[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu Chata Mistyka. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Mam na imię Bart i witam wszystkich w programie Chata Mistyka. Moi drodzy, podróżując tym szerokim, rozległym oceanem świadomości, w moich włóczęgach dotarłem do miejsca na tej planecie, w którym jeszcze nie byłem do tej pory. Obecnie przebywam na kontynencie australijskim, więc z tego powodu dzisiejszy odcinek Chaty Mistyka będzie poświęcony tematowi, który jest moim zdaniem fenomenalny i kojarzy się bardzo mocno z tym miejscem tutaj na Ziemi.
Krainą, która obecnie nosi nazwę Australia. Ale nie zawsze tak było. Nazwa Australia jest stosunkowo młodą nazwą, dlatego że jest to nazwa narzucona przez Europejczyków, którzy tutaj dotarli stosunkowo niedawno. Aczkolwiek kultura i historia tego miejsca jest bardzo bogata i odległa w czasie. I o tym sobie dzisiaj porozmawiamy, dlatego, że w Chacie Mistyka poruszamy zwykle tematy świadomościowe. W tym obszarze, na planecie naszej Ziemi również występuje bardzo mocny rozwój świadomości. Niektóre rzeczy są bardzo wspólne z innymi starożytnymi systemami, które występują na tej planecie. Chciałbym to zebrać w dzisiejszym odcinku razem i porównać. Mam dla was historię niebagatelną, dlatego, że historia będzie dotyczyła lokalnej ludności, która zamieszkuje ten rozległy, potężny kontynent od tysięcy lat. My jako Europejczycy nawet nie jesteśmy do końca pewni, jak długo ta cywilizacja tutaj trwa, ale nie ma wątpliwości, że jest to jedna z najstarszych cywilizacji na tej planecie.
Australia. Ląd nieprzemierzony, niesamowicie rozległy. Przepotężne tereny i bardzo ciekawe, charakterystyczne ukształtowanie terenu. Dlaczego jest ciekawe? Dlatego, że na tak potężny obszar to miejsce jest kompletnie płaskie. Jak popatrzymy na mapę Australii albo popatrzymy na zdjęcia, to nie widać żadnych większych wzniesień. Na całym tym kontynencie nie ma praktycznie gór. Także jest to ciekawostka. Jak to się stało, że tak potężny ląd jest kompletnie płaski? Oprócz tego, że ląd jest kompletnie płaski, to również nie jest za bardzo przyjazny do życia ludzkiego, do przetrwania.
Dlatego, że znajdują się tu różne gatunki zwierząt i roślin i wszystkie te zwierzęta wydają się usiłować cię albo użądlić, albo ugryźć, albo ukąsić, albo po prostu zjeść. Są tu różnego rodzaju pająki, krokodyle, rekiny i wszystko wydaje się być kompletnie pazerne na ludzkie mięso. Ale to może być jedynie wrażenie nasze, białasów, którzy na ten ląd dotarli i dokonali swoich czcigodnych historycznych odkryć. Do tego sobie powolutku dojdziemy. Moi drodzy, kontynent australijski potężny, rozległy. To są naprawdę tysiące kilometrów kwadratowych. Nie zebrałem żadnych statystyk, więc nie będę wam za bardzo głowy zamęczał numerkami. Myślę, że każdy z nas zdaje sobie sprawę, że nie jest to bagatelny ląd. Myślę, że kontynent australijski jest powierzchniowo porównywalny do całej Europy. Dlatego pomimo tego, że my to nazywamy z naszej perspektywy Australią, czyli jedną dla nas krainą, to tak naprawdę ta kraina składa się z wielu innych ugrupowań, państewek, szczepów.
Dlatego, że Aborygeni to jest mnogość różnych ludów. To nie jest tylko jeden gatunek ludzki, jedna kultura. To jest bardzo głęboka i starożytna kultura, która posiada jeden wspólny mianownik, wspólny trzon, który formuje tę kulturę, tę wiedzę. Aczkolwiek Społeczność aborygeńska składa się z wielu różnych, setek właściwie plemion. Jest tutaj pomieszanie języków, mnogość różnych wpływów. I o tym chciałem troszeczkę dzisiaj wam opowiedzieć. Teren bardzo nieprzyjazny wydaje się dla człowieka, niedostępny. Klimat dosyć srogi, aczkolwiek bardzo zróżnicowany, dlatego, że na północy kontynentu klimat bardzo mocno przypomina klimat tropikalny, czyli taki, jaki występuje na Karaibach, w Ameryce Środkowej, bo jest to szerokość geograficzna bardzo zbliżona do tych miejsc, które wspominam, więc podobna czasami wydaje się być roślinność. Natomiast co chodzi o zwierzynę, jest to kompletnie inny rodzaj zwierząt. Różne ciekawostki występują przyrodnicze na tym kontynencie, ale wśród tej mnogości zwierząt i wśród tego zróżnicowania gatunków właściwie nie ma w dawnych czasach zwierząt, które człowiek mógłby wykorzystać do transportu.
Czyli tak jak w Europie czy w Ameryce mamy możliwość wykorzystania na przykład koni do jazdy konnej albo do transportu, do przewozu różnego rodzaju dóbr i rzeczy, to tutaj, w tym kraju właściwie nie ma takich zwierząt, które mogłyby zostać oswojone, które mogłyby spełniać funkcję transportową. Dlatego, że nie ma tutaj ani koni, ani w dawnych czasach wielbłądów. Mówię o wielbłądach w czasie przeszłym, dlatego że taka ciekawostka: w tej chwili największa populacja dzikich wielbłądów na świecie jest właśnie tutaj, w Australii. Aczkolwiek nie są to zwierzęta, które są rodzime dla tego lądu. Te zwierzęta są w tej chwili bardzo liczne, dlatego że w XIX wieku zostały one przywiezione tutaj na statkach z Arabii, z Indii i z Afganistanu. Z tych trzech miejsc zostały przesiedlone te zwierzęta, dlatego, że klimat tutaj jest im odpowiadający. Zadomowiły się fantastycznie w tych rejonach świata i rozmnożyły się aż do tego stopnia, że w dzisiejszych czasach sprawiają pewne problemy, dlatego, że nie mają tutaj naturalnych wrogów, więc te zwierzęta się rozpowszechniają troszeczkę bez kontroli. Ale tak to już jest, jeżeli biały człowiek ingeruje z fauną i florą, z procesem naturalnym tej planety, to dziwne różne rzeczy się dzieją. Ale dzisiejszy odcinek nie o wielbłądach, tylko o Aborygenach. Aborygeni, ponieważ nie mają koni i nie mają wielbłądów do przemieszczania tych potężnych połaci lądu, nie mają właściwie innych środków lokomocji niż własne stopy, więc muszą stworzyć pewne systemy, sposoby podróżowania po tych rozległych lądach, które opierają się tylko i wyłącznie na sile ich własnych nóg.
Aby przemieszczać się z jednej części tej rozległej krainy w inną część tej krainy, Aborygeni w dawnych czasach podążają pewnymi szlakami podróżniczymi, które to zostały od tysięcy lat utworzone i utrzymywane. Te szlaki podróżnicze to jest coś znamiennego, dlatego że dla nas, Europejczyków, my prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie nawet rozpoznać takiego szlaku turystycznego w buszu. Dlatego, że nie jest to ani żadna droga wybudowana, wyasfaltowana, nie jest to żadna autostrada, nie ma po drodze ani stacji benzynowych, ani supermarketów, w których można się zaopatrzyć. Więc podróżowanie w Australii w dawnych czasach to nie bagatela sztuka. Aborygeni znają się na tej sztuce wyśmienicie. Powstają więc odpowiedniego rodzaju szlaki podróżnicze, które głównie przebiegają wzdłuż naturalnego ukształtowania terenu. Ponieważ Aborygeni potrzebują do nawigacji też pewnych charakterystycznych punktów znajdujących się w terenie. Dlatego, że tak jak mówię, teren rozległy i właściwie większość tego kontynentu to takie pustkowie. Co chodzi o głębię kontynentu, Australia wokół linii wybrzeża, wzdłuż oceanu jest bardzo urozmaicona. Aczkolwiek im bardziej zapuścimy się w głąb tego kontynentu, tym bardziej teren zaczyna być pustynny i tym bardziej nieprzyjemny dla człowieka.
Więc Aborygeni w dawnych czasach podróżują sobie wzdłuż takich swoich ustalonych szlaków komunikacyjnych i głównie podróżują metodą z buta. A nie jest to nawet metoda z buta, dlatego że Aborygeni butów nie noszą, ale świetnie sobie radzą z tymi tysiącami kilometrów, które przebywają własnymi stopami. I w tym procesie powstawania tych szlaków również zachodzi pewien proces wymiany informacji, dlatego że tak jak wspomniałem, Aborygeni to nie jest tylko jeden lud To są setki plemion i setki różnych dialektów, setki różnych języków, więc Aborygeni muszą posiąść umiejętność komunikowania się z obcymi ludami, z obcymi szczepami. Również uczą się, jak wymieniać informacje. Podczas ich wędrówek, podczas tych podróży, w naturalny sposób następuje proces wymiany różnych dóbr i także wymiana technologii. Bo co to jest technologia? Technologia to jest coś, co działa. Czyli to są jakieś metody, to są czasami jakieś urządzenia, narzędzia, które mają za zadanie sprawić zamierzony przez nas cel. Najważniejsze w Australii wydaje się, żeby przetrwać. Dlatego, że przetrwanie staje się tutaj funkcją, którą musimy podejmować codziennie.
Dlatego, że mnogość tych wszystkich różnych organizmów nam nieprzyjaznych powoduje taką sytuację, że musimy być bardzo uważni i bacznie obserwować całe otoczenie. Aborygeni podróżując tymi szlakami wymieniają różne sposoby przetrwania podczas podróży. Tak jak wspomniałem wcześniej, nie ma tutaj zbyt wielu osad, nie ma też miast, nie ma miejsc, w których można zaopatrzyć się, nie ma sklepów. Nie ma nawet konia, który może ponieść twój ładunek. To, co masz ze sobą, to właściwie tylko to, co możesz unieść na plecach albo na głowie. Ponieważ idziesz daleko w tych swoich włóczęgach, to nie zabierasz ze sobą zbyt wiele, żeby tego nie nosić. Taki typowy podróżnik aborygeński będzie miał ze sobą tylko parę istotnych, esencjonalnych do przetrwania rzeczy. To będzie jakiś bukłaczek z wodą, torba z suszonymi owocami, może jakiś kawałeczek gotowanego mięsa. Na pewno to będzie włócznia, taki jakiś patyk. Wiadomo, każdy wie, jak włócznia wygląda.
W różnych częściach świata włócznie mają różne kształty, ale funkcja jest ta sama. Zwykle taki Aborygen podróżnik będzie miał ze sobą kamienny nóż, nie metalowy, tylko kamienny, aczkolwiek bardzo ostry i sprawny nóż. Podczas tych wędrówek Aborygeni wymieniają swoje doświadczenia. Tak samo rozpowszechnia się pewien etos mitów. Wymieniane są opowieści, tym samym rozpowszechnia się kultura aborygeńska. Podczas tych podróży większość tych szlaków krzyżuje się w jakichś miejscach, więc powstają pewnego rodzaju osady. Może osada to nie jest dobre słowo. Powstają węzły podróżnicze, węzły komunikacyjne, gdzie spotykają się ludzie z różnych części krainy, którzy podróżują, udają się w różnych kierunkach. W tych węzłach komunikacyjnych można na przykład handlować dobrami z różnymi innymi szczepami. Można spotykać się z innymi ludźmi, można wymieniać informacje.
Jednym z takich bardzo powszechnych miejsc i znanych z historii i tradycji Aborygenów jest pustynia Simpsona. To jest takie miejsce, przez które przechodzi mnóstwo szlaków komunikacyjnych. Tam wydaje się powstać jedna z większych kolebek kulturowych kultury. Oprócz tego, że są te węzły podróżnicze, komunikacyjne, jest też na drodze mnóstwo tak zwanych miejsc mocy. Aborygeni, starszyzna często opowiada o miejscach mocy, które powiązane są z odpowiednimi, bardzo szczegółowymi miejscami w terenie. Są to zwykle miejsca opisywane jako święte miejsca. Podczas tych wędrówek Aborygeni szerzą swoją kulturę, wymieniają się informacją, przekazują sobie pewnego rodzaju opowieści, które są mityczne. A opowieści te opowiadają o doświadczeniach spoza tej rzeczywistości. To są opowieści, które opisują przodków. To jest cała kosmologia, czyli skąd pochodzimy, jak powstał świat.
Również te opowieści mityczne opisują pewne charakterystyczne istoty, które pochodzą z kosmosu. Opowieści mityczne opowiadają o istotach, które stworzyły ten świat, a po tym, jak już ląd został uformowany, gotowy do zamieszkania przez ludzi, istoty te rzekomo przemieniły się w skały, drzewa i zwierzęta. Jest to dosyć ciekawa kosmologia. Jest to ciekawy aspekt, aczkolwiek bardzo podobny do kosmologii pochodzącej z różnych innych tradycji na tej planecie. To nie jest pierwszy przypadek, że jest wspomniany fakt, że my jako ludzie nie do końca jesteśmy stąd. My zamieszkujemy tę planetę, ale my tak naprawdę jesteśmy przybyszami z kosmosu. Jak jesteś Aborygenem w dawnych czasach, podróżujesz sobie przez nieprzystępne obszary i połacie lądu, to to, co masz ze sobą, to nie są właściwie przedmioty, ale to, co jest najbardziej istotne, to jest twoja wiedza. Jesteś częścią natury, więc sobie radzisz w każdej sytuacji. Dlatego, że cała ta kultura polega na wymianie informacji i opowiada o tym, jak żyć w zgodzie z naturą raczej niż przeciwko naturze. Jesteś częścią tej natury, a nie jest to tylko i wyłącznie walka i próba przetrwania z dnia na dzień.
Znasz się na pogodzie, znasz się na wszystkich warunkach klimatycznych, umiesz nawigować i potrafisz nawigować właściwie i w dzień, i w nocy. Dlatego, że Aborygeni świetnie znają się na gwiazdach i na konstelacjach. Podróżowanie nocą nie jest żadnym problemem. Obszar jest bardzo rozległy, więc potrzebujesz narzędzi do nawigacji, żeby nie zabłądzić albo żeby nie spędzić parę dni, idąc w złym kierunku. Znasz się też na sezonach. W zależności od tego, w którym miejscu Australii jesteś, występuje pora sucha, pora deszczowa i parę różnych innych zjawisk klimatycznych. Co jeszcze? Jako taki Aborygen wiesz dużo o zwierzętach. Wiesz na pewno bardzo dużo o roślinach. Znasz się doskonale na ziołach, bo zioła to są twoje lekarstwa.
Tutaj nie ma supermarketu, gdzie można kupić sobie aspirynkę na ból głowy ani nie ma apteki. Wszystko, co jest potrzebne, znajduje się wokół ciebie. Tylko musisz mieć umiejętność, żeby te przedmioty znaleźć, żeby je rozpoznać i żeby wiedzieć, w jaki sposób je wykorzystać. Wśród tej mnogości ziół jest takie zioło w Australii, które występuje bardzo powszechnie wzdłuż owych szlaków turystycznych, komunikacyjnych. Tu warto wspomnieć, że niektóre z tych szlaków to tak naprawdę istne autostrady. Autostrady, dlatego że normalnie to jest tak, że idziesz sobie tą pustynią, tą prerią parę tygodni i właściwie nikogo nie widzisz. Nie ma żadnego innego człowieka. I to jest taki zwykły szlak. Idziesz parę tygodni, jesteś albo sam, albo z małą grupą swoich przymierzeńców, swoich braci. I właściwie nikogo innego nie spotykacie na tej drodze.
A autostrada to będzie też taki szlak, tylko że różnica jest taka, że normalnie na autostradzie spotykasz człowieka raz na tydzień. Taki szlak zostanie nazwany autostradą, ponieważ ludzie tymi miejscami się przemieszczają w tę i z powrotem. To jest już wtedy autostrada. To jest taka droga szybkiego ruchu. Wzdłuż tych dróg szybkiego ruchu jest taki fenomen, że jest pewna roślina, która jest bardzo mocno ceniona, jest bardzo mocno rozpowszechniona wzdłuż tych dróg. I o tej roślinie dzisiaj chciałem troszeczkę wam opowiedzieć. Tak to już jest, moi drodzy, że jak popatrzymy na tę planetę, gdziekolwiek pojawia się gwałtowny rozwój myśli czy świadomości, tam, gdzie istnieją środki wpływów kulturowych, tam też są w użyciu różnego rodzaju substancje, które umożliwiają nam, ludziom, swoistego rodzaju wgląd w istotę rzeczy. Można by powiedzieć. Zwykle to są rośliny, bardzo często są to grzyby. Natura postarała się o to, aby w różnej formie, w różnych częściach świata były dostępne dla nas swego rodzaju klucze.
Są to klucze, które otwierają przed nami bramy percepcji. Tutaj warto wspomnieć, że jak przywołuję metaforę bramy, to można sobie wyobrazić, że sama brama to już jest jakiegoś rodzaju forma przeszkody. Po wyeliminowaniu takiej przeszkody mamy swobodny dostęp do czegoś, w tym przypadku do świadomości, do rzeczy samej w sobie. Jeżeli jesteśmy w stanie odnaleźć, rozpoznać klucz i wiemy, jak wykorzystać ten klucz, to jesteśmy w stanie otworzyć takową bramę. Brama to jest tylko metafora. Mam nadzieję, że tutaj wszyscy to doskonale rozumieją. Klucz jest również metaforą. Chodzi o to, że na tej planecie rosną w różnych miejscach tego świata rośliny, które powodują pewien inny ogląd naszej sytuacji, naszej rzeczywistości i powodują gwałtowny rozwój świadomości ludzkiej. Tutaj, moi drodzy, w Australii znajduje się taka roślina, takie bardzo cenione przez Aborygenów zioło, które nazywane jest ziołem pituri. Właściwie pituri to nie jest tylko jedno zioło.
Za chwilę o tym powiem. Jak pierwsi Europejczycy przybyli do Australii w XVII wieku, to od razu zauważyli, że jest to coś bardzo istotnego dla lokalnych ludzi, dlatego, że zawsze mają to przy sobie i zawsze tego używają. Jest to przez nich bardzo cenione i jest to tak cenne, że są w stanie za to zioło oddać wszystko inne, co mają przy sobie. Są w stanie wymienić to na cenne pituri. Europejczycy zaczęli prowadzić badania co to jest, o co w tym wszystkim chodzi. Pierwsi naukowcy rozpoznali tą roślinę jako rodzaj tytoniu, ale nie do końca byli pewni jak to wszystko działa. Dlatego, że ten tytoń zawierał w sobie nikotynę. Ale to nie były duże ilości nikotyny, tak jak w liściach tytoniu, które znane nam są w Europie, te, które przyjechały z Ameryki Południowej. Co się okazuje? To nie jest tylko jedna roślina.
Aborygeni wykorzystują liście tego zioła, ale mieszają te liście z popiołem drzewnym. I to nie jest jakikolwiek popiół drzewny. Spalają drewno akacji i eukaliptusa po to, żeby osiągnąć ten popiół do pomieszania z liśćmi pituri. Dlaczego akacja i eukaliptus? Dlatego, że te drzewa, te roślininy są bardzo bogate w pewne alkaloidy. Tam występuje siarczan wapnia. Tutaj nie będę zagłębiał się w tajniki chemiczne, aczkolwiek ten popiół z alkaloidami w połączeniu z liśćmi rośliny, która przypomina tytoń, wydziela bardzo aktywną substancję psychodeliczną. To nie jest nikotyna, to jest inna substancja, która się wytwarza. I to jest właśnie owy klucz do świadomości, do zrozumienia otoczenia i do zrozumienia rzeczywistości. To mi od razu narzuca na myśl ayahuasca z Ameryki Południowej, dlatego że również mamy tutaj do czynienia z dwoma składnikami.
I podobnie jak ayahuasca, która jest połączeniem dwóch roślin. Jest to wywar z liany, z pewnej określonej liany pochodzącej z Amazonii i wygotowanej w towarzystwie liści innego krzaka wydziela DMT, czyli bardzo psychoaktywną substancję, która powoduje alternatywne stany świadomości. Żadna z tych roślin spożyta oddzielnie nie przynosi takiego efektu, nie ma żadnego rezultatu. Natomiast tylko i wyłącznie po długim, wielogodzinnym gotowaniu w jednym kotle jedna roślina aktywuje drugą i powstaje bardzo potężna magiczna substancja. Podobnie jest w Australii. Pituri to nie jest tylko i wyłącznie roślina tytoniu, tylko są to liście, które są wymieszane z popiołem eukaliptusa albo z popiołem akacji. I to jest tak bardzo istotne w kulturze Aborygenów. Dlatego, że jest to substancja, która powoduje bardzo szczególny stan umysłu. I ten stan umysłu Aborygeni nazywają śnieniem. Tutaj jest problem z tłumaczeniem.
Ani język polski, ani język angielski nie posiada słów takich w swoim słowniku, które dokładnie można by przetłumaczyć na to słowo, które używają Aborygeni, kiedy opisują ten stan umysłu. Aczkolwiek mi się wydaje, że najbliższym skojarzeniem będzie, jeżeli będę używał słowa śnienie. Jeżeli mówię śnienie, to nie mam na myśli spania. To nie chodzi o to, że idziesz do łóżka, kładziesz się i masz w nocy sny i rano się budzisz i możesz opowiedzieć sny komuś. To bardziej chodzi o stan umysłu, w którym następuje pewien fenomen. To nie jest spanie, ale to jest stan, który Aborygeni określają stanem pomiędzy snem a jawą. Jest to bardzo specyficzny stan, w którym jesteś w stanie, przynajmniej Aborygeni twierdzą, że są w stanie kontaktować się ze swoimi przodkami, a tym samym są w stanie połączyć się z całą naturą i z całym stworzeniem. I to stąd dowiadują się o pochodzeniu istot. Stąd pochodzą owe mity. Stąd Aborygeni dowiadują się o sposobach funkcjonowania tych istot, które przybyły z kosmosu i które zamanifestowały się tutaj na świecie.
Dzięki pituri Aborygeni są też w stanie dostroić się do kosmicznej melodii i w pewien sposób widzieć. Czyli mają widzenia. Tutaj również to nie chodzi o widzenie oczami, naszym aparatem wzroku, tylko jest to umiejętność dostrzeżenia czegoś, co jest niedostępne dla naszych zmysłów, którymi na co dzień odbieramy rzeczywistość. Widzenie czy też śnienie jest to sposób odbioru rzeczy takimi, jakimi one są tak naprawdę, czyli nie takimi, jakimi się nam jawią, tylko takimi, jakimi są. Jest to swoistego rodzaju umiejętność przenikania do przedmiotów. Jest to również pewnego rodzaju forma współistnienia ze światem. To śnienie to jest naprawdę fenomen. To nie jest rzecz, która jest łatwa do opisania w języku naszym europejskim, dlatego że my nie mamy takich słów w naszej kulturze, które takie stany są w stanie opisać. Wydaje mi się, że śnienie w języku polskim będzie dosyć dobrym określeniem. To śnienie jest zarazem sposobem na podłączenie się do głównej biblioteki wiedzy o wszystkim.
Wiedzy o świecie, wiedzy o wszechświecie. To mi troszeczkę przypomina Akasz, czyli w tradycji jogińskiej centralna biblioteka, do której dostęp mamy poprzez swoją świadomość. Jest to sprawa bardzo mistyczna. Jest to sprawa metafizyczna, ale jeżeli mamy umiejętność transcendentnego wzniesienia się ponad rzeczywistość fizyczną, to mamy również umiejętność, która powoduje, że mamy dostęp do pewnego rodzaju informacji. Jest to taka pula informacji, która zapisana jest w formie energetycznej. Wspomniałem o tym wcześniej przy okazji opowieści o pierwszym joginie, o Adiyogim i o sławetnej górze Kailash, gdzie Adiyogi zakodował wiedzę o wszechświecie w górze, w formie góry. Zrobił to w bardzo specyficzny sposób. Nie napisał ani żadnej księgi, ani nie pozostawił żadnej opowieści, tylko zapisał całą swoją wiedzę, całe swoje doświadczenie w formie energetycznej. Jeżeli mamy swego rodzaju klucze świadomościowe, to jesteśmy w stanie taką informację odczytać. Jeżeli jesteśmy podatni, wyczuleni na tego typu historie energetyczne, to są rzeczy, do których według Adiyogiego każdy z nas ma predyspozycje.
Niektórzy trochę bardziej, niektórzy mniej, aczkolwiek każdy ma szansę, żeby taką informację posiąść i odczytać. Podobnie jest w Australii. Aborygeni mówią o podłączaniu się do pewnej wspólnej biblioteki wiedzy o planecie, wiedzy o przodkach i potężnej wiedzy kosmologicznej o tym, jak powstał cały świat. Śnienie jest to system wierzeń, ale nie jest to świat, który jest nieosiągalny, tylko raczej to, co jest dla Aborygenów podstawą rzeczywistości. To jest potężna wiedza, która mówi o pochodzeniu człowieka i zwierząt. Jest to również pewnego rodzaju fenomen, który łączy w sobie przeszłość i teraźniejszość oraz przyszłość. Aborygeni mówią również o czasie snu. W języku angielskim to jest dream time, ale to angielskie słowo nie jest adekwatne do tego, co opisują Aborygeni. W języku polskim też nie znajduję takich słów, które mógłbym przytoczyć, żeby opisać to, co mają na myśli Aborygeni, kiedy mówią o dream time, o czasie snu. Nie chodzi tutaj o to, że czas snu jest wtedy, jak idziesz do łóżka wieczorem i spędzasz noc w łóżku, śniąc.
To nie chodzi o to. Aborygeni wierzą, że są bezpośrednimi potomkami duchów, które zamieszkiwały Ziemię dawno, dawno temu. Utożsamiają oni owe duchy ze swoimi przodkami. Poszczególne szczepy, bo tak jak wspomniałem, jest tutaj mnóstwo nacji, mnóstwo szczepów, mają swoje totemy. Co to jest totem? Totem to jest reprezentacja w postaci zwierzęcia, wizerunku zwierzęcia. Zwykle jest to lokalny gatunek, który występuje na danym terytorium, na danym obszarze krainy. Tam zamieszkuje sobie szczep. Ten szczep tworzy sobie totem. Jest to koncept dla Europejczyków dosyć obcy, bo to nie chodzi o figurki, rzeźby, do których się Aborygeni modlą, tylko jest to wizualna reprezentacja historii pochodzenia danego szczepu.
Na przykład będą ludzie-węże albo będą ludzie-krokodyle, czy też ludzie-mrówki albo ludzie-rekiny. O co tutaj chodzi? Nie chodzi o to, że Aborygeni wierzą, że pochodzą bezpośrednio od węża. To nie są głupki, pomimo tego, że tak biały człowiek na nich patrzy. To nie jest żadna teoria ewolucji w stylu Darwina. Jak Aborygen mówi, że duchy jego przodków pochodzą od węża To jest dużo głębsze znaczenie niż proste rozumowanie, że wąż przeistoczył się, przetworzył w człowieka. Bo to nie chodzi o to. Chodzi o to, że zarówno ludzie w danym szczepie, jak i gatunek zwierzęcia pochodzą od tego samego źródła. Chodzi tu o ten sam materiał energetyczny, czyli jest to swoistego rodzaju forma budulca, z którego powstają zarówno ludzie, jak i inne stworzenia. Jest ten sam mianownik, ten sam początek powstania różnych istot.
Temu służy totem, żeby przypominał o tym, że dany szczep, dana grupa ludzi, dana wioska pochodzi od danego źródła energetycznego. I o tym wszystkim mówi śnienie. Śnienie opisuje również zależność pomiędzy światami, pomiędzy światem duchowym, pomiędzy światem naturalnym i pomiędzy światem moralnym. Musi zatem istnieć zawsze harmonia pomiędzy egzystencją ludzką a innymi naturalnymi fenomenami na tej planecie. Aborygeni żyją w zgodzie z przyrodą i ziemią. Mają szacunek dla ziemi i wszystkich żyjących form. Rozumieją totalny charakter kosmosu, a nie tylko szczątkowy. Rozumieją również rolę ludzkiego doświadczenia na tej planecie. Oni wiedzą skąd są i dlaczego tutaj są. I to też nie jest właściwie wiedza, a nazwałbym to wiedzeniem, bo to nie jest coś, co można wykuć na pamięć.
To nie jest coś, co można przeczytać w książce. Wiedzenie to jest coś, co nie jest kompletnie związane z żadnym procesem czasowym. To jest olśnienie. Wiedzenie można by określić takim słowem jak olśnienie, bo aby to zrozumieć, to trzeba się w tym kompletnie zanurzyć. To nie jest tak, że ktoś ci o tym może opowiedzieć albo że możesz przeczytać o tym gdzieś, tylko w tym kompletnie musisz być, żeby to zrozumieć. Aby pamiętać o tym widzeniu, o tym fenomenie, Aborygeni przekazują sobie ustne opowieści z pokolenia na pokolenie. Przekazują sobie historie i mity, śpiewają pieśni i uczą się bardzo charakterystycznej sztuki. Uczą się sztuki i obrazkowej i wizualnej, czyli swoistego rodzaju specyficzny design można by powiedzieć. Podczas swoich podróży pieszych wymieniają sobie i przekazują sobie te wszystkie informacje. Uczą się również, jak malować wzory na ciałach, które to pochodzą rzekomo od przodków.
Aborygeni bardzo często mają ciała pokryte charakterystycznymi wzorami, które są malowane na klatkach piersiowych, na czołach i na ramionach popiołem odpowiednich roślin. To nie jest żadna magia, tylko jest to forma technologii. Co to jest magia? Magia to jest coś, co jest niezrozumiałe. Widzimy jakiś fenomen, który powstaje, aczkolwiek nie rozumiemy, jak to się dzieje. Wtedy jest to okrzykiwane mianem magii. Natomiast różnica z technologią jest taka, że technologia to jest proces myślowy i to jest proces, który ma za zadanie doprowadzić swego rodzaju wydarzenia do skutku. Aborygeni poprzez odpowiednie mieszanki popiołów i ekstraktów różnych roślinnych aplikują sobie te różne malunki w określonych kształtach i miejscach na ciele. To jest technologia, dlatego że te malunki na ciałach mają za zadanie wywołać jakiś oczekiwany efekt. To nie jest żadna kwestia mody ani stylu, tylko jest to technologia.
Oni to robią w pewnym określonym celu. To mi bardzo mocno przypomina tradycję, która do tej pory istnieje w Indiach. W Indiach również stosuje się święty popiół, którym maluje się czoło. Popiół nazywa się vibhuti w tradycji jogińskiej. Myślę, że większość z nas widziała Hindusa z czerwoną kropką na czole. Jest to podobna technologia. Ta czerwona kropka to nic innego jak kurkuma, która aplikowana jest pośrodku czoła w miejscu, gdzie istnieje tak zwane trzecie oko. Podobnie w Australii Aborygeni malują swoje ciała takimi popielnymi wizerunkami. Dawno temu, w czasach głębokich rytuałów o bardzo znamiennym znaczeniu i podczas życia w doskonałej symbiozie z naturą, w tej całej harmonii, nagle pojawia się u wybrzeży tegoż potężnego nie tylko rozmiarowo, ale i kulturowo lądu pewien nieproszony gość. Po prostu pojawia się biały człowiek.
Przypływają, moi drodzy, na statkach na początku XVII wieku Europejczycy. Tutaj zaczyna się cały dramat. Pierwsze udokumentowane lądowanie Europejczyków, ja jestem przekonany, że Europejczycy byli tutaj wcześniej, ale pierwsze udokumentowane lądowanie w Australii to jest 1606 rok i to byli Holendrzy. Później były różne inne wpływy. Byli Portugalczycy i Anglicy. Cała plejada szubrawców, plądrowników i gwałcicieli, którzy w imię odkrywania nowych lądów i szerzenia chrześcijaństwa tłukli wszystko, rżnęli i mordowali. Nie w ten sposób się to opisuje w naszych książkach historycznych, z których dzieci się uczą w szkołach. Aczkolwiek mój punkt widzenia jest taki, że tutaj przypłynęli szubrawcy i był to pewnego rodzaju szok, dlatego że kultura aborygenska jest tak bogata, tak inna od kultury europejskiej, że lokalni ludzie kompletnie nie byli w stanie zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Oprócz tego, że nie mogli się porozumieć również z lokalną ludnością, dlatego że to nie tylko jest jedna grupa społeczna, tylko tam mnogość różnych języków i mnogość różnych kultur pod jednym szyldem, to ciężko było rozpoznać całą tę informację. Ciężko też było dowiedzieć się czegokolwiek o czasie śnienia, który jest fenomenalnym zjawiskiem w Australii.
Dlatego, że czas śnienia, tak jak wspomniałem, nie ma żadnych odpowiedników w języku ani angielskim, ani polskim, ani właściwie w żadnym innym języku. Warto wspomnieć, że system duchowości Aborygenów, czyli to śnienie, nie rozróżnia czasu. Nie opisuje wydarzeń, które powstały w przeszłości, ale łączy przeszłość z teraźniejszością i również z przyszłością. Jest to system, który jest oparty raczej na tak zwanej czasoprzestrzeni. Całość stworzenia nie ma takowego miejsca w czasie. Jest pewnego rodzaju chronologia wydarzeń. Na początku powstaje świat, później powstają istoty, później powstają ludzie i tak dalej. Jest to również proces ponadczasowy. To jest proces niemający konkretnego punktu w historii. Ja bym to porównał bardziej do cyklu, który powiązany jest bezpośrednio z lokalizacją, czyli miejscem, raczej niż z jakimś punktem w czasie.
To również przypomina mi coś takiego, o czym mówiłem w poprzednich odcinkach podczas opisywania kultury na subkontynencie indyjskim. W tradycji jogińskiej jest coś takiego jak kala. Kala to jest nierozłączna relacja czasu do miejsca i tym samym miejsca do czasu. Jest to swoistego rodzaju czasoprzestrzeń. Tylko że jedno nie istnieje bez drugiego. Jogini nie odróżniają czasu od miejsca. To jest zawsze czasoprzestrzeń. Pan Einstein miał z tym dosyć duży problem podczas opisywania tak zwanej teorii względności. Było to dużą przeszkodą, żeby zrozumieć, że czas nie jest odrębny od lokalizacji, od miejsca. Mój ojciec zwykł mawiać, że twój punkt widzenia, synu, zależy od punktu siedzenia.
Tyle na temat teorii względności. Powróćmy do tematu Aborygenów i czasu snu. Jest to swoistego rodzaju cykliczność w kulturze. Przypomina mi to kulturę Majów, dlatego że kalendarz Majów jest stworzony na zasadzie cykliczności. To nie jest tylko sposób na liczenie upływających dni, tylko kalendarz Majów opisuje swego rodzaju cykl, czyli opisuje nie tylko przeszłość i teraźniejszość, ale również przyszłość. To jest naturalny porządek, naturalny harmonogram cykliczny, czyli swego rodzaju powtarzalność. Z tym również kojarzy mi się czas śnienia, czas snu, o którym mówią Aborygeni. Tutaj taka ciekawostka. Wśród tej mnogości setek dialektów Aborygenów żaden z języków nie zawiera słowa określającego czas. Tak, moi drodzy, w żadnym z tych języków nie ma czegoś takiego jak słowo czas.
Jest to koncepcja Która Aborygenom jest kompletnie obca. Dlatego, że śnienie zachodzi poza czasem. Śnienie jest to również umiejętność dla tych wtajemniczonych, którzy wiedzą, jak posługiwać się kluczem czy też kluczami. Jest to umiejętność poruszania się pomiędzy snem a rzeczywistością, ale ta umiejętność jest zarazem aktem stworzenia. Okazuje się, że to człowiek jest stwórcą. Realizacja myśli sprawia stworzenie. Jeżeli coś pomyślisz, to to właściwie jest. To jest również koncept białemu człowiekowi bardzo obcy, dlatego że w mitologii katolickiej, bo tak to nazywam, mitologia katolicka, jest to rzecz kompletnie obca. Gdzie tutaj miejsce dla Pana Boga? Dla Pana Boga?
Jeszcze raz powtarzam. Gdzie tutaj cała historia z poddaństwem, skoro nie ma czasu? Tutaj również warto wspomnieć chrześcijański koncept nieba. Niebo, czyli jest to również świat duchowy, tylko że w kulturze chrześcijańskiej jest to świat duchowy, który jest dostępny tylko po śmierci. Czyli dla zwykłego człowieka żyjącego na co dzień jest to sfera kompletnie niedostępna. Niebo jest dostępne dla ludzi po śmierci. Nie masz opcji, żeby doświadczyć takiego nieba podczas swojego życia. To jest ten powszechnie znany paradoks obietnicy raju albo groźby piekła po śmierci. Nic się nie wydarzy tutaj, na tej planecie, zanim nie umrzesz. Wśród Aborygenów jest koncepcja, która jest oparta na kompletnej ponadczasowości.
To jest system, który łączy w sobie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. To jest coś, co istnieje cały czas, co zawsze istniało i co zawsze będzie istnieć. Jest to forma cykliczności, którą jesteśmy w stanie doświadczyć, kiedy mamy odpowiedniego rodzaju dostęp do tej informacji. Przodkowie Aborygenów, jak również ci, którzy doświadczają czasu snu w dzisiejszych czasach, tworzą istnienie. Nie ma koncepcji czasu, więc musimy sobie uświadomić, że to my również jesteśmy tymi przodkami, o których mówią Aborygeni. Pierwotne istoty powstały i wędrowały po początkowo bardzo jałowych miejscach według tradycji aborygenskiej. Walczyły ze sobą i kochały, czyli kierowały się różnymi uczuciami i emocjami. Później stworzyły ukształtowanie terenu, sprawiły, że powstały góry, sprawiły, że powstały oceany. Po dokonaniu tego dzieła stworzenia świata według tradycji śnienia te istoty, które, przypominam, początkowo pochodzą z kosmosu, przemieniły się w skały, drzewa i części krajobrazu. Te miejsca nazywane są w tradycji Aborygenów świętymi miejscami.
Są one rozpoznawalne właściwie tylko dla wtajemniczonych, czyli dla tych, którzy znają tradycję śnienia. Dla tych, którzy praktykują śnienie, te miejsca będą rozpoznawalne podczas podróży. Natomiast dla wszystkich innych, takich jak Europejczycy, szubrawcy, te miejsca są kompletnie nierozpoznawalne i nie mają żadnego znaczenia. Śnienie aborygenskie jest formą kompletnego przewodnika życia i żyjących. Jest to taka forma encyklopedii świata, można by powiedzieć. Nie jest ona zapisana w formie książki, ale istnieje. Jest przekazywana w formie sztuki malowanej, jest przekazywana w formie pieśni ludowych, w formie tańca, czy też bezpośrednio w formie ukształtowania terenu. Jest to koncepcja, która jest kompletnie dla nas obca, aczkolwiek moim zdaniem bardzo ciekawa, dlatego że pozwala nam na zrozumienie kompletnie innego podejścia do procesów świadomościowych w historii człowieka na tej planecie. Australia, pomimo że ląd tak potężny, to jednak troszeczkę odizolowany od reszty planety. Ze względu na to powstały tutaj warunki, które sprawiły, że kultura rozkwitła w niebagatelnym stopniu i sprawiła również, że ta kultura jest tak różna, odmienna od innych przykładów rozwoju kultury na tej planecie.
Aczkolwiek wydaje się, że są pewne wspólne mianowniki i że jest pewien wspólny mianownik do systemu wierzeń, do systemu pojmowania rzeczywistości i roli samego człowieka na tej planecie Są elementy wspólne z różnymi kulturami, co moim zdaniem jest bardzo ciekawe, dlatego, że ludzie, nie mając fizycznej możliwości mieszania się z innymi ludźmi na tej planecie, tworzą kulturę, która ma mnóstwo wspólnych elementów z kulturą Majów w Ameryce Południowej czy z kulturą Hindusów w Indiach. Co to oznacza? Dla mnie to oznacza tylko tyle, że jest to wiedza prawdziwa, dlatego, że skoro jest to wiedza pochodząca od źródła, a źródło nie jest książką, tylko jest odczuwaniem tego całego wszechświata, tej całej naszej egzystencji, to jest to wiedza prawdziwa. Wcześniej rozmawialiśmy sobie o prawdzie. Prawda to jest coś, co jest takim, jakie jest. To jest coś, czego nie można ani podważyć, ani zmienić, ani ośmieszyć, dlatego, że jest to taki stan olśnienia, a nie wiedzy. Dlatego, że wiedza to jest coś, czego można się nauczyć. Można posłuchać sobie historii od innych ludzi. Olśnienie czy też wiedzenie to jest coś, co jest naturalnym aspektem naszego człowieczeństwa. Jest to coś, czego każdy z nas może doświadczyć, jeżeli tylko odpowiednio jesteśmy w stanie się nastroić.
A planeta, cała natura postarała się już o to, żebyśmy mieli ku temu różne okoliczności, żeby też istniały różne rzeczy, które pomagają nam w rozszerzaniu tej kultury. Ja zwykle się śmieję, nazywam to piractwem, dlatego, że moim zdaniem piractwo to jest forma troszeczkę na skróty. To nie chodzi o plądrowanie, rabunki i pływanie statkiem, ale jest to świetna metafora. Jeżeli znasz się na piractwie, to wiesz, jak osiągnąć pewne rzeczy troszeczkę szybciej i może troszeczkę sprawniej niż to następuje w zwykłym procesie uczenia się. Formą piractwa są bardzo często różnego rodzaju substancje psychoaktywne, które występują w naturalnej formie na tej planecie. Tak jak wspomniałem, tam, gdzie takie substancje są w użyciu, następuje bardzo gwałtowny rozwój kultury. Tam myśl człowieka wykracza poza rzeczywistość i obserwację otoczenia. Tam myśl staje się abstrakcyjna. Co to jest abstrakt? Abstrakt to jest coś takiego, co nie pochodzi z naszego materiału pamięciowego, dlatego, że my w procesach myślowych zwykle posługujemy się tylko tym, co zgromadziliśmy z naszych doświadczeń, czyli tym, co dostarczyły nam nasze zmysły.
Narząd wzroku, narząd słuchu, węchu, dotyku i smaku. Jesteśmy w stanie te informacje w pewien sposób obrabiać, przetwarzać i akumulować w formie pamięci. Myśląc, funkcjonując w tym świecie, posługujemy się tylko takimi fragmentami informacji, które zaadaptowaliśmy sobie do pojmowania tej naszej rzeczywistości. Oprócz tego jest to bardzo subiektywne odczucie naszej rzeczywistości, dlatego, że my sobie sami wybieramy, która informacja jest dla nas użyteczna, a która informacja jest dla nas zbędna. Ta informacja, którą oceniamy jako zbędną, jest bardzo szybko usuwana z pamięci. Ona tam trwa, tylko my nie mamy do niej dostępu. To, co tutaj próbuję uwidocznić wam, drodzy słuchacze, to jest to, że ta informacja jest bardzo ograniczona, dlatego, że pamięć jest bardzo mocno kontrolowana przez nasz umysł. Tak jak wspomniałem wcześniej, człowiek, istota ludzka to nie jest tylko ciało, to nie jest tylko worek flaków. Jest to również energia, są to również emocje. Posługując się tylko i wyłącznie tak zwanym zdrowym rozsądkiem, naszym umysłem, nie jesteśmy nigdy w stanie wykroczyć poza to, co nam się wydaje.
A to, co nam się wydaje, jest tylko potrzebne do przetrwania tego ciała naszego fizycznego, do tego naszego ciała jedzeniowego. Wspomniałem o tym w odcinku zatytułowanym „Jedzenie”, że w tradycji jogińskiej to ciało nasze fizyczne jest pojmowane jako ciało jedzeniowe, dlatego, że jedzenie to jest nasze otoczenie. To są cząstki naszego otoczenia, które my wkładamy do naszego organizmu po to, żeby tam zaszły później procesy różnego rodzaju, które spowodują, że będziemy mieli energię do funkcjonowania i oprócz tego będziemy mieli materiał budulcowy, który jest w stanie zapewnić nam przetrwanie naszych tkanek i tak dalej. Ale ponieważ nie jesteśmy tylko ciałem jedzeniowym, tym ciałem fizycznym, to umysł działa w ten sposób, że nas bardzo ogranicza. Ta nasza inteligencja, z której jesteśmy tak bardzo dumni, powoduje to, że stajemy się więźniami samych siebie. Dlatego, że inteligencja to jest tylko to, co my nabyliśmy tutaj, będąc w takiej formie, w takim stylu, przejawiając się na tej planecie w takich okolicznościach. Ta inteligencja i ten umysł nie są w stanie działać i funkcjonować w żadnych innych warunkach w tym wszechświecie. Myślę, że sobie powoli z tego wszyscy zdajemy sprawę. Że jesteśmy ludźmi tylko dlatego, że pojawiliśmy się w tak bardzo specyficznych warunkach, w tak bardzo specyficznej części tego wszechświata na planecie Ziemia. Z tego samego powodu uważam, że jesteśmy gatunkiem bardzo specyficznym i właściwie niepowtarzalnym.
Dlatego, że w tym kosmosie, w tym wszechświecie nie ma drugiego takiego miejsca, które by wyglądało identycznie jak planeta Ziemia i które funkcjonowałoby w identycznym uwarunkowaniu galaktycznym. Bo to, że jesteśmy ludźmi, że mamy dwie ręce, dwie nogi i wyglądamy tak, a nie inaczej, to nie jest tylko kwestia tego, że pozbieraliśmy sobie materiał budulcowy z tej planety, ale jest to również kwestia tego, że jesteśmy pod wpływem różnych innych ciał niebieskich czy też niebiańskich. W głównej mierze mamy konstytucję, która jest stworzona przez Księżyc, przez wpływy Księżyca. Księżyc porusza się wokół planety Ziemia w sposób bardzo cykliczny. Każdy cykl Księżyca wokół tej planety zajmuje mniej więcej 28 dni. To są te wszystkie elementy, które sprawiają, że istniejemy na tej planecie w takiej, a nie innej formie i że jesteśmy w stanie funkcjonować tylko i wyłącznie na tej planecie w takiej formie. Moi drodzy, zapomnijcie o podróżach kosmicznych, dlatego, że nie jesteśmy w stanie za bardzo się oddalić od tej planety. Moim zdaniem jesteśmy w stanie fizycznie wsiąść do pojazdu, wybudować rakietę, która spali mnóstwo paliwa, robiąc przy tym mnóstwo huku i wylądować na Marsie po długim czasie podróży, paruletnim. Jesteśmy w stanie sobie trochę pohasać na Marsie w tych skafandrach kosmicznych i tak dalej. Aczkolwiek aspiracje, żeby żyć na Marsie, moim zdaniem są troszeczkę niesłuszne i nie na miejscu, dlatego, że jest to fizycznie niemożliwe.
Tak jak wspomniałem, człowiek to jest cała galaktyka uwarunkowań. Oddziałujemy z każdym elementem na tej planecie. Jesteśmy częścią natury, jesteśmy częścią tej planety. Jest swoistego rodzaju interakcja nie tylko naszych komórek wewnątrz naszego ciała, ale też naszego ciała z każdym innym przedmiotem i z każdą inną manifestacją formy fizycznej nie tylko na tej planecie, ale również w tej galaktyce i w całym kosmosie. Dlatego problemem głównym podróżowania w kosmosie w naszym ciele fizycznym jest nie tyle to, że musimy zapewnić sobie przetrwanie organizmu, tylko aby funkcjonować jako ludzie, musimy być wystawieni na pewnego rodzaju oddziaływania, bardzo specyficzne oddziaływania kosmosu. W przypadku podróży na Marsa te warunki nie istnieją, dlatego, że tam nie ma Księżyca. To jest rzecz dla naszego istnienia bardzo istotna, z której większość prawdopodobnie naukowców nie zdaje sobie sprawy w dzisiejszych czasach. Tak, możemy zabrać ze sobą powietrze, możemy zabrać ze sobą wodę, możemy nawet hodować rośliny na Marsie w odpowiednich warunkach, w namiotach czy też w szklarniach, ale zabraknie nam mnóstwo różnych walorów i aspektów natury, z którymi jesteśmy bardzo mocno powiązani i bez których nie możemy istnieć. To jest coś, co Aborygeni jako nasi starsi bracia doskonale pojęli i pomimo tego, że nie wypracowali sobie kultury, która spowodowała gwałtowny rozwój technologii w takim znaczeniu, jakim my tutaj operujemy. Nie powstał tam przemysł ani zbrojeniowy, ani motoryzacyjny, ani nie wydobywana była ropa naftowa po to, żeby spalać i zanieczyszczać i degradować społeczeństwo.
Pomimo tego Aborygeni stworzyli bardzo silną, bardzo mocną technologię, która opisuje zupełnie inny aspekt funkcjonowania na świecie. Dlatego, że zapewnienie sobie przetrwania to jest największa błahostka, jaka może być. Opieka nad tym workiem flaków chodzącym na dwóch nogach nie jest naprawdę aż tak trudna. Warunki klimatyczne i różnego innego rodzaju warunki na tej planecie nie są naprawdę aż tak nam obce i srogie, żeby to był aż tak wielki dramat. W wielu przypadkach troszeczkę moim zdaniem za bardzo panikujemy na ten temat. Nie wiem dlaczego tworzy się w naszych umysłach forma strachu, która sprawia, że następuje motoryczny ruch codziennie. Dzień w dzień chodzimy do pracy, próbujemy mieć pewność, że nasza lodówka jest wypełniona po brzegi i tak dalej. Myślę, że wiadomo dokładnie, o co chodzi. A jest to troszeczkę moim zdaniem strata czasu, dlatego, że nie jesteśmy tutaj po to, żeby tylko karmić naszego człowieka fizycznego. Aborygeni świetnie sobie z tego zdają sprawę.
Dowodem na to jest to, że potrafili tysiące lat temu podróżować, przemierzać potężne obszary krainy, mając ze sobą tylko mały tobołek i jakąś włócznię. Byli w stanie wszystko sobie po drodze zorganizować, dlatego, że ta planeta dostarcza nam wszystkiego, czego potrzebujemy do szczęścia. I ta planeta, te warunki, w których zaistnieliśmy, ma swoje bardzo specyficzne znaczenie. Aborygeni to znaczenie doskonale poznali, doskonale rozpoznali i kultywując opowieść o czasie śnienia, przekazywali sobie tę tradycję przez wiele pokoleń. Dlatego, że to oni dawno temu docenili to, co jest tak naprawdę najistotniejsze w naszej obecności na świecie. A to, co najbardziej jest istotne dla człowieka, moi drodzy, to jest świadomość i swoistego rodzaju forma uważności. To są cechy, które zostały nam nadane jako pewnego rodzaju błogosławieństwo. I to jest największy cud w całym naszym istnieniu. Żeby zdać sobie z tego sprawę, trzeba się na chwilę zatrzymać. To jest nie do końca oczywista rzecz, aczkolwiek nie aż tak odległa.
To jest rzecz, którą każdy z nas może doświadczyć. Mówię tutaj nadal o świadomości. Ale muszą być do tego stworzone swego rodzaju specyficzne warunki. To nie jest bardzo skomplikowana sprawa, aczkolwiek jest to sprawa wymagająca pewnego rodzaju zadumy, pewnego rodzaju medytacji. Są na tej planecie, w różnych kulturach różnego rodzaju narzędzia umysłowe, dlatego, że tak jak wspomniałem, to jest technologia, to jest coś, co działa i to jest coś, co zawsze działa. Więc jeżeli wiemy, jak używać tych narzędzi umysłowych, to zawsze dojdziemy do momentu, kiedy odkryjemy prawdziwą naturę i znajdziemy odpowiedzi na te wszystkie nurtujące nas od wieków i od samego początku pytania. Kim jesteśmy? Skąd pochodzimy i jaki jest cel naszej wędrówki? Moi drodzy, mam na imię Bart. Dzisiejszy odcinek poświęcony był Australii i opowieść była iście aborygeńska.
Opowieść o czasie snu. Opowieść o śnieniu. Mam nadzieję, że udało mi się parę rzeczy wam przekazać, zainteresować was pewnymi historiami, aspektami. Zachęcam wszystkich do poszukiwania informacji, do poszukiwania świadomości, do rozszerzania świadomości. A na dzisiaj to tyle. Żegnam się z wami. To był odcinek australijski, a ja tymczasem borem, lasem znowuż wsiadam do żelaznego ptaka, dlatego, że przede mną kolejna podróż. Dlatego kolejny odcinek „Chaty mistyka" prawdopodobnie nagrywany będzie znowu z innej lokalizacji. Lokalizacja bardzo mi znana i lubiana, dlatego, że wracam, moi drodzy, do Indii. Do tego miejsca, gdzie kultura i świadomość są bardzo istotne i bardzo mocno pielęgnowane.
I to jest miejsce, które jest dla mnie największą, najwyższą formą akademii i sztuki na temat życia i naszego istnienia. Także wracam uczyć się troszeczkę więcej, dowiadywać się troszeczkę więcej o świadomości. I mam nadzieję, że w najbliższym czasie znowu się usłyszymy i że znowu będę w stanie wam przekazać jakąś ciekawą opowieść i zachęcić was do żeglowania szerokim i bardzo głębokim oceanem świadomości. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zapraszam do kolejnego odcinka „Chaty mistyka". Pokój i miłość. W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk.
Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka".