[ZAMKNIJ REKLAMY]
Kup reklamę w tym miejscu!
kantor warszawa kantorsolec.pl


Serwer radiowy zapewnia






Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj

Od tego się zaczęło. Obserwacja UFO przez Kennetha Arnolda w 1947 roku


Dodano: 2015-01-25 03:10:57 | Wyświetleń: 5569 | Przeczytam później
Kenneth Arnold
Kenneth Arnold pokazuje rekonstrukcję wyglądu jednego z obiektów, jakie zaobserwował w pobliżu góry Mount Rainier


Zabawne, jak Twoje życie może zostać wywrócone do góry nogami tylko dlatego, że coś zobaczyłeś. Historia Kennetha Arnolda to historia dość prostego człowieka. Gdy był nastolatkiem, został harcerzem. Pracował dla Czerwonego Krzyża. W szkole średniej grał w piłkę, mając nadzieję na zostanie gwiazdą wśród młodych, do momentu gdy jego karierę przekreśliła kontuzja kolana.

Po skończeniu szkoły średniej, Arnold został handlowcem i uczył się latać - a połączył obie dziedziny, latając od miasteczka do miasteczka i sprzedając sprzęt gaśniczy, aż wreszcie został właścicielem firmy The Great Western Fire Control Supply Company. Był członkiem "grupy powietrznej" szeryfa hrabstwa Ada w stanie Idaho, pracował dla United States Marshals Service (agencja odpowiadająca za egzekwowanie wyroków sądów federalnych, a także za ochronę budynków i urzędników sądowych, służba ta współpracuje między innymi w zakresie transportowania więźniów - przyp. Iv.), sporadycznie też transportował więźniów do federalnego więzienia. Podstawą jego życia było latanie jego małym samolotem typu Callair.

Innymi słowy, był wprost idealnym świadkiem UFO: porządny obywatel, szczery i godny zaufania, żonaty i mający dwie córki.

Kenneth Arnold
Od czasu słynnej obserwacji Kenneth Arnold nigdzie się nie ruszał bez aparatu fotograficznego z teleobiektywem. Na zdjęciu na tle swojego samolotu Calair


24 czerwca 1947 roku wracał z podróży biznesowej, zahaczając po drodze o miejscowość Yakima w stanie Waszyngton, by pomóc w poszukiwaniach zaginionego samolotu transportowego C-46 należącego do marynarki wojennej, który - jak sądzono - spadł gdzieś w tej okolicy.

Około trzeciej po południu Arnold leciał na wysokości około 9000 stóp (2743 metry) nieopodal góry Mount Rainier, gdy nagle jego uwagę przykuł błysk światła. Odwrócił się i zobaczył eskadrę dziewięciu bardzo dziwnych obiektów lecących z północy na południe tuż przed jego samolotem. Były one płaskie i przypominały kształtem obcas, były bardzo lśniące, i przemieszczały się w dość kapryśny sposób, "jak spodki rzucone na wodę". Arnold ocenił ich wymiary na 3/4 samolotu DC-4, a prędkość wyliczył na ponad 1500 mil na godzinę (ponad 2400 km/h!), biorąc pod uwagę czas ich przelotu pomiędzy dwoma szczytami o znanej mu odległości.

Zatrzymajmy się na chwilę przy słowie "spodki". Kenneth Arnold w swoim raporcie (którego pełne tłumaczenie publikujemy w dalszej części tego artykułu) pisze, że obiekty poruszały się "jak spodki rzucone na wodę". Jeden z dziennikarzy zajmujących się jego sprawą, pracujący dla United Press reporter William Berquette, najwyraźniej albo nie dość uważnie słuchał Arnolda podczas przeprowadzanego z nim wywiadu, albo też celowo przekręcił jego słowa, bowiem w jednej ze swoich publikacji prasowych podaje, że obiekty "miały kształt spodków". Tak właśnie narodziło się określenie "latające spodki", które na długie lata "zabetonowało" w ufologicznej mitologii taki właśnie kształt tych pojazdów. Później, podczas pierwszego Międzynarodowego Kongresu Ufologicznego w 1977 roku, zapytany o tę sprawę Arnold określił ją jako "jedno wielkie nieporozumienie".

Kenneth Arnold
Efekt skandalicznej pomyłki redaktora Berquette`a - publikowanym w prasie artykułom poświęconym obserwacji Arnolda towarzyszyły "rekonstrukcje wyglądu" obiektów... zgoła odmienne od tego, co podawał sam Arnold. Powyżej okładka pierwszego numeru magazynu "FATE" z 1948 roku


Dotarłszy do Yakimy w Waszyngtonie, Arnold opowiedział o swojej obserwacji kilku innym pilotom. Wszyscy doszli do wniosku, że była to jakiegoś rodzaju wojskowa "tajna broń". Arnold odkrył jednak później, że amerykańska armia była równie zadziwiona tymi obiektami, co on sam.

W Pendleton w stanie Oregon Kenneth Arnold udał się do FBI celem złożenia doniesienia, lokalne biuro było jednak zamknięte, zamiast tego odbył więc rozmowę z wydawcą gazety ze wschodniego Oregonu - i to właśnie on jako pierwszy przekazał wiadomość prasie. Z uwagi na tło Arnolda i jego wiarygodność jako świadka, historia szybko weszła w obieg. Oto pełne tłumaczenie raportu złożonego przez Arnolda (wersja polska oparta na wersji raportu opublikowanej na łamach Project 1947):

T A J N E


Następujący opis tego, co zaobserwowałem nad Górami Kaskadowymi, jakkolwiek wydawałby się niemożliwy, jest prawdziwy. Nigdy nie prosiłem ani nie chciałem żadnego rozgłosu, po prostu przypadkowo znalazłem się we właściwym miejscu o właściwym czasie, aby zobaczyć to, co zaobserwowałem. Zgłosiłem coś, co zgłosiłby również każdy inny pilot. Nie sądzę, aby moja obserwacja była spowodowana jakąś czułością wzroku lub osądem innym niż uznawane za normalne dla każdego z pilotów.

We wtorek, dnia 24 czerwca 1947 roku, skończyłem pracę w Central Air Service w Chehalis w stanie Waszyngton, a około drugiej po południu wystartowałem z lotniska w Chehalis, kierując się do Yakima w stanie Waszyngton. Moja podróż została opóźniona o godzinę z uwagi na poszukiwania dużego transportowca należącego do marynarki wojennej, który przypuszczalnie upadł w pobliżu południowo-wschodniego zbocza góry Mt Rainier w stanie Waszyngton i do dziś [tj. do momentu pisania tego raportu] nie został odnaleziony.

Leciałem bezpośrednio w kierunku góry Mt Rainier po osiągnięciu wysokości około 9500 stóp, co w przybliżeniu odpowiada wysokości płaskowyżu, z którego ta góra wyrasta. Przemknąłem jeden raz na zachód od tego płaskowyżu, szukając jakichkolwiek szczątków samolotu, i poleciałem na zachód w dół, w pobliże krawędzi kanionu, gdzie znajduje się miejscowość Ashford.

Ponieważ nie byłem w stanie dostrzec czegokolwiek co by przypominało zaginiony samolot, wykonałem zwrot o 360 stopni w prawo nad małym miastem Mineral i skierowałem się ponownie w stronę góry Mt Rainier. Ponownie wzniosłem się na wysokość około 9200 stóp.

Powietrze było tego dnia tak gładkie, że lot sprawiał prawdziwą przyjemność, i podobnie jak robią w takich warunkach inni piloci, lecąc na dużych wysokościach, skierowałem mój samolot w kierunku Yakimy w Waszyngtonie, która znajdowała sie prawie bezpośrednio na wschód od mojej pozycji, i po prostu usiadłem w samolocie, obserwując niebo i teren. Po mojej lewej stronie, z tyłu, w odległości około 15 mil znajdował się samolot DC-4, według moich szacunków lecący na wysokości 14 000 stóp.

Niebo i powietrze były krystalicznie czyste. Leciałem w tym kierunku nie dłużej niż dwie do trzech minut, gdy na moim samolocie pojawiło się jasne odbicie. Zaskoczyło mnie to, ponieważ pomyślałem, że jestem zbyt blisko jakiegoś innego samolotu. Rozejrzałem się po całym niebie i nie byłem w stanie stwierdzić, skąd to odbicie pochodziło, do momentu aż spojrzałem w lewo, na północ od góry Mt Rainier, gdzie zaobserwowałem łańcuch dziewięciu osobliwie wyglądających pojazdów powietrznych lecących z północy na południe na wysokości około 9500 stóp i kierujących się przypuszczalnie w określonym kierunku około 170 stopni.

Bardzo szybko zbliżały się do góry Mt Rainier, a ja uznałem po prostu, że są to odrzutowce. W każdym razie odkryłem, skąd pochodziło odbicie, ponieważ dwa lub trzy z nich nurkowały bądź lekko zmieniały kurs, w sposób wystarczający, aby promienie słońca padły na nie pod takim kątem, że odbijały się jasno na moim samolocie.

Obiekty znajdowały się dość daleko i przez kilka sekund nie byłem w stanie określić ich kształtu lub formacji. Krótko po tym zbliżyły się do góry Mt Rainier, a ja dość wyraźnie zaobserwowałem ich kształt na tle śniegu.

Uznałem za dziwny fakt, że nie potrafiłem znaleźć ich ogonów, przyjąłem jednak, że były to jakiegoś rodzaju odrzutowce. Byłem zdeterminowany aby zmierzyć ich prędkość, gdyż miałem dwa punkty, na podstawie których mogłem je sprawdzić - powietrze było na tyle czyste, że tego dnia bardzo łatwo było zobaczyć te obiekty i określić ich przybliżony kształt i rozmiar z odległości prawie pięćdziesięciu mil.


Kenneth Arnold
Tak w rzeczywistości wyglądały obiekty widziane przez Arnolda


Pamiętam dokładnie, że wskazówka na zegarku znajdującym się na panelu przyrządowym pokazywała godzinę 2:59, gdy pierwszy z obiektów minął południowy kraniec góry Mt Rainier. Obserwowałem te obiekty z wielkim zainteresowaniem, ponieważ jeszcze nigdy nie widziałem pojazdów powietrznych przelatujących tak blisko szczytów gór, lecących prosto na południe i południowy wschód wzdłuż garbu pasma górskiego. Oszacowałem, że ich wysokość mogła się zmieniać tysiąc stóp w jedną lub drugą stronę, przez większość czasu jednak widziałem je na horyzoncie, co wskazywało, że znajdowały się prawie na tej samej wysokości, co ja.

One leciały w podobny sposób co klucz gęsi, w raczej ukośnej linii, jak łańcuch, tak jak gdyby były ze sobą połączone. Wydawały się utrzymywać określony kierunek, aczkolwiek unosiły się lub opadały nad szczytami gór. Ich prędkość w tamtym czasie zbytnio mnie nie zadziwiła, ponieważ wiedziałem, że siły powietrzne posiadały samoloty, które przemieszczały się bardzo szybko.

Gdy obserwowałem, jak one podskakują i błyskają w świetle słońca podczas lotu, zastanowił mnie fakt, że nie potrafiłem dostrzec na nich żadnego ogona, i jestem pewien, że każdy pilot by to ocenił, spoglądając na taki samolot dłużej niż sekundę.

Obserwowałem je dość wyraźnie, zaś moją odległość od nich - a leciały względem mnie prawie pod kątem prostym - oceniam na 20 do 25 mil. Wiedziałem, że muszą być bardzo duże bym mógł z takiej odległości zauważyć ich kształt, nawet w tak pogodny dzień jak tamten wtorek - tak naprawdę porównałem z nimi moje śrubki lub nasadki, które posiadałem w kieszeni - trzymając je przy nich i przy DC-4 - którego mogłem obserwować z dużej odległości po mojej lewej stronie, i te obiekty wydawały się mniejsze od DC-4, jednak według mnie ich szerokość równa była rozpiętości na jakiej umieszczone były najdalej wysunięte silniki po obu stronach kadłuba DC-4.

Im dłużej obserwowałem te obiekty tym bardziej byłem podenerwowany, ponieważ jestem przyzwyczajony i obznajomiony z większością latających obiektów, obojętnie czy jestem blisko powierzchni Ziemi czy też znajduję się na wyższych wysokościach. Obserwowałem łańcuch tych obiektów przemieszczających się między ośnieżonymi grzbietami gór Mount Rainier i Mount Adams i w momencie, gdy pierwszy z nich mijał południowy wierzchołek tego grzbietu, ostatni z obiektów zbliżał się do północnego.

Gdy leciałem w stronę tego grzbietu, zmierzyłem go i określiłem jego długość na około pięć mil, wobec czego mogłem spokojnie przyjąć, że łańcuch tych obiektów przypominających spodki miał długość co najmniej pięciu mil. Mogłem dość dokładnie określić ścieżkę, po której się poruszały, z uwagi na fakt iż zarówno po jednej jak i drugiej stronie tej ścieżki znajdowało się kilka wysokich szczytów.

W momencie gdy ostatni z obiektów w tej formacji minął południowy najbardziej zaśnieżony kraniec Mount Adams, spojrzałem na zegarek, który pokazywał że obiekty przebyły tę odległość w czasie jednej minuty i czterdziestu dwóch sekund. Nawet wówczas ten czas nie poruszył mnie, ponieważ byłem wówczas przekonany, że po moim lądowaniu znajdzie się jakieś wytłumaczenie dla tego, co widziałem.


Kenneth Arnold
Na ostatniej stronie przetłumaczonego tutaj raportu Kenneth Arnold zamieścił małe szkice ilustrujące opisaną przez niego obserwację


Wielu dziennikarzy i ekspertów sugerowało, że mogłem zaobserwować odbicia światła lub nawet miraż. Jest to absolutnie pozbawione podstaw, jako że obserwowałem te obiekty nie tylko przez szybę mojego samolotu, ale również obróciłem mój samolot tak aby móc otworzyć okno i obserwować je w sposób całkowicie niezniekształcony (bez okularów przeciwsłonecznych).

Nawet mimo iż dwie minuty wydają się krótkim czasem z perspektywy osoby stojącej na powierzchni Ziemi, w powietrzu w ciągu tych dwóch minuty pilot może zaobserwować bardzo wiele - nawet do pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu razy więcej rzeczy znajdujących się w jego polu widzenia.

Przez następne piętnaście do dwudziestu minut kontynuowałem moje poszukiwania zaginionego samolotu marynarki wojennej, cały czas mając w pamięci to, co właśnie zaobserwowałem. Stałem się bardziej zdenerwowany, więc spojrzawszy po raz ostatni w stronę rezerwatu Tieton skierowałem się do Yakimy.

Dodam, że cała obserwacja, w trakcie której mogłem obserwować jak obiekty mijały górę Mount Adams dzięki odbiciom światła, trwała około dwóch i pół do trzech minut - aczkolwiek w chwili, gdy osiągnęły one Mount Adams, znajdowały się one poza zasięgiem mojego wzroku, co uniemożliwiało określenie ich kształtu lub formy. Oczywiście, gdy słońce odbijało się od jednego, dwóch czy trzech obiektów, wydawały się one całkowicie okrągłe; sporządzam jednak szkic, w którym najlepiej jak tylko potrafię przedstawiam kształt obiektów, jaki zaobserwowałem, gdy te mijały pokryte śniegiem grzbiety gór oraz górę Mount Rainer.

Gdy te obiekty przelatywały mniej więcej w linii prostej i na równej wysokości, wyglądały po prostu jak cienka biała linia, gdy zaś podskakiwały, był to jedyny moment, w którym mogłem oszacować ich rozmiary.

Te obiekty utrzymywały prawie stałą wysokość, nic nie wskazywało aby wznosiły się w górę lub opadały w dół, jak miałoby to miejsce w przypadku rakiet czy pocisków artyleryjskich. Jestem osobiście przekonany, że były to jakiegoś rodzaju pojazdy powietrzne, choć pod wieloma względami nie pasowały one do żadnego znanego mi konwencjonalnego typu samolotu.

Choć o obserwacjach takich obiektów donoszono z całego terenu Stanów Zjednoczonych, istnieje sześć lub siedem innych spisanych na papierze zeznań obserwatorów, którzy z całą pewnością musieli zaobserwować to samo, co ja; w szczególności zaś opisy pochodzące od trzech pracowników Western Airlines [z Cedar City w stanie Utah], starszego pilota z Oklahoma City oraz maszynisty pociągu z Illinois, jak również kapitana Smitha oraz drugiego pilota Stevensa z United Air Lines.

Niektóre z opisów mogły nie być zbyt dokładne, jeśli podobne do spodków obiekty obserwowane z ziemi nie znajdowały się na dużej wysokości, istnieje więc możliwość, że wszyscy ci ludzie, którzy widzieli osobliwe obiekty, mogli widzieć to samo co ja - jednakże zaobserwowanie ich z poziomu ziemi przez dłużej niż cztery czy pięć sekund byłoby bardzo trudne, poza tym zawsze też istnieje możliwość, że widok mógł zostać zakłócony przez opad atmosferyczny lub pył unoszący się nad ziemią.

Posiadam listy z całych Stanów Zjednoczonych oraz od ludzi, którzy zarzekają się że widzieli te obiekty w innych częściach świata, szczególnie w Szwecji, na Bermudach i w Kaliforni.

Oddałbym niemal wszystko, by tego dnia mieć przy sobie kamerę filmową z teleobiektywem, a od teraz bez tego nie będę się ruszał - pozwólcie jednak, że będę kontynuował moją historię. Gdy wylądowałem na lotnisku w Yakima w Waszyngtonie, opisałem to co widziałem mojemu bardzo dobremu przyjacielowi, Alowi Baxterowi, który słuchał cierpliwie i był bardzo uprzejmy, jednak w żartobliwy sposób dał do zrozumienia, że mi nie wierzy.

Nie zmierzyłem dokładnie odległości między tymi dwiema górami do momentu aż wylądowałem tego samego dnia w Pendleton w stanie Oregon, gdzie wielu zaprzyjaźnionym pilotom opowiedziałem, co widziałem - oni nie drwili ani nie śmiali się z tego, ale zasugerowali, że mogły to być zdalnie sterowane rakiety lub coś nowego. W rzeczywistości, kilku byłych pilotów armii poinformowało mnie, że przed wyruszeniem na walki za oceanem zakomunikowano im, że mogą zaobserwować obiekty o kształcie i budowie zbliżonej do tego, co opisałem, i upewnili mnie, że nie snułem wizji sennych ani nie zwariowałem.

Zacytuję Sonny`ego Robinsona, byłego pilota Sił Powietrznych Armii, który obecnie wykonuje tajne operacje w Pendleton w stanie Oregon: "Jestem przekonany, że to co widziałeś to był jakiegoś rodzaju odrzutowiec bądź samolot o napędzie rakietowym, który aktualnie jest testowany przez nasz rząd, a nawet mógł zostać zbudowany przez jakiś obcy rząd".

W każdym bądź razie, informacja o dokonanej przeze mnie obserwacji tych obiektów rozprzestrzeniła się bardzo szybko i nim skończyła się noc, już odbierałem telefony z różnych części świata; i do dziś nie otrzymałem ani jednej rozmowy telefonicznej czy listu zawierających drwiny czy oznaki niedowierzania. Jedyne wyrazy niedowierzania, o których wiem, pojawiły się w publikacjach prasowych.

W żadnym wypadku nie spoglądam na to całe doświadczenie jako na coś zabawnego, jak z kolei uważają niektórzy ludzie. Dla mnie jest to sprawa bardzo poważna i odkąd z całą pewnością zaobserwowałem coś, czego nie widział zwykły John Doe na rogu ulicy ani Pete Andrews nad polem [obaj panowie to angielskie odpowiedniki naszego Jana Kowalskiego - przyp. Iv.], nie ma więc powodu który by świadczył, że te obiekty nie istniały. Nawet mimo iż otwarcie zaprosiłem do przeprowadzenia śledztwa Armię i FBI w celu zbadania autentyczności mojej historii lub zbadania moich możliwości umysłowych czy fizycznych, nie spotkałem się z zainteresowaniem ze strony żadnej z tych dwóch sił chroniących nasze państwo; jestem nawet skłonny stwierdzić, że po każdym raporcie przekazanym przeze mnie agencjom United Press i Associated Press oraz [wygłoszonym] dwukrotnie za pośrednictwem stacji radiowych, które to raporty przypuszczalnie wywołały w społeczeństwie poruszenie, jeśli przedstawiciele naszego wojskowego wywiadu nie wiedzieli co zaobserwowałem, byliby oni pierwszymi ludźmi, których wizyty spodziewałbym się.

Otrzymałem mnóstwo próśb od ludzi, którzy podzielili się ze mną wieloma dzikimi domysłami. To, co napisałem w tym artykule, oparłem na pozytywnych faktach i moich przypuszczeniach co do tego, co zaobserwowałem - podobnie jak dla reszty świata, dla mnie stanowi to taką samą zagadkę.

Mój numer licencji pilota to 333487. Latam samolotem Callair - jest to posiadający trzy miejsca jednosilnikowy samolot lądowy, zaprojektowany i produkowany w Afton w stanie Wyoming jako wysoko latający samolot o ekstremalnie wysokiej niezawodności, stworzony z myślą o pracy w górach. Numer certyfikatu mojego samolotu to 33355.

Kenneth Arnold
Box 587
Boise, Idaho


Kenneth Arnold
Artystyczna wizja obserwacji Kennetha Arnolda


Co widział Arnold? Sceptycy wskazują na wszystko, począwszy od chmur, padającego w górach śniegu, skończywszy na kroplach wody na przedniej szybie samolotu. W jednym ze swoich artykułów ("Resolving Arnold") Martin Kottmeter obala niektóre z wczesnych teorii na temat tego, co widział Arnold - oddajmy głos Kottmeterowi:

Choć nie ma podstaw by kwestionować jego szczerość, niektórzy ufolodzy podchodzą z rezerwą do psychologii tego człowieka. Nad jego nieortodoksyjnymi spekulacjami, że UFO są kosmicznymi zwierzętami posiadającymi zdolność do zmiany swojej gęstości, zastanawiali się Frank Salisbury i Ronald Story. Związek tego poglądu z obserwacją z 1947 roku nigdy jednak nie został wyartykułowany. Inni z kolei określali Arnolda jako "powtarzacza" ze względu na kilka innych obserwacji UFO, jakich dokonał w kolejnych latach. Szczególnie warte odnotowania jest doniesienie z 1952 roku o dwóch żywych przezroczystych UFO, co do których Arnold czuł, że są świadome jego obecności. To może sugerować złudzenie optyczne i możliwą obecność paranoi. Te podejrzenia wzmacnia wywiad z 1981 roku, w którym Arnold wyraża pogląd, że J. Allen Hynek wciąż potajemnie współpracował z Siłami Powietrznymi i rządem, które obawiały się, że idea istnienia UFO mogłaby przyczynić sie do ich upadku. Uzasadnione wydaje się przypuszczenie, że ten paranoiczny potok myśli miał swoje korzenie w kontuzji kolana, która przekreśliła olimpijskie ambicje Arnolda i rozwiała jego plany rozwijania jego talentu atletycznego po ukończeniu szkoły średniej. Jest to częsty syndrom, zwany "nerwicą atlety". Taki incydent mógł stanowić przyczynek dla zwyczajowego dokonywania spowodowanej emocjami błędnej interpretacji.

Patrząc na to z pozytywnej strony, paranoja często powiązana jest ze zwiększonym postrzeganiem i może być uznawana za podstawę do uznania podstawowej poprawności tego doświadczenia. Możemy przyjąć, że Arnold coś widział i dokładnie o tym doniósł, jednak jego interpretacja tego zjawiska i jego wybór istotnych elementów mogły zostać wypaczone. To, na co patrzył, może nie być dokładnie tym samym, co zobaczył. Wyrażony początkowo przez Arnolda pogląd, jakoby te obiekty były tajnymi eksperymentalnymi pojazdami powietrznymi, już od samego początku jest dziwaczny. Pomijając już niemożliwą w tym czasie do osiągnięcia prędkość lotu, jest raczej mało prawdopodobne, aby eksperymentalne samoloty latały w eskadrze składającej się z dziewięciu sztuk i aby wszystkie z nich poruszały się ruchem nieregularnym. Można by się raczej spodziewać jednego pojazdu z być może towarzyszącym mu i pilnującym go konwencjonalnym samolotem. Gdyby eksperymentalny pojazd miał osiągać nowe prędkości, wprowadzenie nieregularnego podskakującego ruchu brzmiałoby jak proszenie się o samobójstwo. Mało sensowne jest również testowanie statku powietrznego w pobliżu góry Mount Rainier, często uczęszczanej przez turystów i stanowiącej charakterystyczny punkt krajobrazu - o ile chciano by aby pozostał tajny.

Problem z tym, na co tak naprawdę patrzył Arnold, dał przyczynek dla powstania pokaźnej literatury i prowokuje do stwierdzenia, że jego obserwacja stanowi najlepiej rozwikłany przypadek w całej ufologii. Nie mówię przy tym, że jest to przypadek pozbawiony niejasnych elementów, jednak w sprawie Arnolda zaproponowano więcej wyjaśnień niż w jakiejkolwiek innej.

ATIC, projekt Błękitna Księga, William K. Hartmann (współautor raportu Condona) oraz Ian Ridpath argumentowali, że Arnold obserwował grupę konwencjonalnych pojazdów powietrznych, które znajdowały się bliżej niż przypuszczał i które widział poprzez warstwę mirażu, co z kolei miało wywołać wrażenie podskakiwania. Problem jednak polega na tym, że pilot DC-4 nie zauważył tej grupy samolotów, poza tym żaden z pilotów nie zaoferował wyjaśnienia gdy już powstało zamieszanie, obiekty leciały w niekonwencjonalnej formacji, brakowało też widocznych ogonów.

Donald Menzel zasugerował, że obiektami były falujące płatki śniegu, zdmuchiwane z grzbietów gór. Kapitan Ruppelt z Błękitnej Księgi odrzucił to wyjaśnienie jako niemożliwe z uwagi na fakt, że w czerwcu w niższych partiach gór nie sposób znaleźć spadający śnieg.

Martin Gardner dwukrotnie sugerował, że obiektami były balony. Ta propozycja ignoruje płaski profil boczny naszkicowany przez Arnolda. Arnold podał, że powietrze tego dnia było bardzo gładkie, co wydaje się nie współgrać z opisanymi przez niego falistymi ruchami.

Richard J. Reed zaproponował orograficzne chmury. Ponieważ te pozostają raczej nieruchome, trudno je przyjąć za wyjaśnienie z uwagi na dużą odległość kątową przebytą przez obiekty. Nie da się więc również wyjaśnić prędkości kątowej. Te wątpliwości dotyczą również poglądów włączających chmury falowe i oderwane miraże szczytów gór.

Menzel spróbował raz jeszcze w swojej ostatniej książce, tym razem sugerując, że Arnold mógł zostać oszukany przez drobinki wody znajdujące się na szybie samolotu. Ta propozycja całkowicie pomija fakt, że Arnold utrzymywał iż otwarł okno, aby mieć lepszy widok na te obiekty.

Otto Billig sugeruje, że Arnold cierpiał na sugestywną regresję ograniczonej osobowości, ponieważ falowanie obiektów wskazuje na wyłanianie się wyobrażonego węża, takiego jaki występuje w religiach. Takiej analizie przeciwstawia się mitografia stworzona przez samego Billiga, która mówi, że falowanie oznacza dobrodziejstwo. Arnold mocno czuł, że obiekty stanowią zagrożenie, problem, był nimi zaniepokojony.

Paul Devereux wysunął hipotezę, że Arnold widział ziemskie światła. To by oznaczało, że obiekty emitowały światło. Stoi to w sprzeczności z opisem Arnolda, według którego obiekty uformowały "cienką czarną linię", przemieszczając się na tle ośnieżonych grzbietów górskich. Wskazał również, że od obiektów sporadycznie odbijało się słońce. Trudno również wyobrazić sobie, w jaki sposób ziemskie światła mogłyby utrzymać nietypową formację przez ponad minutę bez rozpraszania się lub łączenia spowodowanego ładunkami elektrycznymi.

Stuart Campbell zaproponował egzotyczny schemat włączający miraże dalekich gór. Najśmieszniejsze jest to, że Arnold musiałby pomylić góry Mount Rainier i Mount Adams ze szczytem Pinnacle Peak i okolicą pasma Tatoosh Range, i to nawet mając świadomość, że mają one około połowę tej wielkości.

W tym momencie opcja z istotami pozaziemskimi zaczyna wyglądać całkiem nieźle. Mogłyby one być przynajmniej częściowo odpowiedzialne za egzotyczną prędkość, która w innym wypadku w tym okresie wydaje się niemożliwa. Falowanie, które według Arnolda zabiłoby pilota-człowieka, mogłoby być do zaakceptowania dla obcej biologii. Gerald Heard na przykład zaproponował istnienie jakiejś superpszczoły, która wyewoluowała w nieprzyjaznych warunkach na Marsie. Można by zakwestionować to, czy fizjologia owada naprawdę mogłaby być bardziej odporna przy takich zaawansowanych manewrach, jednak według bardziej atrakcyjnej opcji owady mogłyby być psychologicznie predysponowane do latania nieregularny sposób, a to z kolei podkopałoby założenia, że nie istnieje żadna inteligentna istota zdolna do lotu w tak dziwny sposób. Można być może wskazać - choć bliskie spotkania z takimi istotami zaczęły wychodzić na jaw dopiero dwie dekady później - że niektórzy ludzie donosili o obserwacji wewnątrz UFO istot insektoidalnych. Wolę podróżowania w grupach można by również przypisać owadziej psychologii, aczkolwiek formacja rzutowa wydaje się problematyczna. Czy więc jest to dobre rozwiązanie dla paradoksów zawartych w raporcie Arnolda?


Bardziej współczesne wyjaśnienia włączają teorię Phila Klassa o fragmentach meteorytu oraz Jamesa Eastona o białych pelikanach.

Kenneth Arnold
Współczesna próba rekonstrukcji wyglądu obiektów widzianych przez Kennetha Arnolda


Obserwacja z czerwca i wynikły z niej rozgardiasz nie były końcem przygody Arnolda z UFO. 5 lipca 1947 roku Arnold został przedstawiony kapitanowi E. J. Smithowi, który wraz z drugim pilotem oraz stewardessą obserwował formację obiektów UFO nad Emmett w stanie Idaho. Obydwaj panowie wymienili się relacjami i zaprzyjaźnili się.

W połowie lipca Arnold otrzymał list od Raymonda Palmera, wydawcy brukowego magazynu "Amazing Stories”. Arnold nie wiedział, kim był ten człowiek, ponieważ nie czytał takiej prasy. Palmer chciał, aby Arnold za odpowiednią opłatą spisał swoje doświadczenia dla potrzeb publikacji w czasopiśmie. Arnolda nie interesowały zbytnio pieniądze, wysłał więc Palmerowi kopię tego, co już zdążył przekazać gazetom oraz pracownikom Sił Powietrznych.

W drugiej połowie lipca dwóch pracowników wywiadu Sił Powietrznych, porucznik Frank M. Brown oraz kapitan William Davidson, odwiedzili Kennetha Arnolda. On opowiedział im o swojej obserwacji, oni zaś wyrazili życzenie, aby jakiekolwiek dalsze incydenty zgłaszał im. Porucznik Brown sporządził raport, w którym przekazał swoje odczucia w kwestii historii Arnolda. Arnold, Smith, Brown, Davidson i Palmer byli w późniejszym okresie zamieszani w sfabrykowaną sprawę z wyspy Maury Island.

Opracowanie: Ivellios

Na podstawie:
ufos.about.com
ufoevidence.org
project1947.com
Archiwalny wywiad radiowy z Kennethem Arnoldem nagrany przez Williama Berquette`a i nadany na falach radia KWRC 25 czerwca 1947 r. - dzień po obserwacji

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


  • husky (2015-03-06 21:48:55) #11617 | RAPORT | E-mail
    Swoją drogą ciekawe dlaczego to co zaobserwował Kenneth Arnold, dziwnym trafem do złudzenia przypomina niemieckiego Hortena Ho 229 z czasów ll wś?

    Odpowiedz
  • KWTD (2016-06-02 22:36:24) #15026 | PW | RAPORT | E-mail
    Świetne tłumaczenie, oby tak dalej a co do zjawiska to muszę przyznać, że bardzo ciekawe.

    Odpowiedz
Tagi
Inne artykuły
o podobnej tematyce
SŁUCHAJ NAS
SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
NEWSLETTER
RAMÓWKA NA DZIŚ
ARCHIWUM AUDYCJI
WESPRZYJ
RADIO PARANORMALIUM
POLECANE KSIĄŻKI
NAJNOWSZE FILMY
MY lubimy ICH, ONI lubią NAS - nasi partnerzy, współpracownicy i zaprzyjaźnione serwisy
Copyright © 2004-2017 by Radio Paranormalium :: Powered by Marek Sęk "Ivellios"