[01:02] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy właśnie tutaj, właśnie teraz kolejną debatę ufologiczną online, jedną z tych, na które chyba najbardziej państwo czekają. Dziś będziemy podsumowywać pierwszą, że tak powiem, transzę najciekawszych relacji, które dotarły do nas od rekordowej debaty ufologicznej, którą nadaliśmy w maju. Wtedy właśnie po raz pierwszy dokonaliśmy takiego podsumowania najciekawszych relacji z obserwacji UFO i zjawisk powiązanych z UFO, z obserwacjami NOLi. Debata wówczas trwała ponad sześć godzin. Dzisiaj może nie będziemy szli na rekord czasowy. Mówię „pierwsza transza”, ponieważ jest to pierwsza z audycji, co najmniej dwóch w tym sezonie, które przeznaczymy właśnie na podsumowanie takich najciekawszych doniesień, najciekawszych państwa obserwacji. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami współprowadzący debaty w Radiu Paranormalium, zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[02:12] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[02:14] - Dzisiaj już od początku audycji będziemy otwierać naszą linię telefoniczną. Będzie można oczywiście dzwonić, a numery telefonów warto zapisać sobie już teraz. Wszystkie kontakty do Radia Paranormalium właśnie teraz będą podane. Numery telefonów stacjonarne 32 746 00 08. Komórkowy 53 624 193. Jesteśmy także na Skypie radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu 36 08 80 02. Można także komentować i dzielić się oczywiście relacjami z nami na czacie, na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Przy okazji zachęcamy do polajkowania fanpage'a tego czasopisma, a jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i przede wszystkim relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[03:34] - Tamta debata, w zasadzie audycja, bo trudno to nazwać debatą, w której zaprezentowaliśmy relacje zgromadzone przez Radio Paranormalium w czasie trwania debat ufologicznych. Państwo do nas nadsyłali swoje historie. Często potem były to materiały rejestrowane w wersji audio i dzisiaj część tych materiałów zaprezentujemy. Tamta audycja odbiła się dość szerokim echem. Cieszyła się dużą popularnością. Mieliśmy bardzo dużo telefonów od państwa. Oczywiście dzisiaj też czekamy na te telefony. Dzisiaj czekamy na państwa relacje. Zaprezentujemy dziś najciekawsze historie, jakie do nas dotarły i muszę powiedzieć, że to jest bardzo wartościowy, bardzo interesujący materiał, choć mało w nim jest takich historii, które dzieją się tu i teraz, bo większość tych relacji pochodzi sprzed kilku, a często kilkunastu lub więcej lat. Są to historie pokazujące złożoność zjawiska UFO. Wiele z nich to przypadki wysokiej dziwności, często bliskie spotkania. Także warto nas dzisiaj słuchać. Szczególnie, że jak mówiłem przed chwilą, przygotowaliśmy dla państwa dość dużą dawkę tych bezpośrednich relacji audio, kiedy mówicie nam o tym, co się wam przydarzyło. Bardzo dziękujemy za to, że przekazujecie te relacje w dobrej wierze. Zacznijmy Marku może od pierwszego zdarzenia z listy, którą tutaj przygotowałeś. Ta lista obejmuje aż 21 stron różnego rodzaju przypadków. Zacznijmy chyba od wydarzenia najwcześniejszego, to znaczy tego, które miało miejsce całkiem niedawno w Holandii, w miejscowości Raalte. Tutaj, jak pisze nasz informator, 1 stycznia, w momencie, kiedy wracał on rowerem od znajomych z imprezy sylwestrowej i to była godzina 8:00, 9:00 rano, na niebie pojawił się dziwny obiekt. Ja może przytoczę fragment jego relacji, gdyż ona jest dość, Marku, powiem szczerze, obszerna. Nie przygotowaliśmy jej w wersji audio.Ale mówi ona, że nasz świadek, wracając rowerem od swoich znajomych, pogoda była taka nie za bardzo. Jak pisze: „szarawe z odcieniem pomarańczu od słońca niebo”. Słońce gdzieś było widoczne w oddali. Było dość zimno, temperatura była ujemna, choć oczywiście bez śniegu. I nasz świadek pisze tak: „Ja wracałem do domu na rowerze, wracałem od znajomych z imprezy sylwestrowej” i to wiemy. „Było bardzo cicho. Miasteczko, w którym aktualnie przebywam, jest spokojne, a ten poranek to taki dzień, kiedy wielu ludzi rzeczywiście odpoczywa w domostwach po świętowaniu Nowego Roku i ciężko kogokolwiek zobaczyć. Całe zdarzenie było widoczne na wielkim obszarze. Mogło je zaobserwować wiele ludzi. Może ktoś akurat wtedy wyglądał przez okno lub znajdował się zupełnie gdzie indziej na terenie miasteczka i też to widział. Na ulicy nie było żywego ducha, nie przejeżdżało ani jedno auto, żaden skuter czy rower. Jechałem sam, a dookoła cisza. Jechałem tak zamyślony na rowerze i w pewnym momencie spojrzałem w niebo do góry. Moim oczom ukazał się niespotykany widok. Otóż zobaczyłem obiekt w kształcie prostokąta. Był świetlisty i znajdował się bardzo wysoko. Możliwość, że to był dron została od razu przeze mnie odrzucona. Wyglądało to bardzo nienaturalnie, a zarazem majestatycznie. Obiekt poruszał się wolnym, posuwistym ruchem i jako że jednak w mojej ocenie znajdował się bardzo wysoko, musiał być potężny i jego ruch musiał być bardzo szybki. Nie mogę porównać go do samolotu, gdyż patrzymy na niebo często i widzimy, jak wyglądają samoloty. Są jak punkciki, które poruszają się z dołu. Z dołu ma się wrażenie, że lecą powoli, a w rzeczywistości pokonują dość duży dystans. Tak więc ten obiekt” pisze tutaj cały czas świadek, „zdawał się znajdować znacznie wyżej niż samolot, a jego prędkość i tak była szybsza niż samolotu. Gdyby tak obok niego znalazł się samolot lecący niżej na standardowej wysokości, wyglądałby przy nim jak mały punkcik”. Dalej świadek przechodzi do opisu tego obiektu. Pisze, że nie spuszczał go z oka. Postarał się zrobić nawet nagranie, ale ponieważ ten obiekt był bardzo wysoko, a jego aparat był po prostu słabej jakości, niewiele by to dało. Co więcej, tutaj nasz informator odnotowuje, że temu zdarzeniu towarzyszyło jakieś niecodzienne uczucie, może wynikające właśnie z pewnej ekscytacji. W każdym razie mam nadzieję, że tą relację w pełni, bo ona jest bardzo długa, zaprezentujemy kiedyś państwu w wersji tekstowej. Natomiast w dalszej części nasz informator mówi, że ten obiekt był dla niego widoczny przez bardzo długi czas i posiadał też, tutaj cytuję: „dwa rzędy białych świateł umiejscowione wzdłuż dłuższych bokach prostokąta. Światła były białe, ale obiekt ten zdawał się mienić na pomarańczowo. Wokół niego znajdowała się taka pomarańczowa poświata. Emanował po prostu takim światłem”. Jak mówiłem, obserwacja tego obiektu była dość długa jak na obserwacje UFO. Trwała dwie, trzy minuty. Takie coś spektakularnego jest nam znane przecież, Marku, z licznych obserwacji latających trójkątów w Polsce, chociaż zdarzały się przecież też przypadki, kiedy świadkowie donosili o obserwacji latających prostokątów. Także taki przebieg miała obserwacja w Holandii, w miejscowości Realte. No i cóż możemy powiedzieć? Latające obiekty w kształcie prostokątów to też nie jest rzadkość. Przypominają mi się relacje z województwa lubuskiego. Zdarzenie, które badał chyba Arek Miazga całkiem niedawno. To było na pewno kilka lat temu. Ja sam przynajmniej 10 lat temu otrzymałem relację o takim latającym prostokącie, chociaż oczywiście znacznie mniejszym od tego, co było widziane w Holandii, z miejscowości Kochcice pod Lublińcem w województwie śląskim. Tam widziany był obiekt niedużych rozmiarów, czarny, połyskliwy, który przelatywał nad terenem, z tego, co pamiętam, piaskowni czy żwirowni. Już tego nie jestem w stanie określić. Taka chyba najbardziej spektakularna obserwacja latającego prostokąta w Polsce to lata 70. Nie pamiętam już, gdzie to było. Czy to były okolice Bełchatowa, prawdopodobnie tak. Czy okolice Rudnik, ale prawdopodobnie Bełchatowa. I tam pilot szybowca obserwował z pokładu swojego samolotu przelot bardzo cienkiego, dużego obiektu w kształcie właśnie prostokąta, który jak wspominał potem, był dosłownie cienki jak żyletka. Potem w bardzo dziwnych okolicznościach znikał. Pokazuje nam to, że tego typu zdarzenia zostawiają więcej pytań niż odpowiedzi, bo tak naprawdę nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co w tej Holandii było widziane. Przypomina to też z drugiej strony kilka podobnych obserwacji obiektów na bardzo dużych wysokościach, które miały miejsce w naszym kraju. Chodzi o między innymi taką słynną, chociaż mało znaną sprawę spod LublinaGdzie pewien astronom amator informował nas, że podczas obserwowania nieba zauważył bardzo wysoko coś w rodzaju trójkąta. To był trójkąt, a w ten trójkąt był wpisany jeszcze jeden trójkąt. To było podczas tej słynnej fali obserwacji trójkątów w roku 2014. I ten obiekt zdawał się po prostu poruszać się do góry. Cokolwiek to było, było dla tego pana dobrze widoczne. Obserwował to oczywiście nie tylko gołym okiem, ale przy pomocy sprzętu obserwacyjnego. Nie pamiętam już, co dokładnie wchodziło w grę, niestety. To nam każe się zapytać, czym są te obiekty widywane na tak dużych wysokościach? Bo one z Ziemi oczywiście nie zawsze wyglądają tak spektakularnie, ale jeżeli im się przyjrzymy, to okazuje się, że one mają ogromne rozmiary. Pytanie, co się z nimi dzieje za dnia? Czy te obiekty cały czas krążą po prostu wokół naszej planety, czy są to jakieś pojazdy eksperymentalne, które należą albo do Stanów Zjednoczonych, albo do Rosji i są wysyłane po prostu na zwiad? Tego się nie dowiemy. W każdym bądź razie ta relacja z Holandii przypomniała mi inną ciekawą sprawę, o której relacjonował w tym przypadku nie Polak, tylko Polka z Danii, z miejscowości Aarhus. To jest chyba drugie największe miasto Danii. I ta pani, pamiętam, również nam donosiła o przelocie gigantycznego, wielkiego trójkąta. Był to trójkąt, ale jak mówiła, pokryty takim właśnie charakterystycznym maskowaniem. Wyglądał jak poruszająca się galareta. I też zwróciła mi uwagę na fakt, że coś tak ogromnego porusza się po niebie i nie jest praktycznie widziane przez nikogo. To też daje nam dużo do myślenia na temat natury tych obiektów. Ale nie chcę już tutaj przynudzać, dlatego że zostało relacji znacznie więcej, może nawet troszeczkę bardziej intrygujących i ciekawszych, ale nim do nich przejdziemy, to Marku, zaapelujmy jeszcze raz do naszych słuchaczy, że linia telefoniczna jest dzisiaj otwarta przez cały program. Od teraz, od samego początku. Jeżeli chcecie do nas dzwonić, to wybierajcie luki między konkretnymi emisjami relacji audio, dlatego, że nie będziemy ich przerywać, jeżeli ktoś będzie dzwonił. Myślę, że nadeszła pora, byśmy przedstawili pierwszą relację audio właśnie na temat następnej obserwacji UFO, jaka do nas trafiła.
[15:20] - Ale masz na myśli rozmowę ze świadkiem, czy którąś z tych relacji tekstowych, które zostały nagrane na potrzeby dzisiejszej audycji?
[15:28] - Myślę, że możemy wyemitować teraz rozmowę ze świadkiem, a do tych nagrań tekstowych wrócimy za chwilę.
[15:37] - A więc mamy tutaj wśród relacji nie tylko same obserwacje obiektów UFO, ale także relacje dotyczące spotkań z dziwnymi istotami. Kiedyś, jeszcze chyba w zeszłym roku, jeden z naszych słuchaczy, Armor Cage, znany pewnie pozostałym słuchaczom z Teorii Chaosu, nagrał dla nas relację ze swojego spotkania z dziwną istotą, którą już teraz na antenie Radia Paranormalium zaprezentujemy.
[16:13] - Na początku, powiedzmy, września roku 2017, kiedy spałem sobie normalnie. I to jest bardzo ważne, bo niektórzy ludzie mogą pomyśleć, że to był jakiś sen. Może coś się chłopowi przyśniło, miał jakieś złe sny i się wybudził. A tak naprawdę chodzi o to, że spałem, miałem normalny sen i w pewnym momencie poczułem w tym śnie, że powinienem się obudzić, że coś jest nie tak. I wtedy jakby się wybudziłem z tego snu, jakbym w tym śnie zasnął i się obudziłem. I nagle okazało się, że poczułem, że nie leżę. Bo człowiek, kiedy się wybudza ze snu, leży sobie normalnie na łóżku, on czuje, że leży, że jest w poziomie. Tak samo jak ręce leżą tu czy tu. Człowiek czuje, prawda? Jakiś jest kąt nachylenia. Czy jest do góry nogami, to jest w stanie to wyczuć, że coś jest nie tak. Od tego mamy ten błędnik. I ja w pewnym momencie wtedy wybudziłem się z tego snu i poczułem, że ja jestem nagle pionowo. Nie jestem w poziomie, tylko poczułem, że jestem w pionie. Nie do końca w pionie, bo to był jakiś taki kąt. Jak jest od zera do 90, to jest kąt prosty. To powiedzmy był kąt 75 stopni na przykład. 70, 80. Zależy. Nie wiem dokładnie, ale w każdym razie nie do końca w pionie, ale też nie w poziomie.I wtedy poczułem, bo się obudziłem i czułem, że miałem głowę obróconą w lewo. Widziałem to, że miałem głowę obróconą w lewo, tak jakbym leżał na czymś, powiedzmy, na stole, z tym że ten stół był płaski i powiedzmy, że mamy głowę obróconą w lewo, że nie pionowo, nosem w stół, tylko w lewo, tak żeby prawy policzek był na stole. I ten stół byłby prawie w pionie. Poczułem, że uciskam na coś, wiszę pod jakimś kątem w powietrzu, prawie w pionie. Otworzyłem oczy i zobaczyłem z tyłu, co jest za mną, bo moja głowa była tak mocno obrócona. Nie była lekko obrócona, tylko mocno. I sam zobaczyłem takiego szaraka. Nie szaraka dokładnie, bo to nie jest tak, jak na filmach pokazują i tak dalej, bo nigdy mi się żaden szarak nie śnił, ani nie widziałem, ani się nie skupiam na szarakach. Nie jestem fanem szaraków, ale jakaś istota, która była podobna do ogólnie pojmowanej formy szaraków. W sensie, że dziwnie wyglądająca, z dużymi oczami. Tylko że on bardziej wyglądał trochę jak E.T. Śmiesznie to brzmi, ale E.T. w sensie takim, że on był taki, miał zmarszczki na twarzy, miał przy oczach zmarszczki. Był bardziej realistyczny i on tak nie tyle że chrząkał czy chrumkał, ale w każdym razie jak tak obrócony byłem, otworzyłem oczy i chciałem coś powiedzieć do niego, kim on jest, o co chodzi, co się dzieje. Bo wiadomo, nagle poczułem, że się wybudziłem ze snu i jestem w dziwnym miejscu. I nagle czuję, że ciało mi daje informację, że jestem prawie w pionie i leżę na czymś. Mam głowę obróconą i próbowałem coś powiedzieć. Nie mogłem wykrztusić słowa, tylko tak próbowałem, ale nie mogłem. I on tak jakby zauważył to, bo to trwało chwilę. On zauważył, co się dzieje, że próbuję powiedzieć i jakby coś tam zamruczał, zagadał po swojemu jakoś. Nie wiem, czy mają jakiś swój język i on tak brzmi, ale coś tam sobie zamruczał i był zniesmaczony. Negatywnie zobaczyłem, że to odbiera. I się cofnął i odsunął się z mojego pola widzenia. Jak sobie każdy z nas obróci głowę w lewą stronę maksymalnie, to zobaczycie, jakie mamy pole widzenia. Nieduże, a on był za mną. Ja go wtedy zobaczyłem i on jakby zobaczył, że ja widzę i próbuję coś powiedzieć i tak dalej, to on cofnął się i odszedł w prawo za mnie, tak żebym go nie widział. I wtedy nagle zasnąłem i później się obudziłem u siebie już normalnie w łóżku. Zerwałem się na równe nogi, bo było gdzieś po godzinie trzeciej i wtedy oczywiście poczułem, budząc się u siebie w łóżku, że jestem w poziomie, że jest okej, że nie jest tak, jak było wtedy. Nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło. Było to dosyć wyjątkowe. Ja oczywiście wiem, że ktoś może pomyśleć, że to jest bzdura, głupota, że ktoś sobie ubzdurał, coś mu się śnił zły sen, ale ewidentnie poczułem, że mój organizm daje mi znać, że ja jestem w danej pozycji. Mój błędnik zareagował, że nagle wiszę prawie w pionie. Znaczy wiszę, nie wisiałem, tylko leżałem na czymś i czułem ten nacisk na ciało. Tak jest, że ktoś leży na czymś, na przykład ja leżałem klatką piersiową, przodem na czymś, mając głowę obróconą w lewo. I jak się obudziłem, to poczułem, że jestem nagle w poziomie, że leżę na łóżku, czyli tak normalnie każdy z nas czuje, że leżymy. Ręka jest tu, ręka tam. Okej, a tam było inaczej. To był inny kąt nachylenia i tak dalej. To wszystko czułem. Normalnie we śnie to raczej się nam nie zdarza coś wyczuwać, że jesteśmy pod takim kątem nachylenia czy innym. Tak że nie wiem, jak to ocenić, ale to było dla mnie bardzo realistyczne. I ten szarak był troszeczkę taki ze zmarszczkami. On nie był taki szary całkiem, ale on był taki, na ile go tam oczywiście dojrzałem, bo każdy sobie obróci głowę w lewą stronę i popatrzy, co ma za plecami, co widzi i w jakiej to jest ostrości. Jest to w kiepskiej ostrości. Ja tak samo widziałem to coś. I ciężko jest mi to określić. Wiem tylko, że miał duże oczy. Wiem, że miał zmarszczki i było takie szare, zmarszczone, szaro-zielone. Ciężko jest powiedzieć, jaki to był do końca kolor. Teraz już nie pamiętam do końca, ale w każdym razie był ewidentnie zdenerwowany tym, że ja nagle popatrzyłem na to. Ewidentnie był zniesmaczony, że otworzyłem oczy i popatrzyłem i próbowałem coś powiedzieć. Przynajmniej były jakieś próby z mojej strony, a nie mogłem nic powiedzieć, nic wykrztusić z siebie. I on wtedy się schował za mnie z powrotem, żebym go nie widział. I wtedy ja zasnąłem nagle. Więc możliwe, że coś się stało, że ja zasnąłem. Nie wiem. Oczywiście nie mam pewności. Każdy może sobie pomyśleć, że to jest zwykły sen, nieprawda i to jest bez znaczenia, ale na mnie naprawdę to odbiło, nie wiem, jak to nazwać, ale głębokie wrażenie i myślę, że będę o tym opowiadał wielu ludziom do końca życia, bo jednak to miało dla mnie znaczenie. Ale nie chciałbym, żeby było tak, że ktoś sobie pomyśli, że jakoś tu kłamię czy konfabuluję. Dziękuję.
[23:09] - Tak że to była relacja od Armor Gange'a. Piotrze?
[23:12] - Bardzo ciekawa. Taki szybki przeskok zupełnie z relacji o latającym prostokącie do historii w zasadzie o czymś z rodziny nocnych gości. Pamiętacie państwo pewnie, mówię do tych naszych stałych słuchaczy, audycję o nocnych gościach. Tam też było mnóstwo telefonów. Pokazało nam to, jak duży jest rozdźwięk między tymi relacjami, jakie bogate formy manifestacji przyjmują te, nie wiem, jakiego słowa użyć, istoty czy zjawiska.W każdym razie doszliśmy do wniosku, że niektóre są realniejsze od innych. Co tu możemy powiedzieć o relacji pana Armor Cage'a? Od razu nasuwa mi się skojarzenie z tym, o czym mówił Crowley. Jeżeli ktoś zna jego pisma, to pamięta, że dużą rolę w jego rozwoju duchowym odgrywała pewna postać, która się przed nim pokazała i która wyglądała tak jak istota z relacji naszego słuchacza. U Crowley'a był to Lam. Tajemnicza postać, niska postać o dużej jajowatej głowie, pozmarszczonym czole i małych oczach, czyli czymś podobnym, co pojawiło się tutaj. Oczywiście rodzi się pytanie, czy tego typu relacje to jedynie, na co nie ma odpowiedzi, nie oszukujmy się, wynik halucynacji zasypiającego lub budzącego się mózgu, czy raczej coś bardziej realistycznego. Bo niektórzy, szczególnie praktykanci OOBE, mogą powiedzieć, że są to sytuacje, kiedy nasza świadomość po prostu się uwalnia z ciała i ma tymczasową, krótką lub dłuższą możliwość penetracji świata nazywanego przez ezoteryków astralnym bądź świata równoległego, leżącego poza granicami naszej rzeczywistości, który jest możliwy do penetracji samą świadomością. I tam mieszkają różnego rodzaju stworzenia, które my sobie potem inkorporujemy do ufologii czy do mitologii. Ludzie spotykają te istoty, nazywają je czasami kosmitami, a tak naprawdę są to stworzenia żyjące na przecięciu światów, nie mające zupełnie materialnej formy. Jeżeli przyjrzymy się relacjom osób uprowadzonych przez rzekomych obcych, to tam też się okaże, że oni są w zasadzie zawieszeni gdzieś na granicy między realnością a światem astralnym. Dlatego, że przecież wszyscy dobrze pamiętamy także z naszych relacji, że ci pozaziemscy porywacze, znowu powiem rzekomi, bo nie wiemy, skąd oni pochodzą, mają bardzo dwuznaczną naturę. Z jednej strony przecież nawet szaraki potrafią dokonać intruzji w sen, potrafią dokonać intruzji w czas, w rzeczywistość. Potrafią załamać, wyciąć świadka z rzeczywistości, porwać go na oczach innych. Potrafią uśpić całą rzeczywistość tylko po to, żeby na kimś przeprowadzić badania. To nam pokazuje, że może źle podchodzimy do zjawiska UFO, przede wszystkim do abdukcji, uznając, że one się dzieją tylko na materialnym poziomie. I może w ogóle źle podchodzimy do zjawiska UFO, bo okazuje się, że z jednej strony mamy w nim relacje o latających prostokątach, które unoszą się gdzieś wysoko na niebie i chyba są jednak materialne, a po drugiej stronie mamy historie związane ze zmienionymi stanami świadomości. To wszystko jest bardzo skomplikowane i myślę, że trzeba mieć to zawsze na uwadze, że zjawisko UFO jest bardzo rozbudowane i wiąże się zarówno z techniką, jak i z psychiką, z psychologią i świadomością. Bardzo ciekawa relacja, szczególnie w kontekście tego, o czym pisał Aleister Crowley. Halo?
[27:15] - Halo, dobry wieczór. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[27:19] - Dobry wieczór.
[27:20] - Czy się już słyszymy? Pan chciał chyba tutaj się dołączyć w trakcie, gdy odtwarzaliśmy jedną z relacji.
[27:29] - Mieszkam w Polsce od urodzenia. W pewnym momencie wyjechałem z Polski na zaproszenie mojego kolegi do Wielkiej Brytanii i to, co mnie spotkało tutaj, w Wielkiej Brytanii, po prostu mnie przeraziło. Spotkało mnie coś, czego kompletnie nie potrafiłem zrozumieć. Nagrałem to na telefon komórkowy wiele razy w postaci wideo. Ale wiadomo, czarne niebo, wieczór, nic nie widać. Może ten aparat fotograficzny w postaci wideo zarejestruje, może nie. Ogólnie okazało się, że jest to jedno wielkie g. Niestety taki postęp technologii. Spotkało mnie później, w kolejnych latach kilka dziwnych sytuacji, które naprawdę potrafią włos staje jeżem normalnie na skórze. Dosłownie. Nie potrafiłem tego wytłumaczyć. Prosiłem znajomych, prosiłem, w cudzysłowie, znajomych. Prosiłem kolegów, znajomych o wytłumaczenie, czy ze mną się naprawdę dzieje wszystko okej. I ci znajomi mówili: „faktycznie coś tam miało miejsce”, ale dowodów na to nie miałem. Miałem wiele takich sytuacji, ponieważ pracuję na nocnej zmianie. Zaczynam pracę o godzinie 15:00, kończę o godzinie 2:00 w nocy. Wracam do domu. Ludzkie ciało działa troszeczkę inaczej. Człowiek czasem jeszcze wyjdzie do ogrodu po pracy, po zmęczonym shifcie, po zmęczonej pracy wyjdzie do ogrodu, wypije jeszcze jakąś herbatkę. Miałem wiele takich sytuacji, które mnie po prostu przeraziły i nie potrafiłem znaleźć logicznie odpowiedzi na to, co ja widziałem. Nawet do państwa, bo słucham państwa radia. Dzwoniłem również w tej sytuacji na
[29:47] - Telefon włączała się skrzynka głosowa i zostawiałem tam kilka informacji.
[29:52] - Bo niestety nie mamy możliwości, że tak powiem, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, 365 dni w roku siedzieć i odbierać telefony. Tylko taka prośba, czy wśród tych pana wydarzeń, tak już skracając, są jakieś wydarzenia o charakterze typu obserwacja UFO, nocni goście, bedroom visitors?
[30:16] - Dokładnie tak. Przeżyłem dwa razy śmierć kliniczną. Dosłownie. Mogę to udokumentować, że tak powiem. Dwa razy umarłem i dwa razy widziałem wiele rzeczy. I po tym wszystkim, co w Polsce przeżyłem, przyjechałem tu do Wielkiej Brytanii, żeby odpocząć, żeby znaleźć nową pracę, nowych przyjaciół, nowych znajomych. I to z powrotem mnie tu nawiedziło. W Wielkiej Brytanii, gdzie tu mieszkam i żyję, widziałem dziwne rzeczy, widziałem dziwne sytuacje. Nie potrafię ich określić. Wiele osób znających wyższe sytuacje mogłoby nawet mnie sprawdzić. Ja nie kłamię, ale blisko nawet dwa, trzy, cztery, pięć, sześć tygodni temu, może sześć, zostawiłem informację u państwa, że po prostu jestem w szoku. Stoję tu teraz, rozmawiam i widzę coś. Po prostu patrzę sobie, stoję, jak to się mówi, palę papierosa w ogrodzie, patrzę sobie w gwiazdy i nagle coś się porusza. Poruszało się coś wielkiego, ogromnego.
[31:29] - Chyba tę relację mamy przygotowaną do emisji nawet, te wiadomości ze skrzynki głosowej.
[31:38] - Dokładnie. I właśnie chciałbym na ten temat powiedzieć, bo teraz mówię na żywo. To była rzecz niesamowita. Ja chciałbym państwu troszeczkę powiedzieć, już kończąc moją rozmowę. Niedaleko mnie mieści się taka ogromna baza wojskowa, angielska RAF. Jak coś się dzieje nieraz w nocy tutaj, bo ja blisko mieszkam, śmigają samoloty i to śmigają samoloty w nocy. Jak ja wracam o pierwszej, drugiej godzinie w nocy z pracy, te samoloty potrafią latać. Ja rozumiem, że oni mają szkolenia i tak dalej, szkolenia nieraz bywają w ciągu dnia, ale nieraz tutaj, jak ja sobie wyjdę do ogrodu, coś zauważę. Proszę mi wierzyć, że mam bardzo duże pole obserwacji stąd, bo to nie jest miasto. Nieraz jak coś się stanie tutaj, tak śmigają te samoloty normalnie jak głupie, jak ja to mówię, ale na drugi dzień czy trzeci dzień nawet nic tam ani w telewizji, ani w prasie nikt nie wspomni. Bo gdyby coś się okazało, że jest jakaś sytuacja grubsza, to zazwyczaj w telewizji czy w prasie albo i tu i tu są przeprosiny, bo oni mieli szkolenia, bo to, bo tamto. Wydaje mi się, że tutaj, w tym terenie, gdzie ja mieszkam, dzieje się bardzo wiele, bardzo dużo dziwnych spraw, dziwnych rzeczy. I nawet udało mi się to nagrać na telefon komórkowy, co miało miejsce, bo pojechałem do znajomego, który po prostu jak żona i mąż nie palili, ja jestem osobą palącą, wyszedłem na zewnątrz przed dom, żeby zapalić w gościach i w pewnym momencie po prostu paląc papierosa zauważyłem, że coś śmigało i chwyciłem telefon i nagrałem pewne trzy obiekty. Trzeci obiekt odleciał. Zostały dwa, ale poruszały się tak szybko i na takim niskim pułapie, że byłem w szoku i nie wiedziałem, o co chodzi. Nagrałem to wszystko na telefon. Później znaną technologią wszystko wrzuciłem na internet, na pewną stronę internetową i zapytałem się, czy ktoś mi może odpowiedzieć na pytanie, o co tutaj chodzi. No i spotkałem się z falą tak zwanego hejtu i nie tylko. Nikt mi nie odpowiedział na moje pytanie i temat poszedł. Na dzień dzisiejszy dalej mam konto na tej stronie internetowej. Dalej są te filmy. Również dalej są wszystkie moje opisy szczegółowe przeżyć moich prywatnych, dosłownie prywatnych, które tutaj przeżyłem, ale będąc w Polsce tak nie pisałem, jak będąc w Wielkiej Brytanii. To, co przeżyłem po prostu. No i szukałem pomocy w odpowiedzi na pytanie, czy ja jestem jeszcze okej, czy po prostu nie wiem, czy ja nie powinien trafić do ośrodka jakiegoś zamkniętego, czy ze mną się dzieją jakieś dziwne rzeczy.
[34:46] - Przepraszam bardzo, bo tutaj coraz więcej słuchaczy próbuje się dodzwonić. Ja proponuję tak, ponieważ mamy tę relację od pana zostawioną na skrzynce głosowej przygotowaną do emisji. Może przejdziemy za chwilę, wyemitujemy po prostu tę relację z MP3, że tak powiem. A z panem się już rozłączymy, ponieważ mamy, tak jak mówiłem, czas antenowy dosyć ograniczony.
[35:12] - Rozumiem. Także bardzo dziękuję za państwa pomoc. Ja przełączam się na słuchanie audycji. Dziękuję bardzo za telefon. Dziękuję bardzo za zainteresowanie. Mam nadzieję, że z tego coś wyniknie pozytywnego i skontaktujemy się jeszcze raz w przyszłości. Nie tylko radiowo, ale i prywatnie, bo naprawdę mam wiele do opowiedzenia. Na dzień dzisiejszy jestem po pracy. Jestem bardzo zmęczony i może trochę dziwnie mówię, ale naprawdę to, co mam do powiedzenia, noSzukałem pomocy po prostu w tym sensie i dzisiaj wiem, że jest coś, nawet nie wiem, jak to opisać. W każdym razie bardzo dziękuję za wasze zainteresowanie. Bardzo prosiłbym o kontakt. Macie mój numer telefonu. Dziękuję bardzo.
[36:12] - Ja proponuję, żeby pan może opisał w e-mailu do nas te wszystkie swoje historie, tak żeby to miało jakoś ręce i nogi i wtedy może będziemy się kontaktować drogą e-mailową.
[36:27] - Dziękuję uprzejmie.
[36:28] - Dziękujemy również.
[36:31] - A tymczasem na naszym czacie wiele osób pyta, co wynikło z badania przypadków w Starych Juchach, ponieważ on był dzisiaj przygotowany do zaprezentowania, a wiemy, że Arek Kocik się nim zajmuje. Także wspomnimy dzisiaj tylko o tym, co się tam wydarzyło. A było to całkiem niedawno, bo był to 17 lutego tego roku, czyli w sumie to ile to jest, tydzień temu?
[36:57] - Gdzieś tak tydzień i jeden dzień.
[37:00] - Doszło tam do bardzo ciekawej obserwacji. Oczywiście typowy latający trójkąt, jak tutaj pisze świadek, tutaj cytuję: „trójkąt wydłużony czubem do góry”. Interesujące, prawda? Zdarzały się przypadki latających trójkątów w Polsce różne, bardzo różne, przeróżne. Te obiekty były równoramienne, równoboczne, były z jakimiś światłami od spodu, z dziwną teksturą, z jakimiś wybrzuszeniami. To jest bardzo ciekawy element właśnie jeżeli chodzi o latające trójkąty, że w sumie każdy jest inny, nie ma dwóch takich samych. Gdyby to były drony albo jakieś pojazdy wojskowe, to przecież powinny chyba być widoczne między nimi jakieś podobieństwa. A tu okazuje się, że tym podobieństwem jest jedynie kształt, ale jeżeli się przyglądamy bliżej tym relacjom, to w sumie też każdy z tych obiektów jest inny, bo jeden jest mały, drugi jest ogromny, trzeci ma to słynne maskowanie przypominające galaretkę, czwarty nie. I tak dalej. Także czekamy na Arka. Mamy nadzieję, że w najbliższych tygodniach nam zaprezentuje swoją historię, znaczy historię ze Starych Juch. To nie jest jedyna obserwacja w tamtym rejonie, bo wiemy, że Arek-
[38:20] - Przepraszam, jeżeli komuś się spieszy, żeby teraz poznać pewne szczegóły tej sprawy, to zapraszamy na czata Radia Paranormalium, bo właśnie Arek pod nickiem Ark tutaj odpowiada na pytania naszych słuchaczy odnoszące się do tej sprawy. Więc jeżeli ktoś chce poznać pewne fakty tam poznane przez Warmińsko-Mazurską Grupę Ufologiczną, to zachęcamy do dołączenia właśnie teraz na www.paranormalium.pl do naszego czata.
[38:53] - Z tych relacji, które są względnie najmłodsze, to jest tutaj, w tym materiale zgromadzonym przez Iveriosa jeszcze ciekawe zdarzenie z okolic Lublina z 14 lipca ubiegłego roku i dotyczy ono dość bliskiej obserwacji, cytuję: „czarno-stalowej kuli o średnicy około pięciu, sześciu metrów”. Tutaj często osoby nas słuchające pytają, jak to jest możliwe, że ludzie potrafią powiedzieć, że coś miało na przykład pięć, sześć metrów, skoro nie oszukujmy się, trudno jest osobie często niewprawionej podawać tak dokładny zakres wymiarów. Nie chodzi tylko o wielkość obiektu, ale też czasami nawet wysokość. Także musimy pamiętać, żeby często te wartości traktować jako umowne. Czy się rozumie, o co mi chodzi? Pięć, sześć metrów z 300, 400 metrów. Trzeba dysponować dość sporym rozeznaniem, by coś takiego określić. Nie mówię, że to akurat odnosi się do tego konkretnego przypadku, ale ogólnie odpowiadam na takie abstrakcyjne pytanie. Okazuje się, że pod Lublinem dwie panie, które znajdowały się na działce, obserwowały z wysokości tutaj około 400 metrów, jak mówiłem, czarno-stalową kulę. To nie były dwie panie. To był świadek i jego mama. Tutaj świadek pisze tak: „Zapytałem mamę, czy to widzi i wskazałem obiekt ręką, na co odpowiedziała, że tak, widzi. Zapytałem, co widzi. Odpowiedziała, że czarną kulę”. To też ważne przy obserwacji, żeby tej drugiej osoby zapytać, czy widzi to samo, co my. Czytam dalej: „Następnie zapytałem, czy może to być balon lub dron, sam wykluczając taką identyfikację, że balon miałby kosz pod spodem w Lublinie, a na drona to i nie wygląda”. Tutaj z racji tego, że świadkowie znajdowali się w samochodzie, to kontynuowali tę obserwację będąc w ruchu. Czytam dalej: „Po wjechaniu na wiadukt nic już nie dostrzegliśmy. Mijaliśmy go z prawej strony, więc został za nami ten obiekt ze strony lewej. Zjazd z obwodnicy jest pętlą, na którą wjeżdża się skręcając w prawo i robiąc nawrót. Dlatego przy zjeździe został za naszymi plecami ten obiekt, gdzie znajdują się ekrany dźwiękoszczelne, które dodatkowo go zasłoniły”. Bardzo ciekawa sprawa, dlatego że szczerze mówiąc była to bardzo niewielka wysokość. Ten obiekt znajdował się w miarę blisko, a też fakt, żeŻe był tak doskonale widoczny, daje możliwość, że dużo więcej osób go widziało. Sam pamiętam zgłoszenie dotyczące czegoś bardzo podobnego, również ciemnostalowej kuli przemykającej tym razem znacznie wyżej, a nawet bardzo wysoko w okolicach miejscowości Janów koło Częstochowy. To też mnie bardzo interesowało, bo to blisko mnie. Pamiętam też podobną historię, o której opowiadał mi Grzegorz Tarczyński. Kiedy taka kula szara, może nie stalowa, ale bardziej szara, widoczna była w innym miejscu, właśnie w tym rejonie, który nazywamy Częstochowską Strefą Anomalną. Taki szybki apel, bo sprawa rzeczywiście jest godna uwagi. Jeżeli ktoś w lipcu ubiegłego roku w okolicach Lublina zaobserwował tego typu obiekt, to był 17 lipca, godzina, zaraz wam powiem.
[43:03] - Przepraszam bardzo, mała errata. To jest chyba 14 lipca z tego, co tutaj mam napisane.
[43:09] - A ja co powiedziałem?
[43:10] - 17.
[43:13] - 17 to rok.
[43:14] - Może powiedzmy w okolicach 14 lipca 2017 roku.
[43:21] - Godzina między 19:00 a 20:00. Także jeżeli ktoś wtedy coś takiego widział, to bardzo prosimy o kontakt, dlatego że sprawa wydaje się niezwykle ciekawa. Musimy też pamiętać, że nie wszystko UFO, co się świeci. Może znajdzie się tu jakieś alternatywne wyjaśnienie, a zanim go poszukamy, to Marku, przypomnij może kontakty.
[43:45] - A więc kontakty do Radia Paranormalium to numery telefonów 32 746 00 08, komórkowy 530 624 193, Skype radio.paranormalium.pl. Mimo że łączymy się dzisiaj przez Hangouts, to jednak udało mi się zmusić Hangouts ze Skypem do współpracy, więc można się też podłączyć i podzielić jakąś obserwacją. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, czaty Radia Paranormalium to www.paranormalium.pl oraz czat na naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze. Oczywiście może przede wszystkim relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[44:58] - Tak. Dodam jeszcze, że ta miejscowość, gdzie ten obiekt się unosił z poprzedniej relacji, czyli ta czarnostalowa kula, to był Snomków pod Lublinem. I to jest o tyle ciekawe, że jak wiemy, w dość niedużej odległości od Lublina znajduje się Dęblin i prawdopodobnie obecność takiego obiektu nie mogłaby zostać niezauważona. Także bardzo interesująca sprawa. Lublin w ogóle swego czasu był miejscem gorącym na mapie ufologicznej. Docierało stamtąd sporo relacji, pojawiały się nawet filmy. Przecież ta obserwacja, o której mówiłem na początku dzisiejszego programu, tego latającego wysoko, unoszącego się trójkąta, też pochodziła właśnie z Lublina. Także miejcie, nasi słuchacze w Lublinie, oczy i uszy otwarte na kolejne doniesienia. Ale wśród tych historii, które do nas dotarły, były też relacje pochodzące sprzed lat. One mają w sobie taki czar. Takich opowieści dobrze się słucha, szczególnie w takie wieczory jak dzisiaj. Czasami zdaje mi się, nie wiem, czy też Marku odnosisz takie wrażenie, że te historie sprzed ostatnich dekady XX wieku, z lat 80., 70. także noszą w sobie pewien czar. Nie wiem, z czego to wynika. Tamte zdarzenia moim skromnym zdaniem były bardziej ciekawe, bardziej spektakularne. Dziś mamy do czynienia z incydentami, które może nie wchodzą tak głęboko już. UFO się zdystansowało moim zdaniem. Wtedy dochodziło do znacznie bardziej spektakularnych bliskich spotkań drugiego, pierwszego stopnia, już nie mówiąc o trzecim. Dzisiaj jakoś tego jest mniej. Dzisiaj to wszystko ewoluowało, wygląda trochę inaczej.
[47:00] - Może po prostu UFO stało się zbyt mainstreamowe, już nie robi takiego wrażenia taka obserwacja.
[47:10] - Na pewno. Muszę powiedzieć, że zjawisko UFO jest dość ograniczone w swoich manifestacjach. To znaczy, nie dzieje się często coś, co by nas mogło zaskoczyć. Jeżeli ktoś się tym interesuje, powiedzmy kilka dekad, to trudno znaleźć obserwację, która mocno by nim wstrząsnęła. Owszem, zdarzają się historie, które są inne niż wszystkie, ale większość z nich jest rzeczywiście taka dość sztampowa. Wiemy, co się wydarzy, wiemy, jak to wyglądało i wiemy też niestety, że nie będziemy mieli na końcu żadnej odpowiedzi. Czy to są gorzkie słowa? Nie wiem. Ja bardzo lubię słuchać tych opowieści sprzed lat. Ogólnie lubię słuchać tych opowieści dlatego, że w nich jest to, co w tym wszystkim najlepsze. Są emocje, są pytania bez odpowiedzi.I taka relacja słyszana z ust człowieka, który coś widział, daje nam znacznie więcej niż odczytanie fragmentu nawet najmądrzejszej książki. Dlatego podejrzewam, że te programy, w których prezentujemy relacje, cieszą się takim powodzeniem. Ale zacząłem mówić o tej relacji sprzed lat. Trafiła do nas historia pani Ewy, naszej słuchaczki, która wspominała o obserwacji bardzo ciekawej: UFO nad Słupskiem z lat 70., z czasu swojego dzieciństwa. W tamtym okresie ogólnie rzecz biorąc na Pomorzu, jeżeli chodzi o zjawisko UFO, działo się bardzo dużo. Działy się rzeczy związane też ściśle z pilotami, z pogoniami za UFO. Pamiętamy, że przecież nad polskim morzem to UFO wielokrotnie się pojawiało. Mieliśmy przecież to spektakularne zdjęcie, ciekawe zdjęcie i spektakularną obserwację w miejscowości Wicie w zachodniopomorskim. Ale przyjrzymy się teraz, o czym pisze do nas pani Ewa. Cytuję: „Moja obserwacja miała miejsce w Słupsku w drugiej połowie lat 70. Tak myślę. Było nas kilka osób, nastolatków”. Czyli to nie było dzieciństwo. „Dokładnie nie pamiętam, kto obserwował to zjawisko wraz ze mną. Czas zrobił swoje. To po pierwsze, a po drugie w jakiś sposób bardziej pielęgnowałam samo zdarzenie niż jego datę. Na wieczornym niebie, patrząc w stronę północną, było widocznych kilkanaście kół wielkości kciuka złączonego z palcem wskazującym. Początkowo wisiały nieruchomo podzielone na eskadry”. To interpretacja kobiety laika, pisze pani Ewa. „Było ich kilka. Ile? Nie pamiętam. W każdym razie nie mniej niż trzy. Po pewnym czasie pojedyncze obiekty odrywały się od swojej grupy i podlatywały do innej. Takich manewrów było sporo. Mnie najbardziej zadziwiało, że obiekty latające potrafią nieruchomo wisieć na niebie. Nie było też słychać żadnego odgłosu, a trzeba państwu wiedzieć, w tamtych latach nad miastem po kilka razy dziennie przelatywały wojskowe samoloty z racji bliskości lotniska w Redzikowie. Obserwacja trwała długo i po prostu znudziło nam się patrzeć ciągle na to samo” – dodaje pani Ewa. „Zastanawiałam się, w jakim miesiącu miało to miejsce. Niestety nie mogę tego określić, jedynie to, że był to prawdopodobnie koniec wiosny, początek lata albo też koniec lata, początek jesieni, dlatego że było ciepło i wcześnie zapadł zmierzch. Zapamiętałam też z patrzujących ludzi. Nie widziałam, aby ktoś poza naszą grupką patrzył w niebo. Następnego dnia nie było żadnych informacji na ten temat i z takimi się nie spotkałam. Na koniec dodam, że miało to miejsce na tak zwanym podwórku wojskowym, gdyż był tam jeden budynek zamieszkany przez lotników i ich rodziny. My, dzieci, doskonale znaliśmy się i w związku z tym poprosiłam kolegę, by dowiedział się od ojca, co się wtedy wydarzyło. Odpowiedź: manewry, ćwiczenia. Zresztą nie interesuj się, to sprawa wojska. Tyle dowiedzieliśmy się ze źródła. Ponieważ mieliśmy po kilkanaście lat i ważniejsze sprawy, to wszystko rozeszło się po przysłowiowych kościach. Jedno, co mi utkwiło w pamięci, to że jak mam chwilę wątpliwości w przysłowiowe UFO, to wracam do tamtego zdarzenia, które widziałam na własne oczy” – pisze pani Ewa. Te wszystkie relacje staramy się wam prezentować w formie jak najbardziej realistycznej. Nie edytujemy ich, nie redagujemy w znaczny sposób, dlatego że moim zdaniem nie trzeba tego robić, bo one wtedy wszystkie brzmią podobnie. A jeżeli zachowujemy minimum ingerencji, to wtedy widzimy, jak różnie świadkowie, nawet opisując zdarzenie, widzą też świat. Ten dobór słów często jest bardzo interesujący. To zdarzenie z Słupska z lat 70. przypomina mnie inny incydent, do którego z kolei nawiązywała ta kobieta z Aarhus, o której mówiłem na początku, odnośnie z kolei tej sprawy z Holandii. Przypomnę, że ta kobieta z Aarhus, Polka mieszkająca w Danii, wychodząc na papierosa, zobaczyła na niebie ogromny latający trójkąt. To było w roku 2011. I ona powiedziała nam potem podczas rozmowy telefonicznej, że przed wyjazdem do Danii pracowała w wojsku. Tutaj nie chciała, żeby ujawniać miejsce, gdzie pracowała. Nie wiem dlaczego. Przecież nie wiązało się to z żadnymi nieprzyjemnościami. W każdym razie wspominała, że podczas swojej pracy zapamiętała takie wydarzenie jak poderwanie myśliwców do latającego niezidentyfikowanego obiektu nad właśnie Słupskiem. Tych relacji związanych z wojskiem, z pilotami było bardzo dużo. Interesuje mnie zawsze to, co mówiono w kuluarach. Co myśleli naprawdę wojskowi, bo my, realizując kiedyś odcinek o Wojsku Polskim i UFO, doszliśmy do wniosku, że w sumie tolerowano to zjawisko, zwalając je albo na Wschód, albo na Zachód. Albo na Amerykanów, albo na Rosjan. Ciekawe, jak dzisiaj się do tego podchodzi. Ciekawe, jak duża jest skala obserwacji spotkań pilotów wojskowych z obiektami.Typu UFO współcześnie, w momencie, kiedy jesteśmy już od lat w NATO. Dlatego, że możemy bardzo łatwo zauważyć, nawet analizując ilość spływających relacji od pilotów wojskowych, że w pewnym momencie to wszystko się urwało i teraz nie otrzymujemy praktycznie żadnych informacji. Jaka jest tego przyczyna? To już dywagowaliśmy i spekulowaliśmy w poprzednich odcinkach. Także przypominamy państwu, jeżeli ktoś widział coś dziwnego nad Smobkowem w ubiegłym roku, w lipcu, proszę o kontakt. Prosimy oczywiście o kontakt wszystkich tych, którzy widzieli cokolwiek dziwnego. A my może, Ivelliosie, przejdźmy do kolejnego dziwnego zdarzenia, tym razem z lat bodajże 80. Tu też niestety nie ma pewności, ale to zdarzenie wyróżnia fakt, że dokonało się ono w nietypowej lokalizacji. Rzadko zdarza się, że coś takiego się dzieje. Przytoczę tutaj wam tę relację. Uwaga! „Czy są jakieś relacje ze spotkań z UFO nad liniami kolejowymi?” — pyta nasz słuchacz. „Ja byłem świadkiem takiego czegoś i może to potwierdzić kilka osób. Było to w roku 1992. O ile dobrze pamiętam, miałem chyba osiem lat. Byłem wówczas na feriach u dziadków, których dom leży niedaleko linii kolejowej, w odległości jakichś 150 metrów. Oglądaliśmy wtedy Wiadomości w TVP. Dokładnie na ścianie, przy której był telewizor, jest okno, przez które widać tory. W pewnym momencie jechał pociąg osobowy i przeleciała nad nim kula, której wygląd mogę opisać jako księżyc w pełni” — pisze świadek, wskazując, że była właśnie do niego podobna. „Kula leciała wolno, powiedzmy 50 km/h” — dodaje. „Leciała w przeciwnym kierunku do pociągu. Jako że wówczas nie miałem pojęcia, że to UFO, zamarłem ze strachu i nie umiałem powiedzieć dziadkom, co się stało. Byłem przekonany, że to kometa i że zaraz będzie koniec świata. Byłem po prostu przerażony. Do wydarzenia doszło w pobliżu Gorlic” — dodaje świadek — „w miejscowości Zagorzany. Jak się dowiedziałem po latach” — dodaje świadek — „taki sam obiekt widział w sąsiedniej miejscowości ojciec mojego kolegi. Byłem wtedy naprawdę tym wszystkim przerażony”. Ale, jak dodaje tutaj nasz świadek, dziadkowie w reakcji na opowieści kilkulatka tylko oczywiście pokiwali głowami i o wszystkim zapomnieli. Całe wydarzenie trwało zaledwie kilkanaście sekund. No cóż, rzeczywiście ciekawa sprawa. Obserwacje UFO przecinające tutaj drogę z pociągami to coś, co zdarza się rzadko. Słyszałem o obserwacji obiektów z jadących pociągów, ale żeby coś przeleciało tak niewysoko nad składem, jest czymś w miarę niezwykłym. Tutaj widzę, że Ivellios nam na chwilę zniknął. Mam nadzieję, że zaraz się pojawi. Wiem, że dzwonicie państwo do nas. Zaraz będziemy po wyemitowaniu kolejnej relacji głosowej próbować dodzwonić się do tych, którzy chcieli z nami porozmawiać na antenie. Przypominamy, że czekamy na państwa relacje, dziś wyjątkowo te związane z obserwacjami UFO. Tutaj jeszcze przeglądając te wszystkie historie, znajduję kolejną sprawę z Lublina z roku 1982. Chodzi o obiekt w kształcie krzyża. Dzisiaj mamy właśnie taką relację, wyjątkowo bogatą w te doniesienia z Lublina i znad morza. Dlatego, że kolejna sprawa, którą będziemy przytaczać, miała miejsce przy ulicy Bosmańskiej w Koszalinie. Tutaj nasz świadek napisał, że: „Mieszkałem na ulicy Bosmańskiej na czwartym piętrze. Pamiętam, był to doskonale rok 1998. Czerwona kula była widziana nad Mścicami. Dziwne było to, że mój kolega też to widział. Kula stała w miejscu. To było latem, prawdopodobnie sierpień, godzina 17:00, może 18:00. I nie było to słońce na 100%. Potem ta kula nagle zniknęła zupełnie dziwnie” — pisze nasz świadek z Koszalina. Jedna z najciekawszych relacji, która do nas dotarła, pochodzi od pana Piotra z Wielkopolski. Zdarzenie, o którym on wspomina, miało miejsce w Czerwonaku koło Poznania. Ale nim o nim opowiemy, to Ivelliosie, może przejdźmy do kolejnej relacji audio z tego twojego bogatego zbioru. Posłuchajmy, o czym donosili nam kolejni świadkowie. Wybierz coś naprawdę mocnego.
[01:00:12] - Pierwsze, co mi się teraz tutaj nawinęło pod paluszki na moim smartfonie, z którego odtwarzam relacjeTo relacja z obserwacji zagadkowych świateł przez rodzinę w składzie co najmniej trzech synów i ojciec. Relacja z Dolnego Śląska z prawdopodobnie 1988 bądź 1989 roku. Rodzina obserwowała wtedy dziwne światła nieopodal swojego domu. Obserwacja dosyć długa, jak się za chwilę przekonamy. A oto treść rozmowy ze świadkiem. Halo, dobry wieczór, z tej strony Marek Sęk, Radio Paranormalium. Dzwonię w sprawie relacji, którą pan przekazał jakiś czas temu.
[01:01:02] - Tak, zgadza się. Historia, która spotkała mnie i moją rodzinę, bo byliśmy w dość większym gronie, czyli ja, moi bracia, mój tato, miała miejsce w województwie dolnośląskim w okolicach Lubania Śląskiego. Całe zajście wyglądało w ten sposób. Myślę, że to był rok gdzieś 1988, 1989. Jak sobie to wszystko tak przypominam, około dziewiątej wieczorem, może dziesiąta to była wieczorem, taka chyba pora jesienna u nas na podwórku. A ze względu na to, że mój dom rodzinny jest umieszczony z dala od innych budynków, dookoła są pola, także tam nie było możliwości, żeby ktoś tam chciał nam zrobić jakiegoś psikusa. Zaczęły wyskakiwać takie trzy punkty. Dzisiaj można to porównać, wtedy nikt o tym nie wiedział, do tych laserków, które można kupić w każdym kiosku. I te punkty pojawiały się w trzech miejscach, tak chronologicznie jeden, dwa, trzy, jeden, dwa, trzy w odległości może dwóch, może trzech metrów. Tylko że cała ta sytuacja wyglądała w ten sposób, że nic nie było dookoła widać, tylko i wyłącznie te biegające punkty po ziemi. One wyskakiwały cały czas w tych samych miejscach i były bardzo chronologiczne, chyba w odstępie może trzech, może czterech sekund. My byliśmy w ogóle tą sytuacją bardzo sparaliżowani. Nasz tato, który wtedy miał gdzieś koło 40 lat chyba też, bo zabronił nam do tych punkcików podchodzić. Oglądaliśmy to gdzieś może około godziny czasu. Inne zjawiska się nie zdarzyły przy tym. Tylko i wyłącznie te punkty, które wyskakiwały u nas na podwórku, na ziemi. Po godzinie czasu wydaje mi się, że znudziliśmy się tą całą sytuacją, a że też byliśmy troszeczkę jako dzieci wystraszeni, bo widzieliśmy reakcję naszego ojca, który bardzo poważnie podszedł do tej sprawy. Po godzinie czasu chyba poszliśmy do domu i tak się zakończyła ta cała sytuacja. Nigdy więcej to się nie powtórzyło. To był jednorazowy przypadek. Do dzisiejszego dnia mnie to bardzo zastanawia, co było przyczyną w ogóle takiego zajścia. Jeszcze tak po latach myślałem, że może to ktoś by mógł nam robić psikusa, ale wszystkie teorie związane z psikusem odpadam ze względu na to, bo te punkty wyskakiwały tylko i wyłącznie w tych samych miejscach. A żeby tak nawet być gdzieś w oddali i wycelować w tych samych punktach, to jest po prostu niemożliwe. Tego się tak nie da zrobić.
[01:03:25] - Wydaje się, że wyjaśnienie z laserami zdecydowanie odpada, bo trudno było wtedy o lasery, żeby nie powiedzieć nie było ich w ogóle.
[01:03:34] - Tak, właśnie, dokładnie. Te lasery pojawiły się chyba w połowie lat 90. jak sobie przypominam. A to był koniec lat 80., początek 90. Ale mówię, nawet gdyby to były lasery, nie ma możliwości, żeby wycelować tymi laserami trzy razy w jednych i tych samych punktach i tak strzelać przez na przykład godzinę czasu. My to oglądaliśmy około godziny czasu, po czym się znudziliśmy. Załóżmy, że te lasery migały gdzieś około półtorej godziny. Także to w ogóle odpada, to nie ma możliwości. A tym bardziej że tak jak wcześniej powiedziałem, mój dom rodzinny znajduje się z dala od innych zabudowań. Jesteśmy jedną rodziną, która mieszkała w tamtym czasie w tym jednym budynku. Także wszelakie inne osoby nie wchodzą w grę. Tym bardziej że dookoła mojego rodzinnego domu były tylko dwa garaże i jakaś tam wiata i faktycznie nic więcej. Także to wszystko odpada. Poza tym w miejscu, w domu rodzinnym, w którym ja mieszkam, mieszkali sami dorośli ludzie, zazwyczaj to byli już w podeszłym wieku, także na pewno nikomu nie przychodziło do głowy, żeby coś takiego zmajstrować. A tym bardziej że nawet nie było wtedy takiej technologii, bo tak jak pan zauważył, jakieś lasery to tylko były jakieś punkty laserowe, to tylko mogliśmy o czymś takim pomarzyć i zobaczyć to gdzieś w filmach, prawda?
[01:05:02] - A czy te obiekty jakoś się poruszały w jakiś sposób? Przemieszczały się, czy cały czas migały, że tak powiem, w takim samym miejscu?
[01:05:08] - Nie. Polegało to na tym, że na ziemi pojawiały się trzy punkty, na przykład pierwszy, obok niego w odległości może półtora metra drugi i następny również w tej samej odległości półtora metra i trzeci. Później przeskakiwało to do następnego punktu. Pierwszy, drugi, trzeci. Te lasery migały w odstępie czasu, te punkciki, bo to były takie czerwone punkciki. Te punkciki czerwone migały w odstępie czasu może do dwóch, trzech sekund. Tak, jeden, dwa, trzy i wracało do tego pierwszego. Jeden, dwa, trzy i tak na przemian.
[01:05:38] - Jaka to była pora roku?
[01:05:41] - Już taka jesienna z tego względu, że wydaje mi się, że to była godzina 21.00, a o tej porze w lecie na pewno by było bardzo jasno. A ja sobie przypominam, że było bardzo ciemno. Na tyle ciemno, że w odległości 20 metrów był garaż mojego dziadka. Ten garaż był już zamroczony. Pamiętam go tak, że nawet dzisiaj staram się to wszystko odtworzyć w głowie. Ten garaż było ledwo widać, tylko były zarysy. Także musiało być już naprawdę bardzo ciemno.
[01:06:11] - Proszę mi powiedzieć, czy ojciec i bracia rozmawiali o tym później? Czy wymieniali się spostrzeżeniami, wrażeniami?
[01:06:19] - Tak. Rozmawialiśmy na ten temat jeszcze przez kilka lat później, jak już byliśmy troszeczkę starszymi chłopcami, bo w momencie, kiedy to zjawisko się pojawiło u nas na podwórku, ja miałem wtedy 14 lat, może 15. Moi bracia byli o rok i o dwa lata ode mnie młodsi. Tak, my na ten temat często rozmawialiśmy, ale nigdy nie doszliśmy do jakiegoś konkretnego wytłumaczenia. Aż w końcu natrafiłem na wasze radio i postanowiłem się tym podzielić. Ogólnie dzieliłem się tą informacją wśród znajomych, wśród osób, które się interesują takimi zjawiskami. Ale nie potrafiłem. Do dzisiejszego dnia ciężko mi cokolwiek na ten temat powiedzieć. Jedno jest pewne, że w tamtym czasie spotykając się z tego typu technologią, to nie było zjawisko codzienne. Dzisiaj można by było, mając dużo sprzętu elektronicznego, nowoczesnego, komuś takiego figla zrobić. Ale w tamtym czasie jest to niemożliwe. To był koniec lat 80., czyli nawet jak sobie przypominam, chyba nikt nie wymyślał o czymś takim jak laser. Bardziej to było nam znane z filmów czy z opowiadań. A ja osobiście z laserem tego typu spotkałem się . I wtedy przypominam sobie, że po pięciu, sześciu latach, jak zobaczyłem te lasery, przyniosłem go do domu i mówię: „Tato, patrz”. Wyrwałem go w stronę ściany i ryknąłem tym. Mówię: „Tato, co ci to przypomina?” I on tak patrzy i mówi: „Ty, przecież to podobnie wygląda jak to, co tam kiedyś widzieliśmy”. Tylko że te lasery, które my widzieliśmy, które tam były, te trzy punkty u nas na ziemi się pojawiały. One były dość duże, o średnicy może trzech centymetrów. Dwa i pół, trzy centymetry. A ten laser jest delikatny. To tylko takie punkciki, prawda?
[01:08:17] - A czy te światła, te obiekty wywierały jakiś wpływ na otoczenie bądź na państwa, na świadków? Innymi słowy, czy jego manifestacji towarzyszyły jeszcze jakieś inne zjawiska?
[01:08:27] - Nie. Jedyny wpływ, jaki odczuliśmy, to pewien niepokój. My jako dzieci na pewno byliśmy zaniepokojeni. Tym bardziej że obok nas był nasz dorosły ojciec, po którym można było wyczuć delikatny strach. Początkowo jak to zauważyliśmy, bo my jako dzieci to zauważyliśmy, bawiąc się koło domu. Zawołaliśmy tatę, nie podchodziliśmy do tego. Nasz tata na początku też chyba myślał, że może ktoś mu robi jakiś żart, ale szybko otrzeźwiał i zaczął bardziej racjonalnie myśleć. Po chwili dostał delikatnego paraliżu, bo my jako dzieci chcieliśmy być odważni przy tacie. „Tato, chodź, podejdziemy tam i zobaczymy, co z tego jest”. Ale niestety nam nie pozwolił. Sam też nie podeszedł. Obserwowaliśmy to przez dłuższy okres czasu, po czym nam się znudziło to oglądać i wróciliśmy do domu. W tamtym czasie nie pamiętam, żebyśmy rozmawiali na ten temat. To było dla nas zjawisko chyba w tamtym czasie mało przyjemne, bo po powrocie do domu atmosfera w domu była troszeczkę, mogę powiedzieć, pod strachem. Ale na drugi dzień już wszystko wróciło do normy i po jakimś czasie zaczęliśmy na ten temat bardzo luźno, spokojnie rozmawiać. Ale to było na tyle.
[01:09:57] - Jeszcze mam jedno pytanie odnośnie tej państwa obserwacji. Czy w wyniku tych rozmów późniejszych doszliście państwo do jakiejś interpretacji, czym te obiekty mogły być?
[01:10:08] - Nie. Jedyna interpretacja, do jakiej po latach doszliśmy, chyba tylko to, że prawdopodobnie były to światełka z jakiegoś nieznanego obiektu. Ale my jako rodzeństwo, które to widziało z naszym ojcem, nigdy nie znaleźliśmy bardziej racjonalnego wytłumaczenia. Te punkciki, które ja ostatnio, jak dzwoniłem do waszego radia, zastanawiałem się nad tym, żeby to wszystko jakoś w głowie poukładać i dokładnie to przypomnieć. Ja się często zastanawiałem. Myślę, że z moim ojcem na ten temat rozmawiałem, ale już nie pamiętam. Dużo lat minęło. Ten dom był w miejscu, w którym my staliśmy, postawiony w poprzek. Często się tak zastanawialiśmy, czy czasem jakiś obiekt nie stał z tyłu za domem, czyli nie wisiał w powietrzu. A my tylko i wyłącznie widzieliśmy te punkciki, które nas tam fascynowały. Teraz dopiero przypominam sobie, że chyba my nawet mojemu tacie coś takiego podpowiadaliśmy, czy czasem coś tam za domem nie wisi, nie stoi czy coś w tym rodzaju. Ale niestety nam nie pozwolił tego sprawdzić. Był pewnie tak jak my wystraszony i tak po prostu było. W tamtym czasie było to naprawdę bardzo zaskakujące i troszeczkę nam to mroziło krew w żyłach. Ale ja sobie często zadawałem pytanie już po latach. Kiedyś pamiętam, z ojcem rozmawiałem. Teraz dopiero sobie to przypomniałem. Czy właśnie nie było jakiegoś obiektu gdzieś z tyłu, za domem? Mieszkamy w dość dużym, wysokim domu. I po prostu te światełka mogły naokoło krążyć, a my widzieliśmy tylko niewielką część, prawda?
[01:11:52] - Bardzo interesująca sprawa z Lubania Śląskiego. Jak mówiłem, takie zdarzenia sprzed lat mają duszę. Dzisiaj już rzadko się o tym słyszy. Cholera, aż ciarki mnie przeszły, muszę wam powiedzieć. Takie historie, kiedy UFO jest obserwowane przy ziemi, bo my nie wiemy tak do końca, czy te światełka były osadzone na obiekcie, czy były samodzielnymi obiektami, są bardzo interesujące. Nasuwają mi się takie zdarzenia z pamięci, z książki Arkadiusza Giełfa nad Podkarpaciem, kiedy takie mini obiekty nie tylko były widziane z bardzo bliska, ale wręcz osiadały na ziemi, dotykały ziemi. To chyba była Brzoza Królewska, taki słynny przypadek z Brzozy Królewskiej, z takiej małej miejscowości na Podkarpaciu, który Arek opisał w swojej książce. Bardzo interesujący. Polecam. Możecie do niej zajrzeć, znaleźć tam kilka podobnych przypadków. Incydenty związane z takimi właśnie obiektami UFO widzianymi gdzieś przy ziemi były swego czasu w Polsce dość popularne w latach 80., 70. Pamiętamy też nieco podobną sprawę z miejscowości Szklarnia, chociaż ona nie była tak stuprocentowo lądowaniem obiektu, potencjalnym przyziemieniem, ale też przebiegła według bardzo podobnego schematu, o którym wspominał tutaj świadek z Lubania Śląskiego. Ta sprawa ze szklarni stała się znana z racji tego, że znaleziono po niej na polu, w miejscu, gdzie te obiekty były widziane, znaleziono potem kawałek metalu, słynną rurkę z UFO, z którą wiązała się też jakaś kontrowersja. Oczywiście nie wiadomo, czy ta rurka pochodziła z tego obiektu, czy została zgubiona podczas tej manifestacji. Ale coś tam znaleziono. To był też jakiś głęboki PRL. Miejscowość chyba też na Lubelszczyźnie albo na Zamojszczyźnie, z tego, co pamiętam. Dom na wsi. Rodzina siedzi i w pewnym momencie zauważa manewry dziwnych obiektów nad polem. Takie historie, kiedy słuchamy ich w ciemną noc, robią wrażenie, ale też mają w sobie taki urok. Zawsze sobie cenię takie relacje UFO właśnie z życia, takie proste, niezabarwione jakimiś nadmiernymi emocjami czy jakąś egzaltacją, ale proste historie o zdarzeniach, które się przewinęły przez czyjeś życie i zostawiły pytania bez odpowiedzi. Bardzo fajna historia. Jeżeli macie podobne, dajcie znać. Przed chwilą opowiedziałem wam o relacji z Czerwonaka pod Poznaniem i to jest coś bardzo podobnego do tego, co usłyszeliśmy przed chwilą, chociaż przebiegło już zupełnie inaczej. Historia trochę nietypowa, zaraz się przekonacie dlaczego. Ale nim do tego przejdę, to Marku, przypomnij może kontakty do radia. Przypominamy też wszystkim tym, którzy do nas dzwonią, że nie możemy czasami odbierać w momencie, kiedy do nas dzwonicie, szczególnie kiedy leci relacja audio. Dlatego jeżeli zauważycie niedługo po tym, jak dzwoniliście do nas jakiś nieznany numer, to odbierajcie, bo to my. To tak na przyszłość. Marku, przypomnij może tak szybko relacje, a za chwilę przejdziemy do tej historii z Czerwonaka z roku 1988.
[01:15:49] - Może nie do końca taki nieznany numer. Może raczej jeden z tych dwóch, które zaraz podam, o ile sobie wcześniej nie zapisaliście. Stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 624 193. Jesteśmy też na Skypie radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i przede wszystkim relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:16:58] - Drodzy państwo, jest rok 1988. Czerwonak, miejscowość na północ od Poznania, między Poznaniem a Murowaną Gośliną, tutaj odległa o kilkanaście kilometrów na południe od Biedruska, gdzie znajduje się dość duży poligon. To też warto wziąć pod uwagę przy tej okazji. Ale co się tam wydarzyło? Zaraz wam opowiem. Pisze do nas świadek. „Witam, nazywam się Jakub. Tak zalogowany jestem na YouTubie”. Oczywiście podał pan nazwisko, ale go nie czytam. „Podzielę się relacją o UFO, która miała miejsce w Czerwonaku, kawałek pod Poznaniem. Ja byłem wtedy małym dzieckiem i nie pojąłem, co się wydarzyło, ale pośrednio brałem w tym udział razem z babcią, mamą, bratem, wujkiem i ciotką. To, co piszę i to, co...”To, co piszę, związane jest z tym, jak to zapamiętałem i co opowiedziała mi potem moja rodzina, kiedy wypytywałem o zdarzenie. Nie mogę się niestety dodzwonić do brata, który mieszka tutaj nie powiem gdzie, aby podał mi datę, ale na pewno było to 30 lat temu. Mieszkaliśmy blisko lasu, bo w tamtych czasach było to osiedle domków jednorodzinnych, nie tak rozbudowane jak dziś. Był wieczór, było ciemno, a nad lasem bardzo nisko widoczne było jaskrawe światło. Naprawdę bardzo duże i jasne. Ludzie myśleli, że jakiś samolot się rozbił, ale obiekt zmieniał kierunek teraz w prawo, raz w lewo, w przód, w tył. Samolot nigdy by nie mógł czegoś takiego zrobić. Nagle cofnąć się — pisze tutaj świadek. Ludzie wyszli z domów na ulicę, gdy obiekt nad tymi drzewami się pojawił. Potem zaczął powoli opadać na ziemię. Moja babcia z bratem i wujkiem udali się w jego kierunku zobaczyć, co się dzieje. Wujek z bratem zatrzymali się w pewnym momencie, a moja babcia z siekierą w dłoni podeszła do niego na około 60, a może mniej metrów. Ujrzała zawieszone nad ziemią na wysokości około trzech, czterech metrów jaskrawe, pulsujące światło w kolorze od jasnobiałego po pomarańczowy i czerwony. To miało kształt spłaszczonej kuli, coś jakby dysk o średnicy sześciu, ośmiu metrów. Ciężko było określić kształt i wielkość, bo to jakby pulsowało, nie mając stałego rozmiaru — pisze pan Jakub. Sąsiedzi, którzy zostali pod swoimi domami, byli przekonani, że to jakiś nalot bombowy, wojna, a inni ludzie starszej daty uważali, że to diabeł. Nikt nie potrafił tego wyjaśnić. Obiekt odleciał tak samo, jak przyleciał, czyli wzbił się ponad drzewa, potem jeszcze wyżej i znikł, jakby nagle ktoś wyłączył w nim światło. Nie wiem, czy to ma coś wspólnego z tym, o czym mówiłem przed chwilą, czyli z bliskością Biedruska — pisze świadek. To chyba tyle — dodaje. Moja babcia przeżyła 97 lat i tak dalej. W każdym razie sam fakt, że samotna starsza kobieta wybiera się z siekierą w ręce do lasu, by sprawdzić, co się tam dzieje, pokazuje, jakie polskie kobiety mają przysłowiowe jaja. Przypomina mi się słynne wydarzenie z Rendlesham Forest z lat 80. z Wielkiej Brytanii, kiedy tam żołnierze RAF-u krążyli jak nie powiem co, koło czego wokół obiektu UFO, który gdzieś osiadł w lesie. Krążyli i krążyli, a myśleli, czy podejść, czy nie podejść. A tutaj widzicie kobieta, ciach toporek i do lasu bez żadnego namysłu. I tak się robi. Chociaż oczywiście tutaj sceptycy, może nie sceptycy, krytycy takiego podejścia powiedzą: co sobie potem tacy potencjalni kosmici o nas pomyślą? Interesujące. Możemy się śmiać z tego przypadku, ale co warto zauważyć, trudno powiedzieć, co to było. Ten obiekt był widziany z bardzo bliska, zachowywał się bardzo nietypowo. Jestem ciekaw, czy ta relacja nie została w jakiś sposób odnotowana przez ówczesnych ufologów, bo tego nie wiem. Szczerze mówiąc nigdy jej nie spotkałem i nie wiem też, czy czasami nie znalazła się w tej słynnej tece Grundmanna ze względu na fakt tego, że w niedalekiej odległości znajdowało się Biedrusko, ale przecież też inne jednostki wojskowe. A przypomnijmy, że przecież Czerwona leży bardzo blisko centrum Poznania, także na pewno zostałoby to w jakiś sposób przez siły powietrzne zauważone. Sprawa bardzo ciekawa, bardzo fajna. Jak mówiłem, dzisiaj już takich nie ma. W kolejnych latach w Polsce miały miejsce podobne przypadki. Właśnie jeżeli mówimy o tece Grundmanna słynnej, przypomnijmy, że Ryszard Grundmann był jednym z niewielu ludzi w polskim wojsku, którzy się zajmowali rejestracją, chociaż on to robił zupełnie prywatnie, obserwacji UFO. I on, pamiętam, odnotował taki przypadek bardzo podobny, kiedy UFO ogromne zawisło nad lasem i do jego sprawdzenia wysłano milicjantów, którzy też po prostu podeszli do niego najbliżej, jak się da. Tutaj przejawia się kolejny bardzo ciekawy aspekt, a mianowicie to lądowanie i te obserwacje UFO w polskich lasach. Ich też było dużo i były spektakularne. Jeżeli ktoś ma książki Piechoty i Rzepeckiego, to może sobie sprawdzić, że takie przypadki się zdarzały. Zresztą jeszcze przecież całkiem niedawno Damian Trela opisywał bardzo ciekawy przypadek, kiedy to było na Dolnym Śląsku, tylko nie pamiętam gdzie, chyba w pobliżu Legnicy, gdzie taki latający obiekt w kształcie trójkąta na oczach młodego małżeństwa się wyłonił w pewnym momencie, tak jakby stał na polanie. Tutaj u siebie w regionie też mam bardzo dużo podobnych opowieści niezwiązanych z Górą Osoną, wbrew wszystkiemu. Zresztą jeżeli mówimy o Górze Osona, to całkiem niedawno dostałem relację związaną z jej okolicami. Niestety nie mogę na ten temat dużo powiedzieć, dlatego że świadek informował o jakichś dziwnych obiektach nad Hutą Częstochowa, a już chyba o tym mówiłem. To jest obszar dość dobrze widoczny z samego miasta, także takich relacji powinno być więcej. Nic więcej do mnie nie dotarło. O tej Górze Osona cały czas chybaCoś się dzieje, bo co jakiś czas wpływają jakieś komunikaty. Może nie tak regularnie jak kiedyś, ale cały czas otrzymujemy relacje. Ale to już zupełnie inna sprawa. Ta relacja z Czerwonaka, muszę powiedzieć, zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Ale jest też inna sprawa, bardzo ciekawa, z Czarnocina w województwie zachodniopomorskim. To jest relacja z lata z roku 1998. My ją mamy chyba nagraną. Przyszła do nas w formie tekstowej. Jest dość krótka, ale Ivellios nagrał ją swoim głosem lektora Iwony. Tak że posłuchajmy.
[01:24:49] - Jeszcze raz, która to jest relacja? Tak dokładnie.
[01:24:51] - To jest Czarnocin.
[01:24:54] - A więc relacja dotycząca UFO nad Czarnocinem. Posłuchajmy. UFO nad Czarnocinem. Relacja nadesłana do Radia Paranormalium przez pana Jakuba. Latem 1998 roku byłem świadkiem obserwacji UFO w miejscowości Czarnocin nad Zalewem Szczecińskim. Byłem wtedy na kolonii w ośrodku Frajda. Miałem 11 lat. Do zdarzenia doszło w nocy. Obudziłem się na łóżku i zobaczyłem, że pokój spowity jest czerwonym światłem wydobywającym się zza okna. W pierwszej chwili pomyślałem, że to chyba jakiś samochód stoi na tylnych czerwonych światłach. Przyjechano w sprawie kogoś lub czegoś. Jednak nie było słychać żadnych odgłosów. Wstałem więc z łóżka i spojrzałem przez uchylone okno. Ponad koroną drzew wisiał czerwony, kulisty obiekt, wewnątrz którego coś się działo. Sprawiał wrażenie, jakby obserwował okolicę. Z pewnością nie był to księżyc ani fajerwerki. Pamiętam, że wyglądało to trochę, jakby wybudowano dziwną latarnię w środku nocy. Obiekt z mojej perspektywy był mniej więcej wielkości samochodu względem będących tam drzew i zabudowań w odległości około 50 metrów. W pokoju byłem z kolegą. Postanowiłem go obudzić. Mówiłem do niego, zacząłem nim potrząsać. Nie reagował. Pamiętam, że w pierwszej chwili pomyślałem, że nie żyje. Jednak jego wyraz twarzy sprawiał wrażenie, jakby spał głębokim snem lub był nieprzytomny. Nie chciałem włączać światła, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Zresztą odniosłem wrażenie, że i tak się nie zapali. Postanowiłem usiąść i poczekać, co się dalej wydarzy, ale nic innego się nie stało. W końcu doszedłem do wniosku, że mogę tak sobie jeszcze długo posiedzieć, dlatego położę się spać. Co ma być, to będzie. Tak też zrobiłem i niedługo potem zasnąłem. Obudziłem się rano. Nie starałem się o tym rozmyślać ani mówić. Pomyślałem, że kiedyś da się to jeszcze jakoś wyjaśnić.
[01:27:07] - No właśnie, czy takie sprawy da się wyjaśnić? Często jest tak, że świadkowie obserwacji UFO noszą w sobie wspomnienie takich wydarzeń przez całe życie. Pan, który do nas telefonował z Wielkiej Brytanii, mówił o tym, że przez bardzo długi czas poszukiwał odpowiedzi. Poszukiwał ludzi, którzy mogliby mu coś o tym powiedzieć. Ja to rozumiem, natomiast jest to sprawa bardzo trudna, bo często nie da się zaoferować odpowiedzi takich, jakby ktoś chciał. My możemy kogoś ukierunkować na własne poszukiwania, na kontakt z osobami, które też to przeżyły. Natomiast nie ma gotowych odpowiedzi, niestety. To wszystko pokazuje nam tylko skalę tego, jak zjawisko UFO było i jest aktywne w naszym kraju, że nikt się tym w sumie odgórnie nie interesuje, że te obiekty mogą się pojawiać bardzo blisko zabudowań. Te obiekty mogą się pojawiać bardzo blisko chociażby takich miejsc wysokiego ryzyka jak ten dom wczasowy pełen dzieci. Przecież nie wiadomo, czym był ten obiekt, to światło, czy on był niebezpieczny, czy nie. Coś takiego powinno wzbudzić jednak uwagę. Powinno stać się przynajmniej obiektem jakiegokolwiek zainteresowania. Moi drodzy państwo, na stronie Nieznanego Świata www.nieznanyświat.pl umieściłem wczoraj bardzo ciekawą relację. To jest historia od pana Tadeusza K. Tam jest zresztą podane jego nazwisko, bo on je podał do wiadomości Nieznanego Świata. Podpisał się pod tą relacją. Ona pochodzi sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy ten pan, dzisiaj już około 77-78-letni, prawdopodobnie mieszkający w Niemczech, a wtedy w Głuchołazach, w pobliżu Głuchołaz, przeżył razem ze swoimi kolegami nad rzeką Białką bardzo dziwne spotkanie. Oni po prostu bawiąc się nad tą rzeką jako 12-latkowie spotkali się z dziwnym obiektem. Ten obiekt po prostu zleciał z nieba. Przypominał kulę z takimi spiralkami na boku. On to określił jako elementy, które przypominały zwinięty dywan. Takie ślimaczki wokół tego obiektu były. I oni po prostu stracili tam rachubę czasu, bo potem uciekli do domu, mówiąc, że stało się coś dziwnego. Ale nie to w tym wszystkim jest najciekawsze. Otóż te dzieciprzeżyły prawdopodobnie bardzo bliskie spotkanie, możliwe nawet, że abdukcję i ona w tak znaczący sposób wpłynęła na życie pana Tadeusza, że on się zmienił diametralnie i całkowicie. Jego zdolności poznawcze, jego zdolności intelektualne po prostu poprawiły się nagle po tym spotkaniu. On mówi, że jednym z takich charakterystycznych elementów było też bardzo dziwne doznania w tej nocy, tuż po tym wydarzeniu, kiedy on się czuł jakby naelektryzowany przez to UFO. Także na stronie „Nieznanego Świata” możecie sobie tą relację znaleźć. Ona jest naprawdę bardzo długa i bardzo interesująca, i pokazuje nam z takiej bardzo osobistej strony, jak często bardzo bliskie spotkanie z UFO wpływa na świadka. Ja bym chciał jeszcze dodać, że od ubiegłego tygodnia dostępny jest w kiosku marcowy numer „Nieznanego Świata”, a w nim mój artykuł na temat uciekającej cywilizacji, czyli tematu, który poruszaliśmy w debatach ufologicznych. Uciekająca cywilizacja, czyli hipoteza mówiąca, że Amerykanie i elity światowe realizują tajny program kosmiczny, być może wykorzystując technologie przejęte od istot pozaziemskich, tworząc sobie potencjalne miejsce ucieczki na wypadek, gdyby na Ziemi coś się stało. Polecam wam „Nieznany Świat” – zaglądajcie, lajkujcie. Dołączcie też do naszej grupy dyskusyjnej na Facebooku. A tą relację Tadeusza K. naprawdę wam polecam. Znajdziecie ją na stronie. Marku, czy mamy kogoś na linii? Chyba nie. Jeżeli nie mamy, to przejdźmy do kolejnego zdarzenia, kolejnej relacji audio z tego zbioru, który został na dzisiaj przygotowany.
[01:32:02] - Proponuję w takim razie, abyśmy przeszli teraz do relacji od naszego słuchacza z Peterborough. Tylko nie wiem, czy ja tą relację mam tutaj wgraną, szczerze powiedziawszy. Może inaczej. Może przejdźmy do zdarzenia ze wsi Smrock-Dwór z początku lat 70. To nie jest rozmowa ze świadkiem. To jest tekstowa wersja relacji, która do nas przyszła w troszeczkę takiej okrojonej formie, ale jednak wszystkie fakty tam zostały zachowane. Tak więc posłuchajmy. Dziwne zdarzenie we wsi Smrock-Dwór koło Makowa Mazowieckiego. Lato około 1970 lub 1971 roku. Relacja nadesłana do Radia Paranormalium przez panią Agnieszkę. „To jest historia, którą przeżyłam razem z moją siostrą. Ona nigdy nie chciała nikomu o tym opowiadać, ale ponieważ niestety już nie żyje, mogę wreszcie podzielić się nią z wami. Ja osobiście opowiedziałam do tej pory tę historię trzem osobom. Dwoje z nich to najbliższe mi osoby, a trzecia to regreserka, do której trafiłyśmy z siostrą parę lat temu, żeby dowiedzieć się wreszcie jakichś szczegółów. Niestety bezskutecznie. Jeszcze tylko dodam, że to, co się nam przydarzyło, wywarło na nasze życie przemożny wpływ i ukształtowało sposób patrzenia na wiele paranormalnych i kosmicznych spraw. Tyle tytułem wstępu. Wakacje zawsze spędzałyśmy z siostrą u naszej babci na wsi. Tego lata miałam może jakieś pięć albo sześć lat. Dokładnie nie pamiętam, ale na pewno nie chodziłam jeszcze do szkoły. To wydarzyło się w dzień, jakoś przed południem. Siedziałam na schodkach przed wejściem do domu babci. Siostry nie widziałam. Musiała stać trochę za domem po mojej prawej stronie, ale na tej samej osi widokowej. Na podwórku przed domem, trochę po lewej stronie, rosła bardzo rozłożysta, jeszcze przedwojenna jabłoń, pod którą w upalne dni koncentrowało się życie. Pod tą jabłonią w chwili zdarzenia przebywała babcia i trzy ciotki. Coś tam robiły i sobie pogadywały. Pies leżał koło nich, kury sobie leniwie chodziły i coś dziobały. Jednym słowem sielanka. Ja patrzyłam po skosie na prawo przed siebie, na miejsce, gdzie przed wojną stał stary dom babci na skraju lasu. Rosły tam olszyny i jakieś chaszcze. Było to miejsce, gdzie się nie chodziło. Było tam zawsze nieprzyjemnie, ponuro i dziwnie. Nikt nam, dzieciakom, nie zakazywał tam chodzić, ale unikaliśmy tego miejsca. Od miejsca, w którym siedziałam, dystans był może jakieś mniej niż pół kilometra. Można to zresztą sprawdzić na mapie. Nie wiem, czemu akurat zaczęłam gapić się tam. Nie było tam nic ciekawego. Nie mogłam przestać. I w pewnym momencie stało się coś bardzo dziwnego. Dużo później zidentyfikowałam to zjawisko jako efekt Oz, ale wtedy nie miałam pojęcia o UFO i efektach ubocznych. Wrażenie było niesamowite, dziwne, ale nie byłam wystraszona. Poczułam się nagle, jakbym znalazła się w jakiejś szklanej bańce, w której wszystko jakby zastygło i nastała wewnątrz tej bańki niesamowita cisza. Jednocześnie na zewnątrz tej bańki zaczęło się nagłe zamieszanie.Kury zaczęły biegać i gdakać. Pies wyskoczył i zaczął ujadać, biegając w kółko. Babcia i ciotki też jakoś nagle zaczęły coś pokrzykiwać i być takie podekscytowane. Dla mnie to było tak, jakby to wszystko, co działo się na zewnątrz tej bańki, działo się w przyspieszonym tempie, jak na szybko przewijanej taśmie. A ja siedziałam i tylko patrzyłam na tamto miejsce. Nie pamiętam, kiedy to zjawisko się skończyło. Nie wiem, ile czasu upłynęło. Pamiętam za to moją rozmowę z siostrą. Ona była starsza ode mnie o dwa lata. Nie wiem, która z nas pierwsza opowiedziała to drugiej, ale okazało się, że moja siostra przeżyła i widziała dokładnie to samo co ja, z jedną istotną różnicą. Ona pod tymi olszynami widziała tygrysa. Takiego jak maskotka, tylko dużego jak człowiek i żywego. Pamiętam, że nawet jej zazdrościłam tego tygrysa. Dlaczego ona widziała, a ja nie? Niesamowite jest to, że uwierzyłyśmy sobie natychmiast i obie nikomu o tym nie powiedziałyśmy. Wracałyśmy do tej historii potem w dorosłym życiu wielokrotnie i za każdym razem wspomnienia były takie same. Pamiętam też ten moment, kiedy po raz pierwszy po wielu latach opowiedziałyśmy sobie znowu tę historię. Wspomnienia były i są nadal takie świeże, jakby zdarzyło się to wczoraj. Szczegóły takie same, wrażenia takie same. Co nam się przydarzyło? Aha, jeszcze chyba powinnam dodać, że w tamtej okolicy działy się różne dziwne rzeczy i zarówno babcia, jak i ciotki często opowiadały historie na przykład o dziwnych pojazdach na niebie. Żadna z nich nie słyszała o zjawisku UFO, kosmitach, a telewizji wtedy nie było. A mojej mamie, jak była dzieckiem, przytrafiały się nocne wizyty wysokich, ubranych na biało-srebrzyście ludzi, jakby w skafandrach. Budziła się w środku nocy, a oni pochylali się nad jej łóżkiem i mówili coś takiego: „Cii, śpij dziecko, śpij, nie bój się”. Mama jakoś nigdy nie uznała tych istot na przykład za anioły i nie mogła nikomu o tym powiedzieć. Jak chciała opowiedzieć o tym komuś, to czuła taką blokadę, że nie była w stanie wydobyć z siebie słowa albo zaczynała mówić coś zupełnie innego. Dopiero jak już my z siostrą byłyśmy bardzo dorosłe, opowiedziała nam tę historię i chyba nikomu innemu. Z grubsza to jest wszystko, jeśli chodzi o akurat tę historię. Wiem, że nie za bardzo przychylnie odnosicie się panowie do snów oraz regresji czy hipnozy. Ja zresztą też jestem ostrożna w tej kwestii, więc nie piszę o naszym z siostrą paranormalnym śledztwie, jakie przeprowadziłyśmy. Pozdrawiam, Agnieszka.
[01:38:44] - No cóż, muszę powiedzieć, że tego typu relacje są dość mroczne. Nawet czasami nie wiadomo, jak je skomentować. Dlatego że tak jak powiedziałem, świadkowie często chcą odpowiedzi, ale oni tych odpowiedzi muszą szukać sami. Dlatego, że możemy ich błędnie ukierunkować z tego powodu, że jak powiedziałem na samym początku, zjawisko UFO ma bardzo wiele twarzy. To, co opisywał nam na samym początku świadek mówiący, że podczas stanu pokrewnego OOBE widział dziwną istotę, na pewno rozgrywało się w zmienionym stanie świadomości. Okazuje się, że ten zmieniony stan świadomości, jak pisało wielu autorów, chociażby Terence McKenna, może być bramą do poszukiwania odpowiedzi na temat tego, czym jest zjawisko UFO i przede wszystkim tego, co ono chce nam powiedzieć. Tutaj mówiąc o zjawisku UFO, oczywiście stosuję jego szersze rozumienie, bo musimy wiedzieć, że UFO to przecież nie tylko te obiekty, ale też wszystko, co się z nimi wiąże, łącznie z obserwacjami oczywiście UFO, z takimi zdarzeniami jak to, które przeczytałem przed chwilą oraz wszystkimi wierzeniami, które się na to składają. UFO to ogromny konglomerat i ta jego wielowymiarowość, wielość twarzy to też jest pewna pułapka dla nas. Dlatego, że my musimy zawsze zachować otwarty, trzeźwy, ale mimo wszystko otwarty umysł, by sobie na te różne pytania odpowiedzieć. Co możemy powiedzieć na temat tego przypadku sprzed chwili? Czy ta pani jest kontaktowcem? Czy ta pani przeżywa OOBE? Czy ta pani ma jakieś zdolności paranormalne związane z mediumizmem? Bo wiemy, że przecież zdarzały się przypadki, kiedy jasnowidze czy ekstrasensi byli zawsze w kontakcie z jakimiś istotami z innej płaszczyzny egzystencji. Przypomnijcie sobie chociażby relację o Edgarze Cayce, który też przecież zawsze coś widział. Oni zawsze coś widzą. Nawet Uri Geller. Nawet ci słynni uzdrowiciele z Brazylii. Oni zawsze twierdzą, że mają oparcie w kimś z innej płaszczyzny egzystencji. Czasami te istoty przybierają formę, przedstawiają się jako zjawy, przedstawiają się jako ludzie, którzy kiedyś żyli na Ziemi, a u innych osób te same istoty przedstawiają się jako przybysze z kosmosu. I teraz pytanie, czy nie jest to czasami zupełnie inna siła, która przybiera tylko różne maski? Pytanie bez odpowiedzi. Marku, w naszym archiwum przygotowanym na dziś, znaczy w zbiorze z naszego archiwumKtóry przygotowaliśmy na dziś. Mamy też więcej relacji od świadków i tutaj dogrzebałeś się chyba do historii pana, który do nas dzwonił. Pana z Wielkiej Brytanii.
[01:42:04] - Tak, pan dzwonił na początku debaty ufologicznej, natomiast z uwagi na to, że nie potrafił się wysłowić, to tej rozmowy nie będzie w mp3 w naszym archiwum. Natomiast mamy tutaj przygotowane wiadomości głosowe, które pan kiedyś nam zostawił na skrzynce głosowej i zostawił bardzo ciekawą relację dotyczącą obserwacji eskadry świateł nad miejscowością Peterborough w Wielkiej Brytanii. I właśnie teraz tę relację od niego wyemitujemy. 29 października 2017 roku. Wiadomości odebrane na skrzynce głosowej po debacie ufologicznej.
[01:42:51] - Dobry wieczór. Prosiłbym o zachowanie anonimowości, ale chciałem się podzielić krótką sprawą. Dotyczy się właściwie dzisiejszego dnia. Pracuję. Po pracy około pierwszej w nocy wracam do domu. Mam jakieś trzy, cztery minuty na piechotę. I wczoraj akurat umówiłem się po pracy z kolegą. Wysłałem SMS-a, że już jestem w domu, niech do mnie nagina. Mieszkam w Wielkiej Brytanii, miasteczko Market Deeping koło Peterborough. Poszedłem do domu, wysłałem koledze SMS-a. Odpisał mi, że jest już w drodze, że będzie za 10 minut, więc wyszedłem do ogrodu zapalić. Mam dosyć duży, ogromny ogród za domem. No i właśnie wyszedłem do ogrodu, żeby zapalić, bo ja nigdy nie palę w domu. Zawsze palę w ogrodzie. Wczoraj było akurat strasznie, jeśli chodzi o pogodę. Bardzo duży wiatr był, chmury były średniej wysokości, dosłownie koloru białego i odzwierciedlały ciemne niebo. A wiatr wiał bardzo silny wczoraj. No i tak sobie czekam na tego kumpla. Wyszedłem do ogrodu, otworzyłem bramkę, oparłem się o bramkę. Czekam, patrzę w gwiazdy i palę. W pewnym momencie coś mi się rzuciło w oczy. Naprawdę byłem w ogromnym szoku. Widziałem wiele, ale to było przegięcie. Już w tym momencie, jak mówię, to już mam ciary na rękach, aczkolwiek jestem na przerwie w pracy. I co się stało? Wiadomo, na niebie to tak trochę ciężko powiedzieć, ale na ziemi wiem, że 20 metrów to jest 20 metrów, 200 metrów to jest 200 metrów. Ale w pewnym momencie zauważyłem, że poruszają się gwiazdy bardzo płynnie w tym samym kierunku. 20, 30 gwiazd. Tak to nazywam, bo to były punkty świetlne. Normalnie to wygląda jak gwiazda, jak każda inna na niebie. Świecąca na biało, niemrugająca, nic się nie działo. To jest tak, jakby na kartce namalować 10 punktów, 20 i je płynnie przesuwać po biurku razem z kartką. Więc te 30, 20 punktów, które narysowaliśmy na kartce, one się również przemieszczają w tym samym tempie, bez ruszania się w lewo, w prawo. Po prostu idzie to na kartce. Tak samo to wczoraj wyglądało. Te punkty szły bardzo płynnie. Byłem zaskoczony. Wyskoczyłem szybko do domu, wziąłem iPhone'a 7 Plus. Spróbowałem to nagrać. Nie wyszło. Ciemno jest jak cholera, a to coś po prostu sobie popłynęło. W szoku jestem. Nie widziałem konturów, nie widziałem niczego kolorowego, mrugającego, świecącego, cokolwiek. Po prostu te 20, 30 punktów, gwiazd w różnych miejscach. To na niebie był bardzo duży obiekt. I rozpoznałem ten obiekt po tych punktach świetlnych i wiedziałem, że to jest jedna całość, bo gwiazdy nie płyną sobie po niebie. I to było dosyć nisko. Nie słyszałem żadnych dźwięków. Próbowałem to nagrać. Nie udało się. iPhone tego nie wychwycił, tylko słychać mój komentarz. I to sobie płynęło dosłownie, jakby to wyglądała normalnie scena ze „Star Treka”. Lecący statek sobie powoli, normalnie. Tylko że tutaj nie widziałem żadnych konturów, tylko widziałem te wszystkie. To było za ciemne. Ten kontur miał taki sam kolor kształtu jak niebo. Patrzałem w górę i tego nie mogłem odróżnić. Stałem na zewnątrz długo. Moje oczy się przyzwyczaiły do ciemności, ale nie mogłem zauważyć, jaki on ma kontur, po prostu byłbym w szoku. I to sobie płynęło dalej. Stałem dosłownie może z dwie, trzy minuty, obserwowałem, jak to idzie bardzo powoli to wszystko. To było tak ogromne, że to nie mógł być jakiś samolot albo coś. To było prawie że niebo. Normalnie byłem w szoku, jak to widziałem. Dlatego zadzwoniłem, żeby się tym podzielić. Jakby co, to bardzo bym prosił o anonimowość. Do usłyszenia.
[01:46:40] - Bardzo ciekawa sprawa. Od razu sobie przypomniałem chyba pierwsze zdarzenie, kiedy otrzymałem sygnał o czymś podobnym. To znaczy chodzi mi o ten incydent z Sandomierza z roku 2008, z końca października, kiedy pewien pan doniósł nam jeszcze na infrę, że widział wielki latający bumerang, który przypominał właśnie początkowo poruszającą się grupę świateł. Po chwili okazało się, że to nie były gwiazdy, tylko to były lampeczki na jakimś ogromnym obiekcie poruszającym się bardzo wysoko, który miał tutaj zastosowane coś w rodzaju kamuflaża. Z jednej strony był to taki kamuflaż, który sprawiał, że go było doskonale widać, co jest trochę paradoksem i absurdem, ale to się potem pojawiało w innych relacjach, chociażby chyba z roku 2014 z Lublińca. O tej sprawie mówiliśmy często. Tam też nad osiedlem wojskowym widoczny był latający trójkąt. Pewna pani go widziała, która wyszła z psem na spacer i też powiedziała o tym samym, że były widoczne po prostu poruszające się gwiazdy najpierw. Potem się okazało, że te gwiazdy są podczepione do jakiegoś obiektu.Oczywiście to przenośnia. Kilka lat temu w „Nieznanym Świecie” otrzymaliśmy relację od byłego żołnierza, który był na wczasach gdzieś na Mazurach. Spał sobie w namiocie i wstaje rano, wygląda, a tu widzi ogromne lustro zawieszone przy jednym z drzew. To coś, jak potem pisał, wyglądało jak duży, potężny obiekt zrobiony ze szkła w kształcie trójkąta. Zacząłem się zastanawiać, czy te obiekty, które są widoczne razem z tym kamuflażem, z tą galaretą, z tą brudną wodą, jak to niektórzy określają, z tą falującą wodą wokół, po wyłączeniu kamuflażu nie wyglądają właśnie tak, jak wielkie lustra. Dlatego że nie oszukujmy się, nikt takiego obiektu jak ten bumerang czy to coś z Lublińca nie widział za dnia. Możliwe, że taki goły obiekt, latający trójkąt bez maskowania widział właśnie pan na tych Mazurach. A te gwiazdki czy to poruszające się niebo, o którym wspominali świadkowie, to nie było wcale wielkie maskowanie, tylko były to po prostu odbijające się z ziemi światła w tym obiekcie. Tak zacząłem domniemywać, ale oczywiście nie mam pewności, czy tak było. Mogło tak być w przypadku tego Lublińca. Nie wiem, jak w przypadku Sandomierza. Marku, wśród tych relacji, które do nas przyszły i które są zapisane w tym naszym ściśle tajnym pliku, mamy też historie bardzo nietypowe. Oczywiście wśród nich są relacje na temat nocnych gości oraz różnego innego typu zdarzeń. I kiedy o nich mówimy, to przypomina mi się ta audycja właśnie o nocnych gościach, kiedy tak dużo ludzi postarało się przełamać w jakiś sposób swój strach i opowiedzieć nam o tym, co przeżyli i jak interpretowali te swoje nocne wizyty. Mówiłem już na początku, że my wtedy doszliśmy do wniosku, że nocne spotkania, nocne wizyty, nocni goście to zjawisko równie skomplikowane co samo UFO. Oni nie mają jednej twarzy, nie mają jednej formy. Pojawiają się w bardzo różnych sytuacjach. Niektórzy na pewno są przybyszami z naszej podświadomości, a inni są troszeczkę bardziej materialni i bardziej namacalni i też widocznie czegoś chcą i nie pojawiają się tam przypadkiem. Mnie najbardziej ciekawią te historie, kiedy nocni goście są widywani paradoksalnie nie w nocy, tylko w dzień, bo zdarzają się też takie przypadki, kiedy ktoś na przykład zobaczy coś podobnego w świetle dnia. Czuje się wtedy podobny paraliż. Czuje się wtedy pewne wyrwanie z rzeczywistości. I różnicą jest to, że tym istotom można się nieco lepiej przyjrzeć. I właśnie taka historia trafiła jakiś czas temu do „Nieznanego Świata”. Pochodzi od pewnej pani, która dzisiaj mieszka w Stanach Zjednoczonych i która mówi, że trzykrotnie przeżyła wizytę tego, co określamy mianem nocnych gości za dnia. Te istoty po prostu zjawiły się w jej domu, przeszły przez jej pokój, nawet próbowały z nią jakiejś formy komunikacji, a potem po prostu znikły. Ona to odczytała jako przesłanie od swojej podświadomości, jako zapowiedź czegoś, co ją miało czekać, bo te istoty przyniosły jej wiadomość, że w jej życiu czekają ją straszne zmiany. Te zmiany były związane właśnie z późniejszą wyprowadzką do Ameryki. Moglibyśmy dużo dyskutować o tym, czy nocni goście to właśnie przybysze z podświadomości, jaką rolę odgrywa w tym słynna hypnagogia i tak dalej. Tymczasem na naszego maila radiowego przyszła relacja od pana Tomasza W. dotycząca jego spotkania z nocnymi gośćmi w roku 1994, kiedy miał osiem lat. To też jest dość nietypowa sprawa. Posłuchajcie. „Wydarzyło się to, kiedy miałem około ośmiu lat. Kiedy położyłem się na łóżku, w pewnym momencie łodygi kwiatków, które widziałem na ścianie, zaczęły się poruszać niczym węże. Przestraszony usiadłem na łóżku” — tu warto odnotować, że świadek usiadł — „i w tym momencie zobaczyłem koło okna zakapturzoną postać wysoką aż do sufitu. Twarzy nie było widać, tylko czerń. Postać się nie poruszała. W momencie mnie sparaliżowało, ale pomyślałem, że muszę uciekać i jakoś przezwyciężyłem paraliż. I patrząc na tą postać, cały czas przesuwałem się na skraj łóżka. Potem zszedłem z niego i cały czas idąc tyłem, patrzyłem na postać, bojąc się odwrócić do tyłu. Kiedy doszedłem do drzwi...”.Odwróciłem się i pobiegłem do pokoju rodziców, wskakując do ich łóżka. Strach i dziwna atmosfera jednak nie minęły i dalej przez pewien czas widziałem to dziwne falowanie kabli, firan, które także poruszały się podobnie do łodyg kwiatów. Obudziłem ojca przestraszony, żeby sprawdzić, czy to wszystko rzeczywiście się dzieje. On włączył światło, ale to się już nie powtórzyło. Przynajmniej tej nocy — kończy enigmatycznie pan Tomasz. Ciekawa sprawa, nie sądzisz Marku? Bo okazuje się, że nocni goście przyszli do chłopaka, kiedy był obudzony, kiedy widział, że rzeczywistość się troszeczkę załamuje. Oczywiście można od razu zadać pytanie, czy to nie była jakaś forma lunatyzmu, czy on w jakimś stopniu był świadomy, kiedy to się działo. Mnie się przypomina taka historia, jedna z pierwszych, jakie otrzymałem bardzo dawno temu od pana Marka ze Śląska. Nie pamiętam dokładnie skąd. Wiem, że ze Śląska głównego. Ona była bliźniaczo podobna do tego, co się tutaj zdarzyło. On też miał wtedy chyba 8-10 lat i on nie tyle usiadł na łóżku, co po prostu położył się na łóżku i mówi, że miał je troszeczkę rozkopane. No i mówi, że musi je poprawić. Wstał, zaczął poprawiać te poszwy, zaczął poprawiać prześcieradło i w pewnym momencie zobaczył nocnego gościa w takiej trochę dziwnej formie, bo on przypominał sobie, że ten nocny gość, a może o tym już mówiłem kiedyś, był cienki, płaski jak kartka papieru i miał coś w rodzaju takich loków. Znaczy dredów, potarganych włosów. Ten chłopak wtedy też się rzucił do ucieczki. Zbudził cały dom. Nikt nie wiedział, co się wydarzyło. Tutaj Ivelio do mnie pisze, że zaraz będziemy oddzwaniać do świadka, który próbował się tutaj, mówiąc kolokwialnie, wbić na antenę. To może pozwólmy mu to zrobić, Marku.
[01:56:13] - A więc oddzwaniamy. Słuchacz prawdopodobnie też z Wielkiej Brytanii. Halo, halo! Dobry wieczór. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[01:56:33] - Dobry wieczór. Dzwonię z Wielkiej Brytanii i dzwonię właściwie pod wpływem relacji, którą przed chwileczką usłyszałem odtworzoną z taśmy. To była chyba relacja tego słuchacza, który na samym początku się dodzwonił.
[01:56:53] - Tak, to była jego relacja. To były wiadomości głosowe, które nam zostawił na skrzynce głosowej. Krótką próbę dokonania obserwacji.
[01:57:02] - Aha, ale ta sama osoba to była, prawda?
[01:57:04] - Tak.
[01:57:04] - Która później zadzwoniła. No właśnie. I w ogóle z tą swoją relacją po wszystkich dzisiejszych historiach nie chciałem do państwa dzwonić i zawracać głowy, bo stwierdziłem, że jest to być może mało ciekawe, a być może w ogóle się nawet nie kwalifikuje do tego typu programu. Natomiast po odsłuchaniu właśnie niedawno tej relacji nagranej i odtworzonej przez państwa ze skrzynki głosowej, to byłem dosłownie świadkiem identycznego zjawiska, tylko nie w tym samym miejscu, bo ja mieszkam blisko lotniska koło Manchesteru. Jest to dosłownie parę mil od Manchesteru i mam taki zwyczaj, dość często mi się to zdarza. Wieczorem po prostu wychodzę sobie na osiedle, żeby pobiegać. Jest w pobliżu taki plac zabaw, który jest oczywiście w godzinach wieczornych czy nocnych pusty i któregoś razu, ja nie jestem w stanie sprecyzować dokładnej daty w tym momencie, ale to mi się zdarzyła, z tego, co pamiętam, ze dwa razy taka historia. Jedna z tych historii myślę, że była w 2017 roku. Drugi raz, a właściwie pierwszy raz, to mogło być jeszcze rok wcześniej, a może też 2017, ale co najmniej w odstępie paru miesięcy. Była to godzina późna, późnowieczorna, może nawet nocna, w granicach 23:00, 24:00, może nawet 1:00 w nocy i spoglądając po wykonaniu jakiejś tam serii ćwiczeń na tym placu zabaw, niebo było stosunkowo przejrzyste, natomiast trochę chmury od czasu do czasu przechodziły. I mam taki zwyczaj po wykonaniu ćwiczeń czasami sobie siadam na ławce. To była taka pogoda dość sprzyjająca, to znaczy tutaj generalnie rzadko kiedy zdarzają się mrozy. Usiadłem sobie i spojrzałem sobie w niebo i zobaczyłem dosłownie, opis już nie będę powtarzać, ale był bardzo podobny do tego, co usłyszałem w tej relacji. Czyli po prostu kilka, nawet nie kilkanaście, to było kilkadziesiąt punkcików takich, które się po prostu przemieszczały bardzo cicho. Znaczy nie wydając żadnego odgłosu po niebie. Z tym że to były bardzo małe punkciki. To nie były takie, ciężko tutaj nazwać, ale to nawet gwiazdy bardzo jasno widoczne albo na przykład Wenus, które czasami bardzoWyraźnie widać, są wyraźniejsze. Takie odczucie miałem, że te punkty były na dużo niższym pułapie, natomiast były mniej wyraźne. To był taki szyk. Ciężko powiedzieć, jaki to był szyk. Właściwie to nie miało szyku, tych obiektów było bardzo dużo. Ja nawet ich nie liczyłem i one płynęły, płynęły. Od czasu do czasu chmury je przesłaniały, ale jak chmura przechodziła, to nad tą chmurą, po prostu chmury wtedy nie było. Widziałem dalej te obiekty. Mimo że jestem osobą taką, która dopuszcza jak najbardziej istnienie tych wszystkich różnych rzeczy i pomimo że do tej pory niczego innego na oczy zbytnio nie widziałem takiego, które można by było pod to podciągnąć, to tłumaczyłem to sobie też w ten sposób, że być może nie jest to nic szczególnego, bo takie wytłumaczenie najbardziej racjonalne, to mogło być to, że jestem w pobliżu lotniska i akurat w tej odległości bardzo często w ciągu dnia widuje się samoloty, które kołują. Mam na myśli, oczekują na swoją kolej, żeby wylądować na lotnisku. Z tym że nawet w ciągu dnia takiej ilości samolotów w jednej chwili po prostu nie widziałem. Od razu powinienem taki jeszcze raz, że to była godzina nocna, czyli najwcześniej 23:00, a myślę, że ta inna obserwacja to mogło być gdzieś nawet po pierwszej w nocy. Z tego, co się orientuję, bo niejednokrotnie na tym lotnisku też bywałem w godzinach nocnych. Tak, czasami dla zabicia czasu albo żeby się jakoś tam przejść, to loty o tej godzinie, nawet przeloty, są praktycznie rzadkością, jeśli w ogóle się odbywają. O tej godzinie nawet na takim dużym lotnisku, bo to lotnisko jest bodajże trzecie co do wielkości w całej Wielkiej Brytanii po Heathrow i Gatwick, to po prostu o tej godzinie przeloty się nie odbywają, a tym bardziej takie ilości samolotów, które miałyby kołować oczekując na swoją kolej, żeby wylądować. Tak to właśnie wyglądało i dwa razy mi się to zdarzyło w 2017 i być może też w 2017, a może jeszcze rok wcześniej. Ciężko mi powiedzieć, jaki to był dokładnie dzień, miesiąc i tak dalej. Zresztą o tej historii na antenie Teorii Chaosu Claude'owi kiedyś przy okazji też opowiadałem, też się zainteresował, aczkolwiek ta audycja tam gdzieś pewno jest w archiwum też waszym, a ona akurat chyba nie była tak bezpośrednio poświęcona UFO, tylko to było przy okazji mojego telefonu, bo nie jeden raz też dzwoniłem i rozmawiałem z Claudem na antenie. To by było tyle.
[02:03:31] - Claude już od dawna chyba nie robił audycji, nie robił odcinków poświęconych UFO. Bardziej się skupiał na teoriach spiskowych, także możliwe, że gdzieś tam ta relacja zaginęła po prostu w gąszczu różnych teoretyczno-spiskowych tematów.
[02:03:45] - Tak, ale to mogło być przy okazji, bo czasami audycja ma zupełnie inny temat, a na skutek osób, między innymi też mnie, czasami rozmawiamy zupełnie na inny temat i jakoś przy okazji o czymś mówimy zupełnie nie w temacie audycji.
[02:04:07] - Ale jakby nie patrzeć tytuł zobowiązuje. Teoria chaosu to jakiś chaos musi być.
[02:04:14] - Tak, dokładnie. Potwierdzam, że coś takiego się dzieje i na własne oczy to po prostu widziałem. Nie wiem, czy to jest z drugiej strony, jeśli to nie samoloty, to ciężko mi powiedzieć, co to mogło być. To wyglądało jak jakaś armada obiektów, ale żadnych kształtów, nic takiego poza samymi punkcikami światła po prostu nic nie można było dostrzec. Aczkolwiek myślę, że to nie było aż na takiej bardzo wysokiej wysokości.
[02:04:58] - Dobrze. Dziękujemy w takim razie bardzo za telefon. Słyszę, że chyba jest pan gdzieś na zewnątrz, bo strasznie coś tutaj dmucha do mikrofonu.
[02:05:07] - Tak, ja w drodze do kina właśnie i akurat oddzwoniliście, więc wstrzymałem wejście do budynku po prostu, więc stoję przed galerią, w którym jest kino.
[02:05:23] - Dobrze. Dziękujemy w takim razie jeszcze raz za relację. To dowód, że każde miejsce jest dobre na słuchanie Radia Paranormalium, pod warunkiem, że mamy internet w telefonie. Dziękujemy bardzo.
[02:05:37] - Dziękuję bardzo. Pozdrawiam. Życzę wszystkim wszystkiego dobrego i dziękuję jeszcze raz za bardzo ciekawą audycję.
[02:05:45] - Pozdrawiamy. Miłego seansu filmowego.
[02:05:50] - Dziękuję bardzo. Dobrej nocy.
[02:05:53] - Dobrej nocy. Tymczasem mam do was dobrą historię. Troszeczkę długą. Pochodzi sprzed dobrych 20 lat. Miała miejsce w Lesie Boruckim. Posłuchajcie
[02:06:12] - Pan Marcin pisze: "Miałem kilka epizodów w życiu, w tym jeden z roku 1993 lub 1994. Było to lato, miesiąc czerwiec, może lipiec. Pamiętam świerszcze. Miałem wtedy 14, 15 lat. Wiem tylko jedno, co mogłoby określić czas tego zdarzenia, które za chwilę opiszę. Oglądałem u kuzyna film »Miasteczko Salem«. Pierwszy raz emisja w telewizji. On posiadał kolorowy telewizor. Byłem z matką na wsi u rodziny. Zasiedzieliśmy się u cioci. Jak to siostra z siostrą gadały sobie, a ja z kuzynem oglądaliśmy film. Pierwszy raz taki horror i to w kolorze” – pisze podekscytowany świadek. „Przejdę jednak do sedna tej historii. Nocleg mieliśmy przyszykowany u babci, która mieszkała w centrum tej małej wsi w województwie lubuskim. Księżyc był w pełni i był duży. Już wtedy był na takiej wysokości, że był biały, a nie pomarańczowy czy żółty jak przy wschodzie” – pisze świadek. „Był jednak wielki. Ja na 100% pamiętam. Było to upalne lato. Cykały świerszcze. Samo zdarzenie zaś było krótkie. Wyszedłem wraz z matulą od ciotki, która mieszkała na końcu wsi, z zamiarem powrotu do domu babci i dziadka, gdzie mieliśmy, jak wspominałem, przyszykowany nocleg. Wyszliśmy za bramkę, szliśmy nieoświetloną polną drogą w stronę drogi asfaltowej. Księżyc świecił w pełni i oświetlał nam drogę. Niestety ja nie zauważyłem pierwszy tego obiektu, bo patrzyłem pod nogi. W pewnym momencie moja matka powiedziała: co to? Spojrzałem na nią i od razu zobaczyłem właśnie to. Zobaczyliśmy na tle gwieździstego nieba czarny spodek. Nie miał świecidełek” – pisze świadek – „okienek, żadnych błyskotek. Był cały czarny. Wyglądał na dysk. Otoczony był jednak aureolą koloru bardzo jasnego. Tę całą czerń otaczała właśnie ta aureola, która do tego dysku jakby przylegała. Do asfaltowej drogi mieliśmy około 20, 30 metrów. Przy tej drodze rosły wysokie kasztany. Zresztą rosną tam po dziś dzień. Spodek był koroną tych drzew i leciał centralnie na nas. Leciał to źle powiedziane. Wiem, że nie baliśmy się jednak. Była cisza. Ja jakby w bańce. Dopiero potem, gdy ten szok minął, utknęła mi w pamięci ta cisza. Żadnego świerszcza, żadnego szczekania psa. Zupełnie nic. Ten wielki NOL był ogromny, bo przepływając w powietrzu w naszą stronę pokrywał pod sobą około 10 koron drzew, a wiadomo, drzewa te rosną w odstępach około pięciu, sześciu metrów. Nie potrafię z pamięci określić jego wielkości. Staliśmy jak wryci, a powoli zbliżało się w naszą stronę. Wpadłem na genialny pomysł, by wrócić do kuzyna, bo mieszkał w odległości zaledwie kilkunastu metrów, a przecież miał aparat Zenit. Mówię matce: wracam do Jacka, niech weźmie aparat. Przy czym zrobiłem trzy kroki w tył i nie odrywając wzroku od tego obiektu zauważyłem, że zniknął. Czarny dysk z tą podświatą zniknął nagle, jakby ktoś zgasił światło. Ale w tym ułamku sekundy, gdy on dematerializował się tam, gdzie były jego końce, posypał się jakby żar iskry, czerwone iskierki jak z ogniska. Potem znikły” – pisze świadek, dodając, że ta końcowa manifestacja wyglądała jak takie drobne fajerwerki. „Czy nam uwierzyli? Kuzyn na 100%. Sceptyk tłumaczył potem, że niedaleko jest poligon. Pewnie jakaś rakieta albo samolot. Ale co jakiś czas odwiedzam go i gdy mu to opowiadam, nadal kręci głową” – pisze tutaj nasz informator, dodając, że potem pytał matkę, czy ten obiekt był przez nią obserwowany w momencie pojawienia się i odpowiedziała mu, że tak. Że ten ogromny czarny dysk pojawił się równie nagle, jak zniknął. Tutaj jeszcze świadek dodaje kilka ciekawych wniosków, pisząc o tym, że miał wrażenie, że może zostać przez ten obiekt porwany. Niezwykle ciekawa relacja, muszę powiedzieć. Robi mocne wrażenie. Tego typu historii jest też mało. Niestety dzisiaj nie zdarzają się praktycznie w ogóle, a już taka dematerializacja obiektu na oczach świadków to coś zupełnie unikatowego, pokazującego, że mamy do czynienia ze zjawiskiem zupełnie, mój drogi Ivelliosie, anomalnym. Czy mamy na linii kolejnego słuchacza? Niestety słuchacza żadnego na linii nie mamy, ale mamy jeszcze kilka nagrań z rozmów ze świadkami. Może wybierzemy któreś. Pytam dlatego, że pojawiają mi się takie dość nietypowe dźwięki jak na Google Hangout. Nie wiem, co one mogą znaczyć. Myślałem, że ktoś nam się tutaj wkrada na linię. Bardzo ciekawa sprawa z tym wielkim latającym talerzem z województwa lubuskiego. Podkreślam to jeszcze raz, dlatego że z tego regionu Polski mamy tych doniesień bardzo mało. Przypomina mi to też historię, którą całkiem niedawno opisał na swoim blogu Damian Trela. Historia z Jędrzychowic, z miejscowości leżącej bodajże w sąsiednimW sąsiednim województwie doszło do manifestacji dziwnego obiektu nad drzewami w latach 90. Pojawiła się nad czereśniami, których pilnowali przed szkodnikami młodzi chłopcy. Pojawiła się ogromna kula. Oni doznali pod wpływem tej obserwacji pewnych nietypowych odczuć oraz znaleźli u siebie ślady przypominające silną opaleniznę. Bardzo ciekawa sprawa. Możecie sobie o niej przeczytać na blogu Damiana Trelicza „Z tajemnicy”. Marku, wśród tych historii, które otrzymaliśmy, które są na naszej liście, są też opowieści, nie chcę użyć słowa dyskusyjne, ale takie, które mocno odstają od innych, które są nawet dziwne, jeżeli chodzi o bliskie spotkania trzeciego stopnia czy zetknięcia z nocnymi gośćmi. Jedna z takich historii pochodzi z drugiej ręki. Niestety muszę z przykrością powiedzieć, że nie mam pewności stuprocentowej, jak to traktować. Do czego zmierzam? Tego typu historie są bardzo trudne w ocenie. Zdaję sobie też sprawę, że czasami trafiają do nas opowieści, które są przesycone dużym ładunkiem fantazji. Jak jest w tym przypadku? Nie wiem, ale jak powiedziałem, posłuchajcie i oceńcie sami. Marku, chodzi mi o tajemniczą historię rozpoczynającą się od słów: „Siostrzeńca odwiedzają ubrani na czarno panowie bez twarzy”.
[02:14:10] - Relacja nadesłana do Radia Paranormalium przez pana Daniela. Sprawa dotyczy mojego siostrzeńca. Nie pisałem wcześniej, bo sytuacja była ciężka, ale znośna. Ostatnio jednak siostrzeniec ma już dziewięć lat. Zaczyna rozumieć, co się dzieje i dochodzi do sytuacji, gdzie nie może go siostra zostawić samego w domu, na przykład idąc do sklepu 50 metrów na zakupy. Siostrzeńca odwiedzają jakieś postacie, że tak ich nazwę. Zaczęło się jednej nocy, gdy siostra usłyszała wołanie dziecka i podbiegła do pokoju. Zaznaczę, iż w tym czasie nie był chory. Okazało się, że jest w jakimś transie, ma gorączkę lekką i patrzy w ścianę. Wyglądał jak naćpany. Siostra opowiadała, że był też wystraszony. Opowiadał w trakcie transu, że w pokoju są jacyś panowie ubrani na czarno. Nie widzi ich twarzy i patrzą się na niego. Oczywiście pierwsze myśli krążyły obok choroby lub snu i zwykłych przewidzeń związanych z tym stanem. Sytuacja zmieniła się, gdy po jakimś czasie znów przyszli. Tym razem rozmawiali z siostrzeńcem. Opowiadał on, że każą im się wyprowadzić z tego mieszkania, że muszą to zrobić jak najszybciej i że jak się zdecydują, to oni im pomogą. Siostrzeniec zaznaczał kilka razy i bardzo stanowczo, że oni są dobrzy i chcą pomóc. Takie sytuacje były do zniesienia, lecz to, co wydarzyło się pewnego razu, załamało cały spokój mojej siostry i całej rodziny. Mianowicie nad ranem siostrzeniec wpada z histerycznym płaczem do pokoju siostry, krzycząc: „Dlaczego nie przyszłaś, jak cię wołałem? Dlaczego mi nie pomogłaś?”. Po powolnym uspokojeniu dziecka udało jej się dowiedzieć, iż miał znów wizytę, jednak tylko jednego pana. Pan ten spowodował u niego paraliż senny. Siostrzeniec był całkowicie świadomy tego, co widzi, słyszy, czuje, jednak nie mógł wydobyć z siebie głosu, a raczej krzyczał, ale nie było go słychać. Jak wspomniałem, poprzedni goście byli dobrzy, jednak jak twierdzi siostrzeniec, ten pan był ewidentnie zły. Mówił, że chciał zrobić mu krzywdę. Dziwne jest też to, że podczas transu siostrzeniec ma otwarte oczy i patrzy prosto w oczy mojej siostry. Łapie ją za głowę i przyciąga na odległość około 10 centymetrów, tak by mieć jej oczy naprzeciw swoich i wodzi rękoma nad jej głową i wokół twarzy tak, jakby sprawdzał coś lub wiedział. Ma wtedy mętny wzrok. Trwa to około pięć do 15 minut, a cały trans do kilku godzin. Wszystkich odwiedzin było już kilkanaście. Ostatnio się nasilają. Siostra nie wie, co ma robić. My też nie wiemy. Kiedyś pomogła im w innej sprawie wioskowa szeptucha, ale ona już nie żyje. Bardzo proszę o poradę. Oczywiście, jeśli są państwo w stanie jakiejś udzielić. Kiedyś nie wierzyliśmy w takie sprawy do czasu, gdy w naszym rodzinnym domu zaczął odwiedzać nas duch. Dziś wiemy prawdopodobnie, kto to był. Mamę doprowadził do stanu przedzawałowego. Ojciec do dziś o tym nie mówi, a rodzina bała się nas odwiedzać po tym, jak zobaczyli pewne sytuacje. Nie wiążemy tych spraw ze sobą.
[02:17:34] - Powiedziałbym, że w takich sytuacjach jest ciężko o komentarz. Z tego powodu, że naoglądałem się horrorów w życiu. Przeróżnych. Czasami mi się zdaje, że jak historia się układa za bardzo pod scenariusz filmowy, jak widzę dziecko w hollywoodzkim filmie, jak ono zapada w trans i jak opowiada te wszystkie rzeczy, dodaję sobie potem w głowie do tego muzyczkę i dochodzę do wniosku, że choć historia zasługuje na sfilmowanie, to jest bardzo filmowa. A z autopsji wiem, że takie historie filmowe zdarzają się tylko w Ameryce.Oczywiście mrugam do was porozumiewawczo okiem. Odchodzę trochę od tematu. Jeżeli poczytacie o nawiedzeniach w Stanach Zjednoczonych, weźmy chociażby to Amityville czy inne przypadki, to zobaczycie, że takie zdarzenie nie miało miejsce w innych częściach świata. Wydaje mi się, że ta historia jest mocno kontrowersyjna. Jest fajna, budzi emocje, ale jest mocno kontrowersyjna. Zawsze się pytam o to, jak ludzie powinni na coś takiego reagować. Jeżeli dowiaduje się, że ktoś ma takie ataki trwające do kilku godzin nawet, to przecież chyba pierwszym celem takiej matki powinien być neurolog, żeby to i owo wykluczyć. Nie znam się, nie chcę nikomu rozkazywać, ja tylko sugeruję. Ale historia fajna, godna posłuchania przynajmniej. Nie wiem czego więcej. Oczywiście jeżeli się dowiemy o niej czegoś więcej, to wam powiemy. Na pewno odstaje od tych wszystkich opowieści o nocnych gościach, które zgromadziliśmy, którzy zwykle się nie odzywają. Oni się ograniczają do jakiejś manifestacji, do pokazania się, do postraszenia. Ale nic więcej. Tutaj Iverio przytoczył przed chwilą historię właśnie na temat czegoś w rodzaju z nocnymi gośćmi. Cały czas czekamy na wasze relacje, na wasze historie albo też komentarze. Marku, możesz przypomnieć jeszcze na szybko telefony do naszego radia?
[02:20:27] - A więc numer stacjonarny do nas to 32 746 00 08. Komórkowy 530 624 193. Jesteśmy także na Skypie radio.paranormalium.pl. Można również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jeżeli ktoś chce, to może nam także wysyłać wiadomości przez Facebooka. Jesteśmy na koncie Radia Paranormalium i portalu Info, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze, a przede wszystkim relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[02:21:37] - Wśród relacji, jakie do nas trafiły, znajduje się tutaj dość obszerna historia od pana Grzegorza S. z Siewierza w województwie śląskim, całkiem niedaleko mnie. Przytoczę jedną z nich, która jest bardzo podobna do tej, która została opowiedziana, została puszczona jako pierwsza w dzisiejszej audycji. Momencik. Posłuchajcie, co ma do powiedzenia pan Grzegorz. „Obecnie mam 26 lat i mieszkam w Siewierzu, dokładnie w tym samym domu co w opisanych za chwilę wydarzeniach. Pierwsze z nich miały miejsce 19 lat temu, w roku 1998. Był wieczór, a ja należałem do dzieci, które bardzo opornie zaciągało się do spania. Zanim jednak przejdę do meritum, chciałbym podkreślić fakt, że tematyką paranormalną interesowałem się od małego, dużo wcześniej aniżeli te zdarzenia miały miejsce. Od zawsze czułem fascynację w dotykaniu tego, co nieznane. Była godzina 23:00. Zwykle jeszcze nie spałem. Było lato, gorąco. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie miesiąca, ale wydaje mi się, że mógł to być koniec lipca, początek sierpnia. Mój pokój posiadał nie okno, jak obecnie, lecz drzwi balkonowe w pełni oszklone, które prowadziły na sporych rozmiarów balkon. Kiedy pamiętam, czułem wobec tych drzwi lęk, dziwne przeświadczenie, że one nie są bezpieczne. Moje łóżko znajdowało się dokładnie na wprost tych drzwi, w odległości około trzech metrów. Czułem się w miarę bezpiecznie, gdyż na oku. Miałem taki zwyczaj, że wieczorami bardzo lubiłem czytać książki albo komiksy. Zależnie, co wpadło mi w dłonie i co akurat mnie interesowało. Tak było i tamtej nocy, lecz gdzieś w okolicach północy postanowiłem spać. Usnąłem. Pamiętam, że przebudziłem się w środku nocy, gdzieś w okolicy między 1:00 a 2:00. Usłyszałem dziwne dźwięki dochodzące jakby zza ściany, ale od strony balkonu. Miałem problem z ich dokładną lokalizacją. Miałem też wrażenie, że coś jakby krążyło nad moim domem. Był to przedziwny dźwięk, który bardzo ciężko mi scharakteryzować. To było jak połączenie dźwięku wirowania z buczeniem. Taki mechaniczny, jednostajny dźwięk jakby napędu, ale wytłumionego, który słyszalny był w absolutnej nocnej ciszy” — pisze pan Grzegorz. „Raz ten dźwięk był troszkę głośniejszy, raz zanikał na kilka sekund. Nie chciałem budzić rodziców, gdyż prawdopodobnie oberwałoby mi się, że nie śpię o tej godzinie i zawracam im głowę pierdołami. Po kilku minutach nasłuchiwania zdobyłem się na odwagę i...”Podszedłem do drzwi, rozejrzałem się bardzo ostrożnie. Dlatego, że nic nie zauważyłem, szybko wróciłem do łóżka. Czułem lęk, który mówił mi, żebym lepiej się tym nie interesował. Wyszedłem z założenia, że jak zasnę, to rano już tego nie będzie i o całej sprawie będę mógł zapomnieć. Zasnąłem ponownie. Nigdy problemów z zasypianiem nie miałem i gdy w nocy... Tutaj pominiemy kawałeczek związany z tym, co się działo. Pan Grzegorz dodaje, że przebudził się znowu tamtej nocy i otworzył oczy, cały czas słysząc ten dźwięk, który go obudził poprzednim razem. I za chwilę dodaje: „Gdy otworzyłem oczy i zobaczyłem, co to, byłem w ciężkim szoku i lęku. Byłem sparaliżowany. Pamiętam, spanikowałem i chociaż nie mogłem się ruszyć, robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby się wyszarpać i wyrwać. Otóż unosiłem się nad łóżkiem w totalnie wyprostowanej pozycji poziomej do łóżka. Ręce wzdłuż ciała były ułożone. Kołdra cienka, którą miałem na sobie, swobodnie opadała względem mojego ciała. Nie mogłem ruszyć żadną częścią ciała. Miałem głowę ułożoną w takiej pozycji, jakby była przyciśnięta do klatki piersiowej. Taka pozycja nie nadawała się do pełnego oglądu sytuacji, ale widziałem, że w drugim końcu pokoju stoją trzy istoty różnej wielkości. Dwie po bokach były nieco mniejsze od tej na środku. Gdybym teraz miał ocenić ich wzrost, to powiedziałbym, że miały 170, 175 centymetrów wzrostu. Wszystkie miały czarne, połyskujące oczy. Stali nieruchomo i byli wpatrzeni we mnie. Z ich pleców wydobywało się bardzo mocne białe światło, jakby z reflektorów, jakie mnie oślepiało. Wszystko wokół wydawało się podlegać prawom tych istot — pisze pan Grzegorz. — A ja miałem poczucie, że odebrano mi wolną wolę i nie mogę nic ze sobą zrobić. Trwało to jednocześnie bardzo długo i bardzo krótko. Po prostu unosiłem się w powietrzu i o kilka centymetrów zbliżałem do tych istot. Coś mnie w ich kierunku ciągnęło. Mój lęk, chęć przetrwania były jednak tak silne, że czułem, iż mogę uwolnić się od nich, co stało się po chwili. Miałem wrażenie, że szamotam się na boki, ale w rzeczywistości wiedziałem, że się nie ruszam. W duchu wrzeszczałem i krzyczałem, wzywając rodziców, lecz żadne słowo nie opuściło moich zaciśniętych warg. Nagle scena prysnęła jak bańka mydlana. To uczucie pamiętam doskonale, bowiem całe to spotkanie wydawało się nierealne jak sen, koszmar. Niemniej poczułem fizycznie, jak spadam na łóżko. Poczułem dopiero wtedy materac pod sobą. Zdałem sobie sprawę, że to było naprawdę. To nie był koszmar. Fizycznie poczułem upadek z wysokości. Istoty w momencie puszczenia mnie zniknęły — pisze pan Grzegorz. — Wszystko rozpłynęło się w powietrzu, światło zniknęło, a odgłos buczenia wygasł.“ Marku, niezwykle ciekawa sprawa, prawda? Trochę odstająca od tych typowych nocnych gości, którzy przychodzą i straszą. Tutaj mamy do czynienia z sypialnianymi odwiedzinami połączonymi stricte z ufologią, kiedy już możemy powiedzieć, że coś się wydarzyło, że nie był to jednostkowy przypadek i może pan Grzegorz w swoim życiu doświadczy czegoś więcej. Zresztą on nam przesłał tych historii troszeczkę więcej z tego, co pamiętam.
[02:28:08] - Tak. Ale chyba tutaj tylko mamy w tym pliku jedną z historii. Tę najbardziej ciekawą. Spróbuję jeszcze sprawdzić naszą skrzynkę mailową, ale...
[02:28:29] - Z tego, co pamiętam, to ta druga historia była nieco mniej spektakularna. Poszukamy jej i postaramy się wam zaprezentować podczas kolejnego programu poświęconego relacjom. Marku, co nam jeszcze zostało w naszej skrzynce z relacjami audio na dziś?
[02:28:49] - W naszej skrzynce z relacjami audio jest jeszcze pięć nagrań, w tym kilka relacji dotyczących obserwacji cygarowatych, cygarokształtnych obiektów nad Polską. Może zaprezentujmy słuchaczom relację z lipca 2017 roku bodajże. Nie pamiętam, czy to wtedy dokonano obserwacji, czy wtedy słuchacz do nas zadzwonił, ale posłuchajmy relacji o cygarowatym UFO nad Gdańskiem.
[02:29:26] - To było na przełomie 2016. Czekaj. To była końcówka lipca, jakoś tak. Świadków mam na tą obserwację, tylko że po prostu wolałem wtedy nie krzyczeć głośno, że to jest UFO, tylko powiedziałem, że to jest jakiś bolid. Obiekt był pomarańczowy. Dziwna obserwacja, bo to nie była ani żadna kula, żaden dysk, nic tych rzeczy. Był długi i jakbym go ocenił, może widoczny z jakichś dwóch, trzech kilometrów. To było coś jak cygaro, długie pomarańczowe cygaro. Nie mam po co cię oszukiwać.Obiekt był widziany w miejscowości Tolkmicko nad Zalewem Wiślanym. To jest niedaleko Gdańska i od razu pierwsze, co mi się skojarzyło, bo już wtedy interesowałem się tym. Kiedyś w Radiu Zet była audycja o gdańskim UFO i obiekt był toczka w toczkę identyczny, żeby cię nie skłamać.
[02:30:33] - To był jeden obiekt czy było ich więcej?
[02:30:35] - To był jeden obiekt. Długie pomarańczowe cygaro. Sprawdzałem wtedy od razu po przyjściu do domu, czy może gdzieś w okolicach były jakieś dziwne zjawiska atmosferyczne czy coś w tym stylu. Nic takich rzeczy nie było. Świadków mam dużo, bo to było akurat w pracy. Mieliśmy przerwę, wyszliśmy wszyscy na papierosa. Wolałem nie krzyczeć głośno, że widzimy UFO. Nie miałem możliwości tego nagrać, żeby mnie za kretyna, za idiotę nie wzięli.
[02:31:03] - Ale świadkowie obserwowali. Było widać wyraźnie, że interesują się tym, co tam się na niebie pokazało?
[02:31:11] - Szczerze mówiąc palali to. Widoczne było wyraźnie. Uwierz mi, na serio to było widoczne wyraźnie, bo pierwsze skojarzenie, jakie miałem to mógł być lampion. Puszczony lampion. Ale słuchaj, lampion to jest pomarańczowa kuleczka, a to było długie.
[02:31:29] - To musiał być lampion dosyć długi i dosyć dużych rozmiarów.
[02:31:34] - Właśnie. I to było przede wszystkim długie. To nie było wysoko czy coś. To było po prostu długie, tak jakbyś pomarańczową parówkę po niebie puścił. Już to dwa lata prawie w sobie dusiłem. Nawet mój najlepszy przyjaciel to widział. Tylko jemu powiedziałem wprost, że twierdzę po prostu, że to było UFO.
[02:31:55] - Jeszcze raz. Kiedy doszło do tej obserwacji?
[02:31:59] - Lipiec, sierpień 2016.
[02:32:03] - Jakie wtedy były warunki pogodowe? Było czysto?
[02:32:06] - Czyściutkie niebo. Chłopie, było czyściutkie niebo. To był już wieczorek. Lekko taka szarówka się robiła. To było gdzieś koło 20:00, bo to jeszcze lato. To jeszcze nie tak zupełnie ciemno, nie tak zupełnie jasno. To było świetnie widoczne. Żałuję sobie, pluję w brodę, że nie wyszedłem na idiotę i nie wziąłem tego telefonu z szafki i nie poszedłem nagrywać. Miałbym namacalny dowód, a tak mam póki co tylko świadków tego zdarzenia.
[02:32:36] - A obiekt jakoś się poruszał czy stał w miejscu?
[02:32:40] - On płynął gładziutko po niebie. Było bezwietrznie. To pierwsze, co mogę powiedzieć. Było bezwietrznie. Mieszkam nad Zalewem Wiślanym. Tutaj jest ruch powietrza bez przerwy. Ale to było tak jak dzisiaj bynajmniej w naszej okolicy, że zero wiatru. Jeżeli to by był lampion puszczony, to on praktycznie powinien się w ogóle nie przesuwać, bo ruchu powietrza nie było. Teraz powiem ci, z jakiego kierunku. Z zachodu od Niemców tak jak na Rosję, na wschód. Idealnie gładziutko płynęło po niebie. Z mojej perspektywy, jak to widziałem nad budynkiem w pracy, to ja wiem, może z tej perspektywy, co ja to widziałem, to było 20 metrów nad budynkiem na odległość jakieś dwa kilometry. Po takiej przekątnej to mogło być nawet wtedy na wysokości jakichś 400, 500 metrów.
[02:33:34] - A jak oceniłbyś prędkość poruszania się obiektu? Ile czasu trwała obserwacja?
[02:33:41] - Ja to obserwowałem cały czas, dopóki nie poszedłem z przerwy. Obserwacje prowadziłem jakieś dobre 10 minut, bo to jeszcze nawet dosyć daleko jeszcze było idealnie widoczne. A z prędkością tak na tej odległości, co mówię, to mogło nawet zapieprzać, żeby cię nie skłamać koło 200 kilometrów na godzinę. Mówię około 200 na godzinę. Było bezwietrznie, a lampion z taką prędkością przy bezwietrznej pogodzie by nie leciał. Pierwsze skojarzenie, co powiedziałem na głos ludziom, że to może jest jakiś bolid, jakiś śmieć wchodzący w atmosferę czy coś na takiej odległości widoczny. Nie wiem.
[02:34:18] - Nie była chyba widoczna jakaś smuga ciągnąca się za tym.
[02:34:23] - Nie było widać dymu, nic. Płomieni nic nie było widać.
[02:34:28] - To chyba wersja ze śmieciem w takim razie odpada, bo jednak jakiś gaz by tam był.
[02:34:35] - Tak, ale ja nie będę krzyczał przy ludziach w zakładzie pracy, że widzimy UFO. Nie będę krzyczał.
[02:34:41] - Wiadomo.
[02:34:42] - Nie chciałem z siebie robić wtedy durnia.
[02:34:44] - Mam takie jeszcze pytanie. Ilu świadków tak było pi razy oko?
[02:34:48] - Pi razy oko? Nas spokojnie osiem osób było. Tak jak staliśmy na papierosa, mówię ja, mój przyjaciel, moja sąsiadka, która w tym zakładzie pracy akurat pracuje, bo pamiętam, że z nią wtedy rozmawiałem. Kto tam jeszcze był? Było osiem osób. Tak po nazwiskach ci teraz nie powiem. Nie kojarzę dokładnie, ale trzy osoby zapamiętałem dokładnie, czyli siebie, sąsiadkę i mojego przyjaciela.
[02:35:12] - Rozumiem, że pojawieniu się tego obiektu nie towarzyszyły jakieś inne zjawiska.
[02:35:20] - Nie.
[02:35:20] - Nic?
[02:35:21] - Wiem, o co pytasz. Nic temu nie towarzyszyło. Żadne dźwięki.
[02:35:27] - Żadne dźwięki, żadne zakłócenia ani nic.
[02:35:31] - Nic z tych rzeczy.
[02:35:33] - Dosyć podobnego obiektu, obserwacji podobnego obiektu o podobnym kształcie dokonał również inny z naszych słuchaczy, pan Marcin. Posłuchajmy jego relacji. Tutaj obiekt wydawał się podążać jakby za samolotem. Pierwsze pytanie. Jakby pan mógł opisać, jak doszło do tej obserwacji? Kiedy to było dokładnie? Jak się zachowywał ten obiekt? Jak wyglądał? Jakie panowały warunki pogodowe? Ilu było świadków? Wszystko, co pan pamięta.
[02:36:03] - Dobrze. Moja obserwacja. Pamiętam, że to była moja pierwsza obserwacja, taka naprawdę, którą nie umiem wyjaśnić. Odbyła się 28 maja 2017 roku i to była niedziela. Wszystko się zaczęło od tego, że mój znajomy do mnie zadzwonił, czy mam kompresor po prostu, żeby dopompować powietrze w samochodzie. Chodzi o to, że mu ktoś spuścił pod blokiem i nie miał czasu, żeby podjechać na stację, bo miał za daleko i miał bliżej do mnie. Mówię: „Okej, podjedź. Nie mam kompresora, ale mam jakąś pompeczkę, którą ci mogę użyczyć”. Podjechał i to była godzina 20:00. Podjechał, dopompował, porozmawialiśmy, odjechał. Ja mam ogródek, który się łączy z ogrodem. I mama zawsze mnie poprosiła, żebym poszedł podlać wrzątki, bo jest taka pora, że już noc nie świeci, żebym podlał. Mówię: „Dobra, ja sobie podleję, nie ma problemu”. Podlałem i sobie usiadłem
[02:36:48] - Usiadłem sobie na fotelu bujanym i spoglądam w niebo. Latając samolotem, tak jak panu wcześniej chciałem, nad niebem dużo lata samolotów do Krakowa, z Krakowa. Spoglądam na samolot, który wystartował, już się wzbił na tą wysokość. Mam tu prowadzę też notatki. 10 kilometrów. Czerwony brat. 10 kilometrów. I tak spoglądam sobie, leci prądem z zachodu. I co mnie zdziwiło, że za tym samolotem, tak jak pan powiedział, mi się tak wydaje, że to było trzy kilometry, pojawił się czarny obiekt w kształcie takiej kreski. Można to uznać za cygaro lub nie wiem. Pierwszy raz w życiu widziałem. Różne rzeczy widziałem latające. Jak chodzi o samoloty pod awionetkę, bo pasażery, pasażerskie, wojskowe. To mnie zdziwiło, że on się bardzo szybko poruszał bez żadnego dźwięku i znikł. To trwało. Tutaj mam notatkę 30 sekund. Równe 30 sekund trwał cały ten przelot, można powiedzieć tego obiektu. Nie wiem, nie umiem tego określić, bo pierwszy raz w życiu widziałem. Nigdy w życiu. Umiem odróżnić na przykład, jakby to powiedzieć, satelity, bo mnie kiedyś tata powiedział. Pytałem, co to są takie obiekty. Są takie gwiazdy, są niektóre gwiazdy na niebie, które się poruszają i tyle. Jakoś nie spadają, tylko się poruszają w danej trajektorii. Tata mi tłumaczy, że to są satelity, sputniki. Okej, zaakceptowałem, poczytałem. Miał rację. Potem się zdziwiłem, że on znikł. W tym momencie, żeby mieć jakiegoś świadka, zawołałem mamę, bo nikogo nie było akurat w domu. Mama przyszła. Mówię: „Mamo, spójrz na niebo. Czy coś widzisz?” Mówi: „Nie widzę nic”. Postała ze mną 15 minut, dosłownie 15 minut o 21:00 i tylko zauważyła czarną chmurę w kształcie stożka. Pyta się, czy mi o to chodzi. Mówię: „Nie”. Od zachodu niebo było bezchmurne i tyle. I tylko ta chmureczka została i obiekt się drugi raz nie pojawił. Tak samo nie odbijało się od niego światło. Nie zauważyłem, żeby światło od niego odbijało jak od tego samolotu, który leciał przed nim te trzy kilometry. Nie odbijało się w ogóle światło i po prostu znikł. Tak, chciałem właśnie taką obserwację.
[02:38:39] - Czyli obiekt pojawił się za samolotem, pobył sobie trochę w tym jednym miejscu i potem po prostu-
[02:38:47] - Właśnie nie, on nie stał w jednym miejscu, on się poruszał w linii prostej. Też nie zauważyłem od początku, kiedy on się pojawił. Po prostu wzrokiem kierowałem się za tą smugą, za samolotem, tak jakoś z ciekawości, intuicyjnie. I tak zauważyłem ten obiekt. On naprawdę się wyróżniał, bo był czarny. Cały był czarny, nie miał skrzydeł. Tak jakby ktoś namalował kreskę na niebie i ją przesuwał palcem. Można tak to określić, tak jakoś to zobrazować. Więc to mnie bardzo zdziwiło. I to znikło. Nie było takiego, że to się oddaliło, tylko znikło. Znikło mi prostu oczom. Mogę podkreślić, że byłem trzeźwy, bo akurat byłem trzeźwy w tym momencie. Nie byłem pod żadnym wpływem niczego i z ciekawości po godzinie 21:00 udałem się wałem kolejowym, który mi dał szerszą perspektywę widzenia, bo mam jeszcze lampę ze sobą. Po prostu obiekt się nie pojawił gdzieś indziej. Nie zauważyłem. Też się po prostu zaczęło ściemniać i też mogły płatać figle moje oczy, ale niestety już nic nie zauważyłem. I wtedy właśnie wykonałem do wuja SMS-a.
[02:39:48] - Czy obiekt emitował jakieś dźwięki, wpływał jakoś na otoczenie?
[02:39:52] - Właśnie nie. Była cisza. Cisza tyle po prostu, że został tylko dźwięk samolotu, można powiedzieć. Ale ja go zniwelowałem, bo mnie zaciekawiła ta czarna kreska, bo nie chcę mówić, że to było w formie cygara, tylko tak jakby z zainteresowania. Chodzi o obiekty latające, niekoniecznie UFO. Po prostu nie wiem. Nie umiem tego opisać. Naprawdę. Dla mnie to było dziwne, bo to się szybko poruszało i znikło naraz tak samo szybko. Nigdzie się nie oddaliło, nie było żadnego takiego rozbłysku lub coś, co by dało takiego, że okej, że to jest nie z tej ziemi. Po prostu znikło. Można powiedzieć, że to nie z tej ziemi, bo tak znikło. Nie wiem. Pytałem się potem jeszcze, tego nie dodałem w SMS-ie, na drugi dzień mojego sąsiada, który obok grillował. I akurat on nie spogląda w niebo tak jak ja często, bo często spoglądam w niebo niż pod nogi, mówiąc szczerze. Mówi, że nic nie zauważył. Chociaż jakby nie zauważył, to by się też nie przyznał do tego, ale to było pierwsze moje takie spostrzeżenie, że to wszystko odbywało się tak, jakby ten obiekt śledził samolot. Tak to mogę zinterpretować. Po prostu, że jakby śledził ten samolot. Nie umiem sobie tego wytłumaczyć.
[02:41:12] - Obok tej relacji, która została przed chwilą przedstawiona, ten sam świadek przekazał nam inną historię. Choć nieco z trzeciej ręki, to równie ciekawą. Posłuchajmy jej.
[02:41:25] - Chodzi o to, że miałem znajomego, który też miał dziwne sytuacje i też nie umiał tego zweryfikować. Jakoś się skumaliśmy przy tematach dziwnych. Nie wiem, jak to nazwać.
[02:41:38] - Może znajomy zechciałby się kiedyś podzielić swoimi historiami.
[02:41:44] - Ja już straciłem z nim kontakt, ale powiem ci, że jest tutaj, jak chodzi teraz o sprawy UFO, obiektów niezidentyfikowanych, latających. Jest niedaleko mnie taka miejscowość niedaleko, spożywczak Czernichów. Ja kiedyś kumplowi opowiadałem, bo ta relacja o UFO to jest moja pierwsza, którą ci przekazałem. Nigdy wcześniej nic nie widziałem. Nigdy też na siłę nie twierdzę, że ja sobie obserwuję niebo. Zawsze sobie lubię siąść, jak jest ładne lato w fotelu, puścić na zewnątrz w fotelu, zapuścić sobie ambient, oglądać księżyc i obserwować. Po prostu puścić wodze fantazji o innych cywilizacjach. Ale nigdy nie wiesz, że ja sobie coś wyobrażę i ja tam zobaczę. Nie, po prostu tak zimnym okiem wszystko staram się odbierać. Ale ta miejscowość Czernichów. I kiedyś kumplowi opowiadałem o tym pierwszym zdarzeniu, że na Wszystkich Świętych widziałem i to było bodajże. Ten kolega, z którym pracujemy, jest bardzo wierzący, bardzo takim katolikiem. Chodzi do kościoła. Mówi, że uważa w tym sprawach. Nie chodzi o duchy. Okej. Ja się pytałem: „A jak ty odnosisz się do takich spraw jak UFO?” On do mnie tak: „Ty nie bądź ze mnie za wariata”. Ja powiedziałem: „Nie wiem, czy cię wezmę za wariata, ja się sam czuję wariatem. Możesz ze mną porozmawiać na ten temat. To będzie okej, ale nie dzisiaj. Muszę to jakoś sobie poukładać w głowie”. Wiesz, że mam do tego świadków swoją rodzinę. Ja go tak gnębiłem o jakąś tam przykazie czy coś. I ten ma na imię Piotrek i tak zdradził taką swoją tajemnicę, której nie chciał nigdy nikomu mówić, bo on to uznał, że to sputnik albo jakiś inny obiekt ziemski. Mówi tak: „Widziałem kiedyśSputnik w kształcie trójkąta. Tak mi powiedział. On się w ogóle nie interesuje UFO. Jak ty mnie przepytałeś o ten obiekt, to ja też w podobnej formie zapytałem, bo mniej więcej coś wiedziałem. On mówi: „Jak sputnik w kształcie trójkąta”. Trójkąt po prostu świecący. Na obrzeżach miał trzy świecące jasne punkty i w środku taki duży. Ja mówię: „Narysuj mi to, pokaż mi, jak ty to sobie widzisz”. Mam nawet ten rysunek przy sobie jeszcze, bo ja go trzymam. On jest tam. Mówię: „Ciekawe, ale jak to widzisz? Jak to widzisz? Jak to widzisz?”. „No świeciło to nad górami. To było dwa kilometry ode mnie. To było w nocy. Jasny punkt”. On często wychodził z psem na zewnątrz. Tak mi powiedział. „Z psem na zewnątrz wychodzimy. chorego tata, prostu musiałem z nim czasami wychodzić. I to się unosiło”. Ja mówię: „To leciało?”. „Nie, po prostu zawieszone było nad lasem i świeciło mieniącymi się światłami. Takie raz jasne, raz troszkę ciemniejsze”. Ja mówię: „Zmieniało to kolory?” „Nie, po prostu takie jasne światło, tylko troszkę przygasało, troszkę się oświecało troszkę mocniej”. Ja pytam: „A jak widział ktoś jeszcze to?” „Tata — mówi — widział i moja mama”. „I jak oni na to zareagowali?” „Nie wiem. Tata powiedział, że to pewnie jakiś sputnik to jest. Po prostu jakaś satelita”. Ja mówię: „Okej, może masz rację. Nie wiem. Ja nie widziałem takiego czegoś, to nie wiem, jak to”. Ale troszkę drążąc ten temat, wpisałem na Google po prostu „latające obiekty trójkątne” i w grafice mi wyskoczyły jakieś tam powiedźmy. Ja mówię: „Peter, może to tak wyglądało?”. On mówi: „To dokładnie tak jak tutaj. Też właśnie mniejsze światła w rogach i takie jedno duże w środku”. Ale nie wiem, może go zapytam, czy by chciał się z nami skontaktować w tej sprawie, bo jeśli chodzi o czas tej obserwacji, on powiedział, że trwało to pół godziny i to stało w miejscu. Ja się pytam, czy to odleciało w górę. On powiedział, że to odleciało w głąb. To nie odleciało w górę. To odleciało w głąb. Znikło po prostu w głąb, odleciało w góry i się skryło. Ja go tak zacząłem jeszcze troszkę męczyć, tak w miarę, żeby nie było, że jestem jakimś fetyszystą. Męczyć go, czy ktoś inny widział te zdarzenia. Mówi, że nie, ale mieszka w tej samej miejscowości starszy człowiek, który też widział podobne zdarzenie i to opowiedział bodajże jego tacie. Tylko ten dziadek jakoś to powiedział tak, żeby go nie wzięli za wariata i żeby go nie zamknąć w jakimś tam domu. Ten dziadek też już miał swoje lata, wiadomo, o co chodzi.
[02:45:43] - Mam takie pytanie, czy pamięta pan, czy kolega mówił dokładnie, kiedy doszło do tej obserwacji? Kiedy to mógł być rok?
[02:45:52] - Pięć lat temu. Dokładnie powiedział, że pięć lat temu i też to było lato. Nie powiedział dokładnie miesiąca.
[02:45:57] - Także to była druga z relacji, którą przekazał nam pan Marcin. A teraz spróbujemy połączyć się ze słuchaczem, który próbował dodzwonić się na antenę w czasie, gdy odtwarzaliśmy tę drugą relację. Prosimy o chwilę cierpliwości. Prosimy odebrać, jeżeli nas pan lub pani słyszy teraz, właśnie w tym momencie.
[02:46:28] - Halo?
[02:46:28] - Halo, dobry wieczór. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie. Próbował pan tutaj się dodzwonić.
[02:46:35] - Tak, właśnie chciałem opowiedzieć historię, bo ja jestem z Podlasia, z takiej mniejszej miejscowości przy Białymstoku. Wcześniej się ludzie wypowiadali, że tam mało jest relacji, to może opowiem właśnie o tym grołatym obiekcie, jak tutaj było puszczane niedawno o takim obiekcie. I coś takiego widziałem. Kiedyś poszedłem do kolegi na grilla i tam sobie siedzieliśmy. Tam był jego znajomy, jeszcze jeden z dzieckiem. I w pewnym momencie znajomy poszedł do domu coś zrobić, żona jego poszła i zostaliśmy tylko we trójkę, czyli ja, znajomy znajomego i jego dziecko. I tak sobie siedzieliśmy, nie rozmawialiśmy praktycznie, bo nie mieliśmy tematów za bardzo. I w pewnym momencie ten dzieciak podchodzi do nas, mówi: „Chodźcie, zobaczycie rakietę”. Więc tak sobie popatrzyliśmy na niego i nic nie zareagowaliśmy. Przychodzi po 10 sekundach i mówi: „Chodźcie, zobaczycie rakietę”. To ja tak sobie myślę: „Będę dobrym wujkiem, wytłumaczę mu, że to jakiś samolot leci”. I wstałem, podszedłem. Mówię: „Gdzie to jest?”. On tak: „Tutaj było”. To akurat to drzewo gdzieś leciało i on powiedział. Przeszliśmy to drzewo i tam się ukazał obiekt taki pomarańczowy, taki podłużny. Taki jakby świecił, taki był jak zachodzące słońce, takiego koloru. Nie wiem, co jeszcze mam powiedzieć. Oczywiście miałem telefon przy sobie, bo wtedy miałem akurat taką Nokię. To był gdzieś 2013 rok. Taką starszą. I tak sobie pomyślałem, że sięgnę do kieszeni. Patrzę, mam tą Nokię, tak myślałem, żeby zrobić zdjęcie. To by była słaba jakość, bo myślałem, że nagram filmik. Wchodziłem w te opcje i nie mogłem znaleźć. Tylko spoglądałem raz na to, raz na telefon i tam szukałem. Już gdy wykonałem zdjęcie, w chmurę po prostu to wleciało.
[02:49:02] - Ten obiekt się poruszał bardzo szybko? Zmieniał położenie, że tak powiem, w sposób typowy dla samolotu? Czy robił to szybciej? Na jakiej wysokości mógł się znajdować?
[02:49:18] - Trudno mi tak ocenić. Był bardzo dobrze widoczny. Nie był tak jak samolot, że-Był kilka razy większy, a porusza się nie jakoś szybko. Nie tak, że po prostu przeleciał i go nie było. Coś jak samolot, tylko dużo większy. Może trochę szybciej niż samolot.
[02:49:42] - A zostawiał za sobą jakiś ślad?
[02:49:45] - Nie, nic takiego nie było.
[02:49:48] - To też ważne.
[02:49:50] - Tak jakby to, nie wiem, czy tak można powiedzieć, że metaliczny był, bo to akurat było przed zachodem słońca. Tak jak samolot normalnie leciał. Żadnych śladów też nie zostawił.
[02:50:09] - Ciekawa sprawa. Bardzo interesująca. On się potem szybko od was oddalił, tak? W którym kierunku?
[02:50:19] - Znaczy on leciał... Zaraz, muszę tak pomyśleć. Tak jakby leciał na południowy zachód, czyli tak w prawo, jak się patrzy. Akurat tam niebo było czyste, ale były już chmury, tak jakby nadeszły i on zleciał w te chmury już i w pewnym momencie już nie było widać w ogóle. Ale był właśnie takiego koloru pomarańczowego, jak zachodzące słońce.
[02:50:51] - To sugeruje, że rzeczywiście mógł być metaliczny i po prostu odbijał to światło w jakiś sposób.
[02:51:00] - Tak mi się nie wydaje, ale biorę prawdopodobieństwo takie mogło być, że po prostu taki kolor od słońca.
[02:51:09] - Żadnych świateł na jego powierzchni pan nie widział?
[02:51:14] - Nie, był jednolity. Ja też nie mam najlepszego wzroku, to tam żadnych szczegółów nie widziałem. Dla mnie wyglądał po prostu jednolicie.
[02:51:28] - Interesująca sprawa. Rzeczywiście z Białegostoku, z Podlasia ogółem tych relacji jest względnie niewiele. Nie wiem, z jakiego powodu. Nie wiem, czy pan tam słyszał ostatnio o jakichś nowych sprawach, bo my, szczerze mówiąc, mamy tych doniesień niewiele.
[02:51:46] - Ja też widziałem jeszcze inne rzeczy, tak jak te kule. Nawet mój wujek raz nagrał filmik z tego, tylko niestety to słabo widać, bo jednak telefon nie jest w stanie uchwycić tego.
[02:52:04] - A może pan się podzielić jakimiś szczegółami dotyczącymi tych innych relacji, tych innych obserwacji?
[02:52:11] - Na przykład raz stałem z moim bratem ciotecznym i z kolegą przy gminnej spółdzielni, na schodkach sobie staliśmy i w pewnym momencie taka kula po prostu się pojawiła. Doleciała do ulicy i zgasła. Tak normalnie, mniej więcej takiej wielkości księżyca. Tak się włączyła, przeleciała i zgasła. Ja tak na brata popatrzyłem i mówię mu: „Widziałeś to?” On tak: „No, widziałem”.
[02:52:43] - Na jakiej wysokości to coś się poruszało?
[02:52:50] - Dość nisko, bo to były takie tam, nie wiem, czy teraz jeszcze to idzie, jakieś przewody, jakieś słupy komunikacyjne czy coś takiego. Mniej więcej nad tym. Wzdłuż tego przeleciało i zgasło.
[02:53:08] - Ciekawe. Bardzo interesująca sprawa, muszę powiedzieć. Postaramy się tutaj. Nie wiem, czy będziemy jeszcze mogli coś dodać, ale ta sprawa z tym obiektem cygaropodobnym przypomina wiele innych podobnych spraw i w ich przypadku też często nie znaleziono żadnego wyjaśnienia.
[02:53:42] - Ja tu nie znajduję wyjaśnienia akurat. Ale jeszcze mogę opowiedzieć taką historię, bo mam akurat takie duże okno przedszkolne w domu i tam rodzice robili kiedyś imprezę. Ja tam wróciłem później, tam sobie jedzenia nalałem, poszedłem na górę i wchodząc zobaczyłem takie światła, przykuło to moją uwagę. Poszedłem na górę i wyjrzałem zobaczyć, co to jest. Na początku myślałem, że to jakiś szybowiec leci. Już noc była i tam akurat mój znajomy się interesuje i samolot nie może lecieć sobie w nocy, tak sobie oświecać tego. Ale to były po prostu dwie kule, takie obok siebie jakby leciały i leciały na mój dom. Jak już dość blisko były, to aż się trochę przestraszyłem i się schowałem za zasłonę tak, żeby to nikt nie zauważył. Przeleciały tak łukiem i poleciały w stronę drugiej miejscowości. Też akurat nagrałem chyba filmik, ale już tam było to tak daleko, że może tylko latarnia się praktycznie nagrała. Nic więcej. Nie było widać tych kul. Kul? Jakieś światła. Nie wiem, jak to nazwać.
[02:55:08] - Dziękujemy panu za relację.
[02:55:13] - Dobrze, też dziękuję.
[02:55:15] - Dziękujemy. Coś słabo słychać i szczerze mówiąc muszę natężać słuch, żeby tutaj usłyszeć szczegóły. Dziękujemy panu jeszcze raz. No cóż, Marku, dobiegamy godziny 22:00. W zasadzie to już przekroczyliśmy ją i to dość znacznie.
[02:55:36] - Już przebiegliśmy dawno.
[02:55:38] - Tak, tych relacji kilka dzisiaj napłynęło. Jak mówisz, wiele osób, które pojawiły się na czacie zadeklarowały, że prześlą nam swoje historie. Bardzo fajnie. Patrzę jeszcze, co mamy do przerobienia. Zostało w sumie dziewięć stron tych relacji. Tutaj znalazłem bardzo fajną historię.
[02:55:55] - I kolejny numer, kolejny telefon. Właśnie teraz. Właśnie tutaj. Halo, dobry wieczór. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[02:56:07] - Halo?
[02:56:07] - Halo? Dobry wieczór.
[02:56:08] - Halo?
[02:56:09] - Prosimy bardzo.
[02:56:10] - Słychać mnie?
[02:56:12] - Słychać bardzo dobrze.
[02:56:13] - Dobry wieczór. Dzwonię z pracy, mam tu prowizorkę i nie wiem teraz, czy mnie słychać, czy nie. W każdym razie słuchając was i ostatnio mowa jest o różnych cygarach i tak dalej, to chciałbym też swoje dwie historie. Może jedną o cygarze, a jedną-
[02:56:34] - Może pan oczywiście obydwie. Jeżeli to są historie związane z obserwacjami UFO, to jak najbardziej prosimy o obydwie.
[02:56:43] - Tak. Co prawda ja osobiście tego nie widziałem, tylko słyszałem, ale i tak chyba mi się wydaje warte przytoczenia. Pierwsze, o którym wiem, wydarzyło się gdzieś około 20 lat temu. Do mojej matki przychodziła pewna kobieta, tak zwana kosmetyczka. Wywoływała jej odciski i tak dalej. I w jednej takiej wizycie siedziały, rozmawiały o wszystkim, o niczym. W telewizorze zaczął lecieć „Teleexpress”. Ja siedziałem w pokoju obok, też patrzałem „Teleexpress” i była relacja, jak ktoś widział jakieś UFO i tak dalej. I było pokazane zdjęcie, typowy spłot. Nagle słyszę z pokoju obok, ta pani takim przestraszonym głosem mówi: „Ja kiedyś coś takiego widziałam”. Od razu moje radary poszły: „uwaga, na drugi pokój, o co chodzi”. I zaczęła się opowiadać. Wracając do domu, to była zima, ciemno, zimno i pusto na drodze. Mieszkam w południe Śląska i tu się to działo wszystko. I wracając, kilkadziesiąt metrów przed jej blokiem zauważyła coś wiszącego kilkanaście metrów nad ziemią. Gdy to zobaczyła, tak się wystraszyła. Akurat szła ze swoim synem. Z tego, co mogę obliczyć po wieku, kiedy się to działo, to gdzieś w latach 70. Jak to zobaczyła, tak się wystraszyła, dziecko pod pachę i biegiem do siebie do bloku. Jeszcze zauważyła, że jej sąsiadka z parteru też to zauważyła. To była jedna relacja. A druga to jakby powiedzieć z własnego podwórka. Prawdę mówiąc, interesuję się tym tematem już od 80. lat. 30 dobre lat, parę. Ale gdy się to słyszy coś takiego od swojej matki, to nie wiem, jak to ugryźć. Chodziło o to, że to było akurat kilkanaście lat temu, gdy jeszcze żyła. Kilka ostatnich lat życia miała problemy ze spaniem. Akurat myśmy spali, ona po prostu nie mogła. Tak chodziła później z jednego pokoju do drugiego. Od okna do okna. Trochę posiedziała w oknie, znowu poszła do innego pokoju, posiedziała w oknie. I tak noc mijała. I właśnie w takiej jednej nocy zauważyła coś przelatującego nad naszą ulicą. Może nie będę mówił, jaka nazwa, ale z jej relacji, z jej opisu wynikało, że to było akurat na wysokości kilkudziesięciu metrów, góra w każdym razie. I mówiła o kształcie cygarowatym. I jeszcze powiedział taki szczegół, że jak wychodziły w dół na ulicę światło. Nie umiała też dokładnie tego określić, ale jakbym to dzisiaj nazwał, to taki szklany ulicy. Ale mówiąc to, gdy jeszcze powiedziała, może to był błąd, ale gdy jeszcze powiedziała, że oni do niej machali, mnie już po prostu zatkało. Akurat nam to powiedziała przy siostrze i jeszcze przy ojcu. Ja nic, siostra śmiech, a ojciec nic. Jak teraz mam z tym? Nie wiem, jak to ugryźć. Tu śpisz, człowieku, a tu coś ci nad głową takiego przelatuje. Matka akurat jest, a raczej była dość prostą, jak by to powiedzieć, dobrze znacie profil biologiczny przynajmniej janowickiego, nie z Lublina. Prosty człowiek, który jest taki ze wsi. Dla niego się liczy tylko, co jest tu we wsi albo ewentualnie obok. Dla mnie matka była prostą kobietą, wiejską, wykształconą i dla mnie takie w ogóle rozważania, jakieś teorie wymyślanie to było nie na miejscu. To by było tyle. Później jeszcze szukałem po różnych gazetach lokalnych, czy jakieś relacje były czy coś, ale nic nie natrafiłem na to.
[03:01:39] - Myśmy dostawali relacje z Rudy Śląskiej, ale to były raczej te lampiony chińskie. To było parę lat temu. A kiedy miała ta obserwacja miejsce, w którym roku?
[03:01:52] - To było kilkanaście lat temu, pierwsze lata 2000. Jakoś tak to było.
[03:01:59] - A czy tam były jakieś inne szczegóły związane z tym, co to było? W jakiś sposób ktoś machał do pańskiej mamy?
[03:02:13] - Prawdę mówiąc, tak się nie dopytywałem. Dla mnie to było takie zaskoczenie, że ona coś takiego mówi. Interesuję się tym wiele lat i dla mnie takie rzeczy, że tu i teraz się coś takiego dzieje, było po prostu ni realne. Zawsze gdzieś tam w Ameryce, gdzieś na filmie zobaczysz, gdzieś coś leci. Teraz sobie po tych latach robię wyrzuty, że akurat bardziej nie ciągnąłem za język. Ale przeszło po prostu do porządku dziennego, jakby to było w sumie normalne. I to wszystko. Ale z lampionami raczej to były pierwsze lata 2000 roku, to raczej jeszcze chyba tam nie było.
[03:03:00] - Nie, te relacje, co mówię, to były z 2012, 2011. To wtedy były, to znacznie później.
[03:03:08] - Nie, to było kilkanaście lat. To wszystko.
[03:03:12] - Dziękujemy bardzo. Oryginalna sprawa, bo to przecież dość mocnego kalibru relacja, prawda, Marku?
[03:03:24] - Dosyć duża sprawa, szczerze mówiąc.
[03:03:28] - Z drugiej strony się dziwię, że akurat nas nie pobudziła wtedy. Byśmy byli może świadkami tego. Nie wiem, tyle lat, to już tylko zgadywanie pozostawało. Ale co mam do powiedzenia? Musiałbym fakty naginać. Wiem tylko to, co się wypytałem i co ona sama powiedziała. Dalej to wszystko. Pytałem, czy ktoś inny coś widział, ale nic z tego.
[03:04:02] - Właśnie. Dziękujemy. Pozdrawiamy.
[03:04:06] - Dziękujemy.
[03:04:09] - Dziękujemy bardzo.
[03:04:10] - Pamiętasz, Marku, taką sprawę sprzed bardzo wielu lat? Dostaliśmy od mieszkańca Górnego Śląska. Pan się nazywał Jerzy M., z tego, co pamiętam. On był milicjantem i to była chyba jedna ze spraw, która zaczęła tą słynną falę obserwacji UFO w roku 1978. On to widział chyba w styczniu czy w lutym 1978 roku.
[03:04:46] - Przypominam sobie. Chyba ta relacja jest gdzieś opublikowana nawet w postaci artykułu na Paranormalium. Czekaj, spróbuję ją może wyszukać teraz na szybko i ci podesłać.
[03:04:59] - Dlaczego o tym mówię? Bo to też przecież było w bardzo gęsto zamieszkałym obszarze. Już nie pamiętam gdzie, chyba to były Ornontowice. To była obserwacja, bo on miał taki patrol, obchodził z psem sklepy od Ornontowic gdzieś w drugim kierunku, w innej miejscowości i po prostu zobaczył przelatujący obiekt, który, jak określił, wyglądał jak pozbawiony skrzydeł samolot. On oczywiście zadzwonił do swojego przełożonego, mówiąc, że coś takiego leci i spada. Być może dojdzie do katastrofy. Oczywiście dostał potem opierdziel, że zawraca im głowę takimi rzeczami, ale to sugeruje, że w środku aglomeracji górnośląskiej takie rzeczy się dzieją i nikt tego nie widzi.
[03:05:53] - Ja tutaj szukam tego artykułu, a w międzyczasie połączył się z nami nasz stały słuchacz, pan Maciej. Dobry wieczór, panie Macieju. Jesteśmy już na antenie.
[03:06:03] - Witam, słyszę was. Akurat widzę, że mnie też słyszycie.
[03:06:07] - Słyszymy bardzo dobrze.
[03:06:11] - Od razu pozdrawiam. Słucham was jak zwykle co niedzielę. Muszę przyznać, że jak zwykle kontynuujecie to bardzo poważnie i profesjonalnie. A dzisiaj, jako że audycja jest o przypadkach zgłoszonych przez obserwatorów, to ja jakoś się interesuję tematem. Nie wiem, od 15. roku życia. Sam nic nie widziałem, ale spotkałem jedną osobę kiedyś na wakacjach, będąc z rodziną. Znajomy opowiadał nam, że coś widział, jak był mały. Miał chyba około 10, 12 lat. Wychodził z domu. On mieszkał we wsi, wychodził z domu. Z ojcem i z dziadkiem jechali do pracy na budowę i najpierw, żeby wyjechać na tą budowę, musieli pojechać do sklepu po bułki. Jak wychodzili z tego domu, to widzieli nad dachem dużą srebrną kulę o średnicy około 50 centymetrów do metra. Kula ta świeciła jasnym światłem. Nie poruszała się, tylko wisiała nad dachem. Przyglądali się jej co chwilę, jak wychodzili z tego domu czy krzątali się przed domem, wsiadając do samochodu. Ona cały czas tak wisiała. Jak wyjechali i wrócili, to gdzieś tak było po 40 minutach z tego sklepu, żeby wyjechać do pracy, to już tej kuli nie było.Jest taka opowieść.
[03:07:50] - To jest dość oryginalne, bo takich historii, gdzie coś wisi bezpośrednio nad dachem, to jest mało. Zdarzały się opowieści, że ktoś coś widział nad domem, ale że bezpośrednio nad dachem to ciekawe. Szczerze mówiąc, ja to bym się trochę wystraszył, nawet bym rzucał kamieniami. Mówię oczywiście pół żartem, pół serio, ale byłbym trochę zaniepokojony widząc coś takiego nad swoją chatką.
[03:08:19] - Szczególnie jak się zapytałem, jakiego typu to było światło. Czy przypominało latarnię albo coś takiego? Nie. Mówił, że normalne białe światło, takie jasne jak księżyc, ale jednak jeszcze bardziej srebrne. Coś takiego przypominało. Taka dosyć jasna łuna to była. Mówi, że dziwnie się wtedy czuł, ale nie czuł zagrożenia ani nic. Oni wszyscy też się zdziwili, ale nie wiedzieli, co z tym zrobić, to wsiedli i pojechali.
[03:08:48] - To w sumie niewielki obiekt. Pamiętam też taką historię, którą usłyszałem lata temu z Mazowsza, spod Radomia. Z tego, co pamiętam, spod Radomia. Chyba tak. To też było dość oryginalne, bo chłopak twierdził, że w Wigilię wyszedł przed dom i centralnie nad domem sąsiada, czyli dosłownie nad dachem zobaczył wiszący jakiś obiekt. To było dość niezwykłe. Pamiętam historię na przykład z Podkarpacia, kiedy coś tam zawisało nad domami na pewnej wysokości, ale takiej historii, że coś wisi bezpośrednio nad dachem, to jest ciekawe.
[03:09:36] - Ale też podobna ta pana opowieść jest. A kiedy to się wydarzyło? Tamto to się musiało gdzieś wydarzyć w dziewięćdziesiątym którymś roku.
[03:09:48] - A tamto, o czym mówię, to się wydarzyło prawdopodobnie na początku lat dwutysięcznych. Nie ręczę za tą opowieść, bo to opowiadał taki bardzo rozegzalowany facet, w zasadzie chłopak i nie jestem pewien, na ile w tym było. On potem zerwał kontakt i to zawsze jest w takim przypadku kontrowersyjne. Ale przypomina mi się jeszcze sprawa z Baranówki, chyba z Rzeszowa, którą opisał w swojej książce Eryk Miazga. Nie pamiętam, który to był rok, ale chyba 2002, gdzie nad blokiem po prostu zawisł taki kulisty obiekt i to dosłownie nad blokiem, czyli kilka metrów nad dachem on był widoczny w pewnym momencie. Potem jakoś dołączył do niego drugi i oba odleciały. To też było bardzo interesujące. Takie historie, kiedy ktoś nam coś opowiada i my to potem słyszymy, to też mają w sobie jakiś urok.
[03:10:47] - Szczególnie że one nam dają dalej taką nadzieję w to, że jednak faktycznie tych ludzi, którzy są wkoło nas, coś jednak tam dotyka. Że nie jest to ze źródeł mediów czy radia, czy telewizji, że coś takiego jest, ale że ludzie, którzy tam na bieżąco się kręcą wkoło nas, mogą mieć takie doznania też i mogą o tym powiedzieć. Tylko trzeba albo o tym też napomnieć jakoś, że się czymś takim interesuję, wtedy można to usłyszeć. To wtedy oni dopiero mogą się chyba otworzyć, jak widzą, że ktoś po prostu się tym interesuje. Sam z siebie to raczej nikt nie powie tak, będąc w pracy czy gdzieś.
[03:11:34] - Ja pamiętam takie przypadki ze studiów, kiedy zacząłem studia i to był rok 2005. Ja wtedy miałem swoją stronę, działaliśmy, ja o tym mówiłem bez ogródek. Oczywiście jeszcze nie byłem publicystą, nie zajmowałem się tym, czym się teraz zajmuję zawodowo. Ale tam o UFO często opowiadałem kolegom na studiach i oczywiście z różnym skutkiem, bo niektórych to interesowało, inni mnie uznawali za idiotę. Chociaż nie, szczerze mówiąc, to zawsze jakoś to ludzi interesowało. Może dlatego, że mówiłem o tym w sposób taki dość konkretny. I pamiętam, kiedy się to tam rozeszło, że się tym interesuję, że o tym opowiadam, że tego nie neguję, to co jakiś czas ktoś mi jakąś opowieść przekazywał i usłyszałem ich dość sporo od moich kolegów ze studiów. Tam może było kilkadziesiąt osób, może z kilkunastoma miałem kontakt. Pamiętam taką historię, którą opowiedział mi bardzo dobry znajomy, Piotrek z Częstochowy. Pozdrawiam go. Opowiadał mi historię. To była najlepsza z tych historii, które tam zebrałem. I on mi to opowiedział jeszcze w tamtych czasach, gdzieś w roku 2005, 2006, jak podczas pobytu u swoich dziadków w miejscowości Aleksandria pod Częstochową widział przelot nad ich gospodarstwem takiej świetlnej kuli. I to był biały dzień. Ogromna świetlna kula po prostu przeleciała nad wsią. Zwykła kula świetlista i sprawiła, że wszystkie zwierzęta we wsi ucichły. Normalnie jak słychać było jakieś szczekanie psów czy krowy, czy tam barany, to nagle-
[03:13:20] - A czy wydawała jakiś dźwięk? Może świst jakiś był tak głośny, że... Bo same zwierzęta na świst tak reagują.
[03:13:27] - Z tego, co pamiętam, to ona buczała troszkę. Poleciała i po prostu wszystko ucichło. Wszystkie zwierzęta się wystraszyły. I to mi Piotrek opowiadał. Potem pamiętam taka koleżanka bardzo inteligentna. Ona potem zresztą została wykładowcą akademickim. Ada opowiadała mi historię również jak z okna swojego domu obserwowała coś takiego w rodzaju takiej karuzeli na niebie. Takiego czegoś, co się kręciło. Oczywiście tutaj w grę w takich przypadkach zawsze wchodząLasery zwykle z dyskotek w tamtym okresie takie puszczano, ale to też była interesująca sprawa. Byli też koledzy, którzy patrzyli na problem UFO przez palce. Taki mój drugi bardzo dobry znajomy, Szymon, często się śmiał z tego. Traktował to troszeczkę zabawnie to UFO i że to tam pierdoły, się interesuję humanoidami, takie rzeczy. Spotkaliśmy się chyba dwa lata temu. Siedzimy ja, Szymon, Piotr i tam jeszcze kilku innych i zaczynamy gadać. Oni mnie się pytają, co tam. Ja mówię: to i to. Ciągle się tym UFO interesujesz? No interesuję się, ale wiesz, jak to jest z tym UFO. W sumie mówię do nich: nie wiadomo, co to jest. Z jednej strony to wydają się jakieś dziwne latające obiekty. One mocno oddziałują na świadomość i każdy z nas, kto się z tym zetknął, wyniósł z tej swojej przygody jakąś lekcję. Możesz o tym mówić, możesz o tym nie mówić, ale jakąś lekcję z tego wynosisz. Wtedy Szymon, którego bardzo lubię, się otworzył i on mi powiedział tak. Facet, który się śmiał z tego dobrych kilka lat wcześniej, nagle się otworzył i mówi, że on mieszkał w centrum Częstochowy, w wielkim bloku wiszącym nad arteriami komunikacyjnymi, zresztą blisko miejsca, gdzie studiowaliśmy. On jest bardzo widoczny, bo to jest wielkie skrzyżowanie. Nie będę mówił dokładnie gdzie, ale w każdym razie widać z tego bloku panoramę miasta. On mówi, że pewnego dnia widział taki obiekt, wielką kulę. Oczywiście nie był to żaden obiekt astronomiczny, tylko widział wielką kulę światła. Po prostu chamsko świeciła do okna. Wrzucała po prostu światło do pokoju. On wtedy trochę zdobył się na minutę szczerości, że coś w tym jest. To nie są tylko opowieści jakichś rozpalonych gimbusów, którzy naoglądali się za wiele filmów, tylko coś w tym jest. Jest to ciekawe.
[03:16:19] - Bo był świadkiem.
[03:16:20] - Tak. Przyznał się po latach, że był świadkiem, że coś takiego się stało. To naprawdę jest interesujące. Ja zresztą szczerze mówiąc zawsze, kiedy o tym mówiłem, w jakiś sposób zawsze się znajdywali ludzie, którzy przyznawali, że coś widzieli. Często oczywiście nie chcieli, żeby o tym mówić głośno, bo im to w jakiś sposób szkodzi.
[03:16:43] - Właśnie, a przez ten cały czas, jak pan już to obserwuje czy dostaje jakieś cynk o tych sprawach, to gdzie jest najwięcej tych obserwacji? To są miasta czy wsie? Jeśli miałby pan tak na szybko albo ze statystyk, jak jest?
[03:17:00] - Powiem tak, statystyki prowadziliśmy, może nie statystyki, prowadziliśmy ewidencję. Statystyk nigdy nie robiłem. Natomiast podsumowując to wszystko w głowie, to, co mi zostało w głowie z tych relacji, mimo że dużo z nich pamiętam, to mogę powiedzieć, że w ostatnich latach, to znaczy lata 2010-2015, najwięcej obserwacji było we Wrocławiu. Trochę było na Górnym Śląsku. We Wrocławiu były bardzo spektakularne obserwacje charakteryzujące się wysokim stopniem dziwności. To znaczy na przykład jest tam park. Cholera, jak się ten park nazywa? Zachodni? Jest Park Zachodni?
[03:17:47] - Właśnie. Jest. W moich częstych Wrocławiu to ja bym na to widział, a ja jeszcze nic nie widziałem.
[03:17:54] - Szczerze mówiąc, stamtąd napływały bardzo dziwne relacje o latających dyskach, których nikt nie widział oprócz kilku osób. Wrocław. Co ciekawe Opole, okolice Opola, Opole Nysa.
[03:18:09] - Czyli w miastach większych.
[03:18:10] - Potem południe Opolszczyzny, Głuchołazy i okolice. Tylko że tam ta aktywność była raczej historyczna, nieaktualna. Częstochowa i okolice. Ale tu nigdy o tym się głośno nie mówiło, tylko fakt z tego wynika, że ja to zbierałem. Podkarpacie, całe Podkarpacie. Swego czasu Warszawa. Łatwiej jest wymienić białe plamy moim zdaniem. Miejsca, skąd absolutnie tej relacji nie ma. Takimi miejscami są Kielce i okolice, województwo lubuskie. Swego czasu tych relacji w ogóle nie było z Pomorza. Swego czasu tych relacji nie było z Łodzi.
[03:18:55] - A ktoś słyszał o jakichś obserwacjach? Nie wiem. Skandynawia, Szwecja, Norwegia. Nic mi się nie obiło o uszy.
[03:19:04] - Skandynawia. Norwegia nie wiem, bo szczerze mówiąc Norwegia to jakoś nigdy mnie nie interesował ten kraj. Nie wiem czemu. Nie mam do niego wielkiej sympatii. Nasłuchałem się różnych opowieści. Natomiast Szwecja. Ze szwedzkimi ufologami mam kontakt od bardzo dawna. W zasadzie z Klasem Svahnem, przewodniczącym swego czasu tamtejszej organizacji ufologicznej do dzisiaj. W Szwecji temat UFO zaczął się w zasadzie po wojnie, wraz z obserwacją słynnych spökraketer, czyli widmowych rakiet. Tam sprawa ich była bardzo żywa. Jest w zasadzie bardzo kontrowersyjna do dziś. Ze Szwecji tych doniesień napływało bardzo dużo. Oni swego czasu nawet stworzyli archiwum na temat tych spraw.Jeżeli chodzi o Danię, to chyba udostępnili nawet zbieranie informacji przez różnego rodzaju służby. Finlandia też ma swoją UFO organizację, ma nawet stronę. Tam publikują różnego rodzaju rzeczy. Także w każdym europejskim kraju jakieś obserwacje były, często bardzo spektakularne. My na przykład mało wiemy o tym, co się działo we Włoszech.
[03:20:26] - Pytam o Skandynawię, bo to wyspa, co nie? U nas tutaj to jest wszystko na lądzie, wszystko się dzieje w zurbanizowanych terenach. A właśnie na wyspach ciekawe, jak często zauważają te obiekty nad samą wodą, nad morzem.
[03:20:40] - Skandynawia jest półwyspem akurat. Dania leży częściowo na wyspach.
[03:20:48] - Tak, ale blisko morza, jeszcze bliżej niż u nas.
[03:20:51] - Dużo obserwacji było nad Bałtykiem. Natomiast jeżeli chodzi jeszcze o te miejsca w Polsce, to sobie tak próbuję przypominać regiony. Z okolic Słupska było bardzo dużo relacji, ze Szczecina było stosunkowo dużo relacji. Jak pan mówi, najwięcej to się koncentrowało wokół miast. Jeżeli chodzi o takie mniejsze miejscowości, to regionami mogę powiedzieć. Znowu to są okolice Poznania. Z Krakowa było stosunkowo mało relacji, potem pojawiło się ich trochę więcej. Co jeszcze było? Olsztyn, ale oczywiście wiadomo, że tam jest tego dużo, bo tam zbierają. Z czasem się zacząłem zastanawiać nawet, czy nie jest tak, że po prostu relacje są wszędzie, tylko nie wszędzie są ludzie, którzy się tym interesują w jakiś sposób.
[03:21:50] - Każdy patrzy wysoko też, nie?
[03:21:53] - Tak. Okazało się, że kiedyś w Białymstoku działała taka organizacja ufologiczna. Oni mieli stronę, która się nazywała Terra Incognita. To tam też było dość sporo różnego ciekawego rodzaju zgłoszeń. Myśmy potem otrzymywali ich stamtąd jakoś tak mało. Zresztą jest taki trend ogólnie związany z ufologią od kilku lat, że właśnie w okolicach największych miast Polski zachodniej, powiedziałbym Polski południowej i Podkarpacia to występuje najczęściej. Natomiast jakoś UFO omija z dziwnych przyczyn niektóre regiony. Nie jestem w stanie tego wyjaśnić, chociaż może to właśnie wynika z tego, że nie ma tam osób, które by to w jakiś sposób rejestrowały. Tak to widzę.
[03:22:49] - Okej, się śmiechłem, muszę powiedzieć trochę, bo oglądałem na History2 „Akta UFO” bodajże i przytoczyli sytuację z 1879 roku, o której nawet w gazetach się pisało, że rozbił się jakiś niezidentyfikowany obiekt. Ludzie nawet to widzieli, z miasta przyszli i nawet widzieli tego rzekomego obcego, który był pilotem.
[03:23:17] - Aurora.
[03:23:19] - Dokładnie, to była Aurora. Nawet go pochowali. Przy czym byli dziennikarze nawet po tym pogrzebie, a potem wszystkiemu zaprzeczono. Nawet chyba Kościół wykopał sam tą trumnę, zniszczył grób. To był fenomen, jak ja się dzisiaj o tym dowiedziałem.
[03:23:36] - To jest dość ciekawa sprawa, bo rzeczywiście szukano tego grobu, szukano tych kawałków. Ale nikt nie potrafi po latach powiedzieć, co się tam działo. Tylko że my musimy mieć świadomość jednej rzeczy, że nam się dzisiaj wydaje, że prasa w XXI wieku to jest dno i poszukują sensacji, i piszą o głupotach. Zawsze tak było i było jeszcze gorzej. W XIX wieku prasa pisała o takich bzdurach, że potrafili sobie dziennikarze sami wymyślać historie i my po latach musimy się zastanawiać, czy to miało miejsce naprawdę, czy nie.
[03:24:12] - Szczerze mówiąc, się śmiechłem z tego. Ale kto wie, ile w tym prawdy może być.
[03:24:17] - Nie wiem, czy Aurora nie jest częścią tego procesu, ale mi się przypomina przecież podobna wzmianka z książek Blania Bolnara, który twierdził, że Blania Bolnar to taka mimoza była i nie wiadomo, czy to była prawda, czy to była podpucha, czy to było coś tam, bo on też jakoś dziwnie czasami robił. On twierdził, że on w pewnym momencie, to gdzieś tam zaraz po Milicinie, otrzymał list od księdza z centralnej Polski. Jeżeli dobrze pamiętam, to z centralnej Polski. I ten ksiądz twierdził, że gdzieś w jakichś szuwarach czy gdzieś znalazł jakąś dziwną istotę zieloną w ogóle, jakieś ciało zielonej istoty. Czy on znalazł, czy ktoś znalazł. W każdym razie przyniesiono mu to ciało tego humanoida zielonego i on nie wiedział, co to, ale postanowił je pochować i pochował. Także my też mamy swoją aurorę, czy wymyśloną, czy nie. W każdym bądź razie pisał o tym Blania Bolnar i ten ksiądz mu się zarzekał, że to się naprawdę stało. Ale czy to się ksiądz zarzekał, czy to sobie Blania wymyślił, to też musimy być tego świadomi.
[03:25:30] - Jeszcze jeden przypadek, który dzisiaj też słyszałem w tym programie, był konkretnie o jakimś uprowadzeniu w Meksyku, w mieście, i to dość dużym, w którym uprowadzona była jakaś dziewczyna. Przy uprowadzeniu zgasło światło w całym mieście, ale po roku sytuację opisało dwóch gliniarzy, których eskortowało sekretarza generalnego ONZ. Jako że VIP, to nie mogli udzielić tam oficjalnie tej informacji, ale po tym roku powiedzieli i on ponoć też to widział.
[03:26:05] - To była sprawa Lindy Napolitano z Nowego Jorku.To było dość głośne swego czasu. Linda Napolitano.
[03:26:13] - Bardzo znany dygnitarz to widział.
[03:26:15] - To przecież Bud Hopkins to badał i twierdzono, że to nie był sekretarz ONZ, tylko że to był Wałęsa swego czasu. Były takie pogłoski.
[03:26:25] - Czyli jego otoczenie.
[03:26:28] - Tak. Ale potem się okazało, że ta sprawa jest pełna luk. I tak szczerze mówiąc do dzisiaj nikt sprawy Lindy Napolitano vel Lindy Cortile nie traktuje poważnie. Marku, czy nam zostały jeszcze jakieś relacje do puszczenia?
[03:26:45] - Z tego, co widzę, to mamy tutaj chyba jeszcze dwie relacje. Jedna o UFO nad Opolem i drugie nagranie z trzema obserwacjami obiektów nad Gdynią czy też Gdańskiem. Te dwie relacje trwają chyba 11 minut łącznie. Także może na koniec debaty je wyemitujemy.
[03:27:10] - Dobrze, dziękujemy za telefon. Ja tu jeszcze zaglądam do naszego opracowania. Widzę, że mamy ciekawą relację tutaj od pana Arkadiusza P., który pisze, że chciałby, cytuję: „Witam, chciałbym się podzielić obserwacją mojej narzeczonej, która miała miejsce około pięciu lat temu, gdy po szkole czekała na matkę. Na około dwie sekundy zobaczyła ogromny obiekt. Zasłaniał całe niebo i nie można było dostrzec krawędzi. Pojawił się na wysokości budynku szkoły, czyli około 12-17 metrów tuż nad budynkiem. Nikt poza nią tego nie widział oprócz jej matki, o czym dowiedzieliśmy się po niedawnej rozmowie. Ze szczegółów” – pisze pan Arkadiusz – „przypomniała sobie kolor, który określiły jako zgniła zieleń. Brak jakiegokolwiek dźwięku od tego obiektu oraz metaliczny wygląd i łączenia przypominające nity. Według niej ten obiekt nagle zniknął”. Bardzo ciekawa sprawa. Cóż, takich historii mamy dość dużo. Są one charakterystyczne, bo właśnie w ich toku obiekty ogromne, często bardzo duże, pojawiają się nad osiedlami, nad blokami, nad budynkami dosłownie na chwilę, na sekundkę, po czym znikają i są takie ogromne. To właśnie taka charakterystyczna sprawa. To zdarzenie miało miejsce w Wielkopolsce. Zostało nam jeszcze kilka innych historii o nocnych gościach, różnego rodzaju zdarzeniach, ale może sobie je zostawimy na kiedy indziej. Nam chyba przychodzi powoli, Marku, kończyć ten odcinek pełen emocji, pełen zwrotów akcji i niezwykłych relacji. Na koniec wyemitujmy może te dwie relacje, o których mówiliśmy.
[03:29:16] - Ja jestem zwolennikiem UFO. Wszystko, co jest związane z UFO. Wierzę absolutnie na 100%, że życie pozaziemskie istnieje nie tylko w jednej naszej formie jak my. Oczywiście wszyscy ludzie śledzili te UFO. Jestem świadkiem. Oczywiście sam miałem okazję widzieć UFO, mam dwa zdjęcia i mam nagrane wideo 30 sekund. Było 5 lipca nad Opolem, 4:30 rano. Proszę do mnie zadzwonić.
[03:29:40] - A więc dzwonimy do świadka. Data rejestracji relacji drogą telefoniczną: 1 sierpnia 2017 roku, około godziny 20:30.
[03:29:50] - Ja się interesuję, tylko nie wiem, o co w ogóle chodzi w UFO. Mieszkałem w Stanach Zjednoczonych 30 lat, ale nigdy nie miałem okazji na żywo zobaczyć. Jestem z zachodniego Pomorskiego. Jechałem w kierunku właśnie Częstochowy i przed Opolem może widziałem te światła jakieś 40 minut. Jedno światło mi w oko wpadło. Była godzina 4:30 rano. Do tego światła jechałem prawie godzinę. Byłem blisko tego światła, to widzę. Najpierw myślałem, że to jakaś wieża. Wieża? Nie. Samolot? Nie, bo stoi w miejscu. Helikopter? Nie, bo stoi w miejscu. Może wieża? Z daleka nie widać konstrukcji. Podjechałem. Widzę, patrzę. Nie no, światło jest, konstrukcji nie ma. To ani księżyc, ani żadna gwiazda w ogóle tak się nie zachowuje. Ja w końcu skręciłem już na Częstochowę i zatrzymałem się i zrobiłem zdjęcia tego obiektu. To były dwa punkty świetlne. Ale zrobiłem wideo, 30 sekund wideo zrobiłem i normalnie to powiększyłem jeszcze tym telefonem. Mam dobry telefon i to jest normalnie widać movement w prawo i on się przesuwał, ten obiekt. I to ja właśnie mam. Także znaczy się, że jesteśmy obserwowani. A że jesteśmy obserwowani, to ja wiem nie od dzisiaj. Ja jestem zwolennikiem UFO. Na 100% wierzę, że istnieją życia poza naszą Ziemią. Absolutnie jesteśmy odwiedzani. Mieliśmy pomoc od dawna. Może nawet jesteśmy przez niektórych klonowani tutaj na Ziemi. Kto wie? Teraz to się najwięcej widzę w telewizji, w różnych programach. To można zauważyć, że coś się dzieje. Co o tym pan myśli?
[03:31:23] - Ja tutaj bardziej zajmuję się tylko rejestracją przypadków. Analizami tutaj zajmuje się wolontariusz współpracujący z Radiem Paranormalium. Czy byłaby taka możliwość, aby wysłał pan zdjęcia oraz film na radiowego maila?
[03:31:38] - Aha, no dobra. Bo te zdjęcie to właśnie jest fachowskie. Oni to powiedzą, co to w ogóle jest. Żaden trick ani fotograficzny, nic innego. I tam widać movement, bo takie fajne uskoki robił ten talerz. Normalnie jasny talerz, okrągły punkt się przemieszczał bardzo szybko, ale króciutko. Tak sobie skakał jakCiekawa sprawa dla mnie to była.
[03:32:01] - Czyli jeżeli dobrze rozumiem, obiekt wykonywał jakieś gwałtowne manewry, tak?
[03:32:06] - Tak. Manewry małe. Uszkok w lewo, stanął. Zakulił do tej samej pozycji, znowu uszkok w lewo. Takie coś. Później chyba podskoczył do góry trochę, czy na dół i jest movement. W środku widziałem takie cienie czarno białe, cienie normalnie pokazujące jakby obrót czegoś. Coś tam się kręciło. To było światło, to było białe. Biały obiekt. Jeden obiekt. Nie parę, tylko był jeden obiekt. Ja mam iPhone'a 6, ona bardzo fajnie robi zdjęcia. Jeszcze sobie przybliżyłem. To była 4:30, 5 lipiec, rano. Jeszcze byłem na stacji benzynowej i tam wziąłem gościa jakiegoś, chciałem mu to pokazać. Ten gość patrzy na mnie jak na jakiegoś idiotę. Widząc, że facet nie był przygotowany, jeszcze dużo ma do życzenia jego edukacja. Dałem sobie spokój. Co będę się wychylał. Widzę, że facet nie jest kompetentny wcale. Jedna babeczka wyskoczyła zza baru, a raczej zza kampera i ona powiedziała, że tak. To jest coś, co nie jest od nas na pewno. Ani wieża nic. To było normalnie UFO, według mnie absolutnie na 100%. I ja bym chciał, żeby ktoś to zobaczył i jakiś fachowiec to obejrzał. Proszę o fachowców.
[03:33:14] - Tak. Mamy tutaj kontakt z ufologami z różnych części Polski.
[03:33:21] - W Polsce też słyszałem było bardzo dużo. Ja mieszkałem w Kalifornii. Tam w Nevada jeździłem tirami siedem lat. Tam często jeździłem koło Area 51. Tam to było wszystko jak najbardziej prawdą, tylko to był cover up przez government normalnie. Powiedział Eisenhower, że jeszcze nasze społeczeństwo nie jest w ogóle dokładnie przygotowane na coś w rodzaju UFO, spotkań, coś w tym rodzaju. Czyli nawet wiadomości dla ludzi. Mi się wydaje, że to by poszło po sprawie religijnej. Wszystkie religie mogłyby dostać dokładnego kopa. Pan to rozumie. Wszystko trzymają. Dlatego Watykan też to trzyma. Oni mają też swoje rzeczy pochowane u siebie. Ja dokładnie wiem. Widziałem, bo znałem gościa, który pokazał parę mi zdjęć. Widziałem, które zostały wykradzione z tej Area 51 i z tego całego jak to mówią Blue Book. Ta amerykańska, tam wszystkie te największe sekrety są schowane, zapisane.
[03:34:13] - Jeszcze mam takie pytanie odnośnie tego obiektu, odnośnie obserwacji. Czy oprócz pana byli jeszcze jacyś świadkowie, czy był pan jedynym świadkiem?
[03:34:23] - Nie, ja byłem jedynym świadkiem. Była taka ścina, mówię panu, wyszła ze stacji benzynowej. Ona patrzyła się i powiedziała mi, że to jest anormalne. To nie stąd. I ciekawe, wróciła za bar. Musiała tam ona pracować. Taka osoba za pieniądze, za wynrzyną. Także taka sprawa jest na razie. Zobaczy pan to zdjęcie, bo to jest ciekawe, bo też małe wideo. To jest ciekawa sprawa. Blisko tego światła to widzę. Ja bym najpierw myślał, że to jakaś jest wieża. Samolot nie, bo stoi w miejscu. Helikopter nie, bo stoi w miejscu. Może wieża, a z daleka nie widać konstrukcji. Podjechałem, widzę, patrzę. Nie, światło jest, konstrukcji nie ma. To ani księżyc, ani żadna gwiazda. Tak się nie zachowuje. Ja w końcu skręciłem już na Częstochowę i zatrzymałem się i zrobiłem dwa zdjęcia tego obiektu. To były dwa punkty świetlne. Ale zrobiłem wideo. 30 sekund wideo zrobiłem i normalnie to powiększyłem jeszcze tym telefonem. Mam dobry telefon i to jest normalnie widać movement jakiś w prawo i on się przesuwał ten obiekt. I to ja właśnie mam. Także znaczy się, że jesteśmy obserwowani. A że jesteśmy obserwowani, to ja wiem nie od dzisiaj. Ja jestem zwolennikiem UFO 100%. Wierzę, że istnieją życia poza naszą Ziemią. Absolutnie jesteśmy odwiedzani. Mieliśmy pomoc od dawna. Może nawet jesteśmy przez niektórych klonowani teraz na Ziemi, kto wie? Teraz to się najwięcej widzę teraz właśnie w telewizji, w różnych programach. To można zauważyć, że coś się dzieje. Co o tym pan myśli?
[03:35:58] - Ja tutaj bardziej zajmuję się tylko rejestracją przypadków. Analizami tutaj zajmują się ufolodzy współpracujący z Radiem Paranormalium. Czy byłaby taka możliwość, aby wysłał pan zdjęcia oraz film na radiowego maila?
[03:36:13] - No dobra. Bo te zdjęcie to właśnie są fachowcy. Oni to powiedzą, co to w ogóle jest. Nie żaden trick ani fotograficzny, nic. Tam widać movement, bo to takie fajne uskoki robił ten talerz. Normalnie jasny talerz. Okrągły punkt. Się przemieszczał bardzo szybko, ale króciutko. Tak sobie skakał. Ciekawa sprawa dla mnie to była.
[03:36:35] - Czyli jeżeli dobrze rozumiem, obiekt wykonywał jakieś gwałtowne manewry, tak?
[03:36:40] - Tak. Manewry małe. Uszkok w lewo, stanął. Zakulił do tej samej pozycji, znowu uszkok w lewo. Takie coś. Później chyba podskoczył do góry trochę, czy na dół i jest movement. W środku widziałem takie cienie czarno białe, cienie normalnie pokazujące jakby obrót czegoś. Coś tam się kręciło. To było światło, to było białe. Biały obiekt. Jeden obiekt. Nie parę, tylko był jeden obiekt. Ja mam iPhone'a 6, ona bardzo fajnie robi zdjęcia. Jeszcze sobie przybliżyłem. To była 4:30, 5 lipiec, rano. Jeszcze byłem na stacji benzynowej i tam wziąłem gościa jakiegoś, chciałem mu to pokazać. Ten gość patrzy na mnie jak na jakiegoś idiotę. Widząc, że facet nie był przygotowany, jeszcze dużo ma do życzenia jego edukacja. Dałem sobie spokój. Co będę się wychylał. Widzę, że facet nie jest kompetentny wcale. Jedna babeczka wyskoczyła zza baru, a raczej zza kampera i ona powiedziała, że tak. To jest coś, co nie jest od nas na pewno. Ani wieża nic. To było normalnie UFO, według mnie absolutnie na 100%. I ja bym chciał, żeby ktoś to zobaczył i jakiś fachowiec to obejrzał. Proszę o fachowców.
[03:37:49] - Tak. Mamy tutaj kontakt z ufologami z różnych części Polski.
[03:37:54] - W Polsce też słyszałem było bardzo dużo. Ja mieszkałem w Kalifornii. Tam w Nevada jeździłem tirami siedem lat. Tam często jeździłem koło Area 51. Tam to było wszystko jak najbardziej prawdą, tylko to był cover up przez government normalnie. Powiedział Eisenhower, że jeszcze nasze społeczeństwo nie jest w ogóle dokładnie przygotowane na coś w rodzaju UFO, spotkań, coś w tym rodzaju. Czyli nawet wiadomości dla ludzi. Mi się wydaje, że to by poszło po sprawie religijnej. Wszystkie religie mogłyby dostać dokład-Ładnego kopa. Pan to rozumie, bo to wszystko trzymajarz. Dlatego Watykan też to trzyma. Oni mają też swoje rzeczy pochowane u siebie. Ja to dokładnie wiem. Widziałem, bo znałem gościa, który pokazał parę mi zdjęć. Widziałem, które zostały wykradzione z tej ery Hitlera w ogóle i z tego całego, jak to mówią, Blue Book amerykańska. Tam wszystkie największe sekrety są schowane w ogóle, zapisane.
[03:38:47] - Jeszcze mam takie pytanie odnośnie tego obiektu, odnośnie obserwacji. Czy oprócz pana byli jeszcze jacyś świadkowie, czy był pan jedynym świadkiem?
[03:38:58] - Nie, ja byłem jedynym świadkiem. Była taka ścina, mówię panu, wyszła ze stacji benzynowej i ona patrzyła się i powiedziała mi: „To jest anormalne. To nie stąd”. I ciekawa az wróciła za bardzo, bo musiała tam ona pracować. Taka sprawa, za pieniądz, za wynagrodzenie. Także taka sprawa jest na razie. Zobaczy pan zdjęcie, bo to jest ciekawe, przyślę na olvid, bo to jest ciekawa sprawa.
[03:39:27] - I teraz próbujemy się połączyć ze słuchaczem, który próbował się tutaj dostać na antenę w trakcie, gdy odtwarzaliśmy tę relację. Było słychać krótką przerwę w dźwięku. Czy się słyszymy? Halo, Radio Paranormalium.
[03:39:43] - Może to dlatego jest problem? Słucham?
[03:39:47] - My pana słyszymy bardzo dobrze.
[03:39:50] - Nie, jest teraz ok, jest lepiej już. Ja mieszkam w Holandii już jakieś osiem lat, nawet więcej i miałem dwa takie przeżycia. Jedno w Polsce, a drugie tutaj w Holandii. Jakieś półtora miesiąca przerwy między jednym przeżyciem a drugim, że tak powiem. Pierwsze miałem, mieszkam w Szczecinie i 27 kilometrów od Szczecina na takiej wiosce mieszkam, w Gardnie. Robiliśmy tam kiedyś grilla. Tam przyjechałem do niego na jakieś dwa, trzy dni i zrobiliśmy duże zakupy. Przyjechaliśmy, zrobiliśmy grilla, siedzieliśmy tam i po prostu była noc, była godzina 22:00 z minutą, coś takiego. Ja lubię często patrzeć w niebo i patrzyłem się w niebo, bo on ma duże podwórko i były gwiazdy, ciemna noc i spostrzegłem obiekty wysoko na niebie. UFO po prostu. Ja się w ogóle zacząłem tym interesować UFO i tym wszystkim trochę wcześniej. Nie wiem, kilka lat wcześniej. I jestem otwarty na te wszystkie sprawy i jak ja to zobaczyłem, to nie miałem w ogóle takiego uczucia, że o kurde. Ja po prostu byłem tylko w szoku, bo ja myślałem, że oni chcą coś zrobić, bo to UFO latało. Były cztery obiekty dyskoidalne, wysoko bardzo. Była ciemna noc, były gwiazdy, ale te obiekty były widoczne i to bardzo dobrze. Jak się wpatrywałem w to, to były bardzo dobrze widoczne. Były jasne tak jakby były białe, koloru białego i były cztery. I latały po prostu typowo jak zachowanie obiektów UFO. Latały z bardzo dużą prędkością, przemieszczały się dwa tu, dwa tam, ten podleciał do tego, ten do tego. Przemieszczały się z dużą prędkością, bo były na dużej wysokości, a przemieszczały duże dystanse i wracały do siebie. To było tak, jakby po prostu takie badanie terytorium, coś w tym stylu, tylko na dużych wysokościach. I ja to widziałem i jeszcze cztery osoby. Mój najlepszy kolega, jego brat i jeszcze tam było dwóch takich starszych panów, więc ja mam też na to świadków. Jesteśmy chyba w pięciu razem. Jakoś tak. No i co dalej? Ale jeszcze jak latały te UFO, dyskoidalne obiekty, to nie wiem w jaki sposób, ale tak jakby z tych obiektów UFO najprawdopodobniej z nich wyleciały kule. I było tych kul naprawdę dużo i były duże. Dosyć mi się wydaje wielkości te kule, bo podłogi tych statków kosmicznych były dosyć duże. Nie były takie malutkie i tych kul było mnóstwo i było jakieś około 20 myślę, może nawet więcej niż 20. Sporo. I te kule tak, były te statki kosmiczne ze cztery. Jeden trochę gdzieś tam odleciał z tych statków, jakby te kule się wydostały, te kule się trochę tam unosiły, były blisko tych statków i później się jakby rozproszyły, poleciały gdzieś w jakimś kierunku. Tak jakby misja jakaś, badać terytorium, jakiś obszar, nie wiem, na ziemi czy coś w tym stylu, nie? Widzieliśmy to. Moi koledzy, znajomi, oni byli po prostu jacyś w szoku takim, ale w szoku takim po prostu, że to nie dochodziło do nich, że to jest to, że to jest UFO i tak dalej, bo później żeśmy dalej siedli do grilla, zaczęli jeść, pić tam jakieś piwko i tak dalej.Jakoś ten mecz się w ogóle skończył od razu po tej sytuacji. Na mnie to wiadomo. Takie rzeczy się mogą zdarzyć raz w życiu nawet. Moją uwagę to skupiło bardzo na tym i ja to pamiętam bardzo dokładnie tą sytuację do tej pory, tak jakby to się stało wczoraj, powiedzmy.
[03:44:48] - Mógłby pan przypomnieć jeszcze, w jakiej to było miejscowości?
[03:44:55] - Wie pan, ja mogę skontaktować się z tymi osobami. Oni mogą też zdać jakieś zeznania, opowiedzieć coś na ten temat i tak dalej. Jeżeli się zgodzą, mogę ich zapytać o to. Więc ja mam na to też świadków. To są cztery osoby, i dane na temat, gdzie to jest, jakie miasto i tak dalej. Wszystkie dane i tak samo o drugiej historii. Mnie takie rzeczy nie skupią na tym uwagi. Ale jeżeli komuś przekazuję takie rzeczy, to ja wiem, że wy chcecie takie informacje. Akurat pierwsza informacja to tam nie jest zbyt skomplikowane, bo te obiekty były na bardzo dużej wysokości. I co ja mogę powiedzieć? Że się przemieszczały z lewa na prawo, później odleciały. Nie za bardzo mogę powiedzieć, chociaż gdybym był w tym miejscu, mógłbym ustalić dokładnie, skąd poleciały. Czy ze wschodu na zachód i tak dalej. W tym momencie nie jestem w stanie tego powiedzieć, ale w pierwszej sytuacji to nie jest moim zdaniem ważne, bo one były na dosyć sporej wysokości. Się rozproszyły, gdzieś odleciały. Dokładnie też nie pamiętam gdzie, ale czy to było w lewo, w prawo? Jeżeli w prawo, to było w stronę ziemi, zachód czy północ i tak dalej. Ale mogę powiedzieć, miasto to jest po prostu mała wieś Gardno. To jest jakieś 27 kilometrów, 25 od Szczecina, bardzo blisko. Niedaleko Kołbaskowa, granicy niemieckiej. Do granicy jest troszkę, kawałeczek dalej, ale to mniej więcej te rejony wam mówię. Kołbaskowo, granica Polska-Niemcy. Tu macie Szczecin i można jechać autostradą od granicy prosto na Gardno. Na Wiochę się dojeżdża, tylko się zjeżdża, a za zjazdem jest Gardno. I on tam ma dom, ten mój kolega. Ogród duży i to jest jakby ucięta droga. On mieszka na jednokierunkowej ulicy. I była kompletna cisza, noc. Zero jakiegoś wiatru, szumu, czegokolwiek i tak dalej. Nic nie było słychać. To było na dużych wysokościach, ale to było bardzo dobrze widoczne jak na noc. Te obiekty nie były koloru czarnego, nie były ciemnego koloru, tylko były takie białe. Nie srebrne czy coś, mogły być, ale w nocy to wyglądało, jakby były takie białe i lekko nie że świeciły, ale rzucały się w oczy po prostu na czarnym niebie. Nawet na dużej wysokości i na tle gwiazd i tak dalej. To nie było w kosmosie, wiadomo, tylko w niebie. Ciężko powiedzieć, jaka to mogła być wysokość. 400 metrów, 500 nad ziemią, może więcej, nie wiem. Wydaje mi się, że nie więcej chyba niż 500, 400. Odnośnie miejsca to Gardno, blisko Szczecina. Nie mam więcej nic za bardzo do powiedzenia na temat miejsca, gdzie to się stało, czy coś w tym stylu. Już wszystko powiedziałem.
[03:48:42] - Pan jeszcze wspominał coś o drugiej obserwacji. Czy mógłby pan podzielić się szczegółami?
[03:48:51] - Kurde, druga sytuacja to naprawdę tam się dużo działo i dużo widziałem, i też mam świadka na to, bo ja nie byłem sam, tylko z moim bardzo dobrym kolegą, przyjacielem. I ten mój kolega, przyjaciel miał wcześniej również jedno przeżycie z UFO. Po prostu widział UFO. Wyszedł sobie w zimę, o ile się nie mylę, to była zima wtedy. Wyszedł w zimę po prostu sobie z domu, z mieszkania. Mieszka w bloku. Mieszka w Paję- nie. Cholera, musiałbym sobie przypomnieć. Tak w skrócie opowiem. Wyszedł po prostu sobie z bloku zapalić papierosa na zewnątrz, chyba w zimę i jakiś sąsiad jego jeszcze wyszedł. I stoi sobie, pali tego papierosa, żeby nie palić w domu, że maska nie działa i tak dalej, chociaż już ma swoje lata. Ale nie chodzi o to. Ten mój kolega też wie o różnych rzeczach. Ma otwarty umysł na świat i tak dalej. Jest w ogóle dziwny dla mnie, ale ja go bardzo lubię. Jest bardzo mądry, inteligentny i ja na przykład nie potrafię się wysłowić, opowiadać tego, co bym chciał przekazać i tak dalej. On to umie bardzo ładnie wszystko tak płynnie powiedzieć. Ja się tam motam cały czasPrzycupnął tego papierosa, patrzy sobie w niebo i po prostu widzi, tylko nie pamiętam czy to były trzy, czy jeden, ale chyba jeden obiekt. Ufo, trójkątny, czarny trójkąt i trzy świecące punkty na rogach, trzy jakieś lampy światła. Stoją sobie, pali tego papierosa i obserwuje to ze swoim sąsiadem i się pyta: „Sąsiad, widzisz to? Ufo chyba jakieś czy coś”. A sąsiad mówi: „Nie wiem co to jest”. I tyle. Wrócili do domu, jeden do swojego mieszkania, drugi do swojego i tyle. Mój kolega mi to kiedyś napisał, że widziałem ufo i tak dalej. Ja mu napisałem: „Spoko, to fajnie”. On myślał, że mu nie uwierzyłem i ja żartuję, ale ja to zaakceptowałem, bo on jest takim typem człowieka, że po co miałby mi wysyłać na Gadu-Gadu wiadomość, że widział ufo jeszcze z sąsiadem? Nawet nie napisał mi, że z sąsiadem, ale że widział ufo, jakiś trójkątny obiekt i tak dalej. Miałby robić z siebie idiotę? Wie pan, o co chodzi. Miałby robić z siebie idiotę, że widziałem ufo i tak dalej, przyleciało do mnie. Czy po prostu mówi prawdę? On jest takim gościem, że jak mi mówi takie coś, to wiadomo, że prawdę, więc zaakceptowałem to. Sam półtora miesiąca później gdzieś tak mniej więcej miałem też, nie półtora miesiąca, trochę później, kilka miesięcy później. Sam miałem właśnie w Polsce ten przypadek, że sam widziałem UFO. Mnie to nie zdziwiło za bardzo, że ja to widzę i tak dalej, że mam taki fart czy nie fart, mniejsza z tym, ale po prostu ja byłem w strachu, bo te obiekty latały jak jakieś, wie pan, o co chodzi? Nie military, nie wojsko, coś takiego, tylko coś w tym stylu. Normalnie przyleciały sobie ten tu, ten tam. Razem później do siebie. Tutaj poleciały, tam poleciały. Manewry, zwroty to wszystko takie przemyślane, obcinka jakaś ziemi i tak dalej. A jeszcze później jak te kule wyleciały i też gdzieś poleciały i tak dalej. Taki miałem strach. Kurde, po prostu my ludzie nie mamy absolutnie żadnej szansy z nimi. Oni mogą sobie z nami zrobić, co zechcą, mają taką przewagę technologiczną nad nami. Ale drugi przypadek to jest naprawdę dużo opowiadania, bo ja tutaj dużo gadam, a ta pierwsza sytuacja to jest po prostu nic w porównaniu do drugiej. Nie wiem. Słyszy mnie pan jeszcze? Nie jest pan znudzony mną?
[03:53:28] - Cały czas tutaj pana słuchamy. Ja, Piotr Cielebiaś i ponad 300 słuchaczy nas słuchających. Może Piotr będzie miał jakieś pytania, komentarze?
[03:53:42] - Nie wiem, może pan mnie coś by chciał zapytać?
[03:53:46] - Nie, cały czas słuchamy. Nie chcemy przerywać, żeby coś nie urwało tej drugiej opowieści.
[03:53:55] - Dobra, zaczynam drugą zaraz. Ja jestem chory, kurde, od początku 2018 praktycznie cały czas choruję. Choruję, jakaś przewlekła choroba, przeziębienie, to grypa, to coś. I teraz też mam taki ból głowy i jestem chory. Ja w ogóle nie wierzę, że ja z wami teraz rozmawiam. To tak, jakby jakiś sen na jawie był, ale mnie to już tak długo korci, żeby się tym podzielić i tak dalej. Ja widzę, co się dzieje teraz na świecie i w Polsce i wszędzie, i to jest na tak wielką skalę, więc nie ma się w ogóle czego wstydzić. Moim zdaniem ci ludzie, którzy są tak zamknięci w sobie i tak dalej, to oni się powinni wstydzić, bo za jakiś czas będzie tak, że po prostu zostanie ujawnione tak czy inaczej. Już zostało, ale wiadomo, zostało tam, ale ten piosenka z tego jakiegoś tam zespołu, już zapomniałem.
[03:54:58] - No, w ogóle oni mieli-
[03:55:02] - Szum robi taki bum, że teraz w Ameryce to chyba młodzież już się nie śmieje z tematu UFO. Moim zdaniem za jakiś czas nie będzie tak, że się będą z tego śmiali.
[03:55:14] - A słyszał pan, że oni w ogóle mają te metale pokazać dzisiaj chyba, czy jutro? Z tego UFO, które tam zebrali i badali, bo tak się przewija taka informacja przez Facebooka, że mają te metale. Ciekawe co z tego wyniknie, bo to może być albo ich spektakularny koniec, albo początek czegoś zupełnie nowego. Ale czekamy na tą drugą opowieść.
[03:55:43] - Ale kurde, nie znam tego tematu. Wie pan, o metalach. Mają coś ujawnić, pokazać coś, jakieś próbki, coś tam, co mają, jakieś elementy.
[03:55:57] - Oni twierdzą, że w ramach tego programu w Pentagonie badali metale pochodzące z tych obiektów, że je mają. I taka informacja się przejawia od paru dni na Facebooku, że chyba dzisiaj mieli to pokazać gdzieś tam na żywo, ale jakoś tak szczerze mówiąc o tym jest dość cicho, jak na wydarzenie tego kalibru. Może coś więcej będzie niedługo wiadomo.
[03:56:20] - Metale widzę. Oni muszą stopniowo, powolutku. Zaczynają od kamyczków, a później powiedzą, że mają, kurde, może tam nie wiem, rozbity statek kosmiczny w Strefie 51.Wiadomo, nie mogą też od razu ludziom wszystkiego tak kawę na ławę wyłożyć, tylko muszą sortować powolutku jakieś tam wiadomości i pierdoły, ale dla mnie to jest w ogóle masakra po prostu, co się dzieje na tym świecie. To jest nienormalne. Ja naprawdę podziwiam takich ludzi jak pan i całą resztę redakcji. Wie pan, o co chodzi. Bo my po prostu dążymy do prawdy, chcemy wiedzieć, co jest grane, bo świat nie jest tak naprawdę taki, jakim nam podają. Okłamują nas od samego poczęcia, od urodzenia i nasi rodzice też byli okłamywani i dziadkowie i tak dalej. O co tu w ogóle chodzi, prawda? Ja nie wiem, czy ja powinienem jutro wstać i iść do pracy, bo ja muszę wstać o 4:00 rano.
[03:57:31] - Ja myślę, że wie pan, po prostu to wszystko już tak daleko zaszło, że jakby nam ktoś powiedział prawdę o tym, jak to wszystko funkcjonuje, to jak pan mówi, nic tylko się położyć i leżeć i nie wiadomo, co robić, bo tak naprawdę nic nie ma sensu. My tu płacimy podatki, robimy w kółko to samo, a świat się kręci. Ludzie zarabiają na tym elity, my jesteśmy wykorzystywani, a kto wie, co jeszcze ponad tym wszystkim jest. Ale myśmy się zagalopowali, czekamy na tą drugą opowieść.
[03:58:03] - Dobra. Kurde, nie wiem. Czasami mi się to bardzo tak od ręki opowiada. Tą pierwszą historię opowiedziałem może dwóm osobom, trzem, a tą drugą historię opowiedziałem w moim życiu gdzieś tak ośmiu osobom, dziewięciu. Czasami żałuję, że powiedziałem tej osobie czy tamtej, bo po prostu ich reakcje były trochę dziwne dla mnie i z drugiej strony nie dziwne. Mniejsza z tym. Dobra, zacznę opowiadać. Tylko naprawdę, ja nawet nie wiem, od czego tu, cholera, zacząć. Po prostu zacznę od tego dnia. To był niesamowity dzień dla mnie. To był chyba mój najlepszy dzień w życiu. Jakiś taki dziwny w ogóle, ale jeden z lepszych dni w życiu podejrzewam, bo za pierwszym razem miałem tylko po prostu odczucia takie lękowe, że się bałem, że kurde, jaką mają przewagę technologiczną. Oni tutaj zrobią z nami, co zechcą, badają nas i tak dalej. Może tu przylecą nawet te kule na podwórko gdzieś tutaj na dół do kolegi czy coś. Byłem trochę wystraszony. Ta druga historia była w sumie pozytywna bardziej. Żadnych tam lęków nie miałem. Zresztą opowiem, to zobaczycie. Mieszkałem z kolegą i po prostu pojechaliśmy nad jezioro. Mieszkam w Holandii, mieszkam w Tilburgu, w takim niedużym mieście. Mamy tutaj sporo małych, takich niedużych jeziorek dookoła miasta, w takich miejscowościach, bardziej wioski psie, jakiś las, takie tereny i tam są mniej więcej jeziora jakieś. I jest takie jedno miejsce, taka miejscowość Het Sand się nazywa i tam jest trochę piachu, trochę lasów, jezioro fajne, takie ładne, małe i po prostu pojechaliśmy sobie nad jezioro. Też już nie pamiętam. Mogłem wszystkie te informacje zdobyć, bo kolega pamięta wszystko, dzień i tak dalej, a mi to wszystko umknęło. Jakoś nie skupiłem się na tym. Ale to było jakieś trzy lata temu od dzisiaj, jakoś tak. Pojechaliśmy nad to jezioro. Byliśmy tam sporo, bo jakieś osiem godzin, coś w tym stylu i po prostu poszedłem sobie popływać do wody, do jeziora. Ja dosyć dobrze pływam, lubię pływać. Przypłynąłem sobie w jedną stronę tego jeziora, w drugą, z powrotem wracam. To jest dosyć spory dystans. I pływając w tym jeziorze była piękna pogoda, słoneczna, cieplutko, słoneczko świeciło na mnie. Płynąłem sobie w tym jeziorku, a to jeziorko jest dosyć duże. Tak powierzchniowo powiedzmy 150 metrów długości na jakieś 30 metrów, coś takiego. Może więcej, 50. Taki dziwny kształt ma. No i płynę sobie, płynę. Już byłem taki zmęczony, wiadomo. Zrobiłem sobie tak dla treningu trochę. I płynąc w tym jeziorku miałem jakieś dziwne uczucie takiego lęku, strachu. Czułem się niepewnie, źle, jakoś nieswojo, jakoś tak dziwnie. Coś mnie gryzło, coś mi nie pasowało i czułem się jakiś taki zlękniony, wystraszony i nie wiedziałem w ogóle, o co chodzi, z jakiego powodu. Później tak trochę czułem, jakby ktoś mnie obserwował, ale nie wiedziałem kto bądź co. Nie wiedziałem, o co chodzi, co jest grane. Tak jakby mnie coś obserwowało z góry. Nie wiem, jakieś oko na mnie patrzało, coś w tym stylu, jakiś Big Brother. Płynąłem sobie i czułem to i sam z sobą gadałem myślami. Tak respondowałem: o co tu chodzi? I tak mówię: what the fuck? Dlaczego ja się tak boję? Co mnie tak gryzie? Co mnie męczy, gnębi, że ja płynę, jakiś taki lęk mam w sobie, coś czuję, jakiś strach. Ale czego się boję? Bo ja nie wiem, czego się boję nawet. Jak coś mnie obserwuje z góry, jakby coś mnie kontrolowało, patrzało na mnie.I mówię: jakieś duże oko, wielkie oko, jakiś Big Brother. O co tu chodzi? Co jest grane? I tak sobie popływałem, zmęczyłem się, wyszedłem z tego jeziorka, wytarłem się ręcznikiem, siedzę z kolegą. Wziąłem jakąś kanapkę, bo zrobiłem się głodny po tym pływaniu. Po jakimś czasie, bo to nie było od razu, ciężko powiedzieć, po kilkudziesięciu minutach czy coś w tym stylu, patrzę sobie tak do przodu, wprost na horyzont. A to był dzień, piękna pogoda, słońce. To był jakiś sierpień, końcówka lata, ale taka piękna jeszcze pogoda, ładne jak lato. Patrzę się tak wprost na horyzont i widzę: plaża, woda po drugiej stronie jeziorka, tam jeszcze piasek, pole, jakieś drzewka. I tak patrzę się na horyzont, a na horyzoncie świeci coś, co wygląda jak gwiazda, ale nie jest koloru tak jak gwiazda w nocy, że jest srebrna czy coś w tym stylu. Srebrna, biała tego typu światło. Tylko to było koloru bardziej pomarańczowego, złocistego. I to świeciło na horyzoncie na wysokości kilkuset metrów nad ziemią, może 200 metrów nad ziemią, może wyżej, 300. Nie wiem, ciężko określić. To było kilka kilometrów podejrzewam ode mnie. Może trzy, może dwa. Ciężko to też powiedzieć, bo nie wiem, jakiej to było wielkości tak naprawdę, gdyby to było koło mnie, przy mnie w realu. Jakie to było wielkie. Bo to było daleko, a nie widziałem tego nigdy wcześniej, więc ciężko określić jak daleko to było i jakie to duże też było. Najbardziej mnie to zdziwiło, że jest dzień. Nie jest noc, tylko dzień i coś świeci jeszcze w dzień. Świeci i to widać bardzo mocno. Mocnym światłem świeci jakimś pomarańczowym, złotym, takim dziwnym i nie pulsacyjnie, nic w tym stylu, tylko tak stałe światło. I to wyglądało tak jak jakaś taka gwiazda na niebie. To nie było wysoko, to było na horyzoncie, więc to nie było dosłownie na niebie, tylko bardziej przede mną na horyzoncie, tylko w jakimś dystansie. I mówię: „Ty, co to jest?” Do kolegi. „Zobacz, przecież jest dzień, zobacz, kurde coś świeci”. On mówi: „Gdzie? Co? Nie, co ty gadasz”. A później: „No aha, rzeczywiście”. Mówi: „Nie wiem, co to jest”. Ale tak zlekceważył to. Chociaż się interesuje tymi sprawami różnymi, UFO nie UFO i tak dalej. I widział wcześniej sam UFO z sąsiadem. Ten trójkąt czarny i tak dalej, to w ogóle jakoś popatrzył na to, olał to trochę. Mnie to tak zdziwiło, że on tak po prostu obojętnie do tego podszedł. A mnie to strasznie zaciekawiło, bo właśnie czułem ten lęk i ten strach, wpływając w wodzie i mówię: „Co to, kurde, jest? Co to jest na tym niebie?” Przecież to ani gwiazda, ani samolot, ani nic. Stoi w miejscu w jednym punkcie i to dobrą godzinę tak stało. I w końcu tam gadaliśmy, gadaliśmy i to zniknęło. To już dwa takie elementy. Jedno to ten strach, który podejrzewam, że oni mi po prostu do mózgu podawali takie uczucia. To, co miałem, wpływając w jeziorze. Dwa, ta gwiazda, ja to tak nazywam, gwiazda na horyzoncie. I później już zrobiła się noc ciemna. I żeśmy już się zbierali do domu powoli, ale było jeszcze pięknie, cieplutko. Gwiazdy na niebie, żeśmy sobie patrzyli w niebo i tak dalej siedzieli. Plaża już była pusta, nie było w ogóle ludzi tam. W ogóle jak my byliśmy, to nie było ludzi. Było pusto kompletnie na plaży. Tam kilka osób gdzieś daleko. Później już wszyscy poszli z wieczora do domu. Jak my żeśmy przyjechali, to już większość ludzi do domu pojechała. To była niedziela, pewnie ostatni dzień tygodnia. Pamiętam. Nie, sobota, bo na drugi dzień nie szliśmy do pracy, tylko żeśmy jeszcze całą noc gadali na te tematy różne. Z soboty na niedzielę. I jak się zrobiło ciemno i patrzyliśmy się w niebo i nagle coś na niebie poleciało, coś takiego dziwnego. Oboje żeśmy patrzyli na niebo, żeśmy tam obserwowali gwiazdy i tak dalej. Było ładnie. Poleciało coś dziwnego takiego na niebie. Przeleciało nad naszymi głowami, że tak powiem, taki łuk zrobiło na otwartej przestrzeni. Drzewa i tak dalej. Las był sporo dookoła nas, ale sporo daleko. I to przeleciało tak. A to wyglądało dziwnie, jak jakaś płonąca spirala, jakaś taka żarząca się spirala, coś takiego. Dziwne. Ciężkie do określenia, bo chociaż widziałem coś takiego. Jakieś dziwne rzeczy trochę. Stanisław Warski miał jakieś takie zdjęcia porobione i to były jakieś takie dziwne właśnie spirale, jakieś takie kreski, jakieś takie energie dziwne.Na zdjęciach powychodziły świecące, trochę podobne rzeczy, ale nie wiem, czy to ma coś wspólnego z tym, co ja widziałem. Bo tam to było na zdjęciach na wysokości pół metra czy metr nad ziemią, czy kilka metrów nad ziemią. A ja to widziałem wysoko na niebie. Potem jakaś dziwna spirala przeleciała, świeciła. Dziwne, bo to się kręciło, rozwaliło, przestało świecić. To był trzeci element. Czwarty element był taki, że mój kolega się ubierał, buty i tak dalej. Ja do niego wróciłem i on do mnie mówi: „Czy ja widzę...?”. Było już ciemno, nikogo nie było na plaży. „Czy ja widzę te dzieci, co tam stoją?”. Ja mówię: „Jakie dzieci?”. „Dzieci tam stoją”. Ja mówię: „Nie. Dzieci? Przecież już nie ma nikogo na plaży. O co ci chodzi?”. „Tam dzieci są. Zobacz”. Ja patrzę i się wpatruję. Z jednej strony sam nie wiem, czy ja podświadomie sobie coś wbijam do mózgu i staram się coś wyobrazić, i zaczynam coś niby widzieć, czy ja to widzę. Ale nie mam aż tak bujnej fantazji, żeby sobie coś takiego wyobrazić tak dokładnie. Bo ja to pamiętam do tej pory bardzo dokładnie, jak ja to widziałem, w jaki sposób to widziałem. I co najlepsze, później narysowałem dokładnie to, co widziałem mojemu koledze, a on powiedział, że dokładnie tak było i on to widział też. On mi to opisał jako dzieci i ja też widziałem coś takiego. To były malutkie postacie, niskie, wysokości dzieci, jakieś 1,30 m czy coś takiego. Niskie, wszystkie jednakowej mniej więcej wysokości, jakieś siedem, osiem osób mniej więcej i duże głowy. Dysproporcja głowy do ciała, duża głowa, mniejsze ciała, niskie ludki były. Tylko że ja ich nie widziałem w sposób normalny, tylko to było tak, jakby były w innej częstotliwości albo jakby jakiś kamuflaż na siebie zapodały, założyły. Widziałem takie dziwne... Czasami jak się na przykład leży na plaży i się zamknie oczy, a świeci słońce bardzo mocno i się patrzy przez powieki, to się widzi takie mroczki różne, takie pierdołki latają i tak dalej. Coś podobne do gazu mniej więcej, płomień gazu, coś takiego. Ciężko to określić, ale ja widziałem coś à la hologramy właśnie takich postaci, czyli coś à la jakby jakiś kamuflaż mieli na sobie, coś w tym stylu. Nie widziałem ani oczu, ani twarzy, ani nic, tylko postacie. Wysokość głowy, ręce, nogi, tułów, tak to wyglądało. Mniej więcej myślę, że siedem, osiem, maksymalnie dziewięć tych postaci było. Stały bez ruchu w grupie. My później staliśmy, patrzyliśmy. Ja byłem troszeczkę wystraszony. Taki dziwny, bo nie wiedziałem, czy ja to widzę tak naprawdę, czy nie widzę, czy mi się to wydaje, czy zdaje. Ale jak mi się może to wydawać i zdawać, skoro to widzę? Bez przesady. Nie piłem, nie ćpałem, nic nie robiłem, więc jest wszystko ze mną w porządku. Ale później jak koledze narysowałem, to powiedział, że dokładnie to, co ja mu narysowałem. Bo mam akurat trochę talentu do rysowania, malowania i tak dalej. To, co mu narysowałem, że plażę, ja tu siedziałem, on tu, tu był śmietnik i tak dalej, tu woda i tutaj te osoby, to potwierdził, że dosłownie tak samo, kurde, jak ja to narysowałem, tak on to widział też. Więc skoro on to widział i ja to widziałem, to chyba nie przewidziało mi się też, coś musiało w tym być. Ale to było naprawdę bardzo trudne do zauważenia. Bardzo trudne do spostrzeżenia. To tak à la film „Predator”. Jak Predator robił ten swój kamuflaż i był tak niewidoczny w dżungli, to mniej więcej podobnie oni byli niewidoczni dla nas na tej plaży, choć też byli dostrzegalni. Takie postacie, jakby byli płascy trochę to wyglądało, chociaż nie do końca. Kształt tej postaci, tego ludka, to tak, jakby był w środku pusty i tam coś latało, jakieś dziwne rzeczy takieTaka materia dziwna, prawda? Nie wiem, jak to opowiedzieć w ogóle, ale mniejsza z tym. To był chyba już czwarty taki element. Później... Słuchacie mnie jeszcze?
[04:15:14] - Słyszymy cały czas. Jeszcze jesteśmy połączeni.
[04:15:20] - Jesteście zmęczeni, ale powiem wam, że teraz robi się coraz ciekawiej. Ja naprawdę nie kłamię. Mogę mieć z wami cały czas kontakt i tak dalej. Możecie do mnie dzwonić, z tym nie ma żadnego problemu. Już była ciemna noc i po tym wsiadliśmy na rowery, bo rowerami tam przyjechaliśmy. Ja wsiadłem na rower, kolega prowadził rower. Jechałem koło niego. On szedł z tym rowerem. W końcu, jak wyszliśmy z tej plaży, odjechałem swoim rowerem. Chciałem mu taki dowcip zrobić. Odjechałem tym swoim rowerem jakieś 30 metrów, schowałem się w krzaki i chciałem go wystraszyć. A później sobie myślę: „Nie, zrobię mu taki numer, że po prostu on przejedzie, a ja dopiero za nim pojadę”. Była ciemna noc i las. Były tam lampy i taka wąska dróżka do przejścia, dojście do jeziora. I czekam na niego w tych krzakach, bo się schowałem. Odjechałem mu szybko, schowałem się w krzakach. Czekam chyba na niego cztery minuty i już mnie to zaczęło denerwować. Mówię: „Co się tam z nim dzieje?” A on miał jakieś dziwne rzeczy, bo nie potrafił na rower wsiąść i na nim jechać za bardzo na początku. Nie wiem, co mu się działo. On sam też mówi, że nie wie, co mu się dzieje, ale jakoś tak miał, że mówi, że nie za bardzo mu to szło, żeby wejść na rower, wsiąść i na nim jechać. Jakieś problemy z tym miał. No dobra, ale jakoś udało mu się. Normalnie później wsiadł, pojechał i mówię: „Co ty tam robisz tyle czasu? Dawaj, jedziemy”. I teraz najlepsze , co może być. Jest ciemna noc, jest godzina 22:00 z minutami czy coś takiego. I tak: jest noc, jest las. Wyjeżdżamy z tego jeziorka. Ludzi już tam nie było, wszyscy się dawno pozabijali, Holendrzy i tak dalej, bo oni przychodzą z rana na plażę do obiadu. Później raczej idą do domu, a nie tak jak my, z wieczora, bardziej do nocy tam siedzimy. I wyjeżdżamy z tego lasku. Tutaj są takie wille z lewej strony, z prawej takie domki piękne, tutaj ze dwa, tutaj ze trzy. Jedziemy, jest ciemno, latarnie świecą, tutaj jedna, druga. Wyjeżdżamy z tego lasku, gadamy ze sobą. Jedziemy równolegle po takim bruku. Jest pole z lewej, z prawej strony. Jedziemy, gadamy ze sobą i nawet na początku nie zareagowałem w ogóle na to. Jakby nie zauważyłem tego, że jest dzień. Jechaliśmy i nagle z godziny 22:00 z minutami, z nocy, gdzie były gwiazdy, obserwowaliśmy tą spiralę, ten obiekt i tych obcych na plaży w nocy, nagle się zrobił dzień. Było jasno, ale było tak, jakby już się robiła trochę szaróweczka. Po prostu było pomarańczowo, różowo. Takie chmurki, niebo, to wszystko było pomarańczowe, różowe, takie jasne kolory. Nie było jakiegoś dnia z bijącym słońcem i jasny dzień taki, żeby oczy nas oślepiał czy coś. Tylko było tak właśnie fajnie, tak jakby już była godzina 18:00, 19:00. Tak w lato ładnie i już się taki zachód słońca robił powoli. Wyjeżdżamy, gadamy ze sobą i chyba nawet nie jestem pewien, czy nawet krowa nie stała z boku i ja się na nią popatrzyłem, czy coś takiego. I dalej jechaliśmy, gadaliśmy ze sobą i ja po prostu nie zauważyłem tego. Nie ogarnąłem, że jest dzień, a była noc. Jedziemy. I ten mój kolega jest taki troszkę ślamazarny na rowerze zawsze. Jadę sobie tym rowerem i on został lekko w tyle. Jedziemy już do domu. Skręciłem w lewo. Jadę sobie, on został w tyle i takie mi myśli do głowy jakieś dziwne przyszły. Jadę sobie drogą rowerową, takim chodnikiem. Takie płyty jeszcze poniemieckie chyba jakieś tam są, takie betonowe. Kiepska droga ogólnie, niewygodnie się jedzie, bo jak się jedzie, to tak puk, wali, stuka. Ale ja jadę tą drogą i nagle patrzę na drogę rowerową i tak sobie myślę: „Jaka piękna, fajna droga rowerowa. Holendrzy ją wybudowali, zbudowali. Teraz możemy sobie pięknie jechać tutaj tędy nad jezioro”. Patrzę sobie tam na pole, mówię: „Jaka ładna pogoda, piękne pole, jest lato, piękna pogoda”. Cały czas nie dochodzi do mnie. Nie jestem świadomy tego, że jest dzień, a przed chwilą jeszcze, 30 sekund temu była noc przecież.Wiedziałem o tym, że jest dzień, ale ta różnica pomiędzy nocą a dniem żadnej reakcji u mnie nie wywołała. Cały czas miałem jakiś zachwyt podawany do głowy. Piękna pogoda, tutaj pole i rosła kukurydza. Taka piękna, wysoka kukurydza, prawie dwumetrowa po mojej lewej stronie. Jechałem rowerem. Tutaj pole kukurydzy, tutaj droga rowerowa i cały czas był natłok myśli, które mi przychodziły do głowy. To nie było naturalne według mnie. Teraz ja to wiem. To nie byłem ja, te głupie myśli. Jadę sobie, jadę. Droga rowerowa, tutaj jest trawka. Posadzili ładnie trawę, pięknie trawa sobie rośnie i tutaj pięknie posadzili szpaler drzew jedno koło drugiego. Duże, piękne, ładne drzewa rosną, jeszcze młode, będą coraz większe. To musieli też pomyśleć ludzie, którzy je posadzili, żeby je posadzić w odpowiednich odstępach, dystansach od siebie, żeby te drzewa po wyrośnięciu, jak będą już wielkie i stare, duże, żeby po prostu nie kolidowały ze sobą, żeby miały przestrzeń między sobą, między koronami drzew i tak dalej. Takie myśli mi przychodziły. To były ułamki sekund dosłownie, które mi przychodziły do głowy. Patrzę sobie na drogę rowerową, jadąc na tym rowerze. Szczęśliwy, piękna pogoda, na trawę z boku rosnącą, na ten szpaler drzew. I tak patrzę się po tych drzewach, jedno po drugim, coraz wyżej, coraz wyżej, coraz wyżej ku górze. Korony drzew. Liście. I patrzę się do góry. Lekko skierowałem głowę w prawą stronę i nagle coś zauważyłem w powietrzu. Nie wysoko na niebie, tylko w powietrzu, bardzo nisko. I to coś przemieszczało się znad drzew z jednej strony ulicy, nad drzewami, nad koronami, na środek ulicy. Powolutku się przemieszczało i przemieszczało się dalej na drugą stronę ulicy, nad korony drzew po tej stronie, po której ja jechałem rowerem. Ja jechałem, patrząc się na to i pierwsza myśl, co mi przyszła do głowy, jak to tylko zobaczyłem jeszcze z daleka, z ukosa, bo zobaczyłem coś takiego szarego, srebrnego. Mówię: co to? Samolot? Nie. Helikopter? Samolot to by przecież przeleciał. Od razu by przeleciał. By było tylko i gówno zobaczył. Nic bym nie zobaczył. Skoro ja widzę coś dwie sekundy czy dłużej, to nie może być samolot, który przelatuje, bo ja to widzę cały czas. Tylko może śmigłowiec. A bardzo blisko tego miejsca jest wojskowe lotnisko i tam mają odrzutowce i śmigłowce. Wszystko mają. Tutaj w ogóle w tym mieście, gdzie mieszkam, często latają różne takie samoloty nie samoloty, śmigłowce, helikoptery i tak dalej, różnego typu. Ale mniejsza z tym. I co mi przyszło do głowy pierwsze? Samolot. I to było odrzucenie myśli „samolot” w ułamku sekundy. Druga myśl: śmigłowiec, helikopter jakiś wielki, ogromny, duży. No ale gdzie? Przecież ja nic nie słyszę. Jest cichutko, a śmigłowce i helikoptery jak latają, to z daleka słychać jak to leci i hałasuje. Jak ci przeleci nad głową, to lepiej uszy zatykać. Jeszcze na takiej wysokości, a to było nad koronami drzew dosłownie. I co? Nie, kurde, przecież to nie helikopter. Jak to podleciało tutaj, jak już nie wiedziałem, że to nie helikopter, to mówię: co to może być? Ja pierniczę, masakra. Przecież to chyba jakieś jaja są. A to poleciało nad koronę drzew i normalnie stanęło nad koronę drzew kawałeczek dalej i stanęło centralnie nade mną. I stał ten obiekt jakiś czas i miałem okazję się zatrzymać, popatrzeć, poobserwować jak wygląda od spodu ten obiekt. Widziałem wszystko, całą strukturę tego obiektu. Kolor jaki to był? Taki srebrny kolor, ale to nie była blacha nierdzewna, tylko to był taki srebrny, szary kolor. I widziałem wszystkie te... Tak jakbym od spodu widział samochód, podwozie samochodu, to ja tak samo widziałem podwozie statku kosmicznego. Miało też światła, sporo świateł. Prostokątny kształt. Prostokąt taki bardzo długi. Nie taki pod kwadrat podchodzący, tylko bardziej długi niż pod kwadrat. Takie długie prostokąty białe. Sporo ich było, ja nie wiem, z osiem, 10. I kilka było, ze cztery takie czerwono-pomarańczowe światła też tego samego kształtu, takie prostokąty. Całą tą strukturę od spodu i co to w ogóle dawało?To było podejrzewam zasilanie. Coś się z tego wydobywało, że po prostu latał ten obiekt. To był dziwny gaz. To wyglądało jak gaz, plazma, coś takiego. Wiecie, o co chodzi. Coś takiego a la plazma, zmieniające kształt i kolory, takie różowo-niebieskawe. Z tylnej części tego obiektu wychodziło. Tak jakby od tyłka strony wychodził taki fluid, nie wiem jak to nazwać. Plazma. Tak jakby stamtąd, tak jak samochód ma rurę wydechową i z rury wydechowej wychodzą spaliny, to coś w tym stylu to dla mnie znaczyło, jak widziałem ten statek kosmiczny. Tak jakby to było jakieś zasilanie czy energia jakaś z tego wychodziła, zużyte coś, nie wiem, jak to nazwać. I po prostu ten obiekt stanął nade mną. Miałem takie myśli, już miałem wcześniej takie myśli, jak zobaczyłem to praktycznie od razu, że zaraz dojdzie do jakiegoś wypadku na drodze, bo tutaj jest droga dwukierunkowa, jeżdżą tiry, samochody, ciężarówki i osobówki. I zaraz jak ktoś zobaczy coś takiego na niebie, nad koronami drzew statek kosmiczny, to zatrzyma się albo włączy ręczny, albo walnie w drzewo. Myślałem, że ktoś mnie potrąci samochodem nawet, uderzy we mnie i mnie zabije, bo zobaczy to, co jest u góry. W ciągu dosłownie kilku sekund taki przepływ myśli szybki. Co się może stać przez to, że ten statek kosmiczny tutaj jest jeszcze na takiej wysokości i tak dalej, że zaraz dojdzie do jakiejś katastrofy na tej drodze. Samochody się zaczną rozbijać, jakiś karambol będzie. Czy uderzą w szpaler drzew rosnących obok i ludzie zginą i tak dalej. Mówię: „Kurde, jeszcze mnie ktoś potrąci i zabije zaraz”. Ale przeszło mi to, bo to była dosłownie chwila. Stojąc i patrząc się w górę na ten statek kosmiczny miałem takie myśli. Miałem aparat przy sobie, miałem telefon komórkowy, ale telefon komórkowy miałem bardzo słaby, słabe zdjęcia by zrobił. Poza tym zanim ja bym to wyjął, ściągnął z pleców plecak, rozpiął plecak, wyciągnął z plecaka telefon. Znalazł go najpierw oczywiście w całym tym bajzlu w plecaku plażowym, bo tam mnóstwo rzeczy było. I czy wyciągnął aparat jeszcze z futerału i go włączył, odpalił i tak dalej. Poza tym wiedziałem, że mój aparat w nocy robi słabe zdjęcia. Akurat to był dzień, bo się z nocy dzień zrobił, ale mówię: „Nie, to nie ma sensu”. Poza tym to był taki widok i takie emocje, pozytywne same właściwie, patrząc się na ten obiekt i tak dalej. Po prostu to był taki dzień. Chciałem w ten dzień zobaczyć coś ciekawego, coś dziwnego, coś fajnego. I tak jakoś podświadomie myślałem o tym, żeby fajnie by było UFO jakieś zobaczyć. I po prostu jak na życzenie mi się to spełniło. I mówię: „Dobra, nie będę szukał tego aparatu ani telefonu i robił tym gównianym aparatem i gównianym telefonem zdjęcia, bo może mi nie wyjść i stracę to z oczu”. A szkoda by było stracić to z oczu i jeszcze nie zrobić zdjęcia albo zrobić bardzo kiepskie albo coś w tym stylu. Wiedziałem, że to nie miało sensu. Gdybym miał naprawdę super aparat czy telefon, to bym zaryzykował może, ale prawdopodobnie też nie. Nie chciałem tego stracić ze wzroku. To było zbyt piękne doświadczenie, zbyt piękna chwila, żeby skupiać się na telefonie czy aparacie. Gdybym wiedział, że to będzie stało tam pięć minut, to bym mógł to sobie wziąć, ale nie wiedziałem.
[04:31:53] - Chyba skończyły nam się środki na telefonie, na naszym Skypefonie, że tak to ujmę. Historia dosyć obszerna, trzeba przyznać, dosyć obfitująca w różne ciekawe szczegóły, Piotrze.
[04:32:11] - Najdłuższa ze wszystkich, jakie dotarły kiedykolwiek do radia Paranormalium. W każdym razie bardzo dziękujemy panu za podzielenie się nią. Mam nadzieję, że będzie nam dane jeszcze kiedyś porozmawiać. Dlatego, że teraz z racji tych problemów technicznych i późnej pory, która nas zmusza do zakończenia audycji w najbliższym momencie, prawdopodobnie będziemy się ewakuować i zbierać. Dziękujemy za relację. Dziękujemy wszystkim tym, którzy do nas dzwonili. Dziękujemy wszystkim tym, którzy nam przekazali swoje historie. Zachęcamy was do kontaktu z nami. Zachęcamy do polubienia radia Paranormalium na Facebooku. Osobiście zachęcam też do odwiedzenia strony Nieznanego Świata i poczytania o tej historii, o której wcześniej mówiłem oraz do sięgnięcia po nasz magazyn. Tam można znaleźć bardzo ciekawe artykuły, w tym ten o uciekającej cywilizacji.
[04:33:14] - No cóż, Welliusie, za piętnaście dwunasta najwyższy czas kończyć to jakże długie, rekordowe znowu wydanie.
[04:33:22] - Prawie rekordowe.
[04:33:24] - Prawie rekordowe.
[04:33:25] - Usuwając ten telefon na początku to wyjdzie jakieś cztery i pół godziny nawet. Tu jeszcze jedna relacja, króciutka, czeka na emisję, to może na sam koniec ją wyemitujemy.
[04:33:39] - Jak żeśmy wtedy pobili te sześć godzin, to ja nie mam pojęcia, szczęście.
[04:33:43] - Sześć godzin i piętnaście minut dokładnie.
[04:33:46] - Jak to się stało, to nie wiem do dzisiaj. W takim razie dziękujemy panu z Holandii, który do nas dzwonił. Dziękujemy wszystkim i powoli się zbieramy. Trzymajcie się wszyscy i do usłyszenia w kolejnej audycji z cyklu „Debaty Ufologiczne”. Cześć.
[04:34:04] - Temat kolejnej debaty poznacie państwo w ciągu najbliższych paru dni za pośrednictwem naszej strony internetowej. Po drugiej stronie połączenia internetowego był z nami oczywiście, jak zawsze współprowadzący debaty w Radiu Paranormalium, zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata”, Piotr Cielebiaś. Dzięki jeszcze raz, Piotrze.
[04:34:27] - Dziękuję i pozdrawiam. Do usłyszenia. Cześć!
[04:34:31] - Audycję od strony technicznej, jak zawsze obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Na koniec jeszcze wspomniana relacja, tym razem dotycząca trzech obserwacji obiektów UFO nad Gdynią sprzed kilku lat.
[04:34:50] - To miało miejsce jakieś dwa lata temu. Pierwsza obserwacja była jakieś trzy, cztery lata temu. Wtedy jeszcze mieszkałem z rodzicami i mój pokój był w takim punkcie, z którego widziałem praktycznie całą zatokę Hel i linię morza aż do Sopotu. I któregoś dnia po prostu sobie siedziałem przed laptopem. Nawet nie pamiętam, co tam robiłem. I wtedy po prostu kątem oka zauważyłem, że nad poziomem, nie wiem, czy to były drzewa, czy to było już morze, widziałem, teraz jest ta najtrudniejsza część, bo nie wiem, jak to za bardzo opisać, żeby jakoś to sobie można było wyobrazić. Więc to była taka masa bardzo jasno, tak na złoto wręcz świecących punktów. Jedne były mniejsze, drugie były większe, niektóre się ze sobą sczepiały. Z niektórych z nich spływało coś, ja sobie tak wyobraziłem, jakby to była płynna stal lub płynne złoto. Naprawdę jest to dosyć trudne do opisania.
[04:35:51] - Takie wrażenie, jakby te obiekty spuszczały w dół jakiś płyn, tak?
[04:35:57] - Tak, dokładnie tak. I w tym samym momencie, kiedy to było nad tą linią drzew, równym rzędem z dołu wylatywały dużo mniejsze punkty, które tak samo się świeciły. One leciały do góry i też się łączyły z niektórymi. I w momencie, kiedy te punkty zaczynały znikać, to te z dołu również. I w tym momencie, kiedy te wszystkie punkty zniknęły z lasu, nie wiem, jakby to opisać, to było tak niesamowite, że aż mi brak słów. To były punkty w kształcie, powiedzmy, cygara, który był cały czerwony i on tak masakrycznie szybko wystrzelił, że aż się dziwię, że to zauważyłem. Było tak . Nie wiem, jak to opisać. Naprawdę byłem w dużym szoku. Później, około osiem miesięcy po tym zjawisku widziałem to wszystko raz jeszcze. Tylko że tym razem nie widziałem tego czerwonego wystrzału. Chyba że akurat musiałem gdzieś indziej spojrzeć, bo tak jak wcześniej wspomniałem, to było może dwie sekundy.
[04:37:05] - Przepraszam bardzo. Pierwsza relacja, pierwsza obserwacja kiedy mniej więcej nastąpiła? Jakby pan mógł jakąś datę przybliżoną podać.
[04:37:13] - To był na pewno listopad, bo to było właśnie po święcie Wszystkich Świętych.
[04:37:18] - Czyli jakoś listopad 2014 roku, tak?
[04:37:21] - Tak, powiedzmy, że tak. 2013, 2014 może. Tutaj dokładnie już nie jestem w stanie tego opisać, ale wiem, że to był listopad, bo pamiętam, że to była jakaś chwila właśnie po Wszystkich Świętych. Jeszcze chciałem tutaj też dorzucić do tego, ja kiedyś przyznam się, śmiałem z tych właśnie relacji i wszyscy opowiadali, że przecież miałem kamerę, ale byłem w takim wielkim szoku, że jej nie wziąłem. Wtedy się z tego śmiałem. Natomiast proszę mi uwierzyć, że kiedy ja szukałem zafascynowany mojej kamery, to ona też była właśnie obok mnie. Więc jestem w stanie zrozumieć tych ludzi, którzy też nie mogli. Ja szczerze powiem, jestem w dużym szoku, bo te punkty były naprawdę, na pewno nie tylko ja to widziałem. Natomiast dzień, dwa dni po sobie przeszukałem różne fora o Trójmieście i po prostu cisza. Cisza i trochę mnie to też martwiło. Ale jeszcze też warto dodać, bo też zapomniałem o jednej rzeczy, że jakiś rok temu mój znajomy mi podesłał na YouTubie takie filmiki UFO w Gdyni czy jakoś tak. I szczerze powiem, że widziałem z tych filmików dwa, tam było chyba ostrze i te punkty w sumie były dosyć podobne, ale albo były ułożone w linii, albo tylko jeden mały gdzieś tam się zawieruszył na niebie i ktoś go akurat nagrał. Ale żeby ktoś zobaczył albo też nagrał to samo, co ja, to niestety nie.
[04:38:49] - A czy ta druga relacja jakoś jeszcze bardziej się różniła? Ta druga obserwacja od tej pierwszej?
[04:38:55] - Nie. Tak jak wspomniałem, wszystko było to samo, oprócz tego czerwonego wystrzelającego punktu. Z tym że ja też tutaj muszę założyć, że po prostu mogłem go też nie widzieć. To, że wtedy go widziałem, to naprawdę miałem dużo szczęścia, ponieważ tak jak mówiłem, to trwało około dwóch sekund, więc być może ten czerwony punkt się wtedy też pojawił, tylko ja go nie zauważyłem.I po tej pierwszej relacji spojrzałem sobie na mapach, mniej więcej sobie usytuowałem, gdzie to mogło być. Wydaje mi się, że to było w tym miejscu i w tym miejscu naprawdę są tylko drzewa i już się zaczyna plaża. Tak sobie też chciałem założyć, że być może jest tam jakaś baza wojskowa czy coś, ale nie, tam nic takiego nie ma.
[04:39:44] - Rozumiem. Czy to są wszystkie obserwacje UFO dokonane przez pana, czy jeszcze ma pan jakieś?
[04:39:51] - Jeżeli chodzi o mnie, to wszystkie. Natomiast mój znajomy kiedyś mi opowiadał, że był z psem na spacerze jakoś zimą bodajże i też nad Gdynią widział taki punkt jasny, który zwalniał, zatrzymywał się, zwalniał i gdzieś tam znikał w tych gwiazdach, bo to było już wieczorem. Także jeżeli chodzi o UFO, to właśnie chciałem się podzielić tym, bo być może dzięki tej audycji się też znajdzie ktoś, kto na przykład to też widział i być może się to jakoś uda później rozwiązać.
[04:40:32] - Mam takie pytanie, jakie wtedy, podczas tych obserwacji UFO panowały warunki pogodowe? Czy niebo było czyste czy zachmurzone?
[04:40:39] - Było raczej pochmurno, bo tak jak mówię, to był listopad i taka dosyć nieprzyjemna pogoda. Na pewno było pochmurno.
[04:40:45] - Jakoś w godzinach popołudniowych, wieczornych?
[04:40:47] - Powiedzmy w granicach 18:00 a 20:00. Jakoś tak.
[04:40:52] - Czyli że było dosyć ciemno.
[04:40:55] - Było tak półszaro, może tak.
[04:40:57] - I to była ostatnia relacja o obserwacji UFO, którą przygotowaliśmy, którą zdążyliśmy dzisiaj zaprezentować. Nie zdążyliśmy niestety omówić wszystkich relacji, które mamy w naszym ściśle tajnym, stopniowo ujawnianym pliku, ale będzie jeszcze co najmniej jedna taka audycja ufologiczna w tym sezonie, w której podsumujemy najciekawsze relacje, które do nas dotarły. Pewnie będą wśród nich te, które dotarły do nas również dzisiaj. Bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy postanowili podzielić się z nami swoimi historiami. Jeżeli ktoś ma jakąś ciekawą relację do przekazania, to oczywiście zachęcamy do kontaktu. Najlepiej pod naszego maila radio@paranormalium.pl bądź też pod kontakty, które będą już za chwilę podane na naszej antenie pod koniec tej mp3 z debatą ufologiczną, najdłuższą debatą ufologiczną w tym roku kalendarzowym. Radio Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Dziękujemy za uwagę, dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej debacie, której termin oraz temat podamy w ciągu najbliższych paru dni na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszym profilu na Facebooku. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02. 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08. 32 746 00 08. E-mail: radio@paranormalium.pl. radio@paranormalium.pl oraz Skype: radio.paranormalium.pl. Czekamy na Twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[04:43:24] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[04:43:35] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[04:44:00] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[04:44:11] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum Audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
[04:45:01] - Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia. Że ktoś ma tam słyszał, podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[04:45:13] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. www.paranormalium.pl Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl