[00:00] - Czas snu Paranormalium. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w kolejnej audycji „Czasu Snu”. Wiem i zdaję sobie z tego sprawę, że troszkę minęło czasu, zanim nadawałem. Ale wiecie, czasami potrzeba w życiu troszkę przemyśleń i różnych innych podjęcia decyzji. Czy wszystko w porządku z dźwiękiem? Bo nie wiem, czy nie jest za głośno. Dobra, w takim razie mamy dzisiaj 2 października 2017 roku. U mnie jest godzina 22:25. U was jest 23:25 czasu polskiego oczywiście. Dzisiaj temat, który wybrałem, to jest temat odnośnie wizji podróży mistycznych nieśmiertelnego ducha między duchem a materią.
Będzie to relacja ze wspólnej podróży z kapitanem Tomkiem oraz myślę, że tutaj kolega Przemek się nie obrazi, jeżeli powiem jego imię Przemek, bo co tutaj jest do ukrywania? Była to nasza wspólna podróż w trakcie wielogodzinnego śnienia, która odbyła się tydzień temu właściwie. Dokładnie mniej więcej w tym samym czasie co teraz próbowaliśmy, przy zastosowaniu urządzeń typu Magravy oraz Putnika i wielu innych urządzeń technologii Keshe. Tej znienawidzonej przez wielu. Ale kto ma z tym problem, to ma z tym problem. My tutaj z chłopakami raczej nie mamy z tym problemu. Była to piękna, wspaniała wyprawa, jedna chyba z najlepszych, jaką w ogóle kiedykolwiek odbyłem. Generalnie było bardzo dużo wizji i tak dalej, ale jeszcze zanim to powiem, to tutaj kilka garści. Tak jak już wcześniej wspomniałem, jeszcze zanim wszedłem na antenę, audycja 3600 sekund jest to audycja podcastowa, natomiast będę się starał ją robić również na live. Co live to live.
Zawsze mniej roboty, prawda? Natomiast jeżeli mi się tylko będzie udawało, to będę wchodził live. Natomiast tak czy inaczej mam tutaj przygotowanych w zanadrzu audycje już obrobione, około 10 odcinków. Nawet nie pamiętam ile. W każdym razie w razie czego gdybym nie mógł, to zawsze co tydzień ta audycja będzie leciała z puszki, ale jeżeli będę miał możliwość, to będę ją również nadawał na live. Także myślę, że przez ten okres zimowo-jesienny jakoś będzie to w miarę systematycznie szło. Oczywiście po tej audycji będzie zawsze „Czas Snu”. I później, jeżeli tylko będę miał siły i będą chęci, to również będzie audycja chilloutowa. Oczywiście totalnie na luzie. Tę audycję „Czas Snu” będę, który chciał prowadzić na zasadzie, żeby po prostu mówić i tak dalej.
Być może będę włączał Skype'a, być może nie. Dziś wydaje mi się, że raczej chyba nie włączę, najwyżej na koniec, jeżeli ktoś będzie chciał jeszcze się wymienić paroma zdaniami, paroma przemyśleniami i tak dalej odnośnie tego wszystkiego, tych wszystkich wizji, podróży. A być może ma też swoje, to bardzo chętnie. Natomiast w chilloucie będę chciał prowadzić to, co już myśmy kiedyś prowadzili w tych wieczorowych porach w naczyńnym moim radiu, radiu na fali, które właśnie promowało promocję śnienia. I to nieważne, jak byśmy to nazywali, czy OBE, czy LD, czy jeszcze jakoś inaczej. Ja z latami, z czasem nabieram coraz większego, może nie dystansu, bo to złe słowo, ale generalnie mówię po prostu wizje. Tak jak to tutaj mój kolega redakcyjny Tomasz też to zawsze podkreślał, tak również ja to będę starał się przedstawiać, że jest to wszystko w formie wizji. Są różne nazwy i tak dalej, ale ważne to, co się w życiu doświadcza i co się przeżywa i co to wszystko w nasze życie tak naprawdę wnosi. Bo nie ma co ukrywać, sny są naszą taką odpowiedzią na to, co mamy w głowie i to, co w nas siedzi. Bardzo świetnie to pokazały mi ostatnio moje wspólne podróże, wizje, gdzie choćby nawet tak jak w audycji „Czas Snu 01”, którą najbardziej lubię z tych wszystkich moich audycji, bardzo często ją lubię nawet sobie odsłuchiwać z racji tego, że tam po prostu były pokazane emocje.
Na live, na żywo pierwsze nagranie. Tak samo jak tutaj teraz robię to nagranie i tak to mniej więcej u mnie tutaj wygląda. No dobra, no to co? Audycja odbyła się tydzień temu. A może jeszcze cały czas zacytuję tutaj cytat Carlosa Castanedy, który jest jednym z wielu cytatów, które lubię. On tu też właśnie w bardzo fajny sposób to wszystko tutaj tłumaczy: „Każda rzecz to jedna z milionów ścieżek. Dlatego też trzeba zawsze pamiętać, że ścieżka jest tylko ścieżką. Jeśli czujesz, że nie powinieneś nią podążać, nie wolno ci na niej pozostać pod żadnym pozorem. Czy ta ścieżka obdarzona jest sercem? Jeśli tak, jest dobra.
Jeśli nie, nie zda się na nic. Obie prowadzą donikąd, ale jedna obdarzona jest sercem, a druga nie. Jedna pozwala odbyć radosną podróż. Póki nią podążacie, stanowicie jedność. Druga zaś sprawia, że przeklniesz swe życie. Jedna da ci siły, druga cię osłabi”. I to jest to, co właśnie powiedziałem wcześniej na samym początku startu audycji, że po prostu każdy ma swoją drogę dążenia do zrozumienia tego świata, do pojęcia całej tej świadomości, czym tak naprawdę jest ta świadomość. Z tych wizji, które wam dzisiaj przedstawię, będzie wam się jakiś taki klarował Mniej więcej mój punkt widzenia, w jaki sposób ja pojmuję, rozumuję świadomość. Oczywiście wnioski będą na samym końcu audycji, natomiast początkowo będę chciał wam przedstawić moje wizje, jak to wszystko odbywało się. Wypisałem sobie na karteczkach w sposób chronologiczny, czyli wizja po wizji, jak to wyglądało.
Niektóre są dłuższe, nad niektórymi się bardziej zastanawiałem, nad niektórymi mniej. Niemniej jednak tych wizji jest około trzydziestu. Tyle można zapamiętać ze wspólnego śnienia, które trwało bardzo długo, więcej jak osiem godzin, bo to były przerwy. To znaczy, że budziliśmy się, przez chwilę siadaliśmy, analizowaliśmy, wymienialiśmy się opiniami, poglądami. I później oczywiście jakiś papieros przy ubikacji i z powrotem kładziemy się spać. Tu oczywiście, jak już wspomniałem wcześniej, wykorzystana była technologia Keshe, więc jeżeli komuś ta technologia nie odpowiada, to nie ma co tutaj w tym radiu szukać. Ja tutaj nikogo do niczego nie będę namawiał. Stanę murem za kapitanem Tomaszem z RNF-u, ponieważ ja skorzystałem z tej technologii, korzystam już od ponad roku i znam skutki działania tej technologii. Jeżeli komuś to nie odpowiada, trudno. Tak jak czytałem tutaj cytat Carlosa Castanedy: „Są dwie drogi, na które możemy wejść i nie ma powrotu”.
No dobra, to w takim razie jedziemy. Nie ma co tutaj za bardzo przedłużać. Wiele razy w moich audycjach podkreślałem słowo kreacja. Wiele razy też próbowałem w jakiś sposób to uformować i powiedzieć, czym według mnie jest kreacja, w jaki sposób się tworzy rzeczywistość. Oczywiście są książki, poematy i tak dalej, ale ja tutaj w moich audycjach będę starał się raczej opierać na doświadczeniu tego, co ja przeżywam w swoim własnym życiu. Zanim jednak przejdę do opowieści o tych moich wspólnych wizjach, posłużę się schematem, który właściwie był w trakcie mojego pobytu w Londynie. Zatem jeszcze zanim zaczęliśmy śnić i tak dalej, opowiedziałem pewną przypadłość, która mi się zdarzyła. Ile to było? Dwa miesiące temu. Zanim jeszcze pojechałem na urlop.
Jak to przed urlopem, różne rzeczy się w głowie kotłują, różne sny i tak dalej. Pewnego razu miałem taki dziwny sen. Tak sobie pomyślałem: „Ciekawe, co by się stało, gdyby mój stary bolczyk, mówię tutaj oczywiście o aucie, gdyby miał wypadek”. Było tak dziwnym trafem, że przyśnił mi się ten wypadek, gdzie widziałem wszystko, co mi się w tym wypadku zdarzyło. A dlaczego o tym mówię? Dlatego o tym mówię, ponieważ będzie to miało jakiś później wpływ na wizje, które miałem i o których później w tym wypadku również powiem od strony wizyjnej. Mianowicie, jeszcze zanim pojechałem na urlop, przyśnił mi się ten wypadek. Trwał ten wypadek mniej więcej około dwóch tygodni przed urlopem moim oraz przed wspólną podróżą, gdzie podróżowałem z rodziną. Było nas w sumie wtedy cztery dorosłe osoby oraz dziecko. Miałem wypadek.
Oczywiście wyszedłem z tego wypadku cało, ale ten cały wypadek bardzo mocno odcisnął się na mojej może nie psychice, ale po prostu kolejny raz mi pokazał kreację i to, że myśl kształtuje rzeczywistość. Ale to tylko tak teraz tutaj napomniałem, aby po prostu powiedzieć wam o takiej sytuacji, natomiast później w wizji już to bardziej wam powiem. W każdym razie, jeżeli mówię już o tym wypadku, to był taki moment w tym wypadku, gdzie w pewnym momencie tak jakbym czuł obecność. To było dosłownie tak, jak jest przed samym zdarzeniem, kiedy to czas nam się zatrzymuje, są tysiące myśli i tak dalej. I czułem w pewnym momencie, że coś mi od spodu kierownicę odbiło w taki sposób, że w momencie, kiedy już żeśmy się zatrzymali, oczywiście było przewrócenie auta i tak dalej. Otarliśmy ledwo tylko drzewo, nikomu nic się nie stało i wszyscy wyszli z tego cało. Auta dzisiaj już niestety nie ma. Jak to opowiadali ludzie, świadkowie, wszyscy myśleli, że nikt niestety nie da rady. Przepraszam. Natomiast wyszło tak, że były tylko lekkie zadrapania i właściwie to wszystko.
W tym miejscu, gdzie był wypadek, tam był oczywiście krzyż wcześniej, jak się później okazało, dzień po tym, jak pojechałem, aby porobić zdjęcia i inne rzeczy, aby popatrzeć na to wszystko z innej strony. Ale jeszcze zanim uderzyłem w to drzewo, to jedyną rzecz, nie miałem czegoś takiego, jak większość ludzi opisuje, że im całe życie przebiega i tak dalej. Nie, u mnie tego nie było. Spokój, żadnego zdenerwowania wtedy, kiedy leciałem. Ja już wiedziałem, że walnę. Kwestia tylko czekania. I był taki moment, jeszcze zanim poduszki wystrzeliły, gdzie przymknąłem oczy i ułamek sekundy wyleciałem poza ciało. I dosłownie widziałem tę całą scenerię z lotu ptaka. Tak bym to powiedział. Czyli z innej pozycji obserwatora.
Oczywiście to utwierdziło się również z tym, co miałem zanim jeszcze uderzyłem w drzewo. I to, co miałem w swoich sennych wizjach dwa tygodnie przed tym wypadkiem. Jeszcze jedną sprawą, którą chcę tutaj powiedzieć, to było to, że w momencie zanim jeszcze uderzyłem, jedyną myślą, która była we mnie, to tak sobie w duchu powiedziałem: „Okej, w porządku, wiem, że zaraz walnę, ale jedyna rzecz, o co proszę...” Oczywiście pomyślałem sobie o komunikacji ze swoją duszą, bo na tym się opieram. Jedyne moje życzenie było takie. Powiedziałem tak: „Okej, ja się śmierci nie boję. Co ma być, to będzie. Ale zwracam się tylko do mojej duszyczki, aby zrobiła, zadziałała coś w taki sposób, aby tym wszystkim istotom, które jadą ze mną w aucie nic złego się nie stało”. I to wszystko. I otworzyłem oczy wtedy, kiedy już poduszki wybuchnęły i zaczęła się cała akcja. Wszystko jest w porządku, bo coś mi tutaj świruje gadu-gadu.
I to był taki wstęp do tych całych wizji. No ale teraz dobra, w każdym razie lećmy już teraz z tym, co sobie tutaj wszystko ładnie wypisałem. Oczywiście po tym całym wypadku pozbieraliśmy się, wszystko i tak dalej. Wiele spraw do załatwienia później, jeszcze się wszystko właściwie nie skończyło, ale w tym momencie zdałem sobie tak naprawdę kolosalną sprawę. Bo wiedziałem, bo miałem już takich sytuacji w życiu wiele, ale to na 1000% mnie utwierdziło w tym, że kreacja tworzy rzeczywistość. Także uważajcie, jeżeli cokolwiek myślicie sobie o kimś, złe myśli macie i tak dalej, to żeby to czasami do was nie wróciło trochę w innej formie. No dobra, to w takim razie pojechałem do tego Londynu. Spotkałem się oczywiście z moim kolegą redakcyjnym z Marcowego Radia NF, kapitanem Tomaszem oraz z kolegą Przemkiem. Zaplanowana była już od dłuższego czasu ta podróż. Natomiast wcześniejsza podróż, którą opisywałem w audycji „Czas snu 01”, była to podróż na niepełnym systemie, natomiast teraz była podróż już w całkowitym systemie na czterech kolumnach, w otoczeniu wielu urządzeń, a szczególnie Sputnik Hoy.
To on podawał tutaj radę. O Sputniku wam trochę później powiem. Natomiast jeżeli chodzi o początki, czyli oczywiście przywitaliśmy się i tak dalej. Wymiana zdań, różnych takich rzeczy. No i przyszedł oczywiście wieczór, kiedy trzeba się położyć, dostroić się do wspólnej wizji. No i co? Kładziemy się na podłodze. Znaczy ja na łóżku, koledzy na podłodze. Po tych oczywiście wizjach wspólne wymiany zdań, refleksje, porównywanie tego, kto co widział. Jak się okazuje, w większości mieliśmy podobne wizje.
Bo jak to wizje, to wizje. Każdy ma swoje wizje, ale są też i wspólne wizje, więc każdy miał swoją przygodę. Natomiast wiele opowieści, które mieliśmy, mieliśmy dosłownie takie same. Jedną z pierwszych wizji, którą odbyłem, to zaraz po tym, jak się dostroiłem. Oczywiście obudziłem się już w tej drugiej, innej, alternatywnej rzeczywistości. Jak to kolega mój powiedział: „No wiesz, są już niektórzy. My jesteśmy już z tymi ludźmi, którzy się poruszają po tych różnych płaszczyznach”. I jak Carlos Castaneda powiedział: „Droga bez powrotu”. Czyli jeżeli już raz czegoś doświadczysz, to zawsze będziesz tego doświadczał. Po prostu trzeba znaleźć ten swój klucz do swojego zamka i go dobrze przekręcić.
Pierwszą wizję, którą miałem, była to wizja, gdzie znalazłem się w dżungli. Mieliśmy tę wizję wszyscy razem, wspólnie. Była to wizja niesamowicie realistyczna. Oczywiście przez cały okres wizji nie miałem ani jednego razu jakiegokolwiek strachu. Ani jednego razu. Zawsze wiedziałem, kim jestem. Zawsze czułem kontakt ze swoją świadomością, ze swoją duszą, ze swoim pojazdem cielesnym. Byłem równocześnie w wielu płaszczyznach, na wielu aspektach. Mogłem obserwować rzeczywistość. Inaczej.
Mogłem obserwować wiele rzeczywistości naraz, ale jednocześnie te rzeczywistości mogłem obserwować pod różnymi kątami. Na przykład miałem jakąś scenę. Mogłem obserwować tę scenę na przykład w kolorze czarno-białym, ale mogłem obserwować tę scenę również w sposób na przykład energetyczny. Czyli widziałem energetykę tej całej płaszczyzny, którą obserwowałem. Staram się używać jak najprostszych słów, dlatego przepraszam bardzo, jeżeli czasami nie będziecie rozumieć. Czasami może lepiej sobie odsłuchać drugi raz audycję i będzie wam łatwiej, bo niektórych pojęć nie jestem w stanie normalnie wytłumaczyć. Pierwsza wizja była to wizja, gdzie znalazłem się w dżungli. Pełno śpiewu ptaków. Wszyscy się znaleźliśmy. Oczywiście rozmawialiśmy wszyscy telepatycznie.
Po prostu niesamowite uczucie w tej wizji. Zawsze ciężko na początku jest. Może nie ciężko. Po prostu czasami to tak zaskakujące, kiedy się wchodzi w inną płaszczyznę, inną rzeczywistość, że właściwie ciężko jest nawet załapać: „O, to ja już jestem?” Na tej zasadzie. Tak jest. Nie zawsze jest tak, jakbyśmy sobie życzyli tego i jak nam opisują różni ludzie. Książka. Dla mnie książki w większej mierze są troszkę przebarwione, że tak powiem. Ale dobra, okej, każdy ma swój świat, każdy może sobie pisać co chce i mówić tak samo ja. Ta wizja była dość krótka, ponieważ dostroiłem się już do innej rzeczywistości.
Kolejną taką inną rzeczywistością oczywiście było Miasto Złote oraz wiszący most, w którym to mieście było pełno złotego świata. Miasta Złote bardzo często mi się śnią również z chłopakami. Tylko słyszałam cały czas: „Wow, wow, co za dostrojenie”. Pomiędzy wizjami oczywiście robiliśmy sobie krótkie przerwy, wybudzaliśmy się, powracaliśmy do tej rzeczywistości, siadaliśmy przy urządzeniach. Chłopaki bardziej od strony technicznej przyglądali się urządzeniom, które dostrajały się do mojego umysłu. Zresztą ja też to bardzo mocno, silnie czułem. Ja wyczuwałem na każdym etapie wchodzenia w inne rzeczywistości, inne fale częstotliwości dostrajania się. I to było naprawdę fajne, super doświadczenie. W tym Złotym Mieście oczywiście sobie chodziłem, obserwowałem, widziałem narodziny innych istot. Byłem właściwie niewidzialny.
Zawsze mam to w swoich podróżach, że ja zdaję sobie sprawę, kim jestem. Nigdy nie tracę kontaktu ze swoją świadomością, ze swoją duszyczką. Zawsze jest ona moim towarzyszem, bo bez niej nie dałoby się chyba raczej podróżować. Chyba że w jakiejś innej formie. Natomiast mi jest znana ta forma i w tej formie podróżuję, to też zawsze zwracam się do mojej duszy, aby mnie prowadziła. Oczywiście podróżując po tych krainach, piękna, potężna kraina złota. Właściwie istoty one wiedziały, że jestem w ich krainie jakby tam tylko gościem, więc nie mogłem ingerować, natomiast mogłem doświadczać twórczości tworzenia kreacji i też to robiłem. Jedną z podstawowych rzeczy, którą wymienialiśmy się z chłopakami tutaj na samym początku, oczywiście też trochę próbowali mnie poprowadzić. Też czułem w pewnym sensie takie wsparcie od nich. To było powtarzanie ciągle, żeby, to nie tylko oni, bo w ogóle i rozmowa z moim głosem duszy.
Głos mojej duszy nieraz podkreślał, abym dawał miłość i dzielił się miłością. I powiem wam tak, że dzielenie się tą miłością w poza to jest chyba najpotężniejsze narzędzie, jakie znamy. To, co się dzieje, jak komuś coś dacie. Przytoczę wam tutaj później jedną wizję, gdzie byłem w miejscu, o którym na przykład mówił Bruce Moen, bo ja jestem bardziej za Bruce'em Moenem. Monroe też oczywiście lubię, znam go i tak dalej. Jednak postacią, którą większe na mnie wrażenie tak czy inaczej wywiera, to jest właśnie Bruce Moen, gdzie opowiadał tam właśnie o tym, jak odprowadzał dusze. Powiem wam też, tutaj będzie taka jedna sytuacja z Virem. Też Bruce Moen miał takie wizje, kiedy to spadł do pomieszczenia poniżej, gdy leżał na kanapie, jak dobrze sobie przypominam. Tu podobne sytuacje były. Także miłość jest to naprawdę, a szczególnie serce, dzielenie się wiedzą, informacją z innymi istotami, które są na innych płaszczyznach i nie zawsze widzą tą ścieżkę, to światełko, nie zawsze wiedzą gdzie muszą iść, są jakby w takim letargu.
I tak samo tutaj. Gdy byłem w tych krainach złota, w krainie ze światła, po prostu dostrajanie było tak niesamowite, że chłopaki tylko mówią: „Wow, wow, co za jakość, jaka krystalizacja. Normalnie 16K czy jeszcze lepiej”. Taki był poziom tutaj dostrojenia. Chodziłem po tych krainach, obserwowałem, był tam jak zwykle duży most. Niektórzy mówią o tym moście, o krainie Szambali. Być może to była kraina Szambala. Nie wiem. Nie pytałem się w tej wizji. Nie dostałem potwierdzenia.
Natomiast w tym mieście byłem już nie raz, nie dwa. Więc znałem to miejsce, wiedziałem gdzie pójdę, w którą stronę, to będzie to, to będzie tamto. Na koniec tych wspólnych wizji również znalazłem się w tym mieście. To była jedna z ostatnich wizji, gdzie doszedłem do przejścia między skałami, z którego emanowało światło. Wiedziałem tylko jedną rzecz, że gdy tam pójdę, to wejdę do źródła. A tym źródłem jestem ja. Jeszcze zapomniałem wam powiedzieć jaka intencja była moja tej wspólnej podróży. Wiele się zastanawiałem jeszcze zanim rozpocząłem, tydzień, dwa przed tą wspólną podróżą, jakie zadawać pytania, co właściwie bym chciał zobaczyć? Przypuszczam, że 80-90% ludzi by chciało zobaczyć przyszłość, ewentualnie cofnąć się w czasie i zobaczyć swoje przeszłe życia czy coś tego typu. Ja powiedzmy, że tydzień przed wspólnym śnieniem z chłopakami uznałem, że nie zrobię tego błędnie.
To nie jest błąd, ale generalnie chodziło mi o to, że nie będę robił w ten sposób. I moją główną intencją w tym wspólnym śnie było jedno: chcę wejść, zaglądnąć w siebie i wejść do mojego źródła. Wejść do siebie. Chcę poznać siebie. I taka była moja cała droga. To była jedyna intencja, a resztę zostawiłem mojej duszyczce, aby mnie ona prowadziła i aby pokazywała to, co na obecną chwilę mogę zobaczyć i jest mi to dozwolone i pozwolone. W trakcie tych wszystkich moich podróży miałem oprócz wsparcia moich kolegów również wsparcie duchowe z innych istot, z innych wymiarów, o których też troszkę powiem później. I takie właśnie to było moje założenie. A więc niech się dzieje, co ma się dziać, ale wiem jedno, że i tak mi się nic nie stanie, bo to jest moja podróż i jest to podróż do mojego wnętrza. No i właśnie w jednej z końcowych wizji była również podróż do tego miasta złota.
Nie wiem, czy to była Szambala. Być może. Miałem później już po wizjach takie przemyślenia. Taka była podróż i stanąłem przed takim, nazwijmy to wyjściem. Wiedziałem jedno i był taki moment wahania i w tym momencie ta cała płaszczyzna z drugiej strony zamarła i czekała na moją decyzję. Bo wiele jest tak czasami w wizjach, że kiedy musicie jakąś decyzję podjąć, jest coś takiego jak zatrzymanie czasu. Właściwie czasu nie ma, ale jest coś takiego jak zamrożenie, jak stopklatka. I oczekiwanie na to, co wy teraz zrobicie i od tego, jaką decyzję wy podejmiecie, w którą stronę pójdziecie, a może się wycofacie, a może się przestraszycie, to taka będzie kolejna sceneria na naszym projektorze śnienia. I tak również było w tym momencie. Nie odważyłem się wejść w to światło, ponieważ dusza mi mała podpowiadała, że jeszcze nie ten moment i nie powiedziała mi tego, ale miałem takie odczucia, że może lepiej jeszcze, żebym tam nie wchodził.
Na tej zasadzie. Więc ja wtedy zrezygnowałem z tego i stwierdziłem, że okej, wycofuję się i przechodzę na kolejną wizję. I później oczywiście były też kuszenia, nie kuszenia, o których też wam opowiem, bo w każdych wspólnych śnieniach mamy to samo i każdy dostaje propozycje. O tych propozycjach również mój redakcyjny kolega Kapitan Tomasz wspominał w swoich audycjach, choćby w „Hiperprzestrzeni” czy „Wieczorowych Porach”. A jeszcze zanim zacznę, to zapraszam was również do ostatnich dwóch „Hiperprzestrzeni”, ponieważ tam Tomasz też wspominał o tych naszych wspólnych wizjach co nieco. On to od strony bardziej technicznej, natomiast ja bardziej od strony wizyjnej doświadczenia, a wnioski, analizy zostawiam wam. Także zapraszam was do „Hiperprzestrzeni” Tomasza i myślę, że będę leciał zaraz z kolejną wizją. Pozdrawiam kapitana Tomasza, bo widzę, że słucha audycji i na pewno będzie miał jakieś swoje przemyślenia. Zapraszam kapitanie później może do rozmowy, jeżeli będziesz miał ochotę. Na razie skype'a wyłączyłem, aby mnie tutaj nie rozpraszał i aby była jakaś spójność tej audycji.
Muzyka mniej więcej leci podobna, którą słuchaliśmy w trakcie naszego wspólnego śnienia. Co prawda to nie jest to samo, bo każdy jednak, chciałbym tutaj również napomnieć, że ma coś takiego jak własną melodię duszy. Tak bym to nazwał. To jest muzyka, która jest dla mnie wyznacznikiem, ponieważ ja czuję i odczuwam to swoją podświadomością, swoim zmysłem, swoją świadomością. Momenty, kiedy się dostrajam, kiedy już jestem w jakiejś płaszczyźnie, wtedy zaczyna się otwieranie oczu i dostrajanie, to jeszcze jest melodia, wibracja melodii duszy, która jest takim jakby wyznacznikiem. Ona nas też w pewnym sensie prowadzi. I daje nam z jednej strony bodźce, z innej strony wrażenia, czy też zrozumienie tego, w jakim miejscu się już znajdujemy. Także muzyka zwalnia, przyspiesza, można ją zatrzymać, całkowicie wyłączyć. Nie ma z tym żadnego problemu. Najbardziej zastanawiającym jest tutaj jeden fakt, a mianowicie taki, że generalnie każda istota, każdy człowiek ma swoją własną muzykę duszy, a wszyscy słyszymy to samo.
Dzisiaj nawet jeszcze zanim zacząłem transmitować audycję, to parę godzin wcześniej z moim znajomym rozmawialiśmy sobie na różne takie aspekty, też trochę o tych właśnie stanach wizyjnych. Siedzieliśmy sobie na klifie i obserwowaliśmy otoczenie i też rozmawialiśmy na ten temat, właśnie o tej melodii. To też jest według mnie osoba, która mniej więcej też już kojarzyć zaczyna, o co w tym wszystkim chodzi, ale jeszcze ma dużo wątpliwości. Jeszcze żyje w tym świecie materialnym, nie ma co ukrywać. Natomiast przebywając z tą osobą w jednym wspólnym domu już rok czasu, widzę, jak kolosalnie ta osoba się zmienia. Także tu na pewno wpływ mają urządzenia typu Magrav, akurat czy tam systemy balansujące, które się u mnie znajdują. Zresztą ja tej osobie powiedziałem, że wyjdzie z tego pokoju w zupełnie innym stanie. Kolejna wizja, kiedy już po tych złotych miastach oraz dżungli byliśmy, rozpoczęło się coś takiego jak: siadłem sobie na łóżku jeszcze zanim się położyłem i zacząłem się dostrajać do Magrava, do tych wszystkich urządzeń. U mnie to jest tak, że często kiedy dostrajałem się, to właśnie siadałem sobie na rogu łóżku też, bo to nie zawsze za każdym razem leżałem. Ja jednak wolę pozycję leżącą medytacyjną, a nie taką w typu w kucki czy nogi na krzyż i na podłodze.
Ja wolę jednak jak sobie leżę i w ten sposób to na mnie działa, ale tutaj, w tej wizji akurat nie. Znaczy tutaj w tym dostrojeniu było akurat tak, że po prostu siadłem sobie na rogu łóżka i zacząłem się dostrajać. Dostrajanie u mnie polegało na tym, że oczywiście próbowałem wyłapać tę falę, bo dla mnie to jest coś takiego jak fala i też w pewnym momencie, kiedy miałem wizję właśnie takiego wiru, o którym mówi choćby nawet Bruce Moen. Pisał w swoich książkach Bruce Moen również taką właśnie jakby wir, tornado widziałem również w podłodze. Kiedy się już dostroiłem, pokój zaczął dziwnie falować. Oczywiście pełen świateł. Pokój zaczął się jakby rozkładać na części. Tak to bym opisał. Czyli po prostu pokój zaczął pękać na kilkadziesiąt, kilkaset różnych kawałków. Od spodu zaczęły się pojawiać iskry.
W pewnym sensie tak, jakby pod podłogą była lawa, czerwona lawa, coś w tym sensie. Zaczęło się to rozjeżdżać i oczywiście ten wir. Nie wskoczyłem do tego wiru, jakoś nie wiem, jakieś dziwne opory miałem przed tym, żeby do niego wskoczyć. Natomiast ta wizja mi uświadomiła jedną rzecz, że oprócz tego, że mamy myśli, możemy się dostrajać. Ja stosuję tu jeszcze technikę gładzenia sobie czoła trzema, czterema palcami prawej dłoni i tak sobie jadę od czubka nosa do przyszyńki, po czubek głowy i to w jakiś sposób mnie stymuluje, że tak powiem, jeszcze bardziej głębsze, mocniejsze dostrojenie się do tamtej rzeczywistości. No więc tak robiłem. I oczywiście pojawił się ten wir. Ja zacząłem obserwować, wszyscy normalnie: „Wow, wow, co za co za disco w pokoju się dzieje”. Wszystko zaczęło wirować. Pokój tak jakby w pewnym momencie zaczął się zmieniać w kapsułę jakąś podróżniczą.
Ponieważ ja zrezygnowałem z tego wiru, powiedziałem, że chcę mieć inną wizję. Po prostu zwolniło to, przyhamowało. Pojawiła mi się tutaj kolejna wizja i przed moimi oczami ukazało się... Coś się ukazało na początku. No więc ja próbowałem się do tego dostroić. No i w momencie, kiedy się dostroiłem, w pewnym momencie się skalowałem. Zaraz, zaraz. Ale ja jestem na czystym polu. Także miałem też wizje takie, gdzie po prostu czasami normalnie się śmieliśmy telepatycznie, kiedy to chłopaki... Parę razy wracałem na to dziwne pole i kiedy się kończyły wizje, czasami, że tak powiem, koledzy współmyślący ze mną również wchodzili w tą samą płaszczyznę i którymś razem ktoś już tam nie wytrzymał i powiedział: „No nie, a ten znowu na tym polu stoi”.
Ale to było takie głupie i dziwne, bo stanąłem na tym polu i tak patrzę. No dobra, okej, dostrajam się. Dostroiłem się już tak, że miałem po prostu 50 k albo nawet i lepiej. No i w pewnym momencie tak sobie pomyślałem: „Kurczę, no wszystko ładnie, pięknie. Ale dlaczego akurat mnie wywaliło na jakieś, kurde, pole? Ani domów, ani jakiejś ulicy. Kompletnie nic. Pole. Kiedy zastanawiałem się nad tym, to w pewnym momencie: „Może byśmy coś innego wykombinowali?” Zaczęło mi się pojawiać takie bajorko, jeziorko, do którego oczywiście podeszłem. Chodzi się w ten sposób, że jakbyś był w gumiakach i po błocie chodził.
Takie w galarecie. Dobre stwierdzenie. W galarecie. Co zresztą mnie nie dziwi, bo już to nieraz przeżywałem i zawsze już wyłapywałem, w jakim momencie dostrojenia jestem. I tak samo było tutaj. Podeszłem do tego w tej pierwszej wizji, kiedy tam się już znalazłem. Popatrzyłem się w to jeziorko, wszedłem do tego jeziorka, zacząłem się przyglądać i oczywiście wyssało mnie tam w kolejną wizję. Patrzę tutaj sobie na notatki, także mogą być krótkie przerwy. Co sobie w tych notateczkach napisałem? Tak jak powiedziałem wcześniej, pokój iskrzył, jakbyśmy lecieli z bardzo dużą prędkością.
Pełno było tych świateł. Za oknem była oczywiście w realu, w tej rzeczywistości noc. Natomiast gdy lecieliśmy, otoczenie za oknem się zmieniało i mieniło się różnymi światłami. Wszyscy byliśmy w tych wizjach poruszeni, kiedy podróżowaliśmy takim kapsułą. Zresztą gdzieś już jakąś taką relację czytałem. Nie wiem, czy to nie Bruce Moen, czy Monroe napisał o takiej podróży, gdzie też podróżował jakimiś dziwnymi kapsułami. U nas tą kapsułą był oczywiście pokój. Oczywiście w tej wizji w pewnym momencie się położyłem na łóżko i kiedy lecieliśmy, poddaliśmy się sytuacji, w jakiej jesteśmy oraz kreacji. To, co ma nam być pokazane, to będzie pokazane. Kiedy ja się położyłem na tym łóżku, zacząłem obserwować tę całą sytuację i w momencie, kiedy się zatrzymaliśmy, zacząłem spoglądać na to łóżko.
Oczywiście za szybą, kiedy pędziliśmy tą kapsułą, widziałem planety, widziałem różne układy, widziałem różne wszechświaty. Natomiast to było tylko wtedy, kiedy brałem skupienie na oknie, skupiałem się na oknie i na przykład mówię: „O, zobaczyłbym coś”. I wtedy tak jakbyśmy zwalniali i lecimy i zwalniamy, i przez pewien moment lecimy z jakąś prędkością, ale ja mogłem sobie spoglądać na przykład na inną rzeczywistość. I oczywiście podlatywały do tego okna statki kosmiczne. Oczywiście inne byty, inne istoty, o których trochę później powiem. Były tam również giganty. Wszyscy nam się przyglądali przez tą szybę. Niesamowite to było naprawdę. Lecieliśmy tym pokojem. Pod tym, kiedy byłem w tym błocie.
Jak powiedziałem, jest to ciężko ująć. Kilka rzeczy dzieje się naraz. Jesteś w kilku miejscach jednocześnie. Dlatego w taki sposób opowiadam wam tę całą relację, ponieważ jedną częścią mojej świadomości mogłem obserwować to, co się dzieje za oknem, a inną częścią świadomości byłem zupełnie w innych miejscach. I tak to właśnie tutaj wyglądało. I jedną z takich kolejnych wizji, w której podróżowaliśmy tą kapsułą, była podróż na planecie gigantów. Byliśmy na tej planecie gigantów, gdzie obserwowałem pewną walkę z jakimiś istotami, oczywiście podobnymi do ludzi. Byli to bardzo duży giganci. Jak to scenariusz wam opisać? Generalnie to była szara planeta.
Widziałem tę planetę w kolorach szarości, nie było kolorów. I oni walczyli z jakimiś statkami kosmicznymi, z inną rasą, odmienną od nich. Ja przyglądałem się tej całej walce. W pewnym sensie, kiedy analizowałem sobie te wszystkie moje podróże, to jest pewna historia tak naprawdę, bo cały przebieg tych wszystkich moich wizji to jest ułożone w takiej chronologicznej kolejności, tak bym to nazwał. I tak to mniej więcej wyglądało w tych moich wizjach. Kiedy miałem momenty, gdzie trudne się dla mnie robiło obserwowanie jednej wizji, to bardzo często wywalało mnie w pewne miejsce. To była piękna plaża, złocista plaża, o brzeg bijące się fale. To była w pewnym sensie taka zatoka. Ja sobie stałem albo siedziałem na piasku. Przede mną była biała łódka pochylona lekko na bok pod kątem.
Patrzyłem na tę łódeczkę. Oczywiście w łódkę później wchodziłem, pływałem sobie po tej zatoce. W niektórych momentach, kiedy czasami się zastanawiałem, dlaczego ciągle pojawiam się właśnie na tej plaży, dlaczego ciągle mnie tam zsyła? Dopiero po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę przepływ informacji był tak ogromny, tyle było tych wszystkich wizji, że po prostu czasami potrzebowałem w pewnym sensie odpoczynku. Tak bym to nazwał. Czyli po prostu musiała się skończyć wizja, musiałem zrobić sobie taki relaks, aby przygotować się do kolejnej wizji. Na tej plaży doświadczałem również elementów kreacji. Kiedy na przykład miałem dość patrzenia na łódkę, to sobie wyobraziłem gołębia i w miejscu, gdzie była łódka, nagle znikała łódka, pojawiał się gołąb, którego obserwowałem. On mnie obserwował. I ja sobie leżałem czy siedziałem na tej plaży i się po prostu przyglądaliśmy sobie.
Niesamowite doświadczenie swoją drogą, bo w sumie nic nie robiłem, a tylko jakbyśmy się obserwowali i wymieniali informacją. Oczywiście w sposób telepatyczny. Także było to fajne doświadczenie. Jeżeli jesteśmy już na tej plaży, to przejdę do kolejnego doświadczenia, kiedy to również siedząc na tej plaży, w pewnym momencie przyszła pora na kolejną wizję, więc postanowiłem, że bardziej skupię swój wzrok na drugą stronę zatoki. Nagle tak jakby płaszczyzna zaczęła się wyprostowywać i zaczynałem widzieć drugą stronę wybrzeża. Na drugiej stronie wybrzeża były duże, wysokie skały. Było tam jakieś wejście do jaskini. I oczywiście w pewnym momencie zaczął robić się ruch. Gdzieś z jakichś drzew zaczęły wychodzić dziwne istoty w dziwnych skafandrach. I oczywiście z góry zaczęły nadlatywać statki kosmiczne.
Tak, statki kosmiczne. Na plaży nagle uformowało się takie lotnisko, miejsce na lądowanie, coś w tym sensie. Chwileczkę, patrzę sobie na notatki, więc mogą być takie czasami przerwy lekkie, ale nie chcę pominąć wszystkiego, co sobie wypisałem wcześniej, bo zawsze kiedy robiłem jakieś takie nagrania, to później się biłem w głowę o kant stołu, że pominąłem to, pominąłem tamto i tak dalej. Generalnie ta wizja, którą miałem wspólnie z Syleniem w Londynie, była również wizją, o której już wcześniej wiele razy mówiłem. Nawet są nagrania na „CzasoSmyczy” na Radiu Na Fali o tej plaży, gdzie wchodziłem do tego statku i tam były jakieś takie dziwne kryształy. W te kryształy były zatopione jakieś takie dziwne twarze i do tego jeszcze te kryształy, nie we wszystkich oczywiście kryształach, ale one też wydzielały różne kolory, kolorystyką się mieniły. No więc obserwowałem tą całą sytuację. Obcy oczywiście mnie nie widzieli, a więc wykorzystałem to i wszedłem później za nimi do tego tunelu w skale, o którym wcześniej powiedziałem. Leciałem po tym tunelu, ale oni w pewnym momencie zniknęli, ci obcy i nagle zmienił mi się tutaj całkowicie klimat. Była też taka oczywiście w późniejszych czasach wizja, kiedy to, tak jak w „Czasu 01” powiedziałem o tym dziwnym statku, do którego podlatywałem.
W tej wizji również podlatywałem do takiego statku matki, gdzie podlatywałem pod pewną szczelinę, wchodziłem w tą szczelinę, ale były też momenty, kiedy zanim jeszcze wleciałem w tą szczelinę, również obserwowałem, przyglądałem się jakimś takim dziwnym artefaktom na tym statku. To znaczy próbowałem odczytać albo przynajmniej zapamiętać symbole, znaki, jakie znajdowały się na tym statku. Mogłem nawet je wręcz do ręki wziąć, chociaż zawsze czułem obecność obserwatora. To znaczy ktoś po prostu mnie zawsze obserwował. I to było takie troszkę dziwne doświadczenie. To sobie tu sprawdzę jeszcze jak to wszystko tutaj wygląda na czacie. Czy wszystko jest tutaj w porządku? Wszystko jest w porządku. Wszystko mi się tutaj nadaje. Tak jak powiedziałem wcześniej, lecąc właśnie tym tunelem zmienił mi się klimat.
I po zmianie tego klimatu znalazłem się w krainie światła. Ale to było takie właśnie dziwne miejsce. Niektórzy mówią na to miejsce park. Niektórzy jeszcze inaczej nazywają. U mnie to była kraina światła, która w pewnym sensie była miejscem pełnym światła bez możliwości obserwowania źródła. Tak sobie w notatkach napisałem. Była to kraina, która miała kolor szary. Było w niej pełno światła. Byty w niej poruszały się tak, jakby roboty, zombiaki. Nie widziały mnie.
Kiedy się patrzyło w ich oczy, to oczy mieli bez życia. Takie ciemne, czarne kulki, kamienie, tak by to można było powiedzieć. Oczywiście w głowie słyszałem już podpowiedzi. Dusza mi podpowiadała, abym wyraził swoją intencję, bo już powinienem wiedzieć, w jakim miejscu jestem. I oczywiście powiedziałem, że tak, ja rozumiem. I w tym momencie, kiedy pojąłem już dokładnie, do jakiego miejsca trafiłem, to głos mojej duszy podpowiedział mi coś mniej więcej w taki sposób: rozświetl to miejsce, daj temu miejsce miłość, bezwarunkową miłość. Była to odpowiedź na moją myśl. Ja wtedy zadałem sobie pytanie: jak bym tym istotom mógł wtedy pomóc? Skupiłem się na czole, a w szczególności na sercu i na dobrym nastrojeniu. Wszystko stało się bardzo wyraźne, realne.
Wypowiedziałem w tamtym momencie takie oto słowa: ja, istota z ducha, energii i bezwarunkowej miłości, pragnę pomóc choć jednej istocie z tej krainy i wymiaru. Jeśli jest jakakolwiek szansa, aby poprzez moją miłość którakolwiek z nich mogła dostrzec światło do źródła, to niech tak się stanie, bo tak chcę i taka jest moja wola. I w tym momencie, kiedy wypowiedziałem coś takiego, świat się zatrzymał. To jest to, co mówiłem wam wcześniej, że jest coś takiego jakby stopklatka. Wszystko zamarło, istoty stanęły w miejscu. Wszystko po prostu było chwilą, jednością, jednym czasem. Niektórym istotom zaczynały świecić oczy. Zaczynałem czuć ekstazę, euforię. Kilka bytów podleciało do mnie, zaczęło mnie widzieć i zaczęło się do mnie przyglądać. Z szarego, ponurego klimatu, gdzie istoty chodziły jak zombie, błysnął potężny blask z góry.
To było takie światło wszechogarniające, ale to już nie było światło szare, tylko to było światło złote. Ono zaczęło rozświetlać całą tą krainę, ale ono biło też od góry i ode mnie. Już wtedy zdałem sobie sprawę, że jest tutaj interakcja mnie oraz źródła. Doznałem kosmicznego orgazmu i mówiąc orgazmu mam na myśli oczywiście ten orgazm, który jest nieporównywalny do tego ziemskiego orgazmu. To jest coś, czego tutaj, na tej płaszczyźnie raczej chyba nigdy nie doświadczymy. Jest to orgazm bardziej taki duchowy. Uśmiechnąłem się bardzo szeroko do siebie i do tych wszystkich bytów. One też zaczęły mi odświeciedlać. Część bytów już później odleciała. Ja zaczynałem zwiedzać tą krainę, chodzić pomiędzy tymi bytami.
Zaczynałem obserwować różne rzeczy. W ogóle kiedy przechodziłem pomiędzy istotami, to część istot po prostu jakby się zatrzymywała. Zaczęła świecić też swoim światłem, które było bardzo słabe, ale jednak. Oczywiście najwięcej tutaj świeciły oczy i okolice serca, ale nie ma co ukrywać, większość istot mnie po prostu nie widziała. Doznawałem ekstazy energii, czyli tą energię, którą przekazywałem od źródła. Byłem tak jakby takim przekaźnikiem. W pewnym sensie było coś takiego, że zapragnąłem po prostu, aby chociaż jedna istota z tej krainy poprzez mnie, czyli mnie jako przetwornik, przekaźnik energii, żeby coś odczuła i potrafiła dostrzec źródło. Abym ja był takim drogowskazem, drogą, aby ocknęła się z tego letargu, w którym tam jest i po prostu zobaczyła wreszcie źródło. Taka też była tutaj moja intencja. Głos duszy mi podpowiedział mniej więcej podobne takie zdanie: „Widzisz, dałeś od siebie niewiele, a pomogłeś tak wielu”.
To była odpowiedź tej mojej całej intencji, kiedy chciałem chociaż jedną istotę obdarzyć tutaj energią miłości. Kiedy dałem dosłownie pyci, maluteńki kawałek swojej miłości, to poczułem wręcz huragan, który uderzył mnie od tej drugiej strony, ale uderzył mnie potęgą tak wielkiej miłości od tych istot i od źródła, że po prostu nie do opisania. Nie da się tego wyrazić słowami. Kiedy przemierzałem tą krainę, tak jak już wcześniej wspomniałem, wiele istot do mnie podlatywało. To od góry, to od strony światła. Miałem tam również współtowarzyszy. Były to również istoty, nazwijmy ich przewodnicy. Tak, były takie istoty. Były wizje, w których podróżowałem z takimi pomocnikami, ale były też wizje, w których nie miałem. Natomiast w tej krainie, nazwijmy tą krainę, tak jak powiedziałem, bez możliwości obserwacji źródła.
Dla niektórych może łatwiej będzie w pewnym sensie taki czyściec, czyli w sensie, że nie jesteś jeszcze potępiony, ale nie masz możliwości obserwacji źródła. Tak to nazwijmy. To jakoś tutaj prawy upilec. Tak jak powiedziałem wcześniej, chodziłem po tej krainie i zacząłem ją zwiedzać. Czułem każdą myśl, integrację z każdym myślącym w tej krainie, z każdą istotą, którą napotykałem na swojej drodze. Było mi też żal tych istot, ponieważ kiedy przyglądałem się co niektórym istotom i widziałem, że nie reagują, miałem w pewnych momentach takie myśli, że szkoda, że nie wszystkie te istoty mogą dotrzeć albo zobaczyć źródło. Zdałem sobie też sprawę, że być może jestem trochę za słaby albo nie wiem, może za słabo jeszcze tą energię miłości daję, że po prostu nie do każdej istoty może dotrzeć ta energia. Ale też z drugiej strony być może ta istota sama musi też pewne rzeczy zrozumieć, że coś trzeba zrobić. Jedną z ostatnich wizji, będąc tutaj w krainie, była pewna wizja, która bardzo mocno mi utkiła w głowie. Wiele wizji miałem, które mnie zaskakiwały, ale ta wizja była jakaś taka szczególna.
Pod koniec tej wizji, kiedy zwiedzałem tą piękną, ale zarazem dziwną szarą krainę, podleciała do mnie mała dziewczynka i zaczęła się skupiać na mnie. Zresztą ja też zacząłem na niej się skupiać i próbować złapać falę komunikacji, tak byśmy to nazwali, czyli jakby nadawać na tej samej fali. To byłoby dobre określenie. Widziałem, znałem każdą jej myśl i wyczuwałem od niej strach, ale też zagubienie i zmartwienie. Ale tak naprawdę, gdy już się połączyliśmy, kiedy chyba dotarła do niej świadomość, jaką ja jestem istotą, na jej twarzy pojawił się piękny uśmiech. Zaczęła się uśmiechać. Zresztą my dwoje tak naprawdę później odwzajemnialiśmy sobie te uśmiechy. Wymienialiśmy się oczywiście informacją. Z drugiej strony ktoś do mnie podleciał. W głowie słyszałem głos duszy, żebym dał jej coś od siebie, żebym wskazał jej drogę.
Z lewej strony mojego ekranu śnienia podleciały do mnie dwie kule. Nie wiem, bo w sumie nie rozmawiałem ani z Tomaszem, ani z Przemkiem, czy to byli oni, ale jakoś tak podświadomie wydawało mi się, że to są oni. Dlaczego tak myślałem? Ponieważ na samym początku tej wizji, tej krainie właśnie Tomasz mi podpowiadał do lewego ucha, telepatycznie rzecz jasna, żebym coś dał w tej krainie od siebie, jakąś energię dobrej, czystej miłości. Mała dziewczynka, gdy już mnie zobaczyła, w pewnym momencie wyciągnęła rękę i poleciała w kierunku tych kul. Być może jest to moja imaginacja, że to był Tomasz i Przemek. Inaczej: ja ich tam po prostu widziałem, natomiast ta dziewczynka mogła widzieć zupełnie inaczej. Mogła na przykład widzieć swoją babcię, swoich zmarłych rodziców czy coś w ten deseń. Natomiast dla mnie to byli chłopacy. Ja ich w ten sposób tam widziałem.
Na koniec jeszcze, kiedy zatrzymałem się i odwróciłem, a dziewczynka uniosła się i zaczęła lecieć w kierunku tych kul, jeszcze na moment ona się zatrzymała, popatrzyła się na mnie takim wspaniałym, pełnym miłości wzrokiem i tylko usłyszałem telepatycznie „dziękuję”. Po czym odleciała ona ku górze, do źródła z tymi dwoma kulami. Kiedy skończyła mi się wizja, siadłem już na łóżku. Koledzy również. Zaczęliśmy się na siebie patrzeć, wymieniać się telepatycznie, ale tak naprawdę nikt się nie odezwał. Jedynie ja chyba powiedziałem coś w tym sensie, że „wow, co za wspaniała podróż!” Coś w tym sensie. Tak to mniej więcej w tej podróży wyglądało. Doznania niesamowite, ekstazy niesamowite, ale to dopiero początki wizji. Tak naprawdę jeszcze nawet nie jestem w jednej piątej. Także audycja będzie trwała chyba troszkę dłużej.
Czego zresztą się obawiałem, że po prostu nie dam rady w dwie godziny tego wszystkiego wam tutaj przekazać. Niemniej jednak będę brnął dalej w kierunku tych moich wizji. Mam, kurczę, taki dziwny dzisiaj zestaw zmontowany, że jest mi ciężko, bo mam taki zapasowy wysięgnik i boję się, że w każdym momencie może mi spaść mikrofon. Ale jakoś się postaramy to ogarnąć. Kolejna wizja była to wizja powrotu do starej wizji sprzed lat. A była to wizja, którą też kiedyś nagrałem. Też już nie raz mówiłem. Była to wizja mnie oraz kapitana i spotkanie z Indianinem. Jak kiedyś stanąłem na skraju doliny, po lewej stronie był ten sam most, który miałem we wcześniejszych wizjach. W pewnym momencie pomyślałem, że sobie pójdę na ten most, więc zszedłem zupełnie świadomy i o dziwo nie straciłem w tej świadomości.
Wszystkie wcześniejsze wizje, które miałem o tym spotkaniu z Indianinem. Zresztą z Indianinem wiele spotkań miałem, różne przemyślenia i rozmowy z nim. Tak samo tutaj, w tej wizji. Natomiast to była pierwsza wizja, gdzie przechodząc przez ten most, to było połączenie dwóch krain. Między jedną a drugą doliną powieszony był most, po którym szedłem i zawsze w tej wizji traciłem świadomość. W tej tutaj wizji, o dziwo, nie straciłem żadnej świadomości. Pamiętałem każdą, nazwijmy to sekundę tego właśnie dziwnego spotkania. Obok mnie pojawił się kapitan, gdzie przeważnie jednak widziałem go w momencie, kiedy się wspinaliśmy na szczyty, na taką polanę, na której siedział ten Indianin przy rozpalonym ognisku. Tutaj było tak samo jak w tych wszystkich wizjach, tylko ten moment przejścia pamiętałem. I kiedy szliśmy przez ten most, w pewnym momencie tak sobie uświadomiłem: „Ale po co?
Po co ja w ogóle idę przez ten most? Przecież mogę sobie podlecieć”. No i sobie podlecieliśmy właśnie nad tą polankę, w której był Indianin. Siedliśmy naprzeciwko siebie wszyscy, wymieniliśmy się wzrokową informacją. No i Indianin zaczyna nam opowiadać całą historię Ziemi oraz całej ludzkości i pokazywał nam, przynajmniej ja to widziałem. Nie wiem jak chłopaki, bo nie rozmawiałem na ten temat tej wizji z nimi, ale opowiadał historię Ziemi, powstanie, wybuchy wulkanów, tych wszystkich. Niebo było jakieś takie dziwne. Nie było niebieskawe, było takie różnokolorowe coś jak zorza, tylko bardziej przewaga koloru czerwono-żółtego, niebieskawe też, granatowe, szare błyskawice. To była taka jedna duża dolina, która była otoczona wysokimi górami, a w tej dolinie była jedna wielka zawierucha. Byli tam ludzie, były piramidy.
Statki, mnóstwo piramid było, ale te piramidy były statkami kosmicznymi. Ci obcy pokazani w tej wizji poruszali się tymi statkami. Oczywiście były też inne statki, ale 80% wszystkich pojazdów było w postaci takich piramid. Obserwowałem tę całą historię. Głos duszy mi podpowiadał, że mam teraz dostęp do pełnej wiedzy. W pewnym sensie jestem podłączony do bibliotek, do pełnej informacji i mogę obserwować całą historię ludzkości od powstania Ziemi. Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć. Tak u mnie było w tej wizji. Obserwowałem różne epoki, dosłownie z lotu ptaka. Oczywiście z pozycji obserwatora.
Były wspaniałe wizje, wspaniałe momenty, ale też były momenty, gdzie widziałem punkt, w którym poszło coś nie tak, gdzie ludzkość poszła nie do końca w tym kierunku, w którym miała pójść. Na ekranie śnienia widzę przez całą podróż dwie złociste istoty. Zawsze miałem takich współtowarzyszy, którzy towarzyszyli mi w mojej podróży. Może nie w każdej wizji miałem współtowarzyszy, ale w większości jednak miałem. I tak jak powiedziałem, miałem wiele takich podróży. Jeżeli chodzi o tą krainę, o której wam opowiedziałem wcześniej, czyli lądowanie tych piramid, prawdopodobnie to był Egipt, ale nie do końca jestem pewien. Były tam oczywiście, tak jak wspomniałem, narodziny ludzkości, wojny plemion, panów. Miałem dostęp do pełnej informacji i zostało mi to zresztą powiedziane. Mogłem również zadawać pytania. Tutaj oczywiście wątki prywatne pominę, bo nie za bardzo mi chodzi, żeby swoją prywatę wam mówić.
Na koniec postanowiłem odwiedzić również krainę Duat. I rzeczywiście w tej wizji miałem takie dostrojenie, jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie miałem. Jeżeli chodzi o krainę Duat. Było to lepsze dostrojenie niż choćby w czasie snu 01. Delektowałem się tą całą chwilą. Było tak, że normalnie podlatywałem na 500 kilometrów od rzeki, bo przez środek tej krainy płynęła rzeka i standardowo, jak w każdej wizji miałem wschody i zachody słońca. Mogłem sobie obserwować. Zawsze sprawiało mi to radość, kiedy mogłem skupić swój wzrok w stronę źródła słońca. Tak to u mnie wyglądało. Ta wizja oczywiście z czasem zaczęła się kończyć.
Odlatywałem coraz wyżej, coraz wyżej, aż obejmowałem całym wzrokiem planetę. Tak to mniej więcej wyglądało. Wizja się kończyła. Znowu przebudzenie, jakaś kolejna refleksja, wymiana paru zdań, paru informacji. I kolejna wizja. Ta wizja też jest szczególna, ponieważ w tej wizji znalazłem się... Jakby to nazwać? Dom ojca, kraina ojca. To było miejsce, gdzie widziałem prawdziwego siebie. To było miejsce, gdzie spotkałem siebie.
Wyobraźcie sobie, że jesteście w innej wizji i w innej rzeczywistości i obserwujecie siebie, prawdziwego siebie. To było miejsce, gdzie mieszkałem w takiej wysokiej wieży z oknem. Było jakieś łóżko, porozrzucane ciuchy na podłodze, kilka rzeczy. Pomiędzy tobą tutaj a tobą w tamtej rzeczywistości jest jakby tafla lustra żelu i po drugiej stronie widzisz inny świat. To była wizja. Natomiast później robiliśmy jeszcze doświadczenia ze słoikiem, o którym trochę później powiem. Niemniej jednak obserwowałem ten cały klimat. Mogłem urzędować sobie na przykład w stronę okna, gdzie widziałem, co poza oknem się znajduje. I była to piękna, zielona kraina, pełna różnych ścieżek, lekko burzy. Ja to nazwałem dom ojca, czyli moje prawdziwe miejsce.
Obserwowałem, co ja po tamtej stronie robię, ale było też w pewnym momencie, kiedy dostroiłem się jeszcze bardziej i spróbowałem złapać kontakt ze sobą po tamtej stronie. I w pewnym momencie była taka śmieszna sytuacja, kiedy to ja po tej drugiej stronie podeszłem pod strukturę, nazwijmy to lustro, bo to prościej będzie pojąć i zacząłem się przyglądać i tak jakbym mnie po tej drugiej stronie przyuważył. No więc ja uśmiechy, on uśmiechy, ja kiwać głową zacząłem, on kiwa. Ja mrugnąłem jednym okiem, on mi odpowiedział drugim okiem. Generalnie było tak, wiecie, jak jest lustro prawo, podchodzisz do lustra, masz wszystko odwrócone. To tak samo tam było. Były momenty, kiedy ta postać się patrzyła na mnie, znaczy ja po tamtej stronie zmieniałem też swoje kształty twarzy. Raz byłam dziadkiem, później dzieciakiem, później kobietą. Były też momenty, że pod to lustro podchodziły również inne, ja to powiedziałbym, że były to w pewnym sensie moje dzieci z tamtej płaszczyzny. Żona.
To było niesamowite obserwowanie i spotkanie siebie po tej drugiej stronie. Nie było to dla mnie aż tak bardzo zaskakujące, bo w wielu wizjach swoich miałem takie momenty, gdzie obserwowałem siebie, ale tutaj ten realizm dostrojenia przy wykorzystaniu oczywiście technologii Keshe po prostu był miażdżący. To było niesamowite doświadczenie. Oczywiście mogłem również wychodzić z tego pokoju, zwiedzać tą krainę, co też zresztą robiłem. Latałem. Fajne miejsce było takie położone, taka dolina między górami. Też to obserwowałem. Coś pięknego. Inną skrają była również po zakończeniu tej wizji wizja, gdzie znalazłem się w przestrzeni kosmicznej. Pędziłem znowu sam, postanowiłem, że się w podróż wybieram sam.
No i pędziłem. Była ciemność. I w pewnym momencie przyuważyłem statek kosmiczny. No więc postanowiłem, że wejdę w ten statek kosmiczny. No i wszedłem. I jak wszedłem już w ten statek kosmiczny, okazało się, że jestem jakby w opakowaniu, ale to opakowanie miało kształt skafandra kosmicznego. Jakbym był w skafandrze kosmicznym. I pierwsze chwile, w których się tam znalazłem, dopasowywałem się. Jakbym ubierał kalesony na siebie. Dosłownie.
Miałem oczywiście świadomość, że wchodzę w inną istotę. Nie wiem, jak to określić. W każdym razie wszedłem. Zacząłem się rozglądać. Najpierw od nogi, zacząłem się po bokach rozglądać. Zobaczyłem kokpit. Oczywiście taki dziwny ten kokpit był, ale to nie było głównym moim zamiarem. Generalnie zacząłem się rozglądać po tym całym pomieszczeniu i skierowałem wzrok w stronę okien. Małych okienek. To było miażdżące, bo zobaczyłem planetę.
Nie pamiętam dokładnie nazwy tej planety, ale była to planeta Suma. Na początku myślałem, że to Sama, ale okazało się, że muzyka, którą słuchaliśmy w trakcie naszego wspólnego śnienia, była to muzyka puszczana z audycji z radia Sama, więc stwierdziłem, że jakieś to przeznaczenie było. Ale później, jak się skupiałem, próbowałem dojść do tego, to mi cały czas w głowie tkwiła nazwa planety Suma, nie Sama. To była dziwna planeta, bo obserwowałem tą planetę z kokpitu z góry. I w pewnym momencie postanowiłem po prostu zwiedzić tą planetę. I co dziwne, ta planeta wyglądała jak Ziemia. Błękitna, taka fajna, napół ścięta, jak to czasami na obrazkach widać. W momencie, kiedy postanowiłem, że ląduję na tej planecie i chcę zwiedzić tę planetę, stałem się obserwatorem z odległości tego statku kosmicznego i widziałem, jak z tego statku kosmicznego wylatuje taka jakby mniejsza sonda. A właściwie tak mi się przynajmniej wydawało na początku. Okazało się, że ja byłem tą sondą, ale to nie była sonda w stylu statek, tylko leciałem tym skafandrem.
Zacząłem lecieć w kierunku tej właśnie planety i wylądowałem również w podobnym miejscu jak ta plaża, o której czasami wspominałem i o której sobie chłopaki czasami żartowali, że ja ciągle na tę plażę przyłażę albo na to pole płaskie. W każdym razie wylądowałem i to tak wyglądało niesamowicie. Wyobraźcie sobie, że jesteście na plaży. Chodzicie, zwiedzacie tę plażę, ruiny, jakieś tam istoty. Zwiedzacie i w pewnym momencie uświadamiacie sobie, że obserwujecie całe otoczenie. I wyobraźcie sobie, że macie taki jak rycerze dawniej mieli takie hełmy na głowach i taki wycięty kwadracik tylko na oczy. Mniej więcej tak to wyglądało. Po prostu niesamowite. Co najdziwniejsze, widziałem tam również różne istoty, palące się ogniska. Podchodziłem też i tak dalej.
Był też jakiś taki dziwny moment, gdzie cały czas mnie kierowało, żeby iść w lewą stronę. Tam było trochę ciemniej. W ogóle klimat był taki, cały czas jakby świecił księżyc. Był taki półmrok, ale to było takie trochę dziwne ten półmrok, więc dziwnie to wyglądało. W każdym razie cały czas mnie ciągnęło na tę lewą stronę, żeby iść, ale jakoś też znowu mnie tutaj coś blokowało. W pewnym sensie miałem taki kisiel, że im bliżej wchodziłem, bo to było takie przejście, taka jakby dolina, przez którą trzeba było przejść i prawdopodobnie bym się znowu w kolejnej wizji znalazł, ale coś mnie cały czas, jakbym czuł się na takiej gumce, że nie do końca był pewien, że chcę w tę strefę wejść. Tam chodziłem po tej planecie, zwiedzałem to wszystko. Tam cały czas był moment, kiedy ja na tej planecie miałem obserwować wschód słońca, ale jakoś tak dziwnie było, że to słońce nie chciało się podnieść. To był moment, przez który tak naprawdę odczuwałem to, że to miejsce jest również jedną z krain mojego domu, tak bym to nazwał. Wcześniej powiedziałem, że byłem w swoim domu ojca, ale tak naprawdę tych wizji, w których bywałem i które rozpoznawałem, że znam te miejsca.
To właśnie jest ciekawe, że w niektórych wizjach, a właściwie w większości wizjach, gdziekolwiek bym nie był, to były miejsca, które po prostu znałem. Wiedziałem, jak się po tych krainach, po tych miejscach poruszać. Już tam byłem kiedyś, być może tego nie do końca świadomie pamiętałem, ale moja dusza mnie prowadziła. Czasami były takie momenty, gdzie na przykład nie wiedziałem, co mam w tym miejscu robić. Stanąłem i się przyglądam i kurde, co tu robić? Kiedy wypowiadałem sobie na przykład w głowie: „Okej, moja duszyczko, nie wiem, co robić. Daję ci ster, prowadź mnie”. I ta dusza przejmowała kontrolę i po prostu mnie kierowała na przykład w prawo, w górę, do przodu. Zoomowała mi coś i pozwalała mi obserwować to całe inne otoczenie. Niemniej jednak będąc w tej krainie, kiedy sobie to wszystko obserwowałem, nastał pewien moment, taki wiecie czas, gdzie stwierdziłem, że dobra, to tutaj chyba nic nie zrobię, bo właściwie nie wiem, co mam robić.
Poddałem się tylko obserwacji. Byłem w jakichś jaskiniach, obserwowałem, nazwijmy to, prymitywnych ludzi. To była taka planeta, gdzie z jednej strony byli ludzie tacy jak tubylcy jacyś mieszkający w jaskiniach, ale z drugiej strony była też technologia, nazwijmy to, taka kosmiczna. Czyli też gdzieś tam w innych częściach tej planety lądowały statki, działy się tam różne inne rzeczy. Taka trochę dziwna ta planeta była. Niemniej jednak czułem kontakt z tą planetą. Czułem po prostu tę planetę. Czułem duszę tej planety. Po prostu wiedziałem, że na tej planecie byłem. W pewnym momencie, kiedy uznałem, że chyba trzeba sobie odpuścić i lecieć gdzieś dalej, to z powrotem pamiętam, jak tylko oddalałem się od tej planety, zacząłem lecieć w tym skafandrze w górę, w stronę tego statku.
Zacząłem lecieć, lecieć. Pamiętam, jak ta planeta się oddalała, była coraz mniejsza. Z powrotem wleciałem na ten statek. Chwilę jeszcze poobserwowałem z kokpitu tę planetę i zaczynałem się rozstrajać, tracąc kolejny raz świadomość. Znowu się przebudziłem. Kilka refleksji z chłopakami i rozpoczęła się kolejna wizja. Dziękuję za fajne słowa od Indigo na czacie YouTube'a. Też się cieszę, że wróciłem. Powiem wam szczerze, że brakowało mi trochę nadawania. Nie wiem, jak jest z jakością, bo różnie słyszę na podgłosie, ale jakby co to ja Audacity'm później obrobię, także wszystko będzie tak, jak być powinno.
Zawsze się coś dzieje, niestety. Aczkolwiek dzisiaj nie było jakichś takich problemów w sensie przeszkadzania, przerywania, co niestety trole zawsze próbują nam ułatwić komunikację między nami. Także opuśćmy sobie już ten temat. Jedną z wizji było też spotkanie z własną duszą. I to był obraz duszy. Tak sobie nazwałem ten punkt 14. Były to miejsca i sytuacje, kiedy czasami potrzebowałem kontaktu z własną duszą, komunikacji telepatycznej. Kiedy patrzyłem na własną duszę, kiedy ja się uśmiechałem, ona też. Czasami były takie dziwne miny, więc grymasy. Naprawdę tak komicznie to czasami wyglądało, jakby sobie ta moja dusza robiła żarty.
W momencie, kiedy podłączałem się bezpośrednio z moją duszą, kiedy widziałem na ekranie śnienia siebie z tej drugiej strony, ale tak już centralnie, zawsze był taki moment ciszy. Muzyka wtedy zwalniała, wręcz wyciszała się. Ja czułem też wibracyjnie po moich kolegach, że oni wyczuli, że się podłączyłem. Zresztą ja też wyczuwałem, jak oni się podłączali. Tak, da się to wyczuć. Oczywiście patrzyłem się na tą moją duszę i różne pytania zadawałem. Komunikowałem się z tą duszą. To jest niesamowite, kiedy widzi się siebie od tej drugiej strony. Czym, kim tak naprawdę jesteśmy? O krainie robotów wam opowiadałem.
Była też inna wizja, w której to byłem obserwatorem siebie jako awatar. To jest też między nimi taka inna suma, o której wcześniej wspomniałem. Jedna z wizji też była taka, pamiętam, że to już było nad ranem, ale jeszcze ciemno było na zewnątrz. W każdym razie było coś takiego, że kiedy skończyła się jakaś wizja, ja poszedłem na papierosa na zewnątrz, do toalety się wysikać i tak dalej, napić się wody. Chwilę podyskutowaliśmy, porozmawialiśmy i w pewnym momencie mówię do chłopaków. Oczywiście czasami wsiadałem też na system, o którym też trochę później opowiem. Ale był taki moment, kiedy powiedziałem chłopakom: „Chłopaki, zapraszam was na wschód słońca”. Oczywiście siedząc na rogu łóżka, chłopaki się już położyli. Ja zacząłem się koncentrować. Na ścianie pojawił nam się znowu obraz śnienia, kiedy już wszedłem w odpowiednią falę i wibracje.
I zaczęliśmy obserwować wschód słońca na tej planecie Suma, o której wcześniej mówiłem. Chłopaki, zapraszam was na wschód słońca. To było dobre. W każdym razie, jak żeśmy to obserwowali, to tylko było słychać: „Wow, wow, wow, ale czad!” Niesamowite było to wszystko. Oczywiście słyszałem też telepatyczne głosy od chłopaków, którzy mówili oraz moja wiedza mi podpowiada, że masz niesamowicie poukładane w głowie, jakkolwiek by to nie brzmiało. Sobie sami tam odpowiadajcie. Ja tylko mówię, co słyszałem. Oczywiście były też chwile, momenty, gdzie po prostu breaktałem z tych całych wizji, bo na przykład jedną z wizji była wizja, kiedy... Jak by to nazwać? To była planeta, która znajdowała się w chmurach.
Ja po prostu sobie latałem. Siedziałem na chmurkach. Tak sobie siedziałem, obserwowałem to całe otoczenie wokół siebie. I kurczę, w pewnym momencie wizja mi się zmieniła w taki sposób, że zaczynałem widzieć krowy, różowe słonie, krowy, które zmieniały twarze, miały twarze konia na przykład albo jakieś inne. To było tak śmieszne, że aż głupie. Co zresztą też spowodowało to, że ta wizja długo nie trwała. Po prostu ze śmiechu nie byłem w stanie panować nad emocjami, nad tym wszystkim. Dlatego też skończyła się dość szybko. Niemniej jednak była fajną wizją. Jakieś dziwne stworzenia latały, przesiadywały na tych chmurkach, obserwowały mnie, jakieś takie wydziwiasy robiły.
I tego typu rzeczy. Już się coś zaczyna dziać. Już widzę, że coś mnie tutaj zaczyna rozłączać. Już coś zaczyna tracić stream. Komuś znowu już coś nie odpowiada. W każdym razie takie miałem wizje, nawet z takimi krowami. Dajcie mi sekundkę, bo czy wszystko jest okej? Czy mnie słychać? Bo jakieś takie dziwne miałem przerwania na linii. Rozłączało mnie z serwerem radiowym.
Chyba jest wszystko okej, tak? Chyba jest okej. Na razie póki co leci. Dobra, w każdym razie miałem wizje z takimi świnkami, krowami. W tych wizjach była też oczywiście wizja o białej księdze Ramche, o której też miałem zrobić audycję jeszcze w maju. Niestety te wszystkie zdarzenia, które mnie dotyczyły, musiałem zrobić sobie przerwę i okiełznać te wszystkie tematy. Spoczyłem sobie tutaj na karteczkach, więc przejdę sobie teraz może, bo część mam wizji, informacji napisanych na kartkach, ale część mam rozpisane właśnie na telefonie. Wrócę może teraz do tych obserwacji z wypadku. Jedną z wizji była taka chęć, aby zobaczyć od tej drugiej strony, jak przebiegał mój wypadek. Mój wypadek przebiegał dokładnie tak samo jak w śnie i jak w realu, a więc jeszcze na wizji mniej więcej tak samo ten wypadek widziałem.
Jeszcze zanim miałem wizję, przed rozpoczęciem w ogóle wspólnego śnienia rozmawiałem z chłopakami i oczywiście opowiadali mi, że być może ktoś mi w tym pomógł. Tak że wystarczył inny, inaczej troszkę ruch kierownicą i bym się po prostu znalazł w innym położeniu. I pamiętacie co na początku audycji wam powiedziałem, że czułem jakby taki od spodu chwyt ręki, który mi przekręcił kierownicę w jakiś taki dziwny sposób, że po prostu nie miałem dachowania, tylko po prostu przewróciło się auto i stanęło bokiem. W tej wizji, którą postanowiłem sobie sprawdzić, jak to wyglądało z tamtej strony, co się okazało? Okazało się, że siedziałem w aucie również tak jak w realu i w tym momencie, kiedy w realu zamknąłem oczy, poczułem komunikację ze swoją duszą. Pomyślałem sobie również o magradzie samochodowym, który miałem w samochodzie. Wyrzuciło mnie na zewnątrz i obserwowałem przez ułamek dwie, trzy, cztery sekundy jak to auto pędzi. Tak samo było właśnie w tym przypadku, czyli w wizji. Jedyna różnica była taka, że widziałem w sposób energetyczny i w momencie, kiedy już było to zderzenie, kiedy ja szybko wyleciałem z auta, to wokół auta po lewej stronie tylnych drzwi stały dwie istoty i mała dziewczynka. Były one koloru złotego, a od tylnych drzwi wychodziła postać energetyczna.
Prawdopodobnie to byłem ja, bo ja tak wyleciałem dość szybko. I tak sobie później pomyślałem i uświadomiłem sobie, że być może to była ta pomoc, że albo w tym miejscu ktoś może wcześniej zginął, albo cholender wie co, ale po prostu musiałem otrzymać chyba jakieś wsparcie, pomoc z tej drugiej strony. I to widziałem właśnie w wizji, kiedy dwie dorosłe, większe istoty, w sensie, że większe kule i jedna mała dziewczynka właśnie czekały na mnie obok samochodu, kiedy ja wyskakiwałem. To był ten moment, kiedy zamknąłem oczy w realu i gdy powiedziałem te słowa, o których wcześniej powiedziałem i te istoty mi to potwierdziły również w tej wizji. Powiedziały mi: „Widzisz, bo dałeś wszystko od siebie dla tych istot, które są w tym aucie”. I to też było takie jedno. Emocja była niesamowita. Niemalże czułem łzy w oczach. Ale to nie takie łzy ze strachu czy coś, nie z lęku. To były takie łzy szczęścia i miłości, pogodzenia się z wszystkim i tego, że nigdy nie jesteśmy sami.
Zawsze jest wsparcie z tej drugiej strony. O tym wsparciu opowiem trochę później, bo ja mam też swoje przemyślenia, czym tak naprawdę są te istoty oraz czego tak naprawdę to wszystko dotyczy. Ale to może troszkę później. Niemniej jednak to było niesamowite, kiedy usłyszałem od tych właśnie istot, że dostałem to, co dałem w tych ostatnich chwilach. To było niesamowite przeżycie, obserwowanie wypadku, całego tego zdarzenia. Co najciekawsze, tu w realu już dwa dni po tym moim wypadku, kiedy miałem z tym autem, również zdarzył się wypadek. Nie wiem, jakie były konsekwencje tego wypadku. Natomiast dwa dni po moim wypadku w tym samym miejscu, na tych samych torach, tych samych śladach był drugi wypadek. Czyli wychodzi na to, że w tym miejscu być może coś istnieje, jakaś komunikacja, być może są jakieś dusze czy coś. Ja w to absolutnie wierzę.
Które po prostu pomagają w tym miejscu istotom, które są prawe wyjść z tego. Bo nawet później, jak rozmawiałem, analizowałem sobie tę sytuację w pokoju w Londynie z chłopakami. To chyba nawet Tomasz to powiedział. Kapitan Tomasz powiedział coś takiego: „Widzisz i to, co ci się wydawało...”, mniej więcej tak to powiedział. „To, co ci się wydawało, że czułeś coś pod spodem, to właśnie ten jeden ruch był po to potrzebny, żebyś uniknął całkowitego zderzenia z drzewem, bo drzewko było tylko lekko odrapane”. Jak się później przyglądałem. Także niesamowicie. Dziś auta już niestety nie ma, auto skasowane. Niemniej jednak, tak jak powiedziałem na początku audycji, wszyscy są zdrowi i cali. W innej wizji, w słoiku miałem też już taką właśnie wizję, kiedy mi głos duszy powiedział, a właściwie ja po tej drugiej stronie szklanki powiedziałem mi telepatycznie coś takiego, że „za mało spędzasz czasu z rodziną”.
Coś takiego powiedział, nie? No i ja sobie tak później uświadomiłem. No tak, żadne odkrycie. W sumie to racja. Trzynaście lat mieszkam poza granicami kraju, więc jak najbardziej. Dlatego teraz od momentu wypadku, zawsze tak starałem się, ale od momentu wypadku mi to uświadomiło, jak tak naprawdę życie jest kruche. Ale też z drugiej strony, jak bardzo trzeba się cieszyć z tego, co się ma tu i teraz, w danym momencie. Dlatego też jak na przykład przyjeżdżam do Polski, to bardzo dużo poświęcam czasu rodzinie. Tak to już jest i tak ma być. Dobra, to tu powiedziałem wam sytuację od obserwacji tego wypadku.
Miałem też oczywiście, to było już w czasie kuszenia. Dobra, to może opowiem. Nie będzie to może tak po kolei, jakbym chciał, ale mówię. Mniej więcej to obraz tych wszystkich wizji, jakie miałem w trakcie tego pobytu całego w Londynie. Była też taka jedna z wizji. To była jedna z ostatnich wizji, właściwie chyba ostatnia, kiedy miałem propozycję oczywiście dealu. Była to wizja, w której znalazłem się, jak by to nazwać? W pewnym sensie krainie Eden. Tak to mniej więcej wyglądało. Znalazłem się na obrzeżach jakby takiej wielkiej kuszy.
Było takie wycięcie, jakby taka droga. Leciałem w powietrzu oczywiście, unosiłem się w powietrzu. Podleciałem pod takie niskie krzewy i zacząłem obserwować. Była polanka i na tej polance stał taki jakby starożytny budynek. Taki coś w tym sensie. A właściwie to nie był budynek, to były mury otoczone. Były tam takie mury i ja podeszłem, podleciałem pod te mury i wszedłem. Było tam takie wejście. Wszedłem. Na środku oczywiście był taki dom, taki starożytny dom.
No i były oczywiście piękne drzewa, rzeki, kraina dosłownie miodem płynąca. Na trawie leżały różne istoty. Były na przykład kobiety z trzema cyckami centralnie, ale po prostu to wszystko wyglądało w jakiś taki dziwny sposób. W sensie jakimś takim, nie wiem. No dziwnie to wyglądało. W każdym razie wyglądało to jak jakaś taka stara kraina, gdzie wszystko jest, każdy każdego widzi, rozumie. To była w pewnym sensie kraina miłości. No i ja sobie tak chodziłem po tej krainie, obserwowałem różnych ludzi. Tam też się pojawiały takie dziwne byty z różnymi głowami. Te głowy się zmieniały i tak dalej.
I ja w pewnym momencie jakby mnie coś zaczęło kierować wzrok w stronę tego budynku, jakby takiego głównego. I przy tym budynku było drzewo. I to drzewo, ono było takie dziwne. Ono było piękne, duże, rodne takie. Ale na tym drzewie wisiał jeden owoc. I kiedy już podleciałem tylko pod to drzewo, tylko to drzewo mnie tak naprawdę zainteresowało. Wszystko wokół mnie zniknęło. Pojawiła się szara mgła. To była wizja jedna z ostatnich, gdzie siedziałem na systemie całym balansującym. To już był właściwie dzień.
Na zewnątrz było już jasno, ale ja zamknąłem oczy. Jeszcze się próbowałem dostroić. Się dostroiłem. Otworzyłem te oczy niefizyczne właśnie i znalazłem się już w tę grę. I było tylko to drzewo. Wokół tego drzewa pojawiła się istota kobiecej twarzy. I tak sobie przechodziła, przyglądała mi się, odchodziła. I oczywiście w pewnym momencie znowu nastąpiło coś takiego jak zatrzymanie czasu. Stopklatka. Centralne spojrzenie oczy w oczy na tę istotę, wymiana telepatyczna zdań.
I oczywiście propozycja układu, czyli na przykład, że mogę mieć wszystko, mogę mieć dostęp do wszelkiej wiedzy, do wszelkiej informacji, jeżeli sobie tylko zażyczę tego, ale muszę sobie wziąć to jabłko. Były takie momenty, gdzie od samego początku wiedziałem, że tego jabłka nie wezmę. To było jabłko, koloru pomarańczowego, coś jak zmarszczona pomarańcza z jednym listkiem z boku, ale to było jabłko. W każdym razie ja tymi niefizycznymi świecącymi rękami wyciągałem rękę do tego jabłka, dotykałem tego jabłka, ale nawet przez myśl mi nie przeszło to, żebym to jabłko zerwał. Ale w momencie, kiedy brałem rękę, zbliżałem się w stronę jabłka, żeby dotknąć je, ta istota nagle znikała, a kiedy oddalałem, ta istota się pojawiała. I to było takiego rodzaju kuszenie, tak bym to nazwał. Ale oczywiście mając kontakt ze swoją duszą, ze swoją świadomością, wiedziałem, że nie pójdę na żadne układy. Tam były jeszcze inne wizje, teraz sobie przypominam. W każdym razie w pewnym momencie, kiedy już nie zerwałem tego jabłka, zupełnie inna fala wibracji przyszła i zrozumiałem, że zostałem kolejnego doładowania turbo energetycznego. I oczywiście uśmiech na twarzy i wszystko, samozadowolenie, że nie poddałem się tej próbie.
Niesamowicie to wyglądało. Kraina była naprawdę miodem płynąca wręcz, czuło się jakby się było w domu. Tutaj bym na tym zakończył tę wizję. Jest jeszcze oczywiście najważniejsza wizja, o której opowiem. Zrobiłem zresztą dwa, trzy dni po tym, jak przyjechałem już z tych wszystkich wizji, robiłem malowidła w Paintcie. Oczywiście nie jestem wielkim malarzem, ale dwa obrazki udostępniłem. One są u mnie na Facebooku, na stronie „Czas Nu” oraz Radio Dream Time. Chyba tylko tam jest, ale trochę w śmieszny sposób narysowane. Niestety nie jestem jakimś Picasso, żeby to wam pięknie zrobić. Zresztą nie czuję takiej nawet potrzeby, natomiast wiele rzeczy bym chciał namalować, ale nie jestem w stanie, bo nie jestem aż tak obeznany w malowaniu i w tworzeniu.
Natomiast po tych wszystkich wizjach miałem dziwną przypadłość, bo aż przez 12 godzin mnie strasznie głowa bolała tu od spodu czaszki, że musiałem wręcz dwie tabletki wziąć przeciwbólowe, żeby stłumić ból. Przypuszczam, że to był właśnie efekt wzmożonego przepływu informacji. To się czuło normalnie po kręgosłupie, jak się te wszystkie wizje miało, jak była taka wymiana informacyjna ciała z mózgiem. Tak to bym nazwał. Jedną z takich wizji było to, gdzie sobie siedziałem. Oczywiście to było już poza dostrojeniem. Wyobrażałem sobie, że palę papierosa i w smugach dymu ukazywały mi się różne scenerie, różne wizje, twarze i tak dalej. To też była dość ciekawa koncepcja i pogląd na to wszystko. Były też momenty w moich wizjach, kiedy to wszystko miałem do góry nogami i co najgorsze, miałem cholerny problem, właściwie nie byłem w stanie normalnie widzieć. Mi to już było znane, bo wiele razy miałem takie plany w astralu, gdzie świat odwraca się do góry nogami.
Tak samo w tych wizjach miałem, również kiedy widziałem z innej płaszczyzny siebie, gdzie byłem już istotą, kosmitą o różnej twarzy. Te twarze się ciągle zmieniały, ale zawsze była taka jedna, którą zawsze widzę w swoich wizjach. Nieważne, czy to był „Czas Nu” 01, czy 5, czy 10, czy jeszcze jakieś inne opowiadania z wieczorowych tur w Radiu na Fali. Zawsze jest ta sama postać. Tę samą postać widziałem choćby nawet w lusterkach, gdzie przeglądałem się w tamtym roku Obserwowałem przyszłość, gdzie widziałem Europę zasłaną chmurami, ale tam, gdzie teraz jest Meksyk, gdzie się wszystkie te akcje dzieją oraz wcześniej huragan Irma czy nawet Afryka. Pojawiała mi się ta istota. Dokładnie ta sama istota była tu również w tych wizjach, więc zawsze mi się pojawia ta sama dusza. To ja wiem, że to jestem ja. Ja jestem ja, oczywiście w innej płaszczyźnie astralnej, na innym poziomie. Jak powiedziałem: w jednych płaszczyznach możesz być w domu, w innych płaszczyznach możesz zwiedzać, w innych płaszczyznach jeszcze możesz inne rzeczy robić, w innych płaszczyznach możesz kreować, tworzyć.
Także naprawdę jest tego multi, nieskończoność. Ale mniej więcej tak to ja widziałem i widzę i tak to wszystko pojmuję. Także jeżeli chodzi o obserwacje tego huraganu, no cóż, nie mogłem nic zrobić. Jedyne co, to mogłem obserwować. One po jakimś czasie dostrojenia do innych wibracji oczywiście również przechodziły i wracały później do normalności. Jedną z moich takich intencji było, ponieważ mam kolegę, który ma problemy z kręgosłupem, z barkiem. Naprawdę kolosalne problemy ma, aczkolwiek już widzę, że zmienia się to. Miał, bo zmienia się. To było doświadczenie przesyłania energii na odległość. Postanowiłem pomóc Mariuszowi i to było gdzieś około godziny czwartej nad ranem, kiedy wyraziłem intencję przesłania energii.
Wprowadziłem się w odpowiedni czas takiej uzdrawiającej energii, naprawczej energii dla mojego kolegi Mariusza. I rzeczywiście tak było. Co ciekawe, ja w tej wizji również kierowałem Mariusza telepatycznie. On mi później potwierdził to, że o czwartej rano się przebudził i miał wrażenie, że ktoś jest w pokoju. I co ciekawe, jak się obudził, mówił, że nie czuł kompletnie żadnego bólu. Więc tu mi Mariusz potwierdził, bo rozmawialiśmy na ten temat dwa czy trzy razy. Upewniałem się po prostu, czy faktycznie sobie żartuje czy coś. To potwierdził, że miał taką właśnie dziwną sytuację, że wybudził się ze snu, że miał wrażenie, że ktoś tu jest w pokoju. Ja tu stałem wtedy. Ja mu powiedziałem, w którym miejscu stałem.
Pokazałem mu. On mniej więcej potwierdzał, że tak chyba musiało być, ale położył się i zasnął dalej. Opowiadał mi tam, że miał sen jakiś ze mną też. Być może on był w moim śnie albo ja w jego. To w sumie nieistotne, ale potwierdził to i rzeczywiście mówi, że później przez dwa, trzy dni chodził normalnie tak naładowany energetycznie, że w ogóle żadnego bólu tej części, która go zawsze od paru lat boli i ma taką przespadłość niestety z kręgami. Także to też było bardzo fajne doświadczenie. Niesamowite doświadczenie wręcz. Także tak to u mnie tu wyglądało. Tak to wygląda w tych wizjach. Myślę, że teraz będą chyba najciekawsze wizje.
A może jeszcze zanim do tego dojdę, to jeszcze w jednej z wizji było takie coś. Widziałem zarówno w trakcie normalnego śnienia, jak i też później, jak przechodziłem na sło i siebie, jak się nadaję, gdzie nadaję za mikrofonem, czyli też prowadzę jakąś stację radiową. W tamtych wizjach to też się potwierdza w tym, że jeszcze parę lat temu, też dwa czy trzy, pięć, sześć lat temu widziałem siebie również za mikrofonem, o której to zresztą nieraz mówiłem i która to była inspiracją do tego, żeby zrobić swoje radio Czas Nu. Także tu, w tych wizjach, w tym wspólnym śnie też miałem taką sytuację, kiedy obserwowałem siebie właśnie w tym domu ojca, o którym tu mówiłem. Obserwowałem siebie za mikrofonem w prawym rogu pokoju swojego, bo to nie był dom, tylko to był pokój tam w tej wizji, gdzie obserwowałem siebie nadającego jakąś audycję radiową. Czy to było mi pisane, żeby nadawać? Kto wie. Każdy ma swoje jakieś tam. Jeszcze też oczywiście, jak wspomniałem, zawsze w trakcie wizji jest dostęp do bibliotek. Ja miałem tutaj również dostęp do bibliotek, do pełnej, całkowitej wiedzy kosmosu.
Jedną z takich najbardziej zastanawiających wizji była też wizja w pokoju, kiedy było takie największe dostrojenie do właśnie nagrawów, sputnika. Sputnik jeszcze też w ogóle jest ciekawym urządzeniem. Jeżeli ktoś ma helpfrena, to przy tym to jest po prostu pikuś. Na czym polega ten sputnik? Wchodzisz, siadasz na system balansujący, pod spód dajesz dwie czarne blaszki, na ręce dwie czarne blaszki albo gdzieś tam na przykład na kolana. Ja sobie tak lubiłem robić, bo odcinać, czyli zawsze w systemie człowiek się odcina. To idzie od strony stóp w górę ciała i wychodzi z koroną. Czuć to energetycznie. Można też czuć jeszcze w inny sposób. Można czuć ciepła, odrętwienia, paraliż dosłownie na jawie z otwartymi oczami czuć paraliż przesenny i za chwilę po prostu takie przekliknięcie i wychodzisz poza ciało.
Tak działa system. Natomiast jeżeli chodzi tutaj, bo też chciałem wypróbować w tym systemie również samouzdrawianie, czyli znaleźć przyczynę siebie jeszcze zanim nadejdę, to miałem coś zanim jeszcze powiem o tym sputniku. Miałem też taką jedną z wizji. Jak leżałem na łóżku, nie tak jak teraz, gdzie siedziałem na fotelu systemu balansującego, ale wcześniej leżałem, to miałem taką wizję, gdzie postanowiłem jeszcze w tamtej wizji wykorzystać metody samoleczenia ciała. Miałem taką jedną z wizji, gdzie dusza mnie zaprowadziła do ciemnej komnaty, jaskini, coś w ten deseń. Stanąłem tam. Siedzę, patrzę, oglądam się. Mówię: „Ale tutaj nic nie ma”. I dusza mi w tym momencie powiedziała: „No widzisz, to jest komnata raka. Ale nie bój się, nie martw się, ty nie masz raka”.
Coś w tym sensie. Aha, to w porządku. Jeszcze chwilę tam postałem, popatrzyłem naokoło. Skończyła się wizja, poleciałem gdzieś dalej. Ale siedząc na tym systemie balansującym, gdzie miałem pod nogami podkładki, dwie czarne nanokoachingowane podkładki, na kolanach miałem dwie i prawą ręką miałem Sputnika. Jest to trochę niewygodne urządzenie, ale myślę, że z czasem będzie jakaś minimalizacja zrobiona na bank. Generalnie jest tak, że mam jedno, dwa miejsca w organizmie, które mnie po prostu bolą. To jest wynik pewnej przypadłości, która mi się parę lat temu zdarzyła, kiedy miałem problemy jelitowe. Doktor, lekarz mi chyba za bardzo, może nie uszkodził, tylko dotykanie tymi narzędziami spowodowało to, że to miejsce zrobiło się wrażliwe. To jest na kolanku takim tutaj, nie wiem, jak to się nazywa teraz, nie pamiętam.
Kolanko jelitowe. W każdym razie wziąłem tego Sputnika i tak zacząłem sobie tę część ciała, gdzie mnie boli, zacząłem dostrajać. I w tym momencie, kiedy się naprawdę ekstra dostroiłem, to jakby Sputnik przejął całkowitą kontrolę nade mną. Ciało miałem całkowicie sparaliżowane. Jedyna część ciała, która mi się poruszała, ja to oczywiście obserwowałem na live'ie, chłopaki stali obok i patrzyli na to wszystko. To była sytuacja, kiedy Sputnik przejął kontrolę i jak sobie wyobrazicie, przypomnijcie sobie relacje na przykład o tak zwanych channelingach, czyli o takich osobach mediumicznych, które piszą coś na kartkach, ale tak naprawdę im to duch dyktował i one nie są tego świadome. Mniej więcej coś podobnego tutaj wyglądało, że moją rękę kontrolował Sputnik. On sam się poruszał. Nie miałem kompletnie wpływu na to. Nawet jak chciałem zatrzymać, to nie za bardzo miałem jak.
Ale byłem całkowicie w pełni świadom tego, co się dzieje. I on sobie dokładnie po tych punktach, gdzie mnie boli po ciele, manewrował i na początku było to takie, jakby ktoś wbijał klina, takie grube, duże wiązki. To wyglądało na tej zasadzie, jakby ten Sputnik szukał. Najpierw zajął się skanowaniem, czyli skanował ciało i szukał sobie. Szukał, szukał i gdy już zbadał cały teren, to przechodził w konkretne miejsca. To było coś takiego jak punktowe walenie. Czyli doszedł na przykład do tego miejsca. Tu mnie boli, tu coś jest nie tak z komórkami, to następowało bombardowanie szybkimi, cienkimi wiązkami. Takie . Seriami jakby.
I nagle w tym miejscu się robiło ciepło, jakby coś puszczało i ból znikał. I kolejna część, kolejna część. Zrobił mi już tę inną część, która mnie boli. Przechodził w stronę bardziej splotu słonecznego i w ten splot słoneczny, czyli to miejsce połączenia naszego materializmu z duchowością. Punkt korzenia, tak by trzeba było powiedzieć. Korzenny, ten punkt korzenny do dołu. Zaczął mi tutaj na to. I tam stało. Czułem takie ciepło, energie normalnie dużymi kanałami wlatuje. Jeżeli chodzi o wizje, które miałem, coś takiego ani razu nie widziałem, żadnych czakr.
Żadnych czakr nie widziałem. Było po prostu tu i teraz. Bycie w jednej, w kilku jednocześnie rzeczywistościach naraz. Wracając do tego Sputnika, proces takiego samoleczenia się kończył. To on zwalniał, zwalniał, zwalniał i później już zaczynał odzyskiwać kontrolę. Ale to były takie momenty niesamowite, że siedząc na systemie balansującym, trzymając Sputnika wokół siebie, czuło się takie zagęszczenie materii. To była ta granica, ten moment, gdzie ta rzeczywistość materialna... Inaczej. Między siedzeniem a wierzyczkami systemu balansującego była inna atmosfera, było inne czucie rzeczywistości. W pewnym sensie była taka antygrawitacja, jakby nie było w ogóle grawitacji.
I widziało się tylko taką niewidzialną przestrzeń, mgłę. To jest to samo, co przedtem mówiłem o tych papierosach, że jak paliłem na zewnątrz tej bąbli, kiedy buchał papieros i ta bąbla wlatywała w stronę systemu balansującego, to tworzyły mi się dziwne kształty na tym. I tak samo było z drugiej strony, kiedy ja siedziałem na krześle i patrzyłem się poza te słupki, poza tę bąblę. To była taka niewidzialna, przezroczysta tafla szkła, galarety, coś w tym sensie. Widziało się rozbłyski na granicach styku rzeczywistości będącej w systemie balansującym i poza systemem balansującym. I to było niesamowite. Widziałem, że chłopaki będąc wystrojeni również to wyczuwali, kiedy ja wchodziłem w większe lub mniejsze fazy. To się dało wyczuć. Każdą jedną myśl, emocję w pokoju, w którym się nieśmy, dało się czuć również na zewnątrz, poza oknami. Dobra, to tutaj wam opowiedziałem o tym sputniku.
Czy coś tutaj jeszcze było? To na koniec. Dobra, to jeszcze z innych wizji, bo sobie tylko teraz wejdę na Facebooka, bo nie będę szukał teraz, grzebał, ale na Facebooku umieściłem na swojej stronie internetowej takie obrazki, więc sobie teraz wejdę. Będzie mi łatwiej na podstawie tych obrazków wam tutaj przedstawić, jak to wyglądało. To taka właściwie można powiedzieć, że najbardziej to jest logowa tafla, tak to nazwałem, ekran śnienia oraz źródło. Jedna z takich wizji to była wizja, gdzie w pokoju, kiedy chłopaki siedli sobie oczywiście w samej rzeczywistości, zaczęli analizować to wszystko, co się dzieje. To była wizja pojawienia się ekranu śnienia i ten ekran był podzielony na kilka miejsc. Kilka sytuacji działo się na tym ekranie. Po lewej stronie były również dwie kule. Nie jestem pewien, czy to byli moi koledzy, wspólnicy Tomasz oraz Przemek, być może to były inne istoty.
Natomiast miałem na pewno jakichś współtowarzyszy. Pojawił mi się ekran śnienia, coś takiego jak projektor, tak byśmy to nazwali. Na tym projektorze widziałem siebie tak naprawdę w postaci świetlistej, elektrycznej. Energia po prostu. Pomieszczenie było całkowicie ciemne, to była taka komnata z ciemności. Stopniowo mi się wszystko zaczęło krystalizować. Na początku widziałem te dwie kule, potem mi się pojawił obraz. Na ten obraz wchodziła mi raz jedna kula, raz druga. Później skapowałem się, że to jestem ja. Trochę też dusza mi podpowiedziała.
Mój głos podpowiadał mi, że to jestem ja. W pewnym momencie powiedział: „Dotarłeś do granic swojego kosmosu, swojego wszechświata”, coś w tym sensie. I później ja już wtedy skapowałem się i tylko powiedziałem: „Okej, to jest koniec mojego wszechświata. Teraz już tylko pozostał kosmos”. No i tak sobie się przyglądałem, patrzyłem. To wyglądało jak taka zamazana tafla szkła. Chłopaki będą wiedzieli, o co chodzi, bo oni dość mocno dyskutowali na ten temat. Wtedy, kiedy ja robiłem, oni patrzyli od strony energetycznej. W pewnym momencie wszyscy widzieliśmy to samo. Mówię o tych trzech kulach, o których zaraz wam powiem, ale jeszcze postanowiłem sobie zrobić taki eksperyment, że spróbuję się teleportować, czyli przenieść.
W pewnym sensie chciałem takiego dowodu, czy to rzeczywiście tą kulą jestem ja. I nawet wyobrażałem sobie, że podnoszę rękę i automatycznie ta kula, bo to była taka bąbla kuli złocistego koloru i w tej kuli byłem ja. Widziałem po prostu, jak się skupiałem na tej kuli, że na przykład w myślach mówię: „A to podniosę teraz prawą rękę”. No i prawa ręka się podnosiła, za chwilę lewa. „To faktycznie ja. O je! To już nie potrzebuję więcej dowodów, tak?” I tak sobie pomyślałem: „No to spróbuję sobie zrobić parę eksperymentów”. I zaczynałem się, że tak powiem, teleportować. I to fajnie wyglądało, bo między jedną częścią ekranu a drugą częścią ekranu tak jakbym się przenosił w formie takiego skoku i to tak fajnie wyglądało w takim spowolnionym ruchu, że jeszcze nie do końca materializowałem się w innej części ekranu, a pozostała część mojego ciała z tej wcześniejszej lewej strony ekranu podążała za myślą tej prawej i musiało chwilę potrwać, żeby to się wszystko złączyło z powrotem jako całość, jako ja. Były też momenty, że widziałem się na przykład w dwóch miejscach jednocześnie właśnie pod postacią energetyczną, bo tak jak powiedziałem, te śnienie to miało różne poziomy.
Ja mogłem sobie robić, jak chciałem tak naprawdę. Ja mogłem jedną wizję widzieć z kilku różnych perspektyw. Na przykład w kolorze czarnym, w kolorze kolorowym, w kolorze energetycznym, w kolorze duchowym. Ja mogłem jedną opowieść, o której wam tutaj opowieściach opowiedziałem, przeżywać na wiele różnych sposobów. Mogłem czasami powtarzać sobie tę samą wizję w inny sposób. To było niesamowite doświadczenie. To mi tylko pokazało jedną rzecz twórcy i kreacji. Tak, to jest ten moment, w którym jesteś twórcą i kreatorem. Pamiętam jeszcze nasze telepatyczne rozmowy z chłopakami później, też już po tym wszystkim, że właśnie jak sobie telepatycznie rozmawialiśmy, mówili: „No wiesz Grzechu, to już teraz poznałeś kto jest kim. To już teraz poznałeś kto tu jest Bogiem, nie?” I tak właśnie się czułem w tych wizjach.
I tu tak naprawdę się czułem w tych wizjach, gdzie miałem całkowitą świadomość. Ja już po prostu wiedziałem, że doszedłem do całego sedna sprawy. Do tego właśnie, tej komnaty. Inaczej, była komnata w środku, po obrzeżach tej komnaty ekran śnienia. W każdą stronę, jakbym się patrzył, miałem ten ekran śnienia. Czyli w pewnym sensie byłem w takiej jakby kuli i w każdym rogu tej kuli po prostu widziałem siebie, tak? Ja już po prostu widziałem każdego siebie. Jest godzina pierwsza czyli druga, tak? Ja myślę, że już zaraz będę kończył. Najwyżej audycję chilloutową zrobię po prostu już u siebie.
Także myślę Marku i Ivelliosie, że jeszcze tak do godziny to maksymalnie. Raczej dłużej już nie potrwa ta audycja. Miała być dwie godziny, ale ja zawsze jak wejdę w słowo, to ciężko mnie powstrzymać. Także spokojnie, dasz radę. Damy radę Marku i Ivelliosie. W każdym razie tak tutaj kreacja wyglądała. Co jeszcze ciekawe, pokój był, tak jak mówię, otoczony taką taflą szkła, takiego mglistego, jakoś wam mówiąc, przezroczystego szkła, na którym ja się poruszałem na tym szkle. Pokój był czarny, na środku było czarne pudełko. Tę samą wizję miałem w pierwszej wizji Czas Snu 01 w grudniu 2016 roku. To samo było i przerabiałem różne sytuacje osobiste i problemy.
I generalnie polegało to na tym, otwierało się pudełko. Okej, Ivellios. Damy radę. W każdym razie zatrzymywały się, znaczy obserwowałem te wszystkie różne swoje wizje, przerabiałem wszystkie wizje. Pudełko się otwierało, wychodziła jakaś kolejna wizja, a ja byłem jednocześnie w tym pokoju, tylko obserwowałem to na zasadzie z tego pudełka jakby wylatywało światło. Tworzyła się jakby taka chmura, która składała się z cząstek klocków Lego, coś na tej zasadzie. Ja obserwowałem, one się stabilizowały. To chwilę trwało, żeby się stabilizowało, ale ja miałem jeszcze inną pomoc, bo miałem pomoc w postaci takich trzech kul, o których zaraz wam powiem. Ja po tych kulach widziałem, czy się dostrajam, czy nie. Niesamowicie mi to pomagało w tym.
Ale tak jak mówię, z tego pudełka, takiego czarnego pudełka, rogi tego pudełka były otoczone różnymi takimi jakby znakami runicznymi, jakimiś symbolami. Górna część się otwierała i klapki po prostu klap, klap, klap. Wyskakiwało światło, promień światła. On się rozlewał na takiej mgle. Pojawiały się klocki Lego. One się dopasowywały do siebie. W pewnym momencie tworzył się pełny obraz. Obserwowałem, przerabiałem jakąś sytuację i tak dalej. I kiedy już uporządkowałem swoje sprawy, zrozumiałem co gdzie jakiś tam błąd zrobiłem kiedyś. Generalnie przez wszystkie moje wizje tak naprawdę ani razu się nie wstydziłem siebie.
Tak to ujmę. Ani razu nie czułem wstydu przed samym sobą. I to właśnie było najlepsze przeżycia. I to czułem po prostu tą emocję. I w momencie, kiedy sobie to wszystko robiłem, to było coś takiego, że kiedy już... Opowiadam wam teraz jedną wizję, ale tych wizji było parę. To w pewnym momencie było coś takiego, że niewidzialną dłonią jakbym brał coś na zasadzie tak wziął i tak palcami machnął się, tak jakbym zrobił taki wiatr i tak jakby dmuchnął ten wiatr i ten wiatr poleciał w dym i ten wiatr i ten dym zaczął się rozwalać po prostu tak, jakby coś było, ale tego już nie ma, tak? Jakby zostało po prostu zapomniane. I w tym momencie te klocki wszystkie, które tam się rozlatywały z powrotem, były jakby wsysane przez taką trąbę do tego pudełeczka i to pudełeczko się zamykało. I później kolejna wizja, kolejna wizja i tak dalej.
I znowu, jak byłem gotowy, obserwowałem ten ekran śnienia z każdej płaszczyzny swoją czy postać energetyczną, to po prostu pojawiały mi się kolejne. Ale teraz wróćmy jeszcze może do tych kuleczek. O, te kuleczki bardzo wyraźnie chłopaki obserwowali te kulki. Wiem, że tutaj mieli potwierdzenia tego, co robią. Oni tu podchodzili do tego od strony technicznej. Ja natomiast nie jestem tutaj techniczny, jestem tylko eksperymentatorem. W pewnym sensie dzięki mnie chłopaki tutaj rozumieją pewne procesy i bardzo mnie to cieszy, bo nie każdy jest omnibusem. Może tak powiem, ale nie wiem, czy to jest dobre słowo. Jestem takim jakby emiterem, nośnikiem i poprzez mnie mogą też sprawdzać tę technologię od strony energetycznej. I oni to widzieli.
Ja też to widziałem. Były takie trzy wirujące kule koloru czarnego. Wystawały one wokół siebie białą poświatę, strzelały iskrami. One wibrowały w każdym poziomie w prawo, w lewo, w górę, w dół, na boki. Kibotały się, ale w momencie, kiedy ja... To był właśnie taki moment, to się dało wyczuć, kiedy ja myślami byłem w stanie te trzy kule postawić w jednym. Na początku w ogóle nie rozumiałem, dlaczego oni, jeszcze pamiętam, Tomasz mi coś powiadał na lewe ucho. Mówi: „No stary, wiesz co masz robić. Przecież masz klucz. Wiesz już, co z tym kluczykiem masz zrobić.
Wiesz, jak masz dopasować”. A ja mu odpowiadałem, że tak, ja wiem, ale niestety nie wiem, czy o to wam, chłopaki, chodzi. I była cisza. Oczywiście wiedziałem, o co chodzi. Generalnie chodziło o to, żeby te trzy kule połączyły się w jednym poziomie i w tym momencie następował właśnie największy kontakt z moim źródłem, z moim Som. Wtedy miałem najlepsze dostrojenia, wtedy byłem najbardziej dostrojony. Wtedy właśnie czułem, że jestem w domu. Wtedy czułem, że jestem twórcą i kreatorem, ale taki na tip top, na maksa. Wtedy wiedziałem, że to ja jestem tym bogiem i dlatego zawsze tak mówię, powtarzam i będę to mówił. Nie pod wpływem tylko tej jednej wizji, pod wielu wpływach, ale te wizje po prostu tak na mnie cisnęły piętno, że ja już tu więcej chyba nic nie potrzebuję.
I tak to mniej więcej tu wyglądało. Tej wizji oczywiście, bo tak jak powiedziałem, ta wizja odbywała się na kilku płaszczyznach. To jeszcze zaraz wam powiem. Kontynuujmy może dalej tą wizję, bo to była wizja. Jeszcze wiele rzeczy się innych działo, ale też jedną z takich wizji tutaj była taka wizja jak obserwacja dziwnej kotary, która to wisiała po prawej stronie w rogu. To w ogóle było tak, że to był hologram wyświetlony na szafce, na komodzie właściwie, na której stały tam gazy. Ja się tam bardzo często przypatrywałem. Tę wizję miałem kilka razy, do niej wracałem w trakcie pobytu właśnie w tej komnacie, w tym źródle, kiedy wszystkie te trzy kule były połączone, wydawały różne kolory fioletowe, zielone, białe, złote i tak dalej. W każdym razie, kiedy czułem już, że na właściwym miejscu są te wszystkie kule, że to ja tym manipuluję i steruję tym wszystkim, pojawiała mi się komara i z tej komary wychodziła postać kobiety, starszej kobiety. Ja ją sobie nazwałem panią Stasią.
Tak sobie po prostu nazwałem. I ona bardzo chętnie mnie zachęcała, żebym za tą kotarę wszedł. Nie wiem, dlaczego nie wszedłem, ale w sumie nie musiałem w nią wchodzić, bo robiłem taki myk, że mogłem przeniknąć przez tą kotarę wzrokiem i widziałem normalnie wejście w inną krainę. Taką ścieżkę widziałem. Na środku tej ścieżki, zaraz za kotarą stała świeczka. Świeczka, która płonęła ogniem. I ona uśmiechała się, zachęcała. Tam czasami widziałem dwie, trzy istoty inne podchodziły. Ja jakoś nie byłem w stanie. Nie wiem dlaczego właściwie.
Nie byłem w stanie po prostu przejść za nią. Tu właśnie sobie przeglądam jeszcze zdjęcia czy te rysunki, które sobie zrobiłem o tej właśnie planecie Soma. Jak ktoś jest zainteresowany, to na mojej stronie Czasnu oraz Radio Dreamtime na YouTubie są te dwa zdjęcia. Więcej nie udostępniałem, bo nie mam talentów, niestety, malarskich, ale chciałem po prostu zatrzymać tę chwilę. To, co pamiętałem, żeby łatwiej mi też później było w audycji wam opowiedzieć. Także to była tutaj wizja. Jeszcze z jednej, ostatniej wizji to był eksperyment ze słoikiem. Tu Tomasz będzie o tym doskonale wiedział. Była to kombinacja pewnych substancji, przez które mogłem patrzeć również w inną rzeczywistość. Było to ciekawe doświadczenie, ponieważ kiedy Tomasz brał słoik i przepał mi tak, aby te wszystkie gazy, te wszystkie substancje, które są, zmieszały się, ten słoik pokazywał prawdę.
Prawdę pokazywał w sensie, że tam już nie ma kłamstwa. To znaczy, że gdyby te odpowiednie składniki nie potrafiły się uformować, czyli latałyby wzburzone cały czas, a nie opadały na dno, to by było źle, bo by świadczyło o tym, że coś jest nie tak z naszą duszą, z naszymi myślami, całokształtem. Natomiast u mnie to wyglądało tak, że w momencie, kiedy Tomasz brał, wzburzył, to w ciągu kilku sekund dokładnie wszystko opadało na dno. I formowało się. Robiony był eksperyment również z magnesami, że to przywiązanie było tak silne, że nawet magnesy nie za bardzo były w stanie zburzyć to pole. Nie znam się dokładnie na tym. Chłopaki pewnie będą to lepiej ogarniali. Ja tylko mówię to, co widziałem. I tak to właśnie było. Ale w pewnym momencie kapitan Tomasz mi powiedział, abym spróbował wejść w ten obrazek.
Ja próbowałem. Na początku mi to nie wychodziło, dlatego też on mi powiedział coś takiego: „Spróbuj patrzeć nie oczami fizycznymi, ale spróbuj wejść w ten obrazek, tak jakby nic innego nie istniało poza tym słoikiem, tylko ten obrazek w tym słoiku”. Ja tak w końcu zrobiłem i znalazłem się znowu u siebie w domu. Była to piękna kraina. Wzgórze, domek, jakieś owce, kozy pasące się. Oczywiście dwójka dzieci i ja. Ja, żona moja. Tam jeszcze inne prywatne rzeczy przepytałem, bo sprawdzałem sobie i tak dalej. Zadawałem różne pytania, dostawałem odpowiedzi w postaci wizji oraz też telepatyczne, ale ta wizja też była bardzo długa. Nie mogłem się samo tej wizji odkleić.
Nie wiem ile przy tym słoiku, chyba ze dwie godziny żeśmy siedzieli. Tak niesamowicie realne to wszystko było. Patrzyło się takim jakby rybim okiem, kiedy skupiałeś się, ale jak już się skupiłeś, to normalnie miałeś 50k to pewnie by było za mało. Chodziłem po tej krainie, widziałem tam różne istoty. Widziałem doliny, widziałem domy, widziałem miasta i tak dalej. Widziałem też siebie, swój obraz duszy, również w tym pokoju w domu ojca, o którym wcześniej opowiadałem. Tak samo tutaj widziałem siebie z drugiej strony i pukał w tą szybkę centralnie. Pukał mi, zmieniał twarze na inne postacie. Niesamowite uczucie, niesamowite wrażenie. Tak to u mnie tutaj wyglądało to wszystko.
Co by tutaj jeszcze wam dodać? Popatrzę sobie jeszcze w notatki, czy o czymś nie zapomniałem. Jak zwykle pewnie zawsze coś zapomnę. O tej kolarce wam powiedziałem, o tym, tym powiedziałem. Droga powrotna oczywiście wyglądała tak, że jak już przyjechałem pociągiem do swojej miejscowości, gdzie mieszkam, miałem też takie dziwne obserwacje już na jawie tutaj będąc, ale widziałem piękno wszystkiego. Też jeszcze widziałem oczywiście statki kosmiczne UFO w Londynie. Widziałem, kiedy byłem na zewnątrz, paliłem fajki. W ogóle miałem taką fajną przypadłość, bo jak paliłem papierosa, to w pewnym momencie naprawdę przyleciał gołąb i mnie obserwował. Nie chodził czy coś, tylko stanął i patrzył na mnie. Czułem taki niesamowity kontakt telepatyczny z tą istotą, jaką był.
Przepraszam, źle powiedziałem, był gołąb. Niesamowity kontakt. Popatrzył na mnie i poleciał sobie później, ale też tak fajnie to jakoś dziwnie czułem z wszystkim, z każdą pszczołą, muchą latającą gdzieś tam na ogródku. Już jak był dzień, już pod sam koniec tej całej wizji, tak to widziałem. Co jeszcze? Oczywiście rozstania. Rozstania były długie. Nie mogliśmy się pożegnać. Ale jak już wyszedłem na ulicę, to musiałem chwilę przystanąć, odsapnąć. Taka była emocja z tej wspólnej podróży.
Ile się Tomek żegnaliśmy? Trzy razy? Cztery? Nie mogliśmy się odkleić dzieci. Pozdrawiam chłopaki was. Mam nadzieję, że będzie jeszcze niejedna taka wspólna podróż. Wspaniała podróż. Dobra, myślę, że będę kończył. Nie ma co tutaj więcej przedłużać. Coś na pewno zapomniałem.
Koncowe wnioski. Te wizje nie są tak naprawdę... Może nie. Są nowe w pewnym sensie, bo pokazują, uświadamiają mi pewne rzeczy, o których ja tak naprawdę dawno się już domyślałem i wiedziałem, że tak właśnie jest. Generalnie jest tak, że energia i emocje to są te klucze, które pozwalają nam poruszać się na tamtych płaszczyznach rzeczywistości. Chociaż mam też pewne wątpliwości, bo Tomasz też tutaj w ostatnim „Hiperprzestrzeni” mówił, że emocje są kluczem. Ja miałem pewną wizję, w której było mi przedstawiane, że emocje są ważne, bardzo ważne, ale też do pewnego momentu. W innym momencie, jak by to powiedzieć, pałeczkę, kontrolę przejmuje inny stan. Nie jestem w stanie go teraz określić, opisać. W sensie, że to nie tylko emocja, że jest jeszcze coś innego niż tylko emocja i niż technologia Keshe, czy też gazy CO2, czy inne, które są tylko nośnikiem dla tego naszego materiału świadomości.
Natomiast jest jeszcze coś innego. Nie jestem w stanie wam teraz tak dokładnie powiedzieć. Co to za emocja? Bo mam strzępy tej informacji. Muszę to jeszcze kiedyś przeanalizować, bo często jest tak, że po takich wspólnotach snach potrzebny jest jakiś moment, żeby ochłonąć, pozbierać wszystko, poukładać. Niemniej jednak emocja, energetyka czy gansy, czy technologie Keshe to są tylko narzędzia, ale tak naprawdę poprzez tą moją intencję, którą sobie dzisiaj wyraziłem, a mianowicie wgląd do własnego siebie, to mam takie odczucia. Właściwie chyba wiem, że wszystko jest w nami. Wszystko tak naprawdę tu mamy w nas samych, że to my tworzymy, kształtujemy i kreujemy rzeczywistość. I to się bierze od nas wszystkiego. Nie jakieś tam czakry.
Można medytować tysiące razy i tak dalej. Zresztą ja też to robię, ale im bardziej się wgłębiam i wchodzę w te emocje w inne strony, to uświadamiam jedną rzecz, że tak naprawdę wszystko ja robię, to wszystko ja decyduję. Dziś mój znajomy miał fajny przypadek, bo robiąc zakupy miał ochotę na przykład kupić sobie to, to, to i to, no nie? No ale kurczę, tak. No i tak sobie pomyślał. W pewnym momencie okazało się, że w pracy rozdają jedzenie za darmo. Doszło do takich sytuacji u nas w Anglii, że nawet fundacje charytatywne nie chcą brać za bardzo z marketów jedzenia. Nie wiem, czy im się to nie opłaca, czy coś. Są takie czasami akcje u nas, że po prostu firma daje ludziom do domu i dokładnie to, co kolega chciał sobie dzisiaj na śniadanie, obiad zrobić. Dokładnie te same produkty miał.
I tak żeśmy rozmawiali dzisiaj o kształtowaniu rzeczywistości, w jaki sposób się to kształtuje. Więc ja mu to trochę wyjaśniłem właśnie też na podstawie tych wizji i tak dalej, na podstawie mojego wypadku, jak to wygląda. Także tutaj nie potrzeba więcej dowodów, przynajmniej w moim przypadku ani dla mnie. Ja już wiem. Przekonanych nie trzeba przekonywać, jak to mówią, tak? Natomiast jeżeli ktoś nie chce się przekonać i tak dalej, no to trudno. Każdy ma swój własny świat. My mamy tylko tą możliwość, że możemy się tu, w tym miejscu, w tej rzeczywistości zmaterializować i po prostu przeżywać. Żyć życiem, żyć chwilą, żyć emocją, miłością i doświadczać swojego życia. To tylko doświadczenie, nic więcej.
Bo jak sam już nie raz się przekonałem, wchodząc do bibliotek czy do uniwersum kosmosu, ja jestem w stanie odczytać emocje. Odczytać emocje ciebie, ciebie czy ciebie. Wystarczy, że się tylko dostroję. Wystarczy, że mam czystą swoją duszę, czysty obraz duszy i właściwie mogę widzieć twój obraz duszy. Jednym jeszcze z takich eksperymentów, który sobie robiliśmy też już na sam koniec, to był eksperyment, kiedy patrzyliśmy w obrazy duszy innych osób. I to jest niesamowite doświadczenie, ponieważ ja miałem też dwie takie sytuacje. Zresztą o wypadku samolotu mówiłem wcześniej poprzez wizje, ale również inne rzeczy, o których tutaj niestety nie powiem. Chłopaki wiedzą, o co chodzi. Ja tu nie powiem, ponieważ nie chcę wszczynać kolejnej burzy, natomiast wiedziałem, że takie rzeczy się zdarzą. Miałem ostrzeżenia, że tak powiem, i po prostu wiedziałem, że to się zdarzy.
Natomiast tutaj była jeszcze taka wizja jedna, gdzie właśnie obserwowaliśmy dwóch pewnych panów. Nie powiem nazwiska i imienia, ale w Polsce z alternatów znanych, gdzie zanim coś powiedzieli, to widzieliśmy ich obraz duszy. To jest tak, jakby na ekranie telewizora przy dostrojeniu oczywiście systemu balansującego i tak dalej można było widzieć jakby dwa nakładające się na siebie obrazy. Jeden obraz to był obraz rzeczywisty, realny tu, w tej rzeczywistości, a drugi to był obraz duszy. I zanim jeszcze ta osoba coś powiedziała, my żeśmy widzieli już z lekkim wyprzedzeniem, jak ta osoba za chwilę się zachowa. I to też jest naprawdę jedna z niesamowitych rzeczywistości, które mi też się tutaj kiedyś zdarzyły w realu, u mnie tu w mieście, gdzie mieszkam. Miałem dwie takie przypadłości, gdzie widziałem właśnie taki obraz duszy dwóch pewnych osób, będąc na spacerze z kilkoma osobami, gdzie ja tylko to widziałem, ale te osoby nie. Ale doskonale wiedziałem, co ta osoba ma w głowie, a co nie. I to jest właśnie najbardziej przerażające dla tych wszystkich ludzi, którzy boją się technologii Keshe, bo jak się okaże, może już niedługo okazać. Może być to tak, że kto pojął i zrozumiał, doszedł do swojego klucza.
Bo technologia jest tylko narzędziem, które nam pozwala. Później nie potrzebujemy tak naprawdę tej technologii, bo kiedy już poznamy i zrozumiemy, na czym to wszystko polega, to możemy to robić w każdej chwili, w każdym momencie. I to jest właśnie ta technologia, której się boją ci wszyscy ludzie, że w pewnym momencie wystarczy, że tylko na niego popatrzę i ja będę o nim wszystko wiedział. Ja będę wiedział, czy ja mam z taką osobą robić deal, czy nie, czy lepiej iść swoją drogą, a ta osoba niech idzie swoją. Ale zawsze powtarzam jedno. Zawsze są konsekwencje naszych własnych decyzji i tego wam tutaj życzę, abyście podejmowali właściwe decyzje w waszym życiu. Jeżeli macie ochotę i chęci, próbujcie. Śnić. Próbujcie spotykać się ze znajomymi, z ludźmi. Próbujcie doświadczać.
Każdy ma tę możliwość. Każdy to może robić. Ja nie jestem żadnym wyjątkiem. To byłaby najgłupsza rzecz, jaką bym powiedział o sobie, że jestem wyjątkowy. Nie, każdy to ma. Kwestia tylko pracy, treningu. Może to jest troszkę predyspozycji. Może. Kto to wie? Ale na pewno jest to warte, bo to nas kształtuje i ukierunkowuje nas w stronę bycia po prostu lepszym.
Bo tak naprawdę świat sobie poradzi, nasza papa Macia sobie poradzi, a jak nie, to zrobi najwyżej globalny reset. Ale tak naprawdę to tylko my decydujemy, co mamy ze sobą zrobić, co będziemy mieli w przyszłości, jakie traumy bądź nie traumy i gdzie dalej podążymy. Wybór należy do was i to tylko wy decydujecie, czy na rozdrożu albo przy drzewie kuszenia będziecie szli w stronę jabłka i weźmiecie to jabłko, albo weźmiecie alternatywną metodę i pilotem przełączycie na kanał, na którym chcecie jechać. Tego wam życzę i bardzo serdecznie was zachęcam do takich doświadczeń. Jeszcze na koniec bardzo serdecznie chciałem podziękować Markowi Ivelliosowi za retransmisję w Radiu Paranormalium. Dziękuję chłopakom, Tomaszowi, kapitanowi Radia Anafali za wspólną wspaniałą podróż. Mam nadzieję, że to nie ostatnia, że będą jeszcze bardziej masywniejsze, bo chcę jeszcze więcej. Dziękuję tutaj również, pozdrawiam bardziej Edka z Etykiety Zastępczej retransmitowanej w Radiu Paranormalium oraz Radiu Czasnu. Michała Kleuda Moneta z Teorii Chaosu oraz Barta, który bardzo ciekawe audycje prowadzi HTL Mistyka. Bardzo ciekawe.
Oczywiście też nie z wszystkim się zgadzam, ale to wiecie, kwestia konfrontacji. Musielibyśmy siąść na podłodze przy jakimś ognisku albo może przy jakimś zestawie medycznym i pogadać sobie pewnie i wyciągnąć wnioski. Bardzo fajne prowadzisz, Bart, audycje i bardzo się cieszę, że odważyłeś się na takie audycje. Wiele rzeczy mi wyjaśniły też, o których nie miałem pojęcia. Z wieloma się rzeczami zgadzam, z wieloma nie. Często jak opowiada Bart, to mam wrażenie, że właśnie mam wizję przed sobą tych moich wizji, które ja miałem. A więc w sumie zgadza się z tym, co ja mam w swoich doświadczeniach. Także zapraszam was wszystkich na następną audycję. Prawdopodobnie nie wiem, czy będzie za tydzień, czy za dwa. Zobaczymy, jak to będzie.
Audycje 3600 sekund będą co tydzień leciały. One będą z półki leciały na razie. Jest tych audycji już około 10 nagrane, także spokojnie przez dwa miesiące będą leciały. Natomiast czy będą live, czy nie, zobaczymy. Będę informował na stronach internetowych, na www.czasnu.com oraz na Facebooku, oraz jeszcze na czatach. Także spokojnie, nie przegapicie. Damy radę jakoś to wszystko ogarnąć i tak dalej. Będziemy próbowali jakoś sobie umilić jesienno-zimowe wieczory. Zachęcam was do archiwów. W ciągu kilku godzin po audycjach, które są retransmitowane, staram się umieszczać.
Obrabiam to wszystko zdalnie, więc nie zawsze na miejscu, ale staram się obrobić zdalnie tak, że jak przychodzę do domu z pracy, audycja jest obrobiona, jest tylko kwestia wrzucenia, bo niestety nie wszystko się telefonem da zrobić, ale myślę, że jakoś wszystko ogarnę w dalszej części tych wszystkich audycji. Także jak chce, to zapraszam was na kolejną audycję. Będziemy tu już powoli kończyć. Jeszcze może na koniec puszczę wam coś może z yczki. I nie wiem, czy Ivellios będzie retransmitował, czy nie, bo wiem, że jest ograniczony czas. Jakby nie, to zapraszam was na www.czasnu.com i tam jeszcze poprowadzę chwilę audycję chilloutową, gdzie włączę linię skype'ową, więc będziecie mogli do mnie spokojnie zadzwonić i może się wymienić jakimiś poglądami, informacjami i tego typu rzeczami. Jeszcze sobie tylko znajdę na zakończenie, żeby ładnie zamknąć podcasta, którego później obrobię. I myślę, że to wszystko będzie. Także trzymajcie się i do następnego razu. Hej!
Projekt nierealizowany.