slubne.pl/suknie-slubne/







Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd.
dostępne jest z poziomu forum

Śmierć, upiory i duchy


Dodano: 2005-04-16 20:34:38 | Wyświetleń: 44172 | Przeczytam później
Według wierzen zbyt dlugie oplakiwanie zmarlego moze   zachecic go do powrotu ale juz w nieco zmienionej postaci niz za zyciaDla naszych przodków sprawa była prosta. Śmierć to tylko przejście do innego świata. Dokładali więc wszelkich starań, by odbyło się ono wedle wszelkich szykan. Inaczej zmarły mógł wrócić. A wiadomo, że gdy budził się jako upiór w grobie, czuł straszny głód. Zjadał swe ciało, ubranie i ruszał na łowy...

Nim Śmierć zastukała do czyichś drzwi - jak wierzyli nasi przodkowie — zwiastowała swe nadejście poprzez sny. Miał je śnić kandydat na nieboszczyka bądź jego najbliżsi. Zapowiedzią najgorszego były sny o złodzieju skradającym się pod oknami, wypadaniu zębów i o zapadaniu się w wapienny dół oraz koszmary, w których osoba zmarła dotykała żyjącej. Zgon zapowiadały też sny o mięsie, gęsiach, piasku i bieliźnie.
Jako znak rychłego pogrzebu traktowano też wydarzenia z pozoru pomyślne. Jeśli gospodarz zebrał wyjątkowo obfite plony, wieszczono, że Bóg obdarzył go tak szczodrze, bo delikwent nie dożyje następnych zbiorów. Zanim kostucha zjawiła się po ofiarę, przez trzy wieczory krążyła w okolicy jej domu i stukała w drzwi lub okna. O jej bytności świadczyły więc wszelkie niewyjaśnione odgłosy: pobrzękiwanie szyb, spadanie obrazów, otwieranie się drzwi lub dochodzące nie wiadomo skąd krzyki, jęki i kroki.
Śmierć często wysyłała swych posłańców. Do jej czeladzi należały sowy, puchacze, kawki, wrony i kruki. Sowy siadały w pobliżu domu przyszłego nieboszczyka i wywoływały pohukiwaniem jego duszę.
Odgłos, jaki wówczas wydawały, miał brzmieć: — Pójdź, pójdź, pójdź... Kawki, wrony i kruki dybały na tych, którzy mieli być potępieni. Gromadziły się na polu i czekały na duszę grzesznika, aby porwać ją do piekła. Ptaki i inne zwierzęta miały posiadać dar widzenia śmierci. Sygnalizowały jej obecność swoim zachowaniem. Kury piały, kogutami wstrząsały nagłe dreszcze, krety usypywały wymowne kopczyki pod progiem kandydata na denata. Najzagorzalszymi wrogami śmierci były psy Gdy ją spostrzegły, siadały, unosiły pyski w górę i wyły Wierzono, że kiedy spojrzy się między uszy tak zawodzącego psa, można zobaczyć kostuchę. Miała to być wysoka, chuda kobieta w bieli wyposażona w kosę, młotek lub oba narzędzia. Czasami przybierała postać zwierzęcia albo mglistego światełka.

Nadejście kostuchy

Ludzie starali się utrudnić śmierci dotarcie do domów. Zaorywali bruzdy w poprzek dróg i ścieżek prowadzących do wsi, aby przez me nie przeszła. Gospodarze odgradzali płotami zagrody i zamykali na noc wrota. Przynajmniej raz do roku obrywali obejścia. Niełatwo było jednak oszukać śmierć, a ona sama uciekała się często do różnych podstępów.
Niepostrzeżenie wślizgiwała się na wóz wjeżdżającego do wsi chłopa lub przybierała ludzką postać — potrafiła przedzierzgnąć się w księdza bądź doktora, aby rodzina wpuściła ją do chorego. Czasem wciskała się do chaty kominem lub dziurką od klucza. Kiedy w końcu dopadła swoją ofiarę, ucinała jej głowę kosą lub zabijała uderzeniem młotka.
Gdy nastąpił zgon, przerywano wszystkie czynności domowe. Zasłaniano lustra, aby dusza się w nich nie przeglądała i nie ukazywała potem domownikom, i zatrzymywano zegary, aby uniemożliwić nieboszczykowi odliczenie godziny, w której wracałby z zaświatów. Gdy umarł gospodarz, jego syn zawiadamiał o tym wszystkie zwierzęta domowe. Pozbywano się osobistych rzeczy nieboszczyka, a szczególnie słomy z siennika, na którym leżał. Wywożono je na granicę wsi i palono — uważano bowiem, że przynoszą nieszczęście. Zwłoki obmywano wodą (wylewano ją daleko od siedzib ludzkich, gdyż sprowadzała śmierć) i ubierano.
Niedopełnienie tego obowiązku narażało domowników na zemstę ducha. Na pośmiertnym ubraniu nie mogło być żadnego węzełka, aby nie usadowiły się na nim grzechy. W trumnie nie mogło być sęków, bo nieboszczyk mógłby przez nie kogoś wypatrzyć.

Figurki Smierci z szopek ludowychLosy duszy

Tymczasem wolna od spraw doczesnych dusza opuszczała dało. Wychodziła zeń ustami, a potem pod postacią ptaka wylatywała przez komin. Udawała się na sąd boży. Kierowano duszę do nieba, piekła lub czyśćca. Wy konanie wyroku następowało po pogrzebie, do tego czasu dusza miała przebywać w pobliżu zwłok. Po ogłoszeniu wyroku wracała do swojego ciała. Zmarły widział więc i słyszał, co się wokół niego działo. Zamykano mu oczy, aby nie wypatrzył sobie następcy, i nie obmawiano, by się nie rozzłościł. W niektórych regionach Polski wierzono, że sąd odbywa się po pogrzebie.

Puste noce

Wieczorami przed pogrzebem wszyscy mieszkańcy wsi zbierali się w domu żałoby na noce czuwania zwane pustymi nocami. Modlono się wtedy za duszę zmarłego. Nie stroniono od jadła i napitku. Gdy ktoś naraził się zmarłemu, przybycie na pustą noc zmazywało winy. Jeśli ktoś nie zjawił się, dusza mogła wybrać się po niego osobiście. Przy zwłokach ustawiano zapalone świece, by rozjaśnić drogę do nieba. Spoglądając na trumnę przez dziurkę od klucza, można było zobaczyć stojącą obok duszę.
Przez cały czas sprawdzano, czy zmarły jest upiorem. Upiór nie umierał, lecz zapadał w letarg, z którego budził się dopiero w grobie. Czuł wówczas straszny głód. Zjadał pośmiertne ubranie, potem ciało, a gdy nie miał się już czym żywić, wyruszał na łowy.
Wychodził z mogiły, odwiedzał krewnych i znajomych, niosąc im śmierć. Gdy zabrakło mu ofiar, wspinał się na wieżę kościelną i kołysał dzwonem. Wszędzie, gdzie dotarł jego ton, umierali ludzie. Kiedy w okolicy odnotowywano większą niż zazwyczaj liczbę zgonów, doszukiwano się w tym winy upiora. Odkopywano wówczas jego grób, wydobywano zwłoki i odcinano głowę, którą kładziono w nogach trupa — w przeciwnym razie mogłaby powtórnie przyrosnąć do ciała i upiór zabijałby nadal.
Wieczorem przed pogrzebem mieszkancy wsi   zbierali sie w pusta noc w domu nieboszczyka, aby modlic sie za jego dusze - na zdjeciu we wsi   Horodenka na Kresach lata 20 XX wZanim przedsięwzięto tak drastyczne środki, starano się podjąć działania prewencyjne. Obserwowano więc nieboszczyka. Jeśli dostrzeżono jakieś niepokojące symptomy (niegasnący rumieniec, błyszczące niedomknięte oczy, giętkie ciało), usiłowano zawczasu powstrzymać demona - wkładano do jego trumny cegły lub kamienie, na których miałby połamać sobie zęby, lub sypano tam ziemię cmentarną, by miał się czym żywić. Wsypywano do trumny piasek lub mak, bowiem wierzono, że demon nie opuści jej, dopóki nie policzy wszystkich ziarenek. Wkładano tam sieci, by zająć upiora rozplątywaniem węzełków. Na krtań zmarłego kładziono sierp — gdyby bowiem usiłował wstać, odciąłby sobie głowę. Aby zmylić demonowi drogę i skierować go w głąb ziemi, kładziono zwłoki twarzą do dołu.
Istniały również bardziej radykalne sposoby. Wbijano gwóźdź w czoło podejrzanego, przebijano zwłoki kołkiem osikowym lub podcinano mu ścięgna pod kolanami.

Ostatnia droga

Niezależnie od tego, czy spodziewano się powrotu zmarłego, czy też nie, odprowadzano go na cmentarz, aby tam pochować. Pogrzeb najczęściej następował trzy dni po śmierci. Wiele przesądów wiązało się z wyprowadzaniem zwłok z domu. Istotne było, aby ostatecznie pożegnać się ze zmarłym przez pocałunek (najczęściej w rękę). Bojaźliwi poprzestawali na dotknięciu dłoni nieboszczyka. Czyniono to tuż przed zamknięciem trumny. Osoby, które nie dopełniły tego obowiązku, musiały liczyć się z tym, że nieboszczyk będzie je nawiedzał. Z tej powinności zwolnione były kobiety w ciąży, gdyż kontakt ze zwłokami groził śmiercią nienarodzonego dziecka.
Starano się skłonić duszę do opuszczenia domu i udania się w ostatnią drogę wraz z ciałem. Wabiono ją modlitwą „Wieczne odpoczywanie", przewracano ławki, otwierano pomieszczenia i zamykane przedmioty, żeby gdzieś nie ugrzęzła. Aby zmarły „otrząsnął się" ze spraw doczesnych, stukano trzykrotnie trumną o próg przy jej wynoszeniu.
Dusze, którym trudno było oderwać się od ziemi, zostawały w rodzinnym domu. Bywały ciche i niekłopotliwe, lecz zdarzały się takie, które siały grozę wśród żyjących krewnych. Te rezydowały najczęściej na strychu. Aby się ich pozbyć, wyświęcano dom. Zdarzało się, że dusze nawiedzały krewnych jedynie w nocy Istniały metody pozbycia się niepożądanego gościa. Najbliższy krewny zmarłego udawał się na cmentarz i sprawdzał, czy w mogile nie ma żadnej szparki, którą dusza mogłaby wydostać się na zewnątrz. Jeśli takową wypatrzył, sypał w nią mak. Dusza zajęta liczeniem ziarenek nie mogła nawiedzać domowników. Mak można było również rozsypać wokół domu. Wówczas, nim dusza przekroczyła próg, musiała wyzbierać wszystkie ziarenka, a to zajmowało jej zwykle czas aż do świtu.
Podobno czlonkowie rodziny nieboszczyka nie powinni   spuszczac trumny do mogily ani rzucac na nia ziemie poniewaz moze to sprowadzic smierc na kogos z   nich - pogrzeb w Gostynicy listopad 1920Ceremonia wyprowadzania zwłok obwarowana była mnóstwem tabu. Wynosząc trumnę, uważano, aby nie dotknąć nią ścian chaty, bo sprowadziłoby to zgon na jednego z domowników. Obserwowano zachowanie koni zaprzężonych do konduktu. Jeśli grzebały kopytami w ziemi, wieściły kolejny zgon, podobnie gdy obejrzały się w stronę domu żałoby. Wszystkie mijane domy, na których spoczął ich wzrok, miała nawiedzić śmierć.
Zmarłemu towarzyszyła cała społeczność. Na granicy wsi czy miasteczka woźnica zrzucał garść słomy z wozu na znak ostatecznego odłączenia zmarłego od żywych. Żałobnicy szli zwykle w pewnym oddaleniu od trumny, aby ustąpić miejsca duszy kroczącej tuż za ciałem. Gdy kondukt mijał po drodze jakiś wóz, stangret musiał zawrócić, aby śmierć nie wsiadła na kozła i nie pojechała z nim. W drodze na cmentarz orszak zatrzymywał się przy wszystkich figurach i krzyżach przydrożnych, gdzie odmawiano modlitwy za zmarłego.
W kościele odbywała się uroczysta msza pogrzebowa. W pewnych regionach Polski wierzono, że podczas wprowadzania zwłok do kościoła Anioł Stróż kroczy przed trumną, a diabeł za nią (jeśli zmarły miał być zbawiony — w przeciwnym razie czart wędrował z przodu). By ujrzeć tę parę, należało spojrzeć przez otwór po sęku w kościelnej ławie. Po nabożeństwie orszak ruszał na cmentarz. Głosy dzwonów pogrzebowych prowadziły zmarłego do wieczności.
Niektórzy uważali, że członkowie najbliższej rodziny nie mogli spuszczać trumny do mogiły ani rzucać na nią ziemi, bowiem sprowadziłoby to śmierć na kogoś z nich. Sądzono, że zbytnie opłakiwanie mogło zachęcić zmarłego do powrotu. Dusza rozstawała się z ciałem w chwili, kiedy ksiądz rzucał na trumnę pierwszą garść ziemi. Wracając z pogrzebu, należało zachować ciszę i nie oglądać się za siebie.
Zakończeniem obrzędów pogrzebowych była stypa w karczmie. Tam bawiono się nieraz lepiej niż na weselu.

Wygnańcy i pokutnicy

Niektórzy nie dostępowali dobrodziejstwa wiecznego spoczynku na cmentarzu. Do grona banitów należeli krzywoprzysiężcy (z ich grobów wystawać miały uniesione podczas fałszywej przysięgi palce). Również samobójcy nie mogli być pochowani w poświęconej ziemi, a ich pogrzeby odbywały się bez oficjalnych ceremonii.
Gdyby złamano tę zasadę, sprowadzonoby nieszczęście na całą okolicę. Chowano ich na rozstajnych drogach, a w najlepszym razie pod murami nekropoli. Szczególny był los grabarzy. Ponieważ za życia deptali po grobach, grzebano ich na progu cmentarza.
Zdarzało się bardzo często, że dusze zmuszone były odprawiać pokutę na ziemi. Najczęściej przebywały w miejscu, w którym zgrzeszyły. Wszystkie potrzebowały mszy i modlitwy, niektóre prosiły żywych o konkretną pomoc. Należało spełnić te żądania. Zdarzało się, że nie mogły zaznać spokoju nie z własnej winy, ale przez zaniedbania przy pogrzebie, takie jak niewłaściwe wyniesienie trumny z domu, przechylenie jej podczas wkładania do grobu, niezaproszenie określonych osób na stypę itp. Wówczas trzeba było naprawić błąd.
Najłatwiej było spotkać ducha w nocy, choć zdarzało się to również w południe. Ulubionym ich miejscem były samotne dęby i brzozy. Szczególnie niebezpieczną okolicą były rozstaje. Przebywały tam porońce - nieochrzczone noworodki zamordowane przez matki. Owe dziecięce duszyczki ukazywały się również w miejscach swojego tajnego pochówku. Widać tam było mgliste światełka i słychać było dziecięcy płacz. Owe ogniki miały być płomykami świec, z którymi porońce szukały kogoś, kto by dopełnił sakramentu (dlatego wabiły ludzi w stronę wody). Tych, którzy nie uczynili zadość ich oczekiwaniom, topiły. Aby umożliwić im zbawienie, należało dokonać symbolicznego chrztu: pokropić miejsce, w którym ukazywało się światełko, święconą wodą, wygłosić formułkę: Jeśliś dziewczynka, nadaję Ci imię... Jeśliś chłopiec, nadaję Ci imię..., i położyć tam poświęconą koszulkę.
Wielu zmarłych odwiedzało bliskich z okazji ważniejszych świąt kościelnych. Ich wizyt można było się spodziewać w Wielkanoc, Boże Narodzenie i Zaduszki. Należało godnie ich przyjąć. Wstrzymywano się od pewnych prac, aby nie urazić stojącej obok duszy, i nie wylewano wody, aby jej nie oblać. Wystawiano dla niej poczęstunek i palono ogień, by mogła się ogrzać. Jeśli chciano sprawdzić, czy gościło się krewniaka z zaświatów rozsypywano wieczorem na podłodze piasek i wypatrywano na nim potem śladów stóp.
Może i my powinniśmy spróbować? Współczesne duchy nie straciły pewnie ochoty na utrzymywanie więzów rodzinnych.

Dorota Szlendak, absolwentka Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego.
Wiedza i Życie listopad 2004
Podziękowania dla Daisy za udostępnienie artykułu :)

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


  • Xena (2008-09-12 00:48:13) #841 | RAPORT
    Bardzo ciekawy artykuł, dodatkowo napisany językiem naukowym co powoduję zwiększenie jego wiarygodności. pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Monomagnum (2008-11-20 10:29:26) #1333 | PW | RAPORT
    To co jest zawarte w tym artykule to bardzo ciekawe... Jestem mądrzejszy o taką wiedzę... Ja osobiście gorliwie wierze w duchy i chętnie odprawie obrzędy tego typu... ale najpierw muszę dowiedzieć się czy to nie zakłóci spokoju zmarłego.
    super artykuł, ciesze się ze go przeczytałem!

    Odpowiedz
  • saintsmager (2008-12-15 16:44:58) #1655 | RAPORT
    Również gratuluję napisania tego artykułu w naukowy sposób. Bardzo się cieszę, że udało mi się go przeczytać do końca i uważam, że jest to jeden z najlepszych artykułów na tej stronie.
    Pozdrawiam wszystkich fanatyków duchów, demonologii i innych zjawisk paranormalnych, a szczególnie tych, którzy ich doświadczyli na własnej skórze...p. Dorocie Szlendak życzę kolejnych owocnych i wiarygodnych artykułów na ten i inne tematy ;)
    PS. artykuł napisany prawie 5 lat temu, a jednak nadal aktualny :) hehe

    Odpowiedz
  • Remacker (2008-12-29 19:54:15) #1804 | RAPORT
    Śniło mi się, że wypadały mi zęby, a tydzień potem zmarł mój dziadek (w Boże Narodzenie... O ironio!). Przypadek?

    Odpowiedz
  • marta (2009-01-03 19:39:27) #1874 | RAPORT
    a co mają do śmierc Twoje zęby ??

    Odpowiedz
  • mała (2009-01-04 02:56:30) #1876 | RAPORT
    Mojej Mamie w czwartek sniło sie mięso a w poniedziałek zmarła.mi natomiast śniło sie ze zęby mi pękały,coś w tym jest

    Odpowiedz
  • ... (2009-01-25 14:41:13) #2092 | RAPORT
    dzisiaj zmarł mój dziadzio. babcia zasłaniała lustra, już wiem dlaczego... chciałabym zobaczyć jego duszę przez dziurkę od klucza...

    Odpowiedz
  • Monomagnum (2009-02-17 10:17:12) #2346 | PW | RAPORT
    " Remacker (2008-12-29 19:54:15)
    Śniło mi się, że wypadały mi zęby, a tydzień potem zmarł mój dziadek (w Boże Narodzenie... O ironio!). Przypadek?

    marta (2009-01-03 19:39:27)
    a co mają do śmierc Twoje zęby ??"

    Widzę Marto że nie wiele wiesz na temat śmierci. Kultura staropolska nadejście śmierci utożsamiała z wieloma wydarzeniami. Byli to ludzie bardzo zabobonni, a sen o tym że wypadają Ci zęby był jednym z wielu zapowiadających jej nadejście.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Laurein (2009-08-04 12:21:25) #3582 | RAPORT
    Duchy istnieją naprawdę, ie wierzę , że to napisałam , ale tak istnieją .Miałam przyjemność ducha widzieć, w śnie i nie tylko. Kiedy zmarła moja babcia ,moja mam ja zobaczyła, potem przez cały dzień źle się czuła.

    Odpowiedz
  • Pingwin94 (2009-11-27 17:55:11) #4214 | RAPORT
    Artykuł - super! Interesujący, wciągający. Jak tylko zaczniesz, to przeczytasz i resztę. Zaglądając do niego nie spodziewałem się, że tyle zagadek z mojego dzieciństwa - pojęcie względne, wszakże mam zaledwie 15 lat - zostanie rozwiązanych...

    Odpowiedz
  • prinzesschin (2010-06-12 12:47:19) #5075 | RAPORT
    Cholerka... Z tymi sowami (puchaczami) to jakaś prawda jest. Moja prababcia i babcia od zawsze wierzyły, że gdy sowa pohukuje, to kogoś czeka śmierć. I tak na przykład na moim podwórku (blokowisko) sowa hukała kilka razy. Za każdym razem, po mniej więcej tygodniu, ktoś umierał...

    Odpowiedz
  • kacwhisky (2010-07-09 16:23:02) #5243 | PW | RAPORT
    Mi śnią sie wypadające zeby,i jak nimi pluje z krwia,bardzo często,nigdy naszczęscie nie doświadczyłem śmierci bliskich,na szczeście! Ale śnia mi sie czesto,moze cos w tym jest.

    Odpowiedz
  • wolfie (2011-11-25 15:27:24) #5597 | RAPORT
    Super. Nie wiem jak z czym ale mój owczarek niemiecki był geniuszem wyczuwania śmierci i niebezpieczeństw z dużym wyprzedzeniem. Bardzo mi go brak.

    Odpowiedz
  • Rudi (2017-07-02 22:53:06) #36606 | RAPORT | E-mail
    Mam wrażenie, że na temat prawdziwej śmierci nie wie pani kompletnie NIC. To dobrze. przeraziłoby to zarówno panią, jak innych. Śmierć , sama w sobie nie jest niczym strasznym. umieranie- tak! Widziałam i Wiem. wszelkie bzdury i powiadania z przeszłych czasów, zwłaszcza na wsiach może przerazac. Niestety, nasza Wiara jest przerażająca! Do gruntu! szkoda, bo Chrystus był dobrym człowiekiem z pewnoscią i szkoda, że niektórzy próbują to zniekształcić.
    Mimo wszystko, zyczę Wszystkim dobrych mysli i losów!!
    pozdrawiam.


    Odpowiedz
Tagi
Inne artykuły
o podobnej tematyce
SŁUCHAJ NAS
SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
NEWSLETTER
RAMÓWKA NA DZIŚ
ARCHIWUM AUDYCJI
WESPRZYJ
RADIO PARANORMALIUM
POLECANE KSIĄŻKI
NAJNOWSZE FILMY
Copyright © 2004-2019 by Radio Paranormalium