Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:31] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radio Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, rozpoczynamy wlewanie, tym razem – uwaga, uwaga – na żywo kolejnego odcinka Bibliotekarium. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi Marek Sęk "Ivellios", a są z nami po drugiej stronie połączenia internetowego, jak zawsze, gospodarze Bibliotekarium: Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz.
[01:01] - Dobry wieczór.
[01:02] - Dobry wieczór. Troszkę zamieszania, bo ostatnio rzadko nadajemy odcinki na żywo. Troszkę się zamotałem. Jeszcze w szale zakupów przedświątecznych troszeczkę jestem dzisiaj zmęczony, ale na szczęście to nie ja w tej audycji głównie się udzielam głosowo. Tematem przewodnim dzisiejszego Bibliotekarium będzie trylogia Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki: „Proxima”, „Zagubiona przyszłość” i „Kosmiczni bracia”. Ale zanim przejdziemy do dyskusji, do omawiania tychże książek, tych powieści, tradycyjnie, jak zawsze w odcinkach na żywo, podam najpierw kontakty do Radia Paranormalium. Numer telefonu, pod który będzie można dzwonić gdzieś około godziny 21:00, ale warto sobie już teraz zapisać nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Numer do SMS-ów, wyjątkowo jeszcze przez jakiś krótki czas, to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można do nas oczywiście również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02.
Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie, który towarzyszy naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać oczywiście na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupie Radia Paranormalium oraz na grupie czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i oczywiście różne inne wiadomości związane z Bibliotekarium na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc teraz, jak już kontakty wszystkie podałem radośnie, mogę z czystym sumieniem powiedzieć tradycyjne: halo, halo, Bydgoszcz. A my tradycyjnie powiemy halo, halo, jesteśmy. Powiem, że z pewną tremą, bo już od trzech miesięcy, nawet więcej, zażywamy sobie luksusu nagrywania audycji. Wtedy zawsze się można wyluzować, bo jak coś, to się wytnie. A dzisiaj jesteśmy na żywo. Tradycyjnie tak zaczynaliśmy, ale jak człowiek ma po dłuższej przerwie do sitka mówić i wszyscy to słyszą, to taką tremę odczuwa. Odczuwasz tremę?
[03:33] - Ja? A co to jest?
[03:35] - Widziałem, że ja zawsze z Supermanem robię audycję. Audycja dzisiaj dla mnie bardzo ważna, bo trylogia, o której będziemy rozmawiać, trylogia Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki „Proxima”, drugi tom to „Zagubiona przyszłość” i trzeci „Kosmiczni bracia”, to jest taka książka bardzo ważna dla mnie.
[03:59] - To ja to może tak powiem. Otóż Marek, grzebiąc w książkach swojej literackiej zagubionej przeszłości, odkrył tam nieoczekiwanie zagubioną przyszłość po prostu.
[04:14] - Dlaczego to ważna książka? Na półce u moich rodziców stała sobie taka obdarta, nieco rozciapana książka. Nazywała się „Proxima”. Ja byłem wtedy gówniarzem. Jak miałem osiem lat, to chyba nie przesadzam. Fascynowała mnie ta książka, bo była gruba. Jakoś mam takie przekonanie, znaczy miałem w dzieciństwie, dzisiaj się już go na szczęście pozbyłem, że jak książka gruba, to dobra. A więc ponieważ książka liczyła sobie niemal 600 stron, to doszedłem do wniosku, że to jest bardzo dobra książka. Trwałem w tym przekonaniu. Co więcej, ta książka miała obrazki.
Obrazki były fascynujące. Co prawda czarno-białe, ale fascynujące, bo pojawiały się jakieś kosmiczne pejzaże, pojawiały się jakieś wykresy, rysunki układów planetarnych. To dla takiego młodego człowieka zainteresowanego troszeczkę tymi tematami to był łakomy kąsek. Aczkolwiek miałem problemy z zaczęciem tej książki, więc ją sobie zaczynałem. Ja w ogóle długo zaczynałem różne książki, ale jak już ją zacząłem, to się po prostu w tej książce zakochałem. I ta miłość do trylogii Borunia i Trepki trwa do dzisiaj. Ona oczywiście nie jest ślepa. Ja sobie zdaję sprawę, że od napisania tej książki upłynęło już, nie chcę ci, Wiktorze, załamać, ale tyle niemal lat, co ty sobie liczysz. Czyli gdzieś tam pod siedemdziesiątkę czołgamy się, bo pierwsze wydanie było w pierwszej połowie lat 50. To ty tam sobie wtedy, nie wiem, uroczo gaworzyłeś dopiero.
[06:02] - I wydawać by się mogło, że to jest cykl książkowy, który ma więcej wspólnego z zabytkiem literatury niż z eksploracją kosmosu czy w ogóle odkrywaniem jakichś tajemnic, czy z bawieniem się w odkrywców. I ja przez dłuższy czas nie zaglądałem do tej książki, to miałem takie przekonanie, że to kiedyś było, ale to już się zestarzało. Po czym sięgnąłem sobie jakiś niedawny czas temu do tej trylogii i doszedłem do wniosku, że jedyne, co się w tej książce zestarzało, to właśnie te obrazki, które na początku mnie fascynowały. Bo to, jak sobie wyobrażano w taki plastyczny sposób przyszłość, dzisiaj troszkę trąci myszką. Troszeczkę się być może zestarzał język, ale troszeczkę. Być może sposób narracji nie jest tak filmowy, nie składa się z krótkich scen, cięć i tak dalej. Może czasami tam są dłużyzny, ale w gruncie rzeczy to chyba wpływa na taką monumentalność tej książki. Dzisiaj by się powiedziało pewną epickość, bo słowo „epicki” nagle zaczęło zastępować szereg innych słów. Więc trzymajmy się tej nowej mody. Ta trylogia oczywiście w jakiś sposób jest epicka.
[07:31] - Wiesz, jak się porównuje książki, które napisano kiedyś w takim klimacie science fiction podobnym, to można powiedzieć, że są książki rewelacyjne, genialne zupełnie, strasznie wspaniałe. Natomiast można tam wyłowić taki nurt, jak by to powiedzieć, szerokiego widzenia, bardzo przestrzennej wizji, w której nie ma świętych, nie ma rzeczy niemożliwych, tylko po prostu pełną gębą świat się otwiera. I to jest taka wizja wielowymiarowa. Takich książek jest wbrew pozorom bardzo niewiele. Te książki, nawet genialne. Ja to wiążę na przykład do... Czekaj.
[08:34] - Do czego?
[08:36] - Do tego 80. roku jakiegoś. To był 80. rok?
[08:40] - 84.?
[08:42] - Tak.
[08:42] - Orwella?
[08:43] - Orwella, tak. To nie jest książka tego typu. Rewelacyjna, dobra, ale ona jest skupiona na pewnym problemie, na jednym właściwie problemie takiego totalitaryzmu. I co z niego wynika? Wynika z niego strasznie dużo. I to jest takie szerokie widzenie w sumie rzeczy drobnej, bo przejściowej albo i nie. Natomiast to nie jest tego typu wizjonerstwo. W naszych współczesnych czasach mamy w książkach może mniej, natomiast było takie wizjonerstwo w „Wojnach Gwiezdnych” filmie. Ale czy to jest takie wizjonerstwo jak to u Boronia i Trepki? Absolutnie nie.
„Wojny Gwiezdne” to jest właściwie taki Dziki Zachód, przeniesienie w kosmos naszych dosyć prostych relacji ziemskich. Mamy tam księżniczki, książąt, robociki i tak dalej. To wszystko jest z tego. No i maszerujących tam... Kto tam maszeruje tak intensywnie?
[10:01] - Szturmowcy.
[10:01] - Szturmowcy!
[10:02] - A w późniejszych, ale wcześniejszych częściach droidy bojowe jeszcze.
[10:08] - Tak. Tak samo maszerowali przed Bramą Brandenburską i tak samo na Placu Czerwonym takie ludziki też to samo robiły. Nic wielkiego się nie dzieje.
[10:24] - Coś chciałem przeczytać, bo ciekawą myśl tutaj przekazuje za pośrednictwem czatu O35. Otóż on też mówi o tym, że język się być może zestarzał, ale historia jest fajna. Najbardziej leży mu środkowa część trylogii. Właściwie czy środkowa, to za chwilę o tym będziemy mówić, czyli „Zagubiona przyszłość”, bo on pisze właściwie o tym, że spokojnie można by tę książkę przenieść na ekran filmowy.
[10:58] - Bardzo kapitalna.
[11:00] - Bardzo trafna uwaga. Aż żałuję, że nie moja.
[11:03] - Tylko, że tak powiem, musielibyśmy mieć tutaj między Bydgoszczą a Toruniem jakiś Hollywood na przykład, bo bez niego to nie da rady.
[11:11] - Nawet tu pisze O35, gotowy scenariusz na serial wręcz. Ale ja powiem jeszcze tak, że w przypadku trylogii musimy na jedną rzecz uważać. Nie wiem, czy uważać, właściwie brać pod uwagę, że ta trylogia była drukowana kilka razy. Pierwsze dwa wydania pojawiły się w latach 50. Boruń, Trepka zmieniali je troszeczkę. Takie kanoniczne to jest drugie wydanie, ono w 56, 57 i bodajże 59. rok. Ale tu się mogę mylić, jeśli chodzi o daty, to jest to drugie wydanie. W latach 80. ukazało się wydanie przez autorów żyjących jeszcze wówczas Borunia i Trepkę nieco uwspółcześnione.
I powiem Że ja byłem zawiedziony. Oni wypatroszyli, chcąc uwspółcześnić swoją opowieść, bo w latach 80. ona już miała trzydziestkę, więc to taki słuszny wiek. Chcieli ją uwspółcześnić i troszeczkę ją, mówiąc szczerze, poszatkowali. Może przesadzam, ale tam jednak dokonano dosyć radykalnych zmian i mnie, być może właśnie dlatego, że znałem starą wersję, nie podeszła ta nowa. Ja cały czas jestem miłośnikiem tej kanonicznej z lat 50. Bo tak. Co ja tu będę dużo argumentował? Tak, bo tak.
[12:40] - Bo tak.
[12:40] - Bo tak.
[12:41] - Ja też jestem, jaki jestem i nie dam się wypatroszyć po prostu. A po cholerę? Mam być piękny, mądry, inteligentny? Po co? Jestem, jaki jestem. Ta książka też jest, jaka jest. Ona została zrobiona. Ja powiem uczciwie, to jest genialna książka.
[12:59] - Ale czasami widzisz, to jest dla mnie przykład tego, że jak coś jest dobre, to tego lepiej już nie poprawiać. To zrobili autorzy. Mieli do tego oczywiście prawo, ale ja cały czas będę wracał do wersji pierwotnej.
[13:13] - Zawsze wiadomo, że przecież demokracja w wydaniu ateńsko-spartańskim z tego układu.
[13:22] - Czyli układu.
[13:23] - Tak, układu. Była bardzo świetnym patentem.
[13:26] - Była różna przede wszystkim, bo tam były różne pojęcia. Demokracja była w Atenach. Sparta to nie była demokracja.
[13:34] - Tak, ale bez Sparty by nie było demokracji w Atenach.
[13:37] - To jest słuszna myśl.
[13:39] - Ale po prostu przez 2000 lat poprawiano ten cały patent w Europie.
[13:46] - I co wyszło?
[13:47] - I poprawiono to tak, że normalnie się rzygać chce.
[13:50] - Dobrze, ale zostawmy politykę. Zajmijmy się książką, bo tego warta jest. Dlaczego ja uważam, że to jest książka na swój sposób – żeby nie używać tego słowa, że genialna, to podrzuć mi dobre słowo. Po prostu fajna, bo mało jest takich książek w historii. Zobacz, Amerykanie gdzieś od lat 30., nawet końca 20. traktowali kosmos jako pewną oczywistość. Poruszali się po Układzie Słonecznym, zaludniali Wenus, Marsa. To wszystko było takie na wielką skalę. Mało mieli takich typowych powieści eksploracyjnych, że oto wyrusza współczesny Kolumb, współczesny Magellan gdzieś w odległe części wszechświata. Tego nie jest za dużo.
[14:43] - Tego rzeczywiście prawie w ogóle nie ma, Marku. Tego typu książki jak ta trylogia Borunia i Trepki, coś męską przykryte, tak jak „Obłok Magellana” Stanisława Lema.
[14:59] - Właśnie chciałem powiedzieć. My byliśmy jakimiś takimi specjalistami. Mieliśmy w jednym czasie prawie i tę trylogię kosmiczną Borunia i Trepki, i „Obłok Magellana” Lema. One właściwie w jakiś sposób są siostrzane, te dwie powieści, te dwie narracje. Bo też mamy ogromny statek u Lema, G, która w kierunku Obłoków Magellana sobie pofrunęła czy poleciała. W dodatku zobacz pewne podobieństwa. W „Obłoku Magellana” również ta wyprawa napotyka księżyc Atlantów, czyli też ludzie z Ziemi, w domyśle Amerykanie, imperialiści wredni, którzy chcieli miotać bomby jądrowe, czy może wodorowe, już nie pamiętam, na powierzchnię Ziemi, ale coś się tam pociapało i ich wyrzuciło z orbity i w głębi kosmosu wylądowali. Oczywiście poginęli, zamarzli tam, ale bomby jądrowe oraz biologiczne zostały, co się zresztą w treści później jakoś odciska, te bomby biologiczne szczególnie. Ale też jest to dramatyczne. Ten księżyc Atlantów, gdzie są zamarznięte ciała tych, należy podejrzewać, Amerykanów.
Ale gdzie jest kaplica? Zobacz, powieść napisana w czasach stalinowskich, ale jednak u Amerykanów kaplica była pewno po to, żeby pokazać, jest to dosłowny cytat, „symbol wiary daremnej”, bo jedna z postaci zamarzniętych spoczywa w kaplicy pod krzyżem, symbolem wiary daremnej dla Lema wówczas. I zobacz, tutaj też mamy w trylogii Borunia i Trepki, mamy co prawda żyjący księżyc, ale też księżyc, na którym kapitaliści uciekli z Ziemi i podróżują oficjalnie według propagandy ku swoistemu nowemu rajowi, gdzie szczęśliwość nastąpi. Oczywiście ja specjalnie to streszczam, bo to się może wydawać dzisiaj już naprawdę spory anachronizm, ale ja się zgadzam z O35, że trzeba troszeczkę na to spojrzeć z odpowiedniego punktu widzenia. Bo jak tak opowiadam o tym, to ktoś może zacząć pukać palcem w czoło i powie: „Nie no, kapitaliści uciekli, później tam założyli takie społeczeństwo kapitalistyczne i w dodatku Murzynów wyzyskują na tej Celestii", bo tak się nazywa.
[17:39] - Afrykańczyków, tak?
[17:42] - Wtedy byli Murzyni. Wtedy jeszcze nie było poprawności, byli Murzyni, ale w każdym razie ich tam wyzyskują. W ogóle kapitaliści to kapitaliści i jest też biedny lud. Lud się też buntuje, ale w gruncie rzeczy chyba nie o to chodzi. Oczywiście dla cenzury ówczesnej to było podane przez Borunia i Trepkę, to się wybijało gdzieś ten element społeczny, ale w gruncie rzeczy, jak się dobrze na to spojrzy-
[18:09] - To jest zupełnie nieważne.
[18:10] - Właśnie to, to jest zupełnie nieważne. Bo wizja tego, co się dzieje, tego sztucznego księżyca ze społeczeństwem funkcjonującym, z jego tajemnicami, z pewnymi środowiskami, społeczeństwem Ja myślę, że nie bez przyczyny O35 tak się tą częścią zachwycił, bo ona pomimo tego, że jest podstarzała i czasami ci Murzyni wyzyskiwani trochę jest bywa śmieszne, to jako całość zupełnie jest nieśmieszne i moim zdaniem to jest spójny obraz i obraz przekonujący. Mnie się to po prostu podoba.
[18:51] - Marek, jak się mówi, że coś jest podstarzałe, to pokaż mi coś młodego, uroczego, co będzie lepsze od tej trylogii. Tę perspektywę, wizyjność tego świata. Tego się nie robi dzisiaj, tego nikt tak nie pisze, nikt takiej literatury, nie ma takiego rozmachu ogromnego.
[19:19] - Ale widzisz, dla mnie paradoks polega na czymś jeszcze. Zobacz, pytanie, czy to jest rozmach? Ja oczywiście skłaniam się do zdania, że to rozmach jest. Ale zobacz, on jest jakiś taki inny. Bo Amerykanie gdzieś tam, tak jak powiedziałem, podróżowali po całym wszechświecie prawie już w tych latach, kiedy Boruń i Trepka to napisali.
[19:40] - Marek, ale na jakąkolwiek planetę Amerykanie nie dolecieli, czy tam zwykle byli Indianie tylko przemalowani na zielono.
[19:49] - Natomiast wizja Borunia i Trepki po pierwsze pokazuje, ja specjalnie mówiłem o Magellanie i Kolumbie, bo rzeczywiście troszeczkę z takiej perspektywy pokazuje kosmos, podbijanie kosmosu, odkrywanie kosmosu. Nie z perspektywy właśnie kawalerii amerykańskiej czy też kowbojów, tylko z perspektywy ludzi, którzy wyruszają w nieznane. Dla mnie ważne jest to, że w pierwszej części w "Proximie" jako motto tej książki autorzy wybrali cytat z Ciołkowskiego. Cytat jest pewno znany, ale ja go oczywiście przytoczę. Brzmi on tak: „Utrzymywanie, że tylko Ziemia jest piastunką życia, jest równie bezsensowne, jak twierdzenie, że na dużym opsianym polu mógł wyrość tylko jeden jedyny kłos pszenicy." To niby dzisiaj takie oczywiste i to takie się może wydawać banalne, ale wtedy to było coś. I w dodatku to jest obietnica dla czytelnika, że autorzy zabierają nas na wielką przygodę, obiecują coś, czego gdzie indziej nie znajdziemy. Co więcej, nie oszukują. Powiem jeszcze, dlaczego z tą numeracją jest tak dziwnie. Bo gdyby chcieć utrzymać kolejność czasową, to należałoby przeczytać pierwszą część "Proximy", później przeczytać "Zagubioną przyszłość", bo oni ją spotykają po drodze do Proximy Centauri. Po przeczytanej "Zagubionej przyszłości" dokończyć "Proximę", a później się można zająć "Kosmicznymi braćmi".
Taka jest mniej więcej kolejność i to dosyć ważne, aczkolwiek zupełnie spokojnie poszczególne tomy można czytać zupełnie osobno. To jest dosyć ważne. I O35 jeszcze pisze o Zajdelu, że popełni podobne powieści o planecie Xi. Ja wiem, „Planeta Xi” to jest jednak opowieść społeczna naznaczona już pewnym totalitaryzmem, pewną numeracją ludzi. Ale rzeczywiście O35 ma rację. Zajdel napisał podobną książkę. Ja nigdy nie pamiętam numeru, ale wiem, że to jest „Nazwa gwiazdy Lalande” i tu nie pamiętam tego numeru. Warto po tę książkę Zajdla sięgnąć. To w 60. latach wyszło.
I to jest też taka eksploracyjna książka, gdzie przylatują gdzieś do Układu Słonecznego i rzeczywiście na takiej zielonej planecie odkrywają, co? To sobie państwo przeczytajcie. Ale to też rzeczywiście podobna w klimacie. Zajdel czuł te rzeczy.
[22:48] - Poczekaj Marku, ale to są rzeczy, w sumie to jest skupienie na jednej planecie, na jednym problemie, na jednym temacie. A takiego rozmachu, rozrzutu, jaki jest. Ja wymienię teraz parę książek. To znaczy jak „Proxima” Borunia i Trepki, jak właśnie „Obłok Magellana”, jak późniejsze „Mgławica Andromedy”
[23:20] - Jefremowa.
[23:21] - Jefremowa oraz Śniegowa „Dalekie szlaki”
[23:25] - A to późniejsze tak, „Dalekie szlaki” to wyszło pod tym tytułem, to się później jeszcze jedna część ukazała w Fantastyce. Później książkowo też to jeszcze wyszło tam „W jądrze Galaktyki” czy coś takiego.
[23:35] - Tak, ale muszę wam powiedzieć, a wiem to z rozmowy z autorami, bo rozmawiałem z nimi jako bardzo młody człowiek jeszcze. Otóż „Mgławica Andromedy” nigdy by nie powstała, gdyby nie „Obłok Magellana”. „Obłok Magellana” może w Polsce był książką jakąś, natomiast w Związku Radzieckim wtedy otworzył po prostu lawinę.
[24:12] - Tego rodzaju powieści. Zgadza się. Ale coś ci powiem jeszcze. Wiesz, bo Lem ma, jeśli chodzi o „Obłok Magellana”, złą prasę.
[24:22] - My się cackamy, że tam ktoś chodził na pochód pierwsomajowy. Też chodziłem.
[24:28] - Nie, Lem miał złą prasę z powodu tego, że umieścił tam rozdział, który Nosił bodajże tytuł „Komuniści” i trochę nawywijał w tym rozdziale, mówiąc szczerze. Ale proszę państwa, myślę, że zupełnie spokojnie można czytać „Obok Magellana” bez tego rozdziału i on się też obroni, bo cała książka po prostu się broni. Jest taką wizją pokojowego, naukowego podboju wszechświata. Podobnie zresztą u Borunia i Trepki. Przypuszczam, że ze względów cenzurowych czy także trzeba było trybut władzy zapłacić, jakieś takie elementy. Świat, z którego wyrusza Astropolit w Proximie, to jest świat powszechnej szczęśliwości i komunizmu, a Amerykanie na Celestii uciekli przed czerwonymi diabłami, bo tak ich nazywali. Czyli też mamy do czynienia z wizją, gdzie komunizm zwyciężył i wszystko jest cacy. To jest pewien trybut płacony. Zresztą u Jefremowa też mamy do czynienia z taką sytuacją, że komuniści zwyciężyli. Przypuszczam, że całkiem rozsądni ludzie, jakimi byli autorzy, o których wcześniej mówiliśmy, po prostu w ten sposób spłacali należność władzy.
Ale tak naprawdę spłaciwszy te brednie o komunistach czy o szczęśliwości społecznej, pisali swoje i pisali rzeczy fascynujące. Jak się czyta Jefremowa i jego „Mgławicę Andromedy” czy wydaną u Wojtka Sedlnicki kontynuację tej książki – mówię o „Mgławicy Andromedy” – u Wojtka Sedlnicki, czyli w wydawnictwie Solaris, to człowiekowi nagle żuchwa opada w dół, bo książki pisane kilkadziesiąt lat temu chyba są bardziej fascynujące, jeśli chodzi o sprawy naukowe. Oczywiście zestarzały się w niektórych aspektach, ale są bardziej fascynujące. Pobudzające wyobraźnię niż niektóre współczesne.
[26:35] - Bo wiesz, to pobudza wyobraźnię, a dzisiejszy czas to raczej wyobraźnię przeraża. Bo zobacz, czerwoni myśleli, że kapitaliści uciekną na księżyc.
[26:50] - Księżycem sztucznym.
[26:51] - Tak, ale w każdym razie uciekną, a czerwoni tam zwyciężą. I zobacz, jak to się zrobiło. Kapitaliści nie uciekli, za to czerwoni na krótką chwilę zeszli w konspirację, po czym jak wychynęli, to dalej rządzą światem.
[27:10] - Wiesz, nie wiem, czy rządzą.
[27:12] - Jak to nie?
[27:12] - Powiedziałeś o tych datach. Zobacz, z kolei drugi tom tej trylogii Borunia i Trepki „Zagubiona przyszłość” zaczyna się takim pseudocytatem z prasy, artykułem „Co dzieje się z Celestią?” Jaką ma datę ten artykuł? Otóż jest to 7 dzień marca 1995 roku. To już było według naszej perspektywy.
[27:46] - To znaczy według naszej perspektywy to miało być. Tak miało być. Mieli latać, mieli penetrować. Może nie uciekać, ale jeśli chodzi o technologię, świat miał być kosmiczny, a nie ziemski. Nasza rzeczywistość miała być rzeczywistością kosmiczną, a przestała być.
[28:10] - O35 też potwierdza, że „Mgławica Andromedy” to też tam komunizm panował. I to jak panował! Na szczęście pewne wizje się jednak nie sprawdzają. Odpuśćmy. Powiem tak: powiedzieliśmy o tym komunizmie w jednej, drugiej, trzeciej książce i odpuśćmy to, bo to naprawdę jest w tych książkach margines. „Proxima” czym mnie zachwyciła? Zachwyciła mnie tym, że ona po prostu – już to mówiłem, ale powtórzę – opisuje świat oczyma odkrywców. I to jest fascynujące, kiedy oni się pojawiają w układzie Proximy Centauri, najbliższego nam Układu Słonecznego. Są tam planety. Na niektórych z nich jest życie.
Co więcej, w toku książki – i tu proszę się nie martwić, nie spoileruję – okazuje się, że w tym układzie planetarnym istoty rozumne pojawiły się dwa razy. Pojawiły się na planecie, którą Ziemianie nazwali Urpa, która w tamtych, kiedy oni już przylecieli, była takim już trochę zmrożonym globem z podziemnymi wymarłymi miastami. Ale życie kwitnie też na Temie, na bliższej planecie i jest to inne życie. Dwie rasy rozumne się pojawiły. Słuchaj, w ogóle do pewnego stopnia ja się dziwię, ile pomysłów. W tych trzech książkach jest masa pomysłów, bo tak naprawdę, kiedy oni opisują kontakt Ziemian z Temianami, i tu właśnie to są uroki audycji na żywo, bo Wiktor ma w tej chwili telefon. Ale ja wrócę do opowieści o Temie i o cywilizacji, która tam występuje. Kiedy Ziemianie kontaktują się z Temianami, okazuje się, że ci Temianie – w pewien sposób przypadkowo odkrywają Ziemianie – takie istoty z wielkimi głowami, wielkimi oczami, troszkę przypominające te istoty To, co nazywamy szarakami, to zjawisko, które nazywamy szarakami z UFO. Taka jest ich fizjonomia. Te istoty zaczynają czcić trójnogiego robota, który służy ziemianom.
Właściwie rodzaj łazika. On potrafi latać. W każdym razie zaczynają go czcić. Później w toku narracji okazuje się, że w ich pamięci przechował się obraz Urpian, czyli tej drugiej inteligentnej rasy. Czym to się różni, proszę państwa, od zjawiska, o którym my tak lubimy rozmawiać w Radiu Paranormalium, czyli na przykład o paleoastronautyce? Tu mamy tylko w wydaniu Temian. To oni w zbiorowej pamięci, w swojej sztuce, w swojej kulturze, bardzo prymitywnej, bo oni są na etapie właściwie jaskiniowym, przechowali obraz tamtej obcej rasy. Znowu takie nawiązanie troszeczkę do konfliktów społecznych, które Boruń i Trepka opisywali, bo się okazuje, że ci Urpianie, pomimo że później byli dobrzy i cywilizowani, to wcześniej byli źli i kapitalistyczni, i troszkę tych Temian prześladowali, a nawet ich mordowali. Ale później się stali dobrzy i już ich cywilizowali. Znowu wraca ten motyw Indian i dzikich ludów, a później innego zupełnie podejścia.
Mamy jeden wątek, ale mamy fascynujący motyw odkrywania podziemnego wymarłego miasta Urpian, gdzie podróżuje pojazd. One się pojawiają gdzieś tam, jakieś takie podziemne pojazdy. Tu jest nazywany wprost dżdżownicą ten pojazd, ale dzięki temu pojazdowi można eksplorować podziemia. I to głęboko.
[32:37] - Ja przypomnę tylko jedną rzecz, że dzisiaj jest powszechnie używane coś takiego jak kret, czyli takie pneumatyczne coś do przeciągania kabli pod drogami, do drodze i tak dalej. Otóż tego kreta, powszechnie stosowanego na całym świecie, bardzo podobnego do dżdżownicy i Czerki, wynaleziono w Polsce i to jest patent czysto polski, ten krecik pneumatyczny. Zrobiony jest, opisywany w „Młodym Techniku” i tak dalej.
[33:10] - Tylko że krecik sobie podróżuje pod drogą albo gdzieś tam pod jakąś ścieżką, albo pod chodnikiem.
[33:15] - No tak, oni to przenieśli.
[33:16] - A oni pokazali wizję tego, żeby schodzić na kilometr czy więcej w dół, podróżować, tak jak podróżuje się statkiem kosmicznym przez przestrzeń, tak przez płaszcz planety można podróżować tą dżdżownicą. Wiesz, dla niektórych lata 50. to wtedy, gdy zaczęto gładzić kamień. Przeszli z kamienia łupanego na gładzony i wtedy właśnie zaczęli gładzić kamień. Przynajmniej według niektórych. A tymczasem mamy tu wizję czegoś, co do dzisiaj właściwie nie powstało, w wersji makro przynajmniej. I takich przykładów wizyjności tej książki, takiej naukowej wizyjności, jest cała masa. Sondy, które podróżują w kierunku Proximy, gwiazdy centralnej. Sposób ich prowadzenia, sposób badania, który jest prowadzony. To bardzo nowoczesne.
Dalej.
[34:26] - Marku, ale że masz takie coś dalej inspirujące. Wiesz, jak mówiłeś o tych trzynożnych i oddawaniu czci tym trzynożnym.
[34:35] - Oni to chyba łazikiem nazywali.
[34:37] - I tak dalej, łazikiem. Otóż zobacz, jakie to jest inspirujące. Ja miałem inspirę, wiesz? Otóż Trepka i Boruń potrzebowali dwóch planet, żeby tam się dwie rasy zagnieździły, nie?
[34:50] - A, była jeszcze jedna planeta.
[34:51] - Tak, ale zobacz, że na Ziemi się to wszystko odbyło na jednej planecie. Otóż powstały dwa gatunki zwierząt i jeden z tych gatunków, dwunożny, oddawał cześć tej, która ma coś przypominającego raczej trzy odnóża.
[35:09] - Boję się, co ty powiesz zaraz. Dalej nie łapię, o czym mówisz.
[35:15] - Marku, my jesteśmy bardzo podobni troszeczkę do trójnogów.
[35:21] - Nie kupuję tego.
[35:23] - Dzięki temu myśmy rządzili tym światem. Byliśmy bogami dla tych dwunożnych.
[35:30] - Trywializujesz, bardzo cię proszę.
[35:32] - Nie, to jest inspiracja Boruniem i Trepką.
[35:35] - Chwała ci, ale nie wiem, czy wszyscy ci tę chwałę przyznają. Nie, mnie ta wizja bardziej odpowiada. Tych dwóch planet, dwóch ras. Co więcej, wizja tego, że w związku z tym, że świat umiera, bo świat Urpy, tej zimnej planety, na której były miasta Urpian notabene, bo jak się mieli nazywać. Ta wizja świata umierającego i przenosin, bo w tym układzie podwójnym czy też potrójnym, zostawmy to, w każdym razie oni się przenieśli. Urpianie nie chcieli zajmować, bo Amerykanie, o których mówisz, pewnie zajęli Temę i wycięli miejscowych, czyli Temian, i zajęli ich cieplejszą planetę. Nie. Urpianie się przenieśli do sąsiedniego układu planetarnego. Sąsiedniego, w skali kosmicznej to sąsiedztwo jest dosyć dyskusyjne, ale w każdym razie przenieśli. Spakowali się całą rasą, całą cywilizacją i przenieśli.
Notabene o odkryciu i kontakcie mówi trzecia część, czyli „Kosmiczni Bracia.” Zobacz jak potrafili Boruń i Trepka mnożyć rasy. Bo mamy Urpian, mamy Temian, a w „Kosmicznych Braciach” pojawiają się organizmy krzemowe. Najpierw wydaje się, że pewna inwazja na Ziemi następuje — znowu nie spoileruję, proszę się nie martwić. Naprawdę zero spoilerów. Luźne tło ewentualnie kreślę. W każdym razie mamy pewną inwazję istot krzemoorganicznych, właściwie organizmów krzemoorganicznych, ale to w większości są jakieś na poziomie bakterii. Ale później się okazuje, że ta inwazja jest zadziwiająco inteligentna i w pewnym momencie dochodzimy, czy właściwie bohaterowie książki dochodzą do wniosku, że ktoś tą inwazją steruje. Czyli kolejne życie, zupełnie obce nam, przez swoją biologię, wrogie wręcz.
[37:37] - Ale czy zauważ, jakie to jest wizjonerskie również we współczesnym świecie. Zobacz, wszystko się bierze z tej Krzemowej Doliny po prostu. Słuchaj, to zagrożenie. My siedzimy tam, gramy tylko, wirtualność i tak dalej. A wszystko się zaczęło w Krzemowej Dolinie. Cholera.
[38:01] - Tak. A sam powiedziałeś kiedyś tutaj chyba na antenie nawet, że wirtualność — skoro już mówimy o wirtualności — to jest pułapka.
[38:11] - To znaczy wiesz co, trzeba spojrzeć na tę książkę Borunia i Trepki tak na poważnie mówiąc w taki sposób, że to jest książka, która patrzy od człowieka na zewnątrz. Czyli patrzy na świat i odkrywa ten świat. Większość współczesnej science fiction patrzy na człowieka i grzebie w człowieku. Po Freudzie trudno, że tak powiem, wymagać czegokolwiek innego od humanistów niż grzebanie w naszych własnych wnętrznościach. Bo to strasznie ciekawe, nie? Pachnidła wszystkie i inne takie rzeczy. To cholernie ciekawe!
[39:01] - A jak się do głowy jeszcze człowiekowi zajrzy, to w ogóle fascynujące.
[39:05] - Te wszystkie, ta druga osobowość, trzecia osobowość, czwarta płeć, piąta płeć, wszystkie te rzeczy. Jakie to ciekawe!
[39:13] - Fascynujące. Zaręczam ci, że mówiąc o piątej płci, to jeszcze ci daleko do prawdy. Przynajmniej według tych, którzy tak lansują, to mamy tych płci dziesiąt.
[39:24] - Ale zobacz, to jest pokusa tego, że my grzebiemy we własnych patrołach, zamiast grzebać w świecie, po prostu szukać tam rzeczy ciekawych i tak dalej. Ta drobna, wątła kasta uczonych, która coś tam grzebie, właściwie już dawno nie jest uczonymi, tylko ludźmi, którzy starają się natrafić na ideę, która im da również kasę, że tak powiem, sponsorów znajdzie. Czyli do wykorzystania. W tych ciągoty do odkrywania świata nie zawsze były komercyjnie opłacalne. Zwykle nie były w ogóle komercyjne. Może zacznijmy od początku w takim razie. Kiedy człowiek odkrywał świat — ja już skrócę te całe parę tysięcy lat przed nami — natomiast już w naszych nowożytnych prawie czasach Kolumb, Magellan i tak dalej. Ludzie, którzy wyprawiali się na zewnątrz tego świata, który znamy i szukali tam. Co ich fascynowało? Co ich tam gnało?
Ciekawość. Zwróćcie uwagę, moi drodzy, że to była ciekawość okupiona pełnym ryzykiem. Takim ryzykiem, którego się dzisiaj nie dopuszcza. Kiedy kapitan Cook wypływał, kiedy Magellan wypływał z portów angielskich — to akurat nie angielskich, ale Cook tak — to znaczy załogi tych statków doskonale zdawały sobie sprawę i wiedziały, że wróci z nich co dziesiąty. Jak dobrze pójdzie.
[41:25] - I to racja była w dodatku. Tak było.
[41:28] - I tak po prostu było. Więc trzeba być idiotą, żeby płynąć.
[41:34] - No nie. Trzeba być odważnym człowiekiem, żeby płynąć. Nie, bo ja wiem, o czym ty mówisz. Bo myślę, że we współczesnej cywilizacji panuje kult świętego spokoju. Każdy chce żyć, być szczęśliwy.
[41:48] - Bezpieczeństwa.
[41:48] - Bezpieczeństwa. Ale czy można mieć o to pretensje? Życie mamy jedno. Przynajmniej takie panuje powszechne przekonanie. O różnych reinkarnacjach i tak dalej na razie odłóżmy je na bok. W każdym razie życie mamy jedno i każdy chce być szczęśliwy, chce mieć święty spokój i tak dalej. Nasza cywilizacja zatraciła ducha eksploracji, bohaterstwa, ciekawości.
[42:17] - Świetna rasa istot na Ziemi, bardzo pięknych. Ja je bardzo lubię i kocham w ogóle. Otóż ślimaczki. Ślimaczki jakoś nie stworzyły żadnej cywilizacji, ale za to mają swoje domki. Każdy ma domek, prawie, poza tymi, co pełzają bez domków. Ich też jest chyba większość. Te nasze polskie przysłowie, że ślimaczki mają swoje domki, mają ciepło w tym domku, bezpiecznie. Jak ptaszek przyleci albo coś im zagrozi, to się schowają w tym domku. Siedzą tam, mają tam swojego wirtuala.
[42:56] - Tak.
[42:57] - I my wszyscy się zamieniamy w takie ślimaczki.
[42:59] - Tak. Trzeba też pamiętać, że od czasu do czasu ktoś takiego ślimaczka przez przypadek nawet, a nie złośliwie, rozdepcze. I ten ślimaczek guzik, za przeproszeniem, wie, co się stało. Ja tego nie mówię przecież w kategoriach tego, że ja mam do kogokolwiek pretensje. Sam cenię sobie chwilami święty spokój i chyba nie mam w sobie w tej chwili, może w młodości, duszy explorera i człowieka, który by ciach i wyrusza gdzieś daleko. Powiem tak: właściwie we wszystkich czasach było tak, że była grupa ludzi, którzy chcieli mieć święty spokój.
[43:38] - Była.
[43:39] - Była, ale była też grupa szaleńców Bożych.
[43:42] - Była. A gdzie ona dzisiaj jest?
[43:43] - Właśnie ich jest nie za wiele. To jest paradoksalne, bo my często zadajemy sobie pytanie i to, co za chwilę powiem, to nie jest odpowiedź na pytanie, dlaczego podbój kosmosu skończył się w pierwszej połowie lat 70. Tak naprawdę, bo oczywiście latano w kosmos na rozmaite sposoby, ale to było jakieś takie miałkie, bo po spektakularnym sukcesie, jakim były wyprawy na Księżyc i tu dodam, jeśli odrzucimy teorie spiskowe, że podobno nas tam nie było, ale załóżmy, że jednak byliśmy, to to było spektakularne. Byliśmy na satelicie, byliśmy na Księżycu. To było coś. Nawet nie przestraszyło, przecież Apollo 1 spłonął na wyrzutni.
[44:36] - Ja chciałem właśnie to powiedzieć, że kiedyś wylatywano, a potem już tylko wylatywano, ale na wyrzutniach.
[44:42] - Apollo spłonął, to był test w dodatku, on nawet nie startował. To był test. Oni spłonęli. Amerykanie stosowali w swoich statkach kosmicznych atmosferę tlenową, która sprzyjała takiemu szybkiemu pożarowi i to się skończyło tragedią. A mimo to Apollo 11 kilka lat później lądował na Księżycu. Co więcej, Apollo 13 się rozpierdzielił w drodze, a mimo to oni wrócili. Każdy, kto oglądał film chociażby z Tomem Hanksem, to wie mniej więcej, o co chodzi. Mieli taką wolę życia, taką chęć powrotu i takie wsparcie z Ziemi, że wrócili. Przecież jeśli sobie uświadomimy, że następna tragedia w kosmosie w wykonaniu Amerykanów odbyła się dopiero w latach 80. podczas startu wahadłowca, a kolejna, kiedy posypały się ofiary, była już w XXI wieku, to tak naprawdę w sumie szczególnie w przypadku wypraw Apollo, to jednak z naszego punktu widzenia to była prowizorka.
Nie było co prawda to drutem wiązane, ale te komputery, których moc obliczeniowa była na poziomie kalkulatora dzisiejszego, te wszystkie dosyć prymitywne z naszego punktu widzenia, mądrzejsi jesteśmy o kilkadziesiąt lat, to nam łatwiej, ale z naszego punktu widzenia prymitywne urządzenia, ale jednak dolecieliśmy tam, a później zrobiliśmy stop. Ale pytanie: dlaczego tak się stało?
[46:31] - Wiadomo dlaczego.
[46:32] - To dlaczego?
[46:33] - Wiadomo dlaczego. Po prostu gdyby oni nie dolecieli, toby Ruski dolecieli. Kurde, a już byli bardzo blisko.
[46:39] - Byli, to prawda.
[46:41] - To był taki sam wyścig jak z bombą atomową, z konstruowaniem, jak z wszystkimi patentami. Ten wyścig wygrali i ci, którzy wygrali, spokojnie już poszli na emeryturę.
[46:53] - Ja cię bardzo przepraszam, ale zanim upadł od ostatniego lotu na Księżyc do upadku komunizmu upłynęło prawie 20 lat.
[47:03] - Tak, tylko że zanim upadł komunizm, to im się sypnął cały program.
[47:08] - Ekonomia im się w dodatku sypnęła. To prawda, ale mimo wszystko nie było parcia na odkrywanie. Dzisiaj słyszymy o programach czy to rządowych, czy programach prywatnych, komercyjnych. Elon Musk się odgraża cały czas, że skolonizuje Marsa. Fascynująca rzecz. Powiem ci, że trzymam kciuki, bo to fascynujące, ale zobacz, to są wizje na taką skalę właśnie „Odkryjmy, zaludnijmy Marsa”.
[47:36] - Nie.
[47:37] - Nikt nie patrzy już dzisiaj. Ja pamiętam, taką miałem w dzieciństwie książkę o Układzie Słonecznym i tam były wizje, w którym to roku nasze sondy czy też nasze pojazdy, czy też załogowe stacje pojawią się na orbitach, czy też na powierzchni innych planet. Powiem ci, że w naszych czasach to myśmy już powinni być w okolicach Plutona jako ludzie, nie jako aparaty, bo jako aparaty rzeczywiście tam docieramy, natomiast jako ludzie powinniśmy już się gdzieś tam kręcić. Nic takiego nie nastąpiło, coś się wstrzymało. I pytanie, czy wstrzymywała nas technologia tylko i wyłącznie, czy też my jako rasa, ale rasa tak w pojęciu kulturowym oczywiście, coś nas wstrzymało i po prostu nie ruszamy dalej w kosmos.
[48:30] - Mamy swoją muszelkę, Ziemię. No i cześć.
[48:33] - I dlatego być może podoba mi się ta wizja z lat 50., gdzie nie ma mowy o muszelce. Jest ta Ten pęd, nie bez przyczyny się Magellan i Kolumb pojawili, bo chyba ten sam silniczek mieli w tyłku, za przeproszeniem, i ci odkrywcy na Ziemi, i ci bohaterowie książki trylogii Borunia i Trepki. To samo ich pchało. Nieznane.
[49:03] - Poczekaj, Marku. Nieznane może pchać człowieka. Rozumiesz? A kto to jest człowiek? Człwiek to jesteś ty. To jestem ja. To są nasi słuchacze. To są ludzie. A czy społeczeństwo może być ciekawe? Społeczeństwo nie ma takich cech jak ciekawość, jak tworzenie idei.
Społeczeństwo nie ma żadnych, nawet fobii i tak dalej. Czasami wpada w sidła pewnych idei, natomiast społeczeństwo nie ma czegoś takiego. Społeczeństwo nie ma żadnego programu.
[49:54] - Nie, zrozummy się. Nawet O35 pisze o tym, że ciekawość i chęć zysku, kasa i tak dalej. Nawet przykład dobry, jakby się wszyscy słuchacze „Bibliotekarium” zrzucili, to też by nie było nikogo stać, żeby w kosmos polecieć. Ja to wszystko wiem. Elon Musk jest miliarderem i w związku z tym go stać. Też to wiem. Tylko mnie chodzi o coś takiego, że przecież Kolumb to też nie był facet, który za swoje popłynął do Ameryki. Przecież on łączył dwie rzeczy. To był cwany gość, który potrafił połączyć dwie rzeczy. Chęć zysku króla, który go wydelegował na tę wyprawę, który opłacił.
Króla czy też dworu, w każdym razie ludzi wówczas bogatych. Połączył te dwie rzeczy. Przecież król go nie wysyłał po to, żeby odkrył cokolwiek, tylko odkrył drogę do Indii, żeby sobie można kabzę dalej nabijać. Oczywiście. Ale jednocześnie dlaczego pojawił się Kolumb? Dlatego, że jego ciekawiło, co jest za tym horyzontem. Między innymi. Przypuszczam, że też był zwykłym człowiekiem, który chciał sobie też kabzę nabić. Nie wątpię w to, ale jednak potrzeba nam czasami takich jednostek, które patrzą troszeczkę dalej.
[51:21] - Ale poczekaj, cały czas, Marku, mieszamy tego. Ja się zgadzam z tobą, tylko tak na polskim podwórku patrząc, to potrzebę odkrywania ja mogę mieć, ty możesz mieć. Nabijanie kabzy ja mogę chcieć, ty możesz chcieć.
[51:39] - Ale my to jesteśmy małe pikusie.
[51:41] - Ale czy na przykład Sejm chce polecieć na Księżyc?
[51:47] - To nie jest zła koncepcja. Dla niektórych wysłanie tam naszego Sejmu nie byłoby takie złe.
[51:53] - A bo Sejm chce nabijać kabzę?
[51:57] - Powiedziałbym, że wyłącznie. Sobie wyłącznie.
[52:01] - Nie ma takiego pragnienia. Ma również to, co mają zwykli obywatele — poczucie bezpieczeństwa. Mamy dostawać tyle, żeby nas nikt stąd nie ruszył.
[52:11] - Dobrze, powiem brutalnie: Sejm nie musi mieć poczucia chęci nabijania sobie kabzy, bo już sobie ją nabija tu na ziemi, w związku z czym nie musi patrzeć tak daleko, żeby sobie ją nabijać gdzie indziej. Mnie chodzi o coś takiego: zobacz, w pewnym momencie Amerykanie, bo znowu im się to opłacało, bo to, tak jak powiedziałeś, był wyścig gdzieś tam z Rosjanami, pakowali potężne pieniądze w program kosmiczny, a później się przestało opłacać i przestaliśmy w ogóle myśleć o tym, że dotrzemy na Marsa jako ludzie, bo powiedziano nam, że wysłanie tam człowieka jest nieopłacalne. Lepiej wyślijmy tam automat. Przekonuje cię to? Owszem, to jest przekonujące do pewnego momentu. Do pewnego momentu jak najbardziej. Ale zobacz, w związku z tym, że nie myślimy o celach małych, czyli takich, żeby dotrzeć na przykład na księżyce wielkich planet w Układzie Słonecznym, to nie myślimy też o celach dalszych, żeby dotrzeć do najbliższej gwiazdy.
[53:11] - Marku, powiedziałeś przed chwilą, że Amerykanie, żeby to ładowali gigantyczne fundusze. Guzik prawda. Ładowali tak samo .
[53:28] - No i właśnie w tym momencie dodzwonił się do nas na nasz telefon pan Marek Myszograj. Dobry wieczór, panie Marku, czy się słyszymy?
[53:36] - Tak, oczywiście. Dobry wieczór.
[53:38] - Dobrze pana słychać.
[53:42] - Jak miło pana słychać.
[53:46] - Bardzo się cieszę w ogóle, że nastał piątek. Po ciężkim tygodniu pracy nastał piątek, który widzicie megą. Zawsze się cieszę, jak mogę posłuchać „Radio Paranormalium”, „Bibliotekarium” śluz ADW. Dla mnie to jest cała przyjemność piątkowych wieczorów. No i właśnie pozwoliłem sobie zadzwonić odnośnie polecanych książek, polecanych autorów, za które jestem mocno wdzięczny, bo już po raz pierwszy zapoznałem się z omawianą trylogią. Przyznam się, że od środy śledzę książkę „Zagubiona przyszłość”, ale niestety nie doczytałem jej do końca. Nie z tego powodu, że mi się nie podobała. Podobała mi się bardzo. Podoba mi się. Doczytam ją na pewno do końca.
Została mi gdzieś jedna czwarta, końcówka. Naprawdę brakło mi czasu Stawała na głowie. Nie miałem rady doczytać, po prostu-
[54:51] - Jakżesz panu zazdroszczę, że zakończenie tej książki jest dopiero przed panem, a ja już je znam. Naprawdę duże przeżycie.
[55:03] - Aż mnie kręca jeszcze bardziej szybko w środku. Na pewno ją skończę. Ale mimo wszystko chciałem się podzielić na temat tego, co już przeczytałem. Jeżeli można, postaram się w jakiś sposób nie spoilerować.
[55:15] - O, bardzo prosimy.
[55:17] - Powtórzę to, co przed chwileczką mówiłem. Książka jest świetna. Świetna jak na swoje lata. Miałem akurat trzecie wydanie powieści. Nie wiem, jak we wcześniejsze były pisane i w jakim stylu i tak dalej, ale trzecie jest moim zdaniem rewelacyjne.
[55:38] - Ale przepraszam, ma pan trzecie wydanie z lat 80., tak?
[55:42] - Tak. No i właśnie chciałem jeszcze to powtórzyć, że jestem zdziwiony, że nie mogłem wcześniej wydobyć. Jestem rocznika '79, a autorów tej trylogii poznałem tak naprawdę od wtorku, czyli dzięki państwu. Jeszcze raz dziękuję za polecane książki. Postaram się wszystkie trzy przeczytać. No i teraz żeby nie spoilerować, troszeczkę postaram się coś powiedzieć o swoich odczuciach. Pierwsze to z czym mi się kojarzy książka. Książka mi się kojarzy jak na swoje lata z tym, co pisali bracia Strugaccy. Czyli ten opis świata technologii jest bliski książkom „Przewrotnicy. Ziemia” czy „Przewrotnicy.
Świat” w tym sensie, że opis wszystkich nowinek technologicznych, rozwiązań jest mocno zbliżony do tego, co pisali wspomniani bracia Strugaccy. Żebym się nie pogubił. Świat, jaki został stworzony w „Zagubionej przyszłości” jest oparty, moim zdaniem, na samym początku przynajmniej o świat baśni albo bajki. Bo przecież w zasadzie prezydent pełni rolę takiego, można powiedzieć, króla, władcy, który nawet rękę swojej córki ofiaruje za wykonanie wiadomej czynności. Przynajmniej tak na początku mi się wydawało, że to będzie szło w tym kierunku świata bajki. Ale książka ta była napisana w latach 50., z tego, co dobrze usłyszałem. I teraz, jeżeli panowie mi pomogą, takie moje odczucia. Może to już świadomy zabieg, bo przecież w tamtych czasach, o ile dobrze pamiętam, kojarzę z tego, co się uczyłem, panowała instytucja taka jak cenzura. Dobrze mówię?
[58:08] - Zgadza się. Oczywiście mówiliśmy na początku o tym.
[58:11] - Nie wiem, czy to będzie celowy, czasami taki zabieg właśnie odnieść się przynajmniej na samym początku opowieści do króla, do tego świata baśni, żeby może zmylić cenzorów. Może cenzorzy nie byli świadomi całej dalszej części powieści i zostało dopuszczone do druku, bo później ten prezydent się okazał nie takim królem, co myśmy się uczyli w szkole o królach, tylko wręcz przeciwnie. Ten prezydent to taki dyktator stalinowski. No i jeżeli cenzorzy puścili to do druku, to moim zdaniem to był już świadomy zabieg.
[59:03] - Wie pan co? Przerwę na chwileczkę, bo ja to wydanie, które pan mówi z lat 80., znam trochę gorzej. Znam natomiast to wydanie wcześniejsze z lat 50. I tam tak naprawdę to społeczeństwo na Celestii to jest taka karykatura społeczeństwa kapitalistycznego i to ma być obraz społeczeństwa kapitalistycznego. I cenzura tak naprawdę chciała wierzyć, że ci autorzy tak to społeczeństwo widzą. Taki zresztą w propagandzie ówczesnej był obraz. Pokazywano społeczeństwo amerykańskie jako rozwarstwione, ciemiężone, wyzyskiwanie Murzynów. Zresztą odbiciem tego są opowiadania na przykład Lema z tomu „Sezam”, w którym on powtarza podobne tezy, jak to jest bardzo źle w Stanach Zjednoczonych, jakie tam cierpienia się odbywają i tak dalej. W związku z czym ja nie wiem, jak to później zostało zmienione w tym wydaniu, które pan czyta z lat 80. Być może pożeglowano w tym kierunku takiej stalinowskiej satyry ze stalinizmu.
Natomiast oryginalnie to jest pokazanie, jak zły jest kapitalizm. W dodatku cała historia. Przecież to są kapitaliści, którzy uciekli z Ziemi przed czerwonymi diabłami, czyli rozrastającym się, zwyciężającym komunizmem. To tak to miało wyglądać. Mnie jest dzisiaj trudno powiedzieć, czy Boruń i Trepka robili to świadomie, czy nieświadomie.
[01:00:49] - Dokładnie tak jest, tak jak pan mówi, ale mimo wszystko chciałoby się zgłębić tego prezydenta. To, jak on się zachowuje, jakie decyzje podejmuje, jakie ma różne tajne przejścia w swoich gabinetach, jakieś tajne połączenia, w jaki sposób zarządza aparatem terroru i tak dalej. W moim odczuciu to było takie przełożenie czystej dyktatury, czy to stalinowskiej, czy też nazistowskiej, a może nawet na tyle współczesnej na tle dzisiejszych zamieszek w Afryce. Też można odnieść takie przekonanie, że ta książka jest na czasie, bo ci dzisiejsi tak zwani rządzący tak postępują. Patrzą na żądania całego społeczeństwa, wręcz przeciwnie, działają według własnych, tak naprawdę nie ideologicznych, tylko własnych pobudek. Przecież ten prezydent też obiecywał zwiększenie pensji dla policjantów, jeżeli wykonują swoje normy i tak dalej. Wszystko to mi się tak kojarzyło z tym prezydentem. Czysta forma dyktatury .
[01:02:13] - No tak, to ja się lubię powtarzać. To jest truizm, ale tak to niestety wygląda.
[01:02:23] - Na początku był przedstawiony jako król, a później to wszystko bardzo ładnie zostało przedstawione właśnie w ten sposób, co mówiłem . Jeszcze kilka rzeczy, które chciałem poruszyć. Tak mam w kilku słowach. Fajnie, że ta książka „Zagubiona przyszłość" oparta jest przede wszystkim na historii kickowej. Przecież tam się pojawiają jakieś rody w Colekcji, którzy wierzą w władzę nad bóstwami, nad energią. Przecież to lata trzeciego ranku, lata 80., a być może już wcześniej te rody Colekcji były w jakiś sposób przedstawione, więc dla mnie to się mocno kojarzyło w każdym bądź razie z historiami kickowymi, co dodało troszeczkę smaczku. Sama też Biblia, której nie chcę spoilerować, nie wiem, w jakich słowach przekazać. Wątek Biblii czy wątek słowa „Washington" to wszystko tak-
[01:03:32] - No zgadza się
[01:03:33] - ... właśnie teorie kickowe. Dla mnie zostało to wszystko ładnie wyjaśnione. Fajnie to było pociągnięte, jak z takim właśnie kickiem ingerencja w historię. Tak naprawdę kolejny problem, jeżeli ktoś włada historią, ktoś, kto rządzi przeszłością, to tak naprawdę ma we władzy przyszłość. Na tej samej zasadzie. I to właśnie ten tajemniczy prezydent w tej „Zagubionej przyszłości" ingerował w przeszłość, żeby zmienić przyszłość.
[01:04:16] - No i proszę, jak łatwo można to połączyć chociażby ze wspomnianym przez Wiktora rokiem 1984, który notabene gdzieś czasowo mniej więcej odpowiada trylogii Borunia i Trepki, chociaż jest zupełnie o czym innym, ale też porusza ten problem, o którym pan powiedział przed chwilą. Kto panuje nad jednym czasem, panuje nad drugim czasem. To jest oczywistość.
[01:04:42] - No tak. Chociaż lubię Orwella, ale ta książka „Zagubiona przyszłość" bije na głowę mimo wszystko. I ta akcja przynajmniej podoba mi się bardziej. Porusza również taki problem, można powiedzieć, wszechstronna książka. Kolejny problem to taki porusza odkrywczy, geograficzny, zderzenie kultur, światów. Właśnie odkryć, kiedy Kolumb odkrywa nowe lądy, nowe kultury. I tutaj też mamy różnicę czasów między wyrobem tych postaci. Te pojazdy kosmiczne do Colekcji, gdzieś tam po pewnej kataklach, po wielkich kataklach mamy różne odrębne kultury, które się do siebie dostosowują i w różnych czasach mamy kontakt.
[01:05:37] - Oczywiście.
[01:05:38] - Na przykład z jedną stroną świata, z dwiema stronami świata. Teraz nawet jeżeli byśmy ruszyli w kierunku Marsa i byśmy byli na Marsie, czy też mieli jakieś tam bazy, to wszystko byłoby jednak, ciężko powiedzieć, że zglobalizowane, ale w jakiś sposób skomunikowane, można byłoby utrzymać ten kontakt. Zawsze to wyglądałoby dobrze. A tutaj kultura na Colekcji została wyizolowana na tych kilku kataklach i się odtworzyła, można powiedzieć, na nowo. Tak jakby szlak kolumbijski poszedł w tej książce. Takie moje odczucie.
[01:06:27] - To prawda, to jest ciekawy element tej książki, o którym pan mówi.
[01:06:35] - Jeszcze chciałbym wrócić do warsztatów, tam odnośnie-
[01:06:42] - Przepraszam pana na chwilę. Przepraszam. Wiktor chciał coś powiedzieć jeszcze. Chwileczkę.
[01:06:47] - Nie, ja tylko mam takie pytanie do pana Marka. Jeśli się panu podoba dzisiaj ta książka, czyli prawie w 2020 roku To jak pan myśli, jak my jako dzieciaki żeśmy odbierali to w latach 50. ubiegłego wieku?
[01:07:06] - W 50. to mnie jeszcze nie było.
[01:07:08] - Ale ja już byłem. Wtedy ta książka to powalała. Znów to się niebo waliło na głowę człowiekowi, jak czytał coś takiego. Jeżeli to dzisiaj jest w jakikolwiek sposób troszkę choćby fascynujące, to wtedy było obłędne po prostu.
[01:07:26] - Nie mówię, że to dobre porównanie, ale wiem, o co chodzi. Rozumiem. Jeszcze właśnie chciałem poruszyć temat warsztatów ABW, bo na podstawie tej książki mieliśmy taki przykład rozmowy między filozofem a tym głównym konstruktorem. To mi się mocno podobało w „Konstrukcji Świń”. To była rozmowa taka naprawdę dosyć długa. W rozmowie się w zasadzie nic nie działo, tam nie było jakichś rozwinięć akcji i tak dalej. Ten filozof wszystko wyjaśniał, naprowadzał tego konstruktora w taki ciekawy sposób i to się wlekło, ale to się wlekło tak, że to się chciało czytać. Ciekawy manewr warsztatowy, nieopisyujący, że bez żadnej akcji, wolnego tempa akcji, tylko to jest tak naprawdę rozmowa dwóch ludzi, a w tej rozmowie się dzieją naprawdę wielkie rzeczy. Fajnie to jest zrobione, ciężko spotkać takie coś, można powiedzieć. Moim zdaniem ta rozmowa z filozofem to powinien być taki wzór warsztatowy.
Wzór, jak pisać, czy to dialog? Ja nie wiem, jak to nawet nazwać. To nie dialog, tylko opisanie czegoś w formie dialogu, ale to jest bardzo fajny przykład. Nie wiem, czy mnie panowie rozumieją, ale to jest coś, na co zwróciłem uwagę, co mi się bardzo podobało. Filozof chciał wyjaśnić temu konstruktorowi sprawy związane z Biblią. Że ta Biblia to nie ta Biblia i tak dalej. I to fajnie było przedstawione. Tak się chciałem tylko tym podzielić. Dziękuję bardzo. Dziękujemy w takim razie.
[01:09:36] - No i jeszcze zbliżając się do końca przemyśleń, gdzieś tak w połowie książki mocno zawała nudą. Myślałem, że nie doczytam do końca, że tam problem się pojawił z windą, że ci bohaterowie gdzieś tam próbowali uciec dalej, ta winda nie chciała ruszyć, a windy mogły się odbyć, a się światło jakieś tam nie zapaliło. Nie chcę spoilerować. Pewnie ci, którzy czytali, wiedzą może, o co mi chodzi, ale to już był praktycznie koniec pierwszej części tej książki. O tym nie wiedziałem, ale zawała tą nudą. Nie powiem, długo nie, ale zakończyła się ta pierwsza część i nagle olśnienie przy drugiej części. Jest drugi punkt widzenia tej stacji Colewski. Do połowy, do wychodzi cała pierwsza część. Ten pierwszy rozdział to był punkt widzenia tej stacji Colewski, można powiedzieć od wewnątrz, od tej strony izolowanego społeczeństwa. I nagle kończy się rozdział pierwszy, zaczyna się rozdział drugi i mamy punkt widzenia już wewnątrz.
Już drugi świat, który istnieje tak naprawdę, my o tym nie wiedzieliśmy i się dowiadujemy, że istnieje drugi świat, który nagle zauważył tą Colewskię. I to było świetnie pokazane. Końcówka pierwszego rozdziału troszeczkę już ziewała nudą, jakby można powiedzieć, oczy się kleją. I nagle otwieramy kartkę na rozdział drugi i oczy się otwierają i widzimy, że taki świeży powiew świeżości zawała. Pojawiały się tam nazwiska już w tej drugiej części. Nazwiska tych gagi. O ile się nie mylę, nazwanie właśnie może być dwóch gagatków. Nie wiem, czy już w latach 50. istnieli.
[01:11:44] - Chyba aż tak szczegółowo nie pamiętam, ale myślę, że to mogą być już przeróbki z lat 80. Ale tu się nie dam pokroić, aż tak szczegółowo nie pamiętam.
[01:11:58] - No to jeszcze tam w drugim rozdziale też słuchamy informacji, jak sobie tam ludzie z Ziemi przesłuchują wiadomości i te wiadomości też zupełnie inne od współczesnych są. Współcześnie same informacje to są zazwyczaj wiadomości na temat kryzysu jednego i drugiego, gdzieś tam jakiś konflikt zbrojny, protesty i tak dalej. Natomiast w książce fajnie pokazane były te informacje takie agralne, że tu był postęp, gdzieś tam w Czechach coś wykonano, gdzieś na Słowacji coś wykonano, gdzieś w jakichś górach. Same takie informacje, coś tam naukowego, ale nie zawała nudą. Były fajne takie. Świetna książka. Bardzo mi się podobało. Chciałem też znaleźć jakiegoś hackera na tą książkę. Nie udało mi się jeszcze.
[01:13:02] - Tak było w przypadku, powołam się na omawianą książkę „Wodny świat”, tam ptaków można grzebać w dalekich nutkach, a tutaj przyznam się szczerze, zaparałem się. Na początku jeszcze prezydent zażywał swojego głównego konstruktora. Podał mu trzy dni na przebudowę całego układu do zapobiegawania potencjalnego niebezpieczeństwa. I ciekawy mnie, czy te trzy dni można podważyć? Myślę, że autorzy „Zagubionej przyszłości” tak sprytnie i tak logicznie wszystko ze sobą połączyli, że ta książka jest wygrana do samego końca w idealny sposób. Takie jest moje odczucie. Tam problem przecież pojawiał się w lecących kul. Te kule się okazały na bieżąco kulami, ale wszystko ładnie grało. Nie chcę spoilerować, ale naprawdę jestem oczarowany i zdumiony, że ta książka niemalże przeszła obok mnie, a ja o niej nie wiedziałem. Jeszcze raz bardzo dziękuję za polecenie.
[01:14:17] - My też dziękujemy i zachęcamy do kolejnych części tej trylogii, bo myślę, że warto.
[01:14:25] - Na pewno poczytam w przyjemność to. Przełączam się na odbiór.
[01:14:35] - Dziękujemy bardzo.
[01:14:37] - Dużo zdrowia w 2019 i sukcesów.
[01:14:43] - Wszystkiego dobrego też życzę.
[01:14:45] - To my panu życzymy.
[01:14:50] - O sukcesy przynajmniej w ADW raczej się pan Marek nie ma co martwić, także to jest raczej pewnik.
[01:14:57] - Raczej pewnik. Nie zdradzajmy.
[01:15:05] - Pana Wiktora zatkało.
[01:15:08] - Dziękuję ślicznie. Dobrej nocy i przełączam się z powrotem. Do następnego razu.
[01:15:14] - A ja teraz czujnie nawiążę do naszego czatu. O35 dosyć dużo napisał i ja powiem, że z fascynacją czytałem to, co napisał.
[01:15:27] - Jak można z fascynacją czytać coś, z czym się zgadzasz?
[01:15:34] - Zaraz ci powiem, bo O35 opisał historię, którą wyjął z mojej głowy. To jest jakieś zjawisko takie, które jakoś tak, o ile mnie pamięć nie myli, to taka zdolność O35 jest. Bo napisał o sytuacji, kiedy biegał za książką Borunia i Trepki, bo brakowało ostatnich stron, końcowych stron. Dokładnie to samo miałem ja. Miałem pierwszy raz pożyczoną tę książkę z biblioteki szkolnej jednej ze szkół w Bydgoszczy, tak to określmy. I ona miała wrednie wyrwane kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt stron. I ja, podobnie jak on, biegałem, żeby znaleźć drugi egzemplarz w ogóle gdzieś i doczytać, co tam było, bo to dosyć istotne. Więc jestem po prostu powalony tym, jak podobne historie w przypadku tej samej książki się zdarzają. Właściwie statystycznie to prawie niemożliwe jest, mówiąc szczerze. Dalej O35 napisał jeszcze o tym, o czym mówiliśmy, że w anglosaskiej literaturze nie ma odpowiednika, przynajmniej on nie zna.
Ja, mówiąc szczerze, też nie znam odpowiednika takiej właśnie książki jak trylogia Borunia i Trepki.
[01:16:42] - To znaczy takich książek właśnie, bo to chyba ten szereg, który żeśmy wspomnieli wcześniej, czyli „Zagubiona przyszłość”, „Kosmiczni bracia”, „Obok Magellana”, „Mgławica Andromedy”, „Dalekie szlaki”, „Śniegowa”. Czegoś takiego, takiego nurtu w anglosaskiej literaturze rzeczywiście po prostu nie ma.
[01:17:04] - To prawda. Ja powiem tak, a jeszcze ciekawą rzecz wyczytałem. Napisał o niej Julian, że póki nie zostanie wynaleziony nowy napęd, to my sobie wokół stodoły możemy polatać. No prawda. Tylko jak się nie ma celu, to też nie ma napędu. To znaczy, jeżeli nas nie popycha, że chcemy z tego Układu Słonecznego wypysnąć, to ten napęd się nie pojawi albo będzie się pojawiał przez najbliższe kilka stuleci i w rezultacie się tak słabo pojawia. Ale racja, póki go nie ma, to my sobie rzeczywiście możemy tutaj polatać wokół stodoły. Tylko pytanie, co jest siłą napędową, a gdzie jest skutek, gdzie przyczyna? Ja nie rozstrzygam tego problemu, ale warto się nad tym zastanowić. Poza tym pisze jeszcze Julian na przykład coś takiego, że CERN kosztował miliardy.
Co tam się dzieje wie mniej niż 1% ludzi. To samo ze stacją kosmiczną czy jeszcze z innymi. Nauka odkleiła się od przeciętnego człowieka, dlatego wolą siedzieć przed smartfonami. Racja. Tylko ja tu mam jedną wątpliwość, czy to nauka się odkleiła od przeciętnego człowieka, czy w ludziach nie ma krzty zainteresowania tą nauką? I ty jesteś tutaj człowiekiem, którego nie mogę pytać o zdanie, bo ty regularnie czytujesz pisma przynajmniej popularnonaukowe i starasz się być na bieżąco przynajmniej w tej popularnej nauce albo popularyzowanej nauce. Może tak. Natomiast Julian zwraca uwagę na coś, co jest bardzo ważne. Rzeczywiście nauka przestała fascynować, przestała się sprzedawać. Nie, to złe słowo.
Przestała być czymś atrakcyjnym, czymś nośnym, czymś, co sprawia, że mamy wypieki na twarzach. To już nie jest trendy. Nauka jest passe. Absolutnie.
[01:19:12] - Wiesz co? Może w takim razie walnę takim paradoksem liczbowym. Otóż kiedy na przykład w Europie było parę milionów ludzi, to tych intelektualistów, których interesowała technika, to było 10%.
[01:19:39] - Ja nie jestem przekonany.
[01:19:40] - Ale dajmy na to. Załóżmy 10%. Margines, nie? Ale ta druga strona to też był margines, bo to było parę milionów, nie? A w tej chwili mamy 10 miliardów ludzi na świecie.
[01:19:56] - Nie, na szczęście.
[01:19:57] - Dobrze, ale załóżmy, że 10% dalej jest tych, którzy interesują się tym wszystkim.
[01:20:06] - Bo ci łatwiej obliczyć.
[01:20:07] - Tak. Ale jakie to ma znaczenie? Bo to 10% z 10 miliardów wobec 9 miliardów ludzi, których to nie interesuje.
[01:20:22] - Nie rozstrzygniemy tego problemu, bo ja mogę się zachować tylko jak taki lekarz, który stwierdza jednostkę chorobową. Jest coś takiego, o czym napisał Julian, że my jako masa, jako cywilizacja, jako zbiór ludzi przestaliśmy się interesować nauką.
[01:20:42] - Marek, masa nigdy się nie interesowała nauką. Masa się interesowała masakrą ewentualnie w Koloseum.
[01:20:53] - Nie rozumiemy się. Chodzi mi o coś takiego, że kiedyś, jeszcze całkiem niedawno nauka nawet dla ludzi zwykłych, takich niezaangażowanych w badania naukowe, była atrakcyjna, była ciekawa, była czymś, co pobudza wyobraźnię. Już nawet nie powieść SF, ale nauka. To tak jak z fantastyką naukową. Fantastykę naukową w latach 80. czytały dziesiątki tysięcy ludzi w Polsce. Miesięcznik „Fantastyka” w szczytowym okresie miał nakład 200 000 egzemplarzy.
[01:21:32] - Patrząc na 30 milionów ludzi w Polsce, to był margines.
[01:21:36] - Nieważne. Ale pamiętaj, że fantastykę przekazywano sobie z rąk do rąk i na ogół szacowano, że jeden egzemplarz czytają średnio cztery osoby. To już ci daje całkiem niezły procent. W każdym razie było to czytane. Książki SF wydawane w nakładach 100 000 egzemplarzy było czasami ciężko dostać. Zależy od tytułu, jaki akurat się pojawił. I tak dalej. Dzisiaj to zjawisko nie występuje. Jak autor sprzeda swoją powieść w nakładzie 10 000 egzemplarzy, to jest człowiekiem sukcesu. Są oczywiście tacy, którzy sprzedają jeszcze więcej, ale generalnie jak ktoś sprzeda 10 000 nakładu, to po prostu leży do góry palnikiem i jest szczęśliwy.
Zmieniło się to po prostu. Ludzie się zaczęli zajęli czymś innym. I teraz ja daleki jestem od twierdzenia, że to źle albo że to w ogóle głupi są ci ludzie. Nie. Stało się tak i teraz warto by stwierdzić, zauważyć, zorientować się, dlaczego tak się stało. Bo to ma, moim zdaniem, ścisłe przełożenie na to, dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, że nas to za przeproszeniem wisi, jak to w tym kosmosie jest, że chętnie obejrzymy sobie film „Grawitacja” z Sandrą Bullock, bo takie fajne widoki i w ogóle jest ciekawie i tak dalej. Ale jak obejrzymy sobie inny film SF na przykład jakiś taki o eksploracji kosmosu, to też jest fajnie. Ale żeby wierzyć w to, że my tam polecimy? Powiem ci, że większość ludzi w to nie wierzy. Nie wierzy po prostu.
I być może ta nasza wiara, wiara przecież nie ma przełożenia bezpośredniego na to, jak będzie. Ale ta wiara, że jesteśmy w stanie coś zrobić, chyba odgrywa rolę takiego motoru, takiego napędu, który mamy.
[01:23:34] - Marek, bez przerwy używasz słowa „nasza”. To nie jest „nasza”, a „moja” na pewno nie.
[01:23:42] - Czuję się częścią tej cywilizacji.
[01:23:43] - A ja nie. Otóż ja się czuję częścią tej malutkiej grupy ludzi, która słucha naszej audycji i czyta książki. A broń Boże nie mam nic wspólnego z tym stadem baranów, które, że tak powiem, wyłącznie je schabowe i pije piwo. Ja też lubię piwo i lubię schabowe, ale poza tym lubię coś jeszcze. Tak samo jak wszyscy słuchacze, którzy słuchają naszej audycji.
[01:24:13] - To bardzo dobrze, że słuchają, bo O35 jak zwykle wsadza kij w mrowisko i celnie go wsadza, bo mówi tak, że się nie zgadza z moim twierdzeniem, że nauka jest passe. Ja chętnie to czytam, co on pisze, bo jakąś nadzieję wlewa w moje serce, że jednak nie. Bo kanały na YouTubie, które mówią o sprawach naukowych, o nauce i tak dalej, mają milionowe odsłony. Czyli tak naprawdę nie potwierdza O35 również twojej tezy, że ludzie nie i tak dalej. Ja mam co prawda takie odczucie, spotykając wielu swoich czy to rubieżników-
[01:24:51] - Ale przecież te kanały na YouTubie to w dużej części tak naprawdę popnauka tylko.
[01:24:57] - Ale od czegoś trzeba zacząć. Niech to będzie nauka.
[01:25:00] - Na czymś trzeba skończyć.
[01:25:02] - O, właśnie. Pytanie teraz, czy te kanały na YouTubie napędzają później ludzi do tego, żeby sięgnąć po coś dalej, czy też stanowią taką krynicę mądrości i dalej się już ludzie nie posuwają? Ja tego nie wiem. Odnoszę wrażenie, że w sporej ilości wypadków może być tak, że dalej się już nie sięga. Jakiś facet na YouTubie mówi, notabene ważną rzecz o 35 poruszył. Niektóre kanały mówiące o nauce na YouTubie są naprawdę genialne. Słuchałem kilku ludzi, którzy potrafią mówić o sprawach nauki w taki sposób, że ja, stary baran, byłem zafascynowany lekkością, w jakiej jest przekazywana wiedza. Część tych ludzi ma duży talent do mówienia o sprawach trudnych. Moim zdaniem wielka rzecz. Tylko pytanie zostaje, czy oglądacze YouTube'a sięgają dalej?
[01:26:09] - Widzisz, na to się, Markus, składa wiele rzeczy. Otóż kiedyś taki opowiadacz w naszych dawnych czasach był dla nas autorytetem. Dzisiaj ten sam wspaniały facet na YouTubie, który opowiada genialnie, omawia jakieś tematy dla przeciętnego studenta współczesnego czy dla ucznia w szkole nie jest żadnym autorytetem. Jest po prostu gadającą głową, dzięki której my rozumiemy, my się dowiadujemy i tak dalej.
[01:26:46] - Pełni rolę użytkową.
[01:26:48] - Pełni rolę użytkową, dokładnie. Autorytetem nie jest. Autorytet to jest coś, co pociąga nas do przodu. Znajdujemy kogoś, kto mi pokazuje drogę, jest moim autorem. Ja tą drogą podążam, znajduję kogoś innego, dowiaduję się coś jeszcze. I tak się rozpoczyna wędrówka z Hiszpanii do Ameryki albo z Ziemi w kosmos. To jest pewien ciąg. Tego ciągu dzisiaj nie ma, bo kto pokazuje tą drogę? Nikt tej drogi nie pokazuje.
[01:27:29] - Nie. Zobacz, jednak jak już tak otrzeźwieję trochę z tej zapalczywości, przychodzi mi do głowy, że takie umysły jak może przereklamowany, chociaż ja tak nie uważam, Hawking, który pisał książki popularne dla ludzi o tych problemach, którymi się zajmował, taki człowiek jak popularyzator nauki, i ja tu znowu będę kaleczył język, Michio Kaku bodajże, taki Japończyk, który jest świetny.
[01:28:00] - Michio Kaku.
[01:28:02] - Michio Kaku. Dokładnie. Ja zawsze mam tendencję do kaleczenia nazwisk obcego pochodzenia. W każdym razie to jest człowiek, który potrafi porwać za sobą, zafascynować. To jest moim zdaniem duża umiejętność przy tym skomplikowaniu nauki.
[01:28:19] - Marku, przepraszam cię bardzo. W tej Europie XIX-wiecznej czy początku XX wieku naprawdę procent ludzi, którzy wiedzieli, kto to był Kopernik, kto to był Einstein był ogromny. Właściwie wiedzieli prawie wszyscy. Natomiast kto dzisiaj wie, kto to jest Michio Kaku, to po prostu śmiechu warte.
[01:28:45] - Ja cię przepraszam, ale chłop przy pługu też nie wiedział, kto to był Kopernik. Nie opowiadaj mi takich rzeczy.
[01:28:52] - Poczekaj, chłop przy pługu był od pługu, a dzisiaj wszyscy są od środków masowego przekazu.
[01:28:58] - Dobrze. Zgodnie ze swoim zwyczajem, ponieważ ci zaprzeczam, to ci jednak przyznam rację. To znaczy pewno dzięki temu, że tylu takich ludzi zorientowanych było w XIX wieku, to mogły powstawać romanse naukowe niejakiego Jules'a Verne'a czy Juliusza Verne, jak to się w Polsce mówi. I one fascynowały, bo jak czytano o wyprawie na Księżyc czy wokół Księżyca, właśnie na Księżyc on akurat nie dotarł konkretnie, czy czytano o innych ciekawych wyprawach, czy to pod wodę, czy w głąb ziemi, to ludzi fascynowało. Rzeczywiście szło to pod strzechy. Ten rodzaj nauki, który Jules Verne przekazywał, czy potem Wells, który przejął pałeczkę, on już tak stricte zajął się tymi sprawami naukowymi. Tu ci muszę niestety z pewną niechęcią przyznać rację, że skoro to trafiało do romansów naukowych, czy też po prostu do powieści, to znaczy, że ludzie chcieli to czytać i orientowali się, o czym ten facet pisze. Dzisiaj niektóre książki nie odnoszą sukcesu, mówię tu bardziej o zachodniej literaturze SF, ponieważ są tak mocno utopione w szczegóły naukowo-techniczne, że są po prostu dla niektórych osób za trudne, nie do przesłuchania. W związku z tym, dobrze czy źle, odpowiedzmy sobie wszyscy, niech każdy w duchu sobie odpowie. Część literatury SF stała się literaturą hermetyczną.
[01:30:38] - Hermetyczną. Jest tylko dla-
[01:30:40] - I dobrze. To teraz odwrócę kota ogonem. Zobacz, a książki z trylogii Borunia i Trepki nie były literaturą hermetyczną.
[01:30:50] - Nie. Mógł je czytać właściwie każdy, nawet nieprzygotowany technicznie. I to robił.
[01:30:58] - A tam, gdzie to było potrzebne, to autorzy wstawiali mnóstwo przypisów. Jak wiedziałeś, to przypisów nie czytałeś, jak nie wiedziałeś, to sobie zerknąłeś, o co chodzi.
[01:31:10] - Jak nie wiedziałeś, jak wygląda układ dwóch gwiazd podwójnych i tak dalej, jak tam planety krążą, to był rysunek, schemat tego. Można było sobie obejrzeć i wszystko zrozumieć, bo robili to ludzie z głową. I Boruń, i Trepka.
[01:31:27] - Julian pisze jeszcze o tym, że kiedyś naukowiec był jednocześnie fizykiem, chemikiem, biologiem, a dziś zespół ludzi prowadzi badania. To jest prawda. Ja wiem. Podobno ostatnim człowiekiem w dziejach nowożytnych, który wiedział wszystko, to był Kartezjusz, a później już nauka jednak zaczęła się specjalizować. To oczywiście o niczym nie świadczy, ale pytanie, czy dzisiaj to, że rzeczywiście badania, odkrycia powierzone są zespołom badawczym, czy to przypadkowo nie odbiera nauce nimbu przygody? Bo słusznie to Julian podkreśla, nauka kiedyś była przygodą. Nie bez przyczyny u Verne'a czy u innych ludzi z początków SF zawsze był samotny naukowiec, który coś tam wynalazł. Chociażby u Wellsa przecież w książce „Podbój księżyca” też naukowiec znajduje preparat, którym pokrywa kulę i dzięki temu ona zaprzecza istnieniu grawitacji, w związku z tym może sobie w kierunku Księżyca polecieć. Przesłony odpowiednie i tak dalej. A zatem to była przygoda jednostkowa.
Ktoś był tak genialny, że coś wynajdował. Przygoda zatem. Dzisiaj, jak się z Gruppen przygody robi trochę, to pytanie, czy to jeszcze dalej może być takie fascynujące?
[01:33:06] - Faktycznie, czy może być fascynujące na przykład dla ludu lądowanie na Marsie? Przypomnę tym, którzy nie brali w tym udziału, że kiedy Amerykanie lądowali na Księżycu, według polskiego czasu to była późna noc, prawie o świcie, przed świtem. Możecie mi wierzyć, że cała Polska siedziała przy czarno-białych telewizorach, na których w dodatku nic nie było widać, tylko jakieś białe plamy i kaszkę manną sypiącą się tam, i ledwo jakieś sylwetki poruszające się, bo taki był odbiór tego wszystkiego. Możecie mi wierzyć, że cała Polska siedziała, nikt nie spał, wszyscy siedzieli przy telewizorach czarno-białych. Otóż jeżeli dzisiaj będą Amerykanie lądowali na Proksimie Centauri, to normalnie nikogo to nie będzie wzruszało.
[01:34:10] - Nieprawda. Nie zgadzam się z tobą. Nie wiem, jaka będzie prawda, ale ja się z tobą nie chcę zgadzać, bo uważam, że dzisiaj ludzkości trzeba wielkiego wydarzenia. Takim wielkim wydarzeniem było lądowanie na Księżycu. Myślę, że dzisiaj lądowanie na Marsie byłoby takim wydarzeniem, które śledziłby świat z zapartym tchem.
[01:34:30] - Dzisiaj świat z zapartym tchem śledzi samochód latający na orbicie wokół Ziemi. Ale świetny dowcip!
[01:34:39] - Lecący w kierunku Marsa.
[01:34:42] - Czerwony czy naczerwony?
[01:34:44] - Wiesz co? To jest dowód na to, że Elon Musk potrafi dobrze sprzedać to, co robi, bo w planach Elona Muska jest właśnie podbój Marsa. Czyli on dobrze robi to marketingowo. On to sprzedaje. Przepraszam, on jest dzieckiem naszych czasów. Wie, że żeby osiągnąć sukces, trzeba to dobrze sprzedać.
[01:35:09] - Aha, ja wiem.
[01:35:10] - Notabene Julian dobrze to pokazał w swoim opowiadaniu „Bigos narodowy”, tak rzucę hasłowo. O to chodzi, że trzeba to sprzedać. Elon Musk to świetnie sprzedaje. Chce lecieć na Marsa, chce tam założyć kolonię. Chce tam zrobić coś, więc wtłacza ludziom w głowę, że to jest okej, że to jest fajne. Moim zdaniem w niezły sposób.
[01:35:40] - Wiesz, jak się nazywały te, co wkładały wysokie obsesy, proszę ciebie, ładnie się wymalowały i wychodziły na ulicę? One też sprzedawały.
[01:35:50] - Nieprawda, bo Elon Musk jest człowiekiem czynu. On to robi, a przy okazji sprzedaje to, co robi. Także ja nie wiem, czy to akurat-
[01:36:02] - Nie, nie wyznaję. Marku, my jak siedzimy, to po prostu możemy mówić o sobie i o grupie ludzi, z którą rozmawiamy, ale naprawdę, Marku, to jest przecież margines społeczny. My jesteśmy marginesem społecznym. Wszyscy ludzie, którzy czytają książki science fiction, to jest margines społeczny.
[01:36:27] - Dobrze, właśnie się tak poczułem, że zaraz brzęknę kajdanami. Ale wiesz co? O35 pisze w tej chwili o tym, że nauka zawsze robiona była dla pieniędzy, że różni naukowcy, tu akurat podaję przykład Archimedesa, robili swoje wynalazki czy też dokonywali odkryć po to, żeby zarabiać kasę.
[01:36:48] - Pewnie, że tak.
[01:36:53] - Pytanie: ale co z tego? Ja myślę, że oni po prostu łączyli przyjemne z pożytecznym, że tak się wyrażę. Dawali swój talent i chcieli na tym dobrze zarabiać. Dzisiaj jest troszeczkę tak, że są takie jednostki, które mówią: „Ja jestem, kurczę, taki zdolny, tyle mam do powiedzenia ludzkości, a ludzkość mnie nie chce”. Tak, ale nie potrafią ci naukowcy czasami, bo to dotyczy na przykład też naukowców, nie potrafią się po prostu sprzedać. I tu znowu podwiążę do Elona Muska. On potrafi sprzedać to, co robi. Chwała mu, ale to jest pewien element. Rzeczywiście nie da się odczepić chyba już części komercyjnej od części takiej stricte naukowej. Chyba czasy samotnych naukowców grzebiących w swoich laboratoriach, wynajdujących niesamowite wynalazki to chyba już czas miniony.
Nie wiem, może się mylę, ale to jest jedna strona medalu, bo Pytanie brzmi: czy da się jeszcze wrócić do czasów, kiedy całe państwa, a więc pewna potęga ekonomiczna, były zainteresowane podbojem kosmosu? Czy da się wrócić do tego i czy da się na przykład wtłoczyć jakiemuś społeczeństwu w głowy, że to być może jest opłacalne? Puśćmy wodze fantazji, ale to nie jest zresztą specjalnie oryginalne to, co za chwilę powiem, bo jeśli Elon Musk założy kolonię na Marsie i po jakimś czasie ogłosi, że to jest republika niezależna i on jest jej przywódcą i zacznie przyjmować ambasadorów z Ziemi. Będzie miał do tego prawo. Jeśli to zrobią na przykład Amerykanie, to co oni zrobią?
[01:38:44] - Marku, czekaj. My tu bez przerwy mylimy, a przynajmniej ja z tobą mylę jeden temat. Mylimy się bez przerwy, bo ty co pewien czas odnosisz się do konkretnego człowieka, a co pewien czas mówisz o jakichś Amerykanach. Ja nie wiem, kto to jest Amerykanie.
[01:39:05] - Dobrze, Amerykanie jako obywatele.
[01:39:08] - Amerykanie jako obywatele państwa niczego nie zrobią.
[01:39:14] - Ale państwo w ich imieniu zrobi.
[01:39:17] - Państwo również niczego nie zrobi.
[01:39:19] - A kto poleciał na Księżyc? Ja wiem. Wysiadał pierwszy-
[01:39:24] - Breżniew poleciał, proszę cię. Bez Breżniewa i Chruszczowa Amerykanie by nigdy w życiu nie dolecieli na Księżyc ani nigdzie. W ogóle nie wystrzeliliby pierwszej rakiety.
[01:39:35] - Wiem, że pierwszy wysiadał Armstrong, ale mimo wszystko ktoś musiał kasę na to jego wysiadanie dać.
[01:39:44] - Czekaj. Julian tu przed chwilą powiedział o jakichś abstrakcyjnych dla mnie miliardach na ten Wielki Zderzacz Hadronów i tak dalej. Tak? Wielka bzdura. Ten Wielki Zderzacz Hadronów kosztuje, że tak powiem, nakłady, które na niego poszły, są porównywalne z kilkoma, może kilkunastoma samolotami bojowymi współczesnymi. Ależ tak, Marku.
[01:40:14] - Nie. To, że samoloty bojowe i w ogóle cała technologia, która najpierw, zanim się te samoloty zbuduje, tam są wrzucane ogromne pieniądze, to zgoda. Natomiast ze Zderzaczem Hadronów to jest tak potężna budowla, że tam poszły też takie-
[01:40:29] - Kilkanaście samolotów.
[01:40:31] - Myślę, że nie kilkanaście. Myślę, że trochę więcej, ale generalnie zgoda. To prawda, że na zbrojenia idą ciężkie pieniądze. Tylko też weź pod uwagę, że technika wojskowa też daje dużo, jeśli chodzi o odkrycia naukowe. To też jest element napędowy nauki.
[01:40:51] - Zawsze był. Ja nie mam nic przeciwko temu natomiast.
[01:40:55] - Tak. Ale wiesz co? Tak się rozgadaliśmy. Może wróćmy jednak do trylogii Borunia i Trepki, bo trochę dzięki Markowi Myszogrojowi powiedzieliśmy o „Zagubionej przyszłości". Ja chciałbym wrócić do „Proximy". To jest książka, zacząłem o niej mówić, o tych Temianach, o podziemnych miastach. Zobacz, te wszystkie rzeczy, które wymieniam, zobacz, ile książek powstało na wąskie wycinki z tego. Czyli o podziemnych miastach albo o planetach, albo odkrywaniu innej cywilizacji. A oni to wszystko wstawili w jedną książkę. I to nie jest miks, który jest kłopotliwy czy zły w czytaniu.
Wręcz przeciwnie. Co więcej, w tej książce można znaleźć na przykład coś, co nawet dzisiaj jest sporą fantastyką, czyli na przykład takie wizje nanorobotyczne, leczenia za pomocą małych drobinek, które cię uleczą. Co więcej, jakbyś się bardzo uparł, wprawdzie wirtualnej rzeczywistości tam nie ma, ale na przykład coś na podobieństwo internetu da się już znaleźć. Da się znaleźć chociażby kwestia czytania książek, że możesz sobie książkę ściągnąć, wydrukować. Z tym wydrukowaniem to już bywa różnie, ale znam takich ludzi, którzy ściągają sobie PDF-y, a później je drukują, bo nie lubią czytać z ekranu. Więc jakieś podobieństwo przynajmniej do dzisiejszych czasów.
[01:42:25] - Ściągasz PDF i przesyłasz mi kartki, przynosisz.
[01:42:29] - Bo ty inaczej nie przyswajasz. Ja przyswajam jeszcze w postaci PDF-ów, ty przyswajasz w postaci kartki.
[01:42:37] - Nie tylko, bo jeszcze w postaci Ivelliosa.
[01:42:40] - W postaci dźwiękowych audiobooków w wykonaniu Ivelliosa też przyswajasz.
[01:42:46] - Tak.
[01:42:47] - Natomiast nie chcesz czytać z ekranu, bo nie chcesz.
[01:42:51] - Idiota by czytał z ekranu.
[01:42:53] - Dziękuję ci bardzo.
[01:42:53] - Skoro może sobie strzelić pa w głowę.
[01:42:56] - Szczerze zobowiązany za tego idiotę jestem ci, to szczególnie. Szanowni państwo, za dwa lata minie 70 lat, kiedy Boruń i Trepka zaczęli kombinować przy pierwszej książce. 70 lat. Zobaczcie, są znacznie późniejsze książki, które się zestarzały tak straszliwie, że dzisiaj są nie do czytania. A tutaj ta śmiałość wizji, ta taka lekkość, z jaką obaj panowie pisali, sprawia, że ta książka zestarzała się mniej, niż można by podejrzewać, patrząc na jej metrykę.
[01:43:46] - Ja wiem dlaczego.
[01:43:48] - To się podziel.
[01:43:50] - Bo obydwaj ci panowie byli dziennikarzami w Bydgoszczy i tak się sparowali i tak zaczęli pisać.
[01:44:00] - Właśnie.
[01:44:00] - Bydgoszcz ma taki mikroklimat.
[01:44:02] - Tak, Bydgoszcz ma taki mikroklimat. Pamiętasz, co powiedziałeś, kiedy napisaliśmy pierwsze swoje wspólne długie opowiadanie? To ponad 100 000 znaków. Walczyliśmy pół roku i napisaliśmy to opowiadanie. Nie tylko ze sobą walczyliśmy, ale w ogóle z materią walczyliśmy. Pamiętasz, co wtedy powiedziałeś? I żeby cię nie męczyć, od razu powiem, co będę czekał. Powiedziałeś, że fajne opowiadanie nam wyszło, ale to element autoreklamy. Natomiast powiedziałeś rzecz, która utkwiła mi w pamięci, że ty byś takiego opowiadania nie napisał i ty Żelkowski też byś takiego opowiadania nie napisał. Ale dzięki temu, że spiknęliśmy się i napisaliśmy, to napisaliśmy coś, czemu żaden z nas pojedynczo by nie podołał.
Napisałby podobne być może opowiadanie na podobny temat, ale nie takie. I to jest właśnie ten element dodany w pisaniu w tandemach. Pisanie w tandemach powoduje, że powstaje coś, z czym jednostka albo by sobie nie poradziła, albo poradziłaby sobie inaczej. Raczej to drugie. Raczej w tym drugim wariancie.
[01:45:12] - Życie w tandemach polega na tym, że zwykle się pojawia dziecko. To samo się pojawiło nam i tak samo się pojawiło Boruniowi i Trepce. Po prostu zrobili-
[01:45:24] - Oni to już mieli, trudno mi, trojaczki, ale trójkę dzieci.
[01:45:30] - No i...
[01:45:34] - Powiem ci, że to jest niezwykle udane. Co więcej, jak się spojrzy na spis rozdziałów w Proximie, to widać, że oni stosowali różne techniki pisarskie. Z jednej strony pisali razem, bo pierwsze dwa rozdziały, czyli „Skok przez czas i przestrzeń” i „Skarb planety Da” pisane są razem. Nie wiem, jaką technikę stosowali. Czy porównywali notatki, czy też pisali razem tak jak my na przykład, że jeden siadał do klawiatury, drugi-
[01:46:04] - Nie. Ja wiem, jak pisali.
[01:46:07] - Ale pozostałe dwa rozdziały, czyli trzeci i czwarty. Trzeci jest pisany przez Trepkę, a czwarty przez Borunia. Czyli pisali i razem, i osobno. Zobacz, jak się świetnie zgrali. Nie było tak, że Boruń mówi: „Ale czy ty Trepka będziesz potrafił sam to napisać? Ja ci nie ufam”. Nie. Po prostu siadał i pisał. Podobnie było zresztą z Trepką. Nie płakał Boruniowi w rękaw: „Ale czy ty Boruń dasz radę?” Nie.
Po prostu zakładał, że da radę. Skoro piszemy razem, to sobie ufamy. To dużo mówi w gruncie rzeczy o tym tandemie i o sposobie pisania, i o tym, że da się to zrobić i to da się zrobić z dobrym rezultatem.
[01:46:52] - Tak, ale trzeba ze sobą rozmawiać. Kto dzisiaj z młodych pisarzy rozmawia z drugim pisarzem, bo ten drugi pisarz mu ukradnie pomysł.
[01:47:02] - Warto powiedzieć o tym, że zanim to swoje długaśne opowiadanie napisaliśmy, to my najpierw z pół roku gadaliśmy.
[01:47:10] - Gadaliśmy oczywiście. Tak samo gadał Boruń z Trepką. Oni toczyli ogromne dyskusje, ustalali, rysowali pewne rzeczy, a potem ten, kto umiał coś zrobić lepiej. Boruń był bardziej naukowcem, bardziej miał umysł rzeczywiście techniczny i ogromną wyobraźnię technologiczną. Natomiast Trepka był bardziej dziennikarski. Co zresztą widać po rozdziałach.
[01:47:45] - Widać. Od razu potwierdzę twoje słowa.
[01:47:48] - Jak tylko się pojawia Trepka, to od razu się roślinki pojawiają, zwierzątka jakieś, różne dziwne rzeczy się zaczynają dziać. A u Borunia na przykład wszystko się potrafi dziać wewnątrz statku kosmicznego, na orbicie i tak dalej.
[01:48:08] - Tu spieszę z potwierdzeniem, bo rozdział trzeci w Proximie nosi tytuł „Temidzi” i jest napisany przez Trepkę. Tam jest kontakt z Temianami, prymitywnym ludem, który żyje trochę na etapie jaskiniowym. Są opisane różne smaczki typu odkrywanie ich wierzeń, odkrywanie pewnej tajemnicy, która kryje się za tym ludem. I to jest właśnie Trepka. A kiedy przechodzimy do rozdziału czwartego napisanego przez Borunia, który nosi tytuł „Exodus”, to mamy wnętrze nie statku kosmicznego, ale dżdżownicy, która zagłębia się w grunt, zagłębia się w planetę i odkrywa podziemne miasto Urpian. Znaczy jej załoga, nie dżdżownica, ale załoga tej dżdżownicy odkrywa krok po kroku podziemne miasto Urpian. To dokładnie jest to, co powiedziałeś. Boruń zajmuje się sprawami naukowymi. Trepka daje tę wizję, te przestrzenie planety Tema, Temidzi, ich kultura, ich zakotwiczenie w całej tej historii, bo wbrew pozorom opisanie planety Tema, tej kultury ma duże znaczenie dla całości, dla zrozumienia tego, co się w układzie Proxima Centauri w ogóle działo w odległych czasach, kiedy tam jeszcze panowali Urpianie, którzy się byli przenieśli. Nad czym tak dumasz?
[01:49:50] - Bo my tak mówimy o książce. Ja tak pomyślałem przed sekundą, że może tym, którzy będą sięgali do tej książki, spróbuję w dwóch zdaniach przybliżyć samych autorów. Wiecie, jak oni wyglądali? Boruń to był taki malutki Kuźdupelek taki malutki, okrąglutki, straszliwie zawsze absolutnie uśmiechnięty.
[01:50:19] - Szybko mówiąc.
[01:50:21] - Taki wesolutki facet. Trepka za to długi jak tyka, wysoki, ponury, krzaczaste brwi. Wyglądał jak ten z angielskiej literatury, ulepiony z tego, co tam.
[01:50:39] - Masz na myśli twór, który stworzył doktor Frankenstein?
[01:50:43] - Tak. Taki Frankensteinowy. Był również bardzo sympatyczny, bo się bardzo z nim lubiłem. Natomiast po prostu obydwaj wyglądali jak Pat i Pataszon. Były kiedyś takie postacie. Jeden mały, albo prawie jak Don Kichot i Sancho Pansza.
[01:51:00] - Zostańmy przy Flipie i Flapie.
[01:51:02] - No Flipie i Flapie. Bardzo sympatyczną parą byli.
[01:51:06] - Bez żadnych podtekstów.
[01:51:09] - Nie, nie było żadnych podtekstów, natomiast po prostu oni się cholernie lubili i doskonale rozumieli przy wszystkich przeciwstawnościach między innymi my się dzięki temu rozumiemy. Ja jestem na przykład inteligentny i dzięki temu się doskonale ze sobą dogadujemy.
[01:51:29] - Przez delikatność dla swojego ja nie będę pytał, jaki ja jestem, skoro ty jesteś inteligentny, bo odpowiedź mogłaby mnie zabić i to jeszcze w czasie audycji. W związku z tym przezornie nie zapytam.
[01:51:42] - To byłby zgon na antenie.
[01:51:46] - Tak, zgon na antenie. To mogłoby w jakimś stopniu podwyższyć atrakcyjność audycji, nawet tej odsłuchiwanej później z puszki. Ale ja nie wiem, czy ja chcę.
[01:51:55] - Nie, Malcolm, najlepiej wiadomo, po prostu tu nie ma co analizować.
[01:51:58] - Nic tak nie ożywia audycji jak trup.
[01:52:01] - Po prostu nie. Wiadomo, że najlepiej ze sobą współpracują przeciwieństwa. Kobieta z mężczyzną plus i minus, wiadomo, przeciwieństwa.
[01:52:10] - Inteligentny. I tu zamilczmy. Dobrze.
[01:52:14] - Mądry. Ty jesteś mądry.
[01:52:16] - Tak. Ty jesteś inteligentny, a ja jestem...
[01:52:19] - Mądry, Malcolm.
[01:52:21] - Aha. No dobrze. Wiesz co? Zawieśmy w tym momencie dyskusję na ten temat. Ja się poczuję przez to lepiej. Ty nie poczujesz się gorzej. W związku z czym konsensus osiągnięty. Wróćmy do książki. Najmniej mówiliśmy dotąd o kosmicznych braciach. Powiem ci tak: moja historia związana z kosmicznymi braćmi to historia, która jest historią przestępczą.
Otóż ja przez długi czas, o ile pierwsze dwa tomy jakoś zdobyłem, znaczy jeden miałem w domu, czyli „Proximę”, drugi właśnie wypożyczyłem, tak jak mówiłem, ze szkoły i bez tych stron końcowych. No ale w końcu zdobyłem właściwy egzemplarz, a trzeciego tomu ni hu hu, nic. A tymczasem w „Proximie” zapowiada się tak ciekawie. Oni tu wyruszają dalej, a tu nie ma trzeciego tomu. Dostanie trylogii Borunia i Trepki w latach 70. to było marzenie ściętej głowy, znaczy dostanie na przykład w antykwariacie to w ogóle niemożliwe było. No więc tak się włóczyłem w różnych miejscach, tego cały czas nie mogłem nigdzie zdobyć. No i taki byłem trochę skonfundowany i no cóż, nie kopałem się z koniem, bo nie było się nawet z kim kopać, bo książki po prostu nie było. Ale trafiłem do liceum. Liceum jakie było, takie było.
Ja byłem przede wszystkim uczniem niesfornym. Mało mnie interesowało to liceum, natomiast biblioteka była niezła i tam byli kosmiczni bracia, wyobraź sobie. No więc pierwsze co zrobiłem, to wypożyczyłem i przez kilka dni na lekcjach głównie zajmowałem się czytaniem tejże książki. Oczywiście nie będę zwracał uwagi na lekcjach. Skończyło się to niestety kilkoma pałami, głównie z matematyki. No cóż ja poradzę? Wyrwany do odpowiedzi z kosmicznej otchłani, a nie bardzo wiedziałem, o co kaman i w związku z tym skończyło się, jak się skończyło. Ale ta lektura nakłoniła mnie, właściwie zacząłem przemyśliwać przestępstwo, bo doszedłem do wniosku, że skoro tu są kosmiczni bracia, a u mnie w biblioteczce domowej tych kosmicznych braci nie ma, to należałoby zmienić ten stan. I zacząłem kombinować, jak tę książkę wyprowadzić z tejże szlachetnej biblioteki. I zacząłem realizować ten swój plan, ale jak pani bibliotekarka powiedziała, jak jej oświadczyłem, że zgubiłem gdzieś tę książkę i chyba już nie znajdę, to pani bibliotekarka powiedziała, jakież to męki mnie czekają i o jakież to miejsca się oprze to moje zgubienie i co ja sobie w ogóle myślę, i że w ogóle nie jestem pierwszy, który próbuje tę książkę zwinąć i żebym jednak dobrze poszukał w domu, to ja tę książkę jednak znalazłem.
Poddałem się presji i na długi czas skończył się mój kontakt z kosmicznymi braćmi. Próbowałem ją jeszcze w trzeciej klasie wypożyczyć, ale niestety pani bibliotekarka miała dobrą pamięć i powiedziała, że po jej trupie ja wypożyczę tę książkę. Wiedziała, o co chodzi, bo chyba w trzeciej klasie już jak się zrobiłem bezczelny i wyszczekany, to chyba ona by jednak zginęła, w związku z czym nie trafiła do moich rąk. Później przez długi czas próbowałem tę książkę zdobyć jeszcze. Nie udało się. Udało mi się zdobyć rzeczywiście wydanie trzecie w latach 80., ale ono było inne. Po prostu jest inne to wydanie, tak jak zresztą wydania poszczególnych wcześniejszych tomów. I wyobraź sobie, udało mi się wreszcie w Łodzi, w antykwariacie. W ogóle w Łodzi są niezłe antykwariaty, przynajmniej były dobre antykwariaty. Ona sobie po prostu stała na półce i czekała na mnie.
Połowa lat 90. Po prostu sobie stała i to w dodatku nie zawygurowa-- a jeśli, żeby właśnie pojechałem do przodu, a nie nacisnąłem hamulca w odpowiednim momencie. Otóż Próbowałem raz zdobyć na giełdzie „Kosmicznych Braci", ale mnie nie było stać. Nie było mnie stać w latach 80. na to, żeby tę książkę kupić. Oryginalna z lat 50. Taki był czas w moim życiu, że zanim zacząłem studiować, to przez ponad rok byłem mleczarzem. Dzisiaj zawód zapomniany i w ogóle nie wszyscy kojarzą, ale byłem mleczarzem.
[01:56:46] - Doiłeś krowy?
[01:56:48] - Tak, doiłem butelki i stawiałem je pod drzwiami. Praca nocna, niezwykle przyjemna. Nawet nieźle zarabiałem. Co więcej, rodzice specjalnie nie wymagali, żebym się opłacał na utrzymanie i tak dalej. Mogłem to przeznaczać na to, co najbardziej lubiłem, czyli na książki, a i tak nie było mnie stać na tej giełdzie. Wyszedłem zdruzgotany, a później, jakieś 10 lat później w antykwariacie w Łodzi ta książka na mnie czekała i tak ją sobie kupiłem.
[01:57:21] - No widzisz.
[01:57:22] - Jak to los bywa przewrotny.
[01:57:24] - Los bywa taki przewrotny, ale również przewrotne są cechy umysłowe, które posiadamy, bo chcę nieskromnie zauważyć, że z literaturą jeden postąpi tak, drugi inaczej. Ty dostałeś pałę z matematyki za czytanie tej książki? Ja, nie chwaląc się, ale dostałem dzięki czytaniu tej książki bardzo dobry z fizyki. Posłużyłem się czymś, co dowiedziałem się z tej książki. Oczywiście nie cytując źródła, powiedziałem, że to tak z głowy i dostałem bardzo dobry. Widzisz, tak postępuje się z inteligencją.
[01:58:11] - Ja bym chciał poznać twoją inteligencję. Jakbyś głównie uczył się na fizyce, jak jeden wzór wyprowadzać z drugiego. Tym się zajmowała moja pani od fizyki.
[01:58:20] - Wspaniała rzecz.
[01:58:21] - Wspaniałe! Doszedłem do takiego stopnia zidiocenia na fizyce, że umiałem jeden wzór pod drugi podstawiać genialnie. W związku z tym kiedyś była klasówka z rozwiązywania zadań fizycznych i moi koledzy, którzy znali te wszystkie wzory, nie potrafili ich tak biegle podstawiać. Dla mnie to była metoda losowa. Jeśli gdzieś było, to podstawiałem. Czasami się udawało, czasami nie. W związku z czym większość klasy dostała pałę z fizyki za rozwiązywanie zadań, a dostałem 3+. Chodziłem w glorii sławy i takiego eksperta od fizyki do momentu, kiedy pani nie zarządziła poprawki tejże klasówki. Ja jako chyba jedyny, który dostał pozytywną ocenę 3 i 3+, musiałbym siedzieć w czasie tej poprawy i nic nie robić. W związku z czym pani powiedziała: „Może ty też napisz, może sobie poprawisz?" Nie byłem entuzjastycznie nastawiony i słusznie, bo o ile większość klasy poprawiła swoje oceny-
[01:59:27] - A ty nie pamiętałeś, gdzie podstawiałeś wtedy.
[01:59:30] - Po prostu tym razem maszynka losująca się zacięła i nie wylosowałem odpowiednio podstawienia i dostałem pałę. Pani popatrzyła na mnie i powiedziała: „To zostaniemy przy tym 3+ jednak". Tak to się czasami toczyło. Ja miałem fizykę, która była bardzo fajna, tylko miała się nijak do rzeczywistości. Dosyć dużo wzorów znałem, różne rzeczy wiedziałem, gdzie co podstawiać i jaki to wzór i tak dalej, ale czasami nie bardzo potrafiłem, przynajmniej w wykonaniu mojej pani od fizyki, powiązać to, co jest we wzorze, z tym, co jest w rzeczywistości. Moim zdaniem to dramat. Albo ja byłem wtedy nieco głupawy, bo za dużo fantastyki czytałem i zajmowałem się tym, a nie zgłębianiem wiedzy, albo ten system wtedy był taki, że nie bardzo kojarzył teorię z praktyką.
[02:00:20] - Boruń i Trepka pokazywali w praktyce, co wynika z nauki.
[02:00:24] - Tak, ale moja pani od fizyki nie chciała słuchać, w przeciwieństwie do twojej, o tym, co ja wiem z Borunia i Trepki. Ona chciała, żebym twardo to na wzorze jej pokazał i niestety nie zawsze udawało mi się odpowiednio podstawić.
[02:00:40] - Ale widzisz, problem polega na tym, że użyłeś „w przeciwieństwie do mojej". Niestety, w przeciwieństwie do twojej nauczycielki ja miałem nauczyciela.
[02:00:53] - Jak już tak licytujemy, moja pani od fizyki, pani profesor, była bardzo ceniona, bo świetnie przygotowywała do egzaminów wstępnych na Akademię Medyczną.
[02:01:02] - Tak? A mój pan profesor fizyki miał siedem książek wydanych w Anglii, Francji i Niemczech.
[02:01:13] - A moja pani od fizyki miała chyba wszystkie książki od fizyki, które były wydane w Polsce w tamtym czasie.
[02:01:20] - Ale czekaj, on sam napisał te książki. To był uczony.
[02:01:24] - Ach, to był uczony.
[02:01:25] - Ja miałem uczonego.
[02:01:26] - Nie, to cię już nie przelicytuję. Nie przelicytuję cię niestety, ale moja pani paliła dużo papierosów.
[02:01:36] - Ty mi nie zaimponujesz.
[02:01:38] - Tak, tobie nie zaimponuję, ale myślałem, że jakąś sympatię twoją wzbudzę.
[02:01:43] - To już tak. W takim razie ją kocham.
[02:01:45] - No i widzisz. Wracając jednak do „Kosmicznych Braci", powiem ci, że to jest część, która podoba mi się najmniej.
[02:01:55] - „Kosmiczni Bracia", Boruń i Trepka, tak?
[02:01:58] - Też tak można to ująć. „Kosmiczni Bracia".
[02:02:00] - Właśnie myślę, czy oni palili? Nie, obydwaj nie palili i nie pili za dużo.
[02:02:08] - Za to Boruń pisał wiersze.
[02:02:11] - A Trepka pisał o zwierzątkach.
[02:02:13] - Nie, przepraszam. Trepka pisał wiersze. Trepka pisał wiersze, bo nawet kiedyś cytowałem na antenie ten wierszyk. Przeczytałem wiersz i pot oblał mnie lepki. Był to wiersz Andrzeja... Tu sobie każdy może podstawić na przykład Andrzeja Żwikiewicza, ale wszyscy i tak wiedzieli. Twórczość poetycka Trepki nie była ceniona, natomiast zdecydowanie ta prozatorska jak najbardziej. Wrócę do przerwanej myśli. Mnie ostatnia część, czyli „Kosmiczni Bracia” podoba się najmniej.
[02:02:52] - A mi najbardziej.
[02:02:54] - Wiedziałem, przecież nie mogło być inaczej. Natomiast powiem dlaczego. Dlatego, że ona po pierwsze jest najcieńsza. Bo o ile „Proxima” ma około 600 stron w tym wydaniu kanonicznym, o ile część zatytułowana „Zagubiona przyszłość” ma tych stron, przynajmniej w moim wydaniu, 550, to ostatnia część jest najchudsza.
[02:03:24] - Ja też byłem załamany.
[02:03:26] - Była najchudsza. Ma niecałe 400 stron.
[02:03:32] - 400 stron, tak.
[02:03:33] - Ma niecałe 400 stron. Tu już się panowie podzielili. Pierwszą część napisał Boroń, drugą napisał Trepka i pierwsza część dotyczy tego, jak oni lecą do tego drugiego układu w tym podwójnym układzie. Lecą z Proximy na towarzysza Proximy. Natomiast Trepka napisał o inwazji krzemowych organizmów. Moim zdaniem każda z tych części powinna być osobną powieścią i byłaby tetralogia, ale niestety widać, że coś się panom nie składało. Ale wiesz co? Dlatego mi się to podobało najmniej i tylko dlatego, bo jeśli chodzi o śmiałość wizji, o odjechanie, ale w tym pozytywnym znaczeniu, ta część też jest super. Po prostu super. Ale powiem ci jedną rzecz.
Nie wiem, czy zwróciłeś na to uwagę, jak się zmienia język. Bo cóż jest napisane na stronach tytułowych tych książek? Czy to jest powieść SF? Czy to jest powieść fantastycznonaukowa? Nie. We wszystkich trzech tomach w wydaniu z lat 50. jest napisane „powieść fantastyczna”. Zobacz, jak się zmienia terminologia. Dzisiaj powieść fantastyczna to jest tak ogólne stwierdzenie, że tam się mieści w tym worku bardzo dużo. Wtedy oznaczało to troszeczkę co innego.
Być może jakieś problemy. Wiesz, stalinowskie państwo miało to do siebie, że różne rzeczy różnie nazywało. W każdym razie zupełnie nie tak jak kapitaliści. W związku z tym może stąd to wynikało, że science fiction to absolutnie niedopuszczalne. Fantastyka naukowa to chyba jeszcze nie był ten czas. Dopiero druga połowa lat 50. Wtedy się ten termin tak na dobre w Polsce pojawia.
[02:05:23] - Tak, ale wiesz, ten paradoks z tymi nazwami. Marku, zobacz, kiedyś w starożytnej Grecji coś sobie filozofowie żyli. Dzisiaj pełno ludzi kończy filozofię. I co?
[02:05:41] - Dlaczego na mnie spoglądasz? W ogóle nie rozumiem, o co ci chodzi.
[02:05:44] - Co masz wspólnego z filozofią?
[02:05:46] - Ja stosuję filozofię praktycznie.
[02:05:49] - Aha.
[02:05:50] - Natomiast ciekawą rzecz jeszcze dalej. Tutaj zerkam sobie na czat i Julian pisze, że w szkolnictwie bez zmian. Rozumiem, że to zjawisko, które ja opisałem, czyli że wzory ważniejsze niż praktyka. Tak się domyślam, ale pisze ciekawszą rzecz i to mi bardzo odpowiada. Julian pisze: „Polecam biofizykę, najlepiej z koleżanką. Zero nudy”.
[02:06:15] - No tak.
[02:06:16] - Ja to rozumiem. Co więcej, cytując pewną reklamę: taką biofizykę to ja szanuję.
[02:06:24] - Mhm.
[02:06:26] - Wróćmy do Brunia i Trepki. Staram się, żebyśmy jednak wracali do tematu głównego. Powiedz mi, gdybyś miał wybrać z tych trzech części tę, która podobała ci się najbardziej, to wybrałbyś?
[02:06:39] - Nie. Po pierwsze mnie najbardziej ciągnęli „Kosmiczni Bracia”, ale wiem, że wrażenie na mnie jako dziecka jeszcze zrobił pierwszy tom.
[02:06:52] - „Proxima”?
[02:06:52] - „Proxima”, tak.
[02:06:54] - Ja powiem tak, zgodnie z tym, co mówiłem. „Proxima” to fascynacja zwariowana zupełnie. Ale kiedy poznałem historię Celestii, czyli „Zagubioną przyszłość”, to też wsiąkłem w tę książkę. Ona oczywiście mnie w pewnych momentach śmieszyła. Te społeczne niektóre rzeczy. To było takie anachroniczne. Wydawało mi się wtedy anachroniczne, chociaż dzisiaj troszeczkę zmieniam zdanie. Ale dobra, zgadzam się z naszym rozmówcą, z tym, co mówi Marek Myszograj, że ta książka po latach zaczyna jakby odzyskiwać taką dziarskość. Zobacz, tam te konflikty, które się pojawiają. Coś powie.
Konflikty społeczne mają to do siebie, że one w ogóle objawiają się w bardzo podobny sposób, czyli rozruchami. Ale autorzy pokazują pewne mechanizmy i to jest, myślę, cenne. Mechanizmy narastania buntu, tego, że władza czasami się odkleja od społeczeństwa. Daj mi troszeczkę być takim enigmatycznym i takim, wiesz, nie do końca, że tutaj A, B, C, D i tak dalej. Nie, czasami władza się odkleja od społeczeństwa, ale co więcej, ciekawe zjawisko polega na tym, że ona odklejając się, nie ma świadomości, że się odkleiła i dalej sobie bzdurzy, między sobą wymyśla różne kocopały i jakby nie widzi tego, że to już nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i nie ma nic temu społeczeństwu do zaoferowania. To jest ciekawe. To jest ciekawe i to się w tej części o Celestii da znaleźć.
[02:08:38] - Wiesz, to słowo władza, Marku. Za komuny ładniejsza forma była: wadza. Tak się używało.
[02:08:53] - Wadza. Tak, bo chcesz mieć wadzę. Ty też chcesz mieć wadzę. Julian pyta o ciekawą rzecz, ale co więcej potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Pyta o to, czy w związku z tym, że Boruń i Trepka pisywali od czasu do czasu osobno, przynajmniej szczególnie w ostatniej części to bardzo dobrze widać. Czy widać jakiś podział, bardzo silne różnice pomiędzy sposobem pisania tej trzeciej części? Czy można jakoś dostrzec linię podziału? Ja powiem, że moim zdaniem tak. Oczywiście i redaktorzy tego tomu, i sami autorzy w pewien sposób próbowali zgrywać ze sobą. One są zgrane w miarę.
Redaktorzy też ujednolicali, ale tego się do końca zrobić nie da. Mówiąc szczerze, mnie bardziej odpowiada język Borunia niż język Trepki. Chociaż powinna być teoretycznie najciekawsza ta część o inwazji tych krzemoorganizmów na Ziemię. To się nazywa dokładnie „Żywy krzem”. Ona mi może dlatego najmniej odpowiada, chociaż wydaje się być najciekawsza, bo w sumie coś się dzieje, inwazja i tak dalej. Z tego trzeciego tomu wolę „Wieżę mądrości” napisaną przez Krzysztofa Borunia. To tyle. Myślę, że to nie jest istotne. To jest raczej kwestia gustu. Akurat to mi bardziej się podoba.
Wolę styl Borunia. Po prostu.
[02:10:42] - Boruń był fizykiem, Trepka dziennikarzem.
[02:10:48] - No i?
[02:10:50] - Pewna precyzyjność narracji, mówienia o tym, czego-
[02:10:57] - O ne, ne panie Hawranek, ale mnie się u Borunia podoba właśnie miękkość, plastyczność języka.
[02:11:03] - Właśnie dlatego. Znając się na rzeczy pisał bardziej tak, a kochany Trepka fantazjował.
[02:11:13] - Używał skrótów myślowych albo takich przeskoków. Nie, skrótów myślowych nie, ale bardziej przeskoków. To wszystko tak jest trochę poszatkowane, mówiąc szczerze, w tej części.
[02:11:24] - Bo starał się pisać dynamicznie, jak na dziennikarstwo nakazuje.
[02:11:29] - Rzeczywiście jest to dynamiczne. Tylko wiesz, do czego się przyznam? Kiedy pierwszy raz czytałem tę część, to dawno temu było. Wiedziałem, że w pewnym momencie się pojawia istota, nie w postaci jakichś drobnoustrojów krzemoorganicznych, tylko jakiś większy twór się pojawia i on nawet wykazuje pewną inteligencję. I powiem ci, że z taką zapalczywością i takim pędem czytałem tę część, że po prostu przeoczyłem. Podobno tam była ta istota, a jej nie zauważyłem. Naprawiłem ten błąd, bo ktoś mi uświadomił, że tam jest. „No jak jest, jak nie ma?” „No jest.” Pokazał paluchem. Byłem pewien, że przeczytałem, ale jakoś nie zauważyłem. To świadczy albo źle o mnie wtedy czytającym, bo ja dosyć szybko czytałem, albo też o stylu Trepki.
Ale to subiektywne.
[02:12:34] - Wrażenie było takie, że się zatykało człowieka. Czytał, zasypiał, budził się, coś pamiętał i czytał dalej tak bez przerwy.
[02:12:44] - Wiesz co? Ponieważ audycje mają ten charakter, że nie możemy spoilerować, w związku z tym już więcej państwu o książce Borunia i Trepki powiedzieć nie możemy za dużo. W każdym razie jest to pasjonująca przygoda. To, co o „35” mówił wcześniej. Ja cały czas gorączkowo przeszukiwałem pamięć, żeby może jednak coś znajdę, czy to w literaturze anglosaskiej, czy jakiejś innej, porównywalnego z trylogią Borunia i Trepki. I nie znalazłem. Sporo tego w życiu przeczytałem, ale nie znajduję czegoś tak, znowu musi się pojawić słowo epickiego. Nie, wolę inne. Tak szeroko patrzącego na rzeczywistość. Moim zdaniem nie ma czegoś takiego.
[02:13:34] - Ale w amerykańskiej kulturze coś takiego jednak jest, bo co prawda to była amatorszczyzna totalna, totalnie zgrzebna i tak dalej, ale pierwsze „Star Treki” mniej więcej miały takie same ambicje.
[02:13:49] - To ciekawe, co powiedziałeś. Tak, rzeczywiście. Co więcej, nie wiem, czy wiesz. Pierwsze „Star Treki” z lat 70. Historia ich powstania jest dosyć ciekawa, bo jeśli państwo macie możliwość obejrzenia odcinka, on różnie bywa numerowany zero albo jeden. Amerykanie często kręcą takie odcinki pilotażowe. I oni nakręcili odcinek pilotażowy, gdzie się pojawia Enterprise, gdzie się pojawia załoga, w ogóle eksploratorzy kosmosu. Dokładnie. I ten odcinek pilotażowy nie wzbudził entuzjazmu osób decyzyjnych. Na początku planowano zarzucić to w ogóle.
Później doszli do wniosku, że to trzeba przerobić troszeczkę. Jeśli państwo zwrócicie uwagę, to w tym zerowym odcinku, tym pilotażowym inny jest dowódca Enterprise niż ten, który się pojawiał w kolejnych odcinkach, które w pierwszej serii się pojawiały. Później zresztą w którymś z odcinków jest nawiązanie, wytłumaczenie tego, dlaczego tak się stało i w ogóle pewnych niuansów. Ale Star Trek w ogóle powstał na takiej zasadzie, że pewni ludzie nie mieli co oglądać i postanowili sobie stworzyć coś, co będzie się nadawało do oglądania.
[02:15:19] - Pewni amatorzy właściwie nie mieli pieniędzy na nic, ani nawet na kamerkę.
[02:15:24] - Biednie było. W pierwszych Star Trekach było biednie. Nie sądzę, żeby w ogóle w amerykańskiej telewizji było biednie, nawet wówczas. Było biednie i jeśli spojrzycie państwo na przykład na plenery, które tam były robione, to one są plenerami studyjnymi, a w tle są jakieś malowidła, takie bardzo kolorowe i to ma robić za planetę na przykład. Z przodu na pierwszym planie postawili jakieś skałki, z tyłu to rozmalowane jest. Może to w wersji jeszcze czarno-białej jakoś wyglądało, ale to w wersji kolorowej się słabo, ale wrażenie jest. O oszczędnościach świadczy to, co jest takim znakiem firmowym Star Treka, czyli teleportacja.
[02:16:13] - No tak.
[02:16:14] - Dlaczego? Bo o ile było na czołówkę, czyli na pokazanie tego statku kosmicznego, czyli ten talerzyk i te dwie parówki z tyłu, czyli hot dog taki trochę. Ten Enterprise mniej więcej tak wygląda, że te gondole napędowe to takie dwie parówki, z przodu taki talerzyk, to połączone ze sobą. O ile było na czołówkę, na to, że kosmos, ostateczna granica i takim grobowym głosem facet mówi. Bardzo to duże wrażenie na mnie robiło, jak byłem nieco młodszy, to takie było podniosłe. O ile było na czołówkę, to później na te wszystkie plenery słabo. A tu za każdym razem, co odcinek to oni lądują na innej planecie. I za każdym razem musiałby od tego Enterprise'a odrywać się jakiś wahadłowiec, jakiś taki mały stateczek, który by na tej planecie lądował. Kasy, Misiu, nie było na to zupełnie. Kasa bubu się nie zgadzała, więc trzeba było wymyślić coś, co będzie widowiskowe, a z drugiej strony takie bardzo nowoczesne, a z drugiej strony nie będzie angażowało efektów specjalnych.
Przypomnijmy lata 70. to nie tak prosto z tymi efektami. W związku z tym wymyślono teleportację. Panowie stawali na takich emiterach, robiło się tam tak, błyszczało, panowie się rozpływali, pstryk, materializowali się na planecie. Dzięki temu unikano tych dosyć drogich podówczas-
[02:17:42] - Startów i lądowań.
[02:17:44] - Startów i lądowań, odcumowań, zacumowań i tak dalej. To rozwiązywało ten problem, a cała reszta działa się na planecie. Właśnie w tych plenerkach, o których mówiłem, czyli albo w jakichś pomieszczeniach, które wcześniej były oczywiście namalowane, czyli jak oni się zbliżali do tych pomieszczeń czy tych domów, czy tych miast, to one były pracowicie namalowane, bardzo piękne pejzaże, a później już było we wnętrzu, albo też chodzili po różnych skałach. Powiem tak: te historie są bardzo różne z pierwszych Star Treków, bo też różne osoby pisały scenariusze. Tam się zdarzają odcinki, powiedzmy delikatnie nudnawe. Ale zdarzają się odcinki absolutnie wybitne, które weszły do historii w ogóle SF, z których prawdopodobnie na przykład mam taką swoją prywatną teorię, że z jednego z odcinków garściami czerpał Stephen King, kiedy pisał „Dzieci kukurydzy”, bo coś bardzo podobnego, tylko w wydaniu międzyplanetarnym pojawiło się tam w jednym z odcinków.
[02:18:52] - Same co tam się pojawiało w Star Treku było bardzo-
[02:18:56] - Przepraszam, proszę pana, racja, ja mówiłem o latach 70. Tak, 60. lata. O35 był czujny, jak zwykle.
[02:19:04] - Wiesz, ale to, że Star Trek bywał zgrzebny, w Proxima Centauri też bywa zgrzebna, ale szerokość tego całego wizjonerstwa i chęć jakiegoś takiego rozmachu, pragnienie rozmachu u twórców i tej trylogii, czyli Andrzeja Trepki i autorów Star Treka była ta chęć. I zresztą podobna była ta mentalność technicznych rozwiązań, problemów, które się przedstawiało. Nie tylko kupić, sprzedać. Tam tego w ogóle nie ma. Są problemy, które poznajemy, próbujemy rozwiązać, coś się dzieje i tak dalej. A nie tylko komercha, niestety. Wiadomo, że z komercji, tak jak już to wspominaliśmy, wszyscy żyli, ale jakoś-
[02:20:07] - No tak, ale-
[02:20:08] - W Star Treku tego nie ma.
[02:20:09] - O35 pisze, że wtedy wszystkie te filmy były oszczędne i co z tego? Nic z tego. Ale jak się porówna z dzisiejszym rozmachem nawet chociażby Star Treku, proszę zresztą zauważyć, że w pewnym momencie w Star Treku zaczęły się pojawiać wahadłowce. Już można to było nakręcić tanim kosztem. No tak, ale tak jak O35 powiedział, to jest druga połowa lat 60. i kasa bubu nie było po prostu.
[02:20:40] - Wiesz, ja sobie wyobraziłem, jakby Amerykanie czy amatorzy kręcili western, gdzie musi kowboj dojechać do jakiejś wioski indiańskiej, ale nie stać ich na konia.
[02:20:54] - Dobra, z tymi amatorami to aż tak bardzo nie przesadzaj. To jednak było zrobione, jak na tamte czasy, profesjonalnie. Dzisiaj patrzymy na to troszeczkę inaczej. Ale powiem ci, miałem możliwość obejrzenia tej serii pierwszej, oryginalnej i powiem ci, że pominąwszy tę całą otoczkę obrazową, to naprawdę niektóre z odcinków są wybitne.
[02:21:29] - Dlatego ja też mówiłem, że z pełnym szacunkiem traktuję ten film, który był taki, jak ja mówię: kiepski, słaby, brzydki, ale dotykał bardzo często w sposób wyśmienity takich rzeczy cholernie ważnych dla ewentualności rozwoju naszej cywilizacji czy człowieka.
[02:21:56] - A poza tym jego dużą zaletą jest to, że stworzył pewną serię. Zobacz, właściwie „Star Trek” kręcony jest do dzisiaj. Co chwila kolejny projekt zamyka i za jakiś czas otwiera następny. Już nie mówię o filmach pełnometrażowych, mówię bardziej o kolejnych wydaniach kolejnych seriali. Tego właściwie cały czas przybywa, więc chwała im, że, jak powtórzę, za O35 w drugiej połowie lat 60. stworzona została seria „Star Trek”. Bo to, co by nie gadać, kultowa dzisiaj jest seria. Po prostu kultowa.
[02:22:42] - Ale wiesz, w literaturze amerykańskiej tego nie było. W filmie tak. Bo to już jest kultura, a nie literatura.
[02:22:52] - Zastanawiam się nad jedną rzeczą. Kiedy mówiłem o pewnej serii, pewnej modzie, pewnym zjawisku, które możemy nazwać „Star Trekiem”, to zastanawiałem się, czy udałby się tego rodzaju eksperyment, żeby stworzyć na przykład, proszę bardzo luźno, nie jako poważny pomysł traktować, tylko jako pewne zagadnienie. Czy udałoby się napisać czwartą część, czyli dopisać do Brunia i Trepki kolejną część, taką eksploracyjną, że jakaś tam następna wyprawa rusza dalej?
[02:23:31] - Nie, dzisiejsi autorzy to nawet wiemy, jaki tytułu użyli w czwartym tomie. „Z powrotem na Ziemię”.
[02:23:42] - Tak myślisz?
[02:23:44] - Bo co nas Kosmos interesuje? Na Ziemi w tym czasie, że tak powiem, zrobiło się ludno i nudno.
[02:23:53] - Tak. I jak O35 wspominała, w nowej serii „Star Treka” to musieli nawet gejów wprowadzić. Prawda czasu, prawda ekranu.
[02:24:02] - Ale oni tam wszyscy wyglądali jak geje.
[02:24:05] - Oj, bardzo cię przepraszam. Mister Spock nie był gejem.
[02:24:09] - Nie?
[02:24:10] - Za to miał zieloną chyba krew, o ile dobrze pamiętam. Wul z Wulkana pan. Popatrz, z tego, co pamiętam, to już nie żyje oryginalny Mister Spock.
[02:24:22] - Tak?
[02:24:23] - Tak się jakoś porobiło. W każdym razie, wiesz co, zwraca uwagę O35 na też ważną rzecz i chyba to też powinno dzisiaj paść, że pierwszym takim wizyjnym filmem, szybko przeszukuję pamięć, że pierwszym takim wizyjnym filmem SF z zaangażowaniem sporych pieniędzy to była „Odyseja kosmiczna”.
[02:24:49] - Kubricka. Tak.
[02:24:51] - Odnoszę wrażenie, że O35 po raz kolejny się nie myli. To chyba rzeczywiście tak. Oczywiście próbuję teraz gorączkowo wynaleźć coś, co było wcześniej, ale jakoś mi się nie udaje.
[02:25:04] - Wcześniej jeszcze, w początkach filmu było to działo, które strzela pociskiem w stronę księżyca.
[02:25:10] - Proszę cię.
[02:25:11] - I pajęki tam tańczą.
[02:25:13] - Tak. Tańczą. Tak, ale darujmy sobie. Natomiast jeśli chodzi o takie techniczne sprawy, to rzeczywiście, żeby swoje pogadać, to można powiedzieć, że jak pokolorowali „Metropolis”, to też było ciekawe, ale to chyba nie to jednak.
[02:25:33] - A po co?
[02:25:34] - Bo to tak, było kolorowe. Racja. Nie, ale rację ma O35. Po prostu Kubrick to chyba był pierwszy takiej klasy. Bo zobacz, była taka charakterystyczna sprawa, że kiedy kręcono filmy w latach 50. i 60., czy to na Zachodzie, czy w Europie Wschodniej, to jednak za te produkcje brali się reżyserzy drugiego szeregu. I dopiero chyba Kubrick docenił potencjał, który był w fantastyce i zrobił widowisko. Zrobił taki film, który jest takim freskiem potężnym, gdzie zestawia się nowoczesność z muzyką poważną, gdzie dużą rolę odgrywa obraz. Bo ja sobie oczywiście przypomniałem taki film, który robił w swoim czasie duże wrażenie na mnie, ale to też nie była produkcja aż tak widowiskowa. Był taki film, który w Polsce chodził pod tytułem „Zakazana planeta”.
„Forbidden Planet”. Jakoś tak. To nie była ta klasa wizyjności. Tam jednak też czasami szwy było widać.
[02:26:55] - Ale zobacz, a co robi wizyjność? Dobrze, mamy inny film, gdzie mamy i wizyjność, i kasę, i efekty, i w ogóle wszystko. I takiego gniota jak "Prometeusz", to ja dawno nie widziałem.
[02:27:10] - Wiesz, ja mam do "Prometeusza" inne zastrzeżenia. Nie wiem, czy go oskarżam o gniotowatość. Bardziej o to, że zniszczył mi pewien kawałek świata fantastycznego. O, może tak enigmatycznie zostawmy, nie wchodźmy w ten temat, bo wiesz, tutaj o dwunastej w nocy zaczyna się kolejna audycja, a gdybyśmy wkroczyli do uniwersum, którym się porusza "Prometeusz", to ugrzęźlibyśmy. Tymczasem wiesz, w ogóle dzisiejsze czasy i tak naprawdę, jeśli dobrze spojrzeć, to część filmów SF opiera się tylko i wyłącznie na wizyjności, na tym, że coś z czymś można zrobić i historię się do tego dokleja. To też nie jest za dobra rzecz i żeby to spiąć pewną klamrą, to mają rację ci, którzy na forum, na czacie piszą o tym, że gdyby ktoś w odpowiednim momencie, bo nie wiem czy dzisiaj, ale jakiś czas temu, gdyby ktoś, czy to na Zachodzie, myślę, że na Zachodzie, bo tam środki są do tego, zauważył, mógł w ogóle, miał szansę zauważyć takie książki jak trylogia Borunia i Trepki, to mógłby z tego niezły film wyjść.
[02:28:36] - Tak.
[02:28:36] - Ja nie wiem, czy wybitny, ale ciekawy.
[02:28:39] - To zależy od autora.
[02:28:41] - Ale ciekawy.
[02:28:42] - I reżysera. Po prostu i od kasy. Ale na pewno po prostu byśmy byli w tej strefie jałowej, jeśli chodzi o kulturę filmową.
[02:28:52] - Jeśli sobie przypomnę film, wyleciał mi z głowy. Na podstawie astronautów. W NRD z polskimi aktorami. To był gniot przeraźliwy. "Milcząca gwiazda". O, już pamiętam. "Milcząca gwiazda". Ale wiesz, nie wiem, czy on wie, że on miał wersję eksportową, bo dłuższa była na rynek krajów demokracji ludowej. Była dłuższa, a nieco skrócona, pocięta, taka, wiesz, zrobiona na modłę takiego rewolwerowego filmu była na rynek zachodni i tam się to nazywało chyba "Pierwszy statek", "First Rocket Ship" na Wenus. Coś takiego.
Pierwszy statek kosmiczny na Wenus. Pod takim tytułem to chyba chodziło. Jeśli coś pokręciłem, to wybaczcie państwo, ale była taka. To był dopiero glut przeraźliwy.
[02:29:47] - Ja zawsze byłem zachwycony Lemem, ale to jest jedyna rzecz, kiedy mu współczułem po prostu. Przy tym filmie, kiedy go oglądałem, bo musiał go też chyba obejrzeć. Ale musiał. Tragiczny.
[02:30:06] - Tak. No wiesz co, teraz sobie pewne wspominki filmowe, bo jeszcze o 35 piszę. Rzeczywiście ja też lubiłem ten film, o ile nie lubiłem pierwowzoru kinowego, bo "Battlestar Galactica" był taki film w latach 70. Moim zdaniem to słabe było. Może w tamtych czasach było fajne, ale dla mnie to dzisiaj jakoś tak nie chwyta. Ale został nakręcony serial "Battlestar Galactica". Niezłe to było. Nie widziałem do końca, nie widziałem wszystkich serii, ale chyba na pewno dwa pierwsze sezony widziałem i to niezłe było. To po prostu było niezłe. Dobrze się to oglądało, a Julian pisze.
Strzela w sedno. Zobacz filmem, na który nie wydano aż tak wiele kasy — mówię o pierwszym filmie — był "Łowca androidów". "Blade Runner" jest pierwsza część, czy to w wersji reżyserskiej, czy w tej, która była w kinach. Ona jednak była zrobiona środkami dosyć oszczędnymi. A zobacz, jaki to jest film. Jaki to jest film. No dziękuję. To rzeczywiście to też film. Co prawda z tego późniejszego okresu, kiedy już widziano potencjał w kinie SF, a nie kiedy robiono go za małe pieniądze, byle przestraszyć. Bo jak sobie państwo zobaczycie produkcje z lat 50.
SF, no to można się zniechęcić do fantastyki. Ale rzeczywiście "Łowca androidów" to było to. To był film, który co prawda ja ten film najbardziej lubię właśnie za jego taką mroczność i ten wiecznie padający deszcz i tę metropolię, która jest taka ponura. A wszystko to ozdobione muzyką Vangelisa. Da się oglądać.
[02:32:08] - To już robił i scenarzysta, i reżyser. Dlaczego nie robił fajerwerków? Wystarczyło się na chwilę zatrzymać głównemu bohaterowi naprzeciwko lustra, na moment zbliżyć do tego lustra twarz, wyciągnąć palec, dotknąć lustra i na czubku palca mieć rybią łuskę. Chyba coś takiego tam było. W każdym razie nie było żadnych efektów, ale człowiekowi jakoś ciarki chodziły po plecach.
[02:32:48] - No "Blade Runner" w tej-- czy kosztował? No filmy w ogóle kosztowały, ale w tej wersji, czytałem na ten temat artykuł. Pierwszy "Blade Runner" naprawdę był dosyć oszczędnie robiony. Fakt, dekoracje tam robią wrażenie, ale jednak no Tak, zgoda. To już nie był film robiony oszczędnościowo, ale jednak nie był robiony za wielkie pieniądze. W tym czasie powstawały filmy za znacznie większe sumy.
[02:33:19] - Wszystko jest kameralne, dzieje się w zamkniętych pomieszczeniach. Nie ma żadnych lądowań ani erupcji, ani żadnych prometejskich urzysków kosmicznych. Nie, wszystko się dzieje w kameralnych pomieszczeniach, nawet walki.
[02:33:37] - A z kolei mamy tutaj na czacie jednego słuchacza, który uważa, że „Battlestar” był słaby. Mógł. Mnie zawsze interesuje w serialach, czy one się jakoś kończą. Jeżeli wiem, że się jakoś kończą, to mogę ostatecznie się wypowiedzieć. Mnie to, co widziałem, dosyć się podobało. W każdym razie dobrze wiedzieć, że jeszcze można te braki, jeśli chodzi o „Battlestar” uzupełnić, że to jeszcze można obejrzeć. No i cóż, taki się nam zrobił troszeczkę pod koniec przegląd filmów. To chyba najlepszy dowód na to-
[02:34:30] - Że książka Borunia i Trepki nadawałaby się na film.
[02:34:33] - Tak. Dla mnie to jest dowód na to, bo zacząłem myśleć o tych książkach w kategoriach filmowych i rację miał, już nie pamiętam, czy to Marek Myszograj, czy ktoś na czacie o tym pisał, że „Zagubiona przyszłość” to naprawdę byłby niezły film. Znowu w kameralnych planach mógłby być zrobiony. Trochę efektów specjalnych, jak nadlatuje astropolit i wyławia z kosmosu Celestię. Odnajduje ją po prostu. To mógłby być niezły film.
[02:35:07] - Tylko że trzeba by było przerobić tych Murzynów na zielone ludziki, nie?
[02:35:13] - Nie przesadzaj. Cóż, proszę państwa, myślę, że już o książce więcej powiedzieć nie możemy, chociaż bardzo byśmy chcieli. Podkreślę to, co mówiłem na początku. To są trzy książki, z którymi jestem bardzo emocjonalnie związany. One mnie uczyły fantastyki i chyba nauczyły mnie na tyle dobrze, że ja się od pewnych obrazów nie potrafię po prostu oderwać, które są w tej książce i czasami na inną fantastykę, czy to późniejszą, czy czasami wcześniejszą, spoglądam przez pryzmat tych właśnie książek. To nie są jedyne oczywiście książki, przez które filtruję pewną wiedzę swoją o fantastyce naukowej. Jednak te trzy książki Borunia i Trepki sporą rolę odegrały. To jednak jest taki kamień milowy, przynajmniej dla mnie. Żeby być uczciwym do końca, zetknąłem się kiedyś na jednym z konwentów z blogerką książkową, lansowaną akurat w tamtym miejscu, która stwierdziła, że próbowała to czytać, ale to było nudne i w ogóle się źle czytało i w ogóle sobie odpuściła to. Źle scharakteryzowałem.
To była blogerka książkowa, która specjalizowała się w fantastyce naukowej. Cóż, de gustibus non disputandum est. Skoro tak uważała... Wtedy się zacząłem zastanawiać. To był taki impuls, który pchnął mnie do ponownego przeczytania trylogii, bo zacząłem się zastanawiać, czy to ja się już tak zestarzałem i nie pamiętam, co tam było, czy wtedy byłem taki prymitywny i po prostu widziałem coś, czego nie ma, czy też ona może jest tak nowoczesna, że już tego nie widzi. Przeczytałem i doszedłem do wniosku, że to w dalszym ciągu, pomimo upływu lat, pomimo ewidentnych pewnych starości, jest książka niezła. Po prostu niezła. I z tą myślą-
[02:37:26] - Marku, mam wrażenie, że jesteś niestety sentymentalny. Ja sobie pozwolę też być przez chwilę. Otóż rzeczywiście książek tysiąc razy lepszych od tego, co napisał Boruń i Trepka, jest sporo. Może niedużo, ale sporo jednak. Piękniejszych też i mądrzejszych.
[02:37:49] - Bardziej przenikliwych.
[02:37:50] - Tak, i mądrzejszych, i pod każdym względem. Ale my kochamy tę książkę, tą trylogię, bo to jest-
[02:38:00] - Nasza młodość.
[02:38:01] - Nasza młodość.
[02:38:02] - Ale mamy nadzieję, że da się czasami troszeczkę tej wiary w jakąś książkę przeszczepić. I to niniejszym dzisiaj spróbowaliśmy robić. I obojętnie, czy sięgniecie państwo po książkę, tę wersję książki, która była wydana w latach 50. Były dwa wydania. Było z pierwszej połowy lat 50. i z drugiej połowy lat 50. Co ciekawe, one też się między sobą różnią, bo ta pierwsza wersja była bardziej taka seriozna, stalinowska, a ta druga trochę mniej. Ale to już rzeczywiście są niuanse. Natomiast ta wersja z lat 80. różni się dosyć mocno.
Ja tylko wspomnę, że było jeszcze czwarte wydanie, ale wydaje mi się, tu nie mam pewności, jeśli wprowadzam państwa w błąd, to przepraszam, wydał w Solarisie Wojtek Sydeńko trylogię Borunia i Trepki, ale wydaje mi się, że opierał się na tym wydaniu z lat 80. Ale to można zawsze sprawdzić i na przykład w komentarzu pod audycją sprostować, jeśli gadam głupoty w tej chwili. W każdym razie to jest ten moment, kiedy audycję możemy spokojnie skończyć w nadziei, że-
[02:39:20] - Ładny bąbel się wyszedł.
[02:39:22] - No.
[02:39:23] - Kiedy gadam głupoty w tej chwili.
[02:39:28] - Niech będzie. W każdym razie w tej chwili to jest ten czas, kiedy możemy dzisiejszą audycję uważać za skończoną.
[02:39:37] - A to jest ten czas, kiedy mogę jeszcze uznać za stosowne wysłać wam komentarze z YouTube'a i z naszego czata, co też właśnie uczyniłem.
[02:39:46] - Tylko czy ja to zdążę wszystko przeczytać w tej chwili natychmiast? Ale spróbujmy. To ty, Wiktorze, teraz mów, a ja będę czytał. Powiedz coś mądrego.
[02:39:55] - Czytaj od razu, a vista. Nie zastanawiaj się. Nie myśl. Myślenie szkodzi.
[02:40:03] - Myślenie szkodzi? Zależy komu. Staram się, żeby jednak nie. Julian pisze, że wszystkie seriale się jakoś kończą. Tak, jakoś się kończą, tylko ja boleję nad tymi serialami, które w pewnym momencie przechodzą na tryb „nie wiemy, dokąd jedziemy”.
[02:40:22] - Właśnie. Jeżeli się kończą, to w porządku, ale jeżeli się nie kończą, tylko ciągną dalej, to to nie jest serial.
[02:40:28] - Część seriali niestety popada w taki troszeczkę kociokwik i zaczyna zjadać własny ogon. Ja myślę, że takim najlepszym przykładem w pewnym momencie był film „Zagubieni”. Ja znam przynajmniej kilka szkiców, jak on się miał skończyć. On się nigdy tak nie skończył, bo po pierwszej serii była druga, trzecia, czwarta i kolejne i trzeba było dokręcać, dokręcać, dokręcać i coraz bardziej komplikować historię. Ale to nie jest jedyny przykład. Takich seriali, które się nie kończą właściwie, jest znacznie, znacznie więcej. I czasami są to seriale kultowe. Niech mi ktoś powie, jak się tak naprawdę czy jakoś konkretnie kończy się, chociażby klony Stargate'ów, czyli na przykład „Atlantis”. To, co wiem, to tyle, że część seriali popada właśnie w tego rodzaju spirale i to bywa czasami takie, że niekoniecznie mi się to podoba. Tu ktoś jeszcze napisał o tym, że był film „Test pilota Pirxa” i że się podobał.
Nie wiem. Mnie się podobał średnio. Pewno dlatego, że znam oryginalne opowiadanie Lema, które nie nosi... Znaczy jest opowiadanie Lema pod tytułem „Test”, ale to nie ma nic wspólnego z tą treścią. Tytuł tego opowiadania, który posłużył do napisania scenariusza „Test pilota Pirxa” to jest inny tytuł. Natomiast nie wiem. Wydaje mi się, że niektóre efekty specjalne, które były w „Teście pilota Pirxa”, były dyskusyjne, szczególnie odpalenie sondy, która tam miała być odpalona z pokładu tego statku. To wyglądało trochę plastikowo i trochę tak...
[02:42:40] - Jak ja pamiętam ten odrzut, który powinien lecieć w dół, a leciał w górę.
[02:42:46] - Tak, tam było kilka takich ciekawych rzeczy, które się pojawiały. Także nie wiem, nie jestem przekonany w każdym razie do tego. Tu ktoś pisze, AO35 pisze, że pani blogerka nie ma pojęcia o SF i pewnie czyta tylko fantasy. Chyba nie. Ja wtedy dlatego miałem taki zgryz i tak mnie to popchnęło do ponownego przeczytania, że na temat współcześnie pisanej SF pani blogerka wypowiadała się całkiem. To było niegłupie i dlatego tak się poczułem dziwnie, kiedy stwierdziła, że to takie słabe jest. Nie wiem.
[02:43:36] - Wiesz, po prostu, Marek, czas minął i tak dalej. To tak, jak ja bym dzisiaj się, nie wiem, zakochał w Wenus paleolitycznej, nie? Też taka była.
[02:43:50] - Julian podpowiada: „Rozprawa”. Rzeczywiście to tytuł tego opowiadania, które posłużyło do napisania scenariusza. W każdym razie my też pozdrawiamy wszystkich, którzy nas pozdrawiają za pośrednictwem czatu. Ale już naprawdę będziemy kończyć. Chyba już wszystko na temat Borunia-Trepki i ich trylogii powiedzieliśmy. Powiem tylko, że za tydzień mamy ABW. ABW specyficzne, bo pierwsze, o ile dobrze pamiętam, pierwsze ABW, które będzie na żywo. Pierwsze ABW na żywo z dużą ilością opowiadań to po pierwsze, ale też z ogłoszeniem wyników konkursu, bo to 28. jak by nie było w przyszłym tygodniu przypada, a to jest czas, który nas zobowiązuje do podania wyników konkursu Rubieże rzeczywistości. Dzisiaj mogę powiedzieć tylko tyle, że po burzliwej dyskusji najpierw telefonicznej, a później face to face, w której nie szczędziliśmy sobie słów przyjemnych oraz tych uważanych powszechnie za obraźliwe, wyłoniliśmy grupę opowiadań w liczbie 21, które wchodzą do antologii, jak to się mówi, z marszu.
Po drobnych poprawkach redakcyjnych. Ale to nie wszystko. My staramy się jednak podchodzić, podkreślamy, myślimy, że tak podchodzimy, jednak w sposób twórczy do zagadnienia. I wyłoniliśmy też oprócz tych 21 opowiadań, które wchodzą do puli, także opowiadania, które do puli mogą wejść. Jest ich 12 i z takim zastrzeżeniem, że one wchodzą warunkowo. To znaczy wówczas, kiedy ich autorzy zgodzą się z nami, zgodzą się wprowadzić pewne istotne z punktu widzenia logiki konstrukcji oraz pewnych innych. Podpowiedz mi tutaj.
[02:45:56] - Zgodzą się jeszcze trochę popracować.
[02:45:58] - Zgodzą się jeszcze nad tymi opowiadaniami popracować. Dobrze to powiedziałeś. Zgodzą się nad nimi trochę popracować. A zatem jak państwo zliczycie, jeśli wszyscy autorzy będą skłonni do współpracy, będziemy mieli w książce, 21 i 12 to chyba 33.
[02:46:16] - 33. Przez miesiąc, z górą przez miesiąc nikt do mnie prawie nie mógł wejść do mieszkania, bo całą podłogę miałem usłaną maszynopisami.
[02:46:28] - Tak, Wiktor się po nich po prostu przechadzał.
[02:46:32] - Nie przechadzał, tylko rozkładał i przeglądał. Dobry, do kitu, może być i tak dalej.
[02:46:41] - Proszę państwa, zanim Wiktor zdradzi całą kuchnię, to ja powiem jeszcze tylko tyle, że uważam, że ta średnia, czyli 33 opowiadania, jest naprawdę niezła, zważywszy, że mieliśmy niemal 90 opowiadań nadesłanych na konkurs. To ta średnia jest niezła, czyli jakaś jedna trzecia opowiadań po prostu wchodzi do puli. Jak znam historię różnych konkursów, to naprawdę jest niezły wynik.
[02:47:12] - Tym bardziej że parę wśród tych dobrych jest jeszcze kilka bardzo dobrych.
[02:47:20] - Tak. Powiem państwu, ja byłem zaskoczony, że tam się trafiają, cóż tu mówić, perełki po prostu. Jest kilka takich opowiadań, które aż nie wiem, czy nasza niegodna antologia na nie zasługuje po prostu. Naprawdę nic więcej nie możemy powiedzieć, więcej nie możemy. Troszkę może więcej powiemy w przyszłym tygodniu.
[02:47:47] - A ja jeszcze powiem, że ja mam tam jednego typa, jedną autorkę, która jeżeli się ze mną dogada i mnie posłucha, co ma przerobić, to będzie najlepsze w ogóle opowiadanie z wszystkich.
[02:48:02] - Zobaczymy. Ale muszę jeszcze zacytować, O35 wyjął mi to znowu z głowy, że najbardziej lubi seriale. Te seriale, które wiedzą, kiedy się mają skończyć. Lepiej bym tego nie powiedział. To jest dokładnie to. A zatem zapraszamy za tydzień na odcinek na żywo ABW, w którym będzie sporo opowiadań i będą ogłoszone wyniki konkursu. Czemu się śmiejesz?
[02:48:30] - Tak mi się z tym twoim powiedzeniem, a raczej z powiedzeniem naszego, że à propos tych seriali.
[02:48:37] - Które wiedzą, kiedy się mają skończyć.
[02:48:40] - Ja po prostu miałem wielu przyjaciół, którzy bardzo lubili imprezy.
[02:48:45] - I nie wiedzieli, kiedy mają skończyć. Znam kilku takich.
[02:48:50] - To było tragiczne po prostu.
[02:48:53] - Tak jest. Ponieważ tu się pisze, że pewne seriale już dawno powinni skończyć, to nasz serial skończymy dzisiaj, w tej chwili. Bo też trzeba kiedyś to skończyć. Będzie dobrze. A zatem za tydzień zapraszamy na ABW na żywo. Dużo opowiadań i ogłoszenie konkursu, a za dwa tygodnie już co prawda nie na żywo, ale zapraszamy.
[02:49:18] - Na trupowym żu.
[02:49:19] - Nie, na Bibliotekarium, jakkolwiek. Na Bibliotekarium i zapraszamy państwa wówczas do dyskusji, do rozmowy, do w ogóle wymiany poglądów na temat książki, która pierwszy raz ukazała się w Polsce w '81 roku w serii Plus Minus Nieskończoność, ale później została powtórzona. Jej wydanie powtórzyło wydawnictwo funkcjonujące przy czasopiśmie Alethea. A mam na myśli książkę „Małe jest piękne.” Mówiąc szczerze to Wiktor zainspirował nas do tego, żebyśmy się książką zajęli. To się teraz tłumacz.
[02:50:04] - Dlaczego? Dlatego, bo ta książka zrobiła furorę kiedyś, dawno, dawno, dawno temu, w tych '80 latach mówię. Potem zapadła wielka cisza, chociaż człowiek, który to napisał, to jest wielka firma.
[02:50:23] - Podpowiem, że nazwisko jego Schumacher.
[02:50:26] - Tak. Natomiast ta książka z biegiem lat staje się coraz bardziej aktualna. Ona jest bardziej wizjonerska od tego, co cała science fiction kiedykolwiek napisała.
[02:50:43] - Będę się powtarzał, ale zgadzam się z tobą i wcale mi się to nie podoba. Ale zgadzam się z tobą, że ta książka rzeczywiście wtedy, kiedy była napisana w latach 70., ona była w jakiś sposób odkrywcza. Ona pokazywała pewną nową rzeczywistość. Ale dzisiaj to ona dla niektórych środowisk powinna być wręcz Biblią. Dla tych szczególnie, którzy uważają, że bycie elementem korporacji, kierowanie się w życiu tylko i wyłącznie zyskiem, że to jest normalność, że tak powinna wyglądać rzeczywistość. Tymczasem ci Ten autor udowadnia, że już wtedy tak nie było, że oczywiście korporacja ma swoje prawa, kapitalizm ma swoje prawa, tylko czy my ich przypadkowo nie redukujemy i pewne osoby specjalnie ich nie redukują, żeby nie pokazywać pewnych aspektów rzeczywistości i wmawiać nam, że tylko zysk się liczy, że tylko dobro firmy się liczy i w ogóle wszystko się liczy, co nas nie dotyczy, bo my jesteśmy tylko trybikami w pewnym mechanizmie. Jesteśmy elementami układanki i my jako jednostki w ogóle się nie liczymy. Liczy się pewna większa całość.
[02:52:07] - Ale jak ty to Marek mówisz, to od razu może naszym słuchaczom zapachnieć lewicowością.
[02:52:15] - Nie, broń Boże! Absolutnie.
[02:52:17] - Ten autor jest jak najbardziej prawicowy i to doktrynalnie prawicowy.
[02:52:25] - Ale zwraca uwagę, że-
[02:52:28] - Mówi o człowieku po prostu.
[02:52:29] - Ale zwraca właśnie uwagę, że kapitalizm, jeśli ma w ogóle funkcjonować, to nie może funkcjonować tylko na zasadzie podliczania słupków czy na zasadzie podliczania kont: winien, ma, czy też na zasadzie liczenia, co się opłaca, a co się nie opłaca. Bo to jest prosta droga właśnie do rewolucji komunistycznej. Kiedy się zapomina o człowieku, to pojawiają się natychmiast ludzie, którzy mówią: „My się za wami ujmiemy, bo my wiemy, jak się za wami ująć. Zbudujmy sobie komunizm”. To też nie ta droga. Dlatego... Ale to już tyle. Przestańmy zachwalać. Po prostu opowiadamy o tej książce za dwa tygodnie.
[02:53:10] - Ta książka nie jest tylko o ekonomii. To jest fascynująca opowieść o świecie w ogóle.
[02:53:15] - O tym, że małe jest piękne. O tym, że małe jest piękne. I cóż, życzymy państwu na zbliżające się święta wszystkiego najlepszego. Przede wszystkim wielu ciekawych książek pod choinką, wielu ciekawych inspiracji. To dla tych, którzy piszą, ale może dla tych, którzy zamierzają dopiero pisać. W ogóle wszystkiego najbardziej bibliotekaryjnego, bibliotecznego, książkowego i tak dalej. Niech te święta państwu upłyną spokojnie przy jakiejś dobrej lekturze, ale i rodzinnie. To niech wszystko będzie naj.
[02:53:52] - Akurat wiesz co? Z jedną rzeczą się nie zgodzę, Marku.
[02:53:56] - Jakżeby byłoby inaczej, gdybyś się ze mną zgodził?
[02:54:00] - Otóż drodzy kochani, nie życzę wam spokoju. Spokój jest szkodliwy. Emocje, natchnienia, przeżycia tak, ale spokój? Na spokój macie czas.
[02:54:20] - Tak jest. I tym optymistycznym akcentem-
[02:54:24] - Optymistyczny akcent swoją drogą, ale niestety te święta też nie dla wszystkich będą radosne.
[02:54:30] - No niestety.
[02:54:31] - Niektórym będą się bardzo źle kojarzyły.
[02:54:35] - No niestety.
[02:54:37] - I dlatego jeszcze w ramach takiego na koniec audycji ogłoszenia parafialnego, właściwie dotyczącego całego Radia Paranormalium, ponieważ jak już panowie zapewne wiecie i państwo również, na niedzielę została ogłoszona na terenie całego kraju w związku z katastrofą w Karwinie żałoba narodowa. Tak więc Radio Paranormalium co prawda nie przystroi swojej strony w czarno-białe kolory, nie będzie loga opatrzonego kirem. Radio Paranormalium zawsze przy takich okazjach robi zupełnie coś innego. Mianowicie Autopilot będzie przez kilka najbliższych dni emitował audycje związane tematycznie z życiem po życiu, reinkarnacją i tego typu tematami. No i też taki, a nie inny utwór postanowiłem dzisiaj na koniec dzisiejszego Bibliotekarium dobrać. Utwór dedykowany wszystkim tym, którzy ostatnio kogoś stracili i dla kogo te święta nie będą zbyt radosne z tego powodu. Mam nadzieję, że w taki sposób przynajmniej możemy okazać solidarność z niektórymi osobami. Utwór projektu nieistniejącego już, ale wciąż ten artysta oczywiście żyje. Utwór projektu Roma Music zatytułowany „Rest in Peace”. Kończymy dzisiejsze Bibliotekarium, ostatnie Bibliotekarium w tym roku kalendarzowym.
Tak jak mówił Marek, za tydzień usłyszymy się ponownie na żywo, tym razem w wyjątkowym, bo na żywo realizowanym ABW. Byli z nami po drugiej stronie połączenia internetowego jak zawsze gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dzięki jeszcze raz panowie.
[02:56:22] - Dziękujemy. Ja tylko jeszcze powiem, tak czytuję sobie na czacie, że i Konopielka i Szczepan Twardoch będą w swoim czasie. Myślę, że już niedługim, ale pamiętamy. Dobrej nocy!
[02:56:37] - Dobrej.
[02:56:38] - Dobrej nocy. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie przed sylwestrowo już za tydzień.
[02:57:35] - To ride up to heaven and bring you back again. No farewell words were spoken, no time to say goodbye. You were gone before we knew it, and only God knows why. Our hearts still ache in sadness, and secret tears will flow. Now what it meant to lose you, no one will ever know. No farewell words were spoken, no time to say goodbye. You were gone before we knew it, and only God knows why, knows why. Now all we know you want us to mourn for you no more. Remember all the good times, that's what we're living for. No farewell words were spoken, no time to say goodbye.
You were gone before we knew it, and only God knows why, knows why. You'll never be forgotten.