y. Te również odbieramy i czytamy.
Nasze gadu-gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to możemy również wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Zaprezentujmy może kolejną z relacji, które przyszły do Radia Paranormalium. Niechże spojrzę, co ja tutaj mam w tym moim magicznym odtwarzaczu.A więc relacja z sierpnia 1978 roku, również dosyć stara. Posłuchajmy. Gdyby pan mógł w szczegółach opisać wszystko, co pan pamięta z tego wydarzenia.
[02:38:50] - Proszę pana, to było dosyć dawno temu, bo miałem w sumie osiem lat wtedy, gdy to się zdarzyło. Oczywiście spaliśmy wtedy.
[02:39:00] - Który to miał być rok?
[02:39:02] - Mam 46, więc to był 1978, tak mniej więcej. To był październik być może. Dokładnej daty nie pamiętam, bo to było jednak dawno, ale wiem, że miałem osiem lat. To na pewno. Była noc, spałem sobie i w pewnym momencie, nie wiem, jak to nawet nazwać. To była chwila. Pojawiła mi się przed oczami twarz, a właściwie morda można powiedzieć wręcz, dosyć przerażająca. Z tym że to był dosłownie moment i ona zniknęła. Ale potem były skutki tego pojawienia się. To znaczy najpierw bardzo silny, wręcz obezwładniający strach.
To jest po pierwsze. Po drugie szum w uszach. Szum, który przypominał samolot, który startuje bądź ląduje, bądź leci gdzieś nad nami taki odrzutowiec. Taki łoskot to był mniej więcej. I później nastąpiła sekwencja obrazów, odczuć. Coś takiego. I teraz to jest bardzo istotne, ponieważ wtedy nie rozumiałem tej sekwencji obrazów, bo byłem małym chłopcem, więc jakoś to inaczej odbierałem. Ale po jakimś czasie ta sekwencja obrazów zaczęła czasami się pojawiać w różnych dziwnych miejscach. I teraz wytłumaczę, o co chodzi. Pojawił mi się na przykład obraz wyspy.
Już nie chodzi o to, że był zachód słońca czy coś takiego, ale chodzi o to, że ta wyspa miała na samym jej wierzchołku bujną roślinność, bujny ekosystem. Ja wtedy nie wiedziałem, o co chodzi. Dopiero po jakimś czasie, oglądając programy, bodajże National Geographic, patrzę, a to jest Roraima. To jest ta wyspa, która ma ten słynny, unikatowy ekosystem, który jest badany przez naukowców do dzisiejszego dnia. To jest po pierwsze. Drugi taki obraz, który mi się wtedy pojawił, to była mgła i szczyty drzew, sosen, świerków, które się wyłaniały z tej mgły. Po jednej stronie było urwisko, a po drugiej stronie była przepaść i te świerki wychodziły z tej mgły. I teraz tak: dobre 10 lat później, miałem wtedy 18 lat, może 19, byłem z klasą na rajdzie w Karkonoszach. Podchodziliśmy pod schronisko Samotnia, akurat taką trasą, gdzie były, jakby to nazwać, glamuzy, kamienie, takim kamienistym podejściem. I zeszła mgła.
Tak patrzę, to było po mojej prawej stronie. I rzeczywiście mgła i wyłaniające się świerki. Mówię: „Cholera, przecież ja to pamiętam”. Oczywiście nikomu o tym nie mówiłem, bo to było tylko moje odczucie. Następne odczucie, które pamiętam wówczas, pamiętajmy, że to była sekwencja tych odczuć bądź obrazów. To był smutek. To był dojmujący smutek. Wtedy też nie wiedziałem, o co chodzi. Dopiero niedawno, 10 lat temu z kawałkiem okazało się, że tu chodzi o śmierć mojego taty. Pojawiła mi się również postać zakapturzona.
Taki mnich, stojący z głową spuszczoną, ręce w szerokich rękawach. Też nie wiedziałem, o co tu chodzi. Prawdopodobnie, nie wiem, czy to mój mózg mi płatał figle w tym momencie, kiedy ojciec był w szpitalu, też widziałem coś podobnego gdzieś na skraju widzenia. To nie było tak, że się patrzę i widzę, tylko gdzieś na skraju widzenia. Więc podejrzewam, że ten byt, który chciał coś ode mnie, się wystraszył bądź cokolwiek, nie wiem, bo bądź sprawdzał i potem przesłał mi jakieś rzeczy, które mogę ewentualnie kiedyś spotkać. I dopiero teraz pewne szuflady z tymi odczuciami, z tymi wizjami zaczynają się otwierać i zaczynam dopiero teraz mówić: „Aha, to było to. Faktycznie gdzieś to słyszałem, gdzieś to widziałem”. Tak to wygląda u mnie.
[02:43:11] - Czy podczas tego zdarzenia dostrzegł pan jakąś postać, czy też całe zdarzenie samo było ograniczone do obrazów i odczuć?
[02:43:18] - Ta postać to był dosłownie moment. To była, tak jak powiedziałem, morda jakiegoś demona. Nie wiem, jak to nazwać. Pamiętajmy, że miałem osiem lat, więc wtedy trudno, żebym oglądał filmy typu Hammer Horrory czy inne tego typu rzeczy. Więc trudno, żebym wiedział, co to jest. Ta morda miała, nie wiem, jak to nazwać, umaszczenie może tak: szaro brunatne, takie ceglaste. Może tak: proszę sobie wyobrazić, że leży pan, śpi pan i w pewnym momencie widzi pan coś takiego z wyciągniętą łapą i robiące koniec. I potem następuje właśnie ta sekwencja tych obrazów, odczuć i ten szum w uszach. Tak to wyglądało u mnie.
[02:44:05] - Czyli ta łapa była jakaś skierowana na pana twarz?
[02:44:09] - Tak. To tak wyglądało. Proszę sobie wyobrazić, że pan leży i w pewnym momencie widzi pan nad sobą tą mordę, że tak powiem. Tak to wyglądało i to był dosłownie ułamek sekundy.
[02:44:20] - A czy udało panu się może zapamiętać jakieś szczegóły wyglądu samej tej mordy, czy to była po prostu taka zwykła?
[02:44:31] - Nie. Ona była wykrzywiona, jakaś taka straszna, bym powiedział. Ciemne oczy, takie mroczne bardzo, ale szczegółów nie pamiętam, bo to było za szybko.Ja się strasznie przeraziłem tym wszystkim. Oczywiście nie byłem w stanie nawet głosu wydobyć, co jest rzeczą normalną w tym przypadku. Przewróciłem się potem na lewy bok, bodajże, czy prawy, już nie pamiętam. Nakryłem się kołdrą i tyle. Pamiętam tylko ten szum w uszach i tą sekwencję obrazów, która tak mną wstrząsnęła, że do dzisiaj to pamiętam. Natomiast mówię, to było za szybko, żebym ja mógł opisać tą postać w jakichś większych szczegółach. Ona po prostu się pojawiła i zniknęła tak, jakby ją coś odepchnęło, wystraszyło. Coś takiego.
Tylko tyle pamiętam.
[02:45:23] - Czy całemu temu zdarzeniu towarzyszyły jakieś odczucia innego typu, na przykład zmiany temperatury? Dotyk?
[02:45:31] - Zmiany temperatury nie. Dotyk raczej też nie.
[02:45:35] - Może zapach?
[02:45:37] - Nie. Może tak, ale wie pan, byłem za mały, żeby skojarzyć. Może zapach był jakiś taki trochę nieprzyjemny, ale co to było dokładnie, to nie umiem panu w tej chwili tego opisać. Coś było, ale nie jestem teraz w stanie tego dokładnie opisać. Coś takiego było. Natomiast dotyku nie było jako takiego. Było tylko potem takie dojmujące uczucie bezradności, takiego przerażenia, wręcz takiego paraliżującego. I jeszcze dodam jedną rzecz, bo teraz mi się właśnie przypomniało, analizując tą całą historię, słuchając zresztą audycji w niedzielę. Pamiętam taki pisk. Co się okazuje?
Ten pisk to nie było nic innego jak moment śmierci taty w szpitalu. Ekran opisujący funkcje życiowe i to wszystko się wypłaszczało i było i to było to.
[02:46:35] - Takie jednostajne toną.
[02:46:37] - Tak. Wtedy tego nie rozumiałem. Dopiero teraz, wie pan, tak jak mówię, pewne rzeczy dopiero teraz mi się jakby otwierają te szuflady i dopiero teraz zaczynam pewne rzeczy rozumieć, bądź wiedzieć, o co tutaj chodzi tak naprawdę. Tak to wyglądało u mnie. Dziwne dosyć. Taką miałem przygodę, naprawdę.
[02:46:59] - Może ta istota chciała wtedy panu przekazać dosłownie pewne wydarzenia z przyszłości, które dopiero mają nadejść.
[02:47:06] - Tak. Byłem oczywiście za mały, żeby pewne rzeczy rozumieć. Bo wiadomo, osiem lat to raczej trudno, żeby człowiek w tym wieku umiał analizować takie głębsze odczucia, prawda? Powiem panu jeszcze tak: jestem fanem fantastyki, więc pewne rzeczy są mi łatwiejsze do ogarnięcia. Mam szersze spojrzenie na pewne rzeczy. Natomiast tak jak mówię, te przypadki, te wizje teraz zaczynają... To nie jest tak, że oglądam telewizję, o, to było to. To przychodzi od razu, momentalnie, tak jak na przykład ten świst czy ten szum w uszach. Przecież wielokrotnie już przelatywały nad nami samoloty. Właśnie!
Jakiś czas temu po tym zdarzeniu byłem w Warszawie z tatą i z dziadkiem i oglądałem na lotnisku Okęcie lądujący, kołujący do swojego pasa samolot. To był właśnie ten dźwięk. Nie wiem, czemu to miało służyć. W każdym razie to był dokładnie ten dźwięk. Nie wiem, jak pan wie, jak samoloty lądują czy startują, to jest taki mocny, potężny świst, wizg wręcz. I ja to właśnie słyszałem w uszach. To było to.
[02:48:29] - Wręcz na granicy łomotu.
[02:48:31] - Dokładnie takie coś. Jak na przykład samoloty przelatują te naddźwiękowe, to proszę sobie wyobrazić, że ten dźwięk jest rozciągnięty w czasie. Ten łoskot, coś takiego właśnie słyszałem w uszach.
[02:48:43] - Ciężko sobie to wyobrazić.
[02:48:46] - Właśnie. Jako małemu chłopcu to naprawdę było coś dziwnego. Nie mówiłem o tym nikomu, bo wiadomo, powiedzieliby, że to ja sobie wymyśliłem i taka by była reakcja, prawda? Tylko taka.
[02:49:00] - Tak, wiadomo, jak większość ludzi do tego typu tematów podchodzi. Mam takie jeszcze pytanie, czy tuż po zdarzeniu lub jakiś czas po nim próbował pan dokonywać jakichś własnych interpretacji widzianych przez siebie obrazów?
[02:49:16] - Wie pan, ja byłem na tyle przestraszony, że starałem się o tym nie myśleć po prostu. Starałem się jakoś to wyprzeć z pamięci i dopiero po jakimś czasie, tak jak mówię, to wszystko wraca. Pewne sytuacje mają miejsce i pewne rzeczy się otwierają, pewne szuflady się otwierają. Tak to wygląda.
[02:49:37] - Dobrze, to tyle jeżeli chodzi o szczegóły pana relacji. Jeszcze mam takich kilka pytań. Czy pan może pamięta, jaki to mógł być miesiąc?
[02:49:47] - Miesiąc? Może to był sierpień, może to był wrzesień. Coś w tym stylu.
[02:49:54] - Jaka to była wtedy miejscowość?
[02:49:56] - Bydgoszcz. Zresztą jestem akurat dokładnie w tym samym pokoju, w którym to się zdarzyło. Z tym że tak: rodzice spali akurat tu, gdzie w tej chwili ja siedzę, natomiast ja spałem tam, gdzie w tej chwili mam telewizor. Tutaj była taka meblościanka z wysuwanym łóżkiem, które było chowane w meblościankie. Czyli głowę miałem do okna.
[02:50:26] - To była relacja od naszego słuchacza, pana Roberta z Bydgoszczy. Relacja dotycząca prawdopodobnie bedroom visitors. Czy jest już z nami Piotr Cielebiaś? Piotrze, czy się słyszymy? Piotra chyba jeszcze nie ma.
[02:50:47] - Tutaj w międzyczasie próbował się do nas dodzwonić kolejny słuchacz. Teraz spróbujemy do niego oddzwonić. Już za momencik. A w międzyczasie dzwoni do nas ktoś na Skype. Halo? Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[02:51:13] - Dzień dobry, czy mnie słychać?
[02:51:15] - Słychać bardzo dobrze.
[02:51:18] - Zostałem wywołany trochę do tablicy przez Piotra, żeby opowiedzieć o całej sytuacji, więc zaczynamy. Cała sytuacja miała miejsce dokładnie dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia. Nie, coś jest chyba nie tak.
[02:51:39] - Ja słyszę bardzo dobrze. Słuchacze również.
[02:51:44] - Bo słyszę siebie podwójnie.
[02:51:51] - Słuchasz może również radio, czy tylko w Skype?
[02:51:59] - Zaraz zobaczę. Dobra, powinno być dobrze. Chyba miałem radio jeszcze włączone.
[02:52:07] - Tak.
[02:52:08] - To było dzień przed świętami Bożego Narodzenia. Pamiętam to dokładnie, bo jeszcze robiłem zakupy w godzinie pomiędzy 17 a 20. Akurat jak już wchodziłem do auta, zadzwonił do mnie tata z takimi dziwnymi pytaniami, żebym spojrzał na księżyc. Mówię: „No widzę, świeci mocniej niż zwykle” i z pytaniem, czy się rusza. Mówię: „No jak to, czy się rusza? Że nie”. Mówię trochę ze śmiałem tak dalej. Dziwne pytanie, ale wracam do domu po jakichś pięciu minutach i okazało się, że coś go po prostu wystraszyło. Opowiadała mi wtedy to mama, bo była wtedy w domu i mówiła, że przybiegł wystraszony. Jeszcze dowiedziałem się potem, że dzwonił do kilku osób, upewniając się, czy tylko on to widzi po prostu, czy nie ma jakichś widów.
Wtedy mi mówił od razu po tym zdarzeniu, że to wyglądało coś takiego, jakby księżyc trochę się ruszał i go pogonił, i on po prostu uciekał wystraszony. I tutaj trochę zrobiłem błąd, bo zacząłem się z niego trochę śmiać z mamą i po prostu zamknął się wtedy w sobie z tą relacją. Mniej więcej już o tym nie chce opowiadać. Co tu jeszcze można powiedzieć? Dziwne, żeby facet pięćdziesięcioparoletni wystraszył się zwykłego księżyca. Był wtedy jeszcze z psem. Pies też tam niby szczekał, mama mówiła, i też uciekał, ale był tak przerażony, że całą się trząsł. A też mogę dodać, że nie jest to osoba jakaś strachliwa, która boi się byle czego. Jakby kogoś zobaczyła na swoim podwórku w ciemności, to by go poszła po prostu i go pobiła, powiem tak trochę półżartem. Co jeszcze mogę tu dodać?
Próbowałem dociec do niego, ale śmialiśmy się trochę z tej całej sytuacji i po prostu dalej ucinał tą dyskusję. Też wtedy nie był pod wpływem alkoholu czy jakichś tabletek, czy leków. Był pewnie kontaktowy. I też on nie lubi oglądać jakichś programów UFO. Taka tematyka go nie bardzo interesuje, więc nie powiedział, że to UFO, tylko że po prostu coś go goniło. I to w takim skrócie.
[02:54:56] - Bardzo ciekawa sprawa w kontekście w ogóle tego, że Radomsko nie jest tak daleko ode mnie i na tych wsiach pod Radomskiem często działy się też różne dziwne rzeczy.
[02:55:09] - Nie, to właśnie było też w mieście centralnie. Cała miejsc miała koło stawu. Ten staw jest około 300 metrów od domu, ale ogólnie ulica jest prawie w centrum, bo ode mnie się na piechotę dojdzie. Tak 10 minut drogi jest do Placu 3 Maja. Jeśli pan kojarzy, gdzie to jest, koło Lamberta i tak dalej. Więc to nie jest jakaś czarna dziura, tylko to jest właśnie w centrum.
[02:55:38] - Do tej pory te wszystkie dziwne zjawiska koncentrowały się raczej w okolicach, a tutaj nagle mamy do czynienia z taką sytuacją bardzo ciekawą. Gdyby pan kiedyś w jakiś sposób przekonał tatę odnośnie wyznania tego, co wtedy zaszło, bo nie sądzę, żeby nagle sobie człowiek doświadczony uroił coś, że coś go goniło. Tam się coś musiało stać.
[02:56:03] - Nie, to samo sobie przeczy. Facet pięćdziesiąt parę lat i zwykły księżyc by go wystraszył i uciekał po prostu jak oparzony przed czymś. To też tak dziwne. Co tu jeszcze powiedzieć można o tym? Próbowałem różnych środków perswazji, ale myślę, że to jest też trochę urażona duma przemieszana z tym śmiechem i po prostu ucina się od tego. Teraz, jak kiedyś pytałem, to mówi, że to był księżyc. Widać, że nie chce o tym w ogóle rozmawiać i po prostu się boi też wyśmiania, bo to jest naturalna reakcja. Jak zobaczył, jak my na to zareagowaliśmy na początku, to co by było, jakby to wyszło dalej, powiedzmy, na rodzinę, wiecie państwo.
[02:56:48] - Bardzo interesujące. Panie tato, jeżeli pan nas słucha, a pewnie nas nie słucha, ale tak sobie mówię.
[02:56:56] - Nie, nie słucha, ale mogę puścić mu pozdro.
[02:57:01] - Panie tato z Radomska, proszę, nawet anonimowo, przekazać nam, co się wtedy stało. To bardzo interesujące i bardzo ważne. Nie jest pan jedyną osobą, która coś takiego przeżyła.
[02:57:14] - Prosimy się nie bać. Na życzenie świadka zawsze zapewniamy pełną anonimowość. Tak?
[02:57:22] - Także tak.
[02:57:26] - Dziękujemy za telefon. Bardzo ciekawa sprawa.
[02:57:29] - Proszę bardzo.
[02:57:31] - Pozdrawiamy.
[02:57:33] - Pozdrawiam również.
[02:57:35] - Pozdrawiamy. Marku, mówiliśmy dzisiaj o wielu sprawach, ale nie poruszyliśmy jeszcze tematu, który również często się pojawia w naszych audycjach, naszych relacjach. Może poruszymy ten temat za chwilę, ale najpierw wpuśćmy słuchacza, który się próbował tutaj dodzwonić przedtem, w trakcie gdy odtwarzałem ten Bedroom Visitors. Przepraszamy, że ktoś właśnie stracił słuch. Przepraszamy jeszcze raz. Halo, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie. Tutaj słyszałem, że pani próbowała się dodzwonić w trakcie audycji.
[02:58:23] - Tak, próbowałam się dodzwonić. Chciałam swoje przeżycia opowiedzieć, jeżeli to jest możliwe.
[02:58:29] - Oczywiście, bardzo prosimy.
[02:58:32] - Dzień dobry państwu. Bardzo miło państwa powitać. Mam na imię Sabina, jestem z Białegostoku. Moje przeżycia są z dzieciństwa dokładnie. Pojawiały się u mnie istoty, monoidealne, ubrane na czarno. Mężczyzna i kobieta. Do pewnego momentu. Gdzieś do 10. roku życia. One ze mną rozmawiały.
Były takie sytuacje, że były zawsze przy mnie. Nie były to jakieś wymyślone postacie. Na przykład moja babcia słyszała głosy tych osób, a nie było nikogo w pokoju. Odnośnie dzisiejszej mojej sytuacji. Pojawiają się na przykład jakieś, może panowie będzie się ze mnie śmiali, ale na przykład jakieś rzeczy typu abdukcje. Budzę się rano i mam na przykład ukłucia na szyi. Nie wiem. W ten sposób. Nie wiem, czy to państwa będzie interesowało. W ten sposób.
[02:59:53] - Proszę nam powiedzieć, bo ja chwilowo przeszedłem na inny mikrofon, może mnie być trochę inaczej słychać. Proszę nam powiedzieć, jak to się zaczęło, jak te postacie wyglądały i o czym mówiły. Czy to były-
[03:00:08] - Tak, ja zaraz panu powiem. Pan Piotr, bardzo pana miło witać. One były wysokie dosyć. Miały blond włosy, niebieskie oczy i były ubrane na czarno. Były ubrane w takich czarnych kombinezonach. A że ja jeszcze byłam mała wtedy, gdzieś około trzeciego roku życia i jeszcze się człowiek nie interesował żadnymi rzeczami paranormalnymi. Były ubrane na czarno, miały pelerynę z takim kołnierzem odstającym i taki symbol był: trójkąt obrócony do góry nogami. Nie stożkiem, tylko do dołu, w środku. Trójkąt w środku, same w koło. A co ze mną rozmawiały?
Na różne tematy. Ja mówiłam nawet w jakimś takim dziwnym języku, który babcia mówiła, że coś tam bredzę. Ale była taka sytuacja kiedyś, że ja się bawiłam na stole i babcia widziała, że ja padam, ale ktoś mnie łapie, niewidoczny. W ten sposób. Może to dziwnie zabrzmi, ale one wychodziły z jednego miejsca. Z takiej zafiranki. Nie wiem, czy tam był jakiś portal czy coś. Nie mam pojęcia. Ze mną rozmawiały na różne tematy. Ja się wtedy zaczęłam interesować.
Pierwsza moja książka była o piorunach. Bardzo lubiłam pioruny. Potem kupiłam pierwsze wydanie, znaczy poprosiłam mamę, pierwsze wydanie-
[03:02:01] - Świadek chyba się rozłączyła, nie wiemy czemu. Spróbujemy się połączyć ponownie.
[03:02:09] - „Nie masz wystarczających środków.”
[03:02:13] - Nie masz środków, a więc będę musiał połączyć się z numeru mojego prywatnego.
[03:02:22] - Ja w tym czasie przytoczę historię, którą dostałem też bardzo dawno temu. Pochodziła z Krakowa.
[03:02:32] - Może najpierw wpuśćmy panią świadek. Halo, Radio Paranormalium. Niestety skończyły się środki na numerze tym naszym radiowym, więc musiałem zadzwonić z-
[03:02:48] - Dziękuję panu bardzo. To takie moje były przeżycia. Ja się wtedy zaczęłam interesować takimi rzeczami, że tak powiem, sportem.Już potem oglądałam różne rzeczy. Ciągnęło mnie do takich dziwnych rzeczy. Patrzyłam w nocy na niebo, to potem mama mi kupiła taki optik kabinet. Może pamiętacie państwo, taki był jakiś łamecki. Takie to moje może nieciekawe, przepraszam.
[03:03:24] - A w którym roku to się zaczęło?
[03:03:26] - To się zaczęło od trzeciego roku życia. Ja jestem urodzona w 1974, tak że w ten sposób. I potem się to zaczęło już ciągnąć.
[03:03:40] - Czy podczas tych rozmów z tymi istotami poruszona została tematyka utrzymana w takim temacie duchowości, przyszłości Ziemi, coś takiego?
[03:03:54] - Nie, właśnie o duchowości w ogóle czegoś takiego nie było, ale mnie uczyli. Mówili, że się interesowałam matematyką, astronomią, takie rzeczy. Ja potem w tym kierunku poszłam, skończyłam Wyższą Szkołę Matematyki i Informatyki Użytkowej. Mówili mi o takich bardziej naukowych rzeczach: jak Ziemia, skąd pochodzi, że na przykład Ziemia któryś raz, na przykład dwunasty, się odrodziła, że Ziemia jest trzynastym wszechświatem w dwunastym wszechświecie. Takie rzeczy. Ja nigdzie tego nikomu nie mówię, bo wiadomo, trzymam to dla siebie. Ale dzisiaj państwu powiedziałam, jak panowie zareagujecie.
[03:04:41] - To, co pani mówi, jest typowe dla tego typu spotkań. Mogę panią określić mianem kontaktowca. Teraz pytanie takie ogólne raczej, bo chyba odpowiedzi nie zna nikt. Czy te istoty... bo one po pewnym czasie przestały się kontaktować, tak?
[03:05:02] - Znaczy tak, przestały się kontaktować, ale zaczęły się kontaktować, że tak powiem, od dwóch lat. Dwa lata temu zaczęły się kontaktować i zaczęłam mieć na ciele różne rzeczy. Na szyi jakieś kropki, takie jakby ukłucia, że się unoszę do góry. To może być OOBE tak, ale już coś takiego fizycznego, że mam coś na ciele, na piersi na przykład.
[03:05:33] - Ostatnie kontakty z nimi zapamiętane miały charakter taki jak dawniej? Czy przeradzały się w coś, co określiłaby pani, nie wiem, czy nie stały się absurdalne? Tak to określę.
[03:05:49] - Absurdalne nie, że tak powiem w pokoju zaczęło się jakoś zimno robić, temperatura spadła i potem się budzę i patrzę w lusterko. Mam na szyi dwie takie kropki. Albo raz się budzę i mam pająki we włosach, pajęczynę. Ale przecież nie mogę nigdzie umatykować, bo nie ma takiej możliwości, bo mieszkam w bloku. Takie jakieś dziwne rzeczy.
[03:06:19] - To jest temat, o którym można by mówić długo i wiele osób to i tak na pewno nie przekona. Natomiast doktor Vale zajmował się tematem kontaktowców. Osób, zwykłych osób, które twierdzą, że mają kontakt z drugą stroną. Nie będziemy ich nazywać kosmitami, bo nie wiadomo, kto to jest. To jest ktoś.
[03:06:39] - No pominięto tak.
[03:06:41] - Tak, to jest ktoś. Ta siła, kontaktując się z wybranymi ludźmi, przekazuje im pewną wiedzę. Czasami jest to wiedza bardzo konkretna, a czasami wręcz przeciwnie. Po pewnym czasie staje się mało konkretna, absurdalna. I tak się kończy wiele kontaktów. Zauważmy dlatego, że wielu kontaktowców po prostu po pewnym okresie intensywnych oddziaływań z tą inteligencją zaczyna popadać w tak zwany syndrom proroka. Bo ta inteligencja kończy z nimi kontakt i oni nagle nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Każda ta historia jest oczywiście inna. Natomiast moje podstawowe pytanie, o którym już mówiłem, odnosi się do tego, jaki jest zamiar tej inteligencji. Bo pani nie jest pierwszą osobą, która o tym mówi.
Fakt, że nie wyszła pani z tymi doświadczeniami do ludzi.
[03:07:45] - Z prorokiem i tak dalej. Trzymam to dla siebie, bo wiem, że jakiś dystans mieć.
[03:07:49] - Ale wie pani, najbardziej intryguje mnie to, czy ta inteligencja przygotowywała panią do czegoś, bo to na pewno nie było-
[03:08:01] - Ja powiem tak panu, że jestem w Wolnym Murarku. W murarze francuski. I co jeszcze mogę powiedzieć? Ciągnie mnie do Egiptu, takie rzeczy, okultyzm.
[03:08:25] - Czy ci ludzie, którzy są odwiedzani przez tą inteligencję na całym świecie od wielu lat, czy oni są przygotowywani do wypełnienia określonej roli, czy raczej nie? Czy oni po prostu w pewnym określonym momencie, kiedy inteligencja postanowi wreszcie zmienić Ziemię, nagle się obudzą i staną się heroldami nowej ery? Takie koncepcje wysuwał Vale. Nie jesteśmy pewni, co się stanie. Nie jesteśmy pewni, dlaczego ta inteligencja ukierunkowuje niektórych ludzi. Na pewno jest to intrygujące.I chyba się nie dowiemy. Natomiast bardzo ciekawe jest to, że istnieje grupa ludzi, którzy czegoś takiego doświadczają i zadają sobie podobne pytanie. Pamiętam taką historię, którą otrzymałem parę lat temu. Może to był rok 2011. To była historia pochodząca od pana z Krakowa, który twierdził, że jako dziecko przechodził coś bardzo podobnego.
Tylko u niego miało to trochę inny charakter. On mówił, że jako dziecko w jego domu było jedno miejsce, dokładnie piwnica. To nie była piwnica głęboka, to była piwnica, do której się schodziło. Normalnie tam toczyło się życie, każdy coś tam robił. I w tej piwnicy było miejsce, z którego często wychodziły dzieci. On je tak nazywał. Przypominał sobie, że to były dzieci, które widział tylko on. To były dzieci chuderlawe. To były postaci, które coś do niego mówiły. On niewiele z tego pamiętał.
Natomiast one wychodziły ze ściany, bawiły się z nim, mówiły mu coś, potem znikały w tej ścianie. On tam do nich nie mógł wejść, do tego ich królestwa. Natomiast pewnego razu zobaczył, że z tej ściany wychodzi opiekunka tych dzieci. Taka zupełnie nieludzka postać, którą uznał za ich mamę. I takie historie pokazują, że niektóre osoby zachowują łączność z tą drugą stroną. Nie pokuszę się o nazywanie ich kosmitami, bo nie wiemy, co to jest. Moim zdaniem to w ogóle nie są kosmici. To jest inna inteligencja, która urabia sobie, która kształtuje pewnych ludzi po coś, która być może rozsiewa pewne wątki, pewną filozofię. Nie wiem, w jakim celu zupełnie. Może dopiero pani odkryje, dlaczego to było, po co to było robione, że za jakiś czas stanie się coś, jeżeli jeszcze się nie stało, co sprawi, że zrozumie pani, po co to wszystko się stało.
[03:11:15] - Rozumiem. Ja sądzę, że jeśli o to chodzi, zmiana kodu genetycznego. Podejrzewam, że coś takiego może być. Bo ja jeszcze wtedy nie wiedziałam, ale mi mówili też o genetyce.
[03:11:30] - Ale to przekonanie, że nadchodzi ta zmiana wynika z pani przekonań, które zdobyła pani w wyniku studiowania tej wiedzy tajemnej, czy raczej pochodzi z wewnętrznego przekonania? Być może jest przekazem od tej inteligencji, którą pani wtedy spotykała.
[03:11:48] - Zmianą kodu genetycznego. To wtedy oni mi mówili do 10. roku życia, bo jeszcze pamiętam takie rzeczy. Ale potem zaczęłam studiować różne rzeczy. Poszłam w tym kierunku. Ale nie jestem jakimś ufologicznym, jak pan kiedyś powiedział, Jezusem czy tam nadpodlską. Ale trzymam to dla siebie. Obserwuję, czytam, ważę. W ten sposób czekam. Nic nie robię.
[03:12:18] - Niech pani pomyśli teraz, że takich osób jest w społeczeństwie 1%. Po pewnym czasie, po 100 latach, kiedy każdy z nich będzie zarażał swoją myślą następne osoby, po kilkudziesięciu latach będzie ich więcej, potem jeszcze więcej. I one się dowiedzą pewnych rzeczy, które pochodzą z tajemniczego źródła. My nie znamy, jak mówiłem, nazwy tych istot. My nie wiemy, kim one są, ale one nas w jakiś sposób kształtują. To, co pani opowiada, jest typowe dla tego zjawiska, dla tego syndromu. Jeszcze mam takie prowokacyjne pytanie do pani: czy pani wierzyła tym istotom?
[03:13:05] - Jako dziecko wierzyłam.
[03:13:09] - A teraz? Jak pani na nich patrzy? Jako na opiekunów duchowych?
[03:13:17] - Teraz patrzę chłodnym okiem. Ja obserwuję, ważę. Ja nie mogę sobie pozwolić na takie wariactwo. Ja po prostu na razie obserwuję. A co będzie, zobaczymy.
[03:13:30] - Muszę pani powiedzieć, jest pani bardzo odporną osobą, bo wielu osobom się to nie udaje. Jeżeliby pani szukała wskazówek, to polecam książkę Jacques'a Vallee „Messengers of Deception”. Tam nie padają konkretne wyjaśnienia, ale pokazuje to, że to zjawisko działa i ono czegoś chce. Ono nas wrabia. Z drugiej strony to samym są prawdopodobnie objawienia maryjne, tylko że w zupełnie innej formie. One docierają do nas, a te kontakty z inną inteligencją wybierają sobie ludzi, których już chyba nie tak łatwo ujarzmić intelektualnie. Czy bierzemy udział w jakimś wielkim procesie, którego celem jest zmiana naszego myślenia? Może nawet nie chodzi o zmianę kodu genetycznego, tylko zmianę naszego myślenia ogólnego.
[03:14:27] - Myśl tworzy. Co pomyśli się, to się tworzy.
[03:14:32] - Widzi pani, gdyby to, co się pani przydarzyło, wydarzyło się w Fatimie na przykład albo wydarzyło się jakiemuś dziecku o zupełnie innym światopoglądzie. Była pani religijnym dzieckiem?
[03:14:48] - Nie. W ogóle nie byłam chrzczona.
[03:14:52] - Gdyby się to przydarzyło jakiemuś dziecku religijnemu, to myślę, że mielibyśmy do czynienia z kolejnym objawieniem.
[03:15:01] - Na pewno. U mnie nie było religijności, nie byłam chrzczona.Dlatego był sam.
[03:15:09] - A czy pytała pani swoich rodziców, dziadków, krewnych, czy mieli podobne przeżycia? Czy u niektórych jest rozwinięty jakiś szósty zmysł?
[03:15:25] - U mojej matki coś zaczęło się dziać jakieś dwa lata temu. Miała jakiś kontakt, ale jej do końca nie dowierzałam. Mówiła, że miała kontakt z jakimiś istotami o niebieskich twarzach, takich metr siedemdziesiąt. Nie wiem, czy to prawda, czy nie, trudno powiedzieć. Ale ona też ma predyspozycje do takich rzeczy. Niestety ja muszę być odporna na takie rzeczy. Nie mogę sobie pozwolić, żeby od razu być jakimś prorokiem.
[03:16:05] - To bardzo mnie podnosi na duchu to, co pani mówi, bo niejednokrotnie mieliśmy do czynienia z osobami, które przeżywały to samo i twierdziły, że posiadły ostateczną prawdę i tylko one znają odpowiedź na to, co się stanie z Ziemią i z ludzkością. Muszę pani powiedzieć, że ten syndrom dotyka mnóstwa osób. Dlatego ta chłodna głowa jest tak ważna nawet w bliskich kontaktach z tą inteligencją. Tylko mnie zawsze intryguje jedno: czy ona rzeczywiście ma na celu dobro ludzkości?
[03:16:44] - Właśnie się zastanawiam, czy Ziemia przypadkiem nie jest jakąś fermą. Tak jak jesteśmy hodowanym bydłem.
[03:17:05] - Bo jeżeli się na to spojrzy z innej perspektywy, to przecież możemy to porównać z tak zwanym procesem setnej małpy. To jest zjawisko zaobserwowane wśród makaków w Japonii, gdzie jedna małpa zaczęła sobie myć ziemniaka w ciepłej wodzie i potem wszystkie to robiły po jakimś czasie. Czy czasami nie jest tak, że ta inteligencja, która nas tutaj nadzoruje, chce zobaczyć, jak my się będziemy zachowywać. Ona sobie tak pomyślała: „Ludzie są prymitywni. My jesteśmy inną inteligencją, ludzie są prymitywni. Musimy sprawdzić, jak zareagują”.
[03:17:37] - No tak.
[03:17:37] - „Może wybuchnąć panika”.
[03:17:40] - No tak.
[03:17:40] - „Może wybuchnąć panika. Najpierw wdrażmy im do głowy pewne wartości. Mamy dużo czasu, nam się nie spieszy”. To jest bardzo intrygujące, ale z drugiej strony możemy podejść do tego od tej strony, o której mówi doktor Vallee, że to ma charakter niekoniecznie materialny. Ta strona, która się kontaktuje, to nie są koniecznie kosmici z innej planety. To mogą być istoty z innej płaszczyzny egzystencji. Bardzo intrygujące.
[03:18:11] - Innych wymiarów, tak?
[03:18:13] - Nie potrafię tego nazwać. Możemy umownie powiedzieć, że to jest inny wymiar albo to jest płaszczyzna egzystencji, która istnieje gdzieś tutaj, w naszym wszechświecie, ale my jej nie widzimy, bo mamy niedostateczny zasób percepcyjny chociażby.
[03:18:34] - Chodzi o gęstość, tak?
[03:18:37] - Można to tak określić, bo tak naprawdę nauka ma na to określenie „wymiar”, który jest nieprecyzyjny. Ezoteryka oferuje termin „gęstość”, który też jest nieprecyzyjny, ale w zasadzie opisuje to samo. Wszyscy podświadomie czujemy, że jest jakaś inna fala, na której istnieją inne inteligencje żyjące obok nas. Możemy je czasami poczuć, możemy je czasem zobaczyć, ale nie wszyscy. I teraz jeszcze jedno pytanie, które mnie intryguje. Bo gdyby, tak jak mówiłem, zobaczyło to jakieś religijne dziecko, to pewnie mielibyśmy nowe objawienie.
[03:19:16] - Nowe objawienie.
[03:19:16] - Jak pani widzi przyszłość swoją w kontekście tych kontaktów? Czy czuje się pani wybrana?
[03:19:24] - Nie czuję czegoś takiego, żebym była wybrana. Bardziej czuję się jako eksperyment jakiś. W ten sposób. Na razie to obserwuję.
[03:19:38] - Trafili na trudny przypadek. Będą musieli sobie z panią jakoś poradzić. Dziękujemy za telefon. Jeżeli pani by mogła, to prosimy w przyszłości się z nami skontaktować, powiedzieć, co tam więcej dzieje się w pani przypadku. Polecam pani wspomnianą książkę. Tam można się dowiedzieć więcej na temat tego syndromu. Nie jest pani jedyną osobą, która to przeżywa. Czasami trafia na osoby zupełnie nieprzygotowane. Mniemam, że pani była przygotowana na to w jakiś sposób mentalnie.
[03:20:12] - No jakoś tak.
[03:20:14] - Jako osoba niereligijna nie miała pani, że tak powiem, wypranego mózgu.
[03:20:18] - Tak, bo chrzest blokuje czakrę korony. I wtedy automatycznie przestaje się widzieć jakieś rzeczy, tak?
[03:20:33] - Zapewne. Chodzi też o czysto religijne wychowanie. Dziecko, które jest poddawane pewnej presji, automatycznie zaczyna kojarzyć ten kontakt z inną inteligencją albo ze spotkaniem z aniołami, albo ze spotkaniem z demonami. Tak że w pewnym momencie zablokowałaby się pani na te kontakty albo zaczęłaby pani oddawać im cześć, albo bać się ich i nie wiadomo, jak by się to potoczyło. W tym arcyciekawym przypadku zaczęła pani podchodzić do tego jak homo sapiens sapiens, człowiek myślący.Najpierw trzeba coś ocenić, a dopiero potem wyciągać wnioski.
[03:21:19] - Chłodną głowę trzeba mieć przede wszystkim.
[03:21:22] - Tak. Dziękujemy za telefon. Pozdrawiamy.
[03:21:28] - Dziękujemy. Pozdrawiam.
[03:21:29] - Dziękujemy. Pozdrawiamy również.
[03:21:31] - Pozdrawiam. Dziękuję.
[03:21:36] - Tak że Radio Paranormalium jest przygotowane na wszystkie rodzaje problemów technicznych. Nawet jak się skończy na obydwóch naszych numerach, jak się skończą środki na rozmowy, to w każdej chwili mogę jeszcze awaryjnie uruchomić swój numer prywatny.
[03:21:55] - Powiem ci, że dzisiaj bardzo ciekawa audycja się zrobiła, bo byłem trochę przestraszony tym, że skończy się na tym, że odczytamy relacje z kartki i wszyscy będą na nas jutro najeżdżać, że było tak nudno. A tutaj takie ciekawe rzeczy. Przypominam, że linia jest cały czas otwarta. Możecie państwo dzwonić. Ostatnia debata ufologiczna w tym sezonie. Marku, tutaj pani, która do nas dzwoniła, wspomniała o innym aspekcie spotkań z UFO lub z tą inteligencją, która gdzieś tam się przewija w ufologii. Dywagacje o tym, kim oni są, skąd oni są. To jest temat na kolejną audycję. Tak że powiedzmy, że UFO to worek, do którego wrzuca się przybyszów z różnych przestrzeni bytu. Ale Marku, my mamy tutaj przygotowanych na dzisiaj jeszcze kilka relacji, które były zupełnie od czapy.
To znaczy one się odnosiły do spraw, które nie miały związku z latającymi dyskami, ze światłami na niebie, ale ze spotkaniami bardzo bliskimi, często prywatnymi, tak jak przypadek pani, która do nas dzwoniła. Czy zgodziłbyś się przytoczyć historię, która na naszej ściśle tajnej liście opisana jest jako „spotkanie z dziwnymi postaciami z czarnego dymu”?
[03:23:35] - Muszę to znaleźć. Spotkanie z dziwnymi postaciami z czarnego dymu. Tylko tutaj świadek prosiła, aby na razie tej relacji nie upubliczniać.
[03:23:50] - Lerka, tego nie zauważyłem, ale możemy o tym powiedzieć, że historia jest bardzo interesująca. Dotyczy pewnej pani, która miała bardzo bliskie spotkania z czymś na przecięciu bliskich spotkań oraz, nie wiem nawet, jak to określić, jakichś demonicznych interwencji. Jest to bardzo częste w spotkaniach z UFO, że na pewnym etapie dochodzi do takiej sytuacji, kiedy nie wiemy, jak to ocenić. Przypomnijcie sobie państwo te relacje, o których pisał Damian Trela. Jedna z Hutki, a druga chyba z Wałbrzycha. Historie, które się tam rozgrywały, były w zasadzie na przecięciu jakichś bliskich spotkań i spotkania z demoniczną inteligencją. Nie wiem, jak to określić. Takie historie również docierały do nas w tym sezonie. Dobrze. Marku, co tam jeszcze mamy w naszych nagraniach?
[03:25:01] - Muszę zerknąć na mój magiczny odtwarzacz. Mamy jeszcze właściwie kilka relacji z Wałbrzycha. Sprawa, którą badał Damian Trela. Relacja z Wałbrzycha. To są te obserwacje obiektu nad górą w Wałbrzychu. Motyw z przechodzeniem przez piec żeliwny, nie wyczuwaniem wyłącznika i tak dalej oraz obserwacja dziwnej istoty w oknie. Próba złapania przez ojczyma.
[03:25:35] - Tak, o tym właśnie mówiłem. Wróćmy do tej historii. Ona może niekoniecznie mieści się w ramach debat ufologicznych, ale pokazuje nam, że ludzie, którzy ocierają się o zjawisko UFO, często miewają też przeżycia związane z innymi zjawiskami, powiedzmy nadprzyrodzonymi. To jest jedna z kontrowersyjnych spraw, o których mówiliśmy w debatach, wiążąca się z taką hipotezą, że ludzie, którzy spotykają UFO, zwykle spotykają je więcej niż raz w życiu i być może dysponują jakąś specjalną predyspozycją pozwalającą im na szerszy ogląd rzeczywistości. Ta relacja o tym demonie pukającym do okna, jak określił to ten pan, jest interesująca z pewnego względu. Dlatego, że jest nie tylko dość makabryczna, szczerze mówiąc, i na pewno wywoła gęsią skórkę, ale przez ostatnie lata otrzymałem kilka relacji, w których ten motyw się pojawiał. To znaczy, to były historie przebiegające według tego samego scenariusza. Otóż zazwyczaj w blokach, w kamienicach, rzadko w domach jednorodzinnych, nagle w domu rozlegało się pukanie do drzwi. Kiedy mieszkańcy tego mieszkania, domownicy podchodzili i zerkali na zewnątrz przez judasza, okazywało się, że tam nie ma nikogo. Przez pewien czas brali to za wybryki jakichś nastolatków, ale po pewnym czasie stało się to uciążliwe.
Wiele z takich historii pojawiło się w „Dotknięciu nieznanego”, stałej rubryce w „Nieznanym Świecie”, gdzie
[03:27:21] - Pojawiają się historie od czytelników i okazywało się, że to pukanie nie było do końca normalnym zjawiskiem. To wyglądało tak, jakby ktoś próbował wejść do tego mieszkania, ale najpierw trzeba było otworzyć drzwi, żeby go zaprosić do środka. W większości przypadków tego nie zrobiono. Co ciekawe, w historiach poltergeistów, między innymi z Spontefract czy w pewnym przypadku rosyjskim, o którym niedawno pisałem, zaraz wam powiem skąd, to samo miało miejsce. Otóż zwykle jakaś dziwna siła pukała do drzwi i czekała na to, aż ktoś jej otworzy. Kiedy się je otwierało, to ona wtedy wpadała do mieszkania i zaczynała się typowa inteligencja poltergeist. Bardzo interesująca sprawa, pokazująca nam, że nasz świat pełen jest spraw, o których się nie śniło filozofom. Ale przejdźmy może do tej rzeczonej sprawy z Wałbrzycha.
[03:28:33] - Może zacznijmy od tej pierwszej historii, od przelotu kuli nad hałdą pokopalnianą. Czy mógłby pan powiedzieć wszystkie szczegóły, jakie pan pamięta? Kiedy doszło do tej obserwacji? Jaka to była miejscowość? Jak się ten obiekt zachowywał?
[03:28:47] - Wałbrzych, dzielnica Słupiecim, dzielnica kopalniana. Była noc gwieździsta, nie było żadnych chmur, o ile pamiętam. Nie określę dokładnie wieku, ale mogłem mieć około 10 lat, czyli 1983, 1984 rok, może 1985. Nie jestem w stanie tego określić. Szukałem na internecie jakichś wzmianek o tym na temat Wałbrzycha. Niestety nic nie znalazłem. To było lato. Byliśmy z kolegą w krótkim rękawie, więc to na pewno było lato. Mogło być około 9:00, ponieważ było ciepło i to, że ja to widziałem z kolegą to był w zasadzie przypadek.
[03:29:26] - To była godzina 9:00 rano czy wieczorem?
[03:29:29] - Wieczorem, czyli 21:00. Było ciemno. I tak mówię to, co zobaczyliśmy, to była lecąca bardzo szybko kula nad małą hałdą pokopalnianą, czyli wyrobem, który nie był wykorzystany, był zasypany. Była to taka góra spłaszczona. Przeleciało to bardzo szybko. Była to jasna kula, miała niewielki ogon za sobą. Żadnego dźwięku nie wydawała. Po prostu nie było żadnego dźwięku. I tak mówię, było to bardzo szybkie zjawisko. Najdziwniejsze teraz z pozycji osoby, która troszeczkę się tematyką interesuje, jest to, że w mojej ocenie po pierwsze było to bardzo blisko nas, bo napisałem około 200 metrów od nas, bo w zasadzie oddzielała nas od tej góry tylko firma transportowa.
Za komuny były tam jakieś samochody. Tego typu firma. Tak jak mówię 200 metrów. Natomiast ten obiekt nad tą górą, później sobie to analizowałem, mógł przelatywać 20–30 metrów nad samą górą, więc stosunkowo nisko. Z tym że on bardzo prostopadle leciał, więc gdzie ta góra się obniżała, leciał pewnie dalej. I najciekawsze jest to, że ja w tym czasie chodziłem na zajęcia z modelarstwa trzy lata i gdzieś tam zaczęliśmy rozmawiać. I on powiedział, że też widział coś takiego, tylko że z innej dzielnicy Piaskowa Góra to jest załóżmy druga strona Wałbrzycha. Nasze miasto jest takie rozciągnięte i nawet pokazywał mi artykuł w lokalnej gazecie o tym. Z tym że ja byłem dzieckiem, więc ani gazet nie czytałem. Widziałem ten artykuł.
Nie czytałem go, ale widziałem i on mówi, że to było widoczne, ponieważ dzielnica Piaskowa Góra to jest dzielnica wieżowców, takich dziesięciopiętrowców i podobno duża ilość osób miała okazję to widzieć. To było tam opisane. Nie wiem niestety jaka gazeta i po prostu tutaj nie znalazłem nic na internecie, bo specjalnie do tej audycji z panem chciałem coś znaleźć. I teraz tak. Nie wiem, czy to był piorun kulisty, co to tak naprawdę było. Nie chcę nic sugerować, natomiast na całe życie to zapamiętam. I wtedy, kiedy to widziałem, to otworzyłem buzię ze zdziwienia tak naprawdę, bo jako dzieciak ani o tym nie słyszałem wcześniej, ani się nie spodziewałem, że coś takiego zobaczę. Więc tyle, co mogę powiedzieć. Nie wiem, może ma pan jakieś pytania.
[03:31:52] - Do czego mógłby pan porównać jasność tego obiektu?
[03:31:55] - Wie pan, on miał taki kolor ciemnego żółtego. Była lekko otoczka. Mnie się wydaje, że to mogło być jakieś zjawisko bardziej naturalne niż UFO. Natomiast nie mam żadnej wiedzy. Taki ciemny, żółty kolor, dosyć intensywny, lekki, nie za duży ogon się za tym ciągnął. I mówię prędkość tego była bardzo duża. Nie wiem teraz to może około 200 kilometrów. Załóżmy, że jak jeździ samochodem, nie mam innego porównania.
[03:32:26] - Czy obiekt zdawał się wywierać jakiś wpływ na otoczenie? Czy jego manifestacji towarzyszyły jakieś inne zjawiska?
[03:32:34] - Po prostu przeleciał i to było bardzo szybko. Nie było żadnych innych zjawisk. Bynajmniej ja nic nie zaobserwowałem. Za komuny to raczej o tych rzeczach się nie mówiło. A ja byłem dzieckiem w zasadzie, więc ciężko było jakikolwiek... Wiem, że z kolegą rozmawialiśmy, że to chyba była jakaś spadająca gwiazda albo kometa, bo tylko to nam się nasunęło, więc myślę, to jedno z tysięcy rzeczy, które może gdzieś tam pan miał okazję słyszeć. Natomiast tak mówię, miało to miejsce, ja to widziałem. Dzięki temu się pewnie interesuję tym tematem również z żoną. Na szczęście. No i tyle.
Tak jak mówię, na moją dzisiejszą wiedzę raczej było to coś naturalnego. Natomiast oglądałem zdjęcia kulistych piorunów, próbowałem nawet znaleźć jakieś zdjęcie na Google, które by obrazowało mniej więcej to, co ja widziałem, ale nie znalazłem niestety.
[03:33:31] - Mam jeszcze takie pytanie. Jak oceniłby pan prędkość poruszania się obiektu? Ile według panaIle mogła trwać obserwacja tego obiektu? Ile czasu?
[03:33:41] - Dwie, trzy sekundy, może cztery, może dłużej. To był bardzo monotonny ruch, bo w sumie tylko przelatywało po prostej. Moja percepcja może być w ogóle myślę, że pan się ze mną zgodzi. Jeżeli się obserwuje cokolwiek, to nagle się okazuje, że z tym czasem to jest problem z określeniem tego czasu. Nawet w niektórych ablucjach mówiliście państwo o tym. Dla mnie to był krótki czas, trzy, cztery może sekundy, bo to po prostu było bardzo szybkie. Jeżdżę samochodem, więc około 200 kilometrów na godzinę mogło być, biorąc pod uwagę prostą, po której widziałem ten obiekt. Także taka prędkość.
[03:34:22] - A czy jest pan w stanie określić, jaki dystans ten obiekt mógł przelecieć?
[03:34:30] - Piaskowa Góra jest od mojej dzielnicy około czterech kilometrów, więc skoro był widoczny tam, tylko nie pamiętam właśnie, skąd widział mój instruktor ten obiekt, ale generalnie między tymi dzielnicami jest około czterech do pięciu kilometrów, więc na pewno ten dystans, ponieważ tam było to widoczne, ale ciało teraz z Piaskowej, bo kierunek był z Piaskowej w kierunku Bogusława. Generalnie to był kierunek na Jelenią. Tak jak jedzie pociąg, mamy tory akurat w kierunku Jeleniej Góry, więc odległość była właśnie od Piaskowej do mnie około pięciu kilometrów. Tam było to widoczne na jakiejś wysokości, więc zakładam, że mogło to lecieć gdzieś z okolic strzelam Wrocławia albo z tamtych okolic.
[03:35:18] - Może przejdziemy do drugiej sprawy z tego z przechodzeniem przez piętrzeliw, niewyczuwaniem włącznika światła i tak dalej.
[03:35:26] - Moim zdaniem dzisiaj drugi łączy się z trzecim. Też chciałem zwrócić na to uwagę. Nie wiem, czy to też dla pana będzie ważna informacja, ale dzielnica, na której mieszkałem, dzielnica opaniana, dużo, że tak się wyrażę, ludzi tam nadużywało alkoholu, łącznie z osobami w moim budynku, łącznie z moimi rodzicami. Więc tego typu rodzina to była. Nie miałem lekko jako dziecko, także nie wiem. Tutaj dzisiaj rozmawiałem nawet z kolegą, że będę z panem rozmawiał i sugerował, że może mi się wydawało. Nie wiem, czy mi się wydawało. Jestem przekonany, że to miało miejsce. Może króciutko. Ja z rodzicami mieszkałem i z bratem na pokoju z kuchnią.
To było nieduże mieszkanie, tak naprawdę na samym parterze i samo zdarzenie miało miejsce w kuchni, ponieważ moi rodzice w pokoju generalnie moi rodzice bardzo dużo palili takich papierosów popularnych. To palili pięć paczek dziennie. Ja zawsze miałem bzika od małego na punkcie zdrowia i kiedyś w geście protestu stwierdziłem, że będę spał w kuchni, ponieważ tam bynajmniej nie ma tego dymu papierosowego. I pamiętam, że jedną noc przespałem normalnie. Natomiast właśnie drugiej nocy się to zdarzyło. Spałem na łóżku. Może teraz prześlę panu grafikę, którą narysowałem. Łatwiej było panu to zobrazować.
[03:36:42] - Dobrze. Poproszę.
[03:36:43] - O, chyba przeszło. Ma pan, tak?
[03:36:45] - Tak, już widzę.
[03:36:46] - I teraz tak. Tam, gdzie piszę łóżko, to na tym łóżku ja spałem. To była taka wersalka kuchenna. Nad łóżkiem wisiała taka kuchenka wisząca, czyli takie meble wiszące z garnkami i tak dalej. Ja w nocy wstałem i tutaj, gdzie piszę piec kaflowy koło drzwi między drzwiami a piecem kaflowym był włącznik światła. Każdy ma to do siebie, że jak jest zgaszone światło, a chce je zapalić, to już z automatu wie, w którym miejscu i po omacku jest w stanie to zrobić. To się pan ze mną zgodzi. Tak samo też ja wstałem, chciałem się załatwić, coś. Wstałem, podchodzę do włącznika i nie mogłem go znaleźć. Ale najdziwniejsze jest to, że przy włączniku był oczywiście ten piec kaflowy.
Tego pieca nie mogłem znaleźć. Doszedłem do rogu tej ściany, gdzie jest ten piec, co oczywiście wydało mi się bardzo dziwne i po prostu wystraszyłem się, więc podjąłem decyzję, że wracam do łóżka. Skierowałem się w kierunku łóżka. No i ogromne moje zdziwienie, też przestrach oczywiście, bo doszedłem do rogu tej kuchni i oczywiście ani łóżka nie było, ani tego elementu wiszącego. Ja już później, że tak powiem, szedłem po omacku w prawo w kierunku drzwi pokojowych. Tylko chciałbym zauważyć, że w kuchni było mega ciemno. Mieszkanie mieliśmy od strony podwórka, na którym nie było żadnej latarni i zwykle mieliśmy ciemno, ale wtedy ja kompletnie nic nie widziałem. W każdym razie poruszałem się w prawo w kierunku drzwi od pokoju, których oczywiście nie wyczułem. Przeszedłem przez te meble stojące, też nic nie wyczułem. Doszedłem do rogu, skierowałem się w prawo w kierunku okna.
Nic nie wyczułem. Przeszedłem przez zlew żeliwny. Później zastanawiałem się, bo jednak żeliwo to jest taka struktura dosyć trwała i jeszcze pod tym zlewem mieliśmy pajęczyny z pająkami, co dla mnie było obrzydliwe, ale generalnie przeszedłem przez to. Doszedłem do tego rogu za zlewem i skierowałem się w prawo. To była tak: pralka, lodówka, kuchenka gazowa, znowu metal. I powiem szczerze, już byłem na tyle spanikowany, że chciałem krzyknąć: „mamo”. Kiedy zaczynałem krzyczeć: „mamo”, wyczułem rurkę od pieca kaflowego. To był piec starego typu, taki, jaki w kuchniach był dwupoziomowy. Pewnie pan kojarzy z blatem takim żeliwnym. Po prostu wyczułem go tak, jakby się tam pojawił.
Złapałem się, wszedłem na pierwszy poziom tego pieca szybciutko, że tak powiem, rękę skierowałem w kierunku włącznika, wyczułem włącznik, włączyłem i okazało się, że jestem w kuchni. Są wszystkie meble i byłem w lekkim szoku. Po prostu nie wiedziałem, co się stało. Kompletnie to było dla mnie niezrozumiałe. Oczywiście następnego dnia powiedziałem mamie przede wszystkim, ponieważ moja mama żyła, jej mąż był dla mnie ojczymem, z którym nie mieliśmy dobrych relacji, więc z nim o tym nie rozmawiałem. Ale rozmawiałem z mamą. Mama oczywiście nie uwierzyła i to był ostatni czas, kiedy ja po prostu się już nie odważyłem w tym pomieszczeniu spać. I to takieZałóżmy, na tym się to zdarzenie zakończyło. Ono się będzie wiązało z trzecim. Natomiast czy ma pan do tego jakieś pytania?
[03:39:55] - Do tego drugiego zdarzenia mam takie pytanie: czy miał pan może wrażenie przebywania w zupełnie innym pomieszczeniu? I czy towarzyszyły temu wszystkiemu jakieś dodatkowe odczucia, na przykład odczucie jakiejś obecności?
[03:40:08] - Wrażenie takie miałem. Nie czułem jakiejś obecności, natomiast czułem się tak, jakbym był w stanie zagrożenia. I tutaj na którejś audycji, bo słuchałem ostatnio wszystkich waszych audycji, mówiliście o tym, że czasami gdzieś tam w jakieś inne wymiary ktoś na moment wpadnie. Taki mi się wniosek nasuwa, że jakimś cudem mogłem się znaleźć w czymś innym. Ciężko to określić. Natomiast nie czułem tam obecności kogoś innego, ale czułem się tam bardzo nieswojo. To nie były moje warunki. Bałem się. Natomiast to łóżko jest kluczowe, co panu przed chwilą mówiłem, bo ono będzie elementem trzeciego zdarzenia gdzieś w okolicy dwa lata później, bo trzy zdarzenia zdarzyły mi się do 15. roku życia, więc to tutaj mógłbym określić na 12 lat, może 13.
[03:41:04] - Który to mógł być rok?
[03:41:06] - 1985 bądź 1986. A ten przelot był wcześniej, bo byłem młodszy i to pamiętam. A ostatnie zdarzenie było troszeczkę później, ale tak mówię, w czasie nie jestem w stanie określić, to jednak sporo lat minęło. Natomiast gdzieś tam po latach różne historie, które się zaczęły mi pobudować i zacząłem myśleć o tym. I właśnie po iluś tam latach udało mi się połączyć dwa zdarzenia. Jeżeli nie ma pan do tego pytań, to przejdę do trzeciego.
[03:41:35] - Tutaj jeszcze mam takie pytanie, nasunęło mi się: czy po tym zdarzeniu drugim miały miejsce jakieś inne zjawiska, których nie jest pan w stanie wyjaśnić? Pomijając już to trzecie zdarzenie.
[03:41:45] - Tak. Powiem panu, że często właśnie w kuchni słyszałem pukania i to nie tylko ja. Będę mówił teraz za siebie, bo nie chcę po prostu tutaj fantazjować, ale na przykład tak jakby ktoś wychodził z kuchni do przedpokoju, ale to wielokrotnie. Naprawdę wielokrotnie. Czy z kuchni do przedpokoju, bo za tymi drzwiami do korytarza to był taki zabudowany przedpokój, czy z tego przedpokoju na korytarz, ponieważ to było za komuny, te drzwi były specyficzne, ciężkie, stare. My po zawiasach wiedzieliśmy, które drzwi się otwierają. Nie było z tym problemu. I też po krokach można było wiedzieć. Często się to zdarzało akurat. Tylko tak mówię często, ale nie wiem, może i wcześniej, może po tym zdarzeniu, ale takie rzeczy słyszałem i to nie tylko ja.
Natomiast nie wiązaliśmy tego z jakimiś duchami, raczej się w domu z takich rzeczy ludzie śmiali. Jak były gdzieś tam rozmowy przy alkoholu, to pamiętam, to wszyscy raczej z tego drwili, ale coś takiego słyszałem.
[03:42:53] - Rozumiem, że przed wystąpieniem opisywanych przez pana zdarzeń nie miał pan jakiegoś kontaktu z treściami ufologicznymi, science fiction i tak dalej.
[03:43:02] - Nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje tak naprawdę. Kiedyś, w tamtych czasach o wielu rzeczach się nie mówiło.
[03:43:08] - Przejdźmy może do tego trzeciego zdarzenia, do tej obserwacji dziwnej istoty w oknie, próby złapania przez ojczyma i tak dalej.
[03:43:16] - Chciałbym przesłać grafikę kolejną. Tak wyglądał nasz pokój i przesłał panu grafikę trzecią, która będzie potrzebna do tego, żeby opisać, jak tym łóżkiem się poruszał. Trzecia grafika pokazuje nasze piętro, a tutaj na drugiej ma pan nasz pokój, czyli łóżko rodziców, nasze po drugiej stronie. Takie rozlokowanie sprzętowe było. Przy naszym łóżku były dwa okna. Ja obudziłem się w nocy. Tak naprawdę obudziło mnie pukanie. Padał deszcz. My mieszkaliśmy na stosunkowo niskim parterze, taka suteryna troszeczkę. Ponieważ ktoś pukał, a zdarzało się, że gdzieś tam do mojego ojczyma jacyś koledzy, pijaczki czy jakby określić, nieraz wpadali.
Automatycznie odchyliłem zasłonę od okna drugiego od lewej. I powiem panu, zobaczyłem coś dziwnego, ponieważ zobaczyłem mniej więcej na wysokości głowy mężczyznyKontur głowy. Natomiast widziałem światło, które było białe i bardzo mocno świeciło, natomiast ono nie oświetlało nic, ani zasłony, ani otoczenia, tylko świeciło tak samo z siebie i nie było żadnych konturów twarzy. Też nie było korpusu żadnego. Po prostu na wysokości głowy widziałem kształt głowy, który świecił. Oczywiście jako dzieciak wystraszyłem się. Zasłoniłem okno. Spałem na łóżku z moim bratem.
[03:44:50] - To znaczy sama ta głowa świeciła, czy to było światło znajdujące się za postacią?
[03:44:55] - Nie, sama głowa świeciła, ten kontur głowy świecił. Wiedziałem, że to jest głowa, ponieważ kontur był wyraźnie głowy. To nie był żaden owal, nie było żadnej poświaty w ogóle. Po prostu to był kształt, który świecił, kształt głowy. Ale to było dziwne światło, bo nie oświetlał nic. Natomiast ja widziałem, że świeci, kiedy zasłoniłem zasłonę. To były takie ciężkie sztory, że tak się wyrażę, to nie przebijało to światło. Czyli to było takie dosyć specyficzne. Obudziłem brata, bo oczywiście byłem wystraszony. Brat był o półtora roku młodszy i o dziwo, rozmawiałem z nim ostatnio o tym.
On twierdzi, że tego nie pamięta. To dziwne, bo kiedyś pamiętał. Kilka razy pukało, więc stwierdziłem, że obudzę rodziców. Krzyczałem: „Mamo, mamo, mamo”. Mama się obudziła z ojczymem. Ponieważ mój ojczym był ogromnym leniem, zanim cokolwiek zrobi, to oczywiście musiał pomarudzić. Pyta się kto to? Pyta się, żebym zobaczył. Ja mówię, że patrzałem przez okno i że widziałem jakieś światło, że ja nie wiem, co to jest i kto to jest. Ojczym lubił drwić, w ogóle był takim specyficznym człowiekiem, raptusem można powiedzieć.
No ale po kilku minutach, bo to naprawdę trochę trwało. Pukanie było co jakiś czas. Nie wiem, co pół minuty, co 20 sekund. Ciężko określić, ale bardzo miarowe, kilka puknięć do szyby, wyraźnie mocne. Jeszcze pamiętam, że ojciec sobie żartował, że pewnie gałąź albo jego kolega, jakiś pieszczyna, albo gałąź od drzewa. Tylko że drzewo mieliśmy od swojego okna z osiem, 10 metrów, więc to było niemożliwe. Ale w pewnym momencie się sam zdenerwował. Wstał, podszedł do tego okna, żeby zobaczyć, kto to jest. Kiedy podchodził, to było ostatnie puknięcie. Oczywiście wyglądał za firanę, a on nic nie widział.
I mówi, że ktoś sobie jaja zrobił. Mama mówi, że pewnie gdzieś się schował albo już sobie poszedł. Ojciec wrócił do łóżka, położył się, chwilę był spokój i za chwilę znowu pukanie. Ojczym już się wkurzył, ponieważ był raptusem. Kilka razy było puknięcie. Wstał, wziął taką lolę metalową. Miał taką sprężynę z łóżka starego, metalową centralnie. Była burza z piorunami. On w majtkach wyszedł przez drzwi kuchenne do tej kuchni, o której mówiliśmy wcześniej. Zaraz wejdę na trzecią grafikę.
Przeszedł do kuchni, z kuchni przeszedł do naszego zabudowanego korytarzyka. Z niego wyszedł przez drzwi na korytarz główny, skierował się do drzwi na podwórze i ostatnie puknięcie było, kiedy on chyba podchodził do tych drzwi, bo za chwilę słyszałem. Mieliśmy taką zasuwę, taki skobel metalowy. Odciągnął ten skobel i wyszedł na to podwórko. Za chwilę przyszedł mokry. Powiedział, że nikogo koło tego domu nie znalazł, że po prostu nikogo nie było. Ktoś sobie jaja robił czy coś takiego. Oczywiście był zdenerwowany, bo to nic przyjemnego w nocy wstać.
[03:47:45] - Szczególnie w taką pogodę. Trudno, żeby w taką burzę ktoś sobie robił tego typu dowcipy.
[03:47:49] - Dokładnie. Natomiast kiedy on wyszedł, to pukanie przestało. Więc oni stwierdzili, że to pewnie jakieś jajcarze i tak dalej. I na tym w zasadzie tego dnia się to zdarzenie skończyło. Tylko ciekawostka jest taka, co ja naprawdę po latach zacząłem sobie układać, że u nas, nie wiem, jaki czas był po tym zdarzeniu, ale tak jak mówię, mogłem mieć ze 13 lat, a ja się wyprowadziłem z tego mieszkania mając 15 lat, więc załóżmy w tym okresie zaczęło się to dziać. Mieliśmy dwa piętra plus strych, z tym że koło strychu mieszkała taka rodzina. To proszę sobie wyobrazić, że jakiś czas po tym zdarzeniu, tak to określę, bo tak jak mówię, nie jestem w stanie panu teraz co do miesiąca określić. Była libacja alkoholowa w tym mieszkaniu pod strychem i w trakcie tej libacji ci ludzie się zatruli gazem po pijaku, gdzieś tam coś zostało na kuchence. W każdym razie trzy trupy były. Było to opisywane w gazetach, bo to jednak trzy osoby zginęły.
I tak mówię, to były pierwsze trzy ofiary. Dalej, piętro niżej też była taka akcja z rodziną alkoholową. Facet pobił żonę po pijaku, skatował ją po prostu. Wylądowała w szpitalu i zmarła. Jakiś czas później kolejne piętro niżej była sytuacja bardziej naturalna. Po prostu pani sobie złamała nogę w biodrze czy coś takiego. Poszła do szpitala, też zmarła. Także taka dosyć naturalna. Ta pani akurat była, załóżmy 55 plus, coś takiego. Teraz nie pamiętam.
Nie była staruszką, ale generalnie załóżmy dla nas to już była starsza jak dzieci. Czyli to by była piąta ofiara. Następnie kolejną ofiarą była nasza sąsiadka. To już była staruszka około 80 lat. Podobno wodę sobie na herbatę wstawiała i ona mieszkała, jak nasze drzwi kuchenne jest ta strzałka, to ona mieszkała na wprost. Po prostu na wprost tych drzwi jest kolejne lokum mieszkalne i ona w tym mieszkaniu mieszkała i tam po prostu przy stole zmarła. Podobno zatruła się gazem.Jakiś czas później zdarzyła się tragedia w naszym domu. Ojczym po libacji alkoholowej pobił matkę. Ona była bardzo pobita, a tydzień później miał jakiś napad szału i zadźgał ją nożem. Ja w tym czasie byłem w ubikacji na korytarzu i o dziwo zadźgał ją na tym łóżku, na którym ja spałem.
Tam interweniowała policja. Oczywiście zamknęli go. Trzy miesiące później on się powiesił w więzieniu. Tak oficjalnie, taką przynajmniej ja dostałem informację. Czyli to była ósma osoba, która z tego budynku zginęła. Oczywiście to są różne śmierci, jak pan sam zauważył. Natomiast po tej śmierci później kilka razy byłem w tym budynku, rozmawiałem z sąsiadami, rozmawialiśmy o tych rzeczach, ponieważ udało mi się wyjść z bagna. Jestem normalną osobą, więc wszyscy się cieszą. Ja i brat. Ale po jego śmierci tam długo nikt nie umarł.
Więc jedyne, co mogę powiedzieć, tak jak napisałem wcześniej, moim zdaniem mój ojczym, nie wiem, czemu akurat on, wpuścił jakąś siłę do tego budynku, która spowodowała te rzeczy, o których mówiłem wcześniej. To jest moja teoria. Nie mam jakiegoś porównania, nie chcę sugerować. Natomiast w finale on popełnił samobójstwo, a to łóżko, na którym ja spałem, tam zginęła moja matka. Wnioski pozostawiam panu i jeśli ma pan pytania jakieś, to z chęcią odpowiem.
[03:51:34] - Mam tutaj parę pytań odnośnie tej postaci i całego tego zdarzenia. Czy postać, którą pan obserwował z bratem, wykonywała jakieś gesty, czy po prostu stała w miejscu?
[03:51:46] - Powiem panu, ja odsłoniłem tą sztorę. To był moment, jak ja to coś widziałem. To było w miejscu. Moim zdaniem to stało w miejscu cały czas i pukanie też było w jednym miejscu. To nie to, że raz w tę część okna, czy raz w drugie okno. Po prostu w jednym miejscu.
[03:52:02] - Czyli tak jakby postać musiała cały czas tam stać i pukać. A czy poza pukaniem było słyszalne jakieś inne odgłosy, na przykład biegnięcia?
[03:52:11] - Nie, dlatego, że była burza z piorunami. Dosyć mocna burza. Więc poza dźwiękami burzy, pukaniem i tym, jak rozmawialiśmy, to żadnych innych dźwięków nie kojarzę. Nie było żadnych dźwięków kółki, typu chodzenie czy coś takiego. Nic, absolutnie. Były naturalne dźwięki burzy plus to pukanie.
[03:52:29] - A czy tej postaci towarzyszył jakiś obiekt czy jakieś inne zjawiska? I czy po istocie zostały jakieś inne ślady? Może państwo sprawdzaliście nazajutrz, co tam w tym miejscu było?
[03:52:41] - Powiem panu, że gdybym miał dzisiejsze podejście do tych rzeczy, na pewno bym sprawdził za oknem to miejsce, szybę bym sprawdził. W filmach się różne rzeczy ogląda, płuka się, być może jakieś ślady. Wiem, do czego pan zmierza. Ja natomiast byłem na takim etapie, że nie zdawałem sobie sprawy, co to miało miejsce tak naprawdę, a też nie byłem w stanie przewidzieć, że może to gdzieś tam mieć konsekwencje takie jak panu później opisałem. Z tym, że ludzie w tym budynku w stosunkowo krótkim czasie będą umierać. Nic niestety nie zaobserwowaliśmy, nie byliśmy jakimiś badaczami. Normalni ludzie. Byłem dzieckiem.
[03:53:20] - Bo rozumiem, że w sąsiednich budynkach wokół nic takiego się nie działo, nie dochodziły żadne informacje?
[03:53:29] - Nie słyszałem o tym, żeby się cokolwiek działo dziwnego. Ja prawdopodobnie mówiłem o tym zdarzeniu, bo wie pan, wśród dzieci gdzieś tam to mogła być jakaś sensacja. Pewnie o tym mówiłem, ale nie było jakiejś reakcji, bo zapamiętałbym, gdybym miał od dorosłych czy od kogoś jakiś feedback, prawda? Natomiast generalnie nie ukrywam, w okolicy naszej to dzielnica Sopienic to była taka dzielnica mordownia, tam się ktoś bił, może nie zabijali się, ale generalnie ludzie bili, więc tam się zawsze coś działo.
[03:54:05] - I takie ostatnie pytanie, czy całemu temu zdarzeniu, poza oczywiście strachem, towarzyszyły jakieś jeszcze inne odczucia? Zjawiska?
[03:54:16] - Nic, z mojej strony nie. Ja tylko powiem tyle, że jak matka umarła, to w dniu pogrzebu widziałem jej postać. I to też takie dziwne. Chyba większość ludzi. Nie wiem, czy to akurat wyobraźnia, ale z wyciągniętymi rękoma do mnie mówiła, by ze mną wyszła. Spałem wtedy z bratem u mojej ciotki i coś takiego widziałem. Nie, nie miałem żadnych innych zdarzeń i tak naprawdę od tego momentu nie miałem kompletnie nic. Natomiast nie ukrywam, od tamtej pory wyjechałem do Gdyni, do szkoły z internatem, żeby się uczyć i powiedzmy zacząłem się interesować różnymi rzeczami. Właśnie tym, co jest dziwne, niewytłumaczalne, bo dotknęło mnie to gdzieś. Pojawiły się pytania i później się zaczęło czytać te książki z lat 80.
czy tam 90. Tyle, co mogę powiedzieć. Zdarzenie zawsze, kiedy opowiadam, powoduje, że mam ciarki na plecach, więc ciężko powiedzieć, że to było coś wymyślone. Mam też taki wniosek, mi się nasunął, że kiedy widzi się ducha tak zwanego, tak jak widziałem swoją matkę i czuje się strach, to jest mój własny wniosek. To raczej nie może być osoba bliska, bo gdyby to była bliska mi osoba, nie czułbym strachu przed nią. Ja na co dzień generalnie jestem chrześcijaninem, jestem osobą wierzącą i uważam, że to mogła być jakaś manifestacja demona, czegoś złego. Więc też tylko panu tak mówię, żeby pan bardziej wiedział, jaką osobą jestem. Nie wiem, co tutaj dodać. Żonie wielokrotnie mówiłem o tej historii. Akurat ona nie miała podobnych przypadków.
[03:55:46] - A teraz będziemy się łączyć z kolejnym słuchaczem, który chciał się do nas dodzwonić w trakcie, gdy emitowaliśmy relację z Wałbrzycha. Tym razem słuchacz dzwonił z zagranicy. Spróbujemy wykonać właśnie teraz, w tym momencie połączenie.Drogą telefoniczną. Halo, Radio Paranormalium, dobry wieczór. Jesteśmy już na antenie. No niestety nie udało się. Piotrze, czy już się słyszymy?
[03:56:25] - Jakiś demoniczny język się włączył, muszę powiedzieć. No nic, relacja z Wałbrzycha. Rzeczywiście chyba nie tylko tutaj nasz świadek miał ciarki na plecach. One zawsze wywołują u mnie podobną reakcję. Rzeczywiście niesamowita historia. Widzicie państwo, gdybyśmy my to opowiedzieli, gdybyśmy napisali o tym, gdybyśmy to przeczytali na antenie, to by nie miało takiego oddziaływania, jak w przypadku, kiedy opowiadał o tym sam świadek. Ale Marku, może przypomnij jeszcze raz kontakty. Może pobudzi to naszego świadka do ponownego połączenia.
[03:57:08] - A więc kontakty do Radia Paranormalium to numery telefonów 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również cały czas do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy także obecni na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. I właśnie dodzwonił się do nas nasz stały słuchacz, pan Grzegorz spod Londynu. Dobry wieczór, jesteśmy już na antenie.
[03:58:16] - Dobry wieczór panom, witam. Świetna audycja dzisiaj. Również tak podsumowująco. Chciałem tylko zadzwonić. Nie z tego powodu, że miałem jakieś przeżycia, bo raczej nie miałem. A tymi zjawiskami interesuję się już od dziecka w zasadzie. Nawet kiedyś pamiętam, że udało mi się nabyć pierwszy archiwalny numer „Nieznanego Świata”. Kiedyś, jeszcze za komuny. To tak nawiasem mówiąc. Chciałem tylko powiedzieć, że panowie, audycje, a nie tylko audycje, „Nieznany Świat”, wiele publikacji pokazuje, że te wszystkie zjawiska czy UFO, czy nocni goście, czy w ogóle te wszystkie historie związane z tymi niewyjaśnionymi sprawami istnieją, są prawdziwe i są po prostu.
Co mnie tylko w tym wszystkim wkurza i nie wiem, dlaczego tak się dzieje, to to, że naukowcy i cała nauka permanentnie, non stop nabiera wody w usta i twierdzi, że tego nie ma. I to jest najbardziej wkurzające w tym wszystkim. Bo gdyby ci poważni naukowcy, w cudzysłowie, może by się za to zabrali i jakoś to spróbowali ugryźć, to może wtedy byśmy uzyskali jakieś odpowiedzi.
[04:00:18] - Muszę panu powiedzieć, przerwę panu na chwilę, jeżeli mogę, że ci najbardziej poważni naukowcy, często nobliści, interesowali się tymi zjawiskami. Einstein, Jung to przecież były osoby, które pałały pewną pasją do zjawisk nadprzyrodzonych.
[04:00:42] - Trzeba wspomnieć o Marii Curie-Skłodowskiej, która też wykazywała żywe zainteresowanie między innymi spirytyzmem.
[04:00:51] - Tylko musimy to podzielić na parę etapów. Dlatego, że mówimy o zjawiskach związanych z bardzo szeroką gamą albo inaczej mówimy o szerokiej gamie zjawisk. I tak parapsychologia w zasadzie jest dziedziną odrębną i tam naprawdę działa bardzo wielu uczonych, którzy starają się metodą bardzo drobnych kroków udowodnić na przykład istnienie telepatii, w czym mają nawet pewne osiągnięcia. Na drugim polu działają ci, którzy zajmują się NDE, czyli doświadczeniami z pogranicza śmierci. Też jest to dość prężnie działająca grupa. Mieliśmy specjalistów od poltergeistów. Teraz mamy ich głównie w Rosji. Tych informacji stamtąd jest mało, ale jednak jakieś badania są prowadzone. Co do spirytyzmu i tego aspektu, to on trochę wygasł. Mieliśmy przecież w Polsce nawet doskonałych badaczy, takich jak Ochorowicz.
Ale przecież jeszcze w PRL-u działały postaci takie jak chociażby docent Bugaj, jak Lech Emfazy Stefański, którzy chociaż może nie byli naukowcami, empirystami, nie poszukiwali tych zjawisk, nie poszukiwali mechanizmówAle próbowali dotrzeć do ludzi, którzy mieli te czy inne predyspozycje, próbowali tworzyć pewne wytyczne, nowe szlaki. Wreszcie mamy fizyków, którzy interesują się zagadką świadomości. Mamy kosmologów, astronomów. Dlatego myślę, że nauka tak naprawdę interesuje się tymi zjawiskami. Problem w tym, że istnieje coś takie jak Akademia i ona już broni dostępu pewnym treściom do na przykład uniwersytetu i tak dalej. Głównym problemem są chyba media, moim zdaniem. Media rządzone przez bardzo-
[04:02:51] - Właśnie o tym mówię, że o ile w przeszłości, to w przeszłości. Wiem, że naukowcy się interesowali. Ale weźmy teraz. Chodzi o to, że jeśli nawet są niewielkie grupy poważnych naukowców, którzy starają się temat ugryźć i naukowcy pojedynczy, którzy próbują to badać, to właśnie ten główny pień naukowego establishmentu cały czas blokuje w jakiś sposób te badania, czy postępy, czy publikacje i tak dalej. Kiedy żeśmy słyszeli w telewizji czy w mainstreamowej gazecie, w „Science” czy „Nature”, czy gdzieś w tego typu publikacjach coś na ten temat? Ja nie słyszałem w każdym razie.
[04:03:59] - Z prasą naukową jest tak, że ona się trochę polaryzowała i muszę panu powiedzieć, że takich raportów pojawia się dużo. Na przykład ostatnio napisałem artykuł o badaniach profesora Greysona nad doświadczeniami ludzi, którzy przeżyli NDE, czyli doświadczenie z pogranicza śmierci i to ukazało się w piśmie naukowym, chociaż może nie bardzo poczytnym, jak pan mówi, nie w „Science” czy w „Nature”, ale w pewnym periodyku, który ma już pewną rangę. Problem w tym, że żeby mówić o tych zjawiskach, to trzeba przewartościować całą naukę. Otóż uznanie na przykład, że istnieje życie po życiu, że istnieją duchy, że nasza świadomość ma formę nielokalną, wymagałoby stworzenia zupełnie nowej fizyki. Trzeba by w ramach naszej fizyki przyjąć, że dusza to jakieś odrębne oddziaływanie, odrębna cząstka. Czy świadomość to odrębne oddziaływanie. Dopóki fizycy go nie znajdą, a pewnie go nie znajdą, szukając tak jak szukają, to nic się nie zmieni. Dopiero fizyka z pogranicza wnosi tu zupełnie nowe wartości. Ja myślę, że wszystko jest na dobrej drodze, mimo wszystko. Najgorsze moim zdaniem-
[04:05:27] - Mam nadzieję
[04:05:27] - ... To nie nauka, a przede wszystkim media. Media, które zakłamują rzeczywistość.
[04:05:37] - A szczególnie niebieska telewizja.
[04:05:40] - Tak. Grają na emocjach. Nie interesuje ich rozwój ludzi, nie interesuje ich ukazywanie prawdy, a tylko budzenie podziałów i tak dalej. Przede wszystkim pogoń za sensacją.
[04:05:58] - Natomiast to, o czym pan mówi, szukanie jakichś cząstek, jeśli chodzi o przeżycia z pogranicza, to jest prawdopodobnie tak samo, jak szukanie obcych za pomocą fal radiowych przez SETI, co, jak wiemy, najprawdopodobniej kompletnie nie ma sensu.
[04:06:23] - Na przykład ostatnio znowu doszło do takiej sytuacji, że ta słynna gwiazda KIC 86 coś tam, Gwiazda Tabby tak się nazywa, wokół której krąży jakaś tam chmara obiektów, znowu zaczęła mrugać. Od 2015 roku wiadomo, że tam coś krąży wokół niej i sugeruje się, że to może być na przykład elektrownia obcych. Pierwsza rzecz, którą zrobili ziemianie, co? Zaczęli nasłuchiwać sygnałów radiowych. Nie wiem, czy oni myślą, że ta gwiazda tak lata z radiem.
[04:06:57] - Dzisiaj rano właśnie czytałem o tym najnowszy artykuł i z tego, co pamiętam, to oni mówią, że już wykluczyli jakieś prawdopodobne działanie obcych istot czy jakieś ewentualne obce konstrukcje wokół tej gwiazdy, ale również wykluczyli też jakąś chmarę obiektów, rój kometarny i tak dalej, bo wyliczenia-
[04:07:31] - To jest gadanie astronomów, że jeden z nich będzie mówił w imieniu całej nauki. A prawda jest taka, że ta gwiazda oprócz tego, że ona po prostu mruga, ona okresowo traci na jasności, tak jakby coś wysysało z niej energię. I nikt nie jest w stanie powiedzieć, co to jest. No właśnie.
[04:07:50] - Bardzo dużo w porównaniu do innych.
[04:07:55] - To są rzędy kilku procent na przestrzeni chyba wieku, bo ta gwiazda jest obserwowana od około wieku. Zadziwia mnie to, że ludzie myślą w takich kategoriach trochę anachronicznych. No bo cóż. O, miga gwiazda, tam może być elektrownia obcych. Posłuchajmy, może puszczą nam jakąś piosenkę przez radio albo jakieś coś. To jest trochę głupie. Dlaczego jakaś cywilizacja ma kierować w naszą stronę swoje sygnały? Przecież ona może nas mieć zupełnie w nosie tak naprawdę.Tak to wygląda, ale myślę, że wszystko jest na dobrej drodze. Dlatego, że ja odnoszę takie wrażenie, że w Polsce nastał kryzysowy moment. Nie chodzi mi o sytuację polityczną, chodzi mi o zgłupienie społeczeństwa.
Jest taka ilość idiotyzmu w przestrzeni publicznej, w mediach, w internecie, że to się z czasem wszystko zawali pod ciężarem swojej głupoty. I ludzie zaczną szukać wartościowych informacji.
[04:08:56] - To się zgadza. Muszę powiedzieć, że bardzo odetchnąłem, kiedy przyjechałem do Wielkiej Brytanii, bo tutaj tak na szczęście nie jest. Tu są fantastyczne programy, na przykład na BBC Cztery czy na BBC Dwa. Fantastyczne. Codziennie lecą, tak jak kiedyś w Polsce była na przykład „Sonda” czy inne popularnonaukowe programy z Wiktorem Niedźwickim i tak dalej. Tutaj jest cała banda, w cudzysłowie, naukowców, którzy prezentują tą popularną naukę do mas. Codziennie te programy lecą. Super. Tylko że taki na przykład gość, mój ulubiony astrofizyk Brian Cox. Świetny gość, świetnie prezentuje te swoje programy i tak dalej.
Tylko że on jak słyszy słowo „aliens”, to dostaje gęsiej skórki i w ogóle zamyka drzwi.
[04:10:03] - Fajny chłopak, tylko bez wyobraźni. Pamiętam taki program z nim, kiedy gadał o kosmosie i nagle ostatnia scena. Pokazują go, siedzi na skale i się zastanawia, i mówi tak: „Życie w kosmosie to tylko istnieje na Ziemi”. To była jego konkluzja. Koniec. No dobra, mamy w sumie nie wiem ile, 500 milionów galaktyk i pewnie nikt nie wie, ile naprawdę. W każdej są miliardy gwiazd, a on mówi, że życie jest tylko na Ziemi. Okej, no dobra, ale skąd wiesz? Nawet jeżeli jesteś profesorem, to skąd wiesz? A życie może być nawet całkiem niedaleko stąd.
Na Europie, nawet na Marsie może być gdzieś pod ziemią.
[04:10:48] - No właśnie. Właśnie rzeczy, które niepotrzebnie naukowcy są troszkę zamknięci na to wszystko. A gdyby się wzięli za robotę i poważnie podeszli do tematu i powiedzieli: „Okej, coś tu jest, spróbujmy tego poszukać, spróbujmy znaleźć odpowiedź”. Po to jest, do cholery, ciężka nauka, żeby znaleźć odpowiedź. To nie. Kurczę, to jest właśnie najbardziej w tym wszystkim wkurzające.
[04:11:12] - Sama instytucja nauki została stworzona przez człowieka jako narzędzie człowieka. A ponieważ siły, których oni chcą poszukiwać, nie odpowiadają na nasze wezwania. Kosmici czy UFO zawsze wydają się daleko. Zawsze wydają się krok przed nami. Te światy ezoteryczne, duchowe są niemierzalne absolutnie. Tkwi w tym takie przekonanie, że nauka jest instytucją, którą wszystko musi się podporządkować. Natomiast tak nie jest i myślę, że krokiem do rozwiązania problemu jest poszerzenie pojęcia natury, przyrody. Okazuje się, że te światy niewidzialne, których nie widzimy, które istnieją, są subtelne. Dopiero mogą zostać poznane przez fizykę. Mogą być odpowiedzią na wiele pytań, które sobie stawiamy.
Mówił pan o tym BBC. Rzeczywiście świetne programy produkują. Nawet jak jest portal BBC i tam jest taka seria publikacji BBC, to się nazywa chyba „Future” – przyszłość. Świetne publikacje. Kuźwa, żeby u nas ktoś na to wpadł, żeby na jednym z poczytniejszych portali coś takiego stworzyć. Tym się różnimy od Zachodu, że u nas kogoś, kto próbuje wyjść przed szereg, skopie się. I skrytykuje się go tylko za to, że wychylił głowę. Natomiast to lansowanie marności w Polsce, lansowanie przeciętności trochę mnie, szczerze mówiąc, dobija i sprawia, że tracę werwę do dalszej działalności.
[04:13:15] - To jest to, o czym kiedyś Chris mówił, że teraz nauka się zachowuje tak jak religia. Że się okopała w tej swojej świątyni i nie dopuszcza żadnych innych koncepcji. Kto ma inną koncepcję, zostaje ogłoszony heretykiem i nie pozwala mu się dalej kontynuować prac. Taki jest właśnie problem.
[04:13:46] - Chociaż moim zdaniem nie możemy mówić o jednej nauce. Ale podsumowując nasze wywody, bo zostało nam jeszcze parę relacji do obgadania, to rzeczywiście okazuje się, że nagle nadmiar informacji, który jest obserwowany, może doprowadzić do paradoksalnej sytuacji, że wszyscy nagle głupieją, zamiast być mądrzejsi. Wszyscy mają, znaczy no wszyscy. Mnóstwo ludzi ma dostęp do internetu, natomiast społeczeństwo jest coraz głupsze. W sytuacji, kiedy każdy może dotrzeć do mnóstwa informacji, wszyscy interesują się nagle półdupkami jakiejś celebrytki pokazanymi na festiwalu w Paryżu. Inne rzeczy ich nie interesują i to mnie troszeczkęMartwi, a z drugiej strony przeraża, że niestety pomoc zza pięty jest.
[04:14:45] - Ja jeszcze tylko jeśli mógłbym powiedzieć, bo kiedyś nasunęła mi się taka koncepcja. Pan wcześniej wspominał o tym, że nauka mówi o wymiarach, a ezoteryka mówi o gęstościach, że to gdzieś tam jest. O co chodzi? Jak miałem pracę, to miałem 120 kilometrów. Jeździłem czasem po kilka godzin, bo stałem w korkach autostradą, która ma trzy, cztery, pięć pasów w pewnym momencie. I taka myśl mi się nasunęła, że stoję na tym jednym pasie, widzę tego gościa, co jest przede mną i tych kilkunastu innych, którzy są przede mną i za mną. Ale wyobraźmy sobie, że ten mój pas to jest właśnie ten mój wymiar. Jeśli tak to sobie wyobrazimy, to teraz przestaję kompletnie widzieć tych wszystkich gości, którzy są obok mnie i na innych pasach. Dla mnie są oni nieobecni. Widzę tylko tych, którzy są za mną i przede mną.
I teraz, kiedy się pojawi jakiś gość, który przechodzi z jednego pasa na mój pas, to on się nagle zaczyna pojawiać dla mnie. Wcześniej go nie widziałem i myślę, że to może być właśnie tak z tymi wymiarami, że one są tutaj zaraz obok, tuż na wyciągnięcie ręki. Tylko że właśnie dlatego, że są w innym wymiarze, tak jakby były na innym pasie, my po prostu nie jesteśmy w stanie ich dostrzec. Dopiero kiedy one w jakiś sposób wyrównają swoją fazę czy wibracje, gęstość, cokolwiek, jak to nazwiemy, to dopiero jesteśmy w stanie w jakiś sposób mieć interakcję z nimi.
[04:16:56] - W literaturze funkcjonuje wiele podobnych przykładów. Jeden mówi na przykład o tym słynnym świecie płaszczaków, dwuwymiarowych istot, które żyją sobie-
[04:17:10] - Tak, coś właśnie takiego.
[04:17:14] - Albo jest taki przykład mówiący o złotej rybce, że ta rybka żyje sobie w wodzie, ale ten, kto nad tą wodą się nachyli, to dla niej jest już istotą z zupełnie innego wymiaru. Tak to wygląda. Dziękujemy panu za miły ton.
[04:17:31] - Dziękuję bardzo.
[04:17:33] - Pozdrawiamy.
[04:17:34] - Również.
[04:17:36] - Dziękujemy bardzo i będziemy próbowali połączyć się ze słuchaczem z Niemiec, który próbował się połączyć po raz drugi przed chwilą. Dobry znak.
[04:18:01] - Tak, słucham?
[04:18:02] - Halo. Dobry wieczór. Radio Paranormalium z tej strony. Pani próbowała się dodzwonić w momencie, jak puszczałeś miał relację z taśmy. Jesteśmy już na antenie.
[04:18:13] - Tak. Dzień dobry. Mam na imię Magda i dzwonię z Hamburga.
[04:18:21] - Bardzo prosimy.
[04:18:28] - Chciałam opowiedzieć o takiej historii, która już od dawna w naszej rodzinie jest opowiadana z pokolenia na pokolenie. Nie są to jakieś takie bardzo spektakularne opowieści, tylko jako dziecko spędzałam bardzo dużo czasu u moich dziadków i dziadek często siadał z nami przy piecu, brał nas na kolana i opowiadał takie różne rzeczy, które w jego rodzinie sobie opowiadano.
[04:19:08] - Nim przejdziemy do szczegółów, to prosimy o informację, gdzie to się działo, żebyśmy sobie mogli to miejscowo osadzić wcześniej.
[04:19:18] - Tak, wychowałam się w Polsce, w województwie łódzkim, w Pabianicach. To tak chyba niedaleko od panów. Do Częstochowy.
[04:19:33] - Nie tak niedaleko. Prosimy, proszę.
[04:19:41] - No i właśnie w tych rejonach to wszystko się działo. Więc między Pabianicami a Bełchatowem. Oni tam mieszkali z dziada pradziada. I jedną z takich opowieści, a ja byłam bardzo wrażliwym dzieckiem i uwielbiałam tego słuchać. Te mi tak utkwiły w pamięci, że pradziadek mojego dziadka, jadąc furmanką przez las, po prostu na środku drogi zobaczył małą owieczkę. I bardzo go to zdziwiło, ponieważ owieczka w środku lasu to dziwne było po prostu dla niego. Wziął tę owieczkę na swoją furmankę, postawił i po prostu pojechał dalej w swoim kierunku do wsi czy tam gdzieś. I w pewnym momencie zauważył, żeCiężki staje się ten wóz. Konie coraz wolniej jadą, coraz więcej siły potrzebują. W końcu stają, po prostu nie chcą jechać.
I on odwraca się i ta owieczka stała się bardzo dużą owieczką nagle. I ten pradziadek mojego dziadka bardzo się przestraszył, ale nie stracił rezonu i powiedział do niej: „Ty taka owaka, to ja cię wziąłem na wóz, a ty mi tu takie rzeczy robisz”. To była taka opowieść. Tych opowieści w mojej rodzinie jest kilka, związanych z tamtymi czasami, gdzie pojawiały się dziwne zwierzęta w dziwnych okolicznościach. Mowa też była przy tym o takich, jak oni to nazywali, świetlikach, które też pojawiały się w takich sytuacjach. Z tych rozmów wynikało, że świetliki nawiązywały kontakt z tymi osobami, nawet mieszkańcami tych wsi. Komunikowały w ten sposób, że ludzie do nich coś mówili i one na to reagowały. Na przykład jak jechał ktoś w ciemność.
[04:22:00] - Ta sprawa świetlików to bardzo ciekawa rzecz, dlatego że swego czasu tych relacji było naprawdę dużo. Prosimy dokończyć, bo naprawdę intrygujące.
[04:22:13] - Była taka sytuacja, kolejne zdarzenie, które sobie w mojej rodzinie nie opowiadano, że jadąc w odludnym miejscu ktoś furmanką w pewnym momencie miał przejeżdżać przez mały strumyczek na drugą stronę i przy tym wozie były przyczepione latarki. W tych czasach ludzie mieli prymitywne latarki, one oświetlały trochę tą drogę. Cały czas tej osobie towarzyszyła świetlista kula. Taki świetliczek, jak oni na to mówili. Te osoby były przyzwyczajone do takich zjawisk i ta osoba na to nie zareagowała, tylko chciała sobie dalej jechać przez ten strumyk na drugą stronę. I w tym momencie, jak zbliżyli się już do brzegu tego strumienia, konie stanęły, wzburzyły się, nie chciały dalej iść. Latarki zgasły i nie wiadomo było, co robić dalej. Trzeba było jechać. Ci ludzie byli bardzo rezolutni, nie bali się w nocy sami w takiej sytuacji sobie radzić. On widział tego świetlika koło siebie i mówi do niego: „Świcisz tam, świcisz.
Konie mi nie chcą iść, bo ciemno się zrobiło”. I ten świetlik ponoć przyleciał tam i oświetlił mu tą drogę. To jest druga opowieść, którą słyszałam na kolanach swojego dziadka przy piecu. Teraz kojarzę to inaczej. Kiedyś może tego się trochę bałam, obawiałam, ale czułam, że to jest taka rzecz, która oprócz naszego normalnego świata jeszcze jest coś więcej. To mi to powiedziało. To się akurat im tak objawiało, że tak powiem. Ja to znam z tamtych czasów opowieści takich właśnie. Tych opowieści było dosyć dużo. To są dwie może teraz najciekawsze w tym momencie.
[04:24:29] - Ja mieszkam tutaj w okolicach, gdzie te historie o świetlikach, świcokach, jak to się tam nazywało, każdy to nazywał inaczej, były dość popularne. Ja na przykład sobie przypominam, że jak jeszcze mieszkałem niedaleko, miałem widok na Sokole Góry. To jest taki rezerwat, takie gęstsze góry są i porośnięte lasem. Pamiętam, że jako dziecko czasami jak się wychodziło na balkon i akurat z tego balkonu było widać te Sokole Góry, bo teraz to ich nie widzę. Znaczy widzę je, tylko czubki, a tam było widać tak, że było widać podstawy Sokolich Gór. Widziałem na przykład, że tam się kręciły jakieś światła. Potem już jako dorosły podpytywałem ludzi, co to było, ale słyszałem bardzo różne relacje. Bardzo wiele o tym pisałem. Fryzjerka, z której usług korzystam, która mieszka tutaj w naszej miejscowości. Opowiedziałem jej historię.
Ona mieszka niedaleko, bliżej tych Sokolich Gór. Siedząc sobie na ławce latem, mieli przed sobą pola, które do tych Sokolich Gór prowadziły i tam w pewnym momencie zobaczyli, że nad tymi polami coś lata. To były może lata 90. Początek, może końcówka 80. Coś lata nad tymi polami tak, jakby jeździł motor, motocykl z zapalonym silnym światłem. Ale to nie mogło być prawdą, dlatego że po polu motocykl by nie jeździł. I oni stwierdzili, że to ten słynny świco, który tam w tych Sokolich Górach mieszka. Na przykład mój dziadek, kiedy był mały, świętej pamięci Wiesław, opowiadał mi taką historię, że z mamą tutaj przy Miłowic, gdzie mieszkam, chodzili do sąsiedniej wsi po coś. Nie pamiętam po co. Oni coś z wełną robili w tej wsi.
I kiedy przechodzili przez te Sokole Góry, to czasami się natykali na tego świetlika i on zawsze im mylił drogę. Nie to, że tam to było opiecze. Dziadek tego pamiętał. Mówi, że on był. Tam są wysokie drzewa. Nie tam, że są krzaczki takie, tylko są wysokie drzewa i stare drzewa. I on mówi, że on tam był, świecił.I można było nieźle sobie rzeczywiście drogę pomylić. Można go było wziąć za światła domów, można go było wziąć za księżyc. I raz się zdarzyło, że rzeczywiście tak im pomylił drogę, że wyszli kilka kilometrów dalej. Natomiast tutaj z drugiej miejscowości, skąd pochodzi moja druga prababcia, tam koło Góry Osona, pochodzi historia.
Po wojnie to miało miejsce i ona poszła zaczerpnąć wody do studni i w pewnym momencie zobaczyła, że coś nadjeżdża, że nadjeżdża ktoś z rowerem i trzyma lampę u tego roweru. I zakrzyknęła do tego faceta, bo to był jedyny facet, który pracował wtedy na hucie. To jeszcze nie były lata 60., tylko to było zaraz po wojnie. I ona zakrzyczała do tego faceta: „A poczekaj, to ty mi tutaj poświecisz, a ja sobie wezmę tą wodę do domu”. No okazało się, że to wcale nie był facet na rowerze, tylko to była kula trzaskająca, mówi. Bo to była taka kobieta dość postawna i twardo stąpająca po ziemi. Ja jej nie pamiętam, ale to wiem z opowieści. I prababcia zobaczyła, że to kula, która trzaska po prostu. Taki piorun kulisty, tylko wielki i który się zbliżył bardzo blisko do niej. No i stanął i stoi.
Stoi i trzaska. I w pewnym momencie rzuciła to wiadro i uciekła do wsi. Takich historii rzeczywiście tu było dużo. Potem mieliśmy podobne tutaj na naszym obszarze w postaci chociażby tych relacji o zdarzeniach na Górze Osona, kiedy takie obiekty widywano też tutaj i to już w roku 2014, 2002 pojawiały się takie relacje. Także te świetliki moim zdaniem nie tak zupełnie zniknęły. One nadal gdzieś się pojawiają, tylko może w zupełnie innych formach.
[04:28:49] - Dokładnie, też mi się tak wydaje. I dokładnie ta historia, że one myliły drogę ludziom, to też jest mi znane oraz oni ich czasami nazywali, nawet moja babcia własna mówiła o nich geodeci. Mówiła, że po prostu na polach świecą takie, oni coś tam mierzą, że to są po prostu z tymi latarkami tak świecą.
[04:29:15] - To było takie przekonanie wyrosłe jeszcze z czasów z XIX wieku, że te świetliki, te światła tańczące po polach to są duchy geodetów, którzy źle ludziom pomierzyli działki i muszą za to pokutować. Ale moja babcia z kolei wspominała, że kiedy była mała i mieszkała tam niedaleko Góry Osona, to mówi, że to wcale nie była bajka. To wystarczyło po prostu w pewnym momencie, w dobrej porze wyjść na pole, żeby te światła zobaczyć. I to nie jest tak, że tam są bagna. To jest suchy teren, tam rzeki nie ma, nawet stawu nie ma, nie mówiąc o jakichś mokradłach. To po prostu były kule światła. Nikt nie wie, co to było. To nie były świetliki. Bardzo ciekawe zjawisko. Były różne teorie, różne koncepcje.
Natomiast ja nie jestem w stanie powiedzieć, co to tak naprawdę mogło być. Nie do końca wierzę, że to była tylko wyobraźnia.
[04:30:22] - Pewnie nie. Jeszcze bym chciała dodać też historię z mojej rodziny. Całkiem taka stara, może sprzed pięciu, siedmiu lat. Też z tych okolic, praktycznie w mojej rodzinie ona była zakwalifikowana do takiego przypadku psychiatrycznego. Ale jak tak słucham panów audycji, to mi się to bardzo zaraz skojarzyło zupełnie z czymś innym, bo ten człowiek, o którym mowa, prowadził styl życia bardzo niezdrowy, znaczy dużo pił, praktycznie codziennie był pijany, o higienę tam w ogóle nie ma żadnej mowy i tak dalej. No po prostu coś takiego. I w pewnym momencie on się całkowicie zmienił. Ludzie nie wiedzieli, ale to całkowicie się zmienił. On zaczął się myć codziennie kilka razy, modlić się. Myć zęby, co w ogóle dla niego to było, nie wiem, czy on w ogóle w życiu miał szczoteczkę do zębów przy sobie i stale patrzył się w niebo i tam się gdzieś patrzył i modlił.
Ludzie się pytali, co on tam widzi, a on widział tam jakąś właśnie taką kulę światła. No i to ludzi tak zastanowiło, rodzinę. Dlaczego? Przecież znali go całkiem innego niż on był i on teraz był zupełnie inny.
[04:31:46] - On jest teraz żywy?
[04:31:49] - Słucham? On żyje. Tak, do tej pory żyje. Do tej pory żyje.
[04:31:54] - Nie miał czasami jakiegoś epizodu związanego ze śmiercią kliniczną? Dlatego że to jest typowy objaw po śmierci klinicznej, że nawet największy ńykudzie potrafi zmienić w takim wypadku.
[04:32:06] - Nie potrafię powiedzieć, bo on w ogóle o tym nie mówi. Są takie, że mi powiedziała, która jest tam najbliżej, bo to jest sąsiadki. Po prostu oni na własne oczy to widzieli, że tak powiem, zmianę w tym człowieku. No i to są normalni ludzie, tacy normalni, zdrowo myślący. Nikt tam sobie nic nie pomyślał i po prostu powstała taka myśl, żeby zabrać go do szpitala psychiatrycznego. No i tam podali mu jakieś leki i po prostu potem to się skończyło. No ale ta właśnie kula światła mnie zastanawiała. Po prostu on się cały czas tam patrzył, ją widział i to tylko on ją widział praktycznie.
[04:32:56] - Ciekawe, szczerze mówiąc, brać człowieka do szpitala tylko przez to, że zaczął myć zęby? Czy z tą odtwórka wyszło na dobre?
[04:33:08] - W sumie tak, tylko że było to takie dziwne, że zamiast się cieszyć, to widzieli w tym coś niedobrego.
[04:33:23] - Ojojoj. Kibicujemy temu panu, żeby mu te wszystkie dobre zwyczaje pozostały na dłużej. Dziękujemy za telefon. Skłonił nas do przytoczenia tutaj jeszcze jednej relacji. Pozdrawiamy serdecznie.
[04:33:40] - Dziękujemy też za cierpliwość, bo troszkę pani jednak czekała.
[04:33:45] - Życzymy dobrej nocy spędzonej razem z Radiem Paranormalium. A Margo przypomniała mi się historia. Jeżeli tu pani nasza słuchaczka z Niemiec poruszyła temat tych relacji rodzinnych, to przypomniała mi się historia, którą dostaliśmy jakiś czas temu od pana z Dęblina i on opisywał tam historię, którą gdzieś zasłyszał. I ona mówiła tak, ja ją tutaj przytoczę. To była relacja z drugiej ręki, ale jest bardzo oryginalna, także zaraz ją tutaj przeczytam państwu. Odnosi się do historii pewnej pani repatriantki ze Wschodu, która twierdziła, że jako dziecko, a nawet w młodych latach obserwowała na polu obiekt UFO. Tutaj cytuję, co napisał pan. Oczywiście pan również cytuje to w przybliżeniu. „Gdy byłam młoda i jeszcze zanim przyjechałyśmy zza Buga, pieliłam pole za stodołą. Usłyszałam nagle jakieś tłuczenie w powietrzu, jakby ktoś na wielkiej tarze prał powoli.
Spojrzałam w niebo i zobaczyłam, jak na kartofla ojca opada złota miednica. Z tej miednicy wylazły jakieś trzy małe chłopy i zaczęli wbijać jakieś patyki w ziemię. O ziemniaki było ciężko w tamtych czasach i mało ich ojciec miał. Pognałam szybko w ich stronę, żeby ich przegonić, nim zniszczą wszystkie. Zanim dobiegłam do nich z krzykiem i motyką w ręku, oni, widząc mnie, zniknęli w złotym świetle tej miednicy i ona wtedy poleciała i zniknęła za lasem.” Niezwykłe. Gdyby ktoś z państwa miał w swoich archiwach domowych taką historię, to prosimy się nią podzielić. Ale pozostajemy cały czas w tym kręgu wydarzeń niezwykłych. Jeżeli pozwolicie państwo, to przejdziemy do historii, która przyszła do nas jakiś czas temu. Niestety nie udało nam się skontaktować z jej autorką. Jeżeli pani nas słucha, to prosimy bardzo o kontakt, dlatego, że nie udało się uzyskać od pani odpowiedzi.
A sprawa jest bardzo ciekawa. Opisuje zdarzenia, które miały miejsce w roku 2007 w Nadarzynie. To też historia bardzo niezwykła. Tym razem musimy ją przytoczyć z maila i zaraz zrobi to mam nadzieję Ivellios.
[04:36:07] - Nie mam wielkiego wyboru. Historia brzmi następująco: „Witam. Do napisania skłoniła mnie ostatnia audycja o zamiarach istot pozaziemskich, gdzie mówiliście panowie o firmie Czwarty Stopień. Opiszę dokładnie co się wydarzyło. Poszliśmy z mężem spać około 22:00, wcześniej niż zwykle. W naszym domu sypialnia była na górze i mieszkaliśmy tylko oboje, ponieważ jestem osobą uczuloną, a wcześniej wprowadzając się do domu przygarnęliśmy dwa koty i dwa psy. Sypialnia była miejscem, gdzie nie wolno było im przebywać i drzwi były zawsze zamknięte. Psy spały w garażu, natomiast koty przemieszczały się swobodnie po całym budynku. Obudziło nas skrzypienie drzwi. Oboje usiedliśmy na łóżku.
W uchylonych drzwiach zobaczyliśmy bardzo ostre światło w kolorze podobnym do jarzeniówki. Krzyknęłam: mamy włam! Wtedy drzwi się zatrzasnęły. Zapaliłam lampkę obok łóżka. Zaczęliśmy szybko z mężem zastanawiać się, co robimy. Mąż się kręcił nerwowo po sypialni, złapał miecz samurajski z cyklu prezent od Japończyków. Otwieramy drzwi. Nie mamy na co czekać, nasłuchując, czy nikt nie zbiega po drewnianych schodach. Za drzwiami cicho, ciemno, cały dom uśpiony. Zapalamy światła, przeczesujemy wszystkie pomieszczenia, czy ktoś się nie ukrył, łącznie z łazienką i wszystkimi zasłonami i szafami i tak dalej.
Wszystko w absolutnym porządku. Wszystkie drzwi i okna zamknięte od środka. Byliśmy zdumieni jeszcze bardziej, ponieważ oboje się obudziliśmy i widzieliśmy, co się stało. Mąż nalał nam po koniaku i wtedy zorientowałam się, że nie słyszę psów. Kotów nie było w domu, ale tak było często, więc nie zdziwiło mnie to. Psy jednak zawsze słyszały nas chodzących po schodach i zwykle już były na dworze. Jeszcze raz miecz do ręki i otwieramy drzwi do ogrodu. Wołamy psy, ale nie przychodzą. Wzięliśmy klucze, idziemy do garażu. Psy się trzęsą, nie chcą wyjść.
To było nienormalne zachowanie. Zakładamy im smycze i wciągamy na siłę do domu, podczas gdy zawsze to było ich marzenie, aby wpaść do domu i nikt nie musiał ich prosić, a wręcz przeciwnie. Położyłam dwa koce na podłodze. Ułożyliśmy psy, które nie były w stanie ustać na nogach, tak się trzęsły. Nie zeszły z koców do rana, nie poruszyły się nawet na centymetr. Natomiast my przystąpiliśmy do sprawdzenia, czy czasem jakieś światło nie włączyło się samo i jakimś cudem nie otworzyły się same drzwi. Tak minęła nam noc na zapalaniu i sprawdzaniu, ale nic nie przypomniało nawet tego, co widzieliśmy.Rano niewyspani i mocno zdziwieni tym, co się wydarzyło, wróciliśmy do codzienności, ale na wszelki wypadek pożyczyliśmy pistolet gazowy od znajomego, który wylądował w szafce. Od znajomego oczywiście ten pistolet wylądował w szafce przy łóżku obok męża. Następna noc znowu słyszymy głosy za drzwiami. Ja, nasłuchując, podchodzę bliżej drzwi.
One się otwierają. Widzę dość wysokie postacie w niebieskiej poświacie. Nie mam czasu im się przyglądać, ale coś mają dziwnego z tyłu głów. Wycofując się, krzyczę do męża: „Strzelaj!” Czuję jeszcze pod gołymi stopami fakturę wykładziny. I wtedy jest pstryk. Nagle budzę się. Południe. Ostre słoneczko wpada do sypialni. Mąż też się budzi. Pytam o to, co pamięta z nocy, ale mówi, że nic, więc biorę to na karb mojego snu.
Bardzo realnego snu. W naszym domu mieszkamy jeszcze kilka miesięcy i sprzedajemy go. Omawiając zdarzenie, zastanawiamy się nad innymi dziwnymi rzeczami, jakie się działy w tym domu, a z których sobie kpiliśmy. To była mgła w pewnej części domu obok kominka. Najpierw sprawdzaliśmy, czy to nie jest dym, ale nie był. Wodzenie za tą mgłą kotów, gdy się przesuwała. Ja czasem się śmiałam, mówiąc: „Duchu, mieszkaj sobie z nami, ale nie rób nam krzywdy”. Ale były to kpiny, bo raczej myśleliśmy, że to jakieś złudzenie. Raz znajoma starsza pani myślała, że ktoś przechodzi obok niej, ale również nie braliśmy tego wcześniej poważnie. Dom sprzedaliśmy latem, a ja w tym czasie przechodziłam straszną depresję.
Gdzieś w duszy miałam przekonanie, że to za to „strzelaj”, ale tylko tak sobie myślałam.
[04:41:02] - Jeżeli słucha nas autorka tej relacji, pani Jolanta, to prosimy o kontakt z nami jeszcze raz, dlatego że ta historia ma potencjał, nie ukrywajmy. Jest naprawdę mocna. Chcielibyśmy zamienić z panią parę słów. Cóż więcej można dodać? Chyba wysoka dziwność w czystej postaci. Dzieje się w naszym kraju. Chyba nikt temu nie zaprzeczy. Drodzy państwo, mówimy dzisiaj o wydarzeniach, które nadeszły do nas drogą mailową i dzięki innym metodom kontaktu z Radiem Paranormalium. I wśród tych historii jest jeszcze jedna rzecz, która jest godna uwagi. Chodzi o wydarzenia, które się rozegrały, drodzy państwo.
Zaraz wam powiem, bo chwilowo to zgubiłem. Ale Marku, czy zostało nam jeszcze do omówienia, właściwie do wysłuchania coś z tych relacji audio?
[04:42:18] - Z tych relacji zostało nam jeszcze do wysłuchania na pewno relacja o obserwacji trzech ball of lights z przełomu sierpnia i września 1989 roku. I jeszcze te dwie relacje, które leciały już podczas którejś z poprzednich debat. Nie wiem, czy będziemy je jeszcze dzisiaj prezentować, bo już jest późno, a jeszcze czeka Arek Miazga na odtworzenie.
[04:42:47] - Myślę, że te relacje powinniśmy zaprezentować, dlatego że idealnie pasują do naszej dzisiejszej tematyki. A zanim to zrobimy, to posłuchajmy. Wróćmy może do tych typowych obserwacji UFO i posłuchajmy o tych trzech kulach światła.
[04:43:01] - A więc relacja od naszego słuchacza, od pana Jarosława o obserwacji trzech kul świetlnych z 1989 roku. Czy mógłby pan jakoś opisać wszystkie szczegóły, które pan pamięta? Wygląd obiektu, jaka to była miejscowość, jak się obiekt zachowywał, jak wyglądał? Wszystko, co pan pamięta.
[04:43:24] - Wie pan co, to było stosunkowo dawno, bo to jeszcze do szkoły podstawówki chodziłem. Nie wiem, do piątej, szóstej może klasy. Wtedy jeszcze były ośmioklasowe szkoły. Teraz zresztą też chyba mają wrócić. Ale to był może 1989 rok, wie pan. I jest taka sprawa, od razu, żebym nie zapomniał, bo lepszy opis, z tym że to był taki pisemny i rysunkowy, to będzie miał na pewno pan Bronisław Rzepecki, bo ja w 1993 chyba roku kupiłem jego książkę „Bliskie spotkania z UFO” coś takiego, w Polsce. I tam był taki kwestionariusz. Ja wiem, że listownie z nim, wtedy on się jeszcze zajmował, bo z tego, co wiem, on się już teraz nie zajmuje chyba tymi sprawami, ale wtedy właśnie tak listownie żeśmy korespondowali trochę. Miejscowość to jest Konieczne, świętokrzyskie województwo. Co by tutaj pana powiedzieć?
To był sierpień, wrzesień, przełom tych chyba miesięcy, bo to na pewno było po żniwach i to niedaleko mojego domu właśnie. Było nas trzech, żeśmy tego trzech widzieli. To nie tylko ja byłem. I wypalaliśmy tą słomę na ściernisku, wie pan, po kombajnach co zostawała taka wymłócona ta słoma i tam chyba ojciec jednemu z nich właśnie, bo to na jego polu niedaleko mojego domu kazał chyba to wypalić, żeby było wygodniej, żeby się tam za to nie zapychało pług. Przed wieczorem to było. Zmierzchało, to nie wiem, która mogła być ósma, coś takiego. Czyli pasowałoby przełom sierpnia i września, to o godzinie 20:00 to właśnie się robi szarówka. Wypogodzone było, pamiętam.I były dwie kule. Leciały można by powiedzieć południe, północ w jakiejś odległości. Nie wiem.
Teraz mi jest trudno powiedzieć. W tym całym druku, który wypełniałem w latach 90. pamięć miałem lepszą. Teraz już śladowo pamiętam. Czterysta metrów, trzysta. Na wysokości pięćdziesiąt, siedemdziesiąt metrów nad ziemią. Bezgłośnie. Jedna czerwona, mniejsza. Nie pamiętam. Teraz mi jest trudno powiedzieć.
Może dwa metry, może trochę więcej miała i druga za nią w odległości pięćdziesiąt metrów. Żółta. Żółta też bezgłośnie. Obydwie sobie leciały z równą prędkością. Prędkość bym określił na sześćdziesiąt kilometrów na godzinę. Z tego, co teraz sobie przypominam. To mogą być jakieś przekłamania, bo to było dosyć dawno. I to, co najważniejsze. Ja już nie pamiętam, który z nas zauważył. Stanęliśmy i patrzyliśmy się, jak to leci.
One sobie tak poleciały coraz dalej. Już nie pamiętam, czy one się schowały za horyzontem, czy nie. Podeszliśmy do tego, bo wtedy człowiek się nie orientował, nie słyszał o UFO. Popatrzyliśmy, coś przeleciało. Poleciało. I wiem, że za parę minut, może 15, mama po mnie przyszła, bo już ciemno się robiło i być może zachodziłem. To był wrzesień, być może właśnie przyszła po mnie, więc do domu szedłem, do szkoły na drugi dzień. Doszedłem do drogi, bo ona tam mnie zawołała i w tym samym kierunku pamiętam dwa myśliwce tak nisko leciały, że nawet pamiętam, że krzyczała na mnie z bliska. Ja w ogóle nie rozumiałem, co ona mówi. Te samoloty w tym samym kierunku, co te kule poleciały.
To było za jakieś 20 minut po przelocie tych kul. To było tyle chyba z tego, co pamiętam. I takie światło te kule dawały. Jak te diody, które mają podwyższoną jasność, takim mocniejszym światłem. One miały takie fajne matowe światło z tego, co mi się kojarzy. Dawały tak jak te pierwsze diody, taki mat. Nieostry, tylko tak jakby od środka równiuteńko wypełnione tym światłem. Nie to, że na środku mocniej, po końcach, po brzegach słabiej, tylko idealnie właśnie takie miały kolory. Żółta i czerwona.
[04:47:27] - Czy pamięta pan może, w jakim czasie te obiekty przebyły odległość, którą przebyły?
[04:47:32] - Tak jak panu mówię, wydaje mi się, że około sześćdziesięciu kilometrów na godzinę mogły lecieć, bo pamiętam. Teraz mam takie kadry. Nie pamiętam, kto to zauważył, który z nas. Już w zasadzie zobaczyliśmy je w najbliższej odległości, bo później już zaczęły się oddalać. W tym najbliższym punkcie od nas ktoś je zauważył, tylko nie pamiętam który z nas. I później, tak jak mówiłem panu, oddalały się, bezgłośnie leciały w równych odstępach. Nie to, że jedna zwiększała prędkość czy coś, że góra, dół. Poziomo, cichuteńko przeleciały. Nie wiem, ile to mogło trwać. Pół minuty obserwacja, może nawet minutę.
Chyba nawet nie. Tak jak mówię, jeśli miałby pan kontakt, a Rzepecki by się zgodził, to on by panu mógł udostępnić. Jeśli by był chętny do tego mojego opisu tego zdarzenia, bo tam by się dowiedział więcej.
[04:48:33] - Być może z panem Rzepeckim któryś z współpracujących z nami badaczy będzie miał kontakt, więc może uda się wydobyć ten raport, ten kwestionariusz.
[04:48:42] - On chyba miał to do jakiejś książki, bo z tego, co mi pisał w listach. On wtedy w Krakowie mieszkał. Nie wiem, gdzie teraz mieszka. To tyle, co mogę powiedzieć. Wiem, że popatrzyliśmy na te kule, na te obiekty i jakoś tak bezpłciowo bym powiedział. Nie zrobiło to na nas żadnego wrażenia.
[04:49:05] - A czy te obiekty poruszały się w linii prostej, czy wykonywały jakieś manewry?
[04:49:09] - Nie. Tak jak mówiłem panu. Jednostajny ruch poziomy, bez góra dół czy szybciej, wolniej. Z tego, co pamiętam. Jednostajny ruch. Cichuteńko. I poleciały na północ. Bardzo możliwe, że to bez mała w osi południe, północ, bo z tego, co widzę teraz tą okolicę i czasami jak tam przechodzę, to spojrzę. To tak jakby w osi południe, północ. I te samoloty też od południa leciały.
Tak jak mówię, w tamtym kierunku poleciały dwa.
[04:49:42] - Mam jeszcze takie pytanie czy w czasie obserwacji obiektu oprócz samych tych obiektów odnotował pan bądź któryś z pana kolegów jakieś anomalie, na przykład jakieś zakłócenia działania urządzeń elektrycznych?
[04:49:55] - Nie.
[04:49:55] - Czy jakieś dziwne odczucia?
[04:49:57] - Nie wiem, czy to można nazwać dziwnym odczuciem. Może gdyby człowiek się wtedy już interesował. Zresztą wtedy nie było tak rozgłośnione. To może czułbym się jakoś bardziej, jak to się mówi, podniecił czy coś. Popatrzyliśmy, po prostu nie wiedzieliśmy, co to jest. Ja przynajmniej nie odczułem jakiegoś takiego strachu. Trochę może takie dziwne uczucie, bo pierwszy raz człowiek takie coś widzi. Tym bardziej że to bezdźwięcznie się poruszało. Gdyby jeszcze jakiś dźwięk wydawało, to mógłby jak to dzieciak sobie pomyśleć, że jakiś samolot czy coś. Ale na pewno nie był to samolot, bo potrafię rozpoznać samolot, a kulę nie.
[04:50:41] - To była relacja od naszego słuchacza dotycząca obserwacji trzech-
[04:50:46] - Ciekawa relacja, powiedziałbym typowa z tamtych lat. Wiele rzeczy się działo w tamtym okresie. Dzisiaj też się dzieje, na co wskazuje dzisiejsza audycja. Chociaż już może nie rozchodzą się one takim echem jak dawniej. Mimo wszystko ciągle do nas państwo piszecie z nowymi relacjami. Różnymi, czasami bardzo spektakularnymi, czasami mniej.Tutaj do przerobienia pozostało nam jeszcze wiele historii, ale chyba dzisiaj już tego nie zdążymy zrobić. Już wybiła północ, a zostało nam jeszcze przecież sporo materiału audio. Przynajmniej dwa pliki chcieliśmy zaprezentować, ale zanim to zrobimy, przejdźmy jeszcze do ostatniej mówionej, czytanej historii, z której autorem korespondowaliśmy i która wydarzyła się w województwie lubuskim. Ta historia jest szczególna, dlatego że oprócz tego, że dotyczyła bardzo niezwykłej obserwacji, to też związana była z pewnym oddziaływaniem na świadków, którzy oprócz strachu otrzymali też po tym wydarzeniu coś w rodzaju drobnych poparzeń. Także jeżeli Veliosie byłbyś tak uprzejmy, to zaprezentuj swoim pięknym radiowym głosem tę historię, którą otrzymaliśmy od pana Grzegorza.
[04:52:15] - Ten głos to jest piękny po potężnej przeróbce. Nawet po obróbce. Ale tak na żywo to tak jakoś bym się kłócił. Dobra, prezentujemy. „Witam, chciałbym się podzielić moją czy też naszą historią, która przydarzyła nam się pewnej czerwcowej nocy. Był to koniec czerwca, początek lipca 1991 roku. Pochodzę ze wsi, obecnie mieszkam za granicą. To tyle o mnie. Zacznę od tego, jak się tam znaleźliśmy. Jest u nas we wsi tak zwana Aleja Czereśniowa.
Jest tam około 20, 25, 30 drzew czereśniowych, co drugie drzewo w innej odmianie w odstępach około 10 metrów. Za tak zwane pozwolenie zrywania czereśni w sezonie trzeba było zgłosić u sołtysa w okresie wiosennym chęć opieki nad aleją aż do momentu braku owoców. A więc tego lata rodzina mojego ojczyma zadeklarowała chęć opieki nad aleją. Ja i moich dwóch kolegów pilnowaliśmy tego do piątej w nocy. Z kolei siedziało się tam przeważnie do około drugiej w nocy.” Tu nie bardzo wiem, o co świadkowi chodziło tak naprawdę z tą piątą, ale dobra. „Paliło się małe ognisko. Siedzieliśmy gadając o pierdołach. Czasami ktoś przyszedł z kiełbasą. Wystarczał nam nawet chleb opiekany. Takie czasy.
Nie mieliśmy smartfonów ani internetu i tym podobnych. Przypomnę, że miałem 15 lat. Były z nami dwa psy. Mniejszy, spokojniejszy, który zawsze leżał obok mnie i duży, głupi, zawsze uwiązany, chociaż posłuszny. Kolejna noc z kolei. Monotonia, nudy, czyste niebo, nawet żadnej spadającej gwiazdy. Uff, jakie nudy! Siedząc tak, gadając o wszystkim i o niczym, poderwał nas dźwięk. Było to coś pomiędzy złamaniem dużej, suchej gałęzi a wyładowaniem elektrycznym bądź uderzeniem pioruna. Mniejszy pies wystrzelił jak z procy w kierunku przeciwnym do źródła dźwięku.
Większy, uwiązany zaczął się szarpać, ale szarpał się tak, jakby walczył o życie. Trwało to około 20 sekund. Dał radę paskowi na szyi i tyle go widzieli. My staliśmy jak wryci. Nad nami pojawiło się coś, czego nie było widać, ale jednocześnie zasłaniało gwiaździste niebo, czyli dało się dostrzec kontury. Ciężko określić wielkość obiektu. Na moje oko miał kształt pogrubionego cygara i około 300 metrów długości. Staliśmy tak na polnej drodze, z głowami zadartymi do góry, patrząc się w nicość. Wszyscy czuliśmy wibracje. Teraz mogę to określić jako niskie częstotliwości.
Nie było nic słychać oprócz głuchego buczenia. Pamiętam, że biło od tego gorąco, tak jak w najbardziej gorący letni dzień. Na obrysach tego czegoś można było dostrzec coś jakby niewielkie wyładowania elektryczne. Bardzo stabilne, uporządkowane. Nie wiem, jak długo staliśmy z głowami zadartymi do góry. Nie wiem, jak znalazłem się w domu ani żaden z moich kolegów. Mama otworzyła mi drzwi. Bez słowa poszedłem na górę do swojego pokoju. To według mamy było dziwne zachowanie. Podejrzewała mnie o alkohol.
Nazajutrz rano obudziłem się z ciężką głową, jakby na kacu, co też dopiero po latach mogłem stwierdzić. W łazience przed lustrem aż sam się przestraszyłem. Moje dłonie od rękawa w dół, szyja od kołnierza i twarz opalona była, jakbym opalał się intensywnie przez całe lato z odcięciem na rękawy i kołnierz. Jak gdyby nic spotkaliśmy się koło południa. Doszło do nas kilku jeszcze niewtajemniczonych. Nikt z nas nie ważył się odezwać nawet słowem o poprzedniej nocy. Dopiero gdy zostaliśmy sami, niechętnie, ale bez słowa, poszliśmy na aleję. I tu zaskoczenie. Nasze trzy popalone gęby dostrzegły coś, co otworzyło nam usta i zaczęliśmy szczerze rozmawiać o poprzedniej nocy. Aleję widać z daleka.
Jechaliśmy tam rowerami. Z daleka było widać, że góra drzew jest pożółkła, a nawet lekko zwęglona. Jakim cudem? Najlepsze z tego jest, że żaden z nas nie pamięta, jak się znalazł w domu. Nasze popalone gęby i opis naszych rodziców, gdzie opowiadali o nas jako o nieprzytomnych. Jerzy, jest jeszcze jeden wątek z miejsca, gdzie mniej więcej doszedł do nas dźwięk. Ten trzask. Kombajniści opowiadali o wygniecionym rzekomo przez gówniarzy zbożu. Bo dziki czy sarny nie wygniotłyby przecież tak równiutko. Teraz mogę powiedzieć, że przypominało to piktogram.”To by było na tyle.
Oczywiście opisałem to ogólnikowo. Proszę o anonimowość. Można podać miejscowość i czas. Nie ma problemu.
[04:57:29] - Ta miejscowość to Jędrzychowice w gminie Sztyrlingowa w województwie lubuskim. Z tej sprawy sporządziliśmy trochę dokładniejszy raport. Może kiedyś ukaże się na portalu Radia Paranormalium. Niezwykła sprawa, niezwykle ciekawa. Jest coś w tych historiach z lat 80. i 90., co sprawia, że one pobudzają bardziej moją wyobraźnię niż współczesne relacje. Ten fakt, że niektóre z tych incydentów były tak bliskie, wręcz prywatne. Bliskie spotkania sprawia, że zaczynamy zupełnie inaczej myśleć o tym zjawisku. To nie tylko wesołe przypadki, obserwacje, ale całkiem realna działalność jakiejś siły, która nie wiadomo jakie zamiary ma i nie wiadomo czego chce. Zwróćcie państwo uwagę, że dzisiaj w ciągu tych pięciu godzin przedstawiliśmy dużą ilość relacji ludzi, którzy opowiadali o tym z własnej woli, bez przymusu, z chęci wyrzucenia z siebie pewnych wspomnień, które może im ciążyły, a może nie, ale w każdym razie zmuszały do zastanowienia i pokazywały, że coś się dzieje, a my jesteśmy wobec tego na trochę przegranej pozycji.
Czy to poznamy kiedyś, czy nie, może nie ma wielkiego znaczenia. W każdym razie faktem jest, że ktoś działa i ten ktoś chyba na pewno nie pochodzi stąd. I nie trzeba wcale odwoływać się do Roswell, do Ameryki, do wielkich utajnionych spraw, do CIA, do jakichś bzdur, żeby zobaczyć. To zjawisko jest obok. Wystarczy czasem po prostu zapytać sąsiadów, zapytać rodzinę i okaże się, że wiele osób kryje takie historie. I teraz takim paradoksem zjawiska UFO jest że wszyscy o tym słyszeli. Mnóstwo ludzi to przeżyło, mnóstwo widziało, ale wszyscy boją się do tego przyznać. Czy to nie wynika z tego, że podświadomie my tak naprawdę się tego boimy? Może. Bardzo możliwe, ale na to pytanie odpowiemy pewnie w kolejnym sezonie debat ufologicznych, bo dzisiaj był ostatni akord tej serii z roku 2016-2017.
Następna seria 2017-2018 również poruszy wiele tematów, ale myślę, że ta dzisiejsza audycja miała szczególny charakter, bo często mówiliśmy o sprawach, które były daleko, które rozgrywały się w dalekiej Arizonie czy w Teksasie, czy dotyczyły Sumerów, czy CIA, czy jakichś postaci, majorów, generałów, pilotów MiG-ów. A tak naprawdę okazuje się, że historie ludzi, którzy zostali przypaleni przez UFO, pilnując czereśni, są równie wielkie i są równie interesujące, a może nawet bardziej interesujące, gdyż opowiadane są bez zadęcia. Nie chcę nikogo wprowadzać w błąd. Coś się dzieje, drodzy państwo i to w tej naszej kochanej Polsce. Marku Ivelliosie, dziękuję ci za dzisiejszą debatę i za cały sezon, dlatego że mnóstwo roboty w to wkładasz. Pewnie pójdziesz spać dzisiaj gdzieś tak około 5:00.
[05:01:18] - Najwcześniej.
[05:01:20] - Chcąc to wszystko obrobić, żeby jutro już było na YouTubie. Ale też muszę powiedzieć, że chociaż żegnamy się z naszymi słuchaczami, jeżeli chodzi o debaty ufologiczne, oczywiście na te kilka miesięcy, to powrócimy za jakieś dwa tygodnie z pierwszym odcinkiem „Debat niekontrolowanych”, w którym opowiemy o prawdopodobnie-
[05:01:44] - To będzie bardzo gorący temat pod tytułem „Trzecia wojna światowa”.
[05:01:50] - Tak. Już się zapowiedział Adam Borowski, że będzie, tak że będzie na pewno ciekawie. No cóż, drodzy państwo-
[05:01:56] - Jeżeli będzie jeszcze Chris Miekina, to już w ogóle. To będzie wtedy kosmos.
[05:02:03] - Została nam jeszcze jedna relacja audio.
[05:02:05] - Właściwie dwie relacje. I ten mały wykład Arka Miazgi, który chyba albo puścimy w ramach tej audycji, albo damy jako dodatek. Nie wiem.
[05:02:16] - Myślę, że damy jako dodatek, bo zachowajmy pewną tematyczną całość już w dzisiejszej audycji, która poświęcona była głównie relacjom, które państwo do nas nadesłali. Jeszcze chciałbym bardzo podziękować tym, którzy zadzwonili do nas dzisiaj, przekazując swoje historie.
[05:02:32] - Przyznasz chyba, że liczba telefonów nas zaskoczyła bardzo mocno.
[05:02:39] - Ja się obawiałem, że dzisiaj będziemy czytać z kartki, a tu się okazuje, że było naprawdę ciekawie. Co więcej, myśmy nie przeczytali wszystkiego ani nie przedstawili wszystkiego, cośmy sobie przygotowali. Tak że pewnie taka audycja się powtórzy w przyszłości. No i cóż, pozostaje mi podziękować, pożegnać się i poprosić wszystkich, którzy mają jeszcze jakieś historie w zanadrzu, o dzielenie się nimi. Tak że cóż. Do usłyszenia i posłuchajmy historii równie niezwykłej, która rozegrała się chyba w okolicach Mysy. Jeżeli dobrze pamiętam.
[05:03:18] - To my się będziemy już chyba rozłączać powolutku, a ja tę historię może puszczę z taśmy poza hangoutem.Bo ty pewnie też już jesteś wykończony.
[05:03:30] - Dobrze, ale chętnie bym jej posłuchał, bo ona mi się bardzo podoba, także posłucham sobie na radiu. Trzymajcie się wszyscy i do usłyszenia za jakieś dwa tygodnie. Cześć.
[05:03:38] - Dzięki jeszcze raz Piotrze. To był Piotr Cielebiaś, człowiek, bez którego debat ufologicznych w ogóle by chyba nie było. Dzięki jeszcze raz. No i dobranoc.
[05:03:48] - Dobranoc.
[05:03:49] - A my w Radiu Paranormalium przechodzimy do ostatnich punktów dzisiejszej debaty ufologicznej, czyli do tych dwóch relacji. One co prawda już były prezentowane w ramach debat ufologicznych, ale uznaliśmy z Piotrem, że dobrze będzie zaprezentować je jeszcze dzisiaj, ponieważ pasują jak ulał do dzisiejszego odcinka. Ja już będę powolutku edytował nagranie dzisiejszej debaty, bo prawie ponad pięć godzin, a tu jeszcze ponad godzinę materiału czeka na wyemitowanie. Jak ja to dzisiaj ogarnę, to ja nie wiem. Może mój komputer to jakoś przeżyje. Także ja już się będę powolutku żegnał. Będę już obrabiał to, co zdążyło polecieć na żywo, a Państwo posłuchajcie sporych fragmentów rozmów z jednym z naszych słuchaczy. A zaraz potem, już w ramach dodatku, wyemitujemy jeszcze mały wykład. Właściwie długą wypowiedź Arkadiusza Miazgi o najciekawszych relacjach, które do niego dotarły w ciągu całego 2016 roku. Ale najpierw wpuśćmy świadka.
To może zacznijmy jeszcze raz od początku, żeby pan opisał możliwie najdokładniej całą tą obserwację.
[05:05:20] - Dobrze. To był 1999 rok, lipiec, 22:00 godzina, między 22:00 a 23:00. Wracaliśmy z kierunku Prudnika w kierunku do Nysy i jechaliśmy przez wioski. Same lasy, zero ludzi, od czasu do czasu jakaś wioseczka. Obserwując niebo, zauważyłem z lewej strony, wjeżdżając do lasu obiekt. Wyglądało to jak księżyc, ale to było coś innego. Wiedziałem od samego początku, bo ja jechałem cały czas, to nie było tego księżyca, a było niebo bez chmur, czyli mógł się go wcześniej też widzieć. Jak to zauważyłem, zacząłem mówić do przyjaciół, że coś nam tutaj świeci i że na coś innego to wyglądało. To był typowy taki księżyc, ale nie powinno go być w tym momencie na niebie. I zaczęliśmy to szukać.
Przejechaliśmy jedną wioskę. Wjeżdżając do drugiej wioski znowuż zaczął się las i już koniec tej wioski. Z tego lasu znowuż był ten obiekt tylko z prawej strony, czyli on powinien być z lewej strony cały czas, bo obserwacja była z lewej strony, a nie było jakichś takich zakrętów, żeby nakręciliśmy kierunek jazdy. Czyli pojawił się też po prawej stronie. Wtedy już to samo widzieliśmy i ten księżyc całkowicie inaczej wyglądał. Nie był półokrągły, tylko był bardziej taki zmiennokształtny, świecił mocno i widać było, jak leciał za nami nad tymi czubkami drzew. Z tego względu zaczęliśmy już głośno mówić o zjawisku UFO i byliśmy też dosyć w panice. I jechaliśmy dalej. Pierwszy pomysł, który mieliśmy, żeby się gdzieś na jakiejś polanie zatrzymać i zobaczyć czy to coś, czy ten księżyc. Wszystko znowuż sprawdzić, czy to w ogóle był księżyc, czy to faktycznie zjawisko UFO, o którym już głośno gadaliśmy, czy to jest prawda.
Zatrzymując się na dużej polanie, gdzie mieliśmy ogromny prześwit i widzieliśmy cały krajobraz. To była ciemna noc, mimo to jeszcze było coś widać. Nie widzieliśmy nic. Stwierdzając, że to nie jest ani księżyc, ani UFO, bo to coś znikło, chcieliśmy ruszyć dalej. W tym samym momencie, jak wsiadaliśmy do auta, to znajomy powiedział mi od razu: „Spójrz, tam na horyzoncie przy drzewie coś świeci”. I zaczęliśmy to obserwować. Wyszliśmy z auta i staliśmy się tak z 10, 15 minut i było widocznie widać, jak ten obiekt nad ziemią półtora kilometra od nas oddalony, latał sobie delikatnie nad ziemią. Taki poruszający się mały punkcik światła. Świecił jak taka żarówka, zwykła żarówka. I tak staliśmy, obserwowaliśmy to.
Już znudzeni po 15 minutach stwierdziliśmy, że to faktycznie może było to UFO, może był to księżyc. Chcieliśmy wsiąść do auta. W tym momencie zaczęło się to powoli do nas zbliżać. Było dosłownie widać, jak się to światło zaczęło powiększać. Czyli znowuż wyszliśmy z auta i obserwowaliśmy to dalej. I to zderzenie może trwało z obserwacją 20 minut. Wyszliśmy, jak ten obiekt zaczął się tak już notorycznie szybko zbliżać do nas, że zbliżył się do odległości siedmiu metrów. Trudno to opisać. Działo się to dosyćDługo czasowo, ale intuicyjnie bym powiedział, że to bardzo szybko przyleciało. Staliśmy po prostu, jak zauważyliśmy, że to jest obiekt UFO, tak mówiąc, zaczęliśmy mocno panikować.
Owszem, nie widzieliśmy nigdy w życiu wcześniej takiego czegoś. Zawsze słyszałem, że coś mogło latać, ale całkowicie inaczej to wyglądało niż standardowy opis UFO, latający spodek. Było to po prostu światło wielkości może taki pięciometrowej, kwadratowej ściany, można tak powiedzieć. Kielich. To była forma kielicha, takiego, które światło się zwijało do wewnątrz. Tak wyglądał jak diament z góry, ale wewnątrz było centrum, które świeciło mocno w różnych kolorach. Ewidentnie widać, że to było centrum i ten obiekt przezroczystego światła zbliżył się tak do nas na odległość sześć metrów i stanął. Znajomy pobiegł w kierunku wioski, która była niedaleko od nas. Drugi znajomy pobiegł w kukurydzę. Zacząłem obserwować to bardziej.
Stałem przy aucie, obserwowałem to i nie mogłem dowierzyć, że to, co widzimy w tym momencie. Zacząłem też do chłopaków krzyczeć, żeby wrócili. Jakoś nakrzyczałem się i wrócili. Ten obiekt stał i nic nie robił. Miałem uczucie, jakby nas obserwował. Czym dłużej to stało to światło, tym bardziej czuliśmy coraz większą panikę. Może to po prostu taki zwykły stres, jak się coś takiego pierwszy raz widzi i taka reakcja też naturalna powinna być. Jak już myśleliśmy, że musimy wsiąść do auta i uciec przed tym, bo to już była myśl taka, że już nigdy do domu nie wrócimy. Zaczęło się to oddalać. Wszystko się to działo, może od tego punktu, jak tu przyleciało do nas, z trzy minuty tego pobytu między tą odległością sześciometrową i zaczęło to się po prostu oddalać.
Niesamowite było to, że same to zjawisko, ale też taka ogromna cisza, która była w tym momencie. Koniki polne czy cokolwiek, zawsze coś tam się działo w naturze. Wszystko ucichło.
[05:12:03] - Tak jakby wszystko zamarło.
[05:12:06] - Tak, to było ewidentnie. To nie, że ja tego nie słyszałem, miałem tysiąc myśli w głowie, tylko cisza była. Wszystko wyłączone. I to nie była forma tego, że to było coś z metalu czy coś zbudowanego. To było same światło. Trudno wytłumaczyć. Nie wyobrażałem spotkania z takim czymś na takiej krótkiej odległości ze światłem. Nie było widać jakiegoś pasażera w środku czy cokolwiek. Zmieniało się. Krawędzi tego obiektu był taki płynny płomień, który był zasysany od wewnątrz, taki diament do wewnątrz.
I to taka była rotacja tego świata, można w tym stylu powiedzieć. Lekko tęczyste kolory były wewnątrz, ale było widać takie jądro. Moim zdaniem to wyglądało jak taka świetlista sonda, ale co to mogłoby być? Tak dokładnie nie wiemy. Rozmawialiśmy też ze znajomymi na ten temat i nie możemy sobie tego wytłumaczyć. Jak to odleciało w tym momencie? Poleciało to do tego samego punktu, gdzie przyleciało. Czyli to jest kupę kilometrów od nas oddalone i też tam znowu latało nad tą ziemią. Chyba było znudzone tą paniką, która szła od nas. Zaczęliśmy się trochę śmiać i posiedliśmy do auta i wróciliśmy do domu.
W następnym dniu oczywiście nam nikt tego nie chciał uwierzyć. Standard. Nie chcieliśmy też za dużo opowiadać, ale byliśmy pod sporym wrażeniem. Co najbardziej nas też zdziwiło, że jak otworzyłem oczy następnego dnia, to miałem straszny ból głowy. Także zadzwoniłem do znajomych, jak oni się czują. Identyczne mieliśmy objawy, czyli czułem się, jakbym wypił z trzy litry bimbru, ale takiego najgorszego i nie brało mnie na wymioty, tylko dziwny ból głowy. I to było przez cały dzień. Dopiero na następny dzień takie uczucie słabości i bólu głowy. Pierwszy raz takie coś miałem i minęło to. Czyli wszyscy w trójkę mieliśmy takie same objawy.
Osobiście też rozmawialiśmy o tym. Myślałem, że to też jakieś napromieniowanie mogło być od tego obiektu. Także działo się to wszystko w dosyć krótkim czasie. Ta historia po prostu jest dla mnie niesamowita. Chłopaki o tym często też już nie chcą rozmawiać, bo reakcje są różne. Ja słucham was już od kilku lat, także przygotowałem się na to troszeczkę. No i w końcu zadzwoniłem.
[05:15:01] - Mam takie pytanie, czy obiekt sprawiał wrażenie, jakby był w jakiś sposób sterowany przez jakąś inteligencję, czy też może jego zachowanie było bardziej chaotyczne?
[05:15:11] - Nie, było bardzo dokładne. Inteligencja. Podlatywało to z takim spokojem. To było ewidentnie widać, jakby chciało nas przyzwyczaić do siebie. Czyli bardzo powoli stało. Było to bardzo ładne. Nie budziło to lęku czy agresji, czy cokolwiek negatywnych uczuć.Tylko bardziej skręciliśmy sobie, każdy jeden z nas. Może jakieś filmy science fiction się oglądało, że to jest coś złego czy coś innego bardziej, ale w żadnym wypadku. To było bardzo intuicyjne podlatywanie. Stało to w miejscu, gdybym mógł tym podbiec, to bym to mógł złapać w ręce.
Miałem takie myśli w tym momencie, jak to się działo.
[05:16:04] - A czy obiekt wykonywał jakieś manewry, czy też cały czas się do was tak spokojnie przybliżał?
[05:16:13] - Spokojnie do nas drogą prostą, linią prościutką. To było duże pole i dosłownie z kilometr co najmniej tak delikatnie podlatywało. Mieliśmy uczucie, że nie wiedzieliśmy, czy to się robi większe, czy to leci do nas. Tak że to było bardzo powoli. To trwało dobre z 10 minut, zanim to do nas doleciało. To bliskie spotkanie trwało góra pięć minut. To uczuciowe, na czas nie patrzyłem, ale dosyć długo, bo mogłem stać długo wtedy i patrzeć się na to. Miałem za sobą auto, oparłem się za autem i trzymałem komórkę w ręku i chciałem w sumie dzwonić do ludzi. Nie zrobiłem tego. Byłem za bardzo fascynowany i przerażony tym wszystkim, ale to było inaczej widać, że to była pewna struktura inteligencji.
To nie był jakiś latający spodek, który od lewa do prawa, góra dół kilka sekund latał. Nie, to było wszystko delikatnie, powoli. Wtedy w tym lesie, jak to widzieliśmy, to było wyraźnie widać, jak on leciał za nami. Tak że wtedy sobie uświadomiłem, że to, co widzieliśmy wcześniej w tym lesie, ten duży obiekt, bo to było już duże, o wiele większe od tego obiektu, co widzieliśmy i całkowicie inaczej wyglądało, świeciło tak jak księżyc bez plam czy coś w tym stylu, ale to nie było naturalne. Tak że mi to od razu się rzuciło w oczy. Nie wiem, czy to może były dwa obiekty i zostaliśmy obserwowani w tym momencie, tylko że jeden obiekt był nad lasem, a ten obiekt był inny. Trudno mi to powiedzieć, bo całkiem inaczej wyglądał.
[05:17:55] - Tym sposobem odpowiedział pan na moje kolejne pytanie: czy pana zdaniem widziany wcześniej księżyc i to małe światełko to mógłby być ten sam obiekt, czy może dwa różne obiekty?
[05:18:06] - Nie łatwo tak powiedzieć. Musimy sobie tutaj już chyba zadawać pytania. Tak.
[05:18:13] - To mamy przykład telepatii podczas rozmowy Radia Paranormalium ze świadkiem obserwacji UFO. Można powiedzieć. A czy obiekty lub obiekt wpływał jakoś na otoczenie?
[05:18:27] - Tak. Właśnie chciałem jeszcze dokończyć. W tym momencie, jak zauważyliśmy, jak to tak zbliżyło się do nas, to była zupełna cisza. Dosłownie wszystko zostało wyciszone. Było właśnie niesamowite. Z mojego punktu widzenia i uczucia, tak jak to wszystko się działo, czułem, jak natura została wyciszona albo my. W sumie mówiąc nie wiemy tego, ale to było to, co mogę powiedzieć w tym momencie, że było bardzo cicho. To takie zjawisko jak zaćmienie słońca, gdzie się raz na ileś tam lat dzieje to w Europie. W tym momencie też zauważyłem, jak to było w Polsce, że wtedy też ptaki, wszystko ucichło w tym momencie, jak to zaćmienie było. I to było identyczne zjawisko, czyli wszystko ucichło.
Takie robaczki, które sobie tam śpiewały.
[05:19:26] - A czy zauważyliście państwo może jakieś anomalie, czy też usterki na przykład w działaniu radia lub elektroniki samochodu? Innymi słowy, czy manifestacji tego obiektu bądź obiektów towarzyszyły jeszcze jakieś inne zjawiska?
[05:19:41] - Nie. Wiem, że nie patrzyłem się wcześniej na samochód, który za nami był. Wiem, że były światła zapalone, postojowe z tego, co wiem, ale chyba nic się nie działo, bo w tym momencie, jak już to odlatywało i było w odległości kilkuset metrów, to już wiem, że siedzieliśmy w aucie i chcieliśmy po prostu już jechać i wszystko dobrze funkcjonowało. Tak że nie było żadnych zakłóceń z mojego punktu widzenia.
[05:20:12] - A czy obiekt emitował może jakieś dźwięki?
[05:20:17] - Właśnie nic. Cichutko. To było bardzo nawet przyjemne, bo z dźwiękami może by było jeszcze gorzej z tą naszą paniką, bo dobrze to pamiętam. To było takie rzucające się w oczy mocno, ale nie, było dosłownie wszystko ciche.
[05:20:33] - W swojej relacji wspomina pan o symptomach takich jak ból głowy, osłabienie. Jak długo one się utrzymywały?
[05:20:41] - Tak. Było po prostu już przy następnym dniu, rano, o ósmej rano, jak wstałem, od razu to zauważyłem i było coś bardzo dziwnego z tym, że musiałem zadzwonić do przyjaciół, bo chciałem się upewnić, co u nich jest nie tak. Czy to wszystko jest okej, bo chciałem też porozmawiać na ten temat. I były te zjawiska to samo, czyli dziwny ból głowy i byli osłabieni ci chłopacy tak samo, jak ja. Był piękny dzień następny, chcieliśmy coś zrobić ciekawego. Nie dało się po prostu. Każdy z nas siedział w domu i musieliśmy przeboleć ten ból głowy i tą słabość, wydawało się, że to był jakiś kac, coś w stylu kaca. Tak można to wytłumaczyć. To jest jedna z takich niesamowitych historii, które w życiu przeżyłem. Natomiast mam coś może podobnego, jeżeli chodzi o natężenie takiego spotkaniaTylko to była całkiem inna sytuacja.
To było w 2001 roku. Można to powiedzieć, spotkanie z istotą w lesie, które było późnym wieczorem. Byłem ja i mój przyjaciel też.
[05:21:57] - To możemy przy okazji tę relację dzisiaj zarejestrować. Jakby pan mógł.
[05:22:05] - Jeżeli macie czas, to bym to mógł opowiedzieć.
[05:22:08] - Oczywiście.
[05:22:09] - Ja takie rzeczy przeciągam, dosłownie mam dużo podobnych, a to są dwie najsilniejsze relacje z takimi rzeczami, które po prostu nie powinny istnieć na tej ziemi. A jednak wiemy, że są te rzeczy. Chyba wiem, z kim rozmawiam teraz, że wierzycie w tak. I przyjiło mi się to też. Mam zacząć tę historię opowiadać?
[05:22:33] - Oczywiście, pewnie. Jeżeli pan chce, to proszę bardzo.
[05:22:37] - Dobrze. To było dokładnie w 2001 roku, w grudniu, po sylwestrze, czyli po pluskwie milenijnej, bo to z 2000 do 2001 było. Tak, to był styczeń. Historia jest taka. Podróżnikiem jestem, jestem też taką osobą, która lubi sobie chodzić po naturze i ciekawią mnie historie Rzeszy Niemieckiej. Lubię bunkry. W Polsce nietrudno znaleźć sobie jakieś forty czy bunkry i jakieś dziwne historie należące do tych obiektów. Łowiłem się z pewną osobą, bo miałem też sprzęt, który mógłby pewne rzeczy wykryć. Czyli jakiś dobry detektor metali miałem przy sobie i dlatego byłem też poproszony przez tą osobę, żebym mógł towarzyszyć w tej wyprawie. To był 2001.
[05:23:39] - Niestety jakiś problem się pojawił z połączeniem. Który to był rok? Mógłby pan powtórzyć?
[05:23:46] - 2001.
[05:23:46] - 2001. Tak.
[05:23:49] - Tak. Zaczęło się od tego, że spotkaliśmy się na pewnym osiedlu. I to osiedle było niedaleko, oddalone od fortyfikacji bunkrowej. Tam był ten cel, który mieliśmy dosłownie przeszukać. Byliśmy w dwójkę. Weszliśmy do lasu. To było tak: osiedle, była ulica, która dzieliła ten las. Dosyć spory, to był duży las i ten las był pełen fortyfikacji. Cel był nasz. Musieliśmy zejść dosłownie w ziemię, czyli w bunkier.
Cztery, pięć metrów była drabinka w dół i był tunel przejściowy, można tak to powiedzieć. Musieliśmy po prostu tam zejść i poszukać w pewnym miejscu, oddalonym o kilkadziesiąt metrów, pewnych rzeczy. Weszliśmy do tego lasu. Byłem z tyłu, przyjaciel szedł z przodu. I szliśmy sobie przez ten las, przez te chaszcze i może z punktu wejściowego do tego bunkru, gdzieś tak z 50 metrów, powiedział znajomy, że widział światło, które wyleciało z tego tunelu, gdzie pionowo mieliśmy zejść. Czyli widział, jakby ktoś latarką poświecił do góry. W tym momencie zaczęliśmy od razu być bardzo ostrożni, bo późny wieczór. Różne są historie i też nie wiemy, na kogo byśmy napotkali. Czyli byliśmy bardzo ostrożni. Podeszliśmy do tego wejścia i zaczęliśmy nasłuchiwać.
W takim tunelu bardzo wszystko można detalicznie usłyszeć, nawet pisk nietoperzy. Także słuchaliśmy to z pięć minut i stwierdziliśmy, że może mu się coś przywidziało. I wtedy mój znajomy zaczął schodzić w dół. Ja wtedy leżałem, patrząc się w kierunku lasu, w kierunku ulicy. Ta ulica była daleko od nas, ale był zawsze jakiś szum auta usłyszeć, jak przejeżdżało. I on zaczął schodzić. W tym momencie, jak już był może na dole, może nie pamiętam tego za bardzo. Naprzeciwko mnie, gdzieś tak 20 metrów może, zauważyłem psa. Może nic nadzwyczajnego, ale to był taki owczarek niemiecki. I ten pies stał i w sumie zrobił kilka kroków i się patrzył na mnie.
W tym momencie, jak już zobaczyłem, że patrzymy się na siebie i byłem już troszeczkę zdziwiony, co ten pies o tej porze robi, bo praktycznie jeszcze było troszeczkę światła z tego księżyca widzieć, czyli widziałem jeszcze strukturę tego psa. Wyglądał jak owczarek niemiecki. W tym momencie zaczął ten pies, jak to można powiedzieć, wyć i wirować własnej osi. Książka liści, która leżała na ziemi, zaczęła razem wirować z tym psem. Strasznie skomlał ten pies. Byłem mocno przerażony z tego widoku. Myślałem, że z czymś walczy. Skomlenie było bardzo głośne. Pierwszy raz takie coś z żywą istotą usłyszałem i byłem mocno w panice. Widziałem, jak te liście dosłownie wirowały jak takie tornado na wysokość metr, metr dwadzieścia może.
Na wysokość te liście wirowały w ciemności, w tym lekkim świetle księżyca. I byłem po prostu w szoku. Trwało to może 30, 40 sekund, może minutę. Wydawało mi się, że to było długo. Może było też troszeczkę krócej od 20, 30 sekund.W tym momencie, jak ten pies zaczął już nie skomleć i te liście wszystkie opadły, mój znajomy zaczął iść do góry, bo słyszał to też. W tym momencie, gdzie te liście opadły, zauważyłem postać, korpus człowieka można powiedzieć, który świecił lekko na niebiesko przezroczystym światłem, takim indygo. Kończyny nóg i rąk zaczęły mniej świecić niż korpus. Ewidentnie to był przebłysk. Może tak dwie, trzy sekundy to ciało tak świeciło. Mój znajomy wszedł do góry i w tym momencie zacząłem mu pokazywać tylko dłonią, gdzie ma się patrzeć.
On popatrzył się na mnie i był bardzo skoncentrowany, bo wiedział, że coś się dziwnego dzieje. Odległość to było 20-30 metrów. Ten las był pełen drzew, krzaków. W tym momencie od punktu tego psa, gdzie się kręcił i ta zjawa była w tym samym miejscu, psa już nie było. Czyli on zniknął, jak się ta zjawa pokazała. Nastąpił skok. Będę to nazywał zjawą. Ta zjawa skoczyła na odległość w lewą stronę, czyli do nas. Było ewidentnie słychać skok. Coś do góry podskoczyło i wylądowało gdzieś tak półtora metra dalej, zbliżając się tym skokiem zawsze do nas.
I te liście wtedy do góry podskakiwały, aż było czuć, jak ziemia drży przy tym lądowaniu. I w tym momencie, jak zawsze to lądowało, miało ten przebłysk ciała indygo niebieskiego. Patrzyłem się z moim przyjacielem i nie mogliśmy dowierzyć, co się dzieje. Nie mieliśmy możliwości uciec, nie chcieliśmy też uciec, bo jedyna droga była tylko do przodu, tam, gdzie ta zjawa była, bo za nami była ogromna góra, na którą nie moglibyśmy wejść. W tym momencie zaczęliśmy to obserwować. Odkąd pierwsze lądowanie nastąpiło, była cisza lekka i było powtórzenie tej samej sytuacji, czyli ta zjawa znowu skoczyła. Tu było widać, jak przy skoku już nie świeciło to, ale przy lądowaniu zawsze było widać, jak te liście podskakiwały do góry. Można sobie wyobrazić, były to chyba trzy, cztery skoki, gdzieś się to zbliżyło do nas na odległość może półtora metra za drzewem. Nie widzieliśmy już tej istoty w tym momencie, jak to było tak blisko nas. Ale czuliśmy oczywiście tą obecność, bo lądowania tych liści było ewidentnie koło nas widzieć.
Co zrobiliśmy? Wzięliśmy plecaki, wzięliśmy sprzęt. Szybkim krokiem zaczęliśmy iść w kierunku tej ulicy, która była w odległości widocznej i po prostu noże w rękach. I wyszliśmy z tego lasu. Co było bardzo dziwne, co się wtedy wywarzyło? Jak wyszliśmy z lasu, była latarnia, była normalna cywilizacja. Z lasu wyszedł pies, czyli mówiąc o owczarek niemiecki, wyszedł pies, który plątał się między nami między nogami. Ja patrzyłem się na niego, on się patrzył na mnie, czyli mówię o przyjacielu. Nie gadaliśmy ani słowa. Ten pies był realny, bo dotykałem go sam i był normalnie, tak jakby to był mój pies.
On się zachowywał bardzo mile, czyli jakby nas chciał odprowadzić. Tymczasem odprowadził mnie do auta i znajomy niedaleko tego lasu wtedy mieszkał. Odprowadził go w połowie drogi do domu. I na tyle ta historia się skończyła. Następnego dnia, jak rozmawialiśmy przez telefon, sam mi powiedział, że pies potem poleciał gdzieś w ciemność i to wszystko. Także to była druga rzecz w moim życiu, która była bardzo zwrotnym punktem, który był bardzo silny. Do tej pory nie mogę sobie wyobrazić za bardzo, co to mogło być.
[05:32:17] - Jakby pan mógł powiedzieć jeszcze raz, jaka to była miejscowość, bo mieliśmy problemy z połączeniem i chyba coś zaginęło.
[05:32:25] - To było koło Nysy. W pobliżu Nysy.
[05:32:31] - W Radiu Paranormalium tutaj poza anteną troszkę dyskutowaliśmy z Piotrem, czy wypowiedzi Arka Miazgi puścić na koniec, czy też może zamieścić jako osobny dodatek. Jednak po zastanowieniu zdecydowałem, że skoro zapowiedź padła w trakcie audycji, to również te wypowiedzi powinny się ukazać w ramach audycji. A więc teraz już tak całkiem na koniec Arkadiusz Miazga o najciekawszych relacjach, które dotarły do niego na przestrzeni całego 2016 roku. Posłuchajmy.
[05:33:07] - Rok 2016 nie zapisał się w annałach ufologicznych jako rok szczególnych zdarzeń związanych z UFO. Generalnie zauważalna jest raczej tendencja spadkowa i nie tylko u mnie dość słabo wypada rok 2016 pod tym względem. Podobnie mają także inni moi koledzy. Jednakże w moim archiwum figuruje w folderze za rok 2016 siedem obserwacji, jakie otrzymałem z terenu Polski. Są to głównie dalekie obserwacje, nie tak spektakularne jak zdarzenia związane z bliskimi spotkaniami pierwszego czy drugiego stopnia. Jednakże dwie z nich są bardzo interesujące i pokrótce chciałbym je omówić. Sprawa trójkątnych zakamuflowanych obiektów niejednokrotnie była już poruszana między innymi na moim blogu
[05:33:55] - Obserwacjami tego typu i ich oceną zajmowali się tacy ludzie jak Piotr Cielebiaś, Damian Trela czy Przemek Więcławski. Kilkakrotnie debatowaliśmy na temat trójkątnych obiektów na antenie Radia Paranormalium. Wszyscy zastanawialiśmy się, czy obiekty są pochodzenia ziemskiego, czy mogą dotyczyć zjawiska UFO, które obecnie przybierają zupełnie inne ciuszki, przymaski, co jest zgodne z teorią i zjawisko z czasem się transformuje lub ewoluuje. Sprawa oczywiście nie jest prosta i według mnie jest dość oczywiste, iż państwa NATO mogą posiadać pewną technologię daleko zbiegającą od tej, którą znamy oficjalnie. Pozostaje tylko jedno pytanie: dlaczego tak super tajne konstrukcje nadal się testuje nad naszymi głowami, powodując zagrożenie nie tylko dla nas, ale dla naszego bezpieczeństwa, choćby nawet w ruchu lotniczym? Przejdźmy do zdarzenia, które miało miejsce w miejscowości Śrem w 2016 roku, a dokładnie 10 września. W tej miejscowości pewne małżeństwo około godziny 22:00, obserwujące z balkonu gwiazdy, zauważyło nad miejscową wieżą ciśnień przelatujący na bardzo niskiej wysokości potężny obiekt. Szacują wysokość tego obiektu nad tą wieżą około 500 metrów. Według świadków trójkątny obiekt ciemnego kształtu z pionowymi dwoma światłami poruszał się w odległości dla nich ciężko sprecyzowanej, ale przekazali mi informację, że boki tego obiektu były naprawdę ogromne. Szacują pomiędzy 150 a 200 metrów.
Oczywiście nie wiadomo, czy to jest rzeczywista wielkość. To jest ich subiektywna ocena, jeżeli chodzi o wielkość obiektu. Być możliwe, że ona była dużo mniejsza. Jednak sama wieża ciśnień ma 50 metrów szerokości, a ten obiekt, jak twierdzili, był znacznie szerszy niż ta wieża. Także rzeczywiście musiał mieć spore rozmiary. Poruszał się w całkowitej ciszy. I tak naprawdę ta obserwacja się zakończyła. Trwała około 10 sekund. Jedynie, co jeszcze dodał świadek tego zdarzenia, to to, że obiekt sprawiał wrażenie delikatnie też rozczystego, tak jakby ktoś patrzył przez brudną szybę z dalekiej odległości na ten obiekt. Tak można powiedzieć.
Drugie zdarzenie z widziałem trójkątnego UFO jest szczególnie interesujące, ponieważ było zauważone przez pasażera samolotu, który leciał liniami Ryanair w dniu 13 października 2016 roku z Brukseli do Warszawy. Z rozmowy ze świadkiem, jaką przeprowadziłem drogą mailową i telefoniczną, dowiedziałem się, że wylot samolotu miał miejsce o godzinie 18:20, w warunkach jeszcze dziennych, tuż przed zachodem słońca. Ustaliłem, że w Brukseli zachód słońca tego dnia był o godzinie 18:55. Już nie pamiętam do końca precyzyjnej godziny. Zachęcam czytelników, słuchaczy do zapoznania się z tą relacją, bardzo dokładną na moim blogu. Świadek siedział po prawej stronie samolotu i zauważył w pewnym momencie, jak w dole za chmur wyłania się w bardzo bliskiej odległości od samolotu ciemny obiekt, który dopiero potem okazał się być trójkątem. Tutaj może zacytuję krótką relację tego świadka. Reasumując: 100, 200 metrów od samolotu obiekt był oddalony na niższym pułapie. Kiedy był w chmurach, w ogóle bym go nie zauważył. Był niezauważalny.
Dopiero gdy bardzo powoli się wyłonił z chmur, nad chmurami był w linii pionowej. Wyłonił się. To był bardzo duży obiekt. Wątpię, aby to był dron. Nie widziałem żadnych skrzydeł, lotek. To była jedna zwarta konstrukcja. Dopiero pod kątem 45 stopni zrobił obrót. Zauważyłem bardzo charakterystyczny cały trójkąt ze światłami białymi w kształcie okręgów. Nie wiem, czy to były dysze, światła. Trzy punkty były jasne.
Nigdy nie widziałem takiej zwrotności. Obiekt na początku, jak się wyłaniał z chmur, to był bardzo gruby. Jak się wyłonił, nie byłem w stanie określić jego kształtu. Co to było? To właśnie jest taki dość charakterystyczny przykład obserwacji, ponieważ to zdarzenie według świadka miało miejsce w odległości między 100 a 200 metrów i naprawdę się tu skłaniam, że to nie było dalej, że to nie była obserwacja typu 500 czy więcej metrów. On na początku tak naprawdę nie wiedział, co to się wyłania za chmur, ponieważ widział jedynie taką ciemną masę. Tym bardziej że jeszcze było w miarę jasno i tak naprawdę ten obiekt powinien być zauważalny nie tylko przez niego, ale przez innych pasażerów. Ale jak się okazało, po 10 sekundach, mniej więcej tyle trwała obserwacja, on próbował powiedzieć kolegom, co widział, ale nie nastąpiło jakieś specjalne zainteresowanie tą sprawą. Próbowałem przez mojego informatora dowiedzieć się, jaki to był numer lotu i udało nam się odszukać ten samolot, który poruszał się 13 października 2016 roku. Dotarliśmy doDzięki mojemu informatorowi dotarliśmy do dowódcy tego lotu.
Był nim Irlandczyk. Niestety ten człowiek nie tylko nic nie zauważył, nic nie widział, ale wręcz zachował się troszkę butnie i dość nieładnie się zachował według mego informatora i powinien raczej się cieszyć, że zdarzenie się tak skończyło, bo ono naprawdę było bardzo niebezpieczne dla tego lotu. Uderzenie, które ma miejsce 100, 200 metrów, jest naprawdę szalenie niebezpiecznym przykładem takiej obserwacji. Także tutaj piloci nie wiadomo, czy widzieli to na radarach. Tego nie udało nam się ustalić. Jednak jak widać, takie obserwacje w bliskiej odległości samolotów jednak mają miejsce. Także tutaj to zdarzenie jest charakterystyczne. Z takich obserwacji z 2016 roku, oczywiście posiadam jeszcze inne w swoim archiwum, ale to są obserwacje z dalszych odległości, jakieś tam dalekie światła, między innymi szczególnie obserwacje koło Rzeszowa. To są moje tereny. Niespecjalnie interesujące są te sprawy, także tu bym nie chciał nad nimi szczególnie się rozwodzić i chciałbym przejść do kolejnych zdarzeń.
Co prawda niepochodzących z 2016 roku, ale tymi zdarzeniami się w tym roku zajmowałem i chciałbym pokrótce też wspomnieć, czego dotyczyły i jak przebiegały. Tym bardziej że jedno z nich jest naprawdę szalenie ciekawe i w Polsce jest to chyba zdarzenie o takim kalibrze jedno jedyne, bo ja wcześniej takiego zdarzenia nie poznałem nigdy, nawet w literaturze dostępnej, jeżeli chodzi o ufologię polską. Także zaraz państwa słuchaczy z tym zapoznam. Oprócz tych dwóch relacji, które przedstawiłem państwu dotyczących trójkątnych obiektów, posiadam także w moim archiwum dwa zdarzenia, które także otrzymałem w 2016. Jedno nawet już pod koniec roku 2016. To zdarzenie dotyczyło pewnego zjawiska, które przy pewnej dozie fantazji można powiedzieć, że przeniosło świadków w czasie. Miało ono miejsce około 2014 roku w niewielkiej miejscowości koło Janowa Lubelskiego. Świadkami tego zdarzenia było pewne młode małżeństwo, które mieszka w niewielkim domu pod lasem. Według ich relacji zdarzenie miało miejsce jesienią i przebiegało w następujący sposób. Rozmawiałem z nimi telefonicznie i do dzisiejszego czasu oni nie wiedzą, co o tym myśleć, co przeżyli i czego byli świadkami.
Rzeczywiście powiem, że zdarzenie jest naprawdę bardzo dziwne. Pewnego jesiennego dnia małżeństwo oglądało telewizję. Gdzieś była godzina około 17:00. Żona przebywała w tym momencie, siedziała w fotelu, natomiast jej mąż leżał przykryty, co istotne, kocem opodal na łóżku i obydwoje oglądali jakiś program, który leciał w telewizji. Ta senna scena w jesiennym dniu została przerwana przez coś, co żona nazywała kulą, która miała rzekomo wylecieć spod tego koca. Świetlista kula oczywiście. To może brzmi absurdalnie, ale tak naprawdę było. Według relacji tej pani zauważyła bardzo nienaturalny ruch w okolicy nóg swego męża. Na początku pomyślała, że to rzeczywiście mąż nogami poruszył, jednakże za chwilę spod tego koca wyleciała taka niewielka, kilkunastocentymetrowa, świetlista czerwona kula, która w środku miała coś takiego, jak ona określiła, jakby rodzaj wiatraka dziecięcego. Takie coś tam właśnie było.
Kula emitowała wokół siebie delikatną poświatę. I najciekawsze w tym wszystkim było to, że w tym samym momencie, kiedy zjawisko wyłoniło się spod tego koca, ta pani straciła całkowitą władność w ciele. Nastąpił całkowity paraliż, taki dość charakterystyczny nie tylko z obserwacji UFO, ale tak samo choćby z obserwacji zdarzeń związanych z nocnymi gośćmi. I w tym momencie zarówno nie mogła ani wstać, ani się ruszyć, ani tak samo krzyczeć. Jedynie tylko zanotowała, że jej mąż, który jeszcze w tym momencie nie był sparaliżowany, zdążył krzyknąć. Był niezmiernie przerażony tym, co zobaczył i zaczął krzyczeć: „Boże, Boże, czy ty to widzisz? Co to jest?” I on tak samo w tym momencie został sparaliżowany i nie mógł się ruszać. Z dalszych ustaleń wynikało, że kula wzniosła się na wysokość kilkunastu centymetrów w górę i po prostu znikła. Tak naprawdę zdarzenie trwało według świadków kilkanaście może sekund, ale jak się okazało, trwało ponad trzy godziny. Bo jak się okazało, kiedy wróciło wszystko do normy, odzyskali władność nad swoim ciałem.
Stwierdzili, że nie tylko program w telewizji już był inny, ale dochodziła godzina. Z tego, co pamiętam, było pomiędzy godziną 21:00. Także tutaj minęło świadkom kilka godzin i oni nie potrafią sobie przypomnieć, co się wtedy działo. Ciężko powiedziećŻe ulegli jakiejś zbiorowej halucynacji, ponieważ zarówno on, jak i ona przeżyli to samo. Jest tylko takie pytanie: czy faktycznie podczas nieobecności kilkugodzinnej świadkowie byli gdzie indziej, czy samo zjawisko wygenerowało taką anomalię czasu? Tego nie wiemy, ale podobne przypadki, nawet związane z dawnym folklorem, mam opisane w mojej nowej książce, nad którą pracuję. Także akurat to zdarzenie współczesne się bardzo świetnie wpisuje w charakterystykę dawnych ścieżek i tych anomalii, które miały być rzekomo generatorami, gdzie miały człowieka czy daną osobę przenieść do innego czasu, innej krainy, innego świata. Od tego czasu ci świadkowie nie mieli żadnych dziwnych obserwacji, zdarzeń. Było to jednorazowe zdarzenie i do dzisiaj oni się tego bardzo wstydzą. Nikomu do tej pory jeszcze nie mówili, oprócz mnie.
Za co im serdecznie dziękuję, bo zdarzenie naprawdę jest niebywałe. Jeżeli się okazuje, że we własnym domu się materializuje coś, co tylko czytamy w książkach, to jest naprawdę szokujące. Chciałem jeszcze państwa zainteresować takim wydarzeniem, dla mnie to wręcz unikatowe w skali kraju. Zdarzenie, które miało miejsce w 1973 roku w miejscowości Ustka nad morzem. Zdarzenie to charakteryzuje się tym, że świadkowie, którzy mi donieśli o tej obserwacji, odnotowali taki fakt, że UFO, które tkwiło nad morzem, było ostrzelane przez dwie pary Migów wojskowych. Także tutaj jest chyba pierwsze zdarzenie znane na terenie Polski, gdzie wojsko otworzyło ogień do UFO. Pokrótce chciałbym mniej więcej opisać ten fakt. Ja będę szeroko opisywał ten przypadek na moim blogu po Nowym Roku. Rozmawiałem ze świadkami, nagrałem ich wypowiedź telefoniczną, zarówno pewnego pana, jak i jego żony. Generalnie chodziło o to, że małżeństwo, które wtedy, w tym czasie mieszkało w Ustce, w godzinach popołudniowych wybrało się do miejscowego kina.
Idąc ulicą zauważyło pewną grupę kilkunastu osób, które patrzyły się do góry, w niebo. To ich bardzo zastanowiło i w tym momencie oni także spojrzeli, co tam ciekawego może być. Jak się okazało, mniej więcej w odległości 500 metrów, ten pan szacuje, że to mogło być już nad terenem morza, znajdował się ognisty obiekt. To był obiekt bardzo duży, w kolorze takich dziwnych ogni o barwie seledynowo-pomarańczowej. Obiekt bardzo delikatnie przesuwał się w kierunku zachodnim i tak naprawdę nic się nie działo. Większość osób patrzyło na niego ze zdumieniem. Nikt nie mówił w ogóle, że to UFO. Raczej każdy sobie wyjaśniał, że to pewnie jakieś ćwiczenia wojskowe. Po pewnej chwili, nie wiadomo, jak to długo trwało, bo świadek twierdzi, że około 10-15 minut, ale od strony Słupska nadleciały dwie pary Migów. Prawdopodobnie były to Migi 19.
W tamtym czasie akurat stacjonowały na tym lotnisku. Według relacji świadków Migi, nadlatując nad terenem Ustki, otworzyły ogień. I tutaj jest taka mała rozbieżność. Ten pan twierdzi, który zresztą pracował w tym czasie w wojsku, że jeden z Migów otworzył ogień nie tylko z karabinów pokładowych, maszynowych, jakie były zainstalowane w tym samolocie, ale tak samo wystrzelił dwie rakiety. On mówi, że się dość dobrze na tym znał, pracując w wojsku w okolicach tej miejscowości. Najciekawsze było to, że te rakiety miały przeniknąć przez ten obiekt nic mu nie robiąc, nie powodując żadnej szkody. Poleciały dalej w kierunku morza. Nie wiadomo, czy eksplodowały, co się z nimi stało w ogóle, bo nie było słychać żadnej eksplozji, żadnego wybuchu. Natomiast żona twierdziła, że wyraźnie słyszała, że samoloty otwarły ogień, ale z działek pokładowych, bo jak mówiła, widziała w powietrzu takie ogniki, które też leciały w kierunku tej kuli i przenikały ją, nie robiąc żadnej szkody. Obojętnie, czy to były rakiety, czy była to broń ostra, jednak faktem pozostaje niezaprzeczalnym, że wojsko otwarło ogień nad terenem miasta i prawdopodobnie świadkami tego zdarzenia były nie to, że dziesiątki, ale setki osób, ponieważ to był okres wakacyjny i zdaniem tego pana na plaży też musiało się znajdować sporo osób, które musiały to widzieć.
Jeszcze taka dygresja, ciekawostka, że nikt wtedy, w tamtym czasie nie twierdził, że tam jakieś UFO było, że to prawdopodobnie były jakieś szkolenia wojskowe i sobie tak to ludzie w tym czasie wyjaśniali. Samoloty odleciały, zrobiły taki krąg nad miejscowości Rowy, się oddaliły. I tak się ta obserwacja zakończyła. Ten obiekt po tym ostrzale znacznie przyspieszył w kierunku zachodnim i tam znikł. Także ja z innej strony słyszałem historię od pewnego człowiekaMiał relację kobiety, która też mówiła w wielkim szoku. Ona była przerażona. Twierdziła, że w roku 1973 czy 1974 były podejmowane próby przechwycenia UFO w okolicach Ustki, a nawet ostrzału tego obiektu. Tu wychodziło, że rzeczywiście chodziło o to zdarzenie, które państwu przytoczyłem. Posiadam jeszcze z innego źródła anonimowego taką historię, która też mówiła, że w okolicach Ustki w latach 60. na pewnej części plaży dochodziło do bardzo dziwnych zdarzeń związanych z anomaliami czasu, nawet zaginięciami ludzi, a także obserwacjami UFO.
Nie wiem, ile w tym jest prawdy, ponieważ ja to otrzymałem od pewnego człowieka, który miał kontakty z wojskowymi z tamtej okolicy i oni tak rzekomo sobie pomiędzy sobą takie sprawy opowiadali. Nie wiem, ile w tym jest prawdy, ale tutaj już przytaczam taką ciekawostkę na koniec. Ta obserwacja jest naprawdę niebywała, bo to jest pierwsza w historii Polski, gdzie znamy fakt otwarcia przez wojsko, w tym wypadku samoloty wojskowe. Tu jeszcze jest taka ciekawostka, ponieważ ten świadek stwierdził, że niekoniecznie to musieli być Polacy. Mogli to być żołnierze rosyjscy w tym czasie, którzy stacjonowali w okolicy. On nawet tak twierdził, że prawdopodobnie byli to Rosjanie, którzy otworzyli ten ogień. Dla niego wtedy to było niebywałe, że jednak można otworzyć ostrzał jeszcze gdy samoloty były nad terenem Ustki, nad terenem miasta. To było naprawdę podobno zaskakujące dla niego. Z mojej strony te dwie obserwacje, które teraz państwu opisałem, są bardzo ciekawe, które otrzymałem w roku 2016. Chciałbym jeszcze państwu przedstawić pewną obserwację, pewne zdarzenie, które wręcz jest gorące, bo otrzymałem je dosłownie przed chwilą, w momencie kiedy nagrywałem do Radia Paranormalium audycję, swoją wypowiedź.
Historia jest naprawdę niebywała i zahacza wręcz o mistycyzm. Pokrótce przedstawię jej opis, który otrzymałem od pewnego rolnika z terenu Małopolski, a dokładnie miejscowości Radgoszcz. To jest miejscowość niedaleko Dąbrowy Tarnowskiej. Ja akurat wielokrotnie miałem okazję być w tej miejscowości w związku z dokumentacją i rejestracją pewnych zjawisk, jakie tam miały miejsce w latach 2000-2002. Historia z Radgoszczy jest naprawdę bardzo ciekawa, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo, z czym ją łączyć, ale zapoznajmy się z nią. W dniu 28 maja 2016 roku około godziny 22:00 pewien mieszkaniec tej miejscowości, spoglądając z okna swojego pokoju w kierunku rosnących drzewek, zauważył, że w odległości około 10–15 metrów od jego domu nad rosnącą choinką, to był prawdopodobnie świerk albo jodła, krąży bardzo nietypowe zjawisko świetlne. To zjawisko świetlne krążyło niedaleko wierzchołka tego drzewa. To drzewo miało około 5–7 metrów wysokości. Według relacji świadka zjawisko miało formę świetlistą w kształcie litery C, które sukcesywnie okrążało drzewo w kierunku prawostronnym. To było bardzo dziwne, charakterystyczne.
Wyglądało to na tyle spektakularnie, że świadek postanowił zbudzić swoją żonę, która także przez okno pokoju obserwowała razem z mężem przez kilka dobrych minut to zjawisko. Gdy się tak naprawdę nic więcej nie pojawiło, żona poszła z powrotem do swojego pokoju spać, a jej mąż nadal obserwował zjawisko, będąc coraz bardziej zaintrygowany. Po kilkunastu minutach bodajże, bo to dość długo trwało, świadek wyszedł na zewnątrz swego domu i zaczął oświetlać to zjawisko przy pomocy niewielkiej latarki. Akurat w tym momencie nic specjalnego się nie działo. Nie było żadnych interakcji tego zjawiska ze świadkiem, ale po chwili pojawiło się coś takiego wręcz niebywałego. Świadek opowiedział, że z nieba tak jakby dosłownie pojawił się taki świetlisty promień. Dość nikły, ale na tle nocy zauważalny, który łączył się z tym krążącym zjawiskiem koło tego drzewa. Promień światła dochodził tak naprawdę z samej góry. Nie wiadomo, gdzie był jego koniec. Jak okiem sięgnąć to był taki pionowy słup.
Najciekawsze było to, że w tym momencie to zjawisko zaczęło się szybciej obracać, kręcić wokół tego drzewa, a w miejscu tej jakby nazwy litery krążącej C zaczęło się materializować coś, co świadek nazwał formą takich obłoczków lub mgły. Miał wrażenie, że w tym miejscu się materializuje coś takiego na wzór jakiejś postaci. To było bardzo nieznaczące. Gdy zjawisko zaczęło się przemieszczać bardzo powoli w kierunku świadka, ten rolnik po prostu się wystraszył tego i w dość szybkim tempie uciekł do domu i przerwał tą obserwację. Także nie wiadomo, jaki byłby dalszy przebieg tego zjawiska, tej obserwacji.Zdarzenie trwało gdzieś do około godziny 23:00 w nocy. Nie wiadomo, czy byli inni potencjalni świadkowie tego zdarzenia, ale najciekawsze jest to, że na drugi dzień, kiedy świadek podszedł do tego drzewa w nocy, zobaczył, że nad tym wierzchołkiem nadal tkwi bardzo niewyraźnie już widoczny słup tego jasnego światła. On twierdzi, że miał około 20 centymetrów średnicy. Dopiero na drugi dzień czy na trzeci bodajże to światło całkowicie zanikło. Nie wiadomo, czym ono było, ale teoria tego pana jest bardzo interesująca, ponieważ on jest bardzo silnie związany z kultem słowiańskim. Ma bardzo szeroką wiedzę na ten temat i twierdzi, że tak jakby coś po prostu się chciało z nim wtedy połączyć, jakby jakaś forma energii, być może z tych dawnych bogów pochodzenia słowiańskiego, chciała się z nim jakoś sublimować, połączyć.
On ma przynajmniej taką swoją teorię roboczą. Także tutaj samo zjawisko naprawdę jest fascynujące, bo rzeczywiście sięga takich wymiarów mistycyzmu, choćby znanego nawet z Biblii: promienie światła, które dochodzą z nieba, czy na przykład znane promienie światła, które dochodzą na różnych obrazach średniowiecza czy renesansu. Bardzo ciekawa jest ta historia. Dosłownie historia gorąca sprzed kilkunastu minut. Ja oczywiście będę się tym zajmował. Jak się okazuje, w tej miejscowości Radgoszcz miały miejsce jeszcze inne historie. Podobno taka historia jak zdarzenie związane z obserwacją jakichś dziwnych małych kul, które się nagle pojawiły w okolicy domu, koło którego siedziało kilka osób i jedna z tych pań wręcz w przerażeniu uciekła do domu. Także historia naprawdę jest bardzo interesująca. Dziękuję. W 2016 roku zajmowałem się również pewnym bardzo interesującym zdarzeniem, które miało miejsce niedaleko mojej miejscowości.
Dokładnie było to w miejscowości Zgłobień, która leży 10 kilometrów na zachód od Rzeszowa. To jest o tyle ciekawa okolica, że niedaleko Zgłobnia znajduje się Nockowa i Nosówka. To są dwie miejscowości, które były opisane w mojej książce „UFO nad Podkarpaciem”, a jak wiadomo w miejscowości Nockowa doszło w 1988 roku do bliskiego spotkania trzeciego stopnia i szeregu obserwacji UFO. Podobnie też było w Nosówce. Tam w 2000 roku po obserwacji trójkątnego zjawiska świetlnego odkryto piktogram w zbożu. Także miejscowość Zgłobień leży właśnie pomiędzy tymi dwoma miejscowościami. W lipcu 2016 roku byłem tam na miejscu zdarzenia, ponieważ 32-letni mieszkaniec tej miejscowości opowiedział mi bardzo interesujące zdarzenia, które tam miały miejsce. Jak się okazało, na miejscu poznałem takie typowe obserwacje dalszych świetlnych zjawisk, które były obserwowane przez niego i przez jego kolegów. Były to głównie generalnie świetliste kule, które unosiły się nad lasem i po kilkunastu sekundach one gasły. Ale najciekawsze zdarzenie miało miejsce w 2015 roku, kiedy to świadek wraz ze swoim kolegą udali się w okolice pewnego cmentarza w celu obserwacji nocnego nieba.
Około godziny 22:00 zauważyli w kierunku Błędowej Zgłobieńskiej takie bardzo dziwne światło, które pojawiło się nagle. Oni na początku sądzili, że światło może być pochodzenia od jakiegoś jadącego samochodu, ponieważ akurat w tamtym miejscu przebiega droga. Według relacji świadka była to jasna kula wykonyująca takie nieokreślone ruchy do przodu, do tyłu, jakieś około 10 metrów nad ziemią. I co ciekawe, w okolicy znajduje się cmentarz choleryczny. Akurat to zjawisko nad tym cmentarzem wykonywało te właśnie dziwne ruchy. Cmentarz choleryczny pochodzi z lat 1831–1877. Ja tam byłem na terenie tego cmentarza. Tam jest bardzo mocno zarośnięty. Jest tylko taki wstawiony kamień pamiątkowy, na którym można przeczytać, z którego roku pochodzą ofiary tego cmentarza. Na miejscu ustaliłem, że zjawisko było najprawdopodobniej obserwowane z odległości około 600 metrów, a kula poruszała się w kompletnej ciszy.
Najciekawsze było to, że zjawisko świetlne, które poruszało się nad tym cmentarzem, w pewnej chwili wyemitowało taki strumień światła, który był skierowany w kierunku cmentarza i po kilku sekundach to wszystko znikło. Także wywołało to niemałe zainteresowanie i w ogóle zdziwienie wśród obserwatorów. Jak się okazało, mój świadek można powiedzieć, że jest pewnego rodzaju osobą sensytywną i tak naprawdę to te obserwacje nocnych świateł tak naprawdę chyba były tylko pewnego rodzaju preludium do tego, co miało miejsce w 2015 roku. Niestety mój świadek z pewnych obaw niezbyt chętnie chciał się tą informacją podzielić.Zaproponowałem mu pewien układ, zapewniłem mu anonimowość i wszelką dyskrecję. Niestety nie mogłem podać tego miejsca zdarzenia, ponieważ to było w jego domu i świadek się zgodził na moją wizytę. Co prawda widziałem z dalsza jego dom, ale nie dostałem pozwolenia, abym mógł tam na przykład wykonać zdjęcie czy jakiekolwiek inne pomiary, żeby go ktoś nie zidentyfikował ze znajomych osób. W 2015 roku nad domem tego świadka pojawiały się bardzo dziwne, tajemnicze, nieregularne chmury i widmowe samoloty. To były bardzo dziwne rzeczy, nawet zgłaszali mu to jego znajomi, że coś się dzieje nad twoim domem. Jakieś dziwne samoloty zostawiają jakieś dziwne smugi. Rzeczywiście były to takie dziwne samoloty, które poruszały się zawsze w ciszy.
Nagle wiadomo skąd nadlatywały i znikały. To było bardzo nietypowe. Tutaj mi troszkę przychodzi na myśl zdarzenia opisane w książce Johna Keela. On też opisywał widmowe samoloty. Ale przejdźmy do takiego zdarzenia, które jest bardzo ciekawe, bo mówi nam o zderzeniu obserwacji spotkania z takimi dziwnymi istotami. W 2015 roku, gdy świadek wychodził z domu, zaczął odczuwać bardzo dziwny niepokój, tak jakby miało się coś za chwilę wydarzyć. To było tym spowodowane, że po tych nocnych obserwacjach świadek postanowił wejść w rodzaj medytacji, nawiązać pewną współzależność z jakąś siłą, energią. To pewnego rodzaju była zabawa, która jednak spowodowała pewien mechanizm, który później powstał. Niekoniecznie pozytywny na to wygląda. W momencie, kiedy świadek, nazwijmy go Tomkiem, schodził ze sadów, to było w ciągu dnia, to był okres lipiec, sierpień, schodził na pole.
Nagle zauważył, że w kierunku sadu w odległości trzech metrów stoją takie dziwne istoty, które się nagle zmaterializowały. One były wielkości około 60 centymetrów. Zdaniem świadka one nie były tak super wyraźne, jak on to powiedział: „Jak ja widzę teraz ciebie”. One były podobne do hologramu. Niemniej jednak nie były przezroczyste. Istoty, co ciekawe, tu jest bardzo duża ciekawość przy tym zdarzeniu. Istoty miały barwę zieloną w odcieniu jasnym. Głowy nieco większe, oczy czarne, wyraźnie zarysowane usta. Niestety świadek nie pamięta układu rąk. Był skupiony na wizerunku tej twarzy, tych istot.
Wiadomo tylko, że istoty stały w lekkim rozkroku. Z tego, co wiem, obserwacja trwała bardzo krótko, dosłownie kilka, kilkanaście sekund. I w tym momencie świadek otrzymał taki telepatyczny przekaz, bardzo krótki. Niestety świadek, pomimo wielu moich próśb i nalegań, nie zgodził się na podanie tego przesłania, można powiedzieć w cudzysłowie, ponieważ odczuwał jakiś dyskomfort i tak jakby było to niebezpieczne dla niego albo dla mnie. Dlatego wolał o tym w ogóle nie dyskutować. Także wiem, że to tylko były jakieś zdania nie w naszym języku, bardziej jakiś język mityczny, coś w tym rodzaju. Istoty po kilku sekundach znikły nagle. Nie było żadnego werbalnego kontaktu. Świadek był w tym momencie tak jakby wyłączony. Jeszcze taka ciekawostka.
Te istoty zmaterializowały się w okolicy malin. Tam akurat rosły maliny. Po powrocie do domu świadek odczuwa duże zmęczenie i senność. W miejscu nie znaleziono żadnych innych śladów, także nie było tam jakichś fizycznych zależności, które te istoty wygenerowały w tym miejscu. Świadek tak naprawdę twierdził, że te istoty chyba nie były do końca fizyczne nawet. Także nawet w pewnym momencie stwierdził, że odczuwał od tych istot niezbyt przyjazną energię, a nawet porównał je do demonicznego spotkania. Także już takie jedno spotkanie miał kilka lat wcześniej, kiedy oglądał telewizor. Zauważył za oknem na pierwszym piętrze, kiedy odczuwał taki bardzo dziwny niepokój i kiedy zwrócił głowę w kierunku okna, zauważył coś naprawdę przerażającego. Według jego relacji za oknem tkwiła niewielka istota ubrana w czarną pelerynę z niezwykle, jak on to określił, złowrogą twarzą, która naprawdę podobno wzbudziła lęk i taką tremę na tej osobie. Najwyraźniej ta istota musiała znajdować się w powietrzu, bo to było, proszę pamiętać, pierwsze piętro.
Zdarzenia według tego świadka najwyraźniej wywarły u niego jakiś, nie wiem, jak to określić, ale nie do końca pozytywny stosunek. Nie do końca też poznałem, jaki wpływ miały, bo świadek się niestety nie otworzył tak całkowicie. Czemu tak sądzi? Nie wiem. Także tutaj te istoty ze Zgłobnia troszkę mi się kojarzą z istotami. Oczywiście w Incie one też były zielone i aby jeszcze było ciekawiej, w Mockowej też, która leży pięć kilometrów dalej od Zgłobnia. Tak samo w 88 roku zauważonoNa tle jasnego ekranu też istoty o barwie zielonej. Także tu jest taka ciekawostka, że w tak niewielkiej okolicy zauważono istoty o zielonej barwie. Czy to jest jakiś przypadek? Nie wiem, jak to wytłumaczyć.
Sprawdzając to zdarzenie jest taka uwaga, że 28 marca 2016 roku w Głowniu sąsiad mojego świadka był także świadkiem obserwacji dwóch świetlistych obiektów, które tkwiły powiedzmy około 30, 40 stopni horyzontalnej na niebie. Było to o 3:00 w nocy. Świadek wykonał dwa zdjęcia. Niestety gdy byłem na miejscu zdarzenia, nie za bardzo chciał ze mną rozmawiać. Dostał mi tylko przekazane zdjęcia. Te zdjęcia można zobaczyć na moim blogu „Spotkania z Nieznanym”. Są bardzo interesujące, ponieważ przedstawiają dwa światła usytuowane w poziomie. Są jednymi takimi lepszymi zdjęciami w tej okolicy, jakie dysponuję. Mimo że są wykonane telefonem komórkowym, to jednak są dość dobrej jakości. Także to zdarzenie było bardzo ciekawe, bo wydaje mi się, że ta osoba, która miała te spotkania w Głowniu, jest osobą otwartą na różne domeny, przenikające różne płaszczyzny, nie do końca stricte fizyczne.
I myślę, że mój kontakt z tą osobą jeszcze prawdopodobnie może wnieść wiele takich podobnych niuansów do tego typu zdarzeń. Dziękuję.
[06:12:13] - Także to była ostatnia debata ufologiczna online w tym sezonie. Kolejny sezon debat ufologicznych startuje w połowie września, a już za dwa tygodnie startujemy z kolejnym sezonem debat niekontrolowanych. A na pierwszy ogień 4 czerwca 2017 roku o godzinie 19:00 pójdzie temat III wojny światowej. Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08.
E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.