Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd.
dostępne jest z poziomu forum
Komentarz o ID 34629 do audycji:
4 listopada 2016
(wróć do audycji)
  • SkrzydlataŻmija (2016-11-12 2:02:37) | RAPORT
    Co do logiki, wykładana i ćwiczona jest na studiach: filozofia, teologia, prawo, matematyka, co do informatyki nie jestem pewien, ale jest tam wykładana cybernetyka (może być pod inną nazwą, np. teoria encji, nauki systemowe, teoria gier) bardzo mocno oparta o logikę.
    Faktem jest, że w Europie średniowiecznej logiki uczono zawsze już w podstawówkach (szkoły przyparafialne)i kontynuowano na wszystkich studiach tamtych czasów; odszedł od tego współczesny system edukacji powszechnej (w Polsce Komisja Edukacji Narodowej powstała przed samymi rozbiorami). Józef Kossecki, cybernetyk, w jednej z książek (chyba "Tajniki sterowania ludźmi") przytacza ukaz carski, w którym car zabrania nauczania logiki i czytania książek traktujących o logice, uzasadniając, że ludzie tak wykształceni, mają skłonność do kwestionowania postanowień władz państwowych i samorządowych, a poddany carski powinien słuchać poleceń władzy pokornie i z durnowatym wyrazem twarzy. I chyba o to samo chodzi też pozostałym rządzącym, o co chodziło carowi (chyba Aleksandrowi, ale mogę nie pamiętać już imienia monarchy). W średniowieczu (ponoć mrocznym) uczono też logicznego sposobu dyskusji naukowej, na argument adwersarza należało odpowiedzieć odnosząc się logicznie do tego co mówił przedmówca, co stosowano w średniowiecznych dysputach naukowych na dworach książęcych i uniwersytetach (fakt, obok emocjonalnych obraźliwych obelg, ale te nie przesądzały kto ma rację). Obecnie jeden profesor mówi swoje np. o niebie, a drugi swoje np. o chlebie, jedno nic nie ma do drugiego, a słuchacze nie widzą w tym nic dziwnego. Obecnie panuje kult autorytetu, każdy powołuje się na książki i nazwiska poprzedzone tytułami, dyplomami, a nikt nie kwapi się powtórzyć eksperymentu, albo przeprowadzić logicznego dowodu, czego najczęściej nie potrafi zrobić, bo ma mózg dokładnie wyprany przez powszechną edukacje i media typu TV.

    • Antares (2016-11-12 8:38:54) | RAPORT
      Zgodzę się niemal w 100%. Bezzasadny kult autorytetu jest przemożny (słowo-klucz to „bezzasadny”). To widać nawet na naszym podwórku i nie trzeba sięgać daleko. Czy można nazwać autorytetem kogoś kto przeważnie się myli? W Stanach moja znajoma tak zdefiniowała celebrytę „famous from being famous” („sławny z bycia sławnym”). Niestety w Polsce ma to też zastosowania do tych - pożal się Boże! – autorytetów. Nie chce wchodzić na poletko polityczne – ale niemal wszystkie autorytety socjologiczne czy politologiczne (a nauka kosztuje i to niemało!) powinny schować się do mysiej dziury, bo wg nich Komorowski powinien zwyciężyć w pierwszej turze, Brexitu być nie powinno, a Clinton powinna zdobyć ponad 300 głosów elektorskich. To co można sądzić o ich profesjonalnych kwalifikacjach i znajomości tematu?

      Do tego w Polsce i większości krajów EU jeszcze dochodzi szkodliwe zjawisko łamania kręgosłupa i wywalania poza nawias naukowy, a więc de facto w ogóle z nauki młodych osób które mają poglądy i co ciekawe już na tym etapie da się te ich twierdzenia naukowe udowodnić. Bardzo często przyznaje się po latach ten miał rację, tamta miała rację – tyle że w miejscu gdzie z 90% puli pieniędzy na naukę pochodzi od państwa oznacza to koniec badań. Dochodzi do tego, że „autorytet” (który bierze się nie wiadomo z czego) na dobre przerywa karierę naukową komuś obiecującemu, przy czym „autorytet” świetnie sobie żyje z opowiadania rzeczy wątpliwych lub niewielkiej wartości naukowej, a po latach ktoś sobie przypomina „Iksiński o tym pisał już w 1992, niestety badania nie były kontynuowane”, przy czym nie ma ŻADNEJ refleksji dlaczego Iksiński nie prowadzi badań naukowych i przebranżowił się na pracownika biurowego.

      I już na koniec co do tych dyskusji profesury, bardzo często przy pomocy mediów, przypomina się żydowski dowcip. Pokłóciło się dwóch Żydów. Obaj mieli krańcowo różne zdania co do przedmiotu sporu, ale nie mogli rozstrzygnąć który ma rację, więc poszli w tej sprawie do rabina. Wykładają sprawę, a na to rabin do pierwszego „Masz rację!” i do drugiego „I ty też masz rację!”, na co wtrącił się tam stary Żyd „Ależ rebe, przecież jeden i drugi nie mogą mieć NARAZ racji!”. A rabin na to: „I ty też masz rację!”.





    DODAJ ODPOWIEDŹ DO TEGO KOMENTARZA

  • SŁUCHAJ NAS
    SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
    NEWSLETTER
    RAMÓWKA NA DZIŚ
    ARCHIWUM AUDYCJI
    WESPRZYJ
    RADIO PARANORMALIUM
    NAJNOWSZE ARTYKUŁY
    Copyright © 2004-2020 by Radio Paranormalium