Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority. No tak, radionafali.com tak to się nazywa. Strona jest troszkę dawno odświeżana, ale musisz mi wybaczyć człowieku, musisz mi to wszystko wybaczyć. W ferworze walki. Jakiej walki, co ja mówię? Przepraszam bardzo, jak zwykle sobie ustawiam gałki. Dostałem informację, że hiperprzestrzeń, bo w ogóle witam cię w hiperprzestrzeni w sobotni wieczór w Radiu Na Fali retransmitowanym w Radiu Paranormalium oraz Czas Snu. Ja tu jeszcze kręcę gałką przy mikserze, żeby się sprawdzić, czy ja dobrze się słyszę, czy mogę jeszcze lepiej. Mogę, ale zostawię tak jak jest. Także dobry wieczór, bo jest godzina chyba 23:00 w Polsce, 22:00 w Londynie, w miejscu, z którego nadaję prosto do ciebie.
Wiesz, sobie poprzestawiałem mikrofony, a co, żeby nie było, że wiesz, to tamto. W ręku mam aromatyczną kawę. Pozwolisz, że siorbnę. Wiem, że to nieeleganckie, ale to jest kolacja już po tym momencie, kiedy świece się spaliły. Właśnie. Delicious, jak się mawia w moich aktualnych stronach. Co dzisiaj w ogóle w hiperprzestrzeni? Właśnie, bo ja przede wszystkim pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Na Fali, szczególnie mecenasów, którzy tam czasami dalej wrzucą jakąś kawkę. Ponieważ jeszcze nieaktualizowane wszystko i tak dalej, ale to się wyjaśni. Po prostu zapracowani wszyscy jesteśmy.
Książę Edward zostaje pszczelarzem. Ja tu techniczne historie wykonuję w życiorysie. I tak jakoś przez ostatnie miesiące ciężko nam znaleźć czas, żeby rzucić się na full etat z powrotem do Radia Na Fali, bo takie prowadzenie radia to jest tak naprawdę pełny etat albo prawie pełny etat w tygodniu. Ale spokojnie, za parę chwil się troszkę rozluźni. Część rzeczy jest zrobiona zatem, ale nie będę nic więcej mówił. Zatem coś się wydarzy tak czy siak. Tyle mogę powiedzieć i więcej nie mówię. Także sorry za brak może newsów, świeżych newsów, za siedzenie na Facebooku i tak dalej. Za brak siedzenia na Facebooku. Ja akurat nie mam siły do tych mediów społecznościowych.
Zwyczajnie nie mam siły. Może to dlatego, że akurat tak się złożyło. Większość zdjęć w swoim życiu robię, tak mi już zostało po pracy zawodowej, w takim formacie, który nie przerzuca się bardzo łatwo na Facebooka czy cokolwiek. I o ile każdemu łatwo jest wrzucić zdjęcia, tak wziąć, zagarnąć, wrzucić i przynajmniej tam jakoś egzystować, to w moim przypadku jest to konwersja z jednego formatu. Wiesz pan i pani, taka historia się wydarzyła. Tak mi zostało po czasach, kiedy bardzo namiętnie uprawiałem swój zawód w życiorysie właśnie związany z obsługą takich urządzeń i tak mi zostało. Profesjonalne standardy fotografii zawodowej. Anyway, ale to może zostawię. Tak coś jak Sorewicz Borewicz, że mnie tam nie ma. Po prostu tak już jest.
Tak się zdarza w naszym życiu. Nie może mnie być wszędzie, gdzieś może mnie nie być czy jakoś tak. Ja tu jeszcze sobie kręcę gałkami, a mam temat dzisiaj. Dzisiaj w ogóle poruszę zabawny temat, który tutaj się pojawia. Goście się pojawiają, rozmowy trwają, rozumiesz. Tu jest jakieś życie towarzyskie na osiedlu. O granice człowieczeństwa dzisiaj chciałem się pokusić, o ten temat. W ogóle pozdrawiam księcia Edwarda i przypominam, że jeszcze w Radiu Na Fali oprócz moich działań, moich dziarskich opowieści do mikrofonu książę Edward się pojawia w środku tygodnia, w środę o godzinie 23:00 polskiego czasu. Pozdrawiam w ogóle serdecznie książę, jak słuchasz w tym momencie. Pojawia się Bart.
Bart pojawia się z taśmy. Taśma była w majtkach, a to jest kaseta. No nie. Znaczy z odtwarzanego materiału pojawia się Bart, który aktualnie jest w Indiach. Bart w ogóle szlaja się po różnych miejscach na świecie. Kiedyś Bart opowie o większej ilości miejsc. On czasami opowiadał w Radiu Na Fali wcześniej. Jak poszukasz, to znajdziesz. Anyway, ale w każdym razie mowa jest o Chacie Mistyka, także zapraszam cię w czwartek na Chatę Mistyka. Ja czasami się pojawiam tam z ferietonem.
Ostatnio nie byłem, bo i goście, i goście, i goście, i robota, i goście i nie mogłem być. Ale teraz jestem. Jest sobota, imieniny kota i ja tu jestem w hiperprzestrzeni razem z tobą, dziewczyno i chłopaku. A dzisiaj w ogóle temat: granica człowieczeństwa. Tak sobie napisałem na kartce, bo jak zwykle lubię sobie czasem robić notatki i mam taką karteczkę. Zawsze leszcz. Z drugiej strony są rysunki. Nie, nie jest taka specjalna notatka, żebym siedział, zagryzał język jak siedział i ścibolił długopisem kaligrafię. Nie, absolutnie. Sobie mam kilka takich koncepcji na ten temat.
W ogóle takie rozmowy towarzyskie trwają od jakiegoś czasu. Nieustający wątek wśród kilku znajomych. Granice naszego człowieczeństwa. Nie nazywamy tego w ten sposób. Nikt nie nazywa tego aż tak dramatycznie, jak dzisiaj na potrzeby audycji. No taka jest prawda. Audycja jest nieco udramatyzowana. Rozumiesz pan i pani. Także granice człowieczeństwa. Ale o czym w ogóle mówię?
Gdzie jest ta granica człowieczeństwa dzisiaj? Dzisiaj opowiem o kilku refleksjach, które nasuwają mnie się z mojej technologicznej pracy naukowej, że tak powiem wręcz. No właśnie. I nie tylko takich obserwacji, bo w życiu kilka rzeczy widziałem. Wiadomo, nie urodziłem się wczoraj. Jak się musiało wydarzyć po drodze i coś się działo. A że zawsze tak się wydarzało, że coś się działo, to mam co opowiadać czasami. Znaczy może nie zawsze, ale czasami się zdarzy, prawda? Prawda? No oczywiście, że prawda.
Dlaczego miałbym kłamać? No właśnie. Granica człowieczeństwa. Indianie się dziwili białym, że ściemniają. Ciężko mnie znaleźć. Rozumiem, że jak wysłałeś maila do mnie, człowieku, to ciężko mnie czasami znaleźć na tego maila, bo ja naprawdę mam czasami potężny poślizg, żeby odpisać na maila. A to dlatego, że troszeczkę tego przychodzi. Nie dlatego, żeby radio było popularne albo „Hiperprzestrzeń” była jakąś showmańską audycją, która powoduje wygaszenie wszystkich świateł w domach w sobotni wieczór w każdej polskojęzycznej społeczności na całym świecie. Nie, nic z tych rzeczy. Absolutnie.
Ale jakoś tak się okazało, że po prostu, co tu dużo mówić, sprosta powiem z najbardziej prostego. Jakaś taka relacja jest międzyludzka, że jak już coś tam napiszę, to ja już odpisuję, a trwa to czasami chwilę, bo też lubię tak normalnie odpisać. Nie zawsze są to dwa słowa, także nie zawsze mam na to czas. A teraz? Teraz mam jeszcze swoją angielskojęzyczną profesjonalną korespondencję, można powiedzieć. Także ciężko i ledwo co z tym wyrabiam czasami się okazuje. Jak się okazuje właśnie siedzenie przy komputerze, przy maszynie, która miała nam usprawnić życie w potężny sposób może spowodować, że nagle każdy z nas siądzie sobie z kubeczkiem kawki, jak lubi oczywiście kawkę, gdzieś w jakimś przyjemnym miejscu, patrząc się na miły widok przed sobą, cokolwiek by to nie oznaczało. Jak się okazuje, siedzimy przed monitorami komputerów. Tych, które miały nam ułatwić życie. Rozumiesz?
To jest taki mit, który ja znam ze swojego zawodu, taki często pokazywany w filmach albo różnych takich przedsięwzięciach, można powiedzieć komercyjno-reklamowych, żeby wybudować komuś wyobrażenie jakiegoś życia, które w rzeczywistości nie istnieje. Jest to po prostu czyjaś wyobraźnia na temat, jak powinien wyglądać świat według sponsorów tego filmu, żeby ludziom chciało się oglądać historię z naszym bohaterem albo coś w tym stylu. Taka reklamowa historia, wiesz, coś w tym stylu. W każdym razie to jest ta legenda o tym, że ja się śmieję, bo to czasami dotyczy takich ludzi, którzy wykonują zawód taki sam jak ja, czyli grafik. Nie komputerowy, taki pan grafik normalny. Taki wiesz, że muszę czasami za ołówek chwycić i za kilka innych szpargałów, takich czysto malarskich, czasami nawet za duży format. Jest to normalne rzemieślnictwo, jest to rzemiosło. Także nie jestem tutaj specjalnym artystą. Jestem po prostu rzemieślnikiem. Teraz akurat przyszedłem z powrotem w kleszcze swojej pracy naukowej, do której wróciłem prawie że dosłownie, aż wstyd się przyznać, po chyba 20 latach.
Anyway, zostawiamy wszystkie historie z mojej beletrystyki. I wracając do tego głównego wątku, to jest taki mit o kolesiu, który siedzi na plaży, stuka w swojego laptopa. W ogóle najlepiej jeszcze jest jakimś designerem. Rozumiesz? Takie filmy, romantyczne komedie. Ja akurat nie oglądam, ale wiem, że takie postacie bywają. Tacy romantyczni dżentelmeni. Albo w reklamach, bo tam takich najwięcej. Takich pań romantycznych też jest dużo w reklamach oczywiście. Siedzących gdzieś na plaży świata przy...
no nie, nawet nie przy leżaku, po prostu w piasku wręcz zakopane na takiej dzikiej plaży gdzieś w ogóle. Człowieku, dałoby wiarę? To nawet nie są, mogą być Karaiby, mogą być jakieś azjatyckie rzeczy, takie palmy kokosowe kładące się, już to widzisz, oczami wyobraźni, kładące się do oceanu tak liśćmi, wiesz. A oni tam siedzą i pracują właśnie w tym momencie na tych komputerach. To też jest przedziwny widok, bo jak przyjrzeć się na zdjęcia z kurortów poważnie wakacyjnych, pewnie byłeś na wakacjach, to może się przyglądałeś, a jak nie, to pojedziesz i się przyglądniesz. Sam zobaczysz, jak ludzie zostają w fiksacji z telefonami komórkowymi, ciągle wpatrzeni w ekran podczas tych wakacji. Piękne widoki przed nimi, a oni w ekran. I tyle razy można się potknąć o ten kamyk. No właśnie. I wracając do tego mitu, to wcale nie jest tak, że można tą pracę wykonywać tak, wiesz, na plaży świata.
Jest to jednak zawód, który wymaga przywiązania do kilku szpargałów, gratów, miejsca, ludzi, sytuacji. Przede wszystkim miejsca, ludzi, sytuacji. Bo wiesz, jak z każdym zawodem do pewnego momentu jest to rzemiosło. Do pewnego momentu na pewnym poziomie wszyscy i tak mają mniej więcej te same umiejętności techniczne, tak można to nazwać. Także też nie jest to jakaś tam rewelacyjna kwestia, że ktoś robi coś lepiej albo gorzej, bo wszyscy robią mniej więcej tak samo i używają tego samego. Wszyscy używają tego samego młotka i tego samego śrubokręta, można powiedzieć. Także to bardziej jest kwestia tego, jakie ci pomysły przychodzą do głowy w towarzystwie jakich ludzi i jak to wszystko się razem układa. Bo to bardziej taka historia z drugiej strony zawsze. Pomimo tego, że oczywiście legendarnie zawsze jest jakaś liga, są jakieś starania i tak dalej, ale to tylko w filmach. No i tylko w filmach ludzie siedzą przy swoich komputerach i w pięknych okolicach, jakże pięknej przyrody wykonują jakieś strasznie zorganizowane i strasznie wymagające intelektu prace na tym monitorze komputerowym i klawiaturze.
Także ja właśnie mam problem z tym, żeby nadążyć za tymi wszystkimi pracami. Niestety życie tak nie wygląda jak w reklamie, ale daj mi chwilę. Tak czy siak wrócę do tego wszystkiego i będę odpisywał. Najgorsze jest to, że w tych wszystkich mailach wyświetla z reguły od ostatniego maila i najgorzej się odpisuje tym zaległym bardzo daleko, ale tak czy siak jakoś to ogarnę. Także sorry człowieku, że ci jeszcze nie odpisałem, ale zostawmy to. Tak czy siak granica człowieczeństwa polega na tym, że ja ci i tak kiedyś tam odpiszę. Spokojnie, nie znikam, nigdzie nie uciekłem. Jestem tu cały czas. Można mnie tu znaleźć w ogóle. Najlepiej to w ogóle osobiście.
To jest w ogóle zawsze sympatyczna sytuacja, jeżeli jest taka możliwość. Ale anyway, zostawiamy, bo ja też jakoś tak wiesz, nie poszukuję wycieczek tu sobie. Lubię swoje spokojne życie. Słuchaj, naprawdę lubię spokojne życie. Nie muszę wiecznie go spędzać, pijąc z kimś kawę. Lubię sobie usiąść samemu i napić się kawy. Tym bardziej że Nie ma zbyt wiele czasu, żeby siedzieć samemu. Człowiek troszkę ma zajęć. Także w tym roku trochę zajęć się pojawiło. Obsuwy z odpisywaniem na maile.
Obsuwa z aktualizowaniem stron radia, ale za to bardzo ciekawe refleksje. Jedną z tych refleksji jest właśnie ta granica człowieczeństwa. Bo o ile wszystkie te rzeczy dookoła są związane bardziej tylko z taką organizacyjną sprawą, bo wiesz, nikt nie umrze od strony internetowej, nikt nie umrze od nieodpisanego maila. Ważnych spraw w życiu nie załatwia się na maila. Wszyscy doskonale o tym wiemy. Naprawdę mnie się wydaje, że trzeba być nastolatkiem, żeby wierzyć w to, że sprawa zależy od tweetu, wpisu na Facebooku albo maila. Żadna sprawa od tego nie zależy. Każda poważna sprawa w życiu jest załatwiana zawsze minimum przez rozmowę głosową, minimum. Zawsze jest to załatwiane face to face, jak się mówi z angielskiego. I powiem ci, że to jest taki standard, który w krajach anglosaskich...
Pozwolisz, spojrzę w swój kubek kawy. Mmm. Good coffee. Anyway, nawet tutaj proste sprawy się załatwia na gębę, bo po prostu nie ma sensu załatwiania ich tak poważnie. Weszła ta kultura korporacyjna. Ona generuje dużo śmiecia nieustannego, bełkotu, takiego potwierdzania swojej własnej egzystencji, że 30 razy do ciebie człowiek dzwoni, zanim przyjedzie, a właśnie za dwie godziny ma być. To wyobraź sobie, ile razy on musi zadzwonić w ciągu jednej godziny, żeby wypełnić ten limit. „Jestem w pociągu. Właśnie wsiadłem, mijam stację. Dojeżdżam.
Jestem pięć minut od ciebie”. Się man, po prostu wyłącz ten telefon, włącz sobie jakąś fajną muzę, popatrz przez okno w pociągu. Rozumiesz? I tak ty się pojawisz. Prosta sprawa. Ja mam takie podejście do tej całej technologii. Lubię jej użyteczność, jak każdy z nas. Oczywiście. Ale wiesz, ta użyteczność nie pochodzi od poligonów wojskowych i kilku innych rzeczy. O tym kiedyś tam opowiadałem, skąd się wzięły te drobne urządzenia zwane komputerami i mikroprocesorami.
Że gdyby nie LSD, to ja nie wiem, co by było. Może w sumie lampy by były, komputery lampowe, kto wie? I don't know. Ale wracając do tej granicy człowieczeństwa, bo chciałem poruszyć kilka wątków, które się tu pojawiają jako takie refleksje, że prawdziwe życie dzieje się i tak w twoim życiu, a nie na mailu ani na kilku innych sprawach. Ja i tak tam dotrę i tak wszystkie sprawy zostaną załatwione. Przepraszam bardzo. I tak się wszystkie załatwiają, bo takie jest życie. Anyway, tym bardziej ja to lubię robić. Ale jest kilka ciekawych granic człowieczeństwa, które odpowiadają moim zdaniem za to, co nazwałem polaryzacją, za przeciwstawnymi stronami. Na przykład historia z długością życia, reinkarnacją.
Mhm. Jest coś takiego, taka koncepcja, która gdzieś tam sobie zamieszkała u mieszkańców Tybetu, którzy mają tą jazdę na reinkarnacji. Ja mam w ogóle swój własny koncept z reinkarnacją. To może za parę chwil, bo mój koncept to mój koncept. Może zostawmy na razie ten mój bigos i tak o nim kiedyś opowiem. Anyway, chodzi o długość życia. Ale wiesz, życie nie jest tylko i wyłącznie kwestią kupienia sobie kilku gadżetów od momentu narodzenia się do momentu walnięcia, kopnięcia piętami w dębowy piórnik. Życie to jest coś więcej. Wielu ludzi temu zaprzecza. Wielu, właściwie wielu, delikatnie powiedziawszy.
Gro nauki jest oparte na tym, że nasza egzystencja jest bardzo wiotka, bardzo niewielka, bardzo krótka, bardzo taka ulala. Niewiele z tego jest. Mamy bardzo niewielką ilość lat. Musimy tu zrobić jakieś odkrycie, dynamit wymyślić, wojnę zrobić i wysadzić coś w powietrze. Wsadzić kilku szalonych śmiałków, którzy są wytresowanymi wojskowymi na zbiornik z paliwem i wystrzelić w kosmos. Postaramy się, żeby nie wylecieli w powietrze. Czasami się udaje, czasami nie. Kto to wie? I nazwiemy to cywilizacją. Rozumiesz?
To jest taki koncept na życie, który mówi, że jestem tylko i wyłącznie ograniczony do swojej fizycznej formy. Natomiast w Tybecie pojawiło się takie zjawisko, które się nazywa... Właściwie nie tylko w Tybecie, bo w wielu miejscach na świecie, ale ja tutaj zabęrzę się frajersko do jednego tematu. Słuchaj, będę skracał na zakrętach. Jak chcesz sobie poczytać o reinkarnacji, cały internet jest tego pełen. Rozumiesz? Znajdziesz sobie, dziewczyny i chłopaku. Ja tylko o jednym takim wątku, bo to jest po drodze, po mojej drodze. My way. I ten wątek głosi o tym, że lama sobie wraca.
Jest taki koleś, który jest przywódcą, można powiedzieć, intelektualno... Właśnie ciekawa rzecz, bo jak można nazwać lamę? Faceta, o którym można powiedzieć, że jest autorytetem społecznym, ale nie jest nikim specjalnym. Nie jest to postać religijna, chociaż dookoła jest coś w rodzaju kultu, ale nie jest to do końca kult na punkcie fiksacji na temat lamy, chociaż on tam się nieustannie pojawia. Tylko fiksacja na temat, żeby się generalnie odkleić od świata, usiąść sobie gdzieś gdziekolwiek, zamknąć oczy i zrobić jakieś takie, wiesz: „Lamamama, omamam”. Bart świetnie o tym opowiada, co należy zrobić. Ja się nie znam na tych wszystkich rzeczach. Chodzi o to, żeby się odciąć od zgiełku, który produkuje czasami nasza głowa w konfrontacji z rzeczywistością dookoła nas, w tym fizycznym świecie. I tam jest ten koncept. Jakby mało w tym religii, bo w tym momencie ciężko powiedzieć, żebyś biegał po niewiernych i szukał datków na swój kościół.
Raczej siedzisz na miejscu na tyłku i zastanawiasz się, jak odkleić się od rzeczywistości w taki sposób, żeby być sklejonym, ale nie być przyklejonym. Mieć ciastko i go nie mieć. Troszkę taki dylemat. Tak to nazwano w Anglii. W kulturach anglosaskich, tak jak właśnie nazwano w Anglii, jest to niemożliwa rzecz, żeby być czymś ponad swoją własną fizyczność. Nawet takie zwykłe powiedzonka na co dzień mówią ci bardzo wiele o tej kulturze, że ona jest determinowana na to, że tutaj jesteś i tylko teraz fizycznie. I to jest granica naszego człowieczeństwa fizycznie. Tak została ustalona i cała zachodnia nauka, jakkolwiek to nazwiemy, podąża dokładnie tym trendem. Nie ma czegoś takiego. Natomiast w Tybecie jest ten koncept reinkarnacji i mieszkańcy Tybetu mają tą swoją postać lamy, którego ja bym nazwał przywódcą emocjonalnym.
On kształtuje emocje mieszkańców Tybetu, bo jest uśmiechniętym facetem, któremu jest okej. Rozumiesz? I każdy, patrząc na niego, czuje, że też jest uśmiechniętym człowiekiem, któremu jest okej. I de facto do tego się sprowadza cała ta historia. Kiedy lama odchodzi z tego świata, mieszkańcy Tybetu mają taką tradycję, że przywołują lamę. Zastanów się, w jaki sposób to robią. Bo to jest dobry człowiek, o którym wielu ludzi myśli w kategoriach emocjonalnych. I to jest odpowiedź na twoje pytanie, jak to robią. Właśnie tak przywołują tą osobę. Przynajmniej tak jest to opisane i tak to wygląda, że w jakiś sposób moment, kiedy się odklejamy, zostawiamy swoją fizyczność tutaj, na tej planecie, może być sklejony z konceptem reinkarnacji, że jeżeli jest tu coś, co cię tutaj klei generalnie tak, żeby kiedy wyskoczysz ze swojej skóry, rozkłóż się na kości, żebyś mógł tu z powrotem wrócić.
Ba, żebyś czasami mógł wrócić do jakiejś specyficznej lokacji, specyficznego miejsca, które sobie zaplanowałeś albo które jest związane z czymś tam. Na to jest wiele konceptów. Jeden mówi o podróżach przez życie. Kończysz jedno życie, idziesz do drugiego, idziesz do drugiego. Dlatego na świecie mamy około 300 milionów Kleopatr. Może przesadziłem, ale parę tysięcy Kleopatr, Napoleonów w poprzednich wcieleniach, Hitlerów i wszystkich tych wielkich, sławnych rzeźników i dziwnych ludzi. Dosyć egzotycznych z naszego punktu widzenia, podejrzewam. Jeżeli myślisz w ten sposób akurat na temat tego, co się robi z własnym życiem, jak ja. Przepraszam, że tak wziąłem tutaj za ciebie. Przynajmniej ja tak sobie myślę.
Takie dziwne indywidua były. W każdym razie, jeżeli to jest coś takiego, to widzisz, to dziwna sprawa, bo zawsze tych postaci była ilość sztuk jedna, a tu się okazuje, że 30 000 ludzi było w poprzednim wcieleniu na przykład Juliuszem Cezarem albo Adolfem Hitlerem, albo Napoleonem. I co z tym zrobić? W Tybecie nie wiem, bo ja nie jestem takim ekspertem. Nie chcę ci tutaj opowiadać o Tybecie w taki sposób, jakbym w nim przemieszkał całe swoje życie i właśnie tam się urodził, bo nie jest to prawdą. Ekspertem nie jestem absolutnie w tej dziedzinie. Nie byłem, nie widziałem, nie wiem, ale się wypowiem. Oczywiście. Ale się wypowiem na temat tej koncepcji reinkarnacji. Ta koncepcja właściwie jest banalnie prosta, bo sprowadza się tylko do tego, że jeżeli jesteś okej ze swoimi emocjami, potrafisz świadomie kierować swoimi emocjami i złe licho nie bierze nad tobą górę, czyli nie wściekasz się, jesteś w ogóle fajnym kolesiem, robisz fajne rzeczy dookoła i twoje bycie fajnie ze sobą i czucie się fajnie ze sobą powoduje, że inni czują się fajnie ze sobą, to daje ci to możliwość operowania bezpośredniego pomiędzy światami, granicą tego człowieczeństwa fizycznego nawet, że sobie możesz wrócić z powrotem i prowadzić to samo zajęcie na tej planecie, które prowadziłeś wcześniej, jeżeli jest takowa potrzeba, jeżeli akurat sytuacja, która tu powstała, wymaga tego, żeby twój duch, twoja dusza adoptowała się na przykład do bycia kolejnym wcieleniem lamy.
Nie dzieje się to tylko i wyłącznie dlatego, że ty tak chcesz, chociaż to też jest bardzo ważny czynnik, ale ty musisz być okej i musisz być na tyle okej, żeby emocjonalnie wszyscy twoje ziomki i ziomale. Taki góralski slang z ławki przed blokiem kiedyś wejdzie do kanonu polskiej literatury. Ale wyprzedzam przyszłość. W każdym razie, żeby te ziomki były szczęśliwe, czując się dobrze z tobą, bo wiedzą, że cokolwiek ci dadzą. I to jest prawda. Tak jest z lamą, tak jest z każdym z tych kolesi. Cokolwiek mu dasz do ręki, on nie może mieć przy sobie pieniędzy. Żaden właściwie z tych kolesi nie może mieć przy sobie pieniędzy. Oni mają jakieś tam konta. Mają ludzi, którzy się tym zajmują.
Ale numer polega na tym, że jak on ma przy sobie pieniądze, to musi ci je dać. Jeżeli ty zapytasz się go: „Przepraszam bardzo, czy możesz mi dać trochę pieniędzy?”, to on musi ci je dać. I jest nawet taka tradycja, że zawsze lama, jak idzie gdziekolwiek kogoś odwiedzić, akurat pieniądze, ponieważ pieniądze w dzisiejszych czasach stanowią coś, co wytyczyło też poniekąd granice naszego człowieczeństwa do pewnego stopnia. Ludzie używają tego i lama, kiedy sobie wędruje przez te wioski, rozdaje tą kasę. Dostaje do ręki plik banknotów i daje każdemu z tych ludzi, którzy nie proszą go o pieniądze, bo to nie o to chodzi, tylko wśród pielgrzymów, bo on sobie pielgrzymuje pomiędzy tymi wszystkimi ashramami, pomiędzy tymi miejscami. Ale ten koncept, że to nie jest tylko podróż wyłącznie fizyczna. On sobie podróżuje pomiędzy jednym a drugim miejscem. On wykonuje pewną dobrą robotę, czując się doskonale, nie chcąc nic od ciebie. On naprawdę jest kolesiem, który jest w stanie za miskę ryżu spokojnie u ciebie zamieszkać na podłodze. Dookoła niego jest nieprzeciętny cyrk, bo jest to postać już, która jest nazywana przez innych, na przykład właścicieli wielkich armii z dużą ilością karabinów, jako postać, która jest przywódcą duchowym albo jakimś autorytetem społecznym i że jego decyzja albo jego opinia na jakiś temat może wpłynąć na to, czy na przykład jakieś mocarstwo zostanie zaakceptowane na jakimś terytorium lub nie zostanie zaakceptowane.
Jego władza dokładnie. Dlatego Chińczycy swego czasu bardzo nie lubili Dalajlamy. Teraz to się w ogóle zaczęło zmieniać. Co jest w ogóle ciekawą rzeczą. Nie zmienia się to tak szybko i tak radykalnie, jak byśmy pewnie wszyscy chcieli, żeby chłopaki się ze sobą pogodzili, ale jak się okazuje, zaczyna iść ku dobremu i to tak dosyć konkretnie w Tybecie nawet. Robi się trochę inaczej. Oczywiście nie życzą sobie polityki tam Chińczycy żadnej, ale to już inna historia, to może zostawię tą politykę, bo i tak też nie jestem ekspertem od polityki. Nie chciałbym, żebyś ty mnie brał za jakiegoś pajaca, który dyskutuje coś, co jest i tak wymyślane Naprawdę dawno, dawno temu przez kilku frajerów. I nie ma to nic wspólnego z naszym życiem, bo gdzieś jest granica człowieczeństwa. Długość naszego życia to jest rzecz techniczna związana z percepcją badania w ogóle tego, czym jest energia, czym jest informacja, czym jesteśmy my, czym jest cały świat w ogóle od strony naukowej.
Bo jeżeli wrzucasz jakiś koncept, to z reguły, przynajmniej w dzisiejszych czasach, przynajmniej w tej kulturze, w której my wyrastaliśmy, było to dosyć proste. Koncept opiera się na tym, że mamy parę lat i musimy coś zmieścić w tym przedziale czasowym tylko po to, żeby drugi koleś wyskoczył z kaski i żeby to się opłacało, żeby coś z tego było i żeby to się opłacało komuś, niekoniecznie nawet nam, ale żeby to się opłacało, żeby to rozkręciło jakąś sprawę, doprowadziło nas do tego, że posiadamy więcej, bo z reguły właśnie do tego się to sprowadzało, żeby mieć po prostu więcej. Ale wracając do tego jeszcze reinkarnacyjnego trybu, który mówi, że to, co robisz teraz, to tylko część tej historii i nie zbieraj, człowieku, zbyt dużo, bo będziesz miał problem, żeby się odkleić od tego wszystkiego. Im więcej masz, tym większy problem dla ciebie. Ponieważ taki powrót na tą planetę, jeżeli jakikolwiek można wykonać, dzieje się przez stałe połączenie z kosmosem. A wiadomo, że kosmos jest raczej kosmiczny, a nie ulepiony z kawałka portfela albo inkrustowanej biżuterii. Cokolwiek można na ten temat powiedzieć. To jest ta historia związana z magiczną krainą z kosmosu, wręcz dosłownie, czyli te wszystkie legendarne opowieści w naszej kulturze o Atlantydzie, tajemniczym lądzie, który gdzieś tam był, zaginął. Cywilizacja była taka, że „Pozwolisz, że sobie szpetnie zaknę. Job twoja mać”.
Taka była cywilizacja. Nikt nie wie do tej pory, jak te dziury w kamieniach robili. Oprócz tego mamy Szambalę, mamy masę legendarnych opowieści o mitycznych krainach i jeden wspólny punkt, który się bardzo często powtarza w wielu legendach i opowieściach na ten temat. A każda legenda zawiera ziarnko prawdy, jak mówi wielu. I ja też to powtarzam za nimi oczywiście, bo ja wcale tego nie wymyśliłem. To wejście może być od strony emocjonalnej. I to jest właśnie troszeczkę inna historia, że ta sprawa, której szuka współczesna nauka, przyglądając się temu, jak wszystko się rozpada, a nie przyglądając się temu, dlaczego rośnie, zastanawia się nad takim dziwnym, pokracznym rozwinięciu się ze sobą samym, z tą granicą człowieczeństwa, że kolesie, którzy nie skumali, że jest coś więcej niż tylko fizyczna fizyczna forma i że czasami, delikatnie powiedziane, jeszcze bardzo delikatnie powiedziane, że fizyczność robi fizyczność. Ha, ha, ha. Teraz w wielu laboratoriach na świecie nagle pojawiają się takie śmiałe odkrycia, że magiczny proszek, który ma w sobie dużą ilość energii, gdzieś tam jakiś news przemknął po Science i tak dalej. Tu coś tam, tu coś tam.
Rzeczy, które ani kółka zębatego, ani żadnych przekładni, ani za bardzo innych takich rzeczy. Wszystko to związane jest z takim bardzo organicznym trybem funkcjonowania świata. Takim, który jest, co tu dużo mówić, ponadczasowy, który zmusza do troszkę innej refleksji. Co by było, gdyby się okazało, że każdy z tych naukowców, który myśli, że wszystko jest oparte na trybikach i kółkach zębatych, dostałby takiego strzała, że wyleciałby z własnego ciała, zobaczył siebie na dole i na przykład siłą własnego umysłu zdecydował o tym, czy wraca do swojego ciała, czy też leci sobie dalej w kosmos. Czy po takiej wyprawie na przykład taki naukowiec byłby w stanie zanegować tę, jakże prostą i zrozumiałą dla każdego mieszkańca Tybetu konkluzję i wniosek, że życie jest tak dużą przestrzenią i tak ponadczasową i że właściwie nie ma końca jako takiego? Czyli właściwie nie ma granicy człowieczeństwa, nie ma starania się o większą eksplozję, nie ma potrzeby czegoś takiego. Granica człowieczeństwa nie istnieje jako taka. Nie trzeba jej wytyczać. Nie trzeba wytyczać granicy państwa, nie trzeba wytyczać granicy jakiejkolwiek prawnej struktury, która obejmuje lokalną społeczność, czyli prawa. Nie trzeba właściwie nic robić.
To jest ta magiczna kraina z kosmosu, do której wchodzą niektórzy. Mówią, że tam świat się rządzi swoim własnym wymiarem. Są ludzie, którzy mają przedziwne wizje. Sam miewam. To nie jest tak, że tylko ludzie mają przedziwne wizje. Ja też jako taki zwykły dżentelmen miewam takie przedziwne wizje różnych dziwnych światów, można powiedzieć, ale lubię sobie penetrować świat właśnie owych różnych dziwnych wizji. Nie wiem, czy jest to przyszłość, czy jest to równoległa rzeczywistość, czy jest to cokolwiek. Mam swoje przypuszczenia na ten temat, ale akurat dzisiaj to zostawię. Skupię się na tym, co lubię sobie czytać u innych i przeglądać u innych. U tych, którzy o tym troszeczkę częściej i gęściej opowiadają.
Lubię się przyglądać właśnie na tą konstrukcję świata z ich opowieści, bo to są fenomenalne opowieści. To jest inny świat, inna percepcja, do pewnego stopnia czasami związana i skojarzona z tą rzeczywistością, ale tylko do pewnego stopnia, czasami w ogóle. I widzisz, często i gęsto, ponieważ jestem użytkownikiem czegoś, co nazywamy medycyną. Zresztą nie tylko ja, bo jest to dosyć popularna nazwa, czyli substancjami, które wysyłają cię na orbitę. Jestem osobiście zwolennikiem używania tych substancji. Sam w stosunku do siebie oczywiście, nie namawiam cię do tego absolutnie. I jest to związane z obcowaniem z tym światem wizyjnym, takim dosyć konkretnym obcowaniem. Ty po prostu tam jesteś i ja po prostu tam bywam. Taka historia. I bynajmniej nie jest to sen.
Ciężko się z tego obudzić. Kto był na takiej wyprawie, doskonale wie. Nie będę opowiadał, o co chodzi. Jest to skonfrontowanie się z własnymi wyobrażeniami na temat całej rzeczywistości kosmicznej, jakąkolwiek stworzyliśmy w swojej własnej głowie. Każdym obrazem, każdym przedstawieniem samego siebie i taką bezpośrednią konfrontacją, czy jest to rzeczywistą istotą nas samych, czy też nie ma to z tym nic wspólnego. Jest to ta magiczna kraina z kosmosu i przejście do tej magicznej krainy z kosmosu w wielu legendach i opowieściach jest właśnie związane z przejściem tego stanu emocjonalnego. Można to w skrócie nazwać śmiercią emocjonalną, czyli wszystkie emocje, wszystkie stresy, lęki, wszystkie frustracje, jakiekolwiek tego typu historie nagle konfrontują się ze swoim prawdziwym znaczeniem w naszym prawdziwym życiu. Troszeczkę takie jak znaczenie czasami tweeta albo jakiejś wiadomości na Facebooku konfrontuje się z rzeczywistymi, ważnymi rzeczami w naszym indywidualnym, prywatnym życiu. Nie ma żadnego porównania. I tu jest ta granica człowieczeństwa, że ktoś wytyczył granicę.
Grupa ludzi kompletnie przerażonych. Ja przynajmniej mam taką refleksję. Granicę tego, że jest jakaś granica, że w ogóle gdzieś trzeba się ulokować z tym całym zamieszaniem i że nie można przeskoczyć dalej. I à propos tego wszystkiego znam taką opowieść. Dżentelmen opowiadał taką opowieść. Dżentelmen wynalazca, odkrywca pokazał takie urządzenie. Urządzenie świeciło. A ja napiłem się kawy. Może też zaświecę po kawie. Doskonała.
Wracając do dżentelmena. Dżentelmen ów zaprezentował naukowej społeczności na takim, można powiedzieć, zamkniętym, semi-zamkniętym spotkaniu, bo nie tylko byli to naukowcy, ale było też kilku ludzi sklejonych z instytucjami rządowymi. Niby laboratoria, ale rządowe i to niekoniecznie naukowcy, ale bardziej menadżerowie. Takie bardzo niespecjalnie tajemne spotkanie, jakieś tajemnicze, ale takie bardzo nudne lokalne spotkanie kilku kolesi, kilku dziamdziaków, można powiedzieć, naukowych, zaproszonych na taką prezentację. W cudzysłowie dziamdziaków. I wyobraź sobie, dżentelmen pokazuje urządzenie, które ma rozmiar-- muszę wziąć linijkę do ręki, żeby oszacować. Urządzenie ma rozmiar jakieś 15 centymetrów długości. Jakoś tak 15 do 12 centymetrów długości. Z przezroczystej pleksi. Taka rurka z pleksi.
Latarka, słuchaj, która cały czas świeci. Ma taki układzik w sobie zmontowany sprytny, jakiś specjalny zbiorniczek. Wszystko jest przezroczyste, także nie ma żadnych trików, żadnych cwanych numerów w środku. I pokazuje to urządzenie owej gawiedzi dziamdziaków zblazowanych troszeczkę. To urządzenie to jest taka latarka i on to włącza, i to sobie świeci. I robią test, i latarka nie chce się rozładować. No i okazuje się, że dżentelmen mówi im, że jest to latarka, która nigdy się nie rozładuje. I oczywiście robią test tego wszystkiego, obciążenia dodatkowe i tak dalej. Jest cały sprzęt naukowy na tej prezentacji. Są też egzemplarze takie testowane od jakiegoś czasu już włączone razem z licznikami, wszystko jest zaplombowane i tak dalej, i tak dalej.
Generalnie jest urządzenie, które nie ma bateryjki, a świeci. Wyobraź sobie. I nie potrzeba nic odkręcać, nic wymieniać. Po prostu będzie świeciło do usranej śmierci tak długo, jak chcesz, żeby świeciło i po prostu włączasz i świeci ta latareczka. No i jest problem, słuchaj, bo 80% z tych dżentelmenów nagle odwraca się od tego i mówi: „To nie jest możliwe. To nie jest możliwe. To jest jakiś trik”. Rozumiesz? I tak się sprawa ma, że panowie po prostu nie są w stanie zaakceptować tego, co widzą ich oczy. To jest w ogóle numer nieziemski.
Wyobraź sobie taką sytuację, że masz grupę ludzi, która właśnie widzi coś na swoje własne oczy. Po prostu widzi. Dzieje się przed nimi, może to dotknąć. Każdy może wziąć to do ręki. Słuchaj, możesz to rozkręcić. Najlepszy numer, że jest to rozkręcana latarka. Możesz to rozkręcić, każdy element, masz informację, co jest w środku i tak dalej, i tak dalej. Tam nie ma żadnych tajemnic. Nawet układ scalony jest nadrukowany tak, żebyś ty widział, co tam jest. Na zdjęciu został tam zakryty, tylko żeby na zdjęciach, które tam się gdzieś później pojawiły, nie pokazywać tego.
Taki dowcip troszkę wynalazcy, żeby się reszta zastanawiała, o co tu chodzi. No ale na prezentacji było wszystko jasno pokazane. Cała dokumentacja techniczna została udostępniona. W ogóle oprócz tego taki skoroszycik, papierku wydrukowany ze wszystkimi wykresami, żeby było wiadomo, o co chodzi, bo to naprawdę nie są czary Marii. Panowie naukowcy, słuchaj, wyszli z tego i powiedzieli: „Nie, to niemożliwe. To nie jest prawda. Tak, to może zadziałało. To może zadziałało. Tak, no widziałem, że świeciło się, ale to wcale nie jest tak, że to działało”. Rozumiesz?
Człowiek ma w ręku urządzenie, widzi wszystkie rzeczy, może to przetestować i twierdzi, że to nie działa. Rozumiesz? Człowiek patrzy na słońce i mówi: „Nie, nie, nie. Tam słońca nie ma”. I weź tu rozmawiaj z kimś takim. Poważnie. I weź spróbuj wyjaśnić poważną rzecz, bo dopóki rozmawiamy sobie o pogodzie i o tym, że fajnie chmury płyną po niebie, to do tego momentu jeszcze jest okej. Ale wyobraź sobie, że w tej rozmowie nagle pojawia się sytuacja, w której okazuje się, że jeden z rozmówców albo twój rozmówca nagle neguje fakt, że jest słońce jeszcze na niebie oprócz chmur. Po prostu kompletna negacja i wręcz jest w stanie nazwać cię szaleńcem, wariatem. Nagle on dostaje świra, staje się fundamentalistą.
Nagle ta sytuacja, że on nie chce czegoś zaakceptować, robi z niego fundamentalistę. Bo inna sprawa, że musi przyjąć taką pozę, bo zaprzecza najbardziej oczywistym rzeczom. Zaprzecza temu, co widzą jego dwa receptory, ruchome receptory organiczne zwane oczami. Nie jest w stanie tego zaakceptować. Ma to w rękach. Nie jest w stanie zaakceptować tego organoleptycznie, czyli dotykowo poprzez zmysły dotyku. Wyobrażasz to sobie? I to jest granica człowieczeństwa. Tak sobie myślę, że to jest ta granica, która dotknęła tą planetę, jeżeli chodzi o moją refleksję, gdzie zaczyna się człowiek, a gdzie się tak naprawdę chyba skończył. Moim zdaniem, nie musicie się z tym zgadzać, mam taką percepcję świata, że ona wychodzi w jednym miejscu.
To jest coś, co wyrzucają z nas tak zwane substancje, czyli cała medycyna. To jest ten stan wizyjny, ale taki konkretny. Niektórzy się na tym zawieszają, robią z tego religię i od razu jakakolwiek wizja im się pojawi, cokolwiek, nie próbują tego skleić z wiedzą w jakikolwiek sposób, od razu wrzucają na mocne obroty. Jadą z koksem od razu. Bóg, Elia, Jesus, mantry, jednorożec, różowe skrzydła leci nade mną, czakram korony serca w moich stopach, magiczna kula mocy. Lot jest permanentny i wszystko to przybite do krzyża albo jakieś gwiazdy, i jeszcze na księżycu to wszystko powiewa sobie, zawisa razem z Twardowskim. Legendy nieprzeciętne. Ludzie, którzy wiedzą więcej o twoim życiu niż ty sam, chociaż nigdy cię w życiu nie widzieli. I oni próbują zawłaszczyć całą tą historię. I to jest taki tryb cywilizacyjny, że wielu ludzi, którzy nagle dostają po raz pierwszy jakąś mocną wizję w życiu, która jest po raz pierwszy na tyle konkretna, że konkuruje z rzeczywistością, bo okazuje się bardziej rzeczywista niż codzienna rzeczywistość, w której taki człowiek normalnie żył, gdzie sobie wyznaczył granice swojego człowieczeństwa.
Nagle granica jego człowieczeństwa została przekroczona w sposób taki, że właściwie rzeczy, które widział, były tak fizyczne, że on pił tą wodę, chociaż tej wody tam nie było. Był w tym lesie, chociaż tego lasu tam nie było. Widział te wszystkie rzeczy z góry, chociaż nigdzie nie leciał i unosił się nad sobą, chociaż właściwie siedział cały czas w krześle. Czasami dzieje się podczas wypadków, czasami podczas różnych rzeczy. Śmierć kliniczna, wyjście z siebie, cokolwiek. Tysiące metod. Nazwij to, jak chcesz. Aż się zagotowałem. Ale część ludzi, myślę, że to związane z takim egocentryzmem troszkę. Wydaje nam się, że jest to tak unikatowe doświadczenie, nikt tego nie przeżył.
Robi ze mnie kogoś wielkiego. Zostanę terapeutą i opowiem o tym za grube pieniądze i zrobię z tego jeszcze religię, wymyślę Boga, że te wszystkie niewidoczne rzeczy, wizje, cokolwiek masz, twoja wizja to jest wizja mojego Boga i teraz musisz mi zapłacić za to kasę, stary. A jeszcze jak się okaże, że coś tam jest nie tak w tej wizji, to ja mam tutaj dla ciebie taki biznes. Zostaniesz pokutnikiem i będziesz harował na mnie. Ja pomogę ci zmazać twoje grzechy, synu. I to jest ta część linearna. Taki konflikt po prostu między normalnym człowiekiem, pomiędzy normalnymi ludźmi a tym tak zwanym patologicznym światem, czyli tym światem, który wytyczył sobie granice tymi wszystkimi religijnymi ludźmi, politycznymi ludźmi. Bo to jest monopol nic innego jak monopol na ludzką aktywność, jakąkolwiek. Wiadomo, że jest szerokie spektrum tej aktywności. Możesz zrobić coś rękami, w sensie wiadro, obrazek namalować.
Konia możesz podkuć, jak potrzebujesz, dom sobie wybudować. Wiele rzeczy możesz zrobić. Posiać, zebrać, posadzić. Wiele rzeczy można sobie zrobić, wybudować, poskręcać, włączyć coś, wyłączyć. Wykąpać się w rzece można też oczywiście, ale widzisz, jak czegoś nie zrobisz, tylko się będziesz kąpał w rzece, to może być tak, że ktoś na tym mało zarobi, bo jak ty coś zrobisz, a zrobisz jeszcze dwa albo najlepiej 10 razy, to może tobie zostawi jedno, jak przyjdziesz z dwoma, trzema kolegami, a sam zabierze te 10. A tobie zostawi wspomnienie jednego. I to jest ta granica człowieczeństwa, że ludzie akceptują system, w którym żyją, jednocześnie stając się częścią tego systemu, asymilując się z nim na tyle, że właściwie wszystkie wyobrażenia na temat swojego szczęśliwego życia bazują i osadzają w realiach tego systemu tak na 100%. Pewnego dnia będę bogaty, kupię sobie piękny dom na zadupiu świata i tam będę już dobrym człowiekiem, ale po drodze wytnę oczywiście parę milionów ludzi, wypuszczając toksyczną szczepionkę na rynek, o której doskonale wiem, że ich pozabija. Ale z kolegami mamy taki klub i zastanawiamy się, co zrobić ze światem. I to jest dokładnie to samo.
To jest system religijny, system polityczny, systemy monopolistyczne, systemy, w których ktoś z góry dobrze wie, co jest dobre dla ciebie i dlatego jest politykiem albo dziennikarzem, który mówi ci, że musisz koniecznie zrobić coś, pójść na demonstrację, głosować na polityka, kupować produkt o nazwie XYZ i nie inny produkt. Oczywiście on cię zabije, bo w tym produkcie już się nikomu nic nie opłaca zrobić poza opatentowanymi kawałkami chemii, za które musisz zapłacić, bo wszystko dookoła, co rośnie żywe, nawet w twoim ogródku okazuje się zdrowsze, nawet gdybyś żarł powoli. Właściwie mam taką refleksję, bo powoli doszliśmy do czasów, w których właściwie ja dobrą sprawę z organicznego punktu widzenia zżeranie trawy podczas wizyty w parku i obgryzanie kory z drzewa zdaje się bardziej zdrowym zajęciem dla naszego organizmu, oczywiście jeżeli ten park nie znajduje się blisko autostrady, niż zrobienie zakupów z modnymi żywnościowymi produktami w supermarkecie. Obawiam się, że gdybyśmy zżarli to całe gówno z supermarketu, to byśmy gorzej na tym wyszli niż gdybyśmy poszli do parku obgryzać korę i żreć trawę. Już doszliśmy do takiego paradoksu. Oczywiście akurat kora w parku i trawa jest za darmo. Nie smakuje tak jak chili con carne, jak ktoś lubi, ale jest zdrowsze, bo to chili con carne, czyli ta wołowina w środku to jest tektura zmielona z czymś, co tam teoretycznie jeszcze w sumie zwierzę wyglądające jak krowa, ale nie do końca organicznie będące jak krowa, było i zostało zmielone razem z kopytami chyba ze wszystkim. I don't know. Nie chcę nawet wnikać w ten temat. Wiem, że na pewno to mięso zostało wykąpane w takiej kąpieli w sodzie kaustycznej zaraz po tym, jak zostało obrobione, żeby zabić wszystkie zarazki.
I ludzie to jedzą, słuchaj, powaga. Dałbyś wiarę? Naprawdę ludzie to jedzą. Kupujesz taki kotlet mielony w sklepie, gotowy już. Możesz sobie zrobić hamburgera na ognisku. I ludzie to naprawdę jedzą. Wpieprzają sodę kaustyczną popijając roztworem sody kaustycznej o nazwie Coca-Cola. Jeżeli sobie sprawdzisz, co tam w ogóle jest. Ciekawe. Ale to jest taka konsumpcja.
Lepiej więcej. Taka linia konfliktu, bo wiadomo, że jak zaakceptujesz ten świat, to musisz go zaakceptować w całości. To nie jest tak, że ten piękny domek na zadupiu świata gdzieś będzie możliwy w sytuacji, kiedy ty żyjesz, fundując całemu światu tą Coca-Colę, przysłowiowo. Nie żebym miał pretensje do kogokolwiek, że pije sobie Coca-Colę, człowieku. Nie mam z tym absolutnie problemu. Śmiało, jeżeli pijesz, na zdrowie. Spokojnie, ja tu mam kawkę z mlekiem. Nie ma problemu. Każdy kto co lubi. Natomiast wiadomo, że jest to śmiercionośna zabawa.
Tak samo jak produkowanie broni, tak samo jak produkowanie systemów religijnych, tak samo jak produkowanie każdego państwa, każdej partii politycznej, każdych wyborów i każdego monopolu na zarządzanie zasobami ludzkimi tylko po to, żeby starać się kontrolować wszystkie linie, gdzie przebiega polaryzacja, czyli jakakolwiek linia konfliktu i je podsycać tak, żeby można było utrzymywać dużą ilość granic, przez co grupa ludzi, która mieszka troszkę bardziej na zachód od rzeki, musi płacić kasę. Grupa paru milionów ludzi płaci kasę dosłownie paru frajerom na świecie tylko po to, żeby wysłać kilka rzeczy, które wyprodukowało do ludzi, którzy mieszkają po lewej stronie rzeki. Tamci płacą dokładnie analogicznie taką samą grubą kasę, potężną, właściwie całe swoje życie tym paru frajerom, którzy obsługują te transakcje na drugą stronę rzeki. I ci frajerzy pilnują tego wszystkiego do tego stopnia, że pewnego dnia powiedzą, że ci z lewej strony rzeki jedzą żywcem dzieci, a ci z prawej chwycą za broń i pobiegną wyzwolić te dzieci. Dobrze, że żaden nie zna języka sąsiada, bo przynajmniej dzięki temu się nie dogadają i nie okaże się, że to jest jakaś ściema. Ale też, żeby złapać za karabin i w ogóle doprowadzić do takiej sytuacji, trzeba uwierzyć w ten świat, że nasze fabryki, nasze doskonałe hamburgery, które są robione z plastiku nie wiadomo czego, są warte tego, żebyśmy za nie umierali. I nasza Coca-Cola. Przecież to o to chodzi. Po prostu wszyscy umieramy na wszystkich wojnach świata za Coca-Colę i cenę ropy naftowej. Nie ma innych rzeczy.
I to jest ta historia na przykład z tym dżentelmenem, który pokazał tą latarkę. I kolesie, którzy właśnie sobie wymyślili, że są już w takim wieku, że po pierwsze są profesorami, mają parę tytułów. Każdy z nich ma parę patentów, dobrych patentów na koncie, z których naprawdę dobrze żyje. Poza tym jest dalej profesorem i jest dalej aktywny na uniwersytecie albo w jakichś placówkach naukowych, ale tak w miarę aktywny. Także życie nie jest nudne. Nie jest tak, że już siedzisz i nic nie robisz, tylko jesteś na fajnych konferencjach, płacą ci za to. Jesteś szanowanym autorytetem, bla, bla. A za kasę z patentów masz trzy domy plus ten najdroższy to jest twój razem z basenem i pięcioma samochodami dla żony, bo nie lubi mieć jednego. I jeszcze kredyty dla dzieci pospłacane za co lepsze prywatne szkoły. I to jest problem, bo nagle się okazuje, że ty tak naprawdę wpieprzasz ten plastik, produkujesz to wszystko i robisz.
To jest właśnie twoja granica człowieczeństwa. Nie pójdziesz dalej, bo nawet jeżeli jeszcze tego nie masz, a niby wydaje ci się, że jesteś dobrym człowiekiem, to widzisz ten konflikt. Czujesz, że przecież nikt nie będzie produkował baterii. Ojejku, ludzie, którzy stracą pracę przy produkcji baterii do latarek zginą z głodu. To tak, jak na przykład wróżono na początku minionego stulecia. Słynny fakt, szalenie słynny. Jeżeli ktoś śledził wątki tak zwanych nowych wynalazków i tego, jak wkraczały w nasze progi cywilizacyjne, to zna tą historię na pamięć. Ale jak nie znasz, to ci szybko opowiem. Jeżeli nie znasz oczywiście, bo nie wiem, czy znasz, czy nie, to ty, dziewczyno i chłopaku, który nie znasz, to ci opowiadam, a ty, który znasz, idź po kawkę. Tak jak z koniami historia i sianem.
To już mówię, to możesz iść po kawę. No więc na początku stulecia był taki numer, że pojawiły się automobile i oczywiście wszyscy futuryści i w ogóle obrońcy starego porządku świata, w ogóle szczególnie właśnie związani z rodami możnymi i tak dalej, byli przeciwko w ogóle tej całej przemysłowej rewolucji, ponieważ po pierwsze odbierała im monopol na władzę, ponieważ nagle obok pojawił się koleś, który niekoniecznie urodził się z tytułem szlacheckim i miał więcej kasy niż oni. Pierwszy problem. A drugi problem automobile i cała cywilizacja, która powodowała, że ci, którzy się nie potrafili tym obsługiwać, lądowali z tyłu. A wiadomo, że klasa bogatska nie zawsze się potrafiła tym obsługiwać. To też czasy pionierów. Ty musiałeś być tym facetem, który wsiądzie do samolotu albo do samochodu. Nie było jeszcze licencji do tego wszystkiego. Poważnie. I pojawił się taki postulat forsowany wszędzie, żeby w ogóle nie było automobili, w ogóle zakaz wszystkich pojazdów kołowych, bo po pierwsze zginą wszystkie konie.
To grozi wyginięciu gatunku zwierzęcia o nazwie koń. I że nagle rolnicy zbankrutują, że to doprowadzi do potężnego kryzysu globalnego, takiego disaster po prostu, kompletne zniszczenie, upadku całej ekonomii, ponieważ jeżeli konie przestaną być potrzebne na ulicach, to przestanie być potrzebne siano dla koni i cała infrastruktura obsługująca to, co jest potrzebne, żeby konie mogły sobie mieszkać w miastach i pracować w tych miastach i w tym całym przemyśle, szczególnie przemyśle, bo to też się rozchodziło. I nagle farmerzy, którzy nie mają już gdzie sprzedać swojego siana, popadają w nędzę. Nie mają już pieniędzy, żeby obsiać swoje pole i je zebrać. Więc wszyscy lądują w nędzy. Nikt nie ma co jeść, wszyscy emigrują ze świata. Koniec. Katastrofa. Nie ma kto kupować złota, nie ma kto kupować drogich produktów, sukien szkarłatnych i wyszywanych drogimi kamieniami. Król nie ma dochodu, bo przecież wszystko leży.
Rodziny królewskie w ogóle nie mają już co robić. Nawet wojny nie można zrobić, bo właściwie nie ma już pieniędzy. Sami biedacy, właściwie wszyscy zmarli z głodu. I to właśnie groziło światu, kiedy pojawił się pojazd, który był napędzany energią niekoniecznie mięśni, po to, żeby przewieźć parę produktów z jednego końca miasta na drugi albo trochę dalej. Także takie były problemy świata sto lat temu. Dzisiaj problemem jest taka granica człowieczeństwa, która wzięła się z tego, że nauka jest strasznie zadufana i uwierzyła w to, że naprawdę wie wszystko na temat życia. Chociaż jak na ironię, ta współczesna nauka nie jest w stanie wskrzesić żadnego życia, bo to jest granica wiedzy na temat naszego człowieczeństwa i na temat w ogóle jakiejkolwiek żywej istoty. Jest tylko jedna granica. O niej się nie mówi tak normalnie. Naukowo mówi się, że zawsze naukowcy dokonują wielkich odkryć, że robią coś wielkiego, niesamowitego, bla, bla, bla.
Już głowę mi rozpieprzyło na pięć milionów kawałków. Rozpadłem się, poczołgałem. Jaka wielka sprawa! Zrobiła na mnie takie wrażenie. Bullshit. Nic takiego się nie dzieje. Granicą człowieczeństwa jest umiejętność, jeżeli chcesz to ująć w kategoriach takich fizycznych, to przekroczenie tej granicy. Ta granica to jest granica rekonstrukcji swojego własnego organizmu w naturalnym stanie. Do tego się to sprowadza. I jeżeli nie ma technologii, która jest w stanie nawet się zbliżyć o milimetr, o pół milimetra, o jedną milionową milimetra do tego momentu, to znaczy, że cała ta nauka jest, za przeproszeniem, gówno warta.
Bo jedyne, co możesz zrobić, to przedłużyć rozpad sytuacji, która aktualnie wymknęła się spod kontroli. Właściwie nigdy nie była kontrolowana i na dodatek jeszcze, i to jest największy problem, ty jako współczesny naukowiec wierzący w te wszystkie einsteinowe opowieści i nie tylko, nie jesteś w stanie zatrzymać rozpadu czegokolwiek na świecie. Jesteś tylko i wyłącznie niemym, niemogącym nic zrobić uczestnikiem czegoś, na co nie masz żadnego wpływu. Pomimo wszystkich milionów reguł, laboratoriów, budżetów, czarnych budżetów, tytułów Nobla, pozostałych gazet naukowych i publikacji, tytułów patentowych, pieniędzy wynikających z tych patentów i produkcji szczepionek czy czegokolwiek, co jest produkowane z tych patentów później. Naprawdę, poza tym, że możesz co najwyżej przyspieszyć agonię komórki, ewentualnie spowolnić jej starzenie, nauka oficjalna nie wie nic. To taki back to the roots, czyli powrót do korzeni troszeczkę. I to jest wszystko na poziomie tylko statusu religijnego i politycznego, bo on dyktuje tą granicę człowieczeństwa. To on zakazuje badań i poszukiwań w tej historii, która się nazywa wizyjnością. Bo jeżeli pójdziesz sobie dalej, to pojawi się zjawisko edukacji. To jest taki nieustanny proces doświadczania, a my ten status religijny i ten polityczny monopol zamknął w ogóle pojęcie edukacji właśnie do tego doświadczania na parę lat, że mamy bardzo wąską lukę w czasie i przestrzeni, gdzie jeszcze pod naciskiem, przymusem, jak w obozie koncentracyjnym, pracy przymusowej dosłownie i przemysłowej też, idziemy do szkół, uniwersytetów i uczymy się.
I to jest jedyny moment, gdzie society, czyli społeczeństwo, akceptuje ten monopol polityczno-religijny na to, że lepiej wie, na czym polega twoje życie. Akceptuje to, że ty i ja sobie doświadczamy w tym momencie, że bierzemy plecak, idziemy w góry. Wspomnienia z dzieciństwa do końca życia. Ale dlaczego? Czyżby nie było żadnych doświadczeń później? Ta edukacja to jest próba skorumpowania naszego procesu doświadczania. Taka jest moja opinia. Ta oficjalna edukacja to jest tylko korupcja, jest to skorumpowane. Ja akurat szczęśliwie lub nie, wylądowałem w takich zawodach i z takimi rzeczami w życiu, że jestem zmuszony właściwie, ale i na serio lubię uczyć się cały czas w każdym z zajęć, które wykonuję. Po prostu jest to takie zajęcie, które wymaga bycia na bieżąco i edukowania się nieustannie.
Ja nie mogę sobie pozwolić na to... znaczy mogę, ale to nie ma żadnego sensu, bo w tym momencie nie byłoby sensu robienia tego zajęcia, bo to zajęcie wymaga tego, że odkrywasz ciągle coś nowego, ciągle czegoś się uczysz, że jest dokumentacja, że jest coś nowego, że jest nowa sytuacja dookoła, inni ludzie, inny świat i musisz akceptować przede wszystkim inne emocje innych ludzi dookoła siebie, którzy przynoszą inne koncepty albo podobne, albo kompletnie przeciwne. Musisz to po prostu zdealować ze sobą. Nie powiem ci jak. Ja to dealuję bardzo dobrze i bardzo lubię to robić. A ty jak to robisz, to już cię zostawiam. Ale to jest moje doświadczenie i ono jest na poziomie emocjonalnym. Ja później z tymi ludźmi, czy to siedząc we wszystkich biurach, w których ostatnio przesiadziałem ostatnie lata i przy wszystkich komputerach czy przy wszystkich substancjach, fiolkach i miernikach, gdziekolwiek nie siedziałem, to zawsze to jest ten proces doświadczania. Ja po prostu musiałem się czegoś naumieć, nauczyć, coś sobie przeczytać, dowiedzieć się, z czym dealuję, a z czym nie. Pytanie, po co jest dyplom, który dostajesz po studiach?
Po to, żeby cię zatrzymać. Bo właściwie, jak na ironię, w każdym zawodzie świata i to jest w ogóle taka ciekawostka, poza oczywiście pewnymi wyspecjalizowanymi historiami, które naprawdę wymagają poważnego przygotowania akademickiego, musisz przejść wąskie sito selekcji, bo zawód jest bardzo profitable i też nikomu z tej elity, tego systemu religijno-politycznego monopolu nie zależy na tym, żeby było zbyt dużo tak zwanych światłych ludzi, którzy mają dostęp do zbyt zaawansowanej technologii, gdzie już ta granica tego człowieczeństwa, tego, że my tu wyznaczamy granice, zostaje przekraczana, ponieważ jest to efektem Jest to efektem i jest to też powodem, dla których się to bada, bo ktoś zawsze musi zajrzeć za tą kurtynę, co jest za nią dalej, żeby być o ten krok do przodu. Może nie za trzy, może nie cztery, może nie pięć. I nawet jeżeli ktoś tam zagląda, to musi być wysoce sprawdzalny, weryfikowalny, bo tu nagle może kilka spraw uciec spod kontroli, może zacząć się efekt domina, czyli jedna sprawa rozpędzi tysiąc sytuacji na świecie i nagle ktoś straci swoje patenty. Co by było, gdyby Nikola Tesla miał szczęśliwe życie od strony biznesowo-patentowej? Co by się stało? Co by się stało wtedy ze światem? W jakim świecie byśmy żyli teraz? Jaki efekt domina by się wtedy zaczął? Nawet pomimo że go uciszono, zagłuszono i tak dalej, nawet pomimo tego wszystkiego ten efekt domina dotrwał do naszych czasów i stworzył kilka ciekawych koncepcji, które są dostępne ogólnie każdemu, kto chce skorzystać z tej wiedzy.
Także po co komu dyplom? Dyplom jest potrzebny wszystkim tym religiom, politykom, temu całemu monopolowi komercyjnemu, który próbuje ciebie i mnie osaczyć swoją linią produktów przemysłowych, żeby nas zatrzymać, żeby nikt z nas się nie rozwijał dalej, tak jak się rozwijał wcześniej. Po to jest telewizja, po to są wszystkie te rzeczy, żebyśmy siedzieli w domu i nie sięgali po sprawy, które chyba bardziej nas rozwijają czasami. Dają nam troszkę inne perspektywy na nasze życie. Zobacz teraz na to, co się działo w Egipcie. Zobacz na to, co się działo z Majami, przed Majami, bo to kultury przed Majów, grubo przed, 12 000 lat do tyłu. Ale zobacz na te wszystkie rzeczy, na te dawne kultury, nawet na te ślady w Krakowie. I zastanów się, czy tam ktoś siedział przed telewizorem i oglądał „Taniec na lodzie”, albo siedział i chodził na warsztaty, oglądał opowieści o czymś, co jest tak niesprawdzalne, że zawiera wszystkie bobisy świata. To wszystko ma sens. Tylko gdzie jest ta linia?
Gdzie jest ta linia, granica człowieczeństwa? Czy to nie jest przypadkiem ten moment, kiedy zatrzymujemy się tylko i wyłącznie na wymyślaniu sobie nowej religii, nowej teologii, ustaleniu sobie nowej granicy? To jest granica człowieczeństwa. To jest coś, co sobie każdy z nas sam wymyśla indywidualnie, czasami grupowo, jako że jesteśmy zwierzęciem stadnym. Także równie dobrze możesz spotkać stadko wierzące w faceta przybitego gwoździami do kawałka drewnianej konstrukcji, jak i równie dobrze możesz spotkać stado wyznawców Elvisa Presleya albo stado wyznawców na przykład codziennego gimnastykowania się 8:15 do godziny 8:30. Każda z tych rzeczy, jedne mniej, drugie bardziej zdrowe. To już kwestia podejścia do życia. Ja to zostawiam. Każdy powinien sobie ocenić to indywidualnie. Ale każda z tych rzeczy nie robi nic innego, jak wyznacza granice naszego człowieczeństwa.
Obiecuje nam coś, co wykonywane regularnie, systematycznie albo jeżeli zrobimy z tego cały kosmos, cały swój świat wyprodukujemy z tego, stworzy nam poczucie bezpieczeństwa i da nam fizyczne poczucie bezpieczeństwa i będziemy mogli dokończyć swojej fizycznej egzystencji na tej planecie Ziemia. Właściwie do tego się to sprowadza, do tej granicy fizycznego życia i długości życia. Do granicy, którą niektórzy nazywają granicą śmierci. W Tybecie mają troszkę inną percepcję na to wszystko. Mówią, że to jest moment, kiedy wyskakujesz z tego opakowania i jeżeli będziesz dobry, na tyle sam ze sobą w rozwiązywaniu swoich własnych wewnętrznych sprzeczności duchowych i emocjonalnych, to możesz zrobić taką sztuczkę, że będziesz tutaj siedział, a będziesz sobie podróżował tam i będziesz zawsze mógł wrócić tutaj do tego samego ciała, które możesz na przykład zahibernować na tej planecie. Jesteś połączony taką srebrzystą linią. Nie znam historii o tym, żeby ktoś wrócił. Nie znam historii, ale historia jest niesamowita. Zresztą polecam przyjrzeć się tym wszystkim magicznym historiom, które się pojawiają w ogóle z Tybetu właśnie na temat tych medytujących postaci. Ja tu wcale nie chcę ci odbierać tej zabawy, zostawię ci tą zabawę na całego.
I tak opowiedziałem już tu kilka historii w hiperprzestrzeniach, ale zawsze coś do odkrycia nowego będzie indywidualnie. To zostawiam. Nie to, żebym wiedział wszystko, ale nie chciałbym ci zepsuć fajnej historii. Jakbym ci opowiedział wszystkie historie, które słyszałem, może się okaże, że trafisz na podobną albo coś. A poza tym zawsze to radość z odkrywania czegoś, czego się jeszcze nie usłyszało od kogoś, tylko samemu się wyszperało. No właśnie, bo jak to mieszkańcy Tybetu sobie radzą z tym, żeby przywołać emocjonalnie fajnym myśleniem jakiegoś fajnego kolesia i zrobić sobie kolejną manifestację tego dżentelmena, takiego fajnego zioma o ksywie Lama, który ma swój własny ręcznik, po którym chodzi, na który nie powinieneś wchodzić, bo to jest jego specjalna święta przestrzeń i tak dalej. Też robią sobie z tego jakiś kosmos, ale w tym kosmosie, żeby było zabawniej, mają jakieś połączenie z tym drugim kosmosem. Jak dobre nie wiem. Inna sprawa, że nie słyszałem żadnej historii, żeby właśnie żaden z tych dżentelmenów mógł sterować swoją fizycznością w taki sposób. Bardziej steruje swoją duchowością i z tamtej strony może wprowadzić swoje ciało w stan hibernacji na jakiś czas.
Natomiast nie wiem, jak wygląda historia z rodzeniem się na nowo. Każdy Dalajlama wygląda troszeczkę inaczej fizycznie. Także za każdym razem jest to inny człowiek fizycznie. Także nie wiem, jak wygląda z tą reinkarnacją od tej strony, bo ta cała magiczna kraina z kosmosem w tle mówi o tym, że właściwie nigdy nie umieramy. To jest takie oryginalne wierzenie. Właśnie, bo ja jeszcze wrócę na moment do tego Tybetu i Nepalu i tak dalej, bo bardzo istotne tutaj są korzenie tej teologii. Korzenie tej wiedzy, która tam zamieszkała, są mianowicie szamańskie, ale w dosłownym tego słowa znaczeniu. Słowo szaman oznacza ludzi zajmujących się obsługą tego duchowego i fizycznego świata od strony duchowej. Tam są wszystkie piloty do przełączania wszystkich guzików z Syberii, bo to słowo dosłownie pochodzi właśnie z Syberii. Także jest to bezpośrednie przeniesienie i zbudowanie jakiegoś systemu, coś w rodzaju takiego mini państwa, który jest organizowany z materią w taki sposób, że może dealować ze światem cywilizacji, ale zawiera wszystkie te praktyki szamanistyczne, które są sformalizowane już w jakieś tam rytuały, ale właśnie stamtąd biorą swoje korzenie.
Także jeżeli chcemy znaleźć korzenie i poszperać w tych oryginalnych informacjach, to musimy wrócić do szamaństwa, szamanizmu, takiego prawdziwego szamanizmu, gdzie substancje są czymś normalnym, gdzie ten koncept edukacji w ogóle nie istnieje, ponieważ całe życie jest niczym innym jak doświadczaniem go od strony emocjonalnej. I to wszystko to są właśnie te tajemnicze kultury i opowieści o tych tajemniczych kulturach, że jest to wiedza właściwie przekazana nam przez przodków. Ci przodkowie wyglądają tak jak Egipt, tak jak ci, którzy byli przed Majami. Zresztą Indianie Maja powoływali się na przodków, ale oni gdzieś poszli w dziwnym kierunku, zaczęli się wyrzynać wszyscy nawzajem. I don't know. W Europie nie było wcale najlepiej. W każdym razie ta nieformalna wiedza, dla której każda dyktatura ustawia swoje ramy, tak jak właśnie Majowie. Bo to jest nic innego jak budowanie kościołów na zrębach dawnej cywilizacji, która nie miała nic wspólnego z facetem przybitym do drewnianej konstrukcji za pomocą stalowych gwoździ albo żelaznych, bo wtedy nie było stali. Chociaż właśnie to jest ciekawostka, bo są wykopaliska archeologiczne pokazujące, że stal na Ziemi jest od bardzo dawna, chociaż oficjalnie po raz pierwszy udało się właściwie zrobić niecałe 100 lat temu. No właśnie, takie ciekawe zagadki.
Ale właśnie ta ustawiona ramka, ta granica człowieczeństwa, którą sobie wymyśliliśmy jako cywilizacja, nie pozwala nam spojrzeć za nią, bo ta granica człowieczeństwa to jest granica, która obejmuje też naszą historię jako gatunku, że wtedy musieliśmy biegać z maczugami, w jakichś skórach albo nawet jeszcze bez skór i bez maczug i wrzeszcząc jakieś dziwne dźwięki nieartykułowane gdzieś po dżunglach, próbując uciec przed tygrysem. Nie wiem, jak taka postać, która biegnie opasana listkami przed tygrysem, po pierwsze jak mu ucieknie, to jest pierwsza rzecz, w jaki sposób ona przeżyje, jeżeli tygrys będzie chciał ją zjeść? A w drugi sposób, jak jej się uda podczas tego biegu wyprodukować stalowy gwóźdź? Rozumiem jeszcze, przepraszam za swój brak taktu i elegancji, ale wydaje mi się to może brutalna metafora, ale myślę, że celna. Gdyby jeszcze ten dżentelmen, za przeproszeniem, w swoich jelitach i odbycie umieścił kawałek węgla, to może z okazji tego stresu wyprodukowałby diament, ale nie stalowy gwóźdź. Tak mi się wydaje. Przepraszam za swoją nieelegancką metaforę, ale musiałem się pochwalić swoim brakiem taktu. Nie jest to możliwe. I to jest ta granica człowieczeństwa. To są ci kolesie, którzy patrzą na latarkę i mówią: „Nie, to się nie dzieje, to nie działa.
To trik. To rozkręć. Nie, nie chcę. Nie chcę jej brać do ręki. To nie działa, mówię ci. Mówię ci, to nie działa. To nie może być prawda. Fizyka mówi, że to jest niemożliwe. Tak się nie dzieje. Po prostu nie może tak być.
Nie może. Wszyscy umieramy. Idziemy do nieba albo do piekła. Ja jestem tylko przez chwilę i to nie działa. Nie, zupełnie. Oczywiście”. Taka ciekawa historia oczywiście. Ale wracając do Egiptu, ja tak się zastanawiam, czy te cywilizacje egipskie, bo tak się na kawę oglądam, przepraszam bardzo, dlatego tak tutaj zamieram czasami ze swoim posłowiem. Doskonała kawa. Bo tak sobie wyobraź tą teraz cywilizację, która budowała piramidy w Egipcie.
A tam zostawmy tą egipską cywilizację. Wcale nie trzeba daleko szukać. Wyobraźmy sobie tą cywilizację, która wycinała tymi trójkątnymi wiertłami otwory w Krakowie i cięła te bloki. Wyobraźmy sobie tą cywilizację, która ma takie podejście do życia, że po mnie to choćby po to, że to ja jestem tylko najważniejszy na świecie, a w ogóle to wam powiem coś po prostu. Powiem, że po prostu wyrywam wszystkim staruszkom torebki i w ogóle kantuję i w ogóle jestem cwaniak i szukam w ogóle tylko dymu. I tacy ludzie właśnie zrobili cywilizację w Egipcie, tak? Zastanów się, jak to jest możliwe doprowadzić cywilizację do rozwoju, kiedy cywilizacja składa się tylko i wyłącznie z cwaniaków, którzy marzą o tym, żeby jeden drugiemu wyrywać torebkę z kasą. Rozumiesz? A tym jest ta cywilizacja. Taki jest paradygmat cywilizacyjny, że jak zaczyna się budowa jakiegokolwiek wielkiego wieżowca na świecie, myślę, że wszyscy zainteresowani w temacie doskonale wiedzą, o co chodzi.
Ale ja powiem tak, żeby nie było, że takimi tajemnicami poliszynela tutaj żongluję, że dochodzi zawsze do jakiejś potężnej korupcji, że kupuje się za grosze jakieś przewalone rzeczy, później się montuje, nikt tego nie widzi. Wszyscy udają, że pracują, a każdy robi tak, żeby jak najszybciej stamtąd wyjść. I to jest klasyczny numer. Wszyscy tylko chcą sobie wyrwać torebkę z kasą, wyrwać sobie te banknoty. Czy wyobrażasz sobie, że ktokolwiek zrobił te wiercenia, właśnie mając takie podejście, że szedł do pracy, wyciągał taką technologię, tak zaawansowaną technologię, która daje mu możliwość stwarzania wszystkiego na świecie? Dosłownie wręcz, bo tak to wygląda, że jeżeli masz już taką możliwość rozkręcania takich wierteł w taki sposób, to wyobraź sobie całą resztę do tej technologii, która Bo to nie jest tylko jedno wiertło i tylko jedna dziura i na tym się kończy, że kolesie w skórzanych pokrowcach zerwanych z zabitego dzidą jelenia wyprodukowali specjalne wiertło, które w jakiś dziwny, magiczny sposób przewierca się przez skałę, przez którą nic nie jest w stanie się przewiercić normalnie. W taki sposób. I nie tylko. To jest, jeżeli chodzi o porównanie do współczesnego świata, w ogóle niemożliwe ze względów intelektualnych. Nauka współczesna, coś, co my nazywamy cywilizacją, po prostu nie dorosło.
Część ludzi dookoła nas jest na poziomie. Szczęśliwie nie ty i nie ja, i nie wszyscy. Ale jak zauważyłeś pewnie, bo ja też zauważyłem, ciężko nie zauważyć, że część z nas dookoła jest na poziomie granicy człowieczeństwa. To jest taka granica. Ja sobie tak żartuję, że to jest granica człowieczeństwa, poniżej której kończy się właściwie możliwość używania pojęcia człowiek, bo ciężko zaakceptować taką żywą istotę jako w ogóle istotę o nazwie człowiek. Bo ktoś, kto bazuje i buduje swoją granicę o sobie, wiedzy, informacji, doświadczenia, czegokolwiek, jakkolwiek to nazwiesz, od nauki o wybuchu, który idzie centralnie w kontrę z nauką o naturze, może stać się największym idiotą na świecie. To jest dokładnie tylko jeden kierunek. Jak zostać największym idiotą? Jak sprawdzić ostrość gilotyny własną głową? Cywilizacja, która wyprodukowała gilotynę po to, żeby na koniec sprawdzić, że naprawdę jest najostrzejsza na świecie.
I to jest dokładnie ten cały paradygmat oparty na śmierci, bo on akceptuje taką diametralną, radykalną wycinkę w lesie. Wycinasz, wypalasz tą ziemię i budujesz tam nie wiadomo co. Centrum supermarketów. Po prostu śmierć. Wszystko jest śmierć. Ty żyjesz, idziesz do tego supermarketu, żresz to, wracasz do domu, umierasz. Śmierć. Nie ma cię. Twoje doświadczenie to tylko tyle, ile możesz zdobyć podczas procesu zdobywania dyplomów. A później siadasz przed telewizorem i oglądasz coś, co jest ci sprzedawane jako doświadczenie twoje życiowe.
Oglądałem film o zwierzętach w Afryce, dlatego się wypowiem o tym, jak niebezpieczne są lwy. Obejrzałem film o bankierach, dlatego wypowiem się o tym, że dobrze jest mieć pieniądze i dobrze jest mieć dużo rzeczy. I dobry jest biznes, i dobrze jest to robić, bo obejrzałem masę filmów dokumentalnych, masę opowieści w telewizji o tym, jak fantastyczny i jak funkcjonalny jest ten finansowy świat, który wyznacza granice człowieczeństwa. Świat wielkiego korporacyjnego, religijnego i politycznego monopolistycznego biznesu. I to jest dokładnie cała ta historia, gdzie znowu pojawia się granica człowieczeństwa. Do pewnego momentu każdy z nas jest człowiekiem, a później, jak niektórzy mówią, dorasta i zamienia się w nie wiadomo kogo. Wyspa debilizmu. Taka ciekawa historia. I nawet tam jest schowana taka ciekawa historia, bo nawet tam za tą granicą człowieczeństwa, gdzie mieszkają istoty, które dalej są ludźmi, ale zachowują się tak jak nie wiem co, nawet tam się kantują, nawet już tam, w tym świecie, gdzie wszystko jest wykręcone do góry nogami, nawet tam stawiają sobie dodatkową granicę. Istota funkcjonowania tego całego świata finansowego, korporacyjnego i właściwie polityczno-religijnego, bo cała religia na świecie, taka jest prawda, wszystkie te monopole z Watykanu, wszystkie te monopole spod znaku księżyca, spod znaku gwiazdy Dawida, wszystkie te monopole są sklejone bardzo poważnymi pieniędzmi z każdym krajem na świecie, ze wszystkimi systemami politycznymi i tak dalej.
Stąd się biorą wojny. Dzięki temu polityk może wykonywać swoją pracę, która wydaje mu się pożyteczna dla świata, bo on obsługuje tą linię konfliktu. To jest granica jego kosmosu, nic więcej. Granica człowieczeństwa. Dla mnie po tym zaczyna się nie wiadomo co. Nie wiem, nie próbuję tego nazywać, bo ciężko się robi troszeczkę. Ciężko znaleźć słowo, ale to jest ta granica człowieczeństwa. Tylko że ta granica człowieczeństwa zaczyna się w drugą stronę, a zaczyna się takim spadkiem mocnym w dół, tak bym to określił. Każdy spadek w dół to jest przyklejenie się do jeszcze większej grawitacji, tak bym to nazwał, dosłownie grawitacji do wszystkich przedmiotów całego gówna tego świata. To jest taki mój punkt spojrzenia na tą całą historię.
I tu zaczyna się ciekawa historia, jak powstają nawet w tym świecie grawitacyjnym, można powiedzieć w tym świecie, który jest poza granicami człowieczeństwa, nawet tam powstają jeszcze większe granice, które obsługują jeszcze granice pomiędzy tymi ludźmi, ale to już w taki sposób granica granic. Czyli nawet religia, nawet wiara ma tam swoją granicę, czyli pieniądze. Tą granicą jest podwójny system bankowy. Na przykład taka ciekawostka. Kiedyś tam dawno, dawno temu w zupełnie innym podcaście, zdaje się nazywał się „Dokładka”, wspominałem o tym parę razy. Kto złapał, to złapał. Od lat wiadomo, nie wszystkim. Teraz ta wiedza się rozprzestrzeniła po świecie, bo widzisz, proces edukacji jest dosyć zabawny i ludzie przesiedli się ostatnimi laty troszeczkę sprzed telewizorów za komputery i nawet jeżeli oglądają filmy na tych komputerach, to pomiędzy filmami troszeczkę sami klikają, a jest to bardziej zaawansowana i chyba rozwijająca intelektualnie czynność niż klikanie numerkami na pilocie telewizora, bo na klawiaturze musisz czasami coś wpisać. Klikanie w banery nie zawsze daje dużo satysfakcji. Czasami fajnie jest wpisać i poszperać samodzielnie.
No i ludzie znaleźli kilka informacji. Także się troszkę roznosi po świecie powoli. Jest taka zabawna historia z tym, jak człowiek, który uznaje się za człowieka sukcesu, wyznacza sobie granice człowieczeństwa. Gdzie zaczyna się ten człowiek, który rządzi światem, a gdzie zaczyna się człowiek Który jest niewolnikiem. I nawet tam sobie wymyślono takie podziały, wewnętrzne podziały. Numer polega na podwójnej bankowości. Jest tak zwany drugi obieg bankowy. Taki permanentny cynizm, bo wiadomo, że pieniędzy na świecie jest tak dużo, że nikt nie jest w stanie tego przeżreć. I wiadomo, że gigantyczna ilość spraw, która się dzieje na świecie, takich jak płatności za wszystkie wojny, za transfery nielegalnych uzależniających substancji, takich jak szczepionki, które całymi wagonami są przemycane z kraju do kraju. Nie narkotyki.
To jest największy dowcip, ale substancje farmakologiczne służące później jako szczepionki, jako komponenty do produkcji leków i tak dalej. Jest tego trochę. Potężne ilości tego jest produkowane właśnie po to, żeby to przemycić nielegalnie. To nie nielegalne substancje zwane narkotykami. Byś się zdziwił, jaka jest różnica, jak duży jest ten drugi obieg. I to jest jak najbardziej finansowy obieg, który jest obsługiwany przez menadżerów, przez normalne fabryki, które są kupowane, sprzedawane. Ktoś musi dostać wypłatę, musisz kupić komponenty, fabryki, maszyny i tak dalej. Jest drugi obieg, obieg inwestycji, bo to są te pieniądze, które widać. Natomiast te pieniądze, które są zarabiane, te 99 dolarów, które jest zarabiane z tego jednego dolara oficjalnie zarobionego z zainwestowanych 30 centów, te 100 dolarów, tam 99 dolarów musi być gdzieś schowane. Nie da się wszystkiego zamienić na złoto, wszystkiego zamienić na diamenty i dzieła sztuki, bo to też jest granica człowieczeństwa.
Też wiadomo, że nie dla wszystkich ludzi na świecie będzie to miało wartość, ale wiadomo, że pieniądze i pożądanie do pieniędzy ponoć jest bezgraniczne. Także tam wytyczono właśnie tą granicę nowego człowieka, człowieka komercyjnego. I jest coś takiego jak kawałek prawdziwej rzeczywistości, bo nawet ten kosmiczny świat, ten abstrakcyjny świat musi mieć kawałek rzeczywistości. Musi być sklejony gdzieś z organicznym światem, żeby jeszcze przetrwał te ostatnie kawałki, sekundy trwania, gdzieś uczepiony pazurami do tej ściany prawdziwego życia, jako toksyczny twór, który nie jest w stanie sam się utrzymać przy życiu. Chcę ci opowiedzieć o ciekawej historii w ogóle związanej z bankowością, ponieważ ten świat po drugiej stronie granicy człowieczeństwa ma taką ciekawą historię — historię bankowości. Ja może opowiem to w formie bajki. Słuchaj, możesz mi wierzyć lub nie. Opowiem ci historyjkę. Wierz mi lub nie, opowiem ci historyjkę. No i historyjka zaczyna się od tego, że pewnego dnia wymyślono, że właściwie trzeba to policzyć, bo okazuje się, że każdy obywatel jest dochodowy, jest wojna i król wzywa poddanych.
Każdy musi płacić podatki i tak dalej. Wiesz, religia, wszyscy wierni spisani, cały czas monitorowani i tak dalej. System bankowy zauważył jedną rzecz, że dochodowy jest człowiek jako żywa istotka. My jesteśmy po prostu dochodowi. Cokolwiek byś nie zrobił przez całe swoje życie, zawsze coś zrobisz. Nigdy nie zrobisz tylko i wyłącznie dla siebie. Nawet taki buddyjski mnich robi bardzo dużo fizycznie roboty dla całej społeczności. On robi tą ciężką robotę. On nie siedzi cały dzień i medytuje, tylko czasami coś przemiele. Niektórzy medytują, niektórzy nie.
Różne rzeczy robią. Tak czy siak, każdy z nas wykonuje jakąś aktywność życiową i ta aktywność, jeżeli zabierzesz mi to, co sobie wyhoduję, to wiadomo, że ty będziesz miał więcej, a nie ja. Ale wiadomo, że ty już nie musisz wykazywać aktywności i wiadomo, że moją da się zliczyć, bo jeżeli zabierzesz mi coś, co pozwoli tobie wybudować sobie dom, a nie mi, to znaczy, że będziesz miał dwa domy. Znaczy, że będziesz mógł dyktować cenę domów, bo jeżeli ja zacznę budować dom, to będę podporządkowany większości. Będę na przykład musiał zapłacić taką samą cenę za ziemię u kogoś, a ty podnosisz cenę ziemi do góry i tak dalej. Jest to taka niekończąca się zabawa w to, kto przebije więcej. A koleś z drugiej strony, który produkuje pieniądze i który ma złoto, zawsze produkuje więcej niż ty. Także ten koleś pewnego dnia, w sensie, żeby ci zabrać, ale w rzeczywistości nie produkuje nic. Produkuje tylko kawałek papierka, ewentualnie obsługuje kawałek bryłki metalu, która lśni mniej lub bardziej na różne kolory. No i numer polega na tym, że ci kolesie mając armię, mając kilku wariatów, którzy są w stanie założyć mundur, przyjść do drugiego człowieka i czegoś od niego chcieć, bo ktoś im kazał, chociaż nie znają tego człowieka, nie wiedzą, o co w ogóle chodzi, ale idą i jak po swoje.
No i się okazało, że jak policzono ludzi, to wiadomo mniej więcej, ile da się wycisnąć z każdego z nas. I to w prosty sposób, ponieważ jest coś takiego jak certyfikat urodzenia i kiedy człowiek się rodzi, to automatycznie rodzi się w konkretnym państwie. Każde konkretne państwo ma swoją konkretną wartość ekonomiczną, znaczy ma swój konkretny dług, można powiedzieć swoje wydatki. Grupa cwaniaków zwana politykami kupuje karabiny, robi wojny, wszystkie te rzeczy. Ale każdy obywatel, kiedy się robi obywatela, a robi się go w momencie urodzenia, dostaje swój numer i automatycznie otwierane jest konto w takim drugim systemie bankowym. I to jest rzeczywiste konto każdego z nas, oparte na dacie urodzenia. Można sobie sprawdzić, jeżeli ktoś wie jak. Nie wiem, jak jest z polskimi paszportami. Tak jest z kilkoma paszportami na świecie, że sobie wpisujesz odpowiedni numerek z paszportu. Znajdź sobie na internecie, jest na ten temat dosyć sporo informacji.
To, że nie jest popularne i nikt ci o tym nie mówił, to już nie moja sprawa. W każdym razie masz akt urodzenia i akt urodzenia — ten sam numer, bo to jest numer z aktu urodzenia. Automatycznie stajesz się własnością fizyczną państwa, w którym się rodzisz. Ty jesteś papierem skarbowym, obligacją państwową, obligacją bankową dokładnie mówiąc. Czyli de facto sam fakt tego, że powstałeś, że rodzice cię zrobili, mama cię urodziła, nakarmili i ty w ogóle chodzisz, to od momentu, kiedy się rodzisz, dostajesz numerek jak w obozie koncentracyjnym. Tak, właśnie tak to wygląda. I automatycznie stajesz się akcją, ponieważ każde państwo uczestniczy w grze na giełdzie. Każde państwo jest nie bezpośrednio, ale pośrednio poprzez przedsiębiorstwa i nie tylko, i tak dalej, poklejone z giełdą. Przecież kurs każdej waluty, każdego kraju zależy od giełdy. Jeżeli chcesz położyć kraj, kładziesz jego walutę.
Ten kraj dosłownie w przeciągu pięciu minut znika z oficjalnej ekonomii. Prosta historia. I każdy obywatel każdego kraju rodzi się jako akcja i ta akcja ma swoją wartość. I każdy rząd pomnażając te wszystkie dochody, które pomnaża, a ty nie wiesz o tych dochodach, bo oficjalnie każde państwo ma długi, ale to oficjalnie, bo musi płacić bankom i tak dalej. Ale z drugiej strony ty jako akcja należysz do Banku Światowego, takiego globalnego banku, który nigdy nie ma długów. W tym banku są zadłużone wszystkie kraje. I teraz jeżeli sprawdzisz, ile jest warta twoja obligacja... Przepraszam bardzo, musiałem sobie odkaslnąć. Ile jest warta ta obligacja, bo ona jest oprocentowana. Państwo pożycza swoich obywateli jako produkt ekonomiczny na rynku.
Jesteś pożyczany bankowi w zastaw na przykład oprocentowanie w skali 200% na 10 lat albo coś takiego. I tak dalej. To jest normalne. Jesteś po prostu papierem wartościowym, skarbowym. Wiadomo, że szlag cię nie trafi. Gwarancja na papier jest 30-letnia. Jeżeli przeciągniesz przez 30 lat, to automatycznie zmienia się klasa papieru wartościowego, bo każdy z papierów wartościowych jest specyficzną kategorią, jest, jak to się mówi, w dzisiejszych czasach się nazywa produktem bankowym, ma swoje inne oprocentowanie i zmienia się oprocentowanie kalkulacji, zmienia się typ papieru w pewnym momencie. Bo stajesz się dorosłym człowiekiem, wiadomo, że idziesz do pracy i wtedy dochód z ciebie się zwiększa, bo ty harujesz jak niewolnik. Ty myślisz, że ty pracujesz, zarabiasz pieniądze, nawet jeżeli zarabiasz w okolicach, na angielskie funty przekładając, nawet 100 000 £, to dalej jesteś robiony od tyłu i na szaro. Nawet jeżeli jesteś zamożnym, bardzo bogatą, jak na Anglię, średnią klasą z dochodem rocznym 100 000 £.
Nawet wtedy jesteś nikim w stosunku do dochodu, z którego jesteś okradany. Oczywiście taka jest prawda. Inna sprawa, że granica to jest około 50 000 rocznie, jakoś tak. Później jest troszkę inny szczebel, ale zostawmy te wszystkie rzeczy finansowe z życia finansjery w Wielkiej Brytanii. Ja już nie jestem finansjerą. Słuchajcie, wyskoczyłem z tego pociągu. Anyway, nigdy nie byłem, także nie musiałem wyskakiwać, także nawet się nie potłukłem. Nieźle, nie? Ja to jestem cwany, słuchaj. Tak to jest.
Niektórzy wiedzą, jak to zrobić. Wracając do tych kont bankowych, to jest ten rzeczywisty bank na świecie. Taki bank globalny, w którym każdy jest papierem, obligacją skarbową, która zmienia swoje oprocentowanie, zmienia swoje parametry po iluś tam latach, jeżeli przeżyje, jeżeli nie ma aktu zgonu. Czyli w tym momencie ty nie jesteś zawieszony na tych widełkach, w tym momencie cały czas przynosisz dochód. Nieustannie zaczynasz przynosić coraz większy dochód w pewnym momencie i wtedy te papiery są mocniej oprocentowane. Transfer obywateli. Otóż to. Grupa kilku cwaniaków, bankierów wykonuje operację. Ta zabawa, którą współczesna religia o nazwie ekonomia i wszystkie jej pochodne religie świata zależą właśnie od przepływu kapitału. I ten kapitał, dokładnie.
ID człowieka, numer w systemie. Dokładnie, jak napisał Grzesiek na czacie. Pozdrawiam w ogóle wszystkich na czacie obecnych. Czat Radia Na Fali hatango.com. Ja tam cały czas jestem obecny okiem, nawet jednym i drugim. Cały czas tam spoziram. Ale wracając do tego konta i do naszej wartości. Nasza wartość dla instytucji finansowych jest bardzo istotna, ponieważ nie możesz załadować pieniędzy w złoto. Aha, jeżeli ktoś jest miłośnikiem bitcoinów i zastanawia się skąd, co i co, to dlatego, że bitcoin ma zastąpić złoto. Nie da się złamać tego kodu.
Wiadomo, że się skończy pewnego dnia. Wiadomo, że i tak cała ekonomia funkcjonuje cyfrowo. Wiadomo, że złota i tak nikt fizycznie w rękach nie trzyma. Wiadomo, że i tak nie handluje się sztabkami w sklepie, nie funkcjonuje to w handlu. Także to jest tylko kwestia paradygmatu w głowie. Zatem niech nikogo nie dziwi skok bitcoina do góry. To jest nowe złoto, jeżeli o tym jeszcze nie wiesz. No właśnie, stąd ta gorączka złota, bitcoina. Anyway. System ekonomiczny to zaakceptował.
To o to chodzi, bo to nie jest kwestia tego, że ktoś sobie wymyśli, co to jest, tylko kwestia tego, czy grupy kapitałowe, ludzie, którzy wymyślają zasady tej zabawy zwanej ekonomią, zaakceptują ten pomysł, czy nie. Zaakceptowali. Także już wiesz, skąd się to wzięło. Ale wracając do naszego prawdziwego systemu bankowego, w cudzysłowie prawdziwego, to jest system, który właściwie służy do lokowania tak zwanego rzeczywistego kapitału. Nie tego wymyślonego, tych papierków z nadrukowanymi postaciami, różnymi obrazkami, nie tych brzęczących okrągłych monet i tak dalej, nie plastikowych kart z czytnikami magnetycznymi. Nie. To jest wszystko wymyślony pieniądz na komputerze, gdzie może ci się ręka omsknąć na klawiaturze i nagle w przeciągu jednej minuty stworzysz 30 milionów zer. Nie ma naprawdę żadnego problemu z tym. To i tak nie istnieje. Wszyscy o tym wiedzą.
W bankach nie ma tych pieniędzy. To jest taka wymyślona wartość długu. Ale jest coś, co służy do takich rozliczeń, żeby wszyscy ci, którzy robią tą wartość, długo widzieli albo sobie mogli coś szacować, czyli zasoby. Wiadomo, że złoto nie jest tym zasobem. Po pierwsze złoto można produkować. I to nie jest dowcip. Mówię o tym w hiperprzestrzeni już od bardzo dawna, że są patenty na produkcję złota, są metody na produkcję złota. Każdy z dużych mocarstw na świecie produkuje własne złoto i rynek jest kontrolowany, nawzajem się pilnują. Jeżeli ktoś podskoczy, to rynek może zostać zalany przez na przykład nie wiadomo skąd potężne ilości złota. Także dolar nie jest liczony na przykład w złocie.
Jest liczony w ropie, ponieważ ciężko wjechać w przeciągu dosłownie jednej minuty na giełdę i zamknąć wszystkie kursy ropy i w ogóle zniszczyć cały rynek naftowy, gazowy i tak dalej machlojkami giełdowymi. Tego się nie da, ponieważ platform wiertniczych pól naftowych pilnują uzbrojeni ludzie i wojsko dookoła lata. I to nie jest tak, że zamkniesz ten biznes w ciągu jednego dnia. Spróbuj zaatakować stację benzynową i zobaczysz, jaka przyjdzie z tego kara, a później spróbuj zaatakować na demonstracji jako policjant przeciwników na przykład tego, że rząd chce frakować ci ziemię i zatruć wodę i wydobywać z tego ropę. Rozumiesz? Zobacz, jaka jest różnica. Niby ten sam świat, ta sama planeta, jeden kraj, jedni ludzie, a jest granica człowieczeństwa. Jeden już człowiekiem nie jest, a drugi jeszcze jest. Wracając do tego naszego systemu, tak ciągle odpływam na te wszystkie niuanse. Gdzieś trzeba było zalokować te pieniądze.
Wiadomo, że ropa też nie jest czymś, w co zalokujesz pieniądze, bo ropa jest najbardziej głupim pomysłem na pozyskiwanie energii. Tak samo węgiel i pozostałe rzeczy. Wiemy o tym już od 100 lat. To, że jest to używane i że taki jest paradygmat cywilizacyjny, technologiczny, to nie dlatego, że się nie da inaczej, tylko dlatego, że jest to sytuacja, którą bardzo łatwo zmonopolizować i kontrolować. Ty nie otworzysz sobie rafinerii ropy naftowej, nie otworzysz sobie szybu naftowego i nie otworzysz sobie kopalni i nie sprzedasz tego na własnej stacji benzynowej wyprodukowanego w swojej własnej piwnicy. Także sorry, musisz mieć wszystkie możliwe licencje i nie tylko. Wiesz, o co mi chodzi. To nie jest coś dla normalnego, przeciętnego człowieka z ulicy. To jest tak zabezpieczone, żeby nikt poza mafią nie mógł tego kontrolować. Prosta historia.
To nie są żadne zasoby, bo to są zasoby, które właściwie i tak w całości należą do tej mafii, która kontroluje wszystko. Jedynym zasobem, którego nie kontroluje taka mafia i właściwie na którym zależy, to są użytkownicy tego całego zabawnego świata, który został stworzony w tej cywilizacji, czyli normalny człowiek. Dlatego ten normalny człowiek ma swój numer identyfikacyjny, tak to się nazywa. To jest numer akcji giełdowej i od urodzenia każdy z nas jest sprzedany dosłownie na giełdę jak niewolnik. I do pewnego momentu jesteśmy oprocentowani zyskiem takim rocznym, do pewnego momentu zyskiem takim rocznym. Dziwisz się, jak można oprocentować dziecko? Wyobraź sobie, ile ludzie pieniędzy wydają na dziecko, ile kosztuje dziecko w rodzinie. To wszystko trzeba kupić. Ten człowiek musi pójść do pracy, zarobić te pieniądze. To jest wszystko przeliczalne statystycznie i od momentu, kiedy pojawiły się pierwsze komputery, ta sieć ruszyła naprawdę mocno z kopyta.
Mowa jest ostatnich 30 chyba latach czy jakoś tak. Ten numer był wcześniej już liczony, spisywany i windykowany, można powiedzieć, ale tak oficjalnie ten system chyba lata 80. Pierwsze systemy komputerowe, tak zwane sztuczne inteligencje, czyli te duże komputery, że niby wszyscy szukają sztucznej inteligencji. Chodzi o przeliczenie dużej ilości danych personalnych, które nie są danymi personalnymi, tylko są akcjami, są zasobami banków, które są właścicielami konkretnych społeczności, konkretnych banków i ziemi, na których żyje ta społeczność, a właściwie bardziej chodzi o tą społeczność. Bo co znaczy ta ziemia bez tych ludzi? Wiesz, jeżeli ja stąd wyjdę teraz sprzed mikrofonu, wyjdzie książę Edward, wyjdzie Bart, wszyscy stąd wyjdziemy. Wyjdzie Ivellios, wyjdziemy wszyscy ci, którzy robimy, wyjdzie Grzesiek z „Czasu snu”, wszyscy wyjdziemy w ogóle nagle z tych wszystkich mikrofonów, serwerów, nagle wszystkie te fajne radia w ogóle w internecie znikną. To nie jest kwestia, że te miksery, mikrofony robią za nas tą robotę. Ziemia, na której stoimy. Rozumiesz, o co mi chodzi?
To my robimy tą robotę. Wyobraź sobie, że z fabryki wychodzą nagle ludzie. Kto zrobi tą robotę? Teraz są maszyny. To już wiadomo, dlaczego robotyzacja. Dlaczego taniej? Bo maszyny, jeżeli należą do dużego koncernu, można ulokować w miejscu, w którym jest tanio, taniej niż na przykład operowanie ludźmi. Ale z drugiej strony to też i tak już nie gra roli, bo ludzie, którzy budują te maszyny, które później stoją w fabryce, są lepiej oprocentowani niż te maszyny, bo maszyna się zepsuje. Człowiek też się zepsuje, ale jak człowiek się psuje, to drugi człowiek biegnie mu na pomoc. Jeżeli trzeba będzie wydać pieniądze na terapię nowotworową, to nawet cały kraj się zadłuży.
Będzie specjalny program terapii nowotworowej fundowany przez ministerstwa zdrowia czy NHS, czy cokolwiek się to nazywa, fundacje rządowe, prorządowe i duże koncerny. Wszystkie, łącznie z naftowymi dookoła i tymi, które walczą o jeszcze lepszego raka, bo produkują jeszcze więcej tabletek z dziwnymi substancjami w środku i szczepionek. I dokładnie na tym się to opiera. Cała zabawa. I wiadomo, że te prawdziwe zasoby są prawdziwymi zasobami. Nie można ich mylić z tym wirtualnym pieniądzem, który jest tworzony na zewnątrz. W każdym z tych banków na zewnątrz, takim normalnym, w tej dekoracji, która jest wybudowana dla nas, bo ten oficjalny system bankowy to jest jakby ci porównać, to jest dekoracja, to są takie inscenizowane scenki z klaunami dla lokalnych społeczności, które się wciąga do zabawy zwanej operacje finansowe na pieniądzach. Że w ogóle jest coś takiego jak ekonomia, że rynek, że wymiana musi podlegać monetarnej. Że my żyjemy na takim poziomie technologicznym, że my musimy zachowywać się jak Nie wiadomo kto właśnie, bo tu wracamy do tej historii Egiptu i grubo przed Majami. Bo wyobraź sobie, czy nasi przodkowie prowadzili banki?
W sensie ci, którzy wiercili tam w Krakowie tymi trójkątnymi wiertłami. Nie sądzę, żeby prowadzili banki. Przy takiej technologii po co ci bank? Co ty chcesz w banku robić? Wiadomo, że ta infrastruktura z bankami, z religią, z monopolami państw i polityków i religijnymi monopolami jest tylko po to, żeby zatrzymać rozwój technologiczny cywilizacji, żeby zatrzymać nam dostęp do jakiejkolwiek wiedzy. Bo wiadomo, że w tym momencie nikt nie zaakceptuje życia w gównianych dekoracjach, za które jeszcze trzeba płacić ceną swojego własnego życia i jeszcze na dodatek na kolanach w pozycji niewolnika. Możni tego świata doskonale o tym wiedzą, dlatego starają się nam uprzyjemnić życie w tych dekoracjach, jak tylko mogą i zaangażować nas na siłę. Jeżeli nie chcesz pieniędzy, nie chcesz operować dolarami, to przyjedzie do ciebie amerykańska armia, z helikopterów zeskoczą i będą ci przykładali pistolet do głowy i będą mówili, że musisz operować amerykańskim dolarem, bo bez tego umrzesz. Dosłownie. I bynajmniej nie chodzi o to, że ty dostaniesz jakieś dolary.
Oni ci zabiorą nawet, jeżeli jakiegokolwiek masz. Ty po prostu musisz wyciągnąć tego dolara, wykonać operację finansową, następnie dopiero umrzesz. Liczy się operacja finansowa i te operacje finansowe to jest ten żywy krwiobieg. Zastanawiasz się, dlaczego Bitcoin być może jest powiązany ze złotem? Ponieważ jest limitowany i w tym momencie to tworzy jego wartość. Natomiast obieg Bitcoina tworzą ludzie, którzy używają komputerów. To jest dokładnie tak, jak z tym systemem. To jest jego duplikat, tylko że już taki zupełnie inny. To już nie ty jesteś numerem, tylko Bitcoin jest tym numerem. Rozumiesz, o co chodzi?
To jest ta różnica. Dlatego właśnie te skoki. Ale zostawmy może Bitcoina, bo to nie wiem, jak długo będzie aktualny temat. Jeszcze za dwa, trzy, cztery, pięć lat zobaczymy, jak się świat zmieni. Może nie będzie w ogóle pieniędzy. I ja wcale nie żartuję. Absolutnie nie żartuję. You're gonna bury my words. Anyway, wracając do tego systemu bankowego, ten system nie jest opodatkowany, bo wszystkie transakcje, które są robione w dekoracjach służą do pomnażania kosztów, tworzenia iluzji. I w tej iluzji dzieją się zupełnie inne rzeczy niż tam pod spodem.
W tej iluzji cały ten system jest oparty na marży. Ty właściwie i ja, my właściwie cały czas obsługujemy. To jest system leasingowy dokładnie. Wszyscy cały czas żyjemy zadłużeni w leasingu i wszystko, cokolwiek mamy, jest w leasingu. I wartość rzeczywista tych przedmiotów jest liczona jako nasza wartość. To my jako osoby, podmiot obsługujący to wszystko tworzymy rzeczywistą wartość systemu ekonomicznego. I ten system ma potężne zasoby. Nawet byś się zdziwił jakie, bo cała ta kasa nie jest opodatkowana. To jest jedyny bank, który nie ma żadnych podatków, nie jest w ogóle opodatkowany. Nic z tych rzeczy, żadne takie sprawy, ponieważ to jest ten prawdziwy system bankowy, który operuje transakcjami.
Ty nie jesteś opodatkowany, ty tylko przynosisz zyski. Tam jest liczona marża tyle, ile powinno być i tyle, ile jest rzeczywiście tego zasobu. Bo nie może być tak, że na przykład do mojej akcji, czyli do mnie, jest doliczane coś, co uszczupla jej wartość. Nie za bardzo. To jest niemożliwe, ponieważ w tym momencie, jeżeli uszczupliłoby to moją wartość, oznaczałoby to uszczuplenie wartości wszystkich tych aktywów. To znaczy, że nagle wszyscy ludzie na świecie się na przykład rozchorowali albo przestali się rodzić, albo nie wiadomo co. To jest po prostu niemożliwe. Moja wartość jest stała, ponieważ nawet gdybym spalił wszystko, co wybudowałem swoimi własnymi rękami i znikł z tej planety, to zasoby, które stworzyłem samym swoim istnieniem, to, że zostałem sprzedany jako papier wartościowy pomiędzy bankami obsługiwany przez chociażby 20 czy 30, czy 40 ponad lat, jak w moim przypadku, przez te banki przyniosło takie dochody, że ja właściwie do końca życia powinienem odcinać kupony od tego wszystkiego. Ja akurat sobie zrobiłem taki numer, że sprawdziłem sobie ten numer swojego certyfikatu urodzenia. Tak mi się udało i sprawdziłem, ile tego kredytu mam natrzaskane na tym swoim koncie.
Dużo tego jest, naprawdę nie zdążyłbym przejść tego do końca życia. Każdy z nas jest i to naprawdę nie jest dowcip, jest miliarderem. Teraz sobie wyobraź, bo ty cały czas coś produkujesz i cały czas opłacasz armię ludzi, którzy też coś produkują. I te pieniądze są od nich zabierane. Dokładnie. Wiemy, o co chodzi. To są tak zwane nadwyżki systemu. Przynajmniej tak to czasami się pojawia gdzieś w informacjach publicznych, że system ma nadwyżki, one zostały relokowane i tak dalej. Tak naprawdę nie ma nadwyżek w systemie, nie ma takiego pojęcia nadwyżka w systemie. To jest pojęcie dla idioty.
Jak może być nadwyżka w systemie bankowym? Wyobrażasz to sobie? Jak możesz mieć nadwyżkę czasu w tej sekundzie? Co masz dwie sekundy? Z jednej się robi dwie? Nie, zawsze jest jedna sekunda. To jest stały system, który operuje na wartości. To nie jest tak, że system bankowy zarabia pieniądze. System bankowy operuje używając swoich aktywów, którymi są żywi ludzie i transfery tych aktywów pomiędzy krajami oraz właśnie wszystkie te rzeczy, które wyprodukujesz swoimi własnymi rękami. Operacje finansowe, które wykonasz w tych wszystkich wirtualnych kontach, w wirtualnych bankach, w całej tej dekoracji, w tym drugim obiegu dekoracyjnym, który jest wybudowany na potrzeby tego, żeby społeczeństwo wierzyło, że coś z tego wszystkiego ma.
W rzeczywistości nawet te tak zwane nadwyżki to są tak gigantyczne pieniądze. Jeżeli jedna korporacja jest w stanie zarobić w ciągu roku, ja nie mówię o pieniądzach opodatkowanych, bo wiadomo, że korporacja typu Google płaci niecały 1% podatków ze swojego całego dochodu oficjalnie i to wszystko. I nigdy nawet nie musi publikować swojego dochodu oficjalnego, nawet nie publikuje, bo to jest rozbite na x różnych malutkich firm, o których nikt nie ma bladego pojęcia i nikt nawet nie wie, jak to połączyć ze sobą. Bo to jeszcze wszystko jest oczywiście tajne. Wystarczy parę kontraktów rządowych i dane o firmie muszą być utajnione, prawda? Takie proste rzeczy, bo są to kontrakty rządowe bardzo delikatnej natury i tak musi być. I tyle. Koniec piosenki. Ale te nadwyżkowe, można powiedzieć te, które oni zarabiają, to są jakieś biliardy. Mowa jest naprawdę o bilionach dolarów, bilionach funtów, bilionach.
Jeżeli sobie weźmiesz, policzysz ilość mieszkańców i nawet dochód roczny zwykłego kraju jak Anglia, taki, który jest tam deklarowany nawet oficjalnie — ja nie mówię o tych nadwyżkach, ja mówię o takich deklarowanych oficjalnie historiach — to wiesz, ile wychodzi na obywatela w tym kraju? Wiesz, ile człowiek powinien dostawać pieniędzy za to, że bank, który tutaj zarejestrował jego urodzenie i zarejestrował go jako towar i operuje tym człowiekiem jak niewolnikiem, jako towarem, jako zasobem, lokatą swojego kapitału, która cały czas mu przynosi dochód. Bo ty cały czas musisz kupić ubranie, buty. Rozumiesz? Cały czas przynosisz dochód. Jesteś lepszy niż jakakolwiek maszyna gdziekolwiek, bo maszyna nie działa na emocje. Żeby maszyna zużywała więcej prądu, musisz ją zaprojektować, muszą inżynierowie się... Musisz w cholerę kasy w to włożyć. A człowieka wystarczy, że postraszysz, wypuścisz na niego paru wariatów z karabinami i on od razu płaci ci dwa razy więcej. To jest naprawdę tak tani biznes, tak zajebisty, że po prostu się w głowie nie mieści.
I jak policzysz sama aktywa Wielkiej Brytanii, takie nawet te oficjalne i wszystkie te numery urodzenia, to wychodzi na to, że obywatel w tym kraju powinien dostawać miesięcznie od tak zwanego rządu w prezencie za to, że w ogóle chce mu się tu mieszkać, w tym pięknym kraju, w tej jakże fantastycznej pogodzie, ciekawej, takiej deszczowej. Jeżeli lubisz taką zmienną, deszczową pogodę, wieczne atrakcyjne niebo, które się ciągle zmienia, bo jest dużo chmur, przegania z jedną i drugą stronę. Jeżeli lubisz takie malownicze niebo, to rząd powinien ci płacić w okolicach na dzień dobry około od 10, teraz od 10 do, no nie wiem, chyba 30, nawet do 50 000 funtów tygodniowo. Nie miesięcznie, tylko tygodniowo za to, że mieszkasz w tym kraju. I ceny powinny być w ogóle obcięte z VAT-u, ze wszystkich podatków i wtedy miałbyś-- właściwie nie powinno być żadnych tutaj podatków i ceł założonych na jakikolwiek produkt. Wszystko powinno być dokładnie w cenie oryginalnego wytworzenia produktu, takiego, jaki dociera do wyspy, sprzedawany tobie bez żadnej marży. I w tym momencie miałbyś pojęcie, kupując sobie na przykład nowego iPhone'a za równowartość 7 dolarów amerykańskich aktualnie, miałbyś pojęcie, ile dochodu przynosisz. Kiedy kupujesz tego iPhone'a teraz, płacisz 500 funtów. To to jest ta różnica. Plus ty jeszcze musisz dojechać do tego iPhone'a.
Musisz sobie kupić albo samochód, zatankować go benzyną, zapłacić ubezpieczenie. Musisz albo wsiąść do metra, do pociągu, do autobusu, dojechać do sklepu. Musisz założyć buty, żeby do tego sklepu wejść. No można bosaka. No musisz koszulę założyć. Na golasa tam nie wejdziesz. Wiesz, to są wszystko rzeczy, które są wliczone. To nie jest tak, że to jest jakieś niewidoczne coś. A to jest fenomen, bo właściwie całe nasze finansowe życie dokładnie dzieje się w tym drugim obiegu, w tym niewidocznym obiegu. Aha, i powiem ci najlepszy numer, że są dojścia do tego drugiego obiegu.
Są konta, z których się wypłaca miejsca, ponieważ jest to kasa, która jest liczona, jest sprawdzalna. To jest po prostu taka skarbnica, taki skarbiec, po prostu oficjalny bank, nieoficjalny oficjalny bank wszystkich zasobów finansowych tej zabawy zwanej ekonomią. Jeżeli masz dostęp do swojego konta, znasz numer swojego konta i jesteś w stanie go wygenerować, wiesz, jak to zrobić — nie jest to taka łatwa operacja, ale spróbuj, może ci się uda — to w tym momencie możesz bardzo małymi sumami, tak żeby system ci-- wypłacać sobie te pieniądze. Nie wiem, jak to wygląda w praktyce. Znaczy wiem, że są ludzie, którzy z tego korzystają, może w ten sposób. Z tego się korzysta do finansowania bardzo drażliwych transakcji, na przykład opłacania grupy ludzi, którzy później poprzebierają się za bandę Arabów i na przykład będą namawiali innych, którzy są Arabami, żeby oni coś tam, żeby zrobili jakiś dym. Trzeba z czegoś finansować terrorystów, trzeba z czegoś finansować te rzeczy. Gdzieś te pieniądze z narkotyków zwanych dziwną chemią i nie tylko trzeba czyścić. To jest właśnie ten obiekt, gdzie się wypłaca bezpośrednio gotówkę na konta. I najlepszy numer polega na tym, że to są takie konta VIP.
Wpłaty z tego konta są tylko ewidencjonowane na twoim koncie. Jeżeli zamkniesz jakby-- znaczy nie są widoczne. Widoczna jest tylko gotówka, może w ten sposób. Natomiast, żeby było zabawniej, jest to dokładnie to samo konto, z którego twój bank, kiedy potrzebuje wypłacić pieniądze i przelać jakiekolwiek pieniądze, bo twój bank, w którym trzymasz swoje plastikowe karty, swoje pieniądze i tak dalej, i tak dalej, właściwie jest takim samym kolesiem jak ty. To jest taki drugi koleś jak ty, który ma po prostu inną kartę z innymi PIN-ami do innego bankomatu. I to jest jedyna różnica pomiędzy nim a tobą. On nie ma żadnej strategii, nie ma żadnych takich pomysłów. To jest taki bullshit, który jest wymyślany po to, żeby świat miał w co wierzyć. Tylko po to. Natomiast jeżeli są potrzebne pieniądze i potrzeba dokonać transakcji, to szef tego banku posługuje się właśnie wypłatami z tego konta, z tego samego konta, na których są nasze ID accounts.
Dokładnie z tego samego. Skarbnica kasy na całym świecie dla systemów finansowych. Tam się trzyma tę kasę, stamtąd się wypłaca, stamtąd się robi przelewy za pomocą tamtego systemu finansowego, przesuwa się gigantyczne fundusze właśnie za pomocą tego drugiego systemu. Przynajmniej takie historie ja tu słyszałem. To może jakąś muzyczkę puszczę, jakąś świeższą muzyczkę puszczę. Ostatnio puszczałem takie starocie, może takie nowsze troszeczkę odkrycie. A ty sobie pomyśl o tych bankach i o tym, jak to wygląda. Bo jesteś właścicielem dokładnie tego samego konta, w skrócie mówiąc, co bank. Jeżeli bank musi wypłacić sobie kasę, to korzysta dokładnie z tego samego banku, którego ty jesteś też użytkownikiem. Tylko że ty jesteś poprzez swój ID i numer urodzenia, przez numer swojej obligacji w tym banku.
Numer twojej obligacji jest numerem twojego konta. Natomiast prezes banku dysponuje dwoma numerami — jeden na swoje imię i nazwisko, na datę swojego urodzenia, czyli ma swój indywidualny numer obligacji oraz oficjalną kartę, którą dostaje, żeby mógł się logować do konta banku, które zostaje założone po to, żeby bank mógł funkcjonować w tym systemie finansowym. Kiedy pani w okienku prosi cię o pięć minut w momencie, kiedy akurat wpadłeś tam po kredyt na mieszkanie, prosi cię o pięć minut przerwy, bo ona idzie skserować twój dowód osobisty i potwierdzić twoją tożsamość. Tak naprawdę ta pani, nawet nie zdając sobie sprawy, łączy się dokładnie w tym systemie elektronicznym, w którym jest podłączony ten drugi obiekt — te wszystkie konta oparte na twojej dacie urodzenia, konta oparte na twojej obligacji — i sprawdza tam, czy twoja obligacja nie jest obłożona jakimś kredytem, bo wszystkie kredyty, wszystkie tego typu rzeczy są tam zapisywane. Pani bezpośrednio nie widzi twojego konta, ona nawet nie wie, że coś takiego jest. Ona nie może tego wiedzieć. Ona widzi tylko wynik, który podaje specjalna aplikacja przeliczająca twoje możliwości kredytowe. W sensie tyle, ile wydałeś pieniędzy, tyle, ile jest warta twoja, nawet nie fizycznie, w sensie, że ty masz dobrą albo złą pracę. To chodzi w ogóle o status twojej obligacji, tego papieru skarbowego, tego twojego numerka, który jest sprzedawany pomiędzy bankami na wypadek takich poważnych rzeczy jak wojna i tak dalej. Tam nikt nie liczy takiej drobnicy, że tam zarobisz sobie rocznie parę milionów dolarów.
Kogo to obchodzi? To naprawdę jest drobnica w tym systemie. Ty naprawdę jesteś nikim. To się liczy już tylko tak na masę i nic więcej. Tak jak przemysłowe, duże komercyjne uprawy zboża, takie monouprawy. To jest dokładnie taka sama hodowla i taki sam mechanizm jest pod spodem. I korzystasz właśnie w tym momencie, tak jak ten bank, z tego mechanizmu. Bank sobie też wypłaca i przelewa pieniądze z tego właśnie mechanizmu. Pani, jak sprawdza, czy masz w ogóle jakąkolwiek wiarygodność kredytową, korzysta między innymi z tej sieci, bo ta sieć łączy się właśnie z tym twoim numerem i sprawdza wartość twojej obligacji, i dzięki temu sobie wylicza, ile ty możesz mieć kredytu. Oczywiście przynosisz tam numerek, ile zarabiasz w pracy, ale przecież bank nie jest głupi.
Przecież ci ludzie doskonale wiedzą, że za dwa miesiące możesz stracić tą pracę. Rozumiesz? Okej, dobra, masz kontrakt na 20 lat w pracy. A co będzie za 20 lat, jak twój dług jest na 30? Oczywiście nie jest to żaden problem dla banku, bo bank już zarobił w momencie, kiedy sprzedał ten dług. Tak że to jest inna sprawa, bo ty się zobowiązałeś do wykonania planu ponad normę jeszcze ekstra. Tak że taka historia z drugim cynicznym obiegiem, do którego wiesz, jak się wbić, to możesz się ponoć wbić i zobaczyć, jak wyglądają wartości z danych na przykład sezonu, na ile jest szacowana obligacja, którą oficjalnie w tym systemie bankowym jest. I to jest ta granica człowieczeństwa dla naukowców, dla korporacji, dla tego wszystkiego. Bo wiadomo, że wszystko stoi dokładnie na tym papierku, na tym jednym papierku, który został wydrukowany dokładnie w momencie, kiedy ty i ja się urodziliśmy. I każdy z nas ma ten papierek.
I cała ta zabawa w ekonomię, cała ta cywilizacja, cały ten świat, cały ten bullshit puszczany w Discovery, w telewizji, wiadomości w gazecie, gwiazdy, bankierzy, wojny, politycy, religie, bogowie przeróżni i różne fiksacje fundamentalne — to wszystko jest bzdura. To jest taka dekoracja, która służy tylko po to, żeby system cały czas trwał, bo jest to doskonały system obsługi niewolnika. I to jest ta granica człowieczeństwa, że część z nas zdecydowanie chętnie nawet by może wybrała jakąś wolną wolę, wolne życie, nawet by chętnie może zapaliła jointa, ale już w momencie, kiedy zaczynają się wizje, kiedy zaczyna się troszkę inny świat, kiedy ta edukacja, kiedy doświadczenie się rozszerza i to rozszerza się dosyć drastycznie do przodu, kiedy rozumiesz, że to, co widzisz na dole, parę metrów pod spodem, to jest właśnie twoje fizyczne ciało, którym jeszcze manipulowałeś sekundę temu. A teraz widzisz siebie na zewnątrz. Nie możesz co prawda poruszyć ręką ani nogą. Jest pewna szansa, że wrócisz, ale właściwie jeszcze nie wiesz. Ale tak czy siak, to ty jesteś tu, gdzie jesteś. Na dole jest twoje ciało. I to jest ta granica człowieczeństwa. Czy my, to, kim jesteśmy, istoty i cywilizacja, którą sobie zbudowaliśmy, może bazować na numerze z aktu urodzenia?
Na robieniu z naszego życia obligacji do spekulacji na giełdzie? Myślę, że to dobre pytanie na temat swojego własnego człowieczeństwa. Zmierzam do końca mojej refleksji na dzisiaj, refleksji na temat człowieczeństwa. Tutaj sobie popiłem kawkę i zastanawiałem się tak do końca, jak ci to spuentować. Właściwie chyba puenta już się pojawiła przed piosenką Tak się pośpieszyłem, pogoniłem. Tak, ale puenta jest dosyć prosta. Jeżeli spoglądamy na swoje własne życie, ja myślę, że to jest idealny czas właśnie ten okres historii, ta cywilizacja i tak dalej. Pod wieloma względami, nie będę ich wymieniał w tym momencie. Szkoda naszego czasu. Każdy musi sobie sam odpowiedzieć na te pytania.
Jak zwykle dużo pytań i żadnej odpowiedzi. Jejku, jak tu żyć? Musisz przeżyć. Dochodząc do konkluzji, tej magicznej konkluzji na dzisiaj. Ta granica człowieczeństwa jest w nas samych. Jest to tylko i wyłącznie granica tego, jak emocjonalnie traktujemy to, co ja nazywam gównianą cywilizacją, bo to jest taka gówno warta cywilizacja dookoła, to nawet nie jest cywilizacja, nie wiem, jak to nazwać. I te nasze odruchy, które bazują na tym, że staramy się zapewnić swoją pozycję w tej cywilizacji, a jeszcze nie daj Boże osiągnąć jakąś pozycję, zdobyć coś więcej, zarobić jeszcze więcej i tak dalej. To jest właśnie ta granica człowieczeństwa. To znaczy, że w takim otoczeniu i wśród takiego towarzystwa na pewno nikt nie wymyśli nic nowego, co mogłoby zmienić losy świata. Ponieważ każdy z ludzi, nawet tych najgłośniej deklarujących, czarodziei chodzących w dziwnych ubraniach, mówiących ci o pokojowych historiach na świecie są miliony.
Ilu z nich potrafi zrobić atmosferę, w której potrafisz pozyskiwać energię, technologia się rozwija bez patentów i tak dalej. Żaden z nich. Ludzi medytujących na świecie są biliony. Być może dzięki nim jeszcze kawałek świata się trzyma, chociaż ja w to nie wierzę. Świat się trzyma na innych mocach. Tych też. Ale są większe moce, które stwarzają kosmosy, chociaż wszystkie są właściwie sobie równe. To też jest inna historia. Ciężko tu mówić o większych i mniejszych, ale sama medytacja nie spowoduje tego, że przed tobą pojawi się opcja posłuchania hiperprzestrzeni. Rozumiesz?
Nie za bardzo. Nawet jeżeli tylko ty medytowałeś i ktoś ci przyniósł komputer tutaj, gdzieś tam, gdzie siedzisz, słuchasz hiperprzestrzeni, wydaje ci się, że medytacja do tego doprowadziła, gdzie jest mój las? Jest i las. To jakieś chińskie rączki musiały zmontować gdzieś ten wyświetlacz, na którym ty kliknąłeś okej. Jakieś chińskie rączki musiały zrobić coś innego, żeby ten wyświetlacz zadziałał. Jakieś inne rączki musiały gdzieś tam zaprojektować część pod tym wyświetlaczem. Drugie rączki musiały zrobić coś innego. Ktoś musiał nauczyć te rączki, jak obsługiwać wtryskarki do plastiku, żeby to opakowanie wyszło. Tobie się tak może wydawać, że ty usiadłeś, medytowałeś i dostałeś komputer. To tylko świadczy o tym, że jesteś idiotą, który jest takim egocentrykiem, że właśnie granica człowieczeństwa zaczyna się i kończy tylko i wyłącznie na twojej własnej dupie.
Natomiast w rzeczywistości świat jest trochę bardziej złożony i kompleksowy i każdy z nas sobie doskonale zdaje sprawę, że siedząc w ten sposób i tak się świata nie robi i tak zresztą nikt nie siedzi w ten sposób całe życie. Taka jest prawda. Znakomita większość ludzi po prostu zawsze coś robi. Jest to naturalny odruch naszego organizmu. My zawsze sobie coś wymyślimy miłego, fajnego do robienia. I na tym bazuje właśnie cały ten koncept tego naszego kąta. I to jest ta granica człowieczeństwa, niezależnie od tego, co robimy i kim jesteśmy, z której strony przychodzimy, czy jesteśmy bankierami, czy jesteśmy kolesiami biegającymi w dziwnych ubrankach, bo koniecznie trzeba wyglądać inaczej. Trzeba robić show dookoła siebie. Przedstawienie najważniejsze, rozumiesz? To jest dokładnie to samo.
Bankier po co potrzebuje pieniądze? Bankier robi przedstawienie swoim garniturem, który kosztuje dziesiątki tysięcy funtów, a inni robią przedstawienie swoją egzotyczną sukienką i egzotycznymi nickname'ami, egzotycznym zachowaniem, żeby wzbudzić sensację i to wszystko. Ale to jest dokładnie ten sam świat i to jest ta sama granica człowieczeństwa. Dopiero po przekroczeniu tej granicy człowieczeństwa i osiągnięciu rezultatu, możesz mieć maszyny w postaci czegoś od Nikoli Tesli, czegokolwiek. Chodzi tylko o wiedzę, nie chodzi o konkretne nazwiska, o konkretne sprawy. Chodzi o umiejętność obsługi czegoś takiego, co nazywamy edukacją. Jeszcze nazywamy edukacją, ja bym nazwał to doświadczeniem, naszym własnym duchowym, emocjonalnym doświadczeniem. Jeżeli nie rezygnujemy ani ja, ani ty ze swojego doświadczenia do końca swoich dni, to nie ma czegoś takiego jak granica człowieczeństwa. Nie ma czegoś takiego jak maszyna nie do wymyślenia albo sytuacja nie do zrozumienia. Nie ma czegoś takiego.
To jest tylko i wyłącznie granica w mojej, ewentualnie twojej głowie. Tylko ja stwierdziłem, że to jest niemożliwe i tak sobie wymyśliłem. A w rzeczywistości nie ma pojęcia możliwe, niemożliwe. Wszystko z tego punktu widzenia. Jeżeli ktoś powie: „Ale nauka widzi limity”. Wiem, co widzi nauka, bo też studiuję czasopisma naukowe i robię to systematycznie od lat. Niemniej taka jest moja konkluzja. Stwierdzam, że nauka widzi nic. Tam jest pustka. Dosłownie jest pustka.
Tylko że nauka nie do końca wie, jak sobie z tym poradzić. Nauka doszła do momentu, że oparła się na materii, na twardej materii. Kiedy wszystkie te budżety wystrzeliły w kosmos, polecieliśmy w kosmos. Satelity, bomby, karabiny maszynowe, zdalnie sterowane roboty latające do zabijania ludzi, złoto, dolary i ropa. Nagle się okazało, że tam w środku jest pustka. A to wszystko było na matę. A my złoto tu zbieramy. Rozumiesz? Ile masz pieniędzy? Ile masz na koncie?
A my jesteśmy pustką. Ciekawy kontrast. I to jest ta granica człowieczeństwa. Granica człowieczeństwa polega na zatarciu kontrastu pomiędzy rzeczywistością, która istnieje w całym kosmosie a naszą chorą, patologiczną iluzją. Po prostu byciem idiotą, któremu się wydaje, że jego życie polega na momencie, od którego pamięta, jak sobie wiązać sznurówki do momentu, w którym fizycznie opuści tą powłokę. I to wszystko. To jest granica człowieczeństwa. Jeżeli jej w tobie nie ma, to znaczy, że jesteś człowiekiem, bo człowieczeństwo jako takie nie ma granicy. I taka jest moja konkluzja. A jeżeli jest, to jest tylko jedna.
I bój się losie człowieku, żebyśmy nigdy nie dotarli do tej granicy człowieczeństwa w żadnej z naszych możliwych życiowych sytuacji ani jakichkolwiek głów, które byśmy gdziekolwiek nie posiadali. Nawet gdybyśmy mieli pięć głów albo siedem głów na jakiejś planecie. Tylko żebyśmy nie stracili nigdy tej podstawowej koncepcji z naszej własnej głowy. Tak mi się wydaje. Wtedy nie będzie problemu z granicą człowieczeństwa i nie będzie problemu z tym, że trzeba wywalić pół świata w powietrze, żeby kilku pajaców założyło sobie prywatną zabawę o nazwie prywatny bank, gdzie wszyscy, którzy się rodzą w krajach, które są pod naszymi butami, są naszymi obligacjami skarbowymi i możemy sobie handlować ludźmi jak bydłem przez cały czas. Haha, zabawa. Mamy tu model kraju kapitalistycznego, w którym na 100 mieszkańców przypada 50 menadżerów oraz model kraju mniej socjalistycznego, a nie kapitalistycznego, gdzie tych menadżerów jest dwa razy mniej. Jeden model działa i drugi działa. Zobaczymy. Ten, kto będzie silniejszy, będzie miał łokcie, ten zostanie menadżerem wyższej klasy.
Ten, kto nie będzie miał łokci, będzie menadżerem niższej klasy. I tak żaden z nich nie zarobi żadnych specjalnych pieniędzy. I tak każdy z nich jest niczym innym jak obligacją skarbową grupy ludzi, która się bawi jego życiem. Ale bawi się tylko i wyłącznie jego życiem, czyli na przykład moim i twoim potencjalnie z jednego powodu: bo my się na to zgadzamy. Każdy moment, kiedy odkładasz pieniądze do banku, licząc na to, że kupisz sobie pewnego dnia piękny dom, licząc na kredyt, budując tą rzeczywistość ekonomiczno-finansową. Każdy moment, kiedy sobie zamawiasz wizytówki, to jest ten moment, kiedy cofasz się poza granice człowieczeństwa. Kiedy właśnie wyznaczasz granice człowieczeństwa. Ciężko to zaakceptować w dzisiejszych czasach, bo te oszustwa samego siebie są naprawdę codziennością w dzisiejszych czasach. Niemniej rzeczywistość jaka jest, taka jest i nikt temu nie zaprzeczy, że albo jest się żywą istotą na tej planecie, albo generalnie zajmujesz się wyznaczaniem granicy swojego człowieczeństwa i wtedy to już naprawdę robi się niebezpiecznie. Już możesz sobie wybudować reaktor jądrowy i naprawdę nie będzie wyznaczania granicy czegokolwiek za parę chwil, bo nikt nie przeżyje w tej fizycznej formie, która może sobie jeszcze wyznaczyć jakąś granicę.
To tyle z mojej konkluzji. Dziękuję serdecznie za wysłuchanie mojej refleksji na temat granic człowieczeństwa i wyznaczania tych granic. Czy to ma jakikolwiek sens? Zatem miłej podróży bez żadnych granic. Podróży na swoich emocjach. Droga słuchaczko i drogi słuchaczu, miłych emocji, sympatycznych, takich sympatycznych, jakich zawsze oczekujemy. W sumie nasze oczekiwania zawsze opierały się na tym, że oczekujemy sympatycznych emocji. Także do tego się to wszystko sprowadza. Zatem sympatycznie pozdrawiam sympatyczną pannę Krysię. Tak właśnie, sympatycznie cię pozdrawiam słuchaczko i słuchaczu.
I ciebie słuchaczku też i każdego. I mam nadzieję, że moja konkluzja była dosyć jasna, jasno się wyraziłem i że miło się tego słuchało. Mam nadzieję, że masz podobną konkluzję, że to nasze doświadczenie to jest ta rzeczywista edukacja. Emocjonalne doświadczenie to jest to coś, co stoi na granicy człowieczeństwa. To to wyznacza granice człowieczeństwa. Ale nie dla nas. Chyba już ją przeskoczyliśmy. Tymczasem dziękuję ci serdecznie za wysłuchanie tej opowieści. Jeszcze raz pozdrawiam serdecznie wszystkich mecenasów Radia Na Fali za wytrwałość i wspieranie radia pomimo tego, że nie inwestujemy zbyt wiele swojego czasu w media internetowe i tak dalej. W przedstawienie dookoła, w dekoracje.
Taka jest prawda. Ale zainwestowaliśmy troszeczkę. Niedługo zobaczysz nowe dekoracje, także spokojnie. Też odświeżyliśmy dekoracje. Wiem, że fajnie jest czasami obejrzeć dekoracje. Też je lubię czasami. Zatem będzie trochę nowych dekoracji, ale to za parę chwil dopiero. A ja ci serdecznie jeszcze raz dziękuję. Pozdrawiam i do usłyszenia następnym razem w Radiu Na Fali. I tyle.
To co? Do następnego. Słuchałeś. Słuchałeś i wysłuchałeś „Hiperprzestrzeni” w radiunafali.com.