[00:00] - To think for yourself and question authority. Czy zakwestionowałeś już swoje autorytety? I bardzo dobrze. W Radiu Na Fali witam cię ja, Ney & Tonek. Jest sobotni wieczór, jak zwykle o tej porze i to jest hiperprzestrzeń. Na dodatek jest jeszcze retransmitowana w Radiu Paranormalium i w Radiu Dreamtime. Mówię pozdrawiam Grzegorza, bo tam widzę Grzegorz wysmarował jakiś materiał wideo i link do tego materiału wkleił na czacie Radia Na Fali. Ja tu jestem na czacie Radia Na Fali, także witaj człowieku, witaj słuchaczko, witaj słuchaczu w Radiu Na Fali w hiperprzestrzeni. Pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali Peace and Love i pozdrawiam wszystkich słuchaczy offline, którzy dzięki akurat spolegliwości i zapobiegliwości Ivelliosa właśnie z Radia Paranormalium mogą sobie ściągać hiperprzestrzeń aktualnie z Radia Paranormalium, gdyż są delikatne problemy z serwerami radiowymi, także bywa. Ja tu jeszcze sprawdzam, czy wszystkie mikrofony chodzą, takie do Skype'a mikrofony, czy to wszystko działa, bo coś czasami jak zwykle lubi nie zadziałać na przykład.
No i wygląda na to, że zadziałało. Właśnie, powinno być wszystko okej. Co jeszcze chciałem powiedzieć na dzień dobry? Chciałem oczywiście... Co ja chciałem? Właśnie wspomniałem o tych problemach na serwerze. Zapraszam cię w ogóle przy okazji na Facebooka Radia Na Fali. Niewiele się tam dzieje aktualnie. Książę Edward jest najbardziej aktywny, bo książę pojawiający się tu dokładnie w środku tygodnia, w środy daje znaki ogniowe i znaki tekstowe na Facebooku Radia Na Fali. Etykieta zastępcza oczywiście.
No właśnie, nie możemy wrzucić etykiety nawet, a są poważne zasoby naprawdę relaksujących audycji księcia Edwarda, relaksujących etykiet z doskonałym soundtrackiem i tak dalej, i tak dalej. To wszystko leży i czeka. No ale no cóż, taka jest natura świata, że czasami niektóre rzeczy muszą poleżeć i poczekać. Po prostu inaczej się nie da. Także leżymy i czekamy , aż się podniesiemy. Dokładnie. Ale póki co wszystko jest absolutnie na żywo w radiunafali.com. Także na żywca wpadaj tu człowieku. Nic się nie zmieniło, jeżeli chodzi o terminy audycji. Dokładnie w sobotę jestem ja.
Dokładnie tak jak słyszysz o 23 polskiego czasu to ja macham do ciebie ręką. Jest oczywiście w środę tak jak powiedziałem książę Edward z etykietą zastępczą o godzinie 23 polskiego czasu. Czasami bywa wcześniej, czasami ostatnio robi się właśnie takie anarchii in Ireland. No i bardzo dobrze, żeby nie było, że tylko w UK. I oprócz tego jeszcze czwartek. W czwartek są historie na temat technologii, która w ogóle wkracza po prostu ciosem. To jest po prostu disclosure, taki prawdziwy disclosure, nie tam żadna podpucha, na temat technologii Keshe o godzinie 22:30 polskiego czasu. Wszystko to na żywo. To ja ci człowieku tutaj mówię absolutnie live. I oprócz tego w piątek o godzinie 24:00 teoria chaosu też żywo.
A za teorię odpowiada już Michał, ale też na żywca odpowiada i opowiada. Także aktualnie wszystko na żywo w Radiu Na Fali. Także człowieku wpadaj tu wieczorami. Jest piękne lato. Ja właśnie dzisiaj wróciłem z takiej szlajki, bo tak się złożyło, że po prostu piękny dzień po ostatnich zimnych, chłodnych, deszczowych dniach w Londynie na południu zrobiło się po prostu pięknie. Niebo praktycznie bez chmurki, błękitne, piękne kolory. Cudownie! Rozumiesz lato. Także ja wylądowałem na lawendowych wzgórzach dzisiaj. Poważnie.
Wśród pól lawendy, tak po prostu fioletowo po horyzont. Oczywiście jak przystało na kapitalistyczny kraj , którym rządzi królowa, wszystko mocno skomercjalizowane i oczywiście wejście na lawendowe pole niby za darmo, ale za parking jeszcze trzeba tam wiesz. Nie masz za darmo oglądasz widoki. Nawet lawenda w dzisiejszych czasach wymaga włożenia w to bidonu z Babilonu. W niektórych miejscach oczywiście, szczęśliwie nie wszędzie. Ale co ja będę o lawendzie i o bidonie z Babilonu. Zostawię tą lawendę. No i opowiem ci jakąś historię. Miałem w ogóle dzisiaj jakiś pomysł. Od jakiegoś czasu mi się koleluje pomysł, żeby wreszcie wyrzucić z siebie temat wody, ale ciągle coś się wydarza.
No dzisiaj była piękna pogoda, także zamiast siedzieć i sobie zrobić takie doszczętne ostateczne notatki na temat wody, żeby ci tu niczego nie poprzekręcać do audycji, byłem na wzgórzu pokrytym lawendą. Dokładnie. Także nie miałem w głowie w ogóle robienie żadnych notatek do hiperprzestrzeni, człowieku. A później jeszcze widziałem znajomego, który w ogóle szaleje z sąsiadem i wymieniają podłogę w mieszkaniu, w ogóle. Przygodowy dzień, rozumiesz? Taka szlajka. Sobota. Tym bardziej że miałem dzisiaj sobotę, bo u mnie z reguły weekend jest zarobiony i to tak dosyć mocno różnymi rzeczami, ale tak czy siak po prostu dzisiaj sobie zrobiłem wakacje. Także dzisiaj wakacyjny odcinek hiperprzestrzeni, taki wakacyjny. Poruszę kilka wątków, które tu się ostatnio kolebią.
A co ja tam będę? Tak troszeczkę powyrzucam różnych detali. Jest troszeczkę muzy. Ja tu mam kawkę. Dostałem w prezencie kawkę. Dziękuję bardzo serdecznie panie Grzegorzu i doskonałą kawkę z Kenii. Jest smakowite. Właśnie siorbę sobie tą kawkę. Ja myślę, że coś skręcę, bo skoro jest sobota, skoro jest już po robocie, przy sobocie i właśnie tak jak mówiłem po robocie Skype do radia to radionafali.com jak chcesz zadzwonić. Ja poruszę dzisiaj troszkę temat też legalizacji tak swoją drogą, bo jak się łatwo domyślić ja oczywiście zrobiłem jedną rzecz na tym polu lawendy, na samym czubku wzgórza.
Stanąłem i zapaliłem sobie jointa pośród lawendy. Powiem szczerze, że mmm pośród tego zapachu rewelacyjna historia. Także dzisiaj troszeczkę na temat właśnie substancji, legalizacji. Troszeczkę wrócę do pewnych wątków, które się tu czasami pojawiały w hiperprzestrzeni. Później pojawiły się W Substancji, którą możesz sobie ściągnąć z archiwum Radia Na Fali. Jeżeli archiwum w tym momencie działa, to łap się za Substancję. Tam jest moja opowieść o tym, co myślę o substancjach psychoaktywnych, o medycynie i nie tylko. Moje opowieści na ten temat. Co mogę jeszcze więcej powiedzieć na ten temat? Dzisiaj powiem troszkę więcej.
Co się dzieje w ogóle dookoła i jak ja to widzę. Jak zwykle mija troszkę czasu, a wszystkie te ruchy, zapędy, konferencje jak zwykle przynoszą ten sam skutek. I po prostu mamy fajną konferencję, którą możemy sobie obejrzeć na wideo. Zobaczyć ludzi, którzy myślą tak samo jak my i mówią: „Tak, chcę, żeby cannabis było legalne, bo cannabis jest lekarstwem” i tak dalej. Tyrania, litania dowodów naukowych, prac, opracowań, wyników badań. I dalej nic to nie zmienia. Nie zmienia to zbyt wiele, bo niezależnie od tego, o jakiej sprawie dzisiaj troszkę o prawie naturalnym wspomnę, taką mam ochotę. Także zapraszam cię, człowieku, żebyś tu został, posłuchał, co ja sobie o tym wszystkim myślę i takie refleksje dookoła tego zjawiska. I tak troszkę wakacyjnie, bo jestem dzisiaj na wakacjach. Mam dzisiaj, przynajmniej w tym momencie, dwa doskonałe utwory pod ręką i jeden genialny sukces.
Właśnie, bo zapomniałem się pochwalić, bo od jakiegoś czasu, dokładnie od zeszłego czwartku, wszystko, co ja tu sobie nadaję prosto z Londynu, nadaję, używając prądu, który właściwie już nie jest prądem, tylko zwyczajnie jest, można powiedzieć, zjawiskiem plazmowym za pomocą urządzenia, które popularnie nazywamy Magraviem w technologii Keshe. Także jeżeli, człowieku, się zastanawiasz, o co z tym chodzi, to powiem ci, że Radio Na Fali w tym momencie nadaje dokładnie na tej plaźmie. Tak jest spięty mikrofon, tak jest spięty komputer, routery, miksery, szmery, buzery, kosmiczne bajery i dokładnie wszystko idzie dzisiaj tak jak w ostatni czwartek i wygląda na to, że tak będzie szło już normalnie. Właśnie za pośrednictwem urządzenia o nazwie Magrav w technologii Keshe. Kto się zastanawiał czy działa? Cóż mogę powiedzieć córko i synie? Synu. Dobra, żartowałem. Co mogę ci powiedzieć, człowieku? Sam się zastanów, czy twoja głowa działa, jeżeli masz z tym problem.
Bo tutaj, jak widać, lampki działają. Słyszysz mój głos. Także jeżeli ktokolwiek ma problem z tą technologią z nas obydwojga, to jesteś to tylko ty. Jezu, brzmi jak na westernie i bardzo dobrze. Trochę relaksu, ale ja zostałem w technologii. Technologia Keshe dokładnie w czwartek w Radiu Na Fali w syntezie oczywiście. Oprócz tego właśnie à propos tej technologii zapraszam wszystkich chętnych na warsztaty, które organizujemy pod oficjalnym, że tak powiem, ramieniem poniekąd fundacji. Nie poniekąd, tylko tak. Są to takie warsztaty, które później są publikowane na oficjalnym profilu Fundacji Keshe. No i robimy te warsztaty dokładnie jutro, w każdą niedzielę na Zoomie.
Musisz sobie znaleźć to na YouTubie. To się nazywa Polacy dla Keshe Foundation i tak dalej. Paweł Braszka jest za to odpowiedzialny. Także idź sobie na stronę Radio Na Fali dla Keshe Foundation. Tam są wszystkie linki. Znajdziesz. Jesteś webska i ty też jesteś webski. Nie muszę ci tutaj tłumaczyć krok po kroku i kropki po przecinku. Myślę, że sobie doskonale dasz z tym radę, żeby to znaleźć. Także jeżeli jesteś w temacie, to zapraszam serdecznie, bo zrobimy takie warsztaty z materiałem wideo i tak dalej.
Także zapraszam serdecznie wszystkich zainteresowanych rewolucją w takim konkretnym wymiarze. To ja może zacznę ten dzisiejszy temat. Las tak sobie przygrywam. Jest i las. Właśnie, bo ja dzisiaj oczywiście jak zwykle, nie to, że będę taki usypiający, letni i tak dalej. Mam w ogóle w podtekście oczywiście temat spiskowy, katastroficzny i tak dalej, żeby cię utrzymać w napięciu do końca tej audycji, człowieku. Oczywiście związany z ostatnimi historiami, o których tu opowiadam. Mam też jointa, który widzi mi się w ręku i oprócz tego, że oczywiście premierowo hiperprzestrzeń po raz pierwszy nadawana z technologii Keshe. Oprócz tego ja wreszcie, po raz pierwszy w historii mojego nadawania w Radiu Na Fali to już chyba będzie czwarty, piąty. Jakoś tak te lata lecą.
To nie jest statyw do mikrofonu, ale właściwie ustawiłem po raz pierwszy mikrofon tak jak powinienem normalnie profesjonalnie ustawić do nadawania. Poza oczywiście okresami, gdzie on jest na standzie, czyli na takim statywie, ale generalnie mniejsza o to. Sobie siedzę i mikrofon tak jest ustawiony jak po prostu w normalnym, profesjonalnym studiu radiowym i jestem sam z siebie dumny. Mogę to śmiało ci, dziewczyno i chłopaku powiedzieć. Także dzisiaj bardzo przyjemnie, sympatycznie się bujam dookoła tego mikrofonu. Także wow, zupełnie inny komfort pracy bym powiedział. Jakiej pracy? Nasze spotkanie towarzyskie. Zapomnij o robocie, człowieku. Odłóż wszystko, co masz pod ręką i czas najwyższy, żebyś po prostu się wyluzował.
Właśnie, bo ja troszkę dzisiaj, tak jak powiedziałem, potrzymam cię w napięciu, bo oczywiście dzisiejszy temat jest leniwy, a w ogóle dzisiaj takie inspiracje z tygodnia, z rozmów ze znajomymi. Troszkę takie tematy, które gdzieś tam kolebią się po głowie. Właśnie, bo wspomniałem o tej legalizacji, jak była napinka i już właściwie można powiedzieć, że było blisko. Wydarzyło się kilka ciekawych rzeczy. Okazało się, że fama o tym, że niedługo ziemia się zatrzęsie, dotarła nie tylko do mnie i do ciebie. Dotarła też do dżentelmenów, którzy siedzą wysoko na stołkach i jest generalnie mocna zawijka. No i to są te wszystkie akcje typu Brexit i tak dalej. Bo oczywiście wiadomo, że w tym momencie każdy, kto siedzi gdzieś wysoko na stołku, szuka tego momentu, żeby dać nogę, bo przecież jak coś się stanie, no to oczywiście ktoś będzie musiał zarządzać sztabem kryzysowym. Ludzie przyjdą z pytaniem: „Jak tu żyć, panie premierze? Jak żyć?” No i może się okazać, że: „Królowo, jak żyć?” Że właśnie nikt z tych ludzi nie będzie wiedział za bardzo jak żyć.
I mają pewną taką obawę fizyczną i stwierdzili, że raczej się wycofują z tego interesu. No i generalnie widać takie wycofywanie jakieś tam firmy bankowe typu Goldman Sachs właśnie wycofują wszystko z Londynu. Swoją siedzibę główną, bo oczywiście powodem jest jakiś finansowy coś i że już za dużo to kosztuje pieniędzy i tak dalej. Znasz takie historie. Generalnie mydlenie oczu, można powiedzieć, używając takiej starej przaśnej metafory. Generalnie sprawy nadchodzą szybkimi krokami i widać, że niektórzy się dosyć mocno śpieszą, żeby wywinąć się od jakiejkolwiek opcji pod tytułem „będziemy partycypować w tym, co się będzie działo”. Już szykują dla siebie jakieś miękkie lądowanie. Ja to mogę chyba powiedzieć. Dzisiaj się śmieję, bo ostatnio rozmawiałem z znajomymi. Śmieję, że mógłbym być takim wróżem i mówić: „Widzę, że w najbliższych miesiącach ta Unia Europejska upadnie”.
Nie wiem, czy upadnie, ale na pewno będzie jakaś zawijka i to mocno widoczna. Dotarły do mnie słuchy, że taka pani, która była szefową wielkiego funduszu i zawsze była wielce zdumiona, kiedy jakakolwiek korupcja wychodziła na zewnątrz. Nazywa się Lagarde. Nagle wyszły zarzuty korupcyjne. To było tak dawno temu, że i tak dawno już jest przedawnione. I tak jej się nic fizycznie nie stanie, nikt jej procesu nie wytoczy, do więzienia nie pójdzie. Wyszły też skandaliczne informacje o tym, że ona kiedyś, dawno temu w rządzie Francji popełniła pewne faux pas, biorąc pieniądze, których nie powinna brać czy komuś rozdając kontrakty i nikt nie wie, o co chodzi, ale wiadomo, że chodzi o pieniądze. W każdym razie zachowała się niepoprawnie i to ostatnio przez przypadek wyszło na jaw. Więc ona oczywiście skruszona powiedziała, że się podaje do dymisji. Także widać odwrotnie.
Niektórzy to chcą nawet odejść tak: „Ach, to już się przyznam, że kradłem”. Ale żadna rewelacja podejrzewam, ani dla mnie, ani dla ciebie. Myślę, że doskonale wiemy, na czym polega ten cały zabawny biznes, który tam sobie wymyślono. Na niczym innym. Generalnie jest taka mocna zawijaja. Okazało się, że wszelkie te akcje związane z legalizacją cannabis i tak dalej ugrzęzły troszeczkę w niczym. Poza oczywiście Stanami Zjednoczonymi, gdzie ruszyło to szeroką ławą i to taką ławą, że to poważna historia. Naprawdę mocno się dzieje. Potężne ilości kanałów na YouTubie, nawet już komercyjnych kanałów z cyklu kompletnie tak zwana stoned girl, czyli upalona dziewczyna pokazuje, jak za pomocą miksera specjalnego wow, funky mikser, wow, będziemy robili wow jedzenie i oczywiście całe jedzenie jest zrobione z cannabis. Wow!
Ekstra. Generalnie już to się komercjalizuje. Właściwie nie komercjalizuje, to już jest skomercjalizowane na taką ekstremalną skalę. Taką po amerykańsku. Są specjalne kanały telewizji, które odtwarzają tylko i wyłącznie reklamy i są ludzie, którzy na przykład siedzą w domu i oglądają te reklamy jedna po drugiej. Występują tacy ludzie jak ta dziewczyna, która mówi: „Wow i wrzucam swoje 50 gram doskonałych topów cannabis. Wrzucam masło, naciskam guzik i robię wow. I mam swoje cannabis butter”. Coś w tym stylu. I generalnie ludzie to oglądają tak czy siak.
Mniejsza o to, co oglądają, co nie. Może to zostawmy na boku. W każdym razie chodzi mi o to, że przesiąknęło to wręcz na pniu do masowej popkultury. To jest niewidoczne z perspektywy Europy za bardzo. No chyba, że ktoś mieszka w Holandii i tam jest troszeczkę inny klimat na temat palenia. W Stanach było troszeczkę inaczej jeszcze parę lat temu i teraz nagle w wielu miejscach Stanów, właściwie chyba w połowie stanów, już w tym momencie zupełnie inna historia. Tam są takie dowcipne historie pod tytułem na przykład FBI próbuje rekrutować pracowników i okazuje się, że jest poważny problem, ponieważ wszyscy ci młodzi ludzie, którzy są rekrutowani jako na przykład programiści do FBI czy do tych tajnych sekretnych służb gdzieś na świecie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, muszą przejść test krwi i siku. Krwi to nie. Przepraszam, przesadziłem troszeczkę z tym. Ale to trochę jak podpisać cyrograf z diabłem.
Także myślę, że uznajmy to za metaforę, okej? W każdym razie muszą podpisać cyrograf z diabłem. Muszą nasikać do probówki, oddać mocz i oni są badani, czy oni przypadkiem czegoś nie wciągają nosem, czegoś nie popalają i trzeba im zrobić test. Przepraszam bardzo, to mój joint. Właściwie przepraszam, człowieku, to lepiej też wyciągnij. Jeżeli palisz rzeczywiście zioło, lufkę, to nie chodzi o to, żebyś siedział w toalecie jak uczniowie w ogólniaku. Poszedł zapalić fajkę do kibla. Weź człowieku się nie kryj, przecież nie ma tam policjanta w okolicy, prawda? Także śmiało zalówkę, jeżeli palisz. A jeżeli nie palisz, to po prostu nie pal.
Ja tu wcale nikogo nie namawiam do palenia, także proszę sobie wybić z głowy, że ja każę komuś palić. Absolutnie. Ja akurat lubię. Także ja jestem z tym okej. Aha, co ty lubisz, to już twoja sprawa. Jak śpiewał Kaliber 44: „Komu dżinu, komu dymu za starych lat”. Można powiedzieć, robiąc z siebie starucha automatycznie. Anyway, wracając do naszej historii z cannabis. Po tym, jak się skomercjalizowało w Stanach i na taką potężną skalę i naprawdę ruszyło to potężnym ciosem i stało się właściwie, tak jak wspomniałem, częścią popularnego rynku. W Holandii jest to czymś normalnym.
Jak na ironię na przykład Holandia jest krajem, gdzie statystycznie, poważnie robiono takie badanie nie raz, nie dwa na temat ile członków danej populacji pali. Te wszystkie coffee shopy, o czym może nie każdy wie i nie każdy sobie zdaje sprawę. Przynajmniej taka jest moja opinia na temat Holandii i też opinia, którą usłyszałem od ludzi, którzy zarówno się urodzili i dorastali, mieszkają w Holandii, na temat tego, jak jest w Holandii. Mamy tutaj zbieżną opinię w jednym miejscu, że jest to szalenie policyjny kraj. Jest to naprawdę policyjne państwo. Tego nie widać, bo jest bardzo poukładane i wszystko jest generalnie dla ludzi, ale jest to mocno policyjna historia. I te wszystkie coffee shopy, które sprzedają cannabis, są oczywiście na takich bardzo poważnych podstawach prawnych. W sensie okej, jest to legalne, nielegalne. Wszyscy chyba znają historię coffee shopów, także nie będę się powtarzał, że chodzi o wytrych w prawie, który powoduje, że one właściwie są nielegalne, ale są legalne, bo co nie jest zakazane, jest dozwolone i tak dalej. Takie zabawy.
Pomiędzy dżentelmenami, którzy lubią ścisnąć się krawatem i być mocno niedotlenieni, nazywam ich prawnikami. W Holandii ma to troszkę inny status. Jest już tyle lat, że właściwie stało się czymś normalnym i są robione badania, jak duża część populacji, ponieważ jest dostęp do tych danych, każdy coffee shop musi prowadzić bardzo ścisłą księgowość. Taką, że się w głowie nie mieści. Tam nie można robić różnych dziwnych rzeczy, ale inna sprawa, że każdy może hodować własne. Po wszystkich danych zbieranych z coffee shopa mniej więcej wiadomo, jaka jest populacja palaczy, użytkowników cannabis i przede wszystkim jak duża, bo to ciężko w tym momencie mówić, jak to wygląda wiekowo i tak dalej. Tutaj nie o statystykach, kto używa cannabis, kto nie. Ale te statystyki podstawowe z cyklu jak duża część populacji używa cannabis, nawet doliczając to, że jeżeli mąż wyskakuje do coffee shopu po zakupy, to często kupuje też żonie. To jest taka, można powiedzieć, świecka tradycja pod tytułem zamiast lampki wina albo czasami którzy do lampki wina sobie zapalić jeszcze jointa w weekend na spotkaniu ze znajomymi. Kto był, kto troszkę pomieszkał w Holandii, ten doskonale wie, że jest to czymś normalnym, tak jak w Niemczech czy Polsce jest piwo, tak jak to było wcześniej.
Anyway, w Stanach zrobiło się to bardzo podobne, tylko że w Stanach jeszcze doszło oczywiście takie amerykańskie zgięcie, że to jest Ameryka i że tam jest wszystko wielkie. Wracając do tej populacji Holandii, bo ciągle uciekam z tego tematu, okazuje się, że w kraju, gdzie właściwie cannabis jest absolutnie dostępne, legalne i tak dalej, raptem tylko chyba 20% populacji, coś koło tego właściwie używa cannabis jako tako. Reszta część populacji nie za bardzo. Zresztą wśród swoich znajomych, którzy urodzili się, dorastali i mieszkają w Holandii, akurat jak na ironię znakomita większość nie pali zioła. Poważnie ci mówię. Oni zaczynają palić zioło dopiero wtedy, jak przeprowadzają się na jakiś czas do Londynu. Tutaj się zaczyna palenie, bo tu w ogóle wszystko jest nielegalne, także jest troszeczkę inaczej. Taka oficjalna faza to jest zgiąć się alkiem, tak jak w wielu miejscach. To z gięciem alkiem to troszkę ciężka historia, ale to już może odkładam, bo to już tak jak mówiłem, co kto lubi. Ja generalnie nie jestem miłośnikiem, także sobie to odkładam.
Wracając do tej historii z legalizacją, bo tak, w Holandii jest normalnie, ale wszyscy przywykli. W Stanach zrobiło się komercyjnie, ale to jest Ameryka, jest za oceanem, możemy im pomachać. To jest zupełnie inny kraj. A na wyspie jest jak na wyspie. Nie wiem, jak jest w Polsce, bo nie mieszkam tam od lat. Tutaj wygląda na to, że właściwie wszelkie próby legalizacji, które wyglądały całkiem nieźle jeszcze parę miesięcy temu, dalej wyglądają okej. Tylko że problem w tym, że właściwie dalej tylko i wyłącznie wyglądają. Niewiele się z tym dzieje, bo jest po prostu ogólna zawijka. Widać, jak się cwaniaki usuwają. Ktoś tam miał zostać premierem, już się wycofał z premierostwa, bo się chłopak obawia, że przyjdzie jeszcze historia do zrobienia i się okaże, że złapią go w tym momencie, kiedy wychodzi z gabinetu, próbując upychać po kieszeniach banknoty 100-dolarowe.
Czy jakoś tak, bo jest na łapówkach cały jako pracownik rządowy. Właściwie jako prezydent, premier, jako wysoka persona, która ma pracować dla ludzi. Tu w ogóle taka historia i to jeszcze w takim krytycznym momencie, to przecież zostanie zlinczowany przez ludzi i to tak przez własnych ludzi, że tak powiem. Przecież wiadomo, że do tego helikoptera to się wszyscy nie zmieszczą i do tego bunkra, w którym chcą się zamknąć. Wszyscy chyba to doskonale wiemy. Mniejsza o to. W każdym razie efekt jest taki, że panuje atmosfera mocnej zawijki. Wszyscy generalnie szukają momentu, gdzie by i jak to szybko dać nogę w taki elegancki sposób wyjść, jak to się mówi klasycznie po angielsku, czyli cichutko, żeby nikt nie zauważył. Także powoli się odsuwają. No i wszelkie sprawy związane z tym, że na przykład coś będzie legalne, znikają.
Jeszcze na dodatek się okazało, że rządzący tym krajem, tak zwani konserwatyści, czyli ci, którzy mają dużo kasy, właściwie żyją z tego, że ktoś handluje bronią, narkotykami, prowadzi służby specjalne i sprzedaje substancje, które popularnie nazywa się lekarstwami. Chodzi mi o te wszystkie farmaceutyczne cudawianki chemiczne. Generalnie są napędzani przez handel bronią i tak dalej. Oni generalnie nie lubią, jak ktoś się bawi, jak ktoś się dobrze czuje, w ogóle jak ktoś na przykład jest zdrowy, nie za bardzo lubią, ponieważ cały ten Big Pharma właściwie należy do nich. Co ja tutaj będę kombinował, bo przecież ktoś jest udziałowcem w tych dużych firmach, a te firmy są zarządzane przez fundusze inwestycyjne. Żeby nie było, że jest właściciel, tylko jest zarząd, który realizuje zlecenie, a wiadomo, że wtedy jest niewinny, bo wiadomo, takie było zlecenie i właściwie oni nie odpowiadają prawnie, bo właściwie to klient odpowiada prawnie, ale klienta jako takiego nie ma, bo jest to korporacja, która jest tworem bezosobowym i właściwie korporacją zarządza od strony finansowej. Bo skąd korporacja ma kasę? Fundusz inwestycyjny jeden, drugi, trzeci, ale tylko fundusz, który inwestuje pieniądze, ponieważ oni właściwie nie są właścicielami tej firmy, także oni nie odpowiadają za nic. Oni właściwie też na tym tracą. Taka bajka dla naiwnych.
W każdym razie efekt jest taki, że każdy z tych kolesi właściwie ma zainwestowaną kasę w tych funduszach i każdy z nich jest współwłaścicielem tych potężnych inwestycji. A nie są to małe inwestycje, bo właśnie dzisiaj na tym polu lawendy mieliśmy taką bardzo krótką dyskusję, rozmowę właśnie na ten temat. Tak padłem na argument, że w sumie jeżeli chodzi o biznes w kategorii opłacalności, bo to właściwie o to chodzi w tej religii, bo to jest taka współczesna religia, to tak traktuję, tak to nazywam. Religia nazywa się kapitalizm. Biznes, inwestycje, pieniądze to jest współczesna religia. W każdym razie w tej współczesnej religii wartość odgrywa to, ile się zbierze żetonów, tak jak w kasynie generalnie to sama zabawa. Jeżeli ktoś jest właścicielem takiej korporacji farmaceutycznej i ma dobrze sprzedające się tabletki, a wiadomo, że licencja dzięki wszystkim tym międzynarodowym ustawom, różnym umowom, temu, że to wszystko jest w jakichś rajach podatkowych, że to wszystko przechodzi tak niepostrzeżenie z lewej do prawej, z prawej do lewej. Nikt nic nie wie, o co tutaj chodzi. Numer polega na tym, że Zysk jest, co tu dużo mówić, taki abstrakcyjny, bo właściwie koszt produkcji jednej pigułki to jest, można powiedzieć, jeden pens, czyli jeden grosz przekładając na złotówki, a kiedy ją się sprzedaje już opakowaną w kartoniku, to cena tej pigułki wynosi co najmniej 30. Czasami więcej, czasami trochę mniej.
W każdym razie jest to tak ustawione, że i tak jedna fabryka produkuje cały zakres od tych najtańszych pigułek do tych najdroższych. Jest troszeczkę jak z supermarketem, który dzięki różnicy na cenie zawsze zarobi, bo daje mi złudzenie, że na przykład w tym tygodniu coś kupię taniej u nich, ale przy okazji wezmę coś jeszcze, coś już po normalnej albo trochę większej cenie. Tak że wszystko się i tak ładnie reguluje, bo i tak cena jest mocno zawyżona. To są przebicia rzędu 300% na dzień dobry. A ja sobie tutaj tak żartuję, że to jest 300%, bo to nie jest 300%. Warto sobie policzyć, nawet jeżeli koszt wyprodukowania jednej takiej pigułki, niezależnie jak złożonej chemicznie, bo właściwie procesy chemiczne używane do produkcji, poważnie mówię, chodzi o stronę technologiczną i stronę naukową, sprzęt laboratoryjny i tak dalej. Nie to, żebym był ekspertem, ale troszeczkę tego gdzieś tam liznąłem w życiu jako obserwator. I powiem ci szczerze, że wszędzie generalnie sprzęt jest taki sam, bo właściwie nie ma za bardzo różnicy technicznej. Jest pewien poziom odpalonego laboratorium farmaceutycznego i to już jest taki poziom normalny. Co droższego kupisz?
Możesz sobie zamawiać sprzęt na zamówienie, ale to tylko wtedy, jak robisz wyspecjalizowane badanie i ten sprzęt jest potrzebny do analizy nowego zjawiska. I to też nie robisz tego w takich pracowniach, tylko robisz to bardziej na uniwersytecie, w takich placówkach, które i tak mają sponsorów i tak dalej, tak że cię to wali. Prawda jest taka, że jak masz taki budżet, to w praktyce, jeżeli jest takie badanie, które na przykład rokuje gigantyczny zysk dla korporacji, która włożyła w to kasę, to jak jest potrzebne urządzenie za milion dolarów, to idziesz do księgowego, przysłowiowo mówiąc. Nie jest to aż takie proste, ale mniej więcej wygląda tak, że idziesz i mówisz: „Potrzebuję urządzenia za milion dolarów” i jeżeli urządzenie może być za parę dni najszybciej jak się da, to przyjeżdża za parę dni. Na tym polega całe zamawianie urządzeń. Właściwie wszystkie te laboratoria mają ten sam poziom technologiczny, bo operują tą samą technologią. Ona może być troszkę bardziej precyzyjna lub mniej, ale to i tak na tym poziomie nie odgrywa żadnej roli. Te same mikroskopy atomowe, te same spektrografy do analizy, wszystko jest to samo. Żeby było zabawniej, bo właściwie niewielu ludzi zagląda w takie miejsca, prawda jest taka, że wszystko jest w rzeczywistości dokładnie takie samo, bo to jest wszystko produkowane przez dosłownie trzy, cztery, pięć maksymalnie firm, które i tak składają się na dosłownie dwa, trzy takie potężne holdingi, które produkują całe oprzyrządowanie medyczne, przynajmniej takie zaawansowane do laboratoriów. Na przykład jest jedna firma, która produkuje cały sprzęt do analizy DNA i gdziekolwiek na świecie nie chcesz sobie zrobić analizy DNA swojej własnej krwi, to generalnie zawsze spotykasz urządzenie tej samej firmy wszędzie, bo oni mają na to patent.
I to jest wszystko związane właśnie z tym wykupywaniem patentów, że każdy obstawia swoją działalność na rynku, każdy ma tam swój kawałek tortu, wszyscy są happy. Generalnie tak to się odbywa i to są też doskonałe miejsca, gdzie jeżeli ktoś jest takim zamożnym cwaniakiem, to może ładować sobie doskonale kasę, bo to wszystko jest zawsze zarządzane przez fundusze inwestycyjne i do tego jest sprzężone na przykład z uniwersytetami, które mają wydziały prawne. Poważnie. I to jest sponsorowane. Tak że właściwie ręka rękę myje, bo wiadomo, że ludzie, którzy stamtąd wychodzą i zasilają tak zwaną elitę polityczną i tak dalej, to jest jedno i to samo całe tajsko. To są przecież wszystko jedni ci sami kolesie, którzy kończą dokładnie ten sam uniwersytet. I efekt jest taki, że jeden idzie do korporacji taty, a drugi za pieniądze z korporacji taty idzie w politykę, coś w tym stylu. A gdzieś po drodze jeszcze trafiają na jakichś ambitnych cwaniaków, którzy się dochrapali i razem wspólnie robią interes i będą zakładali tutaj nową partię polityczną. Jeszcze mają wsparcie różnych innych z boku i tak dalej. Tak że jest to taki dosyć zamknięty i hermetyczny biznes, można powiedzieć prawdziwa szkoła hermetyczna ekonomii, tej tajemniczej, magicznej religii, której przyszło nam oglądać schyłek w naszym życiu.
Piękna historia. W każdym razie zysk na tym jest potężny, bo jeżeli nawet kosztuje to 15 pensów wyprodukowanie tabletki maksymalnie, już ona wyjeżdża z fabryki opakowana w folię. Bo mówię o takim pełnym cyklu produkcyjnym. To nie jest tak, że tabletka jest robiona gdzieś 300 kilometrów dalej, a opakowanie 300 kilometrów jeszcze dalej. Nie, to wszystko jest jedna linia produkcyjna, jedna taśma technologiczna, jest maszyna, jest technologia, substancje się robi, pyk, do tabletki. I tak wszystkie tabletki są w sumie chemicznie na tej samej bazie od chyba 50 lat się nic nie zmieniło. Tak że biznes jest tak obczajony, jeżeli na przykład chodzi o wytanianie, bo teraz są syntetyki i masę procesów technologicznych można sobie wytanić tanimi syntetycznymi produktami, które można wyprodukować na tony. Nikt oczywiście do końca nie wie, jak potężne są skutki uboczne tego zamieszania. Ale co tam, zysk jest potężny. Co, 15 pensów, a sprzedajesz to za 30 funtów.
Wow! I to jeszcze tak na dzień dobry do hurtowni za 30 funtów, bo to dalej jeszcze zarabia na tym hurtownia, jeszcze zarabia na tym aptekarz. I ludzie się dziwią, skąd te korporacje farmaceutyczne mają na przykład nawet takie proste rzeczy, już nie mówię o lekarstwach, tylko pasty do zębów i tak dalej. Skąd mają kasę na to, żeby wysyłać tych wszystkich techników protetyki na takie szkolenia, na warsztaty gdzieś tam na piękne tropikalne wyspy? Skąd się to dzieje? Skąd się to bierze? Bo jak człowiek patrzy na tubkę pasty do zębów i na jej cenę, to nie wygląda na to, żeby za to można było komuś zafundować takie wakacje i zrobić taki niezły biznes. Ale jeżeli się przyjrzysz uważnie, ile kosztuje wyprodukowanie tej mazi w środku i co tam w środku jest, to nagle się okazuje, że jest to kura znosząca nie jedno złote jajko, tylko to jest taka kura, która za każdym razem znosi po 300 złotych jajek i robi to z prędkością 100 zniesień na minutę. I teraz o to jest cała zabawa, dlatego jest to tak potężny rynek. Wiadomo, że w Anglii, jako że tutaj generalnie ci kolesie mają te wszystkie banki i wszystkie te historie związane z obsługą od strony finansowej całego tego zbrodniczego precederu robionego przez ten kartel, to wiadomo, że nie chcą to odpuścić, bo to jest ich królestwo.
Przynajmniej tak się u siebie czują. Zatem wszelkie te pomysły, żeby już zalegalizować, żeby wychodziło z prery, były troszeczkę na niczym, ale z drugiej strony dzieje się coś z głowami ludzi, zmieniają się czasy. To jest moja opinia. Oczywiście nie musisz się z nią zgadzać. Zmieniają się czasy, zmieniają się nastroje i zmienia się podejście. I coraz częściej nawet w takich mainstreamowych gazetach typu The Guardian czy Independent. Proszę nie porównywać z brukowcem o nazwie Gazeta Wyborcza Michnika, bo Gazeta Wyborcza przypomina taki angielski The Sun. Brakuje tylko dziewczyny, która pokazuje nagie piersi na trzeciej stronie. I właściwie Gazeta Wyborcza w tym momencie nie różniłaby się niczym od brukowca. Przynajmniej z tego, co ostatnio widziałem.
Ale są też takie gazety, które aspirują, poza brukowcami w Anglii, do miana jakichś tam opinii, że produkują opinię, że to jest jeszcze jakaś taka, że tak powiem, elokwentnie mówiąc, niezależna opinia. Jakiś taki bullshit. Generalnie propagandówka, tylko że ładniej wyglądająca i lepiej zaprojektowana. W sensie więcej kasy na to poszło. Udają, że są bardziej mili. W każdym razie nawet tam już puszczają troszkę z worki na tych połączeniach i coraz częściej się pisuje o tym, że jest to doskonała medycyna, bo właściwie w tym całym szaleństwie, które się ciągle odbywa nieustannie dookoła, ciężko tego nie zauważyć, że na tym polega współczesne życie współczesnego człowieka. Jaka jest radość życia, nawet jeżeli osiągniesz karierę, nawet jeżeli spełnisz się w swoim zawodzie? Nie mówię tego z punktu widzenia człowieka, który się nie spełnił albo ma jakiś problem. Wręcz odwrotnie. Spełniony jestem pod tym względem bardzo zawodowo.
Ale pytanie jest: co właściwie ci to daje? Ponieważ spełnienie generalnie w każdym jakimkolwiek z dzisiejszych zawodów polega paradoksalnie na tym, że nie masz czasu na to, żeby się spełnić. To jest troszeczkę taka zabawna historia związana z tym, że dawno temu ludzie myśleli, że kiedy wymyślą jeszcze bardziej zaawansowaną technologię, to ta technologia rozwijając się w nieskończoność spowoduje, że pewnego dnia wszyscy będziemy mogli leżeć na łące z wywalonym brzuchem do góry, oglądać sobie chmury i nie robić nic, bo maszyny będą pracowały za nas. Efekt jest taki, że co tu dużo kryć, w tym momencie pracujemy więcej niż maszyny, bo właściwie trzeba poobsługiwać te wszystkie maszyny dookoła. I jest z tym zamieszanie. To się tak śmieję troszkę z tych prac biurowych. Pamiętam swego czasu, kiedy jeszcze były maszyny do pisania. Moi rodzice pracowali w takich miejscach biurowych, gdzie tych maszyn było zawsze dużo, papierów było dużo, coś trzeba było napisać. Jako że maszyna do pisania była i jest urządzeniem manualnym, trzeba się nastukać. Wiadomo, że ludzie starali się zredukować troszeczkę te papiery, mniej pisać, bardziej elokwentnie, bardziej do rzeczy.
W dzisiejszych czasach mamy klawiatury komputerów i właściwie one chyba wywierają mniejszy impakt, takie mniejsze uderzenie na nasze palce, dlatego że łatwiej się pisze i powstaje tona papieru. Jak się okazało, wymysł drukarek to, że będzie teoretycznie łatwiej. Bo pomysł był taki, że zrobimy drukarki. Nie trzeba będzie pisać na maszynie do pisania za każdym razem tego samego. Będzie można skserować, zduplikować, wkleić i będzie wtedy mniej papieru zużywane. Będzie w ogóle bardziej ekologicznie, mniej biurokracji będzie, bo wszystko będzie można backupować i sobie za każdym razem wydrukować, kiedy będzie potrzebne. Efekt jest taki, że właściwie w dzisiejszych czasach w biurach jest więcej papieru niż za czasów moich rodziców. Takie jest moje spostrzeżenie. Poważnie. Pamiętam księgowość jednej z dużych firm jeszcze za czasów PRL-u, gdzie moi rodzice pracowali i tak dalej.
Gdzieś jakieś księgowości. Był pokój księgowy. Żaden z rodziców nie był księgowym. Spokojnie. Ale gdzieś tam zobaczyłem pokój taki księgowy w tej firmie czy w odwiedzin u cioci w pracy i tak dalej. Wtedy to się troszkę łagodniej żyło. Właściwie parę szaf i wszystko się mieściło. Dzisiaj jak człowiek widzi czasami pokój księgowy firmy, która ma mniej więcej połowę tej skali, to to jest w ogóle total, że tak powiem. Nie ma tego być może już na papierze, przynajmniej tu w Anglii, ale na twardych dyskach, chociaż część dalej na papierze jest przechowana, jest tego potężna ilość. Faktury, umowy i tak dalej.
Do tego jeszcze dochodzi korespondencja firmowa. I to jest największy, że tak powiem, ząb. I nagle się okazuje, że wynalazek drukarek spowodował to, że wszyscy są zalani papierami. Teraz na biurku u ludzi jest po prostu tona papierów. Jak gdzieś bywam w miejscu biurowym i ludzie coś tam robią na zasadzie-- ja nigdy do końca nie wiem, co się robi z tym papierem do końca. Dalej mam ten problem natury logicznej, że dalej się zastanawiam: po co tyle pisania? Co to załatwi? Co to załatwia? Widziałem tonę papieru i z reguły najczęściej jest to papier, który ma służyć temu, żeby zapewnić komuś poczucie bezpieczeństwa. Jest tam napisane, że ktoś obowiązuje się czegoś i że warunki tej sprawy wyglądają tak, a nie inaczej i że on w tym momencie siedzi na tym krześle tylko i wyłącznie od 15:00 do 15:30, a później przez kolejne dwie godziny, to jest za dwa razy więcej i wtedy już obowiązuje umowa numer 23 i wtedy musisz mu zrobić przerwę co 15 minut na wodę i tak dalej.
I wszystkich nagle obowiązują jakieś regulacje wymyślone przez nie wiadomo kogo. Właśnie zabawny świat. Także dzisiaj, siedząc i przelatując troszkę przez tą korporację farmaceutyczną na tym polu lawendy, tak wszyscy usiedliśmy w normalnym świecie. Lawenda dookoła. Ja myślę, że wielu się cknęło, żeby tak sobie nic nie robić, tylko tak siedzieć na tym polu lawendy. Prawda, że miło? Ja myślę, że naturą człowieka jest po prostu sobie siedzieć na tym polu lawendy i nic nie robić. I chłopaki troszkę z tych korporacji tak cisną ten rząd, że troszkę chyba są dalej przerażeni albo może jeszcze bardziej przerażeni tym, że być może za parę chwil będzie już tu taka sytuacja, że właściwie nie trzeba będzie tak naprawdę nic robić, bo będzie tak, że każdy będzie mógł sobie usiąść. Może niekoniecznie na polu lawendy, ale właściwie na każdym dowolnym polu. Bo jest taki pomysł, który się tu powoli pojawia i ten pomysł dosyć mocno wygląda zza horyzontu, że kiedy coś łupnie i zmieni się układ sił na świecie, taki układ sił obok nas, to kto jest policjantem, kto policjantem nie jest, skąd się bierze syf na świecie, dlaczego ludzie świrują, kiedy nie świrują, co się dzieje w sytuacji kryzysowej z nami, co się nie dzieje.
Poza hollywoodzkim filmem, poza tym, co się naoglądaliśmy w telewizji i w kinach. Taka rzeczywistość troszkę na progu, a nie w szklanym okienku. I tu się okazuje, że sprawy mogą potoczyć się w bardzo ciekawy sposób. Przynajmniej tak to wygląda z pewnych szacunków, które gdzieś się odbywają w mojej głowie. Słuchacz hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali. Ja właśnie skończyłem swoją kenijską kawkę i w ogóle mam taki szalony pomysł, bo już się dałem ciała, że w tym momencie pobiegnę na dół i zrobię sobie kolejną kawkę. I tak też zrobię, ale nie w tym momencie, bo zanim oczywiście pobiegnę po kawkę, przygotuję jakiś długi utwór muzyczny i jeszcze nakręcę ci troszeczkę opowieści na uszy, bo zacząłem tak relaksacyjnie, ale mam pewien koncept, dzisiaj taki mocny koncept na tą historię związaną z tym, co się może tutaj pozmieniać, jak w ogóle może to wyglądać. Inna sprawa, że szczęśliwie lub nie, należę do generacji, która doskonale pamięta czasy, kiedy telefon komórkowy nie istniał, a nawet jeszcze lepiej pamiętam czasy, kiedy telefon stacjonarny był raczej wielkim luksusem i czasami było tak, że żeby zadzwonić, szło się do sąsiadów, bo sąsiedzi mieli telefon, a u nas nie było na przykład. I takie tam historie. Także okazuje się, że jakoś ludzie żyli, problemów nie było i w ogóle życie troszeczkę, pomimo że można powiedzieć szarym PRL-u, to pewne historie były o wiele zdrowsze i o wiele znośniejsze, tak mi się wydaje teraz z perspektywy czasu.
Zresztą widzę po starszym pokoleniu, to nie tylko w Polsce, bo i w Anglii, bo tu też troszkę inaczej życie wyglądało w latach 50., 60., 70. Powaga. Ludzie nie poznają Anglii, ludzie nie poznają tego kraju. Ci, którzy pamiętają tamte lata. Bo jednak ciśnienie, które zostało wprowadzone przez to szaleństwo zwane religią finansową i nie tylko, doprowadziło do takiego skrajnego przesunięcia w ogóle i prędkości życia i w ogóle kilku innych spraw. Myślę, że doskonale wiem, o co chodzi. Tu nie chcę robić jakiegoś pitchingu i w ogóle, że jest źle, niedobrze, katastrofa i tak dalej. Jest jak jest. Jest okej, jest fajnie, śliczna pogoda, wszystko działa okej. Ty jesteś cała, ja jestem zdrowy i ty jesteś okej.
Także wszystko działa. Nie ma powodów do zmartwień, wszystko jest okej. Mamy rozwiązanie. Także chill down. W każdym razie widać po tych ludziach, że mają perspektywę troszkę inną, a ta ich perspektywa, jakkolwiek by na to nie patrzeć, jest po prostu wolniejsza. Widać, że dorastali w innym środowisku, gdzie było więcej czasu dla siebie. Jedyne, co może grozić człowiekowi, kiedy wysiądzie mu telefon komórkowy, moim zdaniem to jest ten moment, że wyjdzie na ulicę, bo wysiądzie każdy telefon i zacznie gadać z sąsiadami i tyle. Co najwyżej wyśle list, bo to akurat może spokojnie działać. Łatwo wsiąść w pojazd i wysłać jakiś list co najwyżej. Także wróci być może pisanie listów.
Ale właśnie, bo to jest takie konserwatywne myślenie o tym, co się stanie, jak się coś zmieni. Moim zdaniem jak się coś na świecie zmienia, a to zmienia się dosyć radykalnie i ta, można powiedzieć, radykalna zmiana nie polega na tym, że zmieniasz telefon komórkowy na wysyłanie listów z powrotem, czyli wracasz do atramentu i do pióra. Tylko na przykład zmiana radykalna wygląda tak, że zaczynasz używać telepatii, bo nagle coś takiego się wydarza. Jest taki koncept związany z tym całym zamieszaniem na świecie, które właśnie jest w trakcie. Chodzi o przesuwanie się płyt tektonicznych i tak dalej. O tym wszystkim, o czym tu ostatnio opowiadałem, strasząc cię nieustannie. Podejrzewam, że no właśnie, zerwane nocki, obgryzione paznokcie, podpuchnięte oczy. Człowieku, nie martw się, jest dobrze. W każdym razie ta historia jest związana z polem grawitacyjno-magnetycznym Ziemi, czyli tym czymś, co determinuje częstotliwości, rezonansze Schumanna i determinuje nas samych. Bo tak myślimy o sobie, że to rezonanse Schumanna, które wpływają na nas.
To nie jest do końca tak po prostu, bo nas samych tego nie widzimy, a widzimy po rezonansach Schumanna czasami to coś się zmienia. Ale to jest dokładnie ta sama częstotliwość, z której my jesteśmy zbudowani. Także różnica żadna co to się zmienia w rezonansach czy w nas, o tyle że po prostu w rezonansach czasami widzimy, a w nas wydaje nam się, że tego nie widzimy, bo czasami nam się nie chce albo coś. Anyway, to zostawiamy. W każdym razie historia brzmi tak, że kiedy te pola są zsynchronizowane, nasz mózg funkcjonuje w inny sposób i to jest ten cios, który ponoć dostają teoretycznie kosmonauci, którzy przechodzą przez tą barierę grawitacyjną Ziemi. Wychodzą, odchylają się od grawitacji i to jest tak zwany space madness. Wtedy dostają całkiem niezłego lotu i nie wiadomo, co się wtedy dzieje. I być może podświadomie ta elita, ja cały czas tu forsuję ten pomysł, ona się boi tego, że wszyscy będą mieli lot, bo ten lot jest bardzo konstruktywny. To jest moment, kiedy wyłącza się na przykład autodestrukcja w organizmie człowieka, bo wyłączają się te pola grawitacyjne, takie mocne, które ciągną nas ku jakimś parszywym myślom i parszywym sytuacjom, które wynikają z tych parszywych myśli. I w tym momencie ostatnią rzeczą, która ci wpada do głowy, jest to, żeby po prostu buchnąć komuś telewizor i w ogóle zrobić komuś krzywdę w jakikolwiek sposób.
To nie jest ta historia. W tym momencie nagle jesteś uczestnikiem dużego pola magnetycznego, w którym czujesz w ogóle wszystkie żywe istoty i czujesz to połączenie. I to jest w taki sposób, że właściwie jest fajnie. Nie jest źle, jest fajnie. I to jest coś, co się bardzo szybko ujawnia, kiedy są jakieś katastrofy naturalne i tak dalej. I się okazuje, że jedynymi cwaniakami, którzy są tak zwanymi gangami, którzy gdzieś tam buszują i próbują zrobić zamieszanie, są kolesie, którzy są płaceni przez rząd. Zawsze jakoś tak przez przypadek wypada, że mafia zawsze pracuje dla rządu, a rząd zawsze pracuje dla mafii. Że jeżeli koleś, który sprzedaje coś nielegalnego należy do mafii, to wychodzi dokładnie po pięciu minutach z komisariatu. Natomiast Człowiek, który przez przypadek potknął się o coś na ulicy, potrafi zostać do końca swoich dni za katami. I to jest standardowy numer.
Oczywiście część z nas w swojej naiwności mówi: „To są takie historie, tak się dzieje, to jest korupcja i tak dalej”. Nie, to nie jest korupcja, to jest mechanizm. Nie ma żadnego gangu na świecie, który nie byłby kontrolowany w całości przez policję. Wszyscy o tym doskonale wiedzą, przynajmniej policjanci. Tam przynajmniej nie ma obcinki. Jeszcze pamiętam, jak na początku lat 90. w Polsce była atmosfera, rodem z amerykańskich filmów i w mieście, w którym dorastałem, we Wrocławiu, było takie spotkanie, na którym był minister sprawiedliwości, był szef gangu wołomińskiego, szef gangu pruszkowskiego, był komisarz wojewódzki policji, był Lech Wałęsa i było jeszcze kilku innych ludzi w jednej knajpie na zamkniętej imprezie. Na tej imprezie mój kolega, zawodowy muzyk jazzowy grał do kotleta tym kolesiom, kiedy załatwiali jakieś interesy między sobą. Stąd się dowiedziałem o tej imprezie. Jak się okazuje, to tylko w telewizji i w gazecie grają i tak oficjalnie to gangi są gangi, a policja próbuje złapać gangsterów.
Tylko w takich filmach z Hollywood, a w rzeczywistości to jedna i ta sama organizacja. Także szczęśliwie dla nas, po odcięciu komunikacji i działania, bo w tym momencie, kiedy coś łupnie, kiedy nie działają telefony komórkowe, kiedy nie działa komunikacja, to policjant w tym momencie pracuje tylko i wyłącznie dla siebie, dla swojej rodziny, dla swojego sąsiada, czyli dla ciebie. W tym momencie jest twoim kumplem. Taka jest prawda. Były takie obawy w Ameryce, bardzo poważne i wielu ludzi pracujących w temacie praw obywatelskich i tego, żeby mieszkać w normalnym miejscu, co w Ameryce, nie wiem, nigdy tam nie byłem, nie mam jak na razie zamiaru i ochoty, ale ponoć w wielu miejscach nie jest tak normalnie. Normalnie to jest tak z zewnątrz, jak płacisz wszystkie podatki, rachunki, machasz uśmiechnięty do policjanta ręką i generalnie pasujesz do systemu karty kredytowej. Ale kiedy już twój kolor skóry jest troszeczkę inny, to może się okazać, że policjant stwierdzi, że to, że trzymasz rękę w kieszeni oznacza, że trzymasz tam na pewno wielkie Uzi i zaraz go odstrzelisz. Także zanim ty go odstrzelisz, on odstrzeliwuje ciebie. Później się okazuje, że nawet nie trzymałeś ręki w kieszeni, ale to już w ogóle inna historia. W każdym razie policjant w dzisiejszych czasach w niektórych krajach, w Anglii szczególnie, jest uwiązany do ogólnej bazy międzynarodowej, kontrolowanej przez centralę, gdzie jest cały czas na krótkofalówce, ma ten sam system komputerowy w swoim komputerze i tak dalej.
W Polsce za bardzo nie ma, bo w Polsce policjant to nawet chyba długopis na posterunek musi sam własnoręcznie przynieść. Ale dobrze mu tam. Trzeba rzucić tą robotę i tyle. Ale koniec końców, kiedy coś tam wysiada, to nawet w takich miejscach się okazuje, że właściwie nie ma podziału na świecie na policjanta i nie policjanta. Wszyscy jesteśmy normalnymi ludźmi i nie ma podziału na piekarza, policjanta, jeszcze raz przypomnę tego policjanta, na normalnego człowieka, na stolarza, na kogokolwiek, na ciebie przede wszystkim i na mnie nie ma podziału. Jesteśmy normalnymi kolesiami, sąsiadami i funkcjonujemy razem i tworzymy sobie razem społeczność. Tak jak żyjemy razem i nam się fajnie żyje, to sobie montujemy tak, żeby nam się fajnie żyło dalej. I do tego się sprowadza cała filozofia i nic więcej. I nie ma tu właściwie miejsca za bardzo na żadne przepychanki tak długo, jak komuś nie odjedzie na głowę i nie stwierdzi, że nie chce czegoś za dużo. Coś za dużo to jest kwestia różnych attachmentów w życiu, zupełnie niepotrzebnych moim zdaniem.
Ale to już jest taka historia pod tytułem każdy z nas doskonale wie, czego potrzebuje do życia, a czego nie potrzebuje do życia. Także tu już każdy z nas musi się zastanowić, czy przypadkiem nie jest tak, że ciągle chce uciosać za dużo i ciągle jest to taka zabawa, że właściwie chce uciosać coś, co jest tylko i wyłącznie widowiskiem stworzonym na potrzeby hollywoodzkiej produkcji. Że to jest jakaś scenografia z filmu o jakimś bohaterze i my próbujemy podświadomie lub nie, mniej lub bardziej odegrać rolę jakiegoś bohatera. Ponieważ i pani w telewizji, i pan w telewizji, i pan w radiu, i pani w radiu, i czasami gdzieś nasi znajomi ciągle mówią o tych ludziach jako o jakichś bohaterach. Ich życie jest sensem i esencją wielu rozmów. I co wtedy? Czy przypadkiem nie zostać takim bohaterem na zmianę? Jest takie zawzięcie w człowieku, że można pójść w tym kierunku i część z nas idzie w tym kierunku. Ale jest to taka troszkę toksyczna historia, bo w tym momencie tracimy swój naturalny, z angielskiego mówiąc shield, czyli naturalną osłonę. Ja lubię nawracać do tych wszystkich rzeczy związanych z takimi, jak niektórzy nazywają dzikusami biegającymi gdzieś po pustyniach, bo wydaje mi się, że ci ludzie posiadają więcej wiedzy, nawet takiej technologicznej niż my współcześnie, aktualnie jako tak zwana cywilizacja technologiczna i tak dalej.
Chociażby ta kwestia tabletek. Nie widziałem jeszcze i nigdy nie słyszałem o tabletce wyprodukowanej przez Aborygenów. A są to jedyni ludzie, którzy jeżeli żyją w normalnych swoich miejscach i nie mówię o tym, że ktoś ich przegonił w jakieś dziwne miejsce, to są jedyni ludzie, którzy potrafią przeżyć na tym kontynencie bez niczego. To jest fenomen. A Australia jest kontynentem, gdzie właściwie są chyba najbardziej jadowite węże. Są najbardziej jadowite rośliny, są najbardziej jadowite owady, są najbardziej jadowite wszystko. Tak to wygląda w praktyce. Są tak zwane red backs. O człowieku, to jest miejsce, gdzie natura stworzyła wszystko, co tylko się dało na tej planecie i to wszystko sobie tam zamieszkało. Sobie tam radośnie żyje, pełza, skacze, fruwa, lata.
Kangur potrafi cię tak kopnąć, że się nie pozbierasz. Wszystko jest naprawdę wykręcone do ekstremalnej skali. I ci dżentelmeni, i te ladies sobie tam funkcjonują, nie robiąc sobie nic z niczego. Żyją sobie swoim własnym życiem. Mają takie wyjątkowe momenty, kiedy robią pewne rzeczy razem, wspólnie. Żyją sobie w małych, lokalnych społecznościach. Mają tak opanowaną technologię funkcjonowania na co dzień. Dla ciebie umycie sobie szklanki i zrobienie sobie herbaty, zupy, czegokolwiek. Jem zupę. Właśnie.
Wymaga jednej rzeczy: zapłaconego rachunku za prąd. Z reguły. Oczywiście jest wśród ludzi, którzy słuchają tej audycji, na pewno kilku, którzy mają studnię pod domem. Ci są w innej sytuacji, ja akurat nie mam studni pod domem, także jestem w sytuacji, gdzie właściwie mam kran i mam wodę w kranie. Jeżeli będę chciał sobie zrobić herbatę, to muszę zdecydowanie kopnąć się do tego kranu i otworzyć kurek i nalać sobie wody. Dowcip polega na tym, że muszę zapłacić rachunek za tą wodę albo coś takiego. Muszę generalnie zrobić deal z paroma kolesiami. Generalnie esencja tego jest taka, że wymyślam sobie i partycypuję w takiej grze, która właściwie nie ma żadnego sensu, żadnego znaczenia. Jedyne co robi, to zajmuje czas kilku ludzi, którzy w tym momencie udają, że robią bardzo poważną, istotną rolę dla istnienia całego świata. Każdy z nas myśli, że jest to bardzo ważna sprawa, bo w końcu jest to woda.
Każdemu jest potrzebna do życia. Ktoś tam robi coś, ktoś robi coś, ktoś robi coś. Jest taki cały ciąg powiązań ludzi odgrywających tą samą szopkę. Koniec końców ja biorę jakiś papier, przekazuję inne papierki komuś, ktoś inny przekazuje inne papierki. Koniec końców ja po prostu spędzam czas z kimś, robiąc coś po to, żeby wymienić się z nim papierkami, po to, żeby te papierki później dać komuś, kto zrobi dokładnie podobną zabawę z kimś innym. Taki dowcip troszeczkę. Aborygen sobie wychodzi na taką pustą przestrzeń i doskonale wie, w które miejsce ma się udać, żeby sobie wykopać kilkoma stuknięciami patyczka wodę. I to taką wodę, o której marzą ludzie w tak zwanym cywilizowanym świecie. Normalnie w ekskluzywnych restauracjach to jest najdroższa pozycja w karcie. Taka ekskluzywna woda.
W Londynie swego czasu, nie wiem, czy dalej funkcjonuje, pojawił się taki lokal, który został potraktowany z buta przez lokalne society, bo troszkę przegięli i to mocno, moim zdaniem też. Pojawiła się tam oferta: woda do picia. Po prostu zwykła źródlana woda. Ale to nie była zwykła źródlana woda. To była woda, która pochodziła z lodowca i ta firma specjalnie zamówiła tą wodę. Ktoś poleciał tam helikopterem, czyli ktoś zmroził powietrze, bo taki helikopter pali jak jasna cholera. Przecież to śmierdzi. Przecież to tony ropy idzie z dymem. Tego paliwa lotniczego znaczy się. Wirniki i tak dalej.
Hałas. Przepłoszyło to wszystkie te biedne pingwinki. Albo i nie. Mniejsza o to. W każdym razie ktoś zwariował, poleciał na jakąś Antarktydę. Wziął toporek, naciosał lodu, wrzucił to do jakichś puch, przywiózł to dosłownie do Londynu, wrzucił wszystko to w lodówce i dostajesz rozmrożone, częściowo jeszcze z lodem w szklance i płacisz za to jakąś abstrakcyjną sumę. Tam była jakaś suma rzędu 100 funtów, co już w ogóle było troszeczkę dowcipem sytuacyjnym. Szczególnie w sytuacji, gdzie w tym kraju ludzie sypiają na ulicy, nieruchomości są nie po to, żeby ludzie mieszkali, tylko po to, żeby na nich jeszcze więcej zarabiać. I nagle jeszcze taka dodatkowa zabawa. To jest taki fenomen.
I ludzie tak troszkę się poczuli niesmacznie, bo to jest taki niesmaczny dowcip, bo to właściwie wykorzystywanie swoich zasobów. Wiadomo, że w tym miejscu, gdzie helikopter przeleciał, ten lód będzie troszkę mniej czysty dla kolejnych pokoleń, jeżeli będą chciały robić pożytek z tej wody i tak dalej. Także w ogóle taki bezsens, bo to wszystko taki szpanerski numer. Bo na dodatek tego wszystkiego, jak się okazuje, woda w ogóle zmienia w zależności od środowiska swoje warunki. Także pomimo wszystko ten dżentelmen pijąc tą rozmrożoną wodę, właściwie pije wodę, która zawiera dokładnie to samo, co on ma w sobie. Bo łapiąc za szklankę w tym momencie dokonuje się transfer pól tych magnetograwitacyjnych, które są w substancji, która jest w nas i w szklance. Przynajmniej tak to wygląda z naukowego punktu widzenia. Koniec końców cała ta szpanerska zabawa tylko po to, żeby znowu wymienić się chyba papierkiem, ale tym razem za ten papierek zrobić coś więcej. Ktoś po prostu wsiądzie w helikopter, poleci na koniec świata, wyciosa kawałek lodu po to, żeby damen dames, czyli głupi i głupszy z grubym portfelem mógł skosztować, niekoniecznie ruszając się na Antarktydę albo Arktykę, bo na tym polega cały numer. Właściwie ty płacisz za doświadczenie, bo o to chodzi w tej zabawie.
Że cię stać na to, żeby tam nie być, ale żeby to mieć. To jest ciekawy w ogóle numer. To nie jest jedyna historia z tego gatunku. Mogłoby się wydawać, że: „Tomek, to jest jeden przykład i to jest może taki nie najlepszy przykład, bo tyczy się popieprzonej restauracji w troszkę powykręcanym do góry nogami mieście, w którym mieszka dosyć sporo świrów, którzy są naprawdę mocno powykręcani z powodu tego, jak ich wyposażył grawitacyjnie ten świat w możliwości finansowe na przykład i tak dalej”. Niemniej jednak to zjawisko się powtarza jeszcze w kilku innych sytuacjach. Wyobraź sobie, że właściwie, nie znam nazwisk, także nie rzucę ci nazwiskami, ale taka dosyć sprawdzona fama niesie i to konkretnie niesie, że wiadomo o Billu Gatesie, że to zrobił. Wiadomo o kolesiach od Google'a zdaje się, ale to akurat nie jestem pewien na 100%. W każdym razie kilku z najbogatszych ludzi na świecie i szczególnie tych najbogatszych, bo tak naprawdę ci kolesie od Google'a, od Microsoftu to wcale nie są najbogatsi ludzie na świecie tak oficjalnie. Oni są tylko najbardziej znani z najbogatszych, bo tam są jeszcze ludzie, którzy stoją na ropie i tak dalej. Są tak czasami sto razy więcej.
Dosłownie. Po prostu dodajesz jeszcze trzy zera do tej fortuny, którą ma na przykład Gates albo Warren Buffett, bo Warren Buffett i Gates właściwie są ludźmi, którzy ich obsługują. Obsługują tych największych z kolei. Mają zawsze te najlepsze kontrakty, dlatego właściwie są zaraz po nich w tej drabinie finansowej. W każdym razie każdy z tych kolesi Ponoć prawie każdy ma wykupiony lot w kosmos, bo loty kosmiczne są normalnie komercyjnym produktem i jeżeli masz ileś tam kasy, to normalnie możesz się zgłosić na Bajkonur do Rosji. Poważne. Z rosyjskiego mówiąc: poważna. Zgłaszasz się na Bajkonur. Nie wiem, ile to kosztuje. Nie mam bladego pojęcia.
Jakieś setki, 200 000 dolarów czy coś koło tego. Czy jeszcze więcej. Oni ci robią badania, dostajesz cały trening i tak dalej, w tym skafandrze. Co masz robić, jak się zachowywać. Dostajesz te specjalne loty treningowe, kiedy samolot pikuje w dół i jest wytwarzana grawitacja i masz to poczucie dryfowania, lewitowania w braku ziemskiej grawitacji. Generalnie możesz sobie kupić taki lot. Ci dżentelmeni mają wykupione loty i jeszcze oprócz tego wiadomo, że wykupili loty w firmie Virgin, czyli u Richarda Bransona, który ma nieustannie problemy ze swoimi urządzeniami. To jest w ogóle ciekawa historia z Bransonem, bo o czym być może nie każdy wie. W 2007, 2008 roku, gdzieś tak na przełomie tego okresu czasu. Pamiętam, bo wtedy się przeprowadzałem i jeździłem tymi pociągami dosyć często.
Virgin, a właściwie to Richard Branson ogłosił konkurs na alternatywne źródło pozyskiwania energii do swojego imperium. Ma pociągi, samoloty, samochody. Ma praktycznie całe potężne imperium. Żeby było zabawniej, łącznie z firmą, która wynajmuje, szyje i organizuje suknie ślubne i fraki na wesela. Poważnie. Sam widziałem tą firmę, znajduje się w Manchesterze i przedstawicielstwo. Poważnie. Jeszcze możesz sobie wynająć na dwa tygodnie całą wyspę gdzieś w egzotycznych miejscach, też od firmy Virgin. W każdym razie Richard Branson ogłosił oficjalny konkurs. Była taka konferencja.
W ogóle materiał nawet w dziennikach poszedł, że jest konkurs na alternatywne źródło energii do jego imperium. Oczywiście konkurs wystartował. Wiadomo, że kilku ludzi się zgłosiło i nagle po trzech miesiącach strona internetowa do tego wszystkiego została zamknięta. W dopisku chodziło o źródło zasilania do napędów kosmicznych. Tak w domyśle, że to wszystko będzie in the future the space technology. Pure science. The man in space. Koniec końców nagle pojawiła się ulotka, że wszystko jest zamknięte. Koniec rozmowy. Cześć piosenki, zamknięta sprawa.
Wszystko to zniknęło. Po latach okazało się, że nagle Virgin startuje ze swoimi komercyjnymi lotami. Takimi prawie kosmicznymi, bo to nie jest lot w kosmos. Oni latają swoimi samolocikami gdzieś w bardzo rozrzedzonej atmosferze. Generalnie jeszcze w oddziaływaniu grawitacyjnym Ziemi, ale już możesz lewitować sobie w tym pojeździe. On może się troszkę oddalić od Ziemi, troszkę przybliżyć. Kiedy zostało to wszystko wybudowane, odbyło pozytywne loty, okazało się, że zaczęła się seria awarii, dosłownie po tym, kiedy przeszło wszystkie testy okej. Nagle jeden strzał, drugi. Jeden się roztrzaskał, drugi się roztrzaskał. Oficjalnie na początku są takie rozważania, że to może silniki, może hamulce, może coś tam, ale koniec końców zawsze wychodzi, że to jest błąd pilota.
Pilot na przykład zapomina zamknąć podwozie albo za wcześnie. Okazuje się, że wszyscy dostają lekkiej takiej imprezowej atmosfery w głowie podczas lotu. Jak na razie te komercyjne loty są wstrzymane, ale wydawać by się mogło, że jest to jakaś katastrofa finansowa, bo w sumie facet władował fortunę całego życia w to, żeby budować statki kosmiczne, takie semi-kosmiczne, wylecieć w kosmos, sprzedać ci wycieczkę i zarobić na tej wycieczce. Mija kolejny rok, drugi rok, trzeci, czwarty, piąty, szósty, siódmy i nic się z tego nie dzieje i żadnych zysków. Ale on ma z tego zyski, bo te loty są cały czas sprzedawane. To jest normalnie do kupienia, na sprzedanie. Nie wiem, jaka jest cena. Absolutnie nie mam bladego pojęcia. Trzeba chyba zrobić przedpłatę 20 000 dolarów. Tylko tyle wiem.
Nie wiem, czy to w ogóle jest na stronie internetowej, czy oni to wstrzymali, co się w ogóle z tym dzieje. Prawda jest taka, że nie sprawdzałem. W każdym razie wiem, że on częściowo finansuje to z tego, że w rzeczywistości te bilety są już sprzedane i Rosjanie mają sprzedawane bilety. Tak że nie ma z tym problemu, bo wszyscy ci najbogatsi ludzie świata, prawie wszyscy. Przepraszam za to uogólnienie, ale to fajnie brzmi. Głupio, ale fajnie. Sorry. Znakomita część tych bogatych ludzi ma wykupione te loty w kosmos i żaden z nich nie poleciał w kosmos. Ja nie wiem. Się śmiałem ze znajomym ostatnio, gadając sobie na Skypie, że oni chyba szukają kogoś, kogo by wynajęli, żeby za nich poleciał i opowiedział, żeby było tak jak z tym lotem, że poleci za nich.
Oni będą wtedy jedli lunch w restauracji, on jeszcze wpadnie i akurat kiedy oni będą już w dobrym humorze, bo oni zawsze mają dobry humor dopiero po tym, kiedy jest trzaśnięte pierwsze danie. Dopiero wtedy, przegryzając oliwkę, ten ktoś może podejść i opowiedzieć tak, żeby widzieli, jak jest, żeby mogli to oszczyć, jakie to jest doświadczenie. To jest coś, co się zdarza dosyć często, jak się okazuje, nawet w dziedzinie lotów kosmicznych. Zresztą widać po towarach luksusowych. Mi się zdarzyło w życiu tak szczęśliwie lub nie, że omsnąłem się o rynek produkcji niektórych z tych towarów. Tutaj, że tak powiem, spuszczę kurtynę tajemnicy na to, o co w tym wszystkim chodziło. W każdym razie przy takich bardzo ekskluzywnych produktach na świecie, bardzo ekskluzywnych, na które stać zdaje się ten jeden, chyba nawet niecały 1%, są tak zwane przedpłaty, bo oczywiście wyprodukowanie tego produktu trzeba zapłacić zaliczkę i tak dalej. Wszystko jest unifikowane, sformalizowane, jest tona papierów do tego, ale w rzeczywistości człowiek, który jest właścicielem, rzadko kiedy widuje papiery. On jest prowadzony przez swojego księgowego, przez takiego attaché do załatwiania i organizowania jego życia. Przez jego komisarza, kanclerza.
I don't know. Jest taka funkcja generalnie, taki pomagier. Z tej okazji, że tej kasy jest w cholerę. Jeżeli mówię w cholerę, to powinienem szelmowsko i siarczyście zakląć Wogule, bo tej kasy jest w czułą ka, dosłownie. Nikt nie jest w stanie przejść tej kasy. Ci ludzie zdają sobie z tego sprawę, że nawet gdyby wszyscy w ich rodzinie popełnili zbiorowe bankructwo i codziennie robili zbiorowe bankructwo z kolejną korporacją, to i tak nie udałoby się przeżyć tej całej kasy, bo i tak siedzą na zasobach. To oni dyktują trendy, są właścicielami tych korporacji i giełdy, na których są te korporacje notowane. Tak że czy ona upadnie, czy nie, to tak jak ja bym się zastanawiał, czy źle mi zrobi, jak zrobię krok w lewo czy w prawo w swojej własnej kuchni. To i tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Na tym polega problem, że to już nie ma żadnego znaczenia i że trzeba w coś inwestować.
Wszystkie te luksusowe produkty mają zaporowe przedsprzedaże, żeby przypadkiem nie dopuścić przysłowiowego motłochu finansowego. I tak to się kręci. To jest największą atrakcją, żeby inwestować w takie niekoniecznie radykalne technologicznie rozwiązania, bo to nie jest coś, co jest popularne. Przynajmniej z tego, co ja zauważyłem, to raczej jest omijane, bo to jest ryzki biznes. Możesz komuś wejść na odciski, wejść rządom na odciski, wejść wielu ludziom na odciski, którzy są zleceni z biznesem zbrojeniowym, bo z reguły jak słyszysz nowa technologia, jakieś nowe sprawy, to pojawią się ludzie od sprzedaży broni, stukną ci rodzinę albo przyjaciół i będzie mało zabawnie. I tego się tam nikt nie chce kleić. Ale ekskluzywne produkty popowe to jak najbardziej. Jeszcze takie namaszczone ogólnie przez telewizję, radio i reklamy w gazetach to żyła złota. I jeszcze taka bezpieczna żyła złota, bo nie dość, że kontrolujesz cały rynek, to jeszcze wszystkim się wydaje, że robisz dla nich coś bardzo poważnego, że bez ciebie nie można żyć. Tak że wow, super zabawa.
Ale dalej trzeba w coś ładować kasę, bo dalej tej kasy jest absolutnie tyle, że to już jest absolutnie bez sensu. Dzięki temu funkcjonują te wszystkie luksusowe produkty. Zdarzyło mi się nie raz, nie dwa rozmawiać z ludźmi, którzy bezpośrednio produkują te unikatowe, jednostkowe, ekskluzywne produkty za jakieś absurdalne sumy pieniędzy. W rozmowach często pojawia się historia na temat jakości tych produktów. Czy one naprawdę są takie, że warto się za nie zabić? Okazuje się, że nie bardzo. Jeżeli chodzi o takie bardzo ekskluzywne serie produkcyjne, bo oczywiście oprócz tego, że robisz takie unikatowe produkty na zamówienie, które mają swoją jakość i tak dalej, one mają swoją jakość, to prawda. To są jeszcze takie linie po to, żeby wszystkich zjednoczyć, żeby nie było tak, że oni się czują tacy zatomizowani. Jak masz dużo pieniędzy, to czujesz, że już nie jesteś normalnym człowiekiem. Przecież ty też musisz mieć swój dom handlowy.
Ty też musisz mieć swój supermarket, bo właściwie jeżeli jesteś właścicielem supermarketów, to dlaczego nie możesz mieć własnego? Tylko że wtedy twój supermarket jest takim supermarketem, w którym sprzedajesz Rolexy wysadzane diamentami, a nie zegarki Swatcha na przykład. I na tym polega cała różnica. Albo Swatche w troszkę innej wersji, ze złotymi wskazówkami. I to jest ci bardzo potrzebne, bo kiedy masz tyle kasy, to cholernie ważne jest być na czas. Wtedy naprawdę musisz uważać, żeby się nie spóźnić do pracy. Mając pod ręką tyle milionów dolarów, spóźnić się do roboty to jest lipa. Przecież to można zawału serca dostać. Rano niby taki luzik, nie ma co do roboty, a nagle się okazuje, że spóźniony w robocie. Tu miliony na koncie, nie wiadomo, co z nimi robić.
Kolejny jacht, kolejny odrzutowiec, a tu siedź i z roboty możesz wylecieć. A tu tyle milionów na koncie już jest i nie wiadomo, co z nimi zrobić. To jest historia. Tak że ten luksusowy zegarek trzeba mieć strasznie, bo bez niego to ciężka sprawa w życiu. Bardzo ciężka sprawa. Ja o tych zmianach jak zwykle. Reasumując, powiedziałem, że mam swoją koncepcję i cały czas ją gubię po drodze, opowiadając te wszystkie poboczne wątki. W każdym razie jest pewien specyficzny element związany z synchronizacją się naszych pól w głowie. Poważnie. To jest taki klasyczny numer, który jest obserwowany za każdym razem, kiedy dostaniesz dużego kataru, dużej choroby, czegokolwiek, jak się coś złoży.
Co się dzieje, jak człowiek złoży? Idzie spać i się okazuje, z badań normalnych robionych przez encefalografy i tymi wszystkimi urządzeniami, wykazują, że to jest ten moment, kiedy wszystkie fale mózgowe się synchronizują. Właśnie kiedy śpisz. Nie ma innego momentu. Cokolwiek sobie nie wymyślimy, czegokolwiek nie chcemy, zawsze jest to samo. Tylko i wyłącznie podczas snu. Teraz numer pod tytułem, że oczywiście część z nas, być może myśląc o jakichś wielkich zmianach, które nadchodzą, spodziewa się gangu, który wyskoczy na ulicę i obrobi sklep z telewizorami i tak dalej. Ale ja bym się spodziewał czegoś zupełnie innego, bo wszyscy biorą pod uwagę tylko i wyłącznie taki scenariusz wynikający z oglądania filmów Hollywood. Ale filmy w Hollywood są robione moim zdaniem, nie obraź się, jeżeli jesteś producentem hollywoodzkim, ale przez głupków i to takich naprawdę permamentnych głupków i dupków. Tak że szkoda czasu na to, żeby w jakikolwiek sposób próbować porównywać taką rzeczywistość, przynajmniej moją własną, moje własne życie z jakimkolwiek gównianym filmem wyprodukowanym przez fabrykę ludzi, która produkuje obrazek tylko po to, żeby sprzedać ten obrazek i zarobić na tym obrazku kilka papierków, żeby się zabawić dalej w swoje zabawy.
Tak że czy ja muszę się w to bawić? To nie jest do końca moja zabawa. To w ogóle nigdy nie była moja zabawa. Tak że anyway. Zostawiam takie historie, ale jest historia z ustawianiem się naszego mózgu. O ile część tego wyobrażenia o tak zwanej kryzysowej sytuacji w naszej wyobraźni jawi się jako katastrofa rodem z katastroficznego filmu z gangami i wybuchami, to rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. To jest moment, kiedy każdego dopada sen. Jest ta opowieść, którą ciągle wspominam, o trzech dniach ciemności, a może i czterech, a może trzech, a może jednym, a może w ogóle. Generalnie mowa o tym, że nastąpi ciemność. A może będzie tak, że oprócz ciemności może być zabawny efekt, że synchronizacja tych pól grawitacyjno-magnetycznych spowoduje, że znakomitą część populacji po prostu złoży sen.
I to tak dosłownie. Nagle wszyscy zrobią się senni. Raz, dwa, trzy, cztery. Oczywiście można powiedzieć: „Ale są filmy o czymś takim”. Myślę, że na pewno ktoś wpadł na taki pomysł, bo to w ogóle jest ciekawa perspektywa. To jest w wielu książkach science fiction pisanych w XIX wieku, jak to nagle bohater zamraża czas i w tym momencie jest niewidoczny i nagle niewidocznie, w tym samym czasie może podmienić puchar komuś w ręku i tak dalej. Tak że historia absolutnie nie jest nowa, nie pochodzi z produkcji amerykańskich, tylko z legend i bajek z Europy i nie tylko z Europy. Tak, jasne, to jest. Ale to zawsze było. I teraz może być tak, że właściwie nagle troszeczkę zamrozi nas taki sen.
Może tak się złożyć. Ja to sobie obserwuję, jak się zachowuje na przykład urządzenie, które wytwarza mocne pole grawitacyjno-magnetyczne, magnetyczno-grawitacyjne właściwie w takiej kolejności i w jaki sposób oddziałuje i na użytkowników, i na mnie, i na wszystko dookoła. Nie tylko u siebie, bo też nie jestem jedynym człowiekiem, który ma możliwość w dzisiejszych czasach obserwować takie urządzenia i takie zjawiska i to, jak to się zachowuje z ludzkim organizmem. Jest ciekawy efekt tych obserwacji, że właściwie kiedy coś takiego się dzieje w naszej głowie, kiedy te półkule się synchronizują ze sobą, nasz organizm właściwie, bo to nie półkule, tylko nasz organizm, chociaż to półkule też. Wszystko się synchronizuje. Generalnie normalnym objawem jest dopadający sen. Senny klimacik, robi się tak leniwie. Warto się wyłożyć, rozciągnąć, przymknąć oczy. Relaksujący bardzo nastrój. To troszeczkę jak po chodzeniu cały dzień po górach.
To jest dokładnie to samo. Wtedy gdzieś spocząć z miłym napojem w ręku, w moim przypadku doskonałą kawką na przykład albo czymś takim. To jest coś. To jest wyczyn i to każdy z nas czuje. To nie jest takie unikatowe, bo możemy stwierdzić: „Dobra, to każdy czuje”, ale właśnie na tym to polega. To jest coś, co wiemy, tylko że jeszcze dzisiaj nie zdajemy sobie sprawy z tego, że właściwie to nasze czucie to jest troszeczkę więcej niż troszeczkę mniej. I że w tym momencie żyjemy w świecie, w którym nie zdajemy sobie sprawy z tego, że mamy uczucia i że to one powinny kształtować rzeczywistość, a nie nasze grawitacyjne odruchy. Ale to wymaga troszkę wiedzy, jak sobie radzić z tymi grawitacyjnymi odruchami. W każdym razie ten cios, który nadchodzi, jest związany właśnie z synchronizacją tych pól i to w ogóle synchronizacją taką globalną, bo przesunięcie planety oznacza przesunięcie ruchu precesyjnego Ziemi, czyli inną zupełnie orbitę i w tym momencie bieguny są rozbite. Jeżeli spojrzysz na przykład na zdjęcia robione przez NASA.
Poważnie, są takie zdjęcia robione przez satelity NASA, można sobie sprawdzić online. To są zdjęcia jonosfery. To jest ta najwyższa warstwa nad Ziemią, tam, gdzie są te wyładowania atmosferyczne, tam, skąd Nikola Tesla chciał czerpać swój prąd i tak dalej. Jonosfera. Tam, gdzie się dzieją zorze polarne. Otóż to. W jonosferze widać elegancko oddziaływania owych pól grawitacyjno-magnetycznych jako napięcie elektrostatyczne. Te satelity NASA sobie tam latają i robią sobie zdjęcia i elegancko widać, jak dookoła Ziemi, jak to się fajnie ustawia, jaka jest elegancka polaryzacja tych dwóch zjawisk. Oczywiście tam jest teraz mnóstwo dywagacji, bo nagle zauważono, że jest jeszcze taki pas grawitacyjny dookoła Ziemi, grawitacyjno-magnetyczny. Przynajmniej jak na razie magnetyzmu tam się nie podaje, tylko mówi się, że to jest pas grawitacyjny i zauważono oddziaływania, że jedno z drugim się lubi bujać wspólnie.
I efekt jest taki, że w naszej jonosferze, która teoretycznie, jeżeli wszystkie pola byłyby już w tym momencie biegunami pozamykane, byłaby elegancko zamknięta i byłoby to widać na każdym zdjęciu satelitarnym, a na razie nie jest. I właśnie zmierza to do tego miejsca, żeby się wreszcie spotkać na równiku, bo dokładnie do tego się to sprowadza. Mamy troszkę jakby dwa streamy. Między innymi w przyrodzie można to obserwować bez żadnego problemu, bo to są dwa kierunki wiatru, które są nad Atlantykiem, na wysokości równika mniej więcej. Samoloty rejsowe z tego bardzo często korzystają, bo jest kilka takich bardzo poważnych prądów powietrznych, które są takimi, można powiedzieć, międzykontynentalnymi prądami powietrznymi. To jest dokładnie ten sam odpowiednik prądów morskich, tylko że na niebie. I tam samolot na przykład jak sobie leci w takim prądzie i leci sobie razem z prądem, to spala czasami bez przesady, ale prawie połowę paliwa mniej. Tak że są to potężne oszczędności dla wszystkich armatorów posiadających flotę powietrzną i generalnie gigantyczna ilość lotów rejsowych, takich międzykontynentalnych, na przykład stąd z Anglii do Stanów, buja się właśnie takim korytarzem powietrznym. On jest też wykorzystywany przez wojsko, bo to są dwa strumienie wiatru. Na górze jest w jedną stronę, a na dole w drugą stronę.
Troszkę jakby jedna winda pod drugą, tylko że w poprzek, na leżąco. I coś takiego samego się dzieje w oceanach. Taka historia. I dokładnie widać to po jednej i po drugiej stronie i widać, jak to się wszystko zmienia. Jak na przykład zmierza wszystko właściwie do tego bieguna, żeby to się wreszcie Żeby się wreszcie połączyło, żeby stanowiło jeden i ten sam biegun. I to rozedrganie jest związane z tym ruchem precesyjnym Ziemi w ogóle z czasem na przykład, bo od tego zależy długość doby na Ziemi fizycznie, w ogóle i tak dosyć poważnie przy ostatnich trzęsieniach ziemi to mocno się zmieniło. Nam się nic o tym nie mówi. No ale zegarki atomowe są regulowane tak jak chyba już wspominałem prawie co miesiąc. Aktualnie wszędzie co dwa tygodnie już prawie. Także wiadomo, że wszystko się zmienia.
Wiadomo, że przyspiesza. Wiadomo, że jest taki ruch fizyczny, ale oprócz ruchu fizycznego jest ten największy chyba myślę i najciekawszy aspekt związany z naszym odczuwaniem w ogóle rzeczywistości, z naszą percepcją. Bo my jesteśmy sklejeni z tym polem, my jesteśmy częścią tego pola przynajmniej tak długo, jak tu jesteśmy. No, jeżeli to pole się zmienia, dosłownie się zmienia, czyli te dwie siły się łączą w jedno, to dokładnie to samo zjawisko następuje w naszej głowie. Tu się niczym nie różnimy. To samo następuje w drzewie, to samo następuje w wodzie. Właściwie wszystko, co jest na tej planecie, jest dokładnie w tym polu. Także ting! Nagle, w czasie rzeczywistym wszyscy się zmieniamy. No i jest taki pomysł, że dokładnie kiedy to nastąpi, to w tym momencie może nas troszkę trzepnąć taka senność mocna, bo w tym momencie mózg się będzie przestawiał.
A żeby się przestawić, musi wyłączyć funkcje grawitacyjne organizmu, czyli wszelkie te historie związane z żołądkiem, trawieniem, jelitą, mięśniami i tak dalej. Jelitą powiedziałem? Tak, z jelitami też. Generalnie trzeba wyłączyć cały ten system, który zajmuje się mieleniem mocy grawitacyjnej, po to, żeby cała para szła na tą część magnetyczną naszego mózgu i przebudowywała się tak, jak powinna się przebudować, bo to właściwie ta część energii prowokuje budowę połączeń neuronowych w naszym mózgu, nowych połączeń neuronowych. Na to wygląda. Tam w ogóle dookoła tego oczywiście jak zwykle jest masa kontrowersji. Niektórzy się zgadzają, niektórzy nie. No ale jesteśmy akurat w tym momencie, że bardzo szybko to się zweryfikuje. Przynajmniej w tym parę miesięcy i będzie chyba wszystko jasne. Także niedługo musimy czekać.
Niedługo. I wszystko zależy od kondycji naszego umysłu, jak się okazuje. Czy nas szlag trafi troszeczkę? Na to wygląda, że ci, którzy bardzo mocno ciągną w ten grawitacyjny kierunek, ci mogą mieć bardzo poważny problem, bo kiedy te pola się zmienią, może ich to wypchnąć w takim kierunku, że na przykład jeżeli normalnie potrzebujesz zjeść obiad dziennie i jesteś człowiekiem grawitacyjnym, dajmy na to, no to w tym momencie może być tak, że rozładowanie się tej grawitacyjnej mocy grawitacyjnej będzie o wiele mniejsza. Czyli de facto jesteś w sytuacji, że musisz zjeść, żeby przyswoić tą samą ilość energii, dokładnie trzy te same obiady i to jest awaria i zaczyna się robić poważny problem. Natomiast ludzie, którzy szli w drugą stronę, właściwie lądują w sytuacji właściwie, że w ogóle nie muszą jeść, ponieważ właściwie odżywiają się, jak to się mówi pranicznie gdzieniegdzie w Indiach, czyli odżywiają się za pomocą pola grawitacyjno-magnetycznego. To jest w ogóle ciekawa historia, także nie wiadomo, w którą stronę komu się potoczy. Jest taka możliwość, bo to nie jest związane tak naprawdę z kwestią bezpieczeństwa społeczeństwa i tak dalej, i tak dalej. Mówimy o takiej dużej zmianie, jeżeli oczywiście ta zmiana przebiega w ten sposób, a moim zdaniem przebiega dokładnie w ten sposób. A czy jest tak, jak mówię?
I don't know. Się przekonamy już niedługo. Przed nami, tak jak wspomniałem, parę miesięcy do 22 grudnia właściwie mamy czas maksymalnie jako tako, a później zaczyna się jakby inny spin grawitacyjny Ziemi, czyli jakby takie zerowanie, bo później rusza z powrotem jako magnes. To jest ciekawe, bo to właściwie może to enigmatycznie brzmi, jak tak mówię, że rusza jako magnes, to trochę jakbym mówił do siebie. Musiałbym siąść i zrobić ci być może na kartce jakiś rysunek, jak wygląda Ziemia, w którą stronę się kręci. Jest taki ruch Ziemi dookoła. Się kręci cały czas. Nazywają to ruchem precesyjnym. Wszyscy dookoła, ja też. Możesz sobie sprawdzić na Wikipedii.
Dalej tam jest ruch precesyjny Ziemi i ten ruch precesyjny ostatnio ulega bardzo poważnym zmianom. Wygląda, jakby się wszystko mocno przestawiało i tak z dużym pośpiechem. Także nie jest to coś, co jest właściwie dyskutowalne. Ja tak sobie przeglądam właśnie nawet nie tyle ja, bo jestem troszkę leniwy, gdzieś tu tkwię w tych swoich sprawach, ale szczęśliwie mam fantastycznych znajomych, którzy są mniej leniwi niż ja i czasami sobie poczytają, śledzą różne rzeczy w internecie i widać, że właściwie nie jestem chyba jedynym kolesiem, który i moi znajomi, którzy sobie zdają z tego sprawę, że mowa jest o czymś, co nie jest do zatrzymania. To o tym samym wiedzą wszystkie rządy na świecie. Słyszałem, że w Ameryce już tam wystawiają jakieś wojsko ONZ-etu, jakieś manewry. Wycofali na przykład całą flotę na Pacyfik w ramach robienia ćwiczeń wojskowych. No bo lepiej mieć flotę na wodzie niż w porcie, kiedy idzie duża fala tsunami. Sprawa jest oczywista. Nam się mówi o jakichś zupełnie innych rzeczach, a tam się robi takie konkretne akcje i te konkretne akcje mają uzasadnienie tylko w przypadku dokładnie jakichś potężnych ruchów kontynentów.
Właściwie to nas czeka taki, że tak powiem, konkretny ruch kontynentu jednego, drugiego i trzeciego oraz czwartego, czyli wszystkich kontynentów. No ale koniec końców to powoduje, ten ruch kontynentów jest związany z czymś bardzo pięknym. Jest związany właściwie z odblokowaniem naszych właściwych, można powiedzieć, właściwych potencjałów naszego docelowego potencjału jako istoty. Bo jeżeli przyjrzymy się naszej konstrukcji, jeżeli oczywiście spojrzysz od tej strony grawitacyjno-magnetycznej, nie musisz, ale to jest akurat ta strona, od której ja to biorę dzisiaj tutaj przy mikrofonie, to właściwie idealny moment. Lepiej być nie może. Jeżeli ktokolwiek z nas czeka na przyszłość, w której nie chce pracować, jakby nie potrzebuje pracować, chce się zajmować swoimi własnymi sprawami i funkcjonować w normalnym życiu. Koniec niewolnictwa. Wszystkie informacje przyswajane taki wiesz, troszkę science fiction sposób to takie życie trochę jak z bajki dla niektórych ludzi. Bo mamy wbite do głowy, że fajnie być nie może, że zawsze musi być awaria. A bajka to jest tylko w bajce, że szczęśliwe są tylko chwile.
Co za głupota. Szczęśliwe jest całe życie. Właśnie na tym polega ta historia. Przynajmniej według mnie. I brakuje nam tylko pewnego wyzwolenia z pewnej mocy grawitacyjnej. Tak mi się wydaje. Przynajmniej to jest moja koncepcja, żeby wreszcie wskoczyć w te właściwe miejsce, do którego jesteśmy przystosowani. Jeżeli przyjrzeć się na ludzki organizm, przynajmniej ja tak się rozglądam, może nie tyle nawet na swój, ile czytając gazety i chodząc normalnie, żyjąc po ulicy w dużym mieście, po znajomych i tak dalej. Są takie rzeczy jak nowotwory, jak dziwne choroby. Widać, że świat nie jest generalnie zdrowy.
Widać pewną toksyczną atmosferę dookoła i tego się nie da ukryć. Nawet nie będę wnikał w ten temat. Wszyscy chyba doskonale wiemy, że ten toksyczny element tu istnieje i to dosyć mocno. I wiadomo, że ten toksyczny element jest związany właśnie z tym grawitacyjnym elementem, drugim. To już mamy dwa elementy. To teraz jak przyjdzie trzeci element, który jest taką radykalną zmianą powodującą, że fizycznie system oparty na spełnianiu sobie grawitacyjnych potrzeb nie jest w stanie funkcjonować, ani się zasilić, ani sobie nic dostarczyć, ani cię sterroryzować przede wszystkim i zmusić do współpracy, to w tym momencie ten system nie działa. A ty w tym momencie dostajesz szansę od losu i dosłownie na parę chwil, całkiem niezłe parę chwil, może nawet trzy dni, przełączasz się na system magnetyczny i to jest takie miękkie wejście, taki miękki gradient. To nie jest żadna katastrofa, że w ciągu pięciu minut dostajesz fazy takiej, że w największych filmach z Hollywood tego nie pokazywali. Nic z tych rzeczy. Wcale nie mówię o czymś takim.
Myślę o takim momencie, że zaczyna się tydzień, jakiś taki środek tygodnia. Czujesz się lekko taki zrelaksowany, walnąłbym sobie drzemkę albo może wyłączę telewizor i poczytam coś w łóżku. I wszyscy tak tik, tik, tik, tik, wyłączają telewizory powoli. Dosłownie to może być chwila i zwyczajnie taki gradient, że nic się nie dzieje natychmiast. Wszystko się dzieje takim schodzi, wchodzi. W naturze nie ma radykalnych zmian, wszystko jest taką sinusoidą. I tak delikatnie taką sinusoidą wejdzie takie zmęczenie i nagle tak po prostu pościna. To może być w nocy, dokładnie w nocy i rano masa ludzi na przykład zaśnie do pracy. Praktycznie wszyscy zaśpią do pracy. I to będzie taki dowcip stulecia, że praktycznie nikt nie obudzi się do pracy.
Bo w nocy siła grawitacyjna jest o połowę mniejsza, czyli jak łupnie i jak zacznie się noc, to wieczorem zacznie się ciążenie do łóżka. To będzie takie zejście, po prostu takie odklejenie, a jednocześnie jakieś potężne sny, takie wizyjne. I właściwie może być tak, że ten sen przerodzi się już w takie normalne dealowanie na poziomie tego świata magnetycznego, że właściwie w tym momencie jest dosłownie, jakby ktoś rozpylił w powietrzu LSD na trzy dni. To może być taka sytuacja. Wszyscy widzą w tym katastrofę. Okej, będzie katastrofa, ziemia się zatrzęsie. Część ludzi być może straci swoje doczesne życie, będą musieli się urodzić na nowo i tak dalej. Ale z drugiej strony świat jest na tyle zorganizowany, że wierz mi, że jest taka technologia, która jest w stanie to ogarnąć, i to nie jedna. Także naprawdę nie ma z tym problemu. I też z drugiej strony jest to taka weryfikacja troszkę nas samych, że szlag trafi tylko tych, których będzie miał trafić szlag.
Ci, którzy mają się narodzić na nowo w normalnym, fajnym życiu, narodzą się na nowo w nowym, fajnym życiu. Tak mi się wydaje. A ci, którzy mają zostać, żeby generalnie zobaczyć ten czas przemiany, transformacji i w tym uczestniczyć, będą tu na miejscu i wszystko będzie okej. Każda generacja ma coś, co jest wyjątkowe z jej punktu widzenia. W naszym przypadku wygląda na to, że jesteśmy takim zbitkiem kilku generacji, które mają bardzo wyjątkowy moment, taki globalny troszkę kosmicznie w skali, przynajmniej z naszej perspektywy dzisiejszej, takiej dosyć dużej, bo 12 000 lat na to wygląda. To się nam złożyło. To ja może jakąś muzyczkę puszczę, bo tu sobie coś skręciłem. Właśnie Witia na czacie pisze. Pozdrawiam wszystkich na czacie Radia Nafali. Widzę, że keszyści się pojawili.
Tak! Pozdrawiam serdecznie wszystkich skręcających cewki. Właśnie to jest ta nowa technologia, która sobie spokojnie radzi z tym zamieszaniem. Pozdrawiam serdecznie wszystkich skręcających. Tu Witia pisze, że będzie fala samobójstw. To nie musi być, ale będzie. Tu się akurat przyznam szczerze, że też mam taką refleksję i to nie tylko ja, bo z Księciem i w ogóle tu z przyjaciółmi i tak dalej, i w ogóle po znajomych i generalnie czasami rozmawiamy o tym i faktycznie może być coś takiego jak fala samobójstw, bo część ludzi na upartego wstanie i będzie chciała pójść podczas tego snu i zrobić transakcję na przykład bankową. I w tym momencie coś nie wyjdzie, nie wypali, coś się zacznie dziać. To też może trwać chwilę. To też nie musi być taki cios z nagła, chociaż to może być cios z nagła, bo to w sumie jest element przyspieszenia i my właściwie nie wiemy, do którego momentu będzie przyspieszało.
To jest właśnie zagadka. Wiadomo, że to przyspiesza, czyli jest w takim postępie, można powiedzieć, geometrycznym. Widać to po trzęsieniach ziemi dookoła tych połączeń skrót tektonicznych na Ziemi. Widać to w wielu miejscach. Widać to w tych pasach, w jonosferze, wyładowaniach elektrycznych, które tam się dzieją. Widać w wielu miejscach. Widać w tym, że znikają całe gatunki ryb z oceanów. Dzieją się naprawdę kosmiczne rzeczy. I teraz pytanie jest, jak szybko to się wydarzy? Jaki będzie ten gradient?
Bo to jest taki zawijający się ślimak, dosłownie. I teraz tak, jesteśmy pierwsze zawinięcie, przyspieszamy. Każde przyspieszenie, każde zawinięcie do wewnątrz jest coraz szybciej, coraz szybciej. Z naszej perspektywy nic się nie zmienia. No bo co ma się zmienić? Wszystko z nami zawija z taką prędkością. Także jesteśmy właściwie w pociągu, w którym i tak wszystko się kręci. Na dodatek jeszcze ten cały pociąg razem z torami i miejscem, na którym są postawione te tory zasuwa dokładnie tak samo szybko jak i on. Także dla nas teoretycznie zmienia się niewiele, poza tym, że mamy takie delikatne odczucie gdzieś w tle, że nie, to już nie jest tak, jak było kiedyś. Świat się zmienił, inaczej patrzy dzisiaj na życie albo czasami jeszcze lepiej.
Niektórzy z nas mają: „Kurde, stary, gdybym ja w ogóle trzy lata temu takie rzeczy...”. Rozumiesz pan i pani? Się wie. Słyszymy to nie raz, nie dwa, może nawet u nas to słyszymy w swojej własnej głowie. Się dzieje i widać tą zmianę. Oczywiście można to zrzucić pod dywan, zamieść, powiedzieć: „Nie, to jak zwykle katastrofa. W każdym pokoleniu jest ktoś, który mówi o tym, że będzie katastrofa i koniec świata”, ale ja bym na to nie obstawiał. Przynajmniej w tym momencie. Przynajmniej sam dla siebie wydaje mi się, że jestem na tyle racjonalny, ale jaki jestem, nie mam bladego pojęcia. I to jest taka weryfikacja, ta katastrofa, bo to nie jest katastrofa.
To jest taki punkt, można powiedzieć, zwrotny w tym, jak się ogarniamy jako cywilizacja, jako ludzie. W ogóle tak globalnie może się okazać, że ty i ja żyjemy na tej planecie przez ileś tam set tysięcy wcieleń. Pomaga. Na przykład taki koncept ci rzucam. Nie musi tak być, ale może. A może nie jest. A może jest. Kto to wie? Żyjemy sobie tutaj tysiące lat. Czasami wpadamy tutaj w odwiedziny z innych planet i lądujemy w ciężkim sygnale grawitacyjnym.
I mamy tu jakieś rzeczy do zrobienia. Naszym zadaniem jest wydostać się z tego sygnału grawitacyjnego, okiełznać się w tej grawitacji, bo to właściwie tylko druga przeciwstawna energia do energii, z której my jesteśmy skonstruowani. W tym momencie, kiedy umiesz to obsługiwać, to właściwie już jesteś wszędzie. Tak można to określić. Jesteś już u siebie. Można powiedzieć, że masz zdany test niejako na ogarnianie swoich własnych warunków i swojej własnej rzeczywistości. Więc pewnego razu wylądowaliśmy tutaj. Zostaliśmy tu na parę tysięcy lat albo nie wiadomo jak długo, nie wiadomo jak krótko. I koniec końców budzimy się w pewnym momencie z tego grawitacyjnego przygięcia i z powrotem się łączymy. I to jest taki cykl, bo wiadomo, że nie jest to kwestia tego, czy my się obudzimy, czy nie, tylko to jest związane z połączeniami kosmicznymi.
To i tak jest tak skonstruowane, że na przykład co 12 000 lat spotykamy naszych braci z innych gwiazd, którzy wymuszają na nas to połączenie magnetyczne. Także tak czy siak nie mamy żadnych szans. To nie jest jakakolwiek dyskusja. Po drodze mamy różne takie sloty w historii, gdzie pojawiają się różni ludzie, różne idee. Z naszej perspektywy czasami dziwnie to wygląda, bo takie egzotyczne sprawy trochę. I też niewiele wiadomo z historii, bo oczywiście zawsze są zrobione tak, że albo zmanipulowane, albo zakłamane. Na jedno wychodzi w każdym razie. Albo nikt o tym nie chce mówić. W sumie na jedno wychodzi. Ale się powtarzam.
Mniejsza o to. I nie mamy żadnej informacji o tym, jak to wyglądało kiedyś. I zawsze w takim momencie konfrontujemy się, że tak powiem, oko w oko, na żywo, po prostu tak jak jesteśmy, tak jak stoimy dosłownie prawie że w gaciach, z tą sytuacją, która dzieje się tuż przed naszymi oczami i musimy zareagować tu i teraz, bo nikt nas nie uprzedził. I to chyba może być taka sytuacja, że właśnie dzieje się na pełnym wymiarze. I dlatego jest taki strach troszeczkę, ta paniczna reakcja. Dlatego ci rządowi za bardzo nie wiedzą, co zrobić, bo sami właściwie chyba nie wiedzą, gdzie wiać. Pomysły są takie, żeby się zamknąć w bunkrze i przeczekać, bo będzie wybuch, zamieszki, ktoś będzie chciał przejąć władzę. Kto przejmie władzę, jak masz tak potężną falę magnetyczną dookoła siebie, że kiedy tylko kiepsko pomyślisz, to się potkniesz dosłownie o kamyk, który będzie stał ci na drodze i się zabijesz. Tak działa fala magnetyczna. W ekstremalnym czasie rzeczywistym przyciągasz dokładnie ekwiwalent tego, o czym myślisz.
Bo jeżeli fala grawitacyjna przykrywa nas tak konkretnie, to w tym momencie cokolwiek pomyślisz, to i tak jest daleko od ciebie. Znaczy daleko od ciebie na tyle, na ile. Ale jesteś w miarę izolowaną osobą wtedy. Nie musisz się martwić tym, że na przykład kiedy robisz zakupy w sklepie, to do człowieka, który coś ci sprzedaje, albo do sprzedawczyni myślisz same gówniane rzeczy. To naprawdę w tym momencie nie jest istotne, bo ten szczyt grawitacyjny trochę cię izoluje przed tym, żeby cię ta myśl nie skasowała jako autora tej myśli. Natomiast kiedy ten szczyt grawitacyjny znika, w tym momencie, zanim ty kogoś uderzysz tą myślą, to złamie ciebie samego i poczujesz się bardzo kiepsko, myśląc o kimś bardzo kiepskie rzeczy, bo tak działa to pole. W tym momencie jesteś częścią swojego oddziaływania. To jest dokładnie jak ładunek elektryczny. Masz dokładnie ten sam potencjał elektryczny stojąc w tym polu jak całe pole. To tak jak lampa plazmowa Nikoli Tesli.
Wszystko dookoła ma ten sam potencjał elektryczny, który znajduje się w środku właściwie lampy. Także tadam! Nie da się tego zrobić inaczej. I tu nagle mamy tą falę na zewnątrz i to zmienia zupełnie układ sił. I całe to pajacowanie z kupowaniem sobie pistoletów, robienie wielkich zapasów nie wiadomo czego, to jest takie troszkę pajacowanie z punktu widzenia człowieka, który jest bardzo mocno grawitacyjny, który sobie nawet nie zdaje sprawy, jak mocno może się zmienić w ciągu jednej nocy. My widzimy takie ślady nie raz, nie dwa. Czasami w swoim życiu, czasami w życiu innych ludzi. Kojarzysz sytuację, że koleś doznał stresu w życiu takiego konkretnego? Położył się spać i rano obudził się siwy. Jedna noc, osiem godzin.
Uwierzysz? Uwierzysz, człowieku? No właśnie. A ty słuchasz „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali, która też jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. I jako że serwery Radia Nafali chwilowo są martwe, czasami martwe mniej lub bardziej, ale jeszcze nie działają tak, jak powinny. Także audycja nie jest wrzucana od jakiegoś czasu, już kolejny miesiąc. No bywa. Na archiwum Radia Nafali także zapraszam do Radia Paranormalium, gdzie dzięki uprzejmoścIvelliosa i udostępnieniu miejsca na serwerach można ściągnąć „Hiperprzestrzeń”. Także zapraszam tam serdecznie, bardzo serdecznie ciebie, słuchaczko i słuchaczku. I oczywiście dziękuję serdecznie mecenasom Radia Nafali, którzy pomimo tego, że oczywiście kompletna awaria serwerami i tylko jesteśmy na żywo, to dalej wspierasz człowieku to radio i dalej wspierasz to finansowo.
Dzięki temu jest na bujanie się z tym całym bigosem. Wegetariańskim bigosem można powiedzieć, bo ja mięsa tak za bardzo nie. Ale mniejsza o to. Po prostu dzięki za ten bigos, człowieku, dzięki za ten bigos. Bee Gees, man. Bee Gees and Bee Gees to you and to me. Because I g- Grand Master Flash już mi chodzi po głowie, ale to może zostawić. Pozdrawiam księcia Edwarda. Grand Master Flash z pozdrowieniami dla księcia, bo książę już w środę, także zapraszam cię po weekendzie na środę. A jeżeli skręcasz druty, należysz do keszystów, cewki na sztorc, to zapraszam cię na jutro, czyli na niedzielę, bo w niedzielę są warsztaty takie pod egidą oficjalnie Fundacji Keshe Ja tam jestem.
Warsztaty są zorganizowane przez Pawła Braszkę i ja tam prowadzę część tych warsztatów, także zapraszam serdecznie. I generalnie ekipą uczymy się obsługi tej technologii i dzielimy się wiedzą, doświadczeniem i tak dalej. Także zapraszam serdecznie. To wszystko później jest publikowane oczywiście na oficjalnym kanale YouTube fundacji Keshe Foundation International. Także poszło w świat i zapraszam cię serdecznie. To jest w ogóle w języku polskim, także do it, man. Jeżeli nie znasz angielskiego, to jest idealna pora. Nareszcie się to przydaje, że znasz polski. Także zapraszam cię serdecznie, jeśli skręcasz cewkę. Jeśli nie chcesz skręcać cewek, to człowieku, to nie wiem co.
To musisz sobie znaleźć inne zajęcie. To posłuchaj sobie jakieś radio albo coś. Jakoś tak. W każdym razie to wtedy odwiedź na przykład archiwum na Paranormalium na przykład między innymi. Albo jakoś tak. W każdym razie dzięki jeszcze raz wielkie za wysłuchanie tych hiperprzestrzeni, za wysłuchanie takich moich szalonych refleksji z dzisiaj. To w ogóle chciałem jeszcze na koniec podziękować swoim kompanom bardzo serdecznie, bo cała dzisiejsza historia to jest inspiracja. Bo ja właściwie wysiadłem z samochodu i kontynuowałem troszeczkę takie rozważania, które ciągnęliśmy w samochodzie, jak wracaliśmy z tych pól lawendy i tak dalej, i spacerów po okolicy. I to właśnie takie refleksje chodziły mi po głowie. Także pozdrawiam swoich dwóch kompanów, z którymi dzisiaj przegoniłem troszkę tych refleksji w samochodzie, podróżując pomiędzy polami lawendy, a później już na piechotę, stojąc na samym środku pola lawendy.
Oczywiście, tak jak wspomniałem, na samym środku pola lawendy na wzgórzu, bo takie pole, że pośrodku wzgórze, wszędzie taki kolor lawendy po prostu i w paski. Piękny widok. Kolory zapierające dech w piersiach. Błękitne niebo. Po prostu masakra, człowieku. Masakra. I mam trochę zdjęć. Wrzucę jakieś zdjęcie na Radio Na Fali, na profil na Facebooku, żeby nie było, że tam się nic nie dzieje. Proszę mi nie wysyłać żadnych SMS-ów teraz, proszę. Ani Skype'ów.
Proszę odpuścić. Jejku, jejku. Po prostu zostawić człowiekowi w błogostanie Skype'a, no. Ja za chwilę to odbiorę. Pozdrawiam serdecznie. Tam widzę nawet kto napisał. Wow. Pozdrawiam serdecznie. Wracając do tych pól lawendy, to jest po prostu rozmowa, która towarzyszyła dzisiaj troszeczkę tym podróżom pomiędzy polami lawendy. Także człowieku, zdzieliłem się z tobą swoimi dzisiejszymi refleksjami tak na gorąco, ale ciągle tam taki plan, opowiedzieć o kilku jakichś już konkretnych historiach, bo ja tu wyczesałem troszeczkę takich wątków naukowych w ogóle intrygujących, które zamierzam ci opowiedzieć, ale to myślę, że już w najbliższej przyszłości.
Niemniej dziękuję bardzo serdecznie za wysłuchanie tych hiperprzestrzeni, człowieku. Mam nadzieję, że spędziłeś miły wieczór i ty też, dziewczyno, spędziłaś miły wieczór ze mną. Że nie boisz się katastrofy. Że wszystko jest okej z tobą i git. I dzięki jeszcze raz za obecność i do usłyszenia następnym razem. Ja przypominam, że w środę książę Edward z etykietą zastępczą. Sprawdź kiedy, bo książę czasami wcześniej, czasami później. 22:00 jakoś tak polskiego czasu. 23:00. Później oczywiście jest czwartek ja z keszyzmem.
No a w piątek oczywiście Michał z Toria Host. Także pamiętaj, wszystko na żywo w Radiu Na Fali i być może już za sekundę na serwerach. Także kto wie, kto wie. Może akurat już właśnie zadziałało i wszystko wydarzyło się idealnie i za chwilę będziesz mógł sobie ściągać wszystko z serwerów. Hu. No a ciebie jeszcze zapraszam na taką mikro wieczorową porę, bo jestem dzisiaj troszeczkę po tych spacerach. Po prostu mam tu co robić, co tu dużo mówić. Jeszcze po tych spacerach, bo tak się urwałem, zrobiłem sobie wolne, ale trochę pracy jeszcze w ten weekend przede mną. Ale mniejsza o to. Zostawmy pracę, zostawmy te rzeczy.
Zostawmy przy sobocie po robocie. Niech to będzie hasłem przewodnim dzisiejszego wieczora. Także dzięki jeszcze raz za wysłuchanie tych hiperprzestrzeni. Pisemno, człowieku i do usłyszenia następnym razem. Słuchałeś? No właśnie, czego wysłuchałeś? Słuchałeś radia nafali.com.