Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:05] - Las w Radiu Na Fali oczywiście jak najbardziej. radionafali.com człowieku, właśnie tu jesteś. Jesteś po prostu w hiperprzestrzeni w lesie. Ustawiam wszystkie te głośności jak zwykle. Muszę wykonać kilka manewrów mikrofonem. Nigdy mi się nie udaje idealnie ustawić tego wszystkiego. Zawsze musi być odrobina jezioranów słuchowiska radiowego, gdzie okopuję statyw, mikrofony i tak dalej. Przepraszam. Ale mniejsza o to. Chyba już po jezioranach albo jakoś tak.
Zatem zapraszam cię na kolejny odcinek opowieści o alchemii i myślę, że nie ostatni, bo ostatnio ja z kolei krążę ponownie po paru latach i nie tylko. Właściwie nigdy chyba nie przestałem specjalnie krążyć dookoła tej alchemii. Zawsze jakoś tak się dzieje, że w końcu pewne wątki mnie przyciągają w to samo miejsce i spontanicznie, czy chcę, czy nie, ląduję tu, gdzie ląduję, czyli w tej alchemii. Dzisiaj troszkę o tych alchemicznych hecach, różnych ciekawych historiach. Ale zanim wszystko zacznę, pozdrawiam cię mecenasko i mecenasie pisano w człowieku. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy online obecnych aktualnie. Tak, pozdrawiam cię słuchaczko i słuchaczu, i ciebie, człowieku słuchający tego offline. Przypominam, że z powodu niesprawności archiwów na bieżąco nie wrzucamy w Radio Na Fali nic. Absolutnie nic, bo są niesprawne lekko. Działa tylko to, co jest w archiwum.
A poza tym oczywiście dzięki temu za chwilę, mam nadzieję, że tam Grzegorz wklei link na czacie Radia Na Fali i na tym czacie pojawi się oprócz tego link od Grzegorza do archiwum zaległych odcinków albo poprzednich odcinków, pojawi się też kilka linków dzisiaj. Także zapraszam cię słuchaczko i słuchaczu na czata i uprzedzam, bo na czacie czasami, nie chcę mówić, że to jest jakaś słowiańska polska przypadłość, ale trochę tak to śmierdzi. Czasami ktoś zaśmierdzi. Także proszę zachować się miło na czacie, inaczej będę stosował konsekwencje. Bezlitosne konsekwencje. Tymczasem dzisiaj o alchemii kolejna część mojej opowieści. To może zacznę, skąd się to wzięło w ogóle, bo zawsze mówię o tym, a nigdy nie mówię, skąd się to wzięło. Wzięło się od pewnej drobnej fascynacji kamieniem filozoficznym, pewną legendą o powstaniu Golema i nie tylko. Wszystkie opowieści alchemików, które słyszałem jako małe dziecko, kiedy jeszcze słyszałem o Nikoli Tesli. Akurat szczęśliwie należę do tych benzwałów, którzy bardzo wcześnie usłyszeli o tym, że jest energia i to bez żadnego problemu.
I oprócz tego należałem do tych benzwałów, którzy widzieli „Zysk. Kamień filozoficzny”, bo bajki czytałem o alchemikach i tak dalej. Rodzice też. Nie to, że moi rodzice byli masonami. Nie, nic z tych rzeczy, człowieku. Absolutnie, zapomnij. Nie mam żadnej kwadratowej posadzki w domu. Tato położył kafelki, takie normalne, pastelowe w łazience i w kuchni dookoła zlewu i to wszystko z kafelek, ale nie są w szachownicę tak jak u masonów. Także żadnych takich masońskich koneksji. Ale temat bardzo intrygujący.
Swego czasu zresztą jako młokos „Pan Samochodzik” oczywiście i „Tajemnice templariuszy”, a co za tym idzie tajemnice później w Pradze. Nie pamiętam nigdy tytułu konkretnie tego odcinka, ale może Mike mnie wyręczy. Mike pamięta takie rzeczy. Pozdrawiam serdecznie Mike'a. Pozdrawiam w ogóle wszystkich członków kolektywu Go To The Forest, którzy tutaj siedzą i słuchają, jeżeli siedzą i słuchają mojej opowieści. Pozdrawiam bracia alchemicy, współcześni alchemicy. Tak. Co to jest ta alchemia? Bo koncepcji dookoła jest dużo. Ale to może zanim opowiem, konkretnie wbiję w temat, to zacznę od takiego konkretnego cytatu, konkretnej opowieści.
Bardzo krótkiego tekstu, który się nazywa „Tablica szmaragdowa” i to jest tłumaczenie z oryginału, bo nigdy nie zostało to napisane w języku angielskim. Jest to tłumaczenie w wykonaniu Fulcanelli'ego i sir Izaaka Newtona, dżentelmena, który nigdy nie nazywał się naukowcem. Przez całe życie twierdził, że jest alchemikiem i cały czas próbował otrzymać kamień filozoficzny, czego mu się zresztą nigdy nie udało zrobić. Ale przeczytajmy ten tekst. Właściwie ja go przeczytam. Ciekawy tekst. Zrobię sobie taki troszkę dramatyczny efekt, teatralny można powiedzieć. Czy wszyscy mnie słyszą? To jest prawda, cała prawda. Na pewno i bez kłamstwa.
To, co jest na dole, jest takie jak to, co jest na górze, a to, co jest na górze, jest takie jak to, co jest na dole. Poprzez to dokonują się wszelkie cuda. I tak jak wszystkie rzeczy istnieją w jedyni i pochodzą od jedynego, który jest najwyższą przyczyną poprzez mediację jednego, tak wszystkie rzeczy są zrodzone z jednej rzeczy przez adaptację. Słońce jego ojcem, księżyc matką, wiatr nosił go w swym łonie. Ziemia jest jego żywicielką i strażnikiem. Jest ojcem wszystkich rzeczy. Zawarta jest w nim wieczna wola. Jego siła, jego moc pozostaną całe, kiedy przemienia się w ziemię. Ziemia musi zostać oddzielona od ognia, subtelne od gęstego, delikatnie z nieustającą uwagą. Powstaje z ziemi i wznosi się ku niebu i z powrotem schodzi na ziemię.
Gromadzi w sobie siłę wszelkich rzeczy wyższych i najwyższych. Poprzez poznanie tej rzeczy cała wspaniałość świata stanie się twoja, a wszelka niejasność odejdzie od ciebie. Jest to moc ponad moce, siła posiadająca siłę wielkiej mocy, gdyż przezwycięży każdą subtelną rzecz i przeniknie każdą litą rzecz. W ten sposób został stworzony świat. Z niej są zrodzone różnorodne cuda, do których osiągnięcia podano tu wskazania. Z tego właśnie powodu nazywają mnie Hermes Trismegistos, gdyż posiadłem trzy części filozofii wszechświata. To, co nazwałem „Słonecznym Dziełem”, jest teraz zakończone. Jest to cytat z Szmaragdowej Tablicy. Ciekawa historia. Dzieło alchemiczne, właściwie nie wiadomo, skąd to jest.
Jest i jest. Co znaczy Hermes Trismegistos? To po polsku „po trzykroć wielki”. Definicje są różne. Taka szkolna definicja mówi, że jest to Bóg i prorok łączący w sobie cechy greckiego Hermesa i egipskiego Thota. Boga mądrości, bo Thot to bóg mądrości. Ale ja może wrócę później do tych spraw egipskich, bo to jest bardzo ciekawa historia i wcale nie zamierzam tego dzisiaj pominąć. A zacznę może od takiej najprostszej definicji alchemii skrojonej na dzisiejsze czasy. Wiesz, czym jest alchemia słuchaczko i słuchaczu? Powiem ci, czym jest alchemia.
Alchemia, poza tym, że jest największą tajemnicą, jest koncepcją zunifikowanego pola. Tak to można nazwać, używając współczesnego naukowego języka. Po prostu koncepcja zunifikowanego pola, czyli że wszystko jest jednością i wszystko powstaje w wyniku interakcji między sobą. Nie ma zatomizowania w świecie, nie ma dualizmu, wszystko jest jednością. To jest jedno zunifikowane pole. Jak to wygląda w praktyce? Oznacza to mniej więcej tyle, że każdy z nas jest indywidualną jednostką. Każdy z nas ma indywidualną refleksję i indywidualną wolę. Nic nie jest tutaj deterministyczne, ale energia, która nas napędza, jest energią kolektywną i ta energia kolektywna przenosi informacje o tym, w jaki sposób funkcjonuje wszystko dookoła. I kontakt z tą, dawniej nazywaną energią, ja bym powiedział kontakt bezpośredni z tą koncepcją zunifikowanego pola powoduje, że człowieku robisz kamień psycho-, psychologiczny chciałem powiedzieć.
Też można powiedzieć kamień psychologa. Tak można by było dzisiaj nazwać. Robisz kamień filozoficzny, czyli coś, co jest kolejną zagadką w alchemii. Rzecz, dookoła której krążą niesamowite opowieści. Właściwie nikt nie zdefiniował nigdy. Ja będę tylko próbował zdefiniować, ale nie będę tego robił dzisiaj, tu i teraz. To są tylko takie swobodne koncepcje. Zdefiniowanie, czym jest ów kamień filozoficzny. To jest ciekawe zagadnienie, bo to nie jest takie jednoznaczne. Niektórzy twierdzą, tak jak w opowieści o Golemie, że jest to kawałek kamyka, który jest sprytnie przygotowany.
Inni twierdzą, że jest to kawałek stopu, bo ten kamień też jest zrobiony przez alchemika w specjalny sposób. Oczywiście jest zrobiony w miedzianym garnku, który jest cały opalony i ta miedź jest cała czarna. Jest pokryta grafiną. W dzisiejszych czasach wiemy, że alchemicy stosowali bardzo nielichą sztuczkę. Ta sztuczka się nazywa z angielskiego superconductivity, a po polsku nadprzewodnictwo, czyli to, co aktualnie próbują robić na niektórych eksperymentach naukowcy na niektórych uniwersytetach, w niektórych placówkach badawczych, eksperymentalnie, jeżeli chodzi o zjawisko nadprzewodnictwa. Co to jest to zjawisko nadprzewodnictwa? To zjawisko to jest taki fenomen, że dookoła jakiegoś obiektu, który na przykład wytwarza owo zjawisko, powstaje magiczne pole. Tak, pole, w którym nie działa grawitacja. Znaczy działa grawitacja cały czas, tylko że działa grawitacja w drugą stronę. Następuje lewitacja, bo grawitacja nigdy nie znika.
Ona cały czas jest, ale zmieniają się jej parametry i wtedy wszystko może sobie zawisnąć w powietrzu. Jest kilka takich bardzo ciekawych odkryć naukowych. Wiele z nich zostało mocno zakopanych pod ziemię. Dlaczego? Będę próbował dzisiaj odpowiedzieć. Nie wiem, czy mi się uda zdążyć w tym odcinku, ale mamy cały czas świata dla siebie, człowieku, tak że nie panikuj. Pewnego dnia uda mi się to powiedzieć albo i nie. Albo ty sam się o tym dowiesz. Ja w ogóle zapomniałem powiedzieć, że oczywiście pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium. O, ja ciapa nieprzeciętna!
Pozdrawiam cię, człowieku słuchający tego z Radia Paranormalium. Pozdrawiam Ivelliosa i przypominam, że oprócz tego, że archiwa u Grzegorza to archiwa są oczywiście w Radiu Paranormalium. I jest jeszcze ciekawa debata w Radiu Paranormalium. Tak że człowieku, nie wpadaj tylko do Radia Na Fali, wpadaj też do Radia Paranormalium. Też są ciekawe rzeczy. A tymczasem, Borem i do Radia Dreamtime do Grzegorza. Anyway. Koniec tych ogłoszeń. Wracam do opowieści. Powiedziałem, że wspomnę o tym Egipcie troszeczkę więcej.
To chyba czas najwyższy, żebym troszkę ciapnął o tym Egipcie. Się rozsiądę w foteliku wygodnie. No i ci opowiadam. Pochodzenie owej Szmaragdowej Tablicy przypisuje się, bo oczywiście nie wiadomo, kto to zrobił, niejakiemu bóstwu z Egiptu, można tak to powiedzieć. To jest nasze wyobrażenie na temat tych postaci. Wyobrażenie bardziej brytyjskich kolonistów i francuskich, którzy wymyślali sobie, że to na pewno byli bogowie. I tak też to było opisywane. Tak samo jak wymyślano sobie, że piramidy to świątynie i tak dalej. Ludzie, którzy żyją wiarą, wszędzie chcą widzieć jakieś wierzenia. Nigdy nie widzą wiedzy.
I to jest zasadnicza różnica. Ale wracając do sedna sprawy, ową ciekawą postacią, która ponoć odpowiada za ten tajemniczy tekst, jest niejaki Thot. Dokładnie Thot. Kim był Thot? Thot był taką bardzo ciekawą osobą, postacią. Właśnie nie wiadomo, kim był Thot do końca. Ale jak jest przedstawiany w greckiej mitologii, jest w wielu mitologiach, ale pochodzi z Egiptu. Jak jest przedstawiany oryginalnie w Egipcie? Oryginalnie był to koleś, który połączył ze sobą Ozyrysa i Horusa, dwóch dżentelmenów, którzy się tłukli, omal się nie pozabijali. Jednego dżentelmena w ogóle przywrócił do życia.
Ozyrysa właśnie. Generalnie był to dżentelmen, który potrafił robić niesamowite rzeczy. Nauczył w ogóle Izydę wykonywać pewne zaklęcia, które powodowały, że świat dookoła był znacznie przyjemniejszy. Leczył, stwarzał ludzi. Była to istota, która posiadała wszelkie możliwe opcje tworzenia życia w całym kosmosie. I tak się złożyło, że ten Thoth odpowiada dokładnie za te wszystkie teksty. Legenda jeszcze, o czym nawet jest wspomniane w Wikipedii, ale sobie przelączymy. Legenda przypisuje mu autorstwo „Księgi Umarłych” oczywiście i że w zaświatach skazywał tych, którzy krzywdzili zwierzęta. Można tutaj bardzo długo o tym mówić. Jest słynnym bratem bogini Maat.
Jak niektórzy mówią bogini. Mamy do czynienia z istotą, która stwarza praktycznie wszystko, czyli posiada wiedzę na temat transmutacji. Czym jest transmutacja? Transmutacja to jest zamiana wszystkiego we wszystko w dowolnych kierunkach. Jeżeli ty żyjesz w świecie i ja żyjemy w świecie, gdzie ogólne zasady tak zwanej cywilizacji, nauki, czegokolwiek, tego, co dzisiaj niektórzy próbują nazywać wiedzą, chyba nieskutecznie, mówi o tym, że są prawa Newtona. Co jest dosyć zabawne, bo Newton był alchemikiem, który nie wyznaczył żadnych praw. Nigdy nie spisał rzeczy, o których mówił jako prawa, ale o tym też wspomnę. Mówi nam się, że są prawa Newtona, termodynamiki. Prawa te w wielkim skrócie mówią, że materia jest wiecznie skonfliktowana, wiecznie podlega jakimś dualizmom i nie ma czegoś takiego jak zunifikowanie pola, jak zunifikowanie wszystkich rzeczy. Współczesna teologia uczy nas, że wszystko jest osobno.
Biologia jest osobno, geografia jest osobno, osobno jest kosmologia, osobno jest matematyka, osobno jest grafika, osobno jest chemia, fizyka, że wszystko jest osobno i nic nie ma za bardzo wzajemnego wpływu. Chyba że czasami musi mieć wpływ, bo się okazuje bardzo często, że specjalista z jednego działu już w dzisiejszych czasach nawet nie jest w stanie ogarnąć jednego zagadnienia ze swojego działu bez pomocy kolegów z innych działów, które bynajmniej nie są o tym samym. Czyli na przykład chemik powoli musi korzystać z pomocy fizyka, a fizyk z pomocy biologa albo jakoś tak. Ale dalej jest to bardzo niechętne, ponieważ cały koncept współczesnego świata operuje bardzo takim sangui sumus dogi, czyli takim pokrętnym, pokręconym pomysłem, którego ja też nie rozumiem. Nie przejmuj się, nie jesteś jedyną osobą na świecie, która też tego nie rozumie, że jest jakiś dualizm, że jest jakieś prawo, które zabrania czegoś, że jak coś się zamieni w jedno, że coś się w ogóle nie zamienia, że jest jakiś proces. Właśnie nauka nawet nie wie, co to jest dookoła. Nic nie wiedzą. Szuka jakiejś cząsteczki, która ma być ponoć odpowiedzialna za wszystko na świecie. Oczywiście jest to spuścizna, jakby nie mówić, alchemii. Wspomniałem o tym kamieniu filozoficznym.
Właśnie szczęśliwie dostałem podpowiedź od Mr. Mike. Mr. Mike wielkie podziękowania. Ten Pan Samochodzik, w którym było o tajemnicach alchemików, nazywa się „Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic”. Otóż to. To jest ten odcinek. Powrót do dzieciństwa. I czym jest ten kamień filozoficzny? Bo właściwie współczesna nauka zajmuje się dokładnie szukaniem kamienia filozoficznego.
Wydaje mi się, że jeżeli znajdą małą cząsteczkę, która jest najmniejszą cząsteczką ze wszystkiego, to będą mogli, jeżeli ją znajdą, to automatycznie oznacza, że będą potencjalnie mieli szansę kontrolować tą cząsteczkę, a co za tym idzie, kontrolując tą najmniejszą cząsteczkę, z której zbudowany jest cały kosmos, będą mogli, owi szaleni naukowcy, kontrolować wszystko, co jest w tym kosmosie. Taka obsesja kontroli, niekoniecznie tworzenia, bardziej kontroli. I tak poszło w oficjalną stronę. Natomiast czym ten kamień filozoficzny w rzeczywistości był? Właściwie nikt do końca nie wie. Są pewne teorie, pewne przypuszczenia. Ciężko nazwać to nawet teoriami. To są, można powiedzieć, wskazówki dla człowieka, który poszukuje. Nic więcej. I myślę, że to jest chyba najlepsza definicja tych wskazówek.
Pierwsza wskazówka jest związana z bardzo tajemniczą postacią, o której właściwie nic nie wiadomo, poza tym, że pewna sekta psychopatycznych gwałcicieli, morderców, pedofili, cholera wie czego, czyli sekta z Watykanu, zrobiła sobie z niego bożka. Chodzi o dżentelmena o imieniu Joshua z Nazaretu, zdaje się. Ponoć był tam dżentelmen w tym Nazarecie. Nie wiadomo kiedy, bo oczywiście ciężko brać tą opowieść w stylu Harry'ego Pottera za jakiekolwiek źródło historyczne czegokolwiek. I Stary Testament, i Nowy Testament. Wszystko to jest tak poklejone sznurkiem i taśmą klejącą, że jedyne co można zrobić, to się rozpłakać ze śmiechu nad traktowaniem tego w jakikolwiek sensowny sposób. Ale wiadomo, że każda legenda niesie w sobie ziarenko prawdy. Ta legenda jest oparta o istnienie postaci, która przez zbliżenie się do czegoś, co dzisiaj nazywamy koncepcją zunifikowanego pola, poznała istotę wszechrzeczy. Mówiąc takim językiem naukowców z CERN-u, znalazła cząsteczkę Higginsa czy bonsai Higginsa. Znalazła kości Higginsa.
Pierwszym tropem tej najmniejszej cząsteczki jest, jakby to sensownie powiedzieć... Pierwszym tropem jest ten związany z tą tajemniczą postacią, która później została opisana przez bandę świrów jako syn Boga na ziemi. W rzeczywistości lub nie, bo tak naprawdę wszyscy tutaj możemy sobie dowolnie spekulować i nikt z nas jeszcze nie zna prawdy, jak to wyglądało i co się z tym wszystkim działo na przestrzeni wieków i czy w ogóle taka postać istniała i kto to był, w jaki sposób funkcjonował i kim właściwie, jeżeli był, to kim był ten dżentelmen? Wszystkie przekazy, które gdzieś tam można potencjalnie uznać za jakieś drogowskazy, jasno wskazują, że właściwie mamy do czynienia z dżentelmenem, który był nikim innym jak alchemikiem. I część tych legendarnych opowieści o jego dokonaniach jest związana dosłownie z opowieściami na temat alchemików z Egiptu i kilku innych miejsc. Nie ma tu za bardzo wielkich różnic. Chodzi o umiejętność stwarzania życia, umiejętność przywracania życia, umiejętność stwarzania rzeczy.Tworzenia rzeczywistości i tak dalej. Ta historia kończy się troszeczkę inaczej niż to, co opowiadają ci radośni sekciarze z Watykanu, bo oryginalna historia, która jest zapisana w bardzo wielu miejscach. Zresztą teraz wychodzi coraz więcej faktów. Okazało się, że są zapiski znalezione w Turcji na temat dżentelmena o nazwisku Jezus, które zupełnie się nie pokrywają z tą oficjalną wersją.
W ogóle nic się nie pokrywa z tą tak zwaną oficjalną wersją. Ale zostawmy tą oficjalną wersję. Trop prowadzi do Francji i ponoć dżentelmen porzucił wszystko i zaczął sobie spokojnie żyć swoim własnym życiem. Miał swoich uczni i przekazywał wiedzę, ale okazało się, że wiedza nie za bardzo zażarła. Powstało Imperium Rzymskie, czyli właściwie wszystko potoczyło się w zupełnie drugą stronę. Ludzie zamiast rzucić się na fajną wiedzę, postanowili się radośnie zabijać i stworzyć wielkie imperia. I tak się skończyła cała historia. Zostało po tym wspomnienie. Z tym wspomnieniem jest bardzo ciekawa sprawa, bo wrócę do historii, o której czasami lubię wspominać, czyli do tabletów z Michigan. Tak to się nazywa.
Czyli do tego, z czego powstała wiara mormonów w Stanach Zjednoczonych. To jest kolejna sekta. Był taki rolnik, bardzo mocno sklejony z tą legendarną opowieścią zwaną Biblią, który wyemigrował do Ameryki. Postanowił żyć prostym, plebejskim życiem niczym Lew Tołstoj. Zaczął kopać. Kupił sobie przede wszystkim ziemię i zaczął tą ziemię uprawiać. I kiedy wbił pług, zaczął orać to pole, to zaczął wyciągać bardzo dziwne, miedziane tablety. Bardzo stare. Jego uwagę przykuło to, że na tabletach jest bardzo dziwne pismo, którego on w ogóle nie rozumie, które przypomina coś bardzo starego. Oprócz tego, na dodatek jeszcze są tam rysunki.
Oczywiście są rysunki ukrzyżowanych postaci wiszących na krzyżach. I jego mość od razu wysnuł wniosek, że jest to prawdziwa historia Jezusa, prawdziwa historia ukrzyżowania i tak dalej. Dopowiedział sobie wszelkie pozostałe brakujące fakty. To troszeczkę tak, jakby ci dano komiks do ręki, ale też niecały, tylko powyrywano pojedyncze strony z tego komiksu. A właściwie to bardziej ze zbioru komiksów. Było ich tam może 30, może 40. Dostałeś po parę kartek z każdego komiksu, niekoniecznie w oryginalnej kolejności. Czasami dostaje się pierwszą, czasami drugą. Właściwie nigdy nie wiedziałeś, która jest pierwsza, a która trzecia, bo ktoś urwał ten róg, na którym był zapisany numerek strony i właściwie nie wiadomo, o co chodzi. Najzabawniejsze jest to, że ktoś wymazał wszystkie napisy w dymkach i właściwie nawet nie wiesz, o czym ci ludzie mówią i o co w tym wszystkim chodzi.
Dokładnie w takiej sytuacji stanął ten dżentelmen, ale postanowił, że tak czy siak, nieważne od tego, czy on rozumie, czy nie, on przede wszystkim wierzy w istnienie Boga. Z tej okazji, że on wierzy w istnienie Boga, a według niego jest to potwierdzenie istnienia tej całej historii z Jezusem i tak dalej. Oczywiście można to mocno kwestionować, bo jakżeby inaczej? Ale z drugiej strony te tablety są bardzo ciekawe, bo naprawdę pokazują ukrzyżowanych ludzi, ale są datowane na troszeczkę starszy okres w historii. Często są datowane jakieś 200 lat do tyłu przed istnieniem tak zwanego Jezusa Chrystusa. I tu się pojawia kolejna historia. Historia gnostyków, czyli tej zakazanej wiary w Europie, która później przemieniła się w katarów, później po drodze zamieniając się w kabałę gdzieś tam bokiem, później po drodze zamieniając się w tajne stowarzyszenia, krzyżowce, różokrzyżowce, krzyżaki, nie krzyżaki i inne druciaki. Później doszły czasy oświecenia i się pojawiły dziwne tajne loże. Właśnie do tego też dojdę. Przede wszystkim pojawiło się kilku ludzi na przestrzeni historii, którym bardzo zależało na tym, żeby dorwać się do tej wiedzy.
Ponieważ wiedza o transmutacji, którą dysponował ów dżentelmen zwany Jezusem, wcale nie była taka unikatowa i wcale nie była związana tylko z owym dżentelmenem. Historie na ten temat pochodzą z bardzo wielu miejsc na świecie i niekoniecznie związanych w jakikolwiek sposób z teologią, która jest tam aktualnie od 2000 lat, właściwie od 1000 lat sprzedawana jako oficjalna wersja historii. Bo takich ludzi było trochę. Żeby było zabawniej, jest ich ponoć nawet trochę do dzisiaj. Niekoniecznie się rzucają w oczy, niekoniecznie wykonują wszystkie te sztuczki, ale tacy ludzie są i czasami gdzieś tam się trafi jakiś kawałek filmu dokumentalnego nakręconego przez niemieckich dziennikarzy, którzy dorwali dziwnego dżentelmena gdzieś tam w Indonezji, który potrafił rozpalać ogień machając rękami. Dzieją się takie dziwne rzeczy, które są niewyjaśnione, bo wszystkie te rzeczy, o których mówię, oznaczają, że właściwie nie ma żadnych praw, tak zwanych trzech podstawowych praw istnienia kosmosu, czy jakoś tak, że współczesna nauka to nic innego jak zbiór głupot. Że właściwie ci dżentelmeni i to, co robią, gdziekolwiek by się w historii nie pojawiali, stoi w konkretnej kontrze w stosunku do tego wszystkiego, o czym nam się mówi, co możemy, czego nie możemy, jak to działa i z czego jest skonstruowane. Okazuje się, że owszem, być może dla części z nas coś jest skonstruowane w ten sposób, ale co jakiś czas pojawiają się informacje, pojawiają się ludzie, którzy dysponują wiedzą, która stawia bardzo duży znak zapytania w tej dziedzinie pod tytułem: co my wiemy na temat życia? Co ty w ogóle wiesz na ten temat, człowieku? Co ja w ogóle wiem na ten temat?
Co my wiemy na temat umierania, przechodzenia przez różne wymiary? Co my wiemy na temat transmutacji? Co my wiemy na temat, czym są w ogóle te wszystkie materiały, z których się składamy, z których składa się cały kosmos dookoła? Chyba wygląda na to, że bardzo niewiele. I to jest ta historia związana z koncepcją zunifikowanego pola. Ponieważ współczesna nauka przeczy temu, żeby można było dobrać się do wszystkiego za pomocą jednego wyjaśnienia. To jest po prostu niemożliwe. Powód jest, myślę, bardzo prosty i znany chyba wszystkim dookoła. Wiadomo, że jeżeli się okaże, że jest jedna wspólna wersja wszystkiego, to wiadomo, że znikną granty Wiadomo, że będzie można to zrozumieć w prosty sposób, że nie trzeba będzie robić kilku innych wydarzeń na świecie, które mają spowodować, że ktoś nasyci się pieniędzmi albo będzie miał możliwość kontrolowania dużej grupy ludzi, żeby decydować o ich życiu. Właśnie, bo właściwie z czym mamy do czynienia z okazji alchemii?
Mamy do czynienia z wiedzą na temat jak mieć właściwie wszystko, cokolwiek chcemy. Czegokolwiek potrzebujesz, możesz sobie samemu zrobić. I to jest właśnie alchemia, mówiąc w wielkim skrócie. I robisz to właśnie dzięki znajomości tych prawideł. To jest zwyczajnie mówiąc wiedza, nie ma to nic wspólnego z wiarą. I wracając do tych wszystkich dżentelmenów i do przede wszystkim kamienia filozoficznego, tego podstawowego wątku. Ten pierwszy wątek mówi, że kamieniem filozoficznym, przynajmniej jego głównym aspektem, jest krew. Owa święta krew. Oczywiście w historii było to związane z krwią rodową. Czyli jeżeli na przykład w twojej rodzinie x pokoleń temu był taki dżentelmen, który potrafił robić niesamowite rzeczy, rzeczy, które przeczą tej oficjalnej wersji na temat limitacji naszej istoty, czyli tego, kim jesteśmy i co potrafimy robić, to teoretycznie ta krew lub ten element, który nosisz w sobie, jest właśnie tym Świętym Graalem.
Jest dużo opowieści na ten temat, dużo różnych teologicznych historii, ale oprócz tego, że one zawsze bajkowo brzmią i nie da się ukryć, są naprawdę często mocno szalone. W tym całym szaleństwie jest element bardzo intrygujący od strony naukowej, który zupełnie nie ma nic wspólnego właśnie z owym szaleństwem. Chodzi o to, czym jest nasza krew. Nasza krew zawiera substancje zwane aminokwasami. W ogóle krew jest bardzo poważną substancją, bardzo energetyczną. Jeżeli widziałeś kiedyś zdjęcia ludzkiej krwi na czymś takim jak fotografia kirlianowska, to zauważysz, że jest to tak potężna energetycznie materia. Tego nie widać na co dzień, jak się skaleczysz w rękę, że ci ręka świeci. Ale gdybyś założył człowieku odpowiednie okulary, to zobaczyłbyś, że twoja ręka lśni niczym jarzeniówka. Dokładnie w tym momencie. Takie właściwości ma ludzka krew.
Zawiera potężne ilości plazmy, energii, żywej energii. Dlatego zresztą się jej używa do transfuzji. Dlatego też krew ma takie znaczenie w wielu miejscach, chociażby energetycznych. Kwestia przelewania krwi w tak zwanych świątyniach. Jeżeli w jakiejkolwiek świątyni podczas jej budowy doszło do wypadku i została przelana krew, to w większości wierzeń na świecie, chyba w 99%, w tym momencie ta świątynia jest zdyskwalifikowana i nie może już być świątynią. Kończy się budowę w takim stanie, w jakim była. Dżentelmeni wracają do domu i szukają miejsca na nową budowlę tam, gdzie nie została nigdy przelana ludzka krew. To jest właśnie taka ciężka substancja, która zawiera bardzo potężny potencjał magnetyczny, nie tylko grawitacyjny. Jest tam zakodowana informacja i zresztą i różokrzyżowcy, i krzyżowcy, i masoni, wszyscy ci podejrzani kolesie doskonale o tym wiedzą. Dlatego też bardzo wiele rytualnych ceremonii, które sobie uprawiają, jest związane z przelewaniem krwi, łącznie z tymi rytualnymi historiami o nazwie wojna.
To też jest dosyć istotne dla tych dżentelmenów. Oni mają lekką obsesję na tym punkcie, ale obsesja nie bierze się znikąd. Ponieważ co mówi nauka na temat całej tej alchemicznej przygody i ludzkiej krwi? Okazuje się, że być może właśnie tym głównym składnikiem do produkcji kamienia filozoficznego jest nic innego jak twoja własna krew. Jeżeli oczywiście chcesz taki kamień wyprodukować. Gdyż twoja krew, zawierając te potężne energetyczne substancje, łączy się z tą dziwną substancją, którą z kolei produkujesz z innych rzeczy i robiąc sobie taki mix, nagle otrzymujesz remote control. Taki pilot jak do telewizora, który daje ci możliwość sterowania tą substancją. Mechanizm jest dosyć prosty. Robisz substancję, która stwarza wszystko. Tak można to w skrócie powiedzieć.
W której są zawarte elementy, pierwiastki, z których składa się cały kosmos, czyli taką esencję. Zbierasz zwyczajnie esencję. Tak to zresztą nazywano w alchemii. Dokładnie esencja. I teraz do tej esencji musisz dodać swojego pilota remote control, ponieważ jest to urządzenie, które będzie działało, przynajmniej z definicji ma działać tak, jak ty chcesz, czyli ktoś musi sterować tym urządzeniem. I teraz ten panel sterowania, który jest dodatkową energią, która ożywia to urządzenie, to jest właśnie twoja krew. Wiele receptur alchemicznych, które twierdziły, że właśnie są niczym innym jak opisem metody na zbudowanie kamienia filozoficznego, to właśnie metody zawierające taką długą, wieloletnią, czasami krótszą, czasami dłuższą rafinację ludzkiej krwi i separowanie i przetwarzanie, dodawanie różnych rzeczy, wyciąganie z niej różnych elementów. I ten proces trwał ileś tam lat, musiał być skrzyżowany z konkretnymi przejściami planet na niebie, robiony w odpowiednich cyklach i tak dalej. Oczywiście bynajmniej nie jest to żadne szaleństwo. Akurat ten kawałek historii jest jak najbardziej naukowy i to bardziej niż się komukolwiek wydaje, gdyż promieniowanie planet, które my odczytujemy sobie z satelitów, na przykład z satelity Hubble'a, później zamieniamy sobie na kolorki.
Znaczy nie my, tylko pracownicy korporacji NASA i dzięki temu nam wyświetlają piękne zdjęcia Drogi Mlecznej. Których, żeby było zabawnie, z kosmosu w ogóle nie widać. Widać tylko radiację, która jest zapisywana na urządzeniach w postaci cyfrowej. Odbieram telefon. Halo, halo, panie Jaćwingu. Halo, halo. O właśnie. Jeszcze momencik, panie Jaćwingu. Jeszcze momencik.
[30:06] - Halo, halo.
[30:07] - Jeszcze momencik. Jeszcze.
[30:11] - Halo?
[30:13] - Och! Momencik. Momencik.
[30:16] - Halo?
[30:17] - Momencik. Proszę się nie denerwować. Halo, halo. Proszę się nie denerwować. Tu podłączam mikrofon. Już mam podłączony. Myślę, że już chyba mnie słychać. Witam panie Jaćwingu, witam serdecznie. Halo, halo. Proszę pana, teraz pana z kolei nie słychać.
Wszystko było okej. Ach, teraz Skype mi się zamknął. Także chwila moment. Chwila moment, sekundę. Zaraz odpalę ponownie aplikację, która jest chyba jedną z najbardziej awaryjnych aplikacji aktualnie na świecie, czyli Skype'a. Jestem poster cywilizacyjny. Momencik. Wiadomo, audycja na żywo, także jak w alchemicznym garnku dzieją się rzeczy i z lewa, i z prawa, i tu się włączy, i tu się wyłączy. Także moja opowieść jest nieustannie przerywana przez wydarzenia nie losowe. Bo o czym mówi alchemia?
Co jest kolejnym kamieniem milowym w zrozumieniu tego zjawiska. I tu trzeba wrócić na chwilę do Egiptu. To jest koncepcja tego, czym jest nasze życie. W starożytnym Egipcie nikt nie wpadłby na pomysł, że życie jest czymś innym niż transmutacją. Halo, halo, panie Jaćwingu. Halo, halo.
[31:33] - Witaj Tomku. Przepraszam.
[31:35] - Nie, to ja przepraszam za źle podłączenie mikrofonu, ale teraz już cię słyszę. Wszystko jest okej. Witam, jak zdrówko? Mam nadzieję, że dobrze.
[31:42] - Bardzo dobrze, dzięki. A jak u ciebie?
[31:44] - Doskonale.
[31:45] - To świetnie. Widziałem ostatnio twoje wystąpienie już jakiś czas temu na Porozmawiajmy TV. Bardzo fajne.
[31:56] - Dziękuję bardzo.
[31:59] - Zresztą chciałem tylko powiedzieć, że bardzo cenię pracę Alexa. To, jakich ludzi zaprasza i to, że znalazłeś się w tym gronie.
[32:09] - Alex, czy ty to słyszysz? Alex! Ludzie cię chwalą. Bardzo dobrze. Dziękuję bardzo. Ja przekażę Alexowi. Jak będę miał z nim kontakt, to mu przekażę.
[32:18] - Super. Ale jeśli chodzi o media alternatywne, to Porozmawiajmy TV i jeszcze bym dodał NTV pana Janusza Zagórskiego.
[32:29] - Nie. Przepraszam bardzo, ale ja może nie będę się wypowiadał. Ja to bardziej w kategoriach kabaretu traktuję NTV. Ale fajnie. Lubię sobie, dobry kabaret nie jest zły.
[32:38] - O czym teraz pogadamy? Bo sorry, nie słuchałem.
[32:42] - Człowieku, to ja daję cię wyłączyć, bo ja mam konkretną historię na temat alchemii.
[32:45] - Dobrze, bo ja jestem chemikiem z zawodu, to może coś powiem.
[32:51] - Słuchaj, to zapraszam na odsłuch. Ja cię wyłączam i lecę dalej z tą opowieścią.
[32:55] - Dzięki.
[32:55] - Mam kilka ciekawych wątków, także zapraszam później na telefon, na wciho. No właśnie. Chemicy słuchają, a ja o alchemii mówię. I to jeszcze spóźnieni chemicy. To też nie przypadek. Ojoj. Anyway, wracając do naszego konceptu, czym sobie głowę zajmowali Egipcjanie. Bo my wierzymy w jakąś istotę boską, dualizm, zło i dobro. Jakieś takie wykręcone, dziwne pomysły, które właściwie w ogóle nie mają odzwierciedlenia w naszym życiu tak długo, jak sami nie zaczniemy ich realizować. Bo one oczywiście się dzieją.
To nie jest tak, że one się nie dzieją. Te wszystkie rzeczy, które oficjalnie stanowią kanwę naszej egzystencji na tej planecie. Ale pamiętaj o tym, że ta kanwa dzieje się tylko i wyłącznie twoimi rękami, że to nie jest coś, co jest zasadą istnienia kosmosu, bo nie jest zasadą istnienia kosmosu. Gówno prawda, koleżanko i kolego. Nikt z nas nie ma reguły na istnienie kosmosu. Jesteśmy częścią tego kosmosu. I tutaj Egipcjanie, jak się okazuje, nawet jeszcze ci z czasów, o których my mniej więcej próbujemy coś tam się dowiedzieć, bo coś jeszcze z tego rozumiemy. Jeszcze nie było aż tak bardzo dawno, albo przynajmniej nam się wydaje, że coś jeszcze z tego rozumiemy. Jasno i wyraźnie określali życie jako element transmutacji i nikt nie wierzył w to, że materia jest stała i jest na stałe. Materia nie jest właściwie materią.
Nie było podziału na materię i niematerię. To jest tylko element transmutacji. Część energii się materializuje, żeby później się zdematerializować. Właściwie jeżeli znasz podstawy tej całej historii, to nie ma problemu, żebyś sobie ciapnął takie budynki jak piramidy, za bardzo się nie przejmując tym, że sobie ręce ubrudzisz, kując jakieś ciężkie kamienie. Tu jest kilka ciekawych historii związanych z piramidami, ale to może odłożę, bo właściwie ja dzisiaj jestem alchemiczny. Także z Egiptu cała historia wylądowała w Grecji i w ogóle sama nazwa alchemia pochodzi właściwie od Egiptu. Al-kem. Kem to właściwie starożytna nazwa Egiptu. Tu jeszcze chodzi o krainę owego bóstwa Thot. Ciekawe, czy to było bóstwo, bo właściwie jest tylko na rzeźbach przedstawiane jako bóstwo, znaczy nawet nie jako bóstwo.
Jest to postać człowieka z głową Anubisa i jest to patron właściwie wszystkich ludzi, którzy cokolwiek robią. No i też trzeba tutaj przypomnieć, że oczywiście jest to stwórca hieroglifów, geometrii, tak zwanych sztuk wyzwolonych i wszelkich tych możliwych rzeczy, które właściwie tworzą egzystencję w naszym życiu. A ja podobnie mam Jaćwingu. Witam Jaćwingu.
[35:25] - Witam. Odnośnie alchemii mogę się troszkę wypowiedzieć.
[35:29] - Zapraszam. Właśnie, co ty jako chemik, jakie jest twoje podejście do alchemii?
[35:36] - Jestem chemikiem, chociaż dosyć kiepskim, bo przepraszam. Generalnie skupiam się na innych rzeczach w swoim życiu. W każdym razie świat ma budowę taką dualną, prawda? Są przeciwieństwa.
[35:49] - No właśnie nie. To jest tylko koncept tylko i wyłącznie wynikający ze współczesnej mitologii, jak się okazuje. Taki bardzo krótki koncept, który ma raptem tylko 300 lat. I to wszystko.
[36:01] - Okej, pozwól mi tylko rozwinąć tą myśl. To jest takie neofickie, można powiedzieć, podejście, że są przeciwieństwa, ale w miarę zagłębiania się w to człowiek odkrywa, że one są w gruncie rzeczy jednym, gdyż istnienie jednego przeciwieństwa jest właśnie warunkowane przez to, że możemy odnieść to do drugiego. Jest takie pojęcie Dokładnie nie pamiętam, jak się to nazywa. W każdym razie jest to połączenie tych pierwiastków żeńskich i męskich w jedno. Wtedy powstaje harmonia. W zasadzie medycyna chińska bazuje właśnie na pojęciu harmonii i przywracaniu równowagi. To jest też esencja.
[36:50] - Muszę wspomnieć o Thocie raz jeszcze, bo jest to właśnie ten dżentelmen, który wprowadzał ład i porządek jako trzeci stabilizujący element. Zresztą przypisany jest do Księżyca. To jest właśnie trzeci stabilizujący element. Nie pomiędzy skrajnościami, ale pomiędzy największymi amplitudami. Tak można powiedzieć. To jest coś, co łączy.
[37:12] - To jest pewnego rodzaju równowaga i pewien taniec, harmonia, do której uzyskania dążą wszelkie istoty.
[37:22] - Kontekst mój tej opowieści, bo nie słyszałem wcześniej, jest dosyć prosty, ponieważ Thot jest uznawany, poza tym, że jest oczywiście twórcą Księgi Umarłych, jest także autorem Tablicy Szmaragdowej, czyli tekstu, który mówi i reprezentuje najważniejszą rzecz w alchemii, czyli opisuje, czym właściwie jest nasza egzystencja, że jest nieustanną transmutacją i że nie ma żadnego dualizmu. To jest tylko nasza percepcja, która chce widzieć dualizm, to go widzi. Jeżeli nie widzisz, to w tym momencie nagle widzisz, że składasz się z tych trzech części i że świat to jest nic innego jak zunifikowane pole, cały kosmos, bez wyjątku, absolutnie. I że całym tym zunifikowanym polem rządzą konkretne zasady, które nie mają nic wspólnego z tą koncepcją naukową tak zwaną, która nam teraz przyświeca, że na przykład myślimy, że tylko w jedną stronę, że działa prawo termodynamiki, wszystkie tego typu historie. Nagle się okazuje, że są dżentelmeni, którzy potrafią zaprzeczyć istnieniu każdego możliwego, oficjalnie panującego aktualnie prawa w nauce.
[38:31] - Okej, w ogóle jestem pod wrażeniem swojej postawy wobec życia i sam staram się mieć podobną. Oczywiście w odniesieniu do swoich doświadczeń i tak dalej, spersonalizowaną bardziej. Ale właśnie o to chodzi, żeby po prostu we wszystkim móc odnaleźć coś, co nas pchnie dalej. Czy coś jest złe, czy coś jest dobre, to jest bardzo względne tak naprawdę.
[38:58] - Ja mam do ciebie pytanie, bo ja taki będę techniczny troszeczkę dzisiaj, bo chcę cię pociągnąć trochę za język jako chemika, bo historia jest związana oczywiście, co tu dużo mówić, z urządzeniem zwanym przez niektórych Świętym Graalem albo Kamieniem Filozoficznym. Jedno i drugie jest dokładnie tym samym. Jest to element, który zawiera owe dwie moce, które po dodaniu tej trzeciej mocy nagle dają ci możliwość stwarzania świata. Pierwsza koncepcja, taka podstawowa w alchemii, która właściwie panuje od co najmniej 800, 700 lat, jeżeli nie dłużej. To jest koncepcja, która mówi, że musisz wyprodukować substancję, która zawiera wszelkie elementy kosmosu, następnie dodać do niej odpowiednio spreparowaną swoją krew, właściwie esencję swojej krwi, która jest twoim pilotem do robienia tych wszystkich reakcji i w tym momencie twój umysł siłą woli, ponieważ w tym momencie dochodzisz do takiego momentu, w którym posiadasz wszystkie te trzy elementy, stapiasz się z tym wszystkim i zaczynasz to rozumieć. I swoją siłą woli nie tylko tworzysz taką możliwość, że nagle produkujesz dowolną substancję, którą chcesz. Wiadomo, że w czasach naszej historii, tak zwanej nowożytnej, w odniesieniu do starożytnego Egiptu, takim czymś cudownym jest oczywiście chciwość, czyli żądza złota, czyli złoto, czyli produkcja złota i długowieczność. To było coś, co było nieustannie poszukiwane przez wszystkich tych różokrzyżowców, Watykan, wszystkich tych dżentelmenów, po to, żeby złapać wreszcie ten tajemniczy, mityczny nie wiadomo co, kamień filozoficzny, który daje im możliwość kontrolowania całego świata. Ponieważ ich kontrola nad światem praktycznie jest żadna i polega tylko i wyłącznie na tym, że potrafią kogoś fizycznie unicestwić, wysłać do krainy wiecznych łowów i na tym się kończy cała kontrola. Natomiast sami nie potrafią ani produkować złota, ani nic.
Ale jako że są to ludzie światli, doskonale wiedzą, że to jest możliwe, bo robiono to już nie raz, nie dwa w historii cywilizacji, nawet tej. Robiono to całkiem niedawno temu i żeby było zabawniej, właśnie jest robione aktualnie w kilku miejscach na świecie, nawet więcej niż kilku.
[41:08] - Wiesz co, wydaje mi się, że to jest taka trochę pułapka, bo z jednej strony właśnie te różne piły mogą dążyć do tego, by posiąść tą wiedzę przemieniania właśnie na tym planie fizycznym różnych substancji w inne. Ale z drugiej strony ktoś, nazwijmy go magiem, bo każdy jest w pewnej części magiem. Posiadając ten pojęcie wznosi się w pewien sposób nad to, bo już w tym momencie on nie pragnie złota czy czegoś tam innego. Bo łącząc w sobie te dwa pierwiastki, te tak zwane alchemiczne wesele, wcześniej mi zabrakło tego określenia.
[41:47] - Dokładnie. Otóż to.
[41:50] - Po prostu rozkoszuje się pełnią ekspresji swojej.
[41:56] - Moment iluminacji. To się nazywa dokładnie w alchemii moment iluminacji. Zresztą stąd pewna grupa ludzi wzięła nazwę do swojego tajnego stowarzyszenia. Zresztą nazwa ta jest związana z iluminacją i ta iluminacja, nie będę cię, droga słuchaczko i słuchaczu, i ciebie Świgło oszukiwał, jest związana z produkcją złota, do czego dzisiaj powoli zmierzam. Ale tak powoli.
[42:17] - Mogę wejść w słowo?
[42:20] - Chciałem się zapytać właśnie ciebie jako chemika, czy jest w aktualnej chemii takiej po prostu normalnej, eksperymentalnej, czy w ogóle takie zagadnienie ma miejsce? Czy w ogóle chemia traktuje poważnie ten moment, że ja robię sobie dwie substancje, które reprezentują Te dwie skrajne amplitudy, te dwa miejsca, w których nigdy nie będę, ponieważ to jest energia, która jest już poza mną. Natomiast wiążę tą energię swoją własną krwią i w tym momencie mam access do produkcji czegokolwiek sobie zażyczę. Dobrego samopoczucia, zdrowia, wszelkich możliwych rzeczy. Wody, owoców. Mogę zamienić wodę w cokolwiek chcę albo cokolwiek chcę w wodę. Chodzi o zjawisko transmutacji. Czy w ogóle oficjalna chemia, taka naukowa, dostrzega ten aspekt, czy to w ogóle jest szaleństwo dla nich? Aminokwasy we krwi. Ludzkie aminokwasy.
[43:15] - Ja z tego, co się orientuję i z tego, co sam badałem, to trzeba by było stwierdzić, że są dwa poziomy. Taka nauka oficjalna, ta, co w Teleexpressie czasami powiedzą, że coś wynaleźli czy coś innego, a taka nauka sprzęgnięta w aspiracje imperialistyczne różnych ośrodków. Bo to jest druga sprawa i w takiej nauce powszechnej to jest nieobecne. Jest uznawane za herezję. Podczas gdy w takich tajnych różnych projektach, zwłaszcza chyba Rosjanie w tym przodują, bo oni bardziej są wyrzucani ku takiej-
[44:06] - To prawda. Nie zostali nigdy zarażeni tym wirusem Zachodu od tej strony.
[44:11] - Oni po prostu nie mają tej takiej... Jak by to określić?
[44:15] - Chodzi o patenty. Po prostu nie ma walki o patenty, dlatego że było to jedno takie homogeniczne państwo. Nie było patentów, nie było takich rzeczy. Były zespoły badawcze, był projekt, badało się. Jeżeli coś z tego wychodziło, to się robiło czołg, który działał albo lepszą pralkę dla wszystkich.
[44:30] - Poniekąd tak, ale oni po prostu nie wahają się sięgać w te rejony, które nauka zachodnia, że tak to nazwijmy, określa jako zupełnie abstrakcyjne i heretyckie. Chociaż pewnie też w Stanach są prowadzone różne badania. W każdym razie są te dwa poziomy. Podejrzewam, że w tych różnych projektach free energy już tam dawno zostało.
[44:59] - Ja akurat należę do tych ludzi, którzy, cokolwiek by nie mówić, głupio zabrzmi, ale właściwie chyba jestem alchemikiem, bo wyprodukowałem kilka substancji, które absolutnie zaprzeczyły sensowności istnienia współczesnej nauki. Mam je tu w domu przy sobie, w odległości trzech metrów od siebie dosłownie albo dwóch metrów. I oficjalna nauka twierdzi, że jest to niemożliwe, bo jest to zaprzeczenie wszelkim możliwym prawom, które oni wyznają jako religię od 300 lat, zdaje się. Także I don't know. Nie wiem, co ci kolesie robią. Właśnie dlatego tak się pytam, czy w ogóle w oficjalnej nauce jest to dopuszczalna koncepcja, że świat nie składa się z dualizmu, że nie ma dualizm, jest tylko kwestia twojego poznania. To jest kwestia właśnie iluminacji. Jeżeli poznasz tą najprawdziwszą, jedyną zasadę, która mówi o tym, że jest to jedne zunifikowane pole i interakcje też są zunifikowane w tym polu i zrozumiesz, o co w tym chodzi, nagle się okazuje, że czegokolwiek chcesz, możesz sobie produkować dowolnie na kilogramy. Tylko kwestia twojego otwarcia, twojego zrozumienia rzeczywistości i tego, jak szybko wyrzucisz z głowy schematy myślenia, które dziedziczymy po różnych przodkach. Tylko i wyłącznie to, jak się okazuje.
Czy w ogóle oficjalna nauka daje mi taką możliwość, czy w ogóle nie ma? Czy ja muszę wziąć tabletkę koniecznie, jakiś chemiczny czynnik?
[46:17] - No cóż, dzisiejsza nauka jest w służbie utrzymania-
[46:22] - Powiedzmy korporacji
[46:24] - ... istoty ludzkiej w stanie uśpienia, zniewolenia i tak dalej. Więc wiadomo, że nie może podawać recept ani nawet wskazywać jakichkolwiek drogowskazów, które by mogły prowadzić ku jakiejś niezależności. Więc wiadomo, że jest bardzo ograniczona taka nauka oficjalna.
[46:48] - Okej, czyli nie znajdę tego w oficjalnej nauce. Bo tu jeszcze jest jedna zabawniejsza sprawa z tym dobieraniem składników, że jest jeden z jednej strony, drugi z drugiej strony, a ty właśnie jako alchemik jesteś tym trzecim nieodłącznym składnikiem. W naszej teologii opisuje się Tota ze starożytnego Egiptu jako bóstwo, ale w Egipcie był on uznawany za normalną, żywą istotę i nie był to jakiś mityczny bóg, tylko była to reprezentacja naszych wszystkich mozgów. Właściwie i ty jesteś Totem, i ja jestem Totem. Każdy jest Totem. W naszych czasach, w sensie tej cywilizacji, która tu panuje aktualnie od niecałych 2000 lat, jest takie słowo, które doskonale oddaje to, czym był Tot. I to słowo nazywa się Mojżesz. Mesjasz dokładnie, bo to właściwie jedno i to samo słowo. Zresztą też pochodzi z Egiptu, bo to nie jest wcale wymysł aramejski. To wszystko zostało ukradzione właśnie z owego miejsca, Egiptu, bo tam się to wszystko prawdopodobnie zaczęło.
Przynajmniej to, co dotarło do nas. I co dużo mówić. Właściwie można użyć słowa, że każdy jest Mesjaszem. Każdy posiadający tą wiedzę jest Mesjaszem. Nic więcej, nic mniej. Bo każdy dysponujący opcją budowania, rekonstruowania wszystkiego, cokolwiek chce, może stwarzać rzeczywistość. Do rzeczywistości należy też panowanie nad wymiarami przeszłości i przyszłości oraz teraźniejszości, czyli multiwymiarowe podejście do życia. To nie jest tak, że to tylko umiejętność zamiany kawałka wody w wino lub cokolwiek innego, albo podniesienia kamienia za pomocą siły woli w cudzysłowiu. To też troszkę bardziej zaawansowane rzeczy, ale Kiedy zbierzemy to wszystko do kupy, jest to nic więcej jak tylko i wyłącznie umiejętność obsługiwania zunifikowanego pola tych wszystkich zunifikowanych kosmicznych zasad, które tym wszystkim rządzą. I ta jedyna substancja, o której jest mowa, żeby było zabawniej, jest tą samą substancją tylko w dwóch stanach.
Stąd też w alchemii są zabawne pojęcia tak zwanych przeciwieństw, bynajmniej nie dualizmów. Proszę tego nie mylić z dualizmami. Są to tak zwane przeciwieństwa, wadliwie nazywane skrajnościami. To jest zakres podróży jednej substancji od jednego stanu do drugiego. Często ten zakres jest poprzez całe nasze życie, tak jak nazywano to w Egipcie, że alchemia to jest właściwie nasze życie. Każdy jest alchemikiem, bo nasze życie jest niczym innym jak transmutacją i zaczynamamy w punkcie A, aby skończyć w punkcie B, przechodząc przez pozostałe punkty gdzieś pośrodku. I na końcu tej całej opowieści mamy dokładnie tą samą substancję, którą mamy na początku, tylko że właściwie w odbiciu lustrzanym. Przypomina to trochę, nawet nie trochę, jest to dosłownie porównanie rtęci do złota. Jedna substancja i druga jest właściwie dokładnie tą samą substancją, bo rtęć i złoto to właściwie mniej więcej to samo. Przepraszam, ołów.
Co ja mówię? Nie rtęć. Ołów i złoto to jest dokładnie to samo, za wyjątkiem jednego numerku atomowego. I cały numer z transmutacją polegał na zamianie właśnie jednej materii, która nie ma żadnego błysku, jest przeciwieństwem drugiej na coś, co nigdy się nie starzeje, czyli dokładnie ten sam materiał, tylko że za każdym razem mający zupełnie przeciwstawny potencjał, bo to nazywano potencjałem. Czy w ogóle nauka w dzisiejszych czasach traktuje sprawę w ten sposób? Bo wiemy, że coś takiego istnieje. Nazywa się materiały nadprzewodnikowe. Są to normalne, zwykłe materiały, które zmieniamy albo zmieniamy całe otoczenie dookoła nich. Zmieniamy kilka parametrów tego materiału i otrzymujemy zupełnie odwrotne zjawiska. Wielkie pytanie, czy w ogóle chemia podchodzi do tego w jakikolwiek sposób, taka oficjalna?
Czy gdzieś słyszałeś o tej alchemii w chemii, czy już nie ma nic?
[50:45] - Może już bardziej takie zagadnienia fizyki, jak i chemii kwantowej, bo też jest i chemia, która wkracza właśnie na te tereny.
[50:56] - Nasi kwanciarze.
[50:58] - Się tym zajmują.
[50:59] - Einsteinowcy.
[51:00] - Mam ogólne spostrzeżenie dotyczące tego wszystkiego, że ten mainstream, że tak to nazwijmy, stara się zawsze nam narzucić, że coś jest na zewnątrz, że musimy do czegoś dążyć, że ktoś tam jakiś autorytet jest, który nam coś powie. A te wszystkie nauki wewnętrzne, czy to będą jakieś rzeczy z alchemią, czy nawet jakieś wyższe wtajemniczenia sztuk walki, czy czegokolwiek, tak naprawdę pokazują człowiekowi, że wszystko jest wewnątrz niego. I to, co spotykasz na zewnątrz, jest projekcją tego i twoja myśl dzisiejsza będzie po prostu twoim jutrem. Sam kreujesz swój świat, tylko że z pewną taką bezwładnością.
[51:56] - Właśnie alchemia jest tą nauką i ty, droga słuchaczko, i ty, drogi słuchaczu, która usuwa jakąkolwiek chaotyczność i bezwładność z tej sytuacji, kiedy trzeba coś zrobić. Normalnie, oficjalnie uznajemy, że wszystko jest bezwładne i właśnie nie mamy wpływu na to, ale alchemia jest właśnie wiedzą, która mówi, że jest zupełnie odwrotnie.
[52:17] - To tak symbolicznie spójrzmy na karty tarota. Zaczynają się kartą błazen, a kończą się kartą mag. Głupca znaczy, błazna. I to jest właśnie symboliczna droga istoty.
[52:34] - Są to alchemiczne prawdy. Te karty zostały wymyślone po to, żeby przekazać kawałek wiedzy. Niewielu ludzi korzysta z tej wiedzy. Inna sprawa, że jest ona mocno zakodowana. Jeżeli nie zrobi się kilku eksperymentów, a nawet więcej niż kilku eksperymentów, to właściwie jest to czysto i wyłącznie teoretyczny opis przypominający troszkę taką babę, która siedzi na targu i mówi: „Panie, panie, powróżę z kart tarota, powróżę z kart tarota”. Nie do końca. Chociaż I don't know. Nie do końca wiem, czy to do końca tylko to jest.
[52:59] - A wiesz też, na czym polega tak naprawdę wróżenie? Że karty tarota czy tam fusy, czy cokolwiek innego to tak naprawdę jest tylko zewnętrzny atrybut, który daje ci połączenie z twoją podświadomością. To jest trochę takie obejście. Tak naprawdę ta osoba, która czyta z kart czy tam z fusów.
[53:19] - Czyta z ciebie. Zawsze tak jest.
[53:21] - Ona tak naprawdę zagląda się w swoim wnętrzu i z ciebie też, bo jest połączona na tym głębszym poziomie z tobą. Więc to jest taki trik dla umysłu.
[53:32] - Zostawmy te rozważania, bo ja tu dzisiaj jestem w alchemicznej historii, takiej dosyć konkretnej, związanej z kamieniem filozoficznym i ogólną koncepcją, takim powrotem alchemii aktualnie. Także mam ostatnie pytanie do pana, czy nauka w ogóle uznaje koncepcję kamienia filozoficznego, oficjalna chemia? Czy pan się z tym spotkał, czy nie?
[53:54] - Nauka w ogóle uznaje rozdzielność obserwatora i eksperymentu, a sam wiesz, że one są połączone.
[54:03] - To nigdy nie istnieje. To jest tylko w teorii. Dobra, to zostawiamy tą naukę. To rozdzielenie eksperymentatora od eksperymentu, które nigdy nie istniało.
[54:11] - Dokładnie. Dzięki za rozmowę.
[54:13] - To ja dziękuję bardzo. Sory, że tak cię ścinam, przycinam, ale taka opowieść. Chcę zdążyć, bo tu jest kilka takich nazwisk, trupów z szafy, które muszę powyciągać.
[54:20] - Pozdrawiam wszystkich i dobrej nocy.
[54:23] - Dzięki wielkie. Trzymaj się. To był mystery Jaćwing. A ja teraz, zanim dokończę tą całą opowieść, zbiorę te wszystkie wątki po tej rozmowie i wracam do tego kamienia filozoficznego. To zaraz może zanim puszczę muzyczkę, jeszcze nawrócę szybko, żeśmy byli w temacie, tak powiem, żebyśmy siedzieli w siodle Ta pierwsza koncepcja mówi o tym, że linia owych alchemików, którzy gdzieś tam się wodzą jeszcze z Aleksandrii, bo właściwie ta Judea nie jest do końca tym właściwym miejscem. Dlaczego wspomniałem o tak zwanych tabletach miedzianych, które zostały znalezione w Stanach Zjednoczonych? Ponieważ to miejsce, w którym farmer znalazł tablety, jeszcze wracam do tych scen ukrzyżowania, które gdzieś tam zostały odkryte z tą rzeczywistą lub nierzeczywistą historią. Jeszcze zawierają kilka innych drobnych elementów. To miejsce, w którym znaleziono te tablety, ma oprócz nazwy nadanej przez białych, też nazwę nadaną przez Indian. I żeby było zabawniej, indiańska nazwa brzmi Memphis.
Dokładnie to samo słowo, wymawiane tak samo jak to Memphis wymawiane przez Egipcjan w Aleksandrii, tudzież wszędzie gdziekolwiek na świecie. Tak, to właśnie Memphis w Egipcie, tam gdzie jest coś, co archeolodzy nazwali Świątynią Człowieka. Dokładnie to miejsce. I teraz skojarzmy fakty. Pewna grupa ludzi posiadająca wiedzę w pewnym momencie emigruje gdzieś indziej, bo co pokazują tablety? Nie wiem, to jest moje przypuszczenie, moja spekulacja. Tak że człowieku, nie łap mnie tutaj za rękę. Sam posprawdzaj, sam pomyśl, co to może być. Może masz lepszy koncept i lepszą teorię niż ja, ale wygląda na to, że wszyscy zostali mocno przegonieni, przetrzebieni. Jedyną opcją było zawinięcie się z miejsca, gdzie ktoś postanowił wykorzystać tę wiedzę, ktoś się sprzeniewierzył tej wiedzy i wystrzelił jakiś konflikt w miejsce, gdzie można spokojnie praktykować rzeczywistą wiedzę, alchemię i nikt nie będzie w niczym przeszkadzał.
Albo też jest kolejna koncepcja, że świat wyglądał zupełnie inaczej, o czym nam się nie chce dzisiaj mówić. Wiemy ze starożytnych map, że tylko przez jakieś niecałe 500-1000 lat ludzie wierzyli w to, że mieszkają na środku świata i że nie ma innych kontynentów. Grubo przed średniowieczem i grubo jeszcze wcześniej wszyscy doskonale sobie zdawali sprawę z tego, że Europa nie jest jednym kontynentem. Azja i Afryka też nie jest jednym kontynentem. Mapy świata były znane bardzo wielu żeglarzom, którzy podróżowali wtedy po całym globie. Wykopaliska archeologiczne z nadziskami, to, co jest wykopywane w ziemi, jasno wskazują, że ludzie się odwiedzali pomiędzy kontynentami. Są wykopaliska dokładnie w Australii, gdzie są znajdowane egipskie hieroglify, o których wspominałem jakiś czas temu. Są monety, które pochodzą z Europy, znajdowane w obydwu Amerykach. Bardzo niechciany temat, bardzo nielubiany, bo oczywiście jak zwykle ktoś tutaj chce zdominować wiedzę, ale rzeczywista historia może wyglądać tak, że wszyscy sobie naprawdę bez problemu podróżowali po całym świecie bez żadnych paszportów i część wiedzy, która tutaj przez jakiś czas gościła w Europie, zniknęła z Europy z powodu jakichś brutalnych wyczynów. I pojawiła się w Ameryce, w stanie Memphis.
Który dziś się nazywa Memphis. Miasteczko się nazywa Memphis. Illinois tak się nazywa, zdaje się stan. Illinois. A to jest Memphis w Illinois. Dokładnie. Tam są też takie dziwne budowle, które są nazywane neolitycznymi, które są dosyć gęsto znajdowane w tej okolicy. Wykopaliska archeologiczne oczywiście jak zwykle bardzo mocno kontrowersyjne, bo część ludzi twierdzi, że to podpucha i fałszerstwo. Druga część ludzi, która to zbadała, twierdzi, że wszystko jest jak najbardziej prawdziwe. Ale problem z tym jest taki, że facet, który założył sektę Mormonów, bardzo mocno zmienił wydźwięk tych wszystkich dokumentów, przypisał je konkretnie swojej sekcie i właściwie w ten oto sposób zamknął drogę do jakichkolwiek innych interpretacji albo próbował zamknąć drogę do jakichkolwiek innych interpretacji tego, co jest na tych tabletach.
Tak że oficjalnie zostały one uznane za potwierdzenie biblijnej historii, a właściwie nie wiadomo, czy przypadkiem nie jest tak, że biblijna historia tylko i wyłącznie bazuje na skrawkach tej oryginalnej historii, która gdzieś tam jest opisana na tabletach. Wygląda na to, że jakieś 200 lat przed tym oficjalnym początkiem nowej ery, przed narodzinami Chrystusa zaczęło się dziać coś w Aleksandrii. Zresztą to jest dokładnie moment spłonięcia Biblioteki Aleksandryjskiej, kiedy poznikały starodruki. To jest moment, kiedy wiedza dosyć dynamicznie zaczęła znikać i pojawiły się bardzo poważne problemy z tym, co robić z ludźmi, którzy posiadają tę wiedzę. Zaczęli być bardzo niechciani w Europie i w wielu innych miejscach, ale też wiedza chyba się nie za bardzo przejmowała. Był to chyba taki moment, gdzie wszyscy ulegli zachwytowi nad tym, jak piękne jest życie po pijanie wina, jedzenie mięs pieczonych. I jakoś tak się okazało, że wszystko się zaczęło zmieniać. Było kilka innych poprzednich zmian, ale wracając do tego, bo ja ciągle tak krążę dookoła tego Świętego Graala i kamienia filozoficznego. Generalnie czynnikiem według niektórych miała być właśnie krew tej linii rodowej, w której byli owi alchemicy, a szczególnie ten jeden najważniejszy alchemik, którego nazwano Jezusem Chrystusem, który potrafił dokonywać cudów transmutacji. I w pewnym momencie, kiedy mu się już nie spodobało w Rzymie i w Galilei, gdziekolwiek tam był, po prostu zawinął się razem ze swoją dziewuchą, która nazywała się Maria, gdzieś do Francji i tam kultywował swoje historie, swoje życie, swoje praktyki.
I był radosny i szczęśliwy. Informacja o tym pozostała, bo część tej informacji zachowała się w postaci wiary nazwanej katarską, czyli Katarami. To była grupa ludzi, która absolutnie nie przyjęła sekty z Watykanu do siebie, nie przyjęła tej sekciarskiej wiary. Pozostali w ogóle gdzieś tam z boku i funkcjonowali jako znakomita część Europy, bo właściwie Watykan obejmował taki stosunkowo mały kawałek świata jeszcze 800 lat temu. Była to tylko i wyłącznie część Włoch, część Francji, kawałek w Niemczech i to wszystko. I trochę w Hiszpanii. I to tylko i wyłącznie związane z kilkoma dworami, królestwami. Na nieszczęście Katarów te królestwa miały dosyć duże armie i miały złoto na wynajmowanie ludzi do tych armii. Natomiast Katarowie właściwie byli spokojnymi ludźmi, którzy praktykowali coś takiego, co nazywamy dzisiaj wiedzą. I właśnie Katarem byli producenci bardzo dziwnych substancji, które dzisiaj nazywamy już oficjalnie GANS, czyli gazami w stanie nanoatomowym.
Michał Anioł? Michał Anioł za bardzo nie, ale Leonardo da Vinci był takim dżentelmenem. Kilku innych jeszcze po drodze, ale ja może zostawię, bo ciągle krążę dookoła tego kamienia filozoficznego. W każdym razie tym czynnikiem, który miał aktywować kamień filozoficzny, była nic innego jak krew tej linii rodowej. Tak więc powstały zakony, przynajmniej taka jest spekulacja na ten temat, które miały chronić w tajemny sposób, żeby ta linia rodowa nigdy nie zginęła, ale też dzięki temu chcieli sobie zapewnić stały dostęp do wiedzy. Bo cóż oznacza ta wiedza? Jak nietrudno się domyślić, jest to historia z robieniem złota, szczególnie w czasach, kiedy zbrojny kosztuje, koń kosztuje, wykucie miecza kosztuje, zabicie człowieka kosztuje, bo nikt nie chce zabić drugiego człowieka za darmo, więc trzeba mu surto zapłacić i pokazać, że jest sens, że te pieniądze mają większy sens niż życie. Jedyną opcją było robienie złota i za pomocą złota załatwianie tych wszystkich krzywych interesów. I jedyną opcją na to, żeby być blisko tej receptury, której i tak prawdopodobnie nie znali albo znali, kto to wie, było utrzymanie tej linii rodowej, żeby mieć ten kluczyk do tej maszynerii, która dzięki tej krwi może dalej ruszyć. Czy to działa?
Tego nie wiem. I don't know. Ale pojawiło się kilku alchemików w Europie, którzy przyszli przez Półwysep Iberyjski. A to z tego powodu, że jak spłonęła Biblioteka Aleksandryjska, psychopaci, którzy rządzili tą częścią Europy, czyli sekciarze z Watykanu, zaczęli wyrzynać wszystkich w pień, czyli palić biblioteki, rabować, niszczyć wszystko, co tylko się dało, żeby wymazać wszelkie możliwe ślady tej prawdziwej wiedzy. Tylko po to, żebyśmy z łatwością uwierzyli w jakąś teologię Boga na ziemi, że piekło to tu na ziemi, a raj to tylko w niebie, że nic nie możemy zrobić, że to wszystko jest przypadek losu, którym rządzi bliżej nikomu nieznane bóstwo, które zrzuca na nas różne, nie wiadomo dlaczego i z jakiego powodu, klątwy, zarazy i pożogi. W rzeczywistości za większością tych pożóg i zaraz stali konkretni ludzie z imienia i nazwiska, jak się okazuje. Później z historii bardzo łatwo to wywnioskować. Część dokumentów czasami zawsze zostaje. Czasami albo zawsze. Z reguły zawsze zostaje, bo wśród tych wszystkich spraw zawsze znajdzie się taki dżentelmen, który sobie zachowa parę dokumentów w skrytości.
Mija troszeczkę lat i dokumenty wypływają. Tak samo jak z tymi pracami alchemicznymi. Jak na ironię sekta, która oficjalnie zabroniła uprawiania alchemii, ponieważ ryzyko było zbyt duże, w pewnym momencie w Europie nie zaroiło się od alchemików produkujących złoto, ale pojawiło się parę dworów, które nie wiadomo skąd nagle zaczęły dysponować dosyć sporym bogactwem. A wiadomo było, że zawsze ci kolesie byli biedni jak tak zwana kościelna mysz i nic nie mieli. I pewnego dnia, w ciągu raptem paru lat po otworzeniu podbojów dla alchemii- co ja mówię? - po otworzeniu drzwi dla alchemików, którzy zaczęli tam robić swoje podboje, nagle po paru latach te dwory zaczęły kwitnąć życiem. Zaczęły mieć pieniądze, zaczęły mieć troszkę większe armie, zaczęło ich stać na troszkę bardziej dostatnie życie. I wszyscy się zastanawiali skąd. I był taki pochód alchemików przez Europę. Do tej pory nie wiemy, jak dużo ich było, jak mało.
Do tej pory ciężko by było oszacować, jak dużo złota zostało wyprodukowane w alchemicznych pracowniach, a jak dużo zostało przywiezione z Nowego Świata. I w pewnym momencie stało się to chyba na tyle intensywne, że spuszczono nawet hamulec i pozwolono ludziom dowiedzieć się, że Europa nie jest jedynym kontynentem i była to taka najtańsza, najczystsza i najłatwiejsza od tej komercyjnej strony droga pozyskiwania złota. Bo jak się okazało, prawdopodobnie ta linia krwi nic nie daje poza tym, że jest linią krwi. Teoretycznie być może gdzieś jest jakieś urządzenie albo fragmenty urządzeń, które służyły jako taki setup do produkcji kamienia filozoficznego i można było dokonywać dowolnej transmutacji, mając dokładnie tą grupę krwi. Tą grupę krwi, którą miał ostatni, najsłynniejszy alchemik, który się tu bujał. Się okazało, że chyba urządzenia nie działają za bardzo. Nie można tego wrzucić na śmietnik. Trzeba dalej pilnować, bo a nuż ktoś weźmie w łapy i coś wyprodukuje. I wyszło na to, że pojawiło się kilka bardzo ciekawych alchemicznych traktatów około 1200 roku, jeszcze za czasów Katarów. To był ostatni moment, gdzie Europa była w miarę wolna i nie była spacyfikowana przez tą hołotę z Watykanu.
Ale rok 1200, krucjata albigenska, generalnie Rzym podjął krucjatę przeciwko wszystkim ludziom, którzy myślą inaczej w Europie. Doszło do potężnych rzeźni, które trwały chyba 30 lat. Wycinano po prostu w pień całe miasta. Palono, gwałcono, robiono wszystkie możliwe rzeczy, które można było zrobić, żeby wyeliminować wszystkich możliwych Katarów z tej planety. Nie udało się. Na szczęście część Katarów przeżyła w podziemiu, bo to oczywiście nagle stało się dosyć ryzykowne, żeby być w ogóle oficjalnie Katarem, żeby nie być chrześcijaninem. Można było spłonąć na stosie, ale zanim się spłonęło na stosie, można było mocno pocierpieć. Zatem wszystko zeszło do podziemia. I jak na ironię nie tylko Katarzy, bo taka podziemna organizacja istniała zawsze u tych sekciarzy, którzy próbowali zawsze wyprodukować złoto i nigdy im się za bardzo nie udawało, ale zawsze chcieli to zrobić. Zawsze chcieli być blisko tej wiedzy, ale zawsze byli daleko.
Mieli niby wszystko, mają wszystkie starodruki. Przynajmniej te, które udało się ocalić. Mieli tych wszystkich alchemików. No właśnie, a kto tym był? Kto był tą instytucją? Tą instytucją był Watykan. Jak na ironię, w czasach, kiedy w Europie panowała największa ciemnota, dokładnie w tym samym czasie jedni z najbardziej egzotycznych w cudzysłowie alchemików Europy mieszkali w samym centrum Watykanu. I byli sponsorowani przez papieży. I to nie jest przypadek. Każdy z tych alchemików pracował nad tą samą recepturą, recepturą kamienia filozoficznego.
Zasada była prosta. Dosłownie tak jak dzisiaj w tym komercyjnym biznesie, chodziło o patenty. Ten, kto pierwszy złapie metodę i wyprodukuje, to przede wszystkim będzie nieśmiertelny i oprócz tego będzie miał w cholerę złota. Także zapanuje nad całym światem, przybliży się do Boga i w tym momencie, no właśnie, przybliży się do Boga. Chyba nie było refleksji na temat, co dalej z tym przybliżaniem się do Boga, bo w ramach tego przybliżania się do Boga wycięto miliony ludzi na świecie. Dosyć słaba idea, jak się okazuje. Ale poszukiwania trwały i oczywiście nie można było zaprząść wszystkich ludzi do tego. Powiedzieć: „Okej, mamy nową koncepcję świata. Ziemia nie jest płaska”. Chociaż w dzisiejszych czasach, jak się okazuje, Watykan chyba wygrał w głowach niektórych ludzi, bo niektórzy twierdzą, że Ziemia jest płaska dzisiaj.
Anyway, w pewnym momencie się okazało, że właściwie wiadomo, że ten kit kiedyś upadnie, ale lepiej, żeby ten kit był dłużej utrzymywany, bo ciemnota jest bardziej podatna na wszystkie te magiczne sztuczki, które dzisiaj nazywamy wiedzą. Wszystkie te sztuczki wywoływane przez alchemików podczas robienia eksperymentów, wszystkie te, które były doskonałym dowodem używanym przez Watykan na potwierdzenie istnienia Boga, którego nikt nie rozumie i do którego każdy musi się modlić i płacić pieniądze tej organizacji. A że alchemików zrobiło się troszeczkę sporo w Europie, prawdopodobnie chyba zaistniało ryzyko, że pojawi się troszeczkę złota w niewłaściwych rękach. Znaczy niewłaściwych według Watykanu, niewłaściwych według kilku królestw. Stracą swoją dominację, panowanie. Także ruszono na nowy świat po nowe zasoby złota, a w międzyczasie alchemia została oficjalnie zakazana przez Watykan w Europie. Tym bardziej że Europa była spacyfikowana dosyć konkretnie. I się nie udało. Była próba odgruzowania spraw. To była wojna trzydziestoletnia, gdzie część niemieckich księstw się wściekła na to, że psychopaci z Watykanu próbują im mówić, co jest nauką, a co nie jest.
I zaczęła się wojna o dominację w Europie. A tak się okazało, że polski król niestety stanął po niewłaściwej stronie i wojna trzydziestoletnia skończyła się upadkiem i zwycięstwem Watykanu i pożogą wiedzy. Wszystko zniknęło. Ale nie wszystko, bo pomimo tego, że wojna trzydziestoletnia skończyła się zwycięstwem, taką dominacją Watykanu, to nie była taka pełnoprawna dominacja. Te księstwa, które uczestniczyły w tym konflikcie, w ten sposób wywalczyły sobie część autonomii. I nie była to autonomia, którą wywalczyły sobie tylko i wyłącznie walką zbrojną z Watykanem na polach bitewnych. Chodziło o coś zupełnie innego. Chodziło o biblioteki. W tej części Europy, takiej jak Praga, Królestwo Bohemii, niemieckie księstwa. Nie mówię o Polsce, bo Polska akurat niestety sprzedała się.
Polski król sprzedał Polskę jezuitom. I niestety Polska do dzisiaj jest placówką korporacji zwanej jezuitami. Jezuickiej korporacji. Do dzisiaj to się niewiele zmieniło. Zresztą słyszałem, że ostatnio szef tej korporacji odwiedzał swoje włości, żeby sprawdzić, czy przypadkowo jego splendor tam nie podupadł. I ta korporacja nie za bardzo mogła aż tak mocno poskoczyć, ponieważ te biblioteki, które znajdowały się po tej heretyckiej stronie, zawierały dosyć dużo informacji. I na dodatek do tego wszystkiego po tej heretyckiej stronie było bardzo dużo ludzi, którzy studiowali te manuskrypty. To w ogóle było dosyć zabawne, bo to tak jak w dzisiejszych czasach nie ma podziałów na państwa, kraje, idee i tak dalej. Jest tylko jeden podział na korporacje. Albo pracujesz dla korporacji, albo przeciw korporacjom.
Oczywiście przeciętny człowiek wierzy w jakiś konflikt pomiędzy muzułmanami, chrześcijanami. Wszystkie te opowieści. W rzeczywistości konfliktu nie ma. Są tylko ludzie, którzy wynajmują kilku wariatów, żeby się przebrali za muzułmanów, wysadzili się w jakimś kościele, na przykład w Berlinie albo w Paryżu, gdziekolwiek indziej, krzycząc „Allah”, coś tam, coś tam. Oczywiście tylko po to, żeby przekonać mnie, że to są muzułmanie. W rzeczywistości później się okazuje, że znajdowane są paszporty pracowników CIA i jakieś takie dziwne kombinacje. Muzułmanie nie mają z tym nic wspólnego. Nawet jeszcze w zamachu giną muzułmanie. I to był taki klasyczny numer, jak podpalić cały świat. Zresztą numer znany od dawna.
I pomimo że udało się podpalić część Europy i wygrać wojnę trzydziestoletnią przez Watykan, niestety nie osiągnęli albo stety nie osiągnęli pełnej dominacji, bo w międzyczasie, kiedy trwała wojna, wyciekała wiedza i dużo alchemików studiowało w Pradze. I są legendy i opowieści o tym, że kilku dżentelmenów osiągnęło ten ów tajemniczy element, wyprodukowało kamień filozoficzny. No i pojawiło się troszeczkę złota na kilku dworach, co zaniepokoiło bardzo mocno Watykan. Bardzo mocno. I pozostałe dwory oczywiście. Bo jak to tak, że ci kolesie w tym momencie mogą sobie produkować tony złota, a my nie? To coś trzeba z tym zrobić. Więc zunifikowano to wszystko. Znaczy zunifikowano, Watykan zunifikował pewne sprawy i dał szansę alchemikom. Po prostu troszkę na zasadzie grantów.
Okej, nie wierzysz w Boga, jesteś heretykiem. Wszystko gra. Nie zabijemy cię. Damy ci fajny lokal w Rzymie, niedaleko papieża. Słuchaj, zresztą poznamy cię z papieżem. To jest fajny chłopak. Czytał twoje prace naukowe. Bardzo mu się to podoba. On wie, że jesteś heretykiem, ale wiesz, tylko potrzymamy cię u siebie. Nie ma problemu.
Tylko nikt się nie może o tym dowiedzieć. I w takiego sposób kilku bardzo zacnych alchemików Europy w ówczesnych czasach spędziło troszeczkę czasu w Watykanie. I to nawet więcej niż trochę. Pozostały po nich naprawdę nieliche ślady. Były ceremonie odprawiane w samym centrum Watykanu. Zresztą w pewnym momencie nawet biskupów szlag trafił, jak któryś z kolejnych papieży zaczął odprawiać magiczne ceremonie ze świecami w samym środku Watykanu, tylko po to, żeby właśnie dokonać transmutacji. Nawet biskupi byli zniesmaczeni, że może wierni się dowiedzą i co wtedy będzie z naszą wiarą, że my tutaj cały czas szukamy kamienia filozoficznego, cały czas szukamy, jak by tu wziąć wszystkich za mordę i zdobyć taką permanentną dominację nad każdą żywą istotą na świecie. Właśnie. A tu opowiadamy takie bajki, że wszyscy są równi i tak dalej, a my wcale nie jesteśmy równi. Wcale nie wpuszczamy wszystkich do tych naszych bibliotek i wcale nie wpuszczamy każdego do tych naszych laboratoriów.
Zresztą do dzisiaj dokładnie ta sama zasada obowiązuje, żeby się wbić do Obserwatorium Astronomicznego Watykańskiego albo do Biblioteki Watykańskiej. Myślę, że rzecz dla przeciętnego człowieka absolutnie niemożliwa do zrealizowania. Tak mi się wydaje. Absolutnie. Bo tu ten czynnik z wojną jest dosyć istotny, ponieważ zawsze, za każdym razem, kiedy w Europie pojawiała się ta wiedza o zunifikowanym polu, ta najbardziej niebezpieczna wiedza, najbardziej zakazana i najbardziej tajemnicza wiedza, natychmiast pojawiało się kilku cwaniaków, którzy próbowali wywołać tak dużo konfliktów, jak to tylko możliwe, tylko po to, żeby zdominować tą wiedzę, zająć nas wszystkich czymś innym, spolaryzować naszą wiarę, jeżeli ktokolwiek miał jakąś wiarę i zrobić z nas wszystkich wrogów w stosunku do siebie. Dzięki temu w tym całym zamęcie położyć łapę na tym patencie. Powiem ci szczerze, że wydarzyła się taka historia, taka dosyć konkretna, że był taki dżentelmen, któremu się to udało. I to całkiem nieźle. Ale zanim ci o nim powiem, powiem o takiej istotnej rzeczy. Żeby alchemik mógł być trzecim brakującym elementem, przynajmniej według tej koncepcji kamienia filozoficznego, o której tu dzisiaj mówię.
Oczywiście nie jest to jedyna koncepcja, także nie chciałbym tutaj zawężać tematu. Jest trochę więcej. Żeby osiągnąć ten poziom, żeby być tym trzecim elementem, który scala wszystko, taki alchemik musi być tak ogarnięty w głowie, nie może mieć żądzy, nie może być wariatem i tak dalej. Musi być, co tu dużo mówić, prawie świętym człowiekiem, ale nie świętym z wyboru, z natury. Nie świętym w sensie respektującym zasady kanoniczne, tylko musi być dobrym człowiekiem ze swojej natury, ze swojego wyboru. Zresztą jest to główny powód, dla którego sekta watykańska i nie tylko watykańska trzyma część ludzi w stanie zakonnym, ponieważ doskonale wiedzą o tym, że pewne procedury, które się wykonuje, żyjąc w sposób skromny, są po prostu nieodłączne do tego, żeby zrozumieć, na czym polega istota owego zunifikowanego pola i żeby w ogóle czymkolwiek operować. Więc zasada była dosyć prosta: zmonopolizować wiedzę. Czyli jeżeli ja dam takim ludziom warunki do tego, żeby oni siedzieli i studiowali u mnie w budynku, to w tym momencie jestem autorem wszystkiego, cokolwiek sobie nie wymyślą w tym budynku. Ja jako pierwszy mam dostęp do wszystkich tych eksperymentów i efektów tych eksperymentów. I automatycznie jestem jedynym kolesiem, który może ich reprezentować na zewnątrz.
Także to była taka pokusa, której uległo bardzo wielu. W szeregach Kościoła katolickiego było tak dużo alchemików. Co tu dużo mówić, jezuici zostali właściwie powołani po to, żeby starać się rozszyfrować tą tajemnicę kamienia filozoficznego. Wiadomo, że na coś tam wpadli. Wiadomo, że jest jakieś urządzenie albo dwa urządzenia nazywane Arką Przymierza. Może jest ich więcej, które działa. Natomiast nikt nie miał nigdy chyba kluczyka do tego urządzenia i nikt nie znał procedury, jak go odpalić. Wszelkie próby kończyły się prawdopodobnie tym samym, jak w filmie o Indiana Jones, że dusze tych ludzi po prostu znikały, wyparowywały, ponieważ energia urządzenia jest potężna i ciągle jest poszukiwanie tego kluczyka do tej energii. Jak to zrobić? Dlatego też, moim zdaniem, jest ta legenda i nie tylko legenda o tej linii krwi, która jest chroniona przez Kościół watykański, ponieważ ta linia krwi jest według nich częścią odpowiedzi na zagadkę, jak wyprodukować kamień filozoficzny, jak stać się stwórcą.
Bo cała teologia alchemiczna, jeżeli jest jakakolwiek teologia w alchemii, mówi jasno i wyraźnie. To jest sens alchemii. Nie ma Boga. Jest istota, która stworzyła to wszystko, ale nie ma czegoś takiego jak Bóg. To my jesteśmy bogami, każdy z nas. I poziom naszej boskości zależy tylko i wyłącznie od naszej iluminacji. I proces iluminacji to dobre samopoczucie, bycie dobrym człowiekiem. To, czym jest chociażby w tych legendach z Egiptu bóg Thot, że jak skrzywdzisz psa, stary, to po śmierci ten Thot przyjdzie i ci wyrwie serce. W złym oczywiście, spokojnie, może nie będzie taki brutalny, może tylko cię kopnie tak jak ty tego psa i na tym się skończy. I ten czynnik tego zrozumienia samego siebie i nieposiadania ani jednego wewnętrznego konfliktu jest najważniejszym czynnikiem, żeby otrzymać tą wiedzę.
Stąd do tej pory Kościół katolicki utrzymuje bardzo zamknięte zakony, gdzie trzyma ludzi, którzy wybrali taką drogę, trzyma w kompletnej izolacji od świata, tak żeby nigdy się nie dowiedzieli, że jest jakieś zło na świecie, że coś się takiego dzieje. Jest taki specjalny zakon i to nie jest chyba jedyny zakon. Bardzo mało się o nim mówi. Są takie specjalne siostry zakonne. Jest ich bardzo niewiele. To jest taka specjalna alchemiczna, kabalistyczna liczba tych zakonnic. Nie może ich być więcej ani mniej. Dosłownie, wcale nie żartuję. I jedynym celem istnienia tego zakonu jest to, że są to takie panny medytujące. One nie mają żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym.
Absolutnie. Jest tylko przez jedną osobę. I jeżeli jakakolwiek głowa Kościoła, jakikolwiek dostojnik, który jest bardzo ważny dla tego biznesu, jakikolwiek menadżer tej korporacji zaczyna mocno chorować, to wtedy zadaniem tych pan jest modlić się za niego w dobrej intencji, żeby wyzdrowiał, ponieważ siła i energia tych kobiet, która jest skumulowana w tym jednym miejscu, jest prawie że równa boskiej energii. I jest to informacja, która jest zakazana dla takiego przeciętnego zjadacza chleba. Przynajmniej taki był pomysł na to, co z nią zrobić przez ostatnie 2000, może 3000 lat. Nikt nie chciał z tych ogólnie panujących, żeby ktokolwiek poza nimi dowiedział się o tym, że jest inna możliwość, inna opcja na życie, że cywilizacja, która jest tworzona na bazie żelaza, ołowiu, prochu I mordowanie się nawzajem nie jest jedynym rozwiązaniem. To jest akurat najgłupsze rozwiązanie i służy tylko temu, żeby zablokować największą tajemnicę świata, która jest znana wszystkim alchemikom od czasów starożytnego Egiptu, kiedy jeszcze nie wiadomo było, jak się Egipt nazywa. Czyli tajemnicę jednego zunifikowanego pola i możliwość wytwarzania wszystkiego tego, że my jesteśmy bogami, żeby to wszystko zatrzymać w tajemnicy, żeby nie było tak, że koleś, do którego przychodzisz po kasę i mówisz: „Przyszedłem po podatki”. Patrzy się na ciebie jak na wariata, mówi: „Synku, to ja się mogę zapytać ciebie teraz, gdzie są moje pieniądze? To ty mi daj swoje podatki, bo jesteśmy równi sobie”.
I wtedy byłaby zupełnie inna rozmowa. Ale ten, kto ma moc budowania urządzeń, które potrafią robić krzywdę innym, ten w tym świecie teoretycznie wygrywa. Przynajmniej na tym planie fizycznym, jak się zwykło mawiać. Także normalne było to, że trzeba było na początek zdominować plan fizyczny na tyle, na ile się da wszelkie możliwe królestwa poprzez skorumpowanie władzy, skorumpowanie złotem, skorumpowanie dobrami. Ci, którzy poszli na współpracę, mieli lekkie życie. Ci, którzy nie poszli na współpracę, automatycznie byli przedstawiani jako wrogowie i automatycznie byli eksterminowani. Czwarta nacja świata. Indianie Ameryki Południowej. Praktycznie prawie że wszyscy wycięci w pień. W imię oczywiście Boga, tego miłosiernego.
Bo prawda jest taka, że Watykan nigdy nie szukał miłosiernego Boga. To jest jedna z tych organizacji, która próbuje dobrać się do koncepcji zunifikowanego świata po to, żeby rozkminić tę tajemnicę i stać się permanentnie właścicielami całej tej planety i przede wszystkim przez kontakt z czymś, co nam jest sprzedawane jako Bóg. Można to nazwać naszymi braćmi w kosmosie. Przede wszystkim zmonopolizować kontakt z braćmi w kosmosie. Tak to się nazywa i to też jest sprawa związana prawdopodobnie z naszymi aminokwasami. Ale braci w kosmosie na razie zostawię, bo z alchemikami poza braćmi w kosmosie jest też historia ze złotem, która się za nami ciągnie i śladami krwi. Więc kiedy Watykan zakazał wszystkiego i katarzy zostali prawie że wycięci w pień, powstało kilka hermetycznych szkół. Takich tajemnych szkół, żeby ta wiedza się roznosiła. I jeszcze w międzyczasie oczywiście nastąpił wykwit piśmiennictwa. Wynaleziono prasę Gutenberga, także książki można było drukować w masowym nakładzie, szczególnie takie drobne manuskrypty.
I zaczęła się fala tłumaczeń starożytnych pism, bo kiedy można już drukować na masową skalę i nie kosztuje to fortuny, praktycznie każdy zwykły mieszkaniec, taki normalnie pracujący nawet chłop miał na tyle pieniędzy, że mógł sobie wydrukować książkę. Poważnie. Wiem, że w dzisiejszych czasach brzmi to dziwnie, bo mówi się nam, że manuskrypty kosztowały tyle co cała wioska albo co parę wiosek. Manuskrypty tak, ale nie drukowane książki. Papier czerpany był z konopi i konopie rosły wszędzie w Europie. Zresztą Europa słynęła z tego, że prawie połowa pól, jak nie zboże, to konopie. Właśnie takie przemysłowe do robienia papieru, do robienia lin, materiałów, ciuchów i tak dalej. Ale myślę, że każdy, kto się interesuje konopiami, doskonale o tym wie, jak popularne były kiedyś. I książki drukowano na najtańszym papierze, jaki można było wymyślić, a jednocześnie najlepszym, czyli papierze konopnym. Jest to papier, który nie ulega zniszczeniu, nie chce się za bardzo rwać, wytrzymuje wilgoć, wytrzymuje wszystko.
Prawie wszystko. Barwniki roślinne robione za pomocą kasztana, klejów naturalnych i tak dalej. Barwniki, które nigdy nie wyblakną. I te manuskrypty były drukowane na drewnianych prasach. Takie bardzo proste, parostronicowe, 30-stronicowe. Czasami prace były dosłownie dwu-, może jednostronicowe i zaczęły krążyć po Europie. I zaczęto szukać prastarej wiedzy. I okazało się, że owi „niewierni”, jak dzisiaj ich Watykan nazywa, czyli muzułmanie, zachowali część bibliotek aleksandryjskich i przetłumaczyli sobie to dawno, dawno temu na arabski. I nastąpił renesans tłumaczeń z arabskiego. I nagle pojawiło się kilka kabalistycznych dzieł.
Właśnie, bo cała kabała tak naprawdę jest niczym innym jak częścią tekstu. Nie wiadomo jak dużą, jak małą. Jest transkrypcją albo wersją starożytnego tekstu, która została troszeczkę zmanipulowana. Nie wiemy do jakiego stopnia, nie wiemy, jaki był cel manipulacji. Ponoć jest tam jakiś szyfr, jeżeli znasz ten szyfr, to możesz odszyfrować rzeczywiste znaczenie i tak dalej. Ja myślę, że tam te znaczenia są dosyć mocno widoczne gołym okiem, bo jest to taka praca alchemiczna, taki traktat pod tytułem: jak przysposobić siebie i otoczenie do zbudowania czegoś takiego jak Święty Graal. I w pewnym momencie okazało się, że właściwie linia rodowa krwi to jest jedno, a umiejętności alchemików to jest drugie. I powstało kilku alchemików, którzy potrafili zrobić złoto, o czym wspominałem. I jak się okazało, jedynym miejscem bezpiecznym dla części alchemików okazało się porzucenie wiary katarów, bo ona została kompletnie zakazana i przejście na jedyną akceptowaną przez Watykan inną wiarę w Europie, czyli na judaizm, bo Żydzi się dogadali z Watykanem w tym czasie. I na terenie kilku księstw, które uczestniczyły w wojnie trzydziestoletniej, powstało kilka gett, w których zamieszkała ludność, która wyznawała inną wersję tego Boga.
I ta ludność, jako że już nie była pod patronatem Watykanu i kwestia, że alchemia jest zakazana i grozi śmiercią i że jest to grzech, zupełnie nie dotyczyła tej populacji. Tam zaczęto eksperymentować i tam ta wiedza zaczęła spokojnie wracać. Tym bardziej że właśnie tam się pojawił budżet na to, żeby to wróciło. Można powiedzieć, że były to takie placówki badawcze finansowane przez Watykan tylko po to, żeby wierni nie mieli do nich dostępu, więc łatwo było robić deale z heretykami, bo wiadomo, że za kontakt z heretykami można było polec. Ale jeżeli tam szefowie się kontaktują, pracownicy nie wiedzą i wszyscy myślą, że pracują dla konkurencyjnych firm i się ścigają między sobą. Oczywiście żaden nie może powiedzieć drugiemu, ile zarabia, bo to jest klauzula poufności w kontrakcie. I pracodawcy budują Skrycie taki mit, że u jednego zarobisz więcej przez jeden sezon, a u drugiego zarobisz więcej przez drugi sezon. I budują taki mit rywalizacji, że jedna jest gorsza, druga lepsza, że tam się lepiej rozwijasz, tu się mniej. A ty, nawet o tym nie wiedząc, uczestniczysz w spisku, który jest ponad tobą. Spisek polega na tym, żebyś cały czas funkcjonował jako geniusz, bo wyobraź sobie, że potrafisz zrobić coś genialnego z tymi maszynami w tych korporacjach.
Twój jedyny problem jest taki, że nie chcesz pracować dla tych korporacji. Szukasz jakiegoś zdrowego, normalnego miejsca, ale wiadomo, że żadna z tych korporacji cię nie wypuści, bo mowa jest tylko o jednej korporacji, tylko dwie są nazwy. Ale w rzeczywistości rada nadzorcza zawsze jest ta sama. Więc najlepszą metodą jest zrobienie dwóch firm. Ty myślisz, że są to dwie firmy, które ze sobą konkurują i ty raz przechodzisz z jednej, raz do drugiej, może do trzeciej. Tych firm się robi tyle, ile trzeba, żebyś miał złudzenie tak zwanego wolnego rynku i wolnego wyboru. A szefowie tych firm są ustawieni ponad tobą i oni nigdy nie zapłacą tobie więcej, niż zarabiałeś wcześniej, bo jest to tak skonstruowany rynek. Ty o tym po prostu nie wiesz. Dostajesz tylko i wyłącznie inne wersje pakietów socjalnych, tak żebyś miał złudzenie, że jest inaczej. I dokładnie tak samo było wtedy w Europie.
Takie centra badawcze to były getta, najczęściej właśnie zamieszkałe przez ludność wyznającą Stary Testament. I nie tylko, bo pomimo że mówiło się, że są to żydowskie getta, naprawdę nie były to tylko żydowskie getta. Były to dzielnice, w których mieszkali heretycy. Później zostało to oczywiście przypisane tylko i wyłącznie Żydom, ale to oczywiście jak zwykle zawłaszczenie tematu i to mocne. I to były miejsca, gdzie była wiedza. I pojawiło się kilku bardzo ciekawych ludzi, właśnie związanych z tym ruchem religijnym, którzy, żeby było zabawniej, doszli jako rabini do pewnego momentu w swoim życiu, takiego bardzo dziwnego momentu, w którym nagle zanegowali różnice pomiędzy religiami i stwierdzili, że właściwie mamy chyba do czynienia z czymś zupełnie innym. I było kilku takich dżentelmenów, którzy się pojawili i mieli bardzo mocne koneksje z alchemią, jeżeli nie chyba stałe koneksje z alchemią. Bo pomimo że byli ludźmi wiary, byli rabinami, to jeszcze zajmowali się studiowaniem bardzo ciekawych pism i głosili bardzo ciekawe tezy, które właściwie zdyskwalifikowały ich w pewnym momencie jako radykalnych Żydów, bo okazało się, że właściwie są gnostykami, a gnostycy to katarzy, a katarzy to wiedza sięgająca Aleksandrii. Alchemia. Jednym z tych kolesi był Sabbath Zevi, kolejnym był Natan z Gazy.
Był też tak zwany Jacob Frank. I to byli ludzie, których podejrzewa się właśnie o to, że posiadali część informacji o tym, jak dokonywać transmutacji. I w pewnym momencie gdzieś, nie wiadomo skąd, jeden z takich dżentelmenów zniknął. Wyprodukował trochę złota. W ogóle pojawiło się przede wszystkim złoto na rynku. Może w ten sposób zacznijmy. Pojawiło się złoto. Nikt do końca nie wiedział skąd, bo na pewno nie z Nowego Świata. Pojawiło się w zupełnie innym miejscu i miało zupełnie inny kolor, zupełnie inny charakter. Było pięknie czyste i nikt nie wiedział, skąd się wzięło.
I w pewnym momencie okazało się, że była to robota alchemika. Ale alchemik znikł i ślad się urwał. I w pewnym momencie, gdzieś tam, w zupełnie innym miejscu w Europie, w jednym z takich właśnie małych żydowskich gett, malutkich gett gdzieś na terenie jednego z niemieckich księstw, które dzięki temu, że posiadało biblioteki i że ludzie tam byli wykształceni, zawarło układ z Watykanem i Watykan nie chciał ich ruszać, ponieważ było to zbyt cenne. To był zbyt duży potencjał intelektualny, żeby ich wszystkich orać, bo wiadomo, że jak zaorają wszystkich, to skończy się kompletną porażką. Nigdy nie wiadomo, kto ma tą wiedzę i kto wyskoczy z tą wiedzą. To jest troszeczkę tak, jakbyś spalił całą swoją bibliotekę, wszystkie swoje książki, wszystkie informacje, które posiadasz na temat czegokolwiek, licząc na to, że nikt na świecie nie będzie miał tej wiedzy. Ale możesz się przeliczyć, bo może się okazać, że wcale nie masz jednej kopii. I Watykan wie, że nie posiada jednej kopii, że niektóre bardzo ważne dzieła mają więcej niż jedną kopię. Haha! I zawsze się tego obawiali, więc prostą metodą było utrzymywanie centrów badawczych, na które się wszyscy zgadzali.
One były robione w taki sposób, żeby nikt nie miał z tym problemu. Wszystko elegancko spacyfikowane do konkretnych dzielnic w konkretnych miastach, chociażby w Hamburgu, takim ciekawym miasteczku. I tam trafiła właśnie taka bardzo ciekawa wiedza. I tam też się pojawiło takie bardzo ciekawe nazwisko. No właśnie. Nazywał się Moses. Moses, który czcił Ra, boga słońca z Egiptu. Właśnie. I w pewnym momencie to Ra, ten bóg słońca z Egiptu, czyli ten piąty element, który spaja wszystko i ogrzewa wszystko, gdzieś tam zakodowany stał się początkiem nazwiska nowej linii rodowej ludzi, którzy posiedli bardzo ciekawą umiejętność, którą przywieźli gdzieś z południa Francji, szukając właśnie owej linii krwi Jezusa Chrystusa, która ponoć miała odpowiadać za robienie transformacji i dokonywanie wszelkich możliwych cudów i panowanie nad całym kosmosem, gdzieś do Niemiec. I ta literka R właśnie z nazwiska Ra stała się początkiem nazwiska Rothschild.
Otóż to. Dokładnie. Moses Kalman Rothschild. Tak się nazywał ten dżentelmen i miał syna, który się nazywał Amszel Moses Rothschild. I to jest początek historii, która właściwie ciągnie się za nami do dzisiaj. Z tego, co wiem, co donoszą, że tak powiem, wróbelki na dachu, wszystkie ptaki w okolicy ćwierkają. Rodzina Rothschildów, czyli banksterzy, bankierzy właśnie teraz dokładnie Po raz kolejny próbują wciągnąć, teraz na przestrzeni najbliższych dwóch, trzech miesięcy będzie taka próba zrobienia kolejnego World Trade Center, zrobienia kolejnego zamachu. Prawdopodobnie będzie próba wysadzenia jakiegoś kościoła w Niemczech chrześcijańskiego przez islamskich wyznawców. Taki jest pomysł. Albo we Francji zrobienia zamachu terrorystycznego.
Konflikt ma wyglądać dokładnie tak, że w tak zwanym białym katolickim kraju jedna z tych świętych, sakralnych dla owych wierzących ludzi budowli, najlepiej jedna z najstarszych, ma zostać wysadzona w powietrze w imię wyznawców jakiegoś innego boga i to ma sprowokować wojnę. Taki jest pomysł Rothschildów na kolejne trzy, cztery miesiące. Ludzie, którzy wyznają islam, którzy są troszeczkę lepiej ogarnięci, jeżeli chodzi o informacje, co się dzieje na świecie, nie mają aż tak do końca wypranych mózgów. Nie wszyscy, chociaż sprzedaje się ich jako głupich, nieoczytanych, tępych wieśniaków, którzy pasą kozy wszędzie na świecie. Taki jest wizerunek, jaki jest produkowany dookoła tych ludzi. Zdają sobie z tego sprawę i właśnie z tego powodu wiedzą o tym. Dlatego w kościołach w Niemczech, w Holandii, we Francji, w kilku innych miejscach na mszy możesz spotkać człowieka, który nie jest chrześcijaninem, jest muzułmaninem, który przyszedł tam tylko dlatego, żeby osłaniać ten kościół. Ponieważ zasada jest prosta, że muzułmanin swoją obecnością powoduje, że w miejscu nie może stać się krzywda nikomu. To jest prawdziwe wyznanie tej wiary. Oczywiście może cię orzeźwić na kasę, ale katolik też cię może orzeźwić na kasę.
Każdy ma taki potencjał. Tu wiara nie ma nic do rzeczy, ale to jest zasada tej religii, tej wiary, że jeżeli jesteś muzułmaninem, to doskonale wiesz, o co chodzi. W twojej obecności nie może nikomu stać się krzywda. Tak zwyczajnie. To, że ktoś krzycząc jakieś religijne hasła biega z karabinem, wcale nie znaczy, że jest wyznawcą tej religii. To jedynie oznacza tylko tyle, że jest opłacany przez British Secret Service, ewentualnie jest opłacany przez CIA, która właściwie rękami owych tajnych organizacji paramilitarnych, rządowych jest sterowana. To jest rodzina Rothschildów, która po prostu tym steruje zakulisowo. I to jest taki pomysł, żeby zawsze topić świat w morzu krwi. W momencie, kiedy nagle się okazuje, że ta wiedza, ta informacja o tym, że ten koncept zunifikowanego świata zaczyna wychodzić na zewnątrz i zaraz może się okazać, że nikt nie ma władzy nad nami, bo nie potrzebujemy ani ropy, nie potrzebujemy ani prądu z gniazdka, nie potrzebujemy ani lekarstw z apteki. Nagle zamieniamy się wszyscy w boga Thoth.
Wystarczy, że tylko część z nas się zamieni w boga Thoth i w tym momencie jakakolwiek wiara, jakakolwiek doktryna polityczna nie ma prawa istnieć, bo przeczy prawom naturalnym. Taka prosta historia. Także biznes jest dosyć prosty. Chodzi o to, żeby utrzymać to wszystko w tajemnicy, ale opowieść o Rothschildzie, pomimo że oczywiście jest tak tajemnicza i właściwie ciężko było znaleźć jakiekolwiek dowody papierowe na to, co się w rzeczywistości działo, jak wyglądała cała ta historia dawno temu, bo oczywiście wszystkie archiwa zostały wyczyszczone, ma też drugą historię. O co w tym chodzi? O jedną fajną sprawę. Została opisana w jednej ciekawej książce napisanej przez dżentelmena, który żył dokładnie w czasach, w których żyło to pokolenie Rothschildów, które właśnie zaczęło konsumować owo złoto. I ten dżentelmen doskonale o tym wiedział. Wiedział, co za tym stoi, bo też się zajmował nauką i też właściwie był alchemikiem i spędził 30 lat, badając zjawiska transmutacji w zakresie zjawisk optycznych. Nazywał się Goethe.
Bardzo ciekawy dżentelmen, bardzo ciekawy. Znowu u nas w nocy Radio na Fali, hiperprzestrzeń. Ja próbuję podstawić do kupy historię, która jest tak długa, sięga paru życiorysów, a już oczywiście zrobiłem jeden błąd, który sobie w notatkach znalazłem. Oczywiście, z tym miastem oczywiście, bo chodziło o troszeczkę inne miasto, ale już ci wszystko wyjaśniam, człowieku, już ci wszystko tutaj mówię, co i jak z tym ciekawym dżentelmenem. Może takie po prostu konkrety. Słuchaj, pewnego razu pojawia się dżentelmen, który twierdzi, że produkuje złoto, że wie, jak to zrobić. Mówi, że jest już nieśmiertelny, bo taka jest prawda. Jeżeli wiesz, jak zrobić jedną rzecz, to wiesz, jak zrobić drugą rzecz. Posiada niezłą wiedzę, która po prostu miażdży. Pojawia się i znika.
Jest około 1500 rok. W ogóle dżentelmen ma ciekawe imię, bo właściwie nazywa się, ale tak, żeby było zabawniej, z angielskiego, staroangielskiego nazywa się Born of Thoth, czyli dziecko Thotha, czyli Thoth Moses. Tak to się po prostu nazywało. I ten dżentelmen właśnie zmienił swoje nazwisko na Rothschild. I to był jakiś późny 1500 rok, jakoś tak, koniec stulecia. I znika. Właściwie nikt nie wie, o co chodzi i co i jak, ale właściwie nikt nie wie, skąd dżentelmen się wziął. To też jest w ogóle ciekawa sprawa. Ale lećmy dalej do tej historii, bo później pojawia się coś bardzo ciekawego. Pojawia się dżentelmen o nazwisku właśnie Rothschild, który kupuje dom w takim ciekawym miejscu w Niemczech, w jednej z takich dzielnic, w jednym z takich miast we Frankfurcie dokładnie, nie w Monachium.
Przepraszam, pomyliło mi się. Chodzi o Frankfurt, oczywiście w Niemczech. I zajmuje się wymianą waluty, handlem materiałami takimi do szycia. Żeby było zabawniej, właściwie zajmuje się handlem materiałami używanymi. Czyli ciężko byłoby to nazwać jakimś wielkim, poważnym biznesem, ale dżentelmen ma po prostu, jak mówią legendy, talent do obracania pieniędzmi. Ten talent polega na tym, że zawsze robi pieniądze, że bierze jakąś walutę, dostaje jakieś monety i później zawsze ma tych monet więcej. Dokładnie z tego samego złota. Troszeczkę tak, jakby pomnażał złoto. Wszyscy się śmiali, że pomnaża złoto, ale Śmiać, się nie śmiać. Dżentelmen prawdopodobnie mniej lub bardziej, zależy co chcesz wierzyć, pomnażał sobie to złoto i robił to w ciekawy sposób, którego nikt nie znał.
Pewnego razu okazało się, że tego złota już jest dużo. Nagle okazało się, że właściwie jest w zainteresowaniu książąt lokalnych, bo potrafi zaoferować dowolną sumę. Ale jeszcze to był moment, kiedy cała ta wiedza była dosyć mocno schowana i skrywana i podejrzewam, że dżentelmen ów nie chciał wyskakiwać z taką dużą ilością złota. Myślę, że było produkowane, bo tak to wygląda. Były produkowane duże zapasy, była szlifowana receptura na to, jak szybciej wyprodukować jeszcze więcej i w taki tajemniczy sposób, żeby nikt nie złapał, jak to zrobić. I tak też się prawdopodobnie stało. Chwilę później dzieci tego dżentelmena stają się właścicielami kamienicy. Jego synowie, nie tylko kamienicy, stają się właścicielami potężnej fortuny po ojcu. Ojciec umiera, zostawiając pięciu synów, zdaje się chyba jedną córkę. Nie pamiętam już dokładnie, jak wyglądały losy rodziny Rothschildów, bo chodzi właściwie o produkcję złota, a nie o rodzinne historie.
I zostawia po sobie synów. Synowie prawdopodobnie znają recepturę. Prawdopodobnie bracia. I doskonale dalej sobie radzą z produkcją złota. I to jest taki zabawny moment, że umiera stary człowiek, nowy się pojawia na horyzoncie. Mija parę lat i grupa paru ludzi, bracia posiadający jedną kamienicę, sprzedający trochę materiału, żeby sobie uszyć ubrania i zajmujący się wymianą waluty w żydowskiej dzielnicy we Frankfurcie nagle stają się właścicielami bajęckiej fortuny. Fortuny, która od razu przykuwa uwagę lokalnego księcia i nie tylko jego. Fortuny tak potężnej, że dosłownie jak z poniedziałku na wtorek otwiera im drzwi do wszystkich możnych rodów w Europie. I okazuje się, że oczywiście oprócz tego, że otwiera do tych możnych rodów drzwi, to jeszcze wżeniają się panowie w te możne rody, żeby nie było, że później zostaną wykiwani z interesu. I tak oto na kilku królewskich stołach w Europie ląduje zawrotna ilość złota.
Złota, którego nigdy wcześniej nie widziano. Ciekawa historia. I to złoto służy tylko i wyłącznie jednemu celowi, żeby robić wojny i produkować jeszcze więcej tego złota dla tych, którzy muszą kupić broń. Bo to złoto się pożycza pod zastaw, pod państwa, pod place, pod budynki, pod prawo, pod wszystko. Koniec końców, bo nie chcę tu opowiadać historii rodziny Rothschildów, bo nie o tym jest ta audycja. I tak ta historia jest tak zagmatwana, że ciężko było ją opowiedzieć w jednym odcinku. Zresztą co mnie obchodzą ci ludzie? Ja mam swoją własną rodzinę, swoją własną historię, także zostańmy przy tym. Tutaj jest tylko alchemiczna sprawa, która nas interesuje, że była receptura, która się pojawiła i prawdopodobnie ostatnim dżentelmenem, który potrafił zrobić złoto według tej receptury był ojciec rodu, który zaczął to wszystko i odpalił cały system i całą machinę. Prawdopodobnie bracia też potrafili, jego synowie, czyli bracia, którzy później zostali na świecie z tym nazwiskiem, też produkowali złoto i w pewnym momencie coś takiego się stało z tą krwią i z tą recepturą, że straciła swoją magiczną zdolność i okazało się, że nie można wyprodukować więcej złota.
Receptura przestała działać akurat w tym momencie, kiedy cały interes był rozpędzony i dokładnie w momencie, kiedy umiera ostatni z braci, który jest podejrzewany o to, że jest ostatnim wiedzącym, jak produkować złoto. W tym momencie rodzina Rothschildów dosłownie w panice w ciągu jednego roku inwestuje wszystkie pieniądze, które ma w tworzenie infrastruktury bankowej na świecie globalnie. Ja wcale nie żartuję. To był początek 1815, 1830 rok czy może trochę później. Mniejsza o to. Jakieś takie lata. To wszystko się działo dosłownie w ciągu jednego roku. Żebym sobie przypomniał 1868. Mam nadzieję, że się nie pomyliłem, ale sprawdź sobie w datach. Dokładnie rok założenia banku w Japonii, w kilku innych miejscach.
Nagle wszystko się zmienia. Nagle ta rodzina staje się rodziną bankierów. Oni zawsze byli rodziną bankierów. Inna sprawa, że wcześniej właśnie na co poszła ta fortuna? Bo to też jest taka ciekawa historia, że to złoto, które zostało wyprodukowane przez rodzinę Rothschildów, zostało w ciekawy sposób wydane. Pierwsza część tego złota została pożyczona Napoleonowi, który został poproszony o zrobienie wojny w Europie. To już w ogóle osobna historia. Rewolucja francuska. Też kiedyś opowiem, bo to ma bardzo dużo wspólnego właśnie z wiarą, tak zwaną gnostycką, z wierzeniami starożytnego Egiptu. Zresztą nie przez przypadek rewolucja francuska kończy się właściwie przejęciem władzy przez Bonaparte i to w bardzo dziwny sposób.
Pamiętaj, że Bonaparte zawsze walczył z rojalistami, czyli z tymi, którzy wyznawali kult króla we Francji. I w ten oto sposób zasłynął i dosłużył się swoich honorów i w taki oto sposób został cesarzem republiki. Ale cesarzem republiki został po tym, jak wylądował w Egipcie i spędził tam troszeczkę czasu. Bo to też nie przypadek, że wylądował w Egipcie. Dookoła nad nami krąży duch niejakiego Newtona, który był alchemikiem i mówiłem, że wspomnę o tych zasadach, to wspomnę. Newton nie sformułował żadnych zasad. Newton tylko opisał pewne zależności i co zabawniejsze stwierdził, że wszystko spada na dół i wygląda, jakby było prawo dynamiki. Jest jedno prawo dynamiki, które obowiązuje zawsze w dół. Ale to nie jest wszystko. To jest tylko połowa zjawiska i to zdanie jest w jego pracach, że on opisuje, że to jest tylko połowa zjawiska i to jest ta najmniej istotna, bo jest ta druga część energii, która podtrzymuje jabłko na drzewie.
Przez o wiele dłuższy okres czasu niż ten okres, kiedy ono spada. I to jest ta mocniejsza siła. On ciągle szukał wejścia, bramki, klucza, żeby móc się dobrać dokładnie do kamienia filozoficznego. Z tego, co niosą słuchy, nigdy mu się to nie udało. Brytyjski dwór bardzo mocno zabiegał o alchemików przez około 300, 200 lat, jeżeli nie dłużej, którzy potrafią produkować złoto w celu uniezależnienia się od Watykanu. Taki cichy plan. Nie udało się chyba do końca nigdy, bo ani John Dee, ani wielu innych nigdy tego nie zrobili. O ile nawet brytyjskie królestwo weszło w posiadanie, rodzina królewska, tu jeszcze tajne organizacje masońskie, różokrzyżowcy weszli w posiadanie Arki Przymierza lub cokolwiek to jest, wywiezionego właśnie z Jerozolimy albo z Egiptu, nie wiadomo, to i tak prawdopodobnie nie mogli tego odpalić. Historia Anglii wygląda bardzo zabawnie, bo jest to kraj prawdopodobnie założony przez zbuntowanych różokrzyżowców, którzy się przerazili, że pewnego dnia spotka ich ta sama historia, która spotkała ich poprzedników w Europie. Zostaną pewnego dnia na rozkaz króla wycięci, bo się okaże, że będą zbyt blisko tajemnicy, która da im wieczne życie i permanentną wiedzę, przez co Watykan może podupaść.
Także trzeba szybciutko ich usunąć, przejąć ich biblioteki, przejąć ich dobra, szukając przede wszystkim nie złota, tylko manuskryptu. Złota szukali tylko biedni ludzie. Ci, którzy wiedzieli czego szukać, szukali papieru, na którym jest zapisane, jak to złoto robić, bo złoto samo w sobie nie ma żadnej wartości. Wartość ma wiedza, jak je produkować. I tą wiedzę posiadła rodzina Rothschildów i złoto, które produkowali było pożyczane jednocześnie Królestwu Anglii i Napoleonowi tylko po to, żeby jedni i drudzy mieli za co prowadzić wojny na potężny zresztą procent. Dzięki temu ta rodzina zarobiła pieniądze, ustawiła się w taki sposób, że ktokolwiek by nie przegrał i ktokolwiek by nie wygrał, oni zawsze byli wygrani. Oni byli tą formacją pośrodku, tą finansową formacją, która sponsoruje wszelkie możliwe karabiny, produkcję prochu, amunicji, statki, żołd dla żołnierzy, produkcję jedzenia. I powoli rodzina Rothschildów postanowiła przejść właśnie do tego segmentu biznesu i zająć się produkowaniem wojny. Zresztą dokładnie tym samym się do dzisiaj zajmują. Możesz się ze mną nie zgadzać, to już twoja sprawa.
Ja twierdzę, że są to ludzie personalnie odpowiedzialni za World Trade Center. To są ludzie, którzy poznali tajemnicę. Poznali to, co w alchemii jest nazywane kwintesencją. Dawno, dawno temu. Może nie oni, może nie rodzina jako rodzina. Członkowie tej rodziny setki lat temu poznali tę tajemnicę, kilku członków. Na tym właśnie została zbudowana ta wielka fortuna. Stąd się wzięło to złoto, które nagle powstało w przeciągu dosłownie 15, 10 lat. Poważnie, wyobrażasz to sobie w takiej prawie postśredniowiecznej Europie? Początek oświecenia.
Koleś, który zajmuje się handlowaniem suknem i to jeszcze używanym i wymianą takich walut, co wymieniał holenderskie guldeny na niemieckie dukaty. To chyba nie za dużo można zarobić. Nagle staje się właścicielem gigantycznej fortuny. W ogóle dziwne jest jego pojawienie się we Frankfurcie. W momencie, kiedy się pojawia, kupuje jeden z tańszych domów w dzielnicy, który stoi właśnie na granicy dzielnicy. Jest taki właśnie z daleka troszeczkę na uboczu i domek jest piękny i wcale nie jest tani. I nagle człowiek znikąd się pojawia z dziwnym nazwiskiem Todd Moses i kupuje potężną kamienicę. Robi tam sklep, który nigdy nie zarabia na tą kamienicę w sumie. Chociaż wtedy nie było takich podatków, to jest inna sprawa. 15, 20 lat później ta rodzina jest nie do poznania.
Ta rodzina jest największymi posiadaczami złota, największymi bankierami w tej części świata. Ludźmi, którzy pożyczają pieniądze królom na prowadzenie wojen, na robienie wypraw. Wow! Ciekawe, jak to możliwe, że w ciągu tak krótkiego czasu zarobiono tak potężne pieniądze? Są gdzieś wyliczenia w internecie. Nie wyliczenia. Są oryginalne dane, oryginalne sumy. Jak dużo pieniędzy zostało pożyczone Napoleonowi i jak dużo zostało pożyczone Królestwu Anglii. Potężne kwoty. Były to tak duże kwoty, których nikt nie był sobie w stanie wyobrazić w ówczesnych czasach i właściwie niewiadomego pochodzenia, bo rodzina Rothschildów właściwie nie zajmowała się podróżowaniem do Nowego Świata, do nowego lądu i odkrywaniem, i zabieraniem złota Indianom.
Nie, oni mieli złoto z innego źródła. Ciekawa historia, bardzo ciekawa. Zresztą chwilę później ta rodzina staje się właścicielami Anglii poprzez pożyczenie Anglii tak potężnej sumy pieniędzy, że właściwie stali się właścicielami brytyjskiego skarbca. I do tej pory rodzina Rothschildów jest właścicielem Wielkiej Brytanii. Królowa jest tylko i wyłącznie marionetką, rodzina królewska, która tutaj się manifestuje, żeby turyści mieli z czym się fotografować, czy jakoś tak. I do tego się to sprowadza. Natomiast rzeczywiste decyzje stoją zupełnie gdzie indziej i te pieniądze, które tutaj przyszły gdzieś tak w 1800 którymś tam roku z wielką pożyczką, gdzie zmieniono w ogóle, zdenominowano funta, zmieniono w ogóle zasady, zmieniono wszystko. Te pieniądze stanowiły podstawę budowy Imperium Brytyjskiego. To właśnie dzięki tej sumie można było spacyfikować cały świat i przywieźć te wszystkie kolonialne produkty do Europy. Stąd się to wzięło.
Ktoś musiał finansować wojny opiumowe. Nie był to nikt inny jak dokładnie ta rodzina, która pożyczała na zawołanie dowolną ilość złota. To był fenomen w ówczesnych czasach, bo wyobraź sobie, że teraz przychodzisz do na przykład jubilera i mówisz mu: „Słuchaj, chciałbym mieć na przykład za miesiąc Dwie tony złota. To jest fizycznie niemożliwe. A wtedy takie rzeczy się działy. I to był fenomen. Fenomen, którego nie rozwiązano oficjalnie do dzisiaj. Oficjalna historia Rothschildów mówi, że był taki młody Żyd, biedny Żyd z rodziny gdzieś na wschodzie Polski, który ukradł takiemu dobremu rabinowi pieniądze, które ten trzymał na rozdawanie tych pieniędzy wszystkim biednym wdowom. I kiedy policja zajęła się sprawą, złapała sprawcę, to rabin przyszedł na policję i powiedział: „Panowie, nie wnoszę żadnego pozwu. Puśćcie tego młodego człowieka wolno.
On naprawdę nie wiedział, co robi. Jestem głową tej społeczności. Ręczę za niego. Nic się nie stało. Nie ma żadnego przestępstwa. Wycofuję wszelkie skargi. Wybaczam temu człowiekowi wszystko”. Policjant uklęknął i powiedział: „Jejku, to niesamowite. Jacy wy jesteście niesamowici, jak wy o siebie dbacie. To jest po prostu szczyt humanizmu”.
Taka legenda piękna, że tak się wszyscy zachwycili, że oni tacy szczytni. Młody człowiek przyszedł do rabina, przepraszał go, płakał, nie wiedział, co zrobić. To było straszne, że on tak zrobił i tak dalej. Ale rabin poklepał go po plecach, powiedział: „Człowieku, jeżeli masz taką smykałkę do pieniędzy i tak chcesz to robić, to nie przejmuj się tym. Po prostu dam ci pieniądze. Jedź w jakieś miejsce, gdzie robi się takie interesy i zrób interes. I jak zrobisz, to wspieraj naszą społeczność”. I ten człowiek pojechał do Niemiec, kupił ten dom. Rothschild. Red shield, czyli czerwona tarcza dokładnie, bo to też dokładnie stąd się wzięło zaadoptowane.
Nie przez przypadek, ale o tym może troszkę później. Jest to składnik potrzebny do produkcji złota, jeżeli ci o to chodzi. Ma taki czerwony kolor. Bardzo specyficzny składnik właśnie do tej alchemicznej produkcji złota, ale o tym może kiedy indziej. W każdym bądź razie dom, który wynajął nazywał się Green Shield, czyli był zielony, a rodzina nazywała się na czerwono. Nie przez przypadek. I to jest taka legenda, która mówi, jak oto biedak z nie wiadomo skąd pojawił się w Niemczech i nagle kupił we Frankfurcie całą kamienicę właśnie za pieniądze, które mu dał pastor jakiejś lokalnej judaistycznej społeczności gdzieś na wschodzie Europy, w Polsce byłej. Coś w tym stylu. Taka piękna legenda, ale rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Za tym stała potężna wiedza, która poszła na coś zupełnie innego.
Ja wrócę do Goethego, bo Goethe pięknie opisał tą historię właśnie owego dżentelmena i to bardzo precyzyjnie. To jest właśnie postać doktora Fausta. To jest człowiek, który odkrył tajemnicę tworzenia wszechrzeczy. Człowiek, który odkrył tajemnicę zunifikowanego pola, dzięki czemu mógł produkować każdą dowolną materię i przede wszystkim, co jest najistotniejsze, mógł leczyć ludzi ze wszystkiego. I w pewnym momencie, tak jak jest w „Fauście”... Przepraszam, że ci opowiadam książkę, której jeszcze nie przeczytałeś, jeżeli jeszcze jej nie czytałeś, ale myślę, że nic nie psuje. Książka jest rewelacyjna, polecam każdemu do przeczytania. I kiedy ten człowiek, który studiuje i poznaje tą wiedzę, nagle ją dostaje, spotyka też na swojej drodze zło. Zło, które pokazuje mu, jak sobie dla zabawy robić złoto. Zaczyna robić to złoto i to go zafascynowało, że może robić nawet złoto.
I o ile wcześniej wyleczył własną córkę, wyleczył ludzi i był znany i poważany przez wszystkich właśnie dlatego, że wszystkim pomagał i nie chciał nic za to brać i miał potężną wiedzę, która wszystkim służyła i był bardzo fantastycznym człowiekiem, to nagle okazało się, że zniknął w pracowni i zaczął produkować złoto. Mieszczanie o nim zapomnieli. Poszli swoimi drogami. On zapomniał o nich, w ogóle ich olał. Tam się działy dziwne rzeczy. Przeczytaj sobie „Fausta”. Nie będę tej całej opowieści streszczał. W każdym razie doszło do momentu, gdzie w mieście pojawiła się zaraza i w tym momencie okazało się, że ten dżentelmen zainwestował wszystko w produkcję złota i nie miał możliwości w tym momencie, bo stracił wiedzę. Po prostu zyskał wiedzę, jak produkować złoto. Nauczył się jej na pamięć, ale stracił najważniejszą wiedzę, jak robić tą pełną transmutację nie tylko na złoto, tylko pełną.
Jak wchodzić w to całe pole, to zunifikowane pole kosmosu. I się okazało, że już nie może leczyć ludzi. Stracił ten dar. Kiedy ludzie przyszli do niego po pomoc, okazało się, że nie ma już pomocy dla nikogo. I tak oto stracił swoich najbliższych. Zresztą jest to rzeczywista historia właśnie z tą rodziną, bo tak oto zmarł ten członek tej rodziny złożony przez zarazę. Był tak zajęty produkcją złota, że facet nie skumał, że ma coś, co może ratować ludziom życie. Wiedział o tym, ale postawił na coś zupełnie innego. Także zła passa i zła karma, jak można to określić, ciągnie się za tą rodziną od 400 lat z kawałkiem. I wygląda na to, że do dzisiaj się niewiele zmieniło.
Ciekawa historia wydarzyła się, kiedy rodzina straciła recepturę na złoto. To był ten moment, gdzie postanowili zostać właścicielami banków i właścicielami pieniędzy. Te ostatnie resztki tego złota, które mieli, a wyprodukowali sobie go na zapas. Zresztą słynne na całym świecie sztabki złota dla wszystkich kolekcjonerów i ludzi zajmujących się tym tematem z pieczątką właśnie rodziny Rothschild to zawsze jest to samo. Taka charakterystyczna sztabka złota, taka mała, kwadratowa, ta historyczna, legendarna, którą skorumpowano cały świat i wyprodukowano tyle wojen i przelano tyle krwi, że się w głowie człowieka żadnego nie zmieści, nawet wszystkich nas się nie zmieści w głowach. I ci dżentelmeni, kiedy się okazało, że produkcja złota przestała być przede wszystkim ich domeną, przestała być nawet zapomnianą wiedzą, ale tylko i wyłącznie w ich gronie, nagle przestawili się na coś zupełnie innego. I o ile na początku, kiedy stracili recepturę, bardzo szybko przestawili się na bycie właścicielami banków. Zresztą, żeby było zabawniej, później dokładnie Rothschildowie sponsorowali Lenina, sponsorowali całą sowiecką rewolucję i częściowo Stalina. Ciężka do przegryzienia prawda dla niektórych, niemniej prawda. Tak to się wydarzyło.
Finansowali Trzecią Rzeszę. Przecież rodzina Rothschildów, wspierając się rękami rodziny Rockefellera, budowała wszystkie te obozy koncentracyjne. Przecież to wszystko amerykańskie korporacje. Mówimy amerykańskie korporacje, ale w rzeczywistości korporacja należy do kogoś, ma swój zarząd. Tym zarządem są rodziny Bankierskie na świecie. Bardzo ciekawa rzecz. Był moment w historii, całkiem niedawno temu, kiedy okazało się, że są już patenty na produkcję złota i więcej niż jeden. To był moment, kiedy te patenty zaczęły powoli wyciekać. Pojawiło się zjawisko popularnie nazwane zimną fuzją i tam się też okazało, że jesteśmy zbyt blisko tego, co możemy nazwać koncepcją zunifikowanego pola w fizyce, że jest już tak blisko, że za chwilę, niezależnie od tego, czy wszyscy naukowcy zostaną wymordowani w skrytobójczy sposób, czy też nie, czy stuknie się kolejnego kolesia i gdzieś się pochowa te wynalazki, przejmując te firmy i tych naukowców, ich cały dorobek. A jak nie, to tak jak mówiłem, eliminując ich fizycznie, łącznie z rodzinami.
Okazało się, że to właściwie niewiele zmienia, bo można to zatrzymać tylko i wyłącznie na parę lat. Coś się takiego dzieje, że wiedza wraca z powrotem. Mamy coś w rodzaju oświecenia. Jedyną odpowiedzią tej rodziny było odpuszczenie handlu złotem i oficjalnie w pewnym momencie, w latach zdaje się 90. czy 2006, nie pamiętam w tym momencie daty. Przepraszam za nikłą pamięć, jeżeli chodzi o daty. Jak sobie nie spiszę, nie zanotuję, to nigdy nie mam, ale sobie nie notuję. Sorry, człowieku, akurat nie mam takiej notatki na złoto. W każdym razie ostatnie 20 lat albo w 90., albo już w 2000 roku rodzina Rothschildów wycofuje się dokładnie z rynku złotem, oddając wszystko brytyjskiemu bankowi, który się nazywa Barclay Banks. Produkcja złota zakończyła się bardzo szczęśliwie dla tej rodziny.
Mianowicie w taki sposób, że jako jedyni ludzie na świecie do tej pory, właściwie dalej poniekąd rękami Barclay Banks kontrolowali cenę złota na świecie. Było tak, że dosłownie co dwa, trzy dni ludzie albo członkowie tej rodziny Rothschildów spotykali się, jeżeli była taka potrzeba i ustalali oficjalną cenę złota na wszystkich giełdach na świecie. Cena złota jest wygórowana, jest przeszacowana co najmniej 90% na dzień dobry, nawet względem produkcji, wykopywania go z najbardziej trudno dostępnych miejsc. Dalej jest przeszacowana o 90%, ale niewiele to zmienia w sytuacji, kiedy ludzie, którzy mają monopol na to złoto, ustalają cenę tego złota. W tym momencie to ich zupełnie nie obchodzi. Przez około 200 lat rodzina Rothschildów osobiście sprawowała kontrolę nad ceną złota na całym świecie i nad kursem wymiany złota na wszelkie możliwe waluty. To oni decydowali o wszystkim. W momencie, kiedy się okazało, że Rosjanie mają swój patent na produkcję złota, jest czerwone, takie lekko czerwonawe. To jest to charakterystyczne złoto robione przemysłową metodą. Nie wiem, jak to robią, mają jakiś swój patent.
Nikt tego chyba nie wie poza tymi, którzy to robią. Kolejny patent się pojawił w innym miejscu, kolejny w innym miejscu, w Stanach się pojawił. To jest patent, normalny patent. 1976 chyba, oficjalnie zgłoszony patent na produkcję złota, który został wykupiony zresztą przez korporację, za którą stoi rodzina Rothschildów. Okazuje się, że wiedzieli o tym, że stracą prym nad złotem, więc właściwie oddali cały rynek w cudzysłowie Barclay Banksowi i wycofują się z tego rynku, bo już nic tam dla nich nie ma. Było to raptem parę lat temu. Jeżeli chodzi o skalę życia tej rodziny, to można powiedzieć, wydarzyło się to dokładnie za naszego życia, w naszym pokoleniu. Teraz nie wiem, co panowie chcą zrobić, w sensie na czym zarabiać. Może już właściwie nie muszą kontrolować złota, bo i tak Barclay Banks do nich należy. Właściwie chyba wszystkie banki do nich należą.
I żeby nie było, że jest tak niedemokratycznie, to oni teraz scedowali na banki, że teraz kursy złota są wymyślane przez bank i tak dalej. Historia z ustaleniem kursu złota skończyła się wielką wpadką Barclay Banks, bo okazały się wielkie skandale, pranie brudnych pieniędzy, gdzieś trochę wyparowało, przyparowało, coś się dziwnego działo. Okazało się, że instytucja, która ma być transparentną instytucją, jest bandą złodziei jak zwykle. Taki klasyczny sport. Koniec końców rodzina Rockefellerów teraz jest w wielkiej kropce. Rodzina Rothschildów jest w wielkiej kropce. Wszelkie te wielkie, możne, bankierskie rodziny naprawdę mają wielki problem, ponieważ największy sekret, który był skrywany przed nami, największa tajemnica ostatnich tysięcy lat, czyli to, że pole, w którym funkcjonujemy, jest zunifikowane i że każdy z nas jest takim totem. Jeżeli oczywiście będzie chciał zdobyć tą wiedzę, każdy z nas może to zrobić i nie ma z tym żadnego problemu. Zmienia świat i to tak dosyć mocno. W tym momencie nie masz miejsca na liderów, którzy ci mówią, że jak będziesz się grzecznie zachowywał, to zabiorę ci mniej w podatkach, a jak będziesz niegrzeczny, to wyślę na ciebie armię albo drony, albo zamknę cię do więzienia, bo tu już to nie działa.
Nagle się okazuje, że każdy z nas ląduje w momencie, gdzie ma dostęp do pełnej informacji, która zabija ten panujący od paru tysięcy lat monopol na hermetyczną wiedzę. Monopol, który się zaczął w momencie palenia starodruków w Aleksandrii. Monopol, który zaangażował potężną ilość ludzi. Monopol, który stworzył potężne monoteistyczne religie. Monopol, który stworzył cywilizację. Monopol, który stworzył królestwa. Monopol, który stworzył całą tą fasadę, którą my nazywamy cywilizacją. Całą tą zdehumanizowaną, patologiczną historię, która się nadaje do wyrzucenia na śmieci. Przede wszystkim pieniądze, bo dokładnie pieniądze za tym stały. A teraz mamy kolejną opcję na produkcję złota.
Jest ogólnie dostępna. Myślę, że ten, kto się interesuje, doskonale wie, gdzie ją znaleźć, czego szukać. Ile ci zajmie zrobienie złota? Jeżeli przygotujesz cały setup tak jak należy, to mniej więcej trzy miesiące, bo tyle potrzebujesz czasu, żeby wyprodukować komponenty. Trzech do czterech miesięcy, bo tyle czasu zajmie ci produkcja niezbędnych komponentów do ruszenia z tym tematem. Czy ja chcę produkować złoto? Pytanie, bo skoro o tym mówię, to takie ciekawe pytanie. Tomek, czy ty produkujesz złoto? Nie, nie jestem zainteresowany. Jako młody chłopak czytałem „Fausta” i byłem przerażony tym, jak człowiek zwariował na punkcie błyszczącego metalu, który nie ma żadnego znaczenia.
Zawsze jako młodzieniec lubiłem tego doktora Fausta, który był doktorem Faustem, który leczył ludzi. Nie nadawałem się na tego Fausta, który wylądował pomiędzy światami w wieczności, nie mogąc już zrobić nic i z tą świadomością, że jego własna chciwość zabiła jego wszystkich bliskich, jego całą rodzinę i wpędziła świat w szaleństwo. Nie, tego nie potrzebuję. Ja wybrałem tą drugą opcję. Urządzenia, które leczą i to jest to, przy czym zostaję. Złoto mnie nie interesuje. Zemsta za produkcję złota. Jak pisał Goethe w „Fauście”, to zaślepienie może być potężne. Jest tam takie piękne zdanie, że zła wiedza potrafi zniszczyć stulecia. I tylko po to, żebyśmy nie dotarli do tej wiedzy, że właściwie sami możemy stanowić o sobie, że nie potrzebujemy królewć.
Bo po co nam król? Po co nam rząd? Po co nam te wszystkie zabawki, terytoria i tak dalej, skoro to i tak nie gra roli, skoro jesteś w stanie zrobić wszystkie przedmioty, które potrzebujesz i jesteś w stanie wyprodukować sobie dowolną kondycję fizyczną swojego własnego organizmu czy dowolne lekarstwo dla kogokolwiek, na cokolwiek. To po co ci w tym momencie cała ta infrastruktura? Przecież po to wymyślono cały ten cyrk zwany państwem, narodami, konstytucjami, całe to gówno, które nie jest warte papieru, na którym jest zapisane. Tylko po to, żeby cię przekonać, że nie jesteś w stanie zrobić tego samodzielnie. Ani ty, ani ja. I że zawsze musimy się oddawać w opiekę tych kolesi, którzy przeładowują karabinki ostrą amunicją i celują w naszą stronę i czekają, kiedy im zapłacimy. Bo jak nie zapłacimy, to wypuszczają w naszym kierunku serię, po czym przychodzą i sami biorą, co im się wydaje do nich należy. W tym momencie nagle całe to imperium upada.
Jesteśmy w ciekawych czasach. Żyjemy w czasach, kiedy alchemia wraca z powrotem do nauk. Może nie widać tego na uniwersytetach, ale nie po to zostały założone oficjalne uniwersytety, żeby tam się kiedykolwiek nauka pojawiła. Rockefeller i rodzina Rothschild jest jednym z największych sponsorów, jeżeli chodzi o badania uniwersyteckie na świecie. Teraz już wiesz dlaczego. Dawno temu stracili recepturę. Nigdy jej nie odzyskali. Teraz mają jedynie patenty, z których mogą korzystać. Mogą wynająć ludzi, którzy zrobią złoto. Ale jak się okazało, ich chciwość zmieniła aminokwasy ich krwi.
I nawet jeżeli mają ten oryginalny setup, bo myślę, że mają, to jest na pewno schowane, to żaden z nich nie posiada już tej czystej krwi, która nie jest skażona zabijaniem, kanibalizmem i tymi brutalnymi historiami. Oni już nie potrafią tego zrobić, tego już nie mają i wszystkiego, czego się dotkną, niestety karma. Tak to działa. Ciekawa historia, ale wrócę do niej następnym razem. Postaram się przynajmniej i będę tutaj wykańczał. Także człowieku, tak wygląda z alchemią. Jeżeli chcesz się zmierzyć z alchemią, to mam nadzieję, że może niezbyt wiele powiedziałem. Nie zdradziłem ci żadnych alchemicznych tajemnic, nie mówiłem o żadnych łączeniach metali, o refrakcjach, spajaniach, cedzeniach, redukcjach i tego typu historiach. O nich kiedy indziej opowiem. Postarałem się po ludzku.
Historię jednego dżentelmena i jego rodziny, jednego wynalazku, który zmienił strasznie ostatnie 300 lat, zmienił kompletnie Europę. Dwie ostatnie wojny, pierwsza i druga dokładnie są wywołane za te pieniądze. Nikt inny nie miał tych pieniędzy. Była tylko jedna firma, która to produkowała, a ta firma w tym momencie nie ma już nic do wyprodukowania. To jest zabawne. Wiedza znalazła się po drugiej stronie, z dala od elity. Ciekawe. Zastanawiałeś się, dlaczego elity tego świata tak obsesyjnie starają się zachować swoją własną linię krwi? Teraz już wiesz dlaczego. W tej krwi jest zakodowana informacja.
W ogóle w twojej i w mojej krwi jest zakodowana informacja. Jeżeli sobie weźmiesz pod mikroskop, to zobaczysz, że tam jest DNA. Pod DNA znajduje się jeszcze kod RNA. Pod RNA znajduje się tak zwane RNA 2 i wygląda na to, że są jeszcze pozostałe sekwencje kodu, które dla mnie jeszcze nie są zbyt jasne, zbyt widoczne, ale widać, że tam coś jest. Tak mówią oficjalne badania aktualne nawet z tych finansowanych przez Rothschildów i Rockefellerów uniwersytetów. Jasno i wyraźnie, że to nie jest wszystko, że jest potężna informacja i w tej informacji jest zapisane coś specjalnego, coś, co spaja świat. My jesteśmy na to wygląda tym totem. To my mamy w sobie ten boski element i jest on związany bardzo mocno z naszą krwią. Też nie przez przypadek legendy o Świętym Graalu, o puharze, z którego wypijasz. Cokolwiek nie wypijesz z tego pucharu, automatycznie czyni cię nieśmiertelnym, bo ten puchar ma właściwości zmieniania substancji na troszeczkę inną niż jakakolwiek istniejąca dookoła.
Ciekawe, prawda? To co? To wrócimy do alchemików, bo myślę, że jest to fascynująca wyprawa i fascynująca przygoda potaplać się trochę w tych opowieściach. I co? Do następnego razu. Zatem dzięki ci wielce za wysłuchanie tej mojej troszkę pomieszanej historii, bo zawsze mam problem, żeby te wszystkie fakty historyczne składać do kupy. Ale wiesz, taki umysł. Latam w tą i w tamtą. Także dzięki ci człowieku za cierpliwość i wysłuchanie tej opowieści. Zapraszam na kolejną hiperprzestrzeń, gdzie możesz usłyszeć podobne historie albo rozwinięcie tej historii, bo ona ciągnie się dalej.
Ma kilka bardzo ciekawych aspektów dotyczących kilku zakazanych książek, kilku różnych wydarzeń, które jak się okazało były czymś zupełnie innym niż to, jak się je opisuje w książkach historycznych. I są na to nawet dokumenty. Także zapraszam na kolejną hiperprzestrzeń w przyszłą sobotę. A przy okazji jeszcze raz wielkie dzięki mecenasie i mecenasko Radia na Fali za wspieranie, pomimo że mamy niesprawne archiwa na stronie. Ale wielkie dzięki. Namaste, sir. Natomiast wszystkich tych zainteresowanych alchemią w cudzysłowie, chociaż właśnie już można chyba zdjąć ten cudzysłów powoli Zainteresowanych troszkę bardziej praktycznie zapraszam do siebie na czwartek do Syntezy, gdzie opowiadam o współczesnym wymiarze alchemii. O tym, jak to się odradza, jak sobie budować urządzenia, między innymi te medyczne, którymi ja się zajmuję, czytając sobie po drodze czasami fragmenty „Doktora Fausta”, kiedy jeszcze nie zeszmaciał i nie sprzedał się korporacji. Myślę, że mi już to nie grozi. Ja przeszedłem tą drogę z drugą stroną.
Wpierw tam byłem i stamtąd uciekłem. Doktor Faust natomiast chyba marzył o tym, żeby wylądować w korporacji. Na końcu wylądował. Ja natomiast uciekłem stamtąd już dawno. I ty pewnie też. To co? To się spotykamy w czwartek na troszkę praktycznych zajęciach z alchemii. Takiej już dzisiejszej alchemii, która jest odpowiedzią na koncepcję unifikacji pola, że dzięki tej wiedzy możesz sobie robić cokolwiek chcesz, jeżeli wiesz, jak tym operować. Także to już w czwartek o godzinie 22:30 polskiego czasu dokładnie. A ja dziękuję jeszcze raz serdecznie za wysłuchanie mojego gadania i do usłyszenia w następnej „Hiperprzestrzeni”.
Zapraszam cię na wieczorową porę, tu i teraz do Radia Na Fali. Przypominam, że w środę Książę Edward, który ma aż tyle opowieści, że ja to chyba się przykleję do tego głośnika. Z kilka ciekawych opowieści. Słyszałem kawałki tu, opowiadał mi. Czekam na rozwinięcie w audycji. O! Tyle moje. Także pozdrawiam Książę, pozdrawiam i pozdrawiam jeszcze Michała, który prowadzi „Nieustraszony. Teorię chaosu”, która z kolei w piątek o godzinie 12, czyli wczoraj, możecie ściągnąć sobie z Radia Paranormalium. Pozdrawiam serdecznie Messir Ivellios.
No i pozdrawiam ciebie słuchaczko i słuchaczu słuchający tego offline, niebędący tu żywo. I pozdrawiam ciebie latająca istoto dookoła mnie. Mam tu coś, co lata dookoła mnie. Fajne jest. Cześć. Jak się lata? Fajnie? Super. Ekstra. Sobie poleciał.
To co? To ja kończę na dzisiaj i zapraszam na następny odcinek. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali.