huśtawka niemowlęca







Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd.
dostępne jest z poziomu forum

Dziecięce abdukcje


Dodano: 2015-10-27 20:26:18 | Wyświetleń: 2802 | Przeczytam później


Fenomen abdukcji to jeden z najbardziej wrażliwych obszarów badań. Choć relacje o wzięciach i inne związane z UFO doniesienia zwykle pochodzą od osób dorosłych, czasami o podobnych doświadczeniach opowiadają również dzieci. Ich relacje często zawierają szczegóły pokrywające się z tymi, o których wspominają dorośli. Mamy więc podobne okoliczności, narrację, istoty i to, co następuje po domniemanych zdarzeniach tego typu. Często również inni członkowie rodzin małoletnich "abductees" także mają za sobą doświadczenie wzięcia. Rodziny wielu z takich dzieci mają pewne powiązania z wojskiem - członek rodziny pracuje dla armii, bądź też rodzina mieszka w pobliżu bazy wojskowej.

Niektórzy badacze, tacy jak Deborah Truncale, uważają że doniesienia dzieci powinniśmy traktować równie poważnie, co opowieści dorosłych. Truncale w swoich publikacjach wymienia kilka charakterystycznych zachowań dzieci zmyślających historię, takich jak robienie przerw aby się zastanowić, próba poznania reakcji słuchającego, czy też staranie nawiązania fałszywego, przekonującego kontaktu wzrokowego. U dzieci mających za sobą wzięcie przez obce istoty takie zwyczaje nie występują - zamiast tego, jak twierdzi, dzieci są "ogólnie bardziej ożywione [niż te zmyślające historie] i mówią szybko, opowiadają o zdarzeniu, nie wykazując zachowania charakterystycznego dla opowiadania bajek".

Niektórzy badacze uznający prawdziwość abdukcji twierdzą, że dzieci w swoim "banku obrazów" nie posiadają wizerunku szaraka, przez co ich doniesienia prawdopodobnie nie wywodzą się z kulturowych przedstawień zjawisk związanych z UFO.

Budd Hopkins swego czasu zbadał ofertę "kilku sklepów z maskami i nowymi towarami", szukając komercyjnie produkowanego kostiumu szaraka przeznaczonego dla dzieci, niczego jednak nie znalazł. Uważa on, że stanowi to dowód na prawdziwość hipotezy, jakoby młode dzieci nie były "skażone" kulturowymi wizerunkami "szaraków". Podobnego zdania jest John Carpenter, który poprosił kiedyś znajomego nauczyciela, aby polecił dzieciom narysować kosmitę - i żadna z istot przedstawionych na rysunkach nie przypominała typowego szaraka. Co prawda dziś można już kupić kostiumy kosmitów w rozmiarze "dziecięcym", jednak są to przebieranki przeznaczone dla zdecydowanie starszych, nastoletnich już dzieci. Tymczasem duża część relacji o porwaniach przez obcych pochodzi od dzieci mających kilka lat.



Charakterystyka zachowania dziecka po abdukcji

Dzieci wydają się reagować na domniemane doświadczenia abdukcyjne w sposób odmienny niż czynią to dorośli. Wielu dorosłych zaczyna powątpiewać w stan swojego zdrowia psychicznego lub autentyczność tego, co przeżyli. Dzieci natomiast nigdy nie wątpią w autentyczność swoich doświadczeń. W przypadku dorosłego, doświadczenie wzięcia może podważyć większość jego poglądów na świat. Dzieci jednak, z uwagi na formujący etap rozwoju, łatwiej asymilują to przeżycie ze swoim rozwijającym się światopoglądem.

Spośród osób które przeżyły abdukcję wielokrotnie, wiele twierdzi że jako dzieci w wieku 2-6 lat byli nawiedzani przez kule światła, które nocą wchodziły do ich pokoi. Kule zachowywały się tak jak gdyby bawiły się z dziećmi i latały po całym pokoju. Niektórzy interpretują to w taki sposób, że kule pomagają rzekomo wziętym osobom rozwinąć zdolności parapsychiczne, podobnie jak fizyczna piłka pomaga rozwinąć koordynację i sportową sylwetkę. Z tego względu te nienamacalne kule nazwano "psychicznymi zabawkami". Choć tego typu widma mają występować regularnie, nie stwierdzono aby członkowie rodzin wziętych osób obserwowali podobne zjawiska.

Poszukując racjonalnych wyjaśnień dla głębszych tajemnic otaczających zjawisko abdukcji, sceptycy niejako "w imię zasad" odrzucają wiele doniesień od osób, które twierdzą że zostały zabrane przez obce istoty wbrew swojej woli. Dla obalacza (z ang. debunker), obcy to tylko i wyłącznie produkt nadmiernie aktywnej wyobraźni, być może inspirowanej czynnikami kulturowymi, bądź też obiekt mający pomóc tym, którzy poszukują sławy, jaką zapewniłoby im twierdzenie o wejściu w interakcję z istotami z innych światów. Pewne okoliczności powodują jednak, że wzięci - z uwagi na swój młody wiek - nie wykazują żadnego zainteresowania zyskiem materialnym bądź innego rodzaju korzyściami - a mimo to opisują przerażające spotkania z istotami w okolicznościach, których do końca nie rozumieją.

Wybrane przypadki

Zagadka dziecięcych spotkań z obcymi istotami może być jeszcze bardziej niepokojąca niż przeciętny przypadek abdukcji, szczególnie że u wielu obecne są wspomnienia o tych samych przerażających okolicznościach, w tym inwazyjnych zabiegach medycznych, jak też obecności dziwnych, obcych "hybryd". Każdy kochający rodzic ze zrozumiałych względów byłby zaniepokojony, gdyby ich chodzące do podstawówki dziecko zaczęło opisywać spotkania z "nieznajomymi" którzy - pod wszelkimi względami - wyglądają wyjątkowo dziwnie. Dokładnie tak było jednak w przypadku pewnej kobiety ze stanu Kentucky w USA, która w czerwcu 2015 roku zgłosiła do prowadzonej przez MUFON Amerykańskiej Bazy Zgłoszeń od Świadków dziwne spotkanie jej małoletniego syna.



"Tego ranka przyszedł do mnie wyraźnie zdenerwowany", twierdziła kobieta, opisując jak syn podszedł do niej, płacząc i "opowiadając jak śnili mu się kosmici... zwykle nigdy nie traktowałam go poważnie, ale tego ranka sposób, w jaki się zachowywał, spowodował że go wysłuchałam". Oto fragment oryginalnego zgłoszenia do MUFON-u:

"Zaczął mi opowiadać, jak (we śnie) obudził się i mały szary człowiek wyprowadził go przez drzwi i zabrał na ich statek. Szary człowiek miał wielkie czarne oczy, a gdy zapytałam o nos, syn podniósł swój i przycisnął go do twarzy - może chodziło mu o to, że nie było nic więcej oprócz dziurek?

Zapytałam o ich ręce, a syn odpowiedział że ich palce wyglądały jak patyki.

Mówił, że statek był srebrny i posiadał żółte, zielone i białe światła. Według niego, była to kula z obręczą (...) Mówił, że zabrali go na księżyc.

Powiedział mi, że rozmawiali, szepcząc, i że pamięta jak zwrócili się do niego słowami "Zostań... zostań z nami". Cały czas to powtarzał. Mówił, że był przerażony i poprosił ich, żeby zawieźli go do domu, do Mamusi".


Czy dziecko kobiety, która zgłosiła to zdarzenie do MUFON-u, rzeczywiście przeżyło spotkanie z obcymi istotami?

Inny interesujący przypadek pochodzi z hrabstwa Auglaize w stanie Ohio. Ta relacja, nadesłana przez pragnącego zachować anonimowość autora, została opublikowana przez badacza i publicystę B. J. Bootha na łamach serwisu ufos.about.com:

"W 1988 roku nasza rodzina mieszkała w małym mieszkaniu w miasteczku w hrabstwie Auglaize w stanie Ohio. Nie chcę podawać lokalizacji ani naszego nazwiska. Miałem wówczas 11 lat i mieszkałem w jednym pokoju ze swoją 10-miesięczną siostrą.

Pewnej nocy, gdy spaliśmy, zauważyłem jednostajny warkot dochodzący zza naszego okna.

Odgłos trwał przez kilka minut, po czym w końcu przestał być słyszalny. Kilka nocy później znów usłyszałem ten sam dźwięk. Spojrzałem na zegarek, była godzina 3:24 nad ranem.

Tym razem dźwięk utrzymywał się przez wiele minut. Wyszedłem z łóżka i spojrzałem przez okno. Zauważyłem małe, jaskrawe białe światło, które zdawało się pulsować wysoko na niebie. Obserwowałem je przez kilka minut. Ani razu się nie poruszyło, jedynie pulsowało. Następnie zniknęło, a warczenie ustało.

Następnego ranka opowiedziałem mojej matce o dźwięku i świetle. Stwierdziła, że niczego nie zauważyła. Kilka nocy później przygotowywałem się do snu. Moja siostra spała już w swoim łóżeczku. Wszedłem do sypialni i zauważyłem dziwny zapach.

Przypominał mi zapach płynu do odkażania rąk.

Spojrzałem w stronę łóżeczka siostry - było puste. Wcześniej stało w łazience, więc sądziłem że moja matka zabrała siostrę do sypialni rodziców. Leżałem na łóżku i czytałem czasopismo, w tle cicho grało radio. Po chwili spojrzałem na zegarek. Była 10:20 wieczorem.

Pomyślałem, że moja matka już śpi, a siostra śpi razem z nią. Ojciec pracował na nocną zmianę, więc sporadycznie siostra nocowała razem z mamą. Brało mnie już na spanie, więc wyłączyłem światło i położyłem się.

W pewnym momencie wystraszył mnie dziwny sen. Pamiętam, że byłem zmrożony i nie mogłem się poruszyć. Nagle obudziłem się i otwarłem oczy. Było mi bardzo zimno, mimo iż był wtedy lipiec i nie mieliśmy jeszcze klimatyzacji. Znów pojawił się ten warczący dźwięk.

Próbowałem wyjść z łóżka, jednak nie byłem w stanie. Czułem się bardzo słaby i zdezorientowany. Warczenie stawało się coraz głośniejsze i zaczęło przyprawiać mnie o ból głowy. Próbowałem zawołać matkę, nie mogłem jednak wydobyć dźwięku z ust. Wtem nagle sypialnia zaczęła się wypełniać białym światłem.

Najjaśniej było nad łóżeczkiem mojej siostry. Gdy światło stało się silniejsze, zauważyłem coś przez ścianę. Gdy tak obserwowałem, forma stała się widoczna. To moja siostra unosiła się nad łóżeczkiem twarzą w dół.

Weszła przez światło i poprzez ścianę. Jej ciało powoli zniżało się do łóżeczka, a światło - jak też warczący dźwięk - zaczęło słabnąć. Natychmiast odzyskałem pełną sprawność.

Wyskoczyłem z łóżka i podszedłem do siostry. Spała, i wyglądało na to, że nic jej nie jest. Stałem tam przy łóżeczku i obserwowałem ją, zastanawiając się, czy powinienem opowiedzieć matce, co widziałem. Postanowiłem zachować to w tajemnicy. Niedługo potem przeprowadziliśmy się do większego mieszkania. Siostra i ja mieliśmy osobne pokoje.

Przejdźmy do teraźniejszości. W zeszłym tygodniu [koniec stycznia lub początek lutego 2014 r. - przyp. Iv.] spotkałem się z siostrą w jej domu w Michigan. Posiada rodzinę i dwoje wspaniałych dzieci. Gdy siedzieliśmy u niej w pokoju dziennym i rozmawialiśmy, zaczęła mi opowiadać o czymś, co jej powiedziała jej pięcioletnia córka.

Przypuszczalnie jej córka przeżyła doświadczenie podobne do tego, które przytrafiło się siostrze gdy miała 10 miesięcy. Opowiedziałem siostrze ze szczegółami, co się z nią wówczas działo. Spojrzała na mnie i wspomniała, że wydawało jej się że doświadczyła kilku wzięć, oraz że kilka lat wcześniej przeżyła tajemnicze spotkanie z dziwną istotą, na którą natknęła się w sypialni.

Poza tym, siostra nie miała żadnych innych wspomnień. Oto cała historia. Nie wydaje mi się, abym sam przeżył coś podobnego, nie jestem jednak do końca pewien. Dziękuję, że poświęciliście mi swój czas i myśli".


Kilka innych interesujących przypadków zostało przedstawionych we wcześniejszym artykule opublikowanym na łamach naszego serwisu, zatytułowanym Wzięcia dzieci przez obce istoty.



Przypadki z Polski Mamy również kilka interesujących przypadków z Polski. Jeden z nich pochodzi z archiwum nieżyjącego już badacza ufologii, Kazimierza Bzowskiego, a udostępniony został przez znanego naszym słuchaczom ufologa Arkadiusza Miazgę:

Incydent "Zielonka 1993" - 1993.07.25

Przebieg zdarzenia: Małżeństwu jadącemu taksówką z Warszawy do Zielonki przez kilkanaście minut towarzyszył NOL, który później unosił się nad ich domem i został sfilmowany na taśmie video. Zachodzi podejrzenie, iż załoga NOL interesowała się pasażerami taksówki.

Poniższe pomiary wykonano 15 sierpnia 1993 r.

- pomiar "tła" (trawnik przed domem) pod kątem promieniowania gamma = 8 mkR/h

- pomiar dokonany wewnątrz "kręgu NOL", w odległości l metra od miejsca pomiaru "tła" = 18 mkR/h

- pomiar "tła" (trawnik przed domem) pod kątem promieniowania beta = 11 ppm

- pomiar dokonany wewnątrz "kręgu NOL" (jak wyżej) = 14 ppm Pomiary promieniowania gamma wewnątrz domu:

- pomiar "tła" przy ścianach pokoju dziennego = 18 kmR/h

- pomiar "tła" (taras) na wysokości l piętra = 12 mkR/h

W trakcie pomiaru metodą p. Wilka, na środku pokoju dziennego wykryto dwumetrowej średnicy "krąg NOL", ale – zdaniem mierzącego – "nieczynny" choć jakby przygotowany do pojawienia się w tym miejscu NOL. Wykonany zaraz potem w tym miejscu pomiar promieniowania gamma daje wynik = 22 mkR/h.

Jak wspomniałem, powyższe pomiary wykonano 15 sierpnia 1993 r. pomiędzy godziną 13.30 a 17.00 i tutaj bardzo istotna staje się relacja córeczki tych państwa, 4 i półletniej Agnieszki, która następnego dnia rano poprosiła mamę o kredki i papier i... narysowała minireportaż z miejsca określonego przez nią "chmurką", która w nocy była nad ich domem i właśnie do tej "chmurki" dwóch obcych ją zabrało...

Zauważmy: dziecko nie umiało wówczas pisać, czytać ani rachować. Nigdy nie widziało programu w TV ani na video na temat NOL ani o ich załogach, a mimo tego narysowało obiekt o takiej samej ilości okien jak podała to jej matka, która przez ponad godzinę obserwowała 25 lipca owego roku NOL towarzyszący jej i dwóm osobom na trasie z Warszawy do domu, a następnie unoszącego się nad domem, który zresztą sfilmowała na taśmie video.

Mało tego, dziecko narysowało "szaraka" o bardzo dużej głowie, z olbrzymimi czarnymi oczyma. Rysując "obcych" na czterech kolejnych rysunkach umiejętnie rysowała "coś" w okolicach uszu, względnie ich duże spiczaste uszy. Na ten temat dziecko złożyło nam relację w obecności swojej matki już 16 sierpnia 1993 roku o godzinie 17.00...

Dziewczynka prawdopodobnie posiada implant, jeszcze z 25 lipca, który wszczepiono w kręgosłup, co stwierdzono 15.08.93 r.




Inny ciekawy przypadek stał się udziałem pana Tadeusza Kujdy, który zrelacjonował całe zdarzenie w długim liście do czasopisma "Nieznany Świat". Jest to jednocześnie jedna z najstarszych polskich relacji o abdukcjach.

Rzecz działa się na początku lat pięćdziesiątych w okolicach Głuchołazów na granicy z Czechosłowacją. Świadek - wówczas nastolatek - siedział przy ognisku z dwoma kolegami. Nagle wszyscy trzej zauważyli kulę barwy czerwonawej, która po jakimś czasie zawisła w powietrzu nad rzeką Biała, w odległości 15 metrów od nich. Oddajmy głos panu Tadeuszowi:

"Miała czerwono-pomarańczową barwę, ale niejednolitą. Oba te kolory jakby mieszały się ze sobą, natomiast na krawędzi obiektu znajdował się pierścień szerokości mniej więcej metra, na którym - na całym jego obwodzie - widniały elementy przypominające kawałki zrolowanego dywanu uformowane z jakichś jasnych oparów czy też "zakrzywionych warstw światła". Były to krótkie odcinki pozostające w ciągłym ruchu".

Obserwując fenomen przez chwilę, świadkowie zaczęli czuć coraz silniejsze przerażenie, po czym po jakimś czasie rzucili się w panice do ucieczki. Koledzy pana Tadeusza byli tak przerażeni, że bali się wracać do własnych domów i postanowili przenocować u niego. Po kilku dniach pan Tadeusz odkrył u siebie na nodze dziwną "narośl". Jak twierdził, sprawiała wrażenie jak gdyby była uformowana z twardej gumy i miała oba końce obłe.

Po spotkaniu z dziwnym obiektem świadek czuł się źle i odczuwał dziwne "mrowienie". Po jakimś czasie zaczął sobie stopniowo przypominać to, co zdarzyło się wówczas nad rzeką, a co w jakiś sposób zostało wymazane z jego pamięci. W liście do "Nieznanego Świata" pisał: "Widziałem zawsze ten sam obraz: jest ciemno, wokół jakieś wysokie zarośla czy trzciny. Towarzyszy temu jakiś potworny szum. Widzę, jak w moim kierunku idzie jakaś postać, dostrzegam zarysy sylwetki. Ta postać coś do mnie krzyczy. Boję się jej".

Pan Tadeusz Kujda nie zdecydował się niestety na przeprowadzenie hipnozy regresywnej celem odzyskania ewentualnych dalszych wspomnień, nie wiadomo też czy jego koledzy wspominali o podobnych wizjach. Niemniej jednak przypadek jest nadzwyczaj interesujący.

Jak mówi znany naszym słuchaczom ufolog Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, przypadkom wzięć towarzyszy zwykle obserwacja niezidentyfikowanego obiektu latającego. Często - jak to miało miejsce w przypadku pana Tadeusza - dochodzi do utraty pamięci w czasie kontaktu, a na ciałach ofiar wzięć pojawiają się tajemnicze ślady, zaś na zdjęciach rentgenowskich widoczne są dziwne przedmioty wewnątrz ciała, swego rodzaju implanty.



Inny ciekawy przypadek - a przy tym również dość stary - pochodzi z okolic Węgierskiej Górki. Sprawą zajmował się ufolog Bronisław Rzepecki, który opisał ją na łamach swojej książki "Bliskie spotkania z UFO w Polsce". Pragnąca zachować anonimowość kobieta (podpisana jako E. W.) latem 1954 roku bawiła się z rówieśnikami. Świadek miała wówczas 11 lat. Wszystko działo się na polanie (dziś porośniętej lasem), w odległości ok. 500 metrów od najbliższych zabudowań i ok. kilometra od rzeki Soły.

Pani E. W. wybrała się z czwórką innych dzieci do lasu na grzyby. Wszyscy spotkali się na moście około godziny 9:00. Dotarłszy do lasu, w pewnym momencie E. W. odłączyła się od reszty grupy. Jak relacjonowała Rzepeckiemu, czuła jakiś dziwny przymus kierowania się w tamtą stronę, a gdy znalazła się kilkadziesiąt metrów od polany, na której niedługo potem doszło do bliskiego spotkania, ujrzała światło. Zbliżając się do niego, po chwili uświadomiła sobie, że wychodzi ono z obiektu unoszącego się nad polaną na wysokości 1-1,5 metra. E. W. szła prosto w stronę jego prostokątnych drzwi o wysokości ok. 2 metrów. Jak mówiła, nie czuła strachu, kroki zaś stawiała "mechanicznie".

Długość obiektu, który miał kształt poziomo leżącego walca, świadek oceniła na ok. 60 metrów. Nie była w stanie oszacować jego wysokości, gdyż górną część pojazdu otaczała mgła - świadek "na oko" oceniła ją na 5 metrów. Do środka obiektu weszła po czterostopniowych schodkach, a gdy znalazła się wewnątrz stwierdziła, że grubość zewnętrznej powłoki obiektu wynosiła ok. 12 cm. Obiekt miał gładką powierzchnię i był "koloru słońca".

Idąc w stronę obiektu, E. W. zauważyła stojącą w drzwiach istotę wzrostu ok. 1,7 metra, która stała do niej bokiem. Jak pisze Rzepecki, istota posiadała "białą skórę na twarzy oraz podobne do naszych, ale nieco większe i lekko zwężone ku skroni, oczy. Ubrana była w szczelnie opinający ciało kombinezon, zakrywający – z wyjątkiem twarzy – całą głowę". Nie udało się ustalić koloru jej ubrania. Ponadto, istota posiadała również "garb" na plecach, który posiadali również goście z Emilcina.

Znalazłszy się w środku obiektu, świadek otrzymała "myślową" komendę aby się zatrzymać. Wnętrze obiektu było kwadratowe, a na metalicznych ścianach znajdowało się coś co przywodziło jej na myśl "wiszące obrazy", rodzaj "płaskich pulpitów". Przy każdym z czterech pulpitów stała jedna istota, przy czym świadek widziała je wszystkie od tyłu. Te istoty były nieco niższe od tej, którą E. W. widziała jako pierwszą, miały bowiem ok. 1,5 metra wzrostu. Miały na sobie jednoczęściowe kombinezony koloru szarego i nie posiadały garbów. Wewnątrz pomieszczenia znajdował się również matowy metalowy "słup" łączący podłogę z sufitem. E. W. otrzymała kolejną komendę, aby usiąść w jego pobliżu - co też uczyniła. W tym momencie jej wspomnienia się urywają.

Następną rzeczą, jaką pamiętała, było to że dzieci obudziły ją i szarpały za ramię, krzycząc "Gdzie tak długo byłaś?!". Była godzina 16:00. Warto nadmienić, iż koledzy pani E. W. kilkukrotnie przechodzili przez okolicę, w której cała rzecz się działa, i nie zauważyły ani obiektu NOL ani swojej koleżanki. Świadek wspominała też, że po obudzeniu jej przez dzieci zdziwiła się, że minęło tak dużo czasu, i że miała wrażenie że "gdzieś leciała".

Ta relacja, choć niewątpliwie interesująca, budzi pewne kontrowersje ze względu na fakt, iż kilka lat po zrelacjonowania wydarzenia E. W. skontaktowała się z Bronisławem Rzepeckim celem przekazania nowych szczegółów. Wspominała między innymi o wizycie na innej planecie i spotkaniu z Maryją i Jezusem. Okazało się jednak, że po zrelacjonowaniu zdarzenia z 1954 roku świadek zainteresowała się ufologią i sięgnęła po wydany w 1987 roku polski przekład książki "Sprawa Andreassonów", prawdopodobnie więc historia o "podróży w kosmos" została dodana przez świadek pod wrażeniem tamtej opowieści.

Inny ciekawy przypadek wzięcia dziecka przez obcą istotę zrelacjonował Grzegorz Domański, a zamieścił go na swoim blogu, również znany słuchaczom Radia Paranormalium, ufolog z Legnicy Damian Trela. Pierwsze szczegóły całej sprawy badacz poznał, będąc z wizytą u znajomych, państwa Rybnickich (nazwisko zmienione), 2 stycznia 1999 roku. Ich córeczka, dwuletnia wówczas Paulina, potrafiła już dość dobrze mówić i znana była z tego, że na powitanie lubiła pochwalić się, co ostatnio robiła, gdzie była, co widziała. Tym razem jednak zaskoczyła wszystkich, opowiadając o tym, jak to pewnej nocy (zdaniem rodziców było to nocą z 30 na 31 grudnia 1998 r.) zobaczyła w swojej sypialni "chłopczyka", który przyszedł i się jej przyglądał. Rodzice potraktowali to jako zwykły sen. Niepokój pojawił się jednak, gdy zauważyli, że córka powtarza ów "sen" już któryś raz.

Grzegorz Domański odwiedził rodzinę ponownie tydzień później i znów usłyszał od Pauliny tę samą historię, na co jej rodzice stwierdzili, że "wciąż opowiada znajomym ten sen". Dodali jednak, że jeszcze nie zdarzyło się, aby córka z takim uporem opowiadała o czymś przez kilka dni, wizja musiała więc wywrzeć na nią spory wpływ.

Dwa tygodnie po tym wydarzeniu nadarzyła się okazja, aby wypytać Paulinę o szczegóły bez towarzystwa rodziców. Zadawszy dziewczynce kilka pytań, Domański nabrał przekonania, iż nie jest to zmyślona historia - fantazjujące dzieci zwykle opowiadają z entuzjazmem, używając pełnych zdań, i nie trzeba ich o nic specjalnie wypytywać, Paulina odpowiadała jednak pojedynczymi słowami, i to badacz musiał z niej "wyciągać" każdy strzępek informacji. Oto, co panu Domańskiemu udało się ustalić na podstawie rozmowy z Paulinką:

Była późna noc. Paulinka najwyraźniej po przebudzeniu zauważyła w swoim pokoju postać "chłopczyka". "Chłopczyk" był z nią sam na sam, nie komunikował się z nią, a jedynie uważnie jej się przyglądał. Miał duże ciemne, najprawdopodobniej czarne oczy, które Paulinka nazwała później "okularami". "Chłopczyk" miał dużą głowę, pozbawioną włosów, długie i chude kończyny, w ręku trzymał coś na kształt długopisu ze światełkiem na końcu, i dotknął tym przyrządem czoła Paulinki. Obcy posiadał na czole coś, czego Paulina nie potrafiła opisać. Według Pauliny, jedna noga "chłopczyka" wyglądała na złamaną. Przez cały czas za oknem migały jakieś światła. Istota po jakimś czasie oddaliła się od Pauliny, a następnie wskoczyła do dziury w ścianie i zniknęła.

Przytoczony przez dwuletnią Paulinę opis postaci jako żywo przypomina "szaraka", tak często pojawiającego się w relacjach dorosłych wziętych i znanego między innymi z relacji państwa Hillów, Andreassonów czy Whitleya Striebera. Jednocześnie wydaje się zupełnie nieprawdopodobne, aby dwuletnie dziecko znało szczegóły bądź miało jakąkolwiek styczność z treścią publikacji odnoszących się do tych zdarzeń. Jest również mało prawdopodobne, aby dziewczynka widziała wcześniej jakiś film fabularny czy inną produkcję opartą na tamtych wydarzeniach, tym bardziej że rodzice - pobożni chrześcijanie mający negatywny stosunek do wszystkiego, co związane jest z NOL-ami - nie pozwoliliby jej czegoś takiego oglądać.

Po zapoznaniu się z historią Pauliny, Grzegorz Domański postanowił obejrzeć jej pokój. Badacz stwierdził, że z pozycji leżącego, a nawet siedzącego na łóżku dziecka jej wzrostu nie dało się w oknie dostrzec okien sąsiedniego budynku - te widoczne były dopiero po wstaniu i podejściu do parapetu (pod warunkiem, oczywiście, że ma się jakieś 30 cm wzrostu więcej niż miała wówczas Paulina). Badacz wykluczył również możliwość zobaczenia przez dziewczynkę powszechnie wystawianych w tym okresie świecących dekoracji świątecznych. Na ścianie, w miejscu w którym według Pauliny postać wskoczyła do "dziury", nie wisiał wówczas żaden obraz. Nie ma tam również okna, ponieważ za ścianą znajduje się sąsiedni pokój, drzwi z kolei znajdują się na zupełnie innej ścianie.

Teoretycznie doświadczenie małej Pauliny można by wyjaśnić jako zwykły sen. Sny stanowią jednak odbicie naszych codziennych myśli, wobec czego pojawienie się takiego snu u tak młodego dziecka wydaje się bardzo mało prawdopodobne, by nie rzec - niemożliwe. Świadczy o tym również zbyt duża jak na sen szczegółowość relacji, oraz fakt że jej elementy pokrywają się z wieloma szczegółami przytaczanymi przez wziętych z całego świata.

Uwagę zwraca również przyrząd, jakim posługiwał się "chłopczyk". W wielu relacjach z abdukcji obce istoty używają przyrządów, którymi unieruchamiają porywane przez siebie osoby, bądź też stymulują nastrój porwanego. Działający jak swoista "magiczna pałeczka" przyrząd w ręku "chłopczyka" mógł wysłać impuls uspokajający, zaś "dziura w ścianie" przywodzi na myśl rodzaj ekranu, jakim posługują się obcy aby teleportować się do swojego statku. Niestety, w przypadku Pauliny nie wykonano regresji hipnotycznej, gdyż tę przeprowadza się tylko na dorosłej osobie i za jej wyraźną zgodą - polegamy wyłącznie na historii którą, jak wiemy, bardzo często powtarzała. Pozostaje mieć nadzieję, że Paulina - teraz już dorosła dziewczyna - wyrazi w przyszłości zgodę na przeprowadzenie regresji hipnotycznej, i być może wówczas dowiemy się czegoś więcej.

Relacja Pauliny bardzo przypomina inny przypadek sprzed wielu lat, o którym pisał Budd Hopkins w swojej książce "Intruders". Zdarzenie miało miejsce w 1965 roku w miejscowości Copley Woods. Wówczas to czteroletni Robbie Davis widział, jak po jego sypialni spaceruje postać o wielkiej głowie z czarnymi oczami i "niewidzialnymi ustami". Postać następnie wyszła ze ściany i podeszła do jego młodszego brata Tommiego, wykazując wyraźne nim zainteresowanie. Po jakimś czasie postać wróciła tą samą drogą, czyli przez ścianę. Późniejsze dochodzenie wykazało, że Robbie nie kłamał, a jego młodszy brat nie zbudził się, choć zwykle miał bardzo lekki sen. Jak by tego było mało, na ciele Tommiego pojawiły się wyraźne oznaki manipulacji przez osobę trzecią.

Były pracownik NASA i Boeinga, Michael Menkin, od wielu lat zbiera i bada relacje od dzieci, które miały doświadczyć abdukcji. Założył poświęcony temu tematowi serwis internetowy


Abdukcje w dzieciństwie odpowiedzialne za autyzm?

Co ciekawe, mimo iż o dziecięcych abdukcjach mówi się niewiele, to jednak temat okazuje się na tyle interesujący, że powstały w całości mu poświęcone strony internetowe. Jednym z nich jest Aliens and Children: Children`s Encounters With Real Aliens From Space (aliensandchildren.org). Autorem strony jest Michael Menkin, były pracownik NASA i Beinga, który od wielu już lat zbiera i bada przypadki domniemanych porwań dzieci przez obce istoty.

Na stronie znaleźć można między innymi rysunki sporządzone przez dzieci, które doświadczyły wzięcia przez obce istoty, a także próby wyjaśnienia różnych kwestii związanych z abdukcjami. Wśród tych ostatnich mamy niekiedy dziwne i zaskakujące teorie, przykładowo próbujące obwiniać abdukcje o wywoływanie u dzieci autyzmu, czy też dotyczące rzekomych planów kosmitów w kwestii przyszłości ludzkości. Autor posunął się nawet do zamieszczenia... instrukcji budowy specjalnego hełmu, mającego chronić najmłodszych przed zgubnymi skutkami wizyt gości nie z tego świata. O ile to ostatnie można potraktować z przymrużeniem oka, o tyle zamieszczone na stronie relacje dzieci istotnie mogą stanowić ciekawy materiał do badań.

Jednym z najciekawszych przypadków jest omówiony na stronie przypadek dziewczynki o imieniu Ariel, która doświadcza abdukcji odkąd skończyła 4 lata. Ona i jej matka wypowiadają się w zamieszczonym na stronie głównej programie dokumentalnym. Również mama Ariel często w przeszłości doświadczała wzięć, i gdy opowiada o swoich przeżyciach (między innymi wielokrotnym "wyjmowaniu dziecka z jej ciała"), trudno jej opanować emocje.

Test Rozpoznawania Obrazów Hopkinsa

Nieżyjący już badacz fenomenu UFO oraz abdukcji, Budd Hopkins, opracował przeznaczony dla dzieci test rozpoznawania obrazów (Hopkins Image Recognition Test, w skrócie HIRT), który - jak twierdzi - pomaga zweryfikować rzeczywiste wystąpienia abdukcji przez obce istoty. Test składa się z dziesięciu kart, z czego dziewięć przedstawia wizerunki istot znanych z mitów, rzeczywistego świata i kultury popularnej, dziesiąta zaś zawiera podobiznę istoty w typie "szaraka", która często pojawia się w relacjach z wzięć. Wizerunki są czarno-białe, a widoczne na nich postaci są przedstawione w sposób "neutralny i bezuczuciowy". Ma to na celu zapobieżenie sytuacji, w której wizerunki mogłyby w czasie badania wpłynąć na emocje dzieci.

Badanie przeprowadzane jest w dwóch grupach składających się z 10 do 12 dzieci każda - jedna grupa składa się z dzieci które przypuszczalnie doświadczyły wzięcia, druga zaś stanowi grupę kontrolną. Test skłąda się z trzech części. Pierwsza część polega na tym, że prowadzący prosi dzieci aby zidentyfikowały postać przedstawioną na danej karcie. Według Hopkinsa, dzieci po abdukcjach, widząc twarz szaraka, często reagują na nią w taki sposób, że opowiadają ze szczegółami o zdarzeniu zawierającym elementy podobne do tych, które pojawiają się w relacjach dorosłych. Jak wspominał Hopkins, podczas jednego z takich testów jedno z dzieci opowiedziało nawet coś, co badacze nazywają scenariuszem "dziecięcej prezentacji" (baby presentation scenario). Rodzice są niekiedy zaniepokojeni, widząc taką reakcję dziecka na wizerunek kosmity. W grupach kontrolnych, dzieci zwykle nie rozpoznają bądź też nie przypisują żadnego znaczenia wizerunkowi "szaraka".

W drugiej części testu, osoba prowadząca prosi każde z dzieci, aby podzieliło karty na dwie kupki - w jednej kupce znajdą się postaci, które dziecko lubi, w drugiej te, za którymi nie przepada. Po wykonaniu zadania, prowadzący prosi dziecko, aby wyjaśniło, dlaczego dokonało akurat takiego a nie innego wyboru. Według Hopkinsa, dziecko po abdukcji "z wiadomych powodów" umieści wizerunek kosmity w kategorii "nie lubię". W grupie kontrolnej dzieci zwykle umieszczały kosmitę w kategorii "lubię", ponieważ "nie miały powodów aby nie lubić czegoś, czego nie rozpoznały".

W ostatniej części testu osoba prowadząca pokazuje dzieciom kartę i prosi, aby wymyśliły jakąś historyjkę z postacią, którą ona przedstawia. Zwykle jest to czynnik sprawczy, dzięki któremu dzieci zaczynają relacjonować potencjalne wzięcia, nawet jeśli wcześniejsze etapy badania nie wykazały możliwości wystąpienia tego typu zdarzenia.

Test Rozpoznawania Obrazów Hopkinsa spotkał się z krytyką ze strony innych badaczy, a także psychologów. Badacz fenomenu wzięć, David Gotlib, uważa że zastosowania przez Hopkinsa terminologia sugeruje standaryzowany i ściśle naukowy, rygorystyczny charakter, mimo iż jego zdaniem wcale tak nie jest. Podobne wątpliwości wysunął psycholog Richard Boylan, który skrytykował również to, że jedyną "anomalną" postacią występującą w kartach jest kosmita. Według niego, "należy się spodziewać", że widząc taki wizerunek dziecko zacznie opowiadać "straszną historyjkę". Jak stwierdził, jest to "oczywiste, ale nie decydujące".

Osobiście uważam, że trudno oczekiwać aby dziecko "w sposób oczywisty" było w stanie wymyślić "straszną historyjkę" o czymś, czego nie zna. Wydaje się, że jak najbardziej warto przeprowadzać takie testy, jednak w żadnym wypadku nie należy na jego podstawie wysnuwać żadnych ostatecznych wniosków. Te powinny się pojawiać dopiero po dalszym zbadaniu dziecka, które mogło przeżyć doświadczenie abdukcji.

Czy to, że dzieci sporadycznie opisują wzięcia przez obcych, stanowi dodatkowe potwierdzenie relacji innych osób, które przeżyły podobne doświadczenia? Czy i w jakim stopniu relacje dzieci mogły powstać pod wpływem czynników kulturowych, takich jak choćby filmy, telewizja, komiksy, a współcześnie Internet? Małoletni obywatele globalnej wioski opisują czasami swoje sny, w których widzą abdukcje, najczęściej jednak to nie oni są obiektem badań obcych istot, a jedynie są obserwatorami. Czy dzieci - szczególnie te młodsze - mające takie wizje nie potrafią odróżnić ich od rzeczywistości? Czy też raczej powinniśmy rozważyć możliwość, że dzieci czasami padają ofiarą dziwnego zjawiska o zasięgu ogólnoświatowym, którego nie potrafimy jeszcze zrozumieć ani wyjaśnić?

Źródła: infra.org.pl, strefatajemnic.onet.pl, spotkaniaznieznanym.blog.onet.pl, czastajemnic.blogspot.com, arekmiazga.blogspot.com, mysteriousuniverse.org, greatdreams.com, ufos.about.com, aliensandchildren.org, Wikipedia (hasło "Alien abduction claimants")
Opracowanie: Ivellios
Zamieszczone rysunki wykonane przez dzieci pochodzą z serwisu aliensandchildren.org

Nota: Anglojęzyczne serwisy internetowe o tematyce ufologicznej często powielają jeszcze inną relację, która jednak najprawdopodobniej została w całości sfabrykowana. Jest to historia czworga dzieci z Concorde w Argentynie, które miały zostać porwane, a następnie podróżować po wszechświecie przez trzy dni. Źródłem - jak się okazało, jedynym - tej relacji okazała się słynąca z publikowania zmyślonych historii gazeta "Weekly World News", która swego czasu twierdziła również, że NASA odebrała sygnał SOS z innej planety poza naszą galaktyką. Niestety, także doniesienie o rzekomym porwaniu dzieci przez kosmitów jest bezmyślnie kopiowane na zasadzie "kopiuj - wklej - nie czytaj i niech ludzie się cieszą, że wrzuciłeś coś nowego", bez jakiejkolwiek weryfikacji czy choćby sprawdzenia wiarygodności źródła.

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


Do tego artykułu nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!
    Tagi
    Inne artykuły
    o podobnej tematyce
    SŁUCHAJ NAS
    SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
    NEWSLETTER
    RAMÓWKA NA DZIŚ
    ARCHIWUM AUDYCJI
    WESPRZYJ
    RADIO PARANORMALIUM
    POLECANE KSIĄŻKI
    NAJNOWSZE FILMY
    Copyright © 2004-2019 by Radio Paranormalium