[00:01] - A wy oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali, retransmitowanej też w Radiu Paranormalium. Dobra, pozdrowimy już wszystkich. Sorry, jak zwykle się ogarniam. Mam taki tajemniczy temat dzisiaj. Temat jest naprawdę tajemniczy, tak że muszę się ogarnąć jak nic, żeby być w ogóle ogarniętym do tematu dzisiejszego. Dzisiaj będzie bardzo tajemniczy temat o tajemniczych organizacjach między innymi. Przepraszam bardzo, ja tu jak zwykle się ustawiam z tym wszystkim i z mikrofonami, żeby nie być za głośno, nie być za cicho. Za chwilę będę na czacie Radia Na Fali. Tak że zapraszam wszystkich serdecznie na czata Radia Na Fali, radianafali.com. Ja tam się za chwilę pojawię.
Wow, coraz lepiej. Oczywiście zapraszam wszystkich zainteresowanych, żebyście zadzwonili czasami do Radia Na Fali. Jeżeli macie coś ciekawego do powiedzenia w sprawie tematu, to oczywiście zapraszam bardzo serdecznie na Skype'a naszego radianafali.com. Taki mamy adres na Skype. Po tych dżingach, po tym wszystkim oczywiście chciałem jeszcze pozdrowić wszystkich tych, którzy słuchają audycji offline, czyli z puszki, gdzieś w samochodach, gdzieś w podróży, gdzieś w słuchawkach, gdzieś w autobusach i tramwajach. Tak że pozdrawiam i was spóźnialich słuchaczy. Przypominam, że oczywiście wszystko się dzieje na żywca w sobotę o godzinie 23 polskiego czasu. Teraz jest już parę minut po. Żeby nie było, że zapomniałem wam o czymś powiedzieć, to szybciutko zaczynam od tego projektu, o którym miałem powiedzieć. Dostałem informację, tak że szybciutko przekazuję.
Na stronie pod tytułem Polak Potrafi jest taki crowdfunding, czyli zbieranie funduszy na jakiś interesujący, intrygujący pomysł. À propos zbierania tych funduszy jest bardzo ciekawy projekt, który się nazywa Mandala Dźwięku. Kryształowy Kwiat Serca. Okej, może dla niektórych brzmi zbyt infantylnie. Niemniej tak to się nazywa: Mandala Dźwięku. Kryształowy Kwiat Serca. Za chwilę się pojawię na czacie i tam będę wrzucał wszystkie linki oczywiście do wszystkich tych historii. O co w ogóle chodzi? Akcja polega na tym, że jest grupa ludzi. Jest osoba, która zbiera na zakup kryształowych mis oraz organizowanie koncertów z takich mis.
To są takie fajne tybetańskie misy. Ja kiedyś szukałem takiej misy, która by miała konkretną częstotliwość ileś tam herców. Ale ciężko jest znaleźć, żeby miała taką idealną częstotliwość, której ja szukałem i na razie sobie odpuściłem. Oni generalnie zbierają fundusz, żeby zorganizować taki duży set i zacząć na tym grać koncerty. Rzecz jest naprawdę niezła. Tam jest wideo z tego wszystkiego, tak że możecie sobie usłyszeć, jak to brzmi. Ja powiem od siebie, że brzmi to rewelacyjnie. Może nie tyle na słuchawkach, na głośnikach i tak dalej, takie już nagrane. Szczególnie, że jest to cyfrowe nagranie, bo dźwięk jest bardzo analogowy. To jest kwestia tego, jak się dźwięk roznosi, różnica pomiędzy różnymi typami fali i tak dalej.
W każdym razie cyfrowy dźwięk troszeczkę obcina, co by tu mówić. I tak się zdarzyło, że obcina tą najciekawszą część tej fali. Tą, która nas relaksuje, koi i tak dalej. To generalnie brzmi niesamowicie. Jeżeli ktoś z was słyszał kiedyś na żywca taki koncert, to rewelacja. To pewnie pamięta doskonale. Brzmi to niesamowicie, aż się fizycznie czuje ten dźwięk. Tak że jest taka akcja, tak że zapraszam, żeby wspierać. Akcja jest ciekawa. Jeżeli ktoś z was ma trochę drobnych w kieszeni, ja za chwilę tam się pojawię na czacie.
To może ja już się pojawię na czacie, żeby nie przeciągać sprawy, żeby nie odkładać jak zwykle wszystkiego na jutro, na pojutrze. Oczywiście przypominam wszystkim słuchaczom, że po audycji „Hiperprzestrzeń”, która się kończy, zapraszam oczywiście na wieczorową porę do Radia Na Fali jak najbardziej. Bardzo serdecznie zapraszam. Prosiemy. Tak że przygotujcie sobie, jak to niektórzy mówią, dzbanek z kawą albo dzbanek z herbatą. Ja dzisiaj mam dzbanek z herbatą. Taki jestem przygotowany. Dokładnie. Jestem już na czacie, tak że już wklejam linka o tym projekcie, który się nazywa Mandala Dźwięku na Polak Potrafi. Tak że już tam serwuję linka.
Pozdrawiam wszystkich na czacie bardzo serdecznie. Jak zwykle nie będę za bardzo odpisywał, bo zajmuję się gadaniem. Tak że jeżeli ktoś z was chce zadzwonić, to oczywiście radianafali.com na Skype i tak złapiecie ze mną kontakt. Żeby nie było, że zapomniałem jeszcze o wszystkim, bo było ogłoszenie, było wszystko. Ale nie mogę zapomnieć o jednej rzeczy, moi drodzy, absolutnie. Żebyście weszli na stronę naszego Radia Na Fali i naszego Facebooka i dodawali jakieś komentarze na Facebooku. Linkujcie te wszystkie podcasty, które ja tam wrzucam. Słuchajcie, szerzcie tę herezję! Niech herezje idą w świat, a wy sięgajcie po portfele i nie zapomnijcie też oddać czci swoim bogom. Wpłacajcie na bogów na Radia Na Fali.
Niech wasi bogowie zostaną sowicie wynagrodzeni. Inaczej spłoniecie w mękach piekielnych. Dobra, zaraz. Troszkę żartowałem oczywiście, żeby nie było, że w męczarniach. Oczywiście, żeby ktoś się tam oburzył, że umieranie w męczarniach, proszę pana. No. Że niby ktoś należy do innego klubu i nie wierzy w to umieranie męczarni. Jeżeli ktoś należy do innego klubu, to dokładnie dzisiaj o tych troszeczkę innych klubach towarzyskich, tajemniczych klubach towarzyskich, troszeczkę o masonerii, różokrzyżowcach, tajemnicach zakonów tajemniczych. Dokładnie dzisiaj o tym, hiperprzestrzeni, moi drodzy, troszeczkę i o historii pewnego skarbu, o pewnej bardzo ciekawej hipotezie. Także będzie dzisiaj tajemniczo.
Wszyscy są przygotowani na worek z tajemnicami? Wszyscy są przygotowani? Oczywiście, że wszyscy są przygotowani. To ja może włączę jakąś muzyczkę, żeby nie było, że nie ma żadnej muzyczki. Jak zwykle się nie ustawiłem z tym wszystkim. Także jak zwykle musicie wykazać się odrobiną cierpliwości, a ja w tym czasie zareklamuję audycję, która nie ma jeszcze własnego jingle'a, bo ja po prostu nie mam czasu, żeby zrobić własnego jingle'a. Pewnego dnia go zrobię, a mianowicie chodzi o audycję „Dokładka”, która odbywa się w środę o godzinie 22 i mówi o tajemnicach światowej finansjery. Fifa Rafa Fał. Prowadzona oczywiście przeze mnie, czyli przez Tomka. Także zapraszam was bardzo serdecznie na tą jakże wiekopomną, dzielną, potężną, gigantyczną audycję.
Ja tymczasem tutaj szaleję. Byłem przygotowany? Byłem przygotowany. Byłem, a jakże, byłem. No i jestem przygotowany. To się nazywa. Dobra, to jakaś muzyczka, a po muzyczce wracamy i zaczynam w ogóle opowieść o tych wszystkich tajemniczych historiach. Zanim zaczniemy, to musimy zacząć od troszkę starożytności. Musimy się cofnąć. Wszystkich tych mędrców z Syjonu, tajemnic wszelakich zakonów, tych, co nie wierzono, że niby smażą się w piekle i heretyków takich.
A dzisiaj masońsko będzie? Masońsko. Tłusto, słuchajcie, tłusto! Ale musimy się cofnąć do czasów starożytnych troszkę, może do Etrusków troszeczkę. Może do czasów Arki Noego, Arki Przymierza i tego, czym Arka Noego potencjalnie może być, a czym Arka może nie być. Dobrze powiedziałem. Bardzo dobrze. To ja włączam jakąś muzyczkę, proszę państwa i po muzyczce wracamy. Ja tu szukam, żeby nie było jeszcze czegoś drugiego. A wy oczywiście słuchacie jak nic.
Jak nic słuchacie Radia na Fali i audycji „Hiperprzestrzeń” retransmitowanej w Radiu Paranormalium oczywiście. A gdzie tego słuchacie? Nie mam bladego pojęcia. Na pewno w domu. Na pewno gdzieś jeszcze, jeżeli słuchacie jej offline. To co? To zaczynamy całą historię o tajemniczych organizacjach. Chciałem powiedzieć towarzystwach. Tajemniczych towarzystwach. Tajemniczych towarzyszach właściwie chciałem powiedzieć.
Może o tajemniczych braciach chciałem bardziej powiedzieć. Bracia. Bracie podróżniku chciałem powiedzieć. No właśnie. To może zacznijmy od Arki Noego. Historia właściwie zaczyna się troszeczkę od różokrzyżowców. Przynajmniej część tej historii, którą pewnie wielu z was doskonale zna, jeżeli słucha audycji Marcina Dachtery w Radiu na Fali. Dokładnie. Jak ktoś nie wie, to zapraszam do radianafali.com. Tam jest zakładka audycje i proszę sobie znaleźć audycję „Zakazana wiedza”.
Tam jest troszeczkę opowieści właśnie o początkach masonerii i Arce Przymierza i tego typu historiach związanych właściwie z tym, co robili owi rycerze w Jerozolimie. Ja tylko tak szybciutko wspomnę, że kiedy rycerze się pojawili w Jerozolimie, rycerze zakonni swego czasu, to co? Zaczęli szukać Arki Przymierza. Taka historia, czyli tajemniczego urządzenia. Nie wiadomo, czym jest Arka Przymierza. Słuchajcie, jest kilka teorii na ten temat. Jedna teoria mówi, że Arka Przymierza, przynajmniej jedna, znajduje się w Aksum, czyli to jest takie miasto w Etiopii, w regionie Tigraj. Jest dużo legend na ten temat. Tam jest specjalnie jeden mnich, który tego pilnuje. W ogóle jest niesamowita historia na ten temat.
Przede wszystkim jest teoria, że tych Ark Przymierza było parę. To może podejdźmy do samego źródła tej legendy. Ja tu się nie będę na detalach zatrzymywał, bo tych historii dookoła i skąd to się wzięło i tak dalej jest pewnie milion na świecie. Ja tylko bardzo niewielki temat dzisiaj chcę poruszyć z tego wszystkiego. Generalnie pomysł jest taki, że ta Arka Przymierza stanowi, właściwie jest jakąś technologią, którą przynajmniej jedna z teorii mówi, zostawili nam prawdopodobnie obcy bogowie. Ktokolwiek nam ją zostawił, jest to w każdym razie kawałek technologii. Taka spekulacja, proszę państwa. I co z tym kawałkiem technologii? Ta technologia produkuje bardzo dużo energii, wręcz nieograniczone, nielimitowane ilości i jest w jakiś tam sposób związana z nami bezpośrednio, z tym, co mamy w głowie, że jest sterowana w jakiś sposób ludzkim umysłem albo ma wpływ na ludzi dookoła. Są takie niesamowite legendy, chociażby z Arką Przymierza, która znajduje się w owym mieście Aksum w Etiopii.
Ja poznałem kiedyś, dawno, dawno temu człowieka, Etiopczyka, który mieszkał w tym mieście i opowiadał mi kilka historii na temat Arki Noego, która się tam znajduje ponoć. Jakiej Arki Noego? Arki Przymierza. Noe to miał łódkę. Ze zwierzętami ponoć. Zoofil. Ale wracając do Axiom, proszę państwa, ja sobie jeszcze łyknę herbatki. Taki nierozgadany jestem troszeczkę, to się rozgadam trochę. Była swego czasu jakaś tam historia z tą arką, kiedy Etiopia była atakowana przez, zdaje się, jakieś włoskie wojska. Etiopia była zawsze nędznym krajem, już nawet nie trzeciego, ale chyba dziesiątego czy dwudziestego trzeciego, czy trzydziestego trzeciego świata.
Jak się okazało, wygrali tą wojnę z potężnym wtedy mocarstwem, wystawiając do walki arkę. Wychodząc z tą arką, otwierając skrzynię. Ponoć energia z tego powaliła całą włoską armię. Jakaś taka ostatnia wygrana bitwa o Etiopię. Tak Etiopia utrzymała swoją niepodległość. Ta arka została wsadzona do pewnego kościołka, takiej małej kościołek, oni troszkę ambitniej to nazywają, że to się mieści w takiej katedrze. Za dużo by tu mówić. Generalnie taki mały budyneczek i tam się ponoć znajduje arka. Zawsze pilnuje jeden mnich, który dosyć szybko ślepnie i oni się zmieniają co jakiś czas. Wielu ludzi mówi, podejrzewa, są takie spekulacje, że arka jest czymś promieniotwórczym, czymś radioaktywnym, bo sposób, w jaki chorują opiekunowie tej arki, ci wszyscy mnisi, są bardzo podobne do symptomów choroby postpromiennej, czyli katarakta, białaczka, jakieś takie historie.
Oni wszyscy mają bardzo krótki żywot. Pilnują przez parę lat i umierają od razu po tym wszystkim. Jest taka teoria, że tam jest Arka Noego. Oczywiście z tego, co się dowiedziałem, są tam gigantyczne podziemia pod tym miastem, bo to miasto jest blisko gór i kiedy cokolwiek się dzieje, jest jakiekolwiek niebezpieczeństwo, arka jest natychmiast przenoszona do tych podziemi, w których są labirynty, korytarze nikomu nieznane. Właściwie miasto jest praktycznie nie do zdobycia, bo miasto jest państwem w państwie. Każdy ma tam broń. Miasta pilnuje prywatna policja, taka prywatna milicja wojskowa, która pilnuje tego miasta. Jakieś takie historie. Jest bardzo ciekawa książka Grahama Hancocka na ten temat o Arce Przymierza, gdzie opisuje tą całą historię, bo on tam spędził, zdaje się, parę lat, śledząc tą całą historię Axiom. Ale do czego zmierzam?
Zmierzam do tego, że jest to jakaś technologia sterowana prawdopodobnie umysłem. Przynajmniej jest wiele hipotez na ten temat. Dzisiaj chciałem się przy tej hipotezie troszkę zatrzymać, że jest to coś bardzo wartościowego technologicznie, coś, co nam zostawili przodkowie i że tych przysłowiowych ark Przymierza mogło być troszeczkę. I że to są takie urządzenia. Jest taka teoria, którą właśnie dzisiaj chcę powiedzieć, że główne tajemnicze stowarzyszenie, które do dzisiaj funkcjonuje na świecie, czyli tak zwana wolna masoneria, czyli masoneria, freemasonry czy jak to się mówi, masoni są niejako kontynuacją potomków różokrzyżowców i pewnej tajemnicy, która się za tym kryje prawdopodobnie. Bo czemu mają służyć wszystkie te tajemnice? I czas powstania tych wszystkich zakonów. Bo kiedy powstały te zakony? Te zakony powstały wtedy, kiedy Watykan postanowił przejąć kompletnie władzę w całej Europie, czyli w 1200 roku wyprawił wyprawę krucjatę abigajlską, aby spacyfikować wszelkie heretyckie miasta w Europie, w których był wyznawany gnostycyzm, czyli praktycznie połowę Europy wtedy, bo chrześcijaństwo nie było dominującą religią w Europie tak naprawdę, tylko zostało zaprzysiężone mieczem i żelazem, i krwią ludzką. Miasta zostały wycięte w pień.
Przecież miasto Abigail, pierwsze miasto na drodze krucjaty katolików z Watykanu zostało wycięte w pień, bo rozkaz brzmiał, że mają zginąć wszyscy: kobiety, starcy, dzieci. Wszyscy. Nie ma pozostać śladu. Tysiące ludzi zostało, trwało to parę dni i byli po prostu szatkowani mieczami żywcem. Nikt nie przetrwał z tego. Miasto zostało splądrowane i spalone na koniec. Było to dopiero pierwsze miasto. Tak oto Watykan pozbył się jakiejkolwiek konkurencji w całej Europie. Zresztą do spółki razem z kilkoma zakonami, bo co tu dużo mówić, zakon różokrzyżowców wszedł do spółki z Watykanem i kilka innych zakonów też. Także możni wojowie, którzy zamiast chronić ludzi tudzież swojego własnego dupska w dłuższej perspektywie czasu postanowili zrobić interes z Watykanem.
Bardzo kiepsko na tym wyszli, bo 300 lat, właściwie 100 lat później, po tej całej historii Watykan wyklął większość tych rycerzy, twierdząc, że to oni są heretykami i większość tych rycerzy przeszła do podziemia, czyli stworzyli tajne stowarzyszenie owych różokrzyżowców, wszystkich tych masonów, wszystkie te historie. To tam się zaczyna. Tam się zaczyna, kiedy część tego wszystkiego zeszła do podziemia. Z drugiej strony też w podziemiu w ówczesnych czasach z dosyć oczywistych przyczyn, o których wspomniałem, znalazła się cała hermetyczna wiedza. Tak oto dokładnie w tej samej piwnicy znaleźli się i heretycy, i gnostycy, i wyklęci byli pracownicy Watykanu tudzież części tej korporacji. Stworzył się taki miks i powstało troszeczkę bardzo nietuzinkowych organizacji. Przede wszystkim jedna z naprawdę wyjątkowo nietuzinkowych, można powiedzieć, czyli masoneria. Której korzenie są oczywiście jak zwykle owiane tajemnicą. Jest masa teorii na ten temat, masa legalnych historii, w sensie oficjalnych. Oczywiście drugie tyle spekulacji na ten temat.
Bardzo ciekawie. Właśnie tu zapraszam wszystkich serdecznie do podcastu Marcina Raktaria. On jest bardzo rzeczowy na temat masonerii, jezuitów i całej historii z tym związanej. Generalnie wszystko to się toczyło. Ja tylko chcę powiedzieć, że główny sens tych wszystkich stowarzyszeń, tak naprawdę było-- bo jaki jest sens? Po co ludzie trzymają tajemnicę? Po to, żeby nikt się nie dowiedział. Ale o czym się nie dowiedział? O tajemnicy, o czymś istotnym. Słuchajcie, jest bardzo ciekawa historia związana właśnie z tą Arką Przymierza oraz różokrzyżowcami, którzy wylądowali w Jerozolimie.
Legenda mówi o tym, że kiedy zaczęli kopać w wzgórzu świątynnym, szukając pozostałości Boga na ziemi i tak dalej, znaleźli coś. I to było coś bardzo wartościowego. Coś, co prawdopodobnie zmieniło w ogóle historię i tak dalej. Mowa jest ponoć o Arce Przymierza czy jakoś tak. Generalnie stamtąd się zawinęli z tą całą Arką. Gdzieś ta cała Arka zniknęła i ślad po tym zniknął. Tu oczywiście pojawia się jakaś dziura w czasie i przestrzeni po tym wszystkim. Musimy przeskoczyć do XV, XVI wieku, a zanim przeskoczymy, to może posłuchamy troszkę muzyczki. A jak posłuchamy muzyczki, to oczywiście wracamy do całej tej historii. Dobra, wracamy, moi drodzy.
Koniec tego Wschodu. Co ja robię? No właśnie. Dobrze robię. Jak zwykle kręcę gałkami po prostu i tyle. A wy oczywiście słuchacie audycji „Hiperprzestrzeń”. „Hiperprzestrzeń”, proszę państwa, w radiu na fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A dzisiaj o tajemniczym stowarzyszeniu. Próbuję odpowiedzieć na zagadkę, co się kryje za tym tajemniczym stowarzyszeniem, jaką tajemnicę kryją owi bracia. Słuchajcie, jest pewna hipoteza na ten temat.
Dzisiaj śladami tej hipotezy. Jest ona związana oczywiście z Arką Przymierza, która jest według tej hipotezy częścią technologii, która została nam zostawiona przez, nie wiadomo, braci z kosmosu, bogów, ktokolwiek wie. Albo braci z naszej przeszłości, nas samych z naszej przeszłości. Kto to wie? To zostawiam na moment. Słuchajcie, są tylko jedne bardzo ciekawe opowieści na ten temat, które myślę warto, żeby nam dzisiaj zostały w głowie. To jest właśnie ta historia, że ta Arka w dziwny sposób produkuje gigantyczne ilości energii. W jakiś sposób Etiopczycy wygrali kiedyś bitwę, jeszcze jakieś sto parę lat temu z włoską armią na pustyni za pomocą Arki. Ponoć otworzyli Arkę i się odsunęli. Odeszli.
Kiedy armia przeciwnika podeszła bliżej Arki energia, która się tam zgromadziła, po prostu powaliła całą armię. Tak że nie było już chętnych do atakowania Etiopii od tamtego momentu i do tej pory nie ma ponoć. Tak to wyglądało. Arki do tej pory pilnuje tylko jeden mich, a nie wielu. Jest taka teoria, że jest to rodzaj akumulatora, który rezonuje ze wszystkim dookoła, a szczególnie z rodzajem częstotliwości, którą wytwarza ludzkie serce, ludzki mózg, w ogóle my jako istota. I ponoć świetnie to wzmacnia. Wzmacnia tak, że powstaje tak gigantyczna ilość energii, że praktycznie absolutnie niekontrolowalna. Jest to takie zjawisko, które występuje w większości urządzeń, na które popularnie mówimy urządzenia free energy. Właściwie problem to nie jest skonstruowanie urządzenia, bo doskonale wiemy, jest masa planów na ten temat, kilka różnych metod, jak pozyskiwać energię, która jest dookoła. To nie jest żaden problem, tylko jedynym problemem jest limitowanie tej energii, bo okazuje się, że kiedy budujemy całkiem wydajną, działającą sprawnie maszynę bez strat, tej energii jest tyle, że po prostu nie wiadomo, co z nią zrobić i ta maszyna nie jest w stanie przerobić całej energii, która przychodzi gdzieś tam z kosmosu do ziemi.
I tak dalej. Wszystkie te historie. Prawdopodobnie jest taka oczywiście hipoteza, że Arka Przymierza jest dokładnie czymś na kształt właśnie takiej technologii. Na ślad tej technologii trafili owi różokrzyżowcy. Kiedy różokrzyżowców Watykan skasował i wszystkie te zakony zostały odsądzone od czci i wiary i nazwane heretykami, co po niektórym w Europie nakazano nosić, przyszywać sobie do płaszcza ów sławny żółty krzyż, znak heretyków. Żółty kolor do tej pory w Europie się . Kiedyś wspominałem o tym, że się mówi, że ktoś ma żółte papiery, że jest świrem. Żółty kolor kojarzy się z wariactwem, a to dlatego, że Watykan wprowadził taki przepis, że każdy heretyk musi mieć na swoim ubiorze, na swoim płaszczu, na swojej koszuli przyszyty żółty krzyż, żeby każdy wiedział, że to jest heretyk, który idzie teraz, żeby nie było żadnej pomyłki, że to nie jest katolik. Wracając do tych ciężkich czasów, zanim nastąpił renesans alchemików w XVI wieku Czasy były ciężkie, to wszystko zeszło do podziemia. No i co się działo?
Powstawały szyfry i kodowanie, tajemnicze organizacje. Wszystko się działo i knuło. Powstawały różne dziwne metody szyfrowania informacji, łącznie z wizualną metodą. Jeżeli ktoś z was jest miłośnikiem tzw. złotej geometrii, niektórzy nazywają też świętą geometrią albo w ogóle miłośnikiem architektury i przygląda się na przykład fasadom takich XIV albo XV-wiecznych albo XIII-wiecznych kościołów tudzież katedr, to często znajduje bardzo różne dziwne symbole na fasadach tych budynków. Naprawdę zaskakujące, wręcz heretyckie. Okazuje się, że gdzieś ta wiedza była chowana. Okazuje się, że gdzieś to w tej piwnicy się wymiksowało. Kilka organizacji, kilku ludzi postanowiło założyć tajne stowarzyszenie i postanowiło pilnować troszeczkę tej wiedzy. Niektórzy mieli troszeczkę więcej niż tylko wiedzę.
Ponoć niektórzy mieli też kawałek tego urządzenia i tymi, którzy mieli kawałek tego urządzenia, byli właśnie różokrzyżowcy, którzy przywieźli to prosto z Jerozolimy, gdzie znaleźli to pod ową górą, na której była pierwsza świątynia Boga, czyli miejsce, gdzie bogowie zstąpili z niebios. Jak wszystkie takie jeszcze przedchrześcijańskie mity, przedjudajistyczne mity mówią, w tamtym rejonie było takie miejsce, gdzie ponoć bogowie wylądowali. Coś zostawili po sobie. Kto to wie? Może to właśnie takie urządzenie free energy działające na rezonans. Coś jest na rzeczy, bo kiedy wszystko się działo w tym podziemiu, kiedy wszystko zeszło do piwnicy, po jakimś czasie zaczęły się pojawiać różne informacje w postaci chociażby alchemików, w postaci informacji o możliwości transmutacji różnych substancji, o tym, że jest jakaś metoda, że jest technologia, która potrafi zmieniać i wywracać wszystko na drugą stronę. Coś nie do pojęcia, coś kompletnie z kosmosu. I tak się zaczyna troszeczkę alchemia powrotem takiej informacji. Ale nie wiem, czy ten powrót przypadkiem nie jest związany z tym, że gdzieś w tym podziemiu, w tej Europie, gdzieś to urządzenie funkcjonowało. I gdzieś ta informacja o tym, że jest coś więcej niż to, co oficjalnie wiadomo było wtedy nauce, czyli to, że Ziemia jest płaska.
Słońce i Księżyc oczywiście latają dookoła Ziemi. A Watykan jest jedyną panującą instytucją na świecie i przedstawicielem Boga na Ziemi. Jedynego oczywiście. Była grupa ludzi, która wiedziała coś więcej. I była to bardzo dziwna informacja, bo cała ta informacja z tym kodowaniem jest wręcz niesamowita. Wszystkie te stowarzyszenia, szczególnie właśnie masoni. Masoni to kontynuacja różokrzyżowców, co tu dużo mówić. I to, co rozwinęli, to niesamowite sposoby, szyfry, którymi się posługiwali. Szyfry oparte na geometrii, szyfry oparte na bardzo dziwnych, właściwie na numerologii, co tu dużo mówić, na takich bardzo ezoterycznych można powiedzieć historiach. Ale co z tymi szyframi, moi drodzy?
Bo z tymi szyframi jest po prostu związana dzisiejsza historia tajemnicy, która gdzieś tam jest zakodowana. Bo jeżeli ktoś zakłada takie tajne stowarzyszenie i ono wytrzymuje dosyć długo, to chyba jest jakiś powód. Może nie tyle jakiś powód, ile być może jest coś, co trzyma tych ludzi razem w kupie. Być może jest tam jakaś informacja, której pilnują. Jaka może być informacja, której pilnują różokrzyżowcy? Ta teoria mówi, że właśnie mają kawałek tej technologii ze świata być może obcych, ze świata być może naszej przeszłości. Kto to wie? Jakie są ślady, które na to wskazują? Ślady są naprawdę bardzo zaskakujące, moi drodzy. Ślady są bardzo świeżo odkryte, bo raptem jakieś 10 lat temu z kawałkiem.
Do tej pory było to owiane głęboką tajemnicą. A wszystko zaczyna się gdzieś w 1580, za czasów Williama Szekspira i Francisa Bacona. Dokładnie wtedy zaczyna się cała historia. Wtedy pojawia się młody człowiek, doskonale ponoć uzdolniony w języku angielskim, doskonały poeta o nazwisku William Szekspir. William Szekspir pisze te swoje historie. Niesamowite rzeczy. Co takiego pisze? O tym może za chwilę. A może zacznę od tego, skąd się wzięła ta tajemnica. Ta tajemnica wypłynęła na wierzch w 2002 roku.
Pewien organista, Norweg, Petter Amdansen. Człowiek, który jest hobbystycznie kryptografem, czyli jest takim specjalistą amatorem od kodów i właśnie od kodów XVII-, XVI-, XVIII-wiecznych, takich właśnie zabytkowych kodów, którymi się porozumiewały w większości wszystkie te tajne stowarzyszenia w Europie w tamtejszych czasach, żeby schować tą całą informację, często bardzo niebezpieczną, informację o na przykład astronomii, informację o ruchu gwiazd i tak dalej, przed okiem jezuitów z Watykanu albo w ogóle niepożądanym okiem kogokolwiek, żeby nie wylądować przypadkiem na stosie albo nie zostać posądzonym o jakieś inne herezjeństwa. Przez różnych szaleńców. Nasz organista Peter Andmusen był zafascynowany pewnym kodem sprzed 400 lat, oryginalnym systemem kodowania, który pierwszy raz pojawił się u Francisa Bacona, który wymyślił ten sposób kodowania, przynajmniej metodę tego sposobu. Ponieważ był fanem Szekspira i jak odwiedził grób Szekspira, to jako że hobbystycznie rozkodowuje wszystkie te historie, postanowił całą inskrypcję nagrobną spisać i sprawdzić. Jakież było jego zdziwienie. Okazało się, że inskrypcja na grobie Williama Szekspira jest jak najbardziej zaszyfrowaną wiadomością. Tadam! Z Williamem Szekspirem to w ogóle jest historia, że jest to postać nieprzeciętnie tajemnicza. Niewiele ostało się oryginałów rękopisów tych wszystkich dzieł, które napisał.
A napisał naprawdę bardzo dużo. Spisałem nawet ile. Chyba 153 dzieła wszystkiego razem. Dużo tego było. Szukam tego teraz. Nie wiem, gdzie znowu pogubiłem to wszystko. Dosyć dużo tego spisał, moi drodzy i pozostało bardzo niewiele rękopisów. Parę kartek z jego ręcznym podpisem. Taka dziwna postać, bo naprawdę dokumentów po nim pozostało bardzo niewiele. Dosyć tajemnicza, wyjątkowo tajemnicza, nawet jak na swoje czasy.
Nawet to, że to było dawno temu i że wtedy być może aż tak wiele nie pisano i tak dalej. W każdym razie postać bardzo tajemnicza, bardzo dyskusyjna i postać, dookoła której krąży wiele legend. Na przykład takich, że właściwie w ogóle nie istniała, że jest to taki fantom, że tak naprawdę wszystkie te dzieła napisał nie kto inny jak Francis Bacon. A Francis Bacon był wtedy nadwornym kryptografem, specjalistą od szyfrów i od poezji, co by nie mówić na dworze królewskim. I nie tylko, bo był to członek oczywiście loży masońskiej, tajnego stowarzyszenia. O co chodziło w tym odkryciu? W tym odkryciu chodziło o to, że na grobie Williama Szekspira jest podpisanych dwóch ludzi. Występuje zakodowane nazwisko Bacona oraz nazwisko Szekspira. Jest zakodowana jeszcze taka informacja, która mówi o tym, że stawia Bacona w roli człowieka, który coś tam reprezentuje. Słuchajcie, jest tam szyfr.
Pojawiają się nazwiska ludzi, które w ogóle nie powinny tam być. Kombinacja, która wynika z tego szyfru, nie może być przypadkowa, bo nie da się przypadkowo zmiksować tak wielu liter. I to tylko i wyłącznie na inskrypcji nagrobnej Williama Szekspira. Więc nasz odkrywca tej całej historii, czyli Peter, ów amator kryptografii, postanowił sprawdzić oryginalne dzieła Williama Szekspira. O co w ogóle chodzi? Ponieważ to odkrycie było takie zaskakujące, że akurat na płycie nagrobnej Szekspira znajduje się kod wymyślony przez Francisa Bacona, który jest podejrzewany o to, że tak naprawdę to on był oryginalnym Williamem Szekspirem. Legenda mówi o tym, że prawie w ogóle się nie znali. A tu okazuje się, że jeden drugiemu zakodował tabliczkę, że jeden musiał znać drugiego, ponieważ posługiwali się dokładnie tą samą technologią kodowania wymyśloną przez jednego z nich. A cytat, który był na płycie nagrobnej, był cytatem własnoręcznie napisanym przez Williama Szekspira. Czyli taki fenomen.
Jeden musiał znać drugiego, bo jeden użył kodu drugiego. Także taki fenomen. Peter zafascynowany tym odkryciem postanowił rzucić się w wir i sprawdził oryginalne dzieła Williama Szekspira. Nie jest to łatwa sprawa, bo generalnie trzeba sprawdzać zawsze oryginalne pierwsze druki. Ten cały kod i te całe szyfry, o których mówię, nie są wcale niczym specjalnie oryginalnym, szczególnie w XVI i XVII wieku. Wtedy praktycznie połowa książek drukowanych przez czasami dziwne stowarzyszenia, dziwne organizacje, dziwnych fundatorów, tajemnice przede wszystkim poza Watykanem. Wszystkie te dziwne, tajemnicze, hermetyczne dzieła mają zakodowane, szyfrowane informacje. W ogóle kodowanie, szyfrowanie informacji było czymś bardzo popularnym. Nawet Leonardo da Vinci na co dzień pisał w drugą stronę, kodował jakieś tam informacje, przesuwał sobie literki. Było to czymś absolutnie normalnym.
Wygląda na to, że praktycznie wszyscy w tamtych czasach stosowali jakiś rodzaj szyfrowania, jakiś rodzaj kodu i każdy właściwie kodował sobie jakąś dodatkową informację w tym tekście, który oficjalnie drukował. I co z naszym Williamem Szekspirem, proszę państwa? Z tym Williamem Szekspir em jest taka historia. Jeszcze zanim wrócę à propos tych pierwszych wydań, bo jest słynna historia z tym tak zwanym pierwszym wydaniem wszystkich dzieł Williama Szekspira. Pojawiło się takie specjalne wydanie, w którym są wszystkie jego sztuki teatralne i tak dalej, w tym chyba ileś tam sztuk nowych. I to było takie pierwsze wydanie tego wszystkiego. Nad tym wydaniem czuwało dwóch jego przyjaciół. Jest jakaś historia z tym związana. I o co chodzi z tym pierwszym wydaniem? To pierwsze wydanie oficjalnie jest uważane za kiepskie, za złe wydanie, ponieważ ponoć jest tam dużo błędów ortograficznych, gramatycznych, przesunięć, literówek, jakichś takich historii.
Przynajmniej tak twierdzą, tak twierdzili do tej pory specjaliści. Tak mówię o tym Williamie Szekspirze, a nie wytłumaczyłem i nie powiedziałem właściwie najważniejszej rzeczy, bo wszyscy mówią, że William Szekspir wielkim poetą był, a nikt nie powiedział, dlaczego wielkim poetą był i co takiego wielkiego jest w Williamie Szekspirze. Język angielski był normalnym, zwykłym językiem, bardzo podobnym do łaciny, niewiele się różniącym, bardzo sztywnym. Właściwie łacina była wtedy głównie używana. I nagle pojawia się facet nie wiadomo skąd, który ze sztywnego, drewnianego języka, w którym jest dosłownie parę słów na krzyż, robi język, w którym można opisać jakieś niesamowite historie, opisać niesamowite stany emocjonalne i napisać piękne sztuki teatralne, odegrać te wszystkie sytuacje, odegrać te role, właściwie stworzyć i wymyślić język na nowo. Co zrobił William Szekspir? William Szekspir po prostu wymyślił język angielski. Wymyślił nowe słowa w tym języku, nowe sposoby wiązania tych słów, nowe metafory, sposób, w jaki słowa były odmieniane, używane. Właściwie do dzisiaj kawał języka angielskiego pochodzi dokładnie z tego pierwszego wydania dzieł Williama Szekspira, z wymyślonej przez niego składni w języku angielskim, z tego, jak on to zastosował, jak on tego użył i to, jak zostało później stwierdzone, że to jest tak odkrywcze, że zostało oficjalnie uznane automatycznie jeszcze za jego życia za standard i podstawę języka, gramatyki właściwie i w ogóle posługiwania się poprawnym językiem angielskim. I dlatego William Szekspir wielkim poetą był.
Co takiego fascynującego w tym wielkim poecie jest? To, że jego płyta nagrobna ma zakodowaną informację, która jest zakodowana systemem drugiego największego ówczesnych czasów. Bo William Szekspir był raczej postacią niezbyt znaną w swoich czasach. Był raczej tajemniczym poetą, niespecjalnie rzucającym się w oczy. Dokumenty mówią, że wielką gwiazdą swoich czasach nie był. Natomiast wielką gwiazdą w jego czasach i tajemniczą gwiazdą był Francis Bacon. Człowiek, który należał do tajnych stowarzyszeń i ponoć wiedział wiele. Ponoć wiedział praktycznie prawie wszystko. I to wygląda na to, że panowie stworzyli duet, ale nie tylko oni stworzyli duet i nie tylko na tej płycie nagrobnej Williama Szekspira, bo co się okazało po zbadaniu tak zwanej pierwszej strony pierwszego wydania Williama Szekspira? W każdej książce dawno temu, do tej pory się stosuje tą samą zasadę, jest tak zwana nota od wydawcy dla czytelnika.
Taki standard czasami używany, że zaczyna się: „To the reader”. I po dorwaniu oryginalnej wersji pierwszego wydania, które zostało uznane przez specjalistów za niezbyt poprawne wydanie, bo tam jest troszkę literówek, troszkę przesunięć. On jest po prostu wizualnie nierówny. Trochę tak, jakby niektóre litery za mocno się wydrukowały, za mocno docisnęły papier, tego typu historie. I się okazało, że to nie jest kwestia tego, że niektóre litery zostały źle wydrukowane. Okazało się, że po zastosowaniu tego kodu Francisa Bacona, takiego geometrycznego kodu, że używa się na przykład bloku tekstu jako formy geometrycznej, następnie rysuje się kwadrat z tego wszystkiego, wykreśla się na przykład trójkąt albo koło w środku i zaznacza na przykład punkty zbieżne. I w tych zbieżnych punktach znajdują się literki. Następnie sczytuje się te literki i okazuje się, że mamy informację. I okazuje się, że na pierwszej stronie pierwszego wydania Williama Szekspira w tej nocie, która się nazywa „To the reader”, ona się zaczęła oczywiście: „This figure...”. Ja nie mam całego tekstu tutaj, nie będę czytał w tym momencie.
Nie będę czytał Williama Szekspira, oszczędzę wam tego. Jest zakodowany symbol graficzny. I zgadnijcie, czyj jest to symbol? Jest to symbol oczywiście masonerii, co by nie mówić. Jest to kielnia z cyrklem, proszę państwa. Jeżeli ktoś jest z was na czacie, ja mam oczywiście zdjęcia do tego przygotowane na dzisiaj, także proszę państwa, razem ze skanami z pierwszego wydania Williama Szekspira. Także zapraszam wszystkich serdecznie na czata Radia Na Fali, żebyście wpadli, bo tam teraz będę wklejał wszystkie te historie, o których mówię. Wszystkie te tajemnicze historie. Okej, wklejam pierwsze zdjęcie. I co jest bardzo zaskakującego w tej symbolice?
Że dodatkowo dokładnie tak samo zaprojektowane jest popiersie Williama Szekspira dokładnie na jego nagrobku, dokładnie w tym samym kościele, w którym spoczywa jego ciało. Ma dokładnie ten sam wzór geometryczny. To samo znajduje się też w pierwszym pełnym wydaniu jego wszystkich dzieł. I się okazuje, że cały tekst jest praktycznie zakodowany. Cały William Szekspir, całe pierwsze wydanie jest, proszę państwa, jednym wielkim tajemniczym kodem, który mówi bardzo niesamowite historie o bardzo niesamowitych sprawach. Ja tu oczywiście wklejam cały czas linki na czata, także zapraszam wszystkich serdecznie. Te linki się oczywiście później pojawią Jak nic w linkach pod audycją, tak żebyście mogli sami zobaczyć, jak wygląda to w praktyce, kiedy się weźmie linijkę, ołówek i się przyłoży do tego tekstu i się zacznie wykreślać linie i zacznie się używać tego systemu wymyślonego przez Francisa Bacona. Rzecz jest w ogóle niesamowita w tym wszystkim, bo się okazuje, że panowie nie tylko współpracowali ze sobą we dwójkę i nie tylko znali się we dwójkę. Coś, nad czym zastanawiali się wszyscy przez ostatnie chyba 400 lat. Czy oni w ogóle kiedykolwiek się poznali?
Czy przypadkiem nie jest tak, że to była jedna osoba, która używała tylko dwóch nazwisk, co w tamtych latach było bardzo popularne i wielu ludzi myślących, jak to się w dzisiejszych czasach mówi, dosyć głośno o wolnych ideach, było narażonych na szykany, było narażonych na zabójstwa głównie ze strony Watykanu. Bardzo wielu ludzi publikowało pod pseudonimami. Oczywiście największa hipoteza była taka, że William Szekspir to pseudonim Francisa Bacona albo w drugą stronę, że generalnie coś tu takiego razem było. A tu się okazuje, że wcale nie, że panów było naprawdę dwóch i nie ma z tym żadnego problemu. Jeden używał kodu drugiego, a drugi jeszcze pomagał mu w tym wszystkim. Bo o co chodzi z tym całym kodowaniem? Oprócz tego symbolu loży masońskiej, czyli kielni i cyrkla. Bo ten symbol coś oznacza, o czym powiem później w audycji, bo to też nie jest przypadkowy symbol i on też nie oznacza tylko dlatego, że tam kielnia i cyrkiel, że tam wolnomularze i tak dalej. Nie, to nie o to chodzi do końca, przynajmniej nie w tej historii dzisiaj. Ale o tym troszeczkę później.
Co się okazało? Że w tekście normalnie w tym pierwszym wydaniu pojawiają się nazwiska autorów i nazwiska autorów są użyte w konkretnym tekście, który mówi o tym, że jest to tekst Williama Szekspira, ale nie jest to do końca jego tekst, że jest to tekst, który był też częściowo sprawdzany czy pisany też przez Francisa Bacona, bo on jest tam wskazany jako drugi autor. I co zabawne, szyfr, który jest z kolei użyty na dodatkowej tablicy pamiątkowej tuż przy grobie Williama Szekspira, też ma na sobie szyfr i też ma zakodowaną informację, która mówi o tym, że jest to właściwie dzieło napisane przez Bacona i przez niego i że on tak naprawdę jest tylko osobą, która na zewnątrz dla świata reprezentuje jednego autora, natomiast w rzeczywistości autorów było dwóch tej książki. Oprócz tego, że tam się pojawia nazwisko Bacona oficjalnie, które już potwierdza to, że panowie się naprawdę dobrze znali, pojawia się symbol masonerii, czyli generalnie autorów nie było dwóch, właśnie nie ma podanych, ilu jest autorów. Jest podane, że było więcej autorów i że autorzy przekazywali ideę, za którą stało wielu. Ten symbol masonerii jasno wskazuje, że za całą ideą, która została zaszyfrowana w pierwszym wydaniu wszystkich dzieł Williama Szekspira, stała nie kto inny jak loża masońska. Zresztą co tu dużo mówić, loża masońska była fundatorem pierwszego wydania, o czym zdaje się później wypłynęły jakieś dokumenty i się okazało, że wydawcy, a przynajmniej sponsorzy pierwszego wydania to właśnie bracia z loży. To co? To my sobie zrobimy jakąś przerwę muzyczną, proszę państwa, od tych braci loży i masonów. Za chwilę wrócimy.
Oczywiście przypominam, że cały czas, nieprzerwalnie słuchacie „Hiperprzestrzeni” oczywiście w Radiu Nafali transmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja chciałem przypomnieć wszystkim serdecznie, żebyście wspierali tą audycję gotówką w papierze. Im więcej szeleści, tym lepiej, proszę państwa, żebyście wspierali Radio Nafali. Ja oczywiście pozdrawiam wszystkich sponsorów Radia Nafali i sponsorów „Hiperprzestrzeni”. Peace and love, people. Peace and love. A po polsku mówiąc miłość i pokój dla wszystkich, moi drodzy. Myślenie w dobrej intencji to bardzo ważna sprawa, bo mi się troszkę o tajemnicach. Gdzie nas te tajemnice zawiodą? Bo te tajemnice nie kończą się naprawdę tylko na graficznych wzorkach i na tym, że są masoni i tak dalej.
Bo jaką tajemnicę mogą pilnować? Skoro są jakieś tajemnice, to co to za tajemnice? Co to za tajemnice, proszę państwa? No właśnie, co oni przed nami chowają? Mhm. Oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali. Tararam. Retransmitowanej w Radiu Paranormalium. A dzisiaj o tajemnicach tajemniczego stowarzyszenia o nazwie masoneria i o pewnej hipotezie, co może się kryć za tą całą tajemnicą, za tą całą mistyfikacją, fasadą i tym całym przedstawieniem, które jest odgrywane. I co to ma wspólnego z Williamem Szekspirem i z całą tą historią?
Generalnie wracając do tego całego zamieszania, oprócz tego dziwnego dopasowania się wszystkich anomalii w książce w pierwszym wydaniu Folia Williama Szekspira, które idealnie pasują do kodu wynalezionego przez Francisa Bacona Ten kod ma swoją nazwę. To nie jest tajemniczy kod, który został nagle odkryty po raz pierwszy, tylko ten kod pojawia się w pewnej publikacji sto lat po śmierci Francisa Bacona. Nazywa się to acrostic code, czyli taki krzyżowy kod. Wymaga użycia linijki, ołówka i rysowania sobie linii pomiędzy punktami. Trzeba jeszcze oczywiście wiedzieć, pomiędzy jakimi punktami, co jest punktem i od którego do którego. Znalezienie tych wszystkich informacji kosztowało Petera Atwatera masę pieniędzy i czasu. Całe pięć lat zajęło mu studiowanie, zbieranie książek i przede wszystkim zbieranie funduszy na te książki, bo okazuje się, że te kody, tajemnicze, zagadkowe hasła i pochowane różne historie są zawarte głównie w pierwszych wydaniach. Żeby to wszystko mieć w oryginale, trzeba mieć fortunę, żeby kupić ten oryginał, bo w późniejszych wersjach już tego nie ma. Późniejsze wersje są poprawione, poprawnie wydrukowane i tam już żadnych z tych rzeczy nie ma. Tylko te z reguły pierwsze posiadają te dziwne anomalie.
I to są tylko anomalie, jeżeli ktoś nie zna kodu, bo wystarczy tylko przyłożyć linijkę i zacząć posługiwać się tym kodem. Nagle okazuje się, że te wszystkie anomalie to jest tak naprawdę zaszyfrowana dodatkowa informacja w tej książce, która jest o czymś zupełnie innym. Gdzie kieruje informacja, która jest zaszyfrowana w całej książce? Nie będę wam teraz tego wszystkiego opowiadał, jak to jest szyfrowane, bo jest masa tego wszystkiego. Co ci masoni kazali zaszyfrować? Zanim powiem, co kazali zaszyfrować, jeszcze się pojawia jedna bardzo istotna rzecz. Pojawia się pseudonim Williama Shakespeare'a, czyli Słodki Łabądź z Avon. Avon to jest miejscowość, w której się William Shakespeare urodził, a Sweet Swan of Avon to była jego ksywka. Tak się podpisywał chłopak i to też się pojawia w tym kodzie. To jest bardzo istotne, bo dlaczego William Shakespeare miał ksywę, że niby był łabędziem?
Skąd facet, który pisał rzeźnickie powieści — one są naprawdę rzeźnickie, jeżeli ktoś czytał — skąd łabędź, moi drodzy? Jasne, że napisał „Romeo i Julię” i tak dalej, ale skąd ten łabędź? Przecież to nie była białogłowa, tylko facet w tamtych czasach. Tu się troszkę wyjaśnia. Parametry i współrzędne zakodowane w pierwszym wydaniu dzieł Williama Shakespeare'a mówią o pewnej konstelacji na niebie i o tym, że ta konstelacja ma swój odpowiednik na Ziemi, ponieważ każda konstelacja ma swój odpowiednik na Ziemi. Kwestia pozycjonowania i tak dalej. Każdy, kto pływa na łódce, każdy, kto miał styczność z marynarką, żeglugą, wytaczaniem pozycji, dokładnie wie, o co chodzi. To miejsce, ta pozycja na naszej planecie, o której jest mowa, to jest fascynujące miejsce. To jest miejsce, które się nazywa Wyspa Dębów, jeżeli kojarzycie historię. Ja to sobie już szybciutko otwieram, bo też gdzieś mam Wyspę Dębów.
Nie wiem, czy kojarzycie całą historię z Wyspy Dębów. Chodzi dokładnie o to, że jest to wyspa, na której jest ponoć zaginiony skarb. Są różne hipotezy na ten temat. Skarb odkryły dzieciaki, odkrywając w 1700 którymś roku dziwną studnię, która miała na sobie dziwne znaki, które wskazywały, że należy tam kopać, bo coś tam się znajduje. Przynajmniej tak się domyślali. Była tam kamienna płyta z wyrytymi dziwnymi inskrypcjami. Wszystko oczywiście w języku angielskim. Wyspa znajduje się u brzegów Kanady. Oryginalnie nazywa się to Oak Island. Tam jest bardzo dziwny skarb.
Współrzędne podane w pierwszym wydaniu Williama Shakespeare'a wskazują dokładnie na położenie tej wyspy, na Oak Island, czyli Wyspę Dębów. Tak to się nazywa. Rzecz jest bardzo intrygująca, ponieważ skąd się w ogóle wzięły te dane w książce? Tym kodem się też szyfruje design, czyli grafikę i tak dalej. Wiele rzeczy można zaszyfrować w książce, używając tego kodu Francisa Bacona. Głównym elementem tej całej układanki jest krzyż i konstelacja Łabędzia na niebie, która jest używana w połączeniu z symbolem Drzewa Życia. Jeżeli ktoś się interesuje złotą geometrią, doskonale wie, o co chodzi. To się nazywa Drzewo Życia. W judaizmie też się pojawia, w wielu innych religiach, wielu systemach mistycznych, filozoficznych i w technologiach też się pojawia ta konstrukcja. Nazywa się to popularnie Drzewem Życia i częścią tego Drzewa Życia właściwie jest, jeżeli spojrzycie na niebo i tak sobie przyłożycie, to znajdziecie konstelację Łabędzia, która jest w postaci krzyża.
Okazało się, to jest tak zwane 45 długości kątowej, czy jakoś tak się to poważnie mówi. Na tej wyspie znajduje się coś bardzo dziwnego, bo na tej wyspie bardzo łatwo zlokalizować, używając chociażby zdjęcia lotniczego, coś takiego jak symbol krzyża. Po sprawdzeniu Williama Shakespeare'a Peter Atwater Stwierdził, że właściwie cały opis, który znajduje się u Williama Szekspira, prowadzi nigdzie indziej, ale prowadzi do skarbu, który prawdopodobnie jest zakopany na Wyspie Dębów. I żeby nie było tylko tego, że prowadzi na Wyspę Dębów, to jeszcze stwierdził, że na Wyspie Dębów, jeżeli się policzy i użyje dokładnie tego samego systemu kodowania, to się bardzo łatwo znajduje ten krzyż. Stwierdził, że w każdym ramieniu tego krzyża powinien znajdować się kamień, ponieważ tam jest część tej informacji. Generalnie każdy z tych kamieni wytycza jakąś z pozycji. Gdzie jest skarb? Jeszcze nie wiemy. Co zrobił nasz ekspert od kryptografii razem ze specjalistą od Williama Szekspira, takim badaczem uniwersyteckim? Polecieli na tą wyspę i jest to nakręcone naprawdę wideo, ponieważ nawet była przy tym telewizja.
Jest nawet film dokumentalny aktualnie z tego robiony. Nie wiem, czy kiedyś będzie dostępny w języku angielskim. Wiem, że w Norwegii był film dokumentalny na ten temat, taki reportaż z tej całej historii. Tam się chyba nawet część tego już pojawiła w lokalnej telewizji. O co chodzi? Facet stwierdził, że dokładnie w tym, a tym miejscu powinien być zakopany kamień. I kiedy pojechali na tą wyspę, wzięli GPS, poszli w las, dokładnie w miejsca podane w pierwszym wydaniu Williama Szekspira. I co się okazało? Dokładnie w tych miejscach znaleźli kamienie. I to takie idealnie włożone przez kogoś.
Widać, że to nie są wymyślone przez przyrodę, która przyniosła te kamyki, tylko ktoś je tam specjalnie ustawił. Wszystko zaczyna do siebie pasować, łącznie z tym, że bez żadnego pudła trafili kamień, który został specjalnie zatopiony w środku bagna za pierwszym strzałem. I to jest w ogóle fenomenalne, że oni biorą te parametry, które są tam podane, te długości kątowe, idą i zawsze coś znajdują. To w ogóle jest bardzo intrygująca historia, bo dokładnie na okres, kiedy William Szekspir znika, w ogóle informacje o tym człowieku znikają. Jest też taki moment w życiu Francisa Bacona, że też znika. Jest taki moment w życiu jednego z największych architektów budowniczych fontann w Europie, który też w niewyjaśniony sposób znika nagle z życia publicznego. Kilka osób w ogóle znika z życia publicznego. Jest teoria, że tam na tej wyspie masoni ukryli swój skarb, który przywieźli dokładnie nie skąd indziej, ale ze Świętej Ziemi i że jest to fragment tej technologii obcych, można powiedzieć, że technologia naszych przodków, technologia z kosmosu i że tam jest to schowane. I o tym mówi cała ta historia, że to jest w ogóle niesamowita, bo jak spojrzeć na to wszystko, to to się idealnie ze sobą zgadza. Chociażby ksywa naszego autora, czyli Słodki Łabądź z Avon.
Dlaczego Łabądź? Bo oczywiście wyspa dokładnie znajduje się tam, gdzie wskazuje konstelacja Łabędzia. Oczywiście mapa do skarbu na wyspie, te kamienie właściwie też są ułożone dokładnie jako reprezentacja konstelacji Łabędzia na niebie. Dokładnie w ten sam sposób. Pojawia się to wszędzie. W pierwszych wydaniach Williama Szekspira, pojawia się to na jego tablicy nagrobnej. Pojawia się to praktycznie we wszystkim dookoła. To jest taki fenomen. Aktualnie trwają prace poszukiwawcze. Pierwsze badania stwierdziły, że faktycznie coś jest w ziemi, dokładnie w miejscach wyznaczonych, tak jak powiedziałem, w miejscach wyznaczonych przez Petera, czyli człowieka, który studiuje cały ten kod zawarty w pierwszym wydaniu Williama Szekspira.
Dokładnie tam znaleźli to, co mieli znaleźć. Teraz jest oczywiście zastanawianie się i szukanie, gdzie dalej zaprowadzić ten cały kod i czy przypadkiem uda im się odzyskać ten cały skarb. To jest w ogóle fenomen, bo było już chyba w okolicach 20 ludzi, którzy próbowali wyciągnąć ten skarb z tej wyspy na zewnątrz, którzy próbowali się w ogóle do tego dobrać. Jest ta słynna historia ze studnią, w której jest ponoć ten skarb zakopany, która ma ileś tam warstw pod sobie i ciągle zalewa woda tą studnię. Jest ileś tam ekip, już kolejna ekipa przyjeżdża i próbuje zrobić dziurę taką, żeby woda jej nie zalała i żeby wyciągnąć coś tam, co tam ponoć się znajduje na samym dole, bo odkopano jakiś kamienny głaz, który jest gdzieś tam na samym dnie tej studni. Teraz trzeba ten głaz usunąć, ale nie można, bo tam ciągle wlewa się woda. Więc ktoś wpadł na pomysł, że sprawdzi, skąd się ta woda bierze i zatka wszelkie dopływy tej wody. Do studni wpuszczono specjalnie farbę w jakimś chyba czerwonym kolorze zdaje się i czekano, co się stanie podczas odpływu, z której strony ta woda wypłynie, tak żeby znaleźć tak zwany potencjalny odpływ dla tej wody i zatkać niczym korkiem, następnie dobrać się do tej studni, wysuszyć ją i odkopać ten kamień. I co się okazało? Okazało się, że kolorowa woda wypływa praktycznie wszędzie dookoła wyspy.
O co chodzi? Pod całą wyspą znajduje się jakiś niesamowity, nieprzeciętnie przemyślny system rur, hydrauliki, kanalizacji, czegokolwiek, którym jest transportowana woda pomiędzy tą studnią, jakimś jeziorkiem, które znajduje się na środku tej wyspy i w ogóle oceanem dookoła. Nikt nie wie, jak się do tego dobrać. Nikt nie wie, gdzie jest ten skarb. Wszyscy wiedzą, że coś tam jest, bo jakieś rzeczy zostały znalezione na wyspie. Cała fama dookoła tego jest nieprzeciętna. Samo potwierdzenie tego, że jest tam jakiś skarb, już pochodzi właściwie z jakiegoś drugiego źródła. Najzabawniejsze jest to, że pochodzi dokładnie od Williama Szekspira. Kto wie, co się za tym kryje? Kto wie, proszę państwa?
My tymczasem posłuchajmy troszkę dźwięku. Ja trochę przestanę gadać. Przypominam, że możecie śmiało dzwonić do Radia Na Fali. Radionafali.com. To już jest nasz adres na Skypie, proszę państwa, także śmiało możecie dzwonić, jeżeli macie jakąś hipotezę na ten temat. Zapraszam serdecznie do dzielenia się tym wszystkim. Ja tu dzisiaj snuję hipotezę, proszę państwa, co takiego mają w zanadrzu ci masoni, że są tacy tajemniczy? Co oni tam chowają za paznokciami, za plecami? Co tam się znajduje poza tymi wszystkimi szwindlami? Co to trzyma wszystko w kupie?
Może coś za tym jest? Może jest to kawałek jakiejś kosmicznej, niesamowitej technologii, która została specjalnie zakopana, ponieważ nikt nie potrafił tego cholerstwa obsługiwać. Przynajmniej nie potrafił na tyle obsługiwać, żeby samemu nie ugotować przy tym wszystkim i sobie krzywdy nie zrobić. Kto to wie? Także proszę śmiało dzwonić, jeżeli ktoś z was ma jakąś nieprzeciętną hipotezę na ten temat, w ogóle jakąś hipotezę, do hiperprzestrzeni. A wysłuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali, a ja mam na imię Tomek. Audycja jest transmitowana w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Nafali i słuchaczy „Hiperprzestrzeni”, słuchaczy Radia Paranormalium i wszystkich użytkowników czata obecnych na czacie i tych, co słuchają audycji offline, czyli ciebie i ciebie, i ciebie też pozdrawiam bardzo serdecznie. Słuchajcie, dostałem jakieś drobne ogłoszenie jeszcze tutaj, gdzieś na boczku. Przepraszam bardzo.
Nie wiem, o co chodzi, proszę państwa. Okej, dobra. Słuchajcie, moi drodzy, ja zapraszam, żebyście dzwonili, jeżeli macie jakiś pomysł na ten skarb masonów. Czym może być ten skarb masonów? Czym skarb masonów może nie być? Ciekawe to jest, proszę państwa. Teraz jest taka historia, że autor tego odkrycia, czyli Peter z Norwegii, razem z pewnym specjalistą od spraw Williama Shakespeare'a z Anglii, który w pewnym momencie zwątpił w konserwatywne podejście do Williama Shakespeare'a i stwierdził, że chyba ten Norweg ma jednak rację, bo się okazało, że faktycznie wszystko jest zakodowane tym kodem i że wszystko wskazuje na Wyspę Dębów i że na tej Wyspie Dębów te kamienie, które odkopują w tych różnych dziwnych miejscach, łącznie z tym, który się znajduje w środku bagna, układają się dokładnie w to, co mają się ułożyć, czyli dokładnie w konkretny geometryczny wzór, który znajduje się w pierwszym wydaniu Williama Shakespeare'a. I nikt nie wie, o co chodzi. Słuchajcie, jaki jest skarb schowany? Nie mam bladego pojęcia.
Ponoć pod tym całym bagnem, czyli tam, gdzie odkryli jeden z tych ostatnich kamieni. Kamień jest dosyć zabawny, bo wygląda troszeczkę jak korek. I jest taka teoria, że jeżeli się go wyjmie, to uda im się zablokować te wszystkie ciągi wodne. A może uda im się spuścić wodę z tego jeziorka, które tam jest i odkopią jakiś skarb? Tego nie wiem. Rzecz jest naprawdę fascynująca, bo dookoła masonów jest masa różnych historii, dookoła różokrzyżowców. Jest oczywiście cała sprawa związana z teologią. Nie wiem, jak to nazwać w ogóle. To jest właściwie teologia szaleństwa, można tak to najszybciej określić. Czyli grupa ludzi wierząca w to, że w jakiś sposób jest bardziej predestynowana do funkcjonowania na tej planecie niż inna grupa ludzi.
I tak oto stwierdzają, że oni będą stawiali warunki dla tej całej reszty. Jest to troszkę chore i świadczy to o dosyć mocnej, zaawansowanej chorobie psychicznej, co by tu nie mówić. Ale to może jest jedna rzecz. Może z drugiej strony jest jakaś grupa ludzi, która pilnuje jakiejś tajemnicy. Nie wiem, czym jest masoneria. Nie należę do ludzi, którzy zostali kiedykolwiek dopuszczeni do jakichś tajemnic masonerii gdzieś na wysokich stołkach. Na pewno część tego klubu to tak zwyczajnie po prostu chciwi ludzie, którzy mają swój własny klub towarzyski i pilnują tego, żeby wszystkie interesy, które robią między sobą, wychodziły rewelacyjnie i nikt im w interesach nie przeszkadzał i żeby mogli kontrolować jak największy kawałek świata. Tak samo jak wszyscy inni wierzący w jakiekolwiek inne doktryny. Tak jak komuniści wierzyli w to, że będą kontrolowali cały kawałek świata, tak jak bankierzy wierzą, że... Bankierzy to właśnie masoni.
Ci z kolei mają swój własny sen o tym, że będą całym światem. Generalnie takich historii dookoła jest masa, takich organizacji. Przy czym fenomenem właśnie jest to, że ślady jednej z tych organizacji, a dokładnie masonów, prowadzą z jednej strony bardzo wyraźnie. I to niejeden badacz tej całej historii mówi o tym, jak mocno i zdecydowanie to wszystko sięga korzeniami gdzieś jeszcze w Afryce, gdzieś jeszcze w Jerozolimie, gdzieś w pierwszych wyprawach krzyżowych, w jakichś takich historiach. Sama ta historia z Aksum, tym miejscem, gdzie na przykład jest jeszcze istniejąca Arka Noego. Bo tak: Arka Noego to jest jedna rzecz w Aksum, ale tam znajdują się jeszcze inne rzeczy. Tam znajdują się takie gigantyczne obeliski, cokoły właściwie. Nikt nie wie, czemu to służyło. Nikt nie wie, co to jest. Nikt nie wie, jak stare to jest.
Jest to zrobione z granitowej skały. Technologia, w jakiej jest to zrobione, jest oczywiście nam kompletnie nieznana. Jak zwykle mainstreamowa idea i cała teologia mówi o tym, że to ma jakieś może tysiąc lat czy jakoś tak i zostało wykute przez kogoś za pomocą miedzianego czy żelaznego dłuta i kawałka młotka. Ale wszyscy doskonale wiemy, że tego się po prostu nie da tak zrobić. I co jest takiego fascynującego w tym, co jest znajdowane w Aksum? Chodzi o stylistykę, która jest wyrzeźbiona na tych gigantycznych obeliskach. Jest to generalnie krzyż, jest bardzo dużo krzyża. Generalnie gdziekolwiek człowiek by się nie obrócił, jest krzyżyk. I wygląda na to, że jest to prawdopodobnie, jeżeli chodzi o taką dużą skalę, chyba najczęstsze użycie Nie wiem, wyobrażenia designu krzyża gdziekolwiek na jakimkolwiek stanowisku archeologicznym, wykopaliskach archeologicznych albo jakiejkolwiek starożytnej kulturze. Oczywiście nikt się nie podejmuje datowania tego oficjalnie dawniej niż gdzieś tam mainstreamowa historia o tym mówi.
Ale wiadomo, mainstreamowa historia jest dosyć mocno przekłamana i właściwie nikt nie jest w stanie datować tych kamyków. Nikt nie wie, jak stare to jest. Absolutnie. Jedna wielka, duża zagadka. Ale co jest połączeniem z tym wszystkim? Na przykład symbolika krzyża, która się pojawia tu i tam, i siam, i wszędzie. Wygląda to troszeczkę tak, jakby ktoś dostał informację, może nie tyle informację, ile trafiło się ślepej kurze ziarno i dostała coś na przechowanie. Właściwie albo ukradli, albo gdzieś znaleźli przez przypadek, albo może widzieli wcześniej, cholera wie. Słuchajcie, te informacje o tych przez heretyków krążyły po Europie. To nie było tak, że to wszystko gdzieś tam sobie znikało i tam się nic z tym nie działo.
To gdzieś tam w podziemiach wszystko kursowało. Ktoś robił te tajne stowarzyszenia. Ktoś wymyślał te kody i były jakieś powody, dla których wymyślano te kody. Część rzeczy zginęła i to kompletnie bezpowrotnie. Takim świetnym przykładem na to, jak bezpowrotnie ginęły rzeczy, są chociażby wszystkie teksty gnostyckie, z których naprawdę niewiele ocalało. Oficjalnej nazwy na to nie ma. Są to po prostu księgi heretyków. Tak popularnie Watykan to nazywał. Księgi heretyków. Ale księgi heretyków z reguły płonęły od razu razem z heretykami na stosach i niewiele po nich zostało.
Ponoć był odpowiednik Biblii heretyckiej, czy jakoś tak. Oczywiście nic z tego nie zostało. Ja tam nie wierzę, że nic nie zostało. Ja tam sobie myślę, że troszeczkę tego jest w Bibliotece Watykańskiej i oni po prostu się tym nie chwalą, ale myślę, że jakieś tam swoje kopie mają. Myślę, że na pewno nie byli na tyle głupi, żeby palić wszystko. No chyba, że naprawdę byli tak zdesperowani, że wiele rzeczy po prostu zginęło absolutnie bezpowrotnie. Do tej pory się tak dzieje. W wielu krajach się próbuje wyorać historię do zera tak, żeby wszyscy o tym zapomnieli, żeby w ogóle informacja zniknęła. To troszeczkę tak jak z tym Williamem Szekspirem i jego pierwszym wydaniem tych wszystkich przedstawień teatralnych i tymi wszystkimi błędami. Przynajmniej to, co zostało uznane w tych pierwszych wydaniach za błędy.
W kolejnych wydaniach tych ksiąg te rzeczy już kompletnie znikają. Już tego po prostu nie ma. To jest absolutnie wyczyszczone. Wszystko jest okej. I też pomysł taki dosyć intrygujący, bo jak przechować tajemnicę tak, żeby na przykład nie robić mapy w jednym egzemplarzu? Bo mapa w jednym egzemplarzu po doświadczeniach średniowiecza, gdzie pojedyncze teksty po prostu miały bardzo łatwo tendencję do tego, żeby zginąć gdzieś w płomieniach razem z tym, kto posiadał te teksty, to może lepiej wydrukować w takim dużym nakładzie. Jak się wydrukuje tam w paru tysiącach egzemplarzy, bo to była jedna z pierwszych drukowanych książek metodą Gutenberga z drewnianej prasy. Także być może to była metoda, żeby wydrukować to w takim dosyć sporym nakładzie, rozesłać wszędzie na świecie. Wiemy, że druk był sponsorowany przez masonerię, bo jest jasny i wyraźny podpis w pierwszym wydaniu. W pierwszym folio są symbole, są podpisy.
To nie jest żadną wątpliwością, kto finansował cały druk tej książki. Także to jest coś normalnego. Ale fenomenem jest sam pomysł na to, żeby tam zakodować informację. Czyli cokolwiek zginie, zawsze jakiś jeden egzemplarz zostanie gdzieś tam na strychu, gdzieś ocaleje, gdzieś ktoś może zachowa w jakiejś skrzyni. I się okazało, że jeden z egzemplarzy ocalał. I z tego jednego egzemplarza znaleziono te wszystkie rzeczy. Inna sprawa, że okazało się, że ten kod Bacona znajduje się jeszcze na kilku jego rękopisach. Tak w ogóle przez zupełny przypadek. I oczywiście w jednym z rękopisów Bacona znajduje się zaszyfrowana wzmianka, gdzie generalnie jest podane nazwisko Szekspir. Czyli generalnie rozwiewa tajemnicę na temat, czy panowie się w ogóle znali.
To odkrycie przyszło dopiero po tym, jak okazało się, że właściwie wygląda na to, że wspólnie napisali książkę. Jaki był ku temu cel? Nie wiem. Z tej teorii, którą dzisiaj, hipotezy prezentuję, dosyć oczywisty. Była informacja do zakodowania. Był młody człowiek, który był genialnym poetą. Był naprawdę bardzo genialnym poetą swoich czasów. Miał biegłość w wymyślaniu niesamowitych historii i spisywaniu tych historii. Oraz drugi człowiek, który był specjalistą od kryptografii, największym specjalistą swoich czasów. Zajmował się wszystkimi tajnymi pismami króla i królowej, właściwie całego dworu.
Zajmował się byciem członkiem wszystkich tajemniczych stowarzyszeń w ówczesnych czasach i pociąganiem za wiele sznurków, bo dokładnie tym zajmował się Francis Bacon. I oczywiście oprócz tego zajmował się pisaniem jakichś tam poetyckich rzeczy. Też miał wrażliwą duszę chłopak. Jaki był pomysł? Pomysł był chyba prawdopodobnie taki, żeby zakodować tę informację w najbardziej dostępnej książce tamtych czasów, czyli właśnie w dziełach Williama Szekspira. No i dwóch chłopaków zebrało się do kupy. Jeden dysponował genialnym kodem i wiedział, jak używać tego kodu. Drugi wiedział, jak pisać historie. Stąd być może brały się nowe słowa w języku angielskim. Stąd brały się może te w ówczesnych czasach kompletnie dziwne metafory, coś kompletnie nie do pomyślenia.
Ludzie w ogóle nie spodziewali się, że można język angielski używać w ten sposób. Gdyby prawdopodobnie napisał to ktoś inny, być może zostałoby uznane za błąd. Być może specjalnie cały ten druk został potraktowany jako coś genialnego i została mu zrobiona specjalna prasa i tak pochwalony przez wszystkich, przez dwór angielski, przez królową, przez wszystkich dookoła. A z autora została zrobiona gwiazda lokalnego teatru i dramaturgii teatralnej. Dwóch panów się zeszło i za pomocą tej maszyny i błędów drukarskich, tak zwanych anomalii, zakodowało tę informację. Ale pracowali na zlecenie. Nie pracowali dla samych siebie, tylko pracowali na zlecenie masonerii i zakodowali informację o tym, że znajduje się coś na małej wyspie, tak zwanej Wyspie Dębów przy granicy Kanady, Nowa Szkocja. Że tam coś się znajduje. Jak na razie wygląda na to, że położenie wszelkich kamieni i wszelkich anomalii na wyspie idealnie odpowiadają temu, co znajduje się w tekście. Co się stanie dalej?
Nie mam bladego pojęcia. Wiem, że trwają tam poszukiwania. Wiem, że autor tego odkrycia, ów Norweg oraz człowiek z Anglii, specjalista od Williama Szekspira, są tam na miejscu i generalnie próbują rozwikłać całą tę zagadkę. Czy kiedykolwiek się dowiedzą? To jest ciekawe, bo jeżeli to się uda, to być może przez przypadek znajdzie się kolejna Arka Noego. Być może tych urządzeń było więcej. Być może nie tylko jedno. Są teorie, że jedno było w piramidach, jedno było w Ameryce Południowej, jedno było gdzieś w Azji. Mamy w Jerozolimie tę historię, czyli to, co różokrzyżowcy wywieźli ze sobą. Kto to wie?
Historia jest bardzo intrygująca, także jeżeli jesteście zaintrygowani, jeżeli macie jakieś swoje hipotezy na ten temat, proszę śmiało dzwonić. Ja tu jeszcze mam kilka informacji dookoła tej całej historii do podania, ale śmiało możecie dzwonić. A ja tymczasem jakąś muzykę, żebyśmy się nie zatkwi w takim gadaniu, żeby troszkę zluzować. Bo tak gadam, gadam, gadam i gadam. To może muzyczka, proszę państwa. Las, przyjaciel człowieka. A wy oczywiście słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali transmitowanej w Radiu Paranormalium. Jak zwykle przypominam o tym, że jestem jeszcze na czacie Radia Nafali: www.radionafali.com, zakładka „Chat”. Dzisiaj o tym, czy masoneria ma jakiś tajemny cel. Na pewno ma jakiś tajemny cel.
Na pewno ma tych tajemnych celów wiele. Panowanie nad światem, globalna walka, globalne zniszczenie, zagłada wszystkich tych, którzy nie chcą być masonami. To na bank. Albo traktowanie wszystkich innych jak niewolników. Jak każda sekta. Jak człowiek zapisuje się do klubu, to po to, żeby sobie udowodnić, że ma większego siusiaka albo może więcej. Coś w tym jest. Jest jakiś kompleks w tym, jakiś taki psychiczny, po angielsku się mówi disable. Ale mniejsza o to. Jest taka ciekawość w tym wszystkim.
W ogóle dzisiaj strasznie rozgadany jestem. To dlatego, że sobota. Generalnie może być tak, że jest tam jakaś tajemnica i że to wszystko, co jest na zewnątrz, to wszystko jakaś otoczka do tej tajemnicy. Chociaż nie wiem. Bo to, co chciałem wam powiedzieć, tą istotną rzecz, tą, od której zacząłem, czyli o tym, czym jest ten symbol masonerii, co może się kryć za masonami. To jest charakterystyczny symbol kielni i cyrkla na górze takiego rozłożonego. Każdy doskonale chyba zna symbol masonów. Jakby dwa trójkąty, jeden bardziej płaski, drugi bardziej trójkątny. Jeden z góry, drugi z dołu. Wiecie, o co chodzi.
Co by tu nie mówić, cała ta historia, przynajmniej ta, która się dzieje w książkach Williama Szekspira, opisuje, że właściwie ten cały symbol masonów to nic innego jak geometryczne przedstawienie owej konstelacji łabędzia na niebie. Stąd też, tak jak wspominałem, nickname, czyli ksywka Szekspira, czyli „Słodki Łabądź z Avon”. Nie tylko, bo jeżeli wrócimy do jakichś egipskich historii czy Dalekiego Wschodu, to się okaże, że ten łabądź się też gdzieś pojawia. Może nie dosłownie łabądź, ile ta konstelacja też się pojawia, też jest dosyć istotna, coś w tym jest. Być może o to chodziło, żeby użyć tej informacji i ją zakodować. Może nawet sami masoni po prostu nie wiedzą tak naprawdę, co oznaczają ich symbole. Może te symbole tak naprawdę oznaczają jakąś dziwną technologię, która została schowana i pilnowana, żeby nie wyszła nigdy na światło zewnętrzne, żeby się nikt nie dowiedział i nikt nigdy nie mógł użyć tej technologii, tylko gdzieś tam jej pilnować w piwnicy. Mi się to trochę kojarzy z historią korporacji Watykan, która na przykład pilnuje tych wszystkich starodruków i historią wielu innych organizacji, które trzymają łapę na wielu rzeczach. Generalnie trzymając łapę na informacji, co tu dużo mówić, nie dopuszczając wszystkiego na zewnątrz, pilnując, żeby te wszystkie tajemnice ciągle działały, żeby ludzie nie byli do końca poinformowani, żeby nie można było sobie wszystkiego sprawdzić i się dowiedzieć. Ba, nuż jeszcze nasza wiara W to, że ten cały świat wygląda, jak wygląda, runie albo coś się z tym wszystkim stanie.
Jest chyba taka obawa przed tym wszystkim, że nagle przestaniemy w to wszystko wierzyć i coś się zmieni, proszę państwa. Nie wiem, czy macie jakąś swoją własną teorię na temat skąd się biorą owi masoni na świecie. Czy przypadkiem jedynym istniejącym powodem do tego, żeby w ogóle jakiekolwiek tajne stowarzyszenie na świecie istniało, jest to, że trzymają sobie jakąś tajemnicę i próbują tą tajemnicę trzymać tylko i wyłącznie dla siebie? Jak czytałem różne rzeczy, przygotowując się do tej audycji, to gdzieś tam po głowie mi zaświtała historia o producentach szkła florenckiego. To też była taka tajemnica. Nikt nie chciał powiedzieć, jak się to szkło we Florencji produkuje. Wszyscy chcieli to trzymać dla siebie, wierząc w to, że zagwarantują sobie w ten sposób krociowe zyski do końca swoich dni i że ich dzieci będą robiły szkło. Wszyscy zostaną w tym biznesie. Taka obsesja troszkę pilnowania tajemnic, niedzielenia się ze wszystkimi tym, co się ma. Nie wiem.
Być może też jest taka tajemnica, którą się nie za bardzo ktoś chce podzielić. Nie wiem. Ciekawe, moi drodzy. Przepraszam bardzo, że się tak wiercę, ale ja to jak zwykle w poszukiwaniu herbaty gdzieś na dole, bo dzisiaj taki bardzo spokojny jestem. Bardzo spokojny, herbaciany. To może dlatego, że lato się skończyło. Także jeżeli macie jakąś hipotezę, to śmiało dzwońcie. Radionafali.com. Ja się zastanawiam, bo po dowiedzeniu się o tej całej historii z Wyspą Dębów i z tym legendarnym skarbem, wydaje mi się, że ma to sens. Jakoś sprawy zaczynają się kleić i być może właśnie akurat dokładnie to stowarzyszenie, bo to jest dosyć tajemnicze stowarzyszenie, tu się kręcą już wszyscy.
Przy masonach to już są wszyscy. Od nazistów poprzez Watykan. Nazści i Watykan to akurat jedno i to samo, to akurat ten sam biznes. Generalnie kręcą się od heretyków poprzez tych głęboko wierzących w cokolwiek. Taka organizacja, która właściwie skupia wszystkich. Taki troszeczkę klub ponad podziałami. Praktycznie jeżeli ktoś należy do jakiegoś klubu, pracuje na przykład dla Banku Światowego, to z reguły należy do klubu, który się nazywa Masoni. Tak już jest na świecie. Co tu dużo mówić. I być może korzenie tego klubu tkwią troszkę gdzie indziej.
Masoneria jest bardzo mocno zakorzeniona we władzy aktualnej. To nie jest chyba tajemnicą dla żadnego z nas. Wszyscy doskonale wiemy, że większość z tych ludzi należy do owego stowarzyszenia. W Polsce być może jest ono jeszcze czasami traktowane prześmiewczo i tak troszkę z przymrużeniem oka, że tam masoni. Natomiast w miejscu, gdzie ja mieszkam, można sobie po prostu pójść i odwiedzić tą słynną lożę, do której należy Tony Blair i cała ta reszta. I to nie jest żadną tajemnicą. To nie jest nic naprawdę tak ekstrawaganckiego, tajemniczego. To jest część rzeczywistości na co dzień. Nie ma tu naprawdę żadnych teorii spiskowych, żadnych szaleńców. Jest elegancki, ładny budynek z adresem.
Jest tabliczka, plakietka, można wejść, zapytać. Są broszurki informacyjne, można się dowiedzieć, jak się dostać do tego klubu. Dokładnie. Także nie jest to aż tak tajemnicze, jak by się z pozoru mogło wydawać. No i doskonale wszyscy wiemy, że ci ludzie są zamieszani praktycznie w każdy możliwy świńdał na świecie. Jeżeli cokolwiek można popsuć, zepsuć i nigdy nie naprawić, to z reguły masoneria tutaj króluje pod tym względem. Teoretycznie organizacja została powołana do tego, żeby szerzyć światłość, wiedzę, informacje, równość i braterstwo na świecie, a tak naprawdę zajmuje się tylko i wyłącznie krzewieniem dominacji, ludobójstwa, bandytyzmu i złodziejstwa na masową skalę. W imię nie wiadomo czego. Być może w imię jakiegoś desperackiego pilnowania tego, żeby jakiekolwiek możliwe informacje na temat tajemniczych źródeł energii, na temat czegoś, co jest kompletnie poza skalą naszego jakiegokolwiek postrzegania świata, żeby nigdy nie trafiło w nasze ręce. Bo właściwie nie wiadomo, czym jest ta informacja, którą znaleziono w Jerozolimie, tudzież ta informacja, która gdzieś tam sobie w Etiopii, w tym tajemniczym małym kościółku leży, czy właściwie pod nim, bardziej w podziemiach tego kościółka.
Nikt tak naprawdę do końca nie wie, czy jest to technologia przysłowiowych, ja to lubię, bo to fajnie brzmi. Nawet nie do końca w to wierzę. Po prostu fajnie brzmi, lubię to mówić. Technologia obcych. Może to jest coś, co my sami zrobiliśmy w poprzednich pokoleniach i kompletnie straciliśmy pamięć tego wszystkiego, tej informacji, tego, jak odzyskać to źródło energii. I być może jest to takie globalne źródło energii, które nie jest tylko i wyłącznie źródłem czystego prądu elektrycznego tylko i zwyczajnie, że tam tylko podgrzeje wodę na przykład albo da prąd. Tylko takiej ogólnej energii. W sensie, ja bym powiedział holistycznej, że jak człowiek się zmierzy z taką energią, to i zmądrzeje, i od razu wszystkiego będzie więcej. I będzie więcej w głowie, i będzie więcej prądu elektrycznego, i będzie więcej wszystkiego, czego jest potrzeba, żeby było więcej. Tak po prostu globalnie, holistycznie, na każdej płaszczyźnie i na każdej platformie, bym powiedział.
Taka troszkę mistyczna siła, która oddziałuje na wszelkich możliwych polach energetycznych, nawet tych, o których istnieniu nie mamy jeszcze bladego pojęcia, jeżeli takowe istnieją oczywiście. To było intrygujące i być może to jest właśnie ta tajna rola masonerii. Bo ciężko po latach się kopać i naprawdę udawać, że masoneria to jest organizacja, która dba o to, żeby na świecie było dobrze i żeby wszyscy byli zdrowi, uśmiechnięci, najedzeni, zadowoleni. Wszyscy doskonale wiemy, że chodzi o coś zupełnie odwrotnego. Masoneria raczej ma taki cel Raczej w drugą stronę, żeby zrobić depopulację na Ziemi, żeby nas było jeszcze mniej i żeby oni mieli jeszcze więcej. Żeby więcej było dla użytkowników i memberów tego klubu, a dla tych, którzy są poza klubem, żeby było mniej na przykład. To widać zresztą, bo żaden z tych ludzi nie wprowadził pokoju w Iranie i Afganistanie, a wszyscy praktycznie prezydenci, premierowie, rządy i ludzie odpowiedzialni za tę wojnę, tudzież właściciele firm, które zarabiają na tej wojnie, są członkami tego samego klubu, który się nazywa masoneria. Też są bracia. Bracia wiecznie w podróży. Ty jesteś podróżnikiem, bracie.
Sami podróżnicy, proszę państwa. To można jeszcze w czasach propagandy upychać po książkach, że może życie im nie dało szansy. Może mieli ciężko w życiu, może mieli do szkoły pod górę i wiatr w oczy. I teraz nie mogą za bardzo dojść do siebie. Ale każdy z nas widzi, jak wygląda świat dookoła i że nie jest to wcale raj na ziemi, że jest masa kompletnej patologii. I to patologii, która znajduje się dokładnie na szczytach władzy, tam, gdzie są członkowie tych wszystkich klubów. Dla mnie to wygląda jak część dosyć prostej układanki. Jest informacja na świecie. Są kluby, które mają informację o tym, co było wcześniej i bardzo się wyraźnie boją podzielić tą informacją z całą resztą świata, że jest to bardzo mocno zakodowane. To jest jedna rzecz.
Oczywiście jest alternatywna, ciekawa hipoteza mówiąca o tym, że być może nie chodzi o to, że ten klub ma coś do zakodowania, tylko może cywilizacja musi dorosnąć do etapu, że sama znajdzie rozwiązanie tych zagadek. Może nie chodzi o tych masonów. Może ktoś zakodował tę informację na zasadzie: kto pierwszy odkryje, ten lepszy. Jeżeli już ktoś pierwszy odkryje tajemnicę, to znaczy, że już czas na odkrywanie takich tajemnic. Może o to chodzi. To jest takie myślenie jak miłośnicy gier komputerowych, którzy doskonale znają tę mentalność. To jest mentalność, która mówi o tym, że najpierw się robi pierwszy level, później trudniejszy, później jeszcze trudniejszy. Kolejny, kolejny i tak się wchodzi na kolejne levele. Może tak jest zakodowana ta informacja. Nie mam bladego pojęcia.
Mnie się bardziej kojarzy z tą pierwszą, że chłopaki pojechali do Jerozolimy, zrabowali to, co znaleźli, czyli ten kawałek informacji i byli tak w szoku, że właściwie go natychmiast wywieźli. Są zapisy o tym, jak się ewakuowali, jak zebrali cały garnizon i w dziwny sposób wyjechali, opuścili Jerozolimę owi rycerze krzyżowi. Później ślad po nich znika. Później przystępują do armii papieża przeciwko wszystkim heretykom w Europie. Nie wiem czemu. Mogli stanąć po stronie heretyków, ale woli stanąć po stronie papieża. 100 lat później papież likwiduje wszelkie zakony, chcąc wejść razem z królem Francji w posiadanie ich dóbr, co mu się koniec końców nie udaje, bo jak się okazuje, to, co zostało skonfiskowane, łącznie ze złotami i klejnotami znalezionymi w zamkach należących do krzyżowców, do członków zakonu, było dowcipem. Zachowały się nawet dokumenty księży z Watykanu, które opisują, że ilość złota, która wpadła w ręce Watykanu po kompletnej kasacji zakonu, jest żałosna. Wygląda na to, że zakon swoje zasoby finansowe schował wcześniej i nikt właściwie nie wiedział o tym od dawna. Nie wpadło nic w ręce Watykanowi za bardzo.
Być może o to chodzi. Może taka gra o dominację, że ktoś ma świętego Graala przysłowiowego z tą informacją i teraz się tuczą między sobą. Nie mam pojęcia. Być może w ogóle chodzi o coś zupełnie innego. Nie mam bladego pojęcia. Chociaż tak jak mówię, z zewnątrz dla mnie na pierwszy rzut oka wygląda jak potwierdzenie tego, co się dzieje dookoła, czyli to, że chyba jest trochę więcej, niż nam się wydaje dookoła na świecie i chyba mamy dostęp do większej ilości możliwości niż ktokolwiek nam o tym mówi. I że dostęp do tych możliwości jest bardzo skrupulatnie pilnowany i to nie od 100 lat i nie od 200 lat, ale jest skrupulatnie pilnowany od paruset lat. I po to, żeby ta tajemnica nie wyszła na wierzch, zatrudnia się najtęższe umysły historii świata. Czasami tworzy się nawet język angielski prawdopodobnie. Jeżeli ta hipoteza o Williamie Szekspirze jest prawdziwa, to wygląda na to, że język angielski jest niczym innym jak dzieckiem jednego wielkiego spisku.
Kto to wie, proszę państwa? Mam nadzieję, że niedługo się dowiemy. Te badania na Wyspie Dębów trwają cały czas. Zobaczymy, jak się to skończy. Czy w ogóle sprawa nie ucichnie kompletnie i się nie okaże, że to wszystko zniknie i wszyscy zapomną o tej całej sprawie i tylko my, słuchając tego podcastu, sobie przypomnimy, że coś takiego kiedyś było. A może się nagle okaże, że zostanie coś dziwnego znalezione na tej wyspie. Coś, co doprowadzi nas do następnego elementu tej układanki, bo być może to, co znajduje się na tej wyspie, jest tylko częścią tej całej układanki. Być może nie jest tak naprawdę całym clou. Nie wiemy tego. Jak na razie okazało się, że symbol masonerii, czyli ten specyficznie ułożony cyrkiel z kątownikiem, oznacza jak nic konstelację Łabędzia, kąt 45 stopni.
Co dalej z tego wyjdzie? Nie mam bladego pojęcia. Mam nadzieję, że w tym momencie chyba wiemy więcej niż niektórzy z masonów o swoim zakonie. Zobaczymy, jak się skończy rozwiązanie tej zagadki. Mam nadzieję, że dożyjemy tego za naszego życia i że nie będziemy musieli czekać kolejnych 400 lat. Kto to wie? Dziękuję za słuchanie „Hiperprzestrzeni”, moi drodzy. Zostawiam was z tą całą zagadką. Sam zostawiam siebie z tą zagadką też. Zapraszam oczywiście wszystkich nocnych marków ze wszystkich radiów na wieczorową porę do „Radia Na Fali”.
Dziękuję jeszcze raz wszystkim za wspieranie „Radia Na Fali”, wspieranie „Hiperprzestrzeni”. Dziękuję wszystkim sponsorom. Dziękuję wszystkim słuchaczom za wysłuchanie tego kolejnego odcinka „Hiperprzestrzeni”. Troszkę bardziej spokojnego. I zapraszam do słuchania radia anyway, w każdej możliwej sytuacji i w każdej możliwej okazji. Także jestem to była „Hiperprzestrzeń”, proszę państwa.