[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaskaram, drodzy słuchacze. Witam wszystkich serdecznie i pozdrawiam na wstępie. Tutaj Bart. Zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania kolejnej audycji pod tytułem „Chata mistyka”.
Słuchajcie, dzisiaj dalsza część historii. Historia rozpoczęła się w poprzednim odcinku „Chaty mistyka”, kiedy to zapoznaliśmy się z pewnym czcigodnym jegomościem, z pewną niebagatelną postacią. Człowiek zwany Shivą. Człowiek, który ma wiele imion właściwie w zależności od tego, jak w kulturze danej się go przedstawia. Historia ta sięga dawien dawna. Rozpocząłem opowieść od datowania tej historii na jakieś ponad 15 000 lat temu. Słuchajcie, jest dużo kontrowersji na temat umiejscowienia tej historii w czasie. Właściwie są ludzie, którzy byliby nawet skorzy powiedzieć, że ta historia jest dużo starsza niż 15 000 lat. Ale tutaj nie chodzi o to, żeby przebijać się z datami. Chodzi o to, że mamy pewność, że ta historia ma minimum 15 000 lat.
Jest to prawdopodobnie początek całej naszej ludzkiej kultury, tej cywilizacji, jaką znamy na tej planecie. Tutaj tylko napomknę o tym, że uważam, że to nie jest pierwsza cywilizacja na tej planecie, którą my tak znamy doskonale z naszych podręczników historycznych i powszechna opinia panuje taka, że jesteśmy tutaj wyjątkowi. Pojawiliśmy się i to jest właśnie ta cywilizacja, która tutaj toczy te swoje losy na tej kulce, w tej galaktyce. Ja mam troszeczkę inne na ten temat zdanie. Tutaj nie będę się za bardzo na ten temat rozprawiał. Uważam, że to jest ostatnia cywilizacja. To znaczy nie w sensie ostatnia, tylko że to jest najmłodsza cywilizacja, która pojawiła się na tej planecie. Tę cywilizację datuje się różnie. W większości przypadków to datowanie kończy się na ostatniej epoce lodowcowej, która była 12 000 lat temu. Jakoś trudno naszym historykom i archeologom sięgnąć głębiej i dalej niż 12 000 lat.
Słuchajcie, ta historia pochodzi sprzed minimum 15 000 lat, więc jest to na grubo przed zlodowaceniem totalnym. Są tacy, którzy twierdzą, że ta historia zaczęła się 30, nawet 35 000 lat temu. Ale tak jak mówiłem, nie będziemy już tutaj takich niuansów poruszać. Słuchajcie, Adiyogi, czyli pierwszy jogin, pierwszy guru również. Funkcja guru nie jest zbyt znana w kulturze europejskiej. Warto parę zdań na ten temat powiedzieć. Słuchajcie, guru, funkcja czcigodna, pewnego rodzaju drogowskaz. Guru jest to człowiek, który jest mistrzem, który nie jest nauczycielem w tego słowa znaczeniu, jak my to rozumiemy w kulturze naszej zachodniej. To jest bardziej osoba, która jest takim drogowskazem, która pokazuje ci drogę i ewentualnie stwarza dla ciebie warunki do tego, abyś ty, drogi słuchaczu i droga słuchaczko albo drogi słuchaczku, zagłębił się do wewnątrz siebie i odnalazł całą prawdę i to, czego szukasz wewnątrz siebie. Dlatego jest to dosyć ciężkie.
Nie jest to słowo łatwe do przetłumaczenia nawet na język nasz pradawny, słowiański. Ja myślę, że dawno, dawno temu były takie funkcje sprawowane w społecznościach słowiańskich, w społecznościach lechickich, na długo zanim zostaliśmy obwołani Polanami. Dlatego, że nasza historia sięga dawien, dawien. Słuchajcie, w dzisiejszych czasach taka funkcja wydaje się nie istnieć. Ta funkcja gdzieś zaginęła po drodze. Tutaj w kulturze hinduskiej. Dla tych, którzy są niezaznajomieni z tematem i którzy nie słuchali do tej pory jeszcze „Chaty mistyka”, tutaj taką informację wrzucę, taką wrzutkę, że znajduję się w Indiach w bardzo specyficznym miejscu na południu Indii. Jestem właśnie pod pieczą jednego z takich wybitnych mistrzów Jest tutaj właśnie taka osoba, która nazywana jest guru. Słuchajcie, nie jest to żaden kult, nie jest to żadna desperacja, to nie są ludzie, którzy nie mają szansy istnienia na zewnątrz tego miejsca i tutaj po prostu potracili głowy i wszyscy podążają ślepo za jakimś kultem. Nie, to jest wręcz odwrotnie.
Guru to jest osoba, która do niczego nie zmusza. Guru to jest swoistego rodzaju drogowskaz. Osoba, która stwarza warunki po to, abyśmy mogli rozwijać się duchowo. Dlatego, że cały rozwój duchowy i poszukiwanie prawdy może odbyć się tylko na tej zasadzie, jeżeli podejmiemy tą pracę samodzielnie. To nie jest coś, co można wykuć na pamięć. To nie jest coś, co może zostać nam wtłoczone, wpojone przez kogoś innego, mądrzejszego, bardziej światłego, nazwijmy to sobie, jak chcemy. Nie. Słuchajcie, praca wewnętrzna tylko i wyłącznie. Dlatego, że cała prawda żyje wewnątrz nas samych. Nie trzeba czytać tysiąca mądrych ksiąg i oglądać jakichś filmów dokumentalnych i patrzeć się na ludzi, którzy wydają się być mądrzejsi.
Nie, to wszystko jest zupełnie inaczej. Ta cała metoda polega na tym, aby stworzyć sobie takie warunki, przede wszystkim wewnętrzne, ale również troszeczkę zewnętrzne w naszym środowisku, w którym żyjemy na co dzień, aby taka praca duchowa mogła się rozpocząć i żebyśmy mogli zagłębić się wewnątrz siebie. Dlatego, że wydaje się, że cała odpowiedź, wszystkie odpowiedzi na nasze nurtujące nas pytania egzystencjalne i różne inne skomplikowane kwestie, to wszystko jest jak gdyby zaprogramowane wewnątrz nas samych. Jeżeli raz wstąpimy na drogę tego typu, jeżeli dokonamy takiego wyboru i zdecydujemy się na podjęcie takiej pracy, to wydaje mi się, że nie ma już za bardzo odwrotu. To nie jest nic negatywnego, dlatego że to jest po prostu jedna jedyna forma pozyskiwania wiedzy i doświadczenia duchowego. To jest taka forma zadania domowego, którego nikt nie może za nas odrobić. I nawet guru nie jest w stanie tego zadania odrobić za nas, ale jest w stanie nam bardzo mocno pomóc. Jest w stanie stworzyć nam takie warunki, kiedy to poznanie, tą wiedzę, po prostu nasiąkamy tą wiedzą. Nie jest to proces łatwy. Guru jest formą takiego urządzenia, można by powiedzieć.
Dlatego, że sama jego obecność powoduje, że pewne niuanse energetyczne, pewne formy energetyczne zaczynają się troszeczkę inaczej zachowywać. Dzięki temu my stajemy się też bardziej podatni na pewne energie i jesteśmy taką pracę duchową w stanie odbyć dużo łatwiej niż bez obecności takiego guru. Jest to dosyć ciekawy koncept. Ja poruszę ten koncept w przyszłych odcinkach ateistyka. Tutaj chciałem tylko wspomnieć tych parę kwestii, trochę zarysować charakter guru. Funkcja guru nie jest zbyt prostą funkcją, dlatego że w szczególności w świecie zachodnim, w krajach zachodnich to kojarzy się dosyć negatywnie. Zwykle z jakimś takim bezmyślnym podążaniem za człowiekiem, który ma jakieś niechlubne zamiary wobec masy ludzi. Dlatego ten guru zawsze będzie bardzo mocno obserwowany przez różne środowiska zewnętrzne. Zawsze ludzie będą próbowali znaleźć dziurę w całym. Zawsze będą próbowali wytknąć mu jakieś błędy i tak dalej.
Jest na świecie bardzo dużo fałszywych guru. Warto to wspomnieć też. Nawet tutaj w Indiach, ponieważ to jest kultura, w której duchowość rozwija się od samego początku, właściwie od dzieciństwa. Dzieci nasycone są tą duchowością, nie religijnością. Tu warto wspomnieć. Religijność i duchowość to są dwie odrębne rzeczy. Tutaj, w kulturze hinduskiej jest to dosyć powszechne, że rozwój duchowy następuje od bardzo wczesnych lat. Jest dużo ludzi, którzy takie funkcje przewodników duchowych pełnią, podejmują się takich funkcji. Natomiast z drugiej strony jest też mnóstwo takich ludzi, którzy próbują podszyć się pod takich duchowych przywódców. I może to właśnie sprawia, że do nas docierają na Zachód takie bardzo negatywne opinie na temat tej funkcji guru.
Dlatego, że my słyszymy o tych fałszywych guru, właśnie o tych, którzy próbują być takimi dorobkiewiczami, o tych, którzy oszukują ludzi, o tych, którzy próbują zarobić fortuny na tych ludziach, którzy gromadzą się wokół nich i którzy tak naprawdę nie mają nic do zaoferowania tym masom ludzi. Często niestety ludzie popadają w takie pułapki. Każdy jak gdyby szuka tego rozwoju duchowego, więc jeżeli trafi w takie środowisko, w którym to wydaje się, że idzie to wszystko w dobrym kierunku, dlatego że jest to na przykład dobrze opakowane, to mnóstwo ludzi dołącza się do takich ruchów. Ale też często są przypadki takie, że po prostu źle dosyć kończą. Tak. I to zdarza się rzeczywiście, że są masowe samobójstwa, że to są bardzo nieprzyjemne sprawy z tym powiązane. Ludzie tracą całe fortuny, oferują wszystkie swoje zarobki tym czcigodnym guru, a niektórzy z nich prowadzą podwójne życie. Mają inny wizerunek przed swoimi zgromadzeniami, a oprócz tego żyją sobie drugie życie, bardzo wygodne, dostatnie, jeżdżą drogimi samochodami, mają wielkie chawiry, mają kochanki, więc często się to wiąże ze skandalami seksualnymi. Ale nie o tym chciałem mówić właściwie, bo troszeczkę odbiegam od tematu. Chciałem wszystkich uspokoić.
Guru to jest naprawdę czcigodna funkcja. To jest kawał roboty tak naprawdę podjąć funkcję bycia guru, trzeba poświęcić na to całe swoje życie. Trzeba ofiarować się ludziom, bo na tym głównie polega funkcja guru. To jest ofiarowanie swojego życia innym ludziom. Ofiarowanie czego? całej swojej energii i swojego czasu, po to, aby nakierować innych na drogę duchowości i żeby ułatwić im, umożliwić im rozwój duchowy. Takim pierwszym przewodnikiem duchowym na tej planecie w historii tej cywilizacji jest uważany Shiva. Postać niebagatelna. Rozpocząłem opowieść o Shivie w poprzednim odcinku „Chaty mistyka”. Przybysz znikąd.
I to nie jest tylko powiedzenie, że przybysz znikąd. Można by to potraktować właściwie dosłownie. To jest człowiek, który dosłownie przybył znikąd. Ja do tego dojdę jeszcze w rozważaniach. Człowiek, który pojawił się w wysokich partiach Himalajów. Bardzo charyzmatyczna postać. Jego niesamowity wizerunek i jego niebywałe zachowanie sprawiły, że zaczęli wokół niego gromadzić się ludzie, dlatego, że on zachowywał się niecodziennie. Nie rozmawiał z nikim, nie miał z nikim kontaktu. Po prostu pojawił się. Nikt nie wiedział, kim jest, skąd przybył.
I rozpoczął taki szaleńczy taniec. Albo tańczył i wirował w takiej ekstazie, albo siadał z zamkniętymi oczami i zamierał jak kamień. I tak tkwił godzinami, dniami, nawet tygodniami, nawet miesiącami. Ponieważ ludzie są ciekawi i chcieli dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi, co ten niebywały przybysz reprezentuje sobą, zaczęli się wokół niego gromadzić. Ale jak to z ludźmi bywa, ponieważ Shiva nie za bardzo się nimi przejmował i ignorował wszystkich, którzy przychodzili i zasiadali i spędzali długie dni wokół niego, mnóstwo ludzi zrezygnowało z obserwowania go. Znudziło im się to i postanowili opuścić tego niebywałego przybysza. Ale znalazło się siedmiu śmiałków. Jak wspomniałem, oni się nazywają w tradycji jogińskiej, to z sanskrytu pochodzi, Saptarishis. Saptah, czyli siedmiu, Rishis w sensie dosłownym, jak gdyby przetłumaczyć rishi to jest ten, który rozwija się duchowo. Więc tych siedmiu śmiałków pozostało wokół Shivy i zajęło to im naprawdę długi czas, zanim on łaskawie otworzył oczy i postanowił do nich przemówić.
To oni właśnie stali się powiernikami wiedzy Shivy, potężnej, niesamowitej wiedzy na temat tego, jak funkcjonuje człowiek, jak funkcjonuje życie oraz całe istnienie i całe stworzenie. To jest nauka, która wykracza poza tą planetę. To jest nauka o kosmosie, o wszechstworzeniu, o wszechistnieniu. Jest to bardzo głęboka kwestia. Shiva w końcu nauczył swoich uczniów, przekazał im tą wiedzę i kiedy cały ten proces już był zakończony, wysłał ich w siedem różnych części świata. Ja jeszcze raz bardzo gorąco zachęcam do wysłuchania poprzedniej części „Chaty mistyka”. Ja bym nie chciał tutaj za dużo powtarzać na ten temat. Ja uważam osobiście, że tych siedmiu apostołów Shivy, Adiyogiego, pierwszego jogiego lub jogina, jak to się mówi bardziej poprawnie po polsku, pierwszego jogina. Tych siedmiu dżentelmenów wysłanych w siedem różnych części świata, moim zdaniem rozpoczęło siedem głównych kultur naszej cywilizacji. Oni udali się w różne części świata i te najbardziej znamienne kultury wydają się być zapoczątkowane poprzez ich nauki.
Chcę powrócić troszeczkę i opowiedzieć jeszcze parę rzeczy o samym Shivie, dlatego, że jest to postać niebagatelna. Chciałbym od samego początku zaznaczyć, że w kulturze jogińskiej Shivy nie uznaje się za boga. Mnóstwo ludzi zrobiło sobie z niego boga, dlatego, że w Indiach jest wielokulturowość. Pomimo tego, że to jest jeden kraj, jest tak potężny, istnieje tutaj wiele języków. Istnieje tutaj wiele różnych kultur. Jest jakiś wspólny trzon kultury, można by powiedzieć, ale tak naprawdę każdy obszar charakteryzuje się troszeczkę inną kulturą. Ludzie troszeczkę inaczej się ubierają, troszeczkę inaczej się zachowują. I również mają różne religie, dlatego że w Indiach to nie jest tylko jedna religia, tylko tu jest tych religii naprawdę mnóstwo. Tutaj mówimy o tysiącach różnych religii. Ponieważ Shiva był takim kolesiem, który był bardzo niespotykany, to zrobiono z niego boga i zaczęto go czcić.
Wielu ludzi zaczęło go czcić jako boga, ale w kulturze jogińskiej on nie jest nigdy przedstawiany jako Bóg. Wręcz odwrotnie, on jest przedstawiany jako człowiek z krwi i kości. Po prostu chłop, człowiek. Słuchajcie, chłop jak drwal. Dlatego, że przesłania mówią, że Shiva miał tak naprawdę prawie dwa i pół metra wzrostu. Słuchajcie, także to nie baletera. Chłop był silny, bardzo charyzmatyczny, ale na pewno nie był to Bóg. Słuchajcie, miał moce ponadludzkie, dlatego, że pojął całą istotę istnienia, całą istotę stworzenia. Dlatego mógł te moce wykorzystywać. Ale to nie jest taki Bóg jak Pan Bóg siedzący na tronie z długą siwą brodą.
To wręcz przeciwnie. Shiva przedstawił światu wiedzę na temat funkcjonowania człowieka i mechaniki ludzkiej. Używam słowa mechanika nie bez powodu. Dlatego, że ciało ludzkie jest takim niesamowitym gadżetem, bardzo skrupulatnie zaprojektowanym i funkcjonującym. Taką maszynką właściwie można by powiedzieć, ale jest to najdoskonalsza maszyna na tej planecie. Nie ma co ukrywać. Słuchajcie, jeżeli tylko wiemy, jak obsługiwać tą maszynę, jak się z nią obchodzić, to ta maszyna jest w stanie mieć dosyć duże osiągi i trwać bardzo długo również. Czyli jeżeli wiemy, jak opiekować się ciałem, ale ciało to nie jest tylko jedyna nasza forma egzystencji istnienia. Dlatego, że oprócz ciała fizycznego mamy też ciała energetyczne, mamy też ciało emocjonalne. Jeżeli wiemy, jak te wszystkie elementy tutaj razem prowadzić, jak się nimi zajmować w odpowiedni sposób, to słuchajcie, mamy do czynienia z maszyną, która jest po prostu najbardziej wysublimowaną formą istnienia w tej części galaktyki.
I właśnie taką praktyczną wiedzę Shiva chciał nam przekazać. I dzięki jego uczniom, dzięki temu, że ci uczniowie rozpowszechnili tą wiedzę w innych częściach tej planety, ta wiedza dociera do nas nawet teraz, po tych 15 tysiącach lat. Ta wiedza nazwana została jogą. Słuchajcie, joga to nie jest żaden fitness, tak jak się wielu ludziom kojarzy. To nie jest jakieś rozciąganie i robienie jakichś dziwnych wygibasów i figur, które wiążą się z torturowaniem ciała. To nie o to chodzi. Słowo joga, dosłownie tłumaczone z sanskrytu, oznacza ujednolicenie. Jest to swoistego rodzaju unia pomiędzy fizycznością a energetycznością, energetyką i duchowością. Słuchajcie, jest to połączenie tych trzech elementów w jedną spójną całość. To nie chodzi tylko o to, żeby ćwiczyć ciało.
Chodzi o to również, żeby wyćwiczyć swój umysł i żeby dojść do takiego momentu, kiedy jesteśmy w stanie kontrolować nie tylko ciało i nasze emocje, ale również energię, dlatego, że my jesteśmy zasilani odgórnie energią, która jest energią kosmiczną właściwie. I jeżeli wiemy, jak wykorzystywać te fakty o funkcjonowaniu naszego jestestwa, naszego organizmu, to możemy osiągnąć niebywałe cele. Więc Shiva ma dosyć istotny wizerunek w kulturze jogińskiej. Bardzo zależy joginom na tym, żeby właśnie nie przedstawiać go jako boga, tylko jako człowieka. Więc on często jest pokazywany na przykład z takimi rozcięciami na skórze albo zabliźnionymi ranami po to, żeby pokazać, że on doświadczył różnych trudności w życiu, że jest to jak najbardziej człowiek, który jest narażony na to, że może się zranić. Że nie jest jakimś superherosem. Shiva w tradycji i systemie jogińskim, czyli tym właściwym, z którego pochodzi, nie jest uznawany za żadnego boga. Wręcz przeciwnie, jest to jak najbardziej człowiek. Może poniekąd człowiek o nadludzkich cechach, ale nadal człowiek. Aby to potwierdzić, jego ciało często pokryte jest bliznami i śladami po ranach, które rzekomo nabył w znojach fizycznego istnienia.
W dzisiejszych czasach, w nowoczesnych interpretacjach jego wizerunku, które często pojawiają się w Indiach, w mainstreamowej kulturze hinduskiej, chociażby w telewizji lub na billboardach ulicznych Śiwa trochę wygląda jak taki typowy superhero, czyli taki superbohater. Jest przypakowany, z charyzmatycznym uśmiechem, w pięknych, zadbanych lokach, o niebieskim odcieniu skóry. Tak, bo Śiwa miał niebieską skórę. Zaraz powiem dlaczego. Ale w rzeczywistości jednak Śiwa prawdopodobnie prezentował się troszeczkę inaczej. Skoro był joginem, to na pewno był takim typowym hardcorowym joginem, który nie dba za bardzo o pociechy materialne. No i wyglądałby po prostu troszeczkę inaczej niż taki typowy superhero. Byłby raczej chudy, nieogolony, z plątaniną nieposłusznych dredów na głowie. Nosiłby jakieś proste szaty, jakąś szmatę, nic modnego ze znaczkiem Nike. Także wyglądałby zupełnie inaczej niż tak, jak się go przedstawia w dzisiejszych czasach.
A kolor skóry rzekomo rzeczywiście miał dosyć siny. Z tym się wiąże pewna historia. Dlaczego Śiwa przedstawiany jest z niebieskim kolorem skóry? Wiąże się to z tym, że Śiwa był miłośnikiem wężów. A skoro był miłośnikiem wężów, to najbardziej lubił te jadowite. Jednym z najbardziej jadowitych wężów w Indiach jest kobra królewska. Myślę, że każdy zdaje sobie sprawę, jak wygląda mniej więcej kobra królewska. To jest wąż z płaskim kołnierzem tuż za głową, który staje pionowo, jeżeli gotowy jest do ataku. Jest to bardzo jadowity wąż. Śiwa był chojrakiem i uwielbiał węże.
Uwielbiał przebywać w ich towarzystwie i żył w bardzo bliskim z nimi kontakcie. Ale są ku temu powody. Śiwa twierdził, że węże są bardzo wyjątkową formą energetyczną na tej planecie. Są to bardzo specyficzne zwierzęta, które istnieją poniekąd na pograniczu światów: świata materialnego i świata energetycznego. Ponadto jest to zwierzę, które całym swoim ciałem przylega do ziemi, więc w sposób naturalny musi być bardzo uziemione. My jako ludzie poruszamy się przy pomocy kończyn, czyli poruszamy się przy pomocy nóg. I właściwie powierzchnia styku naszej stopy z ziemią jest stosunkowo niewielka do powierzchni naszego ciała. Więc my uziemiamy się troszeczkę rzadziej i troszeczkę mniej niż taki wąż, który przylega całym ciałem do ziemi. Dodatkowo w naszej cywilizacji doszło do tego, że większość czasu spędzamy w butach. Zaprojektowaliśmy sobie modne buty i chodzimy wszyscy w butach.
Nawet wtedy, kiedy nie ma takiej potrzeby. Ja rozumiem, że ze względów klimatycznych czasami trzeba założyć buty. Czasem pada śnieg, czasem pada deszcz. Jest nieprzyjemnie, warto założyć buty. Ale bardzo serdecznie polecam wszystkim uziemianie się. Po prostu uziemianie się. Jeżeli tylko macie okazję. Jeżeli wrócicie do domu, nigdzie nie musicie wychodzić, nie zakładajcie kapci. Chodźcie sobie po prostu na bosaka i tak długo, jak to jest możliwe, po to, żeby się uziemiać. Naprawdę energia zupełnie inaczej funkcjonuje w naszych organizmach, jeżeli mamy styczność z Mamą Ziemią.
Także tutaj gorąco polecam. Nikt nikogo nie nakłaniam, nie przekonuję. Ja sam chodzę na bosaka większą część roku i bardzo to polecam. Bardzo sobie to cenię. Wąż taki porusza się, nie mając kończyn. A jak on się porusza? Można by powiedzieć, że pełza, ale to nie do końca jest pełzanie. Węże wykorzystują naturalną siatkę energetyczną na tej planecie, dlatego że cała planeta pokryta jest siatką zależności energetycznych. Takie węże doskonale odczuwają tę siatkę energetyczną i są w stanie dzięki temu poruszać się. Nie tylko węże są takimi zwierzętami.
Właściwie wszystkie owady latające również wykorzystują taką siatkę energetyczną. Może nawet nie wszystkie i nie tylko latające. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że wszystkie owady funkcjonują tutaj na tej planecie, wykorzystując ten fenomen, że jest taki półświat, czyli taki świat pomiędzy światem materialnym i energetycznym. Przejawia się to właśnie w formie takiej siatki i można to wykorzystać do poruszania się w tym systemie. Są takie odkrycia. Był taki pan, który został wspomniany dawno, dawno temu w jednym z programów „Synteza” przez kapitana. Pan nazywał się Grobelnikow. On był takim naukowcem rosyjskim, badaczem owadów. Ten pan odkrył gatunek żuka, który miał swojego rodzaju specyficzne antygrawitacyjne skrzydełka. Okazało się, że ten żuk nie lata tak jak ptaki, trzepocząc skrzydełkami, tylko wykorzystuje antygrawitację do przemieszczania się w przestrzeni.
No i pan Grobelnikow rozpoczął swoje prace naukowe na ten temat. Dzięki temu udało mu się wybudować platformę latającą. Którą to rzekomo zwiedził cały świat, zbierając różne gatunki owadów, które sprowadzał później do swojego laboratorium. On, zdaje się z tego, co pamiętam, miał muzeum owadów czy też zwierząt, aczkolwiek specjalizował się w owadach, więc tam najwięcej było różnych egzemplarzy owadów. Owady były z całego świata, więc po jego śmierci zastanawiano się, jak on to w ogóle skompletował taką kolekcję. Dlatego, że fizycznie, gdyby nawet miał podróżować tradycyjnymi środkami komunikacyjnymi, to czasu by mu nie wystarczyło na to, żeby być w tych różnych miejscach na całej planecie i żeby pobrać takie różne gatunki owadów i przywieźć je w jedno miejsce. Z tego wynika, że musiał mieć jakiś bardzo szybki pojazd, więc jest to bardzo prawdopodobne, że udało mu się stworzyć tą antygrawitacyjną platformę latającą. I właśnie on też wykorzystywał między innymi tą siatkę energetyczną, po której się bardzo sprawnie i szybko poruszał. Tak właśnie poruszają się owady. Rzekomo powierzchnia skrzydła takiego latającego owada nie jest wystarczająco duża, aby stworzyć nośność w powietrzu, więc musi to być inna zasada unoszenia się w przestrzeni niż zasada aerodynamiczna.
Ale to zostawmy na inne synteziowe rozważania. Tutaj powracam do węży, ulubieńców Shivy. Węże w wielu kulturach reprezentują energię, są bardzo obecne w różnych symbolach różnych kultur na tej planecie. Jest ku temu powód. Dlatego, że węże są bardzo energetycznymi zwierzętami, stworzeniami. Istnieją jak gdyby na pograniczu światów. Zresztą jeżeli ktoś kiedykolwiek z słuchaczy doświadczył substancji wszelakich, to wie dokładnie, o czym mówię. Węże zawsze prędzej czy później pojawiają się w naszych doświadczeniach psychoaktywnych. I to właśnie dlatego, że węże istnieją jak gdyby na pograniczu dwóch światów. Więc ta symbolika węży w różnych kulturach, w różnych częściach tego świata zawsze była i jest obecna.
O co chodziło z niebieską skórą Shivy? Skóra była niebieska. Była właściwie sina, bo wypadki się zdarzają, bo mimo tego, że Shiva był super kozakiem, znał się doskonale na wężach, były to jego ulubione zwierzęta, wiedział się z nimi obchodzić, to czasem jednak doznawał ukąszeń tych jadowitych bestii. Nie mówimy tu o paru wężach, tylko mówimy tu naprawdę o wielu wężach, które zawsze były w jego towarzystwie. I stąd też jego sinizna i późniejszy wizerunek jogina o niebieskiej karnacji. Dlatego, że gość był ciągle pokąsany przez węże. Grał z wężami, więc doznawał też ukąszeń. Stąd też jego niebieska skóra. Ale poza wężami i niebieską skórą, co jeszcze kojarzy się z Shivą? Bardzo ważnym symbolem jest tak zwane trzecie oko.
I co to takiego jest? Powiem pokrótce, czym jest to trzecie oko. Dzięki naszym dwóm oczom jesteśmy w stanie widzieć to, co materialne. Czyli narząd wzroku jest to jeden z naszych pięciu głównych zmysłów i ten, który prawdopodobnie w największym stopniu definiuje nam nasze otoczenie. Ale jest to również ten sam narząd, który najbardziej warunkuje nasze poznanie. Słowo warunek użyłem tutaj nieprzypadkowo dlatego, że oznacza ono, że coś dzieje się tylko na tyle, na ile jakiś inny czynnik na to pozwala. Tak bym zdefiniował tutaj słowo warunek, czyli coś dzieje się na tyle, na ile coś innego na to pozwala. Czyli z tego względu warunek jest czymś, co bardziej ogranicza raczej, niż udostępnia nam poznanie. I tak jest właśnie z narządem wzroku. My widzimy tylko to, od czego odbija się światło.
Światło odbija się tylko od rzeczy, które mają taką właściwość, że odbijają światło. To nie oznacza, że to są jedyne rzeczy, które wokół nas istnieją. Dlatego, że najlepszym przykładem jest to, że wiemy na przykład o tym, że istnieje powietrze, ale go nie widzimy dlatego, że powietrze zwykle nie odbija światła. Są takie przypadki, kiedy widać poruszające się powietrze, na przykład świetnym tego przykładem jest, jeżeli jedziemy sobie latem autostradą i autostrada się nagrzewa i uwalnia takie bąble cieplejszego powietrza, to widzimy tuż nad drogą pewne załamania się światła i wtedy widać poruszające się powietrze. Ale to są takie przypadki właściwie ekstremalne. Tak samo nie widać w wodzie. Taka ryba pływająca w wodzie nie wie tego, że jest w wodzie dlatego, że ona otoczona jest wodą. Więc to jest taki problem tutaj filozoficzny. Jak zobaczyć to, w czym jesteśmy zanurzeni? My jesteśmy zanurzeni w takim świecie, w którym istnieje mnóstwo rzeczy, od których nie odbija się światło.
Ale my nie uznajemy tych rzeczy za realne, za możliwe, dlatego, że ich po prostu nie widzimy. Ten nasz wzrok bardzo nam pomaga w funkcjonowaniu i w przetrwaniu na tej planecie, ale bardzo nam uniemożliwia poznanie rzeczy takimi, jakimi one są naprawdę. Dlatego, że nawet widząc przedmiot, to my nie widzimy tego przedmiotu takiego, jakim ten przedmiot rzeczywiście jest, tylko widzimy ten przedmiot takim, jakim on nam pozwala odbić światło, nas zauważyć. Później ten impuls wędruje do naszego oka, to światło odbite od przedmiotu i nasz mózg interpretuje sobie to na swój własny sposób. A ponieważ jesteśmy w stanie zinterpretować tylko to, co wiemy, jesteśmy w stanie połączyć tylko te wszystkie doświadczenia, które do tej pory już nastąpiły. Nigdy nie jesteśmy w stanie pojąć tego, czego nie widzieliśmy do tej pory. Tak interpretujemy nasze otoczenie. Narząd wzroku pozwala nam jedynie na ograniczone poznanie i bardzo automatyczny proces interpretacji. Ponieważ wszystko, co dociera do nas poprzez nasze zmysły, jest filtrowane i jednocześnie analizowane przez nasz umysł. To jest ta przeszkoda.
Umysł staje się w tym momencie przeszkodą, dlatego że umysł jest w stanie przeanalizować tylko to, co jest już dostarczone do bazy danych. Umysł nie wyjdzie z niczym nowym albo z czymś, co daje nam kompletne poznanie tego, jaka rzecz jest naprawdę. Umysł tylko nam da zbiór danych, które do tej pory nagromadziliśmy i z tego możemy wyciągnąć jakiś wniosek. Oznacza to, że używamy tego specyficznego filtra na tyle, o ile coś wiemy. A jeżeli czegoś nie wiemy, to jest to z automatu odrzucane. Bo jak mamy użyć czegoś, o czym nie mamy pojęcia? Tak więc poprzez nasze oczy poznajemy świat takim, jakim on nam się wydaje właściwie, a nie takim, jakim on w rzeczywistości jest. Podobnie jest z innymi zmysłami. Wszystkie inne zmysły też są filtrowane. Zmysły nie są filtrowane, tylko bodźce są pobierane przez zmysły i później filtrowane przez nasz umysł.
Czyli jesteśmy w stanie tylko poznać to, co wiemy już do tej pory. I tak samo jest z narządem smaku, węchu, dotyku. Wszystko jest bardzo podobne. My nigdy nie odczujemy czegoś takim, jakim to jest. My jesteśmy w stanie tylko poznać to na tyle, na ile już do tej pory się na ten temat czegoś nauczyliśmy, albo jesteśmy w stanie cząsteczkowo wybrać różne informacje i połączyć je w jedną całość. I tutaj pojawia się kwestia trzeciego oka. Dlatego, że jeżeli chcemy doświadczyć poznania empirycznego, czyli takiego, który wykracza poza barierę naszych zmysłów, to musimy otworzyć owo trzecie oko. Ja mówiłem o tym poszukiwaniu prawdy na samym początku. Ta prawda tkwi zupełnie poza naszym poznaniem zmysłowym. Więc jeżeli chcemy nauczyć się czegoś właściwego o tym, jaka jest prawdziwa natura świata i stworzenia, i nawet nas samych, bo my jesteśmy częścią tego wszystkiego, to my musimy zagłębić się do wewnątrz.
My nie możemy się słuchać więcej tych zmysłów, które nam dostarczają błędne bodźce, błędny wizerunek tego świata. My musimy użyć zupełnie innego narzędzia poznawczego po to, żeby dowiedzieć się o tym, jak stworzenie wygląda realnie, jak wygląda naprawdę. Jest taka opcja dlatego, że mamy tak zwane trzecie oko. I to pozwala nam na kompletnie inny wymiar percepcji tego świata. Jest to swoistego rodzaju spojrzenie wewnątrz nas samych raczej niż obserwacja tego, co na zewnątrz. Czyli kierujemy się do wewnątrz raczej niż rozglądamy się dookoła. Poznanie prawdy totalnej i uniwersalnej jest zawsze tylko i wyłącznie drogą do wewnątrz. O tym już wspomniałem parę razy. O tym jeszcze będę wspominał wielokrotnie. Dlatego, że to jest kwestia, którą trzeba sobie wyróżnić.
Proponuję zrobić sobie chwileczkę przerwy, bo się rozgadałem już o tych różnych rzeczach na temat Śiwy. Ja proponuję, żebyśmy wzięli sobie trzy głębokie oddechy wszyscy razem i zatrzymali się na chwilę w miejscu, żeby w tym szaleńczym pędzie nie funkcjonować cały czas. Także jeżeli macie opcję, to zostawcie to, co trzymacie w tej chwili w rękach. Przestańcie klepać w tą klawiaturę. Jeżeli jedziecie samochodem, to nie zostawiajcie kierownicy samej sobie. Jeżeli możecie, to się zatrzymajcie i polecam wszystkim, żebyśmy zamknęli oczy i weźmiemy sobie trzy głębokie wdechy i zrobimy trzy głębokie wydechy I zrelaksujemy się troszeczkę. Także jeżeli jesteście gotowi, zostawcie wszystkie przedmioty, które trzymacie w rękach w chwili obecnej. Weźmy głęboki wdech nosem. Zrelaksujmy się, wydychając powietrze nosem. Weźmy kolejny głęboki wdech nosem.
I wydychając powietrze, zrelaksujmy się jeszcze bardziej. I weźmy trzeci głęboki wdech. I wydychając powietrze nosem, zrelaksujemy się kompletnie. Powoli otwórzcie oczy. Bardzo powoli. I uśmiechnijcie się do tego, że słuchacie programu Tata Mistycha. Ach, jak to dobrze jest czasem pooddychać. Słuchajcie, nie zapominajcie oddychać. Oddech jest bardzo ważny. Ach, jak się rześko zrobiło i relaksacyjnie.
Ja tymczasem, borem, lasem wracam do opowieści o Śiwie. Wezmę sobie łyczka wody jeszcze. Kolejnym symbolem Śiwy jest księżyc. Śiwa zwykle jest przedstawiany z półksiężycem, z rogalem wplecionym we włosy. Śiwa ma wiele imion. Już wspomniałem o tym. Jednym z nich jest również Soma lub Somasondera, co dosłownie oznacza księżyc, ale to ma też troszeczkę inne znaczenie. Oznacza to bowiem pewien stan upojenia. Jest to taka forma rauszu. Jest taka specyficzna forma ekstazy, ale ekstazy i rauszu, który nie następuje pod wpływem jakiejś substancji pochodzącej z zewnątrz.
Nie jest to upojenie alkoholowe, lecz jest to raczej naturalny stan upojenia życiem, egzystencją. Jak pamiętacie, na początku opowiadania, kiedy Śiwa pojawił się w wysokich górach, zachowywał się niecodziennie. Zachowywał się troszeczkę jak szaleniec. Tańczył, wirował, nie zwracał uwagi na otoczenie. On był po prostu pijany. Był pijany nie alkoholem, tylko był pijany istnieniem. On przejawiał formę ekstazy samym faktem istnienia, dlatego, że on już w tym momencie poznał, na czym polega całe stworzenie i to sprawiło w nim bardzo wyjątkowy stan. Był pijany, ale kiedy jesteś pijany lub pijana, droga słuchaczko, drogi słuchaczu, ale nie tracisz głowy, tylko zachowujesz uważność, to jesteś w stanie doznać ekstazy istnienia. W takim stanie był właśnie Śiwa. Bycie w takim stanie dostarcza mnóstwo przyjemności z życia.
Jesteś w stanie osiągnąć pewną formę szczęśliwości, ale jednocześnie nie tracisz głowy. Zachowujesz pełną uważność. I dodatkowo na drugi dzień nie masz kaca. To jest taka forma, do której każdy jogin dąży. To jest taka forma szczęśliwości, do której każdy, kto praktykuje jogę, dąży. Do tego, żeby być wiecznie pijanym, ale uważnym. Czyli to nie jest pijaństwo bez zrozumienia i bez kontaktu z otoczeniem, tylko wręcz przeciwnie, to jest taka forma ekstazy, ale z kompletnym poczuciem uważności, czyli jesteśmy wyczuleni na wszystko i wszystko do nas dociera i jesteśmy w stanie zarejestrować wszystko. Takiego stanu rzeczy możemy doznać również przy udziale mocy księżyca. Wspominałem wcześniej, nasze życia na planecie Ziemia są bardzo mocno uwarunkowane z cyklem księżyca. Cykl księżyca trwa 28 dni, obrót księżyca wokół planety Ziemia.
I ten księżyc bardzo mocno reguluje nasze istnienie na tej planecie. Jeżeli kiedykolwiek ktoś z was wyszedł w środku nocy, jak była pełnia księżyca i patrzył się dostarczająco długo w górę, to też jesteście w stanie po chwili odczuć taki stan pewnego rodzaju upojenia, tylko patrząc się na księżyc. Dlatego, że tak potężna moc przejawia się z księżyca. Niektórzy z nas są na to bardzo wyczuleni, niektórzy mniej. Księżyc definitywnie jest jednym z najważniejszych elementów, które decydują o naszym funkcjonowaniu na tej planecie. Śiwa nosi sobie właśnie taki księżyc, taki rogal jako symbol tego upojenia swojego we włosach. Właśnie jego głowę zdobi taki księżyc. Księżyc ten reprezentuje wyjątkowy stan umysłu. No i jest kolejna rzecz, z którą często widywany jest Śiwa. Jest to pewien naszyjnik.
Naszyjnik zrobiony jest z pestek pewnego magicznego drzewa. Drzewo nazywa się Rudraksa. Jest to drzewo występujące w Indiach, rośnie w wysokich partiach gór, głównie w Himalajach. Drzewo to produkuje bardzo specyficzne nasiona. To są takie okrągłe, pomarszczone na powierzchni i bardzo chropowate nasionka. Wyglądają troszeczkę jak zwoje mózgu, tak mi się to kojarzy, takie chropowate, pomarszczone. Te nasionka mają pięć zespolonych ze sobą cząstek, czyli jak obejrzymy sobie taką kulkę tego nasionka dookoła, to ona się składa z pięciu takich blaszek, które są razem połączone. I co z tego? Niby nic z tego, gdyby nie to, że owe nasiona nawleczone na nitkę jedno przy drugim, bardzo ciasno, zaczynają produkować pole energetyczne. Moi drodzy, Mała Natura daje nam tak proste, aczkolwiek jakże skuteczne urządzenia w formie po prostu pestki, która ciasno nawleczona na sznurek tworzy interakcje.
Pestki te tworzą interakcje ze sobą. Interakcja ta jest na tyle silna, że nosząc taki naszyjnik, który stworzony jest z minimum 108 pestek, jesteśmy w ciągłym polu energetycznym. Mamy wokół szyi taki mini reaktor. Pole to nas może stuningować bardzo fajnie, może nas nastroić i oprócz tego chroni nas od negatywnych oddziaływań z zewnątrz. A dodatkowo taki naszyjnik trzymany w dłoni przez właściciela jest takim rodzajem wahadełka. Na przykład, jeżeli chcemy sprawdzić wartość energetyczną jedzenia, to ściągamy taki naszyjnik i trzymamy sobie rudraksę nad pożywieniem, nad talerzem z jedzeniem i po chwili naszyjnik zaczyna się kręcić. Naszyjnik albo kręci się w prawo, czyli tak zwany clockwise, jeżeli jedzenie ma pozytywną pranę, czyli energię życiową, lub w lewo, jeżeli jedzenie jest popsute albo jest niedobre energetycznie dla nas, to naszyjnik kręci się w lewo. Mam sam taki naszyjnik, testowałem go, noszę go od paru miesięcy. I rzeczywiście to działa. Jesteśmy w stanie sobie sprawdzić wartość energetyczną pożywienia, trzymając taki naszyjnik nad jedzeniem.
Adiyogi wiedząc o funkcjach tych nasion, o mocy tych nasion, też taki naszyjnik sobie nosił. W wizerunku jego jest przedstawiany łącznie z takim naszyjnikiem. Nazywa się to rudraksza. Ostatnim takim najczęstszym widywanym z Shivą symbolem jest pewne narzędzie. Taki trójząb właściwie. Trójząb, czyli włócznia z trzema ostrzami. Ona się nazywa w tradycji Trishula. Z sanskrytu jest nazywana Trishula. To jest taki trójząb, który my prawdopodobnie znamy bardziej z wizerunku Neptuna czy też Posejdona. Posejdon to, jak wiadomo z mitologii, bóg z mitologii greckiej.
Neptun to taki właściwie odpowiednik zerżnięty z mitologii greckiej przez Rzymian. Oni też takim narzędziem się posługują, takim trójzębem, czyli taką włócznią zakończoną widelcem potrójnym. Ale wydaje się, że ten symbol pochodzi z dawien, z dawna. Co chciałem powiedzieć? Chciałem powiedzieć, że pochodzi po prostu od Shivy, czyli jest dużo starszym symbolem niż ten, który wywodzi się z mitologii greckiej czy rzymskiej. I o co chodzi tutaj z tym trójzębem? Trójząb reprezentuje u Shivy pewną trójzależność. Trójzależność pomiędzy stworzeniem, opieką lub zniszczeniem. Czyli z jednej strony mamy stworzenie, Shiva jest stwórcą. Pośrodku ten ząb pośredkowy symbolizuje opiekę, czyli Shiva jest opiekunem ludzi i świata.
A po drugiej stronie jest zniszczenie, dlatego, że Shiva często uznawany jest za stwórcę i niszczyciela. Dlatego, że żeby coś stworzyć, to najpierw musisz to zniszczyć. To nie chodzi o to, że musisz najpierw zdemolować wszystko po to, żeby coś stworzyć, tylko chodzi o to, żeby po prostu pozyskać ten materiał budulcowy do stworzenia, to musisz go skądś wziąć. Więc stworzenie jest to tylko transformacja, pewnego rodzaju transmutacja energii. Energia nie jest w stanie nigdy zaginąć, więc musisz ją pozyskać skądś po to, żeby stworzyć coś z niej innego. Ten sam trójząb reprezentuje również zależność pomiędzy przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Więc są to jak gdyby trzy odmienne stany rzeczy. Oprócz tego trójząb jest formą włóczni, czyli broni. Mówi się w tradycji o tym, że jest to broń, która ma za zadanie zniszczyć trzy światy. Pierwszym z tych światów jest świat fizyczny, czyli ten świat materialny, który postrzegany jest przez nasze zmysły, do którego jesteśmy bardzo przyzwyczajeni, że świat materialny jest tylko tym, co dostrzegamy przez nasze zmysły.
Ta broń ma zniszczyć takie rozumienie świata jako świata fizycznego tylko. Drugim rodzajem świata jest świat naszych przodków, czyli jest to kultura pochodząca z przeszłości. Ten trójząb ma za zadanie też zniszczyć tą kulturę, dlatego, że kultura jest ważna, ale kultura też może nas bardzo mocno ograniczyć, dlatego że my zbyt kurczowo trzymając się historii i kultury, nie jesteśmy w stanie doświadczyć tego, jakim świat jest. Dlatego, że my tylko poznajemy ten świat w taki sposób, w jaki nas nauczono poznawać ten świat. Więc kultura z jednej strony jest ważną rzeczą, z drugiej strony jest rzeczą, która bardzo ogranicza nasze poznanie. Trzeci świat jest to świat umysłu, czyli świat, w którym odczuwamy i reagujemy na różne bodźce dostarczane nam przez zmysły. Czyli ten świat fizyczny, który nas otacza, jest interpretowany przez nasze zmysły. I my reagujemy tylko na tyle i tylko na tyle odczuwamy ten świat, na ile rozumujemy ten świat poprzez nasz umysł. Więc ten umysł, ta nasza inteligencja jest to również przeszkoda na drodze ku prawdziwemu poznaniu. Dlatego, że my poznajemy tylko to, co wiemy.
Te trzy światy są niszczone regularnie przez Shivę i poniekąd zamieniane na jednolity świat, na jednolity plan istnienia, który to już nie wiąże się z dualnością tego świata. Bo tylko jeżeli porzucimy tą dualność świata, to jesteśmy w stanie wprowadzić się w pewnego rodzaju błogość istnienia. Czyli tak długo, jeżeli będziemy postrzegać dualność świata: światło i mrok, jeżeli będzie pierwiastek żeński i męski, jeżeli będzie noc i dzień i tak dalej. Po prostu cała ta dualność, która wprowadza tą straszną dramaturgię w naszym istnieniu. Jeżeli porzucimy to wszystko, jeżeli nauczymy się, jak postrzegać świat bez tych różnic, bez tego plusa i minusa, to wtedy osiągamy tą formę błogości istnienia, tą formę ekstazy. Oprócz tego, ten sam trójząb reprezentuje jeszcze kolejną rzecz. W ludzkim ciele znajdują się trzy główne kanały energetyczne. Tych kanałów jest bardzo dużo. Tradycja jogińska podaje, że tych kanałów energetycznych na ciele ludzkim jest aż 72 000. Ale są trzy takie główne kanały energetyczne.
Jest ida, pingala i szuszumna. Ida i pingala to są dwa kanały, które ciągną się po każdej stronie naszego korpusu po lewej i po prawej. A szuszumna to jest taki kanał energetyczny, który jest pośrodku nas. Więc te trzy kanały są reprezentowane przez ten trójząb, przez tą włócznię z trzema ostrzami. Ida i pingala, czyli te boczne kanały łączą się na wysokości brwi naszych. To jest właśnie to miejsce, w którym zwykle przedstawia się to tak zwane trzecie oko poznania. Właśnie tam, gdzie spotykają się te trzy energetyczne kanały. Dlatego, że szuszumna też przechodzi przez ten kanał. Tylko że różnica jest taka, że szuszumna, czyli ten środkowy kanał energetyczny wykracza troszeczkę wyżej jeszcze dlatego, że on sięga aż do siódmej czakry, czy do siódmego czakramu energetycznego, którym jest nasza korona. Czyli tam, gdzie król nosi koronę, tam znajduje się bardzo potężne skupisko energii.
Czakra tak zwana koronna i tam do tej czakry dociera właśnie ten środkowy kanał szuszumni. A te dwa pozostałe: ida i pingala spotykają się na wysokości brwi. Dlatego też ten trójząb, jeżeli jest rysowany czy przedstawiany razem z Shivą, to właśnie ten środkowy ząb jest zawsze dłuższy, a te dwa poboczne są troszeczkę krótsze. Oprócz tego jest jeszcze coś takiego jak guny. Te trzy guny dosłownie z sanskrytu guny oznaczają struny. Ale to nie chodzi za bardzo o struny ani o sznurek, ani nic takiego i nie o ciciwę. Chodzi o pewne właściwości, o pewne jakości i to są jakości, które od zawsze były i są zawsze obecne w każdej rzeczy i istocie mających byt na tym świecie. Czyli trzy guny. One się nazywają sattwa, radżas i tamas. Reprezentują trzy różne jakości, które są zawsze obecne w każdym przedmiocie i w każdym organizmie, w każdym ciele na tym świecie.
Sattwa Jest to jakość, która reprezentuje dobroć, twórczość i harmonię. Rajas reprezentuje pasję, działanie, ale również pewnego rodzaju niepewność. Natomiast tamas reprezentuje ciemność, zniszczenie i chaos. Ja to jeszcze raz powtórzę. Sattwa to jest dobroć, twórczość i harmonia. Rajas: pasja, działanie i niepewność. Natomiast tamas: ciemność. Ciemność kojarzona jest również z niewiedzą, czyli ciemność, niewiedza, zniszczenie i chaos. Wszystkie te jakości są według kultury jogińskiej obecne w każdym z nas i we wszystkim, czyli w każdym przedmiocie, ale one są obecne w różnych proporcjach. Ta współzależność tych trzech elementów decyduje o jakości danego przedmiotu i decyduje o naszym charakterze albo o naturze danego przedmiotu.
Czyli mamy te trzy elementy i w zależności od tego, jak je wymieszamy, w jakich proporcjach one będą istniały, one zawsze istnieją. Jogini mówią, że one zawsze istnieją w każdym przedmiocie, w każdym człowieku, w każdym zwierzęciu, w każdym fenomenie w tym świecie, aczkolwiek one istnieją w różnych proporcjach. Czyli w zależności od tego, ile będziemy mieli dawki dobroci, ile będziemy mieli dawki działania i niepewności albo zniszczenia w sobie, to będziemy mieli taki dany charakter ludzki. Tak samo z przedmiotami. Jeżeli przedmiot będzie miał więcej pewnych wartości w sobie, a mniej innych, to to określa charakter tegoż przedmiotu. Dosyć ciekawy koncept. Patrzę tutaj na zegarek. Czas audycji dobiega końca niemiłosiernie. Śiwa jest taką postacią, o której mógłbym gadać i gadać. Myślę, że jeszcze będę często wracał do tej postaci.
Na razie chciałem tylko zarysować tę kwestię, zapoznać was z postacią tego dżentelmena. Przedstawiłem wam tutaj pewne popularne symbole, z którymi kojarzy się Śiwa. Jest to dla mnie postać niesamowita. Mój idol od paru miesięcy. Moim zdaniem postać definitywnie faktyczna. Na pewno była taka postać, która wstąpiła po tej planecie. Przerodziły się różne przekazy w mity i różne historie, religie i tak dalej. Ja bym to wszystko zostawił na boku, trzymał się faktów. Postać niesamowita. Myślę, że powinniśmy być bardzo wdzięczni temu panu za przekazanie tak niesamowitej wiedzy, również za zachowanie tak niesamowitej wiedzy.
Wspomniałem w poprzednim odcinku o górze Kajlas w Himalajach, gdzie Śiwa, który posiadł te wszystkie moce, postanowił zakodować całą tą swoją wiedzę w takiej formie, żeby ona istniała nienaruszona na wieki wieków, żeby nikt nie mógł tej wiedzy ani zniszczyć, ani przeistoczyć, ani żeby tam nie było różnych przekłamań w przekazie. Tę wiedzę zachował w formie energetycznej, nie w formie książek, nie w formie przekazów ustnych, tylko w takiej formie, że jeżeli wiesz, jak się podłączyć do tego nośnika informacji, to każdy tę wiedzę może sobie sczytać z tej góry. Postać definitywnie oświecona, bardzo charyzmatyczna. Też istny rebelian właściwie. Człowiek, który ma wiele imion, w zależności od tego, jak się go przedstawia w legiendach i opowieściach. Zachęcam bardzo mocno do pogłębiania wiedzy na temat tej tradycji. Postaram się jeszcze parę różnych faktów w przyszłych audycjach „Chaty mistyka” przywołać. Zachęcam wszystkich do słuchania kolejnych odcinków tych rozważań moich. Wszystkich bardzo serdecznie pozdrawiam. Przede mną kolejna podróż.
Już za parę dni siadam znowu w żelaznego ptaka, aby udać się w zupełnie inną część świata, tam, gdzie jeszcze nie byłem. Także kolejna część „Chaty mistyka” prawdopodobnie będzie nagrywana już nie w Indiach, a w Australii, bo tam się właśnie udaję. Ale bez obaw, „Chata mistyka” trwa. Zachęcam wszystkich do kolejnego odcinka. Ja mam na imię Bart. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i trzymajcie się, moi drodzy. Namaskaram.