Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:31] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj i teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz. Obojętnie, czy słuchasz tej audycji na żywo, czy z MP3. Zaczynamy wlewanie do twoich uszu kolejnego odcinka „Bibliotekarium”, tym razem na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dobry wieczór panowie.
[01:03] - Dobry wieczór.
[01:04] - Dobry.
[01:05] - Dzisiaj punktem wyjścia do dyskusji na linii Żelkowski i Żwikiewicz kontra słuchacze Radia Paranormalium będzie proza Marka Huberatha, a konkretnie powieść fantastyczna „Watran AURAIO”. Zanim jednak przejdziemy do dyskusji, tradycyjnie na początek podam kontakty do Radia Paranormalium. Audycję realizujemy oczywiście na żywo. Będzie można dzwonić gdzieś tak od godziny 21, może troszeczkę wcześniej, ale numery telefonów warto zapisać sobie już teraz. Numer stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to można także wysyłać pytania, komentarze, i oczywiście propozycje kolejnych książek do omówienia na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
Halo, halo Bydgoszcz.
[02:29] - Halo, halo. No to cóż, zaczynamy, Wiktorze. Startujemy. Dzisiaj autor, który właściwie wiadomo, ale z jednej strony fizyk, umysł ścisły, z drugiej strony autor powieści i opowiadań. Ale mówimy dzisiaj o powieści, która mówiąc szczerze, jak pierwszy raz przeczytałem, to wgniotło mnie to w fotel. Po prostu.
[03:00] - Trudno, żeby nie wgniotła.
[03:01] - Była tak literacka, że ja w pewnym momencie mówię: „Kurczę, jak ten fizyk tak pisze, to jaką on fizykę robi?”
[03:15] - Nie wiadomo, jaką robi fizykę. W każdym razie nie wiadomo, na ile w tej fizyce w ogóle tak wyróżnia. Natomiast rzeczywiście w tym materiale pisarskim, my czytamy dzisiaj wielu autorów, zachwycamy się anglosaskimi różnymi wypocinami i tak dalej, ale że tak powiem, po schyłku Lema, żeby w Polsce nie przeczytać książek Marka Huberatha, to właściwie zbrodnia. To znaczy nie zbrodnia, można nie czytać, natomiast czytać te książki tak warto, że chyba sobie nie wyobrażam, że może być literatura. Dlaczego? Dlatego, że tak jak powiedziałeś, ona robi piorunujące wrażenie od tej strony właśnie literackiej.
[04:15] - Plastyczna proza. Plastyczna bardzo.
[04:18] - Nie tej takiej intelektualnej, w której właściwie Lem napisał wszystko, co było do napisania. Wszyscy, i Huberath, i Marek Oramus, i właściwie każdy z piszących dzisiaj starają się, że tak powiem, pisać malowniczo, precyzyjnie wymyślać coś. Natomiast chyba tylko Marek Huberath jest na pograniczu zupełnie prędkości światła.
[04:59] - Poza tym warto pamiętać, że Marek Huberath to tak naprawdę jest pseudonim, a autor nazywa się Hubert Harańczyk. I z takich ciekawostek warto sobie przypomnieć, uświadomić, że on pokonał prawdziwego mistrza w konkursie, w którym pojawił się „Wiedźmin” Sapkowskiego. Warto pamiętać, że to nie „Wiedźmin” zajął pierwsze miejsce. Mówię o konkursie organizowanym przez miesięcznik „Fantastyka”. To nie „Wiedźmin” zajął pierwsze miejsce, tylko właśnie opowiadanie Huberatha. To było opowiadanie „Wróciłeś z Neog. Wiedziałam”.
[05:44] - Ja pamiętam ten konkurs, kiedy przyszło to opowiadanie. Ja tam byłem wtedy gościem, siedziałem w tej Warszawie, ale też bywałem w redakcji. Więc pamiętam, jak dostał to opowiadanko do czytania chyba Leszek Jęczmek. Przeczytał tam pięć czy dziesięć zdań. I natychmiast zaczął mówić, że zetknął się z literaturą. Że ma pisarza. Bo miał pisarza. Jest coś takiego przy tych umysłach, które się dużo z debiutantami ścierają, z takim materiałem jeszcze greenhornowym, że wystarczy czasami pięć zdań, jedna strona, pół strony i nagle wiesz, że to jest to albo to jest ktoś. I właśnie tak było z Huberatem. Od pierwszego opowiadania, które wtedy wygrało w „Fantastyce” konkurs.
Od tego opowiadania każde dziełko czy dzieło Marka Huberata tylko potwierdzało klasę. Nigdy nie było kroku wstecz.
[07:11] - Powiem ci, że kiedy ta powieść się ukazała, to już jakiś czas temu, bo mówimy o powieści, która została wydana w roku 2011, ale jakoś poza środowiskiem nie przebiła się w Wydawnictwie Literackim. Może dlatego, że Wydawnictwo Literackie ma swojego Lema, ma Huberata, ale ja mam wrażenie, że akurat to wydawnictwo ma pewne kłopoty z promocją swoich autorów. Może się mylę. Bardzo chętnie podejmę polemikę. Jakieś dziwne dzisiaj zbity mam, jak zwykle zresztą. Ich autorem stał się ostatnio Marek Krajewski, autor takich retro kryminałów. Oni go przejęli jako autora i też mam wrażenie, że jego książki, te najnowsze o detektywie Uberhardzie Moku, jakoś gorzej są promowane. One się w dalszym ciągu świetnie sprzedają, bo autor ma taki prestiż, taką klasę, że trudno byłoby, żeby nie. Ale odnoszę takie wrażenie, że coś z promocją szwankuje. Tak jak powiedziałem, chętnie podejmę polemikę i chętnie dam się przekonać, że jest inaczej.
Natomiast kiedy sięgnąłem po to opowiadanie, to mówię sobie: „Kurczę, przez jak długi okres czasu można utrzymywać dobrą formę?”. A Marek Huberath tę formę utrzymywał już, jak dobrze liczę, to 20 lat. Ciągle był na wznoszącej, a przynajmniej na pewno nie na opadającej. I dlatego z pewnym niepokojem przystąpiłem do lektury. Zresztą ten tytuł, którego do dzisiaj tak do końca nie potrafię dobrze wymówić. „Batran Aurajo”. Skąd się wziął tytuł, to jeszcze dzisiaj powiemy, ale szukałem na początku, co to znaczy. W końcu znalazłem. Ale miałem przed sobą książkę grubą, bo ta powieść liczy sobie kilkaset stron. Jeżeli dobrze pamiętam, około 400.
Do tego jeszcze dołożone są chyba dwa albo trzy opowiadania, więc to mi się dosyć potężne. Sama powieść nie czytała się na początku łatwo. To znaczy, póki nie wsiąkłem w to uniwersum, to mi się tak czytało trochę... Być może ja już zblazowany jestem i w związku z tym mnie ciężko porwać za sobą. Ale był taki moment, taki punkt graniczny, od którego to już poszło. Te kilkaset stron jak z bata strzelił. Po prostu zniknęły. Ta książka mnie wciągnęła i zjadła. Absolutnie. Dlatego o niej dzisiaj będziemy rozmawiać.
[10:15] - Ja właściwie to przyznam się, że niewiele mam do powiedzenia, o dziwo, przy tej książce, gdyż mam takie wrażenie, że tę książkę akurat po prostu trzeba przeczytać, a nie o niej mówić. Tak jest przy wszystkich naprawdę dobrych książkach. Przy książkach dyskusyjnych, że tak powiem, to można sobie dyskusować, można przebijać się, można jakiś tam hazard uprawiać na plus, na minus i tak dalej. Natomiast są książki, które po prostu powalają z nóg. I ja uważam, że do takich książek właśnie należy i poprzednia, „Miasta pod skałą” i ta właśnie książka, „Batran Aurajo” Marka Huberatha. To są książki nieprawdopodobne, niesamowite.
[11:10] - To ja ci wejdę w słowo. Widzicie państwo zatem, że dzisiaj nie ma co liczyć na to, że się tak malowniczo z Wiktorem pokłócimy, jak w czasie ostatniego „Bibliotekarium”. Raczej dzisiaj będziemy co do zasadniczej tezy, że to jest po prostu niezła książka. Niezła jest eufemizmem, absolutnym eufemizmem. Chciałbym powiedzieć coś innego, ale później wszyscy mi zarzucają, że się zachwycam i zachwycam, i tylko zachwycam. W związku z czym zostanę przy tym eufemizmie. Więc się dzisiaj pewno o pryncypia nie pokłócimy. Może szkoda, bo wtedy jest bardziej dynamicznie, ale przygotowałem na dzisiaj coś, co może stać się taką osią tej audycji dzisiejszej, ponieważ w swoim czasie Marek Huberath udzielił wywiadu poświęconego tej właśnie książce Wywiad przeprowadzony przez Marcina Baniaka ukazał się na gildii.pl. To jest wywiad moim zdaniem ciekawy, bo tam autor się odsłania, a cóż piękniejszego może spotkać czytelnika jak to, kiedy znajdzie potwierdzenie, a czasami zaprzeczenie różnych swoich myśli, które się pojawiały. Różnych pomysłów, które podczas lektury się pojawiały.
Ten wywiad jest ciekawy, bo on moim zdaniem bardzo dobrze dopełnia książkę. Można się bez niego oczywiście obyć i można pogrążyć się w swoim świecie, a właściwie w świecie Huberata, który my, przynajmniej część z nas, bardzo ochoczo przejmuje, bo to jest świat gęsty od znaczeń, ale gęsty też od, nie wiem, jak to określić, od prawdziwości? Od tego, że po prostu jest niezwykle plastyczny.
[13:17] - Brakowało ci słowa. Jest tak autentyczny, jakby to było rzeczywiście coś, co istnieje, bo wiele książek, szczególnie science fiction jest takich, że nas co prawda zachwycają, ale po przeczytaniu mamy takie: „No tak, fajnie wymyślone-
[13:40] - Ale bajka.
[13:40] - Fajne, zaprojektowane, ale bajka. A ta książka nie jest w żadnym momencie bajka. Po przeczytaniu tej książki miałem nieodparte wrażenie, że to, co zdarzyło się w tej książce, rzeczywiście się kiedyś na Ziemi zdarzyło. W czasach kapitana Cooka, gdzieś na Galapagos albo gdzieś w jakiejś wiosce pigmejskiej, w tej sferze obyczajowej, tego wątku między mężczyzną, kobietą, szamanami, że ten wątek rzeczywiście się zdarzył. Wręcz ja będę twierdził, że on się musiał zdarzyć. Gdzieś, naprawdę tam, gdzie Francuzi lądowali w buszu jakimś albo gdzie ktoś, jakiś biedny rozbitek sam pojedynczo został, tak jakby jak przybysz z innej planety, po prostu wśród zupełnie obcych ludzi, nie znający języka, próbujący przetrwać. Oglądający ich obyczaje, ich zwyczaje. Dużo można na ten temat.
[14:52] - Co do wydarzeń psychologicznych to zgoda, to mogło mieć miejsce. Natomiast warto zdać sobie sprawę, że przenosimy się w tej powieści na inną planetę. Planetę niegościnną, planetę, w której życie może rozwijać się właściwie tylko w dolinach górskich. Można odnieść wrażenie, że ta planeta w ogóle się składa tylko z gór i dolin górskich, ale oddzielonych od siebie, odseparowanych. I właściwie mamy do czynienia z zamkniętą, odseparowaną społecznością. To zawsze jest ciekawe wydarzenie i myślę, że autor świetnie to uchwycił.
[15:33] - A wiesz, jakie skojarzenie teraz miałem? Takie dziwne, gdy żeś to mówił. Otóż wszyscy pisarze, szczególnie science fiction, przedstawiają takie sytuacje ekstremalne, w których człowiek sprawdza się wtedy, kiedy jest naprawdę ciężko. Natomiast zobacz, że nasza cudowna konsumpcyjna rzeczywistość właściwie chce, żeby tego ciężko było jak najmniej, a żeby było jak najłatwiej, jak najwygodniej, jak najbardziej syto po prostu. No i co w tym momencie? Gdzie nasi herosi? Gdzie są? Tylko na boisku ewentualnie.
[16:15] - Ewentualnie. A to już niedługo. To już niedługo się zaczną zawody w piłkę kopaną. Cóż, odgrażałem się, że mamy ten wywiad, to ja sobie po troszeczku będę ten wywiad cytował. Rozmowa zaczyna się w ten sposób, że Marcin Baniak zadaje pytanie: „Pańska najnowsza książka «Watran Aorai» rozpoczyna się od dedykacji Lemowi. Dlaczego akurat jemu dedykuje pan tę książkę?”
[16:44] - A komu innemu?
[16:45] - Nie, widzisz-
[16:46] - Mógłby wyłącznie jeszcze Panu Bogu dedykować.
[16:49] - Ja też miałem takie wrażenie, że to jest zwykłe lizusostwo.
[16:54] - Nie.
[16:55] - Natomiast autor wyjaśnia to dosyć przekonująco, a w dodatku mnie przekonał, bo odpowiada w ten sposób: „Lem w swoich powieściach absolutnie wyczerpywał podejmowany temat. Jednak jednego zagadnienia do końca nie wyeksploatował. Chodzi o problem kontaktu pomiędzy obcymi istotami a ludźmi.
[17:21] - Bo tego nie można wyeksploatować.
[17:23] - Postanowiłem uzupełnić to zagadnienie, dedykując powieść osobie, która niegdyś rozpoczęła te rozważania.” Mówisz, że nie można tego wyeksploatować.
[17:31] - Nie można wyeksploatować. Po prostu, gdyż różnorodność tego kontaktu, zmienność nie tylko tych, z którymi ewentualnie nam się może przyjść kontaktować, ale również momentu, w którym my będziemy zupełnie inni niż dzisiaj, albo byliśmy zupełnie inni kiedyś, albo będziemy, daje klas nieprawdopodobieństwa, że tego po prostu nie można określić. Ten temat jest nie do wyczerpania.
[18:04] - Autor wywiadu, powtórzę Marcin Baniak, zadaje kolejne pytanie: „Kontakt, który tu zachodzi, czyli konkretnie w książce, nie jest kontaktem pomiędzy człowiekiem a obcą rasą.” Hubert przerywa: „Przecież tam jest kosmita. Nie zwrócił pan uwagi na trudność kontaktu między człowiekiem a kosmitą, ponieważ nie był on trudniejszy niż kontakty międzyludzkie. Poza tym Porok, czyli kosmita, pojawia się w powieści w bardzo naturalny sposób”. No właśnie! Bo znowu mamy do czynienia z cywilizacją, tą ludzką cywilizacją, tą grupką ludzi. Trudno mówić o cywilizacji, bo jak człowiek mówi „cywilizacja”, to sobie zaraz wyobraża masę ludzi i to brzmi patetycznie. Tymczasem to jest-
[18:55] - Taki ułomek jak w stopie Angusa.
[18:59] - Taka grupka ludzi, po prostu zdziczałych troszeczkę, gdzieś tam sobie żyje w tej dolinie, więc tam ich jest całkiem niewielu. I rzeczywiście tam oni usiłują nawiązać kontakt. To się odbywa w ten sposób, o czym za chwilę będziemy mówić, że oni właściwie nawiązują ten kontakt troszeczkę tak, jak się czytało w takiej fantastyce kontaktowej, kiedy gdzieś tam się układa kamyczki, rysuje trójkąciki, kółka i tak dalej. Troszeczkę tak próbują nawiązać kontakt właśnie z obcym. Wróćmy do wywiadu. Marcin Baniak pyta: „Porok to istota, z którą próbują nawiązać kontakt ludzcy bohaterowie, zostawiając mu wzory ułożone z kamyków”. I Hubert odpowiada: „On umie liczyć, on umie kreować pojęcia. Proszę zwrócić uwagę, to jest kontakt z kosmitą”. To może rzeczywiście mylić w książce Huberata, ale myślę, że to zupełnie świadomy zabieg, bo my tam przenosimy się, na początku nawet nie wiemy, że na inną planetę. Jesteśmy gdzieś.
Ludzie są, wszystko jest, więc wszystko jest normalnie. Trochę zdziczali ci ludzie, ale w końcu widzimy, że przenosimy się na inną planetę. I te próby nawiązania kontaktu zapewne z kimś, z tubylcem, bo to ludzie są elementem napływowym. Te próby nawiązania kontaktu to są takie momenty w książce, w których napięcie bardzo wzrasta. Przynajmniej u mnie to napięcie wzrasta, ponieważ ja sobie natychmiast wyobrażałem tę sytuację. Bo to jest troszeczkę tak, że kiedy taki kontakt między obcymi następuje, ty przywołałeś tutaj podróże z czasów Cooka. Przecież właśnie coś takiego następuje. Kiedy biali przybywali na kolejne wyspy czy w kolejne miejsca, właściwie spotykali się też, jakby tu cudzysłów, z kosmitami. To były kontakty innych cywilizacji.
[20:59] - Albo sami byli.
[21:00] - Albo sami byli kosmitami. Dokładnie. Mieliśmy do czynienia z czymś na podobną skalę. Stopień komplikacji i stopień niezrozumienia czasami był równie wysoki.
[21:12] - Porównywalny według mnie w rzeczywistości tamtej epoki odkryć geograficznych, tego kolonialnego rozprzestrzeniania się tej Europy naszej, to po prostu porównywalny według mnie z kontaktem z obcą rasą na innej planecie, bo to było zupełnie co innego.
[21:35] - Dlatego też wydaje mi się, że ten wątek wprowadzony przez Huberata do książki jest taki nośny i tak chwyta za wyobraźnię.
[21:46] - Ale zwróć uwagę, że on, tak jak Hubert i ten rozmówca Huberata podkreślają, to jest tam kilkanaście stron.
[21:55] - Nie, to jest w ogóle margines absolutny.
[21:58] - Zwróćcie uwagę, że takim samym marginesem jest ewentualny kontakt naszej współczesnej cywilizacji z jakąś obcą rasą. Dla paru ludzi to będzie problem, ale dla reszty to w ogóle żaden.
[22:13] - Tak myślisz?
[22:14] - Tak, wierzę tak.
[22:15] - Ja nie wiem. Ja myślę, że to po prostu jakiś... Jak ogłoszą, że-
[22:18] - Chyba że oni przywiozą jakieś chipsy bardziej smaczne. Wtedy tak.
[22:23] - Nie, bo przecież cała upada argumentacja, że nie ujawnia się prawdy o UFO właśnie dlatego, że to mogłoby ludzkością wstrząsnąć.
[22:38] - Ale przypomnij sobie jedno z naszych opowiadań, które było ostatnio... Aha, już sobie przypominam. „Mesograja” opowiadanko, w którym robot stał się panem i władcą. A jakie to miało znaczenie dla całej cywilizacji? Żadne. Ludzie dalej kupowali te przysłowiowe chipsy w supermarkecie, dalej kasjerki pobierały drobne, wydawały resztę i tak dalej. Nic się nie zmieniło, bo tyle to się zmieni naprawdę. Zmieni się, że tak powiem, ktoś tam w NASA jeden etat w górę dostanie albo jeden w dół za to, że się spóźnił z właściwą interpretacją sygnału. Bez materialnego, że tak powiem, przelicznika, czyli bez korzyści materialnej, jaką z tego może wynieść normalny zjadacz chleba taki kontakt nie ma znaczenia poza, że tak powiem, medialnym boom. Przez tydzień się będzie mówiło więcej niż o kolejnym posiedzeniu Sejmu.
Po prostu tylko to.
[23:57] - Ja się muszę usprawiedliwić. Tak to jest, jak się nie wyłącza przed audycją komórki, to później się różne dziwne dźwięki na antenie rozlegają.
[24:05] - Ja akurat mam włączone wszystkie komórki, w przeciwieństwie do ciebie.
[24:10] - Ja właśnie wyłączyłem przynajmniej jedną, bo po prostu jak się nie wyłącza komórki, to dziwne dźwięki się na antenie rozlegają, tak jak powiedziałem. Wróćmy może do tego wywiadu.
[24:23] - Tak. Będę chciał coś podkreślić przy tym wywiadzie, ale pojedź dalej.
[24:30] - To jadę. Marcin Baniak zadaje pytanie: „Wydaje się, że ważniejsze w pańskiej książce są problemy w kontakcie między ludźmi niż kłopoty w komunikacji z obcymi. Podczas lektury rzeczywiście można nie zwrócić należytej uwagi na ten wątek. Po pierwsze poświęca pan tej tajemniczej istocie może kilkanaście stron, podczas gdy powieść liczy ich ponad 400. Po drugie mam wrażenie, że uwagę czytelnika przyciąga w pierwszej kolejności wizja ludzkości z odległej przyszłości, a dokładniej obraz ostatnich ludzi po upadku ludzkości.” Na co Huberath odpowiada: „To nie są ostatni ludzie. Wręcz przeciwnie, to jest wizja ekspansji ludzkości. Kiedyś sądzono, że Wikingowie byli ostatnimi ludźmi na Grenlandii. W mojej powieści ludzie ekspandują w przestrzeń, korzystając z żywych statków kosmicznych. Rzecz dzieje się na innej planecie, nie na Ziemi. Ci ludzie, owszem, przybyli tam dawno.
Możliwe, że komunikacja działała źle, że zapomnieli, kiedy ostatni osadnicy przybyli na tę planetę, ale trzeba jasno stwierdzić, że ta wspólnota wyszła daleko w kosmos. Nie wiemy, co się dzieje na Ziemi. Nie mamy żadnych informacji, jak proces zdobywania przestrzeni zachodził na innych planetach. Na końcu książki są dwa opowiadania, które są zanurzone w zasadzie w tym samym świecie. „Spokojne, słoneczne miejsce lęgowe” i „Maika i Vana”. Tu też jest mowa o ekspansji. W tych dwóch opowiadaniach pokazałem, jak rozwój takich małych wspólnot mógł się potoczyć na innych globach. I jest to obraz mniej dramatyczny niż „Patran A urayo”. Świat wykreowany w powieści jest nieprzyjazny człowiekowi. Sytuacja jest tu bardzo trudna.” I znowu pytanie: „Prawdziwie ekstremalna.
Niewielka populacja ludzi stara się za wszelką cenę przeżyć, przetrwać mimo bardzo trudnych warunków.” Na co Huberath odpowiada: „I dają radę. Nauczyli się przez pokolenia skuteczności zaciekłej walki. Zaszła wśród osadników jedna, może dwie mutacje, które ich trochę odróżniają od reszty gatunku. Ale wiele mutacji zachodzi też w całej populacji człowieczej tutaj, na Ziemi. Bohaterowie książki wywalczyli następny okres obiegu planety. Trzymają się pazurami życia. Jak to się dalej potoczy? Nie wiadomo.”
[27:09] - Jak słucham tego, co mówi Huberath, to robię takie wielkie oczy bogiem a prawdą, bo wszyscy słuchacze, którzy nie czytali Marka Huberatha, mogą pomyśleć, że tak, jak on mówi, tak pisze. A ta zupełnie oschłość, zdawkowość, zupełnie pozbawiona werwy, temperamentu. Jego mówienie jest totalnym sprzeciwństwem tego, jak on pisze. Kiedy Marek Huberath zaczyna pisać, takie jest jego pisanie. To pisanie jest potwornie gęste. Jest jednocześnie gęste, śliskie, grząskie, przewiewne, przezroczyste, świetliste i Bóg wie jakie.
[28:11] - Ale żeś pojechał teraz.
[28:14] - Tak, bo ono jest nieprawdopodobnie plastyczne. Przez całe życie myślałem, że mam wyobraźnię malarską. Byłem zawsze grafikiem. Natomiast Huberath mówi, że jest fizykiem. Ale zobaczcie, jak on opisuje biologizm tych istot. Nie chcę specjalnie palić tych wątków.
[28:47] - A ty mówisz „istot”. Jednak ludzi.
[28:49] - Ludzi.
[28:50] - Ludzi. Ale rzeczywiście to, co on wspomina o tych mutacjach, to są ludzie, ale tak nie do końca. I to, myślę, jest ważny wątek. On się jeszcze pojawi w tym wywiadzie, ale to jest wątek, który sprawił, że ja na początku tej książce nie ufałem. Zaraz dojdziemy do tego. Między innymi chodzi o sposób rozmnażania się tych ludzi. Jak to przeczytałem pierwszy raz, troszkę o tym opowiemy za chwilę, ale najpierw wróćmy do istoty. Powiedzmy nie o istocie, ale o tym, że on jest tak inny. To rozmnażanie człowieka, na które mniej więcej każdy z nas orientuje się, po pierwsze, na czym polega, po drugie, jak mniej więcej przebiega. To, co autor prezentuje, jest tak kosmicznie inne.
[29:41] - Przede wszystkim dlatego inne, że my się rozmnażamy i dalej żyjemy. Natomiast w tej książce rozmnażaniu towarzyszy również śmierć tych, którzy byli przedtem. Czyli umieranie. Bez umierania nie ma życia. Tak jest normalnie, zawsze.
[30:03] - Ale tu jest wprost.
[30:04] - Tu jest wprost zrobione. I mechanizm ten jest tak precyzyjny i jest dlatego również straszny, że właściwie ponosimy ofiarę najstraszniejszą, chociaż właściwie marzymy o nieśmiertelności. Ale ta nieśmiertelność w starciu z takim typem rozmnażania jest zupełnie bezsensowna. Istnieje wyłącznie nieśmiertelność pokoleń, nieśmiertelność gatunku, a nie osobników. Natomiast gdybyśmy chcieli zachować nieśmiertelność jednostek, stracilibyśmy szansę na rozwój całej cywilizacji. W ogóle nie istniałyby przyszłe pokolenia. Zresztą taka wizja przyszłości może dotyczyć również nas w praktyce. Jeśli wprowadzimy, metodami inżynierii genetycznej albo medycyna wprowadzi nam nieśmiertelność, według mnie to zabije potrzebę istnienia przyszłych pokoleń. Dzieci już nie będzie. Bo po co?
[31:25] - Tak, będziemy nieśmiertelni. Natomiast to jest też taki problem, który w jednej z książek fantastycznonaukowych został określony magazynem porcelanowych lalek, o ile dobrze pamiętam. Bo dobrze, będziemy nieśmiertelni, jeśli chodzi o naszą biologię, ale trzeba wziąć pod uwagę, że pewien typ nieśmiertelności nie uwzględnia, poza takim typem nieśmiertelności, jaką znaleźliśmy u Morgana w książce „Węgiel modyfikowany”, której tak nie lubiłeś. Poza takim typem nieśmiertelności jest też taka nieśmiertelność, która owszem, zapewnia człowiekowi biologiczne przetrwanie w sensie, że nie chorujemy na nic, nie starzejemy się i tak dalej, ale zawsze należy wziąć pod uwagę różnego rodzaju wypadki, różnego rodzaju zdarzenia losowe. I tu jest nawiązanie do tego sklepu porcelanowych lalek czy też figurek. Porcelana jako taka jest niezwykle trwała. Wykopaliska wskazują, jak długo może przetrwać. A jednak co jakiś czas w takim magazynie czy sklepie któreś z porcelanowych laleczek się tłucze bezpowrotnie. I troszeczkę tak będzie z ludzkością, która będzie z jednej strony geriatrycznie stara, będzie trwała wiekami całymi czy może tysiącleciami, bo wtedy się okaże, że rzeczywiście dzieci nie będzie, bo po co? A jednocześnie będziemy się krok po kroku wykruszać.
Wystarczy spojrzeć, ilu ludzi ginie codziennie w wypadkach samochodowych. Jeśli nawet nie będzie samochodów, tylko jakieś inne pojazdy, to one mają to do siebie, że się tak czy inaczej będą psuły. Może to psucie się nawet będzie innego rodzaju, a jednak będzie.
[33:21] - Dlatego o ile cała współczesna elita myślicieli, artystów marzy o nieśmiertelności, to mi się o wiele niestety bardziej podoba śmiertelność. Taka chociażby jak w książkach Huberata. Śmiertelność, która posiada sens.
[33:44] - Wiesz co? Ale jak ja słyszę, mimo wszystko jest coś fałszywego, jakaś fałszywa nuta w tym. Powiem tak, bo to się tak fajnie mówi: „Mnie się podoba moja śmiertelność”. Nie, kuźwa, nie podoba.
[33:56] - Właśnie tak, Marku.
[33:58] - Nie podoba mi się. Nie podoba mi się, bo wiesz, naturalne jest w człowieku to, że chciałby żyć jak najdłużej.
[34:05] - Nie, Marku.
[34:06] - Dobrze.
[34:07] - Marku, to jest potrzeba ludzi młodych. Ty jeszcze widocznie jesteś niedojrzały, że tak powiem, psychicznie na tyle, że masz potrzebę życia jak najdłużej.
[34:21] - A ty nie masz?
[34:22] - Nie.
[34:23] - Oczywiście.
[34:24] - Ja po prostu mam pełne poczucie, że ja swoje wykonałem, swoje zrobiłem. Mogłem co prawda trochę zrobić dużo więcej, ale nie zrobiłem. Zostawiłem trochę, niewiele, bo niewiele, ale trójkę dzieci na tym świecie i one-
[34:39] - Oficjalnie.
[34:41] - Rzeczywiście, a nie oficjalnie. I zrobiłem wszystko i mogę spokojnie odejść. Zwróć uwagę, że ludzie starzy w większości odchodzą spokojnie. Nie słyszałem ludzi, którzy manifestują rozpaczliwie transparentami, że nie chcą umierać, kurde, bo jutro wyrok mają, bo jeszcze trzy godziny, a już im się tabletki kończą. Rozpad, krzyk i tak dalej. Nie ma takich ludzi. Ludzie starzy umierają spokojnie, w pełni świadomości. Jeszcze chcą pogadać ewentualnie z partnerem, tak samo starym, który jeszcze przeżywa. Jeszcze podać rękę dziecku i odejść z tego świata. Tylko ludzie młodzi boją się śmierci.
Śmierć jest jak najbardziej naturalnym elementem naszego prześlizgnięcia się przez ten świat.
[35:37] - Wiesz co, nigdy nie przypuszczałem, że jak mi stuknie pięćdziesiątka, to dalej jeszcze będę młody. Kurczę, wiesz co? Ale ja się mimo wszystko nie zgadzam. Przemawia do mnie to, co mówisz. Oczywiście trudno byłoby to atakować, a właściwie łatwo to bronić, co powiedziałeś. Ale z drugiej strony według mnie jest pewien fałsz w tym, że człowiek mówi, że właściwie to jego skończoność mu bardzo się w życiu przydaje i jest fajna. Bo ja mimo wszystko, tym razem ja powiem swoje, uważam, że większość ludzi, dobrze niech będzie tych młodych, uważa jednak, że fajnie byłoby pożyć dwa razy tyle, niż się żyje. Trzy razy, dziesięć razy tyle.
[36:22] - Marku, masz rację, ale nie do końca, jak zwykle. Otóż mówisz tak jak żołnierz każdej armii. Każdy żołnierz chciałby przeżyć wojnę. Natomiast nie dlatego jest żołnierzem- Żeby przeżyć za wszelką cenę. Żołnierzem jest po to przede wszystkim, żeby przeżyła armia, żeby przetrwała armia, żeby przetrwali jego koledzy. Najchętniej on również, ale nie to jest bezwzględnie konieczne. Konieczność jest przetrwania armii. I tak samo jest w moim wypadku. Ja myślę tylko o konieczności przetrwania mojej rodziny, moich dzieci, mojego miasta, mojego narodu, mojej Europy, mojego świata po prostu.
[37:14] - A nic o sobie? Nic o sobie nie myśli?
[37:16] - Nie.
[37:16] - Nie, oczywiście.
[37:17] - Ależ jak najbardziej.
[37:18] - No.
[37:19] - Ja swoje przeżyłem. To było naprawdę zajebiste, fajne życie.
[37:23] - A co? I nie warto by go powtórzyć?
[37:24] - Nie, bo już nudne.
[37:26] - Dlaczego?
[37:27] - Znowuż to samo, wiesz.
[37:29] - Nie, właśnie nie to samo.
[37:31] - Ależ jak to nie to samo, Marku? To samo.
[37:33] - To samo to gdybyś się znowu urodził ponownie.
[37:38] - Wiesz, Rzymianie czy Grecy mieli te powiedzenie: wszystko już było, wszystko się i tak dalej. To tak naprawdę jest w życiu. Słuchaj, naprawdę myślisz, że jak się w życiu raz zakochałem, no nie raz, ale raz się zakochałem dobrze, to teraz jakbym się znowu zakochał, to by było zupełnie inaczej? Nie, tak samo by było.
[37:58] - Dobrze, Wiktor, ale wiesz co?
[37:59] - Tak samo nudno, no.
[38:00] - Ja wiem, ale pomyśl, w ilu miejscach nie byłeś jeszcze.
[38:05] - No to chwała Bogu.
[38:06] - Ale dlaczego chwała Bogu?
[38:08] - Bo te miejsca są dla innych po prostu. Inni ludzie mogą z mojej armii tam donaserować po prostu.
[38:14] - Wiesz co, jakbym ciebie słuchał, to bym sobie pomyślał tak: jak już widziałem jedną górę, to po co mam oglądać następną?
[38:20] - No pewnie, że tak.
[38:21] - Nie, absolutnie nie.
[38:23] - Nie no, właziłem na parę gór, no ale jakbym dostał obsesję wchodzenia na wszystkie góry na świecie, no to bez przesady.
[38:32] - A ja mam takie pytanie, czy my jeszcze pamiętamy, z czego się wzięła ta nasza dyskusja o tym życiu wiecznym?
[38:39] - Od sposobu rozmnażania i śmiertelności w książce Marka Huberta.
[38:46] - Powiem ci tak, przecież tam tak naprawdę muszą swoje życie poświęcić, z naszego punktu widzenia bardzo młodzi ludzie. Bardzo młodzi ludzie muszą zginąć, żeby narodziło się nowe pokolenie. Zginąć, umrzeć, po prostu umrzeć, żeby narodziło się nowe pokolenie. To nie jest jakaś specjalnie bolesna czy jakaś specjalnie dramatyczna śmierć, ale jednak jest. I powiem ci tak, że we mnie jest jakaś taka niezgoda na to wszystko. Na pewno będziemy teraz mnożyć słowa. Nie ma co tego robić, ale to dla mnie jest pewien problem mimo wszystko. I dlatego ja czuję jednak nutę fałszu w tym, jak ludzie mówią: ach, no już przeżyłem co moje i teraz już mogę spokojnie odejść. Jakoś się z tym nie godzę.
[39:39] - Nie, Marku, to nie jest takie byle jakie. Zwróć uwagę Marek Hubert napisał książkę, niejedną, ale po tej książce, chociażby tylko po tej „Vatanen Aurajo” mógłby powiedzieć, że właściwie może spokojnie sobie odejść z tego świata, bo miał kilku czytelników, których to zafascynowało, którzy będą pamiętali. Zwróć uwagę, dzięki temu on istnieje dalej. Będzie istniał. Jego, Marka Huberta nie będzie jako fizyka, ani jako pisarza, tak samo jak nie ma Lema. Ale on dalej jest.
[40:16] - Wiktor, ale ja w takim momencie włączam myślenie następujące: pisarz jest troszeczkę jak wino. Im bardziej dojrzały, tym lepszy. Ja sobie wyobrażam, jakby teraz Marek Hubert skończył na tej książce i powiedział, już nawet nie rozmawialibyśmy o śmierci, powiedział, że już więcej nie pisze, to ja bym żałował tych książek, których nie napisał. Nie zachwycałbym się tylko tymi, które napisał, ale żal by mi było tych, których nie napisał.
[40:49] - Dobrze, ale wyobraź sobie takiego westernowego rewolwerowca, który ma tam tych sześć pocisków w bębenku, nie? Wystrzelił jeden, wystrzelił drugi i ładuje znowu. I ty byś chciał, żeby tak ładował i strzelał, ładował i strzelał. Nie! On ma strzelić raz celnie i zabić przeciwnika, zasłynąć jako najlepszy strzelec galaktyki po prostu i koniec.
[41:18] - Nie, bo jak oglądałeś westerny, to najpierw ten strzelec jeden czarny charakter załatwił, później załatwił drugi, a w finale jeszcze doszło do pięknego, malowniczego pojedynku i załatwił trzeciego i czwartego.
[41:31] - No tak i chwała Bogu, że się film kończy, bo jakby miał strzelać dalej, to by był nudny film.
[41:36] - Ale zobacz, że Amerykanie na ogół dokręcają drugą, trzecią i pięćdziesiątą część.
[41:45] - Każda gorsza od poprzedniej.
[41:47] - Ale dlaczego to robią? Warto sobie uświadomić, że robią to dlatego, że starają się odciąć kupon od takiej konstatacji, że my się przyzwyczajamy do bohaterów, przyzwyczajamy się do pewnych sytuacji i lubimy je. To jest tak jak z panem Samochodzikiem. Ja w swoim czasie, kiedy Nienacki pisał książki, wiesz, od czego zaczynałem lekturę Samochodzika? Od tego, żeby znaleźć ten fragment, w którym główny bohater, pan Tomasz, ściga jakiegoś pirata drogowego tym swoim autem i tam przybiera, ta prędkość wzrasta i on go ściga i mu później, ponieważ był chyba ormowcem, o ile dobrze pamiętam, to mu tę karę wymierza, a w każdym razie palcem mu pogrozi: ty, ty, ty, ty brzydki piracie drogowy. Na to czekałem. Za każdym razem, chociaż każda książka Nienackiego była o czym innym, o różnych ciekawych sprawach traktowała, to jednak to, czego szukałem na początku przed lekturą, a nawet na pewno, to właśnie ten pościg. Na tej samej zasadzie działają kolejne odcinki. Rzeczywiście jest tak, że najczęściej one są gorsze, ale dlaczego się w ogóle pojawiają? Tak jak powiedziałem, dlatego, że ludzie się przyzwyczajają.
Wierzę w to, że mówienie, że autor napisał wszystko, co miał napisać, to jest bardzo często na wyrost.
[43:18] - Tak, ale co ty byś chciał, żeby autor pisał i pisał, jeszcze żeby był w dodatku nieśmiertelny i znowuż pisał i znowuż pisał.
[43:27] - Przepraszam cię bardzo.
[43:28] - Oszaleć normalny możesz.
[43:29] - A dlaczego?
[43:31] - Bezsens totalny.
[43:32] - A jak inni byliby nieśmiertelni? Widzisz, biorąc pod uwagę to, co mówisz-
[43:37] - Wyobraźcie sobie nieśmiertelnego Lema, nieśmiertelnego Zajdla i Huberatha, i jeszcze Żbikiewicza na dokładkę. I wszyscy siedzimy i piszemy, piszemy, piszemy. I co ty, co parę miesięcy nowa książka. Słuchają nas czytelnicy. Przecież by zwariowali, bo nie wiedzieli, co czytać. W dodatku by właściwie błagali: „Weźcie faceci, skończcie pisać, dajcie miejsce dla innych, zwolnijcie tą niszę ekologiczną, bo ja chciałbym też." Wyszogrek chciałby coś napisać. Jurian by chciał coś napisać. Każdy by chciał coś napisać, a nie tylko wy i wy.
[44:17] - Przyznaję, to jest pewien problem nadmiaru. Mógłby się pojawić, ale z drugiej strony dobrze, uznaję ten argument. Jeden zero dla ciebie. Natomiast teraz będzie jeden jeden, bo doprowadzam do remisu tym mianowicie, że nie potrafimy powiedzieć, z jakiej perspektywy opisywałby świat człowiek, który byłby świadomy i przeżyłby na przykład 300 lat. Nie sądzisz, że miałbyś coś więcej do powiedzenia, gdybyś takiego wieku dożył i był w miarę rozgarniętym umysłowo staruszkiem?
[44:51] - Nie.
[44:52] - Nie. Okej, a ja uważam, że mogłoby być ciekawie.
[44:57] - Jest coś w człowieku takiego fajnego, że człowiek się rozwija od dziecka przez dorosłość, ma okres czasu, kiedy odbiera pierwsze sygnały z otoczenia. Fascynuje go praktycznie biorąc wszystko. Zachwyca się każdą duperelą normalnie. Potem powolutku zaczyna umieć te klocki układać w słowa, w pojęcia, w obrazy i tak dalej. Następnie potrafi zaimponować tymi swoimi obrazkami albo pojęciami innym ludziom. A ty byś chciał, żeby on się bez przerwy zachwycał pierwszym wzwodem, pierwszą rzeczą, którą zobaczył, pierwszą kroplą wody cieknącą po szybie i tak dalej. To się zdarza raz na jakiś czas. Na tym polega niezwykłość losu ludzkiego. Dlatego ludzie szukali złota, gdyż go nie znajdywali. Dlatego ludzie próbują dzisiaj w Las Vegas wygrać milion.
Dlatego, bo go nie wygrali. Niewygranie jest nagrodą, marzeniem wszystkich. To znaczy marzeniem może być, ale dążenie do tego. Dążenie do tego jest najpiękniejszą rzeczą i dążyć mogą wszyscy. Ale to tylko to.
[46:32] - Dobra, nie przekonałeś mnie. Jakoś tak kurczę, jednak bym sobie trochę pożył. Ale dobra, wróćmy do wywiadu.
[46:43] - Jak się mówi do tej muchy, jak się ją złapie? Że jeszcze nie.
[46:47] - Wróćmy do wywiadu. Marcin Baniak pyta: „Wystawienie człowieka na bardzo ciężką próbę to temat, który w pana twórczości powraca właściwie od samego początku. Od słynnego opowiadania wróciłeś z Neog „Wiedziałam.” Mamy tam do czynienia z ludźmi, o których właściwie trudno powiedzieć, że są jeszcze ludźmi. Czytając „Watran Aurajo” stawiamy sobie podobne pytanie. To istoty zmutowane każdego dnia atakowane przez rozmaite mikroorganizmy.” Marek Huberath: „Jak każdy z nas na Ziemi codziennie przecież jesteśmy atakowani przez świńską grypę czy inne choroby. Nie widzę żadnej różnicy. To jest tylko inny rodzaj przypadłości. Jak daleko można człowieka zmienić, żeby nim pozostał? To pytanie można by skierować do Lema, gdyby żył. On rozważał przecież byty, które były w takim czy w innym stopniu oddalone od człowieczeństwa.” I tu znowu pytanie czy komentarz właściwie.
„Ta niewielka wspólnota zamieszkuje planetę inną niż Ziemia.” I Huberath: „Oczywiście okres obiegu planety wynosi około czterech i pół roku. Tylko dzień zbliżony jest do dnia ziemskiego. W zasadzie poza odosobnionymi dolinami górskimi klimat nie sprzyja przetrwaniu człowieka.” Kolejny komentarz: „Co więcej, średnia długość życia ludzi jest tu bardzo niska.” I Huberath: „Owszem, ale średnia długość życia człowieka, który żyje poza cywilizacją, wynosi mniej więcej 28 lat. Tyle samo, co u moich bohaterów.” No właśnie, to jest krótkie wyjaśnienie tego, z czym właściwie mamy do czynienia. Bo my, kiedy czytamy powieść, to się troszeczkę zachowujemy tak jak ja przed chwilą. Chciałoby się pożyć, a on ich bohaterów uśmierca w młodym wieku.
[48:40] - Tak, bo takie jest życie.
[48:42] - Takie jest życie w tamtym świecie.
[48:45] - W tamtym świecie.
[48:46] - Zdradźmy troszeczkę. Za dużo nie zdradzimy. W związku z tym, że tam Inaczej: porody na tej planecie w wyniku tych mutacji nie mogą odbywać się drogą naturalną. Nie tak, jak kobieta rodzi dziecko na Ziemi. To jest niemożliwe ze względu na budowę tych istot, tych ludzi. Natomiast oni, i tego nie zdradzimy, znaleźli sposób, żeby się rozmnażać mimo wszystko, żeby te dzieci się pojawiały. Ale w tym celu muszą zniknąć starzy. To w wyniku procesu biologicznego.
[49:26] - My przekazujemy geny, a oni przekazują całość praktycznie swojego materiału budulca przyszłemu pokoleniu.
[49:34] - Właściwie tak. Czy to pasożytnictwo? Nie, bo te dzieci, te worki owodniowe się tam pojawiają w tym basenie czy jak to inaczej nazwiemy. Ale tak, ginie pokolenie, żeby powstało drugie. Ginie niecałe, bo od razu powiedzmy, że pewne osobniki z tej populacji są-
[49:56] - Nie rozmnażają się w ogóle.
[49:58] - Ale właśnie, płacą. Żyją długo.
[50:01] - Żyją dłużej.
[50:03] - Z ich punktu widzenia to są w ogóle nieśmiertelni. Tu cudzysłów oczywiście, bo nie do końca nieśmiertelni, ale z punktu widzenia tych krótkożyjących istot to są właściwie Matuzalemowie, jeśli chodzi o wiek. Ale płacą za to przecież. Są niepłodni, pełnią rolę szamanów, w religioznawstwie funkcjonariuszy kultu właściwie. Oni pilnują tego wszystkiego, pilnują kultury tej cywilizacji, która tam jest. Co prawda możemy podejrzewać, że z tą cywilizacją to jest różnie, bo to bardzo prosta społeczność. Niemniej jednak w szerokim pojęciu kultura jak najbardziej.
[50:43] - Ty mówisz, jejku, ja wszystkich słuchaczy właściwie przestrzegam o tym.
[50:53] - Nie słuchajcie Żelkowskiego.
[50:55] - Nie słuchajcie rzeczywiście ani Żelkowskiego, ani Huberata, ani jego rozmówcy z tego wywiadu. To znaczy słuchajcie, natomiast nie wyobrażajcie sobie, że to daje jakikolwiek promyk światła na to, co w książce jest napisane. Bo tam otwiera się świat zupełnie inny. Nawet proces rozmnażania jest tak malowniczo piękny, nieprawdopodobnie. To znaczy nie tylko piękny, ale i skomplikowany, ale również jest w tym pewien spokój, pewna równowaga. Po prostu jest to prawo zachowania, że tak powiem, masy, liberalizmu, wszystkiego, psychiki zachowane w tym świecie. Robi to Huberath w sposób piekielnie plastyczny. Ja tego nigdy nie analizowałem. W ogóle mnie nie interesowało, czy ta planeta ma tyle dni obiegu, czy tyle godzin, czy ile oni tam żyją. To nie ma znaczenia.
Tu się patrzy na pewien pejzaż, na klimat. A klimat tej powieści w tym momencie, kiedy już dochodzimy do tych rzeczy, jest po prostu zawrotny. Przypomina, zresztą przywoływałem kiedyś mojego ulubionego pisarza Ryūnosuke Akutagawę. Taki klimat zupełnej inności egzotycznej, tej wschodniej, w tamtym wypadku japońskiej, w tym wypadku również. To jest coś takiego innego niż nasza współczesna rzeczywistość. Ale ja mam pełen zachwyt wobec tych ludzi, którzy próbują tam również wędrować gdzieś, znajdować jakiś kontakt z obcymi, żyć dalej.
[52:50] - Właśnie, bo oni w sferze tej takiej czysto ludzkiej, na przykład uczuć, podejrzliwości, miłości, codziennych emocji. Ktoś mnie ostatnio ostrzegał, żeby nie używać słowa „emocje”, bo podobno teraz zastąpiliśmy słowo „uczucie” słowem „emocja”. Niby podobne, a podobno ma jednak inny ciężar gatunkowy. Dobrze, zostawmy te emocje na boku. W każdym razie to, co przeżywają ci ludzie, to jest takie ludzkie. Zobacz, inny świat, inna rzeczywistość, inne otoczenie, inne problemy. A przecież ci ludzie, już chociażby po tym wiemy, że to są ludzie, że oni się zachowują tak jak ludzie. Mają te same emocjonalne problemy, uczuciowe problemy. Nie mówię tylko o uczuciu miłości, ale też o uczuciu na przykład nienawiści czy podejrzliwości. Oni są właśnie ludzcy.
To też jest wielka umiejętność Huberatha, który potrafi namalować takie portrety ludzi, które są wiarygodne. To wbrew pozorom, i to z ABW wiemy przecież doskonale, i z praktyki też wiemy, że nakreślić na stronicach powieści czy opowiadania wiarygodny portret człowieka to jest wyższa szkoła jazdy.
[54:18] - Wiarygodność w ogóle chodzi cienkimi ścieżkami i bardzo łatwo można się poślizgnąć, że tak powiem, z tą wiarygodnością. Ja ostatnio poczytałem sobie taki szlagier aktualnie wydawniczy, czyli homo deus. Już nie pamiętam tego pseudofilozofa, który to wydziergał. W każdym razie jest to potężna Biblia, homo deus to się nazywa. Czytam to, czytam, czytam, z coraz mniejszym zainteresowaniem, uczciwie mówiąc, ale dotarłem tam do takiego miejsca, gdzie autor daje dowód Niekonsekwencji do wyboru naturalnego. Dziwi się strasznie, dlaczego kury, świnie i krowy dalej się rozmnażają, skoro to im nie jest już do niczego potrzebne, żeby przetrwać. Nie jest potrzebne przyrodzie czy krowom, kurom i tak dalej. Nie jest do niczego potrzebne, więc po cholerę? One dalej mają instynkt i dalej się rozmnażają. On się temu dziwi, że to jest dowód bezsensowności.
Ja wtedy sobie myślę: Boże, człowieku, co ty mówisz? Ty mówisz, myśląc o kuriach i świniach, nie patrząc na ludzi, którzy dalej bardzo chętnie współkują, nie mając na myśli rozmnażania w ogóle. Proces jest dokładnie taki. Dlaczego on się ludziom nie dziwi, że dalej mają instynkt, chociaż nie chcą rozmnażać się?
[56:08] - Jakby ci to powiedzieć? Wiesz co, bo się sporo ostatnio ukazało takich książek-
[56:12] - I wtedy nagle mi wychodzi brak wiarygodności. Dlatego do Huberta mówię: każda książka nie może w żadnym momencie zachwiać swojej wiarygodności. Jak przestajesz wierzyć w jedno, to przestajesz potem autorowi wierzyć w następne. I dalej, i dalej, i dalej.
[56:34] - Wiesz co, powiem ci tak, bo się ostatnio namnożyło takich książek, które przekazują różne dziwne treści, tak jak ta twoja książka, którą przywołałeś. Ja ci powiem, że takim protestem, taką odtrutką na takie debilizmy, niech idzie na moje konto, że kogoś wyzywam, odtrutką na takie debilizmy jest inna książka. Książka laureatów Nagrody Nobla, Alana Sokala i Jeana Bricmonta, chyba to tak się czyta. Ona nosi tytuł „Modne bzdury”. Powiem, skąd się wzięła, bo to jest dosyć zabawna historia. Otóż obaj panowie, jak już byli laureatami, pewnego dnia, być może trochę koloryzuję, ale spotkali się na takim wieczorku, gdzie sobie troszeczkę się relaksowali i doszli do wniosku, że sobie zrobią niezły dowcip, że napiszą artykuł naukowy. Ale ponieważ w Stanach Zjednoczonych dosyć rozpowszechniony jest postmodernizm, czyli według mnie, to już jest moje zdanie, takie mówienie pitu pitu o niczym, bardzo często, przynajmniej może nie zawsze, ale bardzo często takie pitu pitu o niczym, to oni coś takiego zrobią. Jak napisali ten artykuł naukowy? Bo go napisali. Otóż wzięli i losowali poszczególne pojęcia i pisali kolejne zdania, coraz bardziej mądre, coraz bardziej naładowane jakimiś terminami, jakimiś dziwnymi zwrotami, jakimiś przedziwnymi tezami.
Jak już napisali ten artykuł, co im poszło dosyć szybko, zwłaszcza, że byli wspomagani odpowiednimi chwilkami, tak to przynajmniej w jakiejś opowieści się zachowało. Kiedy już to napisali, postanowili wysłać swój artykuł, niezwykle mądry i niezwykle udający intelektualnie rozwiniętą pracę, wysłać do jakiegoś znanego pisma naukowego. Z racji tej, że byli w końcu laureatami poważnych, prestiżowych nagród, ten artykuł został w tym piśmie naukowym przyjęty z entuzjazmem. Dostali niesamowicie wspaniałe, super recenzje. I cóż, już nie pamiętam, czy ten artykuł się w końcu ukazał, czy oni zwołali konferencję prasową, zanim się on jeszcze ukazał. Nie wiem, nie pamiętam po prostu. Ale oni zwołali konferencję prasową i ogłosili, jak ten artykuł napisali i sami powiedzieli, że ten artykuł jest kupą bzdur, bredni i co im wyszło spod pióra, to napisali. I tu się zrobiła konsternacja. Najpierw doszło do tego w dosyć szybkim czasie, że pismo, które to opublikowało, albo chciało opublikować, bardzo szybko zniknęło z rynku. Później ci wszyscy postmoderniści zaczęli dosyć niewybrednie atakować tych laureatów Nagrody Nobla, ale było trochę ciężko, bo jednak swój prestiż, swoją wagę taka nagroda ma.
Więc się za nich zaczęto od różnych stron zabierać. Na przykład ktoś im w pewnym momencie zarzucał, że oni nic nie rozumieją z tego postmodernizmu, na co oni dosyć konsekwentnie udowadniali, że rozumieją sporo i to raczej ludzie, którzy piszą takie durne teksty postmodernistyczne, czasami w ogóle nic nie rozumieją. Jak ktoś doszedł do wniosku, że panowie są dosyć elokwentni i będzie trudno ich zapędzić w kozi róg, to napuszczono kogo?
[01:00:39] - Gdzie diabeł nie może.
[01:00:42] - Oczywiście pośle feministki. I feministki zaczęły zarzucać Tym autorom, nie pamiętam dokładnie, ale że na przykład oni uprawiają fizykę ciał sztywnych i to jest fizyka męska, a powinni uprawiać, żeby być bliżej prawdy, pewno przesadzam, fizykę ciał płynnych, bo to jest fizyka żeńska. Już sama mowa o fizyce męskiej i żeńskiej jest kretynizmem. Natomiast oni odpowiedzieli, że pomijając wszystkie te jednoznacznie kojarzące się bzdury, które przeczytali, i tak dalej. Jak feministki doszły do wniosku, że się nie da od tej strony ich zaatakować, czyli męskiej i żeńskiej fizyki, to zarzuciły im, że są antyżydowscy.
[01:01:34] - Antysemitami.
[01:01:35] - Antysemitami są, tak. Tylko problem polega na tym, że obaj panowie mieli dużo wspólnego z semityzmem. W ogóle byli Żydami. I tu się znowu pojawiła kolejna konsternacja, ale doprowadziło to obu panów do tego, że się wkurzyli i krok po kroku pozbierali te wszystkie opowieści dziwnej treści, które się pojawiają w całym tym ruchu postmodernistycznym i je po prostu zanalizowali. I tak powstała książka „Modne bzdury”, którą należy polecić wszystkim tym, którzy kochają postmodernizm i uważają, że on jest szalenie elokwentny i bardzo odkrywczy.
[01:02:17] - Ale również właściwie każdemu ze słuchaczy „Bibliotekarium”, bo ta książka pozwala zwrócić uwagę na to, na co się nie powinniśmy łapać, a bardzo często się możemy złapać.
[01:02:30] - Na bełkot zawsze.
[01:02:32] - Postmodernistyczne, szczególnie górnolotność różnych filozofii może nas zachwycić albo wręcz-
[01:02:42] - Oczarzyć.
[01:02:42] - Oczarzyć na moment, a warto się tego pilnować. Dlatego my o tym mówimy i dlatego nawiązujemy również do tej książki „Modne bzdury”. Gdyż autorzy tej książki po prostu dają przykład, jak nieważne są słowa, jak nieważne są pojęcia, jak ważne jest długodystansowe życie tego słowa, czyli zdania i wręcz całość. Jak jest ważna cała książka, a nie tylko jeden rozdział. Bo można sobie zrobić gimnastykę i niezłe skoki. Taką wiarygodnością Marek Huberath nigdzie, w żadnym momencie się nie poślizgnął tak, żeby można było go chwycić za rękę i powiedzieć: „Stary, ale to nie za bardzo. Nie do końca, bo nie tak”. Nie, jest precyzyjny, jest doskonale dobry.
[01:03:52] - Zanim wrócimy do lektury wywiadu z Markiem Huberathem i w ogóle zagłębimy się dalej w książkę Marka Huberatha, to na chwilę odskoczymy od tematu, bo śpieszę poinformować, to temat nie tyle bibliotekaryjny, co związany bardziej z ABW, ale warto o tym powiedzieć, że jeżeli facebookową stronę „Bibliotekarium”, to tam znajdziecie państwo taką zajawkę, ogłoszenie o konkursie literackim, konkursie na opowiadanie. Jak klikniecie państwo na ten obrazek, to przeniesiecie się państwo do głosowania. Bo zanim ogłosimy konkurs na opowiadanie, którego plonem będzie zbiór opowiadań wydany w serii Rubieże rzeczywistości, w tej samej serii, w której ukazała się wcześniej książka Bruno Kadyny, później książka Tadeusza Mesch, a ostatnio właśnie na dniach książka Przemysława Cichonia „Pewnego razu w Świniorojach”. To jest właśnie książka, która jest dosłownie ciepła, przyszła z drukarni. O niej będziemy jeszcze mówić więcej, ale każdy, kto chce dowiedzieć się, jak się skończyła ta świniorojska historia, bo my w ABW w pewnym momencie przerwaliśmy nadawanie, bodajże przy 10. czy 11., 12. odcinku z premedytacją. Natomiast każdy, kto by chciał wiedzieć, jak ta historia się skończyła, bo przypomnę, że to była taka opowieść, która składała się z opowiadań, a jednocześnie była tam metaopowieść, która z opowiadania na opowiadanie przechodziła. I ta metaopowieść się kończy w zbiorze Przemysława Cichonia. Tych wszystkich zachęcamy do zakupu książki.
Ale wrócę do tematu, do tego głosowania. Zanim ogłosimy konkurs, to postanowiliśmy zaprosić państwa do wybrania tematu tego konkursu literackiego, tematu opowiadania, na które będziecie państwo głosować. I tak, mamy do wyboru: „Hotel na uboczu” pierwsze hasło, dalej takie hasło: „A co dalej?”. Trzecie hasło: „Diabeł grafici” i czwarte: „Czego nie widać”. Głosowanie trwa, już tych głosów troszeczkę oddanych jest. Pojawili się liderzy, bo to jest na razie ćwierćfinał, pojawi się jeszcze półfinał i w pewnym momencie wyłonimy ten ostateczny temat, na który poprosimy, żebyście państwo opowiadania nadsyłali. W tej chwili działajcie. Jeżeli jest bliskie wam pisanie, to działajcie. Wybierzcie sobie temat, a właściwie wybierzcie go z nami. Jest jeszcze trochę czasu, żeby podjąć decyzję, ale zapraszamy do tego głosowania, bo można się znaleźć w zbiorze opowiadań, który będzie w tej samej serii, w której ukazały się książki, o których wcześniej mówiłem, między innymi ta Przemysława Cichonia, między nimi Bruno Kadyny.
Nie wiem. Mnie się wydaje, że warto. Warto zaistnieć, warto spróbować. Od czegoś trzeba zacząć. Już pojadę tym truizmem, że najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku. To już z grubej rury i takim starociem poleciało, ale tak właśnie jest. Jeżeli nie spróbujecie, to nie zaistniejecie. Tak to mniej więcej wygląda. To zostawmy. Zostawmy te tematy poboczne.
[01:07:30] - Ja bym nie zostawił. Nie mogę. Pewnych rzeczy nie mogę zostawić, bo wiecie kochani, w tej chwili dowiedzieliście się o czymś, a Marek przedtem mówił, że to myśmy coś postanowili, tylko że ja się o tym dowiedziałem też razem z wami. On to sobie postanowił, a teraz mówi „my”. Ja za to nie biorę odpowiedzialności. Znaczy biorę już teraz, bo się dowiedziałem, ale przedtem nie wiedziałem, Marku. Teraz już dobrze, zgodzę się. Ale on ma taką potrzebę mówienia „my” chyba. O czym to jest? Po Zamiatinie chyba ci zostało.
[01:08:09] - Tak, po Zamiatinie. Ale wiesz co? Powiem tak: żadnego przestępstwa nie dokonałem. Co więcej, masz zawsze szansę oprotestowania tego wszystkiego, a życie musi się toczyć. W każdym razie, bez względu na to, jakiego przestępstwa dokonałem, mówiąc „na czas Wiktora”, mimo wszystko zapraszamy do głosowania. Myślę, że warto wybrać sobie temat, na który później napisze się opowiadanie, a w każdym razie spróbować wybrać ten temat. To tyle tych poboczy. Wróćmy do lektury wywiadu. Otóż prowadzący wywiad, Marcin Baniak, pyta mniej więcej tak: „Zastanawiam się, czy pan napisał w takim razie książkę fantastyczną. Na podstawie tego, co pan mówi, odnieść wrażenie, że jest to obraz niemal realistyczny.” Odpowiedź Marka Huberata: „Ja tylko wskazuję wspólne punkty.
Jednak różnice także istnieją.” I komentarz prowadzącego wywiad: „Na przykład kwestia rozmnażania osadników.” Mówi Huberat: „Tak, rozmnażanie ludzi na tej planecie związane jest ze śmiercią.” Czyli o czym mówiłeś. „Musi umrzeć całe pokolenie, aby mogło narodzić się nowe. To konsekwencja tego, co zaszło na przedstawionym w powieści globie.” Kim jest vatran Aurajo? Huberat: „Grupa odciętych od cywilizacji osadników wymyśliła sposób na przedłużenie życia pojedynczym osobom, pod warunkiem, że zostaną wydalone poza wspólnotę, że zostaną zakażone innymi organizmami. Stają się bezpłodne, ale za to żyją dłużej. Są strażnikami pamięci i wiedzy.” No właśnie, bo przecież kiedy ginie prawie całe pokolenie, rodzi się nowe. Musi być ktoś, kto ten kaganek już nie oświaty, ale kultury przeniesie z pokolenia na pokolenie.
[01:10:18] - Dzisiaj mamy książki, dzisiaj mamy sieć, ale kiedyś takiego czegoś nie było. Przypomnę wam, że w czasach, na przykład w neolicie, również wiek normalnie żyjących ludzi był te dwadzieścia parę lat, trzydziestka góra. Więc kto przekazywał? Byli opowiadacze, czyli ci ludzie, którzy przekazywali z pokolenia na pokolenie. Ci ludzie byli zwykle starsi. Zwykle być może się nigdy nie rozmnożyli, bo nie mieli na to czasu, bo musieli kuć zasady kucia kamienia czy łupania kamienia. Nie o to chodziło, ale o przekazywanie tradycji, wszystkiego właściwie, nauki. Opowiadacze pełnili rolę, opowiadali. Zanim został Gilgamesz zapisany, przecież prawdopodobnie był przenoszony jak wścieklizna za pomocą języka.
[01:11:24] - Odgłosami paszczowymi.
[01:11:25] - Odgłosami, tak. Niestety tak było zawsze. I tak jest w tej książce, że ci, którzy są. Wszystko się zmieniło od czasu, kiedy się pojawiła, bo wiemy prawdę, książka. Książka właściwie pozbawiła racji bytu ludzi starych, właściwie oni są specjalnie do niczego niepotrzebni.
[01:11:54] - Ale wiesz co? O tym, że ta książka Huberata jest przenikliwa, świadczy dalsza część wywiadu, bo on zwraca uwagę na pewną bardzo ważną rzecz, która wiąże się z kulturą pozbawioną słowa pisanego. Otóż czytamy pytanie czy komentarz prowadzącego wywiad: „Mogą tę wiedzę przekazywać kolejnym vatran Aurajo.” Huberat: „Widać tu logikę i skuteczność działania wspólnoty. Pewni ludzie godzą się na bycie vatran Aurajo.” To stwierdzenie. I znowu komentarz prowadzącego wywiad: „Problem jednak leży gdzie indziej. Właściwie z pokolenia na pokolenie, z jednego vatran Aurajo na kolejnego tej wiedzy ubywa.” Huberat: „Tak, ale i badań za wiele się nie prowadzi. Jest tam badacz, który wysuwa hipotezę płaskiej Ziemi i trudno zbić jego argumenty. Ludzie nie stracili zdolności kreatywnego myślenia. Oni są jedynie odcięci od podręczników. Może ktoś przyleci, jakiś kolejny żywy statek i przyniesie ze sobą nową porcję wiedzy.” I taki statek przylatuje — mówi prowadzący wywiad — a w nim prijatielje.
Chciałbym, aby czytelnik zaznał w książce brzmienia obcego języka. Żeby nie było tak, że gdziekolwiek się ruszy poza Ziemię, to wszyscy mówią po angielsku. Jedna różnica jest taka, że mówią z akcentem ze Stanów Zjednoczonych albo akcentem oksfordzkim. Jeśli ludzie wyjdą w przestrzeń, to będą to nie tylko Anglosasi, lecz różne nacje. W każdym z utworów zawartych w tej książce ludzie mówią w różnych językach. Plątuję pojedyncze słowa, żeby czytelnik czuł brzmienie, dźwięk tego języka. Oczywiście słowa zwykle oznaczają czynności charakterystyczne wyłącznie dla danej grupy albo takie, które oznaczają rzeczy im znane i dla nich ważne. Te pojedyncze słowa — mówi prowadzący wywiad — mogą komuś przypomnieć staro cerkiewno-słowiański. I Marek Huberath: „Watran Aurajo czerpałem z języka serbskiego.” Tak? Coś ci-
[01:14:12] - Mnie to bardzo rozbawia, bo ktoś, kto nie znał nigdy na przykład języka serbskiego, może poczytać tę książkę Huberatha i każde słowo zrozumie tak, jakby to było jak najbardziej polskie słowo. Dopiero zrozumie, jak my jesteśmy blisko, że tak powiem, spokrewnieni w tej logistyce językowej. Ten język jest właściwie znany. Tam nie ma rzeczy nieczytelnych. Obojętnie, tak jak dalej będziesz czytał w tym wywiadzie, czy Huberath miesza tam język serbski, czy chorwacki, czy czeski, czy-
[01:14:53] - Ale się pojawiają też języki bardziej egzotyczne.
[01:14:56] - Tak, ale to i tak jest czytelne.
[01:14:59] - To jest wszystko czytelne, bo w kolejnych opowiadaniach spotykamy... Ale dobrze, oddajmy głos Huberathowi. „Watran Aurajo czerpałem z języka serbskiego i jest tu sporo makaronizmów, bo kto przyleci, ten przynosi ze sobą nowe słowa. Natomiast w opowiadaniu „Spokojne, słoneczne miejsce lęgowe” jest język oparty trochę na greckim, a bardziej na portugalskim. Mamy tu Latynosów, Hiszpanów, Portugalczyków albo ich odległe dzieci. W „Maice i Wann z kolei” — tu kolejne opowiadanie — z kolei są dwa języki. W jednej wspólnocie mówi się mieszaniną ukraińską, a w drugiej mamy mieszaninę polskiego i czeskiego.” Wiesz co? Dla mnie to jest niesamowite. Nie kazałeś mówić „my”, to nie będę mówił „my”, więc powiem: ja jestem chyba jakiś ograniczony. Bo ja to miałem taką wizję, że fizyk to jest taki facet, który się zajmuje fizyką tylko i tam grzebie w tej fizyce teoretycznej, w tych obliczeniach, a tymczasem nie.
[01:16:06] - Dobry fizyk zajmuje się przede wszystkim myśleniem.
[01:16:09] - To ja odszedłem pod wrażeniem tego, jak szerokie są zainteresowania Huberatha, jak dogłębne. Widać, że on tymi językami nie zajmował się tylko dlatego, że mu to było potrzebne w książce. Nawet w wielu fragmentach książki widać, że tam jest pewne zrozumienie języka, zrozumienie jego funkcji, zrozumienie tego, co przenosi język ze sobą. Powiem ci, że ta warstwa książki jest równie fascynująca, jak ta czysto fabularno-narracyjna, która wiąże się z tego świata, w którym jesteśmy.
[01:16:46] - Nawet największy kompozytor jak usiądzie przy fortepianie na przykład, to może wyciągnąć jeden palec i jednym palcem wystukać po klawiszach. Właściwie całą zasadę melodii zrozumiemy, że tak powiem, odbierzemy, o co chodzi. Natomiast pis polega na tym, żeby do tego posługiwać się pełną dłonią i to nie tylko jedną. I czasami jeszcze dołączyć do tego chór głosów, jeszcze dodać do tego orkiestrę, żeby to brzmiało. Słowo powinno brzmieć też tak samo, tak jak u Huberatha brzmi. Jest malownicze, dźwięczne, przestrzenne. To nie jest Wieża Babel, że się mieszają języki, my nagle nic nie rozumiemy. Nie. My jeszcze lepiej rozumiemy, chociaż te języki się mieszają dlatego, bo dodaje to pewnego kolorytu, daje nam pewien taki luz. Tak bredzę.
Mi się wydaje, że-
[01:18:01] - Chyba jednak nie do końca bredzisz.
[01:18:04] - Właśnie myślę, że mam rację, ale nie wiem, w czym.
[01:18:07] - Przejdźmy jeszcze do kolejnej części wywiadu. Prowadzący wywiad mówi: „Oprócz tego, że tworzy pan w swojej książce całkiem nowy język — właściwie języki — wykreował pan także świat flory i fauny.” I Huberath: „To było konieczne. Jesteśmy w końcu na innej planecie. Natomiast świat ten pozbawiony jest eschatologii. Oni egzystują bez odpowiedzi na bardzo ważne pytania, na przykład o naturę zaświatów. Ta książka różni się tym od poprzednich moich utworów. W opowiadaniach takich jak „Spokojne, słoneczne miejsce lęgowe” albo też „Maika i Wanna” tego typu pytania i odpowiedzi padają.” I znowu pytanie: co spowodowało, że bohaterowie powieści „Watran Aurajo” nie wierzą w Boga? Nie ma w nich potrzeby chociażby modlitwy, zwrócenia się ku czemuś, co jest poza widzialnym światem? Wprawdzie mają oni swoje rytuały, obrzędy, jednak istnieją one tylko po to, by zachować pamięć o swoich przodkach. I Hubert: „Na ziemi także można wskazać wielu ludzi, którzy obchodzą się całkiem dobrze bez Boga.” I znowu komentarz prowadzącego: „Może biologia, otoczenie, środowisko sprawiło, że wiara w coś nadrzędnego nie jest im potrzebna?” Hubert: „To jest pytanie, na które nie znam odpowiedzi.
Może po prostu zapomnieli, że mają w coś wierzyć? Może ciągłość jakiejś wiary z czasem się urwała? Wspominają o glinie, z której stworzono człowieka. Ta glina jest dla nich bardzo ważna, ale poza pamięcią o niej niewiele zostało. W opowiadaniach na końcu książki wspólnoty ludzkie zachowały lepszą pamięć. Trzeba mimo wszystko wziąć pod uwagę fakt, że ateistyczne wspólnoty również mogą istnieć.”
[01:20:14] - Tu miałbym duże zastrzeżenia, bo Hubert mówi, że mogą istnieć, ale nigdy nie istniały. Coś takiego się nigdy nie zdarzyło na świecie. Muszę wam powiedzieć, że o ile gatunki czasami łatwo mogą wymrzeć, o tyle mity nie wymierają nigdy. Mity wędrują, przemieszczają się, zmieniają miejsca. Inne narody czerpią swoje mity z mitów narodów, których już na tym świecie nie ma. Mity są naprawdę nieśmiertelne i ja zresztą sobie nie wyobrażam jakiegokolwiek społeczeństwa bez mitologii, bo społeczeństwo bez mitologii przestaje być społeczeństwem. Nie może istnieć bez jakiejkolwiek, nawet bzdurnej mitologii. Każda może być bzdurna.
[01:21:22] - Przepraszam cię. Wiem, że robisz to świadomie, a jakby świadomie nie zauważasz pewnej rzeczy, ale ja wszystko to wskażę. To nie jest tak, jak to przedstawiłeś. Chociażby w tym fragmencie wywiadu, który przeczytałem przed chwilą, Hubert zostawia pewne ślady tej mitologii. Właśnie ta glina. To jest po prostu mitologia bez korzeni. To jest możliwe. Przywoływałeś dzisiaj powieść „Non Stop” Briana Aldisa. Tam mamy z czymś bardzo podobnym do czynienia. Oni wyznają taką dziwną wiarę, która gdzieś jest oparta na filozofii niczego.
Nie wiadomo, skąd to się bierze. Oni tam witają się nawet w ten sposób: „przestrzeni dla twojego ja, twoim kosztem odpowiadasz.” Jest tak, że czasami mit może się oderwać od pamięci. Ale przez to ta opowieść Huberta jest jeszcze bardziej głęboka, czujesz jej nastrój, czujesz jej głębię. Bo nagle uświadamiasz sobie, jak masz wiele z tymi ludźmi wspólnego, że też słyszałeś opowieść o tym, że człowiek został ulepiony z gliny i tchnięto w niego życie. Znacie tę samą historię, tylko ty ją jeszcze kojarzysz z pewną księgą ważną dla ludzkości, a oni już nie. Ale znacie tę samą opowieść. Przeniesiona przez, Hubert nie podaje przestrzeni czasowej, ale to mogą być setki, jeśli nie tysiące lat różnicy. A jednak zostało to. Zresztą opowieść o glinie bywa przytaczana nie tylko w Biblii, nie tylko w Starym Testamencie. Ona się pojawia w różnych kulturach, w różnych mitologiach.
Więc to nie jest tak, że jedna religia ma na to monopol, ale jest ta opowieść. I to pokazuje, że Hubert, mówiąc o takich ateistycznych wspólnotach, ma jednak na myśli to, co powiedziałeś, bierze pod uwagę ciągłość mitu. Powiem to oczywiście prowokacyjnie, ale jeśli chodzi o taką bezwyznaniową, ateistyczną kulturę, mówisz, że to się nigdy nie udało. A z czym mamy do czynienia w tej chwili w Europie Zachodniej? Coś takiego się na naszych oczach rodzi.
[01:24:01] - To się rodzi, ale ten płód czy bęben, że tak powiem-
[01:24:07] - Ano, do czego to nikt nie wie
[01:24:08] - ... nie przetrwa specjalnie długo. Jak pomyślałem sobie o tej witalnej sile mity, to przypomniał mi się taki komentarz mojego przyjaciela, który wędruje po świecie i jakiś czas temu, nie wiem, czy ja o tym wspominałem w ABW, odwiedził Wyspę Wielkanocną. I komentował, że ci archeolodzy tam do dzisiaj nie wiedzą, po diabła oni zbudowali te wielkie głowy na Wyspie Wielkanocnej. Ja popatrzyłem na niego z takim zdziwieniem: „Jak to nie wiedzą? Przecież ja wiem.” Ten mój przyjaciel się patrzy na mnie: „No jak to wiesz? A skąd wiesz? A co wiesz?” Ja mówię: „Przecież to jest oczywiste. Dla każdego zdrowo myślącego człowieka jest jak najbardziej oczywista wiedza, dlaczego oni zbudowali te... ”
[01:25:06] - Uwaga, teraz Wiktor zdradzi wielką tajemnicę.
[01:25:10] - Wyspa Wielkanocna na wielką tajemnicę zasługuje. To jest rzecz tak prosta jak drut. Zauważcie sytuację, tak jak w „Batran Aurayo” przylatują na jakąś planetę, coś tam robią, przetrwają i tak dalej. Tak samo tam z Polinezji wiatry przygnały ich, bo wiatry są tylko w jedną stronę, przygnały jakichś rozbitków. Raz, drugi, trzeci, uzupełnili się, może raz wymarli, ale w końcu jakaś grupa może była większa, więc przetrwali. I trwają. Podkradają te jajka tym ptakom naokoło, bo z tego tylko żyli, praktycznie biorąc. I co? Podkradają te jajka i jedzą. Podkradają te jajka i jedzą.
I co dalej? A jaki sens życia? Wrócić nie ma dokąd.
[01:26:06] - Nie ma jak.
[01:26:07] - Nie ma jak. Walczyć też z kimś nie ma. Poddać się nikomu też nie ma. Nic nie ma do czegoś. Jedyną rzeczą, jaką posiadamy, to właściwie pamięć o tych, którzy nas tutaj przywieźli. Bo my już też nie jesteśmy nimi, nie? No holender jasny, to zbudujemy dla nich po prostu jakieś takie tego. A po co? Po to, żeby coś robić, żeby nie siedzieć i nie pierdzieć w kamienie, tylko żeby coś robić. I oni wznosili te głowy z pokolenia na pokolenie.
Robili to dziadkowie, ojcowie, synowie. W końcu postawili i następna rodzina znowuż stawiała. Po co? Po to, żeby jakikolwiek sens życia był na tej Wyspie Wielkanocnej.
[01:26:58] - Wiktor, ja cię błagam, czy ty wiesz, ile w tej chwili wspaniałych teorii paleoastronautycznych rozbiłeś w drobny mak i-
[01:27:07] - No tak!
[01:27:07] - Rozpierdzieliłeś swoją wizją?
[01:27:10] - Sens bytu jest najważniejszą rzeczą po prostu i tylko po to jest większość rzeczy na świecie.
[01:27:16] - Nie wiem, czy tak było, jak mówiłeś. Mnie się niektóre paleoastronautyczne hipotezy również podobają. Nawet się wydają atrakcyjniejsze od twojej, bo wizja tego, że wielkie posągi zapatrzone gdzieś w ocean dla tego, żeby ludzie się nie nudzili, jest jakaś taka do bólu prozaiczna. Naprawdę. Wiesz co? Po prostu żałość ściska.
[01:27:45] - Co innego mogli? Podkradanie jajek, kopulowanie, małpże. Trawy tam prawie nie było, nic więcej do roboty. Ile można?
[01:27:55] - Ale zadam ci pytanie.
[01:27:56] - Przecież nie umieli pisać.
[01:27:58] - Zadam ci pytanie: to nie mogli wzorem swoich poprzedników zbudować jakiejś czółna?
[01:28:03] - Nie mieli, bo nie mieli drewna.
[01:28:05] - Trochę drewna było. Oni je wykrzywili to drewno. Było drewno. Teraz nie ma. Ale było. Nie mogli sobie czółna zbudować i popłynąć jeszcze dalej? Natknęliby się na Amerykę.
[01:28:17] - Tak, już tylko do Ameryki. Ale tam za daleko było, to nie dało rady.
[01:28:21] - Gdzie daleko? Ale cel byłby, idea.
[01:28:26] - Marku, na Polinezji kursowano zgodnie z wiatrami.
[01:28:31] - To to byłby wiatr w stronę Ameryki.
[01:28:33] - Tam nic nie da rady, Marku. Tam nie można przepłynąć.
[01:28:36] - Księżyc też jest daleko, a jednak człowiek tam podobno poleciał. Także podobno poleciał.
[01:28:42] - Czółno sobie zbudował takie.
[01:28:45] - Jakiś czółno sobie zbudował i poleciał. W związku z tym jak człowiek ma cel, to jest mu łatwiej. A ty, naprawdę, to jest taka twoja teoria, która-
[01:28:55] - Która ma ręce i nogi.
[01:28:56] - Która mnie przybija. Może ma ręce i nogi, ale mnie jakoś przybija, wiarę w człowieka mi zaburza.
[01:29:01] - Nie. Zobacz, że ci ludzie w większości książek Marka Huberta, ci ludzie, którzy w najtrudniejszych warunkach potrafią przetrwać. Potrafią przetrwać dlatego właśnie, że sens istnienia znajdują jakiś, chociaż nie ma już tego sensu, jaki by mieli we współczesnej Europie albo Azji i tak dalej. Mają taki, jaki tam jest, ale go znajdują, akceptują i w ramach tego sensu życia potrafią przetrwać. Wiesz, można by było na jakiejś planecie próbować przetrwać tak jak Francuz w Wersalu, ale marne szanse by raczej miał.
[01:29:48] - Nie lubię Wersalu.
[01:29:50] - Może klomby by były piękniejsze na tych planetach, ale to wszystko, nie?
[01:29:54] - Niech ci będzie. Okej. Ja tylko przypomnę szanownym słuchaczom o naszej stronie facebookowej i głosowaniu na temat konkursu literackiego. Widzę, że ilość głosów nie przyrasta, a dobrze by było, żeby coś tam nam przyrosło.
[01:30:13] - Tak sobie pomyślałem, dlaczego jest używane słowo „głosowanie”, skoro my już się nie posługujemy głosem, tylko klikaniem i tak dalej?
[01:30:25] - Bo słowo „klikowanie” brzmiałoby jakoś dziwnie.
[01:30:28] - A dlaczego nie?
[01:30:30] - Jakby się je konsekwentnie wprowadziło. No więc klikujcie państwo, klikujcie, wybierajcie temat. Może nas to oświeci. A w każdym razie niech ta antologia jakiś temat jednak ma spośród czterech, które przedstawiliśmy państwu do wyboru. Wróćmy w takim razie do wywiadu.
[01:30:53] - Z przyjemnością.
[01:30:53] - Marcin Baniak pyta: „Główni bohaterowie książki to Aifrid, strażnik pamięci oraz Alica, jego ukochana, niesłychanie ważna postać. Odnoszę wrażenie, że jest ona najbardziej ludzka ze wszystkich, jakie pan stworzył w „Batran Aurayo”. „Nie mnie to oceniać” — odpowiada Hubert. — „To jest kwestia, którą może rozstrzygać literaturoznawca, czytelnik, pan”. I znowu pytanie. Wydaje mi się, że Alica atakowana przez mikroorganizmy, mająca krew z nama, cytat, „na swoim ciele, ale także omamy, halucynacje, które wskazywałyby na jej chorobę psychiczną, jednocześnie przeżywa bardzo ludzkie, romantyczne uniesienia. Alica kocha, zazdrości.” Hubert. Proszę zadać sobie pytanie nawiązując do Lema, czy kontakt Aifreda z Alicą, ukochaną kobietą nie jest trudniejszy niż kontakt z kosmitą? Czasem udaje się z nią nawiązać kontakt. Wydaje się, że istnieją także pomiędzy nimi pewne punkty wspólne, jednak ostatecznie nie ma gwarancji, czy doszło między nimi do porozumienia i na ile ono było głębokie.
Zobacz, to twój ulubiony temat braku kontaktu, nieprzenikalności pomiędzy światem mężczyzn a kobiet.
[01:32:25] - Nie, nie braku kontaktu, ale właśnie ta trudność.
[01:32:29] - Trudność. Poprawiam się, że jest ciężko przebić tę barierę.
[01:32:34] - Ale na tym polega również urok. Jeśli ten kontakt występuje, to jest dopiero cudowność tego świata. Po prostu cudowność kobiety i cudowność mężczyzny w tym wypadku, chociaż to głupio brzmi, ale kobiety na pewno.
[01:32:51] - Myślisz, że mężczyzna nie jest taki cudowny? Tak, właściwie to się z tobą zgadzam. Pro forma zadałem to pytanie, ale wiesz...
[01:33:00] - Marku, my jesteśmy po prostu genialni, a one są cudowne. Tym się różnimy.
[01:33:06] - To jest mimo wszystko różnica. To jest różnica. Dobra, to jedźmy dalej, bo dalej się robi w tym wywiadzie jeszcze ciekawiej, bo pytanie dotyczy... Dobrze, przeczytam pytanie. Czytając fragment o żywych statkach kosmicznych zastanawiałem się, jak miałyby one funkcjonować, w jaki sposób pan je sobie wyobraża? I myślę, że odpowiedź, która pada, jest niezwykle ciekawa. Moją wyobraźnię w każdym razie pobudziła. Hubert: „Jestem fizykiem i nie bardzo wierzę.” Zobacz, jakie to brutalne. A jednak pisze o tych podróżach. Uczciwe, właśnie uczciwe.
„Wyobraziłem sobie, że mogłyby one odbywać się za udziałem świadomości. Wymyśliłem zwierzęta, które w toku ewolucji nauczyły się oszukiwać czas i przestrzeń. Potrafią one sekwencyjnie znikać i pojawiać się w różnych miejscach przestrzeni i czasu, oszukując prawa fizyki. Zachowują się niczym żółwie morskie, które płyną dziesiątki tysięcy kilometrów do swoich miejsc lęgowych. Tam wszystkie naraz rozmnażają się. Miejsca te mają bardzo podobny klimat, atmosferę, temperaturę. Jeśli przez przypadek dla tego akurat gatunku miejsce lęgowe ma warunki takie jak Ziemia, to takie stworzenia mogłyby zostać przypadkowo wykorzystane jako wehikuł do transportowania. W ten sposób powstał pomysł żywych statków kosmicznych. Dlatego ludzie, jeśli wsiądą do torby lęgowej żywego statku kosmicznego, trafiają zawsze na dobrą planetę. Tyle tylko, że warunki na niej są niekiedy skrajnie trudne dla przeżycia.
Tak jak w Vatran Aurajo. Czasami są jednak lepsze, jak w Maice Ivanie czy spokojnym, słonecznym miejscu lęgowym.”
[01:35:08] - Wyobraźcie sobie, jak to pięknie wygląda. Płyną te żółwie albo jeden. Jeden żółw płynie, dopływa na tą Galapagos, na tą plażę. Wczołguje się, tymi płetwami wygrzebuje dziurę w piasku, po czym wrzuca jedno jajeczko, jedno jajeczko, trzecie, a czwarte jajeczko to już nie jajeczko, ale maleczek.
[01:35:34] - Dobra, niech będzie.
[01:35:36] - Przywędrował razem z tym. Mniej więcej takie jest u Huberta, ale to jest oczywiście karykaturalne. Natomiast u Huberta to jest wspaniała wizja, według mnie nieprawdopodobnie piękna wizja. Zresztą co my wiemy właściwie o mechanizmach podróżowania w przestrzeni kosmicznej? Hubert mówi, że nie wierzy. Ja też raczej nie wierzę. Ale z drugiej strony zobaczcie, co my właściwie wiemy. On mówi, że stwory, które tam tego, ale zobaczcie, że mogą być nie tylko stwory, ale również procesy. A jakim procesem na przykład w naszych żyłach płynie krew, a w przestrzeni płynie światło? A skąd my wiemy, czy przypadkiem to nie są bardzo podobne ścieżki, po których wędruje energia, że tak powiem, w naszych żyłach krew, w przestrzeni światło?
Może nasza krew pompuje nie tylko kalorie do bicepsów, ale również roznosi drobnoustroje, różne inne takie rzeczy. Pływają, zabierają się razem z naszą krwią wirusy i tak dalej. A skąd my wiemy, co niesie światło? Zresztą tu przypomnę teorię Arrheniusa, którą zresztą wielu uczonych uważa, że światłem wędrują w naszą stronę różne, być może nie tylko drobnoustroje. To może być bardzo ciekawy temat, a to uproszczenie, czyli takie bardzo malownicze w takiej Skali dosyć masywnej, czyli te zwierzęta, które mają torby lęgowe różnego typu i my, partia ludzi, która się zabiera na gapę.
[01:37:39] - Tak.
[01:37:40] - W taki wątrobie czy w woreczku moczowym tamtego żółwia. Łapa jakiegoś, który wędruje przez wszechświat. To jest zajebisty pomysł.
[01:37:59] - Z tego między innymi względu, tych żywych statków kosmicznych, tego przenoszenia się na inne planety, warto też przeczytać opowiadania towarzyszące głównej powieści.
[01:38:11] - Bo one są w tym samym klimacie. To ten sam świat, inny świat, ale ten sam świat.
[01:38:18] - Ja już to mówiłem, ale powtórzę. Lektura książki Huberatha, chociaż tak rozwijająca, jest to książka pełna pomysłów, pełna ciekawych, fascynujących miejsc. Ta lektura nie jest łatwa. To się nie czyta tak, jak się czyta komiks, czy to nie czyta się tak, jak jakieś proste opowieści. Nie. To jest język, przy którym się trzeba skupić. To jest język bardzo precyzyjny. Huberath używa bardzo precyzyjnego języka, ale to nie jest język, jaki kojarzymy z potoczystą, delikatną narracją. Bo taka potoczysta, delikatna narracja jest troszeczkę jak środek przeczyszczający, który przeczyszcza łagodnie, nie przerywając snu. Mniej więcej.
Natomiast nie, u Huberatha czegoś takiego nie ma. To jest proza pełna znaczeń. Proza, która czyta się, nie tłuczemy kamieni intelektualnych. To się czyta całkiem nieźle, ale to nie jest proza lekka, łatwa i przyjemna.
[01:39:37] - A znasz wielu ludzi, którzy lubią whisky? Do tego też trzeba dojrzeć, że tak powiem. Dobre wino razem z Pepsi wypić po prostu.
[01:39:51] - Wino z Pepsi?
[01:39:53] - Ludzie to robią namiętnie. Albo wódkę z czymkolwiek mieszają, ze Sprite'em. Przeciętny, że tak powiem, zjadacz whisky właściwie na moje oko nie może mieć poniżej czterdziestki.
[01:40:10] - To trzeba wychlebać whisky.
[01:40:13] - Dobrze. W każdym razie do tego też trzeba dojrzeć. Tak samo jak do języka Marka Huberatha trzeba nie tyle dojrzeć, co trzeba, że tak powiem, zaangażować się. Trzeba w to wdepnąć. Jak już się wdepnie, to już się żyje tylko tym światem i wyobrażasz sobie, że wszystko jest w tym świecie, cały świat.
[01:40:38] - Ja miałem problem może przez pierwsze 15 minut.
[01:40:41] - Tak.
[01:40:42] - Jakoś mi to czasami zgrzytało. A później doszedłem do wniosku, że to się świetnie czyta. Nie zauważyłem, kiedy przeszedłem tę granicę, kiedy przestało mi przeszkadzać i tak zaangażowałem się w historię, którą opowiada Huberath, że przestałem ten język zauważać. A język, co by tu nie wymyślić i nie opowiadać, to jest świetnie napisana książka. No i cóż, wróćmy w takim razie do wywiadu. Marcin Baniak mówi: „Co wygania ludzi z Ziemi w świecie wykreowanym w pana książce?” „Nie racjonalizuję tej odwiecznej ludzkiej potrzeby do podróżowania. Ona po prostu istnieje.” I znowu pytanie: „Niektórzy bohaterowie „Watran AURAjo” wędrowali w kierunku nieznanego. Co jest za horyzontem? Niestety ponieśli porażkę.” Huberath: „Ginęli z uwagi na fatalne warunki klimatyczne. Dlatego jak łyk orzeźwiającego powietrza potraktowali teorię, że Ziemia jest płaska i można dalej zajść, nie spadając w otchłań.” „Ludzie w pana powieści zdobywają kolejne planety, zasiedlają je.
Trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że ludzkość stąpa po bardzo niepewnym gruncie, że nie ma dla niej nadziei na przetrwanie.” Huberath: „Ludzkość doskonale sobie radzi. Mimo tak trudnych warunków utrzymują się w obcym świecie. To, że czasem im się coś udaje, a czasami nie, nie jest niczym nadzwyczajnym.” „Jednak ich populacja” — pyta Marcin Baniak — „ich populacja zmniejsza się z pokolenia na pokolenie.” Huberath: „Populacja Europy też by się zmniejszała, gdyby nie napływ imigrantów.” I tu się zatrzymam. To jest rozmowa z 2011 roku. Jeśli ktoś ma wątpliwości, że niektórzy autorzy widzą troszeczkę dalej, to jest jeden z dowodów na to, że ta przenikliwość jest w niektórych autorach. Oni może czasami nawet do końca nie rozumieją, jak to może funkcjonować, jak to działa, co relacjonują, ale czują to wyraźnie, że coś się zmienia.
[01:43:10] - Ja sobie przypomnę ostatnio mojej przyjaciółki opowieść z Norwegii. Pojechała przyjaciółka, odwiedziła siostrę i tak dalej. Mówi: „Tak fajnie było” i tak dalej. Cicho, pięknie. W banku wszystko o mnie wiedzieli, bo indoktrynacja pełna ze względu prawdopodobnie na te wszystkie zaszłości weryfikowe. Indoktrynacja pełna. Natomiast bardzo radośnie było, bo strasznie dużo dzieci tam biegało.
[01:43:48] - Czarnych.
[01:43:49] - Wszystkie czarne. Wikinga nie było ani jednego.
[01:43:54] - No cóż, taka prawda. A ja od razu wspomnę, że sobie podglądam stronę z głosowaniem na facebookowej stronie Bibliotekarium. I właśnie przybyły kolejne dwa głosy. Także nasze apele jednak jakoś działają, przynajmniej. Pewno wrócimy do wywiadu, bo wywiad jest wciągający.
[01:44:19] - Wciągający i tak, i nie, bo ja cały czas zwracam uwagę, żebyście wy zwrócili uwagę, co wyprawia Huberath w tym wywiadzie. Otóż on odpowiada tak zdawkowo, bardzo wymijająco. Dlaczego? Bo on nie jest człowiekiem słowa. On jest człowiekiem pióra. Kiedy pisze, to maluje. A kiedy mówi, to po prostu sypie tam słowa właściwie tyle, ile wystarczy rozmówcy.
[01:44:52] - Być może jest tak, jak mówisz.
[01:44:53] - Albo to bardzo skromny.
[01:44:54] - Nie. A być może jest jeszcze trzecia ewentualność, którą ja podejrzewam, że po prostu Marek Huberath wie doskonale, że jeśli się rozgada w tym wywiadzie i sprzeda za dużo tej magii, która jest w książce, to może stracić niektórych czytelników. On dlatego jest taki lapidarny.
[01:45:18] - Mi się wydaje, że nie, bo jednak i Parowski, i Ramus, i ja, to my jesteśmy gaduły w porównaniu z Huberathem. On mówi odpowiedź i nie motywuje wcale. Olewa to. A my byśmy o darmo mit stworzyli, dodali coś, a potem byśmy tak mądrze wyglądali. On nie stara się wyglądać mądrze.
[01:45:45] - Bo może Marek Huberath ma głęboką świadomość tego, że słowo waży i im więcej słów użyje, tym ta odpowiedź wprawdzie będzie cięższa, ale będzie-
[01:46:01] - Ale waga mniejsza.
[01:46:04] - Nie to miałem na myśli.
[01:46:07] - Nie waga, ale ważność.
[01:46:08] - Ważność. Tak, ważność może być mniejsza. Dokładnie. I ja myślę, że stąd się może brać ta jego lapidarność w odpowiedziach. Ale zwróć uwagę, on w żadnej odpowiedzi, nawet jeśli tam się miga czasami, nie wprowadza czytelnika w błąd. Czasami nie wiemy, o co chodzi, jeśli nie znamy książki i przypuszczam, że tak się dzisiaj czują nasi słuchacze w niektórych fragmentach czytanych przeze mnie, bo jeśli nie czytali tej książki, to czasami trudno jest im się odnieść do tego, o czym Huberath mówi. Ale zaręczam, że w momencie, kiedy będziecie państwo po lekturze, ten wywiad przesłuchany raz jeszcze, czy też przeczytany na stronach gildii.pl, okaże się absolutnie przejrzysty. Marek Huberath dokładnie wie, o czym mówi. Nie ściemnia. To nie jest jakieś takie wodolejstwo na szczęście, tylko to jest bardzo precyzyjnie przemyślana wypowiedź.
Przypuszczam, że ponieważ jest to wywiad pisany, to on na etapie autoryzacji mógł być tak obrobiony, że po prostu Marek Huberath wyciął te fragmenty, które zepsułyby jego czytelnikom, nawet nie wiem, czy zabawę, satysfakcję z czytania tej powieści.
[01:47:31] - Możliwe, chociaż ja bym stawiał raczej na zwyczajną skromność tego człowieka.
[01:47:38] - Nie jest to wykluczone.
[01:47:40] - Po prostu wie, co napisał i nie musi za dużo mówić.
[01:47:45] - Okej, wróćmy do wywiadu. Marcin Baniak mówi: „Populacja w pana powieści nie zna takiego pojęcia jak technologia. Oprócz żywych statków kosmicznych nie ma w tym świecie niczego, co by wskazywało na jakiekolwiek zaawansowanie technologiczne”. Huberath: „Nie do końca. Przecież oni wiedzą, jak można zrobić wyciągarkę do drutu. Wprawdzie nie potrafią jej wykonać, jednak wynika to zupełnie z czegoś innego. Trzeba wziąć pod uwagę, że we wspólnocie liczącej zaledwie kilkadziesiąt osób trudno zaprojektować jakikolwiek proces technologiczny, ponieważ brakuje ludzi. Inżyniera do wykonywania skomplikowanych zadań. To, że nie mają też pisarza, jest już wielce znaczące. Świadczy o tym, jak wielu ludzi musi liczyć populacja, aby go utrzymać”.
[01:48:44] - Właśnie teraz się dowiedzieliśmy, że my-
[01:48:48] - Jesteśmy darmozjadami.
[01:48:50] - Żyjemy tylko dlatego, że nasza populacja-
[01:48:53] - Nas utrzymuje.
[01:48:54] - Utrzymuje i stać ją na utrzymanie nas.
[01:48:57] - Na taką ekstrawagancję, żeby czytać książki.
[01:49:00] - Wydawać książki.
[01:49:01] - Ku rozrywce.
[01:49:03] - To ma sens.
[01:49:05] - I widzisz, jak Huberath jednak przenikliwie pewne rzeczy traktuje.
[01:49:10] - Ale to świadczy o tym, że jeśli nam się populacja skurczy, to również piszących będzie mniej.
[01:49:16] - Ale przecież to się dokładnie zgadza. Zobacz.
[01:49:18] - Czyli trzeba pisać książki takie, które zmuszają do prokreacji, bo wtedy będzie nas, pisarzy, więcej.
[01:49:25] - Ale wiesz co? Jest coś takiego jak klęska urodzaju.
[01:49:29] - Aha.
[01:49:30] - Klęska urodzaju. Ja odnoszę wrażenie, że w tej chwili mamy klęskę urodzaju, bo co jakaś gwiazda dojdzie do wniosku, że już jest gwiazdą odpowiedniej wielkości, co jakiś celebryta dojdzie do wniosków podobnych, to natychmiast siada i pisze książkę. To traktujmy jako bajki, bo natychmiast wynajmuje ghostwritera, który tę książkę za niego napisze. I na przykład możemy się dowiedzieć, że gwiazda A miała słodkie dzieciństwo albo trudne dzieciństwo, albo porypane dzieciństwo, albo takie śmakie i owakie, różne pikantne szczegóły z jej życiorysu młodzieńczego i późniejszego i tak dalej. Żeby to jeszcze było interesujące. Był taki moment, że się kiedyś zmusiłem, nie do kupna, bo bez przesady, ale posiedziałem sobie troszeczkę w Empiku i poczytałem fragmenty takich właśnie celebryckich książek. Powiem ci, że wyszedłem zdruzgotany.
[01:50:33] - Ja nie podjąłem takiej próby.
[01:50:35] - Ja podjąłem to zadanie. Powiem tak: jeśli ktoś jest stałym czytelnikiem Pudelka, to będzie zachwycony. Ale wiesz co? Ile można czytać o problemach psychologicznych albo moralnych, albo filozoficznych jakiejś osoby? Sam się pędziłem w kozi róg, żeby to były problemy. To są problemy na poziomie przedszkola. Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek w życiu dotykał jakiejkolwiek dziedziny wiedzy, niech będzie filozofia, ale po co tak wysoko, daleko szukać. Niech będzie jakakolwiek inna dziedzina wiedzy, nawet historia.
[01:51:28] - Rąbanie drewna, Marek. To też jakaś sztuka.
[01:51:32] - Dobrze, niech to będzie rąbanie drewna. Ja później nie napiszę takich bzdur jak ci ludzie, bo ci ludzie zachwycają się rzeczami, którymi ciężko jest się zachwycać. Ktoś mi w tej chwili zarzuci, że zachwycić się można przecież wszystkim. To tylko zależy od wrażliwości. Tak, proszę państwa, oczywiście. Tu będzie celny strzał w moim kierunku. Pod warunkiem, że ta refleksja, ten zachwyt dotyczy jednak pewnej realnej rzeczywistości. Natomiast jeśli u tych gwiazd czytamy o problemach, które są wyssane z dużego palca u nogi, bo to są takie problemy. Bez przykładów, bo to zawsze będzie drastyczne. W każdym razie powiem tak: warto czytać książki, na przykład wywiady-rzeki z jakimiś znanymi osobami.
Na przykład czytałem zajmującą książkę, wywiad-rzekę z Piotrem Fronczewskim. To było niezłe, bo Piotr Fronczewski to jest aktor z taką klasą, że nie opowiada o tym, jakie ma poranki i jak myje zęby, i jaka jest treść jego żołądka albo jakie są jego stolce. A to na tym poziomie refleksji niektóre książki gwiazd, celebrytów się znajdują. W książce Piotra Fronczewskiego można natomiast przeczytać na przykład o tym, co to oznacza być aktorem. Być aktorem takiej klasy, jakiej jest Piotr Fronczewski. To jest jednak różnica. Wierzcie mi państwo, taka jest moja refleksja, że książki pisane przez celebrytów trzeba przed kupnem przekartkować. Jeśli trafiacie państwo na refleksje typu stolcowo-kulinarnego, to może sobie trzeba to jednak darować. Jeśli czytacie natomiast państwo jakieś przemyślenia dotyczące tego, co ten człowiek przez całe życie robił, jak to robił, to już jest zupełnie inna para kaloszy. Nie wiem, czy dosyć precyzyjnie to powiedziałem.
Chciałbym, żeby z tego mojego nieco przydługiego wywodu zostało tylko tyle, że książki pisane przez znane osoby są bardzo różne i bardzo trzeba uważać, na co wydaje się pieniądze. Mało odkrywczy wniosek moim zdaniem, mało, ale tytułem ostrzeżenia proszę go swojej łaskawości przyjąć.
[01:54:13] - Wiesz, ja czytałem również wielu bardzo mądrych filozofów, którzy napisali jedną książkę mądrą, a potem dwie głupie, nie?
[01:54:24] - Tak jest, dokładnie.
[01:54:27] - Ale to tak się zdarza. Ale przynajmniej ta jedna była mądra i dzięki temu warto było czasami już czytać następne, żeby ewentualnie się już wycofać z dalszych wielkich romantyków.
[01:54:37] - Co więcej, powiem teraz herezję, okrutną herezję. Za to niektórzy ludzie, którzy wielbią Hegla, to by mnie ukamienowali od razu, na miejscu. Ale powiem tak: jeśli się czyta książkę Hegla, to największe jego dzieło o duchu i tak dalej, dziejów, to jak się czyta pierwszy tom, to to jest do czytania. To się jeszcze nawet nieźle czyta. Przeczytajcie państwo tom drugi. Życzę powodzenia i dużo samozaparcia. To właśnie jest ta różnica, że czasami coś wychodzi, a później niby to samo, a nie wychodzi.
[01:55:14] - Dobrze, ale to był Hegel. Zobacz. Co robi Huberath? Przeczytajcie „Wacława Auraju”, a potem przeczytajcie następne opowiadanie. Jest jeszcze lepsze i jeszcze lepsze.
[01:55:24] - Przeczytajcie też państwo opowiadania, o których wspominaliśmy z początku jego twórczości.
[01:55:31] - Są nieprawdopodobnie dobre.
[01:55:33] - Są po prostu dobre. To jest pewna umiejętność, żeby utrzymywać się w formie przez te trzydzieści lat.
[01:55:41] - Bo jak się jest dobry, to się jest dobry, a Huberath jest-
[01:55:44] - Wiesz co, to jest takie pitu pitu. Jest się dobry, to jest się dobry i tak dalej. tylu było dobrych i nagle się spaprali, bo napisali coś nie do końca dobrego.
[01:55:52] - Niespecjalnie, muszę ci powiedzieć, bo jednak jak patrzę na tych ludzi, którzy wypłynęli, to zawsze ja mogę mieć-
[01:56:00] - Bez nazwisk.
[01:56:01] - Nie, z nazwiskami. Mogę mieć pretensje osobiste. Na przykład skakać Markowi Oramusowi do oczu za jakieś głupawe opowiadanie, bo to jest mój przyjaciel. Natomiast on jednak trzyma taką klasę, Almas, że czapki z głów, bo to jest pisarz pewnego formatu. Takim pisarzem pewnego formatu jest również Maciek Parowski. Takim samym jest Dukaj, takim samym jest Marek Huberath. Pewnej klasy się już nie psuje.
[01:56:36] - Dobrze, nie mogę ci się zrewanżować nazwiskami, bo jednak zachowajmy pewną delikatność, tak to określmy. Więc nie zrewanżuję ci się nazwiskami, ale w tej chwili mogę ci na kartce napisać przynajmniej trzy nazwiska autorów, którzy napisali świetną jedną, drugą, trzecią książkę, a potem wyprodukowali takie – tu sobie państwo dopiszcie odpowiednie słowo – że tego się po prostu czytać nie dało. Nie wiem, skąd są takie spadki formy. Być może to ta nieustanna presja: wydawaj, wydawaj, wydawaj, wydawaj ciągle nowe. Pisz, pisz, pisz. Zobacz, to też się wiąże z tym, że w tej chwili nastąpiła taka moda na pisanie na czas.
[01:57:26] - Zobacz, co mówił Huberath. Ile pisałem książkę?
[01:57:30] - Dokładnie.
[01:57:30] - Dwa lata, trzy lata.
[01:57:31] - Dokładnie. A w tej chwili jest taka moda na pisanie na czas. Masz pół roku i ma być książka. Najlepiej dziesięć arkuszy, przynajmniej dziesięć arkuszy. A tymczasem jest coś takiego, to nie jest oczywiście warunek.
[01:57:46] - Na absolutnie naturalnym. W tej chwili na ten pomysł wpadłem. Natura wiedziała. Minimum dziewięć miesięcy.
[01:57:56] - No tak.
[01:57:56] - Jak chcesz napisać książkę, to minimum dziewięć miesięcy.
[01:57:59] - Tak. Ale powiem ci tak. Wiesz co, to chyba, jak mówiliśmy między sobą, to ja miałem takie poczucie, że jednak kłamiemy. A w każdym razie nie mówimy całej prawdy, bo to się sprawdza w przypadku książek tak głęboko wchodzących w naturę człowieka albo tak głęboko wchodzących w naturę cywilizacji, jak książka Huberatha. Natomiast myślę, że do końca to się nie sprawdza przy prozie czysto rozrywkowej. Dobrej prozie rozrywkowej. Nie mylmy z kiczem zupełnie, bo proza rozrywkowa rządzi się troszeczkę innymi prawami. Zobacz, jest taki autor, którego jedni kochają, drudzy nienawidzą. To jest Robert Schmidt. On niezwykle sprawnie pisze swoje książki i nie poświęca im specjalnie dużo czasu.
To są świetnie napisane kawałki rozrywkowe, które chce się czytać, które ludzie czytają, ale to nie jest żaden argument, że je ludzie czytają. Chociaż we współczesnym świecie również i to jest argumentem. Ale to są książki po prostu dobrze zrobione pod względem konstrukcji tych książek. Być może i tu puryści językowi, jacyś ludzie, którzy chcą w każdej książce dotykać absolutu, zarzucą mi, że idę złą ścieżką, bo powiedzą, że każda książka powinna być dziełem. Myślę, że jest taki gatunek prozy niepośredniej, niekiczowatej, który nie sili się na specjalnie głębokie refleksje. On ma dostarczyć rozrywki. Ktoś powie: „No dobrze, ale rozrywka może być głęboka również i może być płytka”. I tak możemy się przerzucać słowami. Możemy. Uważam, że jeśli ktoś dobrze robi swoją robotę, tak jak na przykład Robert Schmidt.
Należę akurat do tych, którzy są zwolennikami tego rodzaju prozy. Może ona mnie nie zachwyca w każdym swoim momencie, ale szanuję człowieka za to, że potrafi zrobić książki, które się czytają. Specjalnie użyję takiego zwrotu „się czytają”, bo to jest po prostu dobra rozrywka. Zwróć uwagę, że jeśli czytamy przekłady zachodnich pisarzy, to im się trafiają różne książki. Zarówno takie bardzo głębokie, mówiące pewną prawdę o człowieku, o cywilizacji. Ja się powtarzam oczywiście, ale to są tematy przewodnie. Ale takie książki tych samych autorów, którzy nagle mówią: „Nie, przepraszam, ostatnio napisałem coś głębokiego, to teraz po prostu napiszę coś rozrywkowego”. To dobrze widać na przykładzie prozy Stephena Kinga. King potrafi w jednym zbiorze opowiadań zamieścić opowiadania wybitnie literackie, które mogłyby spokojnie... i znajdują się, zresztą one trafiają też do zbiorów, użyjmy słowa „głównobiegowych”, bo Tam jest mniej tej grozy czy fantastyki, a więcej literackiego sznytu, dobrze przemyślanej prawdy, którą King chce przekazać.
A zaraz po tym pojawia się opowiadanie, które jest czystą grozą, czystą zabawą, czystą grą z czytelnikiem. Czyli to nie jest tak, że pisarz musi zawsze i wszędzie i w każdym momencie coś takiego głębokiego tworzyć. Powiem tak: prawda jest niejednoznaczna. To nie jest tak, że odkryjemy państwu, że ci są pisarze dobrzy, a ci są pisarze źli i że jeden sposób, czyli pisanie szybkie jest złe, a pisanie wolne jest dobre. Tego rodzaju uproszczenia to byłaby jakaś redukcja dokonywana w tej chwili przez nas. Tak nie jest. Po prostu skonstatujmy, że Hubert swoich książek nie tworzy. On myśli nad nimi, on je tworzy. Odnoszę wrażenie, że każdy fragment jest doskonale przemyślany i w tym, co za chwileczkę przeczytam, ślad tego przemyślenia, tej refleksji chyba jest.
[02:02:43] - Jak słucham ciebie, to myślę, czy ja kiedykolwiek w ogóle myślałem i czy słyszałem, żeby ktokolwiek myślał nad tym, jaką książkę z tych moich przyjaciół napisze. Nikt nie myślał, tylko myślał o temacie, wymyślał temat, a następnie pisał to, co mu z żyły wypływało. Czyli ta krew, jaka wypływała, takie słowo było. Jakbym miał bardziej cierpią na jakąś ebolę, to by tam ebola bardziej wyciekała razem z tą krwią. Ale akurat tej eboli nie było. W każdym razie tego się zwykle nie myśli. Ja sobie zresztą nie wyobrażam, żeby Lem na przykład kiedykolwiek myślał, że napisze bardziej rozrywkową książkę albo mniej rozrywkową. Wpadł mu do głowy taki temat, tego zrealizował. Bardziej pasowały mu takie smokingowe gacie. W innym były jakieś tyrolskie spodenki.
Czy ty sobie wyobrażasz, żeby pisał Lem „Bajki robotów” tak, jakby pisał na przykład na końcu „Golema”? Nie. „Bajki robotów” były pisane tak, jak należy pisać „Bajki robotów”.
[02:04:09] - Wiesz co, powiem ci tak: właściwie to ja ci przyznaję rację co do tego pierwszego wywodu, że tak też jest. Bo prawda, tak jak powiedziałem, jest niejednoznaczna. Z jednej strony rzeczywiście jest tak, że niektórzy pisarze głęboko myślą o tym, niektórzy nie myślą, tak jak ty podałeś przykład Lema. Ale ja powiem jeszcze o takiej rzeczy, że „Bajki robotów” akurat, jakby je tak dobrze przeanalizować. Źle się licytuje. Ale powiem tak: pomimo lekkiej formy tam jest tyle ładunku intelektualnego, że ktoś wie-
[02:04:46] - To tak samo jak bajki Ezopa i każdego innego bajarza na świecie.
[02:04:51] - Kto wie, czy ten „Golem”, o którym wspomniałeś, ponieważ jest taki wprost ciężki i filozoficzny, widać tam na kilometr, że on jest filozoficzny, to ja nie wiem, czy te „Bajki robotów” nie są bardziej filozoficzne i nie są bardziej wypełnione treścią. Tą treścią, która w nas siedzi albo siedziała też w Lemie.
[02:05:12] - W „Bajkach robotów” są wszystkie odniesienia filozoficzne, a w „Golemie” już tylko wybrane, nie?
[02:05:23] - Tak. Dlatego się zgadzam, że tak jest, i to zresztą podkreślałem, że prawda jest zapewne niejednoznaczna. To znaczy na pewno nie byliśmy w stanie i nie jesteśmy w stanie podać przepisu na to, jak pisarze piszą i czy sobie o tym głęboko myślą, czy niegłęboko. Nie wiem. Po prostu nie wiem.
[02:05:47] - Gdybyśmy potrafili podać przepis na to, jak pisarze piszą, to byśmy mogli również podać przepis, jak pisze Marek Huberath. I wtedy ktoś by napisał książkę. Nie, nikt by nie napisał tak, jak Huberath napisał.
[02:06:03] - Nie napisał, właśnie.
[02:06:06] - Nawet jakby miał przepis.
[02:06:07] - Tak, ale wiesz co? Dotknąłeś takiego, moim zdaniem, podstawowego problemu. Nie jesteśmy w stanie wejść w cudzą głowę. Marek Huberath też nie napisałby książki takiej, jak pisze Wiktor Żwikiewicz. Po prostu.
[02:06:21] - Chyba by napisał.
[02:06:24] - Wiesz co? Kiedyś ćwiczyłem sztukę naśladownictwa. To się może udać na krótkim dystansie.
[02:06:29] - A zresztą po co pisać, że tak powiem, cudze, skoro ma się swoje?
[02:06:35] - Przypomnę ci to, co popełniliśmy w swoim czasie. Pamiętasz, jak pisaliśmy dla Roberta Schmidta dla „Science Fiction, Fantasy and Horror” takie kawałki recenzyjne? Recenzowaliśmy książki i w pewnym momencie zaczęliśmy dołączać do tych recenzji kawałki literackie, takie króciutkie opowiadania, które sobie nazwaliśmy inspirami, ponieważ inspiracją do tych opowiadań były recenzowane książki. Jeżeli sobie przypomnisz, jak fajnie się udało naśladować styl chociażby Dicka.
[02:07:16] - Dicka albo Ramuzą i tak dalej.
[02:07:18] - Ale na krótkim dystansie. Czemu to służyło? Pewnej zabawie.
[02:07:22] - Ale to była nasza zabawa.
[02:07:24] - Zabawa.
[02:07:24] - Po prostu. Ani nie Dicka, ani Ramuza, ani Lewa.
[02:07:29] - Ale to była próba naśladownictwa. Natomiast to Tak jest, że ciężko jest wejść w głowę innej osoby. Wróćmy do wywiadu. Skończyłem na utrzymywaniu pisarzy i że mała populacja miałaby problemy z utrzymaniem tychże. A kończy tę wypowiedź jeszcze takie zdanie: „Oni robią rzeczy, czyli ta populacja, które są niezbędnie konieczne. Wpadli również na pomysł, jak się rozmnażać w tych trudnych warunkach. Gdyby tego nie zrobili, nie przetrwaliby”. Pytanie Marcina Baniaka: „Czy zgodziłby się pan ze stwierdzeniem, że taka książka to nie tylko obraz ekspansji poza naszą rodzimą planetę, ale również, a może przede wszystkim romans?” Hubert: „Staram się pisać książki złożone z kilku poziomów. Przede wszystkim powieść ma mieć bohaterów z krwi i kości, akcję, która wciągnie czytelnika. Natomiast wyższe poziomy dotyczące filozofii czy nauki, która jest za tym ukryta, są dla tych czytelników, którzy chcą się tego w książce doszukiwać”.
I znowu pytanie: „„Watran Aurajo” pisał pan wyjątkowo długo, bo aż... Ile lat? Zgadniesz?”
[02:08:52] - Dwa, trzy lata.
[02:08:54] - Bo aż 13 lat.
[02:08:56] - No proszę bardzo.
[02:08:57] - Zastanawiam się, jak ona powstawała. W roku 1996, kiedy pan zaczynał, myślał pan o niej i o tym, co wykreował pan w roku 2009. I ciekawa jest niezwykle odpowiedź Huberata, bo ona na pewno pokazuje, na czym polega proces pisania. Ciekawe, czy się z tym zgodzisz. „Rozwiać złudzenie, że książka jest pisana. Książkę się pisze. Ją się wielokrotnie czyta, przepisuje, przerabia. Wtedy znika niejednorodność, która mogłaby się pojawić na skutek rozpiętości czasu jej powstawania”. I co ty na to?
[02:09:43] - Pewnie, że tak. Książkę trzeba tak dopasować. Matematyką, wagą można wszystko wyrównać po prostu. Na komputerze można na tych szalkach rozłożyć obciążenie tak, żeby ta równowaga była. Natomiast jak się posługuję słowami, to też pewne słowa na przykład w ciągu 13 lat tracą wartość, tak jak pisał, wypadają z obiegu. Pewne nowe się pojawiają, pewne pojęcia się zmieniają. I żeby tę równowagę zachować, żeby ten czytelnik dostał w miarę świeży towar, to tą kropkę nad i się stawia w ostatnim momencie właściwie. Ale patrząc tak samo na początek, jak i na koniec tej książki, a nie tylko na końcu.
[02:10:35] - Ale ciekawe jest to, o czym jest mowa, czyli o tym, że książka jest rzeczywiście przepisywana x razy, jest poprawiana. Bo kiedy prowadzimy „ABW”, to mam takie wrażenie, że niektórzy autorzy-
[02:10:51] - Tak, niektórzy autorzy to napiszą i od razu myślą, że jest gotowe.
[02:10:55] - Wypuszczą i niech idzie w ludzi. To oczywiście się może udać raz, drugi, trzeci, ale nie zawsze. I myślę, że to jest tak, zresztą nieraz mówiłem w audycji „ABW”, że jeśli ktoś uważa, że bycie autorem to jest lekka, łatwa i przyjemna czynność, to jest w błędzie. Bo bycie autorem to też słuchanie tego, co inni mają do powiedzenia. I szczególnie wtedy, kiedy nie mówią na przykład rzeczy niepochlebnych z premedytacją i złością, a raczej po to, żeby pomóc autorowi. Reagowanie na to dąsem, fochem sprawia, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy warto to robić. Bo jeśli chcesz komuś pomóc, a w odpowiedzi uzyskujesz focha, dąs i właściwie obrażenie się, że w ogóle jak my mogliśmy, to trochę jest tak, że człowiek piszący nie uwzględnia tego, że kiedy styka się ze swoim czytelnikiem, to ten czytelnik może mu zrobić tyle samo przyjemności i tyle samo radości sprawić, co krzywdy. I lepiej, jeśli człowiek jest przygotowany na to, że jego proza niekoniecznie musi się spodobać. Albo na to, że jeszcze może nie jest taka doskonała, że może ją trzeba poczytać, może ją trzeba przepisać, może ją trzeba po prostu przemyśleć. To, myślę, jest bardzo ważne dla autorów i Hubert o tym mówi.
Książka, opowiadanie się pisze, się czyta, się poprawia. On tego nie mówi, ale na tym w gruncie rzeczy polega.
[02:13:17] - Ty się tak na mnie nie patrz, bo ja już przeszło 30 lat jedną książkę piszę.
[02:13:25] - A ty myślisz, że dlaczego się patrzę na ciebie?
[02:13:27] - Ale byli faceci, którzy dłużej pisali książki, więc po prostu jakoś nie mam wyrzutów sumienia. Tym bardziej że w końcu ją napiszę. W końcu się napisze.
[02:13:39] - Ja wiem, że jej nie napiszesz.
[02:13:41] - Napiszę.
[02:13:41] - Bo to jest twój wehikuł czasu.
[02:13:43] - Ona jest napisana.
[02:13:44] - Tak, ale ją w pewnym momencie poprawiłeś i ona jest teraz niejednorodna.
[02:13:48] - Jest niejednorodna, więc trzeba dojechać do końca, żeby była jednorodna.
[02:13:54] - Tak, ale to jest twój wehikuł czasu, twój sposób na nieśmiertelność. To znaczy, że ona nigdy nie powstanie.
[02:14:00] - Nie, w końcu powstanie, bo w końcu już miałem dosyć.
[02:14:02] - Zapomniałem, że ty jesteś przecież zwolennikiem szczęśliwego zakończenia. Dobrze.
[02:14:12] - Jak już zdecyduję się, że już mam dosyć wszystkiego.
[02:14:14] - To skończysz kosmodram Machu Picchu. Okej, zostało nam ostatnie pytanie z wywiadu, który przeprowadził Marcin Baniak. Z wywiadu, który był opublikowany w gildii.pl. Pytanie: „„Watraan Aurayjo” to kolejna po „Miastach pod skałą” książka z ilustracjami”. Właśnie, nie powiedzieliśmy o tym, aż to skleroza nasza, że to jest książka z ilustracjami. Ja się nie znam na plastyce, ale posłuchajmy odpowiedzi Huberta: „Jestem zwolennikiem ilustrowania książek. Wydaje mi się, że niektórym młodym, niedoświadczonym czytelnikom pozwala to uruchomić wyobraźnię. Gdy byłem nastolatkiem, nie miałem wyobraźni. Bardzo mi pomagało, gdy w książce były ilustracje, bo wtedy wyobrażałem sobie bohaterów. Osoby, które są wyrobionymi czytelnikami to irytuje, ponieważ ilustracje gaszą ich pomysłowość.
Nie od razu jednak jest się takim czytelnikiem. Dlatego postanowiłem współpracować z ilustratorką Martą Blachurą.”
[02:15:25] - Jak Marek Huberath mówi, że kiedyś nie miał wyobraźni, to aż mi się wierzyć nie chce. Ale przyjmijmy to stwierdzenie na wiarę.
[02:15:39] - Przecież nikt w to nie wierzy.
[02:15:41] - Natomiast rzeczywiście-
[02:15:43] - Ale takiej czysto plastycznej wyobraźni. Pewno to miał na myśli.
[02:15:46] - O to chodziło. Natomiast rzeczywiście ja wiem, że mi piekielnie pomagały ilustracje, na przykład w takich książkach historycznych, pseudonaukowych, jak w „Trzech muszkieterach”. Brakowało mi tych ilustracji w trylogii zawsze, bo czytałem bez ilustracji, nie było wtedy. Natomiast te ilustracje były na przykład genialne, były takie ryciny w „Tajemniczej wyspie” Verne'a. Och, jak się to oglądało! Jeszcze w dodatku była ilustracja, a pod spodem taki fragment tego tekstu, który odpowiadał mniej więcej ilustracji.
[02:16:28] - Przepraszam cię. Wiesz, à propos „Tajemniczej wyspy”, ja nie wiem, czy już to mówiłem na antenie, ale wiesz, że trafiłem kiedyś na „Tajemniczą wyspę”, z której wycięte były wszystkie opisy?
[02:16:41] - Tak?
[02:16:41] - Tak. Oficjalnie wydane. Po prostu nie wierzyłem. Musiałem porównać, bo czytam, przeglądam tę książkę wykastrowaną, czytam i mówię: „Jezu, jakie to suche, jakie to głupie jest, bez sensu. Jak to możliwe w ogóle?” I tak czytam. Nie, ja pamiętam zupełnie inną książkę. Jak to jest możliwe? Sięgnąłem po oryginał. Naprawdę, okazuje się, że życie jednak potrafi zaskakiwać. Patrz, na pomysł, żeby wyciąć wszystkie opisy z książki.
[02:17:14] - Zobacz, cała nasza współczesna seksuologia wpadła na pomysł, żeby wyciąć na przykład pieszczotę. Pieszczot już nie ma. Są-
[02:17:24] - Gry wstępne.
[02:17:25] - Gry wstępne albo manipulacje.
[02:17:29] - Manipulacje. To brzmi groźnie, a w każdym razie mocno pobudza wyobraźnię. A może właśnie o to chodzi? Bo słowo manipulacja jednoznacznie narzuca pewne obrazy. Może właśnie o to chodzi. Cóż, ja powiem tak, że książka Huberatha to była taka książka, którą czytałem dwa razy. Raz przygotowując się do pewnej recenzji, która w rezultacie nie powstała na skutek pewnych nieporozumień z wydawcą. Ale wtedy właściwie jej nie czytałem, a słuchałem, bo byłem człowiekiem w drodze. To były czasy, kiedy byłem człowiekiem w drodze, nieustannie jeździłem gdzieś samochodem i sobie tę książkę odtworzyłem za pomocą syntezatora mowy. Słuchałem jej w samochodzie.
I to było jedno pierwsze doświadczenie z tą książką. I ona, tak jak mówiłem wtedy, wydawała mi się takim suchym językiem napisana. Okazuje się jednak, że oczy współdziałają w naszym odbiorze książki, bo później przeczytałem ją naprawdę już oczami właśnie. I to, co powiedziałem wcześniej, te zdania wydawały mi się jakieś takie suche przez kilkanaście minut. Później wsiąkłem w narrację. Więc to jest taki, nie wiem, czy ogólny, czy jakiś specjalnie odkrywczy ślad, że proza potrafi nas zaskoczyć tym, w jaki sposób ją odbieramy. Okazuje się, że samo tylko zmienienie zmysłu, którym książkę wciągamy do mózgu, sprawia, że odbieramy ją w różny sposób. Dla mnie to było zaskoczenie. Zaskoczenie czyste po prostu, że to może się tak bardzo różnić. Patrzę na ciebie i myślę, o czym powiesz.
[02:19:45] - Nic. Ja tylko myślę o jednej rzeczy. Nie myślałem o tym, co powiem, ale powiem to, co myślałem w takim razie.
[02:19:53] - Zabrzmiało groźnie.
[02:19:55] - Bo ja sobie myślałem, dlaczego Huberath jest wielkim pisarzem. Między innymi dlatego, że tą książkę dedykuje Stanisławowi Lemowi. To trzeba mieć po prostu dobrze poukładane w głowie, żeby taką dedykację złożyć, bo bardzo często wśród piszących się pojawia takie: „Mistrza to należy deptać”.
[02:20:26] - Deptać. Trzeba go wdeptać, a nie deptać.
[02:20:28] - Wdeptać po prostu. Mistrza należy, a przede wszystkim być lepszym od mistrza, nie?
[02:20:34] - Nie no, w ogóle w punkcie wyjścia jest się lepszym od mistrza. Ja słyszałem, to są autentyczne dialogi: „Lem to taki zabytek. Teraz się dopiero pisze prozę, chłopie, a nie tam jakieś „Koły saskie””. Tak, słyszałem takie oto opowieści.
[02:20:52] - Jak ja widzę, to tak samo ja mam pokorę ogromną wobec Lema, bo był ogromny, chociaż tylko trzy litery. I tak samo Huberath widocznie myśli. Coś w tym widać jest. W każdym bądź razie był sobie Vattren Aurayos, który miał na imię Stanisław Lem i tych Vattrenów Aurayos. Tak bywa czasami ktoś coś napisze nowego i przekazuje tą pamięć. Huberath jest jednym z takich Vattrenów Aurayos.
[02:21:30] - Tak myślisz?
[02:21:31] - Myślę.
[02:21:32] - Powiem tak, nieuchronnie zbliżamy się do końca dzisiejszej audycji. Bylibyśmy ciekawi, nie udaje nam się co prawda nakłonić państwa do telefonów, nad czym bolejemy, bo ostatnia audycja, która była, była ciekawa.
[02:21:50] - Ale Marku, widzisz, z tym jest tak: my mówimy, my zachęcamy do przeczytania tej książki, właściwie rozmawiać z naszymi słuchaczami, to moglibyśmy dopiero po tym, jakby przeczytali tą książkę.
[02:22:04] - A ja jestem przekonany, że część z nich czytała tę książkę.
[02:22:07] - Możliwe, że tak. Ale wiesz, żeby tego, to trzeba na żywo robić i tak dalej. Ja w każdym razie mówię, że szczególnie tą książkę wiesz, komu ja bym polecał? Kobietom, bo ona jest nieprawdopodobnie głęboka od tej strony, której-
[02:22:27] - Kobiecej.
[02:22:27] - Kobiecej po prostu. Chociaż to mężczyzna napisał.
[02:22:30] - To ciekawa intuicja jest naprawdę.
[02:22:34] - Ona jest nieprawdopodobnie głęboka od tej strony, nie?
[02:22:40] - Umiejętność wniknięcia w psychikę kobiety.
[02:22:43] - Kobiety, ale również i widzenia-
[02:22:47] - Obrazu świata, jaki ona ma. Priorytetów, które kobieta może mieć.
[02:22:53] - Strasznie ciekawe.
[02:22:54] - Innego postrzegania rzeczywistości. Nam się wydaje, że ludzie są tacy sami. To zresztą feministki usiłują wmówić, że nie ma żadnych różnych płci, jest jedna płeć i tam w ogóle nie ma żadnych różnic i tak dalej. To są właśnie modne bzdury.
[02:23:11] - Huberath powinien być napiętnowany jako jeden z największych szerzycieli nierówności między intelektami, rasami.
[02:23:23] - Ja tam uważam, że ta nierówność w sensie nietożsamość jest piękna. Jest chyba najpiękniejsza.
[02:23:31] - Jest najważniejsza w ogóle.
[02:23:32] - Jest ważna. I mówienie o tym, że wszyscy jesteśmy tacy sami, to jakby na starcie moim zdaniem jest dyskwalifikujące dla kogoś, kto w ten sposób twierdzi.
[02:23:43] - Ostatnio byłem w lesie. Jak ja sobie wyobrażam, żeby brzózki były podobne do dębów. Ależ było by nudno w tym lesie, nie?
[02:23:53] - Głupio by było. Co tu będziemy wiele gadać. Głupizna kompletna. Natomiast mówię, czuję, że przerwałem myśl, że nie udaje nam się namówić państwa do telefonów. Ale mamy też takie swoje ciche marzenie, że państwo pod audycją, kiedy ona już zamieni się w MP3 w archiwum Ivelliosa, że tam zechcecie państwo kilka słów na temat książki jednej, drugiej, trzeciej coś napisać, bo myślę, że warto czasami taką impresję, którą się ma, impresję dotyczącą literatury, konkretnej książki czy może pewnego zjawiska zanotować, zapisać, bo to są myśli, które wydaje się, że zostaną z nami na długo, a czasami one po prostu uciekają.
[02:24:50] - A być może właśnie te najważniejsze, akurat w trakcie naszej dyskusji tutaj nie przyszły nam do głowy.
[02:24:56] - Dokładnie. Być może warto nie tylko wsłuchiwać się w to, co mówimy. Szczególnie, że ja się czasami zastanawiam, czy my zawsze łapiemy sedno. Może państwo znajdziecie lepsze sedno, jeśli już tak to mam ująć. Albo może nawet nie o sedno chodzi, tylko inne spojrzenie na to wszystko. Bo ja odnoszę wrażenie, że książka Huberatha jest na tyle niejednoznaczna, na tyle wielowątkowa, na tyle można spoglądać na nią z różnych stron, że my choćbyśmy jeszcze sobie tutaj posiedzieli jakiś czas, to pewno byśmy tych wątków nie wyczerpali. A naszym ograniczeniem jest to, że jednak każdy z nas czytał tę książkę Filtrował tę książkę przez swoją świadomość, przez swoje doświadczenia czytelnicze. W związku z tym nie potrafimy wyjść poza siebie i patrzeć z trzeciej strony, interpretować tej książki z trzeciej strony. Każdy z nas ją przeczytał, każdy z nas ma swoje zdanie. My byśmy byli bardzo ciekawi, jakie jest państwa zdanie o tej książce.
[02:26:11] - A wiecie dlaczego to słowo w języku jest rodzaju żeńskiego? Właśnie po to, żeby była piękna. A książka Marka Huberta jest piękna.
[02:26:26] - Tak.
[02:26:27] - Tak mi to przyszło.
[02:26:28] - Tak jest! Dobra myśl. W każdym razie dzisiaj obeszło się bez awantur na antenie, ale obiecujemy państwu, że to się niekoniecznie może stać nową świecką tradycją.
[02:26:41] - Nie, Marku, ja przypadkiem zapomniałem dziwerę w chacie. Następnym razem wezmę ze sobą.
[02:26:47] - Ja rozumiem. Wiesz, zatłuc kogoś gołymi pięściami to jest jednak pewien wysiłek. Oczywiście, to ja to w pełni rozumiem. Powiem tak: będzie problem z następną audycją, bo w następnej audycji, którą przeprowadzimy z Festiwalu Fantastyki w Nienidzicy organizowanego przez Wojtka Sydeńkę, będziemy mieli sporo gości i takie publiczne zabójstwo to jeszcze chyba nie w tym odcinku. W każdym razie zapraszamy, bo się pojawi chyba sporo znanych nazwisk, sporo nazwisk związanych z polską fantastyką. Mamy przynajmniej taką nadzieję.
[02:27:27] - Czemu powiedziałeś, że to na forum publicznym? Przecież dzisiaj to właśnie modne, żeby strzelać przy największej widowni.
[02:27:34] - Wiesz, jaki zbyt by miały twoje książki?
[02:27:37] - Pewnie!
[02:27:39] - Aha, tu się czuję trochę niebezpiecznie. W takim razie ja nie wiem. Ja się zastanowię jeszcze, czy przyjdę do następnej audycji, bo jak Wiktor już ma takie pomysły, to... No dobrze. W każdym razie zapraszamy na „Bibliotekarium” za dwa tygodnie. Tak jak powiedziałem, będziemy gościć przynajmniej kilku znanych pisarzy.
[02:28:01] - Tak. A ja, jak sobie pomyślałem o Stephenie Kingu, to pomyślałem, że ja będę oryginalny. Ja nie będę strzelał, ja będę zarzynał. Co, jak myślisz?
[02:28:13] - To będzie bardzo widowiskowe.
[02:28:15] - Nie?
[02:28:15] - To musimy jakoś transmisję wideo załatwić w każdym razie, bo ta krew jak będzie chlostać i te rzeczy. No nie, chyba jest późna pora.
[02:28:23] - Transmisja wideo w radio.
[02:28:26] - Tak, to teraz modne. Kilka rozgłośni w ten sposób promuje się, że poza tym, że gadają, to jeszcze pokazują jak gadają.
[02:28:37] - Ja bym jeszcze rozkręcił wtedy biznes. Takie foliowe woreczki małe i rozsyłać tą krew, która tam jest.
[02:28:45] - Dobry wieczór. Chyba dodzwonił się do nas, z tego, co wiem, pan Marek Myszograj.
[02:28:50] - O, dzień dobry.
[02:28:53] - Jesteśmy już na antenie, panie Marku. Proszę bardzo.
[02:28:56] - Teraz były właśnie problemy techniczne. Nie mogłem się dodzwonić do państwa. Tylko pozwoliłem sobie z życzności zagościć u państwa w audycji. Z życzności, ale przyznam się również, że z przyjemnością. Miło panów usłyszeć. Chciałem jeszcze raz pogratulować audycji.
[02:29:15] - To jest bardzo miłe.
[02:29:18] - To jest bardzo duża dawka kalorii dla duszy i dla intelektu, jaką państwo serwujecie. Co razem stoła się raz w tygodniu i stale tak krótko, bo trzy godziny to jest za krótko. Odnośnie dzisiejszej książki chciałem parę słów powiedzieć. Przyznam się szczerze z wysoki uniesieniem, że nie znam autora, ale teraz po dzisiejszej audycji książkę na pewno przeczytam. Powiem, że ta książka mi się kojarzy z inną książką, mianowicie „Przewidzenia” Nagatana. Może kiedyś panowie się namówią na omówienie właśnie tej książki. No cóż jeszcze? Dużo zdrowia panu Wiktorowi. Proszę się nie załamywać, proszę żyć jak najdłużej. Ma pan dla kogo żyć.
Dla nas, dla słuchaczy. Co jeszcze mógłbym dodać? Chciałem jeszcze raz... Może kiedyś państwo się zgodzicie omówić książkę „Cała jaskrawość”. Uważam, że ta książka ma dużą siłę słowa. Opisuje takie momenty... Trzeba by ją przeczytać i omówić. Moim zdaniem warta jest. Cały czas do niej powracam. Jestem nią zachwycony osobiście.
Z tego, co pan kiedyś Wiktor powiedział, autor „Całej jaskrawości” mógł się z panem Turem osobiście spotkać przypadkiem. Może to byłaby ciekawa lektura.
[02:31:04] - Panie Marku, ja bym przy okazji naszego kontaktu radiowego chciał- panie Marku, chciałbym przy okazji naszego kontaktu załatwić pewną prywatę. Pan do ABW przesłał opowiadanie „Idzie rak, niebo rak”. Jakbyśmy mogli prosić o przesłanie zgody na to opowiadanie, to będziemy bardzo wdzięczni.
[02:31:25] - Ja teraz wracam z pracy i może mam słaby zasięg. Może ja, jeżeli się uda, zadzwonię jeszcze za pięć minut maksymalnie. Jeżeli się uda poprowadzić audycję do tego czasu.
[02:31:38] - Okej. Ja powtórzę, że jeśli moglibyśmy prywatę załatwić, to prosimy o wysłanie zgody do ABW na „Idzie rak, niebo rak”. Opowiadanie, które pan do nas przesłał.
[02:31:57] - Zgodę już teraz muszę podpisać, tak?
[02:32:00] - Aha, ona jest ze zgodą. Dobrze, przepraszam. Wydawało mi się, że nie ma. Proszę sprawdzić, czy była ta zgoda wysłana. Jeśli tak, to wszystko jest, jak to się mówi, na dobrej drodze.
[02:32:13] - Nie, jest dostarczona. Z tego, co pamiętam, ja przysłałem.
[02:32:17] - Dobrze. Dziękujemy. I jeszcze raz polecamy książkę, którą dzisiaj omawialiśmy. To naprawdę będzie duża przygoda dla pana.
[02:32:25] - Na pewno sięgnę po nią.
[02:32:29] - A za polecaną książkę „Cała jaskrawość” dziękujemy. Na pewno rozważymy tę propozycję.
[02:32:38] - Przyznam się, że państwa duet, duet dwóch panów to wspaniały duet. Każda rozmowa, jaką panowie przeprowadzacie między sobą, czy to będzie rozmowa nawet, która idzie w kierunku małej kłótni, to jest sama przyjemność dla ucha. Każdy temat, jaki panowie poruszacie, począwszy od omawianej książki „Kubuś Puchatek”, poprzez ostatnią książkę „Zapiski oficera Armii Czerwonej”, każda audycja „Bibliotekarium” należy się gratulacje, tak krótko powiem. Jeszcze raz dziękuję.
[02:33:18] - My też dziękujemy. Nic tak nie rozpuszcza autorów audycji, jak pochwały, bo się człowiek wtedy czuje taki pewny, że coś dobrze robi. My życzymy naszym wszystkim słuchaczom, żebyśmy byli coraz lepsi, to zawsze wszyscy będą zadowoleni.
[02:33:37] - A z mojej strony chciałem podziękować. Dla mnie to była przyjemność z panem kilka słów wymienić. Dziękuję.
[02:33:45] - Super. Dziękujemy.
[02:33:48] - Dobranoc.
[02:33:49] - Dobranoc. No cóż, Wiktorze, przed telefonem myśmy zaczęli już dziwne rzeczy mówić. To chyba czas najwyższy kończyć powoli audycję.
[02:33:59] - Czas kończyć, ale ja się przyznam, że na mnie pochwały zawsze miały odwrotne działanie, niż to by się wydawało.
[02:34:08] - Ja tobą o tym mówiłem.
[02:34:09] - Każda pochwała wprawiała mnie w zakłopotanie, bo ja w tym momencie wiedziałem, że ja muszę strasznie pracować nad tym, żeby jeszcze coś lepszego zrobić.
[02:34:22] - Ty to jakiś taki szlachetny jesteś z urodzenia. Mnie pochwały doprowadzały, że tak sobie zrymuję nieświadomie, raczej do lenistwa, bo już dochodziłem do wniosku, że jestem tak doskonały.
[02:34:34] - Nie.
[02:34:35] - Nie. Dla mnie nadmiar pochwał to destrukcja kompletna. Ale niemniej dziękuję, bo to zawsze miłe dla ucha, miło słyszeć, że coś, co robimy jest doceniane. Ja teraz jeszcze z obowiązku wrócę do następnego „Bibliotekarium”. Powtórzę, że szykuje się całkiem fajny odcinek. Nie będzie książki przewodniej. Będziemy rozmawiać o polskiej fantastyce z różnymi autorami, a mamy nadzieję zaskoczyć kilkoma nazwiskami. Ale ponieważ jeszcze nie jest wszystko obgadane, ugadane i przyklepane, w związku z czym żadne nazwiska nie padną. Ale myślę, że nie będziecie państwo żałować, że za dwa tygodnie audycję „Bibliotekarium” włączycie. To jest to, co za dwa tygodnie.
Za tydzień kolejny odcinek „ABW”. Ja tylko powiem albo jeszcze nie. Za tydzień powiem, bo nie należy zdradzać tajemnic zbyt szybko, więc powiem to dopiero za tydzień. W każdym razie kolejne opowiadania. Myślę, że nieźle się państwo ubawicie w następnym odcinku „ABW”. I już tak zupełnie na koniec przypomnę o naszym głosowaniu na facebookowej stronie „Bibliotekarium”. Poszukajcie państwo strony „Bibliotekarium” na Facebooku. Tam jest głosowanie dotyczące tematu konkursu literackiego, który ogłosimy, którego plonem będzie zbiór opowiadań wydany w serii „Rubieże rzeczywistości”. Najpierw wybierzemy temat, później przystąpicie państwo do pracy, a my tę pracę ocenimy. Zostanie powołane jury, zostaną te prace ocenione, a później będziemy wydawać.
I zupełnie na koniec Wiktor patrzy, chyba już dzisiaj tego morderstwa dokona. Ale jednak powiem, żebyście się państwo zainteresowali książką, którą wydaliśmy dosłownie na dniach. Ona się ukazała kilka dni temu. Przemysław Cichoń „Pewnego razu w Świnioryjach”.
[02:36:49] - Wspaniała książeczka.
[02:36:51] - Świetne opowiadania. Tym bardziej mamy sentyment do tej książki, ponieważ ona się zaczęła rodzić niejako równolegle z naszą audycją „ABW” i przez pewien czas tak sobie podążaliśmy ku przyszłości. Ale naprawdę książka świetna. Zapraszamy do księgarni „Bibliotekarium”. Wystarczy wejść na stronę bibliotekarium.pl, kliknąć sobie tam na stronę ze sklepem, z księgarnią. Tam państwo tę książkę znajdziecie w serii „Rubieże rzeczywistości”. Naprawdę warto.
[02:37:34] - Tym bardziej warto, wierzcie staremu facetowi, który ma wyczucie w uchu. Cichoń będzie głośny.
[02:37:43] - Tak. Ja myślę, że w ogóle mamy szczęście do naszych autorów. Ja wiem, że każda pliszka swój ogonek chwali, ale myślę, że wszystkie te trzy książki, które się pokazały w serii, one dobrze rokują autorom. Tak jak Wiktor powiedział, Przemysław Cichoń To jest człowiek, o którym jeszcze usłyszymy, jeśli tylko zechce mu się pisać dalej. A myślę, że się zechce. Co więcej, jeśli państwo są zainteresowani spotkaniem z naszymi autorami, to warto powiedzieć, że na tym samym festiwalu, z którego za dwa tygodnie będziemy transmitować w „Bibliotekarium”, dwa dni później, po „Bibliotekarium”, czyli w niedzielę, będzie spotkanie ze wszystkimi naszymi autorami. Na tym spotkaniu każdy z nich swoją książkę zaprezentuje, omówi, przedstawi się. Nie wiem, czy będzie śpiewał, tańczył, stepował. To będą autorzy sami zdecydowali. Natomiast myślę, że będzie ciekawie, jak się takie trzy osobowości spotkają na jednej sali.
A jeszcze dorzucimy do tego Wiktora i moją skromną osobę. Właściwie nieskromną osobę, bo ja już powiedziałem, że się rozbestwiłem przy tych wszystkich pochwałach. Jak zrobimy taki miks, to może być ciekawie. Myślę, że transmisja z tego wydarzenia gdzieś na naszym kanale YouTube „Bibliotekarium” się pojawi. Także może warto tam kuknąć, ale to już po samej imprezie. Tym nieco przydługim monologiem dziękujemy wszystkim naszym słuchaczom. Tradycyjnie życzymy samych dobrych lektur. Zapraszamy za tydzień na ABW i kolejną porcję ciekawych opowiadań i za dwa tygodnie. Takiego „Bibliotekarium” jak będzie za dwa tygodnie, to jeszcze nie było. Cóż, tym optymistycznym akcentem mówimy państwu dobranoc.
Dobrej nocy.
[02:39:44] - Dobranoc.
[02:39:46] - Dobranoc powiedzieli państwu jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie, tym razem w podcastowym wydaniu „Bibliotekarium”, czyli ABW już za tydzień. Na zakończenie dzisiejszego odcinka utwór, który z pozoru wyda się państwu nieznany, a tak naprawdę jest znany. Będzie to cover pewnego utworu popełnionego przez zespół Enigma z pewnymi wstawkami charakterystycznymi dla kultury dalekowschodniej, czyli chińskiej. Będzie to Auan Da La Dolma w utworze „Return to Innocence” z różnymi swoimi chińskimi wstawkami. Całkiem ciekawe brzmienie, całkiem ciekawa wersja. Polecam posłuchać na koniec dzisiejszego „Bibliotekarium” Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.